Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bóg źródłem zła..

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
19-05-2007 01:07unknown (163 punktów)Bóg źródłem zła..
Wierzący uważają, że Bóg stworzył cały świat, a więc także całe zło i to mistyczne piekło i lucyfera też?
Po co to zrobił? Nie lubi nas? Skoro jest taki dobry, to dlaczego pozostawia nas samych sobie? Sprawdza gdzie się nadajemy? Po co? Twórca nie wie wszystkiego o swoich 'owieczkach'? Dlaczego zachowuje się tak biernie.....
Oczywiście Ci 'oświeceni' stwierdzą, że Bóg ma wobec nas ukryte zamiary, których nie potrafimy pojąć. Proszę nie pisać czegoś takiego, to nie jest żadna 'wiara', to świadoma lub nie, próba otumanienia i ogłupienia reszty społeczeństwa. Bo jakie może mieć wobec nas zamiary? Do czegoś jesteśmy mu potrzebni?
Ten pełen miłosierdzia i miłości wyższy byt wysyła nas na świat, który potem z upodobaniem niszczymy, ba innych ludzi też niszczymy. Wszystko niszczymy, siebie też. Jaki cel jest w niszczeniu? Nie zapomniałem, że człowiek też tworzy, ale w końcu i tak to co stworzy, zniszczy...
Czemu skazuje nas na los śmiertelnika. Na los istoty ciągle obawiającej się o swoje życie? Skazuje nas na pewną śmierć?
Czemu Bóg dopuszcza do takiej eskalacji zła?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Totus (1201 punktów)
>Czemu Bóg dopuszcza do takiej eskalacji zła?
Ponieważ dopuszcza wolność wyznania i wracając do poczatku Twojego wpisu:
>wierzący uważają, że (...)
i nie Bóg ale ta wolność sprawia, że:
>świat, (...) z upodobaniem niszczymy, ba innych ludzi
>też niszczymy. Wszystko niszczymy, siebie też. Jaki cel
>jest w niszczeniu? Nie zapomniałem, że człowiek też tworzy,
>ale w końcu i tak to co stworzy, zniszczy...
Starczy?
Pan Tau (1237 punktów)
>>Czemu Bóg dopuszcza do takiej eskalacji zła?
>Ponieważ dopuszcza wolność wyznania [...]

Wolność? Przecież istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga, stwórcy naszego wszechświata, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności. Wszystko musi być zaprogramowane w chwili stworzenia, więc gdzie tu miejsce dla wolności?

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Totus (1201 punktów)
>>>Czemu Bóg dopuszcza do takiej eskalacji zła?
>>Ponieważ dopuszcza wolność wyznania [...]
>Wolność?
Tak, ktoś wyznaje, że dobro jest złem albo, że czarne jest szare, wolno mu? Albo, że z boskiej figurki Jana Pawła płynie życiodajna woda, której regularne spożywanie plus ofiara chroni od powietrza, ognia, wojny i głodu.
>Przecież istnienie transcendentnego
I stworzył człowieka na swoje podobieństwo.
>i wszechwiedzącego Boga,
może stwarzanie to nie jest precyzyjne kopiowanie?
>stwórcy naszego wszechświata, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności.
Cechą transcendentnego wobec materii wszechświata umysłu, którego doświadcza człowiek jest zdolnośc kreowania wszystkiego co umożliwia mu materia w puli możliwości ponadczasowego Bytu. Bytu, który oczywiście nigdy nie miał początku i nigdy nie zazna końca. Chcesz stworzyc nowy wszechświat? Ktoś odpowie - chcę. A coż to za zjawisko zaistniało w Bycie? Jak nazwiemy czynnik inicjujący proces? Gdybyś stworzył nowy wszechświat to co zdeterminowało jego powstanie?
>Wszystko musi być zaprogramowane w chwili stworzenia, więc gdzie tu miejsce dla wolności?
A jednak ludzie wierzą w co chcą, bo im wolno. Normalnie można byc dzisiaj bezbrzemiennym zwierzęciem tyle, że taki radykalizm z pewnością się nie opłaca o ile w ogóle dziś jest możliwy.
Unkown dopuszcza możliwośc, że Bóg jest źródłem zła, tyle, że nie do końca wiadomo w odniesieniu do kogo/czego snuje takie przypuszczenia.
.
Pozdrawiam
20-05-2007 15:37 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>>Czemu Bóg dopuszcza do takiej eskalacji zła?
>>Ponieważ dopuszcza wolność wyznania [...]
>Wolność? Przecież istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga, stwórcy naszego wszechświata, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności. Wszystko musi być zaprogramowane w chwili stworzenia, więc gdzie tu miejsce dla wolności?

Wcale tak nie jest, ponieważ Bóg widzi przyszłość jak osoba z przyszłości (jak chwilę teraźniejszą).
Przyszlość z punktu widzenia osoby z teraźniejszości może się jeszcze zmienić ( nie jest pewna), a tymczasem wiedza Boga jest pewna.
Pan Tau (1237 punktów)
>Wcale tak nie jest, ponieważ Bóg widzi przyszłość jak osoba z przyszłości (jak chwilę teraźniejszą).
>Przyszlość z punktu widzenia osoby z teraźniejszości może się jeszcze zmienić ( nie jest pewna), a tymczasem wiedza Boga jest pewna.

Antropomorfizujesz Boga - jeszcze chwila i napiszesz, że jest to siwobrody starzec z długą laską wędrujący sobie w czasie, jak bohaterowie znanej powieści H. G. Wellsa.
Bóg (przynajmniej ten istniejący poza stworzonym przez siebie wszechświatem) nie może, jak piszesz: "widzieć przyszłość jak osoba z przyszłości (jak chwilę teraźniejszą)".
Istnieje poza tym wszechświatem, a czas jest jednym z wymiarów tego wszechświata. Bóg więc w żaden sposób nie może być uwarunkowany przez czas - ani przeszłość, ani teraźniejszość, ani przyszłość. A to, co napisałaś stanowiłoby właśnie takie uwarunkowanie.
Dla istoty pozaczasowej czas nie tylko nie może być jednokierunkowym wymiarem ograniczającym, jakim jest dla nas - dla niej w ogóle nie może być wymiarem.
Dla Boga istniejącego poza wszechświatem i jego czasem nasza przeszłość, teraźniejszość czy przyszłość nie istnieją i nie mogą istnieć jako przeszłość, teraźniejszość, ani przyszłość, a wszystkie chwile naszego wszechświata muszą być jednością. A to oznacza, że wszystkie zdarzenia z naszych przeszłości, teraźniejszości i przyszłości muszą być mu znane i są przez niego "skonstruowane".
Nasze życie jest więc zdeterminowane, a wolna wola nie istnieje. Przynajmniej, gdy istnieje transcendentny Bóg.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
27-05-2007 20:23 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Dla Boga istniejącego poza wszechświatem i jego czasem nasza przeszłość, teraźniejszość czy przyszłość nie istnieją i nie mogą istnieć jako przeszłość, teraźniejszość, ani przyszłość, a wszystkie chwile naszego wszechświata muszą być jednością. A to oznacza, że wszystkie zdarzenia z naszych przeszłości, teraźniejszości i przyszłości muszą być mu znane i są przez niego "skonstruowane".

Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika,że to on konstruuje zdarzenia.Nie ma tu żadnej ciągłości logicznej.To,że przewiduje nie znaczy,że przeznacza.Jedno zupełnie nie wynika z drugiego.
Thorvoy (6588 punktów)
>Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika,że to on konstruuje zdarzenia.

To oznacza, że skonstruował je na samym początku. Stworzył świat doskonale wiedząc (wszechwiedzący przecież) co nastąpi później.
28-05-2007 13:48 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika,że to on konstruuje zdarzenia.
>To oznacza, że skonstruował je na samym początku. Stworzył świat doskonale wiedząc (wszechwiedzący przecież) co nastąpi później.

To oznacza tylko,że Bóg przewiduje,nie że przeznacza i konstruuje.Jedno w ogóle nie wynika logicznie z drugiego.
Thorvoy (6588 punktów)
Marcelu, coś Ci wyjasnię.

Wszechwiedzący bóg stworzył świat, WIEDZĄC OD POCZĄTKU, jak potoczą się jego losy, co oznacza, że już na początku skonstruował wszystkie zdarzenia jakie zaszły, zachodza i zajdą.
29-05-2007 19:36 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Marcelu, coś Ci wyjasnię.
>Wszechwiedzący bóg stworzył świat, WIEDZĄC OD POCZĄTKU, jak potoczą się jego losy, co oznacza, że już na początku skonstruował wszystkie zdarzenia jakie zaszły, zachodza i zajdą.

Nie musisz mi wyjaśniać kilkakrotnie tego,ja rozumiem co piszesz do mnie,naprawdę.
Ja jednak powtarzam tobie jeszcze raz,że z tego,że Bóg przewidział nie można logicznie wyciągnąć wniosku,że zdeterminował,przeznaczył.Jedno zupełnie nie wynika z drugiego,ale zaczynam wierzyć,że ty naprawdę widzisz tu ciągłość.

Przytoczę to,co napisałem Panu Tau:
Jeśli buduję karmik dla ptaków i mam wolę aby one tam przebywały,choć jednocześnie przewiduję,że mogą zamieszkać tam borsuki to
1.ani nie pomagam borsukom dostac się do karmika jeśli już to się stanie faktem
2.ani nie miałem woli tworząc karmik aby one tam przywędrowały.
Z tego,że stworzyłem karmik dla ptaków wynika tylko to,że
1.chciałem go właśnie dla ptaków oraz
2.że przewidziałem iż borsuki mogą go im wbrew mojej woli zabrać.
Dlaczego więc stworzyłem karmik skoro wiedziałem? Ponieważ przewidziałem również,że borsuki odejdą kiedyś i ptaki odzyskają karmik.
Nie mogłem stworzyć borsuków,które nie miałyby ochoty nigdy zabierać ptakom karmika bo wtedy pozbawiłbym je wolności i konstruowałbym właśnie wydarzenia.
Thorvoy (6588 punktów)
>Przytoczę to,co napisałem Panu Tau:
>Jeśli buduję karmik dla ptaków i mam wolę aby one tam przebywały,choć jednocześnie przewiduję,że mogą zamieszkać tam borsuki to
>1.ani nie pomagam borsukom dostac się do karmika jeśli już to się stanie faktem

Zapominasz, że będąc bogiem, stwarzasz nie tylko karmnik, ale też ptaki, borsuki i całą resztę, obdarzając je wszystkimi cechami, które sprawiają, że wchodzą sobie nierzadko w paradę
.

>2.ani nie miałem woli tworząc karmik aby one tam przywędrowały.

Miałeś, ponieważ stworzyłeś borsuki razem z ich zamiłowaniem do podkradania żarcia ptakom.

>Z tego,że stworzyłem karmik dla ptaków wynika tylko to,że
>1.chciałem go właśnie dla ptaków oraz
>2.że przewidziałem iż borsuki mogą go im wbrew mojej woli zabrać.
>Dlaczego więc stworzyłem karmik skoro wiedziałem? Ponieważ przewidziałem również,że borsuki odejdą kiedyś i ptaki odzyskają karmik.

Ale wychodzi na to, że w sytuacji, w której budujesz karmnik, nie masz wpływu na zachowanie borsuków.

Bóg, jako istota wszechmogąca, ma wpływ na zachowanie każdej jednej cząsteczki.

>Nie mogłem stworzyć borsuków,które nie miałyby ochoty nigdy zabierać ptakom karmika bo wtedy pozbawiłbym je wolności i konstruowałbym właśnie wydarzenia.

Skomentowałem to już, odpowiadając na odpowiedź (heheh) Pan Tau.
30-05-2007 13:48 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Przytoczę to,co napisałem Panu Tau:
>>Jeśli buduję karmik dla ptaków i mam wolę aby one tam przebywały,choć jednocześnie przewiduję,że mogą zamieszkać tam borsuki to
>>1.ani nie pomagam borsukom dostac się do karmika jeśli już to się stanie faktem
>Zapominasz, że będąc bogiem, stwarzasz nie tylko karmnik, ale też ptaki, borsuki i całą resztę, obdarzając je wszystkimi cechami, które sprawiają, że wchodzą sobie nierzadko w paradę
>.
>>2.ani nie miałem woli tworząc karmik aby one tam przywędrowały.
>Miałeś, ponieważ stworzyłeś borsuki razem z ich zamiłowaniem do podkradania żarcia ptakom.
>>Z tego,że stworzyłem karmik dla ptaków wynika tylko to,że
>>1.chciałem go właśnie dla ptaków oraz
>>2.że przewidziałem iż borsuki mogą go im wbrew mojej woli zabrać.
>>Dlaczego więc stworzyłem karmik skoro wiedziałem? Ponieważ przewidziałem również,że borsuki odejdą kiedyś i ptaki odzyskają karmik.
>Ale wychodzi na to, że w sytuacji, w której budujesz karmnik, nie masz wpływu na zachowanie borsuków.
>Bóg, jako istota wszechmogąca, ma wpływ na zachowanie każdej jednej cząsteczki.
>>Nie mogłem stworzyć borsuków,które nie miałyby ochoty nigdy zabierać ptakom karmika bo wtedy pozbawiłbym je wolności i konstruowałbym właśnie wydarzenia.
>Skomentowałem to już, odpowiadając na odpowiedź (heheh) Pan Tau.

Ok,być może analogia w części chybiona skoro pisałem o borsukach a chodziło mi o ludzi,świat zwierząt oczywiscie jest zdeterminowany.Nabiera aktualności gdy przełożyć to na ludzi.
Bóg nie może stwarzać nie-wolne osoby jesli jest Bogiem,jesli stwarza je wolnymi nie ingeruje zaprzeczając sobie.Przewiduje wszystko,wie od zawsze,co zupełnie nie oznacza,że konstruuje,determinuje.Pozwala na taki świat bo wie,że kiedyś zło obróci się na dobro.Każdy inny świat byłby sceną dla marionetek.
Zło jest potwierdzeniem tego,że Bóg nie determinuje.Bóg,który by determinował nie stworzyłby świata,w którym pojawiłoby się zło.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ok,być może analogia w części chybiona skoro pisałem o borsukach a chodziło mi o ludzi,świat zwierząt oczywiscie jest zdeterminowany.Nabiera aktualności gdy przełożyć to na ludzi.

Światem ludzi rządzą te same prawidła co światem reszty zwierząt. Jeśli nie wierzysz, spróbuj przez miesiąc nie jeść ani nie pić.

Albo jedz i pij, ale przez miesiąc nie korzystaj z kibelka.

Wejdź do klatki ze wściekłym psem i nie doznaj skoku adrenaliny.

Determinuje Cię między innymi Twój własny biologizm, którego się ni cholery nie wyrzekniesz.

>Bóg nie może stwarzać nie-wolne osoby jesli jest Bogiem,jesli stwarza je wolnymi nie ingeruje zaprzeczając sobie.

Czekaj, czekaj. Bóg czegoś NIE MOŻE?

A to Ci psikus.


>Przewiduje wszystko,wie od zawsze,co zupełnie nie oznacza,że konstruuje,determinuje.Pozwala na taki świat bo wie,że kiedyś zło obróci się na dobro.Każdy inny świat byłby sceną dla marionetek.

Marionetek, którymi jesteśmy tak, czy inaczej.

>Zło jest potwierdzeniem tego,że Bóg nie determinuje.Bóg,który by determinował nie stworzyłby świata,w którym pojawiłoby się zło.

Są jeszcze inne wyjścia:
a) nie jest wszechmocny
b) jest draniem
c) nie istnieje
31-05-2007 19:04 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Światem ludzi rządzą te same prawidła co światem reszty zwierząt.

To opinia prymitywnego materialisty.Zaden poważny biolog,fizyk czy chemik tak nie sądzi.Poczytaj kogoś poważnego.
Chyba,że dla ciebie czlowiek kończy się na instynktach i koniecznym im podleganiu.Ale jak juz pisałem nikt w poważnej nauce nie głosi takich bzdur.

>Determinuje Cię między innymi Twój własny biologizm, którego się ni cholery nie wyrzekniesz.

Determinuje mnie do pewnego stopnia i w sprawach najmniej istotnych.A nawet w tych natura ulega ludzkiej woli.Poczytaj choć trochę o tym,co wyprawiają od starożytności w Indiach albo o chrześcijańskich inedykach(nie jedzą,nie piją,nie wyprózniają się,co potwierdza medycyna i wieloletnie badania).

>>Bóg nie może stwarzać nie-wolne osoby jesli jest Bogiem,jesli stwarza je wolnymi nie ingeruje zaprzeczając sobie.
>Czekaj, czekaj. Bóg czegoś NIE MOŻE?
>A to Ci psikus.

Bóg jest doskonały,z definicji wyklucza się więc w Nim wszelką niedoskonałość.Nie może czynić np.zła,bo nie ma w Nim w ogóle idei zła,dla Niego nie jest ono żadną możliwością.
Bóg może wszystko czego chce.
Zrozum pojęcie Boga,a wtedy zrozumiesz poprawnie stwierdzenie,że Bóg czegoś nie może i nie będzie ci go trzeba tłumaczyć.
Większość jednak wypowiadających się na tej stronie wykazuje zatrważającą ignorancję w sprawach,w których się wypowiadają.

>Marionetek, którymi jesteśmy tak, czy inaczej.

Jesteś wolny w ramach jakiejś natury,a nie wolny od niej,już o tym wspominałem.

>>Zło jest potwierdzeniem tego,że Bóg nie determinuje.Bóg,który by determinował nie stworzyłby świata,w którym pojawiłoby się zło.
>Są jeszcze inne wyjścia:
>a) nie jest wszechmocny

Pojęcie Absolutu zakłada w Nim moc nieograniczoną.Albo więc jest Bogiem i ma nieograniczoną moc nad tym,co stworzył,albo jest bogiem jakiejś mitologii i nie jest już Absolutem,o którym mówimy.

>b) jest draniem

Badż poważny.

>c) nie istnieje

Owszem,wtedy logicznie nie tylko zło,ale wszystko wyjaśnia się w ramach natury.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Światem ludzi rządzą te same prawidła co światem reszty zwierząt.
>To opinia prymitywnego materialisty.Zaden poważny biolog,fizyk czy chemik tak nie sądzi.Poczytaj kogoś poważnego.

Marcel, czy Ty masz cokolwiek wspólnego z biologią?

Marcel, czy Ty masz WZROK?

Pomijając fakt, że naprawdę nie musiałeś nazywać mnie PRYMITYWNYM, choć z materialistą się zgodzę, muszę coś Ci powiedzieć: defekujesz, oddychasz, śpisz, czy spożywasz tak samo jak małpa, czy pies.

>Chyba,że dla ciebie czlowiek kończy się na instynktach i koniecznym im podleganiu.Ale jak juz pisałem nikt w poważnej nauce nie głosi takich bzdur.

Jakieś dowody, misiu. Z tego co mówisz, wychodzi że jacyś tam marni profesorowie i doktorzy (wielkie mecyje tytuł doktora mieć!), każdy jeden uczy mnie bzdur na studiach. Dziwię się, dlaczego ich jeszcze (studiów znaczy) nie zlikwidowali.

>>Determinuje Cię między innymi Twój własny biologizm, którego się ni cholery nie wyrzekniesz.
>Determinuje mnie do pewnego stopnia i w sprawach najmniej istotnych.

No to, jak mówiłem, nie szczaj przez tydzień, nie jedz przez miesiąc, albo nie oddychaj choćby przez 10 minut. Przecież mówię właśnie o rzeczach najmniej w życiu istotnych!

Zrobisz to?

>A nawet w tych natura ulega ludzkiej woli.Poczytaj choć trochę o tym,co wyprawiają od starożytności w Indiach albo o chrześcijańskich inedykach(nie jedzą,nie piją,nie wyprózniają się,co potwierdza medycyna i wieloletnie badania).

Zabawna sprawa, ufasz w czary indyjskich magików? Kto im nadaje te zdolności? Jahwe?

>>Czekaj, czekaj. Bóg czegoś NIE MOŻE?
>>A to Ci psikus.
>Bóg jest doskonały,z definicji wyklucza się więc w Nim wszelką niedoskonałość.Nie może czynić np.zła,bo nie ma w Nim w ogóle idei zła,dla Niego nie jest ono żadną możliwością.

Czyli NIE może. Koniec.

Nawiasem mówiąc, bóg stworzył świat takim, by zło mogło odnaleźć w nim swoje miejsce, więc chyba jednak ideę zła znał doskonale.

>Zrozum pojęcie Boga,a wtedy zrozumiesz poprawnie stwierdzenie,że Bóg czegoś nie może i nie będzie ci go trzeba tłumaczyć.

Niech znajdzie się ktoś, kto jednoznacznie wyjaśni pojęcie boga, a ja wtedy będę mógł postarać się je zrozumieć.

>Większość jednak wypowiadających się na tej stronie wykazuje zatrważającą ignorancję w sprawach,w których się wypowiadają.

I mówi to osoba, która twierdzi że czynności fizjologiczne są najmniej w życiu ważne. Nie rozśmieszaj mnie, bardzo ja Cię proszę.

>>Marionetek, którymi jesteśmy tak, czy inaczej.
>Jesteś wolny w ramach jakiejś natury,a nie wolny od niej,już o tym wspominałem.

Naturą tą obdarzył nas bóg, prawda? Nie jesteśmy wolni.

>>Są jeszcze inne wyjścia:
>>a) nie jest wszechmocny
>Pojęcie Absolutu zakłada w Nim moc nieograniczoną.Albo więc jest Bogiem i ma nieograniczoną moc nad tym,co stworzył,albo jest bogiem jakiejś mitologii i nie jest już Absolutem,o którym mówimy.

Nie odnosi się to do postawionego problemu.

>>b) jest draniem
>Badż poważny.

Jestem poważny. Teraz Ty bądź poważny i skontrargumentuj (przyczynę możliwości takiego poglądu na boga już znasz).

>>c) nie istnieje
>Owszem,wtedy logicznie nie tylko zło,ale wszystko wyjaśnia się w ramach natury.

No widzisz! Nie potrzeba boga, bo wszystko wyjaśnia się w ramach natury. Zgodnie z brzytwą Ockhama, boga w tym miejscu powinieneś odrzucić.
Pan Tau (1237 punktów)
>Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika,że to on konstruuje zdarzenia.Nie ma tu żadnej ciągłości logicznej.To,że przewiduje nie znaczy,że przeznacza.Jedno zupełnie nie wynika z drugiego.

Gdybyś przed napisaniem powyższego przeczytał nie tylko moją ostatnią wypowiedź, ale przynajmniej jedną wcześniejszą (parę postów wyżej w tym samym wątku), wiedziałbyś, że wcześniej napisałem:
"Wolność? Przecież istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga,
stwórcy naszego wszechświata
, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności. Wszystko musi być zaprogramowane w chwili stworzenia, więc gdzie tu miejsce dla wolności?"

Teraz widzisz, jakie były pełne założenia tej dyskusji?


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
29-05-2007 17:35 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika,że to on konstruuje zdarzenia.Nie ma tu żadnej ciągłości logicznej.To,że przewiduje nie znaczy,że przeznacza.Jedno zupełnie nie wynika z drugiego.
>Gdybyś przed napisaniem powyższego przeczytał nie tylko moją ostatnią wypowiedź, ale przynajmniej jedną wcześniejszą (parę postów wyżej w tym samym wątku), wiedziałbyś, że wcześniej napisałem:
>"Wolność? Przecież istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga,
>stwórcy naszego wszechświata
, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności. Wszystko musi być zaprogramowane w chwili stworzenia, więc gdzie tu miejsce dla wolności?"
>Teraz widzisz, jakie były pełne założenia tej dyskusji?
>
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"


Twoją wypowiedż widziałem wcześniej.Jednak ustosunkowałem się do ostatniej wypowiedzi Pana Tau(nie wiem czy to także ty).W twojej wypowiedzi nie widzę jednak poprawnej argumentacji.Ot,dowolnie wyciągasz wnioski jakie chcesz wyciągnąć.Dla ciebie z istnienia Boga wynika brak wolności w stworzonym przez Niego bycie.W twojej wypowiedzi nie ma argumentacji,jest tylko twoja opinia.To były tez poglądy Sartre'a,które jednak nie przekonały ani innych filozofów ani teologów.
Metafizyka i teologia uznają transcendencję Boga,absolutność Jego bytu i jednocześnie uznają wolność stworzenia i potrafią to racjonalnie wykazać.Wolność człowieka nie jest absolutna,jest wolnością w ramach jakiejś natury,to oczywiste.Pojęcie Boga wyklucza aby stwarzał nie-wolny świat,chyba,że sam byłby nie-wolny,gdyby był np.bytem panteistycznym,Jednią,z którego świat emanuje.Jako wolny,rozumny i doskonały musi stwarzać inne osoby wolnymi.

Chodziło mi wczesniej o to,że z przedwiedzy żadnym sposobem koniecznie nie wynika przeznaczanie,determinowanie.Logicznie nie ma tu przejścia.Twoje wnioski są dowolne.
Jeśli buduję karmik dla ptaków i mam wolę aby one tam przebywały,choć jednocześnie przewiduję,że mogą zamieszkać tam borsuki to 1.ani nie prowadzę borsuki do karmika jeśli już to się stanie faktem 2.ani nie miałem woli tworząc karmik aby one tam przywędrowały. Z tego,że stworzyłem karmik dla ptaków wynika tylko to,że
1.chciałem go właśnie dla ptaków oraz
2.że przewidziałem iż borsuki mogą go im wbrew mojej woli zabrać.
Dlaczego więc stworzyłem karmik? Ponieważ przewidziałem również,że borsuki odejdą i ptaki odzyskają karmik.
Nie mogłem stworzyć borsuków,które nie miałyby ochoty nigdy zabierać ptakom karmika bo wtedy pozbawiłbym je wolności i konstruowałbym właśnie wydarzenia.
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie mogłem stworzyć borsuków,które nie miałyby ochoty nigdy zabierać ptakom karmika bo wtedy pozbawiłbym je wolności i konstruowałbym właśnie wydarzenia.

No i dlaczego nie?

Jeśli wolność jednego stworzenia kłóci się ze spokojną egzystencją drugiego, to znaczy że należałoby świat trochę inaczej ułożyć. Tak, żeby nikt nie wchodził sobie w drogę.

Czyżby przerastało to możliwości wszechmogącego boga?
29-05-2007 21:20 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Nie mogłem stworzyć borsuków,które nie miałyby ochoty nigdy zabierać ptakom karmika bo wtedy pozbawiłbym je wolności i konstruowałbym właśnie wydarzenia.
>No i dlaczego nie?

Dlatego nie,bo stwarzałbym marionetki.Bóg się nie bawi w teatr,On stworzył osoby na swój obraz i podobieństwo,mające podobną godność a wolność z konieczności do niej należy.

>Jeśli wolność jednego stworzenia kłóci się ze spokojną egzystencją drugiego, to znaczy że należałoby świat trochę inaczej ułożyć. Tak, żeby nikt nie wchodził sobie w drogę.
>Czyżby przerastało to możliwości wszechmogącego boga?
>

Taki świat byłby mniej doskonały bo nie byłoby w nim wolnosci a przez to prawdziwych osób.
Bóg nie jest wszechmogący w absurdalny sposób.Nie może sprzecznych rzeczy stwarzać i chcieć.Takie ludowe i sprzeczne pojęcie wszechmocy nie występuje w teologii a innego jak pochodzącego z religii nie ma.
Widocznie każdy inny świat,w którym potrzebna byłaby Jego większa ingerencja w strukturę człowieka byłby Go niegodny i wykluczałby obraz i podobieństwo w osobach.
Thorvoy (6588 punktów)
>Dlatego nie,bo stwarzałbym marionetki.Bóg się nie bawi w teatr,On stworzył osoby na swój obraz i podobieństwo,mające podobną godność a wolność z konieczności do niej należy.

Bóg ma penis, czy pochwę? Chciałbym wiedzieć, kto jest bardziej do niego podobny: ja czy moja kobieta? Czy tak samo często... umówmy się, że "korzysta z toalety" i choruje? Ma potrzeby, pragnienia i ograniczone możliwości poznania?

Hm... zaraz, zaraz. Zdaje się, że tak samo mają ZWIERZĘTA. No, ale przecież my do nich nie jesteśmy wcale podobni. Wcale nie umieramy bez jedzenia i picia, nie cierpimy z powodu niewypróżniania się, nie chorujemy, nie potrzebujemy seksu...

Tak, z caaałą pewnością bliżej nam do boga, niż zwierząt.

>Bóg nie jest wszechmogący w absurdalny sposób.Nie może sprzecznych rzeczy stwarzać i chcieć.

Czyli nie jest wszechmogący w ogóle. Tyle chciałem wiedzieć.

>Takie ludowe i sprzeczne pojęcie wszechmocy nie występuje w teologii a innego jak pochodzącego z religii nie ma.

A jakie pojęcie wszechmocy obowiązuje w teologii?

>Widocznie każdy inny świat,w którym potrzebna byłaby Jego większa ingerencja w strukturę człowieka byłby Go niegodny i wykluczałby obraz i podobieństwo w osobach.

Będę myślał o tym podobieństwie. Zwłaszcza udając się do toalety.
31-05-2007 21:12 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Bóg ma penis, czy pochwę? Chciałbym wiedzieć, kto jest bardziej do niego podobny: ja czy moja kobieta? Czy tak samo często... umówmy się, że "korzysta z toalety" i choruje? Ma potrzeby, pragnienia i ograniczone możliwości poznania?

Ty nie tylko nie chcesz,ty chyba naprawdę nie jesteś w stanie zrozumieć tego,z czym walczysz.

>Hm... zaraz, zaraz. Zdaje się, że tak samo mają ZWIERZĘTA. No, ale przecież my do nich nie jesteśmy wcale podobni. Wcale nie umieramy bez jedzenia i picia, nie cierpimy z powodu niewypróżniania się, nie chorujemy, nie potrzebujemy seksu...
>Tak, z caaałą pewnością bliżej nam do boga, niż zwierząt.

Jeśli jest w tobie tylko to,co łączy cię ze zwierzętami a nic od nich nie rózni to nie będę polemizował.

>>Bóg nie jest wszechmogący w absurdalny sposób.Nie może sprzecznych rzeczy stwarzać i chcieć.
>Czyli nie jest wszechmogący w ogóle. Tyle chciałem wiedzieć.

Bóg może wszystko,czego chce.Jest więc wszechmogący.

>>Takie ludowe i sprzeczne pojęcie wszechmocy nie występuje w teologii a innego jak pochodzącego z religii nie ma.
>A jakie pojęcie wszechmocy obowiązuje w teologii?

Jak wyżej.Bóg nie chce zła ani absurdów,nie ma w Nim bowiem ich idei.Zastanów się najpierw kilka minut co to znaczy,potem zabierz głos.

>>Widocznie każdy inny świat,w którym potrzebna byłaby Jego większa ingerencja w strukturę człowieka byłby Go niegodny i wykluczałby obraz i podobieństwo w osobach.
>Będę myślał o tym podobieństwie. Zwłaszcza udając się do toalety.

Widocznie podobieństwo i realizacja obrazu jest w tobie już minimalna.Nie przenoś jednak tego na innych ludzi.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Bóg ma penis, czy pochwę? Chciałbym wiedzieć, kto jest bardziej do niego podobny: ja czy moja kobieta? Czy tak samo często... umówmy się, że "korzysta z toalety" i choruje? Ma potrzeby, pragnienia i ograniczone możliwości poznania?
>Ty nie tylko nie chcesz,ty chyba naprawdę nie jesteś w stanie zrozumieć tego,z czym walczysz.

Nie odniosłeś się do problemu.

>>Tak, z caaałą pewnością bliżej nam do boga, niż zwierząt.
>Jeśli jest w tobie tylko to,co łączy cię ze zwierzętami a nic od nich nie rózni to nie będę polemizował.

Przyznaję, że jest też masa rzeczy, która nas różni, ale nie zacieraj łapek ze szczęścia. Większe różnice występują między innymi gatunkami, niż np. między nami a psem, świnią, czy małpą.

>Bóg może wszystko,czego chce.Jest więc wszechmogący.

Ale nie może tego, czego nie chce. Nie jest wszechmogący.

Wiem, że pozornie taka zabawa z definiowaniem jawi się jako śmieszna, ale porusza poważny problem. Jeśli Bóg jest nieskończony w swej mocy, powinien móc WSZYSTKO BEZ WYJĄTKU i tu pojawia się logiczna zagwozdka, której nie przewidzieli chyba twórcy pojęcia "wszechmoc".

>>A jakie pojęcie wszechmocy obowiązuje w teologii?
>Jak wyżej.Bóg nie chce zła ani absurdów,nie ma w Nim bowiem ich idei.Zastanów się najpierw kilka minut co to znaczy,potem zabierz głos.

Jeśli zło i absurd istnieją, a bóg jest twórcą WSZYSTKIEGO (odpowiedzialny jest więc też za konsekwencje wyboru- piszę to, zanim się przyczepisz, że wszystko co złe wzięło się z wolnej woli różnych takich), to znaczy że taka idea nie jest mu obca.

>>Będę myślał o tym podobieństwie. Zwłaszcza udając się do toalety.
>Widocznie podobieństwo i realizacja obrazu jest w tobie już minimalna.Nie przenoś jednak tego na innych ludzi.

Nie muszę przenosić. Bez mojej pomocy i tak jutro przynajmniej ze dwa razy skorzystasz z toalety, spożyjesz najmniej 2000 kalorii i wykonasz kika tysięcy wdechów oraz wydechów, Twoje ciało kilkakrotnie zareaguja na ból i wypadnie Ci trochę włosów.

Nie schlebiaj sobie. Nie licząc inteligencji, nie jesteśmy dużo lepsi od szympansa. Jak niedawno powiedziałem, ktoś musiał być tym najinteligentniejszym, a że na nas padło... nie czyni nas to dziełami boga.
Pan Tau (1237 punktów)
>>Gdybyś przed napisaniem powyższego przeczytał nie tylko moją ostatnią wypowiedź, ale przynajmniej jedną wcześniejszą (parę postów wyżej w tym samym wątku), wiedziałbyś, że wcześniej napisałem [...]
>Twoją wypowiedż widziałem wcześniej. [...]

Szkoda zatem, że jej przy okazji nie przeczytałeś.
Ale jeśli to "widziałem" miało oznaczać "przeczytałem", to są dwa możliwe wytłumaczenia powodu, dla którego pominąłeś część moich założeń, pisząc o "moich wnioskach":
A. nie wiedziałeś, że istnieją, ponieważ w rzeczywistości nie przeczytałeś innych wypowiedzi w tym wątku - co oznacza, że powyżej napisałeś nieprawdę (twierdząc, że je przeczytałeś);
albo
B. wiedziałeś, że istnieją, bo je rzeczywiście przeczytałeś, ale, aby ułatwić sobie argumentację, celowo je pominąłeś, tym samym fałszując moją wypowiedź.

I jedno, i drugie z uczciwością nie ma nic wspólnego. Sam więc wybierz, czy bardziej Ci do twarzy z kłamstwem czy z fałszerstwem.

>[...] Jednak ustosunkowałem się do ostatniej wypowiedzi Pana Tau (nie wiem czy to także ty).

I co na to mogę napisać?
Ja chyba też już nie wiem, czy ten marcel i tamten marcel to jedna osoba, i, czy na dodatek, któryś z nich jest Tobą.
A tak przy okazji - jest?
Jak ja w ogóle mogę wymagać od Ciebie czytania wypowiedzi, skoro nawet nie jesteś w stanie skojarzyć, że autor tej wypowiedzi jest również autorem tej wypowiedzi?

>W twojej wypowiedzi nie widzę jednak poprawnej argumentacji.Ot,dowolnie wyciągasz wnioski jakie chcesz wyciągnąć.Dla ciebie z istnienia Boga wynika brak wolności w stworzonym przez Niego bycie.W twojej wypowiedzi nie ma argumentacji,jest tylko twoja opinia.

Proszę bardzo, chętnie przyjrzę się Twojej kontrargumentacji.
Cytuj moje argumenty i po kolei je obalaj.
Tylko bardzo proszę, nie przeinaczaj ich tak, jak zwykłeś robić to do tej pory.

> To były tez poglądy Sartre'a,które jednak nie przekonały ani innych filozofów ani teologów.

Raczej Aureliusza Augustyna (pomijając jego teodyceę).

>Metafizyka i teologia uznają transcendencję Boga,absolutność Jego bytu i jednocześnie uznają wolność stworzenia i potrafią to racjonalnie wykazać.

Proszę bardzo - wykaż to.

>Wolność człowieka nie jest absolutna,jest wolnością w ramach jakiejś natury,to oczywiste.

Na jakiej podstawie twierdzisz, że jest to oczywiste? Uzasadnij.

> Pojęcie Boga wyklucza aby stwarzał nie-wolny świat, chyba,że sam byłby nie-wolny,gdyby był np.bytem panteistycznym,Jednią,z którego świat emanuje.

Dlaczego wyklucza?
Może w takim razie najpierw spróbuj zdefiniować to pojęcie (Boga), bo póki co nie wiem, o czym rozmawiamy.

> Jako wolny,rozumny i doskonały musi stwarzać inne osoby wolnymi.

Dlaczego musi?

>Chodziło mi wczesniej o to,że z przedwiedzy żadnym sposobem koniecznie nie wynika przeznaczanie,determinowanie.Logicznie nie ma tu przejścia.Twoje wnioski są dowolne.

To nie moje wnioski, to twoje wnioski.
Moja teza wygląda tak:
Istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga, który (o czym zapominasz) jest stwórcą naszego wszechświata, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności (w tym wszechświecie).
A jej uzasadnienie znajdziesz tutaj.

>Jeśli buduję karmik dla ptaków i mam wolę aby one tam przebywały,choć jednocześnie przewiduję,że mogą zamieszkać tam borsuki to 1.ani nie prowadzę borsuki do karmika jeśli już to się stanie faktem 2.ani nie miałem woli tworząc karmik aby one tam przywędrowały. Z tego,że stworzyłem karmik dla ptaków wynika tylko to,że
>1.chciałem go właśnie dla ptaków oraz
>2.że przewidziałem iż borsuki mogą go im wbrew mojej woli zabrać.
>Dlaczego więc stworzyłem karmik? Ponieważ przewidziałem również,że borsuki odejdą i ptaki odzyskają karmik.
>Nie mogłem stworzyć borsuków,które nie miałyby ochoty nigdy zabierać ptakom karmika bo wtedy pozbawiłbym je wolności i konstruowałbym właśnie wydarzenia.

Powyższy przykład nie ma sensu i nie próbuj nawet wykazywać jakichkolwiek analogii.
Dlaczego?
Odpowiedź jest bardzo prosta.
Nie zauważasz, nie chcesz zauważyć, albo nie jesteś w stanie pojąć jednego bardzo ważnego ograniczenia wynikającego z założenia, które przyjeliśmy w jednej z początkowych wypowiedzi tego wątku.
Otóż zakładamy, że transcendentny Bóg istnieje poza czasem tego naszego wszechświata. Nie jest, jak my, jego "niewolnikiem" płynącym jednostajnie wzdłuż jego osi, nie jest również (jak to niektórzy sugerują) kimś w rodzaju podróznika w czasie, który sobie dowolnie wędruje od przeszłości do przyszłości i z powrotem.
Nie jest, ponieważ nasz czas jest wymiarem naszego świata, nie Jego. A dla bytu istniejącego poza naszym wszechświatem nasza przeszłość, nasza przyszłość, nasza teraźniejszość niczym się od siebie nie różnią - cały nasz czas widziany z perspektywy istoty "pozaczasowej" zapewne można sobie wyobrazić (w bardzo odległym przybliżeniu) jako coś w rodzaju pojedynczego punktu skupiającego w jednym miejscu wszyskie nasze chwile.
Stąd wszelkie przykłady (jak Twój powyższy) posługujące się czasem dla objaśnienia postępowania bytu istniejącego poza nim nie mają najmniejszego sensu.

Spróbuj zatem uzasadnić możliwość zaistnienia wolnej woli nie korzystając z pojęcia czasu.
I tym razem nie zapomnij uwzględnić wszystkich naszych założeń.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
29-05-2007 22:17 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Twoją wypowiedż widziałem wcześniej. [...]
>Szkoda zatem, że jej przy okazji nie przeczytałeś.
>Ale jeśli to "widziałem" miało oznaczać "przeczytałem", to są dwa możliwe wytłumaczenia powodu, dla którego pominąłeś część moich założeń, pisząc o "moich wnioskach":
>A. nie wiedziałeś, że istnieją, ponieważ w rzeczywistości nie przeczytałeś innych wypowiedzi w tym wątku - co oznacza, że powyżej napisałeś nieprawdę (twierdząc, że je przeczytałeś);
>albo
>B. wiedziałeś, że istnieją, bo je rzeczywiście przeczytałeś, ale, aby ułatwić sobie argumentację, celowo je pominąłeś, tym samym fałszując moją wypowiedź.
>I jedno, i drugie z uczciwością nie ma nic wspólnego. Sam więc wybierz, czy bardziej Ci do twarzy z kłamstwem czy z fałszerstwem.

Skąd przypuszczenia,że pisząc o jednym pomijałem drugie?
Jedna wypowiedż niczego nie dodawała do drugiej,przeciwnie mówi o tym samym,przynajmniej wnioski sa te same(konstruowanie i programowanie rzeczywistości).Po co miałem cytować obie wypowiedzi,skoro ustosunkowałem się do wniosków?
Skąd podejrzenia o jakąkolwiek nieuczciwosć?

>>[...] Jednak ustosunkowałem się do ostatniej wypowiedzi Pana Tau (nie wiem czy to także ty).
>I co na to mogę napisać?
>Ja chyba też już nie wiem, czy ten marcel i tamten marcel to jedna osoba, i, czy na dodatek, któryś z nich jest Tobą.
>A tak przy okazji - jest?
>Jak ja w ogóle mogę wymagać od Ciebie czytania wypowiedzi, skoro nawet nie jesteś w stanie skojarzyć, że autor tej wypowiedzi jest również autorem tej wypowiedzi?

Dlaczego mam kojarzyć te osoby skoro oba niki są rózne? Mogę się domyslać po treści,ale po co ta schizofrenia,która jest trochę niepowazna.Nasuwają się podejrzenia o jakąś nieuczciwosć.

>>W twojej wypowiedzi nie widzę jednak poprawnej argumentacji.Ot,dowolnie wyciągasz wnioski jakie chcesz wyciągnąć.Dla ciebie z istnienia Boga wynika brak wolności w stworzonym przez Niego bycie.W twojej wypowiedzi nie ma argumentacji,jest tylko twoja opinia.
>Proszę bardzo, chętnie przyjrzę się Twojej kontrargumentacji.
>Cytuj moje argumenty i po kolei je obalaj.
>Tylko bardzo proszę, nie przeinaczaj ich tak, jak zwykłeś robić to do tej pory.

Po 1.Nie podałeś żadnych argumentów,dowolnie i nielogicznie wyciągnięty wniosek z tezy nie jest argumentem.
2.W którym miejscu przeinaczyłem choć raz twoje wnioski? Wydawało mi się,że do tej pory tylko się do nich odnosiłem.Nie wymagają one interpretacji.

>> To były tez poglądy Sartre'a,które jednak nie przekonały ani innych filozofów ani teologów.
>Raczej Aureliusza Augustyna (pomijając jego teodyceę).

Augustyn głosił wolność człowieka i pisał traktaty o wolnej woli,czemu więc uprawiasz demagogię?

>>Metafizyka i teologia uznają transcendencję Boga,absolutność Jego bytu i jednocześnie uznają wolność stworzenia i potrafią to racjonalnie wykazać.
>Proszę bardzo - wykaż to.

Wybacz,ale jeśli masz wątpliwosci sięgnij po podręcznik z filozofii Boga.Ja nie mam ani czasu ani sił by pisać o tym,co jest dostępne każdemu.Ja cię nie przekonuję,ja informuję.Jeśli nie masz ochoty mi wierzyć,to sprawdż sięgając po książkę.Ja nie mam ambicji uprawiać apologetyki.

>>Wolność człowieka nie jest absolutna,jest wolnością w ramach jakiejś natury,to oczywiste.
>Na jakiej podstawie twierdzisz, że jest to oczywiste? Uzasadnij.

Człowiek nie jest absolutem,ale istotą cielesną i ograniczoną(poznaniem,mocą itd)to jest oczywiste.Nie może być wolny jak Bóg.

>> Pojęcie Boga wyklucza aby stwarzał nie-wolny świat, chyba,że sam byłby nie-wolny,gdyby był np.bytem panteistycznym,Jednią,z którego świat emanuje.
>Dlaczego wyklucza?

Ponieważ zakłada,że jest to Byt rozumny,bezinteresowny i doskonały w postępowaniu a stwarzanie światów-marionetek sprzeciwiałoby się temu.

>> Jako wolny,rozumny i doskonały musi stwarzać inne osoby wolnymi.
>Dlaczego musi?

Jeśli chodzi o moc to nie musi,ale Jego doskonałość wyklucza aby korzystał z mocy do złych celów,najzwyczajniej nie chce i jako Bóg chcieć nie może.O takim Absolucie mówi filozofia a religia mówi już całkiem o tym,że wszechmoc w Bogu jest środkiem dla innych atrybutów,jest np.wszechmocą miłości,dobra,nie jest atrybutem kapryśnej Istoty jak z mitologii ale jest wszechmocą Boga,który jest Miłością.

>>Chodziło mi wczesniej o to,że z przedwiedzy żadnym sposobem koniecznie nie wynika przeznaczanie,determinowanie.Logicznie nie ma tu przejścia.Twoje wnioski są dowolne.
>To nie moje wnioski, to twoje wnioski.
>Moja teza wygląda tak:
>Istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga, który (o czym zapominasz) jest stwórcą naszego wszechświata, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności (w tym wszechświecie).

Najpierw komentowałem pierwszą tezę,która mówiła jasno,że z przedwiedzy Boga wynika,że świat jest konstruowany z góry.Zobacz o czym pisałem najpierw i nie miej do mnie pretensji że miałem ochotę zacząc od tego,co napisałeś do mnie najpierw.Teza w formie w jakiej ją cytujesz pochodzi z postu dla innego użytkownika,pózniej mi ją przytoczyłeś.W obu formach mówi jednak o jednym.Jest to sama teza,nie ma w niej argumentacji.

>A jej uzasadnienie znajdziesz tutaj.

Nie moge otworzyc poprawnie bo otwiera mi się strona z naszym wątkiem.A jesli tak ma być to nic nowego to nie wnosi argumentacja widniejąca w nim.
29-05-2007 22:18 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Jeśli buduję karmik dla ptaków i mam wolę aby one tam przebywały,choć jednocześnie przewiduję,że mogą zamieszkać tam borsuki to 1.ani nie prowadzę borsuki do karmika jeśli już to się stanie faktem 2.ani nie miałem woli tworząc karmik aby one tam przywędrowały. Z tego,że stworzyłem karmik dla ptaków wynika tylko to,że
>>1.chciałem go właśnie dla ptaków oraz
>>2.że przewidziałem iż borsuki mogą go im wbrew mojej woli zabrać.
>>Dlaczego więc stworzyłem karmik? Ponieważ przewidziałem również,że borsuki odejdą i ptaki odzyskają karmik.
>>Nie mogłem stworzyć borsuków,które nie miałyby ochoty nigdy zabierać ptakom karmika bo wtedy pozbawiłbym je wolności i konstruowałbym właśnie wydarzenia.
>Powyższy przykład nie ma sensu i nie próbuj nawet wykazywać jakichkolwiek analogii.

Analogia jest poprawna.Zakłada całkowita przedwiedzę z góry i jednocześnie zgodę na taki właśnie świat.

>Dlaczego?
>Odpowiedź jest bardzo prosta.
>Nie zauważasz, nie chcesz zauważyć, albo nie jesteś w stanie pojąć jednego bardzo ważnego ograniczenia wynikającego z założenia, które przyjeliśmy w jednej z początkowych wypowiedzi tego wątku.
>Otóż zakładamy, że transcendentny Bóg istnieje poza czasem tego naszego wszechświata. Nie jest, jak my, jego "niewolnikiem" płynącym jednostajnie wzdłuż jego osi, nie jest również (jak to niektórzy sugerują) kimś w rodzaju podróznika w czasie, który sobie dowolnie wędruje od przeszłości do przyszłości i z powrotem.
>Nie jest, ponieważ nasz czas jest wymiarem naszego świata, nie Jego. A dla bytu istniejącego poza naszym wszechświatem nasza przeszłość, nasza przyszłość, nasza teraźniejszość niczym się od siebie nie różnią - cały nasz czas widziany z perspektywy istoty "pozaczasowej" zapewne można sobie wyobrazić (w bardzo odległym przybliżeniu) jako coś w rodzaju pojedynczego punktu skupiającego w jednym miejscu wszyskie nasze chwile.
>Stąd wszelkie przykłady (jak Twój powyższy) posługujące się czasem dla objaśnienia postępowania bytu istniejącego poza nim nie mają najmniejszego sensu.
>Spróbuj zatem uzasadnić możliwość zaistnienia wolnej woli nie korzystając z pojęcia czasu.
>I tym razem nie zapomnij uwzględnić wszystkich naszych założeń.
>
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"


To,że Bóg jest bytem pozaczasowym wiem jako rzecz podstawową.W moim przykładzie czas nie odgrywa dużej roli.Bóg poznaje w jednej chwili przeszłość,terażniejszosć i przyszlość.O tym nie musisz mnie pouczać,to podstawowa wiedza w teologii.Mój przykład mówi o tym,że Bóg wie z góry o wszystkim jednak stwarza świat.
Ty naprawdę nie widzisz,że z przedwiedzy nie można wyciagnąć innego wniosku poza tym,ze Bóg wie o wszystkim i jednoczesnie chce takiego świata? W ktorym miejscu wynika że go konstruuje,że nie będzie on wolny pomimo Jego wiedzy? Gdyby stwarzał świat nieorganiczny a nie swiat osób wtedy byłoby zupełnie inaczej.Ale przeciez mówimy o takim świecie jaki jest.
Pan Tau (1237 punktów)
>>Jak ja w ogóle mogę wymagać od Ciebie czytania wypowiedzi, skoro nawet nie jesteś w stanie skojarzyć, że autor [A.] tej wypowiedzi jest również autorem [B.] tej wypowiedzi?

>Dlaczego mam kojarzyć te osoby skoro oba niki są rózne?
>Mogę się domyslać po treści,ale po co ta schizofrenia,która jest trochę niepowazna. Nasuwają się podejrzenia o jakąś nieuczciwosć.

Proszę bardzo, oto wyjaśnienie graficzne, skoro słowa już nie wystarczają.

I. Oto, która wypowiedź ukrywa się pod linkiem oznaczonym powyżej literą A (oryginał jest tutaj):


II. A oto wypowiedź schowana pod linkiem oznaczonym powyżej literą B (tu znajdziesz wersję oryginalną):


Teraz wyjaśnij mi, proszę, czym się różnią "nicki" autorów obu powyższych postów?
Czy mam je jeszcze zaznaczyć na czerwono?


>Skąd przypuszczenia,że pisząc o jednym pomijałem drugie?
>Jedna wypowiedż niczego nie dodawała do drugiej,przeciwnie mówi o tym samym,przynajmniej wnioski sa te same(konstruowanie i programowanie rzeczywistości).Po co miałem cytować obie wypowiedzi,skoro ustosunkowałem się do wniosków?

To nie przypuszczenie, to fakty.
Oto co napisałeś w swojej pierwszej wypowiedzi:
>Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika, że to on konstruuje zdarzenia.
>Nie ma tu żadnej ciągłości logicznej.To,że przewiduje nie znaczy,że przeznacza.Jedno zupełnie nie wynika z drugiego.

Problem polega na tym, że moja teza w całości brzmi tak:
"istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga, stwórcy naszego wszechświata, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności",
a Twoja wypowiedź sugeruje, że twierdzę coś takiego:
"istnienie wszechwiedzącego Boga uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności".

Owszem, wniosek jest ten sam, ale założenia inne.
Usuwasz dwa z trzech moich założeń i sugerujesz, że jest to w porządku?
Moim zdaniem jest to prymitywna manipulacja, by nie użyć ostrzejszych słów.
Naprawdę wydawało się Tobie, że mogę nie zauważyć takiej ingerencji w moją wypowiedź?


>Skąd podejrzenia o jakąkolwiek nieuczciwosć?

Modyfikujesz moje wypowiedzi tak, aby ich sens pasował do twoich argumentów i wmawiasz mi, że to niby ja coś takiego napisałem.
Twierdzisz, że czytałeś moje wcześniejsze posty, ale jednocześnie plączesz się w zeznaniach, sugerując, że to nie ja je pisałem.


>Najpierw komentowałem pierwszą tezę,która mówiła jasno,że z przedwiedzy Boga wynika,że świat jest konstruowany z góry.Zobacz o czym pisałem najpierw i nie miej do mnie pretensji że miałem ochotę zacząc od tego,co napisałeś do mnie najpierw.
>Teza w formie w jakiej ją cytujesz pochodzi z postu dla innego użytkownika,pózniej mi ją przytoczyłeś.W obu formach mówi jednak o jednym.Jest to sama teza,nie ma w niej argumentacji.

Powyżej wykazałem, z których i czyich postów pochodzą wszystkie wypowiedzi, na które się powoływałem w swoich postach.
Jeśli nadal uważasz, że autorem którejś z nich jest ktoś inny niż ja, to proszę bardzo, wskaż ten post i ten fragment i napisz, kto jest jego autorem.
W tej kwestii niestety nie jestem już w stanie Tobie bardziej pomóc.

Powtórzę raz jeszcze: nie mam nic przeciw osobom, które włączają się do dyskusji prowadzonych przez innych. To jest OK, sam zresztą tak robię.
Ale jeśli dołączasz do dyskusji, to na Tobie spoczywa obowiązek zapoznania się z całością argumentacji (w tym ze wszystkimi założeniami) przedstawioną w toku tej dyskusji. Obawiam się, że o tym zapomniałeś.

A jak już się uporasz z problemem własciwej identyfikacji autorów wypowiedzi umieszczanych w tym forum, jeszcze raz przedstawię Tobie moją argumentację - w punktach, abyś łatwiej mógł ją obalać.
Daj znać, jak będziesz gotowy.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
31-05-2007 18:27 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Proszę bardzo, oto wyjaśnienie graficzne, skoro słowa już nie wystarczają.
>Teraz wyjaśnij mi, proszę, czym się różnią "nicki" autorów obu powyższych postów?

Mieszasz człowieku i manipulujesz jak tylko możesz.
Pierwsza moja wypowiedż dotyczyła tej wypowiedzi:
>>Dla Boga istniejącego poza wszechświatem i jego czasem nasza przeszłość, teraźniejszość czy przyszłość nie istnieją i nie mogą istnieć jako przeszłość, teraźniejszość, ani przyszłość, a wszystkie chwile naszego wszechświata muszą być jednością. A to oznacza, że wszystkie zdarzenia z naszych przeszłości, teraźniejszości i przyszłości muszą być mu znane i są przez niego "skonstruowane".

Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika,że to on konstruuje zdarzenia.Nie ma tu żadnej ciągłości logicznej.To,że przewiduje nie znaczy,że przeznacza.Jedno zupełnie nie wynika z drugiego.

Autorem jest Pan Tau.
Druga moja wypowiedż to:
>>Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika,że to on konstruuje zdarzenia.
>To oznacza, że skonstruował je na samym początku. Stworzył świat doskonale wiedząc (wszechwiedzący przecież) co nastąpi później.

To oznacza tylko,że Bóg przewiduje,nie że przeznacza i konstruuje.Jedno w ogóle nie wynika logicznie z drugiego.

Autorem jest Thorvoy.
Chodziło o te wypowiedzi i o te dwa rózne jak zapewne widzisz nicki.Jesli coś pomieszałeś i przytoczyłeś inne wypowiedzi to twój problem i poradż sobie z nim zanim kogoś w coś wplątasz.
O co ci więc chodzi?Kto tu kim manipuluje?
Jesli bawi cię robienie takich głupot i przypisywanie rozmówcy czegoś,czego nie zrobił by go ośmieszyć,zrobić z niego idiotę i tak oczom czytających ukazać,że nie jest wiarygodny to baw się tak ze swoimi kolegami a nie ze mną.

>

>>Skąd przypuszczenia,że pisząc o jednym pomijałem drugie?
>>Jedna wypowiedż niczego nie dodawała do drugiej,przeciwnie mówi o tym samym,przynajmniej wnioski sa te same(konstruowanie i programowanie rzeczywistości).Po co miałem cytować obie wypowiedzi,skoro ustosunkowałem się do wniosków?
>To nie przypuszczenie, to fakty.
>Oto co napisałeś w swojej pierwszej wypowiedzi:
>>Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika, że to on konstruuje zdarzenia.
>>Nie ma tu żadnej ciągłości logicznej.To,że przewiduje nie znaczy,że przeznacza.Jedno zupełnie nie wynika z drugiego.
>Problem polega na tym, że moja teza w całości brzmi tak:
>"istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga, stwórcy naszego wszechświata, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności",
>a Twoja wypowiedź sugeruje, że twierdzę coś takiego:
>"istnienie wszechwiedzącego Boga uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności".

Moja wypowiedż niczego nie sugeruje,komentowałem najpierw tezę o przedwiedzy,bo tylko o niej była mowa,potem gdy pod innym nickiem przytoczyłeś drugą tezę,napisaną pierwotnie do kogoś innego:
"Wolność? Przecież istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga,
stwórcy naszego wszechświata, uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności. Wszystko musi być zaprogramowane w chwili stworzenia, więc gdzie tu miejsce dla wolności?"

Połączyłem ją z pierwszą wypowiedzią i pisząc swoje zdanie wypowiadałem się o całej twojej teorii,w której zawarte jest jedno i drugie.Nie sugeruję tego,co mi przypisujesz:
>"istnienie wszechwiedzącego Boga uniemożliwia zaistnienie jakiejkolwiek wolności".

Zakładam jako oczywiste,bo to zakłada pojęcie Boga,że Bóg jest transcendentny,nie trzeba mi więc nawet tego uświadamiać.Z tego zaś,że mówimy o świecie,który jest dziełem Boga wynika logicznie,że mówimy o Bogu-Stwórcy,po co mam więc wypowiadając się przytaczac wciąż na nowo to wszystko?Chyba,że tego potrzebujesz,bo twoja inteligencja nie nadąża.Daj sobie więc spokój z przypisywaniem mi urojonych twierdzeń.

>Owszem, wniosek jest ten sam, ale założenia inne.
>Usuwasz dwa z trzech moich założeń i sugerujesz, że jest to w porządku?

Jak wyżej.Usuwam tylko w twoim mózgu.Zacznij się martwić o swoje urojenia lub zrób coś ze strachem,który je wytwarza.

>Moim zdaniem jest to prymitywna manipulacja, by nie użyć ostrzejszych słów.
>Naprawdę wydawało się Tobie, że mogę nie zauważyć takiej ingerencji w moją wypowiedź?

Albo naprawdę w to wierzysz albo tak się bronisz...

>Twierdzisz, że czytałeś moje wcześniejsze posty, ale jednocześnie plączesz się w zeznaniach, sugerując, że to nie ja je pisałem.

Kto tu się plącze...
Ja czytam to,co komentuję.

>>Teza w formie w jakiej ją cytujesz pochodzi z postu dla innego użytkownika,pózniej mi ją przytoczyłeś.W obu formach mówi jednak o jednym.Jest to sama teza,nie ma w niej argumentacji.
>Powyżej wykazałem, z których i czyich postów pochodzą wszystkie wypowiedzi, na które się powoływałem w swoich postach.

A ja wykazałem,które tezy komentowałem i o których nickach pisałem.

>Powtórzę raz jeszcze: nie mam nic przeciw osobom, które włączają się do dyskusji prowadzonych przez innych. To jest OK, sam zresztą tak robię.
>Ale jeśli dołączasz do dyskusji, to na Tobie spoczywa obowiązek zapoznania się z całością argumentacji (w tym ze wszystkimi założeniami) przedstawioną w toku tej dyskusji. Obawiam się, że o tym zapomniałeś.

Nie komentowałem dyskusji ani wątku,tylko jedną wypowiedż.Moim zadaniem jest wiedzieć,co komentuję i to zadanie spełniam.
Poza tym pisałem już wyżej,że komentując wypowiedzi o przedwiedzy zakładałem jako oczywiste transcendencję i Boga-Stwórcę,skoro mówimy o świecie przez niego stworzonym.Przecież to jest logiczne dla każdego gimnazjalisty.
Jesli miałeś wątpliwosci wystarczyło zapytać dlaczego zapominam(twoim zdaniem)o tych sprawach gdy się wypowiadam a nie przypisywac mi w ponad połowie postu oszustwa i manipulacje.
31-05-2007 18:27 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>A jak już się uporasz z problemem własciwej identyfikacji autorów wypowiedzi umieszczanych w tym forum, jeszcze raz przedstawię Tobie moją argumentację - w punktach, abyś łatwiej mógł ją obalać.

Nie próbuj wyjść na mądrzejszego niż jesteś bo jak na razie to ty się ośmieszasz
1.Urojonymi podejrzeniami o nieuczciwosć
2.Urojonymi tezami,ktore rzekomo ci przypisuję
3.Kłopotami z wyczuciem,że rozmówca być może zakłada jako oczywiste inne atrybuty Boga wypowiadając się o przedwiedzy a nie pomija je i cenzuruje.

>Daj znać, jak będziesz gotowy.

Nadrabiasz retoryką brak umiejętnosci merytorycznej dyskusji jak widzę.Daj znac gdy będziesz gotowy do dyskusji wśród starszych chłopców.I nie pisz do mnie pod dwoma nickami bo to metoda czatujących nastolatków.Unikniemy żenujących sytuacji.
Pan Tau (1237 punktów)
Zacznijmy od kłamstw.

1. Oto kłamstewko pierwsze.
Twierdzisz że ja (Pan Tau) i Thorvoy to jedna i ta sama osoba?
To jest właśnie kłamstwo i w praktyce jedyny "argument", na którym opierasz swoje wywody.
Zwróć się do moderatora tego forum, jeśli masz wątpliwości odnośnie rozdzielności naszych osób. Obaj mamy własne konta w tym forum i obaj korzystamy z nich dużo dłużej, niż trwa Twoja obecność tutaj. Długo na tyle, by nie tylko moderatorzy, ale wszyscy myślący użytkownicy tego forum doskonale wiedzieli, że wbrew Twoim praranoicznym urojeniom nie jesteśmy tą samą osobą.

2. Oto kłamstewko drugie.
Na mój poprzedni post (autorem, jak widać, jest Pan Tau)


odpowiadasz:

>Moja wypowiedż niczego nie sugeruje,komentowałem najpierw tezę o przedwiedzy,bo tylko o niej była mowa,potem gdy pod innym nickiem przytoczyłeś drugą tezę,napisaną pierwotnie do kogoś innego:
>"Wolność? Przecież istnienie transcendentnego i wszechwiedzącego Boga [...]"

Powyższy cytat pochodzi pierwotnie z następującego postu (a jego autor to, jakby nie patrzeć, Pan Tau):


A przytoczyłem go ponownie w tej wypowiedzi skierowanej do Ciebie
(autorem jest... również Pan Tau):


I to są jedyne miejsca w tym wątku, w którym pojawiają się te słowa (wyjąwszy Twoje cytaty). Wszystkie posty są podpisane Pan Tau.
Dlaczego więc kłamiesz, twierdząc, że "przytoczyłem ją pod innym nickiem"?
W którym miejscu i pod jakim nickiem?

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
01-06-2007 14:07 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Zacznijmy od kłamstw.
>
1. Oto kłamstewko pierwsze.

>Twierdzisz że ja (Pan Tau) i Thorvoy to jedna i ta sama osoba?
>To jest właśnie kłamstwo i w praktyce jedyny "argument", na którym opierasz swoje wywody.

Zmyliła mnie jedna wypowiedż Pana Tau i zaowocowało to powiązaniem waszych osób jako jednej i tej samej.Błąd techniczny,nie merytoryczny,może się zdarzyć każdemu.
Podejrzewanie mnie w kwestii tak mało istotnej o świadome i wielkie kłamstwo jest objawem paranoicznym.
Wystarczyło zapytać po ludzku dlaczego powiązałem cię z Panem Tau.

>Zwróć się do moderatora tego forum, jeśli masz wątpliwości odnośnie rozdzielności naszych osób. Obaj mamy własne konta w tym forum i obaj korzystamy z nich dużo dłużej, niż trwa Twoja obecność tutaj. Długo na tyle, by nie tylko moderatorzy, ale wszyscy myślący użytkownicy tego forum doskonale wiedzieli, że wbrew Twoim praranoicznym urojeniom nie jesteśmy tą samą osobą.

Nie czytam wszystkich wątków i postów i nie siedzę całymi dniami na Racjonaliście,nie interesuje mnie więc,że wszyscy cię tu znają itd.Miałem prawo do pomyłki jak każdy człowiek.Jeśli coś takiego dyskwalifikuje dla ciebie rozmówcę to nie odpowiadaj więcej na moje posty.

>
2. Oto kłamstewko drugie.


Jak wyżej.

>Dlaczego więc kłamiesz, twierdząc, że "przytoczyłem ją pod innym nickiem"?
>W którym miejscu i pod jakim nickiem?

Ochłoń trochę,potem odróżnij pomyłkę od kłamstwa.Na koniec porada:przywiązuj większą wagę do kwestii merytorycznych niż technicznych.

>
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"

>
Pan Tau (1237 punktów)
Marcel napisał:
Zmyliła mnie jedna wypowiedż Pana Tau i zaowocowało to powiązaniem waszych osób jako jednej i tej samej [...]
Wystarczyło zapytać po ludzku dlaczego powiązałem cię z Panem Tau [...]
Nie mam pojęcia, czy śmiać się, czy płakać?
Ty naprawdę nie zauważyłeś, na czyjego posta właśnie odpowiedziałeś?
Czemu miałbym Ciebie pytać, dlaczego powiązałeś mnie z Panem Tau?
Jak dla mnie nie mam w tym żadnej tajemnicy.
W końcu Pan Tau to ja.

Marcel napisał:
[...] Ochłoń trochę,potem odróżnij pomyłkę od kłamstwa [...]
Jeśli ktoś się pomyli i bez zbędnej zwłoki przyzna się do tego sam, lub pod wpływem innych osób, to jest to rzeczywiście pomyłka.
Jeśli ktoś swoją pomyłkę zaczyna traktować jak prawdę i, mimo wielokrotnego napominania, nie chce sie do niej przyznać, brnie w kłamstwa.
Policz, ile postów musieliśmy wymienić, abyś w końcu przyznał się do tej Twojej pomyłki.


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
02-06-2007 00:58 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Ty naprawdę nie zauważyłeś, na czyjego posta właśnie odpowiedziałeś?
>Czemu miałbym Ciebie pytać, dlaczego powiązałeś mnie z Panem Tau?
>Jak dla mnie nie mam w tym żadnej tajemnicy.
>W końcu Pan Tau to ja.

Teraz to i ja się uśmiechnąłem.Piszecie do mnie na zmianę stąd te pomyłki.

Jeśli ktoś się pomyli i bez zbędnej zwłoki przyzna się do tego sam, lub pod wpływem innych osób, to jest to rzeczywiście pomyłka.
>Jeśli ktoś swoją pomyłkę zaczyna traktować jak prawdę i, mimo wielokrotnego napominania, nie chce sie do niej przyznać, brnie w kłamstwa.

Ty mnie nie napominałeś,zarzucałeś mi kłamstwa nie wyjasniając,że łączę bezpodstawnie dwie osoby,tylko,że przypisuję ci nie twoje twierdzenia.Dopiero ostatnio to zrobiłeś.Ja nie mogłem się przyznać,bo uważałem was za jedną osobę i nie rozumiałem dlaczego wypierasz się swoich twierdzeń.

>Policz, ile postów musieliśmy wymienić, abyś w końcu przyznał się do tej Twojej pomyłki.

Nie abym sie przyznał,tylko abym ją spostrzegł.
Skąd u ciebie to ciągłe przypisywanie rozmówcy nieuczciwości?
Pan Tau (1237 punktów)
>Jedna wypowiedż niczego nie dodawała do drugiej,przeciwnie mówi o tym samym,przynajmniej wnioski sa te same(konstruowanie i programowanie rzeczywistości).Po co miałem cytować obie wypowiedzi,skoro ustosunkowałem się do wniosków?

Zapewne nie zdajesz sobie sprawy, że wypowiedzi mogą się składać nie tylko z wniosków, ale również tez i założeń?
I pewnie też nie masz pojęcia, że mogą być ze sobą logicznie powiązane i, że zmiana nawet jednego z nich (dajmy na to, usunięcie któregoś z założeń) wpływa na pozostałe?

>Zakładam jako oczywiste,bo to zakłada pojęcie Boga,że Bóg jest transcendentny,nie trzeba mi więc nawet tego uświadamiać.

Nie, to nie jest oczywiste.
Panteizm, Spinoza - nic Ci te słowa nie mówią?
Podkreślona powyżej oczywistość Twojego przekonania sugeruje, że jednak nie.

Proszę bardzo, oto zatem odpowiedni fragment z Wikipedii:
"Panteizm - poglądy teologiczne i filozoficzne lub przekonania religijne utożsamiające Boga ze światem, często rozumianym jako przyroda. Panteizm często łączył się z ideami rozumnego rozwoju wszechświata, jedności, wieczności oraz żywości świata materialnego."

Chyba nie muszę dodawać, że Bóg panteistyczny, jako tożsamy ze światem, nie może być transcendentny?

Może powinieneś zacząć od uświadomienia sobie, że nie jesteś na forum "katolik.pl" czy "apologetyka.pl" i, że to, co wydaje się oczywiste na wykładach w Twoim seminarium, w rzeczywistości wcale takie nie musi być.

W dyskusjach prowadzonych na tym forum staramy się jak najdokładniej definiować pojęcia i precyzować założenia, zarówno dlatego, że uczestniczą w nich osoby o różnych przekonaniach światopoglądowych i różnym przygotowaniu naukowym, jak i po to, aby uniknąć właśnie takich sytuacji, jak powyższa - pseudooczywistości.

>Z tego zaś,że mówimy o świecie,który jest dziełem Boga wynika logicznie,że mówimy o Bogu-Stwórcy,po co mam więc wypowiadając się przytaczac wciąż na nowo to wszystko?

Jak wyżej - nie jest to ani logiczne, ani oczywiste.
Na przykład dla gnostyków Demiurg (czyli bóg- stwórca świata) nie jest tożsamy z Bogiem.

>Chyba,że tego potrzebujesz,bo twoja inteligencja nie nadąża.Daj sobie więc spokój z przypisywaniem mi urojonych twierdzeń.

Właściwie nie powinienem tego komentować...
Cóż, widzę, że należysz do tych, którzy, kiedy im zaczyna brakować sensownych argumentów i puszczają nerwy, sięgają do ad personam.
Niestety, prawda też jest taka, że korzystanie z tego rodzaju "argumentacji" jest świadectwem kultury (czy raczej jej braku) tego, kto z niej korzysta.

>Teza w formie w jakiej ją cytujesz pochodzi z postu dla innego użytkownika,pózniej mi ją przytoczyłeś.W obu formach mówi jednak o jednym.Jest to sama teza,nie ma w niej argumentacji.

Ale są inne założenia.
Dlaczego to ma znaczenie - pisałem wyżej.

>>Ale jeśli dołączasz do dyskusji, to na Tobie spoczywa obowiązek zapoznania się z całością argumentacji (w tym ze wszystkimi założeniami) przedstawioną w toku tej dyskusji. Obawiam się, że o tym zapomniałeś.
>Nie komentowałem dyskusji ani wątku,tylko jedną wypowiedż.Moim zadaniem jest wiedzieć,co komentuję i to zadanie spełniam.

Zapominasz, że to jest forum dyskusyjne, a nie tablica z ogłoszeniami?
Istnieje coś takiego jak dobry obyczaj, taki niepisany savoir-vivre obowiązujący chętnych do uczestnictwa w dyskusjach.
Mówi on między innymi, że wchodząc w środek czyjegoś wątku, warto, zanim się zabierze głos, zapoznać się z treścią wcześniejszych wypowiedzi (nie tylko po to, by nie zadawać głupich pytań).

To jednak nic wielkiego, tylko dobry obyczaj - więc chyba wymaganie od Ciebie takiego zachowania jest pozbawione sensu, nieprawdaż?

>Poza tym pisałem już wyżej,że komentując wypowiedzi o przedwiedzy zakładałem jako oczywiste transcendencję i Boga-Stwórcę,skoro mówimy o świecie przez niego stworzonym.Przecież to jest logiczne dla każdego gimnazjalisty.

Oczywiste wyjaśnienie dla gimnazjalisty z katolickimi klapkami na oczach.
Wyjaśnienie było powyżej.

>Jesli miałeś wątpliwosci wystarczyło zapytać dlaczego zapominam(twoim zdaniem)o tych sprawach gdy się wypowiadam a nie przypisywac mi w ponad połowie postu oszustwa i manipulacje.

Cały czas o to pytam.
Problem polega na tym, że nie potrafisz odpowiedzieć.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
01-06-2007 14:37 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Jedna wypowiedż niczego nie dodawała do drugiej,przeciwnie mówi o tym samym,przynajmniej wnioski sa te same(konstruowanie i programowanie rzeczywistości).Po co miałem cytować obie wypowiedzi,skoro ustosunkowałem się do wniosków?
>Zapewne nie zdajesz sobie sprawy, że wypowiedzi mogą się składać nie tylko z wniosków, ale również tez i założeń?
>I pewnie też nie masz pojęcia, że mogą być ze sobą logicznie powiązane i, że zmiana nawet jednego z nich (dajmy na to, usunięcie któregoś z założeń) wpływa na pozostałe?

W twojej wypowiedzi były jasno widoczne i tezy i wnioski,wszystkie występowały razem.Odniosłem się w swojej do jednych jak i drugich.

>>Zakładam jako oczywiste,bo to zakłada pojęcie Boga,że Bóg jest transcendentny,nie trzeba mi więc nawet tego uświadamiać.
>Nie, to nie jest oczywiste.
>Panteizm, Spinoza - nic Ci te słowa nie mówią?
>Proszę bardzo, oto zatem odpowiedni fragment z Wikipedii:
>"Panteizm - poglądy teologiczne i filozoficzne lub przekonania religijne utożsamiające Boga ze światem, często rozumianym jako przyroda. Panteizm często łączył się z ideami rozumnego rozwoju wszechświata, jedności, wieczności oraz żywości świata materialnego."

Od samego początku pisaliśmy o Bogu-Stwórcy,świadomie i dobrowolnie stwarzającym świat a więc o Bogu osobowym.Bóg nieosobowy i panteistyczny to nie Bóg ale Bóstwo.Jeśli piszesz o Stwórcy i zakładasz,że może on być tożsamy ze światem,że nie jest osobowy to ustal najpierw o czym piszesz abyśmy nie brnęli w absurdy.
Bóg panteistyczny nie moze być z definicji stwórcą,ty pisałeś o Stwórcy i Jego świecie,powiązałeś więc ze sobą sprzeczne pojęcia a mi zarzucasz niedouczenie.

>Chyba nie muszę dodawać, że Bóg panteistyczny, jako tożsamy ze światem, nie może być transcendentny?

Posłuchaj sam siebie.Mówiliśmy o Bogu transcendentnym,zawierało się to wprost w twojej definicji.

>W dyskusjach prowadzonych na tym forum staramy się jak najdokładniej definiować pojęcia i precyzować założenia, zarówno dlatego, że uczestniczą w nich osoby o różnych przekonaniach światopoglądowych i różnym przygotowaniu naukowym, jak i po to, aby uniknąć właśnie takich sytuacji, jak powyższa - pseudooczywistości.

Odnieś wiec do siebie wszystko co napisałeś o mnie,jak wynika z powyższego.Precyzuj zanim zaczniesz dyskutować,a nie wprowadzaj zmian i rozszerzenia definicji w toku dyskusji.

>>Z tego zaś,że mówimy o świecie,który jest dziełem Boga wynika logicznie,że mówimy o Bogu-Stwórcy,po co mam więc wypowiadając się przytaczac wciąż na nowo to wszystko?
>Jak wyżej - nie jest to ani logiczne, ani oczywiste.

Jest to jedynie logiczne.Panteizm wyklucza stworzenie,świat nie jest w nim stworzeniem.A my o takim pisaliśmy.

>Na przykład dla gnostyków Demiurg (czyli bóg- stwórca świata) nie jest tożsamy z Bogiem.

Demiurg nie jest bogiem panteizmu.

>Cóż, widzę, że należysz do tych, którzy, kiedy im zaczyna brakować sensownych argumentów i puszczają nerwy, sięgają do ad personam.
>Niestety, prawda też jest taka, że korzystanie z tego rodzaju "argumentacji" jest świadectwem kultury (czy raczej jej braku) tego, kto z niej korzysta.

Jesteś oprócz tego,że demagogiem to jeszcze krętaczem.Ja pierwszy usłyszałem od ciebie,że jestem głupi,niedouczony i ślepy.Nie wytykaj mi metod,które sam stosujesz.

>>Poza tym pisałem już wyżej,że komentując wypowiedzi o przedwiedzy zakładałem jako oczywiste transcendencję i Boga-Stwórcę,skoro mówimy o świecie przez niego stworzonym.Przecież to jest logiczne dla każdego gimnazjalisty.
>Oczywiste wyjaśnienie dla gimnazjalisty z katolickimi klapkami na oczach.

Nie ma stworzenia jeśli nie ma Stwórcy.Już pojęcie "stworzenie" mówi wyrażnie wszystko,co wyraża.Brakuje ci elementarnej znajomości rzeczy,o których piszesz.

>>Jesli miałeś wątpliwosci wystarczyło zapytać dlaczego zapominam(twoim zdaniem)o tych sprawach gdy się wypowiadam a nie przypisywac mi w ponad połowie postu oszustwa i manipulacje.
>Cały czas o to pytam.

Nie zapytałes nawet jeden raz.Od początku piszesz o moich kłamstwach i pytasz mnie dlaczego kłamię.
Pan Tau (1237 punktów)
marcel wcześniej napisał:
[...] Zakładam jako oczywiste,bo to zakłada pojęcie Boga,że Bóg jest transcendentny [...]
marcel później napisał:
Od samego początku pisaliśmy o Bogu-Stwórcy,świadomie i dobrowolnie stwarzającym świat a więc o Bogu osobowym.Bóg nieosobowy i panteistyczny to nie Bóg ale Bóstwo.Jeśli piszesz o Stwórcy i zakładasz,że może on być tożsamy ze światem,że nie jest osobowy to ustal najpierw o czym piszesz abyśmy nie brnęli w absurdy [...]
1. W Twoim powyższym (wcześniejszym) stwierdzeniu o "oczywistości pojęcia Boga" nie widzę żadnego odniesienia do kontekstu. Tak zreszta jest sformułowane - jak bezkontekstowa oczywistość.
2. Ja z pewnością nie pisałem o Bogu "świadomie i dobrowolnie stwarzającym świat a więc o Bogu osobowym" - te założenia nie były mi do niczego potrzebne. Owszem, w niczym również nie przeszkadzają, ale twierdzenie, jakobym coś takiego zakładał, jest gruba przesadą.
3. Na jakiej podstawie twierdzisz, że "Bóg nieosobowy i panteistyczny to nie Bóg ale Bóstwo"?
4. Owszem, nie widzę powodu, aby Stwórca (albo jego część) była tożsama ze światem. A Ty widzisz taki powód?

marcel napisał:
Bóg panteistyczny nie moze być z definicji stwórcą,ty pisałeś o Stwórcy i Jego świecie,powiązałeś więc ze sobą sprzeczne pojęcia [...]
Dlaczego nie może być? Ja nie widzę sprzeczności.

marcel napisał:
[...] a mi zarzucasz niedouczenie.
Bardzo proszę o dosłowny cytat z mojej wypowiedzi, w którym zarzucam Tobie niedouczenie.

marcel napisał:
[...]Odnieś wiec do siebie wszystko co napisałeś o mnie,jak wynika z powyższego.Precyzuj zanim zaczniesz dyskutować,a nie wprowadzaj zmian i rozszerzenia definicji w toku dyskusji.[...]
I to własnie cały czas robiłem. A owa "rozszerzona" definicja została umieszczona w wątku długo przed Twoim włączeniem się w dyskusję.

Pan Tau napisał:
[...] Na przykład dla gnostyków Demiurg [...]
marcel napisał:
[...] Demiurg nie jest bogiem panteizmu.
Co ma wspólnego gnostycki Demiurg z panteizmem?

marcel napisał:
[...] ja pierwszy usłyszałem od ciebie,że jestem głupi,niedouczony i ślepy.
Bardzo proszę o dosłowne cytaty z moich wypowiedzi, w których piszę, że jesteś:
A. głupi
B. niedouczony
C. ślepy

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Pan Tau (1237 punktów)
Zajmijmy się teraz sednem sporu:

Marcel napisał:
To,że Bóg jest bytem pozaczasowym wiem jako rzecz podstawową [...]
Skąd to wiesz, nie przyjmując jawnego założenia o jego transcendencji?
A jeśli ja przyjąłbym, idąc Twoim śladem, milczące założenie, że rozmawiamy o Bogu panteistycznym?
Nie mógłbym?

Marcel napisał:
W moim przykładzie czas nie odgrywa dużej roli [...]
W takim razie, bardzo proszę, tak przeredaguj swój przykład,
aby czas nie odgrywał w nim żadnej roli.
Tylko wtedy spełnione będzie wymaganie pełnej niezależności jego podmiotu od czasu, które wynika z zaproponowanych przeze mnie założeń.

Marcel napisał:
Bóg poznaje w jednej chwili przeszłość,terażniejszosć i przyszlość.O tym nie musisz mnie pouczać,to podstawowa wiedza w teologii [...]
Zdajesz się zapominać, że ta rozmowa nie toczy sie na spotkaniu kościelnego kółka dyskusyjnego? Teologia nie ma tu nic do rzeczy, ponieważ ja nie zakładam domyślnej prawdziwości istnienia Boga.

Marcel napisał:
Z tego,że Bóg potrafi przewidzieć wszystko i zna przyszłość nie wynika,że to on konstruuje zdarzenia.Nie ma tu żadnej ciągłości logicznej.To,że przewiduje nie znaczy,że przeznacza.Jedno zupełnie nie wynika z drugiego.
oraz:
Mój przykład mówi o tym,że Bóg wie z góry o wszystkim jednak stwarza świat.
Ty naprawdę nie widzisz,że z przedwiedzy nie można wyciagnąć innego wniosku poza tym,ze Bóg wie o wszystkim i jednoczesnie chce takiego świata? W ktorym miejscu wynika że go konstruuje,że nie będzie on wolny pomimo Jego wiedzy? [...]
Po pierwsze nigdzie nie pisałem, że cokolwiek "przewiduje".
Przewidywanie ma jednoznaczny związek z czasem (przyszłością), więc oczywiste jest, że Bóg (obdarzony cechami wspomnianymi w założeniach) nie może niczego przewidywać, a jego wiedza odnośnie naszego wszechświata musi być zarówno momentalna, jak i całościowa.
Gdzie więc widzisz miejsce na jakiekolwiek przewidywanie?

1. Bóg stworzył wszechświat.
2. Czyli Bóg stworzył wszystko, co składa się na nasz wszechświat, w tym jego wymiary przestrzenne oraz czas.
3. Bóg istnieje poza wszechświatem, który stworzył.
4. Czyli Bóg istnieje poza wymiarami przestrzennymi naszego wszechświata oraz poza jego czasem.
5. Z punktu widzenia Boga nie istnieją pojęcia przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, i z jego punktu widzenia nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość jest jednością.
6. Każda chwila czas jest znana Bogu.
7. Czyli z punktu widzenia Boga każda chwila czasu istnieje, niezależnie od tego, czy jest to nasza przeszłość, teraźniejszość, czy przyszłość.
8. Czyli - z jego punktu widzenia - istnieje każde zdarzenie, jakie - z naszego punktu widzenia - gdziekolwiek (we wszechświecie) i kiedykolwiek zaszło, zachodzi lub zajdzie.
9. Czyli każde zdarzenie zachodzące w obrebie naszego wszechświata zostało zaprojektowane/stworzone/skonstruowane przez Boga.
10. Czyli zachowanie (tzn. pewna sekwencja zdarzeń) dowolnego obiektu, na przykład człowieka - jakiegokolwiek Jana Kowalskiego - również zostało zaprojektowane/stworzone/skonstruowane przez Boga.
11. Czyli Bóg doskonale wie w chwili, w której tworzy wszechświat, że np. ów Jan Kowalski w dniu 27 lipca 2014 roku zamorduje Karola Krasowskiego, a następnie popełni samobójstwo.
12. Czyli Jan Kowalski, Karol Krasowski i wszyscy inni ludzie, wszystkie stworzenia we wszechświecie są tylko kukiełkami w boskim teatrze marionetek.
13. Takie oto są rezultaty przyjęcia hipotezy o istnieniu transcendentnego i wszechwiedzącego Boga stwórcy świata.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
03-06-2007 22:31 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Antropomorfizujesz Boga - jeszcze chwila i napiszesz, że jest to siwobrody starzec z długą laską wędrujący sobie w czasie, jak bohaterowie znanej powieści H. G. Wellsa.

Bez sensu. Wykazałam, że wszechwiedza nie koliduje z wolną wolą, a tym mi odpowiadasz że antropomorfizuje. Myślałam, że rozmawiamy racjonalnie czy a nie o swoich odczuciach.
Poza tym to Ty myślisz o Bogu małostkowo i po ludzku odmawiając mu możliwości stworzenia wolności.

Ponizej zamieszczam moje wypiski ze św. Tomasza z Akwinu, największego Doktora Kościoła, o którym mówi się ze ocalił wolną wolę , z dzieła Summa Contra Gentiles, Prawda wiary chrześcijańskiej. Może pomogą Ci zrozumieć...

1. Bóg może poznawać rzeczy, które nie istnieją.
Poznanie intelektu Bożego odnosi się do innych rzeczy poznanych tak, jak poznanie twórcy do rzeczy, którą uczynił, gdyż jest On przez swą wiedze przyczyną rzeczy.
1aT wórca zaś poprzez swoją idee twórczą poznaje także to, czego jeszcze nie uczynił, ponieważ formy twórcze przepływają z jego wiedzy do materii zewnętrznej by w ten sposób powstał Jego dzieła. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w wiedzy twórczej istniały formy, które nie ujawniły się jeszcze na zewnątrz. Nic, więc nie przeszkadza, aby Bóg mógł mieć poznanie tego, co nie istnieje.
1b Intelekt Boży nie czerpie poznania z rzeczy tak jak nasz intelekt, lecz raczej przez swe poznanie jest przyczyną rzeczy.
2. W poznaniu właściwym Bogu nie ma następstwa. Intelekt Boży ogląda, więc w całej wieczności cały bieg czasu. A jednak to, co się dzieje w jakiejś części czasu nie istniało zawsze. Wynika z tego, że Bóg ma poznanie tego, czego zgodnie z biegiem czasu już nie ma. Z tej racji wnioskujemy, że Bóg poznaje niebyty. Nie wszystkie niebyt odnoszą się w ten sam sposób do jego wiedzy. Te, których ani nie było, ani nie ma ani nie będzie Bóg poznaje jako możliwe dla Jego mocy. To zaś, co obecne, przeszłe lub przyszłe Bóg poznaje z racji tego, iż jest to w jego mocy a także, dlatego, że istnieje we właściwych przyczynach i samo w sobie. Poznanie to określamy jako poznanie widzenia.
3. To, co może się zdarzyć dopóki jest przyszłe może się nie zdarzyć - i tak poznanie tego, kto sądzi, że to zdarzenie będzie miało miejsce, może zawieść. Wszelkie poznanie w takiej mierze, w jakie jest ono teraźniejsze może być pewne. Wgląd zaś intelektu Bożego zwraca się od wieczności na każde ze zdarzeń, które dokonują się w czasie, jako na teraźniejsze. Wynika stad, że nic nie stoi na przeszkodzie, by Bóg miał nieomylna wiedzę o zdarzeniach przygodnych.
4. Jeśli Bóg poznaje każdą rzecz jako oglądaną w teraźniejszości, musi istnieć to, co Bóg poznaje, jak np. jest konieczne by Sokrates siedział gdy się widzi że siedzi. Nie jest to zas konieczne absolutnie. To bowiem zdanie warunkowe jest konieczne "Jeśli się widzi, ze siedzi to siedzi".
Pan Tau (1237 punktów)
Teresa napisała:
Bez sensu. Wykazałam, że wszechwiedza nie koliduje z wolną wolą, a tym mi odpowiadasz że antropomorfizuje. Myślałam, że rozmawiamy racjonalnie czy a nie o swoich odczuciach.

Przykro mi, ale niczego nie wykazałaś.
Oto cały Twój dowód z poprzedniego postu:
Wcale tak nie jest, ponieważ Bóg widzi przyszłość jak osoba z przyszłości (jak chwilę teraźniejszą).
Przyszlość z punktu widzenia osoby z teraźniejszości może się jeszcze zmienić (nie jest pewna), a tymczasem wiedza Boga jest pewna.

Napisałaś: "[...] Bóg widzi przyszłość jak osoba z przyszłości [...]".
To nie jest antropomorfizacja?

Twoje wywody niestety nie maja sensu, ponieważ nie potrafisz oderwać się od ograniczeń, które narzuca nam czas. Jeśli dla kogoś istnieją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, oznacza to, że ów ktoś jest zależny od czasu. Byt istniejący poza czasem nie może być od niego zależny, więc żadne z powyższych pojęć nie ma dla niego sensu. Ponadto, rezultatem takiego pozawymiarowego istnienia są dwie możliwości poznania tego, co istnieje w tych wymiarach (naszego wszechświata): albo natychmiastowe (z naszego "czasowego" punktu widzenia) i pełne, albo żadne.
Oczywiście, skoro założyliśmy, że rozpatrywany Bóg jest stwórcą Wszechświata, oznacza to, że poznał go w momencie stworzenia i poznał go w całości. "W całości" dotyczy nie tylko wymiarów przestrzennych, również czasu.
Gdyby próbować "spojrzeć" na nasz wszechświat z punktu widzenia takiego, istniejącego poza wszechświatem, bytu, okazałoby sie, że nie da się tego "widoku" opisać za pomocą żadnego z wymiarów naszego wszechświata. Wszystkie byłyby "zwinięte" do czegoś w rodzaju "punktu", w którym skupione byłoby wszystko, co się mieści we wszystkich wymiarach wszechświata. Wszystko, więc i wszystkie chwile czasu. To znaczy, że dla istoty "pozaczasowej" wszystko, co się zdarzyło i zdarzy gdziekolwiek we wszechświecie, już istnieje.
Ale skoro wszystkie zdarzenia wszechświata istnieją i, jeśli istnieje stwórca wszechświata, to znaczy, że on skonstruował te zdarzenia, w ten sposób "programując" wszechświat w chwili jego powstania.
Idąc dalej, możemy stwierdzic, że zachowanie dowolnego obiektu (czyli pewna sekwencja zdarzeń, w których ten obiekt bierze udział) - na przykład (pozwolę sobie skorzystać z przykładu, który przygotowałem na potrzeby dyskusji z inna osobą) takiego Jana Kowalskiego z Kaczorowa Szlacheckiego - również zostało zaprojektowane/stworzone/skonstruowane przez Boga, czyli ową pozaczasową istotę. Zatem Bóg doskonale wie w chwili, w której tworzy wszechświat, że np. ów Jan Kowalski w dniu 27 lipca 2014 roku zamorduje swojego sąsiada, Karola Krasowskiego, a następnie popełni samobójstwo.
Stąd wyciągamy wniosek, że Jan Kowalski, Karol Krasowski i wszyscy inni ludzie, wszystkie stworzenia we wszechświecie są tylko kukiełkami w boskim teatrze marionetek.


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
08-06-2007 14:41 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Twoje wywody niestety nie maja sensu, ponieważ nie potrafisz oderwać się od ograniczeń, które narzuca nam czas. Jeśli dla kogoś istnieją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, oznacza to, że ów ktoś jest zależny od czasu. Byt istniejący poza czasem nie może być od niego zależny, więc żadne z powyższych pojęć nie ma dla niego sensu.

Nie wiem skąd wniosek że jeśli dla kogoś istnieją "przeszłość, teraźniejszość i przyszłość" to oznacza to, że ów ktoś jest zależny od czasu? Tak samo przecież, jeśli Bóg stwarza osła to nie może stworzyć go jako barana. Istnieje dla niego osioł a nie baran. Czy z tego wynika, że Bóg jest zależny od osła?
Czas też ma swoją naturę zamierzoną przez Boga, który go stworzył tak samo jak osła (mianowicie czas "mija"). Wg Tomasza Bóg widzi cały bieg czasu, widzi wszystkie chwile jednocześnie jako teraźniejsze, ale o pewnych chwilach ma wiedzę, ze nie trwały wiecznie. Bóg ma wiedzę o tym, czego zgodnie z biegiem czasu już nie ma.
Bóg nie jest tylko zależny od jakiegoś "teraz", które my przyjmujemy w "w czasie".

Zauważ, ze sam fakt nie istnienia czasu przyjmujemy za wcześniejszy od faktu jego istnienia, mówiąc to nie mamy jednak na myśli zależności (kolejności) czasowej tylko kolejność decyzji (przyczynową, logiczną). Tak samo mogę powiedzieć, że kiedyś czasu "nie będzie".

>Oczywiście, skoro założyliśmy, że rozpatrywany Bóg jest stwórcą Wszechświata, oznacza to, że poznał go w momencie stworzenia i poznał go w całości. "W całości" dotyczy nie tylko wymiarów przestrzennych, również czasu.

To, że poznał bynajmniej nie znaczy jeszcze, że go zdeterminował.

>Gdyby próbować "spojrzeć" na nasz wszechświat z punktu widzenia takiego, istniejącego poza wszechświatem, bytu, okazałoby sie, że nie da się tego "widoku" opisać za pomocą żadnego z wymiarów naszego wszechświata.

Ale jakie "spojrzenie" masz na myśli? Trzeba ustalić stosunek wieczności do czasu. Wg Tomasza jest odwrotnie Bóg z wieczności ogląda każdą chwilę czasu jako teraźniejszą ... natomiast Ty chcesz "ścisnąć" czas do jednego wiecznego punktu.

>Idąc dalej, możemy stwierdzic, że zachowanie dowolnego obiektu (czyli pewna sekwencja zdarzeń, w których ten obiekt bierze udział) - na przykład (pozwolę sobie skorzystać z przykładu, który przygotowałem na potrzeby dyskusji z inna osobą) takiego Jana Kowalskiego z Kaczorowa Szlacheckiego - również zostało zaprojektowane/stworzone/skonstruowane przez Boga, czyli ową pozaczasową istotę. Zatem Bóg doskonale wie w chwili, w której tworzy wszechświat, że np. ów Jan Kowalski w dniu 27 lipca 2014 roku zamorduje swojego sąsiada, Karola Krasowskiego, a następnie popełni samobójstwo.


Jeśli Bóg widzi, ze dnia 27 lipca 2014 rola morduje swojego sąsiada, Karola Krasowskiego to może - poruszony modlitwą sw. Katarzyny żyjącej w XIV wieku - cofnąć się i dniu 25 lipca 2013 zsyła Janowi Kowalskiemu wypadek, który uniemożliwia JK dokonanie morderstwa (o ile 25 lipca 2013 nie należy to do przeszłości czyli nie jest niebytem tylko jest w "mocy Bożej"). Tylko rzeczy, który wydarzyły się w czasie w przeszłości nie da się już zmienić, bo już ich nie ma, ale nie można powiedzieć, że ich nie było. Nie wiem jak to jest być poza czasem... ale może tak.

>Stąd wyciągamy wniosek, że Jan Kowalski, Karol Krasowski i wszyscy inni ludzie, wszystkie stworzenia we wszechświecie są tylko kukiełkami w boskim teatrze marionetek.

To jakiś uproszczony wniosek.

>Między chwilą zaistnienia idei dzieła a chwilą zaistnienia dzieła musi istnieje zawsze jakiś przedział czasu, który je oddziela i to tylko jego istnienie pozwala nam mówić o poznaniu czegoś, co jeszcze nie istnieje w naszej rzeczywistości.
>W przypadku Boga "pozaczasowego" nie można mówić o żadnym "jeszcze", żadnym - nawet najmniejszym - opóźnieniu między ideą dzieła a samym dziełem.

Ewidentne poplątanie z pomieszaniem. Pojecie opóźnienia czasowego poza czasem nie ma sensu. Gdy mówimy o kolejności nie mamy na myśli "czasowego" początku, ale przyczynowy (logiczny) porządek.

>W jego przypadku poznanie jest równoważne ze stworzeniem i na odwrót.

Ależ Bóg może coś poznawać nawet bez woli stworzenia tego. św. Tomasz wyróżnia bowiem dwa rodzaje wiedzy w Boga: wiedzę twórczej wizji oraz prostą wiedzę widzenia. A propos wiedzy wizji: "tak jak dla nas rzeczy są przyczyną poznania, tak poznanie Boga jest przyczyną rzeczy. Rzeczy, które poznaje Bóg nie są wcześniejsze od Jego wiedzy - jak to jest w przypadku ludzi". Np. istnieje wiele gatunków zwierząt, ale z łatwością można sobie wyobrazić wiele innych gatunków, Bóg z pewnością o nich "wie" (pojmuje je) tak, więc istnieją one tylko w Jego intelekcie, (co nie oznacza ze kiedyś się nie pojawią "w czasie", ale koniecznie nie muszą). Oczywiście Bóg nie poznaje tylko rzeczy jako istniejącej tylko w jego intelekcie ale także poznaje także rzeczy istniejące "same w sobie", w swej naturze. Bóg ma wiedzę, ze dana rzecz będzie, jest lub była w we własnej naturze w jakimś określonym czasie (poza tym, ze jest ona w jego intelekcie).

c .d. n.
08-06-2007 14:42 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Co oznacza, że stworzenie wszystkich zdarzeń z naszej przyszłości musiało nastąpić w momencie stwarzania wszechświata.

Musiało nastąpić? Jednego nie rozumiem, z jednej strony piszesz, że dla Boga jakoby nie istniały przeszłość, teraźniejszość i przyszłość a z drugiej strony piszesz tak jakby dla Boga istniała już tylko przeszłość.Ów moment stwarzania jeszcze "trwa". Wieczność jest obecna w każdej chwili czasu..

>A skoro zostały stworzone, to istnieją (co nie oznacza, że wszystkie istnieją dla nas). A skoro istnieją, to znaczy, że wszystko w naszym wszechświecie jest zdeterminowane od chwili jego stworzenia.

"zostały stworzone"? ...znów piszesz o przeszłości, ze Bóg kiedyś cos stworzył. A Bóg - jako pozaczasowy- jest obecny w każdej części czasu, jeśli już to "są stwarzane".

>Tak więc, o ile zgadzam się ze stwierdzeniem, że "[...] musi istnieć to, co Bóg poznaje [...]", to już zdanie: "Nie jest to zas konieczne absolutnie" jest fałszywe. Otóż w świetle powyższego jest to absolutnie konieczne.
>Liczę jednak na to, że jesteś w stanie udowodnic coś innego.

Nie jest absolutnie konieczne, bo konieczne jest zdanie "To co widzimy, że siedzi z konieczności siedzi". Konieczne jest coś, gdy to oglądamy jako teraźniejsze.
Pan Tau (1237 punktów)
Teresa napisała:
Nie wiem skąd wniosek że jeśli dla kogoś istnieją ''przeszłość, teraźniejszość i przyszłość'' to oznacza to, że ów ktoś jest zależny od czasu? [...]
Ponieważ przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są pewnymi funkcjami czasu, czyli opisują pewne zależności od czasu. Jeśli więc dla kogoś istnieje przeszłość, teraźniejszość lub przyszłość, to ów ktoś jest zależny od czasu.
Istota istniejąca poza czasem nie może być od niego zależna, nieprawdaż?
A skoro tak, to dla Boga pojęcia przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości nie moga istnieć - są najzwyczajniej w świecie pozbawione sensu.

Teresa napisała:
Tak samo przecież, jeśli Bóg stwarza osła to nie może stworzyć go jako barana. Istnieje dla niego osioł a nie baran. Czy z tego wynika, że Bóg jest zależny od osła? [...]
Wybacz, ale nie ma tu żadnej analogii.
Naprawdę nie dostrzegasz różnicy między jednym z wymiarów wszechświata a jakimkolwiek obiektem egzystującym wewnątrz niego w ramach tych wymiarów?

Teresa napisała:
Czas też ma swoją naturę zamierzoną przez Boga, który go stworzył [...] (mianowicie czas ''mija''). [...]
Skąd wiesz, że to czas "mija", a nie my przesuwamy się w czasie?
Wbrew pozorom jest to istotna różnica.

Teresa napisała:
Wg Tomasza Bóg widzi cały bieg czasu, widzi wszystkie chwile jednocześnie jako teraźniejsze, ale o pewnych chwilach ma wiedzę, ze nie trwały wiecznie. Bóg ma wiedzę o tym, czego zgodnie z biegiem czasu już nie ma.
Mógłbym się z tym zgodzić, gdyby nie dwie wątpliwości:
1. Na jakiej podstawie mozna stwierdzic, że Bóg widzi cały bieg czasu jako teraźniejszość? Czyją teraźniejszość? I czym jest "teraźniejszość" dla bytu istniejącego poza czasem?
2. Tego, czego zgodnie z biegiem czasu już nie ma, nie ma dla kogo - dla nas? dla Boga?

Teresa napisała:
Bóg nie jest tylko zależny od jakiegoś ''teraz'', które my przyjmujemy ''w czasie''.
Zauważ, ze sam fakt nie istnienia czasu przyjmujemy za wcześniejszy od faktu jego istnienia, mówiąc to nie mamy jednak na myśli zależności (kolejności) czasowej tylko kolejność decyzji (przyczynową, logiczną). Tak samo mogę powiedzieć, że kiedyś czasu ''nie będzie''. [...]
Moim zdaniem mówienie, że "niestnienie czasu jest wcześniejsze/późniejsze od jego istnienia" jest błędem logicznym.
Nie przypominam sobie, bym cos takiego napisał, więc nie wiem, co to ma wspólnego z tematem?
Takie są po prostu ograniczenia naszego postrzegania, które jest nierozerwalnie związane z czasem. Rzeczywiście tak "się mówi", jednak jest to tylko subiektywne spojrzenie z wnętrza wszechświata, nic więcej.

Teresa napisała:
PAN TAU: Oczywiście, skoro założyliśmy, że rozpatrywany Bóg jest stwórcą Wszechświata, oznacza to, że poznał go w momencie stworzenia i poznał go w całości. ''W całości'' dotyczy nie tylko wymiarów przestrzennych, również czasu.

To, że poznał bynajmniej nie znaczy jeszcze, że go zdeterminował.
Jeśli poznał w całości, to poznał też wszystkie zdarzenia, a jeśli je wszystkie poznał, to znaczy, że musiały istnieć, a jeśli istniały, to znaczy, że zostały stworzone - czyli jednak wszystko jest zdeterminowane.

Teresa napisała:
PAN TAU: Gdyby próbować ''spojrzeć'' na nasz wszechświat z punktu widzenia takiego, istniejącego poza wszechświatem, bytu, okazałoby sie, że nie da się tego ''widoku'' opisać za pomocą żadnego z wymiarów naszego wszechświata.

Ale jakie ''spojrzenie'' masz na myśli? Trzeba ustalić stosunek wieczności do czasu. Wg Tomasza jest odwrotnie Bóg z wieczności ogląda każdą chwilę czasu jako teraźniejszą [...]
Co to jest "wieczność" i jaki jest jej związek z czasem?

Teresa napisała:
[...] natomiast Ty chcesz ''ścisnąć'' czas do jednego wiecznego punktu.[...]
Nie tylko czas - wszystkie wymiary wszechświata.
Dla bytu istniejącego poza wszechświatem (a więc poza jego wszystkimi wymiarami) nasze wymiary nie mogą byc niczym innym, jak własnie takim bezwymiarowym "punktem" (bezwymiarowym w sensie wymiarów naszego wszechświata, czyli pozbawionym długości, szerokości, wysokości i czasu, a jednocześnie skupiającym w sobie cały nasz wszechświat, cały nie tylko przestrzennie, ale i czasowo).


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Pan Tau (1237 punktów)
Teresa napisała:
Jeśli Bóg widzi, ze dnia 27 lipca 2014 rola morduje swojego sąsiada, Karola Krasowskiego to może [...] cofnąć się i dniu 25 lipca 2013 zsyła Janowi Kowalskiemu wypadek, który uniemożliwia JK dokonanie morderstwa [...]
W Twoim przykładzie Bóg jest uzależniony od czasu: "widzi, że dnia", "cofa się (w czasie)" itp.
Na jakiej podstawie uważasz, że istota pozaczasowa (a taką musi być transcendentny Bóg) może przesuwać się w czasie, skakać z roku 2014 do 2013 itp., dowolnie wybierając sobie
różne chwile.
To jest sprzeczność - Twój przykład pozwala określić współrzędne czasowe (albo i czasoprzestrzenne) Boga, który "najpierw" widzi zdarzenie w dniu 27 lipca 2014 roku, a "potem" cofa się w czasie do 25 lipca 2013 roku.
Podstawowy problem tego przykładu to słowa "najpierw", "potem", "cofa się (w czasie)", które określają zależności od czasu.

Teresa napisała:
[...] o ile 25 lipca 2013 nie należy to do przeszłości czyli nie jest niebytem tylko jest w ''mocy Bożej''). [...]
Na dodatek twierdzisz, że dla Boga istnieje "przeszłość" i, tak jak dla istot zależnych od czasu (jak my), jest dla niego niebytem.
Uzależniasz Boga od czasu? Byt transcendentny, istniejący poza czasem?

Teresa napisała:
[...] Tylko rzeczy, który wydarzyły się w czasie w przeszłości nie da się już zmienić, bo już ich nie ma, ale nie można powiedzieć, że ich nie było. Nie wiem jak to jest być poza czasem... ale może tak.
Tylko z punku widzenia bytu zaleznego od czasu. Dla bytu pozaczasowego nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość muszą istnieć - na dodatek jako "punktowa" całość - taka jest nieunikniona konsekwencja przyjęcia założenia o możliwej "pozaczasowości" bytów.

Teresa napisała:
PAN TAU: Stąd wyciągamy wniosek, że Jan Kowalski, Karol Krasowski i wszyscy inni ludzie, wszystkie stworzenia we wszechświecie są tylko kukiełkami w boskim teatrze marionetek.

To jakiś uproszczony wniosek.
Najprostsze wnioski zą zwykle najtrafniejsze.

Teresa napisała:
PAN TAU: W przypadku Boga ''pozaczasowego'' nie można mówić o [...] żadnym [...] opóźnieniu między ideą dzieła a samym dziełem.

Ewidentne poplątanie z pomieszaniem.
Pojecie opóźnienia czasowego poza czasem nie ma sensu. [...]
Mam wrażenie, że niedokładnie przeczytałaś moją wypowiedź.
Napisałem jasno: "W przypadku Boga ''pozaczasowego'' nie można mówić o żadnym opóźnieniu między ideą dzieła a samym dziełem."
Na jakiej więc podstawie twierdzisz, że napisałem coś odwrotnego?

Teresa napisała:
Ależ Bóg może coś poznawać nawet bez woli stworzenia tego. św. Tomasz wyróżnia bowiem dwa rodzaje wiedzy w Boga: wiedzę twórczej wizji oraz prostą wiedzę widzenia. A propos wiedzy wizji: ''tak jak dla nas rzeczy są przyczyną poznania, tak poznanie Boga jest przyczyną rzeczy. Rzeczy, które poznaje Bóg nie są wcześniejsze od Jego wiedzy - jak to jest w przypadku ludzi''.
Np. istnieje wiele gatunków zwierząt, ale z łatwością można sobie wyobrazić wiele innych gatunków, Bóg z pewnością o nich ''wie'' (pojmuje je) tak, więc istnieją one tylko w Jego intelekcie, (co nie oznacza ze kiedyś się nie pojawią ''w czasie'', ale koniecznie nie muszą). [...] Bóg ma wiedzę, ze dana rzecz będzie, jest lub była w we własnej naturze w jakimś określonym czasie (poza tym, ze jest ona w jego intelekcie).
Całe powyższe rozumowanie jest ''skażone'' czasowością.
Zwróć uwagę na to Twoje stwierdzenie:
''[...] istnieją one [nowe zwierzeta] tylko w Jego intelekcie, co nie oznacza ze kiedyś się nie pojawią ''w czasie'' [...]''
Czy nie jest to własnie owo opóźnienie czasowe między ideą dzieła a dziełem, które powyżej nazwałaś ewidentnym poplątaniem z pomieszaniem?
Twierdzisz, że ''Bóg może coś poznawać nawet bez woli stworzenia''.
Ale poniżej podajesz cytat z Tomasza z Akwinu: ''[...] poznanie Boga jest przyczyną rzeczy [...]'', który jest sprzeczny z Twoim stwierdzeniem.

Teresa napisała:
PAN TAU: Co oznacza, że stworzenie wszystkich zdarzeń z naszej przyszłości musiało nastąpić w momencie stwarzania wszechświata.

Musiało nastąpić? Jednego nie rozumiem, z jednej strony piszesz, że dla Boga jakoby nie istniały przeszłość, teraźniejszość i przyszłość a z drugiej strony piszesz tak jakby dla Boga istniała już tylko przeszłość.Ów moment stwarzania jeszcze ''trwa''. Wieczność jest obecna w każdej chwili czasu.
Piszę to z naszego punktu widzenia. W gruncie rzeczy możemy użyć każdego czasu - dla nas każde takie stwierdzenie będzie prawdziwe, ponieważ, gdybyśmy chcieli być ściśli, powinniśmy mówić: ''świat jednocześnie został stworzony, jest stwarzany i będzie stwarzany''. Dla własnej wygody, skrótowo używam czasu przeszłego, który też jest prawdziwy, podobnie jak Twój czas teraźniejszy, czy czyjś czas przyszły (oczywiście pod warunkiem, że mówimy o naszym punkcie widzenia znajdującym się wewnątrz naszego wszechświata).

Teresa napisała:
PAN TAU: A skoro zostały stworzone, to istnieją (co nie oznacza, że wszystkie istnieją dla nas). A skoro istnieją, to znaczy, że wszystko w naszym wszechświecie jest zdeterminowane od chwili jego stworzenia.

''zostały stworzone''? ...znów piszesz o przeszłości, ze Bóg kiedyś cos stworzył. A Bóg - jako pozaczasowy- jest obecny w każdej części czasu, jeśli już to ''są stwarzane''.
Użycie czasu przeszłego wyjaśniłem powyżej.
Stwierdzenie ''Bóg - jako pozaczasowy- jest obecny w każdej części czasu'' jest oksymoronem. Pozaczasowy nie może być jednocześnie obecny w czasie.

Teresa napisała:
Nie jest absolutnie konieczne, bo konieczne jest [...]
Zwrotu ''absolutnie konieczne'' użyłem żartobliwie - szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co on oznacza. Dla mnie brzmi to jak pleonazm.
Jest według Ciebie jakaś różnica między ''koniecznym'' a ''absolutnie koniecznym''?


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
19-06-2007 23:48 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Naprawdę nie dostrzegasz różnicy między jednym z wymiarów wszechświata a jakimkolwiek obiektem egzystującym wewnątrz niego w ramach tych wymiarów?


Ale co to ma do rzeczy?
Bóg nie musi "teleportować się" do jakiegoś miejsca i czasu wewnątrz wszechświata, aby mieć pewną wiedzę nt. jakiejś chwili i miejsca.

Bóg jest bowiem na "poza" wszechświatem (i czasem) a nie wewnątrz! Żaden teista nie twierdzi, że Bóg jest obiektem egzystującym, wewnątrz wszechświata!
Bóg jest wszechobecny co oznacza, że jest obecny w każdym miejscu i czasie we Wszechświecie ale nie można powiedzieć, że jest obecny wyłącznie w danym miejscu i czasie (bo Bóg jest większy niż wszechświat).
Bóg jest bytem pozaczasowym i pozaprzestrzennym w tym sensie jest wieczny.

Cytat:
Skąd wiesz, że to czas "mija", a nie my przesuwamy się w czasie?
Wbrew pozorom jest to istotna różnica.


A co to ma do rzeczy? Nie rozmawiamy tu o tym, co "wiemy" że jest tylko, o tym co jest możliwe.

Cytat:
Mógłbym się z tym zgodzić, gdyby nie dwie wątpliwości:
1. Na jakiej podstawie mozna stwierdzic, że Bóg widzi cały bieg czasu jako teraźniejszość? Czyją teraźniejszość? I czym jest "teraźniejszość" dla bytu istniejącego poza czasem?
2. Tego, czego zgodnie z biegiem czasu już nie ma, nie ma dla kogo - dla nas? dla Boga?


Ad 1) Wg św. Tomasza: "W poznaniu właściwym Bogu - tak jak w Jego istnieniu - nie ma następstwa. Jest, więc całe równocześnie wiecznie trwające, co należy do pojęcia wieczności. Trwanie zaś czasu polega na następstwie po sobie wcześniejszych i późniejszych momentów. Stosunek, więc wieczności do całego trwania czasu jest jak stosunek tego, co niepodzielne, do tego, co ciągle (...) Pewnym przykładem tego jest koło: punkt, bowiem leżący na obwodzie, choć jest niepodzielny, jednak nie istnieje równocześnie, co do miejsca z każdym innym punktem, gdyż porządek położenia sprawia ciągłość obwodu, środek zaś, który jest poza obwodem, leży naprzeciwko każdego punktu oznaczonego na obwodzie. Cokolwiek, więc jest w jakieś części czasu współistnieje równocześnie z tym, co wieczne, jako jemu obecne, chociaż do innej części czasu jest czymś przeszłym lub przyszłym. Z tym zaś, co wieczne nie może nic nie może współistnieć jako obecne, chyba ze naraz z całą wiecznością, nie trwa w niej, bowiem żadne następstwo. Intelekt Boży ogląda, więc w całej swej wieczności jako teraźniejsze wszystko to, co istnieje przez cały bieg czasu. A jednak to, co się dzieje w jakiejś części czasu, nie istniało zawsze. Wynika z tego, ze Bóg ma poznanie tego, czego zgodnie z biegiem czasu już nie ma".
Ad2) W ogóle tego nie ma, ale nie można powiedzieć, że tego nie było.

Cytat:
Moim zdaniem mówienie, że "niestnienie czasu jest wcześniejsze/późniejsze od jego istnienia" jest błędem logicznym.


Co za problem skoro czas nie jest wieczny (miał początek i będzie miał koniec), nieistnienie czasu jest wcześniejsze od jego istnienia...

Cytat:
Co to jest "wieczność" i jaki jest jej związek z czasem?


To już wyjaśnił Tomasz powyżej.

Cytat:
W Twoim przykładzie Bóg jest uzależniony od czasu: "widzi, że dnia", "cofa się (w czasie)" itp. Na jakiej podstawie uważasz, że istota pozaczasowa (a taką musi być transcendentny Bóg) może przesuwać się w czasie, skakać z roku 2014 do 2013 itp., dowolnie wybierając sobie różne chwile.


A dlaczego ma nie móc? Poza tym nie "skacze" tylko "widzi" wszystko jednocześnie właśnie dlatego że jest poza czasem.

Cytat:
To jest sprzeczność - Twój przykład pozwala określić współrzędne czasowe (albo i czasoprzestrzenne) Boga, który "najpierw" widzi zdarzenie w dniu 27 lipca 2014 roku, a "potem" cofa się w czasie do 25 lipca 2013 roku.
Podstawowy problem tego przykładu to słowa "najpierw", "potem", "cofa się (w czasie)", które określają zależności od czasu.


No to już mnie rozwaliłeś mnie . Nie można określić współrzędnych czasowych (albo i czasoprzestrzennych) Boga, bo Bóg jest "poza wszechświatem" więc nie posiada żadnych współrzędnych... Piszesz rzeczy niedorzeczne. To, że Bóg wie że np. pewna chwila na ktorą patrzy to jest 5.05.2078 a inna chwila która widzi równocześnie to 6.7.7777 na "osi" biegu czasu nie oznacza że jest On wyłącznie w danym miejscu i w danej chwili wewnątrz wszechświata.

Kiedy my patrzymy w niebo to widzimy przeszłość, natomiast Bóg poznaje w sposób doskonały wszystkie obiekty (gwiazdy) we wszechświecie. Widzi ich "teraz" i widzi w twórczej wizji co się ma z nimi stać.

Cytat:
Na dodatek twierdzisz, że dla Boga istnieje "przeszłość" i, tak jak dla istot zależnych od czasu (jak my), jest dla niego niebytem.


Fałszywe rozumowanie. Z tego, że przeszłość istnieje dla istot zależnych od czasu wewnątrz wszechświata nie wynika, ze nie może w pewien sposób istnieć dla Boga będącego poza wszechświatem...

Cytat:
Najprostsze wnioski zą zwykle najtrafniejsze.


Wszystko powinno być tak proste jak to tylko możliwe, ale nie prostsze! Albert Einstein

Cytat:
Napisałem jasno: "W przypadku Boga ''pozaczasowego'' nie można mówić o żadnym opóźnieniu między ideą dzieła a samym dziełem."


Nie można mówić o opóźnieniu dlatego że miara "czasu" nie stosuje się do stwarzania.

c .d. n.
Pan Tau (1237 punktów)
Teresa napisała:
PAN TAU: Naprawdę nie dostrzegasz różnicy między jednym z wymiarów wszechświata a jakimkolwiek obiektem egzystującym wewnątrz niego w ramach tych wymiarów?
Ale co to ma do rzeczy?
Przeczytaj ponownie - tym razem uważnie - swój wcześniejszy przykład, w którym Ty szukasz analogii między czasem a osłami i baranami.
Dla ułatwienia dodam, że czas jednym z wymiarów wszechświata, a osły (i barany) - obiektami egzystującymi wewnątrz niego.

Teresa napisała:
(1) Bóg jest bowiem na "poza" wszechświatem (i czasem) a nie wewnątrz!
(2) Żaden teista nie twierdzi, że Bóg jest obiektem egzystującym, wewnątrz wszechświata!
(3) Bóg jest wszechobecny co oznacza, że jest obecny w każdym miejscu i czasie we Wszechświecie [...]
Jeśli jesteś teistką, to zgodnie ze zdaniem (2)
nie możesz twierdzić, że Bóg jest obiektem egzystującym wewnątrz wszechświata.
Potwierdzasz to w zdaniu (1), pisząc: "Bóg jest bowiem na "poza" wszechświatem [...] a nie wewnątrz!"
Ale zaraz w kolejnym zdaniu (3) piszesz, jak gdyby Twoje poprzednie stwierdzenia dla Ciebie nie istniały:
"Bóg [...] jest obecny w każdym miejscu i czasie we Wszechświecie."
Miej trochę szacunku, jeśli nawet nie dla elementarnej logiki, to choćby dla tego, co sama piszesz. W tej chwili sama sobie zaprzeczasz.
A może według Ciebie rzeczywiście jest jakaś różnica między egzystowaniem wewnątrz wszechświata a obecnością we wszechświecie?

Teresa napisała:
PAN TAU: Skąd wiesz, że to czas "mija", a nie my przesuwamy się w czasie?
A co to ma do rzeczy? Nie rozmawiamy tu o tym, co "wiemy" że jest tylko, o tym co jest możliwe.
Cieszę się. W takim razie rozmawiajmy wyłącznie o czasie istniejącym jako pełny wymiar wszechświata, a nie jakimś wyimaginowanym przesuwającym się "punkcie teraźniejszości", ponieważ tylko to pierwsze jest możliwe. Przynajmniej jeśli zakładamy istnienie bytu pozaczasowego. Drugie jest niczym więcej, jak złudzeniem, charakterystycznym dla istot zależnych od czasu.

Teresa napisała:
[...]W poznaniu właściwym Bogu - tak jak w Jego istnieniu - nie ma następstwa.
Jest, więc całe równocześnie wiecznie trwające, co należy do pojęcia wieczności. Trwanie zaś czasu polega na następstwie po sobie wcześniejszych i późniejszych momentów. [...]
Cokolwiek, więc jest w jakieś części czasu, współistnieje równocześnie z tym, co wieczne, jako jemu obecne, chociaż do innej części czasu jest czymś przeszłym lub przyszłym.
Z tym zaś, co wieczne nie może nic nie może współistnieć jako obecne, chyba ze naraz z całą wiecznością, nie trwa w niej, bowiem żadne następstwo.
Intelekt Boży ogląda, więc w całej swej wieczności jako teraźniejsze wszystko to, co istnieje przez cały bieg czasu.[...]
OK, z tym sie zgadzam. Ale...
Teresa napisała:
[...]A jednak to, co się dzieje w jakiejś części czasu, nie istniało zawsze.
Wynika z tego, ze Bóg ma poznanie tego, czego zgodnie z biegiem czasu już nie ma.
...to już jest nieprawda.

Teresa napisała:
PAN TAU: Tego, czego zgodnie z biegiem czasu już nie ma [...] dla kogo - dla nas? dla Boga?
W ogóle tego nie ma, ale nie można powiedzieć, że tego nie było.
I zaprzeczasz znów sama sobie (czy raczej swoim cytatom. Powyżej napisałaś:
"[...] Trwanie zaś czasu polega na następstwie po sobie wcześniejszych i późniejszych momentów. [...] Cokolwiek, więc jest w jakieś części czasu, współistnieje równocześnie z tym, co wieczne [...] chociaż do innej części czasu jest czymś przeszłym lub przyszłym.

Dziwi mnie to, że to własnie ja się zgadzam z powyższym cytatem, a Ty mu zaprzeczasz, choć to akurat Ty go cytowałaś. W jakim celu? Przecież jasno z niego wynika, że Tomasz zakłada w nim współistnienie wszystkich momentów czasu, choć z naszego punktu widzenia istnieją wyłącznie chwile teraźniejsze.
Ale tylko z naszego punktu widzenia, który tu nie ma żadnego znaczenia!
I to jest oczywiste - istota pozaczasowa nie może postrzegać wszystkich chwil czasu inaczej, niż jako jednoczesnych (co nie jest równoznaczne z Twoimi "teraźniejszymi"). A skoro tak, to dla niej (nie dla nas) istnieją wszystkie chwile czasu!

Teresa napisała:
Co za problem skoro czas nie jest wieczny (miał początek i będzie miał koniec), nieistnienie czasu jest wcześniejsze od jego istnienia
Nie jestem przekonany co do tego, czy rzeczywiście taki koniec kiedyś nastąpi, ale mniejsza z tym, załózmy, że tak będzie.
Czym wobec tego różni się nieistnienie czasu istniejące przed jego początkiem od tego, które istnieje po jego końcu?
Jest według Ciebie jakaś różnica?
A nie jest czasem tak, że nieistnienie czasu jest późniejsze od jego istnienia?
A może jest jednocześnie i wcześniejsze, i późniejsze?

Teresa napisała:
PAN TAU: To jest sprzeczność - Twój przykład pozwala określić współrzędne czasowe [...] Boga [...]
No to już mnie rozwaliłeś mnie . Nie można określić współrzędnych czasowych (albo i czasoprzestrzennych) Boga, bo Bóg jest "poza wszechświatem" więc nie posiada żadnych współrzędnych... Piszesz rzeczy niedorzeczne.[...]

Przypomnę więc, że w ten sposób oceniasz swoja wypowiedź - ja ją tylko skomentowałem.
I doskonale wiem, że nie można.
To Ty określiłaś te "współrzędne" w swoim wcześniejszym poście.
Bo to nie ja wymyśliłem przykład, w którym, Bóg najpierw widzi zdarzenie w dniu 27 lipca 2014 roku, a potem cofa się w czasie do 25 lipca 2013 roku.
Czegoś tu nie rozumiem - albo sama sobie zaprzeczasz, albo może wyjaśnij, jak Twoje słówka "najpierw" i "potem" mają się do jednoczesnego postrzegania wszystkich chwil czasowych przez Boga.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Pan Tau (1237 punktów)
19-06-2007 23:53 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
c. d.
Cytat:
Zwróć uwagę na to Twoje stwierdzenie:
''[...] istnieją one [nowe zwierzeta] tylko w Jego intelekcie, co nie oznacza ze kiedyś się nie pojawią ''w czasie'' [...]''
Czy nie jest to własnie owo opóźnienie czasowe między ideą dzieła a dziełem, które powyżej nazwałaś ewidentnym poplątaniem z pomieszaniem?


Ależ nie, ponieważ Bóg może mieć np. wieczny zamiar stworzenia żyrafy w miejscu i czasie xyzt. Mówiąc Twoim językiem każdą chwilę czasu, w której może pojawić się żyrafa "dzieli taki sam odstęp" od jej idei. Ten "odstęp" nie wynosi 0 sekund, bo nie stosujemy tu czasu.

Cytat:
Piszę to z naszego punktu widzenia.


Piszemy o Bogu a nie o "nas".
Pan Tau (1237 punktów)
Teresa napisała:
Ponizej zamieszczam moje wypiski ze św. Tomasza z Akwinu, największego Doktora Kościoła, o którym mówi się ze ocalił wolną wolę , z dzieła Summa Contra Gentiles, Prawda wiary chrześcijańskiej. Może pomogą Ci zrozumieć...
1. Bóg może poznawać rzeczy, które nie istnieją.
Poznanie intelektu Bożego odnosi się do innych rzeczy poznanych tak, jak poznanie twórcy do rzeczy, którą uczynił, gdyż jest On przez swą wiedze przyczyną rzeczy.
1a. Twórca zaś poprzez swoją idee twórczą poznaje także to, czego jeszcze nie uczynił, ponieważ formy twórcze przepływają z jego wiedzy do materii zewnętrznej by w ten sposób powstał Jego dzieła. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w wiedzy twórczej istniały formy, które nie ujawniły się jeszcze na zewnątrz. Nic, więc nie przeszkadza, aby Bóg mógł mieć poznanie tego, co nie istnieje.
[...]
4. Jeśli Bóg poznaje każdą rzecz jako oglądaną w teraźniejszości, musi istnieć to, co Bóg poznaje, jak np. jest konieczne by Sokrates siedział gdy się widzi że siedzi. Nie jest to zas konieczne absolutnie. To bowiem zdanie warunkowe jest konieczne "Jeśli się widzi, ze siedzi to siedzi".

Powyższa analogia jest tylko pozorna, albo co najwyżej częściowa.
Otóż zarówno ów przykładowy twórca, jak i jego dzieło istnieją we wszechświecie i są zależni od czasu. Między chwilą zaistnienia idei dzieła a chwilą zaistnienia dzieła musi istnieje zawsze jakiś przedział czasu, który je oddziela i to tylko jego istnienie pozwala nam mówić o poznaniu czegoś, co jeszcze nie istnieje w naszej rzeczywistości.
W przypadku Boga "pozaczasowego" nie można mówić o żadnym "jeszcze", żadnym - nawet najmniejszym - opóźnieniu między ideą dzieła a samym dziełem. W jego przypadku poznanie jest równoważne ze stworzeniem i na odwrót. Co oznacza, że stworzenie wszystkich zdarzeń z naszej przyszłości musiało nastąpić w momencie stwarzania wszechświata. A skoro zostały stworzone, to istnieją (co nie oznacza, że wszystkie istnieją dla nas). A skoro istnieją, to znaczy, że wszystko w naszym wszechświecie jest zdeterminowane od chwili jego stworzenia.
Tak więc, o ile zgadzam się ze stwierdzeniem, że "[...] musi istnieć to, co Bóg poznaje [...]", to już zdanie: "Nie jest to zas konieczne absolutnie" jest fałszywe. Otóż w świetle powyższego jest to absolutnie konieczne.
Liczę jednak na to, że jesteś w stanie udowodnic coś innego.

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
10-06-2007 21:41 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
Thorvoy (6588 punktów)
>Wcale tak nie jest, ponieważ Bóg widzi przyszłość jak osoba z przyszłości (jak chwilę teraźniejszą).

Skąd to niby możesz wiedzieć? Dlaczego tylko jak z przyszłości, a nie z przyszłości, teraźniejszości i przeszłości zarazem? Przecież jego omnipotencja powinna mu na taki odbiór pozwolić.
03-06-2007 22:37 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Skąd to niby możesz wiedzieć? Dlaczego tylko jak z przyszłości, a nie z przyszłości, teraźniejszości i przeszłości zarazem? Przecież jego omnipotencja powinna mu na taki odbiór pozwolić.


Przedmiotem woli Bożej nie są rzeczy logicznie niemożliwe.
Przyszłość ma to do sobie może się jeszcze zmienić, a wiedza Boga jest pewna, dlatego Bóg widzi każdą zdarzenie w przyszłości jak chwilę teraźniejszą.
Bardziej obszerna odpowiedź tutaj:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,85161#w88380
unknown (163 punktów)

Ponieważ dopuszcza wolność wyznania i wracając do poczatku
nie Bóg ale ta wolność sprawia

Przykro mi, ale nie mam pojęcia co ma wolność wyznania wspólnego z odbieraniem wolności do decydowania o swoim losie drugiemu człowiekowi? Może wyjaśnisz to?
Zgadzam się z Nelchaelem, Bóg wymyślony przez Kościół nie egzystuje, nie może być dobry i wspaniałomyślny, jednocześnie przymykając na wszystko oczy. Jeśli istnieje, pewnie jest bardziej podobny do maszyny niż człowieka, nie odczuwa emocji, oraz wszystkich innych charakterystycznych dla nas słabości.
20-05-2007 19:13 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Przykro mi, ale nie mam pojęcia co ma wolność wyznania wspólnego z odbieraniem wolności do decydowania o swoim losie drugiemu człowiekowi? Może wyjaśnisz to?
Zgadzam się z Nelchaelem, Bóg wymyślony przez Kościół nie egzystuje, nie może być dobry i wspaniałomyślny, jednocześnie przymykając na wszystko oczy.

Przeciwnie właśnie, dlatego, że Bóg jest dobry czeka na cierpliwie na nawrócenie grzeszników.
Natomiast zło doznane w życiu doczesnym wynagrodzi nam po śmierci. Wg chrz. Jezus Chrystus pokazał nam jaki jest Bóg - przypomnij sobie Ewangelię.

>Jeśli istnieje, pewnie jest bardziej podobny do maszyny niż człowieka, nie odczuwa emocji, oraz wszystkich innych charakterystycznych dla nas słabości.

Nie, Bóg jest wszechmogący i jest w stanie to wytrzymać, nie jest zmienny i chwiejny się jak człowiek.
Totus (1201 punktów)
>Ponieważ dopuszcza wolność wyznania i wracając do poczatku
>nie Bóg ale ta wolność sprawia
>Przykro mi, ale nie mam pojęcia co ma wolność wyznania wspólnego z odbieraniem wolności do decydowania o swoim losie drugiemu człowiekowi? Może wyjaśnisz to?
Chodzi o podstawy do moralnej oceny czynu czy sposobu postępowania własnego i innych osób. Choćby niebieskie przykłady Pana Tau przytoczone poniżej ukazują jak zgubne jest pozostawienie człowiekowi wolności wyznania bo przecież gdybyśmy zdolni byli rozpoznawać dobro i zło to historia rodzaju ludzkiego miałaby mniej czerwonawe karty.
Ludzie są równi względem natury rzeczywistości materialnej, która ich tworzy i otacza. Patologiczny i chroniony prawem stosunek do niej pod szyldem wolności wyznania uniemożliwia większości ludziom muśnięcia choćby smaku decydowania o swoim losie.

> Zgadzam się z Nelchaelem, Bóg wymyślony przez Kościół nie egzystuje, nie może być dobry i wspaniałomyślny, jednocześnie przymykając na wszystko oczy.
Chcesz, żeby przestał być tolerancyjny?
Biblia kończy się proroctwem, o nadejściu dnia w którym puszczą mu nerwy.

>Jeśli istnieje, pewnie jest bardziej podobny do maszyny niż człowieka, nie odczuwa emocji, oraz wszystkich innych charakterystycznych dla nas słabości.
Jezus był maszyną?
Rosi58 (259 punktów)
>Starczy?

Nie starczy
Z Biblii wynika jasno, że człowiek nie ma wolnej woli - poczytaj, jak bóg uczynił serce faraona "zatwardziałym", aby nie godził się na wyjście żydów z Egiptu, albo np. Judasz z góry był skazany na to, że wyda Jezusa i wiele, wiele innych.
Po drugie, skoro bóg jest wszechwiedzący, to wie o tym, co ja zrobię za chwilę - tak więc to, że coś robię i wydaje mi się, że sam o tym zdecydowałem, jest moim wielkim błędem.
A skoro bóg wszystko wie, po co sprawdza - ma naturę naukowca?
Totus (1201 punktów)
Wszechwiedza Boga sprowadza sie do samoświadomości kim i czym jest.
Jest świadmomy wszystkiego czym jest. On jest, który jest.
Nie może być więc świadomym tego czym nie jest.
Jak myślisz kim/czym Bóg nie jest ?
Rosi58 (259 punktów)
>Wszechwiedza Boga sprowadza sie do samoświadomości kim i czym jest.
>Jest świadmomy wszystkiego czym jest. On jest, który jest.
>Nie może być więc świadomym tego czym nie jest.
>Jak myślisz kim/czym Bóg nie jest ?

Skąd Ty czerpiesz taką wiedzę?
Na Twoje pytanie dpowiadam: Boga nie ma, a jeżeli jest, to na pewno nie ma nic wspólnego z bogiem osobowym jakiejkolwiek religii.
Patty Matheson (2087 punktów)
A skąd Ty czerpiesz taką wiedzę?
Wstyd przyznać, ale a(nty)teizm sam z siebie nie jest lepszy od teizmu. Jeśli przedstawiają te same nieracjonalne "argumenty" w przeciwnych opiniach.
Rosi58 (259 punktów)
>A skąd Ty czerpiesz taką wiedzę?

Patty, wiedzę tę czerpię z dorobku naukowego całej ludzkości, obserwacji i logicznego myślenia. Nie spotałem się z ani jednym dowodem na istnienie boga. Jeżeli czegoś nie ma i nie ma żadnych oznak istnienia tego czegoś, to mnie nie wystarcza, że ktos powie "to a to istnieje". Nie ma żadnych dowodów na istnienie krasnoludków i ja mówię: "nie ma krasnoludków". Zaznaczyłem jednak, że jeśli nawet istnieje, to nie może to być bóg osobowy, małostkowy i o wyraźnie ludzkich cechach. Mam prawo tak uważać i twierdzić, jak np. katolik twierdzi, że bóg istnieje i jest taki a taki. Uważasz, że nie wolno mi tak twierdzić? Dlaczego? To są moje przekonania i mam do nich święte prawo. Mogę je głosić tak samo jak wierzący wykrzykują swoje przekonania. Ja nie mówię, że nie istnieje jakaś "siła sprawcza", ale nikt mnie nie przekona do starego, mściwego i obrażalskiego dziadka
Pozdrawiam
Totus (1201 punktów)
>Nie spotałem się z ani jednym dowodem na istnienie boga.
Jakiego rodzaju dowody mogłyby Cię przekonać ?
Rosi58 (259 punktów)
>Jakiego rodzaju dowody mogłyby Cię przekonać ?
Mógłbym go zobaczyć, dotknąć, porozmawiać z nim - cokolwiek z tych rzeczy ? W jakikolwiek sposób sprawdzić, że istnieje? Powiedz jak, a od dzisiaj będą jego fanem
29-05-2007 17:54 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Jakiego rodzaju dowody mogłyby Cię przekonać ?
>Mógłbym go zobaczyć, dotknąć, porozmawiać z nim - cokolwiek z tych rzeczy ? W jakikolwiek sposób sprawdzić, że istnieje? Powiedz jak, a od dzisiaj będą jego fanem

Pojęcie Boga(Byt duchowy,niematerialny,co zakłada niewidzialnośc dla materialnych oczu,itd)wyklucza możność dosięgnięcia Go wzrokiem,ręką itd.
Załóż przez chwilę,że Bóg istnieje i jest bytem duchowym o jakim mówi teologia.Logiczne jest wtedy,że jeśli są jakieś dowody czy racje za Jego istnieniem to nie moga one być tego typu jakich żądasz.Jak można więc mieć pretensje do kogokolwiek,że Boga nie można zobaczyć?
Rosi58 (259 punktów)
Dobra. OK. To niech przemówi głosem wielkim i doniosłym
29-05-2007 19:29 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Dobra. OK. To niech przemówi głosem wielkim i doniosłym
>

Bóg przemówil tak już wiele razy.Rzeczy nadzwyczajnych w Kościele jest sporo,kto naprawdę obiektywnie bada te rzeczy nie znajdzie nic godnego kpiny.Zapewniam cię.
Rosi58 (259 punktów)
Czy któraś z tych wypowiedzi została chociażby nagrana? Nie mogę uważać za dowód głosu, który słyszał ktoś, a inni nie, ponieważ takie zaburzenia leczy się. Wierz mi, jestem psychiatrą i znam sporo swoich pacjentów, którzy rozmawiali z Bogiem (także przy mnie). Jednak po lekach im to przechodzi, nawet potrafią później byc krytyczni do przebytych objawów.
29-05-2007 21:02 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Czy któraś z tych wypowiedzi została chociażby nagrana? Nie mogę uważać za dowód głosu, który słyszał ktoś, a inni nie, ponieważ takie zaburzenia leczy się. Wierz mi, jestem psychiatrą i znam sporo swoich pacjentów, którzy rozmawiali z Bogiem (także przy mnie). Jednak po lekach im to przechodzi, nawet potrafią później byc krytyczni do przebytych objawów.

Jeśli chodzi o same głosy.Nagrane zostały np.głosy demonów przy opętaniach,czasem ktoś w jednym momencie wrzeszczał 5 różnymi głosami na raz,nie po kolei,całkowicie nie harmonizującymi z jej osobowością,płcią itd.Do tego dochodzą martwe języki,nie mówiąc już o sile,reakcji na święte przedmioty itd.Takich rzeczy jest wiele,nikt zadowalająco nie wyjasnia tych rzeczy.Piszę o demonach,bo jesli są one dowodzi to posrednio istnienia Boga.

Bóg przemawia zazwyczaj wewnętrznie,nie jest Magikiem i nie interesuje Go zabawianie tłumów.
Rosi58 (259 punktów)
Bzdury. Pracuję wiele lat w swoim zawodzie i nigdy nie spotkałem się z opętaniem przez demona. Wszystkie "opętania" to albo objawy nerwicy albo psychozy - uwierz mi reagują na leczenie. Opowieści o tym, jak to rzekomo opętanych nie potrafili wyleczyć psychiatrzy i dopiero egzorcysta był tym, ktory pomógł, są wyssane z palca. To o czym piszesz jest ogólnie znane, ale tylko z opowieści, że ktoś coś gdzieś. Przyslij mi próbkę głosu tego demona z fachową analizą (tylko nie jakieś wycia bez żadnego potwierdzenia). Słuchasz różnych ciekawostek i wierzysz w to bezgranicznie i bezkrytycznie.
Do czasu póki nie otrzymam konkretnego dowodu - koniec dyskusji.
Pozdrawiam
30-05-2007 13:39 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Bzdury. Pracuję wiele lat w swoim zawodzie i nigdy nie spotkałem się z opętaniem przez demona. Wszystkie "opętania" to albo objawy nerwicy albo psychozy - uwierz mi reagują na leczenie. Opowieści o tym, jak to rzekomo opętanych nie potrafili wyleczyć psychiatrzy i dopiero egzorcysta był tym, ktory pomógł, są wyssane z palca. To o czym piszesz jest ogólnie znane, ale tylko z opowieści, że ktoś coś gdzieś. Przyslij mi próbkę głosu tego demona z fachową analizą (tylko nie jakieś wycia bez żadnego potwierdzenia). Słuchasz różnych ciekawostek i wierzysz w to bezgranicznie i bezkrytycznie.
>Do czasu póki nie otrzymam konkretnego dowodu - koniec dyskusji.
>Pozdrawiam

Mnie twoje opinie nie interesują przyznam.Nie masz ochoty czegoś uznać i to robisz,twój kaprys,niczym nie potwierdzony.Jesteś kiepskim psychiatrą skoro nie masz pojęcia o tym,co dzieje się dziś w nauce.Wielu miejscach dziś na świecie,w tym w Polsce także,m.in.w Krakowie psychiatrzy i egzorcyści współpracują razem,odbywają się seminaria itd.Poczytaj powaznych psychiatrów,dokształć się trochę,potem zabierz głos w sprawie.
Filmów,nagrań,świadków jest bardzo wiele,poszukaj i sprawdż.
A co do tego,że chemia załatwia sprawę we wszystkich wypadkach jest po prostu bzdurą i demagogią.Ty chyba nie wiesz w ogóle co to jest opętanie.Czytałeś cokolwiek na ten temat,poza rozmowami przy piwie w towarzystwie podobnie myślącyh kolegów?
Rosi58 (259 punktów)
Kolego, przesadziłeś. To, że jestes młodym cżłowiekiem (można poznać po treści wypowiedzi), którego fascynują zjawiska paranormalne i inne nieudowodnione bzdety, nie upoważnia Ciebie do obrażania mnie. Nie znasz mnie, więc nie oceniaj moich kwalifikacji. Wierz mi, mój zawód wymaga być na bieżąco ze wszystkimi nowinkami. Moją wiedzę i fachowość oceniają moi pacjenci.
"Rewelacje", o których piszesz są wyssane z palca i są Twoim pobożnym życzeniem. Jeżeli chcesz być wiarygodny, podaj mi kontakt z jednym chociaż psychiatrą, który korzysta z pomocy egzorcysty. Skontaktuję się z nim i powiem, co o tym myślę.
W innym przypadku nie odpowiadam więcej na Twoje posty, ponieważ jesteś człowiekiem niedojrzałym, nie mającym szacunku dla ludzi mających inne poglądy niż Twoje.
31-05-2007 19:40 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Kolego, przesadziłeś. To, że jestes młodym cżłowiekiem (można poznać po treści wypowiedzi), którego fascynują zjawiska paranormalne i inne nieudowodnione bzdety, nie upoważnia Ciebie do obrażania mnie. Nie znasz mnie, więc nie oceniaj moich kwalifikacji. Wierz mi, mój zawód wymaga być na bieżąco ze wszystkimi nowinkami. Moją wiedzę i fachowość oceniają moi pacjenci.
>"Rewelacje", o których piszesz są wyssane z palca i są Twoim pobożnym życzeniem. Jeżeli chcesz być wiarygodny, podaj mi kontakt z jednym chociaż psychiatrą, który korzysta z pomocy egzorcysty. Skontaktuję się z nim i powiem, co o tym myślę.
>W innym przypadku nie odpowiadam więcej na Twoje posty, ponieważ jesteś człowiekiem niedojrzałym, nie mającym szacunku dla ludzi mających inne poglądy niż Twoje.
>

Nie jestem nastolatkiem i nie interesują mnie rewelacje.Widzę tylko,że nie masz pojęcia o rzeczach,którymi ja zajmowałem się jeszcze w czasach szkolnych.Rzeczy,o których pisze są znane i udokumentowane,o wypadkach wątpliwych się nie wypowiadam.Co z ciebie za psychiatra skoro nie wiesz,że medycyna wydała już setki kilogramów dokumentacji z podsumowaniem "nie da się wyjaśnić drogą naturalną","...prawami fizyki" itd.
Odchodząc już od zjawiska opętania,gdzie wg.ciebie brak sprawności psychicznej wyjaśnia mówienie martwymi językami(np. hebrajskim,aramejskim,łaciną)o których opętani nie mają pojęcia(co jest udokumentowane),nadnaturalną siłę itd. nie słyszałeś o takich przypadkach jak np.Teresy Neumann czy Marty Robin? Ta ostatnia była badana przez 50 lat przez najwybitniejszych lekarzy Francji,miała nawet swojego psychiatrę(po polsku ukazała się jego książka na jej temat),wszyscy stwierdzali to samo.Nie jadła,nie piła,nie wyprózniała się i nie spała przez 50 lat,dokumentacja z półwiecza i wszystkie nazwiska tam się znajdujące to potwierdzają a ty masz kaprys komentować ten i inne liczne podobne przypadki całkowicie prywatnie i pozanaukowo słowem "bzdury".Co to ma wspólnego z nauką i obiektywizmem? Masz uprzedzenia,które nie pozwalają ci dostrzegać rzeczywistości takiej jaką jest i które z nauką się liczą tylko wtedy,gdy służą twojemu światopoglądowi.
Patty Matheson (2087 punktów)
Brak dowodu to nie dowód braku. Oczywiście, nikt nie przyjmuje nawet realnej możliwości istnienia czegoś tylko dlatego, że ktoś inny tak stwierdził. Jest jednak różnica między "nie ma ufoludków" a "są powody by sądzić [uważam], iż nie ma ufoludków". Teiści chcący dowodzić istnienia boga tylko się ośmieszają. Jeśli Twoim przekonaniem jest nieistnienie boga, to możesz określić to jako Twoje zdanie, a nie tonem dogmatycznym jak teiści. Zazaczyłam tylko, żeby nie kopiować ich stylu.

Pozdrawiam.
Patty Matheson (2087 punktów)
Nie wszyscy są ludźmi złymi.
Istnieją ludzie dobrzy, którzy prawem swej wolności i wolnej woli chcą być szczęśliwi, a ich próby przeciwstawienia się spalają na panewce. Dlaczego zło powodowane przez innych ma przyćmiewać ich dobro? Dlaczego na tym padole przeważa statystyczna większość? Czy dla Boga nie liczą się jednostki?

A jeśli Bóg uważa, że wszyscy są źli, i tylko czeka, aż się wzajemnie pomordujemy, to okazuje się, że jego Stworzenie zawiodło. Nie wiedział wcześniej? Itd... Stara śpiewka.
Rosi58 (259 punktów)
>Nie wszyscy są ludźmi złymi.

Nie ma złych ludzi. Bóg stworzył niebo i ziemię, zwierzęta, roslini i człowieka. I stwierdził, że wszystko co stworzył bylo dobre .. i siódmego dnia odpoczął
Patty Matheson (2087 punktów)
A pod koniec dnia szóstego Bóg usłyszał "Not enough mana"

Gdzieś spotkałam się z opinią, że te teksty "To jest dobre" brzmią, jakby Bóg sam siebie przekonywał, że dobrze robi. Czy stwierdzałby to do siebie, jeśliby na pewno wiedział w swej wszechwiedzy, że te rzeczy są dobre?
Rosi58 (259 punktów)
>A pod koniec dnia szóstego Bóg usłyszał "Not enough mana"

Dobre. Spodobało mi się. Powinien przez być przewidujący i przez 6 dni zbierać bonusy
Pozdrawiam
29-05-2007 18:01 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>A pod koniec dnia szóstego Bóg usłyszał "Not enough mana"
>Gdzieś spotkałam się z opinią, że te teksty "To jest dobre" brzmią, jakby Bóg sam siebie przekonywał, że dobrze robi. Czy stwierdzałby to do siebie, jeśliby na pewno wiedział w swej wszechwiedzy, że te rzeczy są dobre?

To jest stwierdzenie dla ludzi.Było w historii religii i filozofii bardzo wiele poglądów o złym z natury świecie,o materii jako ontologicznie złej,o stworzeniu materialnym jako formie upadku itd.To zdanie Pisma pozwoliło Izraelowi zachować wiarę w dobroć stworzenia,materii,ciała w oczach Stwórcy.
Patty Matheson (2087 punktów)
Czyli zostało włożone w usta Boga przez autorów Pisma w celu podniesienia na duchu Narodu? To skąd właściwie wiadomo, które rzeczy przypisywane wedle Biblii Bogu naprawdę były jego udziałem? Czy w tym świetle nie wydaje się prawdopodobne, że wszystkie Pisma były stworzone na potrzeby religijne i insze Izraela?
30-05-2007 14:47 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Czyli zostało włożone w usta Boga przez autorów Pisma w celu podniesienia na duchu Narodu? To skąd właściwie wiadomo, które rzeczy przypisywane wedle Biblii Bogu naprawdę były jego udziałem? Czy w tym świetle nie wydaje się prawdopodobne, że wszystkie Pisma były stworzone na potrzeby religijne i insze Izraela?

Już pisałem dlaczego zostało włożone w usta Boga przez autorów.Przecież oczywiste jest,że Bóg nie potrzebował mówić tego do siebie.Bóg nie potrzebuje siebie pouczać,Jego lud zaś potrzebuje jak najbardziej być pouczanym.
Interpretować Pismo św. mogą z dobrym skutkiem tylko ci,dla których jest ono przeznaczone,tj.dla wierzących.Tak jak ktoś z ulicy nie zrozumie nigdy poprawnie listu do mnie napisanego przez przyjaciela,jego zwierzeń,intencji,tonu,pewnych zwrotów itd. tak samo będący poza Kościołem nie mogą poprawnie zrozumieć Pisma.Kościół wie jak interpretować słowo Boga,bo Go zna,bo Bóg to jego Założyciel i jesli mówi to mówi w kontekście tego,co wcześniej powiedział,uczynił,obiecał.On mówi do swoich("Już was nie nazywam sługami,ale przyjaciółmi","Teraz jeszcze wszystkiego znieść nie możecie.Duch prawdy,którego wam poślę,On wam wszystko oznajmi").
Chodzi o to,że jeśli ktokolwiek wie jak interpretować Pismo św. i ma do tego prawo to jest nim Kościół.
Totus (1201 punktów)
>Chodzi o to,że jeśli ktokolwiek wie jak interpretować Pismo św. i ma do tego prawo to jest nim Kościół.
A on, ten który wie, jest głową Kościoła?
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>Chodzi o to,że jeśli ktokolwiek wie jak interpretować Pismo św. i ma do tego prawo to jest nim Kościół.
>A on, ten który wie, jest głową Kościoła?

Nie wiem o kogo pytasz.
Zajrzyj do Ewangelii i zobacz kto założył Kościół.
Totus (1201 punktów)
>>>Chodzi o to,że jeśli ktokolwiek wie jak interpretować Pismo św. i ma do tego prawo to jest nim Kościół.
>>A on, ten który wie, jest głową Kościoła?
>Nie wiem o kogo pytasz.

Zakładasz, że jest/może istnieć ktoś w Kościele lub kościele kto wie jak interpretować Pismo św. co z mocy stanu czyni go uprawnionym do tego ?
Proszę, uściślijmy to.
.
Totus (1201 punktów)
>Nie wszyscy są ludźmi złymi.
Owszem. Stworzone do tej pory normy społeczne świadczą o postępie w tej dziedzinie.
Pozostaje trzymać kciuki, że opór przed owymi normami w innych częściach świata pochłonie jak najmniej ofiar.
>Istnieją ludzie dobrzy, którzy prawem swej wolności i wolnej woli chcą być szczęśliwi, a ich próby przeciwstawienia się spalają na panewce.
Zło bywa świetnie zakamuflowane więc o porażkę nietrudno.
>Dlaczego zło powodowane przez innych ma przyćmiewać ich dobro?
Ewangeliczna ślepota czy w języku współczesnym niedorozwój umysłowy jest złem "obiektywnie" w osobie ludzkiej. Niedobór wiedzy i niedorozwój w zdolności właściwego jej przetwarzania (rozum) jest dla Boga NT obiektem ataku koniecznego, ataku, który wynika z boskiej natury tego Podmiotu. Walka o człowieka to walka również z Bestią, którą człowiek uważa za Boga, której wierzy, którą wyznaje. Bestia to coś co imituje Boga by zwieźć człowieka z drogi do zbawienia Go jako istoty żywej, zbawienia od choćby podatności na zło, które czycha na nią (nas) na każdym niemal kroku. Zbawienie musi być formą wyleczenia umysłu, zmartwychwstania Boga w człowieku, ponownego przyjścia Jezusa tym razem widzianego bez niedomówień, widzianego tak jak dobro i zło oczami Anioła. Tymczasem podążanie przez życie bez przejrzystości analitycznego "oka" w duszy mimo jak najszczerszych czasami chęci bycia dobrym jak np. Matka Teresa nie wystarczy, nie wystarczy choćby na jej przykładzie.

>Dlaczego na tym padole przeważa statystyczna większość?
Prostowanie ścieżki Panu wiąże się z podnoszeniem jakości kształcenia jednostki ku zbawieniu. Ta, która wchodzi na ową błogosławioną ścieżkę wierząc w osiągnięcie celu (oczywiście, że za życia, Bóg NT jest Bogiem Żywych) wymaga wsparcia, czasu, uwagi - słowem pomocy. Jakie warunki materialne mogą wspierać te starania a jakie torpedować?
Szatan, gdyby współbawić się w powijanie takiego demona zła (bytu pomocniczego), uwznioślałby nędzę, głód, cierpienie, niedostatki itp. zjawiska jako optymalne środowisko do zakładania rodzin wielodzietnych wmawiając im, kandydatom przykładowo na mięso armatnie, zbawienie oczywiście PO chwalebnej, patriotycznej, bohaterskiej śmierci.

>Czy dla Boga nie liczą się jednostki?
Zbawieni są samowystarczalni, są Synami Bożymi, są w owczarni Pana. Tysiące ich są Bogu mniej ważne niż jedna zabłąkana owca, niezaradna, kaleka, wymagająca pomocy, zagubiona, przestraszona, nie rozumiejąca siebie i świata i ze strachu mogąca znaleźć złudne schronienie w jakiejś sekciarskiej czy kaściarskiej norze.

>A jeśli Bóg uważa, że wszyscy są źli, i tylko czeka, aż się wzajemnie pomordujemy, to okazuje się, że jego Stworzenie zawiodło. Nie wiedział wcześniej?
Dobrze się stało, że Adam i Ewa ugryźli to jabłko czy nie?
Chciałbym poznać Twoją opinię.
.
Patty Matheson (2087 punktów)
>>Nie wszyscy są ludźmi złymi.
>Owszem. Stworzone do tej pory normy społeczne świadczą o postępie w tej dziedzinie.

Ale to nie dzięki tym normom człowiek jest dobry w ogóle. Ktoś im nadaje kształt - ktoś dobry.

>Pozostaje trzymać kciuki, że opór przed owymi normami w innych częściach świata pochłonie jak najmniej ofiar.

I zastanawiać się, jak to jest, że jeśli ten Bóg jest, to jakby go nie było...

Co do reszty, ładnie mówisz, ale troszeczkę od rzeczy. Znów stoimy w punkcie wyjścia. Bóg wolący milion pojedynczych zbłąkanych owieczek od grupy sprawiedliwych tylko potwierdza, że Bóg nie patrzy na tych dobrych pod kątem jednostek dążących do szczęścia i niemogących się wybić ponad zło.

>Dobrze się stało, że Adam i Ewa ugryźli to jabłko czy nie?
>Chciałbym poznać Twoją opinię.

Niestety nie mam podstaw by sądzić, iż takie wydarzenie historyczne miało w ogóle miejsce.
Totus (1201 punktów)
>>>Nie wszyscy są ludźmi złymi.
>>Owszem. Stworzone do tej pory normy społeczne świadczą o postępie w tej dziedzinie.
>Ale to nie dzięki tym normom człowiek jest dobry w ogóle. Ktoś im nadaje kształt - ktoś dobry.
Zgadza się i myślę tak samo. Ktoś dobry wie jakie normy są dla nas dobre bo wie jakie są dla niego dobre. By mógł to wiedzieć musi właściwie interpretować to czym/kim jest czyli być nosicielem konstruktu informacyjnego jakim jest realnie trafna, właściwa idea samego siebie - Człowieka. Kim jest on w Nowym Testamencie? Ano - BOGIEM!
Bo kogóż tak na prawdę nazwiemy realnie dobrym ?

>I zastanawiać się, jak to jest, że jeśli ten Bóg jest, to jakby go nie było...
Bóg, który dla ludzkości jest niezrozumiały czy niepojęty przez nią pozostaje względem świata rodzaju ludzkiego w tym właśnie znaczeniu transcendentnym bytem tak jak lekarz okulista dla świata epoki dinozaurów. Człowiek Dobry jest też abstrakcją, nie do zrozumienia przez inteligentnych w swoim mniemaniu ludzi więc nie mogą dokonać oceny Jezusa. Mogą co najwyżej wpaść na misterium po opłatek i roztrząsać czy na pewno w tym kieliszku jest krew czy nie, albo czy spotkanie z Janem Pawłem może być przyczyną cudownego wyleczenia się z choroby cielesnej. Słowem tkwimy w zbiorowej żenującej matni, w której wierzy się, że Bóg ludziom objawia się ot tak w świecie widzialnym po to by kolejne unkowny mogły wyciągać nieuprawnione wnioski, że skoro to robi i to tak nieudolnie to jest to kolejny argument za tym, że jest źródłem zła. Ale przecież wierzący uważają, że... i mamy to co mamy.

>Co do reszty, ładnie mówisz, ale troszeczkę od rzeczy.
Interesująca uwaga.

>Znów stoimy w punkcie wyjścia.
Czego nie pojmujesz?

>Bóg wolący milion pojedynczych zbłąkanych owieczek od grupy sprawiedliwych tylko potwierdza, że Bóg nie patrzy na tych dobrych pod kątem jednostek dążących do szczęścia i niemogących się wybić ponad zło.
Co to znaczy wolący? Uważasz, że Bóg nie ukazuje się dobrym ludziom? Uważasz, że dobry człowiek nie doświadcza Boga, że z Nim nie obcuje?
Ja i Ojciec mój jedno jesteśmy
Czy Ty jesteś dobra i chcesz, dążysz do pojednania wierząc, że warto?
Obyś spotkała w życiu Dobrego Człowieka, poproszony nie odmówi, tacy nie odmawiają, gdy ktoś ich poprosi by podzielili się sobą.
To czyńcie na moją pamiątkę
Choć brzmi jak prośba w ich rzeczywistości nią już nie jest.
Otwierają się gdy wierzący uprzejmie kołacze i prosi, gdyż uraczono go błogosławieństwem, że taka postawa dla wierzącego będzie odpowiednia.

>>Dobrze się stało, że Adam i Ewa ugryźli to jabłko czy nie?
>>Chciałbym poznać Twoją opinię.
>Niestety nie mam podstaw by sądzić, iż takie wydarzenie historyczne miało w ogóle miejsce.
Czy można zarzucić Krasickiemu, że był głupcem uważając, że zwierzęta różnych gatunków typu lis, niedźwiedź, zając prowadzą rozmowy w lesie? Współczesna nauka stanowczo wyklucza taką możliwość.

?
Patty Matheson (2087 punktów)
>Bo kogóż tak na prawdę nazwiemy realnie dobrym ?

Takiego, co ma serce, rozum, używa ich i wie, że nie czyni się innym, co mu niemiłe.
Sęk w tym, że racjonalnie rzecz biorąc nie ma realnego dobra.

>Bóg, który dla ludzkości jest niezrozumiały czy niepojęty przez nią pozostaje względem świata rodzaju ludzkiego w tym właśnie znaczeniu transcendentnym bytem

To skąd niektórzy twierdzą, że go znają i wiedzą, co on sobie myśli?

>Czego nie pojmujesz?

Teistyczne tłumaczenia wyglądają, jak dorabiane a posteriori, jakby chciały sztucznie tłumaczyć to, co się dzieje. Udaje się, jeśli przyjąć, że jest jak mówią - istnieje bóg, któremu nie wiadomo o co chodzi. Z tym, że po co? Równie dobrze można przyjąć inną tezę, która wniesie tyle samo. Iluzoryczny, sztuczny sens.

>Co to znaczy wolący? Uważasz, że Bóg nie ukazuje się dobrym ludziom? Uważasz, że dobry człowiek nie doświadcza Boga, że z Nim nie obcuje?

Zaczęło się od tego, że jest trochę dobrych ludzi, których zasmuca zło na świecie. Chcą być dobrzy i chcą, by im się dobrze na świecie żyło. Zamiast interesować się tymi jednostkami, Bozia gania za zbłąkanymi owieczkami.
Zależy jeszcze co rozumiemy pod pojęciem dobry człowiek. Jeśli to jakieś wydomane zdefiniowane przez prawo boskie pojęcie, to się okaże, że ich faktycznie nie ma i nie ma problemu w kwestii faworyzowania.

>Czy Ty jesteś dobra i chcesz, dążysz do pojednania wierząc, że warto?

Uważam, że jestem dobra, ale pojednania z kim? Zaznaczam, że jestem Ateistką.

>Obyś spotkała w życiu Dobrego Człowieka, poproszony nie odmówi, tacy nie odmawiają, gdy ktoś ich poprosi by podzielili się sobą.

Spotykam nieraz. Głównie wśród niewierzących.

>>Niestety nie mam podstaw by sądzić, iż takie wydarzenie historyczne miało w ogóle miejsce.
>Czy można zarzucić Krasickiemu, że był głupcem uważając, że zwierzęta różnych gatunków typu lis, niedźwiedź, zając prowadzą rozmowy w lesie? Współczesna nauka stanowczo wyklucza taką możliwość.

Tak jakby pytać, czy dobrze się stało, że Czerwony Kapturek wyruszył do babci. Matko Huto, to jest bajka - stało się i była cała śliczniusia historia z tego powodu. Natomiast nikt nie twierdzi, że prototyp tego wydarzenia ma implikacje we współczesnym realnym świecie, np. w powszechnym złu i takich tam.

Totus (1201 punktów)
>Bo kogóż tak na prawdę nazwiemy realnie dobrym ?
>Takiego, co ma serce, rozum, używa ich i wie, że nie czyni się innym, co mu niemiłe.
>Sęk w tym, że racjonalnie rzecz biorąc nie ma realnego dobra.
Są jednak ludzie, którzy wierzą, że żyło, chodziło i nauczało w osobie ludzkiej a ja z kolei wierzę, że można swobodnie ustalić naturę tegoż dobra. Owo dobro na ile właściwie je pojmuję to hołd złożony rozumowi przy jednocześnie nienajlepszej ocenie tego co z serca pochodzi.

>>Bóg, który dla ludzkości jest niezrozumiały czy niepojęty przez nią pozostaje względem świata rodzaju ludzkiego w tym właśnie znaczeniu transcendentnym bytem
>To skąd niektórzy twierdzą, że go znają i wiedzą, co on sobie myśli?
Albo są Aniołami albo oszustami jeżeli twierdzą coś na ten temat ewentualnie przyjmujemy, że to dziecięce wygłupy ale i to do momentu, w którym wypowiedzi przyjmują mało dziecinny charakter.

>Teistyczne tłumaczenia wyglądają, jak dorabiane a posteriori, jakby chciały sztucznie tłumaczyć to, co się dzieje. Udaje się, jeśli przyjąć, że jest jak mówią - istnieje bóg, któremu nie wiadomo o co chodzi. Z tym, że po co? Równie dobrze można przyjąć inną tezę, która wniesie tyle samo. Iluzoryczny, sztuczny sens.
Bez Anioła teistyczne tłumaczenia bywają takie jak piszesz. Jedynym znanym powszechnie Aniołem=Synem Bożym jest obecnie Jezus. Miejmy nadzieję, że zaiskrzy proroctwo Apokalipsy Św. Jana i przyjdą kolejni (dobrzy ludzie na Boże podobieństwo).

>>Co to znaczy wolący? Uważasz, że Bóg nie ukazuje się dobrym ludziom? Uważasz, że dobry człowiek nie doświadcza Boga, że z Nim nie obcuje?
>Zaczęło się od tego, że jest trochę dobrych ludzi, których zasmuca zło na świecie. Chcą być dobrzy i chcą, by im się dobrze na świecie żyło. Zamiast interesować się tymi jednostkami, Bozia gania za zbłąkanymi owieczkami.
Albo są dobrzy i są z Bozią i ganiają zbłąkane owieczki albo są nadal zbłąkanymi owieczkami tyle, że błogosławionymi jako Ci których zło zasmuca, którzy z tej motywacji wychodzą na spotkanie z Bozią czyli na drogę ku zbawieniu (prosimy Cię od zła wszelkiego wybaw nas Panie, uczyń nas dobrymi za wstawiennictwem Twojego Syna byśmy godnie mogli uczestniczyć w Twojej chwale)
Uznanie siebie za dobrego człowieka w Chrześcijaństwie powinno oznaczać gotowość do stawiennictwa przed Sądem Bożym i kto wie czy wtedy nie pojawi się Pan Prokurator Szatan czyli test odporności na zwiedzenie. Dobrego człowieka nie zwiedziesz na złą stronę. To niewykonalne w przeciwnym razie nie był on Dobrym Człowiekiem, Aniołem czyli ogniwem, filarem Boga NT.

>Zależy jeszcze co rozumiemy pod pojęciem dobry człowiek.
>Jeśli to jakieś wydomane zdefiniowane przez prawo boskie pojęcie, to się okaże, że ich faktycznie nie ma i nie ma problemu w kwestii faworyzowania.
Rozumiemy to samo co Bóg i tylko On może określać co to znaczy być dobrym. (Łk 18,18)
Nikt z nas nie jest dobry dokąd nikt z nas nie ogłosi się Bogiem jako Anioł Sługa Pański.
Jak sądzisz kto dla Dobrego Człowieka jest autorytetem moralnym ?

>>Czy Ty jesteś dobra i chcesz, dążysz do pojednania wierząc, że warto?
>Uważam, że jestem dobra, ale pojednania z kim? Zaznaczam, że jestem Ateistką.
Anioł jest wolnym Człowiekiem, Bogiem samego siebie, nie ma nikogo ponad nim i w tym sensie jest Ateistą. Obiektem jego wiary jest on sam i wszystko co go stanowi i czyni wolnym na podobieństwo Zbawiciela. W tej optyce Zbawiciel zwalnia Go od bycia Zbawicielem, żywym dowodem zwycięstwa ducha nad materią, życia nad śmiercią.
Jeżeli jesteś dobra jak odpowiedziałabyś Twoim rodakom, katolikom na ich modlitwy?
Dlaczego Oni się do Ciebie modlą? Co to w ogóle jest za czynność - ta modlitwa - Twoim zdaniem?

>>Obyś spotkała w życiu Dobrego Człowieka, poproszony nie odmówi, tacy nie odmawiają, gdy ktoś ich poprosi by podzielili się sobą.
>Spotykam nieraz. Głównie wśród niewierzących.
Błogosławieni "niewierzący" kimkolwiek są.

P.S. Najlepiej sens zaginionych owiec oddaje wers Łk 15,7.
Powiadam wam tak samo w niebie[=społeczeństwie przyszłości] większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca niż z dziewiędździesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia
.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Albo są dobrzy i są z Bozią i ganiają zbłąkane owieczki

Dlaczego zakładasz, że jak ktoś jest dobry, to musi ganiać zbłąkane owieczki? Nie może być dobry tak sam dla siebie? Czy chęć nawracania innych jest wyznacznikiem dobroci w Twoim mniemaniu?

>albo są nadal zbłąkanymi owieczkami tyle, że błogosławionymi jako Ci których zło zasmuca, którzy z tej motywacji wychodzą na spotkanie z Bozią czyli na drogę ku zbawieniu

Dlaczego zakładasz, że jak kogoś zasmuca zło, to chce wychodzić na spotkanie z Bozią i do zbawienia?

>(prosimy Cię od zła wszelkiego wybaw nas Panie, uczyń nas dobrymi za wstawiennictwem Twojego Syna byśmy godnie mogli uczestniczyć w Twojej chwale)

A tego to już za Chiny Ludowe pojąć nie mogę, dlaczego prosicie Boga o uczynienie Was dobrymi? Przecież macie wolną wolę i skoro Bozia ma się nie wtrącać, to niech się nie wtrąca.

>Dobrego człowieka nie zwiedziesz na złą stronę. To niewykonalne w przeciwnym razie nie był on Dobrym Człowiekiem, Aniołem czyli ogniwem, filarem Boga NT.

No, może nie był. Może się pomylił, a prawdziwy jest Bóg ST.

>>Zależy jeszcze co rozumiemy pod pojęciem dobry człowiek.
>>Jeśli to jakieś wydomane zdefiniowane przez prawo boskie pojęcie, to się okaże, że ich faktycznie nie ma i nie ma problemu w kwestii faworyzowania.
>Rozumiemy to samo co Bóg i tylko On może określać co to znaczy być dobrym. (Łk 18,18)

Nie możemy mieć identycznego z Twoim Bogiem pojęcia dobroci choćby dlatego, że niemal każdy człowiek ma inne. Ale jeśli Bóg jakieś pojęcie wymyślił, to - jak napisałam - może faktycznie nie ma takich "dobrych" ludzi.

>Nikt z nas nie jest dobry dokąd nikt z nas nie ogłosi się Bogiem jako Anioł Sługa Pański.
>Jak sądzisz kto dla Dobrego Człowieka jest autorytetem moralnym ?

On sam.
Ale ciężko powiedzieć, skoro nikt nie jest "Dobrym Człowiekiem".

>Jeżeli jesteś dobra jak odpowiedziałabyś Twoim rodakom, katolikom na ich modlitwy?
>Dlaczego Oni się do Ciebie modlą? Co to w ogóle jest za czynność - ta modlitwa - Twoim zdaniem?

Nie modlą się do mnie, nie modlą się do dobrego człowieka [bo i po co, skoro można zwyczajnie zadzwonić ], tylko do jakiegoś abstrakcyjnego bytu, w który wierzą, że istnieje i kieruje tym wszystkim. Modlitwa to dla mnie wołanie samotności.
Totus (1201 punktów)
>>Albo są dobrzy i są z Bozią i ganiają zbłąkane owieczki
>Dlaczego zakładasz, że jak ktoś jest dobry, to musi ganiać zbłąkane owieczki?
Ganiać może niekoniecznie bo to owieczki przychodzą z prośbą. Nic na siłę. Poszanowawszy wolę spełnia prośby, wysłuchuje modlitw.
>Nie może być dobry tak sam dla siebie?
Nie jest egoistą, proszącym nie odmawia. Poprzez swego Syna posłał też komunikat - warto prosić. Wierzący w to gdyby został zbawiony powinien potwierdzić, że warto.
Czymże byłoby dobro nie warte przyjęcia przez Ciebie [człowieka]?
>Czy chęć nawracania innych jest wyznacznikiem dobroci w Twoim mniemaniu?
Odezwa na prośbę to jedno a co do chęci? Hmm, chcesz być Dobra albo sprawdzić czy już Nią jesteś?

>Dlaczego zakładasz, że jak kogoś zasmuca zło, to chce wychodzić na spotkanie z Bozią i do zbawienia?
Chęć przeciwstawienia się złu chyba niesie za sobą potrzebę poznania sposobu?

>>(prosimy Cię od zła wszelkiego wybaw nas Panie, uczyń nas dobrymi za wstawiennictwem Twojego Syna byśmy godnie mogli uczestniczyć w Twojej chwale)
>A tego to już za Chiny Ludowe pojąć nie mogę, dlaczego prosicie Boga o uczynienie Was dobrymi? Przecież macie wolną wolę i skoro Bozia ma się nie wtrącać, to niech się nie wtrąca.
Dobra Bozia nie odmawia jak wyżej. W przeciwnym razie punkt dla unkowna. Inną sprawą jest, że te modlitwy często nie są szczere, są mechaniczną klepaniną, okazjonalnym pustosłowiem, ale cóż, można założyć, że lepsze to niż nic. Może zaintrygują jakiegoś wrażliwego racjonalistę, zniesmaczonego tym co widzi, krytycznego przechodnia z grupy tzw "niewierzących". Też dobrze, nie? Kto wie może w istocie po to to klepią?

>Nie możemy mieć identycznego z Twoim Bogiem pojęcia dobroci choćby dlatego, że niemal każdy człowiek ma inne.
Uwaga! Bulwersujący cytat:
Przyprowadźcie ich do Mnie a uśmiercę każdego .[innego Boga poza Mną]
Czyż Dobro nie jest tego warte?
Ale, ops, gdzie tu tolerancja?

>Ale jeśli Bóg jakieś pojęcie wymyślił, to - jak napisałam - może faktycznie nie ma takich "dobrych" ludzi.
U Boga Dobro jest zdefiniowane i jest on źródłem tej definicji.

>>Jak sądzisz kto dla Dobrego Człowieka jest autorytetem moralnym ?
>On sam.
Słusznie.
>Ale ciężko powiedzieć, skoro nikt nie jest "Dobrym Człowiekiem".
Publicznie nie ogłoszono jeszcze Paruzji.

>Nie modlą się do mnie, nie modlą się do dobrego człowieka [bo i po co, skoro można zwyczajnie zadzwonić ], tylko do jakiegoś abstrakcyjnego bytu, w który wierzą, że istnieje i kieruje tym wszystkim.
Wy zatem tak się módlcie:
Dobry Człowieku, któryś niezrozumiały dla Nas, święcię imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja (...)

Jakie inne kierownictwo masz na myśli?
Patty Matheson (2087 punktów)
>Ganiać może niekoniecznie bo to owieczki przychodzą z prośbą. Nic na siłę. Poszanowawszy wolę spełnia prośby, wysłuchuje modlitw.

Czyli każda 'zbłąkana owieczka' z definicji szuka Boga, szuka dobra? Ta z przypowieści nie szukała stada, to pasterz szukał jej.

>>Nie może być dobry tak sam dla siebie?
>Nie jest egoistą, proszącym nie odmawia. Poprzez swego Syna posłał też komunikat - warto prosić. Wierzący w to gdyby został zbawiony powinien potwierdzić, że warto.
>Czymże byłoby dobro nie warte przyjęcia przez Ciebie [człowieka]?

A kto decyduje o tym, że warto? Dla mnie, tu na ziemi, warto być dobrym wedle moich wyznaczników, ponieważ to jest zgodne z sercem, rozumem i procentuje - wciąż na tym padole. Nikt nie wykazał, że za przestrzeganie praw Boga ST/NT spotka nas jeszcze fajniejsza rzecz, a przyznasz, że jako racjonaliści "na słowo" nie polecimy?

>>Czy chęć nawracania innych jest wyznacznikiem dobroci w Twoim mniemaniu?
>Odezwa na prośbę to jedno a co do chęci? Hmm, chcesz być Dobra albo sprawdzić czy już Nią jesteś?

Czyniąc dobro chcę, żeby się rozpowszechniało, jednak niekoniecznie na moich jedynych słusznych zasadach. A nawracający na Boga skłania ku jednoznacznym prawom.

>Chęć przeciwstawienia się złu chyba niesie za sobą potrzebę poznania sposobu?

No ba. Z tym że dla 'niewierzącego' Bóg nie jest sposobem, a na pewno nie jedynym.

>Inną sprawą jest, że te modlitwy często nie są szczere, są mechaniczną klepaniną, okazjonalnym pustosłowiem, ale cóż, można założyć, że lepsze to niż nic.

Nie podpiszę się pod uznaniem jakiejkolwiek wartości pustosłowia. Już wolę autentycznie wierzącego, niż zmanipulowanego zmechanicyzowanego rytualistycznie religianta.

>>Ale jeśli Bóg jakieś pojęcie wymyślił, to - jak napisałam - może faktycznie nie ma takich "dobrych" ludzi.
>U Boga Dobro jest zdefiniowane i jest on źródłem tej definicji.

A jeśli ktoś nie zna tego Boga i tej definicji?

>Wy zatem tak się módlcie:
>Dobry Człowieku, któryś niezrozumiały dla Nas, święcię imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja (...)

>Jakie inne kierownictwo masz na myśli?

W moim mniemaniu dobry człowiek nie jest w stanie kierować nawet Ziemią, co dopiero całym Wszechświatem, co zdaje się być udziałem Boga.
Totus (1201 punktów)
>>Ganiać może niekoniecznie bo to owieczki przychodzą z prośbą. Nic na siłę. Poszanowawszy wolę spełnia prośby, wysłuchuje modlitw.
>Czyli każda 'zbłąkana owieczka' z definicji szuka Boga, szuka dobra?
Robią to te, które są w stanie tego błogosławieństwa. Te, które odrzucają to błogosławieństwo nie szukają więc odwracają się od Boga.
>Ta z przypowieści nie szukała stada, to pasterz szukał jej.
Czemu zakładasz, że nie szukała?
.
>>Czymże byłoby dobro nie warte przyjęcia przez Ciebie [człowieka]?
>A kto decyduje o tym, że warto?
Ty.
>Dla mnie, tu na ziemi, warto być dobrym wedle moich wyznaczników, ponieważ to jest zgodne z sercem, rozumem i procentuje - wciąż na tym padole.
Bycie Dobrym też procentuje, może nawet bardziej gdy Jego wyznaczniki staną się Twoimi?

>Nikt nie wykazał, że za przestrzeganie praw Boga ST/NT spotka nas jeszcze fajniejsza rzecz, a przyznasz, że jako racjonaliści "na słowo" nie polecimy?
Ale polecieć na to co dyktuje Rozum chyba warto, a On - NT jest jego głosem.
Czyżby słabo rozpoznawalny?

>Czyniąc dobro chcę, żeby się rozpowszechniało, jednak niekoniecznie na moich jedynych słusznych zasadach. A nawracający na Boga skłania ku jednoznacznym prawom.
Jeżeli Twoje zasady są dobre to po co komuś gorsze?
Chcesz by był gorszy od Ciebie? Nie sądzę.

>>Chęć przeciwstawienia się złu chyba niesie za sobą potrzebę poznania sposobu?
>No ba. Z tym że dla 'niewierzącego' Bóg nie jest sposobem, a na pewno nie jedynym.
Ale głupio jeśli 'niewierzący' nie liczy się z Jego zdaniem, czyż nie?
Nie podejrzewasz chyba, że Bóg przestraszy się czyjejś krytyki.

>>U Boga Dobro jest zdefiniowane i jest on źródłem tej definicji.
>A jeśli ktoś nie zna tego Boga i tej definicji?
To żyje w piekle świata istot gorszych od zwierząt w którym Bestia od czasu do czasu miesza wajchą.

>W moim mniemaniu dobry człowiek nie jest w stanie kierować nawet Ziemią, co dopiero całym Wszechświatem, co zdaje się być udziałem Boga.
By się przekonać trzeba wpierw dać mu szansę.
Ktoś taki musi wpierw zmartwychwstać [lub pierworodnie zaistnieć jeżeli nie wierzymy, że to był Jezus], a My poznawszy, że to On po jego słowie i czynie zawołamy serdecznie: "Błogosławiony, który przychodzisz w imię Pańskie" i np. dołącz do współrealizacji naszego nowego międzygalaktycznego projektu.
[albo będziemy ciemnotą w Jego oczach, którą w łaskawości Swej miłosiernie raczy oświecić, jak rozpoznać Dobrego Człowieka, jak samemu być na tyle dobrym, by wiedzieć też co nam przeszkadza w tym poznaniu, co to za zasłona i jak zedrzeć ją z duszy każdemu kto ją nosi i bywa, że nie z własnej winy przez to cierpi, nie z własnej winy wierzy w to co nie z własnej winy ktoś mu narzucił by wyznawał by podtrzymywać jakieś ułomne tradycje, ułomnej bo pogańskiej ludzkiej kultury opartej na chorych wymysłach często wzbudzających złowieszcze emocje unoszące kamienie i pięści po pierwszym słowie krytyki. - tyle, żee... too.. już było!, tylko zamiast Jezusa przychodzącego do katolickich mocherów maryjnych i ich agresywnych sfrustrowanych rodzin wielodzietnych hodujących agresywnych podskakujących niudaczników w blokowiskach ze świecą w oknie mamy biblijny opis Jezusa posyłającego się do Żydów, czyli żydowskiego społeczeństwa/państwa wyznaniowego sprzed dwóch tysięcy lat. Mam nadzieję, że dostrzeżesz analogie.
Wraca tu Twoje pytanie jak dobry człowiek może kierować Ziemią jeśli żyje na niej tyle robactwa? Nie można go wymordować bo ma Boży pierwiastek - ono więc jest uleczalne, a dobry lekarz walczy do końca i gotów jest nawet oddać życie za pacjenta pod warunkiem, ze ma w sobie tyle odwagi co Jezus.]
.
29-05-2007 18:10 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>>Nie wszyscy są ludźmi złymi.
>>Owszem. Stworzone do tej pory normy społeczne świadczą o postępie w tej dziedzinie.
>Ale to nie dzięki tym normom człowiek jest dobry w ogóle. Ktoś im nadaje kształt - ktoś dobry.
>>Pozostaje trzymać kciuki, że opór przed owymi normami w innych częściach świata pochłonie jak najmniej ofiar.
>I zastanawiać się, jak to jest, że jeśli ten Bóg jest, to jakby go nie było...
>Co do reszty, ładnie mówisz, ale troszeczkę od rzeczy. Znów stoimy w punkcie wyjścia. Bóg wolący milion pojedynczych zbłąkanych owieczek od grupy sprawiedliwych tylko potwierdza, że Bóg nie patrzy na tych dobrych pod kątem jednostek dążących do szczęścia i niemogących się wybić ponad zło.

A skąd wnioski,że Bóg woli 'dobre' jednostki od niedobrych milionów?
Inaczej wierzący,ludzie nie znający Boga itd nie sa Jemu niemili.Skąd takie wnioski?
Pismo święte mówi,że w każdym narodzie miły jest Bogu człowiek sprawiedliwy.Winnym w Jego oczach można być tylko świadomie.Ktoś,kto świadomie łamie Jego przykazania wierząc w Niego dlaczego miałby być miły Jemu? Wszyscy inni,nie znający Go,błądzący,nawet łamiący przykazania nieświadomie itd,nie są żli w Jego oczach.

>>Dobrze się stało, że Adam i Ewa ugryźli to jabłko czy nie?
>>Chciałbym poznać Twoją opinię.
>Niestety nie mam podstaw by sądzić, iż takie wydarzenie historyczne miało w ogóle miejsce.
>
W Piśmie św.nie ma mowy o jabłku.
Patty Matheson (2087 punktów)
>>Co do reszty, ładnie mówisz, ale troszeczkę od rzeczy. Znów stoimy w punkcie wyjścia. Bóg wolący milion pojedynczych zbłąkanych owieczek od grupy sprawiedliwych tylko potwierdza, że Bóg nie patrzy na tych dobrych pod kątem jednostek dążących do szczęścia i niemogących się wybić ponad zło.
>A skąd wnioski,że Bóg woli 'dobre' jednostki od niedobrych milionów?

Czyje wnioski? Ja wnioskuję, że nie woli, ponieważ ugania się za zbłąkanymi, a 'zbłąkane' to jeszcze nie 'dobre'. A wnioskuję m.in. z cytatu z Łukasza o zbłąkanej owieczce. Chyba że te wszystkie cytaty z PŚ to już tak z przymróżeniem oka i poprawkami mamy traktować?

>Inaczej wierzący,ludzie nie znający Boga itd nie sa Jemu niemili.Skąd takie wnioski?
>Pismo święte mówi,że w każdym narodzie miły jest Bogu człowiek sprawiedliwy.

W jakim sensie 'sprawiedliwy'? Wedle wytycznych biblijnych?

>Winnym w Jego oczach można być tylko świadomie.Ktoś,kto świadomie łamie Jego przykazania wierząc w Niego dlaczego miałby być miły Jemu?

Ponieważ człowiek jest tylko człowiekiem i błądzi. Świadomość popełniania grzechu nie określa od razu człowieka jako 'złego'. Może będzie mądry po szkodzie? A może wybrał - świadomie - jedno zło zamiast drugiego. Już była dyskusja na temat grzechu, zła, intencji i efektu. Jeśli w grzechu liczy się efekt, to dla mnie taki system jest niewarty inwigilacji.

>Wszyscy inni,nie znający Go,błądzący,nawet łamiący przykazania nieświadomie itd,nie są żli w Jego oczach.

No skoro nie znają tych przykazań, to śmieszne by było, gdyby uznał ich za grzeszników na równi ze 'świadomymi'. Ja jednak wolę wytyczne własnego sumienia, rozumu i kierowania się dobrem innych.

>>>Dobrze się stało, że Adam i Ewa ugryźli to jabłko czy nie?
>>>Chciałbym poznać Twoją opinię.
>>Niestety nie mam podstaw by sądzić, iż takie wydarzenie historyczne miało w ogóle miejsce.
>>W Piśmie św.nie ma mowy o jabłku.

To fakt, ale dlaczego mi to mówisz?
Jabłko należy już do powszechnie uznawanej tradycji mitologicznej. Zresztą nawet bym się nie kłóciła o to z Totusem, bo przypuszczam, że postawił po prostu to pytanie w formie obrazowej. Wydaje mi się, że z punktu widzenia wyznawcy tych mitów, nie jest istotne, czy to było jabłko, banan, czy ogórek, a nawet czy w ogóle coś ugryźli. Istotny jest ich wybór - sprzeciwienie się Bogu, a według niektórych filozofów - wybór racjonalnego świata.
Totus (1201 punktów)
>Jabłko należy już do powszechnie uznawanej tradycji mitologicznej. Zresztą nawet bym się nie kłóciła o to z Totusem, bo przypuszczam, że postawił po prostu to pytanie w formie obrazowej. Wydaje mi się, że z punktu widzenia wyznawcy tych mitów, nie jest istotne, czy to było jabłko, banan, czy ogórek, a nawet czy w ogóle coś ugryźli.

To tak jak z tym czerwonym kapturkiem. Gdyby ktoś wolał fioletowego czy różowego to bez znaczenia jeśli chodzi o morał [akurat bajka o Kapturku to słaby przykład bajki z morałem ].
>Istotny jest ich wybór - sprzeciwienie się Bogu, a według niektórych filozofów - wybór racjonalnego świata.
A jednak za tym wyborem stoi Anioł, który sprzeciwił się Bogu i pchnął prarodziców do spożycia zakazanego owocu.
Jak sądzisz kiedy Bóg mu ostatecznie przebaczył?
Jak ten Anioł ma na imię?

Spójrzmy też na urywek polemiki poniżej:
Teresa: A mimo to Miłość Boga do ludzi była tak wielka że wystąpiła przeciw Jego Sprawiedliwości, tak, że Bóg umarł za ludzi, żeby zadośćuczynić swojej Sprawiedliwości.
Nelchael: Nie rozumiem tego natchnionego bełkotu... Bóg musiał się zabić, żeby przebłagać samego siebie - eee?
____
Czyżby Jezus odkupił czyn Lucyfera?
Czyżby Jezus zamknął papę Panu Prokuratorowi Szatanowi?
+
Patty Matheson (2087 punktów)
>>Istotny jest ich wybór - sprzeciwienie się Bogu, a według niektórych filozofów - wybór racjonalnego świata.
>A jednak za tym wyborem stoi Anioł, który sprzeciwił się Bogu i pchnął prarodziców do spożycia zakazanego owocu.

Jak osoba trzecia może stać za czyimś wyborem? Wybór był ich. Podobno dobrego człowieka na złą stronę nie można przekabacić. Czyżby pierwsi ludzie nie byli dobrymi ludźmi?

>Jak sądzisz kiedy Bóg mu ostatecznie przebaczył?

Myślę, że Bóg nigdy nie miał mu tego za złe. Ale to tylko moja interpretacja.

>Jak ten Anioł ma na imię?

Ponoć zwali go Szatan vel Lucyfer.

>Spójrzmy też na urywek polemiki poniżej:
>Teresa: A mimo to Miłość Boga do ludzi była tak wielka że wystąpiła przeciw Jego Sprawiedliwości, tak, że Bóg umarł za ludzi, żeby zadośćuczynić swojej Sprawiedliwości.
>Nelchael: Nie rozumiem tego natchnionego bełkotu... Bóg musiał się zabić, żeby przebłagać samego siebie - eee?
>____
>Czyżby Jezus odkupił czyn Lucyfera?
>Czyżby Jezus zamknął papę Panu Prokuratorowi Szatanowi?

Może mi to Teiści powiedzą, bo ja w tym sensu po prostu nie widzę. Przychylam się do zdania Nelchaela. Po co to całe odkupywanie? I dlaczego śmiercią Boga w ludzkim ciele? To była sprawiedliwość? Przez jednego złośliwego Anioła straciliśmy Raj, więc żeby było sprawiedliwie, Bóg zstąpił na ziemię i umarł?
Totus (1201 punktów)
>>A jednak za tym wyborem stoi Anioł, który sprzeciwił się Bogu i pchnął prarodziców do spożycia zakazanego owocu.
>Jak osoba trzecia może stać za czyimś wyborem? Wybór był ich. Podobno dobrego człowieka na złą stronę nie można przekabacić. Czyżby pierwsi ludzie nie byli dobrymi ludźmi?
Pierwsi rodzice to były zwierzęta. One nie mają w sobie Boskiego Pierwiastka, nie ma w nich więc zła tylko ewoluujące życie biologiczne. W raju nieświadomości Adam i Ewa nie podlegali moralnej ocenie za swe czyny. Świat był rajem bo nie było na nim zła. Zło na świecie nie istniało, zgodzisz się?
Aż tu nagle Lucyfer ich częściowo uzdalnia.
Raj moralny upada.

>Po co to całe odkupywanie?
Anioł jest ogniwem Boga. Nie trzeba mu tłumaczyć, że to z jego winy uczłowieczone, rozumne zwierzęta teraz cierpią z powodu zła bo nie są ani zwierzętami ani Bogami, tylko dziećmi jego "genialnego" pomysłu. Pomysłu, który trzeba potępić?
Zwierzę to nigdy się do Nas nie upodobni mówi Pan Prokurator Szatan do Lucyfera. To coś nigdy nie będzie tak dobre jak My, jak Bóg, którym jesteśmy jako Aniołowie. Lucyfer trwa w upadku, skrzywdził zwierzę uczłowieczając je aż wreszcie pojawia się ktoś, kto chce udowodnić, że to nie był błąd.

Człowiek schyla się by podnieść upadłego Anioła i przywrócić na sklepienie niebieskie.
Mówi mu: Nie musisz już cierpieć z mojego powodu, wspólnie naprawimy to co uczyniłeś.



30-05-2007 14:20 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>>A skąd wnioski,że Bóg woli 'dobre' jednostki od niedobrych milionów?
>Czyje wnioski? Ja wnioskuję, że nie woli, ponieważ ugania się za zbłąkanymi, a 'zbłąkane' to jeszcze nie 'dobre'. A wnioskuję m.in. z cytatu z Łukasza o zbłąkanej owieczce. Chyba że te wszystkie cytaty z PŚ to już tak z przymróżeniem oka i poprawkami mamy traktować?

Wydawało mi się,że wyżej pisałaś/eś,ze Bóg woli dobre jednostki od niedobrych milionów.

>>Inaczej wierzący,ludzie nie znający Boga itd nie sa Jemu niemili.Skąd takie wnioski?
>>Pismo święte mówi,że w każdym narodzie miły jest Bogu człowiek sprawiedliwy.
>W jakim sensie 'sprawiedliwy'? Wedle wytycznych biblijnych?
A jakich innych wytycznych skoro mówimy o Biblii?
Sprawiedliwy oznacza człowieka postępującego sprawiedliwie,uczciwego,nie czyniącego świadomie zła.

>>Winnym w Jego oczach można być tylko świadomie.Ktoś,kto świadomie łamie Jego przykazania wierząc w Niego dlaczego miałby być miły Jemu?
>Ponieważ człowiek jest tylko człowiekiem i błądzi. Świadomość popełniania grzechu nie określa od razu człowieka jako 'złego'. Może będzie mądry po szkodzie? A może wybrał - świadomie - jedno zło zamiast drugiego. Już była dyskusja na temat grzechu, zła, intencji i efektu. Jeśli w grzechu liczy się efekt, to dla mnie taki system jest niewarty inwigilacji.

Nie pisałem o błądzących tylko o świadomie popełniajacych zło,o kimś kto uznając prawdę występuje przeciw niej kierując się niegodnymi,niskimi interesami(np.Dawid najpierw uwodzący żonę swojego żołnierza a potem wysyłajacy go na smierć by ukryć ciążę i by móc z nią żyć).Błądzący w oczach Boga nie są winni.
W grzechu nie liczy się efekt tylko świadome wystąpienie przeciw prawdzie(którą się uznaje za prawdziwą,tylko sprzeczną z moimi interesami).

>>Wszyscy inni,nie znający Go,błądzący,nawet łamiący przykazania nieświadomie itd,nie są żli w Jego oczach.
>No skoro nie znają tych przykazań, to śmieszne by było, gdyby uznał ich za grzeszników na równi ze 'świadomymi'. Ja jednak wolę wytyczne własnego sumienia, rozumu i kierowania się dobrem innych.

Ok,masz prawo,jesteś wolny.

>>>>Dobrze się stało, że Adam i Ewa ugryźli to jabłko czy nie?
>>>>Chciałbym poznać Twoją opinię.
>>>Niestety nie mam podstaw by sądzić, iż takie wydarzenie historyczne miało w ogóle miejsce.
>>>W Piśmie św.nie ma mowy o jabłku.
>To fakt, ale dlaczego mi to mówisz?
>Jabłko należy już do powszechnie uznawanej tradycji mitologicznej. Zresztą nawet bym się nie kłóciła o to z Totusem, bo przypuszczam, że postawił po prostu to pytanie w formie obrazowej. Wydaje mi się, że z punktu widzenia wyznawcy tych mitów, nie jest istotne, czy to było jabłko, banan, czy ogórek, a nawet czy w ogóle coś ugryźli. Istotny jest ich wybór - sprzeciwienie się Bogu, a według niektórych filozofów - wybór racjonalnego świata.

Właśnie dlatego,że nalezy do tradycji mitologicznej,którą nie posługuje się teologia ani nauka zdziwił mnie ten język mitologiczny u racjonalisty.Po co pisać takim infantylnym językiem kiedy rozmawia się w miarę powaznie? Po za tym wcale nie wydaje się,że autor jest świadomy symbolu,i że kryje się pod tym głębsza treść,inaczej nie pisałby o gryzieniu jabłka tylko o wydarzeniu,które ono symbolizuje.A to juz nie jest takie niepoważne i infantylne.Nie musisz wierzyć w grzech pierworodny,ale nauka o nim nie jest ani mitologiczna,nieracjonalna czy niespójna.Uznanie jej obowiązuje tylko wierzących,ale gdy się przyjmie istnienie Boga nie ma większych problemów,by ją przyjąć,przeciwnie,jest ona bardzo racjonalna i wiarygodna,tłumaczy np.problem zła,potrzebę zbawienia i powrotu do prawdy niedostępnej już droga naturalną,motyw Wcielenia,itd.
Totus (1201 punktów)
>Po za tym wcale nie wydaje się,że autor jest świadomy symbolu,i że kryje się pod tym głębsza treść,inaczej nie pisałby o gryzieniu jabłka tylko o wydarzeniu,które ono symbolizuje.
Powyżej w zarysie podałem to o co tu prosisz. Czekam na komentarz.
Patty Matheson (2087 punktów)
>>W jakim sensie 'sprawiedliwy'? Wedle wytycznych biblijnych?
>A jakich innych wytycznych skoro mówimy o Biblii?
>Sprawiedliwy oznacza człowieka postępującego sprawiedliwie,uczciwego,nie czyniącego świadomie zła.

Oczywiście, że sprawiedliwy - w sensie "dobry" - człowiek nie czyni świadomie zła. I wracamy do punktu wyjścia: zło i dobro jest różnie interpetowane.

>Nie pisałem o błądzących tylko o świadomie popełniajacych zło,

Według mnie błądzący może świadomie popełniać zło, ale niekoniecznie musi się na to godzić w sercu. Np. eksmitor wyrzucający rodzinę na bruk, świadomie - nie chce, ale musi. Ma być Bogu niemiły?

>o kimś kto uznając prawdę występuje przeciw niej kierując się niegodnymi,niskimi interesami

Przy czym interes zachowania pracy i wykarmienia swych pociech nie wygląda na niegodny i niski...

>W grzechu nie liczy się efekt tylko świadome wystąpienie przeciw prawdzie(którą się uznaje za prawdziwą,tylko sprzeczną z moimi interesami).

Doznaję dziwnego rozszczepienia umysłu jak rozmawiam z piewcami prawd biblijnych. Zdecydowalibyście się chociaż na jedną wersję. Wszyscy mienią się Chrześcijanami, a mówią co innego. Ehh.

>Po co pisać takim infantylnym językiem kiedy rozmawia się w miarę powaznie?

Żeby nie zanudzać. To nie była raczej oznaka ignoracji czy wygłupu, a środek stylistyczny. Umiejętność operowania emocjami w wypowiedzi to fajna rzecz. Polecam.

>Po za tym wcale nie wydaje się,że autor jest świadomy symbolu,i że kryje się pod tym głębsza treść,inaczej nie pisałby o gryzieniu jabłka tylko o wydarzeniu,które ono symbolizuje.

Jeśli jest się świadomym, że adresat zrozumie lekko "zakodowany" przekaz, można mówić niedosłownie. To w pewnym sensie wyraz szacunku. Nie trzeba od razu jak krowie na miedzy.

>Nie musisz wierzyć w grzech pierworodny,ale nauka o nim nie jest ani mitologiczna,

Uzasadniona empirycznie?

>nieracjonalna czy niespójna.Uznanie jej obowiązuje tylko wierzących,ale gdy się przyjmie istnienie Boga nie ma większych problemów,by ją przyjąć,przeciwnie,jest ona bardzo racjonalna i wiarygodna,

Przy założeniu istnienie Boga może i ma ona sens. Nie, nie chce mi się już tego komentować.
Wszystko ładnie i sprytnie, ale dla mnie to po prostu mity. Nawet jeśli mi podasz najlogiczniejszą we wszechświecie wersję perypetii Boga i Szatana, to nie przyjmę jej tylko dlatego, że taką będzie.
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
Albo bóg nie jest wszechwiedzący i nie wiedział, że ludzie będą zdolni do czynienia zła...
Albo bóg nie jest dobry i świadomie uczynił ludzi zdolnymi do czynienia zła...
Albo boga nie ma.

Niezależnie od tego, jak jest naprawdę - bóg w wersji takiej, jaką lansują katolicy - wszechwiedzący, nieskończenie miłosierny - nie ma prawa bytu.
20-05-2007 18:55 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
Zapomniałeś chyba dodać, ze przede wszystkim Bóg stworzył ludzi zdolnych do nieczynienia zła!

Po grzechu Adama i Ewy sprawiedliwe było, to,że ludzie zasłużyli na to, aby pójść do piekła (czy do szeolu).

A mimo to Miłość Boga do ludzi była tak wielka że wystąpiła przeciw Jego Sprawiedliwości, tak, że Bóg umarł za ludzi, żeby zadośćuczynić swojej Sprawiedliwości.
Wstrząsająca jest postać dobrego Sługi Pańskiego z Księgi Izajasza (Iz 53), który za swych braci znosi najgłębsze upokorzenie, a na koniec za to wszystko Bóg otacza chwałą nie tylko jego samego, ale także "w nagrodę przydziela mu tłumy".
Wstrząsająca jest postać Mojżesza, który błaga Boga o ocalenie ludzi, którzy chcieli go zabić.
Według chrz. Bóg wynagrodzi nam zło jakiego zaznaliśmy w życiu doczesnym po śmierci.
20-05-2007 19:06 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>Zapomniałeś chyba dodać, ze przede wszystkim Bóg stworzył ludzi zdolnych do nieczynienia zła!

Każdy człowiek jest zdolny do czynienia 'zła'.

>Po grzechu Adama i Ewy sprawiedliwe było, to,że ludzie zasłużyli na to, aby pójść do piekła (czy do szeolu).

Nie, to nie było sprawiedliwe! Bóg złośliwie umieścił Drzewo w Raju, bo znał naturę ludzką (w końcu sam stworzył ludzi) i wiedział, że prędzej czy później sięgną po Owoc. Jego zachowanie można przyrównać do pozostawienia w pokoju wygłodzonego człowieka i tortu i powiedzenie mu, że nie może go zjeść. Jahwe jest po prostu wrednym dziadem

>A mimo to Miłość Boga do ludzi była tak wielka że wystąpiła przeciw Jego Sprawiedliwości, tak, że Bóg umarł za ludzi, żeby zadośćuczynić swojej Sprawiedliwości.

Nie rozumiem tego natchnionego bełkotu... Bóg musiał się zabić, żeby przebłagać samego siebie - eee?

>Wstrząsająca jest postać dobrego Sługi Pańskiego z Księgi Izajasza (Iz 53), który za swych braci znosi najgłębsze upokorzenie, a na koniec za to wszystko Bóg otacza chwałą nie tylko jego samego, ale także "w nagrodę przydziela mu tłumy".

Przydziela mu tłumy w sensie niewolników? Ha! No ładnie, nie dość, że bóg jest wredny, to jeszcze popiera tak prymitywne idee jak niewolnictwo.

>Wstrząsająca jest postać Mojżesza, który błaga Boga o ocalenie ludzi, którzy chcieli go zabić.

Wstrząsająca? Raczej pozbawiona instynktu samozachowawczego

>Według chrz. Bóg wynagrodzi nam zło jakiego zaznaliśmy w życiu doczesnym po śmierci.

To dlatego się biczujecie?
20-05-2007 22:26 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Nie, to nie było sprawiedliwe! Bóg złośliwie umieścił Drzewo w Raju, bo znał naturę ludzką (w końcu sam stworzył ludzi) i wiedział, że prędzej czy później sięgną po Owoc. Jego zachowanie można przyrównać do pozostawienia w pokoju wygłodzonego człowieka i tortu i powiedzenie mu, że nie może go zjeść. Jahwe jest po prostu wrednym dziadem

Na wypadek gdybyś nie wiedział, o czym piszesz podaję fragment:
"8 A zasadziwszy ogród w Eden5 na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. 9 Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła6."
online.biblia.pl/rozdzial.php?id=3

Wcale tak nie było jak piszesz, bo przestrzeganie Bożego przykazania było łatwe a wszelakich owoców do jedzenia było mnóstwo. Po drugie Ewa zauważyła że drzewo poznania dobra i zła ma smaczne owoce dopiero w trakcie rozmowy z wężem, więc wygłodzona nie była:

"Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! 5 Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».
6 Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł."

online.biblia.pl/rozdzial.php?id=3

Poza tymi oczywistym przekłamaniami chyba nie zastanowiłeś się dobrze nad tym co napisałeś ... Bo jeśli Jahwe jest wrednym dziadem to ponieważ stworzył wszystko, to stworzył także Ciebie i Twój rozum. Jesteś wiec Jego nieodrodnym wrednym pomiotem. Dlaczego więc mam Ciebie słuchać? Dlaczego wredny Jahwe nie mógł stworzyć wrednych ludzi, którym miesza się w głowach i których oceny są nic nie warte.

Ale, Ty zapewne uważasz, że znasz standardy moralne skoro ważysz się oceniać Boga. Ciekawa jestem tylko skąd je znasz i kto dał Ci rozum, który Ci umożliwia ich poznanie, jeśli nie Bóg, którego nazywasz wrednym!!?

Większość ludzi jest na tyle mądrych ze wie, że Bóg, który jest okrutny (zły) to sprzeczność sama w sobie i taki Bóg nie może istnieć. Tak, więc jeśli Bóg istnieje, to nie może czynić ani chcieć zła, bo nie tylko jest dobry ale jest Samym Dobrem.

>>A mimo to Miłość Boga do ludzi była tak wielka że wystąpiła przeciw Jego Sprawiedliwości, tak, że Bóg umarł za ludzi, żeby zadośćuczynić swojej Sprawiedliwości.
>Nie rozumiem tego natchnionego bełkotu... Bóg musiał się zabić, żeby przebłagać samego siebie - eee?

Szkoda, że jako krytyk nie rozumiesz (nie znasz) tak podstawowych kwestii z zakresu chrz. Jak dla mnie udowodniłeś, że nie ma w Tobie chęci zrozumienia ... więc nie będę narzucac sie z wyjaśnieniami, szkoda bo to są kwestie fundamentalne.
20-05-2007 22:59 
 Ocena 1 na 1
unknown (163 punktów)

>Większość ludzi jest na tyle mądrych ze wie, że Bóg, który jest okrutny (zły) to sprzeczność sama w sobie i taki Bóg nie może istnieć. Tak, więc jeśli Bóg istnieje, to nie może czynić ani chcieć zła, bo nie tylko jest dobry ale jest Samym Dobrem.

Skoro jest samym dobrem, to nie może dopuścić do istnienia zła, nawet w dobrej intencji. Idąc dalej tą drogą, twierdzisz zatem, że zło nie istnieje. Więc także i wasi ulubieńcy: Stalin, Hitler, Mussolini, Mao nie byli źli.
03-06-2007 22:57 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Skoro jest samym dobrem, to nie może dopuścić do istnienia zła, nawet w dobrej intencji. Idąc dalej tą drogą, twierdzisz zatem, że zło nie istnieje. Więc także i wasi ulubieńcy: Stalin, Hitler, Mussolini, Mao nie byli źli.
>

Myślisz po ludzku. Wg mnie celem nie było niedopuszczenie do zła, tylko miłość, która wymaga wolności. Natomiast niedopuszczenie do zła nie jest niczym aż tak wielkim wystarczyłoby żeby Bóg nikogo nie stworzył.
Co ważniejsze zło nie może istnieć bez dobra, np. nienawiść całą swoją moc czerpie z miłość (nienawidzimy tego, przez co tracimy to co kochamy), miłośc natomiast nie potrzebuje nienawiści, dlatego zło jest słabsze od dobra... dlatego też miłość zawsze wygrywa.. Dlatego też Stalin, Hitler przegrali...
20-05-2007 23:11 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
Nie zrozumiałaś analogii (no dobra, trochę źle ją sformułowałem). Chodziło mi o to, że zakazany owoc był dla Adama i Ewy tak samo pociągający jak tort dla wygłodzonego człowieka.

>Poza tymi oczywistym przekłamaniami chyba nie zastanowiłeś się dobrze nad tym co napisałeś ... Bo jeśli Jahwe jest wrednym dziadem to ponieważ stworzył wszystko, to stworzył także Ciebie i Twój rozum. Jesteś wiec Jego nieodrodnym wrednym pomiotem. Dlaczego więc mam Ciebie słuchać?

Bo w tym wypadku też jesteś jego wrednym pomiotem

>Dlaczego wredny Jahwe nie mógł stworzyć wrednych ludzi, którym miesza się w głowach i których oceny są nic nie warte.

To było pytanie?

>Ale, Ty zapewne uważasz, że znasz standardy moralne skoro ważysz się oceniać Boga. Ciekawa jestem tylko skąd je znasz i kto dał Ci rozum, który Ci umożliwia ich poznanie, jeśli nie Bóg, którego nazywasz wrednym!!?

Ewolucja

>Większość ludzi jest na tyle mądrych ze wie, że Bóg, który jest okrutny (zły) to sprzeczność sama w sobie i taki Bóg nie może istnieć. Tak, więc jeśli Bóg istnieje, to nie może czynić ani chcieć zła, bo nie tylko jest dobry ale jest Samym Dobrem.

Skąd takie wnioski??? Dlaczego niby bóg nie mógłby być zły?

>Szkoda, że jako krytyk nie rozumiesz (nie znasz) tak podstawowych kwestii z zakresu chrz. Jak dla mnie udowodniłeś, że nie ma w Tobie chęci zrozumienia ... więc nie będę narzucac sie z wyjaśnieniami, szkoda bo to są kwestie fundamentalne.

Chyba wiele nie tracę.

Pozdrawiam
Rosi58 (259 punktów)
>A mimo to Miłość Boga do ludzi była tak wielka że wystąpiła przeciw Jego Sprawiedliwości, tak, że Bóg umarł za ludzi, żeby zadośćuczynić swojej Sprawiedliwości.

Co Ty wypisujesz ? Czyżby to były kolejne osoby boskie? Miłość i Sprawiedliwość Boża? Taki boży pentagram: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty, Miłość Boża i Sprawiedliwość Boża. Albo aniołowie o takich imionach? Anioł Miłość Boża wystąpił przeciw aniołowi Sprawiedliwość Boża? Kolejny bunt w Niebie?

Help !!! W krętactwach bijecie wszystkich na łeb na szyję.
Tereso, please - odpuść sobie i nie ośmieszaj się. Czytam te Twoje wypowiedzi i bardzo mi Ciebie żal
Rosi58 (259 punktów)
>A mimo to Miłość Boga do ludzi była tak wielka że wystąpiła przeciw Jego Sprawiedliwości, tak, że Bóg umarł za ludzi, żeby zadośćuczynić swojej Sprawiedliwości.

Przeanalizujmy te słowa:
Miłość wystąpiła przeciw Sprawiedliwości, w wyniku czego umarł Bóg. Bóg umarł, aby zadośćuczynić Sprawiedliwości, przeciwko której wystąpiła Miłość.
Nie sądzisz, że to jakiś bełkot.
Poza tym dwie wielkie cnoty: Miłość i Sprawiedliwość przyczyniły sie do śmierci Boga?

Brak mi słów ...
ploxia (3 punktów)
> Wierzący uważają, że Bóg stworzył cały świat, a więc
>także całe zło i to mistyczne piekło i lucyfera też?
Bóg stworzył Lucyfera jako dobrego anioła, to on z własnej woli się zbuntował przeciw Bogu.
> Skoro jest taki dobry, to
>dlaczego pozostawia nas samych sobie?
Bóg nigdy nie pozostawia nas samych sobie, Ona jest przy nas zasze. Dostrzec to umieja tylko Ci, którzy wierzą.
> Ten pełen miłosierdzia i miłości wyższy byt wysyła nas na
>świat, który potem z upodobaniem niszczymy, ba innych ludzi
>też niszczymy.
Niszczą Ci, co nie wierzą prawdziwie.
>Skazuje nas na pewną śmierć?
Skazuje nas na śmierć tu na ziemi, ale warto pamiętać, że po istnieniu ludzkim czeka nas jeszcze życie po śmierci w niebie albo piekle. Którą opcję wybierzemy, to już od nas samych zależy, mamy prawo wybrać.
>Czemu Bóg dopuszcza do takiej eskalacji zła?
Bóg nie dopuszcza do zła. Ciągle ludzi upomina, chociażby przez nauki Papieża.
unknown (163 punktów)
>Bóg stworzył Lucyfera jako dobrego anioła, to on z własnej woli się zbuntował przeciw Bogu

Proszę nie powoływać się na wątpliwe źródła informacji, jakimi niewątpliwie są nauki Kościoła.

>Bóg nigdy nie pozostawia nas samych sobie, Ona jest przy nas zasze. Dostrzec to umieja tylko Ci, którzy wierzą.

Być może niektórym modlitwa poprawia samopoczucie, utwierdza ich w przekonaniu, że posiadają wsparcie 'z góry', ale nie wmawiaj innym, że Twój Bóg się troszczy o ludzkość, w takim razie czemu pozwalał na takie praktyki jak palenie na stosach, ekskomunikę i związaną z nią konsekwencjami oraz inkwizycja i to podobno wśród swoich wyznawców! Dlaczego nie ukarał ich za to? Przecież to ogromna obraza boskiego majestatu..

>Niszczą Ci, co nie wierzą prawdziwie.

Zatem katolik może zabijać, grzeszyć itd. Mimo to nie będzie niszczył?

>Skazuje nas na śmierć tu na ziemi, ale warto pamiętać, że po istnieniu ludzkim czeka nas jeszcze życie po śmierci w niebie albo piekle. Którą opcję wybierzemy, to już od nas samych zależy, mamy prawo wybrać.

Na pewno mamy prawo wyboru? Każdy z nas ma? Nawet ludzie nieświadomi zła, które czynią? Skoro czeka nas życie wieczne to po co najpierw musimy zmagać się z doczesnością?

>Bóg nie dopuszcza do zła. Ciągle ludzi upomina, chociażby przez nauki Papieża.

Przez nauki papieża? Chyba żartujesz.... Większość papieży zasługiwałaby na karę śmierci, za czyny których się dopuścili. Obecnie tylko głoszą hasła pokoju i sprzeciwstawienia się wojnie i na tym kończą.. Jakby wykonywali jakiś obowiązek. Dziwne prawda? Skupiają się na piętnowaniu aborcji, nie obchodzi ich to w jakich warunkach takie dzieci będą żyły.....
ploxia (3 punktów)
>Proszę nie powoływać się na wątpliwe źródła informacji, jakimi niewątpliwie są nauki Kościoła.
Jeżeli uważasz że nauki Kościoła są wątpliwym źródłem informacji, to na jakiej podstawie utworzyłeś ten wątek?
Rozmawiamy o Bogu z bajki, legendy czy ze zwykłej gadaniny ludzi wierzących?
Thorvoy (6588 punktów)
>Jeżeli uważasz że nauki Kościoła są wątpliwym źródłem informacji, to na jakiej podstawie utworzyłeś ten wątek?

Między innymi po to, by wykazać te wątpliwości. Geez, dlaczego ludzie wierzący są tak na bakier z myśleniem?
ploxia (3 punktów)
>Między innymi po to, by wykazać te wątpliwości.
Co nazywasz tymi wątpliwościami?
Pan Tau (1237 punktów)
>>Między innymi po to, by wykazać te wątpliwości.
>Co nazywasz tymi wątpliwościami?

Na przykład jak można mówić o wolnej woli w obecności Boga, który jest i wszechwiedzący, i wszechmogący, i na dodatek jest stwórcą przestrzeni i czasu?

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
LM50 (153 punktów)
>Na przykład jak można mówić o wolnej woli w obecności Boga, który jest i wszechwiedzący, i wszechmogący, i na dodatek jest stwórcą przestrzeni i czasu?

Można.
Wszechwiedzący, oznacza, że może wiedzieć wszystko. Nie, że musi.
Wszechmogący j/w.
Może ograniczyć swoją wszechwiedzę - właśnie po to by dać człowiekowi wolną wolę.

Dla mnie bardziej niezrozumiałe jest jego nieskończone miłosierdzie. Jak to pogodzić z istnieniem nieskończonego piekła? Czy choćby czyśćca - co to za wybaczenie po ukaraniu? Kara odbyta - nie ma czego wybaczać.

Podobnie nie rozumiem ultrakatolików - rano i wieczór klepiących "i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy...", i popierających karę śmierci - a zajadłych tak, że... eh, szkoda gadać...
unknown (163 punktów)
>>Na przykład jak można mówić o wolnej woli w obecności Boga, który jest i wszechwiedzący, i wszechmogący, i na dodatek jest stwórcą przestrzeni i czasu?
>Można.
>Wszechwiedzący, oznacza, że może wiedzieć wszystko. Nie, że musi.
>Wszechmogący j/w.

Nie byłbym tego taki pewien, a skąd wiesz, że podejmowane przez nas decyzje nie zostały wcześniej zaprogramowane, a nam tylko się wydaje, że kierujemy się własną wolą? Wszystko sprowadza się do tego, że waiara w Boga odrzuca istnienie jakiejkolwiek logiki, dlatego ateistami znacznie częściej zostają ludzie wykształceni, reszcie brak logiki zbytnio nie przeszkadza, a wiara w wyższy byt jest prostsza i wygodniejsza, realizuje marzenia o utopijnym świecie pozbawionym wszelkich wad. Natomiast dużą częśc naukowców przekonuje wizja jedynie życia doczesnego, wydaje się być bowiem naturalniejszą i sensowniejszą.

>Może ograniczyć swoją wszechwiedzę - właśnie po to by dać człowiekowi wolną wolę.

Może tak, może nie. Istotną częścią problemu jest to, że człowiek nie może decydować o tym co stanie się z nim po śmierci...

>Dla mnie bardziej niezrozumiałe jest jego nieskończone miłosierdzie. Jak to pogodzić z istnieniem nieskończonego piekła? Czy choćby czyśćca - co to za wybaczenie po ukaraniu? Kara odbyta - nie ma czego wybaczać.

Teologia od zawsze kształtowała się w zależności od potrzeb, dlatego nie dziw się, że jest pozbawiona wszelkiej logiki, wmawiano i nadal się wmawia, że to wola Boża, a kto jest w stanie zanegować słowa samego Boga...

>Podobnie nie rozumiem ultrakatolików - rano i wieczór klepiących "i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy...", i popierających karę śmierci - a zajadłych tak, że... eh, szkoda gadać...

Ja akurat kary śmierci nie popieram, to zbyt wielka łaska. Co do katolicyzmu to nigdy nie cechował się on tolerancją, ale to nie wina pospolitych katolików, tylko religii, w duchu której są wychowywani.
LM50 (153 punktów)
>>>Na przykład jak można mówić o wolnej woli w obecności Boga, który jest i wszechwiedzący, i wszechmogący, i na dodatek jest stwórcą przestrzeni i czasu?
>>Można.
>>Wszechwiedzący, oznacza, że może wiedzieć wszystko. Nie, że musi.
>>Wszechmogący j/w.
> Nie byłbym tego taki pewien, a skąd wiesz, że podejmowane przez nas decyzje nie zostały wcześniej zaprogramowane, a nam tylko się wydaje, że kierujemy się własną wolą? >Wszystko sprowadza się do tego, że waiara w Boga odrzuca istnienie jakiejkolwiek logiki, dlatego ateistami znacznie częściej zostają ludzie wykształceni, reszcie brak logiki zbytnio nie przeszkadza, ...
Wiara nie odrzuca a priori logiki. Zakłada jedynie istnienie bytu wyższego, którego jesteśmy pochodną - logiczne, że należy go czcić. Forma bytu wyższego wraz z otoczką zależy od konkretnej religii.

>...a wiara w wyższy byt jest prostsza i wygodniejsza, realizuje marzenia o utopijnym świecie pozbawionym wszelkich wad.
Fakt.

>...Natomiast dużą częśc naukowców przekonuje wizja jedynie życia doczesnego, wydaje się być bowiem naturalniejszą i sensowniejszą.
Wielu również - po okresie absolutnego ateizmu - zaczyna się opowiadać za istnieniem jakiejś siły sprawczej (Deizm). Choć - być może - jest to skutek bezowocnych poszukiwań odpowiedzi na wszystkie nurtujące człowieka pytania.
Pan Tau (1237 punktów)
>>Na przykład jak można mówić o wolnej woli w obecności Boga, który jest i wszechwiedzący, i wszechmogący, i na dodatek jest stwórcą przestrzeni i czasu?
>Można.
>Wszechwiedzący, oznacza, że może wiedzieć wszystko. Nie, że musi.
>Wszechmogący j/w.
>Może ograniczyć swoją wszechwiedzę - właśnie po to by dać człowiekowi wolną wolę.

Wydaje mi się, że "wszechwiedzący" oznacza po prostu "taki, który wie wszystko", a nie "taki, który może/musi wiedzieć wszystko" - jest to więc niepodlegający zmianom atrybut boskości.

Problem jednak jest znacznie bardziej skomplikowany.
Otóż w jaki sposób transcendentny - czyli między innymi istniejący poza czasem - Bóg "może" pozostawiać człowiekowi jakąkolwiek możliwość wyboru?
Przeszłość, przyszłość, zdarzenie, przypadek, możliwość - te wszystkie słowa mają sens wyłącznie, kiedy używamy ich opisując zjawiska zachodzące we wszechświecie, ale nie mają najmniejszego sensu, kiedy próbujemy wyobrażać sobie cokolwiek zachodzącego poza czasem, bo są od niego uzależnione.
Pisząc o pozaczasowym Bogu nie możesz więc używać sformułowań typu: "mógł/może".
Dla niego cała nasza przeszłość, teraźniejszośc i przyszłość jest jednością, której każdy element jest mu znany od momentu stworzenia ("momentu" oczywiście z perspektywy naszego wszechświata).

Istota transcendentna nie może sobie tak po prostu "znać" czy "nie znać" przyszłości (nie wspominając nawet o jej części, cokolwiek by to znaczyło), bo po prostu dla niej - jako bytu istniejącego poza czasem - nie istnieje nic takiego jak przeszłość, przyszłość ani teraźniejszość.
Wszystkie chwile wszechświata są jednością i tak jak człowiek potrafi (w zakresie ograniczonym zasięgiem wzroku) jednocześnie widzieć wszysto we wszystkich dostępnych mu trzech wymiarach przestrzennych, tak pozaczasowy Bóg "widzi" jednocześnie każdą chwilę naszego czasu.
Stąd też bierze się jego wszechwiedza, przynajmniej w odniesieniu do stworzonego przezeń wszechświata, a ona z kolei od początku do końca ten wszechświat determinuje.
Ponieważ odczuwamy coś, co wydaje nam się być wolną wolą, musi więc to być złudzenie, jeśli rzecz jasna istnieje transcendentny i wszechwiedzący Bóg.

>Dla mnie bardziej niezrozumiałe jest jego nieskończone miłosierdzie.
Ale jeśli uważasz, że Bóg może ograniczyć swoją wszechwiedzę, dlaczego nie mógłby ograniczyć swojego wszechmiłosierdzia?

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
LM50 (153 punktów)
>Wydaje mi się, że "wszechwiedzący" oznacza po prostu "taki, który wie wszystko", a nie "taki, który może/musi wiedzieć wszystko" - jest to więc niepodlegający zmianom atrybut boskości.
Wszystko zależy jak zdefiniujemy jego wszechwiedzę. Czy ją ma, czy może mieć.
Nie wiem - co na to teologia?

>Problem jednak jest znacznie bardziej skomplikowany. (...)
>Istota transcendentna nie może sobie tak po prostu "znać" czy "nie znać" przyszłości (nie wspominając nawet o jej części, cokolwiek by to znaczyło), bo po prostu dla niej - jako bytu istniejącego poza czasem - nie istnieje nic takiego jak przeszłość, przyszłość ani teraźniejszość.
>Wszystkie chwile wszechświata są jednością i tak jak człowiek potrafi (w zakresie ograniczonym zasięgiem wzroku) jednocześnie widzieć wszysto we wszystkich dostępnych mu trzech wymiarach przestrzennych, tak pozaczasowy Bóg "widzi" jednocześnie każdą chwilę naszego czasu.
>Stąd też bierze się jego wszechwiedza, przynajmniej w odniesieniu do stworzonego przezeń wszechświata, a ona z kolei od początku do końca ten wszechświat determinuje.(...)
Niekoniecznie. Znamy historię, wiemy co robiła dana postać historyczna, jakie decyzje podejmowała, co na nie wpływało, jakie były skutki itp. To jeszcze nie oznacza, że w/w postać nie miała wolnej woli w chwili dokonywania wyboru.
Nasza wolna wola zawsze jest częściowo ograniczona - naszym charakterem, hormonami, sytuacją życiową, wychowaniem itd. Nadal jednak jest to wolna wola.

>>Dla mnie bardziej niezrozumiałe jest jego nieskończone miłosierdzie.
>Ale jeśli uważasz, że Bóg może ograniczyć swoją wszechwiedzę, dlaczego nie mógłby ograniczyć swojego wszechmiłosierdzia?
Heh... jak już istnieje to może niech nie ogranicza?...
Pan Tau (1237 punktów)
>Niekoniecznie. Znamy historię, wiemy co robiła dana postać historyczna, jakie decyzje podejmowała, co na nie wpływało, jakie były skutki itp. To jeszcze nie oznacza, że w/w postać nie miała wolnej woli w chwili dokonywania wyboru.

Zauważ jednak, że zastanawiamy się nad wolną wolą we wszechświecie stworzonym przez Boga - istotę pozaczasową, bo czas jest wymiarem tego wszechświata.
Jeśli więc wszechświat został stworzony przez takiego Boga, to czas również został przez niego stworzony. Ale nie w takiej "płynącej" postaci, jak my go znamy - dla istoty pozaczasowej czas nie może być wymiarem ograniczającym, jakim jest dla nas. Dla niej w ogóle nie może być wymiarem.
Dla takiej istoty nasza przeszłość, teraźniejszość czy przyszłość nie istnieją - wszystkie chwile naszego wszechświata muszą być jednością.
To z kolei oznacza, że wszystkie zdarzenia z przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości muszą być jej znane i - skoro jest stwórcą wszechświata - musiały być przez nią "skonstruowane".
Nasze życie jest więc zdeterminowane, a wolna wola nie istnieje. Przynajmniej wówczas, gdy istnieje transcendentny Bóg.


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
Totus (1201 punktów)
>Nasze życie jest więc zdeterminowane, a wolna wola nie istnieje. Przynajmniej wówczas, gdy istnieje transcendentny Bóg.
A jeżeli nie istnieje transcendentny Bóg to czy wtedy wolna wola istnieje czy może pojawia się szansa na jej zaistnienie?
Pan Tau (1237 punktów)
>A jeżeli nie istnieje transcendentny Bóg to czy wtedy wolna wola istnieje czy może pojawia się szansa na jej zaistnienie?

Intuicyjnie przypuszczam, że wolna wola jest złudzeniem niezależnie od istnienia/nieistnienia Boga.
Ale rzecz jasna nie jestem w stanie tego udowodnić, więc równie dobrze mogę napisać: nie mam pojęcia.
Sądzę zresztą, że na to pytanie nie ma odpowiedzi, dzięki czemu iluzja wolnej woli może być tyle samo warta, co wolna wola


"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
LM50 (153 punktów)
>To z kolei oznacza, że wszystkie zdarzenia z przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości muszą być jej znane i - skoro jest stwórcą wszechświata - musiały być przez nią "skonstruowane".
Zależy od sposobu konstrukcji wszechświata. Jeśli na jakimś etapie został dopuszczony "rozkład losowy" - to wolna wola może istnieć, nawet, jeśli pozaczasowa istota (twórca) zna wynik tego rozkładu. Oczywiście pod warunkiem, że na niego bezpośrednio nie wpływa - a jedynie akceptuje otrzymane wyniki. Pisząc "rozkład losowy" mam na myśli rozkład czynników, umożliwiający dokonanie wyboru.
Znajomość wyników rzutu kostką nie zmienia faktu losowości tych wyników (o ile kostka nie jest fałszywa).
Pan Tau (1237 punktów)
>>To z kolei oznacza, że wszystkie zdarzenia z przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości muszą być jej znane i - skoro jest stwórcą wszechświata - musiały być przez nią "skonstruowane".
>Zależy od sposobu konstrukcji wszechświata. Jeśli na jakimś etapie został dopuszczony "rozkład losowy" - to wolna wola może istnieć, nawet, jeśli pozaczasowa istota (twórca) zna wynik tego rozkładu. Oczywiście pod warunkiem, że na niego bezpośrednio nie wpływa - a jedynie akceptuje otrzymane wyniki. Pisząc "rozkład losowy" mam na myśli rozkład czynników, umożliwiający dokonanie wyboru.
>Znajomość wyników rzutu kostką nie zmienia faktu losowości tych wyników (o ile kostka nie jest fałszywa).

A jakie jest prawdopodobieństwo zajścia zdarzenia losowego, które już zaszło?
Zauważ, że zdarzenia losowe są faktycznie losowe do momentu ich wystąpienia. Stan takiego zdarzenia zmienia się w czasie - jego rezultat jest nieznany (i określony poprzez wartość oczekiwaną) tylko do momentu jego zajścia. Później są już tylko "byłymi zdarzeniami losowymi" i ich rezultat nie może ulec zmianie.

Fakt, że rzut kostką jest losowy w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia - po jego wykonaniu rzutu i określeniu rezultatu pozostaje niezmienny.
Losowość jest więc zjawiskiem istniejącym wyłącznie dla istot "uwięzionych" w czasie, jak my i dla nas owszem, jest istotna.
Tylko jakie znaczenie cokolwiek, co jest zależne od czasu może mieć dla istoty "pozaczasowej"?
Istota pozaczasowa nie natyka się na rozkłady losowe - dla niej losowość, jako zjawisko zależne od czasu, nie istnieje.
LM50 (153 punktów)
>Losowość jest więc zjawiskiem istniejącym wyłącznie dla istot "uwięzionych" w czasie, jak my i dla nas owszem, jest istotna.
>Tylko jakie znaczenie cokolwiek, co jest zależne od czasu może mieć dla istoty "pozaczasowej"?
>Istota pozaczasowa nie natyka się na rozkłady losowe - dla niej losowość, jako zjawisko zależne od czasu, nie istnieje.

Zgadza się. Dla niej - nie. Dla nas - jako istot zależnych od czasu - tak.
Wynikałoby z tego, że to co dla nas jest wolnym wyborem, dla istoty pozaczasowej - jest pewnikiem - bo już zna efekt. To z grubsza łączyło by wolną wolę człowieka z wszechwiedzą Boga.
Wolna wola istniejąca z naszego punktu widzenia - z punktu widzenia Boga jest iluzją.
Zgadzam się z tym co napisałeś w odpowiedzi dla Totus " iluzja wolnej woli może być tyle samo warta, co wolna wola". Tym bardziej że nasza wolna wola - nawet jeśli istnieje - jest zazwyczaj mocno ograniczona.
Thorvoy (6588 punktów)
>Może ograniczyć swoją wszechwiedzę - właśnie po to by dać człowiekowi wolną wolę.

W tym jednak tkwi paradoks podobny do stworzenia przez boga kamienia tak ciężkiego, żeby nie mógł go potem podnieść.
LM50 (153 punktów)
Tu mnie masz... ale w końcu właśnie o paradoksach mówimy...
Musiałby albo ograniczyć swoją moc stwarzania, albo siłę...
A może podniesie, ale tylko z jednego końca?
Rosi58 (259 punktów)
>>Na przykład jak można mówić o wolnej woli w obecności Boga, który jest i wszechwiedzący, i wszechmogący, i na dodatek jest stwórcą przestrzeni i czasu?
>Można.
>Wszechwiedzący, oznacza, że może wiedzieć wszystko. Nie, że musi.

Nieprawda. Wszechwiedzący, to znaczy "wiedzący wszystko". Nie można o czymś wiedzieć i mówić ja nie muszę tego wiedzieć. Skoro wiem np. że zawsze po dniu nastepuje noc, to nie mogę mówić: Wiem, ale tego nie wiem bo nie muszę. Gdzie tu logika?
Jan B (383 punktów)
To jest przesada. Jeżeli wątek jest w języku chrześcijaństwa, to w jakim języku miałaby być merytoryczna odpowiedź, jeżeli nie w tym samym? Jak można pytać o "Lucyfera" i jednocześnie odrzucać odpowiedź, która coś mówi o "Lucyferze"? Trzeba mieć straszny bałagan w głowie.
Thorvoy (6588 punktów)
Ale to tak, jakby zadać durniowi pytanie: dlaczego wciąż powtarzasz "pomidor"? A dureń odpowiedziałby... "pomidor".
Jan B (383 punktów)
Nie wiem o czym mówisz, tutaj to wygląda tak:

unknown: >Wierzący uważają, że Bóg stworzył cały świat, a więc także całe zło i to mistyczne piekło i lucyfera też?
ploxia: >Bóg stworzył Lucyfera jako dobrego anioła, to on z własnej woli się zbuntował przeciw Bogu
unknown: >Proszę nie powoływać się na wątpliwe źródła informacji, jakimi niewątpliwie są nauki Kościoła.

To ja nie wiem jak to można rozumieć na korzyść unknown, chyba tylko tak, że on/a wierzy w istnienie Lucyfera i uważa, że kościół kłamie o Lucyferze. Inaczej ta wymiana zdań to absurd. Jak tak się zaczyna ten wątek, to nie ma sensu go dalej rozwijać. Zastanawiam się też, co mógłby wiedzieć o Bogu ktoś, kto ma w głowie taki bałagan?
Thorvoy (6588 punktów)
MÓJ BŁĄD.

Chyba mi chyba mózgownica zakręciła nie tak jak trzeba. Oczywiście, że jeśli dyskusja dotyczy tego, w co wierzą chrześcijanie (abstrahując zupełnie od autentyczności źródeł wiary), ploxia słusznie podparła się biblijnym "faktem", dopełniając tematu.

Moja merytoryczna odpowiedź ploxii winna brzmieć co najwyżej w taki sposób:
"Jeśli bóg stworzył anioła, o którym wiedział że się zbuntuje (a wiedział, bo jest wszechmogący), sam jest świadomym twórcą zła".
Ocykan (3528 punktów)
>>na jakiej podstawie utworzyłeś ten wątek?
>Między innymi po to, by wykazać te wątpliwości. Geez, dlaczego ludzie wierzący są tak na bakier z myśleniem?

Czy to Ty utworzyłeś ten wątek (unknown to Twoje alter ego?) czy też uważasz, że on sam nie jest w stanie udzielić właściwej odpowiedzi i dlatego potrzebuje faktora?
Thorvoy (6588 punktów)
Tak bardzo Ci to przeszkadza?

Ostatnio może za często wtrącam się w cudze dialogi, ale pozwól, niech uwagę zwracają mi sami zainteresowani.
Ocykan (3528 punktów)
>Tak bardzo Ci to przeszkadza?

W ogóle mi to nie przeszkadza, jestem tylko ciekaw. Nie zechcesz - nie odpowiesz. Wybacz, jeśli poczułeś się dotknięty moim wścibstwem.

Na nic zda się metoda, gdy nie ma narzędzi - nic po racjonalizmie, gdy rozumu braknie.
Thorvoy (6588 punktów)
Ok. Mam taką paskudną manierę wtrącania się w czyjeś odpowiedzi.
Ocykan (3528 punktów)
>Proszę nie powoływać się na wątpliwe źródła informacji, jakimi niewątpliwie są nauki Kościoła.

A jakie źródła informacji co do natury Boga są według Ciebie pewne?

A na poważnie: Jesteś nielogiczny. Uważasz nauki Kościoła za wątpliwe a jednocześnie krytykujesz obraz Boga, jaki się z tychże wątpliwych nauk wyłania.

>>Niszczą Ci, co nie wierzą prawdziwie.
>Zatem katolik może zabijać, grzeszyć itd. Mimo to nie będzie niszczył?

Znowu nielogiczny wniosek. Prawdziwie wierzący katolik nie popełnia czynów powodujących zniszczenie. Grzeszyć oczywiście będzie, grzeszą wszyscy (nawet święci). Nie kazdy jednak grzech powoduje zniszczenie
Thorvoy (6588 punktów)
>Bóg stworzył Lucyfera jako dobrego anioła, to on z własnej woli się zbuntował przeciw Bogu.

W porządku, ale:

Wszechwiedzący bóg musiał wiedzieć, co zrobi Lucyfer, a jednak nie zdecydował się wprowadzić korekty w swój plan. Jak by nie patrzeć, bóg stworzył zło.

>Bóg nigdy nie pozostawia nas samych sobie, Ona jest przy nas zasze. Dostrzec to umieja tylko Ci, którzy wierzą.

Zabawne, że tylko Ci, prawda?

>Niszczą Ci, co nie wierzą prawdziwie.

A najczęściej w powietrze wysadzają się w autobusach i na stosach czarownice palą ateiści.

>>Czemu Bóg dopuszcza do takiej eskalacji zła?
>Bóg nie dopuszcza do zła.

To dlaczego pozwolił istnieć Szatanowi? A jeśli już pozwolił, to dlaczego jeszcze go nie zniszczył (albo nawrócił na swoją drogę)?

> Ciągle ludzi upomina, chociażby przez nauki Papieża.

O naukach papieża to Ty już nic nie mów. Znaczna część papieży swoje za uszami miała i to znacznie bardziej, niż przeciętny ateista.
ploxia (3 punktów)
>>Bóg stworzył Lucyfera jako dobrego anioła, to on z własnej woli się zbuntował przeciw Bogu.
>W porządku, ale:
>Wszechwiedzący bóg musiał wiedzieć, co zrobi Lucyfer, a jednak nie zdecydował się wprowadzić korekty w swój plan.
ponieważ stwarzając świat dał istotom żyjącym wolną wolę, którą On szanuje.
>A najczęściej w powietrze wysadzają się w autobusach i na stosach czarownice palą ateiści.
Jeszcze raz podkreślam PRAWDZIWI katolicy.
>> Ciągle ludzi upomina, chociażby przez nauki Papieża.
>O naukach papieża to Ty już nic nie mów. Znaczna część papieży swoje za uszami miała i to znacznie bardziej, niż przeciętny ateista.
Mówię o obecnym Papieżu Benedykcie XVI, a nie o wszystkich.
unknown (163 punktów)

>ponieważ stwarzając świat dał istotom żyjącym wolną wolę, którą On szanuje.

Zatem skoro istnieją 'siły nieczyste', to one nie pozbawiają wolnej woli?

>Mówię o obecnym Papieżu Benedykcie XVI, a nie o wszystkich.

Czym on się szczególnym wyróżnia? Jak dla mnie to niedoszły reformator, który tak jak Nietzsche doszedł do wniosku, że postępowa teologia przestaje być teologią i powrócił do nielogicznej i pokrętnej teologii Kościoła. Zapomniałem, jescze bardziej zaczął krytykować aborcję niż poprzednik. Chciałbym się tylko zapytać go co powie niechcianym nigdzie dzieciom, żyjącym na skraju nędzy. Może, żeby żyli nadzieją, wiarą i w ogóle żyli, tak po prostu, nic więcej. Kto tu jest nieludzki?
Thorvoy (6588 punktów)
>ponieważ stwarzając świat dał istotom żyjącym wolną wolę, którą On szanuje.

Najpierw udowodnij, że ta wolna wola istnieje. Ja postuluję jej brak w świetle tego, co chrześcijanie twierdzą o swoim bogu. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi i nie będę musiał się po raz n-ty powtarzać.

>>A najczęściej w powietrze wysadzają się w autobusach i na stosach czarownice palą ateiści.
>Jeszcze raz podkreślam PRAWDZIWI katolicy.

Tamci też byli prawdziwi, zapewniam Cię, chociaż ci od stosów, to jakby trochę bardziej prostestanci.

>Mówię o obecnym Papieżu Benedykcie XVI, a nie o wszystkich.

Skąd możesz wiedzieć, że po tylu papieskich wpadkach, akurat ten wie co mówi?
Ocykan (3528 punktów)
>dlaczego pozostawia nas samych sobie?

A co z wolną wolą? Chciałbyś, żeby Ci wsadzić palec w tyłek i manipulować Tobą jak kukiełką? To pmyliłeś adres, wybierz sobie innego "boga". Byli już tacy - Stalin, Hitler, Mao. I jeszcze będą.

>Czemu skazuje nas na los śmiertelnika. [...] Skazuje nas na pewną śmierć?

Według chrześcijan to raczej na pewną nieśmiertelność (która też nie każdemu musi odpowiadać - są tacy, co woleliby niebyt). Umrą tylko nasze ciała, ale my (jak wierzą chrześcijanie) nie jesteśmy ciałami.

>los istoty ciągle obawiającej się o swoje życie

Rozumiem, ze Ty się boisz o swoje życie. Nie występuj jednak w imieniu wszystkich. W jednym z moich wątków większość respondentów twierdziła, że nie boją się śmierci. Nie mam powodów, by im nie wierzyć.

>Czemu Bóg dopuszcza do takiej eskalacji zła?

Patrz pierwszy akapit.
unknown (163 punktów)

>A co z wolną wolą? Chciałbyś, żeby Ci wsadzić palec w tyłek i manipulować Tobą jak kukiełką? To pmyliłeś adres, wybierz sobie innego "boga". Byli już tacy - Stalin, Hitler, Mao. I jeszcze będą.

Pragnę przypomnieć, że wasz jedyny i nieomylny Kościół popierał działalność Hitlera, a jego atak na Rosję uważano za kolejną krucjatę. Co do reszty, to dochodzę do wniosku, że według Ciebie wszelkie podobieństwo do nich jest oznaką doszukiwania się w nich boga. Naprawdę tak myślisz, czy tylko nieopatrznie to napisałeś?

>Według chrześcijan to raczej na pewną nieśmiertelność (która też nie każdemu musi odpowiadać - są tacy, co woleliby niebyt). Umrą tylko nasze ciała, ale my (jak wierzą chrześcijanie) nie jesteśmy ciałami.

Tylko po co Bóg najpierw by nas tutaj wysyłał, przecież i tak wszystko o nas od zawsze wiedział. To tak jakby podróżować, dajmy na to z Warszawy do Londynu przez Azję i Amerykę. Czy to jest sensowne?

>Rozumiem, ze Ty się boisz o swoje życie. Nie występuj jednak w imieniu wszystkich. W jednym z moich wątków większość respondentów twierdziła, że nie boją się śmierci. Nie mam powodów, by im nie wierzyć.

Nie obawiam się śmierci, czasem nawet na nią czekam... Ze swoich obserwacji wysnułem taki wniosek, bo czemu chrześcijanin opłakuje śmierć bliskich? Zamiast cieszyć się ich domniemanym szczęściem?
Ocykan (3528 punktów)
> Pragnę przypomnieć, że wasz jedyny i nieomylny Kościół popierał działalność Hitlera, a jego atak na Rosję uważano za kolejną krucjatę.

Z oczywistymi kłamstwami nie będę dyskutował.

> Tylko po co Bóg najpierw by nas tutaj wysyłał, przecież i tak wszystko o nas od zawsze wiedział.

Nie wiem, nie jestem Bogiem. Gdybym znał Jego zamiary to byłbym Mu równy.

>bo czemu chrześcijanin opłakuje śmierć bliskich? Zamiast cieszyć się ich domniemanym szczęściem?

Po pierwsze - nie każdy zmarły będzie zbawiony. Po drugie - czemu nie każda matka cieszy się szczęściem syna za oceanem? Niektóre nawet płaczą...
unknown (163 punktów)

>Z oczywistymi kłamstwami nie będę dyskutował.

Udowodnij mi, że kłamię. Jeśli jescze nie znasz zbyt dobrze tej obiektywniejszej historii chrześcijaństwa, to najpierw się z nią zapoznaj. Polecam książki chociażby Karlheinza Deschnera.
A tu 2 anegdoty na poparcie mojego zdania, nie rozpaczaj, jest ich znacznie więcej.

Biskup Bornewasser z Trewiru, po dojściu Hitlera do władzy, patetycznym tonem, oznajmia:
"Z podniesioną głową i energicznym krokiem wkroczyliśmy do nowej Rzeszy i jesteśmy gotowi służyć jej ze wszystkich sił, ciałem i duszą". ("Ecclesiastica", rocz.13, str.477)

A biskup-sufragan Burger, nie waha się stwierdzić:
"Cele rządu Rzeszy sa od dawna celami naszego Kościoła katolickiego" (Burger, "Unser Wille zur Tat, Zeit ud Volk", I,str.181)
Ocykan (3528 punktów)
>>Z oczywistymi kłamstwami nie będę dyskutował.
> Udowodnij mi, że kłamię. Jeśli jescze nie znasz zbyt dobrze tej obiektywniejszej historii chrześcijaństwa, to najpierw się z nią zapoznaj. Polecam książki chociażby Karlheinza Deschnera.

A ja Ci polecam Encyklopedię Powszechną, jest z pewnością bardziej obiektywna niż p. Dreschner:

Pius XII [...] 1939 podejmował inicjatywy dyplomatyczne, mające powstrzymać wybuch wojny; w czasie II wojny świat. publicznie potępił mordowanie ludzi z powodu ich narodowości, patronował pomocy Watykanu dla ludności w krajach okupowanych i na terenie Włoch (m.in. udzielenie azylu ponad 5 tys. Żydom) oraz zabiegom o zwolnienie wielu osób z obozów i więzień [...] (Nowa Encyklopedia Powszechna PWN,Wyd. I, Warszawa 1996)

Trzeba być albo kompletnym idiotą albo osobą pełną złej woli, aby to uznać za "popieranie działalności" Hitlera. Ponieważ o idiotyzm Cię nie posądzam - w grę wchodzi ta druga ewentualność. A brak dobrej woli z Twojej strony i posługiwanie się kłamstwami (choćby nawet cudzymi) czyni dyskuskusję z Tobą bezcelową.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
>Z oczywistymi kłamstwami nie będę dyskutował.

   Ocykan, ty to naprawdę napisałeś?!
Ocykan (3528 punktów)
Tak. A do tego co odpowiedziałem unknown'owi mogę dodać, że Wy zapewne nie wiecie co to jest Kościól. Dowiedz się zatem, że Kościół to nie księża, biskupi czy papieże. Kościół to ogół wiernych. Jak zatem można powiedzieć, że "Kościół popierał działalność Hitlera"? Jaki Kościół? Chyba nie jesteś na tyle szalony, żeby twierdzić, iż polscy katolicy (nawet księża) byli zwolennikami Hitlera.

Nie dziwię się rzucanym (czy to z głupoty, czy to ze złej woli) oskarżeniom pod adresem Kościoła o współpracę z hitlerowcami. To stara wypróbowana metoda zochydzania przeciwników hitleryzmu, nielubianych przez zochydzaczy. Pamiętam bowiem czasy, kiedy o taką współpracę oskarżano Armię Krajową. I znalazło się sporo przygłupów, którzy w to uwierzyli. Choć jeśli chodzi o powtarzanie kłamst o rzekomej współpracy Kościoła z hitlerowcami - to znacznie więcej w tym złej woli niż głupoty.
Pan Tau (1237 punktów)
>> Pragnę przypomnieć, że wasz jedyny i nieomylny Kościół popierał działalność Hitlera, a jego atak na Rosję uważano za kolejną krucjatę.
>Z oczywistymi kłamstwami nie będę dyskutował.

Parę interesujących przykładów "oczywistych kłamstw":

I. W 1939 roku w diecezji w Bambergu polecono odczytać następujące kazanie z okazji urodzin Führera:
Na urodziny Führera
(należy to odczytywać po kazaniach w Białą Niedzielę)
W przyszły czwartek, 20 kwietnia, Naród Niemiecki obchodzi 50-te urodziny naszego Führera i kanclerza Rzeszy, Adolfa Hitlera. Dla uczczenia tego święta, w przeddzień 20 kwietnia, decyzją naszych Najdostojniejszych Biskupów, po wieczornym dzwonieniu modlitewnym, nastąpi uroczyste bicie w dzwony. Już dziś chcemy w tym świętym miejscu dać wyraz naszym najlepszym życzeniom, wspólnie i w skupieniu odmawiając teraz «Ojcze nasz» za Führera i Ojczyznę. «Ojcze nasz....»

Źródło: "Amstblatt für die Erzdiözese Bamberg", nr 10, rocz. 62, 5.4.1939 r.

II. W "Vademecum für den katholischen Soldaten" (czyli "Vademecum dla katolickiego żołnierza"), które 8 listopada 1938 roku uzyskało imprimatur Ordynariatu Biskupiego w Münsterze, można przeczytać:
Führer uosabia jedność narodu i Rzeszy. Jest on najwyższym nosicielem władzy państwowej. Niemieckiemu chrześcijaninowi już samo sumienie - także wówczas, gdy nie została złożona przysięga - nakazuje okazywanie posłuszeństwa Führerowi, właśnie ze względu na posiadanie przezeń najwyższej władzy w państwie. [...]
Niemieckiemu żołnierzowi jest tym łatwiej ślubować wierność swemu Führerowi i najwyższemu dowódcy, że widzi on w nim wzorzec prawdziwie żołnierskiej postawy i żołnierskiej wierności, że ofiarowuje wierną służbę człowiekowi, dla którego sensem życia jest przysporzenie wielkości i chwały swemu narodowi, i który we dnie i w nocy sam daje przykład wierności, natomiast żołnierz-chrześcijanin może wypowiedzieć rotę ślubowania z powagą i radością w sercu, bo jego wiara uczy go tego, iż w osobie sprawującego władze, trzeba rozpoznać i docenić nie tylko ludzkie zdolności i osiągnięcie, ale także majestat i dostojeństwo, nadane mu przez Boga

Żródło: "Gesamtdeutsche Rundschau" z 14.3.1958 r.

III. Jesienią 1939, na polecenie ordynariusza, hrabiego Galena, księża diecezji münsterskiej odmawiali następującą modlitwę:
Wszechmogący wieczny Boże !
Prosimy Cię, weź nasza ojczyznę pod swą nieustająca obronę: oświeć tych, którzy nią sterują, światłem Twej mądrości, iżby pojęli, co służy prawdziwej pomyślności narodu, i by przez Ciebie obdarzeni siłą, spełniali to, co słuszne. Chroń wszystkich żołnierzy naszego Wehrmachtu i zachowaj dla nich łaskawość, dodawaj otuchy walczącym [...]

Żródło: "Kirchliches Amstblatt für die Diözese Münster", rocz. 73, nr 25

IV. Poniższe ojcowskie słowo pasterskie z lutego 1942 roku zostało podpisane przez arcybiskupa Monachium, kardynała Michaela Faulhabera, przez arcybiskupa Bambergu, oraz przez biskupów: Spiry, Würzburga, Ratyzbony, Augsburga, Eichstätt i Passau:
W czasie tamtej wojny światowej przeżywaliśmy już coś podobnego i owe ciężkie, gorzkie doświadczenia uświadomiły nam, jak potrzebne i ważne jest to, by w takiej sytuacji każdy chętnie, z pełnym oddaniem i wiernie wypełniał swój obowiązek, by zachowywano spokój, rozsądek, i by niezmiennie pokładano ufność w Bogu - niepożądane byłoby natomiast ociąganie się i narzekanie.
Dlatego, właśnie, zwracamy się dziś do was, drodzy diecezjanie, w imię ojcowskiej miłości i troski, ze słowami apelu, który powinien was natchnąć do tego, abyście - sumiennie wypełniając swój obowiązek i poważnie traktując swoje powołanie - nie szczędzili sił w służbie dla dobra ojczyzny, dla dobra Niemiec i umiłowanej Bawarii. [...]
W pierwszych latach tamtej wojny światowej, byliśmy pełni radości i dumy z tego, że jedność prowadzi do wielkości państwa, ale pod koniec wojny doświadczyliśmy i tego, iż brak jedności zniweczył osiągniętą wielkość. Bądźmy, więc, zgodni w miłości do ojczyzny i służbie dla niej. Stańmy się wspólnotą ludzi ofiarnych i pracowitych, skorych do obrony ojczystego kraju [...]

Żródło: "Amstblatt für die Erzdiözese Bamberg", nr 4, rocz. 64, 24.2.1941 r.

V. W memoriale wszystkich katolickich biskupów Niemiec, z 10 grudnia 1941 roku, owi dostojnicy Kościoła Katolickiego stwierdzają:
Towarzyszymy naszym żołnierzom poprzez modlitwy, a dla poległych, którzy oddali życie za swój naród, żywimy wdzięczność i miłość. Ponawiając apel o dzielne wytrwanie, żarliwie wzywaliśmy - także w liście pasterskim, ogłoszonym latem - naszych wiernych do sumiennego spełnienia obowiązku, do ofiarnej pracy i walki w służbie narodu, w tym najtrudniejszym czasie wojny.
Z satysfakcją obserwujemy walkę z potęgą bolszewizmu [...] prosząc zarazem o czujność, co jest faktem znanym rządowi Rzeszy.

Żródło: "Gesamtdeutsche Rundschau" z 14.3.1958 r.

I jeszcze parę ciekawostek [tylko ostrzegam - to też "oczywiste kłamstwa" ]:

Jakie państwo jako pierwsze uznało nazistowską dyktaturę, mimo, iż Adolf Hitler już 30 stycznia 1933 roku zagroził wytępieniem rasy żydowskiej w Europie?
Watykan.

Po dokonanym w Monachium, jesienią 1939 roku zamachu na Hitlera, Pius XII poprzez swego nuncjusza, przekazał mu osobiste gratulacje. A w imieniu biskupów Bawarii, kardynał Faulhaber dziękował Bogu takimi słowami:
"My wszyscy dziękujemy Panu Bogu za Jego łaskawość. My wszyscy modlimy się, z głębi naszych serc: Panie, miej zawsze pod Twoją cudowną opieką Führera i cały nasz naród niemiecki !"

Ten sam kardynał Faulhaber w lipcu 1944 roku potępił kolejny zamach na Hitlera, nazywając go "szaleństwem, które rzuca nasz naród w najokropniejszy chaos i w najbardziej skuteczny sposób pomaga bolszewizmowi zwyciężyć."

"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
J.Szulc (5723 punktów)
To był "nakaz" człowieka - nie mylić z przesłaniem żadnego boga!!

---
Gosia (9452 punktów)
>> Pragnę przypomnieć, że wasz jedyny i nieomylny Kościół popierał działalność Hitlera, a jego atak na Rosję uważano za kolejną krucjatę.
>Z oczywistymi kłamstwami nie będę dyskutował.

Obejrzyj sobie.
images.webpark.pl/
Oczywiście, jak poseł Mularczyk, możesz zawsze powiedzieć, że nie widziałeś.
Pozdrawiam.
J.Szulc (5723 punktów)
Gosiu, nie mogę wyświetlić strony, ale wierzę Ci "na słowo".
Możesz coś bliżej?

Pozdrawiam.

---
Gosia (9452 punktów)
>Gosiu, nie mogę wyświetlić strony, ale wierzę Ci "na słowo".
>Możesz coś bliżej?
>Pozdrawiam.
>
---


Nie mam pojęcia, czemu strona się nie wyświetla, ale jestem komputerową ignorantką, więc może coś pokręciłam.
Wpisz w google "faszyzm i kosciół" i wejdź na Adolf Hitler, nazizm, Watykan...a potem na www.rumburak.friko.pl

Pozdrawiam.
Ocykan (3528 punktów)
To Ty sobie obejrzyj. Bo ja na pewno nie widziałem.

[Załącznik]
J.Szulc (5723 punktów)

> Pragnę przypomnieć, że wasz jedyny i nieomylny Kościół popierał działalność Hitlera, a jego atak na Rosję uważano za kolejną krucjatę.

Kościół, to nie ludzie, którzy go w jakiś sposób tworzą.

. Umrą tylko nasze ciała, ale my (jak wierzą chrześcijanie) nie jesteśmy ciałami.

Tak mnie uczono, chociaż coraz częściej zastanawiam się, ile w tym nauki Kościoła, a ile przeinaczeń.

>>Rozumiem, ze Ty się boisz o swoje życie. Nie występuj jednak w imieniu wszystkich. W jednym z moich wątków większość respondentów twierdziła, że nie boją się śmierci. Nie mam powodów, by im nie wierzyć.

I bardzo dobrze napisane!!
Nie boi się śmierci ten, kto wie, że żył dobrze!

>Nie obawiam się śmierci, czasem nawet na nią czekam... Ze swoich obserwacji wysnułem taki wniosek, bo czemu chrześcijanin opłakuje śmierć bliskich? Zamiast cieszyć się ich domniemanym szczęściem?

Boją się śmierci i tych kar, którymi straszy ich Kościół.

Moim zdaniem, nawet jeśli przyjdzie nam kiedyś zapłacić, czy rozliczyć się z własnego życia, to i tak spotkamy sie u jednej poczekalni.
Nie ma podziałów w obliczu śmierci.
Chociaż tam jesteśmy równi.
A rozliczać (ewentualnie!) będą nas z tego, jak żyliśmy, a nie z tego, jak kreśliliśmy (czy w ogóle kreśliliśmy) znak krzyża.

Pozdrawiam.


---
Gosia (9452 punktów)

>Nie ma podziałów w obliczu śmierci.
>Chociaż tam jesteśmy równi.
>A rozliczać (ewentualnie!) będą nas z tego, jak żyliśmy, a nie z tego, jak kreśliliśmy (czy w ogóle kreśliliśmy) znak krzyża.

(...)Ile mam grzechów, któż to wie
a do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak -
nie jesteś przecież drobiazgowy
(...)
M.Czapińska "Zamiast"
Pozdrawiam.
unknown (163 punktów)

>A rozliczać (ewentualnie!) będą nas z tego, jak żyliśmy, a nie z tego, jak kreśliliśmy (czy w ogóle kreśliliśmy) znak krzyża.

Masz rację, wiara na nic się nie zda, a może nawet Bóg miałby nam za złe, że nie byliśmy krytyczni, sceptyczni, że nie używaliśmy rozumu, którym nas obdarowano, że bezkrytycznie wierzyliśmy współczesnym faryzeuszom..

Jestem nieco zawiedziony wpisami tych wierzących. Nie dość, że nie napisali nic logicznego, to na dodatek nie popisali się znajomością historii... Jednak na ich usprawiedliwienie wypada napisać, że o tej prawdziwej historii chrześcijaństwa nic się praktycznie nie mówi. Tak jakby jej nie było.... Może jescze napiszecie, że Kościół nie miał z tym nic wspólnego?
J.Szulc (5723 punktów)
Wydaje mi się, że jest tu niewielu wierzących, którzy chcieliby przyznać się do tego "bez bicia'.
Bardzo rzadko pisze się o pozytywach chrześcijaństwa, bo to ani modne, ani dobrze widziane.
Lepiej wszystko krytykować, zwłaszcza, gdy nie chce się spojrzeć do źródeł.

Każda orientacja polityczna, a co dopiero wiara, wyznanie, zawsze ma w swoim założeniu dobro.
To prawda, często wypaczane przez ludzi, którzy będąc w nim (zrzeszeniu, organizacji, wyznaniu) wprowadza pierwiastek człowieka - nie zawsze dobry (niestety!). W ten sposób można zniszczyć wszystko - choćby było nawet najlepsze.
To tyle.

Pozdrawiam.

---
bogo141 (113 punktów)
>Wydaje mi się, że jest tu niewielu wierzących, którzy chcieliby przyznać się do tego "bez bicia'.
>Bardzo rzadko pisze się o pozytywach chrześcijaństwa, bo to ani modne, ani dobrze widziane.
>Lepiej wszystko krytykować, zwłaszcza, gdy nie chce się spojrzeć do źródeł.
>Każda orientacja polityczna, a co dopiero wiara, wyznanie, zawsze ma w swoim założeniu dobro.
>To prawda, często wypaczane przez ludzi, którzy będąc w nim (zrzeszeniu, organizacji, wyznaniu) wprowadza pierwiastek człowieka - nie zawsze dobry (niestety!). W ten sposób można zniszczyć wszystko - choćby było nawet najlepsze.
>To tyle.
>Pozdrawiam.
>
---


To co pan napisał można uznać za podsumowanie tej dyskusji. Nawet najszlachetniejsze cele , manifesty , ideologie można zniszczyć i upodlić. A czyni to zawsze człowiek. Człowiek który działa w IMIENIU Boga . Ale czy czyni to on sam?( zakładając że istnieje) .
W czasach panowania Hitlera , różni bywali katolicy , protestanci . ( akcja przeciwko eutanazji chorych psychicznie ). Nie można wrzucać wszystkich do jednego kotła. Chociaż ostatnio często to ma miejsce ( współpraca z SB i UB ). Ale cóż jesteśmy tylko ludźmi , którzy dla własnych celów interpretują wszelakie ideologie by uzyskać jakieś tam korzyści.
Twierdzenia które przewijają się w tej dyskusji iż chrześcijanie i inni wierzący w tego czy innego Boga są winni za całe ( prawie całe) zło tego świata są dla mej skromnej osoby szokujące. Przez was piwo przestało mi smakować. Ba przestałem nawet pykać fajeczkę. Przez tyle lat szukałem genezy zła hitleryzmu . A tu proszę odpowiedź jest taka prosta. Idę się upić.( gorzałką oczywiście )

Pozdrawiam ( póki kontaktuję )
J.Szulc (5723 punktów)
Nie napisałam przecież nic nowego!
Wiemy wszyscy doskonale, że nic nie dzieje się samo. Za (prawie) wszystko jesteśmy odpowiedzialni my, LUDZIE.
Nie trzeba się wcale upijać z tego powodu.
Co tam jednak, jeśli gorzałkę zamieni Pan na piwo - mimo wszystko, idę z Panem.... .
Jeśli pali Pan na dodatek czerwoną amforę - mogę się wprosić?

---

Przepraszam za luźny ton - przecież sobota wieczór...
bogo141 (113 punktów)
>Nie napisałam przecież nic nowego!
>Wiemy wszyscy doskonale, że nic nie dzieje się samo. Za (prawie) wszystko jesteśmy odpowiedzialni my, LUDZIE.
>Nie trzeba się wcale upijać z tego powodu.
>Co tam jednak, jeśli gorzałkę zamieni Pan na piwo - mimo wszystko, idę z Panem.... .
>Jeśli pali Pan na dodatek czerwoną amforę - mogę się wprosić?
>
---

>Przepraszam za luźny ton - przecież sobota wieczór...

Z tą gorzałką to mi jednak nie wyjdzie. Sklepy już zamknięte. Stacja paliw troszkę daleko.
Piwa zaś u mnie dostatek. Wszak żubr wieczorem podchodzi bardziej . A i czerwona amfora się znajdzie . Zapraszam. Chata wolna ( żona u teściowej , dzieciaki na dyskotece ).
Wszak sobota wieczór.
Pozdrawiam ( jeszcze kontaktuję )
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Rozwijając prezentowany tu punkt widzenia, niezbyt też wiele złego da się rzec o komunizmie. Podobnie szermował hasłami humanitaryzmu, powszechnego szczęścia, równości i braterstwa wszystkich ludzi, w wielu dziedzinach popierał postęp - natomiast zbrodnie można podobnie tłumaczyć: to nie idea winna, to ludzie.

   I jest to, oczywiście, gówno prawda (przepraszam za dosadność).

   Cytat: "Ludzie kształtują idee aż do dnia narodzin, ale po narodzinach to idee kształtują ludzi".

   To chrześcijaństwo w swej najbardziej agresywnej formie, katolicyzm, ukształtowało najbardziej spaczone umysły w historii. To podstawowa idea chrześcijaństwa była tym, co zapładniało owe spaczone umysły do tworzenia uzupełniających, coraz bardziej zbrodniczych, coraz mniej chrześcijańskich idei.

   Doprawdy, trzeba wyrzec się całej znajomości historii, by powątpiewać o tym.

   Trzeba zapomnieć o wszystkim, co nas otacza, by jeszcze mieć złudzenia.
lerar (4 punktów)
W zbiorowości ludzkiej odnajdziemy różnorodność typów i postaw. "Spaczone umysły" (cokolwiek to znaczy) w każdej religi odnaleźć pewnie by można. Ale czy to jest dowód na to, że dana religia jest winna złu, które ludzie o "spaczonych umysłach", a przyznający się do wyznawania tejże religii, ludzkości wyrządzili?

Określenie "Najbardziej spaczone umysły" sugeruje, że istnieją ludzie, którzy w jakiś sposób od normy odbiegają, z tym że jedni odbiegają mniej, drudzy bardziej, a są też tacy, którzy od tej normy odbiegają najbardziej. I Ci odbiegający od normy najbardziej, to właśnie katolicy. Czy to chciał Pan powiedzieć?
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Rozważ wskazany na wstępie mojej wypowiedzi przypadek komunizmu. Ale rozważ uczciwie, bez wzruszania ramionami.
lerar (4 punktów)
Jestem wierzący, i nie uważam, że Bóg stworzył "całe zło, i to mistyczne piekło i lucyfera też". Takie sądy mają Ci, którzy znają religię, ale na sposób "ludowy". Warto zapoznać się z tematem, w którym zamierza się zabrać głos.
unknown (163 punktów)
>Jestem wierzący, i nie uważam, że Bóg stworzył "całe zło, i to mistyczne piekło i lucyfera też". Takie sądy mają Ci, którzy znają religię, ale na sposób "ludowy".

Nie bądź śmieszny, zło egzystuje, a wg Biblii to Bóg stworzył świat, zatem i zło. To ludzie odczuwający strach przed 'wysłannikami Boga' wmawiają sobie takie rzeczy, ludzie skromnie wierzący, którzy chcą nauki Kościoła logicznie interpretować..
Zauważyłem w Twojej wypowiedzi pogardę dla ateizmu, typowa postawa człowieka znającego religię w sposób "kościelny".

>Warto zapoznać się z tematem, w którym zamierza się zabrać głos.

Proponuję na przyszłość.

Chyba na tym można byłoby to zakonczyć, przynajmniej wg mnie. Doszliśmy do konkluzji, że miłosierny Bóg stworzył zło, zatem jaki on jest? Zły czy dobry?
Oczywiści Ci bardziej pojętni katolicy będą dalej się sprzeciwiać, przy okazji zaprzeczając naukom własnej religii...
Tak na marginesie, Kościół uważa, że wierni w całości muszą się z nim zgadzać, zatem błędne jest wcześniejsze twierdzenie, że Kościół, a jego wyznawcy to 2 różne rzeczy. Ci ludzie w sposób świadomy lub nie, zgadzają się na to...

lerar (4 punktów)
W takim razie Jeżeli Bóg istnieje, to tylko taki, jaki opisuje go religia?
Jan B (383 punktów)
> Chyba na tym można byłoby to zakonczyć, przynajmniej wg mnie. Doszliśmy do konkluzji, że miłosierny Bóg stworzył zło, zatem jaki on jest? Zły czy dobry?

Proponuję, żebyśmy zakończyli na moim krótkim wywodzie.
To prosty problem. Wyobraź sobie że w świecie istnieją tylko dwa kolory: niebieski i brązowy, razem ze wszystkimi swoimi odcieniami. Niech wszystkie dobre rzeczy będą niebieskie, a złe brązowe. I istnieje coś, X, co te kolory stworzyło. Pytanie "jakiego X jest koloru" nie ma sensu, bo skoro X stworzyło kolory, to wcześniej ich nie było, czyli X istniało bez koloru. Jeżeli X ma być doskonałe, to musi zawsze być takie samo. Nie może się zmieniać, i skoro na początku nie miało koloru, to nigdy nie będzie go miało. Bóg Izraelitów, zapytany o imię, nie odpowiedział "Jestem tym, który jest najlepszy", tyko "Jestem, który jestem".

Chcesz też powiedzieć, że jeżeli Bóg stworzył zło, to nie jest dobry. Zło i dobro pojmujemy chyba jako coś nieodłącznego od czynów. Weźmy może prostszy przykład. Czy jeżeli inteligentny naukowiec wymyśli i wyhoduje nowy szczep bakterii, to jak mają się cechy stwórcy do cech tego, co stworzył? Czy te bakterie muszą być inteligentne w swoich czynach? Czy to nie raczej sam czyn ich stworzenia jest inteligentny, a gdyby był głupi, to tylko wtedy byśmy powiedzieli, że i naukowiec jest głupi?

Dalej, co czyni jakiś czyn inteligentnym albo głupim? Nic innego jak tylko jego cel. Teraz powinno być jasne, że Bóg może stworzyć coś, co jest złe, jeżeli cel tego jest dobry. Są co najmniej dwie płaszczyzny, na jakich używam tu słów dobre/złe: coś może być złe w ten sposób, że źle się zachowuje, a jednocześnie dobre z tego powodu, że cel jego istnienia jest dobry. Jeżeli dobrze pamiętam, w NT jest napisane, że wszystko, co Bóg stworzył, było dobre, a w innych miejscach jest znowu mowa o tym, że coś jest złe. Nie sądzę żeby ci, którzy tę książkę pisali, w końcu obdarzeni świetnym talentem pisarskim, po prostu nie zauważyli tej jawnej sprzeczności, ani też żeby było to coś tak skomplikowanego, żebym nie mógł tego zrozumieć i wytłumaczyć drugiej osobie.
Pozdrawiam.
unknown (163 punktów)
To było pytanie retoryczne, wg mnie bóg (o ile istnieje) nie jest ani dobry ani zły. Miałem na celu w tym wypadku jedynie wykazanie kolejnej niejasności w wizji miłosiernego i dobrego Boga.
Jan B (383 punktów)
Cieszę się, że tu się zgadzamy. Nie zgadzamy się co do Twojej krytyki chrześcijańskiego pojęcia Boga. To jest takie samo kłamstwo, jakie mówi się dzieciom w gimnazjum - że atomy są najmniejszymi cząsteczkami. Te które nie dostaną się do liceów, nie potrzebują wiedzieć więcej. Taką rolę "gimnazjum" wobec prostych ludzi powinien spełniać kościół, i w pewnej mierze spełnia - nie powinno się go krytykować pod tym względem, bo to dobra rzecz, przekonywać prostych ludzi, że Bóg ich ocenia, choćby prawda była zupełnie inna.
unknown (163 punktów)
>Taką rolę "gimnazjum" wobec prostych ludzi powinien spełniać kościół, i w pewnej mierze spełnia - nie powinno się go krytykować pod tym względem, bo to dobra rzecz, przekonywać prostych ludzi, że Bóg ich ocenia, choćby prawda była zupełnie inna.

To przynajmniej w moim odczuciu uważanie Kościoła za mniejsze zło, albo nawet zło konieczne. Etyka moralna równie dobrze pełni podobną funkcję, nawet lepiej, nie prowadzi do nieporządanych zjawisk, czyli fanatytzmu i ciemnoty.
Możesz odpowiedzieć, że prości, niezbyt inteligentni ludzie tego nie zrozumieją, że przed Bogiem i księdzem czują respekt. Także ten respekt przeciwdziała patologii, alkoholizmowi? Nie, działalność Kościoła choć mocno nagłośniona, nie przynosi wielkich efektów.
Jan B (383 punktów)
Nie mamy jak mierzyć tych efektów, i nie o to chodzi - chodzi o wyrobienie ludziom poczucia, że ktoś im patrzy na ręce. Taka sugestia, dobrze przeprowadzona, na pewno ma skutki. Zakładając że Bóg istnieje, to kościół przekazuje częściową prawdę o Bogu, która jest jednocześnie kłamstwem - tak jak z atomami. Nie ma tu mniejszego zła, jest tylko wiedza na miarę odbiorcy.
unknown (163 punktów)
>Nie ma tu mniejszego zła, jest tylko wiedza na miarę odbiorcy.

Niestety Kościół oprócz wiedzy na miarę odbiorcy przekazuje także swoje jedyne i słuszne nauki. Na co są one prostemu człowiekowi? Poza tym prowadzi do nietolerancji, nie chcę dalej żyć w państwie, gdzie pluralizm poglądów jest tak krytykowany.
Jan B (383 punktów)
Oczywiście, z tym się zgadzam. Chociaż np. 10 przykazań ma pewną wartość, jeżeli chodzi o prostego człowieka.
29-05-2007 18:22 
 Ocena 1 na 1
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)

> Nie bądź śmieszny, zło egzystuje, a wg Biblii to Bóg stworzył świat, zatem i zło.

Ty nie wierzysz,że Bóg stworzył świat,czy nie ma więc zła? Jeśli Bóg nie stworzył świata a zło istnieje to skąd się bierze? Jeśli stwarzają je ludzie,bo On nie istnieje to dlaczego nie mogą je stwarzać gdy Jego włącza się do wizji świata?
J.Szulc (5723 punktów)
Zło czynią ludzie.
Jeśli już ktoś chce sobie wierzyć w Boga, jego wola. Niestety, na przestrzeni dziejów kk wielokrotnie pokazywał, że można zabijać "w imię Boga". To już totalne "przegięcie".
Jestem za wprowadzaniem przede wszystkim ETYKI!
Można w ten sposób również nauczyć sie tak dobra, jak i zła.

Mamy aparat kontroli społecznej dla tych, którym rozróżnianie zachowań akceptowanych bądź nie, przychodzi ciężko.

Skończyłyby się akty ortodoksyjnych wyznawców, nie ważne już jakiego boga.
Izraelczycy i inni dźwigający bomby i plastik pod pazuchą też twierdzą, że wysadzają siebie i innych w imię boga - tak, jak my kiedyś ruszaliśmy z Krucjatami.

Chyba dość, prawda?

---
Cieślański (994 punktów)Stella dla marcela
Stella dla marcela.
Ileż zwątpienia się tu zebrało?
A Jerzuś czyta, lecz go zatkało.
Piszesz narcysiu jak Kuba, Misiu.
Ponieważ bardzo cię za to lubię, więc ci odpiszę jak Misiu, Kubie.
Bystry jest z ciebie w dyskusji chłopak, szkoda, że często piszesz "na opak".
To w tę, to w tamtą rzucasz się stronę, dziarsko zawracasz kota ogonem.
Za prawdę lubię cię szalenie, może spotkamy się na basenie?
Chyba się dzisiaj tam wybiorę, bo "piersi muszą być ostatni", ino mnie może któś pouczy, "Na której ręce, ten numer z szatni?".
A Rosi58, ze swoją profesją to chyba blefował?
W przeciwnym razie zamiast "dać nogę", to by te marcysiowe brednie względem "opętania", "zawite" w narcystyczne zdania, jakoś przystępnie zdiagnozował w końcu, tym czasem uniósł się honorem i asertywnie zrejterował.
Ponieważ jednak, narcysiu biedna, nie dałaś sobie "dmuchać do kaszy", to wyszło na to, że on cię tylko chciał przestraszyć.

Teologicznie ugotowany na miękko, po przebrnięciu przez wszystkie powyższe pobożne argumenty, czuję się oświecony kiejby sam Jerzuś albo inszy święty.
Wyłożę zatem, jak umiem, co z tego wszystkiego, do tej pory rozumiem.

A więc, "bóg" nie jest Źródłem, gdyż źródłem boga jest chora głowa.
Takoż "bóg" nie jest Przyczyną, ani od początku, ani doraźnie, albowiem przyczyną urajania sobie boga, są nasze złudzenia i tęsknoty wzmacniane przez paranoiczną wyobraźnię.
Pomimo wszystkich dotychczasowych argumentów dętych, zwalających ateistyczne argumenty z nóg, za prawdę rośnie we mnie przekonanie, że tylko urojeniem chorego ludzkiego mózgu, jest ten wasz bóg.
Tu zaczynają się jednak językowe "schody", bo bardzo wielu mędrców twierdzi, że urojenie boga, jest w propagandzie religijnej kłamliwym źródłem "lania mętnej wody", na której nie jeden klecha "mszalny bimber pędzi".
Tym bardziej mnie złości, bredzenie o bogu jako o "czystym źródle wszystkiego", w tym także jakoby wszelakich mądrości.

Jest jeden bóg.
Wiadomo, (między nami mężczyznami), jak bóg jest jeden, to nie ma z kim sobie, tej bożej namiętności do wszechogarniającej miłości pofolgować, tak jak inni bogowie politeistyczni z boginiami.
Musi zatem ganiać za zagubionymi owieczkami, bo "robienie dobrze" pod okiem pasterza, tym owieczkom w stadzie, widziane z bliska i bez odpowiedniego dystansu, na opini bożej kładzie się cieniem międzykastowego mezaliansu.

Szukają boga tylko te zbłąkane owieczki, które "są w stanie błogosławieństwa".
Noo, jasne!, ktoś musi płacić alimeny na owoce bożego bezeceństwa.
Jest taka legenda wśród starych górali, jak baca przydybał pon bucka na hali, gdy tenże zbłąkaną owiecke "nawracał".
Pon bucek zająty jind**trynacyjną pracą, zagodnoł górala; "Co'O się śmiejes baco?"
A baca łuUklenknoł, przeEzegnał sie culeE, i gzecnie odpedzioł; "boście se pon bucku, psydupali brzydule".
Kto tej miłości nie poznał "wiernie", nie może pytać jak unknow, dlaczego bóg zachowuje się biernie.
Nie możemy też z tego wywodzić naiwnie, że ten nasz pon bucek nie kocha aktywnie.

Bóg jest dobry, i "wiele może" bo zawsze jest młody, więc z drugiej strony, jak zejdzie na Ziemię, na pół nocki, "zrobić dobrze" nieletniej dziewicy, zwanej ma'Ryja z racji jej nie nachalnej urody i ją zapłodni, to rośnie o nim legenda, że "jest dobry w te klocki".
Szkoda tylko, że o jego synu będą mówić we wsi; nawiedzony Ben.K.art i boża przybłęda.
No, i tym samym obala nie wygodną tezę oczywistą w ludzkiej grupie, jakoby jedyny bóg, który jest "miłością czystą", samotny jak palec...., z musu byłby typowym onanistą.
To do tego właśnie, jeśli ktoś jeszcze "nie zatrybił", jesteśmy potrzebni sadystycznemu narcyzowi, jako alibi.
Bo wie już ministrant młody i organista ciałkiem stary, jakie ukryte ma zamiary, wcielane w rzyci w imię boże, obleśny, pleban lub wikary.
A "pierwsi komuniści młodzi", chudzi i grubi to już wiedzą, że bóg przez księdza też ich lubi, i o co panu katechecie, z tym braniem na kolana "chodzi".

Zwyczaj chryst-i-jańskiego namoczenia w rzece dla obmycia z grzechów, jasno dowodzi, że jest to mezalians dwóch różnych religii, zaszczepiony na żydowskiej glebie mściwego Mojżesza, przez przybyłych z Indi buddyjskich mnichów, luminarzy hinduistycznego pacyfizmu.
A wiadomo, że taki joga, to da się zawinąć w gałgany na tydzień do grobu, a potem się obudzi "jak gdyby nigdy nic" udając zmartwychwstałego pół-boga.
Natomiast cała ta zrelatywizowana moralnie, schizofrenicznie zakłamana, pozornie pokojowa a praktycznie zaborcza i zbrodnicza ideologia tej religi, głosząca i praktykująca krwawą misję podboju całego świata, każe przypuszczać, że Jerzuś "łagodny" miał bliźniaka brata, -makiawelicznie zawziętego furiata.
A w takim zdublowanym stanie, to żadną sztuką, jest "zmartwych wstanie".

Bój się boga narcyś.
Bo mnie to najbardziej przeraża, że ta historia z nawiedzonymi bliźniakami, uznającymi się za bogów, w ziemi ojczystej JePeDwu, niestety nam się powtarza.
Bo jak się walnąć tak nagle w ciemię, albo we w czoło pomiędzy oczy, aż się nam "trietija głaza" otworzy, (trzecie oko), brocząc z kinola krwawą posoką, to łatwo dostrzec; że "ta zaraza, jak obiecała, tak powróciła właśnie na Ziemię, durna i cała".
Podobno w genach już tak się dzieje, że po podziale na bliźniaków, jedno z jaj zawsze będzie gejem, co głaszcze kotki a nie ślicznotki.
A przecież nie trza.... miastu i światu, że Jerzuś też "miał" ich aż dwunastu, i też wariatów.
Tu się nasuwa ta myśl nie dobra, że wszyscy oni "z jednego ziobra".
A gdyby któryś z nich "miał awarię" to z księgi N.T. również to wiem, że miał w zapasie Marię-eM.
I nikt się z prawdą również nie mija, że żona Lecha zwie się Maryja.
Dalej historia idzie jak z nut, bo bacia Stefcia, ze strony matki, primo voto, była Fyuth.
Ps.
Prośba.
Narcysiu, czy nie mogłabyś tak jakoś sprytnie używać językowego aparatu, aby z twoich zdań, można było wyczytać wszystko bez potrzeby zamieszczania tych jałowo zajmujących miejsce, zwielokrotnionych spacji i zajebiście obszernych, bo wielokrotnie zdublowanych, zielonych cytatów?

bóg jest oszustwem

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365