>czy miał ktos z tą książką kontakt? Jak wrażenia? Podobnie jak pozostali uczestnicy dyskusji w nin. temacie nie mam zamiaru poświęcić czas (i pieniędze) na przestudiowanie tego dzieła. Wydaje się, że poprawne wyobrażenie o jego treści można uzyskać z dostępnej w Internecie książki "Dowod na istnienie Stwórcy" (link w postcie Celtyka). Również i w tym wypadku nie przeczytałem całości poprzestając na fragmencie. Wydaje się, że autor "Ikony ewolucji" nie podaje, jaki ma być, konkurencyjny wobec darwinowskiej, opis historii życia, a jedynie ogranicza się do przedstawienia białych plam tej wiedzy, co samo z siebie jest rzeczą godną najwyższej pochwały. Zastrzeżenie budzi teza, że wniosek o istnieniu Stwórcy jest w tym kontekście konieczny. Otóż teza, że powstanie życia (a tym bardziej gatunku ludzkiego) mógł nastąpić jedynie w wypadku sekwencji zdarzeń niezwykle mało prawdopodobnych jest znana od dawna. Jednak wynika z niej jedynie twierdzenie o dużym prawdopodobieństwie tego, iż w całym Kosmosie nie ma poza Ziemią życia, że tylko u nas zdarzyło się to, co rachunek prawdopodobieństwa opisuje jako 10 do potęgi minus jedynka i ileśtam zer. Podstawową słabością dowodzenia kreacjonistów pozostaje jednak brak sensownej alternatywy wobec darwinizmu. Np. ongiś przeczytałem książkę Johnsona "Na bezdrożach ewolucji", w której autor jest pod tym względem bardziej konsekwentny: przyjmuje historię Ziemi wg opisu biblijnego, co prowadzi do nieuniknionych nonsensów. O ile bowiem nie jest oczywiste dla laika, jak dalece bezpodstawne są jego wyjaśnienia dotyczące osadów datowanych przez ewolucjonistów na epoki dawniejsze, to charakterystyczne jest, że całkiem pominął on omówienie pod tym względem naszej ery - kenozoiku. Tutaj bowiem mamy do czynienia z procesami odbywającymi się na naszych oczach, co uniemożliwia jakiekolwiek interpretacje. Datowanie wg warstw iłów, torfów, słojów drzew ma wymowę jednoznaczną. Pytanie więc do Wellsa byłoby: jeśli nie ewolucja, to co?
Stach M. G.
|