 |
Przegrana jedna z bitew o wolność wyboru. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-09-2011 20:16 | DEMONICON (4893 punktów) | Przegrana jedna z bitew o wolność wyboru.
26 na 26 | Dzisiejszy dzień mogę zaliczyć do grona tych dla mnie smutniejszych. Nazwałbym go dniem przegranej jednej z bitew z religią zorganizowaną. Otóż deklarowałem na forum racjonalisty, że syna chrzcił nie będę i byłem tego wyjątkowo pewien, gdyż także taką opcję broniła moja żona. Obije byliśmy za niewyznaczaniem z góry drogi światopoglądowej dla naszego dziecka, niestety słało się inaczej. Nie przewidzieliśmy pewnych powiązań, a są one wyjątkowo mocne i dotyczące finansów oraz mieszkania. Zależność taka między nami a wierzącymi, wyjątkowo mocno wierzącymi, doprowadziła do powyższej sytuacji. Jest to wybór między większym złem (życiem poniżej granicy bez mieszkania), a mniejszym złem (chrztem). Ot pokraczna racjonalność, i jedyny wybór, to woda magiczna na głowie małego. Szantaż religijny zadziałał, zmieszany z związaniem rąk. Jest to dla mnie ohydna sytuacja, czuję się (czujemy z żoną) dość podle. Nie zawsze wystarczy twardo postawić swoje stanowisko, liczą się także zależności (uzależnienia). Przestrzegam forumowiczów przed takimi zależnościami, oby były jak najmniejsze, gdyż może to być wyjątkowo niemiłe w praktyce, jako efekty. Do tej pory miałem postawę obojętną względem bycia na listach kościelnych, czy niebycia tam. Teraz się to zmieniło. Obojętność okazała się jednym z gwoździ dobijających do tej sytuacji. Więc koniecznością jest zrewidować własne podejście. Obojętność zgasła. Jedyny kierunek, logiczny kierunek, to apostazja. Nie jestem w stanie tego zignorować, dalej stać w tej olewczości, czas na twardy i konkretny krok. Zbyt mocno to, co boskie w moje życie weszło, abym to boskie mógł ignorować. Inaczej bym czuł tylko obrzydzenie do siebie. W umyśle przez całe moje dotychczasowe życie zawsze bez boga, a teraz czas na to samo w "papierach". Mówiłem także, że nie ważne, czy gdzieś pozornie należę, czy nie, liczy się to, co jest w głowie. Zmieniam zdanie, otóż jest to ważne. Jest to nauczka dla mnie i kolejny krok w konkretnym kierunku. Niestety syn zostanie ochrzczony, ale nie będzie wychowywany w doktrynie religijnej, tylko w otwartości na różnorodność ludzi. Wiem, że teraz mógłbym być fanatykiem ateistycznym i mógłbym to sobie zracjonalizować, ale ta postawa by była ślepą drogą. Odczułem na sobie "obrzydliwą" stronę "polskości", stronę katolicką. Pozdrawiam  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
11 na 13 | Alicja Duda (25557 punktów) | Mojego syna bez mojej i męża wiedzy ochrzcili dziadkowie w kościele katolickim. Stało się. Obecnie mój syn zastanawia się nad ewentualnym ochrzczeniem swojego 3 letniego synka. Nie chce by syn stykał się ze złośliwością i nietolerancją katolików. Obecnie bierze pod uwagę zapisanie go do kościoła ewangelickiego. Pozwoliło by mu zbyć namolnych katolików zdaniem "należymy do innego kościoła". Pewnie zdecyduje się na to jeżeli dziecko spotka się z dyskryminacją.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
 | 4 na 4 | DEMONICON (4893 punktów) | > Mojego syna bez mojej i męża wiedzy ochrzcili dziadkowie w kościele katolickim. Stało się.To jest niesamowita ohyda i emocjonalne chamstwo. > Obecnie mój syn zastanawia się nad ewentualnym ochrzczeniem swojego 3 letniego synka. Nie chce by syn stykał się ze złośliwością i nietolerancją katolików. Obecnie bierze pod uwagę zapisanie go do kościoła ewangelickiego. Pozwoliło by mu zbyć namolnych katolików zdaniem "należymy do innego kościoła". Pewnie zdecyduje się na to jeżeli dziecko spotka się z dyskryminacją.Czyż nie jest to kraj wyznaniowy, jeśli trzeba podejmować takie decyzje. Oto siła religijnej edukacji: Umiemy się szczuć nawzajem ze względu na różnorodności. Ciekawe, czy był wątek o chrzcie dzieci ateistów-rodziców. Temat jest jakby nie patrzeć ważny. Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | |
|
 | 4 na 4 | zupełna (2507 punktów) | >Mojego syna bez mojej i męża wiedzy ochrzcili dziadkowie w kościele katolickim. Stało się. Obecnie mój syn zastanawia się nad ewentualnym ochrzczeniem swojego 3 letniego synka. Nie chce by syn stykał się ze złośliwością i nietolerancją katolików. Obecnie bierze pod uwagę zapisanie go do kościoła ewangelickiego. Pozwoliło by mu zbyć namolnych katolików zdaniem "należymy do innego kościoła". Pewnie zdecyduje się na to jeżeli dziecko spotka się z dyskryminacją.Prawo kanoniczne uznaje chrzest za prawdziwy jesli rodzice(rodzic) zobowiąże się, że dziecko bedzie wychowywane w wierze katolickiej (chrzest w obliczu smierci to inna bajka). Moi krewni tez zorganizowali mojemu synkowi taką milutką uroczystość ale jakoś się udało i zabrakło głównego aktora  (Zostalismy tylko wydziedziczeni ) Złosliwość i nietolerancja katolików opiera się głównie na odmienności zachowania obiektu nie na samym fakcie braku chrztu,(brak widocznych oznak np. rogów i ogonka itd  ) , a tu to juz duuuużo zależy jak i czy wogole wspiera się dziecko w zrozumieniu religijnosci ludzi i jak sobie z tą religijnościa innych radzić. pozdrawiam serdecznie
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie prawda. Ochrzcić może każda osoba. Rodzice nie mają nic do tego. Po chrzcie rodzcie chrzestni stają się liturgicznie ważniejsi od biologicznych. Na tej zasadzie chrzczono na przykład podstępem żydowskie dzieci. Jako, że rodzice udzielili zgody na chrzest (i tak by się liczył), to wyobrażam sobie sytuację, w której rodzice chrzestni chcą wyciągnąć chrześniaka na mszę świętą i mają do tego prawo. Gdyby taka sprawa wylądowała w sądzie państwa z konkordatem, to nie wiem, czy rodzice chrzestni nie wygraliby i nie dostali by zgody na wyciągnięcie dziecka na mszę nawet bez zgody rodziców.
Gdyby jeszcze wcześniej udało się rodzicom chrzestnym wkupić w łaski dziecka i ono, zapytane przez sąd, stwierdziłoby, że chce iść z wujkiem i ciocią do kościoła (a wujek i ciocia mieliby swoje dzieci i byli uznawani za kochającą się i zgodną rodzinę...).
|
|
| |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | > Nie prawda. Ochrzcić może każda osoba. Rodzice nie mają nic do tego. Po chrzcie rodzcie chrzestni stają się liturgicznie ważniejsi od biologicznych. Na tej zasadzie chrzczono na przykład podstępem żydowskie dzieci. Jako, że rodzice udzielili zgody na chrzest (i tak by się liczył), to wyobrażam sobie sytuację, w której rodzice chrzestni chcą wyciągnąć chrześniaka na mszę świętą i mają do tego prawo. Gdyby taka sprawa wylądowała w sądzie państwa z konkordatem, to nie wiem, czy rodzice chrzestni nie wygraliby i nie dostali by zgody na wyciągnięcie dziecka na mszę nawet bez zgody rodziców. Tak , jeśli sytuacja jest niestandardowa np. zagrozenie zycia( w szpitalach chrzciły dzieci polozne swego czasu). Wydaje mi sie, że prawo kanoniczne jest przez ksieży traktowane i w tej materii dowolnie. Ksiądz dobrodziej chcący ochrzcić moje dziecko z koscielnie nielegalnego związku stierdził, że rodzice nawet nie muszą byc przy tym chrzcie obecni. Mój kolega chcący ochrzcić syna z równie nielegalnego łoża musiał się nieźle nachodzić zanim znalazł księdza skorego do wspołpracy.Dla mnie to potwiedzenie absurdalnosci poczynań kk.
>
|
|
| |  | 9 na 9 | liliac (147340 punktów) | > Nie prawda. Ochrzcić może każda osoba.Formalnie, zgodnie z prawem kanonicznym tylko w sytuacji zagrożenia życia dziecka: Cytat:Kan. 868 -
§ 1. Do godziwego ochrzczenia dziecka wymaga się: 1° aby zgodzili się rodzice lub przynajmniej jedno z nich, lub ci, którzy prawnie ich zastępują; 2° aby istniała uzasadniona nadzieja, że dziecko będzie wychowane po katolicku; jeśli jej zupełnie nie ma, chrzest należy odłożyć zgodnie z postanowieniami prawa partykularnego, powiadamiając rodziców o przyczynie. § 2. Dziecko rodziców katolickich, a nawet i niekatolickich, znajdujące się w niebezpieczeństwie śmierci, jest godziwie chrzczone, nawet wbrew woli rodziców. Jakkolwiek zgadzam się, że to również jest skandaliczne.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mamy tu termin "godziwe" ochrzczenie dziecka. Co jednak, gdy ktoś ochrzci dziecko nie licząc się z wolą rodziców? Czy taki chrzest się zupełnie nie liczy? Tu mam wątpliwości. Moim zdaniem prawo kanoniczne opisuje tutaj sytuację "idealną". Gdyby jednak jakaś ciotka przyjechała gdzieś z nieumierającym dzieckiem ochrzczonym wbrew woli rodziców, to czy odmówiono by komunii dziecku, gdyby ciotka tak chciała? Gdyby ciotka była nie do końca "godziwą" chrzestną?
|
|
| | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | Nie mam pojęcia - zacytowałam jak wygląda ta kwestia oficjalnie. Ale też nie słyszałam nigdy o sytuacji, w której chrzest zostałby unieważniony ze względu na to, iż nie spełniono wymogów "godziwości". To chyba bardziej pytanie do Alicji - w końcu chrzest jej dziecka wg opisu (dziadkowie, a nie rodzice) kryteriów nie spełniał, a nie wiem czy próbowała oficjalnie interweniować.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jestem po prostu ciekaw, bo w Indiach często zdarzają się chrzty katolickie wbrew woli rodziców.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | DEMONICON (4893 punktów) | Ot łowienie owiec na bardziej pustynnym terenie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > Jestem po prostu ciekaw, bo w Indiach często zdarzają się chrzty katolickie wbrew woli rodziców.Sprawdziłam. Ksiądz Benedykt Glinkowski na oficjalnej stronie Archidiecezji Poznańskiej odpowiada na twoje wątpliwości: Cytat:Powyższe wymogi stawia się co do godziwości, a nie co do ważności chrztu. To oczywiście nie znaczy, że należy je w jakimś stopniu lekceważyć, ale po prostu należy mieć tego świadomość.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | DEMONICON (4893 punktów) | Godziwość - kolejne słodko-wytrawne słówko. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Czyli miałem niestety trafne przeczucia - "niegodziwy" chrzest też jest ważny?
|
|
| | | | | | | |  | | liliac (147340 punktów) | >Czyli miałem niestety trafne przeczucia - "niegodziwy" chrzest też jest ważny?
Na to wygląda.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Smutne... Jednocześnie nie czuję się zbyt zaskoczony...
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Alicja Duda (25557 punktów) | > To chyba bardziej pytanie do Alicji - w końcu chrzest jej dziecka wg opisu (dziadkowie, a nie rodzice) kryteriów nie spełniał, a nie wiem czy próbowała oficjalnie interweniować. Pewnie dziadek złożył odpowiedniej wielkości "ofiarę" i nie miał problemów a ja prawdę mówiąc to olałam bo nie miałam kiedy. Praca i dwoje dzieci to pochłaniacz czasu. Dziadkom się oberwało ale w granicach dobrego wychowania jedynie niesmak pozostał.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | >Dziadkom się oberwało ale w granicach dobrego wychowania
Nie sądzę, bym miała w podobnej sytuacji względy na tzw. "dobre wychowanie".
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Alicja Duda (25557 punktów) | >>Dziadkom się oberwało ale w granicach dobrego wychowania >Nie sądzę, bym miała w podobnej sytuacji względy na tzw. "dobre wychowanie". To były inne czasy 35 lat temu.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | liliac (147340 punktów) | > To były inne czasy 35 lat temu.Wierzę. Nie wiem co by było wtedy, ale teraz z pewnością względów by nie było  Mężczyznę zresztą zapewne musiałabym powstrzymywać od rękoczynów.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Chlodwig (10939 punktów) | > >To były inne czasy 35 lat temu.> Wierzę. Nie wiem co by było wtedy, ale teraz z pewnością względów by nie było Mężczyznę zresztą zapewne musiałabym powstrzymywać od rękoczynów.Morgenszternoczynów
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Chlodwig (10939 punktów) | > Czytając tą stronę zaczynam mieć wrażenie, iż może dojść do tego, iż niektórzy ateiści zechcą pogratulować chrztu dziecka ateiście. Dajcie mi morgenstern!!!  Morgensztern jednak wymaga dużych umiejętności, ale mamy wolną handkanonę.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Hindusi w swojej klasycznej sztuce walki kalaripayyattu mają jeszcze bardziej trudną broń. Polega ona na tym, iż ma się długą na kilka metrów, tnącą wszystko metalową wstęgę. Adepci walk uczą się długo machać jedną, dwoma szablami, często wokół swojego korpusu, zanim chwycą za tę wstęgę.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Chlodwig (10939 punktów) | >Hindusi w swojej klasycznej sztuce walki kalaripayyattu mają jeszcze bardziej trudną broń. Polega ona na tym, iż ma się długą na kilka metrów, tnącą wszystko metalową wstęgę. Adepci walk uczą się długo machać jedną, dwoma szablami, często wokół swojego korpusu, zanim chwycą za tę wstęgę. Wbrew pozorom nie jest to trudniejsze od gwiazdy. Nie nadaje się też do walki z opancerzeńcem. Wolałbym już talwar. Pięknie leży i bardzo jest operatywny. A i sztychnąć można.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No nie wiem, przynajmniej na wstępie taka wstęga jest bardziej niebezpieczna. Morgenstern można przynajmniej ze sobą wieźć bez przeszkolenia. Co do wpływu na pancerze, to pewnie masz rację. Z uwagi na klimat Hindusi nie używali pełnych zbrój, choć mieli często świetne kolczugi. Pamiętaj, że wstęga o której mówię jest ostra na brzegach jak żyletka. Akurat w dobrych stopach metali mieli wprawę.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | DEMONICON (4893 punktów) | > Mamy tu termin "godziwe" ochrzczenie dziecka.Termin dość niejednoznaczny, można wybrać co się chce. > Co jednak, gdy ktoś ochrzci dziecko nie licząc się z wolą rodziców? Czy taki chrzest się zupełnie nie liczy? Tu mam wątpliwości.Sądzę, że tak i nie. Pewien papież bawił się dzieckiem zabranym żydowskim rodzicom. > Moim zdaniem prawo kanoniczne opisuje tutaj sytuację "idealną".Nie ma sytuacji idealnych, są sytuacje wyrachowane. Jeśli kościół słabnie, to robią wszystko aby był możliwie jak najsilniejszy. Gwałtem, naciskiem, szantażem, a jakie to ma znaczenie, liczy się "święta prawda". > Gdyby jednak jakaś ciotka przyjechała gdzieś z nieumierającym dzieckiem ochrzczonym wbrew woli rodziców, to czy odmówiono by komunii dziecku, gdyby ciotka tak chciała? Gdyby ciotka była nie do końca "godziwą" chrzestną?Ciotka może przyjechać z "jakby"-umierającym dzieckiem. Uważam, że kościół będzie za. No i owieczka może cudownie ozdrowieć dzięki chrztowi, czy komunii, a przecież cuda są mile widziane. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kościół, jak każda organizacja totalitarna, i szerzej mówiąc - wiara chrześcijańska, zawsze są w stanie zagrożenia, zawsze muszą walczyć i zwalczać. Gdy już wszyscy są w kościele (jak w Hiszpanii, gdzie swego czasu wyrżnięto i wygnano wszystkich Żydów i Arabów), wtedy szuka się wśród swoich, zjawiają się heretycy, czarownice etc.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | DEMONICON (4893 punktów) | Wróg definiujący. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | I ta większość, jak jej wygodnie, czuje się mniejszością...
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > I ta większość, jak jej wygodnie, czuje się mniejszością...Mile widziane gry na własną korzyść. Pozdrawiam
|
|
 | 4 na 4 | Ondraszek (612 punktów) | >Mojego syna bez mojej i męża wiedzy ochrzcili dziadkowie w kościele katolickim. Stało się. Obecnie mój syn zastanawia się nad ewentualnym ochrzczeniem swojego 3 letniego synka. Nie chce by syn stykał się ze złośliwością i nietolerancją katolików. Obecnie bierze pod uwagę zapisanie go do kościoła ewangelickiego. Pozwoliło by mu zbyć namolnych katolików zdaniem "należymy do innego kościoła". Pewnie zdecyduje się na to jeżeli dziecko spotka się z dyskryminacją.
Właśnie, dyskryminacja, bardzo mało się na ten temat mówi, a urzędnicy kościelni w artystyczny sposób potrafią "dopiec" osobie o innym światopoglądzie nie wspominając o innym wyznaniu. Prowadzący zajęcia z religii w szkołach w wielu wypadkach bezkarnie napiętnują dzieci nie uczęszczające na ich zajęcia, doprowadzają do wyalienowania dziecka z całej klasy. Bezczelność i bezkarność daje się odczuć w małych miejscowościach, kuratoria udają, że problem nie istnieje, ale jest on bardzo poważny .
|
|
 | 1 na 1 Złotek (867 punktów) (zablokowany) | > Obecnie bierze pod uwagę zapisanie go do kościoła ewangelickiego. Pozwoliło by mu zbyć namolnych katolików zdaniem "należymy do innego kościoła". Pewnie zdecyduje się na to jeżeli dziecko spotka się z dyskryminacją.I to jedyny argument za?
|
|
|  | 2 na 2 | Alicja Duda (25557 punktów) | > I to jedyny argument za?  Tak. Ewangelicy są w katolańdzie tolerowani i nie wzbudzają agresji.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Polecam "Jezus Camp". To o protestantach
|
|
| |  | 2 na 2 Złotek (867 punktów) (zablokowany) | >Tak. Ewangelicy są w katolańdzie tolerowani i nie wzbudzają agresji. I to powodem posłania dziecka na degradacje umysłową?
|
|
2 na 2 | norveush (53 punktów) |
> Pozdrawiam  Bardzo mnie to dziwi. Nikt Ci chyba śmiercią nie groził. Jesteś po prostu zagubiony, błąkasz się bez celu i poszukujesz jeszcze swojej drogi. Jeszcze jej szmat przed Tobą. Trzeba być twardym nie mientkim w dążeniu do wytyczonych celów, czego życzę Ci na przyszłość.
|
|
 | 4 na 4 | DEMONICON (4893 punktów) |
> Bardzo mnie to dziwi. Nikt Ci chyba śmiercią nie groził. Jesteś po prostu zagubiony, błąkasz się bez celu i poszukujesz jeszcze swojej drogi. Jeszcze jej szmat przed Tobą. Trzeba być twardym nie mientkim w dążeniu do wytyczonych celów, czego życzę Ci na przyszłość.No to jest akurat niebywałe. Zagubiony? Co do własnego światopoglądu? Zagubiony w "drodze życia"? Zagubiony "strategicznie"? Podejmowanie pewnych decyzji, których konsekwencje nie zostały przewidziane nie nazwałbym zagubieniem, tylko np. przeoczeniem, niedopatrzeniem (choć nie wiem czy to dobre określenia). Wszyscy żyją sobie w fajnym świecie, jako wolne elektrony z umiejętnością podejmowania super decyzji, byłoby fajnie. Pozdrawiam
|
|
 | 6 na 6 | KarolG (2892 punktów) | >Jesteś po prostu zagubiony, błąkasz się bez celu i poszukujesz jeszcze swojej drogi. Genialne. Jeden post i już potrafisz postawić diagnozę. Prawie jak wróżka Gabriella.
Thank God, I'm an atheist
|
|
 | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >Trzeba być twardym nie mientkim w dążeniu do wytyczonych celów, czego życzę Ci na przyszłość.
Tu następuje miejsce gdzie powinieneś podać przykład w którym sam poszedłeś ostro pod prąd i drogo za to zapłaciłeś. Bo za Twoim zasadniczym sądem stoi coś więcej niż tylko zwykłe krytykanctwo?
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
 | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To jest naturalne, że rodzice liczą na pomoc szerszej rodziny. Zatem gwałt na sumieniu i wolności myśli, zmuszający do chrztu dziecka nie jest "zagubieniem" ofiar (rodziców dziecka), ale nieludzkim postawieniem urojonego Jahwe ponad rodziną przez pozostałych jej członków.
|
|
|  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | Rodzice nie są tu zagubieni. Określają siebie dość twardo, a przynajmniej ja, bo o sobie chyba wiem pod tym względem najwięcej. Pozdrawiam
|
|
11 na 11 | KarolG (2892 punktów) | >Niestety syn zostanie ochrzczony, ale nie będzie wychowywany w doktrynie religijnej, tylko w otwartości na różnorodność ludzi. No i tak trzymaj. Czasami trzeba się ugiąć, żeby nie dać się złamać. Żeby żyć po swojemu, trzeba być najpierw niezależnym finansowo. Mój syn też jest ochrzczony i jakoś z tym żyję. Komunii już nie będzie, ale już dziś przygotowujemy się na wszystkie naciski, nauczeni smutnym doświadczeniem. Apostazja w tym bardzo pomaga. >Odczułem na sobie "obrzydliwą" stronę "polskości", stronę katolicką. To dopiero początek...
Thank God, I'm an atheist
|
|
 | 3 na 3 | DEMONICON (4893 punktów) |
> No i tak trzymaj. Czasami trzeba się ugiąć, żeby nie dać się złamać. Żeby żyć po swojemu, trzeba być najpierw niezależnym finansowo.Wiem, że czasami trzeba. Nie powiedziałem, że nie jestem niezależny finansowo, raczej zależny inwestycjami, które wpłyną na niezależność przyszłą i tworzą aktualną wzmożoną zależność, jak to już jest u większości teraźniejszych młodych polaków. > Mój syn też jest ochrzczony i jakoś z tym żyję. Komunii już nie będzie, ale już dziś przygotowujemy się na wszystkie naciski, nauczeni smutnym doświadczeniem. Apostazja w tym bardzo pomaga.Też się "zbroję". > >Odczułem na sobie "obrzydliwą" stronę "polskości", stronę katolicką.> To dopiero początek...Oby tego jak najmniej. Z myślenia życzeniowego niewiele wynika. Pozdrawiam
|
|
6 na 6 | Celecrin (6386 punktów) | Chrzest to ceremonia bez żadnego znaczenia. Nie wiem czym się przejmujesz. Dziecko Twoje będzie miało głęboko gdzieś, czy jest ochrzczone czy nie, teraz i w przyszłości. Amen
|
|
 | | DEMONICON (4893 punktów) | Liczę na laicyzacyjne zmiany społeczne. Pozdrawiam
|
|
|  | 5 na 5 | rhotax7 (3947 punktów) | >Liczę na laicyzacyjne zmiany społeczne. Liczyć można tylko pieniądze. Jakie musimy sami racjonalnie zainwestować we własnym zakresie w Laicyzacje/Ateizację. Jestem z Tobą.
Proponuję byś się nie przejmował ---chrzest to nic tylko dalej nikomu nic nie mów i nie posyłaj dziecka na żadne religie ani inne komunistyczne-komunie.
Zapytają powiedz że chodzi wszędzie. Do tego czasu minie wiele lat i może zmienisz swą sytuację finansową. Myśl już teraz--niezależność finansowa to Wolność.
Jak ją osiągniesz---to już można nabijać się do woli z wierzących. Nabijanie się i zadawanie im niewygodnych pytań jest fajne.
|
|
| |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Do tego "nie przejmuj się", można dodać - "nie zostawiaj dziecka pod opieką dziadków". Tak więc nie jest to taki zupełny luz Rhotaxie7.
|
|
| | |  | 2 na 2 | DEMONICON (4893 punktów) | > Do tego "nie przejmuj się", można dodać - "nie zostawiaj dziecka pod opieką dziadków". Tak więc nie jest to taki zupełny luz Rhotaxie7.Czyj świat dziecko wybierze? Rodziców - racjonalnych, dialogowych, spokojnych, tolerancyjnych i akceptujących. Dziadków - apodyktycznych, dyktatorskich, pełnych manii kontroli i komentowania otoczenia, czyli oceniactwa. Odpowiedź jest chyba dość prosta. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cóż, mam nadzieję. Ale nie lekceważyłbym bazowania religii chrześcijańskiej na lęku przed własną śmiertelnością... Może nie u trzylatka, ale u sześciolatka +. Do tego dochodzi chęć bycia kimś. To też atrakcyjne - bóg, pan świata, obserwuje cię, kocha etc.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | DEMONICON (4893 punktów) | > Cóż, mam nadzieję. Ale nie lekceważyłbym bazowania religii chrześcijańskiej na lęku przed własną śmiertelnością... Może nie u trzylatka, ale u sześciolatka +. Do tego dochodzi chęć bycia kimś. To też atrakcyjne - bóg, pan świata, obserwuje cię, kocha etc.W otoczeniu walka memów będzie istniała, jest to nieuniknione, nawet pożądane, twórcze. Zależy od tego, jak dobrze zareklamujemy z małżonką własne memy. Chcę, aby to wypadło bardzo OK. Oto wyzwanie dla nas. Dzieciaki powinny rozwijać rodziców ciekawością, aby oni mogli jeszcze lepiej rozwijać dzieci. Grunt to umiejętnie pokazać piękno PRAWDZIWEGO świata. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Życzę powodzenia!  Pamiętaj, że wasze dziecko może nie mieć talentu do filozofowania, tylko jakiś inny. Wtedy opinia ogółu i normy mogą się liczyć, nawet jeśli będzie bardzo inteligentnym niefilozofem (używam słowa "filozofia" w sensie "ogólna refleksja nad rzeczywistością", nie w sensie "filozofia jaką w 99% znamy z podręczników (ona jest kryptoteologią)".
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | Pamiętam. Zdaję sobie z tego sprawę. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Hrihorij (1723 punktów) | Bądź wytrwały kolego. Jak byś potrzebował świadka do apostazji to służę uprzejmie. Mieszkamy niedaleko to da się załatwić. Dzięki temu wątkowi i ja w końcu dokonam apostazji bo moje obrzydzenie na tę religię osiągnęło apogeum. Pozdrawiam
|
|
| |  | 2 na 2 | DEMONICON (4893 punktów) | > Liczyć można tylko pieniądze.Oczywiście, że tak, a także liczyć je. > Jakie musimy sami racjonalnie zainwestować we własnym zakresie w Laicyzacje/Ateizację.I oczywiście to robię. Inwestuję w siebie. W otoczenie, w miarę możliwości. W dialog międzyludzki przy zważeniu na ateistyczne, czy neutralne światopoglądowo formuły. Popisuję sobie dość bogoobraźliwie. > Jestem z Tobą.Dzięki. > Proponuję byś się nie przejmował ---chrzest to nic tylko dalej nikomu nic nie mów i nie posyłaj dziecka na żadne religie ani inne komunistyczne-komunie.Nie przejmuję się i się przejmuję. Chrzest, ot mało dla mnie i żony ważne, śmieszna, prymitywna szopka cyrkowa. Ważna jest sytuacja, postawienie warunków, metody, kultura międzyludzka, jakość relacji, ferment emocjonalny i co najważniejsze, w tym wszystkim dziecko. Moja rodzina nie zamierza chodzić "świętą grupą" na "pokraczne ceremoniały". > Zapytają powiedz że chodzi wszędzie.Niekoniecznie byłoby to takie złe. > Do tego czasu minie wiele lat i może zmienisz swą sytuację finansową.> Myśl już teraz--niezależność finansowa to Wolność.Ale ja jestem niezależny finansowo. Jestem uzależniony od mieszkania u kogoś, bo inwestuję w mieszkanie własne, w edukację celem założenia działalności gospodarczej i dlatego nie jest to łatwe oraz dlatego racjonalność tych rozwiązań wygląda jak wygląda. Na pewno nie są to dziecinne ulegania, gdyż jestem stanowczy, choć dość kulturalny, czyli kulturalnie stanowczy, że tak to dowcipnie ujmę. > Jak ją osiągniesz---to już można nabijać się do woli z wierzących.O osiągnięcie się nie boję. Nabijam się do woli, nie z wierzących, bo jednak ludzi szkoda, ale z wiary wszelakiej. > Nabijanie się i zadawanie im niewygodnych pytań jest fajne.Bywa fajne, czasami to zwyczajnie szkoda czasu. Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | marcin1902 (3438 punktów) | > Jak ją osiągniesz---to już można nabijać się do woli z wierzących.> Nabijanie się i zadawanie im niewygodnych pytań jest fajne.Podoba mi się to  Te niewygodne pytania... i zmieszanie na twarzy wierzącego 
"...nie warto o tym dziś gadać, cały ten dzień to jest zdrada..." Pablopavo i Ludziki
|
|
 | 4 na 4 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >Chrzest to ceremonia bez żadnego znaczenia. Nie wiem czym się przejmujesz.
Jasne, liczy się wychowanie, a nie sama szopka nad niemowlakiem w kościele. Tym nie mniej to upokarzające, że ateista musi ochrzcić swoje dziecko. 1:0 dla katoli. Ale wdrukowanie wiary w dziecko to proces wymagający konsekwencji i przykładu. Wynik jest do odwrócenia. Uszy do góry. Pozdrawiam!
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
|  | 3 na 3 | DEMONICON (4893 punktów) | > Jasne, liczy się wychowanie, a nie sama szopka nad niemowlakiem w kościele.Wielokrotnie bardziej. > Tym nie mniej to upokarzające, że ateista musi ochrzcić swoje dziecko.O tak. > 1:0 dla katoli.Niestety, ale ten polityczny mecz trwa dalej. A jeszcze biorąc pod uwagę, że dzięki mnie żona poznała niewiarę i pokochała ją. Nie mogę mówić o nawróceniu jej, bo uważałbym ją jako "owieczkę". to jej wybór. A także paaaaarę innych osób. Jakąś tam osobistą siłę jednak posiadam.  > Ale wdrukowanie wiary w dziecko to proces wymagający konsekwencji i przykładu. Wynik jest do odwrócenia.Oczywiście, że do odwrócenia. No ja raczej ręki, intelektu, ust, gestów, czy czegokolwiek ode mnie do kierowania w wiarę nie przyłożę. Pozdrawiam
|
|
| |  | 2 na 2 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > >Ale wdrukowanie wiary w dziecko to proces wymagający konsekwencji i przykładu. Wynik jest do odwrócenia.> Oczywiście, że do odwrócenia. No ja raczej ręki, intelektu, ust, gestów, czy czegokolwiek ode mnie do kierowania w wiarę nie przyłożę.Przyłóż za to rękę w kierunku edukacji religioznawstwa. Dziecko musi wiedzieć, że chrześcijaństwo ma swoje ograniczenia terytorialne i czasowe. Nie wspominając o skali kosmicznej, tu dobrym przykładem jest "pale blue dot" Sagana.
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
| | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Przyłóż za to rękę w kierunku edukacji religioznawstwa. Dziecko musi wiedzieć, że chrześcijaństwo ma swoje ograniczenia terytorialne i czasowe. Nie wspominając o skali kosmicznej, tu dobrym przykładem jest "pale blue dot" Sagana.Oczywiście. Ta wiedza jest bardzo ważna. Poznaje się poprzez nią jakąś "emocjonalność" swojego otoczenia, wiedzę skąd się historycznie pochodzi, jak powstała umysłowość bliskiego grona ludzi i wiele innych społecznych aspektów. Chcesz poznać wyuczone dogmatyczne schematy ludzkie, badaj religie. Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ma znaczenie. WIększość potęgi chrześcijaństwa opiera się na zmuszaniu innych do posłuszeństwa. Często za jednym ustępstwem idą następne.
|
|
|  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Ma znaczenie. WIększość potęgi chrześcijaństwa opiera się na zmuszaniu innych do posłuszeństwa. Często za jednym ustępstwem idą następne.Oczywiście. Kwestia bycia silną i niezależną intelektualnie osobowością. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 4 na 4 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Oczywiście rodzice są bardzo ważni, więc pewnie będzie ok.  Wystarczy pokazać dziecku własnym przykładem jak radzić sobie ze światem i własnymi emocjami bez odwołań do bóstw. Działa, widzę to po moim 6-latku.
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie mam jeszcze dzieci. Ale zastanawiam się, jak to będzie. Na przykład aniołek. Często zdarzają się u babć, wujków, kolegów ze szkoły takie figurki. Czy pokazujesz dziecku figurką aniołka, aby twoje wyjaśnienie było tym pierwszym?
|
|
| | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | W czasach, gdy moja córka miała 2, 3 lata nasi sąsiedzi mieli w ogródku różne figurki, w tym krasnala pod muchomorem (okropność  ). Przy pierwszej bytności dziecka w kościele (zwiedzałyśmy) spytała: Czy te rzeźby tam (tu pokazała ołtarz) to są z ogrodu pani Cesi?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na tej stronie dyskutujemy o osobie zmuszonej przez otoczenie do wyrażenia zgody na ochrzczenie własnego dziecka. Widzimi, jak przeważający w otoczeniu zabobon wpływa na losy młodej, nieświadomej jeszcze niczego istoty ludzkiej. Stąd moje pytanie o aniołka. Jeśli rodzic nie ma gwarancji, iż tylko on ma wpływ na swoje potomstwo, to pytanie o aniołka nie jest wcale głupie. Mam znajomych hinduistów mieszkających w Polsce. Najęli niańkę. Po paru tygodniach okazało się, iż niańka urabia dziecko po katolicku. Później się okazało, iż niańka nawet o tym nie wiedziała. Zwolnili niańkę. Czy babcię zmuszającą skutecznie do chrztu ojca ateistę można zwolnić? Raczej nie... Czy dziecku można przekazać ogólny światopogląd? Nie sądzę... Czy światopogląd dziecka budowany jest z fragmentów, detali, zupełnie nieoczekiwanie ważnych momentów? Myślę, że tak. W ten sposób figurka aniołka może okazać się ważniejsza od wykładów z religioznawstwa.
|
|
| | | | | | |  | 8 na 8 | Meretseger (61860 punktów) | Masz rację. I temu miała służyć moja anegdota. Pokazać aniołka jako rzeźbę, figurkę o duchowej wartości równej ogrodowemu krasnalowi. Córce wytłumaczyłam wówczas, że tamte postacie z ołtarza są podobne do postaci bajkowych (jak krasnal), ale wyrzeźbił je wielki artysta, podczas gdy te ogródkowe - lichy rzemieślnik. Na uszczegółowienie, czym jeszcze bajki się różnią przyszedł czas później
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | DEMONICON (4893 punktów) | > Czyli lepiej w miarę wcześnie wyjaśnić dziecku, czym są rzeźby i fantazja artystów. Też tak uważam  Nie patrzeć na rzeźby, nie zwracać się do bogów, tylko obserwować przyrodę, zbierać wiedzę na temat jej, obserwować ludzi i ich poznawać, brać życie takim, jakie jest, bez bajek. Innej postawy mieć nie umiem. Dzieci naśladują i wybierają to, co jest nielękliwe i pogodne, to co daje szczerą pasję. Mnie tak zarażono.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Każdy człowiek ma pewne uwarunkowania behawioralne, które wpływają później na jego charakter. One nie są prawie nigdy prostym przełożeniem charakteru rodziców. Ponoć częściej dziadków. Dlatego możesz mieć na przykład dziecko - geniusza, kochane i inteligentne, ale ze skłonnościami do depresji. Różnie może być. A jednak chrześcijaństwo przez te 2000 lat opracowywało swoje urojone kije i marchewki do perfekcji. Nawet na stronie Dawkinsa nie brakuje ateistów, którzy wierzą w życie wieczne...
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Bartek Górecki (1514 punktów) | >... Czy światopogląd dziecka budowany jest z fragmentów, detali, zupełnie nieoczekiwanie ważnych momentów? Myślę, że tak. W ten sposób figurka aniołka może okazać się ważniejsza od wykładów z religioznawstwa.
Tu musisz wyjść ze sfery racjonalnej w emocjonalną, bo tą sferą różni się osoba wierząca od niewierzącej. Dziecko musi widzieć, że można sobie poukładać emocje bez powolności w stosunku do "Wielkiego Brata". Jacek wyluzuj, masz przewagę. Katole są w dużo gorszej sytuacji, wdrukowanie wiary to trudny proces wymagający konsekwencji i autentycznej wiary w boga wszystkich autorytetów dziecka. Wystarczy ziarno sceptycyzmu i wiara w dziecku pada. Nie zaniedbuj dziecka, miej dla niego czas - od niemowlęcia (pomimo ekstremalnego zmęczenia), nie wysługuj się babcią, a będzie ok.
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Amai (3012 punktów) | > Wystarczy ziarno sceptycyzmu i wiara w dziecku pada.Tu masz rację i właściwie sama jestem na to przykładem. Chrzest, tradycyjne święta, religijna rodzina... kurczę, nawet dziadek pop. A wystarczyło przeczytanie greckiej mitologii w wieku sześciu lat i porównanie jej do chrześcijańskich bajek. Dalej już poszło z górki i nawet wszyscy razem nie dali rady tego zatrzymać
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | DEMONICON (4893 punktów) |
> Tu masz rację i właściwie sama jestem na to przykładem. Chrzest, tradycyjne święta, religijna rodzina... kurczę, nawet dziadek pop. A wystarczyło przeczytanie greckiej mitologii w wieku sześciu lat i porównanie jej do chrześcijańskich bajek. Dalej już poszło z górki i nawet wszyscy razem nie dali rady tego zatrzymać  Moją pierwszą książką była taka z biologii, ze ślimakiem. Ależ to byłą fascynacja i myśl, że jedyną prawdą jest prawda namacalna. Religijność nie miała szansy się narodzić. A ja już dla małego mam duuużo fajnych książek. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Przemek J. (3008 punktów) | >Czy światopogląd dziecka budowany jest z fragmentów, detali, zupełnie nieoczekiwanie ważnych momentów? Myślę, że tak.
Na podstawie sowich doświadczeń myślę podobnie, ale nie potrafię odpowiedzieć na powyższe pytanie, bo być może na podstawie błędnych danych dochodzimy do słusznych wniosków
>W ten sposób figurka aniołka może okazać się ważniejsza od wykładów z religioznawstwa.
Od wykładów być może, ale raczej nie od postawy rodziców (opiekunów). Pozwolę sobie na przytoczenie przykładu znacznie bardziej dosadnego niż jakaś figurka. Okazało się, że babcie uczyła moje dzieci wieczornej modlitwy, gdy u niej zostawały. Dowiedziałem się o tym, gdy któregoś wieczoru dzieci mnie zapytały, dlaczego się nie modlę przed spaniem. Odpowiedź była prosta, nie wierzę, więc nie mam potrzeby się modlić i one (moje dzieci) też nie powinny się modlić, bo to nie jest dobre dla dzieci, znacznie lepiej jest jak dzieci przychodzą do rodziców porozmawiać o tym, o co chciałyby się modlić, wtedy przynajmniej mogę (jako rodzić) coś na to zaradzić i mają moją gwarancję, że to nie będzie czas zmarnowany. Oczywiście jak dorastały to pojawiały się różne przesądy i inne zabobony i zawsze tłumaczyłem im dlaczego nie działają czasem odnosząc to do religii, tłumacząc że jest ona takim sformalizowanym zbiorem przesądów.
Kiedy myślę o religijności moich dzieci i związanych z tym zagrożeń, cały czas mam w głowie doniesienia o tym, że niektórzy ludzie nie są w stanie żyć samodzielnie, że tendencja do religijności może wynikać z budowy naszego organizmu. W pewnym stopniu mogę ich nauczyć racjonalnego myślenia i samodzielności, ale może się okazać, że przegram z biologią. A jest taka szansa, bo fanatyzm religijny objawił się zarówno w rodzinie żony jak i mojej. To byłaby przykra porażka, bo ma świadomość, że nawet jeśli zostanie teoretycznie opracowany lek na religijność, to nasze nowoczesne społeczeństwo nie pozwoli na produkcję tego dzieła szatana.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Nie mam jeszcze dzieci. Ale zastanawiam się, jak to będzie. Na przykład aniołek. Często zdarzają się u babć, wujków, kolegów ze szkoły takie figurki. Czy pokazujesz dziecku figurką aniołka, aby twoje wyjaśnienie było tym pierwszym?Nie  Moim zdaniem to gruba przesada. Po prostu uczę myśleć, np. tłumaczę, że niewidzialne rzeczy da się udowodnić jak wiatr czy elektryczność. Opowiadam o kosmosie i Wszechświecie. Moje dziecko wie, że w niebie latają samoloty, dalej jest ogromny kosmos, a Ziemia to ogromna "kulka". A Zygzak McQueen to tylko bajka, prawdziwe samochody nie rozmawiają. I to starczy. Tematu boga nie ma i nie zaprząta on umysłu dziecka. Jak się pojawi to wytłumaczę, że Jezus to taka sama wymyślona postać jak Zygzak.
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Niewidzialne rzeczy da się udowodnić... Aniołek - jeden z bohaterów kreskówek. Brzmi rozsądnie.  Ale to tylko słowa, sam wymyślisz nie gorsze argumenty uszyte na dziecięcą miarę. Rzecz istotna: dziecko wierzy tej osobie, która ma dla niego czas nie bądź więc niedzielnym ojcem, bo dziecko Ci powie "babcia/niania/ciocia mówi, że bozia istnieje i ja jej wierzę!". Uczestnicz w życiu dziecka od niemowlęcia (nawet kosztem ważnego dla Ciebie hobby) a będzie OK.
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | perun (8610 punktów) | >Nie mam jeszcze dzieci. Ale zastanawiam się, jak to będzie. Na przykład aniołek. Często zdarzają się u babć, wujków, kolegów ze szkoły takie figurki. Czy pokazujesz dziecku figurką aniołka, aby twoje wyjaśnienie było tym pierwszym? Myśle , że dziecku wystarczy mówić prawde . Z aniołkiem dziecko nie będzie miało większego problemu niż ze świętym Mikołajem .W wieku kilku lat juz wie , że Mikołaj to taka bajka , fantazja a nie rzeczywistość , jeśli nie okłamujemy go przez 10 lat , że Mikołaj to rzeczywistość . Moja córka jakiś rok temu zapytała mnie czemu nie chodzimy do kościoła jak jej koleżanki ; odpowiedziałem , że nie chodze bo dla mnie nie ma w kościele nic ciekawego i sie tam nudze . Chciała przekonać się sama , więc babcia ją wzieła i poszłą naaaa msze . Po mszy wyszła z babcią z kościoła i powiedziałą ; tata miał racje , nudno w tym kościele . Od tamtej pory nie widzę u niech chęci powtórzenia tego doświadczenia - choć babcia jak to babcia nieraz ją namawia.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | perun (8610 punktów) |
> Tym niemniej nie lekceważyłbym przeciwnika. Cała humanistyka, powieści, filmy etc. jest tak rozmodlona, iż mdło się robi  Racja , przeciwnika nie można lekceważyć, ale jeśli dziecko nauczy się traktowac aniołka jak krasnoludka , szatana jak babę jagę, a księdza jak czarownika z krainy Oz to myślę, że da sobie rade w życiu z religią A swoją drogą , znaczna część bajek dla dzieci .... nie jest dla dzieci ( tak na marginesie ) Kiedyś czytałem małej bajkę o "Dziewczynce z Zapałkami", - straszna
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Anna Salman (16360 punktów) | >Kiedyś czytałem małej bajkę o "Dziewczynce z Zapałkami", - straszna Bo to nie bajka. Andersen wrócił właśnie z zagranicy (była ostra zima) i w jednej z gazet znalazł informację, że na ulicy w Kopenhadze znaleziono ciało kilkuletniej, zamarzniętej handlarki zapałkami.
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | ... i z tego dramatu stworzył baśń, dopisując na końcu uśmiechnięte aniołki. To jest dopiero straszne.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | Tam chyba nawet obyło się bez aniołków. U niego prawie wszystko źle się kończy i nie ma żadnej nadziei. Powinien być na indeksie autorów zakazanych dla dzieci. Amen
|
|
| | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | > Tam chyba nawet obyło się bez aniołków.Masz rację, to nie były aniołki, to była dawno zmarła babcia. Cytat:Babunia nigdy przedtem nie była taka piękna i taka wielka; chwyciła dziewczynkę w ramiona i poleciały w blasku i w radości wysoko, a tam już nie było ani chłodu, ani strachu - były bowiem u Boga. basnie.republika.pl/dziewczynkazzapalkami.htm
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | > Masz rację, to nie były aniołki, to była dawno zmarła babcia.> Cytat:... były bowiem u Boga. ???!!! Horror ... Nic dziwnego, że mam depresję od dzieciństwa
|
|
6 na 6 | neurosurgery (2484 punktów) | Nienawidzę tego katolandu. AMEN.
|
|
5 na 5 | hubin (2274 punktów) |
> mniejszym złem (chrztem). Ot pokraczna racjonalność, i jedyny wybór, to woda magiczna na głowie> małego.Ateizm ma tę przewagę nad religią że nie potrzebuje męczenników, a puste gesty i rytuały nic dla nas nie znaczą. > Jedyny kierunek, logiczny kierunek, to apostazja.Zajmując miejsce na barykadzie pozbawiasz się szans na zmiany, zajmujesz pozycję z której będzie ci ciężko ludzi z tej drugiej barykady ściągnąć, laicyzacja dokonuje się od wieków małymi kroczkami ludzi którzy drepczą, próby sprintu skończyły się porażką równie podłą jak religia. > Nie jestem w stanie tego zignorować, dalej stać w tej olewczości, czas na twardy i konkretny krok.Nie przedstawiłeś formy nacisku, sytuacji dość jasno, lecz wnioskując na podstawie moich własnych doświadczeń, przypuszczam że możesz histeryzować. > Inaczej bym czuł tylko obrzydzenie do siebie.Nie żartuj banda kolesi w sukienkach i przygłupów mogła by coś takiego sprawić? > Odczułem na sobie "obrzydliwą" stronę "polskości", stronę katolicką.> Pozdrawiam  Jak znakomita część z nas nie raz. Pozdrawiam
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
 | 4 na 4 | DEMONICON (4893 punktów) |
> Ateizm ma tę przewagę nad religią że nie potrzebuje męczenników, a puste gesty i rytuały nic dla nas nie znaczą.Nic nie znaczą i jednocześnie znaczą, szufladkują w dokumentach, określają odgórnie. Ja osobiście uważam, że źle się stało, że zostałem ochrzczony, gdyż to dotyczy mojej umysłowości, a zostało postawione poza moją osobą. Chrzest niemowlaków, osób nieświadomych, uważam za cholerstwo absolutnie nieetyczne. Ustalono odgórnie jaki mam być. Człowiek powinien decydować sam o swoim światopoglądzie, o swojej przynależności do jakiejś organizacji. Przecież podstawowe prawa człowieka powinny obowiązywać, a chrzest jest po przeciwnej stronie moralnej. Ja nigdy w moim życiu nie czułem boga, wciskano mi go, a jednak brzydził mnie, nudził, nie zajmował, wydawał się bezsensowny. Komunia - prezenty. Bierzmowanie - a macie i nie jęczcie mi już o bogu. Ślub - stres emocjonalny żony, której emocje też musiałem wziąć pod uwagę, ale i tak w jej umyśle ateizm wygrał.  Uważam, że chrzest wbrew woli, poza świadomością jest upokorzeniem intelektualizmu i wolności człowieka. > Zajmując miejsce na barykadzie pozbawiasz się szans na zmiany, zajmujesz pozycję z której będzie ci ciężko ludzi z tej drugiej barykady ściągnąć, laicyzacja dokonuje się od wieków małymi kroczkami ludzi którzy drepczą, próby sprintu skończyły się porażką równie podłą jak religia.Z jakiejś strony masz rację. Ewolucje są lepsze, niż rewolucje. Apostazję traktowałbym jako symbol dla siebie, pokazanie nieuległości, bo przecież zostanę tylko wyklęty, ale nie wykreślony. Chciałbym pokazać sprzeciw przeciw pewnym ludzkim zachowaniom, prymitywnym szantażom emocjonalnym, wyszukanym grom wciskającym boga gdzie się tylko da. > Nie przedstawiłeś formy nacisku, sytuacji dość jasno, lecz wnioskując na podstawie moich własnych doświadczeń, przypuszczam że możesz histeryzować.Może i trochę jestem nakręcony emocjonalnie. Nie chcę robić zbyt łzawych wycieczek we własne osobiste życie. > Nie żartuj banda kolesi w sukienkach i przygłupów mogła by coś takiego sprawić?Moja osobista etyka. Poczucie wartości człowieka. Pozdrawiam
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na razie ewolucja odchodzenia od wiary przynosi odwrotne skutki. Mam wrażenie, iż w porównaniu z latami 60 więcej ludzi na Zachodzie deklaruje się po stronie wiary. Potrzeba rewolucji.
|
|
| |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Na razie ewolucja odchodzenia od wiary przynosi odwrotne skutki. Mam wrażenie, iż w porównaniu z latami 60 więcej ludzi na Zachodzie deklaruje się po stronie wiary. Potrzeba rewolucji.Rewolucji w stanowczości własnych postaw. Rozsądne, prostsze, skuteczniejsze i lepsze rozwiązania oraz opisy są po stronie niewiernej. Europa na pewno nie jest chrześcijańska, takie tylko bywają umysły. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kontynenty, jako takie, z pewnością nie wyznają żadnej religii
|
|
| | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Kontynenty, jako takie, z pewnością nie wyznają żadnej religii  Mi chodzi o świat umysłowości, ot mniej trafne skróty dobrałem.  Ale chyba wiesz, co mam na myśli.  Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie wiem, szczerze. Wcale nie jestem pewien, czy społeczeństwo Europy ateizuje się w stosunku do lat 60 - ych.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > Nie wiem, szczerze. Wcale nie jestem pewien, czy społeczeństwo Europy ateizuje się w stosunku do lat 60 - ych.Chodzi o to, że jednak trudno będzie oddać wolność wywalczoną przeciw religii. Np. polska młodzież wcale nie jest tak miłująca boga, a jeśli już to nie doktrynalnie, krzyż jest dla nich symbolem przynależności do grupy koleżeńsko-rodzinnej, nie do kościoła. Dużo z młodymi rozmawiam i jestem optymistycznie nastawiony. Problemem może nihilizm, bo po przestrzeni przez niego wyniszczonej tworzą się fundamentalizmy. Jakaś część młodzieży, nie chce tego, a tamtego, tego nienawidzi, to chce zwalczać, ale nie ma na to coś rozwiązania, odpowiedzi, chce tylko ten aktualny system zniszczyć i to jest niebezpieczne. O dziwo, znam wielu "dresów", całkiem inteligentnych, nie wszystkich, aczkolwiek nazywających siebie ateistami ("Mam głęboko w dupie boga."). To jest ciekawe. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pamiętaj, że Starożytny Rzym zaczął upadać, gdy część Rzymian wybrała bardziej restrykcyjny system religijny. Było im dobrze, lecz czuli się puści. Nie umieli zrozumieć świata, który ich otacza. Wybrali zatem "drogę na skróty" - silnie mesjanistyczną religię mówiącą im o sensie i wyjątkowości. Czy dziś wielu nie narzeka na brak zrozumienia wobec świata i celu życia? Czy w związku z tym zagłębiają się oni w nauki ścisłe i przyrodnicze, czy też ciążą ku sektom i silniejszej twarzy starych wierzeń? Polska to małe piwo - niepokoi mnie Francja, USA, Anglia...
|
|
| | | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Pamiętaj, że Starożytny Rzym zaczął upadać, gdy część Rzymian wybrała bardziej restrykcyjny system religijny. Było im dobrze, lecz czuli się puści. Nie umieli zrozumieć świata, który ich otacza. Wybrali zatem "drogę na skróty" - silnie mesjanistyczną religię mówiącą im o sensie i wyjątkowości. Czy dziś wielu nie narzeka na brak zrozumienia wobec świata i celu życia? Czy w związku z tym zagłębiają się oni w nauki ścisłe i przyrodnicze, czy też ciążą ku sektom i silniejszej twarzy starych wierzeń? Polska to małe piwo - niepokoi mnie Francja, USA, Anglia...> No to jeden z takich właśnie przykładów, wokół których się kręcę, efekt nihilizmu. Faktem są elementy, czy grupy nihilistyczne, ale na razie można mówić o możliwym kierunku, gdyż jeszcze może pojawić się jakaś pozytywna formuła na określenie nowej rzeczywistości. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Problem w tym, że ów "nihilizm" wobec którego ma być rzekomą opozycją "chrześcijańska cywilizacja życia i miłości" wcale nie jest nihilizmem. Ów "nihilizm" to niechęć do cieszenia się naszą wiedzą o wszechświecie, która jest trudna ale piękna. Pokazuje nam, że z pewnością nie jesteśmy w środku niczego, że jesteśmy owocem długiego procesu ewolucji, który sam w sobie nie ma celu. Odbiera Homo sapiens pychę, daje w zamian niezwykłą, nieoczekiwaną wiedzę. Ewolucja, geny, psychologia ewolucyjna - to wszystko jest księgą natury, którą naprawdę można czytać. Dzisiejszy nihilizm wypływa z głypoty Homo sapiens i może się okazać trudny do przeskoczenia. To nie realia polityczne go tworzą.
|
|
| | | | | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Problem w tym, że ów "nihilizm" wobec którego ma być rzekomą opozycją "chrześcijańska cywilizacja życia i miłości" wcale nie jest nihilizmem.To właśnie ta "chrześcijańska cywilizacja życia i miłości" pretenduje do bycia nihilistycznym kołem nakręcającym. > Ów "nihilizm" to niechęć do cieszenia się naszą wiedzą o wszechświecie, która jest trudna ale piękna. Pokazuje nam, że z pewnością nie jesteśmy w środku niczego, że jesteśmy owocem długiego procesu ewolucji, który sam w sobie nie ma celu. Odbiera Homo sapiens pychę, daje w zamian niezwykłą, nieoczekiwaną wiedzę. Ewolucja, geny, psychologia ewolucyjna - to wszystko jest księgą natury, którą naprawdę można czytać.To jest akurat pozytywna wartość, nie nihilizm. > Dzisiejszy nihilizm wypływa z głypoty Homo sapiens i może się okazać trudny do przeskoczenia. To nie realia polityczne go tworzą.Tworzą go pewni ludzie, przeładowani informacją, atakowani z każdej ze stron różnymi prawdami, oni chcą tylko zniszczyć ten męczący ich świat, chcą odpoczynku. Tylko jest z jednym problem. Oni samodzielnie już nie wiedzą, czego chcą, zostali wyłączeni, zahipnotyzowani. Wiedzą, co chcą zniszczyć, czego nie chcą. I nic ponad. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:To jest akurat pozytywna wartość, nie nihilizm. Być może wyraziłem się niejasno, ale na tle tego, co napisałem wcześniej, można zrozumieć, iż uważasz, iż niechęć do nauk przrodniczych i ścisłych jest pozytywną wartością. Dla mnie jest źródłem współczesnego wrażenia nihilizmu i nie jest pozytywna.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | DEMONICON (4893 punktów) | > Być może wyraziłem się niejasno, ale na tle tego, co napisałem wcześniej, można zrozumieć, iż uważasz, iż niechęć do nauk przrodniczych i ścisłych jest pozytywną wartością. Dla mnie jest źródłem współczesnego wrażenia nihilizmu i nie jest pozytywna.Uważam, że niechęć do nauk ścisłych i przyrodniczych jest negatywną wartością. Tak samo, jak niechęć do zdobywania empirycznej wiedzy. Niechęć do poznawania, zdobywania wiedzy jest elementem nihilistycznego podejścia do rzeczywistości. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chyba zbudowałem wcześniej zbyt zakręcone zdania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Chyba zbudowałem wcześniej zbyt zakręcone zdania.  Może.  Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | rdest (2492 punktów) | > Na razie ewolucja odchodzenia od wiary przynosi odwrotne skutki.Odwrotne od pożądanych, jak rozumiem? A może warto dać ewolucji spokój zamiast nią sterować? W końcu dzięki temu istniejemy...  > Mam wrażenie, iż w porównaniu z latami 60 więcej ludzi na Zachodzie deklaruje się po stronie wiary. Potrzeba rewolucji.Na czym, według Ciebie, miałaby polegać owa rewolucja?
|
|
6 na 6 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | Nie lękajcie się! To tylko woda, H2O i śmieszne zaklęcie. Co rano coś tam sobie przeklinam gdy myję głowę. 
"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Do tego dochodzą statystyki, polityka i potężne dotacje na Kościół wsparte nieprzekłamanymi danymi na temat tego, ilu jest chrześcijan.
|
|
|  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > Do tego dochodzą statystyki, polityka i potężne dotacje na Kościół wsparte nieprzekłamanymi danymi na temat tego, ilu jest chrześcijan.I to właśnie polityka jest tą tutaj ostatnią zapinką zamykającą ten wredny ciąg w koło. Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jednakże bez czegoś do zapięcia spinka byłaby niepotrzebnym przedmiotem...
|
|
| | |  | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Jednakże bez czegoś do zapięcia spinka byłaby niepotrzebnym przedmiotem...Zważ na 2 fakty: 1. hierarchowie KRK kręcą na siebie bicz hipokryzją i chciwością, 2. bogate i dobrze wykształcone społeczeństwa ateizują się w sposób naturalny. Kto wie, może jeszcze doczekamy się muzeum katolicyzmu w Watykanie ... 
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ten bicz kręcą sobie już od czasów Jezusa (z nim na wstępie, o ile istniał) i pomijając powstanie niemniej wesołego protestantyzmu, wielką schizmę też, niewiele ukręcili.
Jeśli chodzi o bogactwo, to Amerykanie są jakimiś pariasami? A co z "Jezus Camp"? Bush Junior wyszedł z familii nędzarzy? Jego wyborcy też? Coś mi tu nie gra w tym toku rozumowania...
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Ten bicz kręcą sobie już od czasów Jezusa ...Z tym, że w ciągu ostatnich 200 lat chrześcijaństwo zmieniło się dużo bardziej niż przez ostatnie 1000 lat. Współczesny chrześcijanin spłonąłby niespiesznie w ogniu dawnej inkwizycji  Może pójdą po rozum do głowy i wkrótce porzucą ideę osobowego boga  > Jeśli chodzi o bogactwo, to Amerykanie są jakimiś pariasami? A co z "Jezus Camp"? Bush Junior wyszedł z familii nędzarzy? Jego wyborcy też? Coś mi tu nie gra w tym toku rozumowania...Akurat "Ameryka to oddzielny rozdział" (jak śpiewał Kazik). To jedyny rozwinięty kraj, w którym większość obywateli nie wierzy w ewolucję. Moim zdaniem zaniedbali edukację przedmiotów technicznych (kumpel opowiadał, że na uniwerku w LA statystykę wykłada ... Egipcjanin i że jest to symptomatyczne). Zmienili system wartości: liczy się bycie popularnym, a nie rzetelna wiedza. Amerykanie, moim zdaniem, przejadają powoli wcześniejszą świetność i przyjdzie im za to zapłacić.
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
9 na 11 | MarcinK (9189 punktów) |
>Obije byliśmy za niewyznaczaniem z góry drogi światopoglądowej dla naszego dziecka, niestety słało się inaczej.
Potraktuj to wszystko jak imprezę rodzinną z dodatkiem głupawych guseł katolickich. Dwa i pół roku temu stanąłem przed podobnym wyborem - moja rodzina to wszyscy katolicy, a mej partnerki - gorący zwolennicy tradycji. Mój przyszywany teściu twierdzi, że wszyscy księża to złodzieje ale nie wyobraża sobie nie ochrzcić dziecka. Ot, taki folklor.
Miałem do wyboru - zrobić dziką awanturę i postawić absolutnie wszystkim wokół (łącznie z partnerką - też zwolenniczką tradycji) bądź potraktować to jak wyżej. Wybrałem wyjście drugie.
Z dobrych informacji - mam bardzo dobre wspomnienia z tej imprezy. Moja córka całą mszę była spokojna ale jak przyszedł właściwy moment zaczęła się tak nieprawdopodobnie wydzierać, że nawet ksiundz był całkowicie zdegustowany. Miny wszystkich wokół - bezcenne. Ma wewnętrzna radość - bezcenna. Po raz pierwszy byłem tak dumny z własnego potomka. Zaczęła się drzeć zaraz przed ceremonią i darła się dopóki nie opuściliśmy kościoła. Dzieci jednak potrafią dostarczyć nieprawdopodobnej radochy.
Od tamtej pory córka wnętrza kościoła nie widziała i rodzinie to nie przeszkadza. Bo to Polska właśnie.
|
|
 | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | Zobaczymy jak to u mnie będzie. > Od tamtej pory córka wnętrza kościoła nie widziała i rodzinie to nie przeszkadza. Bo to Polska właśnie.Nie zawsze taka Polska jest. Pozdrawiam
|
|
|  | 4 na 4 | MarcinK (9189 punktów) | > Zobaczymy jak to u mnie będzie.Jak będziesz tam w środku to popatrz na tego gościa w sukience i sobie pomyśl, że on, w erze komputerów, eksploracji kosmosu, inżynierii genetycznej etc, mamrota zaklęcia ludu z epoki brązu. Mnie to zawsze pomaga. > >Od tamtej pory córka wnętrza kościoła nie widziała i rodzinie to nie przeszkadza. Bo to Polska właśnie.> Nie zawsze taka Polska jest.No owszem ale to tak naprawdę Twój wybór jak Ty ten cały cyrk potraktujesz. Najważniejsze przecież jak będziesz wychowywał swego syna. Chrztu i tak nikt nie pamięta, a na jego osiemnastkę możecie sobie zapodać zbiorową apostazję. Jedyny racjonalny argument, jaki znajduje w pewnej dolegliwości tego szaleństwa, to jest obecność Twego dziecka w kościelnych księgach - nie uważam jednak, że brak tejże coś istotnego by zmienił. Sadzę raczej, że Polskę się zmieni przy urnach wyborczych i być może Twój syn już w takich wyborach będzie uczestniczył. Mam szczerą nadzieję, że Twoi rodzice nie odbiorą Twej decyzji jako zachętę do dalszej indoktrynacji. Ja dość lekko ten temat traktuje bo cały chrzest ograniczył się do tego godzinnego cyrku. Żadnych zmian to w życiu mej córki nie wniosło i jest i będzie wychowywana jakby ten fakt nigdy nie miał miejsca. Oczywiście mnie już pomaga pełna niezależność finansowa od swojej rodziny czego Ci jak najszybciej życzę. > Pozdrawiam  Również - co nas nie zabije to nas wzmocni jak to klasyk mawia
|
|
| |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | Dzięki za te słowa.  > Mam szczerą nadzieję, że Twoi rodzice nie odbiorą Twej decyzji jako zachętę do dalszej indoktrynacji.To nie moi rodzice, to teście. Rodzice są nieinwazyjnymi katolikami, mają świadomość rzeczywistości i moich poglądów. Dla nich jestem dorosły i wiem co powinienem robić, gdyż lepiej rozumiem aktualność, niż oni. Co jest rozsądnym podejściem, budującym jakiś szacunek międzyludzki, który może być odwzajemniony. Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | Menel de Lux (3111 punktów) | To jest po prostu ohydne, ten cały szantaż, tfu... Czy wierzący szantażyści są z siebie dumni, czy w ogóle zdaja sobie sprawę z tego że takimi działaniami tylko kompromitują tą całą swoją "wiarę"?
|
|
 | 5 na 5 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przecież przymus, terror emocjonalny są elementami tej wiary... "Patrz, bóg jest na krzyżu, cierpi za ciebie... etc/"
|
|
|  | | DEMONICON (4893 punktów) | Ten bóg tak ma. I ja muszę przez takie gierki "odczuwać" tego "boga", będącego "narzucaniem mojszej prawdy" i chęcią zrozumienia paradoksu tej umysłowo-emocjonalnej schizofrenii, wrytej do głów religijnych. Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zauważ, jak ta wersja urojonego boga jest skuteczna! Rekordowa ilość wyznawców. Urojeniom na temat Ateny, czy Sziwy daleko do tego. Może Allach jeszcze depcze Jezusowi po piętach, ale moim zdaniem muzułmanie obecnie starają się pod wieloma względami upodobnić do chrześcijan.
|
|
| | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | Jest skuteczna, niestety. Woda ciebie zalewa, to musisz myśleć o zalewaniu przez wodę, więc i o wodzie, poznawać wodę, jako wroga, a potem to już jakoś ciężko o czymś innym myśleć, niż ta cholerna woda. Grunt, to nie wkręcić się w grę. Moja dowcipna odpowiedź: Chcesz znaleźć bogów, to przestań ich szukać.  Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chrzest dziecka to mimo wszystko jest wkręcenie, jakby nie patrzeć.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > Chrzest dziecka to mimo wszystko jest wkręcenie, jakby nie patrzeć.Jest. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > Sorki za ten poprzedni komentarz,Nie przepraszaj, cenzury nie stosuję, bo zamyka się dialog, który by mógł biec wolnym wektorem. Każdy komentarz jest dla mnie mile widziany, nawet krytyczny, negatywny, czy nieprzyjemny. > ale tak jak Napoleon musisz wiedzieć, iż wciągasz wroga w zasadzkę przegraną bitwą (a nie udawaniem przegranej bitwy). Ciężkie wybory, ciężkie. Ja mam ten konfort, że moja towarzyszka jest jeszcze bardziej twardą ateistką niż ja, choć obaj potencjalni dziadkowie dość katoliccy. Ale - tu kolejna broń - obejrzałem nie tak mało indyjskich filmów o walce młodych z patriarchami rodu i co najzabawniejsze, mogę zawsze wykonać woltę, czyli zaproponować (na niby) ceremonię innej religii, po czym zrezygnować "z obu"...  Upewniony wróg się rozleniwia, słabnie intelektualnie. Ja się takich nie obawiam. Akurat ten wróg jest ślepy swoim upewnieniem. Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | Piątkowski (5131 punktów) | Witaj, w klubie... w 2003 roku, też nie miałem wyboru... córka została ochrzczona, a ja "musiałem" podpisać, że się "dobrowolnie" zgadzam... zależność "mieszkaniowa" od rodziny mojej ex partnerki była nie do przeskoczenia, tym bardziej z skromnej pensji f-usza i niepracująca/studiującą jeszcze kobietą, nie moglem sobie pozwolić na niezależność... W "Psach" Pasikowskiego, był fajny motyw z "wykładem" rosyjskiego gangstera o biedzie..."Bieda to grzech pierworodny...", dopóki ludzie nie uzyskają niezależności finansowej i nie będą mieszkać na "swoim" tak długo będą musieli iść na kompromisy, albo poddawać się woli "starszyzny plemiennej" dysponującej "zapleczem" finansowym i mieszkaniowym...
|
|
 | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | Bogowie kochają trudne, kryzysowe, krwawe wydarzenia, bo wtedy są silniejsi i "potrzebniejsi"(cudzysłów odpowiednio do sytuacji). Pozdrawiam
|
|
12 na 12 | Meretseger (61860 punktów) | Trzymam za Ciebie kciuki, byś jak najszybciej uniezależnił się od tej "polskości katolickiej" i wychował wraz z żoną synka na porządnego człowieka bez bagażu religii.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > Trzymam za Ciebie kciuki, byś jak najszybciej uniezależnił się od tej "polskości katolickiej" i wychował wraz z żoną synka na porządnego człowieka bez bagażu religii.Dziękuję. JA jestem niezależny intelektualnie, żona sama za siebie się może tylko wypowiedzieć, ja za nią tego nie zrobię, choć wydaje mi się, że jest na klarownej autostradzie. Wychować - JA na pewno tak jak powyżej do tej sprawy podchodzę. Co nie znaczy, że nie ma między nami zgodności w kwestii religijności, tylko traktujemy się jako niezależne osoby i tak będziemy traktować nasze dziecko. Każde ma swoje zdanie i odczucia. Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | Lodowy (1486 punktów) | Ktoś chce Ci sprezentować mieszkanie za zwykły ceremoniał, to całkiem niezły interes, a Ty narzekasz. Masz całkowicie wolny wybór, albo pozostać wierny swoim przekonaniom albo wybrać materialne korzyści. Nie jest to żaden szantaż jak piszą inni, a raczej wolny, choć niełatwy wybór, przed którym stawało wielu ludzi, w tym i ja. Prawdziwy facet dokonuje wyboru i nie zakłada wątku, żeby się wypłakać, nikt Ci krzywdy nie robi.
|
|
 | 2 na 2 | Menel de Lux (3111 punktów) | To JEST ohydny szantaż. Jak inaczej nazwać takie postawienie sprawy? Wolna wola zaś u katolików to tylko pusty nic nie znaczący slogan, czego dowodem są opisywane powyżej gusła czyli tzw. chrzest "pełnego wolnej woli" niemowlaka.
|
|
|  | 1 na 1 | Lodowy (1486 punktów) | >To JEST ohydny szantaż. >Jak inaczej nazwać takie postawienie sprawy?
Szantażem można nazwać zmuszanie kogoś do konkretnych działań grożąc mu, tu żadnej groźby nie ma. Gdyby mu porwali dziecko to byłby szantaż. Jęsli ktoś chce coś komus sprezentować to stawiając warunek to znaczy że szantażuje? Czy jeśli warunkuję kupno czegoś mojemu synowi dobrą ocena ze sprawdzianu to go szantażuję?
|
|
| |  | 7 na 7 | Menel de Lux (3111 punktów) |
>Szantażem można nazwać zmuszanie kogoś do konkretnych działań grożąc mu, tu żadnej groźby nie ma. Gdyby mu porwali dziecko to byłby szantaż.
Stawianie swoich dzieci pod murem oświadczając im: albo chrzest i mieszkanie gdzie możecie wychowywać dziecko w przyzwoitych warunkach, albo brak chrztu i ulica- JEST szantażem, w dodatku podłym i ohydnym, stawiającym szantażujących w bardzo, bardzo złym świetle. (Osobiście nie chciałbym mieć po takiej zgrywce absolutnie nic do czynienia z ludzmi których wcześniej uważałem za "rodzinę", ale to tylko moje zdanie...)
>Czy jeśli warunkuję kupno czegoś mojemu synowi dobrą ocena ze sprawdzianu to go szantażuję?
Tu raczej chodzi o nagrodę za dobrą pracę w szkole.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Lodowy (1486 punktów) | >Stawianie swoich dzieci pod murem: Dlaczego pod murem? Chyba przemyśleli sprawę gdzie będą mieszkać zakładajac rodzinę. Mnie rozdzice mieszkania nie sprezentowali i nie oczekiwałem tego od nich, wszystkiego dorobiłem się sam, lekko nie było. >albo chrzest i mieszkanie gdzie możecie wychowywać dziecko w przyzwoitych warunkach, albo brak chrztu i ulica- JEST szantażem, w dodatku podłym i ohydnym, stawiającym szantażujących w bardzo, bardzo złym świetle. Gdzie wyczytałeś, że trafią na ulicę? Słowo szantaż ma swoja definicję, ale oczywiście masz prawo do swojej prywatnej. >>Czy jeśli warunkuję kupno czegoś mojemu synowi dobrą ocena ze sprawdzianu to go szantażuję? > Tu raczej chodzi o nagrodę za dobrą pracę w szkole. A mieszkanie dostają za karę?
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Menel de Lux (3111 punktów) | Jeżeli to nie jest szantaż to jak określisz takie postawienie sprawy? Transakcją, nagrodą, ewangelizacją może?
Ręce opadają, ciekawe co na to Demonicon?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > Jeżeli to nie jest szantaż to jak określisz takie postawienie sprawy?> Transakcją, nagrodą, ewangelizacją może?> Ręce opadają, ciekawe co na to Demonicon?Na pewno ewangelizacją. Ledwie gaworzy, a już ma czuć boga. Transakcją, nie. Wynikiem wyborów i sytuacji. Nagrodą. Za co? Pokrętna to nagroda. Mieć krzesło elektryczne, czy usiąść na nim? Dla mnie to nie wybór, to drwina z człowieczeństwa. Nie przejmuję się atakami boskiej miłości na mnie, na żonę już bardziej, bo one są z jej środowiska, a najbardziej mnie interesuje mały szkrab. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Menel de Lux (3111 punktów) |
>A mieszkanie dostają za karę?
Tak. Podejrzewam że dla nich te całe czary- mary zwane chrzstem nie są niczym przyjemnym...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Lodowy (1486 punktów) | >>A mieszkanie dostają za karę? >Tak. >Podejrzewam że dla nich te całe czary- mary zwane chrzstem nie są niczym przyjemnym... To niech nie biorą. I to jest właśnie wybór a nie szantaż, niczego nie tracą, a jedynie czegoś nie otrzymują.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Menel de Lux (3111 punktów) |
Ochrzścisz dziecko albo nie pomożemy ci tak jak to robią wszyscy inni rodzice.
To nie jest szantażem?
Podejrzewam że mam tu do czynienia z katolikiem, więc więcej nie będę się spierał. Katolicy dzięki "naukom kościoła" mają wypaczoną moralność i glęboko zakorzenioną hipokryzję, a etyka katolika nie tyka tak samo jak prąd elektryka.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Lodowy (1486 punktów) | > Ochrzścisz dziecko albo nie pomożemy ci tak jak to robią wszyscy inni rodzice.Już wcześniej pisałem, że masz prawo do swojej definicji szantażu. Niech Ci będzie. > Podejrzewam że mam tu do czynienia z katolikiem, więc więcej nie będę się spierał.Jak nie ma racjonalnych argumentów to najlepszy jest atak na osobę. Chyba puszczają Ci nerwy albo ... jesteś muzułmaninem.  > Katolicy dzięki "naukom kościoła" mają wypaczoną moralność i glęboko zakorzenioną hipokryzję, a etyka katolika nie tyka tak samo jak prąd elektryka.A co to takiego moralność? Masz coś takiego (pytam na serio nie ze złośliwości)? Zdaje się, że religie mają patent na coś takiego. Co do etyka jest jedna, bo zajmuje się badaniem moralności. Nie ma więc czegoś takiego jak etyka katolicka.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Menel de Lux (3111 punktów) |
>Już wcześniej pisałem, że masz prawo do swojej definicji szantażu. Niech Ci będzie.
Tu nie chodzi o definicje tylko o sytuację w jakiej został postawiony Demonicon. Czy miał jakieś inne wyjście niż się zgodzić na ten szantaż? Przecież tu nie chodzi tylko o mieszkanie lecz także o stosunki z rodziną. Gdyby postawił na swoim pogorszyłyby się one, a być może zostały zerwane przez urażoną, rozczarowaną odstępem od wiary przez swoją latorośl stronę wierzącą. Miał pozbawić dziecka dziadków przez ich głupotę (sorry Demonicon, ale naprawdę nie wiem jak inaczej określić takie zachowanie) i religijne zacietrzewienie?
> Jak nie ma racjonalnych argumentów to najlepszy jest atak na osobę.
Mógłbyś mi wskazać miejsce owego "ataku", bo nie potrafię go zlokalizować?
>A co to takiego moralność? Masz coś takiego (pytam na serio nie ze złośliwości)? Zdaje się, że religie mają patent na coś takiego.
Że jak? Religie mają patent na moralność?
>Co do etyka jest jedna, bo zajmuje się badaniem moralności. Nie ma więc czegoś takiego jak etyka katolicka.
Ja wcale nie twierdzę że istnieją różne rodzaje etyk, a już na pewno katolicyzm nie kojarzy mi się z tym słowem. Wręcz przeciwnie, dowód- perypetie Demoniocona spowodowane tą pełną obłudy ideologią transformującą ludzi w jakieś pozbawione zasad moralnych i skrupółów potwory. (przepraszam znowu Demoniconie, ale taką sobie właśnie opinię wystawili twoi krewni swoim szantażem)
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | DEMONICON (4893 punktów) | > Tu nie chodzi o definicje tylko o sytuację w jakiej został postawiony Demonicon.Sytuacja jest jaka jest. Ot kretyńska. > Czy miał jakieś inne wyjście niż się zgodzić na ten szantaż?Racjonalnie nie. Irracjonalnie tak. > Przecież tu nie chodzi tylko o mieszkanie lecz także o stosunki z rodziną.Mnie niekoniecznie. To rodzice żony, więc na nią to się przelewa, a także i na mnie poprzez nią, potem na dziecko, bo jednak, jakby nie określać sytuacji, emocje to są ogromne, czy nawet będą, cz by były, bez względu na decyzję. Wybór mniejszych złych emocji, które nie ratują może tych wydarzeń moralnie, ale dają względny margines poczucia bezpieczeństwa i spokoju, a to też jest ważne. Nie mogę też być egoistą, stawiającym wszystko na jednej szali, muszę brać pod uwagę odczucia innych oraz przewidywać wszystkie przyszłe możliwe, choć nie muszą być trafne te przewidywania, a nieraz takimi (nie)były. > Gdyby postawił na swoim pogorszyłyby się one, a być może zostały zerwane przez urażoną, rozczarowaną odstępem od wiary przez swoją latorośl stronę wierzącą.Mojej rodziny się nie obawiam, jest od wielu pokoleń różnorodna, a w każdym przeplatali się ateiści z teistami i było jakoś ok. głównie mężczyźni byli ateistami od strony ojca od kilku pokoleń. W moim rodzeństwie mam siostrę ateistkę i brata deistę, nie katolika. Naszymi rodzicami są katolicy. Zaś żona pochodzi ze skrajnej katolickiej konserwy, choć uważa się aktualnie za ateistkę, bądź nastawioną ignostycznie, kwestia dnia (takie nie paplajmy dzisiaj o bogu). Więc ja boga nie czułem, nie czuję, nie poczuję, jestem materialistą od najniższych postaw własnej osoby i dla mnie jest to kwestia definitywna, pewna, absolutnie moje ja. Żona, nie wiem, może powrócić do tradycji poprzez klimat konserwy, jednak jakieś tam kolce na pewno musiały być wbite, czas pokaże, oby nie. > Miał pozbawić dziecka dziadków przez ich głupotę (sorry Demonicon, ale naprawdę nie wiem jak inaczej określić takie zachowanie) i religijne zacietrzewienie?To problem dziadków. Taką sobie reklamę stawiają. > > Jak nie ma racjonalnych argumentów to najlepszy jest atak na osobę.Zazwyczaj tak jest. > Że jak?> Religie mają patent na moralność?Na niemoralność chyba częściej. > >Co do etyka jest jedna, bo zajmuje się badaniem moralności. Nie ma więc czegoś takiego jak etyka katolicka.A wmawiają kapłani, wmawiają, że jest takie cóś. > Wręcz przeciwnie, dowód- perypetie Demoniocona spowodowane tą pełną obłudy ideologią transformującą ludzi w jakieś pozbawione zasad moralnych i skrupółów potwory.Religia miłości i pokoju. Osobliwość. > (przepraszam znowu Demoniconie, ale taką sobie właśnie opinię wystawili twoi krewni swoim szantażem)Nie przepraszaj, to ich problem. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Ochrzścisz dziecko albo nie pomożemy ci tak jak to robią wszyscy inni rodzice.No jakby mniej więcej, okraszone dyplomatycznym językiem, ale treść nie zostawia złudzeń. > To nie jest szantażem?Jest. > Podejrzewam że mam tu do czynienia z katolikiem, więc więcej nie będę się spierał.> Katolicy dzięki "naukom kościoła" mają wypaczoną moralność i glęboko zakorzenioną hipokryzję, a etyka katolika nie tyka tak samo jak prąd elektryka.Może. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > >A mieszkanie dostają za karę?> Tak.> Podejrzewam że dla nich te całe czary- mary zwane chrzstem nie są niczym przyjemnym...Nic nie dostają, sami chcą to wypracować. Chcą mieć tylko miejsce na jakiś ok kilkuletni czas na spokojne, w miarę przez rodziców (nas) wychowanie dziecka. Pozdrawiam
|
|
| |  | 9 na 9 | Meretseger (61860 punktów) | Gdy mówisz sportowcowi "Wygraj bieg, a otrzymasz złoty medal", to nie jest szantaż. Gdy mówisz dziecku "Gdy przyniesiesz dobre świadectwo, kupię ci playstation" to nie jest szantaż. Gdy mówisz swojemu synowi "Ochrzcij dziecko, bo jak nie, to wynoś się z mojego domu" to jest szantaż. Wyjątkowo podły.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 5 na 5 | DEMONICON (4893 punktów) | > Ktoś chce Ci sprezentować mieszkanie za zwykły ceremoniał, to całkiem niezły interes, a Ty narzekasz.Nikt mi nie prezentuje mieszkania i nic takiego nie powiedziałem. Dzisiaj o tym "jakby prezentowaniu" napisałem powyżej, jako odpowiedź Rotaxowi. > Masz całkowicie wolny wybór, albo pozostać wierny swoim przekonaniom albo wybrać materialne korzyści.Jestem wierny swoim przekonaniom dla siebie, tu nie ma żadnego ale. Trzeba wziąć też jeszcze jedno pod uwagę, nie ma wolnych elektronów-ludzi wśród społecznej próżni. > Nie jest to żaden szantaż jak piszą inni, a raczej wolny, choć niełatwy wybór, przed którym stawało wielu ludzi, w tym i ja.I jest i nie jest. Dla mnie tak, dla ciebie nie. > Prawdziwy facet dokonuje wyboru i nie zakłada wątku, żeby się wypłakać, nikt Ci krzywdy nie robi.Przecież dokonałem, a raczej dokonaliśmy z małżonką. Nie zakładam wątku aby się wypłakać, tylko zwrócić uwagę forumowiczów na pewne aspekty relacji rodzinnych i ich konsekwencje. Można byłoby to przecież przemilczeć, wątku nie założyć, a jednak chyba warto, skoro jest tak intensywna dyskusja. Temat chyba do ważnych należy. Dotyczy tego, co najważniejsze, wolności wyboru, niezależności. Pozdrawiam
|
|
5 na 5 | brzezińska43 (1294 punktów) | Czasem, by wygrać wojnę trzeba przegrać bitwę. Jesteś szczęściarzem i doprawdy nie widzę powodu do odczuwania kaca moralnego. Pozostaje rzecz najważniejsza - wplyw na wychowanie dziecka. Niestety, tam gdzie rodzice różnią się światopoglądem rzecz ma się inaczej i to niekoniecznie z przyczyn światopoglądowych. W mojej opinii postąpileś racjonalnie i takież wnioski wyciągnąleś.I o to chodzi.
|
|
 | | DEMONICON (4893 punktów) | > Czasem, by wygrać wojnę trzeba przegrać bitwę.Czasem tak. > Jesteś szczęściarzem i doprawdy nie widzę powodu do odczuwania kaca moralnego.Jestem sobą. Nie umiem tak kategoriować. Trzeba szukać możliwie najlepszych i sprawiedliwych rozwiązań dla wszystkich, tak wygląda wg mnie uczciwość. > Pozostaje rzecz najważniejsza - wplyw na wychowanie dziecka. Niestety, tam gdzie rodzice różnią się światopoglądem rzecz ma się inaczej i to niekoniecznie z przyczyn światopoglądowych. W mojej opinii postąpileś racjonalnie i takież wnioski wyciągnąleś.I o to chodzi.Rodzice nie różnią się światopoglądem, a przynajmniej ja ewentualnych znaczących różnic nie widzę. Różnica tkwi w pokoleniach i kulturach pokoleń, która przekształca się niestety w dość brutalną bijatykę. Pozdrawiam
|
|
4 na 6 | kika (1657 punktów) | Rodzina jest na pewno przekonana, że zrobiła dobrze, bo zabezpieczyła interesy wnuka. Chyba nie mają zaufania do Twoich decyzji.
Nie mogę się oprzeć uwadze, że szykują sobie nieciekawą starość, bo przecież upokorzenie było dla Ciebie zbyt duże, by nie pozostawiło śladu na przyszłość. Oby czas zatarł pamięć.
|
|
 | 1 na 1 | Bartek Górecki (1514 punktów) | > Nie mogę się oprzeć uwadze, że szykują sobie nieciekawą starość, bo przecież upokorzenie było dla Ciebie zbyt duże, by nie pozostawiło śladu na przyszłość.O to, to!  Jak to mawiają katolicy (niekoniecznie o bogu): Cytat:Pan bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy 
"Świadomość jest jak wiatr, o którym można powiedzieć, iż wieje, ale nie ma sensu pytać, gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje" S. Lem
|
|
2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dzięki za ten wątek. Sądzę, że wyciągnąłeś z tej sytuacji słuszne wnioski i bardzo mi przykro, że musiałeś ochrzcić dziecko. Zostałeś do tego zmuszony, tym bardziej nie rozumiem ateistów, którzy robą to pro forma, albo "bo ich dziecko będzie prześladowane". Jeśli zechcą przekazać dziecku umiejętność sceptycznego myślenia I TAK BĘDZIE PRZESLADOWANE, zaś chrzest jeszcze utrudni sytuacje, bo będzie w tym momencie niekonsekwencją, nie zawinioną przez dziecko. Oczywiście za chrztem będzie szła dalsza indoktrynacja religijna.
|
|
 | | DEMONICON (4893 punktów) | > Sądzę, że wyciągnąłeś z tej sytuacji słuszne wnioski i bardzo mi przykro, że musiałeś ochrzcić dziecko.Jeszcze nie ochrzciłem, ale tak to już wygląda po rachunku potencjalnych ran, że będzie ochrzczony, czemu jestem przeciwny razem z małżonką. > Zostałeś do tego zmuszony, tym bardziej nie rozumiem ateistów, którzy robą to pro forma, albo "bo ich dziecko będzie prześladowane". Jeśli zechcą przekazać dziecku umiejętność sceptycznego myślenia I TAK BĘDZIE PRZESLADOWANE, zaś chrzest jeszcze utrudni sytuacje, bo będzie w tym momencie niekonsekwencją, nie zawinioną przez dziecko. Oczywiście za chrztem będzie szła dalsza indoktrynacja religijna.Każdy ateista, rodzice-ateiści odpowiadają za siebie. I za to, co przekażą, odpowiadają. Na pewno i ja poniosę konsekwencje tej decyzji, tak musi być. To jest lekcja dla mnie i tylko trzeba wyciągnąć odpowiednie wnioski. Nie oceniam powodów takich, a nie innych decyzji. Wszystko jest kwestią miejsca, otoczenia i zazwyczaj trudno o jakieś konkretne schematy. Sytuacja zawsze zmienną jest. Pozdrawiam
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Skoro jeszcze tego nie zrobiliście, to przeczytaj zawarty niżej wpis maceoxa, który wnosi co nieco do tej sprawy.
|
|
6 na 6 | zupełna (2507 punktów) | > Niestety syn zostanie ochrzczony, ale nie będzie wychowywany w doktrynie religijnej, tylko w >otwartości na różnorodność ludzi. Proszę mieć na uwadze, że skoro syn ochrzczony, to będzie parcie aby chodził na lekcje religii, do komunii itd. Zgoda na chrzest może pociagnąć za sobą przyzwolenie na dalsze religijne nękanie (bo może i tym razem się ugną). Rozumiem tez ,że stoi Pan pod ekonomicznym murem. Cała ta sytuacja powinna powodować obrzydzenie u otaczajacych Pana katolików a nie u Pana. To ich wstyd. Pozdrawiam serdecznie
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przecież oni uważają, iż "cel uświęca środki" i od zarania stosują obrzydliwe metody dla umacniania wiary.
|
|
|  | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | > Przecież oni uważają, iż "cel uświęca środki" i od zarania stosują obrzydliwe metody dla umacniania wiary. Myślę, że w przypadku wymusznia chrztu nie do końca o krzewienie wiary chodzi. To dość oczywiste ,że ofiary gwałtu światopoglądowego raczej nie będą dobrymi katolikami. Ja mam wrażenie, że chodzi tu o znacznie coś bardziej przerażajacego , o tradycję..
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ofiarami w tej sytuacji są rodzice, zaś ochrzczone zostało nieświadome dziecko. Możliwe są dwa złe scenariusze:
1) rodzice będą dalej zmuszani do ustępstw (bardzo często to się dzieje, niekiedy słabsi z nich sami się stają katolikami, bowiem to, co wydaje się absolutnie niemożliwe w danej chwili, z biegiem czasu staje się możliwe)
2) dziecko przy różnych okazjach będzie indoktrynowane z dala od wzroku rodziców, to, że jest już ochrzczone może w tym pomagać i to uzasadniać wobec osób neutralnych (wuj bez zdania, który jednakże wie, że dziecko jest ochrzczone)
Tradycja bez elementów wiary i religijności to nic złego, pismo, którym się teraz posługujemy, oraz zasady budowy komputerów, czy też dostarczania elektryczności to też są tradycje.
|
|
| | |  | | zupełna (2507 punktów) | > Ofiarami w tej sytuacji są rodzice, zaś ochrzczone zostało nieświadome dziecko. Możliwe są dwa złe scenariusze: >1) rodzice będą dalej zmuszani do ustępstw (bardzo często to się dzieje, niekiedy słabsi z nich sami się stają katolikami, bowiem to, co wydaje się absolutnie niemożliwe w danej chwili, z biegiem czasu staje się możliwe) >2) dziecko przy różnych okazjach będzie indoktrynowane z dala od wzroku rodziców, to, że jest już ochrzczone może w tym pomagać i to uzasadniać wobec osób neutralnych (wuj bez zdania, który jednakże wie, że dziecko jest ochrzczone) zgadzam się z Panem, że wprzypadku chrztu wymuszonego ofiarami są oczywiście rodzice dziecka. Niestety oba scenariusze moga byc realizowane jednoczesnie, nawet na nieochrzczonym dziecku.
> Tradycja bez elementów wiary i religijności to nic złego, pismo, którym się teraz posługujemy, oraz zasady budowy komputerów, czy też dostarczania elektryczności to też są tradycje. > Tu nie moge sie z panem zgodzić . Pismo zgoda, ale budowa komputerów i dostarcZanie elektrycznosci to raczej nie tradycja.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Czy ja wiem. A to, że mamy napięcie 230V a nie 40V? A klawiatura qwerty? Mogłoby być inne napięcie, inna klawiatura. Skąd nazwa "komputer", która tak się przyjęła? Mógłby się nazywać "mózg elektroniczny", a jest "komputer"? To nie są pewne tradycje, zaakceptowanie pewnych faktów organizacyjnych i nazewniczych, w których miejsce mogłby być inne, równie dobre?
|
|
| | | | |  | | Menel de Lux (3111 punktów) | > Skąd nazwa "komputer", która tak się przyjęła?Francuzi nie są więc tradycjonalistami. W ich języku "komputer" to ordynator  No, prawie  - l'ordinateur.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wiem, znam francuski, dlatego nie napisałem, iż nazwa wszędzie się przyjęła. Również po kastylijsku jest inaczej. Ale i za tymi nazwami kryje się tradycja, bo mógłby być - z kolei - "komputer".
|
|
7 na 7 | Miłosz Michałowski (1657 punktów) |
Szanowny DEMONICONIE, przede wszystkim, zwyczajnie współczuję. Wyobrażam sobie jak czułbym się w tej sytuacji - jak kilka razy czułem się w "podobnych", choć niepodobnych, jeśli chodzi o skalę, sytuacjach. Niewątpliwie można spojrzeć na tę sytuację i powiedzieć racjonalnie, że za cenę nieznaczącego rytuału masz spokój materialny - z opisu Twojej sytuacji, zrozumiałem, że do tego do się sprowadza. Oczywiście marne to pocieszenie, bo niewątpliwie znalazłeś się w sytuacji, w której twoja wolność (a więc możność działania) została ograniczona. Przemoc symboliczna, to wciąż przemoc. Że nie wspomnę o szantażu. Stąd moje współczucie. Ponadto, choć może nie wypada, to należy jednak powiedzieć o tych, którzy postawili Cię w takiej sytuacji. Zapewne spokojna i racjonalna rozmowa z nimi nie ma sensu, ale moim zdaniem, wypadałoby zapytać, (mówię teoretycznie, gdyż oczywiście mogłoby pogorszyć to Twoją sytuację), czy takie zachowanie nie kłoci się z ich wiarą/religią? Czy szantaż, to katolicki sposób "nawrócenia"/włączenia do Kościoła? Cóż takiego by się stało, gdyby dać dziecku wolność wyboru - cóż by się stało, gdyby dorosło i jako dojrzały, wierzący człowiek postanowił/a ochrzcić się w wieku lat 18, 20 czy 33? Wszak sam Chrystus, ponoć "bohater" katolików, został ochrzczony jako dorosły. Pozostaje również zadać pytanie: jak oni by się czuli, gdyby sytuacja była odwrotna i ktoś stawiałbyś ich sytuacji, że NIE MOGĄ ochrzcić dziecka, a jeżeli ochrzczą to...
Wiem, że to zapewne krew w piach oraz niepotrzebne (raczej skazane na niepowodzenie) jątrzenie w tejże sytuacji, ale myślę, że warto tę kwestię przemyśleć, choćby na forum.
Ad Alicja - zachowanie dziadków jest dla mnie, bez urazy, po prostu poniżej krytyki. Jeśli mogę powiedzieć (w swoim imieniu, nie oceniając nikogo), to, gdyby ktoś wywinął mi taki numer, to zerwałbym z nim kontakt - po pierwsze nie ma dla mnie sensu ani wartości utrzymywanie relacji z kimś, kto mnie nie szanuje i kto wyżej stawia swoją ideologię, czy tradycję tudzież przekonania od moich uczuć. Oczywiście, życie nie jest takie proste, w grę wchodzą uczucia do bliskich osób, a co najmniej rodzinne powiązania, w przypadku braku tych pierwszych. Niemniej wydaje mi się, że ja postąpiłbym tak jak powyżej to opisałem. Zaznaczam, mówię o sobie, nie oceniam nikogo, nie potępiam.
Reasumując: Wydaje mi się symptomatyczne, że katolicyzm opiera się w gruncie rzeczy na uprzedmiotowieniu człowieka, począwszy od dzieciństwa. W przytoczonych tu przypadkach wygląda to trochę jak na jakimś filmie, w którym bohaterowie co chwilę podkradają sobie przedmiot (dziecko), by użyć go w jakimś celu (chrztu) albo po prostu, by go posiadać. A wszystko przez bezmyślne przywiązanie do rytuałów - nieważne dziecko, nieważne uczucia jego rodziców - imperatyw chrztu jest nadrzędny. Straszne.
Pomijając kwestię emocjonalnych, materialnych i symbolicznych szantaży, okazuje się, że ludzie wierzący mają jakieś wypaczone życie emocjonalne - jeśli ochrzczenie/nieochrzczenie, ślub etc. mogą ich tak zranić (a raczej rozsierdzić), że wszyscy dokoła muszą iść im na ustępstwa. Chciałoby się powiedzieć: dość! Koniec ustępstw. Bo na tych ustępstwach, obojętności, przymykaniu oczy na chrzty, bierzmowania, śluby ze względu na [wpisać odpowiedniego krewnego] nigdy nie pozbędziemy się lub chociaż nie zminimalizujemy wpływu polskiego katolicyzmu ludowo-pogańskiego na nasze życie. Niestety, jak pokazuje opowieść DEMONICONA, życie jest bardziej skomplikowane.
Raz jeszcze, chciałem wyrazić moje współczucie. Mam nadzieję, że nie znajdę się w takiej sytuacji - wszystko na to wskazuje, ale nigdy nie wiadomo.
PS. Wczoraj widziałem się ze starą znajomą - dziewczyna absolutnie nie chce brać ślubu kościelnego, ale obawia się, że nie będzie miała wyjścia z uwagi na (uczucia) teściów.
|
|
 | 5 na 5 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | > czy takie zachowanie nie kłoci się z ich wiarą/religią? >cóż by się stało, gdyby dorosło i jako dojrzały, wierzący człowiek postanowił/a ochrzcić się w wieku lat 18, 20 czy 33? Wszak sam Chrystus, ponoć "bohater" katolików, został ochrzczony jako dorosły.
Wg wiary chrześcijańskiej, chrzest "gładzi grzech pierworodny" i to jest jego podstawowy sens. Człowiek nieochrzczony ryzykuje, że nie zostanie zbawiony (jeśli np. umrze przed chrztem w wieku dorosłym). Dlatego katolik nie może pozwolić, by dziecko pozostało nieochrzczone - chrzest jest tu odpowiednikiem szczepionki przeciwko śmiertelnej chorobie! Wola rodziców dla katolika nie ma tu nic do rzeczy - idzie wyłącznie o dobro dziecka.
>Ad Alicja - zachowanie dziadków jest dla mnie, bez urazy, po prostu poniżej krytyki. Jeśli mogę powiedzieć (w swoim imieniu, nie oceniając nikogo), to, gdyby ktoś wywinął mi taki numer, to zerwałbym z nim kontakt
Spróbuj jednak zrozumieć tychże dziadków, którzy wbrew woli rodziców "szczepią dziecko przeciwko śmierci wiecznej". W ich mniemaniu robią to co najlepsze. Lepiej jest to zrozumieć, zanim zerwie się stosunki, bo intencje ludzi zwykle są czyste.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie jest czyste to, że ktoś jest tak zapętlony w swoim myśleniu, iż nie umie sobie pomyśleć "może się mylę". Dlaczego chrześcijanin sobie tak nie pomyśli w tak drastycznej chwili, jak szantażowanie własnych dzieci?
|
|
| |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | Właśnie do tego pytania (retorycznego jak mniemam) sprowadza się cały problem. Wiara jest tak skonstruowana, że nie dopuszcza takich pytań, gdyby było inaczej to mielibyśmy forum wolne od dyskusji dotyczących religii. Sam kiedyś zostałem zmuszony do chrztu moich dzieci kilkanaście lat temu. Da się z tym żyć. Świadomość, że w statystykach sprzyja się ciemnej stronie mocy, czasem powoduje wyrzut sumienia, ale za to mam większą motywację, żeby głośniej wypowiadać swoje racje. Być może ciekawostką dla niektórych będzie aktualna postawa moich dzieci. Moja córka (szkoła podstawowa), chodzi na religię i na msze po rozpoczęciu roku szkolnego, bo jej zdaniem są to najlepsze miejsca gdzie może porozmawiać z koleżankami. Szczególnie ta msza zaraz po wakacjach jest bardzo atrakcyjna, bo wszyscy mają zapewniony dojazd i miejsce spotkania. Mój syn (gimnazjum) chodzi na religię, z dwóch powodów: bez żadnego wysiłku podnosi sobie średnią na świadectwie (jak wszyscy ma 5 za obecności) i ma czas na to żeby się "przygotowywać" na inne lekcje. (Co prawda nie do końca podoba mi się, co owo "przygotowywanie się" oznacza, ale to nie temat w tej dyskusji). Na etykę musiałby jeździć na drugi koniec miasta, co by mocno kolidowało z jego treningami. Oczywiście jest to miecz obosieczny, ponieważ musiała być komunia, żeby zjawiła się rodzina z prezentami - wykorzystali przeciwko mnie wszystkie argumenty jakich ich nauczyłem. Katolicy mają 4 przykazanie, ja zapomniałem dzieciom wszczepić chip z odpowiednikami praw robotów Asimova
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Większość katolików od zarania była sobą, bo robiła to co twoje dzieci! Inna rzecz, że na tych traktowanych pobłażliwie mszach i religiach dzieci słuchają jednak jakichś treści i wpływa to na ich styl myślenia. Gdyby znów umierał jakiś JPII, wyszłyby go zapewne opłakiwać.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Przemek J. (3008 punktów) | Gdybym to dzisiaj lub 5 lat temu miał ponownie podejmować decyzję o ich chrzcie, moja decyzja byłaby zupełnie inna, uważam że w tamtych czasach podjęliśmy najlepszą jaką umieliśmy sobie wyobrazić i przemyśleć.
Ja rozumiem z czym się wiąże moja postawa i uczestnictwo moich dzieci w lekcjach religii. Wiem, że być może wyrządzam krzywdę moim dzieciom, fundując im swoistą schizofrenię: dyskutuję z nimi o tym co czasem usłyszą w TV, na spotkaniach rodzinnych itp. co jest "po linii" katechetów i jednocześnie nie wyrażają oni tych poglądów na lekcjach. Obawiam się, że wychowuję ich na konformistów, ale z drugiej strony sam byłem wychowywany w podobnym środowisku, gdy w domu mówiło się wolności słowa i ciemnym obliczu komunizmu, a w szkole nie podważałem zdania nauczycieli na ten temat. Nie wiem czy mnie było trudniej, czy moim dzieciom, które częściowo same podjęły taką a nie inną decyzję (częściowo, bo jednak ich zdanie często to tylko odbicie naszych [rodziców] poglądów), ale ani ja ani one nie narzekają z tego powodu (podjętych decyzji o zachowaniu milczenia i biernej postawy).
> Gdyby znów umierał jakiś JPII, wyszłyby go zapewne opłakiwać.
"Nie ma takiej opcji Marlenko". (Pozwoliłem sobie na cytat z Pingwinów z Madagaskaru, bo już w innym wątku pisałem, jaką świetną okazją jest ten film do dyskusji z dziećmi na temat różnych postaw społecznych. Szczególnie polecam odcinki: Popcorn Panic, Gone in a Flash - czyli pierwsze w pierwszej serii serialu).
Moje dzieci pamiętają te trudne dla naszego społeczeństwa chwile i to bardzo dobrze, szczególnie jako czas rozmów o głupocie, zakłamaniu a zwłaszcza konformizmie, który ich dotyczy. Dzień wolny w szkole przyjęły z radością, bo dzieci tak mają. Co prawda osobiście jestem zdania, że w polskiej szkole jest za dużo wolnego a za mało sensownej nauki, ale też chętnie spędziłem ten przedłużony weekend z rodziną.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dzięki za szczerą odpowiedź. To wszystko są trudne decyzje, każdy boryka się z innymi okolicznościami, oczywiście w żaden sposób cię nie oceniam. Po prostu staram się wyrazić tezę, iż lepiej naprawdę nie chrzcić, ani nie wysyłać na religię dzieci. Jaka bowiem by nie była ta religia, to jednak zawsze można spędzić te 45 minut lepiej. Czy to na nauce, czy to na zabawie. Chrzest - jak sam zauważyłeś, to dopiero początek drogi...
|
|
| |  | 2 na 2 | Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >Nie jest czyste to, że ktoś jest tak zapętlony w swoim myśleniu, iż nie umie sobie pomyśleć "może się mylę". Dlaczego chrześcijanin sobie tak nie pomyśli w tak drastycznej chwili, jak szantażowanie własnych dzieci?
Bo Bóg i Kościół mówi mu, że się nie myli i dobrze robi. Wątpliwości są grzechem i podszeptem Szatana, a cel uświęca środki. Życie wieczne jest najlepszym prezentem, jaki można dać dziecku. Jeśli nie wiesz, co robić, zrób to co się zawsze, tradycyjnie i patriotycznie, robiło. Jeśli ktoś się potrafi odpętlić, to nie jest dobrym chrześcijaninem. Jezus powinien być na pierwszym miejscu, ważniejszy od zachcianek rodziców dziecka (którzy na pewno jeszcze kiedyś podziękują, że im się dziecko ochrzciło).
I tak to już leci od 2 tysięcy lat.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
 | 6 na 6 | Alicja Duda (25557 punktów) | Moje dzieci są niewierzące mimo, że poddane zostały tym i innym egzorcyzmom. Naciski moich rodziców i teściów wywodziły się nie tyle z wiary ile "co ludzie powiedzą". Patrząc z perspektywy lat ( moje dzieci mają swoje dzieci) nawet religia w szkole nie spowoduje wiary u dzieci jeżeli rodzice nie są wierzący i nie zmuszają dziecka do uczestnictwa w kościelnych zabobonach. Na pytanie dzieci o to czemu nie chodzę na msze odpowiadałam , że ja w te bajki nie wierzę. Na religię pozwalałam chodzić by dowiedziały się o co w tym wszystkim chodzi. Jak podjęły decyzję, że nie chcą to ją zaakceptowałam i miały we mnie oparcie w konfrontacji z dziadkami. W domu nie było modlitw, kolędy i innych religijnych zachowań. Otrzymywały natomiast instrukcje jak mają się zachowywać w kościele ( chrzty, śluby, pogrzeby) by nie urażać wierzących.
Natomiast głębszą przyczynę w moich i innych podobnych zachowań widzę w naszej cesze narodowej i wychowaniu dla przetrwania. To znaczy całkowity brak cywilnej odwagi by przeciwstawić się opinii większości. W końcu mieliśmy tylko dwa 20 letnie okresy wolności przez ostatnie stulecia. A w pozostałych okresach nie należało się wyróżniać z otoczenia i to nam zostało. I najgorsze jest to, że system oświatowy utrwala takie zachowania.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tak, ale nie należy zakładać, iż lekcje religii mogą tylko zniechęcić ich uczestników. W świetle badań 80% młodych ludzi poddanych indoktrynacji w szkole i w domu ulega jej. Czasem buntuje się bezpośrednio po opuszczeniu miejsca, gdzie były poddawane indoktrynacji, po czym znów wraca do tych poglądów, kiedy już nie czuje nacisku. Przejściowy bunt jest niejako elementem indoktrynacji. Oczywiście w przypadku dualistycznego wychowania, kiedy niewierzący rodzice godzą się na chrzest i nawet lekcje religii, sytuacja jest bardziej złożona, ale myślę, iż ja miałbym spory problem w wyjaśnieniu dzieciom niejasności mojego stanowiska. I to nie wiem, czy małym dzieciom, czy już nastolatkom... Obawiam się, że taka postawa może owocować "cichymi ateistami", którzy zachowują swój ateizm dla siebie, lecz w oficjalnych działaniach są po stronie osób religijnych. Może, ale nie musi. To tylko moje impresje. Bo moim zdaniem ten wątek jest rzeczywiście o przegranej. Oczywiście przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny, ale faktem jest, iż przegrana wojna składa się bardziej z przegranych bitew, niż wygrana wojna.
|
|
5 na 5 | jasenka (1863 punktów) | >Niestety syn zostanie ochrzczony, ale nie będzie wychowywany w doktrynie religijnej, tylko w >otwartości na różnorodność ludzi.
Nie rozumiem, dlaczego aż tak się tym przejmujesz? Przecież nie wierzysz w "świętość" tych kropelek wody ani w cały ten sakrament. Piszesz, że syn nie będzie wychowywany w doktrynie religijnej, więc nie będzie w żaden sposób narażony na zabobony i nikt nie będzie mu wpajał lęku przed bozią. Ktoś tam się uparł, żeby to zrobić, wprowadził szantaż i tyle, dziecko nawet nie będzie tego pamiętać. Nawiasem mówiąc, może Cię to pocieszy, że np. ślub pod przymusem czy pod wpływem szantażu jest chyba traktowany przez kościół jako powód do rozwodu kościelnego, czyli unieważnienia sakramentu. Nie jestem tego do końca pewna, niech mnie ktoś poprawi, jeśli nie. Tak więc zapomnijcie o tym i żyjcie według swoich zasad.
|
|
9 na 9 | maceox (6766 punktów) | >Obije byliśmy za niewyznaczaniem z góry drogi światopoglądowej dla naszego dziecka, niestety słało >się inaczej. >Nie przewidzieliśmy pewnych powiązań, a są one wyjątkowo mocne i dotyczące finansów oraz >mieszkania. Zależność taka między nami a wierzącymi, wyjątkowo mocno wierzącymi, doprowadziła do >powyższej sytuacji. Jest to wybór między większym złem (życiem poniżej granicy bez mieszkania), a >mniejszym złem (chrztem). Ot pokraczna racjonalność, i jedyny wybór, to woda magiczna na głowie >małego. Szantaż religijny zadziałał Nie znam dokładnie Twojej sytuacji, ale: Czy na pewno ci ludzie, którzy zastosowali ten szantaż są na tyle bezduszni, że spełniliby swoją groźbę? Czy mogąc i chcąc Wam pomóc i mając to w swych planach na pewno nie uczyniliby tego i skazaliby Was i Wasze dziecko na życie "poniżej granicy bez mieszkania" tylko dlatego, że nie było chrztu? Czy nie korci Cię, żeby zaryzykować i spróbować postawić na swoim? Takie rozwiązanie mogłoby mieć parę plusów: 1. Gdyby te osoby nie spełniły swej groźby i Wam by jednak pomogły to wcale nie okazaliby się wówczas tacy bezduszni, ani dogmatyczni, co pozwoliłoby Tobie zachować o nich jeszcze częściowo przynajmniej dobrą opinie i te Wasze stosunki mogłyby się wtedy trochę oczyścić. 2. Przy tym rozwiązaniu możesz zawsze jeszcze - jeśli się da - przeczekać trochę - i w razie gdyby po jakimś czasie dalej nie chcieli pomóc, a inaczej by się już nie dało, to wtedy dopiero ochrzcić dziecko. No chyba, że to już właśnie sprawdziliście. Oczywiście ocena sytuacji należy do Was - pytam tylko o to, czy na pewno dobrze przewidzieliście, że oni na pewno nie pomogą bez chrztu. pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To daje do myślenia. Ciekawe jak autor wątku się do tego odniesie...
|
|
 | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) |
> Czy na pewno ci ludzie, którzy zastosowali ten szantaż są na tyle bezduszni, że spełniliby swoją groźbę?Raczej tak. Liczy się święta idea, określałbym ich bez lęku o błędność definicji fundamentalistami. > Czy mogąc i chcąc Wam pomóc i mając to w swych planach na pewno nie uczyniliby tego i skazaliby Was i Wasze dziecko na życie "poniżej granicy bez mieszkania" tylko dlatego, że nie było chrztu?Raczej tak. I tak muszą "tolerować" córkę odstępczynię od prawdy i zięcia niszczyciela duszy córki. Więc może by jakoś ratować choć wnuka. Jak to się mawia: Czasami to i "klaps" dla sprawy jest zbawienny. > Czy nie korci Cię, żeby zaryzykować i spróbować postawić na swoim?Korci, cały czas korci, 4 miesiące stawiamy na swoim i tylko były większe płomienie. > 1. Gdyby te osoby nie spełniły swej groźby i Wam by jednak pomogły to wcale nie okazaliby się wówczas tacy bezduszni, ani dogmatyczni, co pozwoliłoby Tobie zachować o nich jeszcze częściowo przynajmniej dobrą opinie i te Wasze stosunki mogłyby się wtedy trochę oczyścić.Gdyby. Mnie aktualnie nie interesuje ich etyczność, określili się dobitnie i wystarczająco. Skupiam się na przyszłym celu, uniezależnieniu się, jak gdzieś wyżej napisałem, nie jest to takie czasowo szybkie, ale po pewnym okresie wśród tych banialuk spokojnie wykonalne. Istnieje jeszcze sprawiedliwość za życia, bo innej nie ma, ocena wśród kolejnych pokoleń, ja należę do ludzi nie owijających w bawełnę i nazywających sprawy takimi jakie są. Oni wiedzą jaki ja jestem, a ja wiem, że znają moje zdanie na temat ich podejścia. Nie ma co prawdy ukrywać. Hipokryzja jest najgorsza. A przecież wystarczy akceptować się nawzajem i świat jest łatwiejszy i piękniejszy. Tylko niektórzy tego nie potrafią. Nie moim to powinno być problemem i nie ja to powinienem unormalniać. > 2. Przy tym rozwiązaniu możesz zawsze jeszcze - jeśli się da - przeczekać trochę - i w razie gdyby po jakimś czasie dalej nie chcieli pomóc, a inaczej by się już nie dało, to wtedy dopiero ochrzcić dziecko. No chyba, że to już właśnie sprawdziliście.Przeczekiwaliśmy. > Oczywiście ocena sytuacji należy do Was - pytam tylko o to, czy na pewno dobrze przewidzieliście, że oni na pewno nie pomogą bez chrztu.Sądzę, że oni bez chrztu nie tyle nie pomogą, a nawet utrudnią. Pozdrawiam
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dochodzi do sytuacji paradoksalnej. To rodzice twojej żony, a nie twoi, a w myśl katolicyzmu to mąż decyduje. Na gruncie ich przekonań masz prawo odmówić ich naciskowi na twoją żonę. Jeśli się zgodzisz, to ty się głównie zgodzisz, nie zaś twoja małżonka, której oni są rodzicami.
|
|
| |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > Dochodzi do sytuacji paradoksalnej. To rodzice twojej żony, a nie twoi, a w myśl katolicyzmu to mąż decyduje.A to jest właśnie śmieszny matriarchat katolicki, to jakoś tak babcia rządzi. > Na gruncie ich przekonań masz prawo odmówić ich naciskowi na twoją żonę.Rządzą przekonania podwórka. > Jeśli się zgodzisz, to ty się głównie zgodzisz, nie zaś twoja małżonka, której oni są rodzicami.I tu się zacznie szczucie małżonki, co będzie miało na wszystkich odbicie. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jeśli twoja małżonka też jest ateistką i też dostrzega podłość szantażu rodziców, to chyba nic z takiego szczucia nie wyniknie, a nieskuteczni szczuje stają się śmieszni i zwykle odpuszczają sobie.
|
|
| | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Jeśli twoja małżonka też jest ateistką i też dostrzega podłość szantażu rodziców, to chyba nic z takiego szczucia nie wyniknie, a nieskuteczni szczuje stają się śmieszni i zwykle odpuszczają sobie.Na małżonkę ma wpływ wychowywanie apodyktyczne. Skrajna opiekuńczość i szantaże emocjonalne. Rodzice kontrolerzy, patrząc na to psychologicznie. Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | maruda (5550 punktów) | To nie jest takie proste, jeżeli mieszkają "pod jednym dachem" u rodziny żony to w takim wypadku najstarszy mężczyzna nadal będzie miał najważniejszy głos. Tego nie da się tak łatwo zmienić, takie atawistyczne zachowanie u samca przewodnika stada. Zupełnie inaczej sytuacja będzie wyglądać gdy ten "dom" będzie należał do Demonikona i rodzice żony będą na prawach gości.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Fakt, takie atawizmy są ważne. Pytanie, czy rzeczywiście mieszkają pod jednym dachem, czy mają wydzielone mieszkania i czy dziadek jest nadal osobą pracującą, czy też dziadkiem dziadkiem.
|
|
| | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Fakt, takie atawizmy są ważne. Pytanie, czy rzeczywiście mieszkają pod jednym dachem, czy mają wydzielone mieszkania i czy dziadek jest nadal osobą pracującą, czy też dziadkiem dziadkiem.Mieszkają pod jednym dachem, wydzielonych mieszkań nie ma. Dziadek, jak i babka są osobami pracującymi. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Czyli trudniej...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > Czyli trudniej...JA się nie zmieniam, mi trudniej nie jest, gdyż jestem twardo samookreślony jeśli chodzi o światopogląd, moja podatność na sugestie i emocjonalne gierki jest zerowa. Ja nie skupiam się na ateizmie, najważniejszy jest szeroko pojęty materializm i z niego wyrastający ateizm jest faktycznie silny. Niewiara z niewiary jest niczym, zawsze może być zmącona. Budowałem siebie powoli i precyzyjnie i jestem bardo zadowolony z tej budowli. Żona poprzez wychowanie jest już inna. Ja oczywiście jej nie ateizowałem, nie czułbym się z taką postawą dobrze, gdyż uważam każdego, za wolnego z możliwością samodzielnego dochodzenia do :siebie właściwego:. Jej ateizm jest jej wyborem, ewentualnie nie wprost mogłem sugestywnie dopomóc. Jaki będzie mały, czas pokaże, na pewno pozna twardy i dobrze ugruntowany materializm. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | DEMONICON (4893 punktów) | > Fajny masz stosunek do żony! To rzeczywiście ważne, żeby nic nikomu nie narzucać.  Ja staram się być taki dla ludzi. Jest to ważne. Nauczyłem się rozmawiać z każdym, dres, katolik, ateista, żyd, homoseksualista, to nie ma znaczenia. Ludzie są równi, ale różni i tą różnorodność trzeba szanować. Wolność intelektualna jest świętością. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >Ja staram się być taki dla ludzi. Jest to ważne. Nauczyłem się rozmawiać z każdym, dres, katolik, ateista, żyd, homoseksualista, to nie ma znaczenia. Ludzie są równi, ale różni i tą różnorodność trzeba szanować. Wolność intelektualna jest świętością. bardzo się z tym ogólnie zgadzam, chociaż uważałbym na taką wyliczankę: "dres, katolik, ateista, żyd, homoseksualista" bo gdyby w jakimś teście padło pytanie, które z tych słów w szeregu nie pasuje do reszty - to co odpowiedziałaby większość Polaków? A to co by zostało, to by już im pewnie pasowało jak ulał. pozdrowienia
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | Jeśli ktoś chce mnie zapisać nie licząc się z moimi zainteresowaniami do Związku Wędkarskiego, dając w zamian nowy samochód, to ja akurat w ogóle nie będę się sprzeciwiał. Oczywiście, nie trzeba wspominać, że łowić ryb nie zamierzam, a samochodem będę jeździł na grzyby, śmiejąc się z głupoty wędkarzy.
Lecz rozumiem, że są wegetariańscy zwolennicy grzybobrania, dla których członkostwo w takim związku jest dyshonorem i poniżeniem. Trudno dyskutować z takim poglądem, każdy ma prawo do swoich przekonań. Ja po prostu jestem sceptykiem w tym, że zapisanie kogoś do wędkarzy automatycznie eliminuje go jako wegetarianina, albo dyskwalifikuje jakoś jego wegetariańską tożsamość. Liczy się praktyka.
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie sądzę, aby członkowie związku wędkarzy mieli tak mocny wpływ na edukację, i byli tak mocno przekonani, iż są "po stronie dobra" i "wiedzą wszystko". Chrzest dziecka ateistów, a wegetarianin w związku wędkarzy to dwie różne rzeczy. Zupełnie nieporównywalne. Weźmy pod uwagę taką sytuację - ochrzciłem swoje dzieci i zaczynam działać politycznie jako ateista. W pewnym momencie opozycja dochodzi do tego, iż jestem hipokrytą, bowiem ochrzciłem dziecko. Opozycja ma rację. Różne projekty się walą.
|
|
|  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Chrzest dziecka ateistów, a wegetarianin w związku wędkarzy to dwie różne rzeczy. Zupełnie nieporównywalne.Ależ tu nie chodzi o zaciągnięcie wegetarianina do wędkarzy siłą, tylko o kuszenie go autem. Jak jest zagorzały w swoich przekonaniach, to niech chodzi na grzyby na piechotę. Jak ma to gdzieś, to wybiera auto. Nie miejmy pretensji do psa, że nie miauczy, a do katolika, że nie promuje ateizmu albo wolnomyślicielstwa. Nawet jeśli mowa o rodzinie. A na marginesie (jeśli chodzi o politykę), popatrz na SLD, partię z definicji laicką i lewicową. Chrzty, śluby kościelne i uczestnictwo w mszach w niczym im nie przeszkadzają, a czasem ma się wrażenie, że jakby wręcz przeciwnie
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale wyżej była mowa o rodzinie która doczekała się wnuka, a nie o obcych ludziach, którzy kuszą kogoś autem. To jest naturalne, że nie wystawia się dzieciom rachunku za ich wychowanie i karmienie. Zwłaszcza, gdy one z kolei mają dziecko. Taka rzecz powinna cieszyć dziadków. Jeśli z kolei uważali, iż żyją w nędzy i dzieci im wszystko odebrały - to znów - doczekanie się wnuka nie jest dobrym momentem na poruszanie takiego tematu. Ale chyba chodzi po prostu o terror w imię "Jedynie Słusznej Prawdy" postawiony przez dziadków wyżej, niż związki rodzinne.
|
|
| | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | Rozumiem Twój punkt widzenia, ale jest to punkt widzenia wolnomyślicielski. Dla mnie też to nie jest w porządku i myślę, że obiektywnie nie jest wymuszanie kijem i marchewką takich czy innych zachowań, które powinny należeć do sfery prywatnej człowieka. Można nad tym ubolewać, ale z punktu widzenia katolika, szczególnie starszego pokolenia, to jest jak najbardziej ok i pożądane, że można użyć każdej metody, aby uchronić dziecko przed zgubnym, jego zdaniem, pozostawaniem poza kościołem, będąc wystawionym na pastwę szatana. Dziecko bez chrztu to jest dla nich jak lotnisko bez pasa startowego. Oczekując racjonalności od wierzącego sami się zachowujemy nieracjonalnie, a jeśli chodzi o decyzję rodziców to jest sprawa indywidualnego podejścia; bez/kompromisowości. Ja bym brał mieszkanie  A potem starał się tak wychować dziecko, aby nie powtórzyła się taka sytuacja kiedy ono samo będzie miało wnuki. Kopać się z koniem nie warto.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Kopać się z koniem nie warto Niby tak, ale gdyby każdy tak myślał, wciąż żylibyśmy na poziomie XVII wieku... To może wrócić moim zdaniem.
|
|
| | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Niby tak, ale gdyby każdy tak myślał, wciąż żylibyśmy na poziomie XVII wieku... To może wrócić moim zdaniem.
Takie idee jak wolna myśl lepiej jak dojrzewają ewolucyjnie, bo rewolucje i brutalne konfrontacje tylko przynoszą więcej szkody.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bez Rewolucji Francuskiej i bez Cromwella w Angli i bez tego co po nim, moglibyśmy nadal żyć na poziomie XVII wieku. Zmiany ewolucyjne mieliśmy w Chinach i Indiach. I co?
|
|
| | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | Chyba nie ma tu łatwych rozwiązań i odpowiedzi. Każda sytuacja jest inna i na każdą trzeba inaczej spojrzeć , do każdej inaczej podejść. Schematy mogą być zgubne. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Być może schemat polega na przekonaniu, iż ludzie powoli mądrzeją i tylko boją się otwarcie przyznać do niewiary...
|
|
| | | | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > Być może schemat polega na przekonaniu, iż ludzie powoli mądrzeją i tylko boją się otwarcie przyznać do niewiary...Wydaje mi się, że tak właśnie jest. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To znaczy, uważasz że może istnieć taki schemat postrzegania uspokajającego, czy też raczej wydaje ci się, iż jest to słuszna obserwacja spokojnego, ustępującego pozornie wiernym ogółu?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) | > To znaczy, uważasz że może istnieć taki schemat postrzegania uspokajającego, czy też raczej wydaje ci się, iż jest to słuszna obserwacja spokojnego, ustępującego pozornie wiernym ogółu?Schemat zobojętniania religijnego, ot takie na pokaz tylko. Ewentualnie tylko jakąś energią społeczną jest bycie w stadzie. Może efekt indywidualizacji? Tu trudno o mocnego boga, pana i władcę. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A co z tym nieszczęsnym "Jezus Camp" w USA? To przecież dość liczny ruch religijny. A i u nas w Polsce, być może obracamy się w kręgach leniwych katolików, ale przecież są tacy, co chadzają na narkotyczne godzinki w Ruchu Odnowy w Duchu Swiętym - wszystkie osoby z tym związane, które są znajomymi moich znajomych mają wykształcenie wyższe.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > A co z tym nieszczęsnym "Jezus Camp" w USA? To przecież dość liczny ruch religijny.Oparty na praniu mózgu. > A i u nas w Polsce, być może obracamy się w kręgach leniwych katolików, ale przecież są tacy, co chadzają na narkotyczne godzinki w Ruchu Odnowy w Duchu Swiętym - wszystkie osoby z tym związane, które są znajomymi moich znajomych mają wykształcenie wyższe.Polacy chyba są w większości duchowymi i filozoficznymi leniami. Każdy swoje wie, swoje udaje, nie ma zbyt wielu innych. Trudno jest mi spotkać człowieka, coby twarzą w twarz chciał z zapałem o religii, czy ateizmie rozmawiać. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:>Oparty na praniu mózgu. Tak, tylko, że to nie jest drobna pralnia, ale inwazja zombich. A w grę wchodzi najbardziej wpływowe (póki co) społeczeństwo na świecie. Ile oni mają poparcia - 48%? A i wśród reszty znajdziesz raczej nieateistów Cytat:Każdy swoje wie, swoje udaje, nie ma zbyt wielu innych. Trudno jest mi spotkać człowieka, coby twarzą w twarz chciał z zapałem o religii, czy ateizmie rozmawiać. Ludzie z Odnowy w Duchu Swiętym też wiedzą swoje... A ci mniej rozpaleni wiedzeniem swojego w sytuacjach granicznych potrafią wybuchnąć iście ewangelicznym gniewem. Nieraz zdarzało mi się w spokojnej rozmowie ukazać absurdalność czyichś wierzeń. I wtedy pojawiał się fanatyzm...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | Różnie bywa, ludzkich zachowań się nie przewidzi. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Bez Rewolucji Francuskiej i bez Cromwella w Angli i bez tego co po nim, moglibyśmy nadal żyć na poziomie XVII wieku. Zmiany ewolucyjne mieliśmy w Chinach i Indiach. I co? Rewolucje są fajne jak się o nich czyta w książkach, ale nie kiedy przyjdzie żyć w tym czasie i miejscu. W Chinach była rewolucja maoistowska przecież. A tak wychwalana przez socjalistów Skandynawia obyła się bez większych przewrotów. I co?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jeśli weźmiesz pod uwagę Finlandię, to też nie było aż tak spokojnie. Poza tym kraje skandynawskie są słabo ludne i postawy ich społeczeństw są odbiciem niektórych tendencji europejskich. Zauważ, w co grała Skandynawia i (lub) jej społeczeństwo podczas II Wojny Swiatowej.... Krótko mówiąc, i z innej strony, Szwedzi, najmocniejszy gracz w regionie, byli fanatycznymi protestantami. Ogromne, REWOLUCYJNE zmiany zawdzięczają SILNEMU wpływowi Rewolucji Francuskiej. Zobacz kto rządził Szwecją w XIX wieku
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >Krótko mówiąc, i z innej strony, Szwedzi, najmocniejszy gracz w regionie, byli fanatycznymi protestantami. Ogromne, REWOLUCYJNE zmiany zawdzięczają SILNEMU wpływowi Rewolucji Francuskiej. Typowy schemat powtarzany w protestanckiej Europie - przekształcenie królestwa w monarchię konstytucyjną, wzrost znaczenia parlamentu względem korony i rewolucja owszem, ale przemysłowa, jako czynnik stopniowo marginalizujący wpływ religii. Jakoś tak się składa, że rewolty zawsze wynosiły na swych falach krwawych szaleńców opętanych manią wielkości: Napoleon, Lenin i Stalin, Hitler, Mao, Pol Pot, Chomeini i tak można by wymieniać.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W barokowej Hiszpanii nie było wielkich przełomów, a też ginęli ludzie na różnych kontynentach, często w bardzo niemiły sposób.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | > W barokowej Hiszpanii nie było wielkich przełomów, a też ginęli ludzie na różnych kontynentach, często w bardzo niemiły sposób.I znowu widać, że o twarde reguły trudno. Możliwe są jakieś elastyczne schematy kierunków danych narodów, ale o ostatecznych wyglądach ciężko mówić. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Chlodwig (10939 punktów) | >>Niby tak, ale gdyby każdy tak myślał, wciąż żylibyśmy na poziomie XVII wieku... To może wrócić moim zdaniem. >Takie idee jak wolna myśl lepiej jak dojrzewają ewolucyjnie, bo rewolucje i brutalne konfrontacje tylko przynoszą więcej szkody. A zdajesz sobie sprawę, że wystarczy by konfrontacji chciała jedna strona?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > A zdajesz sobie sprawę, że wystarczy by konfrontacji chciała jedna strona?Raczej to rzecz niespotykana, aby rewolucję wzniecili jednocześnie i reżim i rebelianci
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Chlodwig (10939 punktów) | > >A zdajesz sobie sprawę, że wystarczy by konfrontacji chciała jedna strona?> Raczej to rzecz niespotykana, aby rewolucję wzniecili jednocześnie i reżim i rebelianci  Reakcja na agresję może się przekształcić w rewolucję.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Więc lepiej czekać jak te owce przeznaczone na rzeź?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | > Więc lepiej czekać jak te owce przeznaczone na rzeź?  Jestem zwolennikiem bezkrwawego oporu i drobnych kroków (gdzie i jeśli to możliwe oczywiście), to przychodzi z wiekiem chyba. Im człowiek młodszy tym milsze mu szybsze i bardziej radykalne rozwiązania.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Można wykorzystywać wszelkie bezkrwawe drogi. W Polsce powinno być wedle statystyk 700 tysięcy osób nie utożsamiających się z chrześcijaństwem ani innymi religiami. Gdyby każda z tych osób, albo nawet co dziesiąta COS robiła, byłoby inaczej niż jest. Gdzie te 700 tys.? Gdzie ta 1/10 z 700 tys.? Gdzie kilka ogólnokrajowych gazet ateistycznych? Gdzie partia ateistyczna w sejmie?
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Chlodwig (10939 punktów) | Najlepszą obroną jest atak.
|
|
12 na 12 | Piątkowski (5131 punktów) | a gdyby tak im odbić piłeczkę i obiecać za życia, że za zmuszanie nas do brania udziału w prakykach religijnych, będziemy ich grzebać w obrządku świeckim na nie poświęconej ziemi, bez udzialu kapłana? Może by se odpuścili?
|
|
 | | DEMONICON (4893 punktów) | > a gdyby tak im odbić piłeczkę i obiecać za życia, że za zmuszanie nas do brania udziału w prakykach religijnych, będziemy ich grzebać w obrządku świeckim na nie poświęconej ziemi, bez udzialu kapłana? Może by se odpuścili?Pewnie znaleźli by takich, co by z kapłanem pochowali. Wybór mają duży. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Piątkowski (5131 punktów) | i do tego odziany w pasy cnoty, co by im za dobrze nie było w takim ścisku...toć Pan chciał aby się umartwiali...
|
|
| | | |  | | DEMONICON (4893 punktów) | No to będzie zmartwienie.  Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Piątkowski (5131 punktów) | no ale jaki odpust będą mieli...
|
|
3 na 3 | hiacynt (625 punktów) | Czytając ten wątek, zrobiło mi się smutno.
Przyjmij Demoniconie moje wyrazy współczucia z powodu Twojej i Twojej żony sytuacji, w której zostaliście tak brutalnie potraktowani.
Uważam, że nie ma żadnych racji usprawiedliwiających działanie tych niby-wierzących.
Wyrażam nadzieję, że pomimo tego, nie poddacie się naciskom i wychowacie dzieci na dobrych, moralnych, wolnych ludzi.
Odnosząc się do niektórych postów-odpowiedzi, pragnę skomentować je w następujący sposób: każdy z tych, który mógł się sprzeciwić, lecz uległ katolikom, umocnił KRK w Polsce. Linia "frontu" bowiem przebiega w domach i sercach każdego z nas.
Pozdrawiam Ciebie Demoniconie, Jacek
|
|
2 na 2 | farmer (22440 punktów) |
>Odczułem na sobie "obrzydliwą" stronę "polskości", stronę katolicką.
Kiedy ja chciałem ochrzcić wtedy kiedy jeszcze chciałem to ksiądz nie chciał bo nie po ślubie. Kazał mi się ożenić i wrócić. No myślałem że mnie "szlag trafi" dziecko go tyle obchodziło co nic. Ksiądz w innej parafii już tyle nie gadał. Co łaska i do boju. No matka była nie szczęśliwa bo jak to tak bez mszy i tej pompy. Kościelnego ślubu już nie dałem rady przerobić. Lenistwo czasem jednak popłaca.
Jedyne co mogę poradzić to zorientować dziecko na świat, pokazywać wszystko takim jakim jest.
Jako że mam dwóch synów rywalizacja o jedną rzecz była codzienna. By ukrócić ten proceder postanowiłem losować przy pomocy monety kto będzie miał daną rzecz. Ale i losowanie było problemem. Bo jednak ktoś przegrywał. Wtedy brałem monetę i mówiłem im by sprawili żeby moneta się odwróciła sama. Oczywiście nic takiego się nie działo. Ale już wystarczyło by chłopakom wytłumaczyć że ich modlitwy prośby zaklęcia na nic się zdadzą, jeśli nie podrzucą monety można tak stać do rana. Moneta sama się nie ruszy. To procentuje do dziś. I co istotne do kościoła nie chodzą.Fakt że czeka mnie przeprawa z religią to jednak przez te kilka lat solidnie pracowałem by byli odpowiednio przygotowani
|
|
 | | DEMONICON (4893 punktów) |
> Jako że mam dwóch synów rywalizacja o jedną rzecz była codzienna. By ukrócić ten proceder postanowiłem losować przy pomocy monety kto będzie miał daną rzecz.> Ale i losowanie było problemem. Bo jednak ktoś przegrywał. Wtedy brałem monetę i mówiłem im by sprawili żeby moneta się odwróciła sama. Oczywiście nic takiego się nie działo. Ale już wystarczyło by chłopakom wytłumaczyć że ich modlitwy prośby zaklęcia na nic się zdadzą, jeśli nie podrzucą monety można tak stać do rana. Moneta sama się nie ruszy.> To procentuje do dziś.> I co istotne do kościoła nie chodzą.Fakt że czeka mnie przeprawa z religią to jednak przez te kilka lat solidnie pracowałem by byli odpowiednio przygotowaniBardzo mądry sposób edukowania sceptycznego. Pozdrawiam
|
|
3 na 3 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Wstrząsające to wszystko jest, ale za dużo tutaj jest moim zdaniem głosów lekceważących tę haniebną, religijną uroczystość. Nie wiem jaki jesteś, co w Tobie siedzi, mogę tylko próbować siebie postawić w takiej sytuacji. Ja nie umiałbym ulec, to jest po prostu niemożliwe przy mojej konstrukcji wewnętrznej, przy moim przywiązaniu do rzeczy podstawowej w życiu, jaką jest godność. Mam co najmniej świra na tym tle. Więc tylko stawiam się w Twojej sytuacji i w jakąś katastrofalną niedzielę wchodzę do miejsca, które uważam za absolutnie haniebne, oddaje swoje dziecko w ręcę człowieka, którego uważam za oprawcę i pozwalam mu na czynności, które uważam za podłe. Nie muszę wiele robić, żeby poczuć, jak się z tym czuję. Ja jako człowiek, którego godność została splugawiona. Którego wartości, życie i świat zostały zgnojone. Ty nie wiem jak masz, ale rozważ przede wszystkim to, czy rzeczywiście nie było innego rozwiązania. Czy wyczerpałeś wszystkie możliwości i czy Cię kiedyś nie będzie w związku z tym dręczyć myśl, że się sprzedałeś. Czy na pewno jesteś uczciwy przed sobą w tej fatalnej sytuacji, czy może bez tej ich kasy też by się dało, gorzej bo gorzej, ale jednak. Ja musiałbym zmienić swoje plany co do przyszłości, może żyć biedniej, skromniej, ale wiem, że móglbym patrzeć w lustro. Zapewne z dumą. Ale tym sie nie najesz i nie nakarmisz swojej rodziny, prznajmniej nie tak, jak przy ich pomocy. Tylko, że ja mam na tym tle świra totalnego i nigdy nie ulegam, ale nie wiem, może twoja sytuacja jest rzeczywiście bez wyjścia - ja w takiej na pewno nie byłem. Ja wyjście zawsze znajdowałem. Bo takowe zawsze było. Może Ty podchodzisz do tego wszystkiego choć nieco lżej, z choć nieco większym dystansem i będziesz miał spokój sam ze sobą po tym wszystkim. Ja wiem, żebym nie miał, gdybym nie był do końca ze sobą uczciwy. Po prostu dopadłbym samego siebie na własnej słabości, nie przepuściłbym sobie. Bo mam tego świra. To wszystko jest tylko pod rozwagę i ja tutaj nic nie znaczę, Ty jesteś w tej sytuacji i Ty bierzesz odpowiedzialność, nie tylko za siebie i za swoją godność, ale takze za dwie pozostałe osoby. Napisałem to, bo czasami ludzie są do siebie podobni w niektórych kwestiach.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie oceniam DEMONICONA, bo nie znam jego sytuacji, ale zgadzam się z tobą, iż wiele komentarzy powyżej, dotyczących chrztu jest dziwacznie pobłażliwych. Wiadomo, że to tylko woda. Ale przecież wspiera się cały ten cyrk za pomocą maleńkiego dziecka. I to własnego dziecka. Jak można mocniej wesprzeć opium religii niż poświęcając temu własne dziecko? Na razie tylko do pochlapania wodą, ale przecież całe stado to widzi. Wyobrażam sobie jakichś niezdecydowanych, którzy nagle widzą całą sytuację i myślą "Iksiński, taki niby zatwardziały ateista, syna chrzci, to co ja będę z wiarą na bakier...".
|
|
|  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Rozumiem, że można być bez wyjścia albo też nie mieć parcia na aż taką wierność, jakiej ja od siebie wymagam. Ja tak muszę bo się uduszę, inni niekoniecznie. I o.k. Zgadzam się, że jest to kiepski przykład dla owych obserwujących niezdecydowanych, delikatnie mówiąc, ale inne kwestie mogą być dla drugiego człowieka po prostu ważniejsze, opinie innych schodzą wtedy na drugi plan. I nie mam zamiaru tego oceniać. Bardziej niż poświęcenie dziecka, które DEMONICON prawdopodobnie ochroni przed religijnym okaleczeniem, męczy mnie tutaj kwestia wierności samemu sobie. Nie wiem jaki DEMONICON jest, ale za mną ta, niestety klęska, chodziłaby bardzo długo, a może i zawsze. Zwłaszcza wtedy, kiedy przyznałbym sam przed sobą, że tak naprawdę poszedłem na łatwiznę, że wyjście było, pewnie niełatwe, ale było, tylko że tak naprawdę wygodnie było mi sprzedać to w co wierzyłem za srebrniki. Tylko mi było wówczas wygodniej przekonać samego siebie, że wyjścia nie było i chętnie w to uwierzyłem. Ja musiałbym wszystko do bólu najpierw przed sobą wyjaśnić. Tak mam. Może DEMONICON tak właśnie zrobił i wyjścia faktycznie nie ma. Nie wiem. Tylko przestrzegam go przed samooszustwem, za które można zapłacić srogo, tylko że dla niego nie musi to mieć wcale takiej wagi i ceny, jak dla mnie i mnie podobnym. Dla niego może się to okazać najlepszym krokiem w życiu (co tam jakieś pochlapanie wodą wobec poukładanego życia, jak wielu tu doradza i zapewne tak czują, do czego mają absolutne prawo). A jak się postawi, być może będzie pluł sobie kiedyś w brodę, klepiąc bidę. Sam musi to wszystko rozważyć. No nie, nie musi, zrobi jak będzie chciał i czuł. Ja tylko mogę pisać za siebie, że mógłbym przegrać taką bitwę, gdybym rzeczywiście i z całą pewnością znalazł się w sytuacji bez wyjścia, absolutnie krytycznej, walcząc do końca, na łopatkach, nigdy jednak bym sobie nie wybaczył pójścia na jakąkolwiek łatwizne. Nie wywiesiłbym białej flagi przed oprawcami-katolikami, gdybym nie miał noża, a tam, brzytwy, na gardle. Albo i już częściowo w przełyku. Ale to wszystko trzeba samemu w swojej głowie rozważyć.
|
|
| |  | 5 na 5 | Alicja Duda (25557 punktów) | Prawdopodobnie jesteś jeszcze bardzo młody. W młodości człowiek widzi świat czarno-biały a życie uczy go, że tak naprawdę składa się z mniejszych lub większych kompromisów. Spotkałam się z taką mądrą modlitwą w której delikwent modli się by Bóg pomógł mu zmienić to co może zmienić, pogodzić się z tym czego zmienić nie może i o mądrość by odróżnić jedno od drugiego. Nie zawsze celowe jest stawianie wszystkiego na ostrzu noża bo zyskując jedno traci się inne wartości. W tym przypadku, zgoda na w końcu nic nie znaczący obrządek, pozwoli zachować dobre lub choćby poprawne stosunki w rodzinie a to już jest wartością samą w sobie.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
| | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | No nie jestem bardzo młody, ani nawet młody. Nie napisałem, że zawsze celowe jest stawianie wszystkiego na ostrzu noża. Natomiast są ludzie, którzy mają czasami drobny, czasami nieco większy pakiet kwestii, spraw, wartości, których nijak i nigdy nie są w stanie sprzedać. I nie zawsze wartością jest zachowanie poprawnych relacji z rodziną. Na pewno nie za cenę utraty godności - przynajmniej dla mnie. Jak mają inni, ich sprawa. Kompromis czasami jest wartością, czasami wstydliwą klęską. Gorzej, gdy jest zwyczajnym oportunizmem (to się absolutnie nie tyczy DEMONICONA).
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | DEMONICON pewnie nie miał wyboru i też czuje się z tym źle, jak zaznacza już na wstępie. Ja sobie nie wyobrażam, że chrzczę moje dziecko, podobnie moja lepsza połowa. I to się nie stanie. Podobnie ślub kościelny. Tak że rozumiem, ja czułbym się źle pisząc tutaj dalej po ochrzczeniu dziecka.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | Pewnie nie miał. Dramat po prostu. Od wczoraj moja marna męska empatia oszalała i próbuje dać mi to poczuć. Horror jakiś.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie wiem, czy to kwestia wieku. Wyjątkowo parszywy kompromis. Dziadkowie dziecka - ofiary też mają swoje rozumy i mogą pomyśleć o rodzinie. Faktem jest, że dziecko nie rodzi się automatycznie ochrzczone. To dziadkowie chcą czegoś, nie rodzice. Wśród moich znajomych mam trochę ateistów i na przykład hinduistów. Wszyscy wyrastają z kręgów katolickich. Wszyscy ateiści ochrzcili swoje dzieci. Wszyscy hinduiści sprzeciwili się chrztowi. Daje do myślenia?
|
|
| | | |  | 1 na 1 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Wszyscy ateiści ochrzcili swoje dzieci. Wszyscy hinduiści sprzeciwili się chrztowi. Daje do myślenia? Oj daje. Jak Ty to tłumaczysz?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Że inna religia bardziej motywuje ludzi, niż szacunek do prawdy i miłość do rzeczywistości taką jaką jest. To smutne. Dlatego między innymi tak lubię Dawkinsa, który jest nie tylko ateistą, ale też człowiekiem zakochanym w naturze takiej jaką jest! Ale, jak widać, osób myślących podobnie jak Dawkins jest mało. Znacznie łatwiej odejść od Jezusa i kochać Krisznę niż cieszyć się (rzeczywiście się cieszyć!) odległymi słońcami na nocnym niebie.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | No tak. Ateizm to mało. Witalizm, afirmacja pozbawiona naiwnej egzaltacji, triumf sił i myśli aktywnych wobec życia i świata, wobec tegoż poznawania, głód wiedzy i nauki, pozytywna projekcja na ŻYCIE. To coś znacznie więcej niż wypięcie się na bóstwa. Paranoja zrobiona z umierania, kuszenie i straszenie zaświatów, wyzwolicielskie nirwany i inne zmyślone duperszwance cały czas kuszą i blokują witalistyczne projekcje na rzeczywistość. Ateizm nie wyzwala z religijnego nihilizmu, przeradza się co najwyzej w życzliwą obojętność wobec świata i życia. I tylko wyjatki potrafią inaczej. Brakuje ludziom błysku w oku, kiedy myślą "rzeczywistość". Nie doczekam innej ludzkości. Można tylko iść samemu, z kilkoma co najwyżej przyjaciółmi i trochę większą grupą mistrzów. Jak choćby Dawkins. Zawsze coś. Aaa... idę popatrzeć na nieracjonalną bieganinę 22 facetów za balonem. Bez wiary w cuda. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dobrze to ująłeś! Liczy się porządny afirmacyjny ateizm, pełen emocji! Dlatego choć ogromnie cenię na przykład Lema, to u niego jeszcze nie to. Jest za bardzo blaszany i momentami egzystencjalistyczny. A przecież nic prostszego, jak się ucieszyć własnym istnieniem. Wystarczy atlas wszechświata ze zdjęciami z teleskopu Hubble'a. Piszę o emocjach, bo właśnie czytam Damasio. Oddzielanie myśli od emocji też jest dziedzictwem chrześcijaństwa po części. Tymczasem emocje stanowią motywatory i z suchymi myślami zawsze się będzie tylko szarą, chowającą się po kątach myszą. Dlatego oglądanie sportu może być całkiem pomocne, bo wzbudza emocje. Ja osobiście wolę słuchać muzyki.
|
|
3 na 3 | perun (8610 punktów) |
> Nazwałbym go dniem przegranej jednej z bitew z religią zorganizowaną.Czasami można przegrać wszystkie bitwy a mimo to można wygrać wojne. Ważniejszy jest końcowy efekt . Też 7 lat temu ochrzciłem córke . Nie miałem wtedy apostazji , poza tym moja żona jako dopalająca się katoliczka chciała córke ochrzcić ( tak jak teraz chce ją posyłąć na lekcje religii , ale to juz troche bardziej skomplikowana sprawa ) W każdym razie wiem kiedy byłem ostatnio w kościele  Poza tym postawiłem na swoim ; każdy malował jej na czole krzyżk a ja namalowałem jej kółko ( co mam uwiecznione na taśmie ) . Ważniejsze jest jak wychowasz syna , a nie to czy go ktoś polał podobno święconą wodą . Mnie chrzcili dwa razy i diabeł ze mnie nie wyszedł , więc ta woda nie ma aż takiej mocy  A córke ucze , że bajka o Jezusie to taka sama prawda jak bajka o św. Mikołaju , jak ojciec z matką prezentu nie kupią to ani Mikołaj ani Jezus sam nic jej nie da. Dzieci potrafią myśleć gdy im sie na to pozwala , więc nawet religia w szkole krzywdy im nie zrobi ... jeśli pozwolimy dzieciom myśleć .. A to , że okoliczności czasami zmuszają nas do konformistycznych zachowań .. cóż jak mawiał Budda czasami trzeba być jak trzcina a czasami jak dąb . Takie życie
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Z tym kółkiem zamiast krzyżyka to jednak trochę... sam pomyśl jakie. Nie chrzcić jest lepiej niż chrzcić, tak uważam. I nie wyobrażam sobie, mimo wszystko, aby ojciec ateista, który wyraził oficjalnie zgodę na chrzest swojego dziecka mógł czuć się dobrze wyrażając sprzeciw przeciwko wieszaniu krzyży w szkołach państwowych. Skoro ktoś dał sobie powiesić taki krzyż na ciele swojego dziecka, zupełnie bez jego wiedzy, ani zgody, to jakie ma prawo zdejmować krzyż ze ścian państwowej szkoły? Pewnie jakieś ma, ale moim zdaniem zgrzyt emocjonalny zostaje. Z tym kółkiem... eh.
|
|
|  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) | > Z tym kółkiem zamiast krzyżyka to jednak trochę... sam pomyśl jakie. Nie chrzcić jest lepiej niż chrzcić, tak uważam. I nie wyobrażam sobie, mimo wszystko, aby ojciec ateista, który wyraził oficjalnie zgodę na chrzest swojego dziecka mógł czuć się dobrze wyrażając sprzeciw przeciwko wieszaniu krzyży w szkołach państwowych. Skoro ktoś dał sobie powiesić taki krzyż na ciele swojego dziecka, zupełnie bez jego wiedzy, ani zgody, to jakie ma prawo zdejmować krzyż ze ścian państwowej szkoły? Pewnie jakieś ma, ale moim zdaniem zgrzyt emocjonalny zostaje. Z tym kółkiem... eh.Gdyby to tylko ode mnie zależało ....ale moja żona w robieniu naszego dziecka miała 50% udziałów , niby ja tez miałem 50% , ale wie Pan ...swoje 50% opieram tylko na mojej wierze  Przecież nie zabronie kobiecie tych zabobonów siłą . Wiem , że to głupie ale ...czasami wybór jest trudny i nie ma sensu kłócić sie z żoną , matka tesciową , ciotką itd itp o jakiś idiotyczne krzyżyki na czole dziecka . W końcu matka dziecka też ma prawo wychowywac je tak jak uważa . To samo jest z religią w szkole ..tez nie chce aby na nią chodziła, a z drugiej strony moge wyobrazić sobie odrzucone przez grupe dziecko . Inni będą na lekcji a ona ma siedzieć sama na świetlicy? Przecież nikt dla niej nie zorganizuje etyki ( tak wiem , że powinna mieć taki wybór) . Będzie większa sama dokona wyboru ..a myśle , że traktując Jezusa jak św . Mikołaja nie bedzie miała z tym problemu . Czasami nie ma prostych wyborów
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Rozumiem. Wola żony to inna kwestia niż wola dziadków. Ale z tym kółkiem to trochę pan przesadził. No szczerze! Po za tym bardzo lubię pańskie posty i tylko dlatego ośmieliłem się wyrazić nieco moje kółkowe załamanie. Ale wiadomo - żona, sytuacja, etc. Nie oceniam. Ja po prostu nie związałbym się z wierzącą kobietą, dla jej własnego dobra. Ale - serce nie sługa, z drugiej strony. Mam to szczęście, że moja Kaja teraz coraz częściej myje mi głowę za to, iż bywam zbyt miły dla teistów, choć nazywanie miłym tego, co w, w kulturalnych ramach, z nimi robię, jest tutaj słodką spontanicznością ateistycznych uczuć
|
|
| | |  | 3 na 3 | perun (8610 punktów) | > Rozumiem. Wola żony to inna kwestia niż wola dziadków. Ale z tym kółkiem to trochę pan przesadził. No szczerze! Po za tym bardzo lubię pańskie posty i tylko dlatego ośmieliłem się wyrazić nieco moje kółkowe załamanie. Ale wiadomo - żona, sytuacja, etc. Nie oceniam. Ja po prostu nie związałbym się z wierzącą kobietą, dla jej własnego dobra. Ale - serce nie sługa, z drugiej strony. Mam to szczęście, że moja Kaja teraz coraz częściej myje mi głowę za to, iż bywam zbyt miły dla teistów, choć nazywanie miłym tego, co w, w kulturalnych ramach, z nimi robię, jest tutaj słodką spontanicznością ateistycznych uczuć  Cóż panie Jacku ..moja żona była wierząca jakieś 10 lat temu , jak ją poznałem ( zaliczyła 10 pielgrzymek do Częstochowy na kolanach w intencji poznania dobrego męża i jak pan widzi bóg jej modły spełnił  )Dzisiaj już raczej nie wierzy w bogów , a katoliczką jest z nazwy , ale nie ma tez zacięcia walczącej ateistki . W jej przypadku ten chrzest wynikał z tradycji , z rodzinnego święta , z chęci pochwalenia się dzieckiem? Trudno mi to nazwać , ale na pewno nie z porzeby wiary . Raczej po prostu ze zwykłego zwyczaju i tyle. Nigdy nie była jakoś przesadnie religijna , więc jej wiara nie sprawiała mi kłopotu ( ;poza takimi wyjątkami ) I to mnie właśnie w jej postawie również denerwuje , choć z drugiej strony jak pisałem można to zrozumieć . A co do tego kółka ... zgodziłem się uczestniczyć w tym chrzcie , ale przeciez nie obiecywałem , że będe poważnie to traktował . Więc odwołałem się do pogańskich tradycji i moją córke obdarzyłem tzw krzyżem celtyckim  PS. w rodzinie mam zakaz dany przez żone rozmowy na religijne tematy . Czasami go łamie ale póżniej narzekam na bół w kostce u nogi ( żona mi przypomina o zakazie  )Choc musze przyznać , ze coraz rzadziej się to zdarza a coraz częściej sama jedzie po religii również przy rodzince . Być może z czasem przestanie byc taka konformistyczna . Czasami tez bywam miły dla teistów , trudno kochanej 80 letniej cioci , która chwali sie ufundowaniem ołtarza w kościele powiedzieć co się o tym myśli , gdy każde krytyczne słowo na temat jej religii doprowadziłoby ja do zawału .
|
|
4 na 4 | Anna Salman (16360 punktów) | > jedyny wybór, to woda magiczna na głowie małego. Szantaż religijny zadziałał, zmieszany z związaniem rąk. Jest to dla mnie ohydna sytuacja, czuję się (czujemy z żoną) dość podle. Ta woda nie jest magiczna, a rytuał naprawdę znaczy niewiele. Idżcie na spacer, ochłońcie z emocji, nie rozpamiętując każdego słowa. >Do tej pory miałem postawę obojętną względem bycia na listach kościelnych, czy niebycia tam. A nie ważniejsze jest podanie do statystyk GUS - "bezwyznaniowy"? Był spis w tym roku, jeszcze nie sprawdziłam wyników. >Jedyny kierunek, logiczny kierunek, to apostazja. Nie jestem w stanie tego zignorować, dalej stać w tej olewczości, czas na twardy i konkretny krok. Zbyt mocno to, co boskie w moje życie weszło, abym to boskie mógł ignorować. >Inaczej bym czuł tylko obrzydzenie do siebie. Trochę zbyt emocjonalne podejście. Z perespektywy ostatnich 40 lat (wcześniej nie pamiętam) i doświadczeń ze szkoły bardzo współczuję, ale dziecku, nie tobie. To on będzie musiał się zmierzyć za kilka lat z szykanami ze strony równieśników. Masz więc te kilka lat na uniezależnienie się finansowe i o tym trzeba myśleć, a nie o apostazji. Mieszkanie niezbyt blisko rodziny, szkoła prywatna z etyką. Sugeruję poszukanie towarzystwa dla dziecka (czyli zamieszkanie w pobliżu) wśród osób różnych wyznań - najlepiej protestantów. Wtedy nawet jak szkoła jest państwowa, to jest wystarczająca różnorodność, żeby obyło się bez dokuczania. A wam z żoną też się przyda odmiana. Polecam luteran - Kościół Ewangelicko -Augsburski. Oni mają dość ... luźne podejście do religii. Nowe wyznania nie prześladują innowierców i bezwyznaniowych, bo same są dyskryminowane, ale mają silne parcie na ewangelizację, trzeba uważać, czy dzieciakowi w głowie nie namieszają. Muzułmanie (ale ci z polskim rodowodem) też mogą być - mało ich i głównie na wschodzie Polski. Jesteś w o tyle trudnej sytuacji, że chodzi o najbliższą rodzinę, tak zrozumiałam. I dlatego lepiej nie stawiać sprawy na ostrzu noża. Polecam obrzydliwy komformizm (do czasu) i dużo wyrozumiałości. Twój syn musi mieć rodzinę i przykład szacunku dla starszych, nawet jeśli się z nimi nie zgadza. >Niestety syn zostanie ochrzczony, ale nie będzie wychowywany w doktrynie religijnej, tylko w otwartości na różnorodność ludzi. I o to chodzi. Katolicyzm to nie wiara, tylko postawa społeczna. O tyle gorsza od innych wyznań chrześcijańskich, że łączy w sobie wiarę w dogmaty i bezkrytyczne podejście do autorytetów z poddaństwem wobec hierarchii duchownej oraz pogardliwym stosunkiem do kobiet. Katolicyzm to system feudalny i kształtuje mentalność feudalną. >Wiem, że teraz mógłbym być fanatykiem ateistycznym i mógłbym to sobie zracjonalizować, ale ta postawa by była ślepą drogą. Zgadzam się - łatwo podryfować w stronę kolejnej ideologii, ale to naprawdę wtedy wygląda jak ateistyczna religia tylko mniej uporządkowana społecznie. >Odczułem na sobie "obrzydliwą" stronę "polskości", stronę katolicką. Zazdroszczę, że tak późno i ostrzegam, że wiele przed tobą.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Protestanci nie są różnych wyznań. To też chrześcijanie, ten sam zaświatyzm. Jeśli już polecam hinduistów, sikhów i żydów.
|
|
|  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | >Protestanci nie są różnych wyznań. To też chrześcijanie, ten sam zaświatyzm. Jeśli już polecam hinduistów, sikhów i żydów. Może raczej różnych kościołów, niż wyznań, ale zazwyczaj dzielą światek chrześcijański na katolików i chrześcijan. Przy czym części nowych ruchów religijnych bliżej jest rzeczywiście do judaizmu, niż do katolicyzmu: zakaz jedzenia wieprzowiny, literalne przestrzeganie przykazań (np. szabat, nie niedziela). Zresztą odnośnie wykładni PŚ różnice są ogromne, tylko na zewnątrz tego nie widać (poza liturgią czy organizacją kościoła). Poza tym, jak wspomniałam to nie jest kwestia wiary w zaświaty, czy czegokolwiek innego, co nie jest widoczne, ale postawy wobec innych: wyznań, ras, narodowości. I poziomu egalitaryzmu w poszczególnych grupach. Czyli to, co jest efektem socjalizacji. I tu miałabym wątpliwość, czy wolę katolicką, czy hinduistyczną pogardę dla kobiet. Czy to nie u hinduistów wdowy skakały w ogień, a obecnie są duszone z powodu zbyt niskiego posagu? O Sikhah niewiele pamiętam, ale oni raczej stanowią grupę zamkniętą. A Żydów praktykujących naprawdę trudno teraz znaleźć w Polsce. Z kolei Polak pochodzenia żydowskiego - ateista to po prostu Polak ateista.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zaproponowałem inne wierzenia, aby jeśli już pokazać dziecku pluralizm światopoglądowy, a nie chrześcijaństwo i chrześcijaństwo. Jeśli chodzi o kobiety w hinduizmie to kilka dni temu napisałem na stronę główną artykuł. Zapraszam do lektury! Oczywiście polscy hinduiści nie mają aż tak chorego stosunku do kobiet jak Manusmriti. Nie proponuję hinduizmu na zasadzie, iż jest fajny, ale skoro już chce się dziecko uwolnić od jedynie słusznej prawdy katolicyzmu pokazując mu inne światopoglądy, no to niech rzeczywiście będą one INNE! Na poziomie zwykłego człowieka teologia katolicka i protestancka (przynajmniej luterańska) to w sumie niemal jedno i to samo. Zaś ogólnie chrześcijaństwem rządzi zaświatyzm, ofiara na krzyżu, oczekiwanie na Zmartwychwstanie. Jeśli dziecko nie ma czekać w przedsionku do zaświatów zamiast żyć na tej ziemi, to niech zapozna się przynajmniej z doktryną reinkarnacji. Może buddyzm? Owszem, nie ma wszędzie buddystów, ale są dość prężni, dużo jest stron w necie. Ja osobiście uważam, że najlepiej nie posyłać dziecka na żadne religie. Może będzie się czuło w szkole inne i wyobcowane, ale czy to takie wielkie lol! być zżytym z tłumem zapatrzonych w zaświaty? Bo to nie jest prawda, iż wychowanie religijne, nawet kiepskie, spływa jak po kaczkach z młodych ludzi. Tak jak mówiłem - zobaczmy ich kiedy będą mieli 26 lat. A nie zaraz po liceum.
|
|
| | |  | 5 na 5 | Anna Salman (16360 punktów) | >Zaproponowałem inne wierzenia, aby jeśli już pokazać dziecku pluralizm światopoglądowy, a nie chrześcijaństwo i chrześcijaństwo. A mnie chodziło tylko o udzielenie pomocy autorowi wątku, a właściwie jego dziecku w przyszłości - jak postępować, aby nie było szykanowane przez rówieśników.
>Na poziomie zwykłego człowieka teologia katolicka i protestancka (przynajmniej luterańska) to w sumie niemal jedno i to samo. W odniesieniu do postaw społecznych to niebo i ziemia. Zwłaszcza w kraju, gdzie protestanci często czują się równie wykluczeni, jak ateiści
>Ja osobiście uważam, że najlepiej nie posyłać dziecka na żadne religie. Tu się zgadzam i tak sugerowałam - odsunięcie się od sfery wpływów tego kościoła, na ile to możliwe.
>Może będzie się czuło w szkole inne i wyobcowane, ale czy to takie wielkie lol! być zżytym z tłumem zapatrzonych w zaświaty? Może to wyobcowanie trzeba "przerobić" na własnej skórze. Ja przerobiłam i to w czasach, gdy było łatwiej (religia poza szkołą). >Bo to nie jest prawda, iż wychowanie religijne, nawet kiepskie, spływa jak po kaczkach z młodych ludzi. Nic takiego nie twierdziłam - wręcz przeciwnie, jako socjolog, a zarazem osoba areligijna żyjąca wśród religiantów mam aż nadto wyrobioną opinię na temat postaw ludzi w moim otoczeniu. Dodam przy tym, że żadne papierki typu apostaza nie uwalniają od tego skrzywienia. 90% ludzi ukształtowanych przez katolicyzm zostaje katolikami do końca życia. Kwestia wiary? Według mnie co najmniej 40% katolików jest niewierzących.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dla mnie niewierzący katolik zaczyna się w momencie, gdy odrzuca wiarę w zaświaty. Bo to, że chrześcijanie wierzą głównie w zaświaty, a nie w Jezusa, czy w swoich biskupów/pastorów jest moim zdaniem tezą trudną do podważenia.
Co do reszty - nie wiem, czy rzeczywiście protestanci są tacy wspaniali. Na przykład jak traktować Swiadków Jehowy. Oni się uważają za jedynych chrześcijan etc., ale z szerszej perspektywy to ruch jak najbardziej protestancki, o podobnych korzeniach jak wiele innych kościołów protestanckich. Czy "Strażnica" jest lepsza od "Gościa Niedzielnego"? Czy od katolików wymaga się, aby przytaczali "Gościa Niedzielnego" słowo w słowo, bez żadnych dowolności?
Ogólnie, jeśli rodzic zwiąże dziecko z kościołem który czuje się prześladowany przez silniejsze na danym obszarze wyznanie, wiązać się to może z ryzykiem wstąpienia w silną, dbającą o swe religijne uczucia grupę.
Ja osobiście spotkałem już nieraz bardzo fanatycznych luteran. Takich jak biskup luterański w "Fanny i Aleksandrze" Bergmana.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Anna Salman (16360 punktów) | >Dla mnie niewierzący katolik zaczyna się w momencie, gdy odrzuca wiarę w zaświaty. Bo to, że chrześcijanie wierzą głównie w zaświaty, a nie w Jezusa, czy w swoich biskupów/pastorów jest moim zdaniem tezą trudną do podważenia. W takim razie należałoby 90% katolików zakwalifikować jako niewierzących. Oni panicznie boją się śmierci - własnej, nie bliskich (co byłoby zrozumiałe). Nawet gdzieś czytałam (ale to nie były poważne badania, takich by chyba nikt nie przeprowadził), że boją się najbardziej ze wszystkich wyznań. Natomiast co do wiary w hierarchów mam zupełnie inne zdanie. Nawet nie to, że wierzą - katolicy są od dziecka przyzwyczajani do posłuszeństwa wobec kapłanów, do poddaństwa. To jest system feudalny. U protestantów pastor jest obserwowany przez członków wspólnoty i może przestać być pastorem. Ksiądz katolicki jest niezatapialny. >Co do reszty - nie wiem, czy rzeczywiście protestanci są tacy wspaniali. Na przykład jak traktować Swiadków Jehowy. Oni się uważają za jedynych chrześcijan etc., ale z szerszej perspektywy to ruch jak najbardziej protestancki, o podobnych korzeniach jak wiele innych kościołów protestanckich. Czy od katolików wymaga się, aby przytaczali "Gościa Niedzielnego" słowo w słowo, bez żadnych dowolności? Protestanci wspaniali nie są, ale w większości członkowie najstarszych protestanckich kościołów szybko się laicyzują, zapewne z uwagi na konieczność studiowania PŚ, która to lektura jest po prostu odstręczająca. I tu mamy mądrość hierarchów krk, którzy zabraniają czytania tej książeczki, a był czas, gdy zabraniali czytania w ogóle - i nie było to tak dawno temu. ŚJ to inna bajka - wspólnota raczej, niż kościół. Rzeczywiście pochodna protestantyzmu, ale mimo wielu punktów stycznych np. z ruchem adwentystycznym, kompletna egzotyka w tej mozaice. Ta wspólnota przypomina najbardziej komunizm ze względu na swój internacjonalizm i nie uznawanie innych struktur społecznych, ani symboli państwowych, narodowych itd. Poza tym oni przerabiają PŚ, tak aby pasowało do aktualnych potrzeb. Dlatego ich członkowie czytają "Strażnicę" z cytatami rzekomo z PŚ, a nie samo PŚ.
>Ogólnie, jeśli rodzic zwiąże dziecko z kościołem który czuje się prześladowany przez silniejsze na danym obszarze wyznanie, wiązać się to może z ryzykiem wstąpienia w silną, dbającą o swe religijne uczucia grupę. Nie sugerowałam, aby wiązać dziecko z jakimkolwiek kościołem. Ale tam, gdzie istnieje większa różnorodność wyznań (więcej dzieci nie chodzi na religię katolicką) jest mniejsze prawdopodobieństwo wykluczenia / napiętnowania. A w przypadku dziecka to naprawdę nie jest taki drobny problem, skoro tylu dorosłych woli chodzić do kościoła "dla świętego spokoju". >Ja osobiście spotkałem już nieraz bardzo fanatycznych luteran. Takich jak biskup luterański w "Fanny i Aleksandrze" Bergmana. Skandynawia jest luterańska - na pewno w Szwecji jest to religia państwowa. U nas nie grozi. Zresztą w krajach skandynawskich to już jedynie, jako "wypadek przy pracy". Gorzej wygląda to w nowych sektach amerykańskich.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na razie pierwsza kwestia - niepewność co do prawdziwości życia wiecznego mieści się w pojęciu zabiegania o wiarę. Ja nie mówię o niepewności, ale o całkowitym odrzuceniu tej koncepcji i nie wiązaniu jej z praktykami religijnymi.
No i druga - Francja jest katolicka, Niemcy w dużej mierze protestanckie. Który kraj jest bardziej laicki? Węgry - są protestanci i katolicy. Która grupa jest mniej gorliwa w swojej religijności?
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Anna Salman (16360 punktów) | >Na razie pierwsza kwestia - niepewność co do prawdziwości życia wiecznego mieści się w pojęciu zabiegania o wiarę. Ja nie mówię o niepewności, ale o całkowitym odrzuceniu tej koncepcji i nie wiązaniu jej z praktykami religijnymi. A ja będę się upierać, że wiara w życie wieczne w wydaniu katolickim funkcjonuje jedynie na poziomie werbalnym. W społeczeństwie silnie konformistycznym im mniej ktoś wierzy, tym bardziej manifestuje głęboką wiarę, często w sposób mało wiarygodny. To nie jest religijność, tylko religianctwo i ja właśnie uważam, że Polacy są religiantami. Niechęć czy wrogość wobec innego sposobu myślenia może być właśnie przejawem religianctwa - strachu przed ujawnieniem swojej niewiary. >No i druga - Francja jest katolicka, Niemcy w dużej mierze protestanckie. Który kraj jest bardziej laicki? Węgry - są protestanci i katolicy. Która grupa jest mniej gorliwa w swojej religijności? Jak wyżej oraz poprzednie wypowiedzi. Przynależność do określonej grupy religijnej to postawa, a nie kwestia wiary. Wśród Francuzów widzę postawy katolickie (mimo oficjalnej laickości państwa): bardziej feudalna struktura społeczna, wyższy poziom klientelizmu, niższa pozycja kobiet (wbrew temu, co się mówi o niemieckim 3xK wobec kobiet), oceniana chociażby w odniesieniu do molestowania seksualnego - nie ilościowo, stopień akceptacji społecznej. Niemcy, mimo wysokiego stopnia laicyzacji i jednak chyba liczbowej przewagi katolików są według mnie bardziej religijni. Francuzi natomiast - religianccy. O Węgrach się nie wypowiem - ze wstydem przyznaję, że kojarzę tylko tokaj, czardasza i najwyższy wskaźnik samobójstw w Europie (to ostatnie kojarzy mi się z protestantyzmem).
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie do końca się zgadzam, ale rozmowa bardzo twórcza, jeśli o mnie chodzi. Nie przeprowadzałem żadnych oficjalnych statystyk, bowiem nie jestem socjologiem, ale z moich prywatnych doświadczeń wynika, iż czynnik życia pozagrobowego odgrywa ogromną rolę u polskich katolików i szerzej - u chrześcijan. Bardzo ciekawe byłoby swoim zdaniem przeprowadzenie takich statystyk.
Jeśli chodzi o tzw. "katolicki umysł" to zgadzam się. Można uważać się za ateistę, dokonać apostazji i mieć katolicki umysł, w wielu sytuacjach zachowywać się wedle katolickich wzorców zachowań, niekiedy silniej niż ktoś, kto dalej chodzi do kościoła i nie dokonał oczywiście apostazji. Stosunek do kobiet, do dzieci może tu być jednym z mierników.
Zgadzam się, iż patriarchalizm ma się we Francji zadziwiająco dobrze. Podobnie jak reakcje na homoseksualizm i feudalne stosunki pracy.
Wydaje mi się, iż "protestancki umysł" też potrafi być fatalny w skutkach. To bardzo silnie widać w kulturze amerykańskiej lewicy, nawet u ateistów. To tłumaczy też fenomen tego, iż pomimo pozornej wolności słowa i wręcz śmiało obrazoburczych dzieł na temat chrześcijaństwa, stanowią one niekiedy rodzaj hobby, a nie głos w dyskusji światopoglądowej. Można to też do pewnego stopnia przełożyć na grunt angielski - "Żywot Briana" Monty Pythona może być rozumiany jako silna krytyka chrześcijaństwa, ale często nie funkcjonuje w tej roli. Moim zdaniem winę ponosi "protestancki umysł", który niejako silnie odgranicza kulturę/rozrywkę od "prawdziwego życia". Postawa religijna tkwi w ludziach, odpowiedzialnych nawet za takie projekty jak "Żywot Briana" niczym owa protestancka "łaska boża" wręcz niezależna od jej posiadacza. Swiat się dzieje, ale obok tego jest łaska, jest owa (tragiczna i obrzydliwa moim zdaniem) studnia wiary.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >Nie przeprowadzałem żadnych oficjalnych statystyk, bowiem nie jestem socjologiem, ale z moich prywatnych doświadczeń wynika, iż czynnik życia pozagrobowego odgrywa ogromną rolę u polskich katolików i szerzej - u chrześcijan. Bardzo ciekawe byłoby swoim zdaniem przeprowadzenie takich statystyk. Obawiam się, że przeprowadzenie takich badań jest raczej niemożliwe. Nawet, gdyby znalazła się instytucja mająca na tyle odwagi, to należy przyjąć za pewnik wysoki stopień zakłamania odpowiedzi respondentów. Socjologia odróżnia "deklarowane przekonania" od rzeczywistych postaw i te drugie możnaby badać jedynie obserwując osoby poszczególnych wyznań / bezwyznaniowe w obliczu śmierci. A i to w warunkach "wystandaryzowanych", czyli niemożliwe. >Zgadzam się, iż patriarchalizm ma się we Francji zadziwiająco dobrze. Podobnie jak reakcje na homoseksualizm i feudalne stosunki pracy. To samo dotyczy Włoch, Portugalii, Irlandii, o Hiszpanii się nie wypowiadam - nie wiem. >Wydaje mi się, iż "protestancki umysł" też potrafi być fatalny w skutkach. Bo to ponura wykładnia chrześcijaństwa, jeżeli wziąć pod uwagę "stare kościoły". Stąd pewnie po części fascynacja F.Nietsche katolicyzmem i nienawiść do własnego kościoła - luterańskiego, jak sądzę, bo zmieszał Lutra z błotem. Katolicyzm jest w sferze moralnej dość ... luźny (spowiedź, możliwość "wykupienia się od czyśćca), a dzięki adaptacji lokalnej kultury ludowej również barwny i widowiskowy. Stąd wysoki wskaźnik samobójstw skojarzył mi się z protestantyzmem w jego najbardziej surowej, pierwotnej formie. >To bardzo silnie widać w kulturze amerykańskiej lewicy, nawet u ateistów. Bo zateizowany protestant przeważnie pozostaje protestantem tak jak katolik katolikiem. Różnica tkwi raczej w różnorodności odłamów protestantyzmu, które miewają skrajnie różne podejście do zagadnień społecznych. >Moim zdaniem winę ponosi "protestancki umysł", który niejako silnie odgranicza kulturę/rozrywkę od "prawdziwego życia". Postawa religijna tkwi w ludziach Czyli ... osiągnęliśmy pewne porozumienie? Religia, w mojej ocenie jest po prostu ideologią - najstarszą i, jak dotąd, najskuteczniejszą. Nic dziwnego więc, że nowe ideologie czerpią z niej wzory - rytuał, system sprawowania władzy, dogmatyzm, ale przede wszystkim pozór "trwałego porządku społecznego", co jest dla większości atrakcyjne. Może się to podobać lub nie, ale większość ludzi preferuje stałość i przewidywalność w swoim życiu, bo to umożliwia planowanie. >Swiat się dzieje, ale obok tego jest łaska, jest owa (tragiczna i obrzydliwa moim zdaniem) studnia wiary. I tu religia odpowiada zapewne na zapotrzebowanie dużej grupy niedojrzałych emocjonalnie osób, potrzebujących wciąż opiekuna i to w skali makro. Tak jak stabilność sytuacji społecznej, tak w obszarze emocjonalnym poczucie czyjegoś wsparcia, miłości daje poczucie bezpieczeństwa. Bez tego - depresja i wzrost agresji (która jest przejawem strachu), w tym autoagresji - samobójstwa, uzależnienia. Stąd zapewne miejsca, z których siłowo usuwano religię zapełniały się natychmiast innymi ideologiami. I, paradoksalnie, czerpały z poprzednio istniejącej - stąd różne odmiany komunizmu w różnych krajach. Tylko faszyzm jest podobny - nie odcina się oficjalnie od religii, lecz czerpie wprost z niektórych jej haseł. Dziekuję za ciekawą rozmowę i komentarze pozbawione zbędnych emocji, aczkolwiek odjechaliśmy dość daleko od wątku (głównie przeze mnie) i autor powinien nas sponiewierać. A ja naprawdę chciałam tylko pomóc.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wydaje mi się, że można by przeprowadzić takie badania statystycznie. Niekoniecznie trzeba by pytać wprost "czy wierzysz w życie wieczne", ale na przykład - 1) co daje większe poczucie sensu - śmiertelność, czy nieśmiertelność. 2) czy uważasz, iż spotkasz swoich bliskich, którzy już umarli. 3) czy uważasz, iż cała świadomość zawiera się w mózgu i umiera razem z nim?
Jeśli chodzi o szacunek struktur politycznych i społecznych wobec pożądkującej je w jakimś sensie religii, to zauważ, iż można by też nazwać religię pasożytem narosłym na strukturach politycznych i społecznych. Jak kleszcz wypija ona część krwi z podatków, zajmuje czas wszystkim pracującym i doglądającym pracy. Myślę, iż przy umiejętnym zabiegu, pasożyt mógłby zostać usunięty.
Zauważ, iż ideologie chcące odciąć religię wyrastały zazwyczaj u zacofanych, na poły, lub całkiem feudalnych społeczeństw. Bogatsze i bardziej rozwinięte społeczeństwa były i są tak mocno przeżarte tą naroślą, iż nie było ich nawet stać na próbę odcięcia pasożyta, stąd branie religii wprost w reżimach faszystowskich i jej bardziej schopenhaurowsko - nitzscheańska wersja u najlepiej rozwiniętych Niemców (choć owo rozwinięcie było li tylko dekoracją, bowiem tępy antysemityzm pozostał bez zmian, "zabójcy Chrystusa" zostali ukarani).
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | >Wydaje mi się, że można by przeprowadzić takie badania statystycznie. Niekoniecznie trzeba by pytać wprost "czy wierzysz w życie wieczne", ale na przykład - 1) co daje większe poczucie sensu - śmiertelność, czy nieśmiertelność. 2) czy uważasz, iż spotkasz swoich bliskich, którzy już umarli. 3) czy uważasz, iż cała świadomość zawiera się w mózgu i umiera razem z nim? Mam podjąć rękawicę? Widziałam już zbyt wiele źle przygotowanych badań, niektóre można by było wręcz zakwalifikować, jako narzędzie manipulacji. Na powyższe pytania potrafiłabym odpowiedzieć, jako standardowy (specjalnie nie piszę statystyczny) katolik, protestant "nowej fali" i ateista. Być może nawet jako agnostyk. Z drugiej strony wiem, jaką panikę wzbudzają rozmowy na temat śmierci. Zazwyczaj ludzie starają się o niej nie myśleć. Wywołani do odpowiedzi zapewne będą automatycznie udzielać odpowiedzi, jakich ich nauczono kiedyś, a które mają działanie uspokajające.
>Jeśli chodzi o szacunek struktur politycznych i społecznych wobec pożądkującej je w jakimś sensie religii, to zauważ, iż można by też nazwać religię pasożytem narosłym na strukturach politycznych i społecznych. Jak kleszcz wypija ona część krwi z podatków, zajmuje czas wszystkim pracującym i doglądającym pracy. Myślę, iż przy umiejętnym zabiegu, pasożyt mógłby zostać usunięty. Religia sama należy do sfery polityki. W sąsiednim wątku, w który też się chyba niepotrzebnie zaplątałam, postawiłam tezę o religii, jako zjawisku organizującym życie społeczne w rozrastających się i coraz bardziej zhierarchizowanych społecznościach osiadłych. Na dłuższą metę religia umożliwia utrwalanie, przestrzeganie takiego porządku. Narodziny filozofii nowożytnej umożliwiły pojawienie się teorii, że można organizować strukturę społeczną bez wykorzystywania czynnika irracjonalnego. Moim zdaniem niemozliwe i to nie tylko z powodu niskich kwalifikacji intelektualnych większości ludzi. Nie doceniono czynnika emocjonalnego, który religie zagospodarowują tym chętniej im bardziej odsuwa je się z przestrzeni publicznej. A działania grupowe są głównie emocjonalnie. >Zauważ, iż ideologie chcące odciąć religię wyrastały zazwyczaj u zacofanych, na poły, lub całkiem feudalnych społeczeństw. Po prostu rewolucja przeprowadzana przez ciemne społeczeństwo skutkuje brakiem pomysłu na nowy porządek - powiela się stary, w nowej oprawie. Następuje tylko wymiana starej elity na nową. ZSRR było krajem feudalnym łącznie z zasadą "przypisania chłopa do ziemi" (aż do końca lat 60-tych na przejazd do innego obwodu potrzebne było zezwolenie). Cara zastąpił miłościwie panujący pierwszy sekretarz i to cała rewolucja. >Bogatsze i bardziej rozwinięte społeczeństwa były i są tak mocno przeżarte tą naroślą, iż nie było ich nawet stać na próbę odcięcia pasożyta, stąd branie religii wprost w reżimach faszystowskich i jej bardziej schopenhaurowsko - nitzscheańska wersja u najlepiej rozwiniętych Niemców (choć owo rozwinięcie było li tylko dekoracją, bowiem tępy antysemityzm pozostał bez zmian, "zabójcy Chrystusa" zostali ukarani). Faszyzm miał się równie dobrze we Włoszech, Portugalii, Chorwacji, czy Hiszpanii. Kiedyś prześledziłam mapę tego zjawiska - w 90% pokrywa się z ortodoksyjnym katolicyzmem i feudalnym ustrojem społecznym. Oraz, paradoksalnie, sympatiami do komunizmu. W protestantyzmie faszyzm występuje śladowo - mniejsza religijnosc ?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wydaje mi się, iż takie badania statystyczne wartoby przeprowadzić. Oczywiście pytania, które naprędce skleciłem, nie są doskonałe, ale lepsze od centralnego - "czy wierzysz w swoje życie po śmierci?". Być może pytanie nr 3 skonstruowane jest zbyt naukowo i może wprowadzać w błąd źle wykształconych ludzi, więc przydałoby się ująć to prościej.
Ludziom, zarówno indywidualnie, jak i w tłumie emocje są niezbędne do życia. Brak emocji jest pozorny, jeśli komuś ich rzeczywiście brakuje, mamy doczynienia z patologią. Damasio uważa, iż bez emocji nie jesteśmy w stanie podejmować trafnie racjonalnych decyzji w obrębie społeczeństwa. Nie sądzę, aby jedynie emocje religijne były w stanie pobudzać tłum. Na przykład duma z Unii Europejskiej, zdobywanie i zasiedlanie Marsa - to też są emocje, które przy odpowiedniej edukacji mogłyby zastąpić omdlenia na widok papamobile.
Moim zdaniem emocje religijne należy zastąpić czymś innym, albo gatunek Homo sapiens zacznie się staczać po linii pochyłej i doprowadzi albo do swej szybkiej zagłady, albo powolnej i okrutnej dekadencji. Rozwój przemysłowy był powolnym odchodzeniem od emocji religijnych. Dziś, moim zdaniem, ten proces się zatrzymał, co może oznaczać załamanie się postępu naukowego i technologicznego. Dużą niewiadomą są Chiny i Indie. Czy starczy im niereligijnych, masowych emocji, aby pchać ludzkość dalej do przodu, jeśli Zachód zacznie się pogrążać w nowym średniowieczu (co już powoli zaczyna się dziać, moim zdaniem)?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >Wydaje mi się, iż takie badania statystyczne wartoby przeprowadzić. Jednak nie podejmuję rękawicy. >Oczywiście pytania, które naprędce skleciłem, nie są doskonałe, ale lepsze od centralnego - "czy wierzysz w swoje życie po śmierci?". Być może pytanie nr 3 skonstruowane jest zbyt naukowo i może wprowadzać w błąd źle wykształconych ludzi, więc przydałoby się ująć to prościej. Po prostu dla tego typu badań chyba nie ma dobrych pytań, ale ostatnią osobą, która powinna to zrobić byłby socjolog z wieloletnim stażem - oni myślą dość schematycznie. > Nie sądzę, aby jedynie emocje religijne były w stanie pobudzać tłum. Na przykład duma z Unii Europejskiej, zdobywanie i zasiedlanie Marsa - to też są emocje, które przy odpowiedniej edukacji mogłyby zastąpić omdlenia na widok papamobile. Ale do wywołania emocji w tłumie potrzebne są minimum dwie rzeczy (opinia amatorki, intuicyjna - Le Bono czytałam dawno i nie bardzo pamiętam): 1) wydarzenie, które zgromadzi ludzi w jednym miejscu; 2) zapłon - symbol (w tym osoba), incydent - może być wypowiedź. Potem można wywoływać emocje przywołując to konkretne wydarzenie i zachowania ludzi: palenie zniczy po katastrofie smoleńskiej, powtarzanie wybranych fragmentów filmów z pielgrzymek JPII - pokazuje się głównie rozentuzjazmowany tłum (wg mnie jego pontyfikat to majstersztyk marketingu politycznego - studenci powinni to analizować na ćwiczeniach). Ani duma ze zjednoczenia Europy, ani zdobycze techniki nie wywołają takiego entuzjazmu - bo niby czym. Armstronga oglądali ponoć wszyscy, którzy mieli dostęp do TV. Ale nikt nie zadbał o podtrzymywanie emocji. >Moim zdaniem emocje religijne należy zastąpić czymś innym, albo gatunek Homo sapiens zacznie się staczać po linii pochyłej i doprowadzi albo do swej szybkiej zagłady, albo powolnej i okrutnej dekadencji. Już się stacza, ale to chyba bardziej efekt przeludnienia, niż religii (chociaż nadmierny przyrost naturalny po części jest z winy religii). >Rozwój przemysłowy był powolnym odchodzeniem od emocji religijnych. Dziś, moim zdaniem, ten proces się zatrzymał, co może oznaczać załamanie się postępu naukowego i technologicznego. Nie jestem wyznawczynią postępu naukowego i technologicznego, jako głównego środka poprawy jakości życia. Najlepszy dowód - dziś rozpiętości w poziomie życia poszczególnych grup społecznych są chyba największe w historii ludzkości, a przynajmniej najbardziej widoczne (dzięki mediom, czyli właśnie technologii). Czynnikiem najszybciej rozbrajającym negatywne emocje jest poczucie bezpieczeństwa wśród jak największej grupy ludzi. Inaczej technologie zostaną wykorzystane (są wykorzystywane) do zwiększania dominacji jednej grupy i obrony przed tą dominacją ze strony drugiej, w skrajnym przypadku - do zabijania. II WŚ była efektem nie tylko zwycięstwa ideologii wyrastających ze społecznych frustracji, ale również udoskonalenia technik zabijania. Rwanda - ponoć, jak czytałam, poligon dla przetestowania nowej broni francuskiej. Nauka i technika nigdy nie wzbudzą takich emocji, jak stan bezpośredniego, fizycznego zagrożenia życia / zdrowia. I na tym bazują przywódcy religijni, sami kreując poczucie zagrożenia. Najsilniejsze emocje, jakie wywołała we mnie matematyka, to była niechęć do macierzy. Nie przypominam też sobie, aby wzrastało mi ciśnienie przy teorii liczb nierzeczywistych albo w kolejce do bankomatu. Nie jestem wyznawczynią kultu wskaźnika PKB, ani nawet HDI, mimo że kobiety są ponoć bardziej emocjonalne. >Dużą niewiadomą są Chiny i Indie. Czy starczy im niereligijnych, masowych emocji, aby pchać ludzkość dalej do przodu, jeśli Zachód zacznie się pogrążać w nowym średniowieczu (co już powoli zaczyna się dziać, moim zdaniem)? Nie wiem, czy podążają do przodu w kwestii poziomu życia społeczeństwa. To co daje im przewagę w tej chwili to ... brak demokracji. Mentalność Azjatów nakierowana jest (mądrzę się, bo tylko o tym czytałam) na długoterminowe działania, wielopokoleniowe. Europa i pochodne naszego kręgu kulturowego mają taką perspektywę kilkuletnią -kadencyjności polityków. Chiny mają swoją religię - kapitalizm w ramach komunizmu (???). Indie w dalszym ciągu wieloreligijność i skostniały system społeczny. Pewnie na tyle wygrają wyścig we wskaźnikach, na ile uda im się utrzymać ten stan rzeczy.
PS. Autor wątku to powinien chyba nam przesłać po wirusie z wdzięczności. Zwłaszcza mnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Wydaje mi się, iż takie badania statystyczne wartoby przeprowadzić. Jednak nie podejmuję rękawicy. Podała Pani tezę, z którą ja się nie w pełni zgadzam. Wydaje mi się, iż dobrze by było na bazie badań rozstrzygnąć tę wątpliwość. Czy rzeczywiście 40% polskich katolików jest niewierząca? To bardzo śmiała obserwacja moim zdaniem i wymaga uzasadnienia naukowego. Jeśli chodzi o to, iż życie pozagrobowe jest esencją religii chrześcijańskiej, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Starczy poczytać Nowy Testament, przeanalizować symbole tej religii i zastanowić się nad tym, co jest centralnym elementem mszy. Moim zdaniem, jeśli ktoś, nie chodząc za bardzo do kościoła, lecz uczestnicząc w ważnych wydarzeniach z nim związanych (na przykład chrzty dzieci) i oficjalnie deklarując się jako katolik wierzy do tego w zaświaty (wierzy, nie znaczy "ma 100% pewności") jest katolikiem. Pani zdaniem 40% katolików to osoby niewierzące. Pani teza wydaje mi się nie mieć uzasadnienia. To, że jakiś katolik marudzi na kler, gdy jest czas na marudzenie przy wódce i śledziku nie oznacza od razu niewiary. Również łamanie niektórych zaleceń, takich jak stosowanie prezerwatyw - nie nie jest niewiara. Jeśli dana religia ma dużo zaleceń, zwykle większość z nich jest łamana przez większość jej wyznawców. Cytat:Po prostu dla tego typu badań chyba nie ma dobrych pytań, ale ostatnią osobą, która powinna to zrobić byłby socjolog z wieloletnim stażem - oni myślą dość schematycznie. Mam nadzieję, iż w tej dziedzinie istnieją też naukowcy, a nie tylko wyrobnicy. Na bazie lektur, z jakimi się zetknąłem, mogę stwierdzić, iż napewno istnieją wybitni socjologowie. Cytat:Ale do wywołania emocji w tłumie potrzebne są minimum dwie rzeczy (opinia amatorki, intuicyjna - Le Bono czytałam dawno i nie bardzo pamiętam): 1) wydarzenie, które zgromadzi ludzi w jednym miejscu; Na przykład wylot pierwszych kolonistów na Marsa. Cytat:2) zapłon - symbol (w tym osoba), incydent - może być wypowiedź. Pierwsze miasto marsjańskie i wypowiedź jego burmistrza sławiąca Ludzkość. Cytat:>Ani duma ze zjednoczenia Europy, ani zdobycze techniki nie wywołają takiego entuzjazmu - bo niby czym. Armstronga oglądali ponoć wszyscy, którzy mieli dostęp do TV. Ale nikt nie zadbał o podtrzymywanie emocji. Potrzeba PR, marketingu, Marsa w kulturze, serialach. Cytat:Już się stacza, ale to chyba bardziej efekt przeludnienia, niż religii (chociaż nadmierny przyrost naturalny po części jest z winy religii). Postęp zatrzymuje się w nieprzeludnionych krajach Zachodu. Zwłaszcza USA są mało przeludnione... Cytat:Nie jestem wyznawczynią postępu naukowego i technologicznego, jako głównego środka poprawy jakości życia. To co jest głównym środkiem poprawy jakości życia? Na przestrzeni ostatnich 200 - 300 lat choćby?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Najlepszy dowód - dziś rozpiętości w poziomie życia poszczególnych grup społecznych są chyba największe w historii ludzkości, a przynajmniej najbardziej widoczne (dzięki mediom, czyli właśnie technologii). Czynnikiem najszybciej rozbrajającym negatywne emocje jest poczucie bezpieczeństwa wśród jak największej grupy ludzi. Inaczej technologie zostaną wykorzystane (są wykorzystywane) do zwiększania dominacji jednej grupy i obrony przed tą dominacją ze strony drugiej, w skrajnym przypadku - do zabijania. II WŚ była efektem nie tylko zwycięstwa ideologii wyrastających ze społecznych frustracji, ale również udoskonalenia technik zabijania. Rwanda - ponoć, jak czytałam, poligon dla przetestowania nowej broni francuskiej. To prawda, że technika może być wykorzystywana do bardzo złych rzeczy. Ale zwykle stoją za nią (para)religijne nastroje. Z tym poziomem życia - jakiś czas temu większość ludzkości żyła na skraju śmierci głodowej, zaś większość chorób dziś uleczalnych była nieuleczalna. Nie wiem czy umierających uszczęśliwiał fakt, iż w stosunku do nich lokalny radża nie jest aż tak bardzo odległy swoim bogactwem. Zresztą - starczy popatrzeć na Taj Mahal w Indiach - czy rzeczywiście lud był bliżej możnych niż dzisiaj? Cytat:Nauka i technika nigdy nie wzbudzą takich emocji, jak stan bezpośredniego, fizycznego zagrożenia życia / zdrowia. I na tym bazują przywódcy religijni, sami kreując poczucie zagrożenia. Najsilniejsze emocje, jakie wywołała we mnie matematyka, to była niechęć do macierzy. Nie przypominam też sobie, aby wzrastało mi ciśnienie przy teorii liczb nierzeczywistych albo w kolejce do bankomatu. Nie jestem wyznawczynią kultu wskaźnika PKB, ani nawet HDI, mimo że kobiety są ponoć bardziej emocjonalne. Zasiedlanie Marsa będzie się wiązało z wieloma sytuacjami narażaenia życia. Odpowiedni PR sprawi, ze ludzie będą to przeżywać. Matematyka wywołuje emocje w nielicznych ludziach. Ale za pomocą internetu i komputerów możemy dzielić się emocjami na szerszą niż dotychczas skalę, a także wzbogacać swoje życie emocjonalne o trudne do zdobycia dawniej obrazy z dalekich miejsc, wiadomości o ludziach etc. Samoloty, pociągi, samochody pozwalają się Pani wyrwać z miejsca urodzin. Życie spędzane w jednym miejscu, bez informacji z zewnątrz, potrafi być monotonne i bardzo jałowe emocjonalnie. Dawniej tak ludzie żyli. Małe miasteczko, dajmy na to Lubin, dzieciństwo, krótka dojrzałość, dzieci i śmierć rodziców. Jeśli zdarzył się jakiś koncert, to dwa razy w życiu, jeśli teatr, może raz, jeśli książka, to jak kto umiał czytać i najczęściej religijna. W 1700 roku w Lubinie, o ile nie było wojny, życie emocjonalne przeciętnego mieszkańca było bardzo ubogie. Tylko najprostsze, egzystencjalne zagadnienia. SKrócone o brak medycyny. Większość dzieci umierała młodo, więc było też bardziej tragicznie, ale czy warto za tym tęsknić? Cytat:Mentalność Azjatów nakierowana jest (mądrzę się, bo tylko o tym czytałam) na długoterminowe działania, wielopokoleniowe. Europa i pochodne naszego kręgu kulturowego mają taką perspektywę kilkuletnią -kadencyjności polityków. Chiny mają swoją religię - kapitalizm w ramach komunizmu (???). Indie w dalszym ciągu wieloreligijność i skostniały system społeczny. Pewnie na tyle wygrają wyścig we wskaźnikach, na ile uda im się utrzymać ten stan rzeczy. Nie ma mentalności Azjatów. Hindusi mają zupełnie inną mentalność niż Chińczycy, a Japończycy są zupełnie inni od Hindusów i Chińczyków. Etc. Czy kapitalizm w ramach komunizmu jest chińską religią? Szczerze wątpię. Niektórzy Chińczycy wracają do buddyzmu, niestety. Taoizm w ludowym wydaniu zawsze miał się dobrze. Cytat:>PS. Autor wątku to powinien chyba nam przesłać po wirusie z wdzięczności. Zwłaszcza mnie. Mówimy o przegranej ateistów. Ten wątek jest jak najbardziej na temat. Z pani wypowiedzi wynika, iż jedyne co można zrobić, to zająć się sobą, zaś jeśli chodzi o społeczeństwo, to jest jak liść na wietrze. Nie mamy na to wpływu - tak to rozumiem. Obojętność wobec wydarzeń społecznych ze strony ateistów z pewnością nie przyniesie dla nas, ateistów, nic dobrego. Taki obojętny ateizm to takie hobby. Jak zbieranie znaczków. Podczas gdy teizm i jego ideologie jawią się przy tym "prawdziwym życiem" ("Jezus Camp"). Choć nie są prawdziwe...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >Z tym poziomem życia - jakiś czas temu większość ludzkości żyła na skraju śmierci głodowej, zaś większość chorób dziś uleczalnych była nieuleczalna. Nie wiem czy umierających uszczęśliwiał fakt, iż w stosunku do nich lokalny radża nie jest aż tak bardzo odległy swoim bogactwem. Zresztą - starczy popatrzeć na Taj Mahal w Indiach - czy rzeczywiście lud był bliżej możnych niż dzisiaj? Co do śmierci głodowej - rzeczywiście widać starania, żeby pewne grupy ludzi utrzymać na skraju egzystencji. Czy to ma sens? Zabrzmi to okrutnie, ale ja nie podzielam przekonania "życie jest najwyższą wartością". Ratując ciężko chorych często przedłużamy ich trwanie w cierpieniu, a odzywają się głosy (ze zrozumiałych względów nieliczne), że większa ilość naturalnych poronień zmniejszyła by liczbę ludzi z wrodzonymi wadami, w tym ciężkim upośledzeniem umysłowym. W wielu dawnych społeczeństwach były takie rozpiętości, ale proszę zauważyć, że były to kultury z długą historią i dziś już nie istnieją, przynajmniej w tej formie. Być może tzw. kultura Zachodu (stosunkowo młoda) też jest właśnie w fazie schyłkowej. Ale jeśli to z przyczyn społecznych, a nie technologicznych. > Ale za pomocą internetu i komputerów możemy dzielić się emocjami na szerszą niż dotychczas skalę, a także wzbogacać swoje życie emocjonalne o trudne do zdobycia dawniej obrazy z dalekich miejsc, wiadomości o ludziach etc. Nie chcę być złośliwa, ale właśnie przypomniało mi się, jak wzbogaciłam swoje "życie emocjonalne" wypowiadając się w pewnym momencie na tym forum. W zasadzie wróciłam, żeby "się wyciąć", ale jestem jakaś niegramotna technicznie i bezmyślnie zaplątałam się znowu w forum. Co do przeżyć z oglądania obrazków w internecie - jest to tak powierzchowne i obojętne, że chyba jednak ludzie w średniowieczu mieli więcej satysfakcji z przeżywania sacrum podczas uroczystości kościelnych. > Życie spędzane w jednym miejscu, bez informacji z zewnątrz, potrafi być monotonne i bardzo jałowe emocjonalnie. Dawniej tak ludzie żyli. Małe miasteczko, dajmy na to Lubin, dzieciństwo, krótka dojrzałość, dzieci i śmierć rodziców. W 1700 roku w Lubinie, o ile nie było wojny, życie emocjonalne przeciętnego mieszkańca było bardzo ubogie. Tylko najprostsze, egzystencjalne zagadnienia. SKrócone o brak medycyny. Większość dzieci umierała młodo, więc było też bardziej tragicznie, ale czy warto za tym tęsknić? Monotonia? Tragizm? - z dzisiejszej perspektywy. Tym, co obecnie zabija emocjonalność jest właśnie nadmiar wolnego czasu i rozpaczliwe poszukiwanie sposobu zabicia nudy. Ludzie najintensywniej bawili się, gdy mieli mało czasu na zabawę. I chyba przejawiali większą kreatywność. Teraz trzeba podsuwać pomysły na talerzu. Nie jest prawdą, że tak wielu ludzi podróżuje, a jeśli już to często przemieszczają się razem z tą swoją nudą, żeby zaspokoić oczekiwania społeczne - w pewnych środowiskach wypada gdzieś jeździć, przywozić zdjęcia, pamiątki itd. I nie odważyłabym się oceniać czyjejś emocjonalności kilkaset lat po fakcie. Być może prostsze, codzienne życie przysparzało więcej bodźców emocjonalnych, a może były intensywniejsze, a może było ich tyle, żeby człowiek wytrzymał. Może tych bodźców jest dziś za dużo i bardziej męczą i zobojętniają, niż pobudzają. >Nie ma mentalności Azjatów. Hindusi mają zupełnie inną mentalność niż Chińczycy, a Japończycy są zupełnie inni od Hindusów i Chińczyków. Etc. Czy kapitalizm w ramach komunizmu jest chińską religią? Szczerze wątpię. Niektórzy Chińczycy wracają do buddyzmu, niestety. Taoizm w ludowym wydaniu zawsze miał się dobrze. Pojechałam z tymi Azjatami, ale jednak chodziło mi o tzw. żółtą rasę. Dawniej potrafili podobno przez kilka pokoleń kontynuować hodowlę rośliny, przy czym ci, co zaczynali, wiedzieli, że efekty uzyskają ich prawnuki. Nawiasem biorąc w klasycznym kapitaliźmie też się pracowało dla przyszłych pokoleń, a nie na najbliższe kilka lat. Kapitalizm nie jest religią, ale komunizm utrzymujący strukturę władzy już tak. A w Chinach to nie konfucjonizm wprowadzają wladze? >Mówimy o przegranej ateistów. Ten wątek jest jak najbardziej na temat. Ja nie mówię, bo nie postrzegam ateistów, jako wyodrębnionej grupy społecznej, tym bardziej współdziałającej w ściśle określonym celu. Nie nadaję się na ideologa / ewangelizatora w żadnym kierunku. >Z pani wypowiedzi wynika, iż jedyne co można zrobić, to zająć się sobą, zaś jeśli chodzi o społeczeństwo, to jest jak liść na wietrze. Nie mamy na to wpływu - tak to rozumiem. Mam nadzieję, że ten liść na wietrze to zachowania społeczne, a nie moje poglądy. Jeśli tak to - TAK. Jestem przeciwniczką inżynierii społecznej w jakiejkolwiek formie. Trzeba samemu dorosnąć i robić ile się da dla tak zwanego dobra wspólnego, można wspierać lub krytkować, lecz nie narzucać. >Obojętność wobec wydarzeń społecznych ze strony ateistów z pewnością nie przyniesie dla nas, ateistów, nic dobrego. Taki obojętny ateizm to takie hobby. Jakiekolwiek działania pod szyldem kolejnej ideologii źle mi się kojarzą. Jestem areligijna, bo o bogu dowiedziałam się w wieku, gdy już wyrosłam z bajek. Nie doznałam "antyreligijnej iluminacji", bo ten stan jest dla mnie normą. Stąd proszę wybaczyć nikłe zaangażowanie emocjonalne w kwestię wiary innych. A zaangażowany ateizm? Nie,nie potrafię. Mogę działać na rzecz lub przeciw istniejącym faktom społecznym. Co prawda "przekonanie o ile jest podzielane powszechnie staje się faktem społecznym" (Simmel?- nie pamiętam), ale dla mnie liczą się widoczne przejawy - zachowania. Sama też wolę być postrzegana pozytywnie z powodu zachowania, a nie jakiegoś wyimaginowanego, deklarowanego "systemu wartości". Jeżeli nie jestem - trudno, nie potrafię udawać. PS. My jesteśmy na ty, czy na pan / pani, bo chyba spostrzegłam pewną niekonsekwencję w postach. W międzyczasie sprawdził pan mój wiek, czy co?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja wolę być na ty w internecie, ale nie chcę też nikogo urazić. Tym razem będę pisał na ty, proszę zaprotestować, jeśli jednak lepiej używać formy pan/pani.
Ja też uważam, iż jakość życia jest ważniejsza od jego długości. Uważam, iż aborcja powinna zależeć tylko od woli rodziców, zaś w państwach przeludnionych wprowadzanie kontroli urodzeń jest dobrym rozwiązaniem. Uważam, że dobrze, iż Chińczycy zdecydowali się na to rozwiązanie. Ponoć Hindusi sami z siebie mnożą się słabiej, ale cóż - zobaczymy. Temat kontroli urodzeń często wraca w tym kraju. Na pewno już teraz jest drastycznie przeludniony i wielu ludzi żyje tam poniżej granicy ubóstwa o jakiej w Europie nawet nie mamy pojęcia, a jeszcze do tego mają dzieci (i to niejedno!).
Nie wiem, czy kultura Zachodu jest w fazie schyłkowej. Wydaje mi się raczej, iż mamy obecnie moment przełomowy, po którym albo będzie lepiej, albo rzeczywiście schyłek. Wiele zależy od zjednoczenia się Europy i jej laickości. Być może najwięcej.
Jeśli chodzi o forum "Racjonalista" i ogólnie internet, to nie brakuje kłótni, ale przecież to też są emocje. Moim zdaniem Racjonalista jest bardzo wartościowy i warto tu pisać, nawet jeśli jest się niekiedy niezadowolonym.
Moim zdaniem ktoś, kto ciągle walczy o przetrwanie (a tak było dawniej) nie ma wiele czasu na pozytywne emocje. Proszę sobie poczytać powieści łotrzykowskie z XVI i XVII wieku. One oddają ówczesne emocje.
Jeśli chodzi o żółtą rasę, to naprawdę Chińczycy i Japończycy bardzo się różnią. Również Koreańczycy są inni.
Jeśli ateiści nie będą podejmować wspólnych inicjatyw, wróci XVII wiek.
Liść na wietrze - chodziło mi o społeczeństwo. Znów - bez aktywności, witamy XVII wiek...
Mi bliższy jest zaangażowany ateizm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | W internecie stosuję formę sugerowaną przez interlokutora.
Aborcja i kontrola urodzeń to temat rzeka. Mam kilka przemyśleń, ale nie widzę miejsca, gdzie mogłabym je opublikować - zbyt radykalne.
Laickość to nie jest antidotum na wszystkie problemy.
Niepotrzebnie dałam wtręt dotyczący zawieszenia aktywności na forum. Nie chodziło o kłótnię, ale nie chcę do tego wracać.
Od bardzo wczesnej młodości musiałam walczyć o przetrwanie. Głód i strach to nie są dla mnie pojęcia z obszaru literatury. Wiem również, że dla wielu osób współcześnie również nie.
"Nie istnieje coś takiego jak społeczeństwo" - M. Thatcher. Może ona miała rację. Społeczeństwo to jedynie konstrukt myślowy / pojęcie / abstrakcja, a pojęcia nie działają, jedynie jednostki.
>... zaangażowany ateizm. Błagam - nie! Bo będę zmuszona przeprosić p. Monikę. Mogę się angażować w inicjatywy, w wolontariat, być za, a nawet przeciw, ale nie jako ATEISTKA, jako ja. Zrozum - dla mnie ateizm jest czymś tak naturalnym, jak oddychanie. To stan pierwotny, którego nie analizuję. Po prostu "się jest ateistą", jak "się jest człowiekiem". A na koniec wyczerpującej dyskusji, która już chyba przeciąża portal, polecam "O północy w Paryżu" W.Allena - coś o tęsknocie za minionymi czasy (byłam wczoraj wieczorem)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moje przemyślenia na temat aborcji i kontroli urodzin też okazały się swego czasu na tym forum dość radykalne. Moim zdaniem trzeba się mocniej deklarować jako ateista z tej przyczyny, iż wszystko wokół przesiąknięte jest wierzeniami i teizmem. Ja uwielbiam muzykę klasyczną. Mamy XXI wiek. Tematyka chrześcijańska wciąż jest niejako oczywista dla kompozytorów i tych, którzy zamawiają u nich utwory. Napisałem o tym zresztą art na stronie głównej. Co ciekawe, mój art został zauważony i zostałem poproszony przez portal muzyczny o pisanie polemik. Naprawdę - nie można być biernym. Teizm nie jest nieruchomo. On atakuje.
Jeśli chodzi o Woody Alena, nieszczególnie lubię tego reżysera, ale faktem jest, iż ostatnio zmienił stylistykę na bardziej strawną dla mnie (jego film barceloński był dla mnie ciekawy, nie jakieś arcydzieło, ale ok). Dlatego chętnie się wybiorę na jego paryską tym razem inspirację.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | >Moim zdaniem trzeba się mocniej deklarować jako ateista z tej przyczyny, iż wszystko wokół przesiąknięte jest wierzeniami i teizmem. ... Naprawdę - nie można być biernym. Teizm nie jest nieruchomo. On atakuje. Miałam nie odpowiadać, bo już wychodzę, ale ponieważ z braku czegoś lepszego omal w złości nie zagryzłam własnego kota, to po raz ostatni: Nie ukrywam swojego światopoglądu, bo nie muszę. Wiara natomiast to zespół przekonań. Trudno przkonywać przekonanych. Natomiast zdecydowaną przewagę w polskiej odmianie katolicyzmu ma czysty konformizm, a nie wiara(gdyby to była wiara już dawno skonwertowali by na inne wyznania chrześcijańskie), w moim odczuciu należy piętnować postawy - konkretne zachowania z pozycji czysto ludzkich, po prostu obywatelskich. Na przykład - dlaczego sami nie finansują swoich ośrodków kultu i celebry (w innych kościołach chrześcijańskich członkowie płacą dziesięcinę), tylko drenują moje kieszenie? Nie należy robić z ateizmu kolejnej ideologii. Inaczej - p. Monika ma rację w swoich wypowiedziach, a ja zamiast pożegnać się z tym portalem, muszę wieczorem wejść na jej wypowiedzi i podostawiać plusów. Frycowe za wieczną naiwność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pozostaje jeszcze kwestia dzieci.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Anna Salman (16360 punktów) | >Pozostaje jeszcze kwestia dzieci. Te wychowane w normalnych rodzinach będą normalne. Wychowane w religianctwie i hipokryzji - zakłamane i wredne. A normalni rodzice mogą jedynie wpływać na szkoły i inne instytucje publiczne - utrzymywane z naszych podatków, żeby zachowywały rzeczywiście neutralność światopoglądową. W przypadku ryzyka, że w danym środowisku dziecko będzie silnie stygmatyzowane, jak sugerowałam autorowi wątku - inna szkoła, inne otoczenie (odradzam podkarpackie) albo daleko posunięta hipokryzja i wysłanie dziecka na religię - postawy i tak kształtują się przede wszystkim w domu. Bohaterami to niech sobie zostają żołnierze i strażacy we własnym imieniu i na własny rachunek. Ja kiedyś dałam radę, ale mam chyba odporność psychiczną sowieckiej stali na konserwy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Abyśmy mogli, jako ateiści, wpływać na rządy demokratycznego państwa, nie możemy być tylko wolnymi strzelcami. Musimy działać wspólnie. Jako ateiści. Tylko to by nas w tym wypadku łączyło - prawicowców, lewicowców, liberałów, socjalistów, wykształconych i nie, liberałów. anarchistów, komunistów. O tym tylko mówię - grupa nacisku na szkoły niereligijne, na kontrolowanie isntytucji religijnych, na organizowanie sympozjów, na wspieranie filmów, na budowanie pomników Łyszczyńskiego - grupa nacisku pdt. ateiści. Nie wiem, czemu uważasz, że to złe?? Nieobecni nie mają racji, a wolny strzelec, niemal fundamentalistyczny ("bo tak") indywidualista na platformie publicznej jest nie-o-bec-ny.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Anna Salman (16360 punktów) | > Tylko to by nas w tym wypadku łączyło - prawicowców, lewicowców, liberałów, socjalistów, wykształconych i nie, liberałów. anarchistów, komunistów. Grupa nacisku tak - jako ateiści ... . Obawiam się, że każda grupa organizująca się pod szyldem ideologii (a tu mi jakoś dziwnie pachnie ideologią) prędzej, czy później podryfuje w stronę fanatyzmu. Poza tym nie widzę ateistów wśród prawicowców, a lewicowców ani liberałów nie mamy. Mamy trochę tzw. lewaków, czyli anarchistów, z którymi sympatyzuję, komuniści to by się nawet nie ujawnili, skoro przez całe życie spotkałam dwóch, a wychowywałam się w PRL-u.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tylko jako występująca wspólnie grupa nacisku możemy coś osiągnąć. Nie widzę w tym nic złego. Ateistów rzeczywiście łączy ateizm w monoteistycznym państwie. Tak jak feministki łączy feminizm w patriarchalnym państwie, a gejów i lesbijki homoseksualizm w homofobicznym państwie. NIe widzę tu żadnej drogi do fanatyzmu, jedynie możliwość racjonalnego działania, której na razie nie ma (gdzie te 700 tysięcy?). Oczywiście, że wśród ateistów zdarzają się liberałowie. Prawicowcy również, jeśli nie postrzegać prawicy tylko po kluczu religijnym. Skoro jesteś anarchistką rozumiem twoje nadmierne obawy, ale nie bądź dogmatyczna
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | >wśród ateistów zdarzają się liberałowie Ale wśród liberałów widzę samych religiantów Ateistyczna prawica? - Abstrakcja jak myślący katolik. Feminizm to konkretny światopogląd i jeden z podstawowych elementów demokracji. A ateizm - skoro pozwalasz sobie na złośliwość względem mojego anarchizmu, to OK - w wydaniu dużej grupy uczestników forum, świeżo obrażonych na lokalnych proboszczów, jakaś ideologia, wręcz parareligia. Pozdrawiam Monika K. PS. Kończy się nam miejsce na forum i zapewne cierpliwość moderatorów, więc pozwól mi mieć ostatnie słowo. Jeśli nie, uznam cię za typowy produkt patriarchalnej struktury katolickiej, odmawiającej kobietom prawa do człowieczeństwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >Podała Pani tezę, z którą ja się nie w pełni zgadzam. Wydaje mi się, iż dobrze by było na bazie badań rozstrzygnąć tę wątpliwość. Czy rzeczywiście 40% polskich katolików jest niewierząca? To bardzo śmiała obserwacja moim zdaniem i wymaga uzasadnienia naukowego. To tylko prywatna opinia na bazie potocznej obserwacji, a nie teza naukowa. W mojej opinii wielu niewierzących jest wśród hierarchii krk oraz polityków - zadeklarowanych katolików. Tu widzę największą rozbieżność pomiędzy deklarowanymi przekonaniami, a prezentacją postaw. Dla nich to czysty interes. Ale to mała grupa. Dużo większą stanowią typowi konformiści, należący do krk, ponieważ: 1) tak ich "nauczono", 2) wygodniej jest identyfikować się z największą i najbardziej wpływową grupą społeczną, 3) dla świętego spokoju (z uzasadnieniem "to jest tradycja"). Wystarczy jednak wsłuchać się w wypowiedzi na jakiekolwiek drażliwe tematy - nawet nie są zainteresowani życiem religijnym. >Moim zdaniem, jeśli ktoś, nie chodząc za bardzo do kościoła, lecz uczestnicząc w ważnych wydarzeniach z nim związanych (na przykład chrzty dzieci) i oficjalnie deklarując się jako katolik wierzy do tego w zaświaty (wierzy, nie znaczy "ma 100% pewności") jest katolikiem. I tu się różnimy. Ktoś, kto od dziecka uczestniczy w rytuałach i ma zakodowane (zinternalizowane) przekonanie o wyższości stanu duchownego, w konsekwencji akceptuje swoją pozycję "poddanego" w tej strukturze jest katolikiem. Jeżeli odejdzie z kościoła, najpewniej jako osoba dorosła, z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że wejdzie w inną strukturę - chociażby zawodową z tą samą postawą poddaństwa. Przy tym ma zakodowaną akceptację dla takiej formy struktury społecznej w ogóle, a szczyt aspiracji to umieszczenie samego siebie jak najwyżej w tej hierarchii. Nie jest przypadkiem, że demokracja nowożytna powstała i najlepiej funkcjonuje w krajach z przewagą protestantyzmu, który jest strukturą raczej egalitarną. >To, że jakiś katolik marudzi na kler, gdy jest czas na marudzenie przy wódce i śledziku nie oznacza od razu niewiary. Również łamanie niektórych zaleceń, takich jak stosowanie prezerwatyw - nie nie jest niewiara. Nigdy nie wiązałam antyklerykalizmu z niewiarą. Dla przykładu - wg badań instytutu katolickiego najwyższy antyklerykalizm w Polsce jest na wsiach. Jednocześnie ta grupa postrzegana jest jako najbardziej religijna. I być może tak jest. Natomiast obchodzenie zakazów nie skutkuje żadnymi sankcjami i stanowi część milczącej umowy między kapłanami, którzy też łamią zasady, a wiernymi, którzy przymykają oczy.
> Na bazie lektur, z jakimi się zetknąłem, mogę stwierdzić, iż napewno istnieją wybitni socjologowie. Istnieją, ale nie istnieje w naukach społecznych obszar neutralnego i obiektywnego podejścia do religii. Może być zaangażowane (mniej lub bardziej świadomie) po jednej lub drugiej stronie. Poza tym mamy "polityczną poprawność" i zakaz urażania uczuć religijnych. >Potrzeba PR, marketingu, Marsa w kulturze, serialach. Być może trochę celebry by się przydało, żeby wzbudzić zainteresowanie. Zamiast tego mamy lektury popularnonaukowe, niestety często o miernej i przekłamanej terści. >Postęp zatrzymuje się w nieprzeludnionych krajach Zachodu. Zwłaszcza USA są mało przeludnione... Bo osiągnął pewien poziom wystarczający, a równolegle rozwijała się świadomość społeczna, co zahamowało przyrost naturalny. Ale etap skokowy w tej dziedzinie Europa przerobiła w XIX w. - populacja wzrosła trzykrotnie. Tyle, że państwa kolonialne wysyłały nadwyżki poza Europę. No i była Ameryka Północna. Dziś kraje rozwijające się, nie mają takich możliwości - granice Zachodu mają "jednostronną przepuszczalność".
>To co jest głównym środkiem poprawy jakości życia? Na przestrzeni ostatnich 200 - 300 lat choćby? Na pewno dużej grupie osób postęp technologiczny ułatwia życie w wielu dziedzinach. Ale samo określenie dobrostanu jest bardzo trudne, jeśli nie wręcz niemożliwe. Społeczeństwo to nie monolit. Ja się nie podejmuję zdefiniować dla nikogo innego poza mną. Przy czym niekiedy ta wygoda jest wątpliwa. Głupi może przykład - produkujemy szybkie, luksusowe samochody, nieporównywalne ze środkami komunikacji z XIX w. I co? Często przejazd przez Londyn odbywa się z taką samą prędkością, jak kiedyś dorożką - z powodu korków.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wydaje mi się, że dla potrzeb naszej rozmowy w wątku "przegrana jedna z bitew o wolność wyboru", którą uważam za ciekawą, nieodbiegającą od tematu parafrazę, wartoby ustalić, kogo pani uważa za osobę wierzącą. Ja uważam za taką osobę kogoś kto sam się uważa się za członka danego wyznania, uczestniczy w najważniejszych jego ceremoniach (kilka razy w życiu starczy), wspiera je politycznie (jako polityk, lub wyborca) i wierzy w podstawowe dogmaty (w przypadku chrześcijaństwa - niesmiertelność, wyjątkowe miejsce człowieka w świecie, świat duchowy i materialny, na dalszym miejscu, jakiś absolut i jego mesjasz). Błędem jest moim zdaniem zakładanie, iż cynizm oznacza niewiarę. Iż wykorzystywanie z zimną krwią religijnych haseł i przywilejów oznacza stanie ponad daną religią. Z moich doświadczeń wynika, że to nie jest prawda. Bycie sprzedawcą odpustów nie oznacza niewiary w Jezusa. Uczetniczenie w życiu religijnym - to dotyczy pełnych pasji zakonników, religiom starcza obecność w przełomowych chwilach i poparcie polityczne. I zawsze tak było, to nie zjawiło się dzisiaj. Ludwik XIV miał harem u siebie, co nie przeszkodziło mu umocnić katolicyzmu we Francji pod koniec życia, co okazało się zgubne dla jego kraju.
Jeśli chodzi o jakość życia, to pisanie o tym, iż poprzez samochody trudniej przejechać Londyn niż w czasach dorożek jest dość naiwne. W XIX wieku większość ludzi musiała chodzić na piechotę, zaś w wielu dzielnicach nie było chodników. Typowym błędem jaki popełniamy, umieszczając się w dawnych czasach, to wchodzenie w skórę warstwy uprzywilejowanej. Tymczasem ja nie mówię o 15% Londyńczyków których stać było na dorożkę. W obecnych czasach znakomitą większość mieszkańców Londynu stać przynajmniej na bilet do metra, zaś posiadaczy samochodów jest w Londynie więcej niż 15%. NIe muszę tu dodawać, iż posiadaczy własnych wozów było w Londynie może 2% w XIX wieku. Tu można też pomyśleć o wodzie, jaką pili biedniejsi Londyńczycy i częstych zgonach tym spowodowanych, co dziś raczej się nie zdarza etc.
Nie wątpię, iż religijność może szkodzić badaniom socjologicznym.
Jeśli chodzi o pytania, które roboczo skleciłem, nie urażają one żadnych uczuć religijnych. Są to neutralne pytania. Czy to, że kogoś spytam, "czy uważa, iż świadomość jest w pełni związana z mózgiem i ginie wraz z jego śmiercią?" jest obraźliwe? Można odpowiedzieć tak, albo nie. Albo "czy wierzysz w świat duchowy i materialny?" - ktoś odpowie tak, a ktoś nie. To są w pełni neutralne pytania! Odpowiedziami mogą być zainteresowani zarówno chrześcijanie jak i ateiści. Proszę mi wyjaśnić, co w tych pytaniach było niepoprawne politycznie i nadmiernie ateistyczne?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >Wydaje mi się, że dla potrzeb naszej rozmowy w wątku "przegrana jedna z bitew o wolność wyboru", którą uważam za ciekawą, nieodbiegającą od tematu parafrazę, wartoby ustalić, kogo pani uważa za osobę wierzącą. Przede wszystkim osobę, która wierzy w dogmaty swojej religii, a jej zasady wprowadza w życie. Samo uczestnictwo w ceremoniach, czy wspieranie religii może być elementem PR, skierowanym do członków danej wspólnoty. Umacnianie pewnej religii na danym terytorium nie ma wiele wspólnego z wiarą - to polityka i ochrona własnych interesów.
>Jeśli chodzi o jakość życia, to pisanie o tym, iż poprzez samochody trudniej przejechać Londyn niż w czasach dorożek jest dość naiwne. Każda próba porównywania jakości życia jest niewiarygodna, bo jest to kwestia przede wszystkim priorytetów. Jak już wcześniej pisałam nie podjęłabym się oceniać tego wobec nikogo poza sobą samą. Tym bardziej na przestrzeni wieków. Coś co było normą dla większości w wiekach poprzednich i nie było traktowane jako uciążliwość, dziś może wydawać się tragedią. Ale tragedią prawdziwą byłby dopiero kataklizm, pozbawiający nas wygód, do których przywykliśmy - bo mielibyśmy porównanie.
>Jeśli chodzi o pytania, które roboczo skleciłem, nie urażają one żadnych uczuć religijnych. Są to neutralne pytania. Czy to, że kogoś spytam, "czy uważa, iż świadomość jest w pełni związana z mózgiem i ginie wraz z jego śmiercią?" jest obraźliwe? Można odpowiedzieć tak, albo nie. Albo "czy wierzysz w świat duchowy i materialny?" - ktoś odpowie tak, a ktoś nie. To są w pełni neutralne pytania! Odpowiedziami mogą być zainteresowani zarówno chrześcijanie jak i ateiści. Proszę mi wyjaśnić, co w tych pytaniach było niepoprawne politycznie i nadmiernie ateistyczne? Nie pisałam, że pańskie pytania są niepoprawne politycznie, tym bardziej ateistyczne. Wręcz przeciwnie, chyba sugerowałam, że osoba nie będąca socjologiem sformułowała by takie pytania lepiej, niż zawodowy badacz. Bo socjolog mógłby coś przekombinować, raz z racji swojego "przeuczenia", dwa z powodu źle pojmowanej poprawności politycznej.
|
|
| pawel.nn (14 punktów) | Przecież nic wielkiego jeszcze się nie stało. Sam chrzest nie jest przecież czyms złym w samym sobie. Dla Waszych rodziców byl to ważny akt wiary (lub tylko obrzęd) ale dla Ciebie tylko pokropieniem dziecka wodą. Nic na niego nie spłynęło, nic go nie opętało. Rozumiem że jesteście młodymi ludźmi jakoś uzaleznionymi od rodziców którzy mają ochotę wtrącac sie w wychowanie Waszego dziecka. No i to jest problem. Nie wiem oczywiście na ile jest to uzależnienie materialne, na ile emocjonalne ale "odcinanie pępowiny" w sytuacji zaborczych rodziców nie jest łatwe. Ale spokojnie, masz na to kilka lat. To czy jestes na jakis listach kościelnych nie ma wielkiego znaczenia, niech Cię wpisuja gdzie chcą. Twój syn i tak będzie poddawany wpływom religi (szkoła, media) - w takim żyjemy państwie. Ważne żebys go do niczego nie zmuszał. Przeciez jesli kiedys jako dorosly czlowiek dokona wyboru i stanie sie człowiek wierzącym to co? Będzie to jakas katastrofa? Wychowaj go jako otwartego czlowieka a on pójdzie swoja drogą, tak jak TY.
|
|
 | 9 na 9 | liliac (147340 punktów) | >Dla Waszych rodziców byl to ważny akt wiary (lub tylko obrzęd) ale dla Ciebie tylko pokropieniem dziecka wodą. Nic na niego nie spłynęło, nic go nie opętało.
Naprawdę? A nie aby przypadkiem zapisanie do międzynarodowej, budzącej w niektórych obrzydzenie organizacji, z której w tym pięknym kraju praktycznie nie sposób się potem wypisać? Poza tym niektórzy uważają za skandaliczne przeprowadzanie jakichkolwiek magicznych rytuałów nad dzieckiem bez zgody rodziców.
>Rozumiem że jesteście młodymi ludźmi jakoś uzaleznionymi od rodziców którzy mają ochotę wtrącac sie w wychowanie Waszego dziecka. No i to jest problem. Nie wiem oczywiście na ile jest to uzależnienie materialne, na ile emocjonalne ale "odcinanie pępowiny" w sytuacji zaborczych rodziców nie jest łatwe.
Gdybyś przeczytał wypowiedzi autora wątku, wiedziałbyś. Warto przeczytać całość zanim się wtrąci...
>To czy jestes na jakis listach kościelnych nie ma wielkiego znaczenia, niech Cię wpisuja gdzie chcą.
Dla niektórych oficjalna przynależność organizacyjna i bycie uwzględnianym w rozmaitych statystykach jednak ma znaczenie. Bądź łaskaw nie decydować za nich czy ich odczucia w tej kwestii są słuszne.
|
|
2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | Prawdziwą wolność daje dopiero niezależność finansowa...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|