Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wigilijna ość w gardle.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
27-12-2008 23:45Antyreligion (101 punktów)Wigilijna ość w gardle.
Ocena 9 na 9
Od setek lat "Bóg się rodzi" w katolickich kościołach, w domach i wciąż nie może się narodzić. Co rok ta sama śpiewka okraszana bełkotem hierarchów i polityków płynie ze świątyń i mediów oznajmiając dobrą nowinę. Komu? Tym, co przy Pańskim stole mogą spoglądać na nadmiar wszystkiego przez okrągły rok, aż do znudzenia. Dla całej reszty ta nowina nie jest już taka dobra, a dla bezdomnych i potrzebujących - całkiem niedobra. Z roku na rok coraz gorsza. I żeby im to uświadomić władze wielu polskich miast organizują w wieczór wigilijny wspólną wieczerzę. Raz do roku grupka hipokrytów zwołuje z miejskich nor skrzywdzonych przez niesprawiedliwy świat, pogardzanych, odrzuconych, wegetujących bez nadziei na godną śmierć odrzutków społecznych. Zawsze w obecności lokalnego biskupa, a w mniejszych miastach - co najmniej - proboszcza przypomina im się, że miłość bliźniego to danie wyjątkowe i serwowane tylko raz do roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, że zapach pierogów z grzybami zagości w ich nozdrzach tylko na moment, bo za parę godzin czuć będą znowu smród własnych gaci. Wspaniałomyślni włodarze dają im na chwilę możliwość zboczenia z wydeptanych ścieżek od śmietnika do śmietnika i pozwalając poczuć się jak w rodzinie pozują wraz z nimi do wspólnej fotografii. Jak się wychodzi na rodzinnym zdjęciu zwłaszcza bezdomnym i potrzebującym tłumaczyć nie trzeba. Mają to za sobą i chcieliby już o tym zapomnieć. Ale im się przypomina. Niech strute serca podejdą do gardeł, niech ich dławią, niech oczy zaleją się łzami bezradności, nich dźwięk kolędy zagłuszy rozdzierający wnętrza ból, niech krzyczą bezgłośnie i opadną z sił chwaląc Pana ... gospodarza.

Jutro znów ruszą w poranny obchód. Będą wypełniać swoje wózki i worki puszkami, butelkami, chlebem w reklamówkach uczepionych na hakach śmietników, gdzieniegdzie nie do końca znoszoną kapotą okryją kark, trochę drewna na ognisko, kartony po świeżych zakupach jeszcze śpiących szczęściarzy, krzesło, stolik ... . Z głębi serca podziękują tym z ciut lepszego świata, którzy zaprzyjaźnić się nie chcą, ale przynajmniej zauważają i dzielą się resztkami z własnych stołów, pozostawiając je na śmietnikowych ołtarzach. Są takie miejsca do których nigdy nie zajrzą. Śmietniki biskupich pałaców są dla nich na zawsze zamknięte.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>Raz do roku grupka hipokrytów zwołuje z miejskich nor skrzywdzonych przez niesprawiedliwy świat, pogardzanych, odrzuconych, wegetujących bez nadziei na godną śmierć odrzutków społecznych.

   Ja religijna nie jestem, Kościoła nie lubię, za katolikami nie przepadam. Nie przypuszczałam, że na tym forum będę katolików w jakimś sensie bronić, a muszę to robić, bo nudzić, jeszcze nie irytować, ale nudzić mnie zaczyna ta cała krytyka katolików, ludzi dobrej woli, którzy organizowali w Polsce wigilię dla biednych ludzi. Nie zawsze stał za tym Kościół, bo również organizacje świeckie podjęły trud dania tym ludziom nie tylko jeść, ale też namiastki świąt. Co w tym złego? Dlaczego tak krytykujecie te akty człowieczeństwa? Dlaczego to dla was hipokryzja? Skoro jest to takie obłudne, to chciałabym wiedzieć, co racjonaliści robią na co dzień dla ubogich, bezdomnych, opuszczonych, bo wiadomo, że wierzący i religijni robią tylko raz w roku, w wigilię. Katolicy przypominają sobie o nich w święta. A jak często pamiętają o nich racjonaliści?

   I odpowiedzcie sobie w końcu na pytanie: kiedy pojawili się na ulicach Polski bezdomni i kto za to odpowiada, jeśli ktoś odpowiada? Nastąpiła zmiana ustroju. Nie wszyscy sobie w nowych warunkach poradzili. W komunizmie była praca dla wszystkich, w pewnym momencie nie dla wszystkich jej starczyło. Pytanie dla kogo? Często, bo nie zawsze, ale często dla zwykłych nierobów, którzy przyzwyczajeni byli do wypłaty bez względu na wkład w pracę. Wszystkim Polakom zaczęło się żyć ciężko. Znaleźli się tacy, którzy się na wszystko obrazili: na brak pracy, na konieczność jej szukania, często długotrwałego, na obowiązek robienia opłat. Teraz są na ulicy. Mogę czuć smutek patrząc na ich niedolę. Mogę ich wspomóc drobnymi kwotami. Wiem, że nie postawi ich to na nogi, że z tymi dwoma złotymi nie odbiją się od dna. Wiem również, że większość z nich trafiła na ulicę z powodu własnych błędów. Ja się osobiście nie mogę długo zastanawiać nad ich losem. Muszę walczyć o siebie.
   Ja liczę na to, że pomogą tym ludziom inni ludzie, organizacje, politycy, kler. Przyznaję się do tego. Ale jednocześnie, jeśli ktoś, jakaś organizacja, katolicka czy nie, organizuje tym ludziom kolację i wyciąga ich z nor na ten jeden wieczór, to ja doceniam ten akt, nie kpię z niego.

   Jeśli wy robicie dla tych ludzi więcej niż organizowanie kolacji raz w roku, to sobie kpijcie, ale tylko wtedy, jeśli robicie więcej.
   
rudyment (3233 punktów)
I po co sobie palce obijasz? Można to wyrazić krócej; "łapaj złodzieja!" No nie?

Głupi mówi, co wie, mądry wie, co mówi
28-12-2008 13:42 
 Ocena 4 na 4
Władek Lichacz (2050 punktów)
>...ale nudzić mnie zaczyna ta cała krytyka katolików, ludzi dobrej woli, którzy organizowali w Polsce wigilię dla biednych ludzi.

Kilka lata temu zauważyłem, że gdy np. zbierały dziewczynki - bo tak można je określić - a miały plakietki z napisem Caritas, to ich koszyki były prawie puste. Gdy podchodziłem do wózka, to do mnie też podeszły. Napis był na tyle duży, że trudno go było nie zauważyć. Gdy tak się na niego patrzyłem, jedna z nich się nawet rozpłakała i powiedziała coś takiego: Dlaczego jak ludzie zobaczą, że Caritas to uciekają?
To były praktycznie dzieci jeszcze. One nie wiedziały, a Ty?

>Nie zawsze stał za tym Kościół, bo również organizacje świeckie podjęły trud dania tym ludziom nie tylko jeść, ale też namiastki świąt. Co w tym złego? Dlaczego tak krytykujecie te akty człowieczeństwa?

Czy aby na pewno jest to akt człowieczeństwa? A może poczucie winy, że ja będę żarł przy stole, a przecież Jezus nauczał .... itp., itd.

>Dlaczego to dla was hipokryzja? Skoro jest to takie obłudne, to chciałabym wiedzieć, co racjonaliści robią na co dzień dla ubogich, bezdomnych, opuszczonych, bo wiadomo, że wierzący i religijni robią tylko raz w roku, w wigilię.

I dlatego to jest aż tak obłudne - tylko raz w roku, żeby sobie poprawić samopoczucie.

>kiedy pojawili się na ulicach Polski bezdomni i kto za to odpowiada, jeśli ktoś odpowiada? Nastąpiła zmiana ustroju. Nie wszyscy sobie w nowych warunkach poradzili. W komunizmie była praca dla wszystkich, w pewnym momencie nie dla wszystkich jej starczyło. Pytanie dla kogo? Często, bo nie zawsze, ale często dla zwykłych nierobów, którzy przyzwyczajeni byli do wypłaty bez względu na wkład w pracę.

Zgadzam się z Tobą, ale ja uważam, że nawet na pomoc bezinteresowną pomoc też trzeba sobie "zasłużyć". Jeśli mam do wyboru pomóc człowiekowi, który całe życie pracował, a np. spalił mu się dom czy takiemu, które całe swoje życie pasożytował na innych to nawet nie będą się zastanawiał.
Czy Ty uważasz, że tylko dlatego, że są święta, to już z tego powodu należy także i im pomagać?

>Mogę ich wspomóc drobnymi kwotami.

Już w szkole średniej z dziewczyną dorabialiśmy wystarczająco dużo jak na swoje potrzeby, gdy dowiedzieliśmy się, że w Afryce wystarczy zaledwie kilka dolców, aby zapewnić naukę dla dziecka przez cały rok chcieliśmy to zrobić. Gdy okazało się jednak, że te pieniądze przejdą przez ręce misji katolickiej jednak zrezygnowaliśmy. Bo to by było jednak wspieranie tej ideologii, a na dłuższą metą skutki mogą być jeszcze bardziej opłakane.

>Ja liczę na to, że pomogą tym ludziom inni ludzie, organizacje, politycy, kler.

A czy w naszym kraju nie ma organizacji, która są od tego i robią to za pieniądze podatników i przez cały rok?

>Ale jednocześnie, jeśli ktoś, jakaś organizacja, katolicka czy nie, organizuje tym ludziom kolację i wyciąga ich z nor na ten jeden wieczór, to ja doceniam ten akt, nie kpię z niego.

Gdyby mnie to spotkało i wylądował na ulicy i gdyby ktoś przylazł do mnie, żeby wyciągnąć z nory, jak to określiłaś tylko dlatego, że on świętuje to bym mu po prostu splunął w gębę i poszedł spać głodny.

>Jeśli wy robicie dla tych ludzi więcej niż organizowanie kolacji raz w roku, to sobie kpijcie, ale tylko wtedy, jeśli robicie więcej.

Robią to cały rok - nawet napisać taki tekst to trzeba chcieć coś zrobić.
Niejednokrotnie spotykałem brednie pisane przez wierzących, ale czasami mi się po prostu nie chciało nawet odpowiadać. Dobrze, że chociaż są jeszcze tacy co im się chce.
28-12-2008 17:23 
 Ocena 4 na 4
Antyreligion (101 punktów)
>>Raz do roku grupka hipokrytów zwołuje z miejskich nor skrzywdzonych przez niesprawiedliwy świat, pogardzanych, odrzuconych, wegetujących bez nadziei na godną śmierć odrzutków społecznych.
>   Ja religijna nie jestem, Kościoła nie lubię, za katolikami nie przepadam. Nie przypuszczałam, że na tym forum będę katolików w jakimś sensie bronić, a muszę to robić, bo nudzić, jeszcze nie irytować, ale nudzić mnie zaczyna ta cała krytyka katolików, ludzi dobrej woli, którzy organizowali w Polsce wigilię dla biednych ludzi. Nie zawsze stał za tym Kościół, bo również organizacje świeckie podjęły trud dania tym ludziom nie tylko jeść, ale też namiastki świąt. Co w tym złego? Dlaczego tak krytykujecie te akty człowieczeństwa? Dlaczego to dla was hipokryzja? Skoro jest to takie obłudne, to chciałabym wiedzieć, co racjonaliści robią na co dzień dla ubogich, bezdomnych, opuszczonych, bo wiadomo, że wierzący i religijni robią tylko raz w roku, w wigilię. Katolicy przypominają sobie o nich w święta. A jak często pamiętają o nich racjonaliści?
>   I odpowiedzcie sobie w końcu na pytanie: kiedy pojawili się na ulicach Polski bezdomni i kto za to odpowiada, jeśli ktoś odpowiada? Nastąpiła zmiana ustroju. Nie wszyscy sobie w nowych warunkach poradzili. W komunizmie była praca dla wszystkich, w pewnym momencie nie dla wszystkich jej starczyło. Pytanie dla kogo? Często, bo nie zawsze, ale często dla zwykłych nierobów, którzy przyzwyczajeni byli do wypłaty bez względu na wkład w pracę. Wszystkim Polakom zaczęło się żyć ciężko. Znaleźli się tacy, którzy się na wszystko obrazili: na brak pracy, na konieczność jej szukania, często długotrwałego, na obowiązek robienia opłat. Teraz są na ulicy. Mogę czuć smutek patrząc na ich niedolę. Mogę ich wspomóc drobnymi kwotami. Wiem, że nie postawi ich to na nogi, że z tymi dwoma złotymi nie odbiją się od dna. Wiem również, że większość z nich trafiła na ulicę z powodu własnych błędów. Ja się osobiście nie mogę długo zastanawiać nad ich losem. Muszę walczyć o siebie.
>   Ja liczę na to, że pomogą tym ludziom inni ludzie, organizacje, politycy, kler. Przyznaję się do tego. Ale jednocześnie, jeśli ktoś, jakaś organizacja, katolicka czy nie, organizuje tym ludziom kolację i wyciąga ich z nor na ten jeden wieczór, to ja doceniam ten akt, nie kpię z niego.
>   Jeśli wy robicie dla tych ludzi więcej niż organizowanie kolacji raz w roku, to sobie kpijcie, ale tylko wtedy, jeśli robicie więcej.
>   
Sama pomoc niesiona bezdomnym i potrzebującym nie budzi mojego sprzeciwu, zwłaszcza jeśli jest to wyłącznie pomoc, od początku do końca. Często anonimowa. Gorzej jeśli główne postaci polityki robią to dla własnej reklamy. Tak jak Tusk przemawiający do bezdomnych w Gdańsku. Premiera i jego świtę pokazano w całej okazałości wypełniając 80% przekazu jego osobie. Resztę jak ochłap oddano bezdomnym traktując ich jako pretekst do pokazania "czułych serc" polityków.
28-12-2008 17:40 
 Ocena 4 na 4
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
   
   Problem biedy w Polsce jest bardzo złożony i żeby o nim dyskutowac trzeba by załozyc osobny wątek. To jest problem społeczny, w tym wątku zawężony do świąt. Polityków odłożę na bok. Skupię się na Kościele. Organizuje biednym i bezdomnym święta. Źle, bo raz w roku nakarmi. Hipokryzja. Gdyby organizował posiłki co tydzień w niedzielę, podniosłyby się wśród racjonalistów głosy krytyki, że pozwala chodzic tym ludziom głodnym przez pozostałe sześc dni. A gdyby karmił codziennie, podniosła by się fala oburzenia, że uczy biedaków dziadostwa. Nie sieją i nie zbierają, a jedzą codziennie.

   Ja się pytam: co racjonaliści zrobili dla biednych podczas całego roku, że uprawnia ich to do krytyki akcji wigilijnej zorganizowanej przez katolików? PSR nie jest, jeśli się dobrze orientuję, organizacją charytatywną. Nie mniej, jeśli zabiera się za krytykowanie Kościoła za przypominanie sobie o biednych i bezdomnych raz w roku, a sam nie pamięta o nich cały rok, to jest to bezczelnością.

   Walkę racjonalistów z Kościołem, która polega na wyśmiewaniu pozytywnego bądź co bądź przedsięwzięcia, gdy nic się nie robi samemu, określę na etapie "wybijania szyb na plebanii".
   
28-12-2008 18:21 
 Ocena 2 na 2
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Walkę racjonalistów z Kościołem, która polega na wyśmiewaniu pozytywnego bądź co bądź przedsięwzięcia, gdy nic się nie robi samemu, określę na etapie "wybijania szyb na plebanii".

Nie jestem członkiem tej organizacji, jednak zabiorę głos. Też należę do takich co "wyśmiewają" takie akcje. Ale ja nie uważam tego za szyderstwo ze swej strony. Wielu ludzi dało i nadal daje się nabrać na to, jaki to niby wspaniały jest ten kościół - chociaż raz do roku nakarmi. Zainteresowałem się raz, tylko raz i mi się już odechciało, jak to faktycznie wygląda ta pomoc krk - ilu głodnych nakarmili, jaką pomoc finansową dali i komu, itd., itp.
Wygląda to po prostu żenująco.
Dzięki takim akcjom jest to dla nich pretekst do wyciągania kasy na swoją działalność "charytatywną".
Choćby Caritas, gdy jest tragedia taka jak w Halembie, tornado na południu Polski, to dary idą w milionach, poszkodowani otrzymują tysiące.
Jeśli Ty założysz organizację charytatywną i Twoje koszty własne będą wynosiły 70% to szybko zasiądziesz - na ławie oskarżonych.

Chociaż sam nie obchodzę tych i ani innych świąt religijnych to kiedyś dawałem. Niech choć dzieci się nacieszą - sądziłem, że to wszystko trafi do ubogich. Od kilku lat już nawet tego nie robię. Bo na własnym przykładzie się przekonałem gdzie co nieco trafia. Kilka lat temu, gdy była zbiórka ile mogłem tyle kupiłem. Tak się składa, że dowiedziałem się komu je dawali i kto je brał. Trafiły do kościoła na wieś. Brali także i "moje", bo to była ta zbiórka. Przyjeżdżali samochodami - czyżby w naszym kraju było już aż tak dobrze? Np. człowiek który dostał 10 litrów mleka - miał 7 krów w oborze. Wymieniam ten przypadek bo wiem o nim dokładnie. Była też osoba handlująca alkoholem przeszmuglowanym i podrabianym. Rozpija ludzi, w zasadzie tylko wierni u niej kupują i już zasłużyła na pomoc? Ksiądz, który rozdzielał te dary, tych wszystkich ludzi dobrze zna. Czy coś takiego jest możliwe w opiece społecznej? Wiem, że tam też są nadużycia, ale przynajmniej ktoś to trochę kontroluje i stara się, żeby do tego nie dochodziło, żeby pomoc trafiała tam, gdzie powinna, a nie jak w przypadku krk - tylko dlatego, że co niedziela jest w kruchcie.
28-12-2008 19:21 
 Ocena 2 na 2
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
   
   Aktom dobroczynnym przypisuje się w tym wątku pejoratywne cechy, co ma usprawiedliwić obojętność.

   Należy oddzielić następujące zjawiska: pomoc biednym, a robienie sobie przez polityków propagandy oraz relacja Kościół-pieniądze. Ta ostatnia jest jasna, choć z kategorii "ciemne interesy". Nie zmienia to faktu, że dobrym jest nakarmienie głodnego przez złodzieja, tak samo jak uratowanie tonącego przez bandytę.
   Gdy "czarna stonka" (jak ktoś na tym forum trafnie to ujął) karmiła głodnych, krytykujący ją nie zrobili nic.
   
28-12-2008 20:18 
 Ocena 3 na 3
Brzozowski (115 punktów)
>Gdy "czarna stonka" (jak ktoś na tym forum trafnie to ujął) karmiła głodnych, krytykujący ją nie zrobili nic.<
Moze czlowieka zeslabic jak czyta sie takie "zaslepienie". Ta "czarna stonka" najpierw zebrala od wiernych (albo i naiwnych) pieniadze dla potrzebujacych, potem potracila sobie na potrzeby "operacyjne" (sumy niebagatelne) a na koncu powiedziala, MY darujemy biednym.
Jak to sie czesto mowi -Ludzie trzymajcie mnie-.
Pozdr.
28-12-2008 20:32 
 Ocena 2 na 2
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>Moze czlowieka zeslabic jak czyta sie takie "zaslepienie".

   A cóż cię tak łaskawco "zesłabia"? Kościół się nachapał państwowego i od wyznawców, nachapuje się dalej, śmieje się do rozpuku w swoim rozpasaniu, ale stół zastawił.
A racjonaliści biednych nakarmili? Zróbcie akcję zbiórki kaski na przysłowiowy bochenek chleba, zakupcie pieczywo i rozdajcie potrzebującym, a wtedy będę rację przyznawac krytyce. A póki co, to złodziej głodnego nakarmił.
   
28-12-2008 20:36 
 Ocena 2 na 2
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Należy oddzielić następujące zjawiska: pomoc biednym, a robienie sobie przez polityków propagandy oraz relacja Kościół-pieniądze.

W tym przypadku pomoc ma na celu, żeby mieć jeszcze więcej pieniędzy, a w przypadku polityków, żeby o nich nie zapomnieli i przy następnych wyborach na nich zagłosowali.
Dla krk to pretekst do tego, żeby uzyskać jeszcze więcej mamony, np. na domy dziecka, które prowadzą i jak sądzisz czego tam uczą tych dzieciaków, które i tak już mają zwichrowane życie?
Kto tam pracuje? Często zakonnice, które miały problemy z ukończeniem podstawówki, natomiast młodzi ludzie po studiach w odpowiednim kierunku musieli wyjechać za granicę. Zwykle pracują jako sprzątaczki w hotelach, zmywają gary w restauracjach, itp. prace. I do tego zarabiają mniej od przysłowiowego Murzyna z Afryki, bo ten miał do czynienia z angielskim od dzieciństwa, a u nas w tym czasie nauka religii była najważniejsza.

>Nie zmienia to faktu, że dobrym jest nakarmienie głodnego przez złodzieja...

Nawet wtedy, gdy ten złodziej za te nakarmienie wystawi bardzo słony rachunek, a wtedy jeszcze więcej będzie głodnych i tak bez końca.

>Gdy "czarna stonka" (jak ktoś na tym forum trafnie to ujął) karmiła głodnych, krytykujący ją nie zrobili nic.

Przecież nikt Ci nie broni tego robić, karm kiedy tylko zechcesz. Czy sama to zrobiłaś?
Czego oczekujesz, że jeśli są katolickie święta to tylko wtedy ja i mi podobni mamy karmić głodnych jak to określiłaś.
Natomiast ja swojej pomocy nie uzależniam od żadnych świąt - nieważne czy religijne czy państwowe czy jakiekolwiek inne. Jeśli będą w stanie to pomogę i bez tej całej otoczki. Nawet nie będę się pytał czy wierzący czy ateista. Byleby to był tylko "człowiek", a nie każdy ssak dwunożny na te określenie zasługuje.

Jak sądzisz, dlaczego przy takiej okazji nie pomagają zwierzętom?
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)

>   Ja liczę na to, że pomogą tym ludziom inni ludzie, organizacje, politycy, kler. Przyznaję się do tego. Ale jednocześnie, jeśli ktoś, jakaś organizacja, katolicka czy nie, organizuje tym ludziom kolację i wyciąga ich z nor na ten jeden wieczór, to ja doceniam ten akt, nie kpię z niego.
>   Jeśli wy robicie dla tych ludzi więcej niż organizowanie kolacji raz w roku, to sobie kpijcie, ale tylko wtedy, jeśli robicie więcej.
>   
za pierwszy akapit. Też tak sądzę.
za drugi akapit. Nie można uogólniać. Autor wątku nie jest uprawniony do wypowiadania się w imieniu racjonalistów. Przynajmniej nie w moim.
Pabloss (4221 punktów)
To sie nazywa rok liturgiczny, a więc powielanie w kółko tego samego. Zmieniają się tylko daty, ludzie, no i potrawy wigilijne, bowiem już co poniektórzy pizzę serwują. Jesteśmy niczym w matrixie, gdzie co chwilę można zaobserwować zjawisko deja vu - nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że święta zamiast łączyć ludzi dzielą ich, a jeśli nawet łączą na te 2-3 dni to jest to ogromny przejaw obłudy i cynizmu. No ale cóż..... jesteśmy tylko ludźmi....i w końcu będzie szansa poprawić się podczas kolejnych świąt.....i tak w kółko.
Kelly (2051 punktów)
>Raz do roku grupka hipokrytów zwołuje z miejskich nor skrzywdzonych przez niesprawiedliwy świat, pogardzanych, odrzuconych, wegetujących bez nadziei na godną śmierć odrzutków społecznych.
Niestety, pomimo supportu duchownych ta grupka hipokrytów nie jest wchechmogąca niczym Jahwe i nie może sprawić, żeby odrzutkom społecznym chciało się chcieć. Jeśli ktoś spróbuje zmusić ich do pracy, z miejsca zostanie wyzwany od komuchów. Tacy ludzie często nie mają żadnych ambicji, nawet nie próbują wziąć się w garść, twierdząc "człowiek pijany to człowiek szczęśliwy".
Grupce hipokrytów udaje się wywabić odrzutki społeczne ich z miejskich nor aż raz w roku. Oni łaskawie częstują się wigilijnym posiłkiem i pozują do zdjęć. W sumie nie jest nawet tak źle, chętnie żyliby tak przez cały rok. Tylko że trzeba dać coś w zamian, bo grupka hipokrytów od początku ostrzega, że palec da, ale całej ręki już nie.
28-12-2008 17:35 
 Ocena 1 na 1
Antyreligion (101 punktów)
>>Raz do roku grupka hipokrytów zwołuje z miejskich nor skrzywdzonych przez niesprawiedliwy świat, pogardzanych, odrzuconych, wegetujących bez nadziei na godną śmierć odrzutków społecznych.
>Niestety, pomimo supportu duchownych ta grupka hipokrytów nie jest wchechmogąca niczym Jahwe i nie może sprawić, żeby odrzutkom społecznym chciało się chcieć. Jeśli ktoś spróbuje zmusić ich do pracy, z miejsca zostanie wyzwany od komuchów. Tacy ludzie często nie mają żadnych ambicji, nawet nie próbują wziąć się w garść, twierdząc "człowiek pijany to człowiek szczęśliwy".
>Grupce hipokrytów udaje się wywabić odrzutki społeczne ich z miejskich nor aż raz w roku. Oni łaskawie częstują się wigilijnym posiłkiem i pozują do zdjęć. W sumie nie jest nawet tak źle, chętnie żyliby tak przez cały rok. Tylko że trzeba dać coś w zamian, bo grupka hipokrytów od początku ostrzega, że palec da, ale całej ręki już nie.

A jednak w zamian coś dają. Choćby pretekst do organizowania takich imprez, a przez to darmową reklamę politykom.
kawuszczyn (27 punktów)
Ja bym wolal za mlodu poznac kazdej wiary po troszku oraz posluchac przedstawiciela kazdej religii, a nie byc wychowywanym i egzaminowanym. Najgorsze sa narzucane poglady i schematy. Chiialem isc w tym roku na pasterke (bo nigdy nie bylem) i nie znalezli sie chetni, wiec posiedzialem w PUBie do 3 godzinki w nocy (mlodziezy kupa).
Czasy sie zmieniaja i samemu trza sie dostosowywac i rozwijac swoj swiatopoglad i myslenie.
"Ateisciaki i katole" gryza sie na wszystkich wiekszych forach i czatach (juz mnie to nie smieszy wcale.
Ja tam porozmawiam ze swiadkami jehowy, szatanista i z zakonnica (kazda rozmowa i inny punkt widzenia rozwija). Sekciarza tez bym posluchal jak produkuje sie w werbunku.
Zreszta ludzie rozni sa i sami sobie towarzystwo dobieramy ;]
Dobrze, ze jeszcze nie mam dylematow czy piec albo trumna

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365