Racjonalista - Strona głównaDo treści
Rysunki w szkolnych podręcznikach do biologii

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
13-09-2011 00:02W. Noskowski (15 punktów)Rysunki w szkolnych podręcznikach do biologii
Ocena 9 na 9
Witam Forumowiczów!

Niedawno przypomniała mi się pewna sytuacja z dzieciństwa. Nie było to nic wielkiego, ale uświadomiło mnie, że zastosowanie schematycznych rysunków w szkolnych podręcznikach, podczas gdy można zastosować zamiast nich lub obok nich prawdziwe zdjęcia może prowadzić do zafałszowanego odbioru przekazywanej przez podręcznik treści.

Otóż w 5. klasie podstawówki (byłem ostatnim rocznikiem, który szedł starym, ośmioklasowym systemem), miałem lekcję o mikroorganizmach - podstawowe informacje o bakteriach i wirusach. Jak to często bywa w naszych szkołach, sporo nie rozumiałem, a nauczycielka była tak spięta przerabianiem materiału, że na zadawanie pytań nie miałem zbyt wiele czasu. Miałem podręcznik otwarty na stronie, na której były narysowane różne bakterie i wirusy. Bakterie - jakieś tam kropki i przecinki. Nuda. Ale wirusy mnie zainteresowały. Oczywiście były tam trzy "najpopularniejsze" - tzn. wirus HIV, wirus grypy i bakteriofag T-4 (ten ostatni zapewne dlatego, że pasożytuje na "najpopularniejszej" bakterii E. coli). I ten właśnie bakteriofag mnie zainteresował, bo miał taki ładny, regularny, idealny kształt. Miał główkę, ogonek i sześć wyrostków, o których się dowiedziałem później, że się nazywają "włókienka" i służą do przyczepienia wirionu do ściany komórkowej bakterii. Tyle że te włókienka wyglądały zupełnie jak pajęcze odnóża, więc powiedziałem koledze z ławki, że ten wirus jest najfajniejszy, bo ma nawet nóżki i może chodzić. Koledze też się spodobał. Nauczycielka powiedziała jednak, że wirusy nie są żywe... Nie są żywe, ale mają nogi? Jak to? Niestety, na pytania, jak zwykle, nie było czasu. Po dzwonku na dłuższy czas zapomniałem o tym wszystkim i już nie łapałem pani na korytarzu.

Przypomniałem sobie, kiedy dostałem od dziadka w prezencie taką młodzieżową encyklopedię, którą lubiłem sobie czasem powertować. No i tam był jeszcze piękniejszy rysunek bakteriofaga z długimi, "pajęczymi" odnóżami - niczym nasosznik trzęś. Obok opis, jak wirus atakuje bakterię, jak wstrzykuje DNA do środka i jak się namnaża. Nie miałem wątpliwości. On na tych "nóżkach" podchodzi do bakterii, żeby ją zaatakować. No i jeszcze ten kurczący się ogonek! Tylko skąd ten ruch, skoro to nie jest istota żywa?

Niedawno natrafiłem na artykuł o wykorzystywaniu bakteriofagów w leczeniu infekcji bakteryjnych. Wspomnienia odżyły, zajrzałem do internetu, poczytałem co nieco w temacie. I zobaczyłem prawdziwe zdjęcia bakteriofagów. Żadnych idealnych kształtów. Główki bardziej przypominały jakieś ziarenko piasku niż regularną bryłę. Ogonki powyginane. I żadnych pajęczych nóg, tylko jakieś sterczące na wszystkie strony nitki! Gdyby takie zdjęcia z mikroskopów elektronowych zamieszczono w podręczniku i encyklopedii, wiedziałbym, jak naprawdę wygląda wirus i że te jego włókienka to żadne nogi i do chodzenia nie służą. W połowie lat dziewięćdziesiątych było już mnóstwo takich zdjęć, w końcu mikroskop elektronowy to nie była nowość. Ale nie! Zamieszczono jakieś przeidealizowane schematy - zupełnie jak z "Kunstformen der Natur" Haeckla. Czemu takie podejście?

Znalazłem rysunek - znów przeidealizowany - bakteriofaga T-4 w nowej książce do liceum dla klas biol-chem. Pokazałem swojej 6-letniej bratanicy i zapytałem, co to jest. Bez namysłu odpowiedziała "pająk". Później dowie się, że to wirus, ale wciąż pewnie będzie myślała, że ma nogi do chodzenia, chociaż nie jest istotą żywą. A jak wróci ze szkoły do domu i włączy telewizor, to tylko pogorszy sprawę, bo tam w reklamach Domestosa i innych takich środków bakterie i wirusy złowrogo szczerzą zębate paszcze. No i oczywiście Domestos "zabija" te wirusy - razem z bakteriami i grzybami (były nawet specjalne reklamy tego płynu w czasie histerii na temat świńskiej grypy).

A bakteriofagi stają się coraz bardziej popularne. Szukając w internecie informacji na ich temat, znalazłem zdjęcia postawionych im pomników (sic!), pierniczki, baloniki i biżuterię w ich kształcie, a nawet pluszowe zabawki. I przeczytałem artykuł o morskich wirusach - znów z rysunkiem bakteriofaga stojącego na tych "pajęczych" odnóżach i zapewne chodzącego za ich pomocą po ścianie komórkowej sinicy, tak to w każdym razie wyglądało.

Podałem tylko przykład - pierwotniaki były też w durnowaty sposób rysowane. Inne wirusy - poza bakteriofagami - też. Widziałem nawet film "edukacyjny" o wirusie HIV, gdzie on też się ruszał - i wyglądało to na celowy ruch, a nie na jakieś obijanie się. Nie było to nic innego jak chociażby fantazje Joblota, który rysował jednokomórkowce z ludzkimi oczami i zębami. Ale jego można usprawiedliwić - nie miał tak silnych mikroskopów i zdjęć, jakie są teraz. My je mamy. Tyle że co z tego? Nadal zamiast pokazywać zdjęcia, prezentujemy jakieś durne, wyidealizowane rysunki. A później się dziwimy, że ludzie muszą wierzyć w jakiegoś "Projektanta" tego wszystkiego - bo skoro jest takie równiutkie, gładziutkie i idealniutkie, to musiało zostać zaprojektowane, czyż nie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ania... (14138 punktów)
Szczerze mówiąc nie wiem skąd taka tendencja.

W zasadzie to bakteriofag wygląda jak "pająk" i ma nóżki i ogonek, ale:
1) zgadzam się, że zdjęcia "oryginalne" lub podkolorowane, aby uwydatnić omawianą strukturę, byłyby lepsze.
2) w zasadzie trudno się dziwić, że na różnych etapach nauki interpretujemy rysunki, ale i zdjęcia, w różny sposób. Po prostu taka nasza natura, że najpierw doszukujemy się interpretacji w obrębie znanego już wzorca.
13-09-2011 18:27 
 Ocena 3 na 3
W. Noskowski (15 punktów)
Chciałem zagaić na nieco szerszy temat, podając taki przykład.

Chodzi mi o to, że ludzie często wyobrażają sobie, że w przyrodzie wszystko jest takie "poukładane", idealnie się zazębia itp., a tak naprawdę w naturze nie występują kąty proste, figury foremne, proste i łamane. Tak naprawdę królują bardzo nieregularne krzywe - obserwując "makroświat" dobrze to widzimy.

Jednak kiedy chcemy zaprezentować "mikroświat" przejawiamy tendencję do idealizowania. Stąd wirusy przedstawiane są bądź to w formie pajączków (bakteriofagi) czy kolorowych piłeczek (HIV). Ale pod mikroskopem wcale tak nie wyglądają! Nie są tak doskonałe, idealne, równiutkie, no i nie są tak bajecznie kolorowe. Kolejny dobitny przykład to otwornice i promienice. Te pierwsze z nich - nawet w poważnych naukowych opracowaniach - widziałem narysowane jak piękne "ślimaczki". Bardzo misterne, precyzyjne struktury. Zobaczyłem zdjęcia skorupek otwornic - czar prysł. Wyglądały nie lepiej niż tu i ówdzie ponagniatane i pokruszone słodkie bułki z piekarni. Z kolei promienice w książkach były niczym precjoza na choinkę - w realu już nie było tak "pięknie". Później poznałem źródło wielu tych rysunków - czyżby "Kunstformen der Natur" Ernsta Haeckla były nieśmiertelne? Jak wiadomo, te ilustracje - chociaż bez wątpienia o wielkich walorach artystycznych - zostały odpowiednio "podrasowane", żeby uwypuklić symetrię i regularność pewnych form. Dlaczego więc zawędrowały do podręczników akademickich? Takie obrazki można sobie wieszać na ścianie, ale jako dzieło sztuki, a nie źródło rzetelnej informacji!

Podobnie postępowali ludzie z Kosmosem - już od bardzo dawna. Np. Pitagoras do swojego modelu Układu Słonecznego z Ogniem Centralnym pośrodku dodał tzw. Przeciwziemię. Tylko po to, by w całym Układzie Słonecznym było dokładnie 10 ciał niebieskich, bo to "doskonała" liczba. Podobnie Kopernik w swoim modelu heliocentrycznym opisał orbity planet jako idealne okręgi. Jeszcze Newton przyrownywał Układ Słoneczny do "precyzyjnego zegara". A, jak wiemy, ciała niebieskie wzajemnie oddziałują na siebie, powoduje to zaburzenia ich toru, perturbacje orbit, zmiany nachylenia względem ekliptyki itp. Nic nie jest regularne, nic nie jest stałe i nic nie jest wieczne.

Piszę o tym, bo w dyskusjach z kreacjonistami często pojawia się wątek rzekomej "doskonałości" przyrody, która działa jak precyzyjnie nakręcony mechanizm. Ale tak nie jest. Przyroda jest właśnie bardzo chaotyczna, nie ma tam precyzji, regularności i doskonałości. Dlatego uważam, że zamiast karmić dzieci wyidealizowaną papką z podręczników, pokazujmy im prawdziwe zdjęcia mikroorganizmów, planet, struktur geologicznych itp. Nawet jak pokazanie tej "nieregularności" samo w sobie nie jest ważne przy omawianiu danego tematu, to przyzwyczaimy je do odbioru świata takiego, jakim jest - chaotycznego, bez linii prostych i ostrych krawędzi. Bo nawet najostrzejszy nóż, oglądany pod bardzo dużym powiększeniem, przestaje być ostry.
Lodowy (1486 punktów)
Czy coś jest chaotyczne czy poukładane jest kwestią idywidualnej, subiektywnej oceny. Wg mnie dyskusja na temat jest bezprzedmiotowa.
W. Noskowski (15 punktów)
Skoro jednak "poprawiamy" Naturę w podręcznikach i skryptach, rysując wyidealizowane schematy tego, co możemy pokazać na zdjęciach, to jednak jest to jakieś świadectwo, że chcemy urządzić świat według własnych reguł zamiast go odbierać takim, jaki jest, chociażby i był "nieprzyjazny" w odbiorze (a takie jest dla nas to, co nieregularne, nieprzewidywalne - np. z badań wynika, że najbardziej atrakcyjni są ludzie o jak najbardziej symetrycznych ciałach). I nie jest to wcale aż takie subiektywne, ponieważ regularność wyraża się w pewnych matematycznych modelach. Gdzie są odstępstwa, tam po prostu tej regularności nie ma. A w naturze zawsze są odstępstwa, ponieważ na każde zjawisko nakłada się tyle różnych czynników, że nie da się ich wszystkich razem opisać jakimś równanie; można ewentualnie podać jakieś przybliżenie, ale będzie to jednak tylko przybliżenie, czyli pewne uproszczenie rzeczywistości.

Trochę mnie jednak dziwi, że przy tak zaawansowanej technice mikroorganizmy są wciąż rysowane "od linijki", nawet jeśli wyglądają przez to inaczej niż w rzeczywistości. Wygładzona, regularniutka otwornica to przecież taki sam absurd, jak dodanie w rozdziale o ssakach kopytnych rysunku disneyowskiego jelonka Bambi i podpisanie go "jeleń szlachetny". Owszem, z takiego rysunku będzie wiadomo, gdzie jeleń ma głowę, a gdzie kopyta i ogólnie jaki ma pokrój ciała, ale będzie też dla nas przy okazji "milutki", czego o prawdziwym jeleniu raczej nie da się powiedzieć. W zasadzie makroświat broni się tym, że oglądamy go na co dzień, ale im mniejsze organizmy, tym bardziej puszczamy wodze fantazji.

Przyznam, że gdy po raz pierwszy w życiu oglądałem pod mikroskopem małe organizmy (były to akurat wrotki), rozczarowałem się. Później na nowo mnie zafascynowały, ale zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo przekłamane były rysunki, nawet w poważnych wydawnictwach naukowych. A przecież można zamieścić zdjęcie wrotka czy niesporczaka tak samo jak się zamieszcza zdjęcie (ewentualnie realistyczny portret) jelenia.
neurosurgery (2484 punktów)
>Nauczycielka powiedziała jednak, że wirusy nie są żywe...

Pamiętam jak dzisiaj lekcję biologii o wirusach z moim wspaniałym nauczycielem. Od czego zaczął? Ano właśnie: czy wirusy są żywe? W każdym podręczniku wałkują "organizmy z pogranicza materii ożywionej i nieożywionej". Więc jak to jest z tymi wirusami?

Jest pięć cech odróżniających organizmy od materii martwej:

1)posiadają metabolizm (oddychają, odżywiają się)
2)wykazują ruch
3)wykazują rozwój (stadia rozwojowe)
4)są pobudliwe (reagują na bodźce ze środowiska)
5) rozmnażają się.

Wirusy posiadają cechę przeze mnie pogrubioną. Rozmnażają się i to czyni zeń organizmy. Zasada wszystko albo nic. Albo coś jest żywe, albo nie i nie ma stanów pośrednich. Piszą też w tych podręcznikach słowo: namnażanie. Nie ma to jednak znaczenia jak sobie to nazywają. Wirusowy materiał genetyczny ulega mutacjom, ewoluuje, więc jak wirus może być martwy? To takie samo nieporozumienie jak z teorią ewolucji. Pozdrawiam!

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365