 |
Lekcje religii, nie taki diabeł straszny? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-09-2011 18:39 | hubin (2274 punktów) | Lekcje religii, nie taki diabeł straszny?
6 na 6 | Wstęp do dyskusji Krótkie podsumowanie jak wygląda to obecnie w szkole. www.polity(*)auczanie-religii-w-szkole.readJeden z głosów racjonalisty. Choć wnioski wysnuwam podobne to jednak na podstawie innych przesłanek. www.racjonalista.pl/kk.php/s,5538Głos zdecydowany, potwierdzony bolesnym doświadczeniem przeciw. www.racjon(*)Rozmowa.z.Czeslawem.GrzelakiemKolejny racjonalny głos przeciw. www.racjonalista.pl/kk.php/s,322/k,2Moje doświadczenia Byłem posyłany na religię w czasach gdy był to jeszcze patriotyczny obowiązek, następnie chyba siłą rozpędu. Pomimo zdania sobie sprawy z faktu, że to bujda na resorach w wieku 8 lat, twardo chodziłem dalej tocząc dyskusję i to często wyprowadzające księży/katechetów z równowagi, o ile pamiętam kilkakrotnie moi rodzice musieli się tłumaczyć z mojego wojowniczego ateizmu - w zasadzie czasami gdy czytam co bardziej krewkie wypowiedzi kolegów/koleżanek (choć mam przekonanie że testosteron robi swoje) dyskutantów to widzę tego nastolatka który wywrzaskuje księdzu na zakończenie wyjątkowo ostrej dyskusji, że nie będzie łbem w posadzkę przednim bił... Zastanawiałem się co moich rodziców skłoniło, że jako niewierzący postanowili mnie i to nie zawsze w zgodzie z moją wolą posyłać na "lekcje" religii, sądzę iż chodziło im o pewne wykorzenienie kulturowe oraz o lęk przed gwałtownym nawróceniem - mechanizm ten niestety miałem okazję zaobserwować w praktyce wiele razy... Udało się jestem kompletnie nie wierzącym religijnie, stawiłem czoła rzeszy domorosłych jak i całkiem wprawnych ewangelizatorów sekciarzy i oszołomów. Zasadniczo nie uważam, że dziecko jest polem światopoglądowej bitwy, jedyne na czym mi zależy w kontekście jego wychowania to na jego przyszłym dobru. Pod tym pojęciem rozumiem człowieka potrafiącego myśleć samodzielnie pomimo niesprzyjających okoliczności. Będąc mieszkańcem tymczasowym bezludnej wyspy nie jest trudno myśleć samodzielnie. Teraz tezy które niektórzy stawiają brzmią następująco: Człowiek wychowany w religii zazwyczaj jej nie opuszcza. - podają nawet różne wartości procentowe, 80%, 70% etc. Nie znalazłem jednak potwierdzenia tej tezy. Po pierwsze lekcje religii nie oznaczają do końca wychowania w religii. Po drugie w tekście "Czy chciałbyś, żeby twoje dziecko było religijne czy uduchowione?" Andrzej Koraszewski:Morris Mann przypomina, że według niedawnych badań nad religijnością w Stanach Zjednoczonych ponad 40 procent dorosłych Amerykanów porzuciło religię, w której zostali wychowani dla innej religii lub dla bezwyznaniowości. Ponad 20 procent osób poniżej 30 roku życia nie czuje związku z żadną religią. www.racjon(*)bylo.religijne.czy.uduchowioneW swojej książce o wychowaniu dzieci Leszek K. Talko, wprawdzie poruszając inny temat ale też dotyczący wychowania stwierdza, że sam fakt czytania dzieciom (popularna akcja) nie implikuje, iż dzieci będą czytać, to raczej dzieci rodziców którzy czytają sami z siebie mają tendencję do czytania w dorosłym życiu. Zatem rzutując to na kwestie wychowania religijnego, pomimo drobnych kryzysów, jeżeli nie jestem oszołomem religijnym moje dzieci też nimi nie zostaną, zyskają jednak odporność i siłę by się takiej propagandzie przeciwstawić. Nie sądzę by ktoś to dokładniej badał, osobiste doświadczenia moje są takie, że ze wszystkich dzieci ateistów/niewierzących które znam, te które na religię chodziły pomimo chwilowych słabości dały sobie radę z tym światopoglądem, natomiast znam kilka przypadków ludzi prawie dorosłych wychowanych w duchu "wolnego wyboru" z dala od religii którzy pod wpływem różnych zdarzeń nagle ją odkrywali, zachłystywali i stawali bardzo zacietrzewieni w swoich poglądach. Oczywiście doświadczenie osobiste jest/bywa ułomne ze swej natury. Pewien 18 latek ostatnio wykrzykuje rodzinie, że nie będą mu mówić w co ma wierzyć, jest świeżo po nawróceniu przez jakąś ordynarną sektę w krk. Takich przypadków poznałem wiele, spora część domorosłych ewangelizatorów trujących mi swoje prawdy deklarowała wychowanie z dala od boga. Przykład Pani Joanny: www.polity(*)za-dominik-od-akcji-krzyz.readSzczerze z chęcią przeczytam wasze opinie, jednocześnie jeżeli dysponujecie jakimiś badaniami w tym temacie też jestem ich ciekaw. Jeżeli ktoś was zmusza do posyłania dzieci na religię macie prawo się bronić: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6198 | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | Mączka (431 punktów) | Opierasz swoje dowodzenie na czasach: Przeszłym i teraźniejszym. Z tej perspektywy widzisz religię katolicką jako kolosa. Składanie mu daniny w rozmaitych postaciach: chodzenia na religię, uczestnictwa w obrzędach, uważasz za słuszne, bo, jak dowodzisz, nie wpływa ono na uzyskanie wiary u dzieci niekatolickich. Z czym się tu nie zgadzam? A z tym, że nie uwzględniasz czasu przyszłego. I trendów, które pozwalają nam się go domyślać. Piszesz tak, jakby przez ostatnich 20-30 lat nic się w Europie nie zmieniło w kwestii religii, praw człowieka, itd. Jakby nadal każdy "tron" musiał mieć "ołtarz", jakby wciąż religie były państwowe i stały ponad prawem. Jakby stale trzeba było w Irlandii bać się Sióstr Magdalenek, w Hiszpanii - bać się donosów księdza do władz, w Niemczech - pozwalać wykorzystywać dzieci księżom - pedofilom i ukrywać proceder pod korcem - bo prawo nie sięga granic sutanny... W Polsce też ksiądz i kościół nie są już w życiu Kowalskiego tym, co kiedyś. W czasach, o których piszesz, człowiek nie miał aż tylu ofert spędzania wolnego czasu, co dziś. To czasy, kiedy młodzież często czytała grubaśne powieści (i opisy przyrody!), a w środy namiętnie rozprawiała o ostatnim odcinku "Czerech pancernych", który wszyscy oglądali we wtorki. Dorośli szli na procesję i tygodniami omawiali, kto był, a kto nie, i w co był ubrany. No, wiesz, o co chodzi. Takie bezrybie. A na bezrybiu i rak ryba. Ognista polemika z księdzem stanowiła ubarwienie dni. Można sobie było pozwolić na długie dysputy o dziewictwie Maryi, bo nie trzeba się było uczyć trzech języków obcych, żeby znaleźć w przyszłości pracę - praca była łatwo dostępna. Młodzież miała luksus niemartwienia się zbytnio o przyszłość. Kolos religii żywił się więc jej (wymuszonym brakiem innych atrakcji) zainteresowaniem. Ale teraz kolos bardzo schudł i nóżki ma jak słomki. Odkąd przyszedł czas Polski w UE i Internet, otwarcie granic, powszechny dostęp do muzyki, filmów, gier, wymiany myśli, wiadomości itd. - kolos stracił uprzywilejowaną pozycję w rzeczywistości Kowalskiego -i coraz bardziej traci. Mało komu chce się czas i środki poświęcać pozdrowieniom anielskim, mszom, itd. Młodemu też szkoda energii na polemiki z księdzem, skoro np. hiszpański leży - a z tego być może przyjdzie mu żyć. Więc na religii z reguły inteligentna młodzież uczy się czego innego. Czas przyszły to wolność młodzieży od ukradkowego uczenia się hiszpańskiego na religii i wolność dorosłych od ukradkowego ziewania w czasie mszy "ku czci". Kolos już po prostu nie interesuje. Ogromnej części Polaków nie interesuje katolicyzm i zgłębianie jego tajników oraz uczestnictwo w rytuałach, bo jest milion ciekawszych spraw do zrobienia, poznawania i wspierania. Ponieważ dziś czas jest towarem deficytowym i docenia się wartość pieniądza, a kolos pochłania czas i pieniądze, mnóstwo ludzi szuka sposobów, jak uniknąć tej daniny. Chcą wyrugować kolosa ze sfery swoich spraw. Niech służy tym, którzy się nim interesują, i niech oni go karmią. Tylko tyle. I skąd myśl, że współczesne dziecko nieposyłane na religię automatycznie, w ramach buntu, trafi w ręce sekty? Współczesne dziecko często nie jest rozbudzone w kierunku religijnym i nie musi koniecznie być wyznawcą. Może trafi do Bractwa Rycerskiego, może do drużyny sportowej? Możliwości jest wiele. Religijność to tylko jedna ze stu. Nie każdy jest zainteresowany wadzeniem się z Bogiem. Wielu woli w wolnym czasie pograć w gry wirtualnymi bohaterami, których istnienia także nikt nie dowiódł - a przynajmniej nie jest nudno i ma się rezultaty.
|
|
 | 2 na 2 | hubin (2274 punktów) |
>Ale teraz kolos bardzo schudł i nóżki ma jak słomki. Odkąd przyszedł czas Polski w UE i Internet, otwarcie granic, powszechny dostęp do muzyki, filmów, gier, wymiany myśli, wiadomości itd. - kolos stracił uprzywilejowaną pozycję w rzeczywistości Kowalskiego -i coraz bardziej traci.
Mam szczerą nadzieję, że masz rację w ocenie przemian społecznych w Polsce, mam ten komfort że patrzę z perspektywy Warszawy a tu wszystko wygląda bardziej EU. W dużej mierze liczę na to, że młodzież stwierdzi iż szkoda na religię czasu, sama z siebie.
>I skąd myśl, że współczesne dziecko nieposyłane na religię automatycznie, w ramach buntu, trafi w ręce sekty? Poniekąd z własnych doświadczeń, przypadków takich obserwuję sporo w dalszej rodzinie i znajomych (choć własne postrzeganie bywa mylące), poznałem dużo oszołomów religijnych jeżdżąc po kraju jako młodzian, obserwuję też mniej więcej od 2006 roku, że rozmaici dewoci coraz głośniej skwierczą ze swoim przekazem. Można oczywiście założyć że wymrą śmiercią naturalną, tak zakładaliśmy apropos radia M w latach '90, czas jednak pokazał że się myliliśmy. Ta instytucja znajduje drogę do młodych pokoleń ponad głowami rodziców. Przypadki zdewocenia obserwuję u młodzieży która do tej pory wiodła wysoce rozrywkowy styl życia i dalece korzystała z alternatywnej oferty...
W latach 90 od czasu do czasu tyłek mi truli najwyżej świadkowie jehowy, dziś co chwila mam do czynienia z jakimiś solidarnymi 2015 czy innym pragnącymi porozmawiać o bibli. Jednocześnie mam sporą obawę że nieświadomą niewiarę można względnie łatwo przekuć na wyznanie.
Reasumując bo mogłem zbytnio skomplikować, uważam że najbezpieczniejszy jest świadomy ateizm który jest kwestią własnego wyboru, powstały poprzez odejście od jakiegoś systemu wierzeń. Zapewnienie tego wyboru można osiągnąć poprzez posyłanie dziecka na religię i uszanowanie jego decyzji o dalszym niechodzeniu.
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
|  | 4 na 4 | megabebzon (55 punktów) | > Mam szczerą nadzieję, że masz rację w ocenie przemian społecznych w Polsce, mam ten komfort że patrzę z perspektywy Warszawy a tu wszystko wygląda bardziej EU. W dużej mierze liczę na to, że młodzież stwierdzi iż szkoda na religię czasu, sama z siebie.Z perspektywy Warszawy faktycznie wszystko wygląda zupełnie inaczej - po przeprowadzce z niewielkiego garnizonu na zachodzie Polski kilka lat temu zaszokowała mnie wypowiedź wychowawczyni, że na pikniku u córki w szkole będą kiełbaski, ale jeśli dzieci ze względów religijnych lub innych nie mogą jeść wieprzowiny, rodzice powinni sami przygotować dla dziecka posiłek. W poprzednim miejscu zamieszkania było to po prostu nie do pomyślenia. > Reasumując bo mogłem zbytnio skomplikować, uważam że najbezpieczniejszy jest świadomy ateizm który jest kwestią własnego wyboru, powstały poprzez odejście od jakiegoś systemu wierzeń. Zapewnienie tego wyboru można osiągnąć poprzez posyłanie dziecka na religię i uszanowanie jego decyzji o dalszym niechodzeniu.Tutaj niestety nie mogę się z Tobą zgodzić, aby odejście od jakiegoś systemu wierzeń było najbezpieczniejszym wyjściem - każda forma indoktrynacji (szczególnie tak agresywna i wszechobecna jak prowadzona przez KK w Polsce) może mieć destrukcyjny wpływ na psychikę dziecka - nie znam się co prawda szczególnie na psychologii, ale nie zapomnę swojej wściekłości, kiedy córka po kilku dniach pobytu w pierwszej klasie i rozmowach z dziećmi przejęta opowiadała mi, jak to jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym i inne bajeczki - a na religię nie chodziła! Uważam, że zapewnienie dziecku szczęścia, ciepła domowego, edukacji bez religii i otoczek z nią związanych; pokazanie mu, że można żyć godnie i być szczęśliwym bez bogów jest bardzo istotne. Nadmieniam, że nigdy córki nie ochrzciłem, ale kiedy zbliżał się czas pójścia przez nią do komunii powiedzieliśmy jej, że jeżeli będzie jej bardzo zależało na wzięciu udziału w tej uroczystości, to nie ma sprawy - może to zrobić - to jest jej wybór. Oczywiście poddawaliśmy ją z żoną subtelnej indoktrynacji antyreligijnej, nigdy jednak niczego jej nie zakazywaliśmy. A myślę, że sama przekonała się o "dobroci" katolików, gdy wojskowy kapelan ryczał na mnie w jej obecności, kiedy stwierdziłem, że w gusłach nie będę brał udziału i kategorycznie odmówiłem dowodzenia kompanią honorową w kościele. Uważam, że to bardzo indywidualna sprawa - zależy od charakteru rodziców i dziecka - nie można w takiej kwestii wypowiadać się kategorycznie - każdy musi rozważyć to w swoim sercu i rozumie  Pozdrowionka.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|