Racjonalista - Strona głównaDo treści
Obronić od wiary.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
23-07-2007 14:12adamzwawy (969 punktów)Obronić od wiary.
córka...ma jeszcze czysty umysł nieskalany, wiarą... ma niecałe dwa lata.
jak ją zachować, tę jej niewiarę do wieku gdy będzie mogła samodzielnie podjąć decyzję wierzę - nie wierzę?
gdy czytam o naszym szkolnictwie ...o pomysłach, giertychopodobnych "mądrych" ludzi....
mam nadzieję że to się zmieni , gdy córa będzie się uczyć w szkole...

gdy musiałem ( prośba żony ) powiesić krzyżyk...zgodziłem się.
gdy musiałem ochrzcić córkę ...zgodziłem się.

dla świętego spokoju.

a może żle zrobiłem?
coroczne wizyty "po kolędzie" - ostatnio nawet p i j a n e g o księdza...( żebym wiedział ... )

może trzeba z Polski uciekać?
marzy mi się świat myślących ludzi coś na podobieństwo Star Treku ....schęciąkupiębilet na najbliższy start do gwiazd...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jacek Krysztofik (1390 punktów)
>gdy musiałem (prośba żony) powiesić krzyżyk... zgodziłem się.
>gdy musiałem ochrzcić córkę ...zgodziłem się. dla świętego spokoju.
>a może żle zrobiłem?
Przygotuj się na komunię, bierzmowanie i inne tego typu dyrdymały. Dla świętego spokoju poślesz jeszcze córkę na religię, TFU! katechizm, jak żona każe. A krzyżyk to na swoim spokoju postawiłeś: teraz ten "spokój" jest "święty".

>coroczne wizyty "po kolędzie" - ostatnio nawet pijanego księdza... (żebym wiedział ...)
Wpuściłeś? Załamka.

Zdecyduj się - albo chroń córkę, albo dla własnego "spokoju" idź dalej na kompromisy z religią.

Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta. -- George Orwell, 1984
J.Szulc (5723 punktów)

Jacek już napisał większość z tego, co chciałam Ci napisać.
Jeśli robisz tyle "dla świętego spokoju", to masz, chłopie" problem, i to nie lada.
Ślub kościelny też się wzięło?
Jeśli masz takie, a nie inne poglądy, trzeba było rozmawiać o tym przed narodzinami dziecka.
Z tego, co piszesz, Twoja żona jest (jakoś tam) wierząca, albo bardzo dba o "odpowiednie" postrzeganie przez środowisko.
Błąd milczenia na "dzień dobry".

Z pijanym księdzem co zrobiłeś?
Trzeba było temu panu podziękować. Co wniósł do Twojego domu oprócz odorku?

Co do lekcji religii, to cały czas powtarzam, że nie tam jest jej miejsce.
Musisz wybrać - i wcale Ci tego wyboru nie zazdroszczę.
Na początek "konsultacje" rodzinne? Też nie zazdroszczę.
Przypisałeś już swoje dziecię do kk. Duszyczka wzrasta
Jesteś ochrzczony? Pewnie tak. Jesteś więc też członkiem kk.
I co z tym zrobisz?

Star Trek Ci się nie uda.
Ułóż swoje priorytety i porozmawiaj o nich na początek z żoną.

Pozdrawiam.

"Niestety, racja głupszego lepszą u nas bywa" K. Słomiński.
Gularski (211 punktów)
Po opisie sytuacji mogę się domyślać, że dla świętego spokoju córka będzie miała umysł skalany religią. Jedyne co mogę zaproponować to szczera rozmowa z żoną, w czasie której ustalicie pewne granice - ja to robię na szczęście przed ślubem. Ostatecznie, jeśli żona jest całkowicie oddana ideologii katolickiej polecam od dziecka uczyć córkę zadawać pytania i szukać odpowiedzi. W optymistycznej wersji córka w pewnym momencie, zadając pytania i uzyskując odpowiedzi, przestanie wierzyć, tak jak przestają dzieci wierzyć w Mikołaja. W końcu większość z nas została wychowana w religijnych rodzinach.
Życzę powodzenia.
Dudek (190 punktów)
Pomysl Gularskiego jest chyba najlepszym z mozliwych.
Po prostu naucz córkę myśleć....o resztę juz sie nie martw.

XXI wiek a ludzie nadal wierzą w bogów.
Taven (15 punktów)
>W końcu większość z nas została wychowana w religijnych rodzinach.

I żyjemy. 'Indoktrynacja' jest moim zdaniem mocno przehajpowana, jeśli chodzi o wpływ na inteligentne jednostki, w końcu 90% z nas przez to przechodziło i nie przeszkodziło to w przejściu na drogę ateizmu. Radzę przede wszystkim córce zaufać i na siłę nie wtryniać jej niechęci do wiary, gdy będzie spoglądać w stronę kościółka, a dać jej wolny wybór i przede wszystkim wolne pole do zadawania pytań i wątpliwości. Na obu frontach.

I powodzenia.
adamzwawy (969 punktów)
> Radzę przede wszystkim córce zaufać i ....
Taven - zgadzam się z Tobą.
przecież sam byłem ochrzczony, mam jakąś komunię...
a potrafiłem wydobyć się z tej otchłani bzdur.
zaufam córce, są przecież w tv kanały naukowe, ciekawe pisma... będzie dobrze!
estetka (708 punktów)
>córka...ma jeszcze czysty umysł nieskalany, wiarą... ma
>niecałe dwa lata.
>jak ją zachować, tę jej niewiarę do wieku gdy będzie mogła
>samodzielnie podjąć decyzję wierzę - nie wierzę?

nie bardzo cie zrozumialam, piszesz, ze dla swietego spokoju zgadzasz sie na wychowanie religijne corki i pytasz czy zle zrobiles?...hmmm... jezeli twoim celem jest swiety spokoj na tym odcinku, to zapewne dobrze zrobiles gdyz cel osiagnales.

rodzice dla swoich dzieci daja zawsze w prezencie to co maja najpiekniejszego - milosc, szacunek, tradycje rodzinne, wiare, itd itd.... w pakiecie jest wiele rzeczy. Wychowywanie dzieci w mieszanych ideologicznie rodzinach nie jest latwe zadnej ze stron, chyba ze dochodzi do jednostronnego kompromisu jak u Ciebie, kiedy to Ty zaakceptowales wszystkie przejawy zycia religijnego w Twoim domu. no coz... powiem teraz banal, ale w kazdym zwiazku mieszaja sie wplywy i preferncje, nieustanne kompromisy i negocjacje, czesto zwykle manipulacje.... spojrz na to z innej strony, zgadzajac sie milczaco na religijne wychowanie twojej corki dajesz do zrozumienia swojej rodzinie, ze wlasnie tak chcesz i wlasnie takie zachowanie akceptujesz, ze ci one odpowiadaja.

osobiscie uwazam, ze w Twoim zwiazku nie jest problem religii ale komunikacji. ( jak chcesz aby kiedykolwiek doszlo do jakiegokolwiek kompromisu na jakikolwiek temat jezeli nie ujawnisz zainteresowanej osobie, ze w ogole masz dylemat?)
pozdrawiam
adamzwawy (969 punktów)
>córka...ma jeszcze czysty umysł nieskalany, wiarą...
macie rację,
zauważyłem u siebie słabość aby się"postawić" ...
komunikacja? być może brakuje jej trochę....
ale jak ktoś napisał, abym uwierzył ( ! ) córce w jej umysł, ciekawość świata...
też tak myślę!
sam lubię pytać dlaczego , jak , po co?
muszę jej tylko to zaszczepć...
już widzę oczami wyobraźni te przyszłe "wydażenia"
komunie , bierzmy... i te pe...brrr.
wkurza mnie czasem, że żyjąc tu w Polsce, będę zmuszony przez realia na które nie mam
wpływu, akceptować dyrdymały wierzącyh inaczej....
ale nic to.
Tofik (5585 punktów)
Proponuje Ci porozmawiać z żoną jak miałoby wyglądać wychowanie dziecka. Moglibyście ustalić, że teraz żyje bez religii i dopiero w wieku 14-16 lat podejmie decyzje. Dziwne byłoby jeśli matka mówiłaby, że bóg istnieje, a ojciec, że nie. Dziecko po prostu by zwariowało w tej sytuacji. Wiem z własnego doświadczenia, że jeśli pozwoliłbyś jej pójść do komunii to nic wielkiego jej psychice by się nie stało. Więcej- byłoby wam wdzięczne, że może iść tak jak inne dzieci, że jest normalne. Moglibyście później ustalić z żoną, że przed komunią chodzi do kościoła max. raz w tyg., a po komunii samo decyduje czy chce iść czy nie. Oboje powinniście z nią wtedy rozmawiać, że ma wybór, że decyzję może podać w każdej chwili. Ujawnianie kto z was jest wierzącym a kto ateistą też może nie być za dobre, bo dziecko może kierować się tym, którego rodzica bardziej lubi, a to nie jest dobry sposób na przekonanie dziecka do ateizmu. Musicie pozostawić sprawę jej samej. Niestety sytuacja nie jest na tyle prosta jak w rodzinie ateistów, więc musicie pójść na kompromis. Ważne jest, żeby dziecko przed bierzmowaniem podjęło ostateczną decyzję, którą zawsze może zmienić. Od tego wieku możecie z nią dyskutować o wierze, bo będzie już wystarczająco dojrzałe. Pytajcie się czemu wierzy/nie wierzy, co ją przekonało do tego. Rozmowa w tej sytuacji jest bardzo ważna, ale musi być ustosunkowana do wieku. Myślę, że przykład kompromisu, który podałam, nie musi być dla Ciebie zbyt zadowalający, ale z pewnością Twoja żona też nie będzie z tego w 100% zadowolona, musi zrozumieć, że kompromis w małżeństwie dwu poglądowym jest bardzo ważny. Mam nadzieję, że Twoja córka z własnej nieprzymuszonej woli wyrośnie na inteligentną ateistkę, bo nakładanie na nią swoich własnych poglądów nie przyniesie niczego dobrego, jeśli poglądy są sprzeczne.

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
Konfolut (310 punktów)
Mam taki sam problem z narzeczonym i właśnie dlatego nadal nie jesteśmy małżeństwem, bo obawiam się wyjść za człowieka, z którym później mogę nie wytrzymać a nie dam absolutnie nikomu wpajać doktryn do głów moich dzieci. Ileż to kłótni było między nami właśnie o religię. To jest niemały problem, bo naprawdę go kocham, ale gdy nagle powie coś o Jezusie to mam ochotę wyskoczyć przez okno. Mimo, że obiecaliśmy sobie, że oboje jesteśmy dorośli, więc nie rozmawiajmy na temat, który tak bardzo nas różni. Z drugiej strony jednak pytam się, czy jest w tym sens. Bo już jest co najmniej ten jeden temat, na który nie mogę z nim porozmawiać, w którym kiedy chcę coś powiedzieć to muszę siedzieć cicho, więc nie mogę się z nim wszystkim dzielić. I jeszcze z trzeciej strony... ja widzę jak mu jest przykro z tego powodu, że ja nie potrafię zaakceptować Jezusa w moim sercu. Bo on tak bardzo wierzy i kocha mnie, więc chce dla mnie dobrze, ale mi to się nie podoba. Prosił mnie kiedyś nawet, że kiedy będziemy mieć dziecko to żeby mi pozwolił je ochrzcić i prowadzić do kościoła. Skończyłoby się to pewnie tak, że tata w kościele mówiłby córce/synowi, że ma się modlić i wierzyć a mama w domu mówiłaby zupełnie co innego i końcu rodzice nastawialiby dziecko przeciwko sobie samym- to by była wojna. Ba, już zgodziłam się na ślub kościelny, bo dla niego to jest ważne, ale powiedziałam mu otwarcie, że z mojej strony to będzie kłamstwo i robię to tylko dla niego. Wytłumaczyłam takżę, że wg kościoła i tak żyjemy ciągle w grzechu- współżyjąc przed ślubem i zabezpieczając się daleko nam do drogi Jezusa Chrystusa. Wytłumaczyłam mu, że przy mnie nigdy nie będzie dobrym chrześcijaninem, bo ja jestem inna i ze mną życie jest tak bardzo niechrześcijańskie. On wtedy stwierdził, że to niemożliwe, że antykoncepcja jest grzechem. Tak jak wielu wyznawców, mój narzeczony wybrał sobie kilka rzeczy i myśli, że jest chrześcijaninem a nie jest wg mnie, bo chodząc na mszę i żyjąc ze mną jest w kłamstwie, postępuje nagannie i jest grzesznikiem. Nawet się nie spowiada z tego, bo uważa, że nie musi.
Nie wiem, co Ci radzić. Skoro kochasz żonę to jest to najważniejsze, ale delikatnie sugeruj jej co jest dla Ciebie ważne. Przypomnij jej w czym ustąpiłeś, teraz jej kolej. Córka jest wasza. Walcz o nią. O jej rozum. Rodzina to WY a nie chęci jednej osoby. Powiedz żonie, że rozumiesz, że ona chce jak najlepiej, ale musi uzwględnić także Ciebie w rodzinie, bo inaczej, co to za rodzina, w której głos ma jedna osoba?
Kamila N. (5 punktów)
Witam
Widzę, że padły odpowiedzi z punktu widzenia (przyszłych) rodziców, ja chciałam dodać coś z punktu widzenia dziecka. Byłam wychowana w średnio katolickiej rodzinie, tzn tata jest jedynie ochrzczony i musiał przy okazji ślubu podpisać zobowiązanie, że nie będzie przeszkadzał w wychowaniu dzieci w wierze, mama ma "papiery" w porządku, ale do kościoła chadza średnio dwa razy do roku. Ja sama przy okazji pierwszej komunii stałam się głęboko wierząca (tak po dziecięcemu, rzecz jasna), co moich rodziców dosyć bawiło, ale wbrew ich kpinom chodziłam do kościoła co niedziela etc. Pod koniec podstawówki (stary system, więc ok 14 r.ż.) zaczęłam krytycznie patrzeć na kościół, aż doszłam do zupełnego ateizmu. Pech chciał, że w wieku lat 15 wszyscy szli do bierzmowania. Nagle się okazało, że moi raczej mało wierzący rodzice, którzy naśmiewali się z mojej wiary, oczekują ode mnie, że pójdę do bierzmowania mimo moich otwartych i radykalnych deklaracji niewiary w jakiegokolwiek boga. Właśnie, o zgrozo, w imię świętego spokoju (ciekawe czyjego?). Rodzona matka wprost mi powiedziała, że nie będzie za mnie przed znajomymi oczami świecić (jakby to kogoś obchodziło...). Załamało mnie, że moja matka bardziej ceni to, co ludzie powiedzą, niż moje poglądy. Z jednej strony bolało mnie to, że każą mi postępować wbrew moim poglądom, nie wiadomo w imię czego właściwie, a z drugiej strony, że muszę dokonać świętokradztwa (z powodu swojej niegdysiejszej religijności poważnie traktuję sakramenty i nie chciałam profanować tego wydarzenia). Efekt był taki, że ugięłam się pod szantażem i poszłam do bierzmowania. Mam do siebie o to żal po dziś dzień, choć minęło prawie 10 lat, a ja już jestem po apostazji. Swoim rodzicom nie wybaczę tego nigdy, no chyba że mnie o to wybaczenie ze skruchą poproszą, ale na to się nie zanosi. Jakiś czas temu tata oświadczył, że mnie ochrzcili, aby dać mi wybór (sic!). Pokrętna logika, zwłaszcza płynąca z ust inteligentnego człowieka, absolwenta ścisłych studiów...
Konkludując ten nieco przydługi wywód, chciałam powiedzieć, że święty spokój nie zawsze jest wart poświęcenia własnych poglądów i szacunku do siebie. Ja do tej pory czuję obrzydzenie do tego, co zrobiłam, a wydawałoby się, że bierzmowanie to nic takiego. Wiem, że to odmienna perspektywa i wcale nie uważam negocjowania z żoną szczegółów dotyczących wychowania dziecka za łatwe. Ja sama w ogóle nie wyobrażam sobie życia z osobą wierzącą i wychowywania z nią dzieci. Wiem tylko, że sama miałabym więcej szacunku dla swoich rodziców, gdyby kierowali się swoimi poglądami, a nie opinią otoczenia.
Autorowi wątku życzę rozwagi, odwagi i rozwiniętych zdolności dyplomatycznych
Pozdrawiam wszystkich
Konfolut (310 punktów)
Podoba mi się to, co napisałaś. Życie jednak nie jest takie łatwe. Szczególnie jeśli tak jak autor tekstu jest już mężem. Życie w rodzinie nie jest proste i łatwo jest pisać, że trzeba stawiać na swoim, szukać kompromisu i rozwiązywać problemy- to w sumie takie lanie wody, bo co innego można powiedzieć. Ja byłam w podobnej sytuacji. Mama "nie ma" komunii a tata pochodzi z wierzącej rodziny. Do 8 roku życia chodziłam do kościoła. Najpierw z tatą właśnie (b. lubiłam śpiewać "baranku boży...") potem z kolegą aż wreszcie i tata przestał chodzić i ja, bo nic mi to nie dawało i naprawdę się nudziłam w kościele. Moi rodzice mają szczęście, bo np. mama taty była nieco przeciwna zawarciu związku z moją mamą, ale zaraz po ślubie, kiedy ludzie się poznali (babcia, teściowa mojej mamy, mieszka na tym samym piętrze, co my) wszystko się ułożyło i moja mama zawsze powtarza, że ma najlepszą teściową pod słońcem. Babcia zresztą wiele rzeczy zrozumiała. Sama odchodzi od kościoła, choć już jest osobą starszą i w sumie "jak trwoga to do boga"- wydawać by się mogło, że właśnie teraz wiara powinna jej się nasilać a tak nie jest. Z drugą moją babcią jest podobnie (jej syn a mój wujek i brat mamy jest świadkiem Jehowy z miłości do swojej żony).
Wracając do Twojego postu- dobrze, że wybrałaś drogę, która Cię satysfakcjonuje, ale w rodzinie bywa różnie. To nie jest naprawdę łatwe, bo wszyscy w głębi chcą dobrze, ale nie zawsze to, co dla nich dobre jest i dobre dla innych, dlatego WAŻNE decyzje trzeba podejmować z rozwagą, po długich przemyśleniach. Po prostu, żeby potem nie żałować. Z drugiej jednak strony nic nie jest gwarantem, że nawet długie rozważanie przyniesie udaną przyszłość.
mefta (480 punktów)
>
>coroczne wizyty "po kolędzie" - ostatnio nawet p i j a n e
>g o księdza...( żebym wiedział ... )

Takie życie, trzeba było profilaktycznie zadzwonic na policję, bo jak wiadomo każdy pijak to złodziej i mógłby Cię obrabować a do tego ukraść duszę córki, bo jak mnieman duszę żony już mają. Teraz jakikolwiek ruch w stronę "ukrócenia obrzędów" będzie traktowany jako choroba albo przejaw satanizmu i kto wie czego jeszcze "no jak to wcześniej było ok a teraz tego nie chcesz?" może zapytac zdziwiona żona
pozdrawiam

Niezgłębione są pokłady ludzkiej niekumacji...
Gawliński (65 punktów)

>może trzeba z Polski uciekać?

Zawsze jest nadzieja na lepsze życie
adamzwawy (969 punktów)
>Zawsze jest nadzieja ...
masz rację
adamzwawy (969 punktów)
>córka...ma ....
a jak Wy kochane forumki wyrwaliście się z wiar które Was uciskały?
u mnie był dom, traumatyczny-pijacki, brrr!
pytałem czemu to Nas spotyka?
oczywiście jako dziecko i oczywiście odpowiedzi nie otrzymałem...
minus!
potem było wojsko też brrr!
doszedłem do wniosku , po kolejnym upokorzeniu, że bogiem jesteśmy My sami dla Siebie....
kolejny minus!!
po wojsku miałem trochę kawalerskiego luzu...czytałem literaturę SF
i poznałem inne punkty myślenia...czy można żyć bez bożków? - zastanawiałem się...
minus!!!
a potem była samoedukacja, Wiedza i życie, Świat Nauki, książki popularnonaukowe...
(hołd Prószyńskiemu i spółce...
można żyć bez bogów...
minus!!!!
ateista.
a potem był "Bóg urojony"...czytaliście - to sami wiecie!
Tofik (5585 punktów)
U mnie zdarzyło się nagle wiele wypadków: choroby rodziny, wypadek samochodowy i jeszcze kilka drobnostek, które nie byłyby bolesne, gdyby nie taki nakład wszystkich wypadków na jeden miesiąc. Tylko że wcześniej też nie czułam niczyjej obecności, ale kiedy zauważyłam co się dzieje zaczęłam się zastanawiać nad sensem istnienia, bo takie wypadki dają dużo do myślenia. Nie ma w moim świecie miejsca dla boga, nigdy nie było i nie będzie- doszłam do takich wniosków, przyjrzałam starannie swoją przeszłość i wszystko zaczęło mieć sens, bóg byłby tu niepotrzebny. Do tego doszedł fakt, że od kiedy zaczęłam chodzić do szkoły interesowałam się nauką, w podstawówce zaczęłam czytać książki, które dawały mi pewne wątpliwości i już wtedy modliłam się rzadko, albo bez większych ceremoniałów, no ale ten najgorszy okres z wypadkami i podobnymi przeżyciami dał mi najwięcej do myślenia.
Tak zostałam ateistką!

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
Ada Wielogórska
To zwyczajny brak komunikacji w Twoim związku, masz jeszcze czas aby to naprawić, bo na razie twoja córka nie podejmuje jesczez takiego trudnego wyboru o którym mówimy-wierzyć czy nie wierzyć?
Porozmawjaj z zoną, bo jako rodzice musicie być jednogłośni w wychowaniu dziecka.
A co do rozwiązania "po najnizszej linji oporu" czyli takie jakie wybrałeś, jak to mówisz "dla świętego spokoju" nie jest dobre, zwłaszcza dla Ciebie.
Komunikacja Cię zbawi, bo ludzie nie czytają w myslach.
Piotr O. (13 punktów)
Adamie, Twoja sytuacja przypomina mi nieco obraz z dokumentu pt. 'Wirus wiary'. Jest tam mowa o tym, że wiara jest czymś w rodzaju choroby, która przechodzi z pokolenia na pokolenie, z ojca na syna itd. Widać, że Ty jesteś racjonalistą, natomiast Twoja żona jest zainfekowana tzw. 'wirusem wiary'. Proponuję, zresztą jak i moi przedmówcy, aby szczerze porozmawiać z żoną o wychowaniu dziecka. Moim zdaniem powinieneś być bardziej stanowczy i umieć postawić na swoim. Wiem, że jest to niełatwe, jednak czasem trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i przynajmniej spróbować. Innym rozwiązaniem, które dostrzegam jest pozwolenie na wpajanie dziecku przez żonę bajek o Bogu. Z tym, że Ty musiałbyś pełnić rolę zupełnie przeciwną. Z biegiem czasu dziecko (w odpowiednim oczywiście wieku), mogłoby wybrać czyją wersję uznać za bliższą prawdzie. Zawsze można mieć jednak nadzieję, że Twoja córka sama kiedyś zrozumie, że Bóg nie istnieje. Tak było m. in. w moim przypadku. Byłem wychowywany w katolickiej rodzinie. Byłem u pierwszej komunii, na bierzmowaniu, jednak zawsze zadawałem dużo pytań i szukałem na nie odpowiedzi. Tak było też w kwestii wiary. I końcu znalazłem odpowiedź.

Jeszcze jedna sprawa. Swoją drogą jest to bardzo dziwne i zarazem przerażające, że większość rodziców narzuca dzieciom swoją wiarę, często nie pozostawiając im żadnego wyboru. Dlaczego na przykład nie narzuca się dzieciom przynależności do, powiedzmy, partii politycznej, do której należa rodzice? Owszem żyjemy w katolickim państwie, zadeklarowanych chrześcijan jest ponad 90% jednak bez przesady. Czemu ludzie narzucają innym swój tok myślenia?

Tobie Adamie radzę skorzystać z którejś z moich rad. Musisz mieć odwagę, aby wyrazić swoje poglądy i mieć nadzieję, że córka w przyszłości okaże się na tyle dociekliwa, aby dojść do prawdy.
adamzwawy (969 punktów)
> Innym rozwiązaniem, które dostrzegam jest pozwolenie na wpajanie dziecku przez żonę >bajek o Bogu. Z tym, że Ty musiałbyś pełnić rolę zupełnie przeciwną....

Piotrze, myślę że ta droga będzie najlepsza, po prostu, jak już pisałem dam wolną rękę córce.
Gdy będzie świadoma swych potrzeb , niech wybiera.
Nie chcę prowadzić jej kosztem batalii wiara kontra racjonalizm.
Owszem będę starać się aby przejrzała na oczy, by była ciekawa świata.
Jeżeli dzięki mej postawie córka nie zasili szeregów ludzi myślących racjonalnie...to tylko będzie moja wina, a świat i tak pójdzie dalej.

>...Czemu ludzie narzucają innym swój tok myślenia?..

bo boją się sami myśleć i być niezależnym.
Mój ślub, nie było mowy aby był tylko cywilny, i co ciekawe że gdyby nie obawy co do reakcji otoczenia - tego najbliższego ( teść i teściowa i ktoś tam jeszcze...)
to żona byłaby w stanie mieć jedynie cywilny ( tak myślę o ile dobrze pamiętam )
niestety odczuwamy "nacisk" tej 90% zdeklarowanych kk...
co ciekawe kk bez żenady łamią podstawowe prawa konstytucyjne i...jest dobrze!
( o ile dobrze pamiętam, jest w ustawie zasadniczej coś o wolności przekonań i tak dalej...)

"król jest nagi!" krzyknęło dziecko w jakiejś bajce, może uda mi się
Kelly (2051 punktów)
Skoro jest już ochrzczona, to nigdy nie będzie miała zupełnie wolnego wyboru. Ale jeśli chodzi o naukę religii, nie ma się czego obawiać. Po wakacjach idę do II klasy gimnazjum. Tak jak ok. jedna czwarta klasy, rezygnuję z religii na rzecz etyki. Wśród tych osób są również "wychowywane w duchu katolickim", które twierdzą (uwaga, cytat "że przez tego faceta [nasz katecheta] zaczynają wątpić". Hmm... No comments.
"Studiowanie teologi odbiera żywą wiarę, studiowanie filozofii - rozum". Nie pamiętam, kto to powiedział, ale z pierwszą częścią się zgodzę.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365