Przed chwilą mnie natchnęło, więc wybiłem się z tego, co robiłem i natychmiast zacząłem pisać. Jest taki mechanizm psychologiczny, w którym staramy się wyprzeć traumę.. jakiś ból psychiczny.. Z drugiej zaś strony faktem jest, że ludzie się nie zmieniają i nie ma czegoś takiego jak zdrowa spontaniczna zmiana osobowości. Co jeśli wszyscy w gruncie rzeczy jesteśmy u podstaw tacy sami.. mamy tak samo zdefiniowaną Teorię Umysłu, a to co nas różni, to różne próby wymazania jakiegoś bólu/ traumy z psychiki. O co mi chodzi? Najgorzej jest chyba próbować się zmienić, gdyż wtedy psychika się tylko psuje i to dostarcza zakompleksionemu wtedy umysłowi powodu, aby próbować zmienić się dalej. To PRÓBA ZMIANY OSOBOWOŚCI jest według mnie najgorszym, najgłupszym i najbardziej chorym pomysłem, który pogarsza tylko stan człowieka próbującego się zmienić.. podczas gdy mógłby zaakceptować się w nowych okolicznościach. Do czego zmierzam? Do tego, czym faszeruje wiernych kościół. Można by chyba ustawić miernik wiary dla wiernych, którzy tak próbują się dla boga zmienić, tak rozmodlić, tak rozkochać i tak systematycznie spełniać warunki sakramentów (czyli zmienić siebie dla wyimaginowanego gościa za chmurką), że przestają zauważać swoje szaleństwo, czy głupotę i poprzestają na próbie dostrzeżenia czegoś pod powiekami zamkniętych oczu. Że też ja na to wcześniej nie wpadłem. Złoty biznes. Przypomina mi książkę, którą ostatnio czytałem. Podobno jeśli będę wystarczająco myślał o byciu bogatym, to bogaty będę. |