Racjonalista - Strona głównaDo treści
Po co komu PiS?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
25-05-2012 10:25aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Po co komu PiS?
0 na 2
Dawno dawno temu, w Krasnolandzie powstała doskonała koncepcja. Koncepcja ta miała już parę lat, ale że w Krasnolandzie ludność nie miała innej koncepcji, więc przygarnęła ją jak własną, zaopiekowała się nią i z wielką pieczołowitością pielęgnowała. W Krasnymlandzie zgodnie z tą koncepcją wychodowano sobie wspaniały okaz kadry zarządzającej. Członkowie tej grupy trzymającej władzę byli tak piekielnie kompetentni, że krążyła legenda, iż mają zwieracze zrobione ze stopu stali ze statystyką. Ten ludyczny przekaz nie odbiegał od prawdy, ale poddani wielbiąc swych przełożonych oddawali im chwałę do potęgi zgodną z literą koncepcji, więc w ogóle nie wolno im było wtraćać jakichś tam trzech groszy, z racji prerodygmatu oszczędności koncepcji. Koncepcja była tak silna, a zwieracze zarządzających tak mocne, że nawet jeśli jakaś inna pomniejsza koncepcja starała się niewinnie przemknąć, straszona była statystyką i musiała tę statystykę gonić.
System był szczelny jak te osławione zwieracze. Kadra zarządzająca tak oszczędzała, że mówiła bardzo dużo o tym, że nie ma sensu mówić dużo, tylko oszczędzać bazując na statystykach. Był jednak jeden szkopuł. W koncepcji tej wszelki czynnik ludzki traktowany był jako złośliwość w tym systemie, więc z całym parciem i ściskiem starano się ten czynnik zbagatelizować. Poniekąd problem tak bardzo narastał, że cały doskonały system raz na jakiś czas robił po prostu "srruuuu".
Pointą niech będzie fakt, że tylko niektórych śmieszy to "srruuuu" na końcu. A szkoda. Polska jest nie tylko Zieloną Wyspą, ale i enklawą technokracji. Jeśli kogoś dziwi sytuacja polityczna w Polsce, albo też ktoś ma pomysł na technokrację rządzącą światem, to my jesteśmy chyba podręcznikowym przykładem systemu technokratycznego.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
A można by zaryzykować i wprowadzić jakieś rozwiązania konstruktywne prócz tej osławionej oszczędności. Traktowanie "oszczędności" jako złotego środka świadczy o tendencji do unikania ryzyka, a o tym napomknął Freud. To strach przed życiem. Jeśli kogoś stać na unikanie ryzyka, to znaczy, że żyje w ubzduranym świecie, w którym najpewniej ma misję. Mówiąc "czynnik ludzki" miałem na myśli to, że jeśli nauczyciel wie już wszystko, uczeń i tak będzie wiedział lepiej.
O co mi tak konkretnie chodzi? Włączam telewizor i albo wygłupy Kaczora, albo dupościsk Donalda. Same zakazy i oszczędność, a politycy w poczuciu misji jak mantrę powtarzają nabazgrolone wcześniej monologi. Chciałem więc wtrącić, że bardziej by mi pasowało (oprócz dorabiania sobie gęby), że rządzący gotowi będą do odważnych i bardziej ryzykownych zachowań i na takich bym zagłosował. Jeśli jednak rządzący wiedzą wszystko i robią za "najlepszych terapeutów" trwogą tępiących nieuniknioną katastrofę, to to do niczego nie doprowadzi, a jedynie do jeszcze większego bałaganu.
Dawałbym sobie prawo do radości i zabawy, ale przecież jest kryzys i trzeba "zacisnąć pasa". Nie oczekuję mądrego polityka, niech będzie tylko inteligentny, czyli da dowód swojej inteligencji. Mądrość to tylko pewność jaką daje poczucie misji.
Nie mam aspiracji tworzyć jakiegoś nowego modelu systemu politycznego, ale skłonny byłbym zaufać partii, która nie ma "złotego środka", a jej członkowie nie są jedyną alternatywą (populizm).
Wydaje mi się zresztą, że ten dziwny pogląd jest jak samospełniająca się przepowiednia. Jeśli można rozdmuchać kryzys i wciąż dolewać oliwy do ognia, to społeczeństwo szybko uzna, że "mądrzy" rządzący są jedynymi, którzy potrafią okiełznać nasze zapędy. Przecież to nas obwinia się za kryzys (konsumpcjonizm). Rządzący będą nas wtedy pieścić prądem, a jak ktoś będzie miał za dużo, to zostanie popieszczony jeszcze bardziej. Wszystko w poczuciu misji i przy akompaniamencie wiary w mądrość rządzących. Jak ktoś się rozpłacze i powie, że boli, albo spyta dlaczego, to władza wtedy mu powie, że to nie on jest winien, tylko po prostu ta "zła natura człowieka".

Że tak zacytuję klasyków: "Human beings are a disaster to this planet and we... are the cure"


Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
Treść Twojej wypowiedzi jest niezgodna z tematem wątku.

Odpowiem w temacie.
PiS jest po to, żeby spolaryzować społeczeństwo między PO i PiS. Spolaryzowane, niedokształcone społeczeństwo widzi głównie wybór pomiędzy dwiema opcjami i wydaje mu się że głos na inne ugrupowania, to głos stracony. Dlatego głosują głównie przeciw jednej z dwóch najsilniejszych partii. Niemal nikt nie głosuje za, ale prawie wszyscy przeciw. Aby zagłosować przeciw, należy głosować na najsilniejszego oponenta tego, kogo się nie lubi.
25-05-2012 17:01 
 Ocena 1 na 1
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>Treść Twojej wypowiedzi jest niezgodna z tematem wątku.
Nie do końca. Kiedy zaczynałem ten wątek chodziła mi po głowie dyskusja, tudzież dialog, więc temat miał filuteryjnie zachęcać potencjalnych forumowiczy znudzonych wynajdywaniem kolejnych dowodów omyłki w sugestii, jakoby Bóg rzeczywiście istniał.
Myślę, że zawarłem to we wcześniejszych wypowiedziach, iż PiS w Polsce, czyli przykładnym technokratycznym państwie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nie można wyeliminować z życia człowieka czynnika ludzkiego (tendencji: nauczyciel wie wszystko, to uczeń wie lepiej) a im bardziej technokratyczne państwo, tym większa nieszczelność systemu w postaci buntu społecznego. PiS to awanturnicy, a im bardziej się ich bagatelizuje, tym są niebezpieczniejsi. Jeśli się z nimi walczy, jest jeszcze gorzej. Nikt tu nie jest winien, tylko system technokratyczny.
Chciałoby się powiedzieć: "Chodźcie, nie wyrzucajmy go na śmietnik, ale skróćmy go przynajmniej o głowę", ale tego procederu nie da się ukrócić i dopóty PO będzie partią technokratyczną ludzi pozujących na elitę rządzącą, która ma za misję wyeliminować z jakiejkolwiek dziedziny życia czynnik ludzki, dopóty PiS będzie rósł w siłę i będzie coraz bzdurniejsze rzeczy wyczyniał.
Jest alternatywa. Wybierajmy ludzi, którzy są przynajmniej choć trochę zabawni, jak Ryszard Kalisz, który ma zresztą fantastyczne poparcie, bo wtedy możemy mieć pewność, że taki polityk podejdzie do sprawy z dystansem, a nie okaże się kolejnym mrukiem z dysocjacją od kłamania i monologowania. O to w tym wszystkim chodzi. Może nie o epatowanie kojojowymi sztandarami w "Dniu Amnestii Seksualnej", ale o to, żeby człowiek, któremu powierza się funkcję sprawowania ważnej funkcji zarządzania w państwie nie był tetrykiem, ale potrafił tak się zorganizować, aby się zabawić i być w stanie zrozumieć drugiego człowieka. W przeciwnym wypadku (powinienem tutaj coś narysować), będziemy mieli taką sytuację, w której koło emerytów i rencistów zmobilizowane zostało w terapeutycznej pracy mobilizacji reszty społeczeństwa, która już po prostu nie ma siły. Bo i skąd ma ją brać, jak nie z chwili relaksu.
p.s. Postaram się w przyszłości również pisać coś z sensem, ale głowy nie daję, bo odstawiłem psychotropy i koniec włajażu - muszę do nich niestety wrócić.

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
25-05-2012 18:44 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>PiS jest po to, żeby spolaryzować społeczeństwo między PO i PiS. Spolaryzowane, niedokształcone społeczeństwo widzi głównie wybór pomiędzy dwiema opcjami i wydaje mu się że głos na inne ugrupowania, to głos stracony.

Czy aby na pewno taki wybór jest nieracjonalny?
Pis ma niezachwiane, stałe poparcie stada dewotów. Gdyby wyborcy którzy głosowali na PO z wyrachowania zagłosowali na partię która im się podoba (czyli zazwyczaj na żadną), być może dzisiaj kolega zweryfikowałby swój pogląd na atrakcyjność braku polaryzacji.
25-05-2012 21:36 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Czy aby na pewno taki wybór jest nieracjonalny?
>Pis ma niezachwiane, stałe poparcie stada dewotów. Gdyby wyborcy którzy głosowali na PO z wyrachowania zagłosowali na partię która im się podoba (czyli zazwyczaj na żadną), być może dzisiaj kolega zweryfikowałby swój pogląd na atrakcyjność braku polaryzacji.

Czy jest racjonalny? To można sprawdzić. Czy zostały zrealizowane programy którejkolwiek z partii? Czy zostały obniżone podatki? Czy dzięki ich rządzeniu żyje się lepiej, czy może jednak spowalniają rozwój? Moim zdaniem żyje nam się lepiej dzięki wolności jaką mamy od 23 lat i dzięki naszej pracy, przedsiębiorczości i ambicji.
Kolejne rządy są kulą u nogi, pomimo której dalej idziemy do przodu.

Tylko że coraz wolniej...
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Czy jest racjonalny? To można sprawdzić. Czy zostały zrealizowane programy którejkolwiek z partii? Czy zostały obniżone podatki? Czy dzięki ich rządzeniu żyje się lepiej, czy może jednak spowalniają rozwój?

Nie uważam że stopień realizacji programu wyborczego jest wyznacznikiem racjonalności wyboru.
Z programem jest taki problem, że opracowują go partie, a realizuje parlament, prezydent i paru innych gości, którzy często starają się w tym przeszkodzić. W tej sytuacji oczekiwanie pełnej realizacji programu jest nieracjonalne.

Czy obniżono podatki pytasz. A czy zmniejszono zbędne wydatki? To jest moim zdaniem znacznie ważniejsze pytanie. Ruchy w podatkach to tylko konsekwencja innych działań i okoliczności.

W ogóle wybory mają to do siebie, że wybiera się partie mające rządzić w przyszłości, a podane przez ciebie kryteria dotyczą efektów rządzenia post factum i gdyby je zastosować na przykład do partii Palikota, ta odpadłaby w przedbiegach, bo nie ma żadnych dokonań.

Wybory to jednak trochę sztuka wróżenia z fusów i gdybanie. Racjonalny jest taki wybór, który w ocenie głosującego ma szansę przynieść lepsze efekty niż wybór alternatywny (w tym niegłosowanie). Bycie całym sercem 'za' nie jest tu do niczego potrzebne.
27-05-2012 09:13 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Czy jest racjonalny? To można sprawdzić. Czy zostały zrealizowane programy którejkolwiek z partii? Czy zostały obniżone podatki? Czy dzięki ich rządzeniu żyje się lepiej, czy może jednak spowalniają rozwój?
>Nie uważam że stopień realizacji programu wyborczego jest wyznacznikiem racjonalności wyboru.
>Z programem jest taki problem, że opracowują go partie, a realizuje parlament, prezydent i paru innych gości, którzy często starają się w tym przeszkodzić. W tej sytuacji oczekiwanie pełnej realizacji programu jest nieracjonalne.

Niech będzie chociaż 30%, albo przynajmniej trzymają się naczelnej zasady jaką np może być "stałe obniżanie podatków" - cytat z expose.

>Czy obniżono podatki pytasz. A czy zmniejszono zbędne wydatki? To jest moim zdaniem znacznie ważniejsze pytanie. Ruchy w podatkach to tylko konsekwencja innych działań i okoliczności.

To oczywiste. Myślę że płemieł wiedział że te dwie rzeczy idą w parze.

>W ogóle wybory mają to do siebie, że wybiera się partie mające rządzić w przyszłości, a podane przez ciebie kryteria dotyczą efektów rządzenia post factum i gdyby je zastosować na przykład do partii Palikota, ta odpadłaby w przedbiegach, bo nie ma żadnych dokonań.

Nowych partii z nowymi ludźmi nie ma prawie wcale. Ta metoda wystarczy do oceny ludzi i ugrupowań już rządzących.

>Wybory to jednak trochę sztuka wróżenia z fusów i gdybanie. Racjonalny jest taki wybór, który w ocenie głosującego ma szansę przynieść lepsze efekty niż wybór alternatywny (w tym niegłosowanie). Bycie całym sercem 'za' nie jest tu do niczego potrzebne.

To jest osobista sprawa każdego głosującego i jego wybór. W demokracji rządzi większość, a ta jest głupia.
28-05-2012 11:15 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Niech będzie chociaż 30%, albo przynajmniej trzymają się naczelnej zasady jaką np może być "stałe obniżanie podatków" - cytat z expose.

Dlaczego chociaż 30%? Dlaczego nie 50%, albo 5%? W jaki sposób wyliczyć procentową realizację programu?
Do tego dochodzą inne niuanse. Co lepsze, wygra PO i zrealizuje 0% programu, czy wygra PiS i zrealizuje 100% swojego?

>W demokracji rządzi większość, a ta jest głupia.

Czy to oznacza że mniejszość nie jest głupia? Czy twoim zdaniem większość zawsze jest głupia, czy tylko w tym przypadku? Czy chodzi o większość uprawnionych do głosowania, czy większość głosujących?

Czy jeżeli weźmiemy pod uwagę jakąś głupią większość, i z tej grupy wydzielimy kolejną większość i mniejszość według jakiegoś kryterium, czy ta podwiększość pozostanie głupia, a podmniejszość zmądrzeje?
28-05-2012 19:10 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Niech będzie chociaż 30%, albo przynajmniej trzymają się naczelnej zasady jaką np może być "stałe obniżanie podatków" - cytat z expose.
>Dlaczego chociaż 30%? Dlaczego nie 50%, albo 5%? W jaki sposób wyliczyć procentową realizację programu?

Dlatego że 30% to więcej niż osiągnęła jakakolwiek znana mi polska partia. Procentową realizację programu jest bardzo łatwo obliczyć zliczając punkty programu i licząc ile z nich zostało zrealizowanych. Można zastosować ułamki w przypadku niepełnej realizacji.

>Do tego dochodzą inne niuanse. Co lepsze, wygra PO i zrealizuje 0% programu, czy wygra PiS i zrealizuje 100% swojego?

Dla Ciebie to nie wiem, ale dla mnie wiem co jest lepsze.

>>W demokracji rządzi większość, a ta jest głupia.
>Czy to oznacza że mniejszość nie jest głupia? Czy twoim zdaniem większość zawsze jest głupia, czy tylko w tym przypadku? Czy chodzi o większość uprawnionych do głosowania, czy większość głosujących?

Większość jest zawsze głupia i ma IQ około 100. Dotyczy to większości uprawnionych jak i głosujących. W Polsce większość to 75% prawdopodobieństwa że przedstawiciel nie przeczytał w ostatnim roku żadnej książki, nie ma pojęcia o ekonomii i wierzy w istnienie urojonych osób. Dla mnie te cechy (w uproszczeniu) świadczą o głupocie.
Jeśli chodzi o mniejszość, to do odpowiedzi musiałbyś podać więcej danych. Wtedy można odpowiedzieć.

>Czy jeżeli weźmiemy pod uwagę jakąś głupią większość, i z tej grupy wydzielimy kolejną większość i mniejszość według jakiegoś kryterium, czy ta podwiększość pozostanie głupia, a podmniejszość zmądrzeje?

To zależy od kryterium.
29-05-2012 20:26 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Większość jest zawsze głupia

>To zależy od kryterium.

To jak w końcu jest?
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Większość jest zawsze głupia
>>To zależy od kryterium.
>To jak w końcu jest?

Widzisz tu sprzeczność?
Rozmawiamy o większości społeczeństwa.
Potem wprowadzasz nowe, nieznane kryterium podziału. Otrzymany wynik zależy od tego kryterium. Czy powyższą zasadę będzie można zastosować, to też jest od tego zależne.
Np niech parametrem będzie permanentny stan śpiączki.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Widzisz tu sprzeczność?
>Rozmawiamy o większości społeczeństwa.
>Potem wprowadzasz nowe, nieznane kryterium podziału. Otrzymany wynik zależy od tego kryterium.

Oczywiście. "Społeczeństwo" to też jest kryterium podziału. Z definicji każde społeczeństwo jest częścią większego społeczeństwa bądź ogółu ludzkości.

Z tego co zrozumiałem, twierdzisz większość wyłoniona na podstawie kryterium głosowania w wyborach jest zawsze głupia.
Weź systemy dwupartyjne, raz wygrywa jedna, raz druga. Czy to oznacza że jedni okresowo głupieją, a inni mądrzeją?

Zauważ też, że u nas większość społeczeństwa nie uczestniczy w wyborach, więc przyznając się do niegłosowania padasz ofiarą własnej teorii.
03-06-2012 01:27 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Widzisz tu sprzeczność?
>>Rozmawiamy o większości społeczeństwa.
>>Potem wprowadzasz nowe, nieznane kryterium podziału. Otrzymany wynik zależy od tego kryterium.
>Oczywiście. "Społeczeństwo" to też jest kryterium podziału. Z definicji każde społeczeństwo jest częścią większego społeczeństwa bądź ogółu ludzkości.
>Z tego co zrozumiałem, twierdzisz większość wyłoniona na podstawie kryterium głosowania w wyborach jest zawsze głupia.

Rozkład głupich i mądrych w obu grupach będzie podobny.

>Weź systemy dwupartyjne, raz wygrywa jedna, raz druga. Czy to oznacza że jedni okresowo głupieją, a inni mądrzeją?

Większość jest zawsze głupia i głosuje na jedną z dwóch partii.

>Zauważ też, że u nas większość społeczeństwa nie uczestniczy w wyborach, więc przyznając się do niegłosowania padasz ofiarą własnej teorii.

Uczestniczę w wyborach. Biorę kartę. Czasem głosuję, a czasem zabieram ją do domu. Jestem w mniejszości, bo przypadki zabierania kart są bardzo rzadkie.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Większość jest zawsze głupia i głosuje na jedną z dwóch partii.

Cóż, chyba nie warto tego dalej ciągnąć, nie będę pytał o źródło badań statystycznych itp,
tylko pozwolę sobie zauważyć, że stwierdzenie "większość jest zawsze głupia" jest nie tylko nieprawdziwe, ale przede wszystkim dość głupie.
To taka miejska mądrość ludowa, mem.

Oczywiście większość głupia bywa, i to wszystko co można na ten temat powiedzieć.

>Uczestniczę w wyborach. Biorę kartę. Czasem głosuję, a czasem zabieram ją do domu. Jestem w mniejszości, bo przypadki zabierania kart są bardzo rzadkie.

Ja, jeżeli nie biorę udziału w wyborach, słucham wtedy chorałów gregoriańskich, to bardzo mało popularny nurt muzyczny. Czy ja też jestem w mniejszości?
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Większość jest zawsze głupia i głosuje na jedną z dwóch partii.
>Cóż, chyba nie warto tego dalej ciągnąć, nie będę pytał o źródło badań statystycznych itp,
>tylko pozwolę sobie zauważyć, że stwierdzenie "większość jest zawsze głupia" jest nie tylko nieprawdziwe, ale przede wszystkim dość głupie.
>To taka miejska mądrość ludowa, mem.
>Oczywiście większość głupia bywa, i to wszystko co można na ten temat powiedzieć.

Dowody na to, że większość zawsze jest głupia, albo po prostu się myli.

stooq.pl/q/?s=wig20&c=10y&t=l&a=ln&b=0
stooq.pl/q/?s=kgh&c=5y&t=l&a=ln&b=0
W tym czasie nie zdarzyło się nic, co uzasadnia takie ruchy cen. To tylko emocje, chciwość, strach i głupota.

Tutaj statystyka potwierdzająca głupotę. To znaczy tak jak ja ją definiuję. Pewnie jest to definicja niestandardowa.
literalubi(*)-polowa-polakow-czyta-ksiazki/

>>Uczestniczę w wyborach. Biorę kartę. Czasem głosuję, a czasem zabieram ją do domu. Jestem w mniejszości, bo przypadki zabierania kart są bardzo rzadkie.
>Ja, jeżeli nie biorę udziału w wyborach, słucham wtedy chorałów gregoriańskich, to bardzo mało popularny nurt muzyczny. Czy ja też jestem w mniejszości?

Myślę, że tak.
04-06-2012 21:08 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Dowody na to, że większość zawsze jest głupia, albo po prostu się myli.
>stooq.pl/q/?s=wig20&c=10y&t=l&a=ln&b=0
>stooq.pl/q/?s=kgh&c=5y&t=l&a=ln&b=0
>W tym czasie nie zdarzyło się nic, co uzasadnia takie ruchy cen. To tylko emocje, chciwość, strach i głupota.

No właśnie, emocje, pisałem co nieco na na ten temat w tym wątku, pamiętasz?
Co nie zmienia faktu, że z danych które prezentujesz nie wynika wniosek że większość jest zawsze głupia.

>Tutaj statystyka potwierdzająca głupotę. To znaczy tak jak ja ją definiuję. Pewnie jest to definicja niestandardowa.
>literalubi(*)-polowa-polakow-czyta-ksiazki/
Dość standardowa, choć mało przydatna.
Znam ludzi zakopanych po uszy w stosach książek którzy są głupi jak mokasyn z frędzlami, i vice versa.

Jeszcze wykop statystyki na temat uczęszczania do teatrów. Ja nie uczęszczam, bo nie lubię. Głupi jestem ,czy co? (no dobra, przyznaję się, bywam, ale rzadko).
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>>Niech będzie chociaż 30%, albo przynajmniej trzymają się naczelnej zasady jaką np może być "stałe obniżanie podatków" - cytat z expose.
Podatek powinien wynosić 23,05%.. koniec kropka. Nie żyjemy w raju podatkowym, gdzie śierć pewniejsza od podatków.

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
25-05-2012 19:15 
 Ocena 1 na 1
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>i wydaje mu się że głos na inne ugrupowania, to głos stracony. Dlatego głosują głównie przeciw jednej z dwóch najsilniejszych partii.
To bardzo ważne co Pan powiedział.. Nie głosujemy za, a głosujemy jako społeczeństwo przeciw. Jest takie powiedzenie... w mętnej wodzie lepiej się ryby łowi, a wybitnych specjalistów od spartolenia roboty, taki "krem de la krem" którzy już wiele wody namącili jest w tym kraju mnóstwo i dlatego mamy jak mamy. Głosujemy przeciw, bo ci drudzy są be, a ci pierwsi zrobią z tymi drugimi porządek. To prowadzi do sytuacji, w której nikt nic konkretnego dla kraju nie robi, a bezustannie rozwija się jedynie konflikt. Tego jednak świadomym Polakom na tym forum tłumaczyć nie trzeba. To widać "gołym okiem".

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
25-05-2012 20:04 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Nie głosujemy za, a głosujemy jako społeczeństwo przeciw.

To oczywiście nieprawda. Są tacy którzy głosują za, są tacy którzy przeciw, a większość nie głosuje wcale. To postawy równoprawne w ramach wolności wyboru.

Żeby głosować 'za', trzeba mieć na kogo, nie każdy jest sympatykiem którejś z dostępnych opcji.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>To oczywiście nieprawda. Są tacy którzy głosują za, są tacy którzy przeciw, a większość nie głosuje wcale. To postawy równoprawne w ramach wolności wyboru.
>Żeby głosować 'za', trzeba mieć na kogo, nie każdy jest sympatykiem którejś z dostępnych opcji.

Od jakiegoś czasu głosuje za lub wcale. Nie głosuję na mniejsze zło, bo to też jest złe.
Głosuję za tymi, z którymi jest mi po drodze ideologicznie. Jeżeli nie ma na karcie nikogo kto jest wart głosu, to zabieram ją do domu.

Polska to kraj przeciwników jakiejś partii, a nie sympatyków.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Nie głosuję na mniejsze zło, bo to też jest złe.

Chętnie dowiedziałbym się co w tym jest złego. (w głosowaniu na mniejsze zło, rzecz jasna, nie w mniejszym złu, które wszak złe jest z definicji, ale jakby mniej)
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Nie głosuję na mniejsze zło, bo to też jest złe.
>Chętnie dowiedziałbym się co w tym jest złego. (w głosowaniu na mniejsze zło, rzecz jasna, nie w mniejszym złu, które wszak złe jest z definicji, ale jakby mniej)

Nie wiem co to jest dobro i zło.
Wiem co jest dobre i złe dla mnie. I kiedy mówię o źle, to zawsze w tym kontekście.
W głosowaniu przeciw niechcianym partiom jest dla mnie złe to, że głupio się czuję, kiedy polityk bierze ten głos za poparcie, a nie tylko jako wyraz sprzeciwu. Uważając błędnie, że dostał poparcie czuje się upoważniony do robienia różnych głupich rzeczy.
No więc nie będzie miał mojego małego głosu. To jest dobre (dla mnie).
28-05-2012 10:52 
 Ocena 1 na 1
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>W głosowaniu przeciw niechcianym partiom jest dla mnie złe to, że głupio się czuję [...]

Emocje.
Przydają się, kiedy goni cię drapieżnik, albo kiedy chcesz zaciągnąć kobietę do łóżka.

W polityce lepiej sprawdza się chłodna kalkulacja. Emocjonalne podejście do wyborów politycznych i poszukiwanie polityków których można by gorąco popierać, prędzej czy później kończy się równie emocjonalnym zawodem i prowadzi delikwenta do wyżalania się na kartach forów, jak to dał się nabrać, jak to nigdy więcej itd.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>W głosowaniu przeciw niechcianym partiom jest dla mnie złe to, że głupio się czuję [...]
>Emocje.
>Przydają się, kiedy goni cię drapieżnik, albo kiedy chcesz zaciągnąć kobietę do łóżka.
>W polityce lepiej sprawdza się chłodna kalkulacja. Emocjonalne podejście do wyborów politycznych i poszukiwanie polityków których można by gorąco popierać, prędzej czy później kończy się równie emocjonalnym zawodem i prowadzi delikwenta do wyżalania się na kartach forów, jak to dał się nabrać, jak to nigdy więcej itd.

To moje emocje i moje samopoczucie. Są one dla mnie ważniejsze, niż cudza kalkulacja. Lubię się dobrze czuć.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>To moje emocje i moje samopoczucie. Są one dla mnie ważniejsze, niż cudza kalkulacja. Lubię się dobrze czuć.
Logika rozumie tylko "prawie wszystko". Emocje to co innego, bo jak wytłumaczyć cytat "All becomes one"?


Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>To moje emocje i moje samopoczucie. Są one dla mnie ważniejsze, niż cudza kalkulacja. Lubię się dobrze czuć.
>Logika rozumie tylko "prawie wszystko". Emocje to co innego, bo jak wytłumaczyć cytat "All becomes one"?

Nie rozumiem nawet większości Twoich wypowiedzi więc nie próbuję też zrozumieć o co Ci chodzi tym razem. To ponad moje siły.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>To moje emocje i moje samopoczucie. Są one dla mnie ważniejsze, niż cudza kalkulacja. Lubię się dobrze czuć.

To zrozumiałe, o ile sam akt głosowania jest w stanie wpłynąć na twoje samopoczucie.

Jeżeli o mnie chodzi, większy wpływ na moje samopoczucie ma (potencjalnie) jego wynik.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>To moje emocje i moje samopoczucie. Są one dla mnie ważniejsze, niż cudza kalkulacja. Lubię się dobrze czuć.
>To zrozumiałe, o ile sam akt głosowania jest w stanie wpłynąć na twoje samopoczucie.
>Jeżeli o mnie chodzi, większy wpływ na moje samopoczucie ma (potencjalnie) jego wynik.

Prawdopodobieństwo, że mój głos będzie miał decydujący wpływ na wynik wyborów prezydenckich jest około 1 do kilkunastu milionów.
Prawdopodobieństwo że będę się czuł dobrze głosując tak jak głosuję jest niemal 100%. Sprawdzone doświadczalnie.

Z prawdopodobieństwa wynika, że Twoje samopoczucie jest praktycznie niezależne od Twojego głosowania. Możesz głosować odwrotnie. Jeżeli tylko wynik ma znaczenie, to nie ma znaczenia jak zagłosujesz.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Z prawdopodobieństwa wynika, że Twoje samopoczucie jest praktycznie niezależne od Twojego głosowania.

...oraz z tego co napisałem w poprzednim poście.
To oczywiste że jeden głos nie ma praktycznego wpływu na wynik, dlatego nie spinam się na uczestnictwo w wyborach jeżeli mi nie po drodze. To jednak nie zmienia niczego co do zasady, im więcej osób będzie głosować/nie głosować kierując się emocjami, tym głupsze będą jego wyniki.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Z prawdopodobieństwa wynika, że Twoje samopoczucie jest praktycznie niezależne od Twojego głosowania.
>...oraz z tego co napisałem w poprzednim poście.
>To oczywiste że jeden głos nie ma praktycznego wpływu na wynik, dlatego nie spinam się na uczestnictwo w wyborach jeżeli mi nie po drodze. To jednak nie zmienia niczego co do zasady, im więcej osób będzie głosować/nie głosować kierując się emocjami, tym głupsze będą jego wyniki.

Nie interesuje mnie los innych osób w aż takim stopniu, żebym się miał przejąć ich emocjami przy głosowaniu. I tak wyniki są beznadziejnie głupie, a wyborcy zawsze rozczarowani i zrobieni w konia.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>I tak wyniki są beznadziejnie głupie, a wyborcy zawsze rozczarowani i zrobieni w konia.

Masz skłonność do generalizacji i używania wielkich kwantyfikatorów.
Nie mogę powiedzieć że to zawsze wpływa destrukcyjnie na sensowność wypowiedzi, to byłaby nieuzasadniona generalizacja i za duży kwantyfikator,
jednak w tym jednym, konkretnym przypadku zdecydowanie tak.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>I tak wyniki są beznadziejnie głupie, a wyborcy zawsze rozczarowani i zrobieni w konia.
>Masz skłonność do generalizacji i używania wielkich kwantyfikatorów.
>Nie mogę powiedzieć że to zawsze wpływa destrukcyjnie na sensowność wypowiedzi, to byłaby nieuzasadniona generalizacja i za duży kwantyfikator,
>jednak w tym jednym, konkretnym przypadku zdecydowanie tak.

Gdybym napisał, że każdy wyborca jest zawsze rozczarowany, to bym przesadził.
Wyborcy jako zbiór są zawsze rozczarowani, a jest to potwierdzone badaniami statystycznymi. Na przykład tymi pokazującymi popularność partii kilka miesięcy po wyborach. Nie było ani jednych wyborów, gdzie te wskaźniki się drastycznie nie zmieniły. Słowo zawsze jest więc jak najbardziej na miejscu, chyba że znajdziesz mi przykład wyborów (krajowych, bo taki jest kontekst), gdzie było inaczej.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Gdybym napisał, że każdy wyborca jest zawsze rozczarowany, to bym przesadził.
Dokładnie to napisałeś.
Gdybyś napisał np "zazwyczaj istnieją tacy wyborcy, którzy są rozczarowani" byłoby to zgodne z prawdą.

>Wyborcy jako zbiór są zawsze rozczarowani, a jest to potwierdzone badaniami statystycznymi.
Nie mam pojęcia według jakich kryteriów i miar można określić zbiór osób jako rozczarowany. Co najmniej jeden rozczarowany? 50%? Wszyscy? Inna wartość?

>Na przykład tymi pokazującymi popularność partii kilka miesięcy po wyborach. Nie było ani jednych wyborów, gdzie te wskaźniki się drastycznie nie zmieniły. Słowo zawsze jest więc jak najbardziej na miejscu, chyba że znajdziesz mi przykład wyborów (krajowych, bo taki jest kontekst), gdzie było inaczej.

Parlamentarne 2011
Słupki słupkami, wyniki mówią same za siebie, a to "drastycznie" które wspominasz to bywa kilka procent.

Narzekanie wciąż jest w Polsce w modzie, nie wyciągaj z tego pochopnych wniosków, nie myl konwencji konwersacyjnych z rzeczywistością.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
prosze skasowac
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>To bardzo ważne co Pan powiedział.. Nie głosujemy za, a głosujemy jako społeczeństwo przeciw. Jest takie powiedzenie... w mętnej wodzie lepiej się ryby łowi, a wybitnych specjalistów od spartolenia roboty, taki "krem de la krem" którzy już wiele wody namącili jest w tym kraju mnóstwo i dlatego mamy jak mamy. Głosujemy przeciw, bo ci

Myślę, że dwie największe partie po wyborach razem podają sobie ręce, śmiejąc się piją wódkę i sobie wzajemnie gratulują że obie zebrali głosy największej ilości przeciwników tej drugiej. I tak co cztery lata.
26-05-2012 00:50 
 Ocena 2 na 2
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
>Myślę, że dwie największe partie po wyborach razem podają sobie ręce, śmiejąc się piją wódkę i sobie wzajemnie gratulują że obie zebrali głosy największej ilości przeciwników tej drugiej. I tak co cztery lata.

Trąci teorią spiskową. Pewnie że jest w tym wszystkim trochę teatru, ale gdybyś miał rację, to znaczyłoby że za tak brawurowo zagraną nienawiść niektórzy z nich powinni dostać Oscara.

Tymczasem każdy kto był ostatnio na jakimś polskim filmie wie, że aktorstwo to niełatwa sztuka.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365