 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Sprawy portalu
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-10-2011 12:49 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Obrona mbieleckiego.
7 na 7 | Tak na marginesie chciałbym zauważyć, iż zarzuciliśmy mbieleckiemu, iż jest ignorantem, skoro przyjmuje za pewnik historyczność Jezusa (myśliciela z Ewangelii i jednocześnie ukrzyżowanego - nie jako dwóch, czy więcej postaci). Pojawił się na forum Andrzej.51, który zarzuca mbieleckiemu zbytnią pewność w wierze w katolickie dogmaty i interpretacje Biblii, ale jeśli chodzi o historyczność Jezusa, z grubsza takiego, jakiego mamy w Ewangeliach - to Andrzej.51 poparł mbieleckiego. W związku z czym przeprosiłem (i znów przepraszam) mbieleckiego za zarzut ignorancji dotyczący przyjmowania za pewnik tak ujętego historycznego Jezusa. Teraz, gdyż nadal nie zgadzam się z tym ujęciem, dyskutuję z Andrzejem.51, który tak poza tym obrasta jak kula śnieżna w plusy. Czyżby więc owi wszyscy plusodawcy wierzyli w historyczność ewangelicznego Jezusa bez cudów? Gdzie byli, gdy mbielecki bronił tej idei? Gdzie zaś są sceptycy wobec tej idei? Dostrzegłem w tych zachowaniach pewien element hipokryzji ze strony naszego kolektywu - co prawda to prawda. Dodam, iż problem, o którym piszę, dostrzegła też Ignorancja (ciekawy głos wobec Andrzeja.51), oraz Meret i Bogusławski (którzy wolą zostawić sprawę osobom bardziej obeznanym w temacie i mającym czas (w końcu chodzi o erudycję Andrzeja.51)). Bądźmy uczciwi i zajmijmy się wypowiedziami Andrzeja.51 na wątku Grobowa historyczność, albo też zgódźmy się z tezą, iż obrońcy Grobowej historyczności (w tym mbielecki) mieli rację. Oczywiście mbielecki broni też idei Jezusa - boga, ale w pewnym momencie dyskusji oddzielił Jezusa ewangelicznego od jego boskości i też dostał po nosie, jak zauważył nie wprost Andrzej.51 - niesłusznie.
Zajmijcie się tym, drodzy Forumowicze, bo ta sytuacja póki co nie jest OK! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 6 | zupełna (2507 punktów) | >Jezusa, z grubsza takiego, jakiego mamy w Ewangeliach - to Andrzej.51 poparł mbieleckiego. W związku >z czym przeprosiłem (i znów przepraszam) mbieleckiego za zarzut ignorancji dotyczący przyjmowania za >pewnik tak ujętego historycznego Jezusa. Teraz, gdyż nadal nie zgadzam się z tym ujęciem, dyskutuję >z Andrzejem.51, który tak poza tym obrasta jak kula śnieżna w plusy. Czyżby więc owi wszyscy >plusodawcy wierzyli w historyczność ewangelicznego Jezusa bez cudów? Z andrzejem.51 to jest taki problem, że prawdopodobnie jakby opisywał książkę telefoniczną to te opisy zasługiwały by na plusy. Być może zachwyt nad językiem jakim się posługuje i precyzyjnością zaćmił mi umysł, bo umknęło mojej uwadze to, że andrzej 51 uznaje istnienie Jezusa w postaci jakiej on wystepuje w NT. Przeczytam "na zimno" jeszcze raz wypowiedzi andrzeja 51.
|
|
 | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Musisz, niestety, przeczytać wszystkie na wątku Grobowa historyczność, bo Andrzej.51 jakby unika jednoznaczych deklaracji (ale - moim zdaniem - je tworzy). Trzeba też uważnie zwrócić uwagę na to, CO ON ZAKŁADA. To też może umknąć, bo przecież gani na przykład mbieleckiego za to, iż jest pewnym istnienia Jana Ewangelisty. Więc nam się to podoba - ale, co poza tym Andrzej.51 zakłada?
Oczywiście nie krytykuję Andrzeja.51 za to, co rzeczywiście sądzi (przyznam, że nie jestem pewien). Ma prawo do swoich opinii. Jest też kulturalnym rozmówcą, choć starannie pominął niemal wszystkie moje wątpliwości, łącznie z tym, czy wierzy nie tylko w Jezusa historycznego zgodnego z nauczaniem na górze, ale też w jego zmartwychwstanie. Być może uznał to za absurd, a może nie chciał się do tego odnieść. A spytałem go tylko po to, aby zrozumieć jego punkt widzenia. Bo moim zdaniem bezstronny naukowiec nie może przyjmować pewności aż tylu wydarzeń ewangelicznych. Moim zdaniem - jestem istotą omylną.
Tym niemniej, niezależnie od tego, co sądzi Andrzej.51, to w kluczowym momencie stwierdził on, iż (nie wiem, czy "jego zdaniem", czy "ogólnie") przekonanie mbieleckiego o historyczności Jezusa nauczającego i ukrzyżowanego jest słuszne.
|
|
|  | | Andrzej Michalski (234 punktów) | Panowie Bielecki i Andrzej.51 zakładają za dużo ignorując przy tym zbyt wiele faktów. Przyjmowanie tylu hipotez ignorując sytuację polityczną w Judei to skandal. www.youtube.com/watch?v=i1hrj8bhG20Przyjście pro-rzymskiego mesjasza nie powinno nikogo dziwić. Ehrman,Price i wielu innych zgadzają się ,że ewangelie są pro rzymskie ale to nikogo nie interesuje bo grób był pusty itd. Więc po prostu zgodnie przyznajmy ,że był taki koleś Jezus który dokładnie przewidział oblężenie Jerozolimy, zburzenie światyni, niewolę dla żydów i to wszystko 40 lat po jego śmierci tak jak mówił! Cud ! Josephus to przecież uczciwy historyk tak jak ojcowie kościoła i ewangeliści. Nikt nic nie dorzucił do wątku powstanie ewangelii, ale to z Jezusem nie ma chyba nic wspólnego. Nie zdecydowanym polecam Skepticon www.youtube.com/watch?v=MvleOBYTrDE
|
|
| |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Andrzeju - zapoznaj się z dramatami Seneki. Wydaje mi się, że Twoje teorie, niezbyt tu komentowane, są nieco za daleko idące, nie wierzę (na bazie przemyśleń naukowych) w jakiś spisek Rzymian, ale możliwe jest oparcie pewnych fragmentów (niekiedy bardzo ważnych) Ewangelii na popularnej literaturze Imperium Rzymskiego z tego okresu. Inaczej trzeba by założyć, iż Seneka mógł się wzorować w niektórych fragmentach swoich dzieł na Ewangeliach, co wydaje się znacznie mniej prawdopodobne.
|
|
|  | 11 na 11 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Musisz, niestety, przeczytać wszystkie na wątku Grobowa historyczność, bo Andrzej.51 jakby unika jednoznacznych deklaracji (ale - moim zdaniem - je tworzy).Nie wydaje mi się, by moje wypowiedzi można było tak odbierać. Staram się - zgodnie z posiadana wiedzą - w miarę jednoznacznie odnosić do wszystkich poruszanych kwestii. Bynajmniej nie zależy mi na niejasnym czy też dwuznacznym wypowiadaniu się. Niejednokrotnie jednak - przynajmniej w mojej opinii - jednoznaczne sądy nie są możliwe. Widać to między innymi w kilku moich wypowiedziach na temat Marii Magdaleny i odkrycia (przez nią) pustego grobu. > [...] choć starannie pominął niemal wszystkie moje wątpliwości, łącznie z tym, czy wierzy nie tylko w Jezusa historycznego zgodnego z nauczaniem na górze,Nie pominąłem wątku Kazania na Górze. W kilku wypowiedziach napisałem - powołując się na opinie Vermesa i Deschnera - że najprawdopodobniej Jezus nigdy nie wygłosił tego kazania w zwięzłej formie, w jakiej znamy je z ewangelii Mateusza i Łukasza, oraz że raczej należy je uznać za streszczenie nauk Jezusa wytworzone przez wczesną tradycję wiele lat po jego śmierci. Powołałem się przy tym na opinie Vermesa i Deschnera. Uzupełnię jedynie, iż z kolei Deschner odwołuje się do stanowiska słynnego teologa niemieckiego, prof. Martina Dibeliusa. > ale też w jego zmartwychwstanie. Być może uznał to za absurd, a może nie chciał się do tego odnieść.Uważam, iż skierowane do mnie zapytanie o historyczność zmartwychwstania Jezusa jest zarówno absurdalne, jak i retoryczne. > Tym niemniej, niezależnie od tego, co sądzi Andrzej.51, to w kluczowym momencie stwierdził on, iż (nie wiem, czy "jego zdaniem", czy "ogólnie") przekonanie mbieleckiego o historyczności Jezusa nauczającego i ukrzyżowanego jest słuszne.Prof. E.P. Sanders, jeden z największych współczesnych badaczy stwierdził, iż "niemal niepodważalne fakty" z życia Jezusa z Nazaretu (czyli Galilejczyka), to: (1) ochrzczenie przez Jana Chrzciciela, (2) nauczanie i uzdrawianie, (3) posiadanie dwunastu uczniów, (4) prowadzenie działalności wyłącznie na terenie Izraela, (5) zaangażowanie w konflikt związany ze świątynią jerozolimską, (6) ukrzyżowanie przez władze rzymskie. Notabene Geza Vermes, opisując szczegółowo przyczyny, które doprowadziły do ukrzyżowania Jezusa, napisał odnośnie punktu (5) - cytuję z Twarze Jezusa, s. 328: Przeto odpowiedź na pytanie: "dlaczego stracono Jezusa?" jest następująca. Gdyby nie ponosił odpowiedzialności za awanturę w świątyni jerozolimskiej w czasie Paschy, kiedy żydowska tradycja oczekiwała, że objawi się Mesjasz, najprawdopodobniej uszedłby z życiem. Uczynienie niewłaściwej rzeczy w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwej porze doprowadziło do tragicznej śmierci Jezusa na krzyżu.Dodam jeszcze, że Maccoby analizując przyczyny, które doprowadziły do ukrzyżowania Jezusa, nie wspomniał o tym wydarzeniu w świątyni. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Nie wydaje mi się, by moje wypowiedzi można było tak odbierać. Staram się - zgodnie z posiadana wiedzą - w miarę jednoznacznie odnosić do wszystkich poruszanych kwestii. Bynajmniej nie zależy mi na niejasnym czy też dwuznacznym wypowiadaniu się. Staram się zawsze zakładać, iż być może to ja niejasno zrozumiałem jasną wypowiedź. Tym bardziej dziękuję za dalsze wypowiedzi, albowiem zależy mi na tym temacie. Zwykle gdy peroruję o Jezusie, czasem w sytuacjach publicznych, nawet akademickich, dodaję na wstępie - Jezus, o ile był postacią historyczną, albo też jego autorzy. Nie zakładam, iż w trakcie tej dyskusji pańskie argumenty nie wpłyną na zmianę mojego stanowiska i nie zacznę mówić o historycznym Jezusie. Takie rzeczy się zdarzają, przekonano mnie do zmiany zdania w niejednej dyskusji, dzięki czemu mogę szczerze powiedzieć, iż jest sens dyskutować. Oczywiście istnieje też możliwość odwrotna - iż pewne moje wątpliwości wpłyną na pańską zmianę zdania. Cytat:Nie pominąłem wątku Kazania na Górze. W kilku wypowiedziach napisałem - powołując się na opinie Vermesa i Deschnera - że najprawdopodobniej Jezus nigdy nie wygłosił tego kazania w zwięzłej formie, w jakiej znamy je z ewangelii Mateusza i Łukasza, oraz że raczej należy je uznać za streszczenie nauk Jezusa wytworzone przez wczesną tradycję wiele lat po jego śmierci. Powołałem się przy tym na opinie Vermesa i Deschnera. Uzupełnię jedynie, iż z kolei Deschner odwołuje się do stanowiska słynnego teologa niemieckiego, prof. Martina Dibeliusa. Ciężko mi ocenić Vermesa - muszę się lepiej zapoznać z jego dorobkiem. Deschnera, aczkolwiek wygłasza treści miłe ateistycznym uszom, niezbyt cenię. Opieram to na ocenie jego warsztatu, jeśli ma pan ochotę, możemy porozmawiać też kiedyś na temat tej oceny, o tyle ważnej, iż Deschner jest popularny w kręgach ateistycznych. Moja wątpliwość dotyczy tu głównie tego, czy można z całą pewnością powiedzieć, iż Jezus rzeczywiście nauczał tego, co streszczono w Kazaniu na Górze. Być może to, co wytworzono na wiele lat po śmierci Jezusa nie było tylko streszczeniem, ale ogólnie - nowym wytworem. Musi pan wszakże przyznać, iż wcześni chrześcijanie raczej powinni być dbali o świadectwo rzeczywistych wydarzeń. Zatem umieszczenie streszczenia nauk Jezusa w sztucznie wykreowanej sytuacji fabularnej (Kazanie na Górze) jest tu dość podejrzane. Cytat:> ale też w jego zmartwychwstanie. Być może uznał to za absurd, a może nie chciał się do tego odnieść.Uważam, iż skierowane do mnie zapytanie o historyczność zmartwychwstania Jezusa jest zarówno absurdalne, jak i retoryczne.  Historyczność rzeczy cudownych jest teoretycznie możliwa, jednakże nic na nią nie wskazuje
|
|
| |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat: Prof. E.P. Sanders, jeden z największych współczesnych badaczy stwierdził, iż "niemal niepodważalne fakty" z życia Jezusa z Nazaretu (czyli Galilejczyka), to: (1) ochrzczenie przez Jana Chrzciciela,
Wiele wskazuje na historyczność Jana Chrzciciela. Ale przypuszczamy też niekiedy, iż Jezusa dopisano do dawniejszych tradycji, aby go potwierdzić jako oczekiwanego Mesjasza. Idąc dalej drogą dopisywania, istnieje możliwość, iż Jezusa dopisano do Jana Chrzciciela, aby go uwiarygodnić. Nie twierdzę, że tak było, ale taka hipoteza nie jest kompletnie absurdalna. Cytat: (2) nauczanie i uzdrawianie,
Nie wiem, co Sanders rozumie przez uzdrawianie? Cuda? Oczywiście, teoretycznie możliwe jest, iż historia udokumentuje cud - nie przeczy to metodologii nauk historycznych - dokumentują one wydarzenia. Gdyby jakieś było cudowne - cóż - niech będzie. Tym niemniej nie spotkaliśmy się jeszcze z potwierdzonym cudem i niewiele wskazuje na to, iż się z nim spotkamy. Nauczanie - warto się zapytać, ile jest oryginalnych myśli w nauczaniu przypisywanym Jezusowi. Oraz - czy to nauczanie jest spójne, a nie wewnętrznie sprzeczne. A jeśli jest wewnętrznie sprzeczne, to czy takie było faktycznie, czy wynika to z kompilacji? Może historyczny Jezus, o ile istniał, straszył tylko piekłem i obiecywał raje, natomiast nauki społeczne dodał do tego jakiś rozmiłowany wyznawca wiele dziesięcioleci później? Cytat: (3) posiadanie dwunastu uczniów
Cóż - elegancja tej liczby, równiej choćby pod kątem liczenia dwunastkowego i nacechowanej symbolicznie w wielu kulturach nie przemawia za nią. Gdyby Jezus miał 23 uczniów, byłoby to w jakimś sensie bardziej prawdopodobne. Patrząc z innej strony - nie ma wzmianki w Ewangeliach o tym, iż Jezus celowo troszczył się o tak równą liczbę. Cytat: (4) prowadzenie działalności wyłącznie na terenie Izraela,
Zgadza się, czy istniał historyczny Jezus, czy też nie, z pewnością nie działał w Indiach jak tego chcą różne New Age. Cytat:(5) zaangażowanie w konflikt związany ze świątynią jerozolimską, To wydaje mi się bardziej możliwe - w Ewangeliach mogła się odbić postać będąca w konflikcie ze świątynią jerozolimską. Cytat:
(6) ukrzyżowanie przez władze rzymskie.
Przebieg procesu jest realistyczny - instancja lokalna i instancja namiestnikowska. Ale dlaczego miałby być napisany inaczej, gdyby Jezus był tylko postacią literacką, albo gdyby ukrzyżowanie dodano jakiemuś istniejącemu Jezusowi? Przez co najmniej 200 lat w większości prowincji rzymskich skazanego na śmierć najpewniej przedstawiano urzędnikom prefekta do potwierdzenia. Nie było sztuką tak ująć czyjąś egzekucję, nawet jeśli tylko fikcyjnie. Istnieją też argumenty przeciwko ukrzyżowaniu - jak choćby rytuał przejścia będący podstawą religii chrześcijańskiej - śmierć - męka - zmartwychwstanie. Może dopiero później nadano mu wymiar bardziej realistyczny? Cytat: Notabene Geza Vermes, opisując szczegółowo przyczyny, które doprowadziły do ukrzyżowania Jezusa, napisał odnośnie punktu (5) - cytuję z Twarze Jezusa, s. 328: Przeto odpowiedź na pytanie: "dlaczego stracono Jezusa?" jest następująca. Gdyby nie ponosił odpowiedzialności za awanturę w świątyni jerozolimskiej w czasie Paschy, kiedy żydowska tradycja oczekiwała, że objawi się Mesjasz, najprawdopodobniej uszedłby z życiem. Uczynienie niewłaściwej rzeczy w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwej porze doprowadziło do tragicznej śmierci Jezusa na krzyżu. Dodam jeszcze, że Maccoby analizując przyczyny, które doprowadziły do ukrzyżowania Jezusa, nie wspomniał o tym wydarzeniu w świątyni.
Ewangelie podają inną przyczynę. Ogólnie ktoś uznający się za boga mógł zostać uśmiercony za bluźnierstwo. Ale oczywiście, argument Vermesa jest ciekawy - nie odrzucam go na zasadzie, że to bzdura. Wydaje mi się, że istnieją inne wyjaśnienia, zaś (jeśli przyjmiemy argument Vermesa) to, że doszło do opisanej w świątyni awantury nie wynikało z nauczania Jezusa, nie wynikało z tego, co zawiera Kazanie na Górze. Przyczyny mogły nie zostać przedstawione (Jezus - zbrojny powstaniec na przykład), lub też wypada nam wierzyć, iż Jezus, tak jak mówią Ewangelie, celowo dążył do własnej kaźni uznając się za boga, który zmartwychwstanie. Czy uważa pan, iż historyczny Jezus, którego pan uznaje za najbardziej możliwego, dążył do ofiary z samego siebie? I jaki był tego kontekst? Uznawał się za boga, jak chcą ewangelie? Dziękuję, że zechciał pan przybyć - rozmowa z panem to ogromna przyjemność.
|
|
 | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | >bo umknęło mojej uwadze to, że andrzej 51 uznaje istnienie Jezusa w postaci jakiej on występuje w NT. >Przeczytam "na zimno" jeszcze raz wypowiedzi andrzeja 51. Czytam Pana Andrzeja.51 na zimno. Nigdzie takiego stwierdzenia nie znalazłem.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
|  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kontekst, pewność pewnych rzeczy. Kontekst - powtórzę raz jeszcze. No i pominięcie pytań dotyczących tego kontekstu.
|
|
16 na 16 | liliac (147340 punktów) | >z Andrzejem.51, który tak poza tym obrasta jak kula śnieżna w plusy. Czyżby więc owi wszyscy plusodawcy wierzyli w historyczność ewangelicznego Jezusa bez cudów?
Odnoszę wrażenie, że masz tendencje do nadinterpretacji rozmaitych zjawisk. Moim skromnym zdaniem Andrzej.51 dostaje plusy za olbrzymią rzetelność w temacie i precyzyjne wypunktowywanie nieścisłości w toku rozumowania swoich oponentów. Gdyby wykazywał nieścisłości interpretacyjne dotyczące dowolnego innego dzieła literackiego, też dostawałby plusy.
>Gdzie byli, gdy mbielecki bronił tej idei? Gdzie zaś są sceptycy wobec tej idei?
Powiem kolokwialnie - mnie ta idea "zwisa i powiewa". Nie robi mi większej różnicy czy był jakiś jeden prorok/włóczęga/nauczyciel, który obrósł legendami czy też była to kompilacja lokalnych mitów nałożona na całą zgraję nauczających włóczęgów. Ale zwróć uwagę na pewną istotną różnicę. Mbielecki pisał, że nie ma żadnych "porządnych" historyków poddających rzeczoną ideę w wątpliwość - trzymał się tej tezy kurczowo i próbował wydrwiwać rozmówców sugerujących, że jest inaczej; Andrzej.51 stwierdził, że tacy historycy istnieją, jakkolwiek są w mniejszości. Mnie to satysfakcjonuje.
|
|
 | 5 na 5 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście - nie angażowałaś się w ten temat dowodząc iż ta idea ci zwisa i powiewa, czego mogę Ci tylko pozazdrościć. Mnie niestety nie zwisa. Wiem, iż przyjęcie tylu rzeczy z "niecudownego" Jezusa za fakty sprzyja innym postawom, w tym tej reprezentowanej przez mbieleckiego. Bo skoro obszerny zbiór faktów, z którymi Andrzej.51 się zgadza, jest rzeczywiście faktami, to mogą się pojawiać kolejne pytania. Czy odbyła się ostatnia wieczerza? Czy Jezus rzeczywiście wierzył, że umiera za ludzkość? Czy wierzył słusznie? Idąc dalej za faktami tego typu, stajemu u progu wiary. Tak uważam. Nie dziwi, iż niektórzy ten próg przechodzą...
Natomiast nie chodzi tylko o to, iż Andrzej.51 stwierdził, iż większość akceptuje historyczność Jezusa ewangelicznego (ale niekoniecznie cudownego). Chodzi też o to, iż on sam porusza się po Ewangeliach jak po świecie prawdziwym, nie zaś skompilowanym. Oto zastanawiamy się wraz z nim, czy ktoś rzeczywiście uczestniczył w ukrzyżowaniu z uczniów Jezusa. Ale nie wahamy się przed założeniem, iż istnieli uczniowie i odbyło się ukrzyżowanie. Nie wahamy się i dajemy plusy. Zaś mbielecki, który stwierdził, iż niepoważnym jest tak silne jak u nas podważanie historyczności Jezusa, nie został przeproszony przez wielu z nas, których zachwyca erudyta głoszący rzecz podobną.
Czy Andrzej.51 wymienił poważnych historyków odrzucających historyczność Jezusa? Czy założył iż mogą mieć rację? Moim zdaniem nie. Porusza się w obszarze pewnej historyczności. I ma do tego pełne prawo. I robi to ciekawie i wyraża to piękną polszczyzną. Nie o to mi chodzi. Po prostu - skoro wyśmialiśmy mbieleckiego za podobną (być może nie identyczną) w tym względzie pewność, to albo go przeprośmy, albo polemizujmy z Andrzejem.51. NIe mówię o tobie - gdyż tobie ta kwestia jest obojętna i nie wyśmiewałaś się wcześniej z pewności mbieleckiego co do tego, iż istniał jakiś pusty grób osoby nauczającej treści Kazania na Górze.
|
|
|  | 9 na 9 | liliac (147340 punktów) | > Oto zastanawiamy się wraz z nim, czy ktoś rzeczywiście uczestniczył w ukrzyżowaniu z uczniów Jezusa. Ale nie wahamy się przed założeniem, iż istnieli uczniowie i odbyło się ukrzyżowanie. Nie wahamy się i dajemy plusy.Dam mu tyle samo plusów za podobnej klasy wypowiedzi o Śródziemiu Tolkiena - zapewniam cię, że i na temat Tolkienowskiej mitologii da się równie poważnie konwersować  > Zaś mbielecki, który stwierdził, iż niepoważnym jest tak silne jak u nas podważanie historyczności Jezusa, nie został przeproszony przez wielu z nas, których zachwyca erudyta głoszący rzecz podobną.Cóż - wniosek stąd taki, że mbielecki po prostu erudytą się nie wydaje  Przypomnij sobie uwagi Andrzeja Bogusławskiego, iż ceni sobie niezmiernie rozmowy z katolikami, którzy dysponują wiedzą o swojej religii i potrafią na ten temat konwersować i podpierać się źródłami. Może lepiej zrozumiesz uznanie dla Andrzeja.51 - niezależnie od jego rzeczywistej religijności bądź jej braku. > Czy Andrzej.51 wymienił poważnych historyków odrzucających historyczność Jezusa?Owszem - wspomniał kilka nazwisk. > Czy założył iż mogą mieć rację? Moim zdaniem nie.Spróbuj namówić go na taką rozmowę - to może się okazać interesujące. (Tak, zauważyłam, że próbujesz - może napisz doń w tej kwestii na priva?)
|
|
| |  | 5 na 5 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mam wrażenie, że się trochę na mnie gniewa za to, iż ponad tym całym pięknym oceanem erudycji pozwoliłem sobie na uwagi krytyczne. Jego prawo się gniewać. Ale nie chcę w tym momencie pisać na priva, byłoby to bardzo niegrzeczne.
Oczywiście, ja też mogę pisać o mitologii Tolkiena, bo ją lubię. Miałem nawet swego czasu ciekawy chyba wykład na temat tego, iż Tolkien musiał się oprzeć na "Pierścieniu Nibelungów" w ujęciu Wagnera, choć do tego skrzętnie się nie przyznawał. Nie lubił teutonów pisząc w czasach walki z Niemcami. Choć, jak wiemy, był Niemcem z pochodzenia.
Do tego daje się też znaleźć u Tolkiena inspiracje sanskryckie i gaelickie, do których też się nie przyznawał (ten zacny i głęboki człowiek miewał swoje uprzedzenia).
Ale - gdybym pisał o Sródziemu w kontekście osób, które zupełnie szczerze protestują przeciwko uznaniu jego prawdziwości przez mgolluma i trzaskają garnki na głowie mgolluma, to jakoś odniósłbym się do tego. Albo - wierząc w prawdę o Sródziemiu, stanąłbym za mgollumem, albo przyznałbym rację jego krytykom.
Mbielecki nie jest takim erudytom jak Andrzej.51, ale czy mamy prawo dyskryminować osoby prostsze za to, że są prostsze, skoro w jakimś zakresie dowiedziono nam ich racji (nie mnie, ale mówię o tych, którzy nie podjęli dyskusji z Andrzejem.51, dawali mu zaś plusy - co jest (albo przynajmniej powinno być) widomą oznaką dowiedzenia racji).
|
|
| | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Mbielecki nie jest takim erudytom jak Andrzej.51, ale czy mamy prawo dyskryminować osoby prostsze za to, że są prostsze, Mam tą cholerną wadę, że we wszystkich poważnych rozmowach - a za takie uważam rozmowy na naszym forum - dyskryminuję głupsze osoby. Nawet wówczas, gdy ich poglądy są bliskie moim, a faworyzuję wszystkie mądre osoby - nawet wówczas, gdy ich poglądy są z moimi sprzeczne. Lepiej z mądrym się kłócić, niż z głupim zgadzać. Pan Andrzej.51, to bardzo mądry dyskutant o ogromnej przedmiotowej wiedzy. Zasługuje więc na mój szacunek.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tym niemniej za historycznością Jezusa nauczyciela i ukrzyżowanego przedstawił jeden argument, a uczynił to w obrebie dyskusji na temat "Grobowa historyczność". Więc nie było od rzeczy krytyczne odniesienie się do tego argumentu moje i Ignorancji. Co pan Andrzej.51 pominął milczeniem, być może z braku czasu, choć miał czas polemizować z mbieleckim na temat tego, czy Jan był autorem ewangelii wg. św Jana, co jednakże nie jest tak na temat, jak dyskusja o samej historyczności Jezusa.
Moja wada polega na tym, iż zwracam uwagę na takie rzeczy jak - temat dyskusji i odnoszenie się do ważnych merytorycznie uwag. Nie cenię natomiast dyskutantów, którzy pomijają kwestie ich zdaniem "niewygodne", choć merytorycznie w dyskusji jak najbardziej ważne.
I tyle, tak wyszło, takie odniosłem wrażenie, być może Andrzej.51 nie miał czasu, ale pomimo jego ogromnej erudycji zgrzytnęło mi coś w tym wszystkim. Nie uważam też za sensowne rozważań o tym, czy św. Jan mógł być pod krzyżem, skoro osoba która to rozważa nie odniosła się dostatecznie do historyczności ukrzyżowania osoby, która wcześniej nauczała treści zawartych w Nauczaniu na Górze i o której z grubsza mówią Ewangelie. Dodam, że wątek był właśnie o tym. Cóż znaczy bowiem "Grobowa historyczność"???
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >pan Andrzej.51 pominął milczeniem, Że po po zmartwychwstaniu Jezusa groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli powstało. I wyszedłszy z grobów weszli do do Miasta Świętego i ukazali się wielu [Mt, 27:52-53, ale już nawet inni ewangeliści tego cudu nie zauważyli]. Natomiast zauważyli, że "mrok ogarnął całą ziemię", czego nikt na świecie poza nimi nie zauważył. Samoistnie rozdarła się "zasłona przybytku" przy wejściu do "Świętego Świętych", czego nie zauważył żaden kapłan żydowski. Itd. tych religijnych bajd jest długa lista, ale naprawdę niewiele z tego wynika. Pan Mbielecki znajdzie ponad sto kontrargumentów z których zasadniczym będzie, że on w to wierzy.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jak już mówiłem, spotkałem nieraz osoby, które oczyściwszy Biblię z rzeczy uznanych przez siebie za bzdurne, znalazły jednak swojego Jezusa. Katolicy też to robią - Genesis, czy Arka Noego są już dla wielu z nich metaforami, lecz Jezus nadal Zmartwychwstał.
Dla mnie uczciwe postawienie tematu historyczności Jezusa jest rzeczą bardzo ważną. Mamy taki wątek, Andrzej.51 wpisał się i nie chciał odnieść do głównego tematu, chciał raczej sprzeczać się z mbieleckim o detale. Jego prawo. Ale zastanówmy się o czym my gadaliśmy na tym wątku? O "historyczności grobu" (temat wątku), czy o mbieleckim (jeden z uczestników dyskusji). Moim zdaniem mbielecki zwrócił jednak uwagę na różne pomocne w dyskusji rzeczy. Obok oczywistego forsowania dogmatyki katolickiej, jednak nie powtarzał jak papuga wszystkiego. Parę osób musiało się przy nim wyrazić lepiej i precyzyjniej. Między innymi bronił też powszechności poglądu o historyczności Jezusa. Gdy zjawił się Andrzej.51, który w tym względzie zajął podobne stanowisko (bo tak uczynił), nagle przestaliśmy (albo raczej przestaliście) o tym dyskutować. Lecz rozmowa z mbieleckim trwała dalej. Na jaki tym razie temat? Sam nie wiem. To tak jakby uznano, iż rozmowa o samej historyczności stała się już mało zabawna i zwrócono uwagę na to, iż mbielecki nie tylko jest pewny tej historyczności (jak w dużej mierze Andrzej.51), ale też otwarcie deklaruje się ze światopoglądem katolickim. Więc huzia na katolika! - tak to dla mnie zaczęło wyglądać.
Dla mnie zaś głównym problemem trapiącym naszą ziemię jest chrześcijaństwo, nie zaś katolicyzm. Jeśli ktoś wierzy w swojego Jezusa, który jest transcendentny, tak samo się blokuje intelektualnie, jak katolik, czy protestant. Nie wiem, czy Andrzej.51 jest takim chrześcijaninem na kocią łapę, czy czasem nim bywa, czy też absolutnie nim nie jest. Ale nie mam bladego pojęcia, dlaczego pominął szerokim łukiem samo zagadnienie historyczności Jezusa na wątku o tym. Pomimo, że ja i Ignorancja zwróciliśmy na to uwagę i spytaliśmy grzecznie o to.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | Nie wiem, czy Andrzej.51 jest takim chrześcijaninem na kocią łapę, czy czasem nim bywa, czy też absolutnie nim nie jest. Ale nie mam bladego pojęcia, dlaczego pominął szerokim łukiem samo zagadnienie historyczności Jezusa na wątku o tym. Pomimo, że ja i Ignorancja zwróciliśmy na to uwagę i spytaliśmy grzecznie o to. Jacku, znalazłam wypowiedz andrzeja.51 z 26.09. z godz 0.50(nie potrafię wstawić). To dość jasna jego deklaracja.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Właśnie chodzi o to, że nie jest jasna, proszę przeczytać uważnie omówienie dalszych punktów przez Andrzeja.51. Nie wiem dlaczego Andrzej.51 uznaje się za "racjonalnego" powołując się na takich badaczy jak Vermes, który stwierdza, iż trzeba wierzyć w to, że Ewangelie są prawdziwym i spójnym przekazem, zanim przejdzie się do ich badania. Zdaniem Andrzeja.51 nieracjonalne jest odrzucanie historyczności Jezusa którego ukrzyżowano, i który nauczał na górze, bo jest... Vermes. Poważnych osób odrzucających historyczność - zdaniem Andrzeja.51, w zasadzie nie ma. Jako jedyny argument za historycznością Jezusa ukrzyżowanego i nauczającego przytacza Andrzej.51 to, że Jezusa ukrzyżowano, a nie ukamieniowano, co nie jest śmiercią heretyka, ale przestępcy politycznego (lub zwykłego), co oczywiście nie pojawiłoby się w wymyślonym źródle, bo byłoby niewygodne dla osób tworzących nową religię. Odniosłem się do tego argumentu w komentarzach do tego co napisał Andrzej.51.
Naprawdę, to nie jest jasna deklaracja. Jedyne co w niej jasno, to to, że Andrzej.51 zgadza się bezwarunkowo z Vermesem, którego deklarację "badawczą" znalazł Andrzej Bogusławski i jak najbardziej pasuje ona do metod "badawczych" Vermesa.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | >Właśnie chodzi o to, że nie jest jasna, proszę przeczytać uważnie omówienie dalszych punktów przez Andrzeja.51. Poddaję się. Dla mnie jest jasna. andzej51 uznaje historyczność postaci o imieniu Jezus, która żyła i umarła. Kropka. Ma do tego prawo. Uzasadnia to jak umie i za te uzasadnienia zbiera plusy( a czy tu te plusy są problemem?). Podobnie jak p. Bogusławski mam największą awersję do głupoty. Na drugim miejscu jest bezwzględność. Osobiście uważam, że to dzis juz nie ma znaczenia kim byl Jezus i co mówił. Jego legenda zyje własnym życie, a Nowy Testament to roztwór homeopatyczny pierwotnych opowieści.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Andrzej.51 ma pełne prawo do bycia Andrzejem.51! I chwała mu za to. Ale on nie uzasadnia historyczności Jezusa (ewangelicznego bez cudów). On porusza się w obrębie tej historyczności, którą uważa za rzecz w zasadzie pewną i oczywistą. Gdyby ktoś, błyskotliwy i pełen erudycji, zaczął poruszać się po pokładze Arki Noego i opisywać boksy ze zwierzakami, dałabyś plusa za taki tekst? Ale nie o to chodzi. Mieliśmy sytuację, w której mbielecki stwierdził, że nikt poważny obecnie nie zakłada, iż Jezus nie był postacią historyczną (Jezus znany z Ewangelii, cuda - zostawmy). Mbielecki nie wciskał nam faktu, że Jezus historycznie zmartwychwstał, ale że miał pusty grób. Pojawił się Andrzej.51 i zgodził się z nim w dużej mierze. Nie rozpoczęła się gorąca polemika z Andrzejem.51. Mbielecki dalej był czarną owcą.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | zupełna (2507 punktów) | > Andrzej.51 ma pełne prawo do bycia Andrzejem.51! I chwała mu za to. Ale on nie uzasadnia historyczności Jezusa (ewangelicznego bez cudów). On porusza się w obrębie tej historyczności, którą uważa za rzecz w zasadzie pewną i oczywistą. Zauważyłam. W moich oczach nie dyskredytuje to merytorycznej strony jego wypowiedzi.
Gdyby ktoś, błyskotliwy i pełen erudycji, zaczął poruszać się po pokładze Arki Noego i opisywać boksy ze zwierzakami, dałabyś plusa za taki tekst? Jeśli poruszyl by mnie stylistycznie, to jak najbardziej tak.Uwielbiam ludzi z fantazją.
Ale nie o to chodzi. Mieliśmy sytuację, w której mbielecki stwierdził, że nikt poważny obecnie nie zakłada, iż Jezus nie był postacią historyczną (Jezus znany z Ewangelii, cuda - zostawmy). Mbielecki nie wciskał nam faktu, że Jezus historycznie zmartwychwstał, ale że miał pusty grób. Pojawił się Andrzej.51 i zgodził się z nim w dużej mierze. Nie rozpoczęła się gorąca polemika z Andrzejem.51. Ty dyskutowałeś, i dobrze. Mbielecki dalej był czarną owcą. mbielecki to nie czarna owca, a moim zdaniem osoba zachowujaca się jak troll internetowy( mam nadzieję oliwio, że poprawnie politycznie). Myślę, że niechęć wzbudzał pogardliwym tonem i absolutnym ignorowaniem wszystkiego z czym potencjalnie się nie zgadzał. Jacku, moim zdaniem dyskusje o historycznośći Jezusa były bardzo wartościowe. Zostawmy to, co kto powiedział pomyslał a czego nie. andzrej51 i mbielecki mają prawo do poglądów jakie mają i szczęśliwe do ich wypowiadania(to niby demokracja), a pozostali forumowicze mogą dawac im plusy i minusy za co chcą (to tez demokracja).
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dla mnie trollingiem jest pomijanie trudnych elementów dyskusji, aby iść dalej w miłym sobie kierunku. Mbielecki nie jest z mojej perspektywy bardziej pomijający niż Andrzej.51, ale żadnemu z nich, póki co, nie zarzucam z przekonaniem trollingu.
Są różne społeczności demokratyczne - jedne stanowią prawa, drugie gnane populizmem szykują się do linczu... Nie mówię, że osiągamy którąś z tych skrajności, lecz zwróciłem uwagę na pewną niesprawiedliwość postaw zawinioną statystycznie przez indywidualistów (mających jednakże instynkt stadny, bo z Homo sapiens).
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | zupełna (2507 punktów) | > Dla mnie trollingiem jest pomijanie trudnych elementów dyskusji, aby iść dalej w miłym sobie kierunku. Mbielecki nie jest z mojej perspektywy bardziej pomijający niż Andrzej.51, ale żadnemu z nich, póki co, nie zarzucam z przekonaniem trollingu. > Dla mnie trolling to wypowiedzi nastawione na wzburzenie odbiorcy i naigrywanie sie z tych emocji. np. cytowanie i informowanie forumowiczów, że autorstwo podane zostanie jutro, stwierdzenie wobec ateistów Bóg was kocha.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To też, ale pomijanie niewygodnych pytań i udawanie się dalej, w kierunku - nota bene - mniej zgodnym z tematem topiku, to też może być bazą pod trolling.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
. > Mbielecki nie wciskał nam faktu, że Jezus historycznie zmartwychwstał, ale że miał pusty grób.Proponuję jednak poczytać - co inni piszą i odnosić się do tego właśnie, a nie odnosić się do tego, co Panu się wydaje, że piszą. Pan Mbielecki: Cytat: Relacje świadków dotyczące ukazywania się Jezusa po zmartwychwstaniu pokazują, iż: 1) Świadkowie są całkowicie zaskoczeni spotkaniem ze zmartwychwstałym Jezusem, jest to coś, co przekracza ich zdolność rozumienia i nie mieści się w dotychczasowych doświadczeniach. Nie jest to coś, czego się spodziewali. 2) Świadkowie są pewni, że Jezus żyje, a zatem - że zmartwychwstał. 3) Nie jest to jednak dokładnie poprzedni sposób życia - Jezus nie powrócił po prostu do dawnego życia biologicznego. 4) Jednakże Jezus nie jest także jakąś bezcielesną zjawą, "duchem". 5) Spotkanie z Jezusem nie jest także doświadczeniem mistycznym - jest to spotkanie z kimś, kto realnie żyje w tym samym świecie, aczkolwiek jest to wyraźnie inny rodzaj życia.
Relacje te nie wyjaśniają istoty Zmartwychwstania. Sprawiają wrażenie nieco nieporadnego opisu czegoś tajemniczego, ale jednocześnie bardzo realnego.
Późniejsze głoszenie Zmartwychwstania przez świadków, z całym jego dynamizmem i odwagą, byłoby trudno wytłumaczalne, gdyby jego źródłem nie były te zadziwiające wydarzenia. ----------------------------------------------------------- Z relacji świadków wynika, że to był inny rodzaj cielesności, inny rodzaj życia. Świadkowie nie rozumieli tego, co widzieli - po prostu to opisywali. My dzisiaj niewiele więcej wiemy.
> Pojawił się Andrzej.51 i zgodził się z nim w dużej mierze.Nie, nie zgodził się z ze zmartwychwstaniem i innymi cudami. > Nie rozpoczęła się gorąca polemika z Andrzejem.51.Gdyż potrzebną do niej byłaby duża wiedza w temacie, a jego twierdzenia - przynajmniej mnie - nie rozpalały w tym stopniu abym gwałtownie musiał ją uzupełniać, dla ich merytorycznej weryfikacji. Natomiast chętnie poczytałbym gorącą - choć merytoryczną - polemikę napalonego. > Mbielecki dalej był czarną owcą.Szanowny Pan Mbielecki, to tylko w swojej parafii jest owieczką. Tu pisze teksty poddając je publicznej krytyce uczestników naszego forum. Wypisuje bzdury wynikające z jego głębokiej wiary. Z całym szacunkiem dla człowieka, ale nie dla jego głupoty - mamy tu wprost intelektualny obowiązek te głupoty mu wykazywać. Liczę na to, że gdy napiszę coś głupiego, a każdemu to się zdarza, też zostanie mi to wykazane. (Tak, jak już się kilka razy zdarzyło). Pan Mbielecki należy do grupy osób, do których żadne argumenty nie trafiają i płonie w samozachwycie nad własną racją. Zdecydowanie nisko oceniam sobie takie umysłowości. Dogmatyczna ślepota na własne życzenie zdecydowanie nas intelektualnie degraduje i ogranicza, ale to jego problem - dopóki nie próbuje innym narzucić własnej optyki. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jeśli przyjmuje się za pomocą dwóch krótkich wzmianek i hipotez na samopotwierdzającym się tekście pewność albo niemal pewność postaci Jezusa i związanej z nią złożonej fabuły (choć wiadomo na 100% iż ogromne bloki materiału są przepisanymi skąd inąd przypowieściami), to niemal równie dobrze można snuć rozważania o tym, iż opisane w Ewangeliach zdziwienie jest dowodem na Zmartwychwstanie. Proszę spojrzeć choćby na sposób narracji w Ewangeliach. Kto o tym opowiada? Kto mógł to w ten sposób widzieć? Gdzie jest w tym jakieś następstwo wydarzeń? Jak łączą się przypowieści z "rzeczywistą" fabułą? Jak można na bazie czegoś takiego zakładać niemal pewność historycznego Jezusa? A jeśli już można to czynić - to otwiera się potężne wrota dla szereko i liberalnie pojmowanej historyczności. Z czego mbielecki korzysta, ale na swój sposób uczciwie.
Nawet zapytał którąś, któregoś z nas "jakie świadectwo historyczne potrzebne jest do potwierdzenia cudu?" - to wcale nie było głupie pytanie, przy założeniu, iż na bazie takich źródeł jakie istnieją wie się niemal napewno, iż historyczny Jezusa, nauczyciel i ukrzyżowany istniał w jednej osobie, tak jak o tym piszą w Ewangeliach.
Zakłada się zatem, iż Ewangelie zawierają wiele elementów prawdziwych. Są świadectwem nauczania, dobrowolnej ofiary z samego siebie, zarówno jako deklaracji, jak i jej spełnienia. Być może są też świadectwem wesela w Kanie Galilejskiej i Ostatniej Wieczerzy. Ufamy im - idąc za Anrzejem.51 - bardzo. Dlaczego zatem nie zapytać, czy znajdujące się w Ewangeliach świadectwa cudów nie są prawomocne? Co to, cuda gorsze od innych rzeczy? Uznajemy za fakt wjazd Jezusa na ośle do Jerozolimy, ale nie uznajemy już innych faktów? Przecież i do jednych i do drugich nie potrzebujemy żadnych dowodów spoza Ewangelii, no - ok - starczą nam dwie wzmianki, enigmatyczne, mało szczegółowe, jedna przy tym zafałszowana częściowo.
Przy tak dużym założeniu zgodności z prawdą Ewangelii, jak czyni to choćby nowohistoryk Vermes, pytania o historyczne świadectwo cudów jest jak najbardziej racjonalne. Jeśli stać nas na tak daleko idące założenia, jeśli nas to nie gryzie i nie niepokoi jako naruszenie aparatu nauk historycznych, to świadczenie cudów idzie tylko trochę dalej. Tylko trochę panie Andrzeju. Może się pan ze mną nie zgadzać, ale proszę się zastanowić nad tym co napisałem. Nie jest bowiem racjonalne twierdzenie, iż historia nie może potwierdzać cudów - gdyby cuda się zdarzały, to może, historia nie powinna być dogmatyczna i ślepa w celowy sposób. SKoro zatem historia na naszych oczach oderwała się od faktów i nas to jakoś nie ruszyło, bowiem nie pomknęła od razu w stronę cudowności, nie powinniśmy zakładać, iż ktoś nie ma prawa lubić innych wariantów oderwanej od faktów historii.
Jeszcze raz - mam nadzieję, iż teraz widzi pan o co mi chodzi - poruszam bardzo ważny, konkretny temat. Bez szacunku co do sumienności zetknięcia faktografii z historią, bez troski o metodologię tejże nauki, żyjemy w świecie surrealistycznym, gdzie wszystko staje się możliwe i gdzie nikt nie ma prawa krytykować drugiej osoby za najbardziej nawet szalone poglądy.
Całkiem możliwe, że chodzi tu tylko o używanie słów typu "być może", "można przypuścić, że", "jest do pewnego stopnia możliwe, że"... Ale to nie jest wcale mało...
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Jeśli przyjmuje się za pomocą dwóch krótkich wzmianek i hipotez na samopotwierdzającym się tekście pewność albo niemal pewność Pomiędzy pewnością, a niemal pewnością - ja widzę różnicę, ale ponieważ metodologii historii uczyli mnie jeszcze prof.prof. Benon Miśkiewicz i Jerzy Topolski, to mam zwyczaj zacytowania (i to szerszego) tekstu, z którym się nie zgadzam. Pan zaś ma zwyczaj opowiadania o tym - co Pan z danego tekstu zrozumiał. Takie podejście metodologiczne jest podobne do tego, do którego namawia nas tu Pan Mbielecki, a na które ja się nie zgadzam.
>postaci Jezusa i związanej z nią złożonej fabuły (choć wiadomo na 100% iż ogromne bloki materiału są przepisanymi skądinąd przypowieściami), to niemal równie dobrze można snuć rozważania o tym, iż opisane w Ewangeliach zdziwienie jest dowodem na Zmartwychwstanie. Tak, jest to sposób myślenia Mbieleckiego i może dlatego Panowie - pomimo różnicy w wiedzy i światopoglądzie - poczuli pewną bliskość. Dla mnie zmartwychwstanie jest niemożliwym od strony nauk przyrodniczych i żadne świadectwa nawet bezpośrednich rzetelnych świadków zmienić tego nie mogą. Musiałbym otrzymać potwierdzone badaniami z autopsji uczonych o wykształceniu biologicznym i wtedy niemal mógłbym uwierzyć. Rozważania można snuć na różny temat i na różnym poziomie intelektualnym. Ale jeżeli chodzi o "zmartwychwstanie Jezusa" nie są znane jakiekolwiek relacje świadków. Są tylko relacje opisujące relacje, połączone w jedno z naturalną tu konfabulacją.
>Proszę spojrzeć choćby na sposób narracji w Ewangeliach. Kto o tym opowiada? Kto mógł to w ten sposób widzieć? Gdzie jest w tym jakieś następstwo wydarzeń? Jak łączą się przypowieści z "rzeczywistą" fabułą? Jak można na bazie czegoś takiego zakładać niemal pewność historycznego Jezusa? A kto tak czyni? "Niemal", a pewność, to jednak różnica. "Historycznego Jezusa", czy pewnych wydarzeń (niekoniecznie powiązanych), które mogły dotyczyć faktycznie żyjących postaci?
>A jeśli już można to czynić - to otwiera się potężne wrota dla szeroko i liberalnie pojmowanej historyczności. Z czego mbielecki korzysta, ale na swój sposób uczciwie. Pan Mbielecki - co już wielokrotnie udowodniłem - domaga się uznania historyczności Jezusa Chrystusa - "bogoczłowieka" (wraz z czynionymi przezeń cudami), czyli czegoś czego nie czynią nawet (w miarę poważni) katoliccy teologowie bibliści. Znowu proszę nie opierać się na tym - co Pan myśli, że Pan Mbielecki napisał, tylko przeczytanie jego wypowiedzi.
>Nawet zapytał którąś, któregoś z nas "jakie świadectwo historyczne potrzebne jest do potwierdzenia cudu?" - to wcale nie było głupie pytanie, przy założeniu, iż na bazie takich źródeł jakie istnieją wie się niemal na pewno, iż historyczny Jezusa, nauczyciel i ukrzyżowany istniał w jednej osobie, tak jak o tym piszą w Ewangeliach.
>Dlaczego zatem nie zapytać, czy znajdujące się w Ewangeliach świadectwa cudów nie są prawomocne? Co to, cuda gorsze od innych rzeczy?
Jeżeli uważa Pan, że to wcale nie było głupie pytanie, to niech Pan spróbuje na nie odpowiedzieć. O ile pytanie dla mnie jest idiotyczne, to Pańska odpowiedź na nie może być ciekawą. Jeżeli Pan uważa, że jakiekolwiek świadectwa cudów mogą być kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób prawomocne - to jeszcze ciekawsze. Proszę opisać te ewentualne warunki.
>Zakłada się zatem, iż Ewangelie zawierają wiele elementów prawdziwych. Ja się z tym założeniem zgadzam.
>Są świadectwem nauczania, dobrowolnej ofiary z samego siebie, zarówno jako deklaracji, jak i jej spełnienia. Być może są też świadectwem wesela w Kanie Galilejskiej i Ostatniej Wieczerzy. Być może? Mam na to bardzo, bardzo mało przesłanek, ale wyjąwszy cuda wszystko inne zdarzyć się mogło.
Ciąg dalszy w następnym poście.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:A kto tak czyni? "Niemal", a pewność, to jednak różnica. "Historycznego Jezusa", czy pewnych wydarzeń (niekoniecznie powiązanych), które mogły dotyczyć faktycznie żyjących postaci? Które raczej musiały dotyczyć jednej, żyjącej postaci. Gdyby było tak, jak pan to napisał, nie zwróciłbym na to uwagi, bowiem jest to rozsądne i liczące się z istniejącymi faktami podejście. Ale nie było tak, jak pan napisał. Poza tym odnoszę wrażenie, iż nie zrozumiał pan moich zdań w całości. Zwrócił pan uwagę na pojedyńcze zdania, lecz nie ułożyły się one w jeden ciąg znaczeniowy, za co z pewnością ponoszę część winy, jak każdy, kto chce coś przekazać słowem pisanym i spotyka się z porażką. Przy tak swobodnym rozumieniu historii, przy tak szerokim zakładaniu różnych rzeczy bez koronnych argumentów w faktografii, stają się możliwe wszelkie przypuszczenia i obserwacje świadków. W krainie anarchii każdy może czuć się królem, każdy argument może być kluczowy - w zależności od potrzeb i od gustu. Jedną z moich bolączek jest czasem fakt, iż ciężko jest niektóre osoby skłonić do ułożenia elementów wypowiedzi (albo i tekstu literackiego) w całość. Odbiorca zadowala się dowolną sekcją fragmentów nie widząc całości. Nie jestem postmodernistą... Snif  Bliskość z mbieleckim? Staram się myśleć życzliwie i przyjaźnie o większości osób uczestniczących w naszych dyskusjach. Uważam, iż pielęgnowanie w sobie dumy i patrzenie z góry na te nasze małe literki jest śmieszne i niezbyt racjonalne. Oczywiście ciężko się jakoś zbliżyć do osoby szalejącej tu z misją fideistyczną, ale na razie z mbieleckim nie jest aż tak źle (w moim prywatnym odczuciu). Nie chce się zastanowić nad tym, dlaczego w zasadzie wierzy w Jezusa, a nie na przykład w Sziwę, ale przynajmniej pozostaje uprzejmy w swoich wypowiedziach, a to wiele, zważywszy na jego trudną sytuację. W tym momencie nie czuję zaś potrzeby dalszej dyskusji z mbieleckim na temat wiary w Jezusa. Powiedzieliśmy już sobie wszystko, więcej się nie da, wiem, że mam nieco więcej racji, on pewnie wie podobnie, Natura jak zwykle w takich wypadkach stoi po mojej stronie. Dyskusja na temat faktów, postaw etc. zatrzymała się w innym momencie i pan to zapewne również zauważył. Cóż jeszcze mogę dodać - nie będę cytował Andrzeja.51, bowiem z jego wypowiedzi jasno wynika, iż porusza się po Jezusie nauczającym i ukrzyżowanym jak po realnym, niepodważalnym świecie. Na potwierdzenie tego mógłbym przytoczyć tu całość jego wypowiedzi, a nie mam takiej potrzeby - wiemy gdzie jest ten wątek. Gdy poda się bibligrafię, nie trzeba jej przecież przedrukowywać, skoro biblioteka jest pod ręką. Powtórzę też jeszcze raz - Andrzej.51 ma pełne prawo do swych poglądów, swojego (prze)milczenia etc. A ja mam prawo być wyżłem tropiącym przesadę w traktowaniu faktów. Bo na tym też polega ustalanie historyczności różnych zjawisk - na śledztwie, tropieniu, polowaniu - to dość gwałtowny proces, trzeba być bardzo, że powiem brzydko, "upierdliwym". I tak jak nie zastanawiam się nad ułożeniem architektury na wyspie Kirke, tak nie przyjmę na dobrą monetę kogoś kto z całą niemal pewnością przyjmuje bilbijnego Jezusa bez cudów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Bliskość z mbieleckim? Staram się myśleć życzliwie i przyjaźnie o większości osób uczestniczących w naszych dyskusjach.Nie o taką bliskość mi chodziło. > Cóż jeszcze mogę dodać - nie będę cytował Andrzeja.51,Dla mnie jest nieuczciwość intelektualna. Dlatego poniżej wybrałem cytaty. > bowiem z jego wypowiedzi jasno wynika, iż porusza się po Jezusie nauczającym i ukrzyżowanym jak po realnym, niepodważalnym świecie.Moim zdaniem - nie! > Na potwierdzenie tego mógłbym przytoczyć tu całość jego wypowiedzi, a nie mam takiej potrzeby - wiemy gdzie jest ten wątek.Czytam wszystkie wypowiedzi Pana Andrzeja.51 i nigdzie nie odnajduję, iż porusza się po Jezusie nauczającym i ukrzyżowanym jak po realnym, niepodważalnym świecie. Natomiast dostrzegam, że po współczesnej biblistyce rzeczywiście porusza się z dużą swobodą. Cytat:Bezspornym również faktem jest, że NT nie informuje, by jakakolwiek osoba widziała Jezusa w chwili powstawania z martwych. A przecież tylko w takim przypadku można twierdzić, że ktoś był świadkiem zmartwychwstania. Pusty grób nie dowodzi przecież zmartwychwstania. Cytat:Drugim był Filon z Aleksandrii (ok. 20 r. p.n.e. - ok. 50 r. n.e.), znakomity filozof żydowski i rabin, wielki znawca i egzegeta biblijny. Dość często przebywał w Jerozolimie, gdzie miał rodzinę oraz wielu znajomych i przyjaciół. Mimo, że w swych dziełach zawarł wiele cennych informacji z dziedziny filozofii, historii i religii (pisał m.in. o esseńczykach i Poncjuszu Piłacie), to jednak i on nie poinformował o Jezusie. Nie wspomniał również ani słowem, podobnie jak Justus z Tyberiady, o Pawle z Tarsu.
A przecież obaj żyli i tworzyli w czasach współczesnych Jezusowi, a ponadto byli jego krajanami, wręcz przebywali niemal w jego sąsiedztwie. Aż trudno zatem uwierzyć, że nie zauważyli ani jednego z tych niesamowitych i związanych z Jezusem wydarzeń, o których donoszą obszernie dzieła nowotestamentowe. Nie napisali nic o cudownym poczęciu i dziewiczym urodzeniu się Jezusa, nie wspomnieli o rzezi niewiniątek zarządzonej przez Heroda, nie poinformowali o przeróżnych cudach dokonywanych przez Jezusa, o uzdrowieniach a nawet wskrzeszaniu zmarłych, nie napisali nic o głównych tezach jego nauczania i o tym, że gdy przemawiał, słuchały go tłumy, nie nadmienili również ani słowem o podwójnym, bardzo charakterystycznym procesie Jezusa przed Poncjuszem Piłatem i żydowskim Sanhedrynem, nie donieśli wreszcie o ukrzyżowaniu Jezusa w Jerozolimie i o wszystkich tych niewyobrażalnych niemal zjawiskach, które towarzyszyły jego umieraniu i śmierci na krzyżu, takich jak rozdarcie się zasłony w jerozolimskiej Świątyni, zaćmienie słońca, trzęsienia ziemi i pękanie skał, czy też otworzenie się grobów i wyjście z nich wielu zmarłych, i w końcu nie nadmienili ani słowem o nie dającym się logicznie wytłumaczyć zmartwychwstaniu Jezusa po trzech dniach spoczywania w grobie oraz ukazaniu się wielu osobom. Jak widać, te dziwne, a nawet niesamowite zjawiska uszły ich uwadze, pomimo że pozostawili po sobie obszerny dorobek literacki.
A ty piszesz, że oni musieli się wstrzelić. Czy ty sobie żartujesz? W wydarzenia, o których napisałem powyżej, nie trzeba się było wstrzeliwać, one się same wstrzeliwały. Tych wydarzeń nie można było przeoczyć. A skoro już zaistniały, to pamięć o nich powinna również dotrzeć do wielu kolejnych pokoleń. Cytat:Obecnie tylko kilku znanych badaczy (m.in. Raschke, Drews) neguje historyczność Jezusa. Jednakże znakomita większość uczonych uznaje, że Jezus był postacią historyczną, urodził się jeszcze przed nasza erą za czasów Heroda Wielkiego, najprawdopodobniej pomiędzy 8 a 6/5 rokiem p.n.e., zaś ukrzyżowany został z polecenia namiestnika rzymskiego Poncjusza Piłata, najprawdopodobniej w 30 roku n.e. Oczywiście zawsze można twierdzić, iż być może Jezus nigdy nie żył, lecz jest wyłącznie swoistym wytworem pierwszych chrześcijan, którzy w ten sposób zrealizowali swoje marzenia i religijne idee, a wokół wymyślonej przez siebie postaci utworzyli jedną z dominujących obecnie religii. Jednakże teza taka, jak już nadmieniłem, aczkolwiek dość popularna, nie znajduje obecnie zbyt wielu zwolenników. > Gdy poda się bibligrafię, nie trzeba jej przecież przedrukowywać, skoro biblioteka jest pod ręką.Pomiędzy bibligrafią, a odwołaniem się do konkretnych myśli, czy stwierdzeń jest ogromna różnica. > Powtórzę też jeszcze raz - Andrzej.51 ma pełne prawo do swych poglądów, swojego (prze)milczenia etc. A ja mam prawo być wyżłem tropiącym przesadę w traktowaniu faktów. Bo na tym też polega ustalanie historyczności różnych zjawisk - na śledztwie, tropieniu, polowaniu - to dość gwałtowny proces, trzeba być bardzo, że powiem brzydko, "upierdliwym".Ma Pan prawo być nawet wyżłem, ale gdy chce się być poważnie traktowanym, to należy poważnie i uczciwie traktować innych. Nie wolno - jak podekscytowana panienka - zalewać emocjonalnym potokiem słów. Tylko trzeba wykazywać konkretnie. W tym akapicie pan się pomylił (kłamie), gdyż prawda jest taka, a taka. Na tym polega rzetelność i uczciwość intelektualna w prowadzeniu wszelakich merytorycznych rozmów. > I tak jak nie zastanawiam się nad ułożeniem architektury na wyspie Kirke, tak nie przyjmę na dobrą monetę kogoś kto z całą niemal pewnością przyjmuje bilbijnego Jezusa bez cudów.Tak, ale tu Pan mówi o kwestii wiary. Pan Mbielecki wierzy, że Jezus historyczny istniał - Pan wierzy, że nie istniał. Dla mnie te poglądy się znoszą, gdyż ja do wszystkiego poszukuję przesłanek naukowych i dlatego - choć światopoglądowo (prawdopodobnie) jest mi bliższy Pan, to naukowo jest mi zdecydowanie bliższym Pan Andrzej.51. (Nawet, gdyby był np. wierzącym pastorem). Żałuję iż Pan nie chce lub nie może tego zrozumieć, ale najprościej mówiąc - Pan Andrzej nigdy i nigdzie nie wymaga ode mnie wiary w swoje wywody, a już na pewno nie wymaga takiej wiary na słowo. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Uważam, na bazie istniejących źródeł zewnętrznych wobec Ewangelii i apokryfów, że Jezus mógł wcale nie istnieć jako postać historyczna. Oczywiście mógł też istnieć, ale bliższy mi jest pierwszy pogląd. Być może wydaje się panu, że tylko gadam, a nie przedstawiłem żadnych argumentów. Ale owszem - odniosłem się do jedynego podanego przez pana Andrzeja.51 argumentu za bardzo mocną teorią historycznego istnienia Jezusa nauczającego i ukrzyżowanego w jednej postaci, podobnego do tego, który jest opisany w Ewangeliach. Cytaty z Andrzeja.51, a propos kazania na górze: Cytat:Najprawdopodobniej jednak Jezus nigdy nie wygłosił tego Kazania (Mt 5, 3-12; Łk 6, 20-26) w zwięzłej kilkupunktowej formie, w jakiej znamy je z dwóch ewangelii synoptycznych. Raczej należy stwierdzić, że Kazanie jest streszczeniem nauk Jezusa wytworzonym przez wczesną tradycję wiele lat po jego śmierci. Dowód na zajście ukrzyżowania i historyczność: Cytat:Uznaje się, że fragmentaryczne wstawki o Jezusie w Rocznikach Tacyta i Starożytnościach Józefa Flawiusza (Testimonium Flavianum) świadczą na rzecz tezy o historyczności Jezusa. Jeśli nawet przyjmie się, że oba fragmenty są nieautentyczne, bądź też nie świadczą w sposób dobitny o historyczności Jezusa, to na pewno nie stanowi to dowodu na rzecz poglądu przeciwnego.
Na rzecz tezy o historyczności Jezusa wysuwane są przez badaczy różne argumenty. Przytoczę w dużym skrócie jeden z nich. Otóż sam fakt wykonania wyroku na Jezusie przez ukrzyżowanie, a nie przez inny rodzaj uśmiercania, jest bardzo silnym argumentem na rzecz historyczności Jezusa. Gdyby Jezus był postacią mityczną, wówczas z oczywistych względów ewangeliści pisali by o jego śmierci nie przez ukrzyżowanie, ale przez ukamienowanie. Nie pisaliby podówczas o podwójnym procesie Jezusa - najpierw przed Sanhedrynem (Annasz, Kajfasz), a następnie przed Poncjuszem Piłatem. Nie tyle wystarczyłby, ale wręcz pożądany był wyłącznie ten pierwszy proces.
W czasach Jezusa w Judei i Galilei istniały dwa rodzaje sądów: przestępstwa polityczne rozpatrywane były przez władze świeckie (w Judei przez Poncjusza Piłata, w Galilei przez Heroda Antypasa), zaś przestępstwa religijne - przez sądy Żydowskie z Sanhedrynem na czele. Tylko niektóre przestępstwa religijne były karane śmiercią - głównie bluźnierstwo przeciw Bogu, głoszenie, że jest się Bogiem lub kimś mu równym oraz idolatria. Zarówno sądy rzymskie jak i żydowskie mogły wymierzać karę śmierci. Sanhedryn wymierzał jeden z czterech sposobów egzekucji: ukamienowanie, spalenie, ścięcie i powieszenie. Sądy rzymskie skazywały na śmierć wyłącznie przez ukrzyżowanie. Fakt skazania Jezusa na śmierć przez ukrzyżowanie był nie tylko dla ewangelistów wysoce niekorzystny. Wskazywał bowiem na to, że Jezus został potraktowany i skazany jako przestępca polityczny niebezpieczny dla władz rzymskich. Jeśli chciało się głosić Jezusa jako Mesjasza (Chrystusa) i syna Bożego, to należało go niejako odizolować od wszelkich politycznych podejrzeń. Widocznie jednak proces przed Poncjuszem Piłatem się odbył i w jego następstwie Jezus został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. Nie można było tego procesu pominąć i zmienić rodzaj kary śmierci, bo ktoś jednak o tym wiedział. Wydana na Jezusa kara śmierci przez ukrzyżowanie była zatem niewygodna zarówno dla samych ewangelistów, jak i dla późniejszych kompilatorów. Tym należy tłumaczyć znaczne różnice między ewangelistami w opisie podwójnego procesu nad Jezusem oraz widoczne w ewangeliach próby zdjęcia odpowiedzialności z Poncjusza Piłata i przerzucenie jej na Żydów.
Gdyby zatem nie było sądu przed Piłatem oraz ukrzyżowania, to ewangeliści by o tym nie pisali. Widocznie jednak miało to miejsce w rzeczywistości, a Jezus był postacią historyczną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Uważam, na bazie istniejących źródeł zewnętrznych wobec Ewangelii i apokryfów, że Jezus mógł wcale nie istnieć jako postać historyczna. Oczywiście mógł też istnieć, ale bliższy mi jest pierwszy pogląd. Być może wydaje się panu, że tylko gadam, a nie przedstawiłem żadnych argumentów. Ale owszem - odniosłem się do jedynego podanego przez pana Andrzeja.51 argumentu za bardzo mocną teorią historycznego istnienia Jezusa nauczającego i ukrzyżowanego w jednej postaci, podobnego do tego, który jest opisany w Ewangeliach. Nigdzie nie napisałem, że zgadzam się we wnioskach z Panem Andrzejem.51. Natomiast napisałem, że bardzo wiele z jego wywodów skorzystałem i podoba mi się jego sposób przekazywania swojej wiedzy. Nie wyrabiam sobie poglądów na podstawie jednego, a nawet kilku autorytetów naukowych, a co dopiero na podstawie jakiegoś anonimowego autorytetu. Nawet wtedy, gdy wydaje mi się mądrym i kompetentnym człowiekiem. Ja jestem sceptykiem z natury. Na podstawie przeczytanej literatury, w tym zwolenników "teorii mitu": Bauera, Straussa, Wippera, Robertsona, Radlińskiego, czy Hempela, skłaniam się raczej ku poglądowi, że mit Jezusa jest "sklejką", na którą złożyły się także historyczne (faktycznie istniejące) postaci.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też się skłaniam ku podobnej teorii. Ale rozmowa z Andrzejem.51 może wiele rozjaśnić w tym temacie. Warto się dowiedzieć, ile warte są konkurencyjne teorie i choćby w oparciu o nie rozwinąć własne. A może też przekonać, albo dać się przekonać.
Ja również jestem bardzo sceptyczny.
I tu zabawię się na moment w adwokata diabła.
Otóż - panie Andrzeju, podobnie jak pan nie przypuszczam absolutnie żadnych cudów. Nic na nie nie wskazuje. Lecz historia polega na archiwizowaniu i analizowaniu wydarzeń z przeszłości. I tylko tyle. Gdyby kiedyś zdarzyło się coś dziwnego, historia nie traci tu głowy. Zatem cuda (gdyby te się działy) nie szkodzą metodologii nauk historycznych. Szkodliwa jest natomiast nadinterpretacja i tworzenie związków pomiędzy oddzielnymi faktami wiązanymi tylko przez ahistoryczną tradycję.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Otóż - panie Andrzeju, podobnie jak pan nie przypuszczam absolutnie żadnych cudów. Nic na nie nie wskazuje. Lecz historia polega na archiwizowaniu i analizowaniu wydarzeń z przeszłości. I tylko tyle. Gdyby kiedyś zdarzyło się coś dziwnego, historia nie traci tu głowy. Zatem cuda (gdyby te się działy) nie szkodzą metodologii nauk historycznych. Szkodliwa jest natomiast nadinterpretacja i tworzenie związków pomiędzy oddzielnymi faktami wiązanymi tylko przez ahistoryczną tradycję.Skoro Pan wraca do tematu: Pan Jacek Tabisz: Cytat:Dlaczego zatem nie zapytać, czy znajdujące się w Ewangeliach świadectwa cudów nie są prawomocne? Co to, cuda gorsze od innych rzeczy? Bogusławski: Cytat:Jeżeli uważa Pan, że to wcale nie było głupie pytanie, to niech Pan spróbuje na nie odpowiedzieć. O ile pytanie dla mnie jest idiotyczne, to Pańska odpowiedź na nie może być ciekawą. Jeżeli Pan uważa, że jakiekolwiek świadectwa cudów mogą być kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób prawomocne - to jeszcze ciekawsze. Proszę opisać te ewentualne warunki. Wikipedia: Cud - zjawisko paranormalne lub zdarzenie z różnych przyczyn nieposiadające wiarygodnego, naukowego wytłumaczenia, w kontekście religijnym przypisywane interwencji istot nadprzyrodzonych lub nadprzyrodzonej mocy.
W chrześcijaństwie nazwa cud odnosi się do działalności Jezusa - Cuda Jezusa (Cud w Kanie Galilejskiej, wskrzeszenie Łazarza, córki Jaira, uciszenie burzy, rozmnożenie chleba i ryb, liczne uzdrowienia) i jego interwencji poprzez wstawiennictwo apostołów i innych świętych.Cud Szanowny Panie Jacku, to wcale nie jest "coś dziwnego". "Dziwne rzeczy" zdarzają się ciągle, ale po spełnieniu określonych waruków można je powtórzyć wielokrotnie. Cuda nie podlegają żadnej weryfikacji, gdyż są niepowtarzalne. Można tylko w nie uwierzyć lub je odrzucić jako wydarzenia - z punktu wiedzy nauk przyrodniczych - niemożliwe. Wybór pozostawiam Panu. Pan Mbielecki już wybrał i ja też wybrałem. W cuda nie wierzę!A jeżeli nauka potwierdza jakieś zdarzenie, to przestaje ono być cudem. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też jestem mocno przekonany, iż cuda nie zachodzą. Systemy religijne postulujące cuda wyrosłe z zabobonnych lęków i pragnień na skróty nie są oponentem dla skrupulatnie budowanego przez naukę systemu opisu działającego, złożonego świata.
Tym niemniej zauważam, iż historia, jako taka, może opisywać różne zdarzenia. Gdyby jakiemuś królowi objawiły się krasnoludki i kronikarze opisali owo zjawisko, nie naruszałoby to metodologii historycznej. Nadal liczyłoby się, na ile dokładnie i szeroko zostało udokumentowane i opisane nadnaturalne zjawisko. Gdyby nastąpiło w dawnych czasach więcej pojawień krasnoludków i różne okoliczności ich pojawienia byłyby opisywane podobnie przez oddalonych od siebie w czasie i przestrzeni kronikarzy, należałoby się zastanowić nad zjawiskiem krasnoludyzmu.
Różne elementy wierzeń też pojawiają się w różny sposób w czasie i przestrzeni. Moim zdaniem wskazują one na genetyczne podłoże błędów percepcji prowadzących do religijności, są też świetnym materiałem dla zwolenników genetyki kultury. Okazuje się na przykład, iż mem przejścia (śmierć (symboliczna lub nie) - kaźń (s.l.n) - zmartwychwstanie), wiązany jeszcze z szamanizmem, jest najpewniej doskonałym pasożytem w puli memetycznej. Wracał i wraca w różnych wierzeniach (nawet JPII zrobił ze swej śmierci szamańską ceremonię przejścia) i jest bardzo atrakcyjny dla ludzi (na przykład islam, gdzie nie było ceremonii przejścia (śmierć - kaźń - zmartwychwstanie) dorobił się jej w szyizmie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Tym niemniej zauważam, iż historia, jako taka, może opisywać różne zdarzenia. Może!
>Gdyby jakiemuś królowi objawiły się krasnoludki i kronikarze opisali owo zjawisko, nie naruszałoby to metodologii historycznej. Z królami, to nie bardzo sobie na gorąco przypominam, ale że szaleńców było wielu zapewne są takie opisy bardzo dobrze udokumentowane.
>Nadal liczyłoby się, na ile dokładnie i szeroko zostało udokumentowane i opisane nadnaturalne zjawisko. Jakie nadnaturalne? Cosik się Panu potegowało. Wizje szaleńców są zjawisiem naturalnym.
>Gdyby nastąpiło w dawnych czasach więcej pojawień krasnoludków i różne okoliczności ich pojawienia byłyby opisywane podobnie przez oddalonych od siebie w czasie i przestrzeni kronikarzy, należałoby się zastanowić nad zjawiskiem krasnoludyzmu. Czyżby? Mnie się wydaje, że zastanawiałbym się tylko nad tym - co mogło wpłynąć na masowość i częstotliwość tych wizji.
>Różne elementy wierzeń też pojawiają się w różny sposób w czasie i przestrzeni. Pojawiają się.
>Moim zdaniem wskazują one na genetyczne podłoże błędów percepcji prowadzących do religijności, są też świetnym materiałem dla zwolenników genetyki kultury. Okazuje się na przykład, iż mem przejścia (śmierć (symboliczna lub nie) - kaźń (s.l.n) - zmartwychwstanie), wiązany jeszcze z szamanizmem, jest najpewniej doskonałym pasożytem w puli memetycznej. Wracał i wraca w różnych wierzeniach (nawet JPII zrobił ze swej śmierci szamańską ceremonię przejścia) i jest bardzo atrakcyjny dla ludzi (na przykład islam, gdzie nie było ceremonii przejścia (śmierć - kaźń - zmartwychwstanie) dorobił się jej w szyizmie. To Pańskie tezy. Wcale nie takie głupie i warte przemyślenia, tylko nic z nich nie wynika, w przedmiocie dyskusji o cudach.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja nie sądzę, aby cuda, zdarzenia ponadnaturalne były możliwe. Wiele nauk przeczy im całkowicie. Zwróciłem tylko pańską uwagę na fakt, iż metodologia historii im nie przeczy - historia nie bada bowiem systemowych praw rządzących naturą. Natomiast jest też, owszem, dowodem na to, iż również w przeszłości wierzono w cuda, których nie było. Jak też jest dowodem na to, iż wielkie religie powstają i umierają, iż nie ma w nich nic uniwersalnego. Myślę panie Andrzeju, iż jesteśmy zgodni. Zwracam tylko uwagę na drobiazg - nie można być dogmatycznym nawet w oparciu się o monizm materialistyczny, który działa i jest niepodważalny. Każda rzecz jest tak naprawdę naszą próbą opisu tej rzeczy. Również monizm materialistyczny. Dlatego ważna jest otwartość umysłowa, ważne jest krytyczne myślenie. Stąd omawiam tak drobne, szczegółowe tematy, jak ten, iż historia sama z siebie nie zajmuje się prawami rządzącymi naturą. Dokumentuje tylko wydarzenia z przeszłości, wydarzenia dotyczące poczynań społeczeństw ludzkich, raczej piśmiennych, niż niepiśmiennych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Ja nie sądzę, aby cuda, zdarzenia ponadnaturalne były możliwe. Wiele nauk przeczy im całkowicie. Zwróciłem tylko pańską uwagę na fakt, iż metodologia historii im nie przeczy - historia nie bada bowiem systemowych praw rządzących naturą.Nie zgadzam się z Panem. Tam, gdzie historyk opisuje jakieś zdarzenie - nawet, gdy go nie rozumie - pozostaje dla mnie wiarygodnym. Tam, gdzie mówi, że zaistniał cud, jest dla mnie dokładnie tak samo wiarygodnym, jak np. Pan Mbielecki. Właśnie dlatego, że historia nie bada systemowych praw rządzących naturą, to nie ma prawa się o nich wypowiadać. Jeżeli już się wypowiada, to musi korzystać z nauk pomocniczych, które tu mówią, że cuda nie zachodzą. > Natomiast jest też, owszem, dowodem na to, iż również w przeszłości wierzono w cuda, których nie było.Tak - nauki historyczne przedstawiają na to dowody. > Jak też jest dowodem na to, iż wielkie religie powstają i umierają,Tak - nauki historyczne przedstawiają na to dowody. > iż nie ma w nich nic uniwersalnego.Jednak sporo uniwersalnego w nich znaleziono. > Myślę panie Andrzeju, iż jesteśmy zgodni.I tak i nie bardzo. > Zwracam tylko uwagę na drobiazg - nie można być dogmatycznym nawet w oparciu się o monizm materialistyczny, który działa i jest niepodważalny.Nie mogę się zgodzić z powyższym zdaniem - którego zresztą nie rozumiem. Na przykład ja jestem przeciwnikiem wszelakiego dogmatyzmu, uważam, że rzeczywistość wyłacznie składa się z materii i jej funkcji i choćby ze względu na te "funkcje" nie uważam się za rzadnego monistę, choć rzeczywiście religijni idealiści próbują mnie tak zaszufladkować. Każda rzecz jest tak naprawdę naszą próbą opisu tej rzeczy. Nie rzeczywistość istnieje obiektywnie niezależnie od naszego poznania. (A więc i prób opisu) > Również monizm materialistyczny.Zupełnie nie rozumiem o co Panu tu chodzi? > Dlatego ważna jest otwartość umysłowa, ważne jest krytyczne myślenie.Do kogo i w jakim aspekcie odnosi Pan te zdanie? Komu Pan zarzuca ich brak? > Stąd omawiam tak drobne, szczegółowe tematy, jak ten, iż historia sama z siebie nie zajmuje się prawami rządzącymi naturą. Dokumentuje tylko wydarzenia z przeszłości, wydarzenia dotyczące poczynań społeczeństw ludzkich, raczej piśmiennych, niż niepiśmiennych.Niewiele z tego zdania rozumiem. Może parę odwołań do Wikipedii: www.google(*)CNGp2aI2imgLwUTTurihlqV2eG1wgQwww.google(*)CNE6k2O0YR3lL4bliZlnasUVFCoKAApl.wikiped(*)Metodologia_nauk_historycznychPrzy czytaniu opisów historycznych ważna jest otwartość umysłowa, ważne jest krytyczne myślenie, gdyż trzeba mieć światomość, że pisali je ludzie w określonych czasach, mających określone światopoglady i stosujący określone metody. Bezkrytyczny odbiór jakikolwiek dzieł (wiary w ich obiektywność i pradziwość) prowadzi do postaw podobnych Panu Mbieleckiemu. Nawet, gdy czyta się opisy bardzo współczesnych czasów np. "Najnowszą historię Polski 1914-202" Roszkowskiego i zestawia się ją np. z: www.google(*)CNHo_3avaRyloJ8v1kpt820B1LGqEw Zdecydownia widoczna jest możliwość różnorodnych interpretacji, a co dopiero, gdy mamy do czynienia z wiekani minionymi. Przy wszystkim co robimy należy myśleć. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przekonał mnie pan zdaniem, iż historia nie ma prawa orzekać o prawach rządzących naturą - to robią inne nauki. W tym ujęciu historia jest podporządkowana naukom ścisłym, choć nie jest to oczywiście jasne dla metodologów tej nauki. Mamy choćby postmodernizm naukowy, co tam się dzieje...
Nie zarzucam panu dogmatyzmu. Wydaje mi się po prostu, iż trzeba robić wiele, aby tak ująć swój światopogląd, by nikt nie mógł nam zarzucić tego, co robią chrześcijanie.
A oni czasem tak robią:
"Choćby wszystko przeczyło Jezusowi, cała ziemia i wszytko co o niej wiemy, ja i tak wierzyć będę, bo wiara jest najważniejsza"
W zasadzie większość tak robi, choć nie przyznaje się do tego przed sobą (bo nie musi, a nie jest to przyjemne, odkryć fanatyzm, który musi stać u podstawy wierzeń, czasem w kimś skryty (ale mogący zakiełkować), czasem jawny).
Jak mogłaby wyglądać deklaracja na naszym gruncie:
"Choćby wiele przeczyło materializmowi monistycznemu, to i tak będę uznawał tę tylko postawę"
Nie sądzę, aby coś mogło zaprzeczyć materializmowi monistycznemu (używam tego terminu, bo jakiego mam użyć? Racjonalizm, sceptycyzm - to chyba nie to). Ale warto sobie postawić pytanie o to, co mogłoby takiej postawie zaprzeczyć.
Na przykład:
Prawa natury wynikają z dwóch niezwiązanych za bardzo ze sobą źródeł. Coś jak zderzenie wszechświatów, z których tylko jeden jest tym, co możemy nazwać materialnym (choć drugi to nie coś duchowego, ale na przykład sploty różnych wymiarów, albo sposobów przebiegania czasu, trochę jak w teorii strun, ale na większą skalę). Czyli żylibyśmy w zderzeniu dwóch natur - żegnaj monizmie - za czymś takim może przemawiać wciąż mocna niespójność między fizyką einsteinowską a kwantową. Dodajmy, iż owo zderzenie mogłoby powodować zupełnie przypadkowy rozkład praw dwu natur w tym co obserwujemy. Nie uważam, iż tak jest, ale jest to moim zdaniem jedna z możliwych dróg, za pomocą której nasze naukowe założenie monizmu materialistycznego może się okazać w dużej mierze nieprawdziwe.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Jak mogłaby wyglądać deklaracja na naszym gruncie:> "Choćby wiele przeczyło materializmowi monistycznemu, to i tak będę uznawał tę tylko postawę"Odpisuje Pan błyskawicznie - jak sądzę - nawet przed dokładnym przeczytaniem tekstu, a co najgorsze - dla mnie - nie dając mi szansy na poprawę ewidentnego "byka". Cytat:Nie mogę się zgodzić z powyższym zdaniem - którego zresztą nie rozumiem. Na przykład ja jestem przeciwnikiem wszelakiego dogmatyzmu, uważam, że rzeczywistość wyłacznie składa się z materii i jej funkcji i choćby ze względu na te "funkcje" nie uważam się za [ rzadnego] żadnego monistę, choć rzeczywiście religijni idealiści próbują mnie tak zaszufladkować. Nie jestem "monistą materialnym" ani "materialnym monistą", tylko naturalistą ontologicznym, ale bardzo chciałbym aby to "wiele przeczyło materializmowi monistycznemu" Pan tu przedstawił. Niech Pan próbuje, jak Pan przedstawi jakieś naukowe argumenty daję Panu słowo, że swoją postawę zmienię. > Nie sądzę, aby coś mogło zaprzeczyć materializmowi monistycznemu (używam tego terminu, bo jakiego mam użyć? Racjonalizm, sceptycyzm - to chyba nie to). Ale warto sobie postawić pytanie o to, co mogłoby takiej postawie zaprzeczyć.> Na przykład:> Prawa natury wynikają z dwóch niezwiązanych za bardzo ze sobą źródeł.Po pierwsze nie należy mylić "praw natury" z "prawami przyrody". Po drugie zupełnie nie rozumiem o jakich "niezwiązanych źródłach" Pan mówi i po trzecie - gdy Pana to interesuje - trzeba by rozpocząć nowy wątek. Choć chyba lepiej - najpierw poczytać te stare. www.google(*)CNGAIeJ0fPMKq9EEjLnzkEFf7NxPpgPozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Naturalista ontoligiczny - sądzę, iż też nim jestem, przynajmniej w dużej mierze. Jeśli chodzi o błędy ortograficzne, to w moim życiu bywam skazywany na posługiwanie się szalonymi językami, o których wcześniej nawet niewiele słyszałem (na przykład syngaleski - świetna sprawa!). Dlatego cenią komunikatywność, obok niej piękno języka (jeśli jest na to czas) i na ostatnim miejscu poprawność. Brak poprawności składniowej przeszkadza dużo bardziej niż literówki i błędy ortograficzne.
Pytanie o naturalizm ontologiczny może się sprowadzić do pytania, czy zachodzą zjawiska w (multi)wszechświecie, których nie da rady powiązać w żaden sposób z najszerzej nawet pojętym rozumieniem bytu. Oczywiście, już filozofowie greccy (a może zwłaszcza, a nie już, niewiele było po nich dobrej filozofii) zauważyli, iż nie da się mówić o czymś, co nie jest. Zatem albo ontologia, albo milczenie.
Tym niemniej, jeśli przyjmiemy, że wraz z naszych wszechświatem zaczął się czas i przestrzeń, a jednocześnie zauważymy iż wszechświatów może być wiele (na co wskazuje wiele hipotez), to niektóre z nich mogą być bardzo egzotyczne - czyli zawierające coś, co nie układa się ani w czas ani w przestrzeń. Czy są one nadal bytami? Czy dotyczy ich ontologia?
Naturalizm - tu akurat trafiłem. Możliwe jest, iż nasza rzeczywistość to zderzenie dwóch zupełnie odrębnych natur. Być może to rozwiązuje nieprzystawalność praw kosmologii do świata cząstek elementarnych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Naturalista ontologiczny - sądzę, iż też nim jestem, przynajmniej w dużej mierze.Wikipedia: Naturalizm - pogląd ontologiczny w filozofii, według którego istnieje wyłącznie rzeczywistość materialna (natura), czasoprzestrzenna, bez zewnętrznej racji istnienia. Rzeczywistość duchowa albo nie istnieje albo jest sprowadzalna do natury (materii). Naturalizm tłumaczy całość zjawisk działaniem praw przyrody.
Naturalizm wyrażony w formie postulatu każe wyjaśniać wszystkie zjawiska w odwołaniu wyłącznie do sfery przyrody, przez przyczyny naturalne.> Pytanie o naturalizm ontologiczny może się sprowadzić do pytania, czy zachodzą zjawiska w (multi)wszechświecie,Ja nie wiem - czy istnieje "multiwszechświat"? Czy istnieje "wieloświat"? To tylko spekulacje naukowe - o większym lub mniejszym stopniu prawdopodobieństwa. > których nie da rady powiązać w żaden sposób z najszerzej nawet pojętym rozumieniem bytu.W moim rozumieniu rzeczywistości - nie wiem - co to jest "byt", gdyż "materia" jest wszystkim co istnieje i jest dostępną - bezpośrednio lub pośrednio (za pomocą narzędzi) ludzkiemu poznaniu. Materia jest filozoficzną kategorią, która dana jest człowiekowi we wrażeniach, którą nasze wrażenia kopiują, fotografują, odzwierciedlają, a która istnieje niezależnie od nich. Może warto przeczytać cały ten wątek: www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,420765#w429031Ponawiam propozycję - najpierw sporo poczytać na ten temat, a następnie otworzyć nowy wątek. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | według którego istnieje wyłącznie rzeczywistość materialna (natura), czasoprzestrzenna,
Czytałem i czytam wiele na ten temat. Dlatego na przykład napisałem (hipotetycznie) o czymś, co nie jest czasoprzestrzenią, a jednak "zachodzi".
Niech pan sobie wyobrazi, iż w świetle niektórych hipotez naukowych czasoprzestrzeń może składać się z czątek. MOże być zatem jednym z milionów możliwych wariantów układów takich cząstek. Może być przypadkowym przedmiotem...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Niech pan sobie wyobrazi, Wyobraźnię mam dużą i czytuję spekulacje różnych filozofów nauki.
>iż w świetle niektórych hipotez naukowych czasoprzestrzeń może składać się z cząstek. Może być zatem jednym z milionów możliwych wariantów układów takich cząstek. Może być przypadkowym przedmiotem... Może, może, może! Bez spekulatywnych hipotez nie byłoby rozwoju nauki, ale dopóki "może" nie staje się potwierdzalnym faktem - to wolę się trzymać prawd już zweryfikowanych.
Ponadto jakoś nie potrafię zrozumieć, iż to miałoby by przeczyć materialnej budowie świata i możliwości jego naturalistycznego poznania. Zresztą nie potrafię też zrozumieć - dlaczego miałoby interesować człowieka cokolwiek, gdy jest mu to całkowicie nie dostępne. Mnie nie interesuje, gdyż jest to podobne wierze w krasnoludki.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście, to co przedstawiłem to tylko daleko idące spekulacje. Czy rzeczy niedostępne powinny interesować człowieka! Ależ oczywiście! Takie wyzwania rozwijają wiedzę i krytycznie myślenie.
Nigdzie nie promuję wiary w krasnolutki. Po prostu zastanowiłem się, czy ontologia jest uniwersalną bazą poznawczą, co oczywiście nie oznacza, iż przeciwstawiam jej jakikolwiek fideizm i irracjonalizm
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
>Przy tak dużym założeniu zgodności z prawdą Ewangelii, jak czyni to choćby nowohistoryk Vermes, Czy Vermes jest dla Pana autorytetem. Dla mnie tylko mądrym człowiekiem, który napisał ciekawe rzeczy o czasach, w których mógł żyć Jezus. Warto go przeczytać.
>pytania o historyczne świadectwo cudów jest jak najbardziej racjonalne. Dla mnie prymitywne i głupie. Niech Pan przedstawi jego możliwą racjonalność.
>Jeśli stać nas na tak daleko idące założenia, jeśli nas to nie gryzie i nie niepokoi jako naruszenie aparatu nauk historycznych, to świadczenie cudów idzie tylko trochę dalej. Kogo stać? Na jakie założenia? Piszę dosyć komunikatywnie - proszę o cytaty.
>Tylko trochę panie Andrzeju. Na moim podwórku dziewczyny mawiały: Tylko troszeczkę tylko ździebko, a kto później będzie bawił?
>Może się pan ze mną nie zgadzać, ale proszę się zastanowić nad tym co napisałem. Czytam i zastanawiam się nawet nad wypowiedziami Pana Mbieleckiego. Pana dotychczas uważałem za mądrego o dużej wiedzy racjonalistę i muszę powiedzieć, że nie rozumiem co się Panu stało. Po przyjacielsku radzę niech Pan sobie powie: Wróć, Jacek wróć! Zagalopowałeś się za bardzo, ale może Pan tą radę na śmietnik wyrzucić.
>Jeszcze raz - mam nadzieję, iż teraz widzi pan o co mi chodzi - poruszam bardzo ważny, konkretny temat. Bez szacunku co do sumienności zetknięcia faktografii z historią, bez troski o metodologię tejże nauki, żyjemy w świecie surrealistycznym, gdzie wszystko staje się możliwe i gdzie nikt nie ma prawa krytykować drugiej osoby za najbardziej nawet szalone poglądy. Czyni Pan to w fatalnym stylu. Jest Pan zacietrzewiony i manipuluje Pan czyimiś wypowiedziami i stwierdzeniami. Tak nie wolno. Spokojnie można zajść znacznie dalej.
Emocjonalna dyskusja polaryzuje nasze stanowiska, ale racjonalna inteligencja - a do takiej Pana ciągle zaliczam - nie powinna pozwolić się spolaryzować.
>Całkiem możliwe, że chodzi tu tylko o używanie słów typu "być może", "można przypuścić, że", "jest do pewnego stopnia możliwe, że"... Ale to nie jest wcale mało... No, właśnie - niech Pan pod tym kątem przeczyta własne posty. Czy często Pan te zwroty tu stosował?
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Uczymy się na błędach. Na pewno niekiedy okazuję zbyt dużą pewność siebie. Jedną z zalet naszego forum jest to, że możemy się uczyć. Proszę się na mnie nie gniewać panie Andrzeju - bardzo lubię z panem rozmawiać! Przedstawiłem moje wątpliwości, takie jakie je miałem. Całkiem możliwe, iż przeinterpretowałem niektóre fakty, za co przeproszę pana Andrzeja.51, gdy zajdzie taka konieczność i taka możliwość. Czasem zauważam na naszym forum nie do końca wspaniałe tendencje, których ja też jestem twórcą, zatem i moja w tym wina. Czasem o tym piszę, bo chciałbym, aby forum było jeszcze lepsze niż jest, a jest i tak wspaniałe. Mam inną ekspresję niż pan. Czasem bywam nieco radykalny, ale nigdy dogmatyczny. To drugie nie leży w mojej naturze. Zawsze jestem otwarty na argumenty, ale nie waham się piętnować arogancji i uników, choć zdaję sobie sprawę, iż można je zarzucić komuś niesłusznie. Cóż - nawet jeśli wówczas ów ktoś mnie raczej nie polubi, to mimo wszystko, jeśli zechce, nauczy się czegoś. Na przykład wyrażać się precyzyjniej. Po moim ostatnim pobycie w Indiach nauczyłem się kilku rzeczy. 1) nie warto się na nikogo gniewać, jeśli lecą w moim kierunku pomidory - trudno 2) jeśli ktoś rzuca pomidorami w kierunku rozmówcy, widać potrzebuje tego, aby móc rozmawiać. Każdy czegoś potrzebuje 3) myśli bez motywacji w postaci podłoża emocjonalnego są za lekkie. Psycholog ewolucyjny Damasio potwierdza to moje spostrzeżenie w swoich hipotezach. Dlatego nie należy za mocno stawiać na "czysty intelekt" - to tylko mit. Intelekt bez afektu jest sztuczny, pozbawiony motywacji i słabo skupiony, nieuważny 4) rzeczywistość jest złożona, a siła poznawcza nie zawsze działa na najwyższych obrotach. Nie należy się łudzić, iż ma się już w garści kamień filozoficzny. Ale też uczciwie odkrytej prawdy należy uczciwie bronić. Uczciwie, lecz nie dogmatycznie. Gdy ktoś podważy skutecznie tę prawdę, należy natychmiast porzucić jej zwłoki i przeprosić tych, którzy już odnieśli rany na polu polemicznej bitwy. 5) umieć się kłucić, umieć milczeć i umieć mówić spokojnie - każda umiejętność jest cenna, jeśli służy dialogowi i wypływa z szacunku do najprawdziwszego możliwego wizerunku rzeczywistości dla rozmówcy Pozdrawiam serdecznie!  Ps.: Mam nadzieję, iż nie wyobraża mnie sobie pan jako zdiablałego Jacka T., z rogami, z ogniem ziejącym z pyska, z kozimi nóżkami, widłami w łapskach pazurzastych etc. Ja ciągle się do pana uśmiecham  Ps2: NIe wiem, czy jestem racjonalną inteligencją. Trochę shindusiałem, zajmuję się być może za dużo sztuką, uważam, że myśli są równie ważne jak emocje. Podam prosty przykład - bywa, że abstrakcyjny taneczny układ choreograficzny przekazuje więcej niż intelektualno - racjonalistyczne zdanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 6 | zupełna (2507 punktów) | >>Czasem zauważam na naszym forum nie do końca wspaniałe tendencje, których ja też jestem twórcą, zatem i moja w tym wina. Czasem o tym piszę, bo chciałbym, aby forum było jeszcze lepsze niż jest, a jest i tak wspaniałe. Mam inną ekspresję niż pan. Czasem bywam nieco radykalny, ale nigdy dogmatyczny. To drugie nie leży w mojej naturze. Zawsze jestem otwarty na argumenty, ale nie waham się piętnować arogancji i uników, choć zdaję sobie sprawę, iż można je zarzucić komuś niesłusznie. Nie mogę uwierzyć, że tak lekko to napisałeś. Jesteś w stanie bronić postawy "miłego i inteligentnego" mbieleckiego, natomiast Ojciec Lesiotr nie jest godny współpracy z Tobą, bo mając ateistyczne poglądy stara się odnaleźć w swojej rodzinnej rzeczywistości. Dla mnie to co prezentujesz jest nie tylko radykalne ale przede wszystkim niezrozumiałe i dla tego z dużą ostrożnością podchodzę do (dla mnie nowej) działalności PSR. Do tej pory spotkałam się z zarzutami nie bycia Polką-bo nie katoliczka, braku moralności- bez religii przecież nie wiadomo co dobre a co złe, zarzutem zlego wychowywania dziecka. Obawiałam się, że można tez dla niektórych być "niewłaściwym" ateistą i Ty właśnie te moje obawy potwierdzasz.
Cóż - nawet jeśli wówczas ów ktoś mnie raczej nie polubi, to mimo wszystko, jeśli zechce, nauczy się czegoś. Cóż, tu nie chodzi o Ciebie. Szkodzisz idei, która jest jak myślę Tobie bliska.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Założyłem wątek o ateistach w Kościele. Ojciec Lesiotr przedstawił w nim z dumą swoją postawę, jednocześnie odnosząc się nader krytycznie do postaw typu "zróbmy coś dla ateizmu w Polsce". Ja wyraźnie nie pisałem tylko o swoich propozycjach - zachęcałem do jakiejkolwiek aktywności, w jakichkolwiek istniejących strukturach, tudzież do podjęcia własnej. I w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że dla mnie (tylko i wyłącznie dla mnie, nie na przykład dla PSR, który jest strukturą demokratyczną i ogólnopolską, na co wyraźnie i dokładnie zwróciłem uwagę) osoba o nastawieniu Ojca Lesiotra nie byłaby najlepszym partnerem do współpracy. Uważam, iż osoba która raczej pójdzie do kościoła, nie zaś zrobi coś wspólnie z innymi ateistami nie powinna raczej propagować swojej postawy jako czegoś cennego. Ja osobiście w takim wypadku czułbym się jednak trochę głupio - napisałbym "cóż, sorki, mam trudną sytuację, zaplątałem się" a nie "patrzcie i podziwiajcie". Ale każdy człowiek ma inne doświadczenia życiowe, inną sytuację, zatem wyraźnie, niemal w każdej mojej wypowiedzi skierowanej do Ojca Lesiotra to powtarzałem - nie oceniam jego doświadczeń, jego codziennych działań. Po prostu w skali ogólnej to, co on robi, nie jest - moim zdaniem - powodem do dumy. Nie daje też żadnej legitymacji do KRYTYKI nawet nie do końca udanych, naiwnym poczynań w imię ruchu ateistycznego w Polsce. I, gdy Ojciec Lesiotr, chodzący do Kościoła bez bólu, i nie chcący imieniem i nazwiskiem potwierdzić przynależności do polskich ateistów stwierdził, iż z "chęcią też napisałby coś do poradnika ateisty" poczułem, iż trochę przesadził. Poradnik oznacza pokazanie jakichś wzorcowych zachowań, oznacza głos osoby mądrej, doświadczonej w kontaktach na styku ateizm - teizm. Ja czuję się absolutnie za głupi, aby pisać jakieś rzeczy do wysokonakładowego poradnika dla ateisty. Taką chęć ze strony Ojca Lesiotra odebrałem jako rzecz dość arogancką. Poza tym nie widzę powodu, dla którego miałabyś mnie oceniać - to jest z twojej strony zwyczajnie niegrzeczne. Jak ty pomagasz idei ateizmu w Polsce? Jakie nosisz imie i nazwisko? Pytam, bo moim zdaniem jedną z podstawowych możliwości "pomożenia" ateistom jest nie być anonimowym. Oczywiście nie dotyczy to moderatorów forum, bowiem chyba lepiej, aby moderator popularnego i często burzliwego forum posługiwał się nickiem, ale oczywiście nie wypływa to z obawy przed ujawnieniem ateizmu. Owszem, postawa mbieleckiego wydaje mi się bardziej uczciwa, niż postawa ateisty, który uczestniczy w życiu kościelnym nieanonimowo, boi się natomiast przyznać społecznie do swojego ateizmu i opisuje to bez cienia skruchy, wręcz przeciwnie - chce pisać "Poradnik ateisty". Ale to są tylko moje odczucia, które przedstawiłem, bowiem Ojciec Lesiotr bardzo obszernie opisał swoje relacje z katolicyzmem i dość nieufnie podszedł do jakiejkolwiek działalności społecznej ateistów w Polsce, nie tylko mojej. Jeszcze raz powtórzę - ja nie chciałbym współpracować z osobą o takim nastawieniu. Ale oczywiście, gdyby w jakiejś strukturze większość chciała współpracy - zgodziłbym się z większością. Żyjemy w społeczeństwie demokratycznym. A i jeszcze - to, że stwierdziłem, iż ja, Jacek Tabisz nie chcę współpracować w przestrzeni publicznej z nieznaną mi osobą posługującą się nickiem Ojciec Lesiotr wynikło z tego, iż Ojciec Lesiotr stwierdził, iż go agituję, chcę pozyskać jego dane osobowe, zapisać na swoją listę (!?!?) etc. No więc nie, po długiej już rozmowie stwierdziłem, iż ja, sam z siebie, nie miałbym ochoty na współpracę z osobą o takim nastawieniu. Chyba mam prawo do tego, aby nie chcieć współpracować z osobami, które nie są mi bliskie w swoich poglądach.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | liliac (147340 punktów) | > Ojciec Lesiotr przedstawił w nim z dumą swoją postawęJa tam jakiejś szczególnej dumy nie zauważyłam. Powiedziałabym - po prostu przedstawił swój sposób postępowania i swoje priorytety. > jednocześnie odnosząc się nader krytycznie do postaw typu "zróbmy coś dla ateizmu w Polsce".Przeciętnie krytycznie raczej. Nie podzielił twojego entuzjazmu po prostu. Stwierdził, że nie odczuwa takiej potrzeby. Nie wszyscy mają zacięcie społecznikowskie, nie każdy ma ochotę być aktywistą. Nie każdy lubi zebrania i prelekcje. Dalsza krytyka - jak odniosłam wrażenie - była wynikiem twojej IMHO nieco natarczywej postawy. Nie zrozum mnie źle - to fajne, jeśli ktoś lubi takie działania, ale słowo "powinność" to nieco zbyt wiele. > zachęcałem do jakiejkolwiek aktywności, w jakichkolwiek istniejących strukturachGdybyż to było po prostu "zachęcanie"... CJ Jóźwiak i rexus też tylko zachęcali do głosowania w odpowiedni sposób, a w efekcie większość forum miała ich szczerze dość. > propagować swojej postawy jako czegoś cennego.Cały dowcip w tym, że Ojciec Lesiotr nie przedstawiał swojej postawy jako coś szczególnie cennego i nie deklarował jakoby miał to być dla kogokolwiek wzorzec do naśladowania. Stwierdził, że jego sytuacja rodzinna wygląda tak, a nie inaczej. I że jemu jego aktywność wydaje się zupełnie wystarczająca. I że jest zadowolony z efektów. > Ja osobiście w takim wypadku czułbym się jednak trochę głupio - napisałbym "cóż, sorki, mam trudną sytuację, zaplątałem się" a nie "patrzcie i podziwiajcie".I tu zaczyna się to, co odbieram jako dość nieładną manipulację. Nic takiego twój rozmówca nie napisał ani nie dał do zrozumienia. Założyłeś wielce emocjonalny wątek na temat tego, co uważasz za powinności innych ateistów i uzyskałeś pewne odpowiedzi. Postawy "patrzcie i podziwiajcie" w nich nie było. > Ale każdy człowiek ma inne doświadczenia życiowe, inną sytuację, zatem wyraźnie, niemal w każdej mojej wypowiedzi skierowanej do Ojca Lesiotra to powtarzałem - nie oceniam jego doświadczeń, jego codziennych działań.Rozumiem. Twoje wypowiedzi nie były celowo napastliwe. Po prostu tak wyszło. Bywa. > Nie daje też żadnej legitymacji do KRYTYKI nawet nie do końca udanych, naiwnym poczynań w imię ruchu ateistycznego w Polsce. Każdy ma prawo do takiej krytyki. Nijakiej IMHO szczególnej legitymacji to nie wymaga. > I, gdy Ojciec Lesiotr, chodzący do Kościoła bez bólu, i nie chcący imieniem i nazwiskiem potwierdzić przynależności do polskich ateistów stwierdził, iż z "chęcią też napisałby coś do poradnika ateisty" poczułem, iż trochę przesadził.Ty pierwszy tym hipotetycznym poradnikiem sarkastycznie rzuciłeś, więc nie miej pretensji o odpowiedź. Udzieloną zresztą z pewnym rozbawieniem  > Poradnik oznacza pokazanie jakichś wzorcowych zachowań, oznacza głos osoby mądrej, doświadczonej w kontaktach na styku ateizm - teizm. Ja czuję się absolutnie za głupi, aby pisać jakieś rzeczy do wysokonakładowego poradnika dla ateisty. Taką chęć ze strony Ojca Lesiotra odebrałem jako rzecz dość arogancką.Tu też widzę manipulację. Poradnik pojawił się z twojej strony i to jako - odniosłam wrażenie - pewna figura retoryczna. > Poza tym nie widzę powodu, dla którego miałabyś mnie oceniać - to jest z twojej strony zwyczajnie niegrzeczne.Piszemy publicznie i podlegamy publicznej ocenie. Zupełna jest kolejną osobą, której twoje ostatnie zachowania wydają się... Hmmm... Specyficzne. Nie uważasz, że warto byłoby się zastanowić nad tym? > Pytam, bo moim zdaniem jedną z podstawowych możliwości "pomożenia" ateistom jest nie być anonimowym.Zasadniczo nasze forum nie stawia takiego wymogu. Prosiłabym, byś ty tym bardziej nie próbował tego od użytkowników w dyskusjach forumowych wymagać. Możesz założyć wątek na temat anonimowości forumowiczów, możesz przedstawić swoją opinię na ten temat nam (użytkownikom forum) lub Mariuszowi Agnosiewiczowi, ale na razie zupełna ma pełne prawo do swojej anonimowości. > Oczywiście nie dotyczy to moderatorów forum, bowiem chyba lepiej, aby moderator popularnego i często burzliwego forum posługiwał się nickiem, ale oczywiście nie wypływa to z obawy przed ujawnieniem ateizmu.Mój nick jest publicznie powiązany z moimi danymi osobowymi, ale to prywatna decyzja. Zupełna ma prawo do swoich prywatnych decyzji w tym względzie. > A i jeszcze - to, że stwierdziłem, iż ja, Jacek Tabisz nie chcę współpracować w przestrzeni publicznej z nieznaną mi osobą posługującą się nickiem Ojciec Lesiotr wynikło z tego, iż Ojciec Lesiotr stwierdził, iż go agituję, chcę pozyskać jego dane osobowe, zapisać na swoją listę (!?!?) etc.Zdecydowanie nie przedstawił tego w ten sposób. Specjalnie prześledziłam całą konwersację i to ty wyskoczyłeś z zapisywaniem danych osobowych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja inaczej odebrałem wypowiedzi Ojca Lesiotra. Widać myślicie bardziej w podobny sposób. Nie skłaniam nikogo do niczego. Jeśli ktoś chce, może nawet dziś iść do seminarium duchownego - co mi do tego? Dla mnie krytyczne i pełne zastrzeżeń spojrzenie na aktywność społeczną ateistów (bynajmniej nie tylko moją) z pozycji osoby, która chodzi czasem do kościoła i czuje się z tym OK, jest aroganckie. Dla mnie, takie mam odczucie, nie będę udawał kogoś, kim nie jestem, nie będę się upodabniał do Ciebie w swoim myśleniu, czy do Ojca Lesiotra.
Nie zachęcam, nie nakłaniam, zupełnej do ujawnienia swojego imienia i nazwiska. Ale tak ostra, nieprzyjemna, wtrącona niedbale krytyka z ust osoby anonimowej, w której oczach "obrażam ideę ateizmu" jest dla mnie czymś chorym, nieprzyzwoitym i żenującym. Prócz tego szczerze uważam, iż sygnowanie w sieci różnych ateistycznych wypowiedzi imieniem i nazwiskiem daje coś ateizmowi w Polsce. Nikogo do tego nie nakłaniam, ale tak uważam i wydaje mi się, że jawność postwa pomaga. To też chciałem przekazać. Pomaga też w krytyce, jeśli już ktoś chce okazać się wielkim znawcą problematyki ludzkiej i służyć ostrą krytyką swoim bliźnim.
Ok, niech sobie będzie, że się komuś bardzo niepodobam. Może wogóle jestem brzydki i wredny. Ale co to ma do zrażania się do idei ateizmu? Jeśli zupełna oceniając mnie cofa jakieś swoje "pełne łaski chęci" co do większej ateistycznej aktywności (nie wiem gdzie, nie wiem jakiej) to też jest to moim zdaniem chore. Bądźmy aktywni dla siebie. Nie dla wrednego i brzydkiego Jacka Tabisza! Mam wrażenie, iż niekiedy spoglądam tu na jakąś opaczną, Molierowską rzeczywistość. To bywa żałosne!
Moim zdaniem jest tu trochę zarozumiałych, nadętych person, które umarłyby w bólach, gdyby zmieniły zdanie, czy wyszeptały słowo przepraszam (nawet anonimowo, pod nickiem). I takie persony lubią zarzucać wiele innym. Jeśli je to bawi - ich sprawa.
Dla niektórych internet jest lekarstwem na frustracje. Jako myślący inaczej niż większość ateiści czują się oni niekiedy lepsi od szarej, teistycznej masy. Zatem w bezpiecznym miejscu, mogą, w maskach na twarzach, rozładować swoje frustracje. Ja mam odwrotnie - frustrują mnie głównie takie osoby.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | zupełna (2507 punktów) | >>Nie zachęcam, nie nakłaniam, zupełnej do ujawnienia swojego imienia i nazwiska. Ale tak ostra, nieprzyjemna, wtrącona niedbale krytyka z ust osoby anonimowej, w której oczach "obrażam ideę ateizmu" jest dla mnie czymś chorym, nieprzyzwoitym i żenującym. Napisałam "SZKODZISz IDEI, KTÓRA JEST CI BLISKA". Dlaczego manipulujesz słowami?
Prócz tego szczerze uważam, iż sygnowanie w sieci różnych ateistycznych wypowiedzi imieniem i nazwiskiem daje coś ateizmowi w Polsce. Nikogo do tego nie nakłaniam, ale tak uważam i wydaje mi się, że jawność postwa pomaga. Uważam, że daje coś praca u podstaw. To też chciałem przekazać. Pomaga też w krytyce, jeśli już ktoś chce okazać się wielkim znawcą problematyki ludzkiej i służyć ostrą krytyką swoim bliźnim. > Nie znam Ciebie. Nie krytykuję Ciebie. Odnosze się do Twojej działalności NA TYM FORUM. Ta dyskusja jest zupełnie niemerytoryczna a emocje, które we mnie wywołuje niczemu dobremu nie służą. Nie widzę też możliwości naszego porozumienia. Zatem racjonalnie podejmuję decyzję o nie komentowaniu Twoich wypowiedzi. pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > Ok, niech sobie będzie, że się komuś bardzo niepodobam. Może wogóle jestem brzydki i wredny. Ale co to ma do zrażania się do idei ateizmu? Jeśli zupełna oceniając mnie cofa jakieś swoje "pełne łaski chęci" co do większej ateistycznej aktywności (nie wiem gdzie, nie wiem jakiej) to też jest to moim zdaniem chore. Bądźmy aktywni dla siebie. Nie dla wrednego i brzydkiego Jacka Tabisza! Mam wrażenie, iż niekiedy spoglądam tu na jakąś opaczną, Molierowską rzeczywistość. To bywa żałosne!A ja odnoszę wrażenie, że histeryzujesz
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie, pisałem to z uśmiechem, ani jednej łzy (krokodylej oczywiście) nie uroniłem. Nie jestem po prostu fanem postawy typu "należy mi się" i "mam to gdzieś". Póki co światem rządzą fideiści i wynika z tego mnóstwo problemów, jak choćby traktowanie kobiety jak inkubatora uduchowionego już od zarodka życia. Jeśli ktoś nie wierzy w system wartości narzucony i egzekwowany przez fideistów, powinien coś DLA SIEBIE i dla innych (owszem, też) zrobić. Nawet jeśli usłyszał o tym od łkającego krokodylimi łzami, potwornego Jacka T. Różne rzeczy się zdarzają. Ot co!
Twój czerwony komunikat przyjąłem - masz w tym sporo racji, dziękuję za uwagę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > A ja odnoszę wrażenie, że histeryzujesz  A ja odnoszę wrażenie, że przesadzasz w ocenach i opiniach nie tylko jako liliac! Jacek wyraźnie i jednoznacznie napisał: Cytat:Nie zachęcam, nie nakłaniam, zupełnej do ujawnienia swojego imienia i nazwiska. Ale tak ostra, nieprzyjemna, wtrącona niedbale krytyka z ust osoby anonimowej, w której oczach "obrażam ideę ateizmu" jest dla mnie czymś chorym, nieprzyzwoitym i żenującym. Prócz tego szczerze uważam, iż sygnowanie w sieci różnych ateistycznych wypowiedzi imieniem i nazwiskiem daje coś ateizmowi w Polsce. Nikogo do tego nie nakłaniam, ale tak uważam i wydaje mi się, że jawność postwa pomaga. To też chciałem przekazać. Pomaga też w krytyce, jeśli już ktoś chce okazać się wielkim znawcą problematyki ludzkiej i służyć ostrą krytyką swoim bliźnim. I do takich opinii ma prawo? Nikogo nie obraża, nie poniża, nie dyskredytuje - wyraża swoją opinię i oczekiwania. Namawiam do głębszej refleksji.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | zupełna (2507 punktów) | >Cytat:Nie zachęcam, nie nakłaniam, zupełnej do ujawnienia swojego imienia i nazwiska. Ale tak ostra, nieprzyjemna, wtrącona niedbale krytyka z ust osoby anonimowej, w której oczach "obrażam ideę ateizmu" jest dla mnie czymś chorym, nieprzyzwoitym i żenującym. Prócz tego szczerze uważam, iż sygnowanie w sieci różnych ateistycznych wypowiedzi imieniem i nazwiskiem daje coś ateizmowi w Polsce. Nikogo do tego nie nakłaniam, ale tak uważam i wydaje mi się, że jawność postwa pomaga. To też chciałem przekazać. Pomaga też w krytyce, jeśli już ktoś chce okazać się wielkim znawcą problematyki ludzkiej i służyć ostrą krytyką swoim bliźnim. >I do takich opinii ma prawo?Jacek Tabisz w tej właśnie wypowiedzi stosuje znak graficzny (") sugerujący że słowa opatrzone tym znakiem były napisane przez moja osobę. To manipulacja. Rozumiem, że mogę sobie protestować. > Nikogo nie obraża, nie poniża, nie dyskredytuje - wyraża swoją opinię i oczekiwania.Ja osobiście poczułam się wypowiedziami Jacka Tabisza zdyskredytowana jako racjonalista posługujaca się na forum nickiem. To moje prywatne odczucie, do którego mam mniemam prawo. > Namawiam do głębszej refleksji.Jak głębokie mają być te refleksje żeby były dość głębokie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > Jacek Tabisz w tej właśnie wypowiedzi stosuje znak graficzny (") sugerujący że słowa opatrzone tym znakiem były napisane przez moja osobę. To manipulacja. Rozumiem, że mogę sobie protestować.Wyrazy w cudzysłowiu są nie tylko cytatami, ale również rodzajem przenośni, uogólnienia - dokładnie tak samo jak Twoje sformułowanie o <"niewłaściwym" ateiście> - Jacek nigdzie tego nie stwierdził w stosunku do Ciebie - to konfabulacja albo "odnoszenie wrażenia". > Ja osobiście poczułam się wypowiedziami Jacka Tabisza zdyskredytowana jako racjonalista posługujaca się na forum nickiem. To moje prywatne odczucie, do którego mam mniemam prawo.<Dokładnie takie samo jak Jacek do wrażania swojej opinii, oczekiwań w stosunku do postaw osób racjonalnych. Czyje "prawo" jest "lepsiejsze"? Jeszcze raz - Jacek wyraził opinię, z którą możesz polemizować, ale nie jest ona powodem do "obrazy uczuć, odczuć, wrażeń". Ta wypowiedź jest dyskedytująca: "Dla mnie to co prezentujesz jest nie tylko radykalne ale przede wszystkim niezrozumiałe i dla tego z dużą ostrożnością podchodzę do (dla mnie nowej) działalności PSR."Oceniasz sceptycznie całe PSR, bo Jacek jest jego aktywnym działaczem, a on jest "beee"? To nie jest racjonalna opinia. To jest fałszujące uogólnienie zwane manipulacją właśnie. > Jak głębokie mają być te refleksje żeby były dość głębokie?Aż do głebokości zrozumienia  Ukłony EOT
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | > >A ja odnoszę wrażenie, że histeryzujesz  > A ja odnoszę wrażenie, że przesadzasz w ocenach i opiniach nie tylko jako liliac!I póki w stosunku do mnie jako "prywatnej" użytkowniczki będziesz to wrażenie uzewnętrzniać, masz do tego pełne prawo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | >I póki w stosunku do mnie jako "prywatnej" użytkowniczki będziesz to wrażenie uzewnętrzniać, masz do tego pełne prawo.< Problem niestety w tym, że czasami, pomimo "kolorów" ciężko to rozróżnić. BTW . Wielość "ról" zawsze stwarza problem.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | perun (8610 punktów) | > Prócz tego szczerze uważam, iż sygnowanie w sieci różnych ateistycznych wypowiedzi imieniem i nazwiskiem daje coś ateizmowi w Polsce. Nikogo do tego nie nakłaniam, ale tak uważam i wydaje mi się, że jawność postwa pomagaNazywam się Marek Nowak. Niestety, mam tak popularne nazwisko, że nie wiem w czym to pomoże Jacku. Pewnie część ludzi będzie myślała, że podałem fałszywe nazwisko, ale nie moja wina, że nosze tak popularne. Mieszkam w Zwoleniu na ulicy 11-go Listopada. Używam nicka ''perun'' odkąd mam net, czyli coś około 11 lat i bardzo lubie ten nick. Na liście ateistów podpisałem się nazwiskiem podając miejscowość. Mógłbym podpisywać swoje bazgroły tutaj imieniem i nazwiskiem, ale wątpie czy coś by to zmieniło. A jeśli chodzi o reszte tematu - myśle, że problem w tkwi w pojęciu ''ateista''. Ateista to ktoś, kto nie wierzy w boga i to wszystko. Termin ten nie zawiera żadnej ideologii, dlatego tak trudno dogadać się nam między sobą. Dla mnie osobiście każda ideologia jest wroga i myślę, że wielu forumowiczom również. Lubie myśleć samodzielnie i po swojemu i dlatego jakoś nigdy nie przekonują mnie ideologiczne dążenai innych ludzi. Pozdrawiam Marek Nowak ''perun''
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dla mnie też ideologie są wrogie, dlatego powinniśmy się łączyć, aby przeciwdziałać ideologiom religijnym mogącym zatrzymać rozwój nauki i powoli stoczyć nas w nowe średniowiecze. Mam nadzieję, iż nie nazywa pan ideologią łączenia się ludzi poszkodowanych, takich jak ateiści, w oporze przeciwko narzucaniu norm prawnych, edykacyjnych i podatków (choćby) przez teistów.
Bardzo lubię z panem rozmawiać i pańska postawa jest mi dużo bliższa, niż Ojca Lesiotra. Oczywiście to tylko moje zdanie, a nawiązałem do tego, bo wypłynął taki wątek. W sumie bardzo nie na temat, choć może trochę.
To, że kobiety czy geje walczą o swoje prawa nie ma nic wspólnego z ideologią. Podobnie rozumiem ruchy ateistyczne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | perun (8610 punktów) | > Dla mnie też ideologie są wrogie, dlatego powinniśmy się łączyć, aby przeciwdziałać ideologiom religijnym mogącym zatrzymać rozwój nauki i powoli stoczyć nas w nowe średniowiecze. Mam nadzieję, iż nie nazywa pan ideologią łączenia się ludzi poszkodowanych, takich jak ateiści, w oporze przeciwko narzucaniu norm prawnych, edykacyjnych i podatków (choćby) przez teistów.Miało byc bez panów  Masz racje, można i trzeba działać i walczyć o swoje prawa. Jestem jak najbardziej za. Tylko wiesz, nie każdy chce i może. Nigdy nie było tak, żeby wszyscy walczyli, protestowali, zrzeszali się itd. Świat zawsze raczej zmieniała ta garsta ludzi, której się chciało. Fajnie byłoby gdy wszyscy chcieli, ale sam wiesz, że to utopia. Poza tym jedni walczą na forum społecznym, a inni w swoim otoczeniu, rodzinie, wśród najbliższych i to też jest ważne. Mnie to troche przypomina dziadka, który rozmawiał z wnuczkiem; - jak byłem młody wnusiu, to chciałem zmieniać świat - a teraz dziadziusiu? - a teraz to nie chce mi się schylić i zmienić skarpetek wnusiu. Nie każdy ma w sobie ducha rewolucjonisty i nie każdmu się chce. Tak było jest i pewnie będzie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | zupełna (2507 punktów) | > Założyłem wątek o ateistach w Kościele. Ojciec Lesiotr przedstawił w nim z dumą swoją postawę, jednocześnie odnosząc się nader krytycznie do postaw typu "zróbmy coś dla ateizmu w Polsce".Opisał zwyczajnie. Ja. I w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że dla mnie (tylko i wyłącznie dla mnie, nie na przykład dla PSR, który jest strukturą demokratyczną i ogólnopolską, na co wyraźnie i dokładnie zwróciłem uwagę) osoba o nastawieniu Ojca Lesiotra nie byłaby najlepszym partnerem do współpracy. Uważam, iż osoba która raczej pójdzie do kościoła, nie zaś zrobi coś wspólnie z innymi ateistami nie powinna raczej propagować swojej postawy jako czegoś cennego.Oceniasz. To już nie jest niegrzeczne? Ja osobiście w takim wypadku czułbym się jednak trochę głupio - napisałbym "cóż, sorki, mam trudną sytuację, zaplątałem się" a nie "patrzcie i podziwiajcie". Ale każdy człowiek ma inne doświadczenia życiowe, inną sytuację, zatem wyraźnie, niemal w każdej mojej wypowiedzi skierowanej do Ojca Lesiotra to powtarzałem - nie oceniam jego doświadczeń, jego codziennych działań. Po prostu w skali ogólnej to, co on robi, nie jest - moim zdaniem - powodem do dumy.No właśnie oceniasz. Nie daje też żadnej legitymacji do KRYTYKI nawet nie do końca udanych, naiwnym poczynań w imię ruchu ateistycznego w Polsce. I, gdy Ojciec Lesiotr, chodzący do Kościoła bez bólu, i nie chcący imieniem i nazwiskiem potwierdzić przynależności do polskich ateistów stwierdził, iż z "chęcią też napisałby coś do poradnika ateisty" To zdenerwowało mnie najbardziej. Manipulujesz wypowiedziami innych forumowiczów. >Poza tym nie widzę powodu, dla którego miałabyś mnie oceniać - to jest z twojej strony zwyczajnie niegrzeczne. Nie oceniam Ciebie, tylko to co piszesz na tym forum. Rozumiem, że mam być grzeczna i to Ty przywołujesz mnie do porządku dając mi minus. Jak ty pomagasz idei ateizmu w Polsce? Jakie nosisz imie i nazwisko? Pytam, bo moim zdaniem jedną z podstawowych możliwości "pomożenia" ateistom jest nie być anonimowym. Nie stoję również z tabliczką z moimi danymi na deptaku w Sopocie. Jestem tu w tłumie całkowicie obcych mi ludzi, których w znakomitej większości znam z nicka i tego co tu dobrowolnie piszą. Czasem są to dla mnie dziwne rzeczy.>Owszem, postawa mbieleckiego wydaje mi się bardziej uczciwa, niż postawa ateisty, który uczestniczy w życiu kościelnym nieanonimowo, boi się natomiast przyznać społecznie do swojego ateizmu i opisuje to bez cienia skruchy, wręcz przeciwnie - chce pisać "Poradnik ateisty". To jest manipulacja słowami. >A i jeszcze - to, że stwierdziłem, iż ja, Jacek Tabisz nie chcę współpracować w przestrzeni publicznej z nieznaną mi osobą posługującą się nickiem Ojciec Lesiotr wynikło z tego, iż Ojciec Lesiotr stwierdził, iż go agituję, chcę pozyskać jego dane osobowe, zapisać na swoją listę (!?!?) . Gdzie i kiedy tak Lesiotr napisał?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Uważam, iż osoba, będąca ateistą, która chodzi do kościoła i czuje się z tym dobrze, nie ma prawa krytykować zrzeszania się ateistów i tego, co już zrzeszeni porabiają. Jeśli takiej osobie coś przeszkadza, to niech przemyśli swoje prokościelne zachowania, ale przede wszystkim niech sama się włączy do ruchów ateistycznych i zmienia w nich to, co jej nie pasowało. Jeśli Ojciec Lesiotr tylko żartował (nie odebrałem tego tak), to czynił to w nieodpowiednim momencie. Tak uważam, takie jest moje zdanie, uważam, iż wypowiedzi Ojca Lesiotra były momentami trochę aroganckie, poza tym nic do niego nie mam, choć - powtórzę - ja osobiście nie chciałbym z nim współpracować.
Jeśli chodzi o ciebie, to masz pełne prawo mnie nie lubić. Ale nie czyń mnie amasadorem ateizmu. Cokolwiek robisz - rób to dla siebie. Natomiast ostrą krytykę przyjmuję spokojnie z rąk osób mi przedstawionych. Anonimowych ataków z zasady nie lubię. To naturalne. Ktoś, kto poważnie krytykuje drugą osobę, powinien się wpierw przedstawić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | liliac (147340 punktów) | >Natomiast ostrą krytykę przyjmuję spokojnie z rąk osób mi przedstawionych. Anonimowych ataków z zasady nie lubię. To naturalne. Ktoś, kto poważnie krytykuje drugą osobę, powinien się wpierw przedstawić.
Na tym forum nie ma obowiązku przedstawiania się prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Twoje uwagi na temat anonimowości innych użytkowników są - bardzo dyplomatycznie rzecz ujmując - nie na miejscu. Proszę cię byś do nich nie wracał, chyba że w formie osobnego wątku anonimowości poświęconego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | Widać, że emocje udzielają się także Moderatorom  W kwestii formalnej: Jacek nikogo nie obraził, nie użył żadnych sformułowań nakazu, zakazu, nie powoływał się na paragrafy regulaminu - wraził jedynie swoje oczekiwania względem interlokutora, które tenże może, ale nie musi realizować, wybór ma - powodu do obrażania się - nie ma, (najwyżej powód do refleksji). Myślę że, również, a nawet przede wszystkim na tym Forum, każdy ma prawo mieć własne oczekiwania - a już na pewno ma prawo do ich wyrażania. I raczej nie ma znaczenia w jakim czyni to wątku - dygresje, sic!, off topics można znaleźć w każdym wątku. Czemu akurat kwestii "anonimowości" ma to nie dotyczyć? Co do meritum sporu, pozwolę sobie podzielić się obserwacją, gdyż i w wątku - Ilu ateistów w Kościele? - głos zabrałem: Różnice w ocenach wynikają z charakteru i osobowości. Jacek jest "zaangażowanym ideowcem", pełnym energii i ognia , pragnącym tym ogniem "zarażać", a od mających podobne poglądy oczekuje ciut większego zaangażowania. Zupełna (i być może Ojciec Lesior) ceni bardziej spokojną "prace u podstaw" w środowisku, w którym się porusza i w sytuacjach, które ją spotykają. Obie postawy są wartościowe, a ich siła oddziaływania zależy (jak prawie wszystko) od okoliczności, czasu , miejsca, ludzi, sytuacji, itp. Jacku  - cierpliwości , z pewnością doczekasz się naśladowców, a i w tej chwili dzięki Tobie i Twojemu wysiłkowi wielu prawdziwiej, odważniej i zwiększa otwartością postrzega świat i ludzi. Zupełna  - bez obaw - jesteś "dobra" ateistką, inteligentnym i wrażliwym człowiekiem. - rób swoje... "Róbmy swoje, Póki jeszcze ciut się chce, Skromniutko ot, na swoją miarkę. Róbmy swoje, Może to coś da? Kto wie?..."Pozdrawiam
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | zupełna (2507 punktów) | >> Zupełna (i być może Ojciec Lesior) ceni bardziej spokojną "prace u podstaw" w środowisku, w którym się porusza i w sytuacjach, które ją spotykają.Praca u podstaw, czyli np. interwencja w sprawie mszy szkolnych inauguracyjnych lub też objęciem świeckim, kuratoryjnym nadzorem tego co dzieje się na religii w szkole, to nie jest zajęcie spokojne. Może nie aż tak emocjonalne jak niektóre rozmowy tutaj, ale jednak. > Zupełna - bez obaw - jesteś "dobra" ateistką, Nie sadzę aby istnieli dobrzy lub źli ateiści. Ale dziękuję za dobre słowo. inteligentnym i wrażliwym człowiekiem. I tu pozostaje mi podziękować za komplement. - rób swoje...Jestem w tak szczególnie korzystnej sytuacji, że to co robię zależy głównie od mojej woli, a już zdecydowanie w znikomym stopniu od przyzwolenia lub wymogów innych ludzi. pozdrawiam cieplo
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | > Jestem w tak szczególnie korzystnej sytuacji, że to co robię zależy głównie od mojej woli, a już zdecydowanie w znikomym stopniu od przyzwolenia lub wymogów innych ludzi.<Nawet nie pomyślałem by podważać Twoją autonomię (chyba bym się bał  - nie dość, że inteligentna to jeszcze zdecydowana i pewna siebie  )... pomyślałem tylko, że Młynarski, ze swoim "róbmy swoje"- "jest dobry na wszystko", a na pewno na wiele. Jest dobry.... "Na brzydki bliźniego uczynek Na braczek rzucony na rynek Na taki jakiś nie taki ten byt (...)pomoże na wiele Na co dzień jak i na niedzielę Na to żebyś Ty patrzał weselej"(autor-J.Przybora)
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | zupełna (2507 punktów) | > Nawet nie pomyślałem by podważać Twoją autonomię (chyba bym się bał - nie dość, że inteligentna to jeszcze zdecydowana i pewna siebieCzy to przypadkiem nie jest AOT. Toż to obrona mbieleckiego miała być.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > Czy to przypadkiem nie jest AOT.<Też to zauważyłaś?! Od jakiegoś czasu mam wrażenie , że cały jestem "off topic"  ( vide moja stopka)
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 7 | liliac (147340 punktów) | Bardzo cię proszę, nie rób tego więcej. Nie dyskutujemy na forum publicznie nad decyzjami moderacji. Nie komentujemy publicznie czerwonego, ostrzeżeń, etc. Te kwestie formalne - jeśli odczuwamy taką potrzebę, załatwiamy przez Kolegium (albo na priva, jeśli to nie ten kaliber). Anonimowość użytkowników jest ich pełnym prawem, a wytykanie im jej w formie zarzutu jest niewłaściwe - IMHO leży na tej samej półce, co inne argumenty typu "ad personam". Pisanie na forum jest równoznaczne z akceptacją forumowego przyzwolenia na anonimowość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | >Proszę się na mnie nie gniewać panie Andrzeju - bardzo lubię z panem rozmawiać! Na pewno się nie gniewam i mam zamiar nadal z Panem rozmawiać.
>3) myśli bez motywacji w postaci podłoża emocjonalnego są za lekkie. Psycholog ewolucyjny Damasio potwierdza to moje spostrzeżenie w swoich hipotezach. Dlatego nie należy za mocno stawiać na "czysty intelekt" - to tylko mit. Intelekt bez afektu jest sztuczny, pozbawiony motywacji i słabo skupiony, nieuważny Nikt z nas nie jest do końca racjonalny, a człowiek pozbawiony emocji byłby potworem. Ważnym jest tylko czemu daje się pierwszeństwo.
>4) Ale też uczciwie odkrytej prawdy należy uczciwie bronić. Uczciwie, lecz nie dogmatycznie. Gdy ktoś podważy skutecznie tę prawdę, należy natychmiast porzucić jej zwłoki i przeprosić tych, którzy już odnieśli rany na polu polemicznej bitwy. Miedzy innymi - po tym poznaje się wielkość (lub małość [małostkowość]) człowieka.
>Ps.: Mam nadzieję, iż nie wyobraża mnie sobie pan jako zdiablałego Jacka T., z rogami, z ogniem ziejącym z pyska, z kozimi nóżkami, widłami w łapskach pazurzastych etc. Tu pomylił się Pan bardzo o wiele wyżej stawiam mityczną postać "diabła", niż np. "Jezusa", a więc przy wyobrażeniu sobie Pana jako postać z rogami, z ogniem ziejącym z pyska, z kozimi nóżkami, widłami w łapskach pazurzastych etc. już z samej tej przyczyny wywołałby Pan mój życzliwy uśmiech.
>Podam prosty przykład - bywa, że abstrakcyjny taneczny układ choreograficzny przekazuje więcej niż intelektualno - racjonalistyczne zdanie. Podam prosty przykład - bywało, że oglądając taneczny układ choreograficzny wykonany tylko dla mnie, czułem się w przedsionku raju i cały mój racjonalizm uciekał daleko, ale jednak człowiek wraca do rzeczywistości, której trzeba się trzymać dopóty dopóki jej doświadczamy. Nie da rady nie przekażemy wiedzy o złożonej rzeczywistości żadnymi - nawet najbardziej profesjonalnymi - podrygami.
Serdecznie pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > To nie jest takie proste, moim zdaniem, panie Andrzeju.Nie, nie jest to takie proste, Panie Jacku! > Nasze poznawanie nie odbywa się tylko za pomocą racjonalnego myślenia. Wydaje mi się też, że niezbędne są motywatory emocjonalne, silne bodźce.Całkowicie się zgadzam. > Być może sztuka (w tym taniec) spełnia takie zadanie. Przecież nie od dziś sztuka inspiruje naukowców i wice wersa...> To ciekawy temat, aby go kiedyś poruszyć odrębnie  Znowu - jak mi się wydaje - albo Pan nie doczytał, albo nie zrozumiał. Napisałem: Nikt z nas nie jest do końca racjonalny, a człowiek pozbawiony emocji byłby potworem. Ważnym jest tylko czemu daje się pierwszeństwo.
Nie da rady nie przekażemy wiedzy o złożonej rzeczywistości żadnymi - nawet najbardziej profesjonalnymi - podrygami. Choć oczywiście różne rzeczy nas inspirują. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dunbar, jeden z wybitniejszych socjologów ewolucyjnych, uważa, iż język wpierw służył budowaniu więzi wspólnotowych, podobnie jak iskanie u małp. Niedawno spotkałem się z tym, iż uznał, iż formą przejściową między iskaniem a mówieniem było melodyjne mruczenie, muzyka. Dopiero później pojawił się język z jego rozwijającymi się funkcjami komunikatywnymi. Nie jest zatem w pełni uzasadnione twierdzenie, iż śpiew na ten przykład jest tylko rozrywką. On może budować w nas emocjonalne znaczenie słowa, dzięki czemu łatwiej stać się świetnym naukowcem i to do tego szczęśliwym.
Niejeden wielki matematyk kochał muzykę klasyczną i uważał iż matematka jest poezją.
Czy spotkał się pan z określeniem "piękno równań Newtona"? Dlaczego tak się mówi?
Czy największy uczony wszechczasów, Einstein nie był estetą? Czy gdyby nie jego potrzeba estetyki, wpadłby na E=mc2? Czy szukałby dziur w teorii kwantowej, tworząc ją nie wprost, gdyby nie przeszkadzała mu "brzydota" chaosu cząstek elementarnych??
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Dunbar, jeden z wybitniejszych socjologów ewolucyjnych, uważa, iż język wpierw służył budowaniu więzi wspólnotowych, podobnie jak iskanie u małp. Tak uważa? Ja uważam, że to nieuprawnione uproszczenie. Więzi wspólnotowe najbardziej budują przekazywane informacje. Także o stanach emocjonalnych.
>Niedawno spotkałem się z tym, iż uznał, iż formą przejściową między iskaniem a mówieniem było melodyjne mruczenie, muzyka. I on już się znalazł w tej formie ostatecznej umuzykalnienia?
>Dopiero później pojawił się język z jego rozwijającymi się funkcjami komunikatywnymi. A nie mógł przed tym trochę poobserwować naszych najbliszych krewnych, gdzie jezyk mimiczny połączony z wydawaniem różnych głosów, jest podstawą do porozumiewania się, tym skuteczniejszą im więcej u danego zwierzęcia neuronów lustrzanych.
>Nie jest zatem w pełni uzasadnione twierdzenie, iż śpiew na ten przykład jest tylko rozrywką. Tak - rozróżniam śpiew ptaków od śpiewu np. Niemena. Śpiewy małp też słyszałem.
>Niejeden wielki matematyk kochał muzykę klasyczną i uważał iż matematka jest poezją. Niejeden wielki matematyk miał poważne problemy umysłowe. I co z tego?
>Czy spotkał się pan z określeniem "piękno równań Newtona"? Dlaczego tak się mówi? Po prostu dlatego, że ktoś widzi w nich piękno. Dyrektor ośrodka kultury niemieckiej mi opowiadał, że prawdziwy Niemiec dostrzega tylko wtedy piękno wsi, gdy kupy gnoju na polach są równiutko rozłożone. Panie Jacku, nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że emocje i muzyka są ogromnie ważne dla naszego człowieczeństwa, tylko powinny być kontrolowane przez rozum. Czyli nasza racjonalność jest najważniejszą. Nie można przy tym zapominać, że to wszystko razem wymieszane w naszej psychice tworzy nasze swoiste osobowości.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Dunbar, jeden z wybitniejszych socjologów ewolucyjnych, uważa, iż język wpierw służył budowaniu więzi wspólnotowych, podobnie jak iskanie u małp. Tak uważa? Ja uważam, że to nieuprawnione uproszczenie. Więzi wspólnotowe najbardziej budują przekazywane informacje. Także o stanach emocjonalnych. Oczywiście, że przytoczyłem poglądy Dunbara w skrócie, stąd wrażenie uproszczenia. Wiele wskazuje na to, iż nasza inteligencja rozwijała się poprzez wyzwania jakie stanowiło pięcie się do wyższej pozycji w stadzie, związane z tym manipulacje, plotki. Iskanie i później wspólne, melodyjne mruczenie miało początkowo służyć raczej stanowi "bycia z kimś zgodnym". Obok tego komunikatywne były stany emocjonalne - gniew, strach, radość, smutek, wyrażające się poprzez mimikę, ruchy ciała i wcale nie tak liczne i nie tak zróżnicowane pokrzykiwania. Rozum powinien kontrolować emocje, ale on jest również kontrolowany przez emocje. Zaburzenia emocjonalne niekiedy uniemożliwiają myślenie. Harmonijne stany emocjonalne czynią często myślenie skutecznym. Niektórzy psychologowie ewolucyjni (jak na przykład Damasio) uważają, iż w zasadzie zanik emocji tła oznacza zanik świadomości. Istnieją uszkodzenia mózgu powodujące całkowity niemal zanik emocji tła, albo ich zastygnięcie w jednym stanie (sprzed uszkodzenia). O ile w szczegółowych zadaniach intelekt działa wtedy normalnie, o tyle dłuższe stratego intelektualne, działania prowadzące do udowodnienia hipotezy naukowej choćby, pojawić się może mur nieprzekraczalny. Opisuję teraz daleko idące hipotezy, bowiem badania tych zagadnień są dopiero na starcie. Dla potrzeb tematu wyciągam też daleko idące wnioski ze spostrzeżeń Damasio i Dunbara. Tym niemniej uważam, iż czysty rozum i przekonanie o tym, iż emocje głównie przeszkadzają racjonalnemu rozważaniu rzeczywistości, są to przestarzałe modele psychologii poznania. Wiele wskazuje na to, iż harmonijnie zbudowane emocje są ogromnie potrzebne w procesie poznawczym i one zapewniają mu główną motorykę. To, co nazywamy "czystym rozumem" jest w tym wypadku treścią wprowadzoną w ruch.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Oczywiście, że przytoczyłem poglądy Dunbara w skrócie, stąd wrażenie uproszczenia. (...) >Rozum powinien kontrolować emocje, ale on jest również kontrolowany przez emocje. (...) >Opisuję teraz daleko idące hipotezy, bowiem badania tych zagadnień są dopiero na starcie. (...) >Wiele wskazuje na to, iż harmonijnie zbudowane emocje są ogromnie potrzebne w procesie poznawczym (...) Ogólnie zgadzam się ze wszystkim, co Pan w tym poście napisał.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To chyba tyle na razie w tym temacie. Natomiast czy spojrzał pan już na znajdującą się wyżej moją wymianę zdań z panem Andrzejem.51 na temat poglądów Sandersa? Wydaje mi się to szczególnie istotne, a sądząc po reakcjach czytelników, trochę umknęło ich uwadze.
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Dla mnie uczciwe postawienie tematu historyczności Jezusa jest rzeczą bardzo ważną. Jeżeli tak, to niech Pan przedstawi nam swój pogląd wraz materialno-racjonalnymi argumentami. To, że Pan nie wierzy w historyczność Jezusa, to jak dla mnie trochę za mało.
>Mamy taki wątek, Andrzej.51 wpisał się i nie chciał odnieść do głównego tematu, chciał raczej sprzeczać się z mbieleckim o detale. Jego prawo. Ale zastanówmy się o czym my gadaliśmy na tym wątku? O "historyczności grobu" (temat wątku), czy o mbieleckim (jeden z uczestników dyskusji). Na naszym forum każdy ma prawo włączyć się do dyskusji i przedstawić swoje poglądy wraz z argumentami na ich obronę. Nikt nas nie skompromituje bardziej, niż uczynimy to sami.
Argumenty typu "ja wierzę", czy ja "nie wierzę" wzajemnie się znoszą. Należy udowodnić Panu Andrzejowi.51, że się myli i jak bardzo. Nawet, gdy nie odpowie, to osądu Waszych wypowiedzi dokonują czytelnicy. Jak na razie, to wykazuje Pan oburzenie, że Pan Andrzej.51 nie reaguje na Pański brak wiary.
>Więc huzia na katolika! - tak to dla mnie zaczęło wyglądać. Pan wybaczy, ale zacietrzewienie zmusiło Pana do wygadywania bzdur. W większości argumenty Pana Anrzeja.51 są dla mnie - co najmniej - do poważnego zastanowienia, a po własnej weryfikacji możliwe do akceptacji. Natomiast żaden pogląd Pana Mbieleckiego do jakiejkolwiek akceptacji przeze mnie się nie nadaje i nie ma to nic wspólnego z jego katolicyzmem - tak jak Pańskie tu reakcje na Andrzeja.51 z Pańskim racjonalizmem.
>Dla mnie zaś głównym problemem trapiącym naszą ziemię jest chrześcijaństwo, nie zaś katolicyzm. I już tu się różnimy, gdyż dla mnie głównym problemem trapiącym naszą ziemię jest głupota - niezależnie od tego z wiarą w jaką doktrynę jest powiązana.
>Ale nie mam bladego pojęcia, dlaczego pominął szerokim łukiem samo zagadnienie historyczności Jezusa na wątku o tym. Pomimo, że ja i Ignorancja zwróciliśmy na to uwagę i spytaliśmy grzecznie o to. Ja też tego nie rozumiałem, ale może bardziej pilnie niż ja czytał Pańskie wypowiedzi. Jak teraz dostrzegam - to raczej ludzie nie wielbiący słownych wojen - powinni unikać wchodzenia polemiki z Panem. Pan nie odpuści!
@@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przedstawiłem Panu Andrzejowi.51 moje argumenty, oparte na tych źródłach, jakie istnieją. Nie przybyło ich ostatnio. Są na wątku "Grobowa historyczność" i czekają już od wielu dni na odpowiedź. Przedstawiłem dlaczego argument o niezwykłości opisanego w Ewangeliach procesu nie jest moim zdaniem argumentem za prawdziwością Jezusa ukrzyżowanego i nauczającego. I oczywiście, nie odpuszczę, bo to ważna sprawa. Dziwią mnie osoby ślepe na rzeczy dla nich niewygodne. Choć być może to tylko brak czasu. Pan mbielecki też swoją drogą poprosił Andrzeja.51, aby potwierdził, iż uznał on Jezusa nauczającego i ukrzyżowanego za postać historyczną, bowiem nie wszyscy zrozumieli, czy też zauważyli to przewartościowanie w dyskusji. Rozumiem czemu to zrobił. Jestem bardzo zdziwiony pańską ostrą reakcją. Zwykle złościmy się, gdy ktoś pomija nasze uwagi, gdy dzieje się to uporczywie, nazywamy to trollingiem. Andrzej.51 pominął mnóstwo moich uwag, zaś wcześniej odniósł się do tego co napisałem w sposób dziwny, rozmyty, prawie jak teolog. Być może zaważył na tym brak czasu, inna ekspresja... Nie wiem, nie oceniam. Źródła na historyczność Jezusa znam. To żadna sztuka, gdyż jest ich niewiele, chyba, że czerpać tę historyczność całymi garściami z samych Ewangelii, jak robią to ludzie wierzący i - wśród nich - Vermes. W Mahabharacie mam całe tony "dowodów" na hinduizm we wszystkich jego możliwych wersjach i odmianach, nieraz sprzecznych ze sobą. Tym niemniej nie traktuję poważnie Hindusów uważających, iż hinduizm jest prawdziwy. Podobnie uważam o osobach szukających potwierdzenia Ewangelii w Ewangeliach. Cytat: Ja też tego nie rozumiałem, ale może bardziej pilnie niż ja czytał Pańskie wypowiedzi. Jak teraz dostrzegam - to raczej ludzie nie wielbiący słownych wojen - powinni unikać wchodzenia polemiki z Panem. Pan nie odpuści!
Jesteśmy na tym forum od lat. I co, takie straszne głupoty wszędzie tutaj plotę? Jeśli tak, to wreszcie nadszedł czas, aby zgłosił mnie pan moderatorom, może mnie zbanują. Dałem panu pierwszego od dawna minusa, ale cofam, bo to nie w moim stylu. Nadal uważam, iż pomimo wszystko, i niezależnie od oceny poglądów i metod Andrzeja.51 jest pan winien mbieleckiemu przeprosiny za to, że tak ostro pan reagował na jego obronę Jezusa historycznego (bo i to robił). Być może inne jego działania są głupie, ale w tym jednym z pewnością byliśmy niesprawiedliwi, a już zwłaszcza ci z nas, którzy nie zareagowali na ripostę Andrzeja.51. Być może Andrzej.51 ma rację, ale pieniaczem nie jestem - świadczy o tym choćby fakt, jak wielu z nas wcześniej odrzucało historyczność Jezusa ukrzyżowanego i nauczającego (w jednej osobie). Moim zdaniem umiejętność przyznania się do błędu i przeproszenia świadczą o klasie. (mam na myśli mbieleckiego) Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
Bogusławski: Cytat:Ja też tego nie rozumiałem, ale może bardziej pilnie niż ja czytał Pańskie wypowiedzi. Jak teraz dostrzegam - to raczej ludzie nie wielbiący słownych wojen - powinni unikać wchodzenia polemiki z Panem. Pan nie odpuści! > Jesteśmy na tym forum od lat. I co, takie straszne głupoty wszędzie tutaj plotę? >Jeśli tak, to wreszcie nadszedł czas, aby zgłosił mnie pan moderatorom, może mnie zbanują. Dałem panu pierwszego od dawna minusa, ale cofam, bo to nie w moim stylu.Już nie wiem co jest w Pańskim stylu. W moim - nie jest ani skarżenie się moderatorom, ani wstawianie minusów. Po prostu piszę to co myślę. > Nadal uważam, iż pomimo wszystko, i niezależnie od oceny poglądów i metod Andrzeja.51 jest pan winien mbieleckiemu przeprosiny za to, że tak ostro pan reagował na jego obronę Jezusa historycznego (bo i to robił).Bardzo się zastanawiam nad tym co piszę, ale czasem zdarza się się, że coś głupiego napiszę i wtedy umiem przeprosić, ale tu nie widzę najmniejszego powodu. > Być może inne jego działania są głupie, ale w tym jednym z pewnością byliśmy niesprawiedliwi, a już zwłaszcza ci z nas, którzy nie zareagowali na ripostę Andrzeja.51.Jeszcze raz powiem to samo: - tu każdy odpowiada za siebie. Może Pan na każdy post reagować. Ja takiej potrzeby nie widziałem. Może - po prostu - jestem głupszym od Pana. Chyba to już wolno. > Być może Andrzej.51 ma rację,Nie, wiem i nie widzę w tym wielkiego problemu. > ale pieniaczem nie jestemDobrze, że Pan zaznacza, gdyż narażając się na następnego minusa mógłbym jeszcze sobie tak pomyśleć. > - świadczy o tym choćby fakt, jak wielu z nas wcześniej odrzucało historyczność Jezusa ukrzyżowanego i nauczającego (w jednej osobie).To, że nie jest Pan pieniaczem ma zaświadczać Jezus? Nigdy nie dokonywałem takiego podziału Jezusa - uważając jego mit za "sklejkę" przeróżnych postaci i mitów - o bardzo trudnym rozdzieleniu, co skąd pochodzi. Pisałem o tym kilkakrotnie. Można sobie przeczytać. > Moim zdaniem umiejętność przyznania się do błędu i przeproszenia świadczą o klasie. (mam na myśli mbieleckiego)Nie rozumiem? Chce Pan Pana Mbieleckiego przeprosić? Wolno Panu, a nam nic do tego. Chce Pan aby Pan Mbielecki przyznał się do błędu i przeprosił? Nie liczyłbym na to. Mam poważne podejrzenie, że nie rozumie Pan tu istoty sporu, co zauważył też Pan Sceptymucha. Powtórzę dobitnie. Ja tylko nie zgadzam się, że Jezus był bogoczłowiekiem i czynił cuda. Reszta - po przedstawieniu odpowiednich argumentów materialnych i racjonalnych jest dla mnie możliwą do ewentualnej akceptacji. Pozdrawiam serdecznie i uważam - choć zupełnie tego nie oczekuję - że po przeczytaniu "na zimno" moich wypowiedzi w ostatnich wątkach należą mi się od Pana przeprosiny, a jeszcze ważniejsze, to przyznanie się do błędu. Proponuję zakończyć tą polemikę pomiędzy nami. Ona nic ciekawego nie wnosi, a ja zbyt sobie cienię Pańską wiedzę i sposób myślenia bym chciał ją dalej prowadzić. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Przepraszam, jeśli rzeczywiście zaszło nieporozumienie. Ja nadal uważam, iż nie można mówić z dużą dozą pewności o jednym historycznym Jezusie, który zarówno nauczał, jak i został ukrzyżowany. Ten sam - jeden, jak chcą też chrześcijanie, rozszerzając oczywiście tę historię o cuda. Nie zgadzam się przeto z Andrzejem.51. I - owszem - szokuje mnie jego pewność istnienia takiej postaci! Tak naprawdę powinienem wyciągnąć słownik od greki koine, oraz zdobyć jakiś klucz od aramejskiego i wystrzelić z armat. Ale nie jestem przekonany, czy warto. Czekałby mnie ogrom pracy, zaś pewność Andrzeja.51 nie przekonuje mnie, że skutecznej. Z mojej perspektywy, jako osoby o wykształceniu humanistycznym, tezy Andrzeja.51 są szokujące. Wszystkie niemal książki, na które powoływaliśmy się w dyskusjach o Ewangeliach to nie są rzeczywiście mocne, solidne opracowania naukowe. Nie znam (prawdopodobnie na szczęście) Vermesa. Teraz trzeba by chwycić za książki z mnóstwem greckiej i aramejskiej czczionki, odnoszące się do źródeł. Na naszych oczach. Pytanie tylko, czy warto? Bo jeśli ktoś wie, że z grubsza ewangeliczny Jezus bez cudów istniał, to czy da się z nim wogóle rozmawiać? Przecież we wszystkich dyskusjach mieliśmy doczynienia tylko z analizą literacką, nie zaś filologiczną, a przecież istnieje wiele wątpliwości dotyczących niektórych zdań, słów, ich autentyczności, pochodzenia etc. Ale po co się w to pakować, skoro zdaniem adwersarza "Jezus historyczny istniał". Lubię ogromnie z panem rozmawiać. Zatem szczerze przepraszam. Nie ważne za co. Tak in blanco  Przyznaję się też do błędu. Polegał on zapewne na tym, iż oczekiwałem od pana nieświadomie mojego podejścia do obrony historyczności nauk historycznych (brzmi jak masło maślane, ale inaczej tego nie ujmę o tej porze). Może mieć pan inne podejście, jak też i inaczej patrzeć na historyczność w sensie naukowym. W obecnych, postmodernistycznych czasach, historyczność ma wiele odcieni. Lecz ja jestem niepoprawnym modernistą, a postmodernizmu nie szanuję. Jedynie w sztuce przynosi niekiedy ciekawe rezultaty.
|
|
| | | | | |  | 12 na 12 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >pan Andrzej.51 pominął milczeniem,> Że po zmartwychwstaniu Jezusa groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli powstało. I wyszedłszy z grobów weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu [Mt, 27:52-53, ale już nawet inni ewangeliści tego cudu nie zauważyli].Pominąłem to milczeniem, chociaż - w przeciwieństwie do Mk, Łk i J - cud ten zauważyłem. A pominąłem milczeniem dlatego, że - jak wszyscy doskonale wiedzą - z umarłymi, którzy powstali z grobów żartów nie ma.  Sprawa jest tym bardziej poważna, że Mateusz nie informuje, by umarli kiedykolwiek zakończyli spacer po Jerozolimie i ukazywanie się jej mieszkańcom. Innymi słowy - brak informacji, czy umarli powrócili do swych grobów, czy też nie. Ale skoro ewangelista o ich ewentualnym powrocie go grobów nie poinformował, to pewnie oni do tych grobów nie powrócili.  Czy to oznacza, że krążą nadal po świętym mieście? Zapewne tak. Ale robią to bez jakiegokolwiek rozgłosu, bo media nic o tym nie informują? A może Jerozolima im się znudziła i powędrowali dalej. Na przykład do Warszawy, Krakowa. Któż to wie?  W każdym bądź razie - strach się bać. Nie ma się zatem co dziwić, że wolałem nic na ten temat nie pisać. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Pominąłem to milczeniem, chociaż - w przeciwieństwie do Mk, Łk i J - cud ten zauważyłem. A pominąłem milczeniem dlatego, że - jak wszyscy doskonale wiedzą - z umarłymi, którzy powstali z grobów żartów nie ma.(...)  > Nie ma się zatem co dziwić, że wolałem nic na ten temat nie pisać.U mnie znowu ma Pan plus. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
|  | 12 na 12 | Andrzej.51 (15814 punktów) | W największym skrócie, w kilku zdaniach, postaram się odpowiedzieć na kilka pytań, które pan stawia: > Czy odbyła się ostatnia wieczerza?Według synoptyków Ostatnia Wieczerza była wieczerzą paschalną. Aresztowanie Jezusa odbyło się na początku święta Paschy, czyli nocą 15. dnia miesiąca nisan. Według Jana natomiast - co bardziej prawdopodobne - wszystko dzieje się dobę wcześniej. Ostatnia Wieczerza nie była zatem wieczerzą paschalną. Aresztowanie Jezusa odbyło się rankiem dzień przed świętem, czyli dnia 14. miesiąca nisan. Podczas wieczerzy opisanej w czwartej ewangelii Jezus nie wypowiada znanych słów: "To jest ciało moje... To jest krew moja" (które zresztą brzmią odmiennie w poszczególnych ewangeliach synoptycznych oraz u Pawła w 1 Kor). A zatem słowa te albo nigdy nie zostały przez Jezusa wypowiedziane i są jedynie wytworem wczesnego Kościoła, albo też miało to miejsce w innym miejscu i w innych okolicznościach. > Czy Jezus rzeczywiście wierzył, że umiera za ludzkość?Raczej nie. Jezus wcale nie chciał umrzeć. Był szczerze przekonany, że Bóg powierzył mu szczególne posłannictwo: przygotowanie Żydów - i tylko Żydów - do nadejścia królestwa Bożego. Co więcej - był przekonany, iż królestwo to nastanie jeszcze za jego życia, a on do końca wypełni powierzone mu zadanie i osobiście wprowadzi doń Żydów. Słowa Jezusa na krzyżu (te autentyczne): Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił (Mk 15, 34 = Mt 27, 47] (aram.: Eloi, Eloi, lama sabachthani) dowodzą, iż Jezus nie rozumiał, co się z nim dzieje, że nie takiego zakończenia się spodziewał. To słowa człowieka bezgranicznie ufającego Bogu, który zdał sobie sprawę z tego, że nie będzie żadnej niebiańskiej interwencji w jego sprawie. Pomijam przemawiające za tym argumenty, gdyż zajęłyby zdecydowanie za dużo miejsca. Dodam tylko, iż wszystkie podane w ewangeliach rzekome wypowiedzi Jezusa, w których jakoby przewidział on swą śmierć i zmartwychwstanie, to przykłady na vaticinium ex eventu - "proroctwo po fakcie". > Natomiast nie chodzi tylko o to, iż Andrzej.51 stwierdził, iż większość akceptuje historyczność Jezusa ewangelicznego (ale niekoniecznie cudownego).To nie jest uprawnione stwierdzenie. Pisałem już na ten temat w jednej z poprzednich wypowiedzi. > Oto zastanawiamy się wraz z nim, czy ktoś rzeczywiście uczestniczył w ukrzyżowaniu z uczniów Jezusa. Ale nie wahamy się przed założeniem, iż istnieli uczniowie i odbyło się ukrzyżowanie.Obecność czy nieobecność uczniów Jezusa podczas jego ukrzyżowania ma zapewne znaczenie drugorzędne. Faktem jest, iż żadna z ewangelii nie informuje, by jacyś uczniowie byli obecni przy ukrzyżowaniu. Jedynie w czwartej ewangelii jest jakaś niejasna informacja, iż ktoś określony mianem "ucznia, którego Jezus miłował" (w skrócie: "umiłowany uczeń" - postać bezimienna) znajdował się pod krzyżem wraz z matką Jezusa i innymi jeszcze niewiastami, ale bynajmniej ewangelia ta nie informuje, że był to apostoł Jan. A ponadto - o czym pisałem już co najmniej w pięciu wypowiedziach - scena ta została dopisana do ewangelii przez późniejszego kompilatora, innego niż ewangelista, a na dodatek wiele wskazuje na to, że jest to scena nieautentyczna. A jak było naprawdę? Czy apostołowie Jezusa byli, czy tez nie byli obecni przy ukrzyżowaniu? Przykładowo J.D. Crossan twierdzi, że po pierwsze najbliżsi uczniowie Jezusa nie wiedzieli o męce niczego ponad to, że został ukrzyżowany, że rozpierzchli się i nie było wśród nich bezpośrednich świadków wydarzeń, że wreszcie interesowały ich dużo ważniejsze sprawy, takie jak pytanie, czy śmierć przekreśla wszystko, co Jezus powiedział i uczynił, wszystko, co przyjęli i czemu dali wiarę ( Historyczny Jezus, s. 397). Geza Vermes w Autentycznej ewangelii Jezusa wyraża analogiczny pogląd (s. 419-423). Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Podczas wieczerzy opisanej w czwartej ewangelii Jezus nie wypowiada znanych słów: "To jest ciało moje... To jest krew moja" (które zresztą brzmią odmiennie w poszczególnych ewangeliach synoptycznych oraz u Pawła w 1 Kor). A zatem słowa te albo nigdy nie zostały przez Jezusa wypowiedziane i są jedynie wytworem wczesnego Kościoła, albo też miało to miejsce w innym miejscu i w innych okolicznościach. Te słowa i następująca po nich ofiara są sednem chrześcijaństwa, bez tego nie ma tej religii. Moim zdaniem są one plagiatem z obrzędów dionizyjskich. Orfeusz był skatowanym i zmartwychwstałym półbogiem, synem Dionizosa. Wino było oczywiście krwią. Nie ma jeszcze koronnych wyników badań, ale już starożytni uważali Ostatnią Wieczerzę za parodię obrzędów dionizyjskich. Czy w takim razie wogóle jakaś szczególna wieczerza się odbyła? Chyba bez wina - krwi nie ma to dla nikogo znaczenia. > Cytat:Czy Jezus rzeczywiście wierzył, że umiera za ludzkość?
Raczej nie. Jezus wcale nie chciał umrzeć. Był szczerze przekonany, że Bóg powierzył mu szczególne posłannictwo: przygotowanie Żydów - i tylko Żydów - do nadejścia królestwa Bożego. Co więcej - był przekonany, iż królestwo to nastanie jeszcze za jego życia, a on do końca wypełni powierzone mu zadanie i osobiście wprowadzi doń Żydów. Słowa Jezusa na krzyżu (te autentyczne): Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił (Mk 15, 34 = Mt 27, 47] (aram.: Eloi, Eloi, lama sabachthani) dowodzą, iż Jezus nie rozumiał, co się z nim dzieje, że nie takiego zakończenia się spodziewał. To słowa człowieka bezgranicznie ufającego Bogu, który zdał sobie sprawę z tego, że nie będzie żadnej niebiańskiej interwencji w jego sprawie. Pomijam przemawiające za tym argumenty, gdyż zajęłyby zdecydowanie za dużo miejsca.
Przed chwilą znów zadałem panu to pytanie - tu już mam odpowiedź. Dziękuję i proszę wybaczyć mi powtórzenia. Tutaj, moim zdaniem, nie możemy być aż tak pewni wielu rzeczy. Choć niektóre z nich są mi, jako ateiście, na rękę. Czyli zamieniam się też trochę w adwokata diabła. Oczywiście pierwsze założenie (mniej dla mnie oczywiste) pozostaje bez zmian - był sobie Jezus, nauczyciel z Góry, i był krzyżowany. Ale czy rzeczywiście mówił o Królestwie i czy możemy wiedzieć, co przez nie rozumiał? Czy słowa wypowiedziane przez niego na krzyżu były autentyczne (przy założeniu, iż był Jezus na krzyżu)? Seneka, który nie znał chrześcijaństwa, wsadza podobne słowa w usta umierającego na stosie Herkulesa, którego apoteozę przedstawia w swoim dramacie. Choć przedstawia apoteozę, to jednak uznaje za słuszne, dla zwiększenia dramatyzmu, dodanie tekstu o opuszczeniu syna bożego (Herkulesa) przez boga (Jowisza), choć ma być dobrze (Herkules ma ostatecznie znaleźć się na Olimpie oczyszczony z "materialnego brudu" męką i ogniem). Oczywiście Seneka mógł powtarzać w swoim dramacie dawniejszą tradycję. Herkules już od dawna był czczony, również mistycznie.
Jeśli chodzi o obecność uczniów Jezusa przy ukrzyżowaniu to dla mnie temat drugorzędny przy zagadnieniach takich jak te:
1) czy istniał Jezus który był ukrzyżowany i miał uczniów 2) jeśli 1), to czy to, czego uczono uczniów miało rzeczywiście związek z Kazaniem na Górze
Ps.: Na razie przedstawiam argumenty moje, bez wertowania bibliografii, bo nie mam czasu wstąpić do żadnej bibliteki. Ale temat jest naprawdę ważny, więc, jeśli zechce pan kontynuować, to ja też zechcą i pojawi się w tym z mojej strony więcej konkretów (tj. powołań na opracowania i na źródła). Te wątpliwości, które przedstawiłem, wynikają z innej interpretacji faktów i też, mam nadzieję, mają jakiś sens.
|
|
10 na 10 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Zajmijcie się tym, drodzy Forumowicze, bo ta sytuacja póki co nie jest w porządku! Ale jak najbardziej ta sytuacja jest w porządku Panie Jacku. Pan Andrzej.51 otrzymuje ode mnie plusy za swoją ogromną wiedzę i kulturę jej przekazu. Nikomu nie narzuca swoich poglądów i pokazuje źródła, z których korzysta. Jest to naukowe podejście, którego jestem zwolennikiem. Rzeczywiście do końca nie wiem, jaki jest własny pogląd pana Andrzeja na historyczność Jezusa, ale wcale nie mamy tu obowiązku ujawniania własnego poglądu.
Bardzo zaś nisko oceniam merytoryczny wkład w nasze forum pana Mbieleckiego. Znowu nie za poglądy, gdyż jak my wszyscy ma prawo do własnych, tylko za niski poziom wiedzy we wszystkich poruszonych tu przez siebie tematach, za upór i stałe powtarzanie tych samych argumentów, za opieranie się się na wątpliwych autorytetach - bez własnych samodzielnych przemyśleń - czyli fideistyczny dogmatyzm. Za wiarę w swoją jedyno-słuszność - za nachalne próby narzucenia swoich poglądów innym.
Jezus Chrystus jest jednym z najważniejszych mitów ludzkości. Spór o historyczność Jezusa jest bardzo ciekawym i jak sądzę nigdy nie rozstrzygniętym sporem. Wszystkie argumenty materialno-racjonalne są tu ważne i powinny być brane pod uwagę. Takie też przedstawia nam pan Andrzej.51. Natomiast pan Mbielecki przedstawia tu swoją głęboką wiarę w historyczność Jezusa (wraz z cudami) i argumentację religijno-teologiczną - nie do zaakceptowania na racjonalistycznym forum.
Moim zdaniem - choć mało jest dowodów na historyczność nowotestamentowego Jezusa, to warto je poznawać i rozpatrywać. Ale co się tyczy wiary w Chrystusowe cuda - to dla nas nie ma i być nie może żadnych argumentów, a nawet tylko przesłanek ku temu, które moglibyśmy zaakceptować.
Ale ciekawym jest dlaczego i w oparciu o co taki mit powstał. Jak się rozwijał i dlaczego osiągnął taką potęgę jaką jest obecnie.
Uważam zestawienie obu Panów za wielce nie uprawnione. Widzę między nimi zasadnicze różnice.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
 | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Drogi Panie Andrzeju! Widzę to inaczej. Za historycznością Jezusa ukrzyżowanego i jednocześnie, w tej samej osobie, nauczyciela, podał Andrzej.51 tylko jeden argument, dotyczący okoliczności procesu. Zarówno ja, jak i Ignorancja, odnieśliśmy się do niego, lecz Andrzej.51 z sobie znanych przyczyn pominął to milczeniem, choć wpisywał się później na wątek. Poza tym argumentem Andrzeja.51 jest powszechność opinii badaczy, to też mbielecki może śmiało stwierdzić, zgodnie z prawdą, iż więcej jest chrześcijan niż ateistów. Zatem powszechność opinii przemawia za boskością Jezusa. Tak więc nie, nie zgadzam się z Panem. Moim zdaniem zachodzi tu pewne podobieństwo, być może zawinione brakiem czasu Andrzeja.51. Dodam na wszelki wypadek, iż przyjmowanie za faktycznie istniejącą postać Jezusa ukrzyżowanego i nauczyciela przeziera z każdej wypowiedzi Andrzeja.51 - myślę, że każda inteligentna osoba to widzi. Zaś argument za tym padł jeden i został zakwestionowany, być może niesłusznie, lecz pozostało to bez echa. Dlatego piszę co piszę. (ps. Też przeniosłem tę oto odpowiedź na ten oto wątek, pozdrawiam  )
|
|
|  | 5 na 5 | keram aktsu (1211 punktów) | To może i ja dorzucę garść przemyśleń w kwestii tego i poprzedniego wątku. Żeby dyskutować o Biblii, a w szczególności o Nowym Testamencie najpierw trzeba zdać sobie sprawę, co to za księga. Otóż składa się ona z ewangelii, listów i Apokalipsy św. Jana. Problem w tym, że różnego rodzaju ewangelie pisało na przestrzeni wieków bardzo wielu autorów. Różne kościoły uznawały różne kanony Biblii. Czyli uznawały różne pisma za autentyczne i natchnione przez Boga. Z grubsza można powiedzieć, iż dzisiejszy kształt NT uzyskał w 400 r. Inne pisma stawały się powoli apokryfami lub herezją. Listę apokryfów po raz pierwszy ogłosił papież Gelazjusz I, który zmarł w 495 roku. Jednak dopiero na Soborze trydenckim w 1545 roku ustalono oficjalnie kształt dzisiejszego Nowego Testamentu. Niby nic, ot normalka. Ustalono jak ma wyglądać księga święta chrześcijan. Nie weszła do Biblii min. Ewangelia Tomasza, Judasza, Piotra, apokalipsa Piotra i wiele innych. 1500 lat zajęło klerowi przebieranie i wybieranie w pismach i ewangeliach, by dostosować je do kanonu, czyli założeń kościoła. Wybrali kilka najbardziej pasujących i okrzyknęli je świętymi. Gołym okiem widać, jakie to nadużycie. Biblia jest tak odsiana od niewygodnych treści jak tylko to możliwe. A i tak zawiera mnóstwo dziwactw, dlatego przez wieki była zakazana dla pospólstwa, a i teraz zaleca się czytanie jej wraz z licznymi komentarzami. Dochodzi jeszcze tłumaczenie z tłumaczenia z tłumaczenia i jeszcze raz z tłumaczenia. Rzetelność tej księgi, w kształcie który mamy dzisiaj, jest żadna. Więc i dyskusja na temat wiarygodności tego bądź owego w Biblii zupełnie nie ma sensu. Oczywiście jak ktoś chce, może wyciągać dowolne wnioski. Jego sprawa. Może nawet z wielką swadą i erudycją się na ten temat się wypowiadać. Dla mnie to i tak bicie piany. Niech więc Andrzej51 cieszy się punktami. Ja mu nie dałem ani jednego.
|
|
| |  | 7 na 7 | czes (4083 punktów) | > Oczywiście jak ktoś chce, może wyciągać dowolne wnioski. Jego sprawa. Andrzej.51 nie "wyciaga dowolnych wnioskow". On prezentuje nam stanowisko badaczy, znawcow przedmiotu. I nie jest to "jego sprawa". On pisze to dla nas, na nasze prosby (miedzy innymi, na moja prosbe).
> Może nawet z wielką swadą i erudycją się na ten temat się wypowiadać. Dla mnie to i tak bicie piany. Andrzej jest genialnym erudyta i potrafi zainteresowac tematem nawet takich dyletantow jak ja. A jezeli dla ciebie jest to "bicie piany", to chcialbym grzecznie zauwazyc, iz nikt cie tutaj nie zapraszal i nikt cie tutaj nie zatrzymuje. Po prostu, idz w cholere!
>Niech więc Andrzej51 cieszy się punktami. Prymitywizm tej wypowiedzi swiadczy o tobie.
> Ja mu nie dałem ani jednego. A ja dalem mu tyle ile jest jego wypowiedzi na forum.
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na szczęście Andrzej.51 przybył i mam nadzieję, że skusi się na dalszą dyskusję.
|
|
| | |  | 3 na 5 | keram aktsu (1211 punktów) |
> Andrzej jest genialnym erudyta i potrafi zainteresowac tematem nawet takich dyletantow jak ja.> A jezeli dla ciebie jest to "bicie piany", to chcialbym grzecznie zauwazyc, iz nikt cie tutaj nie zapraszal i nikt cie tutaj nie zatrzymuje. Po prostu, idz w cholere!Powiem krótko i więcej nie będę z tobą dyskutował - ile w tobie dyletanctwa, tyle też i chamstwa. A Andrzejowi.51 nie dałem żadnego punktu, zarówno dodatniego, jak i ujemnego. A ty mnie za to wyrzucasz z forum. I jeszcze jedno, dla mnie wszystkie dyskusje o Biblii to bicie piany, gdyż mam zdecydowanie sceptyczny stosunek do tej książki, mimo że jak mniemam, dość dobrze ją znam. Poczytaj wszystkie moje wypowiedzi, a może zmienisz zdanie na mój temat.
|
|
| | | |  | 8 na 8 | czes (4083 punktów) | > >Andrzej jest genialnym erudyta i potrafi zainteresowac tematem nawet takich dyletantow jak ja.> >A jezeli dla ciebie jest to "bicie piany", to chcialbym grzecznie zauwazyc, iz nikt cie tutaj nie zapraszal i nikt cie tutaj nie zatrzymuje. Po prostu, idz w cholere!> Powiem krótko i więcej nie będę z tobą dyskutował - ile w tobie dyletanctwa, tyle też i chamstwa.Nie spodziewalem sie takiego prostackiego odbicia pileczki. To jest cytat z twojej wypowiedzi: > Może nawet z wielką swadą i erudycją się na ten temat się wypowiadać. Dla mnie to i tak bicie piany.To "bicie piany" jest jednoznacznym okresleniem twego stosunku do wypowiedzi Andrzeja.51. I to jest wlasnie "chamstwo". Nastepny cytat z twej wypowiedzi: > Niech więc Andrzej51 cieszy się punktami.Nie zauwazyles mego komentarza: "Prymitywizm tej wypowiedzi swiadczy o tobie"? Szkoda, bo takie lekcewazace "niech sie cieszy", to jest wlasnie "chamstwo". > A Andrzejowi.51 nie dałem żadnego punktu, zarówno dodatniego, jak i ujemnego. A ty mnie za to wyrzucasz z forum.Po pierwsze, nie wyrzucam bo nawet nie mam takiego prawa, a poza tym - jak sie walniesz w glowe i poskromisz swoj lekcewazacy stosunek do innych - to zapewne bedziesz wartosciowym forumowiczem. Po drugie, naucz sie czytac ze zrozumieniem i nie przeinaczaj tresci i sensu mojej wypowiedzi. Ja powiedzialem: "A jezeli dla ciebie jest to "bicie piany", to chcialbym grzecznie zauwazyc, iz nikt cie tutaj nie zapraszal i nikt cie tutaj nie zatrzymuje. Po prostu, idz w cholere!" Moj jezyk jest prosty i jednoznaczny, latwy do zrozumienia. Jezeli jednak masz problem ze zrozumieniem, rozwine: jezeli dany watek czy dana dyskusje uwazasz za "bicie piany" czyli cos bez sensu, nudnego czy glupiego, to przejdz do tematu, ktory cie interesuje (nie przeszkadzaj tym, dla ktorych temat nie jest "biciem piany"). > I jeszcze jedno, dla mnie wszystkie dyskusje o Biblii to bicie piany, gdyż mam zdecydowanie sceptyczny stosunek do tej książki, mimo że jak mniemam, dość dobrze ją znam.Przyjmuje do wiadomosci twoje oswiadczenie.  Problem w tym, ze wyraziles sie lekcewazaco o Andrzeju>51, i to bylo "chamstwo", to mnie zabolalo. (A o mnie mozesz pisac co tylko ci klawiatura zaakceptuje. Przezyje to jakos.) > Poczytaj wszystkie moje wypowiedzi, a może zmienisz zdanie na mój temat.  Niewykonalne (z braku czasu). Rzucilem jednym okiem na kilka twych wypowiedzi i odnosze wrazenie, ze moglbys byc interesujacym forumowiczem. No, ale ten lekcewazacy stosunek do innych ...
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale dobrze by było, gdybyś się odniósł do poglądów Sandersa, które przytoczył Andrzej.51 i które omówiłem wstępnie. Bo ja nie wiem, co oznaczna plus za przytoczenie poglądów Sandersa bez ich omówienia... Że zakładasz, iż niemal na pewno Jezus był ochrzczony, ukrzyżowany, miał 12 uczniów, nauczał i uzdrawiał etc.?
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | keram aktsu (1211 punktów) | Czesiu, napisałem, że nie będę z tobą dyskutował na twoim poziomie, ale zdałem sobie sprawę , że czytają nas setki ludzi. Dostałeś nawet kilkanaście plusów, czego zupełnie nie rozumiem, ale takie są prawa tego forum. Napiszę więc raz jeszcze najprościej jak to tylko możliwe. Biblia jest księgą zmanipulowaną, pisaną po wielu dziesiątkach lat po hipotetycznej śmierci Jezusa przez ludzi, którzy go na oczy nie widzieli. Wiele niewygodnych pism i ewangelii odrzucono - poszły w niebyt. Jest więc Biblia, a właściwie Nowy Testament niczym inny jak napisana (według mnie) na zlecenie zlepkiem wartości uniwersalnych, podlanych boskim sosem. Oczywiście można ją, a nawet trzeba badać, można nawet mieć olbrzymią wiedzę o tej księdze podpartą niekwestionowaną wiedzą historyczną. Ale to nie zmienia faktu, że Biblia jest jaka jest. Tobie i innym forumowiczom polecam ten link: veritas-fo(*)-inteligencja-nabita-w-butelkeA wracając do Andrzeja.51, uczepiłeś się, że wyraziłem się lekceważąco o nim. A tymczasem nic bardziej mylnego. Napisałem lekceważąco o Biblii, ale ty zapiekłeś się w obronie człowieka. Być może uważasz, że nie można go krytykować, bo jak sam napisałeś podziwiasz Go, ale pozwól, że ocenę jego postów pozostawię sobie bez twojej wiedzy. Nie dałem mu żadnych ocen. Żadnych. Powtórzę - żadnych. Poza tym pozwól jemu bronić się na forum odnosząc się merytorycznie to postów krytycznych. Nie baw się w piaskownicę, gdzie jak ktoś ci się nie podoba, to każesz mu zabierać zabawki i spieprzać. > Rzucilem jednym okiem na kilka twych wypowiedzi i odnosze wrazenie, ze moglbys byc interesujacym forumowiczem.Dziękuję Łaskawco pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | czes (4083 punktów) | > Czesiu, napisałem, że nie będę z tobą dyskutował na twoim poziomie,Keramusiu, przypominasz mi uciekającego złodzieja, który krzyczy "łapać złodzieja". > ale zdałem sobie sprawę , że czytają nas setki ludzi.Ale sobie pochlebiasz!  > Dostałeś nawet kilkanaście plusów, czego zupełnie nie rozumiem, ale takie są prawa tego forum.Do zrozumienia tego, jednak potrzeba odrobiny inteligencji ... > Napiszę więc raz jeszcze najprościej jak to tylko możliwe.> Biblia jest księgą zmanipulowaną, pisaną po wielu dziesiątkach lat po hipotetycznej śmierci Jezusa przez ludzi, którzy go na oczy nie widzieli. Wiele niewygodnych pism i ewangelii odrzucono - poszły w niebyt. Jest więc Biblia, a właściwie Nowy Testament niczym inny jak napisana (według mnie) na zlecenie zlepkiem wartości uniwersalnych, podlanych boskim sosem. Oczywiście można ją, a nawet trzeba badać, można nawet mieć olbrzymią wiedzę o tej księdze podpartą niekwestionowaną wiedzą historyczną. Ale to nie zmienia faktu, że Biblia jest jaka jest. Tobie i innym forumowiczom polecam ten link:> veritas-fo(*)-inteligencja-nabita-w-butelkeCzy ty się dobrze czujesz? Co to ma wspólnego z tematem naszej dyskusji? Czy ja w ogóle wypowiadałem sie na temat Biblii? > A wracając do Andrzeja.51, uczepiłeś się, że wyraziłem się lekceważąco o nim. A tymczasem nic bardziej mylnego.Kłamiesz!!! Zaprzeczasz samemu sobie. Oto cytat z twego postu: Andrzej.51:"> Wbrew temu, co piszesz, nie wypowiadam się na forum po to, by dostawać punkty."keram aktsu: >"Wiem, była to wypowiedz hipotetyczna, rzeczywiście trochę niegrzeczna, przepraszam." > A tymczasem nic bardziej mylnego. Napisałem lekceważąco o Biblii, ale ty zapiekłeś się w obronie człowieka.Nic nie jest bardziej mylnego. Napisałeś lekceważaco o Andrzeju.51 i tak zapewne zrozumieli to wszyscy dający mi plusy. A ja się "zapiekłem" w obronie CZŁOWIEKA! Fantastycznego człowieka, mądrego, inteligentnego, uczciwego, wspaniałego kolegi. > Być może uważasz, że nie można go krytykować, bo jak sam napisałeś podziwiasz Go, ale pozwól, że ocenę jego postów pozostawię sobie bez twojej wiedzy.I po co piszesz te durnoty?! Czy ja protestowałem przeciwko twojej ocenie postów Andrzeja.51? A może jednak ja protestowałem przeciw twemu "chamskiemu" zachowaniu w stosunku do tego Człowieka?! > Nie dałem mu żadnych ocen. Żadnych. Powtórzę - żadnych.Niesamowite!!! Okropne!!! Straszne!!!  > Poza tym pozwól jemu bronić się na forum odnosząc się merytorycznie to postów krytycznych.Ooooo! Jestem pewien, że Andrzej nie będzie zwracał się do mnie o pozwolenie na prowadzenie merytorycznej dyskusji. A ja nie będę nikogo pytał o pozwolenie zabrania głosu w przypadku obrażania mego przyjaciela. Nie baw się w piaskownicę, gdzie jak ktoś ci się nie podoba, to każesz mu zabierać zabawki i spieprzać. I po co piszesz takie bzdety?! > >Rzucilem jednym okiem na kilka twych wypowiedzi i odnosze wrazenie, że mogłbys byc interesujacym forumowiczem.> Dziękuję ŁaskawcoA to, to niby co jest?  Nawet pozytywna uwaga jest szczeniacko komentowana?! Wstydź się! > pozdrawiamJa też pozdrawiam.
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Otworzyłem niedawno wątek na "Religiach", gdzie możesz się odnieść do tego, dlaczego należy uznać Sandersa za jednego z najwybitniejszych badaczy Nowego Testamentu. Interesuje mnie twój głos w tej dyskusji. Dlaczego na przykład uważasz, iż wnioski Sandersa co do tego, co jest "niemalże niepodważalne" w Nowym Testamencie czynią go najwybitniejszym naukowcem.
|
|
| |  | 11 na 11 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >To może i ja dorzucę garść przemyśleń w kwestii tego i poprzedniego wątku.
Po przeczytaniu mojej wypowiedzi przekonasz się, że ta Twoja garść przemyśleń niewiele jest warta.
>Żeby dyskutować o Biblii, a w szczególności o Nowym Testamencie najpierw trzeba zdać sobie sprawę, co to za księga. >Otóż składa się ona z ewangelii, listów i Apokalipsy św. Jana.
Niewątpliwie Ty doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, "co to za księga" ten Nowy Testament. Skoda tylko, że nie wymieniłeś Dziejów Apostolskich, które w kanonie NT znajdują się bezpośrednio po czwartej ewangelii. Zapewne jednak pominąłeś Dzieje Apostolskie tylko przez chwilową nieuwagę, bo przecież doskonale wiesz, "co to za księga". Niemniej dziękuję Ci za ten uproszczony wykaz, bo dzięki Tobie wreszcie wiem, jakie księgi składają się na kanon Nowego Testamentu.
>Listę apokryfów po raz pierwszy ogłosił papież Gelazjusz I, który zmarł w 495 roku.
Przykro mi, ale nie masz racji. Po pierwsze - sprostuję podaną przez Ciebie datę śmierci papieża Gelazjusza (Gelazego) I. Otóż papież ten zmarł w roku 496, a nie rok wcześniej, jak mylnie podajesz.
Po drugie - zdecydowanie bezpodstawne jest twierdzenie, że pierwszą listę apokryfów ogłosił dopiero papież Gelazjusz I. Bez omawiania podam wcześniejsze od Dekretu Gelazego wykazy pism apokryficznych: (1) Pierwszy wykaz apokryfów znalazł się już w Kanonie (Fragmencie) Muratoriego powstałym około 200 roku. (2) Na drugim miejscu należy wymienić Kanon Orygenesa (żył w latach ok. 185 do 254). (3, 4) Na podium znalazły się jeszcze: Indeks Innocentego I z 405 roku oraz Wykaz Pseudo-Atanazego z przełomu IV i V wieku. (5) Na piątym chronologicznie miejscu należy wymienić Wykaz Turrybiusza z Astorgi (ok.447 r.) pozytywnie oceniony przez papieża Ludwika I Wielkiego. Dopiero na szóstym miejscu znajduje się Dekret przypisywany papieżowi Gelazemu I (492 - 496), choć być może pewne jego części należy datować już na koniec IV wieku (stąd też Kościół mówi nie o Dekrecie Gelazego I lecz o Dekretach pseudogelazjańskich z IV i VI wieku). Jednakże wykaz apokryfów znajduje się w IV rozdziale Dekretu, a ten datowany jest na koniec V lub początek VI wieku.
Nadmienię jeszcze, iż w kwestii list apokryfów nie należy zapominać o Kanonie Cyryla Jerozolimskiego (ok. 350 r.) i Kanonie Rufina (404 rok) - jak widzisz wszystkie one są wcześniejsze od Dekretu Gelazego I - które wprawdzie nie zawierają klasycznych wykazów apokryfów, jednakże w miarę wyraźnie wskazują, jakie pisma należy uznać za apokryficzne.
>Jednak dopiero na Soborze trydenckim w 1545 roku ustalono oficjalnie kształt dzisiejszego Nowego Testamentu.
To Twój kolejny błąd. Dość duży, tak jak te poprzednie. Sobór trydencki zapisał się w historii jako najdłuższy z soborów. Trwał on z pewnymi przerwami od roku 1545 (został zatem zwołany przez papieża Pawła III) aż do roku 1563. Dekret o Kanonie Pisma Świętego powstał już w pierwszym etapie soboru, a dokładnie w 1546 roku (a więc nie w 1545).
>Niby nic, ot normalka.
Jak już widzisz, dla Ciebie to nie taka zaś normalka.
>Rzetelność tej księgi, w kształcie który mamy dzisiaj, jest żadna. Więc i dyskusja na temat wiarygodności tego bądź owego w Biblii zupełnie nie ma sensu. Oczywiście jak ktoś chce, może wyciągać dowolne wnioski. Jego sprawa. Może nawet z wielką swadą i erudycją się na ten temat się wypowiadać. Dla mnie to i tak bicie piany.
Jak powyżej wykazałem, piana, która ja biję jest niczym w porównaniu z tą, która Ty w tej krótkiej wypowiedzi ubiłeś. Ta Twoja bowiem jest odzwierciedleniem raczej mizernej wiedzy.
>Niech więc Andrzej51 cieszy się punktami. Ja mu nie dałem ani jednego.
Wbrew temu, co piszesz, nie wypowiadam się na forum po to, by dostawać punkty. Tobie oczywiście ja też punktu nie dam, bo swoją kiepską wypowiedzią na niego nie zasłużyłeś.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 1 na 1 | keram aktsu (1211 punktów) | > >Zapewne jednak pominąłeś Dzieje Apostolskie tylko przez chwilową nieuwagę, bo przecież doskonale wiesz, "co to za księga".Trochę się czepiasz  > Po pierwsze - sprostuję podaną przez Ciebie datę śmierci papieża Gelazjusza (Gelazego) I. Otóż papież ten zmarł w roku 496, a nie rok wcześniej, jak mylnie podajesz.Rzeczywiście machnąłem się > Po drugie - zdecydowanie bezpodstawne jest twierdzenie, że pierwszą listę apokryfów ogłosił dopiero papież Gelazjusz I. Bez omawiania podam wcześniejsze od Dekretu Gelazego wykazy pism apokryficznych:> (1) Pierwszy wykaz apokryfów znalazł się już w Kanonie (Fragmencie) Muratoriego powstałym około 200 roku.Nieprawda, była to nieudolna próba skonstruowania Nowego Testamentu. Faktem jest, że znalazły się tam tam takie pisma jak Apokalipsa św. Piotra, czy List Pawła do Laodycejczyków, List Pawła do Aleksandryjczyków. W czasie gdy ten kanon był pisany, te księgi uznano za święte. Dopiero dużo później Apokalipsę św. Piotra uznano za apokryf, a Listy Pawła nawet za herezję. > (2) Na drugim miejscu należy wymienić Kanon Orygenesa (żył w latach ok. 185 do 254).> (3, 4) Na podium znalazły się jeszcze: Indeks Innocentego I z 405 roku oraz Wykaz Pseudo-Atanazego z przełomu IV i V wieku.> (5) Na piątym chronologicznie miejscu należy wymienić Wykaz Turrybiusza z Astorgi (ok.447 r.) pozytywnie oceniony przez papieża Ludwika I Wielkiego.Toć napisałem, że "Z grubsza można powiedzieć, iż dzisiejszy kształt NT uzyskał w 400 r. Inne pisma stawały się powoli apokryfami lub herezją." > Dopiero na szóstym miejscu znajduje się Dekret przypisywany papieżowi Gelazemu I (492 - 496), choć być może pewne jego części należy datować już na koniec IV wieku (stąd też Kościół mówi nie o Dekrecie Gelazego I lecz o Dekretach pseudogelazjańskich z IV i VI wieku). Jednakże wykaz apokryfów znajduje się w IV rozdziale Dekretu, a ten datowany jest na koniec V lub początek VI wieku.> Nadmienię jeszcze, iż w kwestii list apokryfów nie należy zapominać o Kanonie Cyryla Jerozolimskiego (ok. 350 r.) i Kanonie Rufina (404 rok)jak wyżej > jak widzisz wszystkie one są wcześniejsze od Dekretu Gelazego I - które wprawdzie nie zawierają klasycznych wykazów apokryfów, jednakże w miarę wyraźnie wskazują, jakie pisma należy uznać za apokryficzne.Czyli mam rację > >Jednak dopiero na Soborze trydenckim w 1545 roku ustalono oficjalnie kształt dzisiejszego Nowego Testamentu.> To Twój kolejny błąd. Dość duży, tak jak te poprzednie. Sobór trydencki zapisał się w historii jako najdłuższy z soborów. Trwał on z pewnymi przerwami od roku 1545 (został zatem zwołany przez papieża Pawła III) aż do roku 1563. Dekret o Kanonie Pisma Świętego powstał już w pierwszym etapie soboru, a dokładnie w 1546 roku (a więc nie w 1545).Andrzeju podając taki fakt jak np Druga Wojna Światowa z 1939 r, czy Powstanie Styczniowe z 1863, nie będę pisał ile trwały, kiedy się skończyły itd. Podaję czas i miejsce kiedy się rozpoczęły. A jak ktoś chce i ma potrzebę, zajrzy do encyklopedii. Później nawet może się wiedzą z niej pochwalić na jakimś forum. > Jak powyżej wykazałem, piana, która ja biję jest niczym w porównaniu z tą, która Ty w tej krótkiej wypowiedzi ubiłeś. Ta Twoja bowiem jest odzwierciedleniem raczej mizernej wiedzy.Z kolei Twoja, o której z taką swadą piszesz jest dostępna dla średnio inteligentnego internauty za pomocą popularnej "guglarki". A i jeszcze raz powtarzam, bo widzę, że i Ty nie zrozumiałeś. Nie twierdziłem, że Ty bijesz pianę, ale że dyskusje o Biblii w takim kształcie to bicie piany. > >Niech więc Andrzej51 cieszy się punktami. Ja mu nie dałem ani jednego.> Wbrew temu, co piszesz, nie wypowiadam się na forum po to, by dostawać punkty.Wiem, była to wypowiedz hipotetyczna, rzeczywiście trochę niegrzeczna, przepraszam. > Tobie oczywiście ja też punktu nie dam, bo swoją kiepską wypowiedzią na niego nie zasłużyłeś.No to żeśmy się niezapunktowali.  pozdrawiam
|
|
| | | |  | 12 na 12 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Zapewne jednak pominąłeś Dzieje Apostolskie tylko przez chwilową nieuwagę, bo przecież doskonale wiesz, "co to za księga".> Trochę się czepiasz  Nie czepiam się. Staram się wyrażać precyzyjnie, może nieraz zanadto.  > >Po pierwsze - sprostuję podaną przez Ciebie datę śmierci papieża Gelazjusza (Gelazego) I. Otóż papież ten zmarł w roku 496, a nie rok wcześniej, jak mylnie podajesz.> Rzeczywiście machnąłem sięRzeczywiście, machnąłeś się.  > >Po drugie - zdecydowanie bezpodstawne jest twierdzenie, że pierwszą listę apokryfów ogłosił dopiero papież Gelazjusz I. Bez omawiania podam wcześniejsze od Dekretu Gelazego wykazy pism apokryficznych:> >(1) Pierwszy wykaz apokryfów znalazł się już w Kanonie (Fragmencie) Muratoriego powstałym około 200 roku.> Nieprawda, była to nieudolna próba skonstruowania Nowego Testamentu. Faktem jest, że znalazły się tam takie pisma jak Apokalipsa św. Piotra, czy List Pawła do Laodycejczyków, List Pawła do Aleksandryjczyków. W czasie gdy ten kanon był pisany, te księgi uznano za święte.Nie masz racji. W Kanonie Muratoriego znajduje się pierwszy znany nam obecnie wykaz ksiąg apokryficznych. Wprawdzie bardzo skromny, ale widocznie w tym czasie tylko kilka dzieł uznawano za apokryfy. Zresztą wiele obecnie nam znanych apokryfów powstało po roku 200. Przytoczę Ci kilka zdań Kanonu Muratoriego dotyczących ksiąg pozakanonicznych: [...] Mówią też o Liście do Laodycejczyków i o innym do Aleksandryjczyków pod imieniem Pawła wydanych dla herezji Marcjona i wielu innych, których nie wolno wprowadzać do Kościoła katolickiego, nie wypada bowiem mieszać żółci z miodem [...] Apokalipsę zaś jedynie Jana i Piotra przyjmujemy, której jednak [Apokalipsy Piotra] niektórzy z naszych nie chcą czytać w Kościele. Pasterza zaś [...] napisał Hermas [...] i dlatego czytać go wprawdzie można, nie można go jednak podawać ludowi w Kościele [...]Niewątpliwie mamy tu już do czynienia z wykazem apokryfów, do których zaliczono przede wszystkim: (a) listy Pawła do Laodycejczyków i Aleksandryjczyków oraz (b) apokalipsy inne niż Jana i Piotra (widocznie były w tym jakieś inne pisma typu apokaliptycznego). > >(2) Na drugim miejscu należy wymienić Kanon Orygenesa (żył w latach ok. 185 do 254).> >(3, 4) Na podium znalazły się jeszcze: Indeks Innocentego I z 405 roku oraz Wykaz Pseudo-Atanazego z przełomu IV i V wieku.> >(5) Na piątym chronologicznie miejscu należy wymienić Wykaz Turrybiusza z Astorgi (ok.447 r.) pozytywnie oceniony przez papieża Ludwika I Wielkiego.> Toć napisałem, że "Z grubsza można powiedzieć, iż dzisiejszy kształt NT uzyskał w 400 r. Inne pisma stawały się powoli apokryfami lub herezją."Nie zmieniaj kontekstu tego, co napisałeś. Faktem jest, że w poprzedniej wypowiedzi napisałeś, że > >Różne kościoły uznawały różne kanony Biblii. Czyli uznawały różne pisma za autentyczne i natchnione przez Boga. Z grubsza można powiedzieć, iż dzisiejszy kształt NT uzyskał w 400 r. Inne pisma stawały się powoli apokryfami lub herezjąale tego akurat ja nie zakwestionowałem. Ja jednak odnoszę się do kolejnego Twojego zdania o brzmieniu: > >Listę apokryfów po raz pierwszy ogłosił papież Gelazjusz I, który zmarł w 495 rokui stwierdzam po raz drugi, iż to Twoje zdanie nie ma pokrycia w faktach, do czego odniosłem się już w poprzedniej wypowiedzi wymieniając w punktach od (1) do (5) kilka dokumentów - wcześniejszych od Dekretu Gelazego I - zawierających wykazy apokryfów, tj.: Kanon Muratoriego, Kanon Orygenesa, Indeks papieża Innocentego I, Wykaz Psudo-Atanazego oraz Wykaz biskupa Turrybiusza (zaakceptowany przez papieża Ludwika I Wielkiego). Nie będę w tym miejscu wymieniał, jakie apokryfy zostały w poszczególnych dokumentach uwzględnione, zapewniam Cię jednak, że zawierają one wykazy, o których piszemy. > >Nadmienię jeszcze, iż w kwestii list apokryfów nie należy zapominać o Kanonie Cyryla Jerozolimskiego (ok. 350 r.) i Kanonie Rufina (404 rok)> jak wyżej> >jak widzisz wszystkie one są wcześniejsze od Dekretu Gelazego I - które wprawdzie nie zawierają klasycznych wykazów apokryfów, jednakże w miarę wyraźnie wskazują, jakie pisma należy uznać za apokryficzne.> Czyli mam racjęNie masz racji. Zwróć uwagę, że użyty przeze mnie zwrot: "które wprawdzie nie zawierają klasycznych wykazów apokryfów, jednakże w miarę wyraźnie wskazują, jakie pisma należy uznać za apokryficzne" dotyczy wyłącznie Kanonu Cyryla Jerozolimskiego i Kanonu Rufina, które wymieniłem niejako na marginesie. Zwrot ten nie dotyczy jednak wykazów podanych wcześniej w punktach od (1) do (5). > >>Jednak dopiero na Soborze trydenckim w 1545 roku ustalono oficjalnie kształt dzisiejszego Nowego Testamentu.> >To Twój kolejny błąd. Dość duży, tak jak te poprzednie. Sobór trydencki zapisał się w historii jako najdłuższy z soborów. Trwał z pewnymi przerwami od roku 1545 (został zatem zwołany przez papieża Pawła III) aż do roku 1563. Dekret o Kanonie Pisma Świętego powstał już w pierwszym etapie soboru, a dokładnie w 1546 roku (a więc nie w 1545).> Andrzeju podając taki fakt jak np Druga Wojna Światowa z 1939 r, czy Powstanie Styczniowe z 1863, nie będę pisał ile trwały, kiedy się skończyły itd. Podaję czas i miejsce kiedy się rozpoczęły.Bądź poważny. Fakt jest taki, że II wojna światowa trwała od 1939 do 1945 roku, nie można zatem pisać "II wojna światowa z 1939 r.", bo to jest poważny błąd. Nie można również pisać - a taki wniosek wynika z tego, co powyżej napisałeś - że Powstanie Warszawskie odbyło się w 1939 roku. > pozdrawiamI ja pozdrawiam. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
2 na 2 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) |
>z Andrzejem.51, który tak poza tym obrasta jak kula śnieżna w plusy. Czyżby więc owi wszyscy >plusodawcy Prawdę powiedziawszy nie rozumiem problemu z plusami.Czy fakt że nie dostanę plusa świadczy o mojej niewiedzy czy, być może,niewiedzy czytających. Najwięcej plusów można zebrać w Realu lub Shellu na ten przykład. Ale o historyczności Jezusa tak czy tak dyskutuję chętnie,nawet bez punktów.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No tak, ale musisz zatankować benzyną, a nie wiórkami z powietrza....
|
|
 | 12 na 12 | czes (4083 punktów) | >>z Andrzejem.51, który tak poza tym obrasta jak kula śnieżna w plusy. Czyżby więc owi wszyscy >>plusodawcy >Prawdę powiedziawszy nie rozumiem problemu z plusami. ...
Nie istnieje zaden "problem z plusami". Plus jest wyrazem uznania dla autora wypowiedzi. A to, ze Andrzej.51 "obrasta" plusami to jest cos zupelnie naturalnego. Pieknie wypowiedzial sie w tym temacie pan Boguslawski, i pozwole sobie zacytowac jego slowa:
"Pan Andrzej.51 otrzymuje ode mnie plusy za swoją ogromną wiedzę i kulturę jej przekazu. Nikomu nie narzuca swoich poglądów i pokazuje źródła, z których korzysta. Jest to naukowe podejście, którego jestem zwolennikiem."
Ja sam nie potrafie tak ladnie pisac ale panu Boguslawskiemu postawilem plus aby przekazac informacje, ze mi sie to podoba i mysle podobnie. Po prostu, zamiast wiwatowac "dobrze gada, w gore dziada", stawiasz plus.
Pozdrowienia dla wszystkich miłych i rozsądnych tak ateistów jak i teistów piszących na tym forum.
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też podziwiam piękny język i erudycję Andrzeja.51 choć nie do końca się z nim zgadzam. O tych plusach napisałem głównie dlatego, iż wcześniej atakowano dość ostro osobę (tytuł topiku), która między innymi (nie ukrywajmy, że między innymi) broniła historyczności Jezusa (nie tylko historyczności Jezusa - boga).
|
|
9 na 9 | Fizyk (17637 punktów) | > [...] jeśli chodzi o historyczność Jezusa, z grubsza takiego, jakiego mamy w Ewangeliach - to Andrzej.51 poparł mbieleckiego.
Raczej nie. Andrzej.51 i mbielecki mówią o różnych osobach.
Andrzej.51 opisał człowieka, który z niejasnych powodów został skazany przez Poncjusza Piłata na ukrzyżowanie. Taki człowiek prawdopodobnie istniał, choćby z tego powodu, że ukrzyżowanie było nierzadką karą śmierci w tych czasach.
mbielecki opisał człowieka, który po trzech dniach po ukrzyżowaniu zmartwychwstał. Historyczność takiego człowieka jest wysoce wątpliwa, choćby z tego powodu, że takie rzeczy się nie zdarzają.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tak fizyku, ale - Cytat:Andrzej.51 opisał człowieka, który z niejasnych powodów został skazany przez Poncjusza Piłata na ukrzyżowanie. Taki człowiek prawdopodobnie istniał, choćby z tego powodu, że ukrzyżowanie było nierzadką karą śmierci w tych czasach. Ten człowiek - zdaniem Andrzeja.51 - nauczał też prawd zawartych w Nauczaniu na Górze i z grubsza robił to, co jest opisane w Ewangeliach. Moim zdaniem to za dużo historyczności na siłę. Stąd mój protest. Dlatego też nie wiem, czy mówią o zupełnie różnych osobach. W buddyzmie są tacy, dla których Budda jest zasadą filozoficzną (ale jest reinkarnacja i Dharma) i tacy, dla których jest on olbrzymem i monoteistycznym bogiem (ale jest reinkarnacja i Dharma). U jednych Budda obrósł w najbardziej niedorzeczne ludowe opowieści (ale jest reinkarnacja i Dharma) u drugich jest kimś cichym, niemal bez cudów i opowieści (ale jest reinkarnacja i Dharma). Wszyscy z nich są buddystami, dla których pewne priorytetowe rzeczy (reinkarnacja i Dharma), mające wpływ na całe życia i wszystkie działania, stoją ponad innymi, codziennymi, takimi jak bycie zarządcą, matematykiem czy - nawet - ojcem.
|
|
6 na 6 | Przemek J. (3008 punktów) | Ja, podobnie jak niektóre osoby już wcześniej się wypowiadające, stawiam plusy za jakość wypowiedzi, a nie za to, którą opcję piszący reprezentuje. Z tego też powodu stawiam minusy, starając się piętnować głupotę, manipulacją i inne nieprzyzwoite zachowania.
Historyczność Jezusa jest mi obojętna, chyba że komuś uda się udowodnić jego boskość. Ponieważ moja znajomość tematu nie była wystarczająca do udziału w dyskusji, to byłem tylko czytelnikiem i to niezbyt skrupulatnym, bo pomijałem większość wypowiedzi Mbieleckiego. Dzięki Waszej dyskusji, trochę poprawiła się moja świadomość poruszanego tematu ale nadal jestem laikiem, które nie ma nic sensownego do dodania, ani nawet nie ma na to ochoty.
Dalej, w wolnych chwilą, będę przyglądał się Waszej dyskusji, szczególnie ciekaw końca konfrontacji poglądów Twoich i Andzeja51, co i tak nie będzie miało wpływu na mój stosunek do historyczności jakiegoś włóczęgi sprzed 2 tysięcy lat.
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też jestem ciekaw takiej konfrontacji. Dyskusji, ale nie przeczę - może być burzliwie. Nie daruję "faktom we mgle"!
|
|
4 na 4 | maruda (5550 punktów) | Proponuję odwrócić problem. Kościół Katolicki przyznaje że Biblię należy odczytywać nie wprost lecz jako metaforę. Skoro sam kościół przyznaje że jest to tylko dzieło literackie to my też tak powinniśmy je traktować. Brak konkretnego wyznaczenia które księgi i ustępy należy traktować wprost, bierzmy na naszą korzyść, całą Biblię traktujmy nie wprost. Od samego Jehowy poczynając, nie należy traktować tej postaci literackiej jako faktycznie istniejącej. Istnienie historyczne Jezusa w ten sposób jest zaprzeczone przez samą instytucję kościoła, quod erat demonstrandum, kropka.
Zarzut braku dyskusji z Andrzejem51 przyjmuję, ale niestety nie jestem w stanie rozmawiać na jego poziomie. Wchodzi w takie szczegóły, że czytając to czuję się jak licealista po "jako tako" ukończonej fizyce, na zebraniu fizyków omawiających rezultaty ostatniego doświadczenia w CERN, mogę jedynie podziwiać kolorowe tabelki i wykresy niestety bez większego zrozumienia tematu. By nadążyć wymagane są przynajmniej kilkuletnie studia historyczne i biblijne.
Jest jeszcze jeden problem dla którego nie widzę rozwiązania. W jaki sposób wyznaczamy wygrywającego spór, jeżeli jedna i druga strona stoją na tak różnych pozycjach że niemożliwa jest ich zmiana. W takim wypadku każda ze stron przedstawia swoją rację i na tym koniec, nie da się tego dalej ciągnąć, nie da się wyznaczyć wygrywającej strony.
Come to the dark side, we have cookies
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Odniosłeś się do fizyki. A zatem posłużę się prostą metaforą. Andrzej.51 uważa, iż Jezus jaki był w Ewangeliach (bez pewności cudów) jest mocną teorią. Ja zaś uważam, iż słabą hipotezą. Zazwyczaj osoby udokomentowane przez niezależne źródła (poszlaki wynikające z eksperymentów) na tyle słabo jak Jezus są traktowane jako słabe hipotezy, lub wogóle się je odrzuca.
Teraz, aby rozstrzygnąć ten spór, trzeba pojechać do CERN (czyli przygotować słowniki do koine i aramejskiego, oraz przedruki tekstów źródłowych) i puścić maszynerię w ruch. Ale ja nie wiem, czy warto. Zajmuję się innymi eksperymentami, zaś nie jestem przekonany, czy naukowiec uznający bez większych tłumaczeń hipotezę za teorię odpłaci mój trud ciekawą dyskusją.
Póki co mamy mbieleckiego, który też uznał, iż Jezus historyczny to mocna teoria. Został obśmiany przez zwolenników ujęcia tegoż tematu jako hipotezy. Pojawił się nowy, mocniejszy obrońca silnej teorii Jezusa. Mbielecki nie został przeproszony za ostracyzm w TYM WZGLĘDZIE.
|
|
|  | 7 na 7 | maruda (5550 punktów) | Czy Janosik był postacią historyczną? Czy Janosik z książki "Klechdy domowe" jest historyczny? W baśni tej Janosik doganiał biegiem galopującego konia i przeskakiwał ponad najwyższymi świerkami. Czy Janosik grany przez Marka Perepeczko w serialu odpowiadał historycznemu Janosikowi? Czy w końcu Janosik z filmu Agnieszki Holland jest tym historycznym? Cytat:Juraj Jánosík był Słowakiem i pochodził ze wsi Tierchowa (Terchová), opodal Żyliny. Znana jest jego prawdopodobna data urodzin: 25 stycznia 1688, gdyż zachowała się metryka jego chrztu z 16 maja 1688. Imię i Nazwisko Juraj Jánosík jest popularne. W księgach parafialnych parafii Varín obejmującej Tierchową w latach 1687-88 ochrzczono 5 chłopców o imieniu i nazwisku: Juraj Jánosík. Data urodzenia 25 lutego 1688 i imiona rodziców Martin i Anna Czisznek lub Czisznik wydają się bardziej prawdopodobne w połączeniu z dokumentami wykupu Janosika ze służby wojskowej w 1710 i procesu harnasia z 1713. (Jánosík powinno być przez s z ptaszkiem, ale coś wariuje.) Traktując powyższe wycinki z wiki jako rzetelną wiedzę historyczną można na poprzednie pytania odpowiedzieć dowolnie, przy odpowiednim uzasadnieniu każda odpowiedź jest dobra. Pytanie jakim człowiekiem był prawdziwy Janosik nikogo nie interesuje, tego się już nigdy nie dowiemy, została po nim legenda.
Come to the dark side, we have cookies
|
|
12 na 12 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Prędzej bym się spodziewał głównej wygranej w lotto - i to z wysoką kumulacją - niż tego, że na forum założony zostanie wątek dotyczący mojej skromnej osoby. Ale jednak stało się i wątek jest. Niestety, namnożyło się w nim zbyt dużo już wypowiedzi, których autorzy (a głównie jeden autor) najprawdopodobniej nie rozumieją tego, o czym pisałem w wątku Grobowa historyczność. Czas zatem rozwiać pewne niejasności. > Pojawił się na forum Andrzej.51, który zarzuca mbieleckiemu zbytnią pewność w wierze w katolickie dogmaty i interpretacje Biblii, ale jeśli chodzi o historyczność Jezusa, z grubsza takiego, jakiego mamy w Ewangeliach - to Andrzej.51 poparł mbieleckiego.W wątku Grobowa historyczność w kilku wypowiedziach stwierdziłem, że Jezus jest postacią historyczną. Napisałem tak bynajmniej nie dlatego, by poprzeć mbieleckiego, lecz wyłącznie w celu przedstawienia poglądu od dawna już dominującego w naukowych badaniach nad postacią Jezusa. Nie napisałem jednak, że jestem zwolennikiem historyczności Jezusa - zacytuję tu pana słowa - "z grubsza takiego, jakiego mamy w Ewangeliach". Jestem bowiem głęboko przekonany, że tzw. Jezus historyczny - czyli galilejski Żyd, który żył w Palestynie na początku naszej ery - jest tylko w części tożsamy z Chrystusem wiary przedstawionym w Nowym w Nowym Testamencie. Nowy Testament zawiera kilka różniących się między sobą wizerunków Jezusa. Jeden z tych wizerunków - a konkretnie ten z ewangelii synoptycznych Marka, Mateusza i Łukasza - kryje w sobie historycznego (prawdziwego) Jezusa, lecz trzeba go umieć tam odnaleźć. Jezus z Dziejów Apostolskich jest temu wizerunkowi dość bliski, jednakże różnice są widoczne. Natomiast Jezus z listów Pawła czy też z ewangelii Jana (a szczególnie ten drugi) nie ma zbyt wiele wspólnego z historycznym Jezusem. Ponieważ w wątku Grobowa historyczność problem ten nie został nawet zasygnalizowany, zatem absolutnie nie mogłem poprzeć mbieleckiego w kwestii "historyczności Jezusa z grubsza takiego, jakiego mamy w Ewangeliach". > W związku z czym przeprosiłem (i znów przepraszam) mbieleckiego za zarzut ignorancji dotyczący przyjmowania za pewnik tak ujętego historycznego Jezusa.Zgodnie z tym, co napisałem powyżej, nie było za co przepraszać. Ale wypowiedzenie słowa przepraszam nie powinno zbytnio boleć. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję serdecznie, że się pan odezwał na moje apele, za których intensywność przepraszam. Wydaje mi się, że tamat historyczności Jezusa jest ważny na tym forum, albowiem wiele osób, podobnie jak ja, zakłada na bazie posiadanej przez siebie wiedzy, iż historyczność Jezusa nie jest zbyt pewna. Moją uwagę w pańskich wypowiedziach zwróciło przypisanie przez pana historycznemu Jezusowi nauczania znanego z Kazania na Górze. Czy rzeczywiście dobrze pana zrozumiałem? Czy optuje pan za opcją, gdzie do historycznego Jezusa ukrzyżowanego należy dodać też jego nauczanie znane z treści Kazania na Górze? Proszę mi wybaczyć, iż na razie nie wchodzę w bardziej konkretne zagadnienia, bowiem chciałbym najpierw ustalić, jaki zakres historyczności pan przyjmuje i na ile pokrywa się on z moimi przypuszczeniami w tym temacie.
Wyżej, na innej odpowiedzi odnoszę się do poglądów Sandersa na temat tego, co jest prawdopodobe z nowego testamentu.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|