Z danych opublikowanych w prestiżowym naukowym czasopiśmie "Lancet" wynika, iż na przestrzeni 67 lat, od 1950 do 2017 r. liczba dzieci rodzonych przez kobietę zmniejszyła się - przeciętnie - z 4.7 do 2.4. Jest to potężny spadek. Co więcj okazuje się, iz w prawie połowie krajów na świecie współczynnik dzietności nie przekracza 2.1 dzieci - przeciętnie - na kobietę - w związku z czym nie zachodzi naturalny proces zastępowalności pokoleń. Dane powyższe ogromnie zaskoczyły wszystkich speców od demografii. Z wiadomości jak wyżej ucieszą się bardzo wszelkiej masci ekolodzy - bo mniej ludzi na świecie oznacza mniejszą atropopresję. Z kolei zaniepokoją się ogromnie konserwatyści i nacjonaliści - bo z danych jak wyżej wynika, iż w wielu krajach - szczególnie wysoko rozwiniętych - będzie brakowało rodzimej populacji do zapewnienia należytego funkcjonowania państwa - skutkiem czego koniecznym będzie zasysanie milionów emigrantów z innych krajów - gdzie przyrost naturalny jest/będzie nadal wysoki. A procesy owe doprowadzą do zmian etniczno - rasowych oraz kulturowych i obyczajowych w danych społeczeństwach. Zainteresowanych tematem - odsyłam do podlinkowanego materiału. "The study, published in the Lancet, followed trends in every country from 1950 to 2017. In 1950, women were having an average of 4.7 children in their lifetime. The fertility rate all but halved to 2.4 children per woman by last year. But that masks huge variation between nations. The fertility rate in Niger, west Africa, is 7.1, but in the Mediterranean island of Cyprus women are having one child, on average. In the UK, the rate is 1.7, similar to most Western European countries." www.bbc.com/news/health-46118103 |