 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-02-2009 20:57 | Kotarska (11 punktów) | Religia w przedszkolu
1 na 1 | Jestem niewierząca. Mój parner typowy polski katolik, nie praktykuje, nie wierzy, ale ksiedza przyjmie............ Mój synek chodzi do przedszkola (4 lata). jest jedynym dzieckiem niechodzącym na religię ( zwyke panstwowe przedszkole). Co mu odpowiadać jak przychodzi i mówi, że świat stworzył bóg, tak mu koledzy powiedzieli....... Probowlam teorii wybuchu w wersji dla 4 latka, ale jakoś nie przyjął. Stworzenie świata bardziej pasuje do jego percepcji. czy ktoś ma podobne doświadczenia za sobą??
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | Kelly (2051 punktów) | Odp: Religia z przedszkolu | Jedyne racjonalne rozwiązanie, jakie przychodzi mi na myśl, to znalezienie dla Młodego kolegi albo koleżanki, którego (której) rodzice też są ateistami. Myślę, że Pani synek poczuje się raźniej, nie będzie uważał siebie (i Państwa) za innego. Przypuszczam też, że nie powinno to wpłynąć negatywnie na relacje ze znajomymi z przedszkola, ale na wszelki wypadek warto wytłumaczyć, że każdy może mieć inne zdanie, ale nie wolno się obrażać, szydzić itd.
|
|
 | 15 na 15 | Cykman (260 punktów) | Pamiętam podobne pytania mojego syna. Powiedziałam mu wtedy że początek świata był strasznie dawno, że ludzie starają się dowiedzieć jak to wszystko było, ale wiedzą o tym tylko najmądrzejsi naukowcy, a jak on urośnie to też może zostać takim naukowcem i się wszystkiego dowiedzieć.. Oczywiście trochę mu tłumaczyłam o wielkim wybuchu i sam uznał że to wszystko trochę trudne jest.. A co do boga, to mu powiedziałam wtedy, że ludzie się nie chcą przyznać przed dziećmi i innymi dorosłymi, że nie potrafią dokładnie powiedzieć jak to było więc wymyślili sobie takiego boga podobnie jak bociana, kapustę i to że z połkniętej pestki w brzuchu wyrasta drzewo. Może to mało pedagogiczne było, ale skuteczne
|
|
|  | | diogenes (42753 punktów) | >Powiedziałam mu wtedy ... > trochę mu tłumaczyłam ... > powiedziałam... >Może to mało pedagogiczne było, ale skuteczne...
...skuteczne...To znaczy? Synek przestał pytać? Jak zrozumiał te wywody? To znaczy, jak te wywody przełożył na swój język? Jak to sprawdzić?
|
|
| |  | 2 na 2 | Cykman (260 punktów) | Gdyby przestał pytać to by nie było takie skuteczne.... Pytał dalej, nawet samodzielnie próbował wyciągać wnioski. Ważne było to, że ten temat nie urósł do jakiegoś dużego problemu rodzinnego czy poznawczego. Po prostu przyjął to jak każdą kolejną dawkę informacji. Pewna jestem że kolejnego dnia z takim samym zapałem pytał o coś zupełnie innego. Dziś ma prawie trzynaście lat i jest areligijny w taki specyficzny sposób. Ma dość duży (jak na swój wiek) zasób wiedzy na temat różnych religii, ale nie czuje potrzeby utożsamiania się z żadną z nich. W szkole fakt, że nie musi chodzić na religię uważa za swój atut towarzyski (w okresie dojrzewania takie rzeczy bywają ważne) i raczej nie unika tego tematu w rozmowach. Przy tym jest bardzo komunikatywny więc nie ma problemów w kontaktach z rówieśnikami. Chociaż ostatnio jak gdzieś usłyszał czy przeczytał, o polityce papiestwa w czasie II wojny to dość emocjonalnie reagował. Opowiadał o tym z przejęciem wszystkim naokoło. Więc obok wiedzy świadomość i emocje też są ważne, ale według mnie najważniejsze to dać dziecku podstawy do samodzielnego myślenia w każdej dziedzinie życia. A to już jest pedagogiczne
|
|
3 na 5 | Pasia (367 punktów) | Może, oprócz tego co powiedziała Kelly, warto by było zapoznać malucha z różnymi innymi religiami i pokazać, że każdy wierzy w co innego i należy to szanować. Polecam książkę dla dzieci "Odkryjmy wielkie religie świata" JF Kieffer i B. Marchon. Może wtedy synek zobaczy różnorodność wyznań i będzie bardziej skłonne do naukowej teorii Wielkiego Wybuchu, jednak gwarancji nie daję.
|
|
 | | Kotarska (11 punktów) | Dzięki, wlaśnie takich tytułów szukam
|
|
| piątek (1035 punktów) | Puść mu Matrixa, zaraz zmieni zdanie co do stworzenia wszechświata. W końcu ma tylko 4 lata  !
"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
|
|
-3 na 5 | Ocykan (3528 punktów) | >Mój parner typowy polski katolik, nie praktykuje, nie wierzy,
To skąd wiesz, że on jest katolik?
>ale ksiedza przyjmie............
A Ty wtedy wychodzisz z domu, zamykasz się w innym pokoju, czy w ogóle nie ma z tym problemu, bo jesteś tylko "na przychodne"?
>Probowlam teorii wybuchu
Teoria wybuchu nie wyklucza stworzenia świata. W pewnym sensie ją nawet potwierdza. Wykazuje bowiem, że (wbrew tzw. materialisto dialektycznym) świat miał początek.
Uważaj, żebyś nie przesadziła w "racjonalizowaniu" syna...
Kiedy chodziłem na religię, ksiądz zapytał nas, skąd się wziął człowiek. Na to wyrwał się jeden z kolegów, imieniem Wojtek, i wypalił, że człowiek pochodzi od małpy. Długo potem się mówiło, że wszystkich ludzi stworzył Pan Bóg, tylko Wojtek pochodzi od małpy.
|
|
 | 8 na 8 | Adam Gilniewski (399 punktów) | Pomijając Twoje wcześniejsze, nie związane z tematem, docinki: > >Probowlam teorii wybuchu> Teoria wybuchu nie wyklucza stworzenia świata.Taki już charakter religii, że nic nie wyklucza Boga, prawda? Żeby przetrwać, trzeba się dostosować. Kiedyś Bóg był wszechpotężnym sprawcą wszystkiego a teraz wyznawcy zostawili mu maleńką "dziuplę" wielkości 10^-35s  . Swoją drogą, szybki z niego Bill  . > W pewnym sensie ją nawet potwierdza.Upewnię się tylko... Mówimy o stworzeniu świata przez złożoną, inteligentną istotę, tak? Czekam z niecierpliwością na Twoje wyjaśnienie, w jakiż to sposób BB potwierdza Boga?  > Wykazuje bowiem, że (wbrew tzw. materialisto dialektycznym) świat miał początek.A, to o to chodzi... Wszechświat, jaki znamy mógł mieć początek podczas BB. Na tyle, na ile znam współczesną fizykę, rozważane są inne możliwości. Np. nasz wszechświat może być jednym z wielu, może być podzbiorem jakiegoś większego tworu, może oscylować między inflacją a kurczeniem się. > Uważaj, żebyś nie przesadziła w "racjonalizowaniu" syna...Jak należy to czytać? Nie dopuść, żeby zanadto rozwinął zdolność myślenia? Nie pozwól, żeby myślał krytycznie? Myślałem, że inteligentne, logicznie myślące dziecko jest dumą dla rodziców, widać Ty masz inne doświadczenia  .
[...] gdzie niewiedza jest rozkoszą, Szaleństwem jest być mądrym.
|
|
|  | 1 na 1 | Ocykan (3528 punktów) | Czyżbyś obawiał się, że Kotarska nie da mi należytego "odporu"? Daj jej szansę na samodzielną odpowiedź.
|
|
| |  | 4 na 4 | Adam Gilniewski (399 punktów) | > Czyżbyś obawiał się, że Kotarska nie da mi należytego "odporu"? Daj jej szansę na samodzielną odpowiedź.Czyżbyś obawiał się, że Twoje argumenty nie przetrwają mojej krytyki? 
[...] gdzie niewiedza jest rozkoszą, Szaleństwem jest być mądrym.
|
|
 | 4 na 4 | jad11 (18783 punktów) |
Cytat:>Teoria wybuchu nie wyklucza stworzenia świata. W pewnym sensie ją nawet potwierdza. Według mnie ani nie wyklucza ani nie potwierdza. Cytat:>Kiedy chodziłem na religię, ksiądz zapytał nas, skąd się wziął człowiek. Na to wyrwał się jeden z kolegów, imieniem Wojtek, i wypalił, że człowiek pochodzi od małpy. Długo potem się mówiło, że wszystkich ludzi stworzył Pan Bóg, tylko Wojtek pochodzi od małpy. A to była, moim zdaniem, nadinterpretacja i wyśmiewanie się z biednego Wojtka przez głupiego księdza i okrutne z natury dzieci. Kij mu w oko, żeby nie rzec co mu w dupę.
|
|
|  | 2 na 2 | Madman (7811 punktów) | > A to była, moim zdaniem, nadinterpretacja i wyśmiewanie się z biednego Wojtka przez głupiego księdza i okrutne z natury dzieci. Kij mu w oko, żeby nie rzec co mu w dupę.Ale księdzu, nie Wojtkowi?  Bo jeśli księdzu, to i dzieciom też. I Ocykanowi, który był wśród nich. Ze mnie się koledzy śmiali, jak im kiedyś w piaskownicy powiedziałem, że K.I.T.T. tak naprawdę nie istnieje...
|
|
| |  | | jad11 (18783 punktów) | Księdzu. Dzieci poddały się tylko jego woli.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Madman (7811 punktów) | > Dzieci poddały się tylko jego woli.Myślę, że ta "okrutność z natury" miała na to niemały wpływ.
|
|
 | 4 na 4 | Madman (7811 punktów) | >Uważaj, żebyś nie przesadziła w "racjonalizowaniu" syna... Lepiej zawczasu zneutralizować mu ratio religią. >Kiedy chodziłem na religię, ksiądz zapytał nas, skąd się wziął człowiek. Na to wyrwał się jeden z kolegów, imieniem Wojtek, i wypalił, że człowiek pochodzi od małpy. Długo potem się mówiło, że wszystkich ludzi stworzył Pan Bóg, tylko Wojtek pochodzi od małpy. Chyba rozumiem Wojtka. Też wolałbym pochodzić od małpy, niż być ulepionym z gliny przez jakiegoś chorobliwie zazdrosnego sadystę.
|
|
-1 na 7 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Mój parner typowy polski katolik, nie praktykuje, nie wierzy, ale ksiedza przyjmie
Zabić go.
>Probowlam teorii wybuchu w wersji dla 4 latka, ale jakoś nie przyjął.
Wlać gówniarzowi.
|
|
 | 1 na 1 | jad11 (18783 punktów) | Lubię Cię ale za to minus.
|
|
|  | 2 na 2 belvedere (5304 punktów) (zablokowany) | >Lubię Cię ale za to minus.
Przesympatyczny Jad11: jako, że Cię lubię bardziej, niż Ty mnie, pozwolę sobie na wyjaśnienie intencji mojego postu, co dalekie jest od usprawiedliwiania się.
Otóż: mimo że lubię sobie na tym forum powariować, a temperatura moich uczuć do racjonalistów nie jest wysoka, nigdy bym sobie nie pozwoliła na rzucenie niepoważnego tekstu, który miałby zapoczątkować współczujące pochylenie się uczestników tego forum nade mną i niejako zmuszenie ich do prześcigania się w serwowaniu niewątpliwie dobrych rad.
Tekst jest niechlujny pod każdym względem. Autorka twierdzi, że usiłowała sprowadzić teorię WW do wersji zrozumiałej dla czterolatka, a jednocześnie przy swojej wiedzy o WW, nie potrafiła poprawnie napisać tytułu swojego wątku. W swoim profilu opisuje siebie jako interesującą się filozofią i sztuką, a jednocześnie zdaje się nie mieć bladego pojęcia o tym, że po kropce wyraz pisze się dużą literą. Przedstawia tu jakieś opowieści dziwnej treści, a wy, racjonaliści, od razu rzucacie się do dyskusji, przeżuwania problemu, oglądania go w takiej czy innej optyce. Najwidoczniej okazało się to dla was zagadnieniem ważnym. Ja, trollująca tu sobie z większą bądź mniejszą częstotliwością, autorkę odbieram jako niepoważną i takiej udzieliłam odpowiedzi.
|
|
| |  | | jad11 (18783 punktów) |
Ok. Przyjmuję do wiadomości Twoje dalekie od usprawiedliwiania się wyjaśnienie intencji  > Ja, trollująca tu sobie z większą bądź mniejszą częstotliwością, autorkę odbieram jako niepoważną i takiej udzieliłam odpowiedzi.Skąd pewność, że to ta sama autorka? Coś by to wyjaśniało. Chlujnie czy niechlujnie wątek faktycznie utrafił mnie w obszar zainteresowania.
|
|
 | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >nie praktykuje, nie wierzy, ale ksiedza przyjmie >Zabić go.
Kogo? Księdza? Bo i on zdaje się nie wierzy, nie praktykuje, tylko zarabia.
|
|
4 na 4 | stary (143 punktów) | >Co mu odpowiadać jak przychodzi i mówi, że świat stworzył bóg, tak mu koledzy powiedzieli.
Nie przejmuj się zbytnio drobiazgami. Mów mu po prostu prawdę, taką jaką znasz. To ty musisz stać się dla niego, na tym etapie, wiarygodną. Rozwijaj mu wyobraźnię czytając wierszyki, bajki, opowiadania. Bóg i religia to jeszcze jedna bajka. Bajka za pomocą, której ludzie chcą zwolnić się od odpowiedzialności za swoje czyny, zasłonić nią swoją własną niewiedzę, chcą, żeby ktoś za nich rozwiązał ich problemy. Ciekawa bajka ale tylko bajka jakich wiele.
|
|
| jad11 (18783 punktów) | Cytat: czy ktoś ma podobne doświadczenia za sobą?? Przed sobą. Współczuję Tobie i sobie przy okazji, uważnie śledzę ten wątek, może pojawi się jakaś sensowna porada, czego nam życzę. Pozdrawiam.
|
|
 | 8 na 8 | Adamiak (36436 punktów) | > Cytat: czy ktoś ma podobne doświadczenia za sobą?? > Przed sobą. Współczuję Tobie i sobie przy okazji, uważnie śledzę ten wątek, może pojawi się jakaś sensowna porada, czego nam życzę.>Nie bardzo wierzę w światłe, uniwersalne porady-klucze na temat wychowania dzieci, służące do tego, by uzyskać "dziecko modelowe". Czytam z ciekawością ten wątek i dostrzegam sporo rad na temat: jak wychować dziecko na ateistę. Więc pytam po co? Jest to dokładne powielanie błędów teistów, tylko z przegięciem w drugą stronę. To, co tak krytykujemy na tym forum niektórzy chcą zastosować (w dobrej "wierze") wobec swojej pociechy. Światopogląd dzieciak (jak dorośnie) i tak wybierze sobie sam, a naszą rolą będzie go przyjaźnie zaakceptować bez względu na to, czy nam pasuje czy nie. Błędem jest, że większość rodziców rozpaczliwie stara się zrobić z dziecka coś na swój obraz i podobieństwo. Więc myli wychowanie z "rzeźbieniem klona". Powodem jest chyba przekonanie o "jedynej słuszności" swojego modelu wraz ze swoistym brakiem zaufania w zdolności wyboru innego człowieka- jakim jest dziecko- tylko dlatego, że jest to człowiek mały. Każdy dzieciak to osobny świat, niepowtarzalny mały człowiek z inną percepcją, inną chemią mózgu i oryginalnym sposobem kojarzenia. Uważam, że rolą rodziców jest dostarczać dziecku jak najwięcej maksymalnie zróżnicowanych wiadomości po to, by miało jak najwięcej danych do obróbki na swój sposób, przy zapewnieniu maksymalnej swobody wyboru "swojego sposobu", który niekoniecznie będzie do naszego podobny.Więc nie wysilę się na dawanie "dobrych rad" z jednym wyjątkiem: zostawić dziecku jak najwięcej wolności w wyborze swego widzenia świata.
Tobie, Jad11, oraz wszystkim, życzę miłego dnia
|
|
|  | 3 na 3 | jad11 (18783 punktów) | Właśnie to uważam za sensowną poradę, dzięki. Nie czekam na opis jak wychować dziecko na ateistę. Najprawdopodobniej moja mała będzie chodziła na religię, bo jej mama jest wierząca a ja nie mam zamiaru wyobcowywać córki z grupy z powodu moich przekonań. Zastanawiam się raczej nad tym jak przedstawić dziecku inny od katolickiego punkt widzenia świata tak żeby co nieco z niego zrozumiało a jednocześnie nie próbowało chwalić się tym przed księdzem. Dlatego, że jest bez szans w takiej konfrontacji i jeśli trafi się akurat jakiś gburowaty klecha to może zrobić jej przykrość. A swoją drogą działa mi na nerwy fakt, że religia wepchała się już do przedszkoli.
|
|
| |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Dlatego, że jest bez szans w takiej konfrontacji i jeśli trafi się akurat jakiś gburowaty klecha to może zrobić jej przykrość.>No cóż, gdybym był złośliwy to poradziłbym również chowanie ostrych przedmiotów w domu (będzie ała) oraz robienie dziecku herbatki do 18go roczku życia, coby się nie poparzyło, że o mieszkaniu na parterze z oczywistych względów, nie wspomnę...  Toczyłem w domu częste wojny o traktowanie mojej córki (przez mamę i babcię) jak normalnego, choć małego człowieka. Protestowałem przeciw karmieniu na siłę, robieniu kanapek czy herbatek z powodu: bo nóż ostry i może się zaciąć a woda gorąca i zapalony gaz lub zapałka parzą... Przecie uczenie się nie polega na poznawaniu tylko dobrych stron życia i przeżywaniu samych słodkich chwilek. > A swoją drogą działa mi na nerwy fakt, że religia wepchała się już do przedszkoli.>Za "moich czasów" była w zakrystii i tam- kategorycznie- powinno być jej miejsce.
|
|
| | |  | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) | > No cóż, gdybym był złośliwy to poradziłbym również chowanie ostrych przedmiotów w domu (będzie ała) oraz robienie dziecku herbatki do 18go roczku życia, coby się nie poparzyło, że o mieszkaniu na parterze z oczywistych względów, nie wspomnę...  To racja. Później w wieku lat 50-ciu będzie mieszkało z mamą, bez prawa jazdy i konta w banku, a jedynym interlokutorem na poziomie będzie jej/jego kot. > Toczyłem w domu częste wojny o traktowanie mojej córki (przez mamę i babcię) jak normalnego, choć małego człowieka.> Protestowałem przeciw karmieniu na siłę, robieniu kanapek czy herbatek z powodu: bo nóż ostry i może się zaciąć a woda gorąca i zapalony gaz lub zapałka parzą...Z jakim skutkiem? > Przecie uczenie się nie polega na poznawaniu tylko dobrych stron życia i przeżywaniu samych słodkich chwilek.Wolę jednak słodkie dzieciństwo. Wystarczy mi problemów w dorosłym życiu, jak choćby ten wydawało by się bzdurny - jak wychować dziecko bez indoktrynacji od najmłodszych lat. > >A swoją drogą działa mi na nerwy fakt, że religia wepchała się już do przedszkoli.>Za "moich czasów" była w zakrystii i tam- kategorycznie- powinno być jej miejsce.Zdecydowanie. Miłego dnia bożego
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Adamiak (36436 punktów) | > >Protestowałem przeciw karmieniu na siłę, robieniu kanapek czy herbatek z powodu: bo nóż ostry i może się zaciąć a woda gorąca i zapalony gaz lub zapałka parzą...> Z jakim skutkiemUważam, że z dobrym skutkiem - córka jest bardzo samodzielna i zna sens wątków w przysłowiu: jak sobie pościelesz... Tylko nie wiem ile w tym "mojej zasługi" (taka wiedza mi niepotrzebna) a ile właśnie zróżnicowanego podejścia do problemu przez nas, oboje rodziców. Skłaniam się ku opcji o słuszności "dywersyfikacji metod"  Mama na pytanie córki np: gdzie jest Kongo?- mówiła, że w Afryce, a ja na podobne pytanie dawałem dzieciakowi do rąk zakupiony wcześniej atlas (czy dziesiątki podobnych książek, kaset wideo - podręczników)* i mówiłem: tutaj jest, spróbuj sama znaleźć, jeśli nie znajdziesz - pomogę ci. Przy czym nie mam zamiaru dyskredytować emocjonalnego podejścia ani intencji matki. > >Przecie uczenie się nie polega na poznawaniu tylko dobrych stron życia i przeżywaniu samych słodkich chwilek.> Wolę jednak słodkie dzieciństwo.>Każdy coś woli. Mojego, dość burzliwie-trudnego dzieciństwa też nie uważam za gorzkie  > Miłego dnia bożego >Miłego każdego  *- lata 80-90 - netu nie było.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | > Mama na pytanie córki np: gdzie jest Kongo?- mówiła, że w Afryce, a ja na podobne pytanie dawałem dzieciakowi do rąk zakupiony wcześniej atlas (czy dziesiątki podobnych książek, kaset wideo - podręczników)* i mówiłem: tutaj jest, spróbuj sama znaleźć, jeśli nie znajdziesz - pomogę ci.Coś w tym stylu zamierzam sam wdrożyć. Oby dobrze mi poszło - ma pociecha ma ledwie tydzień więc pogadamy najwcześniej za lat naście. > Mojego, dość burzliwie-trudnego dzieciństwa też nie uważam za gorzkie  Im człek starszy tym dzieciństwo słodsze, moje też  > Miłego każdego  Ponoć każdy boży  > *- lata 80-90 - netu nie było.Dlatego "coś w tym stylu"
|
|
| | |  | 2 na 2 | jad11 (18783 punktów) | Cytat:No cóż, gdybym był złośliwy to poradziłbym również chowanie ostrych przedmiotów w domu (będzie ała) oraz robienie dziecku herbatki do 18go roczku życia, coby się nie poparzyło, że o mieszkaniu na parterze z oczywistych względów, nie wspomnę...  Gdybym był złośliwy zauważyłbym, że 18 lat to nie to samo co 3 albo 4 lata a wtedy właśnie mała pójdzie do przedszkola a do pewnego wieku chowanie ostrych przedmiotów i zamykanie balkonu jest jak najbardziej na miejscu Cytat:>Toczyłem w domu częste wojny o traktowanie mojej córki (przez mamę i babcię) jak normalnego, choć małego człowieka. >Protestowałem przeciw karmieniu na siłę, robieniu kanapek czy herbatek z powodu: bo nóż ostry i może się zaciąć a woda gorąca i zapalony gaz lub zapałka parzą... Tego nie znam. Od mojej dwuletniej córki sporo się wymaga i zadziwiająco dobrze sobie radzi.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Gdybym był złośliwy...>Wielkie szczęście, że nie jesteś - zupełnie, jak ja  > ...zauważyłbym, że 18 lat to nie to samo co 3 albo 4 lata a wtedy właśnie mała pójdzie do przedszkola a do pewnego wieku chowanie ostrych przedmiotów i zamykanie balkonu jest jak najbardziej na miejscu >Napisałem "do 18go roczku" - dolnej granicy nie śmiem sugerować. > Od mojej dwuletniej córki sporo się wymaga i zadziwiająco dobrze sobie radzi.>  i pozdrowienia dla córeczki
|
|
| |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | >Właśnie to uważam za sensowną poradę, dzięki. > Nie czekam na opis jak wychować dziecko na ateistę. Najprawdopodobniej moja mała będzie chodziła na religię, bo jej mama jest wierząca a ja nie mam zamiaru wyobcowywać córki z grupy z powodu moich przekonań. Zastanawiam się raczej nad tym jak przedstawić dziecku inny od katolickiego punkt widzenia świata tak żeby co nieco z niego zrozumiało a jednocześnie nie próbowało chwalić się tym przed księdzem. Dlatego, że jest bez szans w takiej konfrontacji i jeśli trafi się akurat jakiś gburowaty klecha to może zrobić jej przykrość. A swoją drogą działa mi na nerwy fakt, że religia wepchała się już do przedszkoli. >
Ja jestem w dokładnie tej samej sytuacji choć być może dziecka na religię w przedszkolu nie poślę. Z drugiej strony przecież tak małe dziecko nie zrozumie moich motywów i skażę ją tylko na wyobcowanie z grupy rówieśników, a w skrajnych przypadkach i na towarzyski ostracyzm. Marzy mi się poznanie jakiś rodziców o otwartym światopoglądzie, żeby moje dziecko z jednej strony nie czuło się wyobcowane, a z drugiej by od najmłodszych lat nie było karmione tym jedynym słusznym. Jaka jest więc najrozsądniejsza strategia? Zaciśnięcie zębów i rozpoczęcie dyskusji z dzieckiem w wieku 12-15 lat gdy już będzie coś naprawdę rozumieć? I tak przecież do kościoła nie będzie uczęszczać bo u mnie się tego nie praktykuje.
|
|
| | |  | 4 na 4 | sukulent (2309 punktów) | > Jaka jest więc najrozsądniejsza strategia? Zaciśnięcie zębów i rozpoczęcie dyskusji z dzieckiem w wieku 12-15 lat gdy już będzie coś naprawdę rozumieć? I tak przecież do kościoła nie będzie uczęszczać bo u mnie się tego nie praktykuje.Spokojnie poczekaj. Mówiąc biblijnie - dziecko Cię poprowadzi. Samo znakomicie Ci pokaże co i kiedy zaczyna rozumieć, czym i kiedy zaczyna się interesować. Tylko mu nie przeszkadzaj. Żadne tam "siedź prosto i nie garb się". I łatwo nie będzie. Tłumaczenie co to jest śmierć 5-cio latkowi to niezła gimnastyka umysłowa, a w końcu może okazać się konieczna. Mój syn na religię w przedszkolu poszedł; prawdy przekazywane przez siostrę przyjmował sobie po swojemu, aż usłyszał, że zwierzęta nie myślą, nie mają duszy, zdychają itd. Wtedy mi powiedział, że siostra mówi nieprawdę, bo zwierzęta myślą. I na tym skończyła się kariera siostry jako autorytetu. Teraz zastanawia się, czy na pewno chce iść do komunii - bo może nie? Tyle trzeba wkuwać na pamięć, chodzić do kościoła, siostra do tego jakaś taka nie bardzo miła, zdobywana drogą wkucia wiedza nie bardzo praktyczna, a on lubi praktyczną. No to czekamy sobie z mężem, co będzie. Jakoś ewentualny ostracyzm grupy chyba go nie odstrasza. On ma tak. Inne dzieci inaczej. Trzeba za tym po prostu podążać. Co do tzw. prób - czyli łażenia po schodach w wieku półtora roku, samodzielnego zdobywania jedzenia i picia i skakania po drzewach - pozwolić, niezależnie od kosztów własnych. Pozdrawiam
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| | | |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) | > Spokojnie poczekaj.U mnie zawsze wszystko na spokojnie. > Mówiąc biblijnie - dziecko Cię poprowadzi. Samo znakomicie Ci pokaże co i kiedy zaczyna rozumieć, czym i kiedy zaczyna się interesować. Tylko mu nie przeszkadzaj. Żadne tam "siedź prosto i nie garb się". I łatwo nie będzie. Tłumaczenie co to jest śmierć 5-cio latkowi to niezła gimnastyka umysłowa, a w końcu może okazać się konieczna.Wszystko przede mną. Przeszkadzać nie zamierzam, a jak będzie się zobaczy ale z natury ze mnie optymista. > Mój syn na religię w przedszkolu poszedł; prawdy przekazywane przez siostrę przyjmował sobie po swojemu, aż usłyszał, że zwierzęta nie myślą, nie mają duszy, zdychają itd. Wtedy mi powiedział, że siostra mówi nieprawdę, bo zwierzęta myślą. I na tym skończyła się kariera siostry jako autorytetu. Teraz zastanawia się, czy na pewno chce iść do komunii - bo może nie? Tyle trzeba wkuwać na pamięć, chodzić do kościoła, siostra do tego jakaś taka nie bardzo miła, zdobywana drogą wkucia wiedza nie bardzo praktyczna, a on lubi praktyczną. No to czekamy sobie z mężem, co będzie. Jakoś ewentualny ostracyzm grupy chyba go nie odstrasza. On ma tak. Inne dzieci inaczej. Trzeba za tym po prostu podążać.Na razie jest za wcześnie żebym się przejmował. Teraz jest sukces jak pielucha cięższa  > Co do tzw. prób - czyli łażenia po schodach w wieku półtora roku, samodzielnego zdobywania jedzenia i picia i skakania po drzewach - pozwolić, niezależnie od kosztów własnych.Pewnie będzie to wypadkowa mojego i mamy podejścia. Pozdrawiam i plus za bardzo sympatycznego posta.
|
|
| | | | |  | | sukulent (2309 punktów) |
> U mnie zawsze wszystko na spokojnie.No to masz połowę sukcesu. Ten spokój jest rzeczą nieocenioną! > Pozdrawiam i plus za bardzo sympatycznego posta.Dziękuję i wzajemnie 
"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"  )
|
|
| |  | 3 na 3 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | >Właśnie to uważam za sensowną poradę, dzięki. > Nie czekam na opis jak wychować dziecko na ateistę. Najprawdopodobniej moja mała będzie chodziła na religię, bo jej mama jest wierząca a ja nie mam zamiaru wyobcowywać córki z grupy z powodu moich przekonań. Zastanawiam się raczej nad tym jak przedstawić dziecku inny od katolickiego punkt widzenia świata tak żeby co nieco z niego zrozumiało a jednocześnie nie próbowało chwalić się tym przed księdzem. Dlatego, że jest bez szans w takiej konfrontacji i jeśli trafi się akurat jakiś gburowaty klecha to może zrobić jej przykrość. A swoją drogą działa mi na nerwy fakt, że religia wepchała się już do przedszkoli. >
Słyszałem gdzieś takie przysłowie mądre: Dzieci nie stają się takimi jakimi chcielibyśmy aby były, tylko stają się takimi, jakimi jesteśmy my.
Inaczej mówiąc bądź dobrym przykładem dla swojego dziecka. Jeśli zobaczy że ojciec ateista jest uczciwy, dotrzymuje słowa, postępuje etycznie, a katolicy to w większości hipokryci, to naprawdę da mu to dużo do myślenia.
Wymądrzam się ale mój syn ma dopiero 2 lata i sam nie wiem co to będzie. Pozdrawiam, Adam
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Wymądrzam się ale mój syn ma dopiero 2 lata i sam nie wiem co to będzie.>Nie przejmuj się, Adamie, ja też nie byłem ojcem modelowym, ale nie o tym wątek... na szczęście  Pozdrawiam.
|
|
|  | Tomasz@niewierny (568 punktów) (zablokowany) | > Czytam z ciekawością ten wątek i dostrzegam sporo rad na temat: jak wychować dziecko na ateistę. Więc pytam po co?> Jest to dokładne powielanie błędów teistów, tylko z przegięciem w drugą stronę.> To, co tak krytykujemy na tym forum niektórzy chcą zastosować (w dobrej "wierze") wobec swojej pociechy.> Światopogląd dzieciak (jak dorośnie) i tak wybierze sobie sam, a naszą rolą będzie go przyjaźnie zaakceptować bez względu na to, czy nam pasuje czy nie.Nie zgadzam się z tym. Jeżeli istnieje (a według mnie tak jest) prawdopodobieństwo, że dziecko wychowane na dobrego katolika (protestanta, muzułmanina), będzie sklonne do popełnienia przestępstwa (np. zastrzelenia ginekologa, karykaturzysty, pisarza), to czy wychowanie go w duchu humanistycznym, racjonalistycznym i ateistycznym jest przegięciem? W takim wypadku, moim zdaniem, cel uświęca środki. A wychowanie najczęściej jest "rzeźbieniem klona". Często nieświadomym, ale tak jest - ewolucja wymusiła na dzieciach naśladowanie rodziców, jeżeli dodać do tego dziedziczenie genów - klon, tylko mądrzejszy  Pozdrowienia
|
|
| |  | 6 na 6 | Adamiak (36436 punktów) | > Jeżeli istnieje (a według mnie tak jest) prawdopodobieństwo, że dziecko wychowane na dobrego katolika (protestanta, muzułmanina), będzie sklonne do popełnienia przestępstwa...>Mam podobne zdanie, lecz sformułowałbym je ostrożniej: istnieje spore prawdopodobieństwo, że człowiek wychowany w jakiejś religii może mieć większe skłonności do konfliktów z prawem, niż ateista. > ...to czy wychowanie go w duchu humanistycznym, racjonalistycznym i ateistycznym jest przegięciem?Uważam za najlepsze wychowanie bez nacisków czy akcentów na żadną ideologię przy zapoznawaniu z jak najszerszym spektrum informacji o ich wielości i różnorodności. Powtarzanie przy tym, że kiedyś sam coś z tej palety wybierze wzmacnia relacje partnerskie o czym niżej. > W takim wypadku, moim zdaniem, cel uświęca środki.>Jeśli chcesz "wyrzeźbić" ateistę to tak, choć jestem przeciwnikiem takich metod. Ja piszę o wychowaniu człowieka z rozwiniętym poczuciem wolności, odpowiedzialności i niezależności, bez względu na ideologię... choć jest spore prawdopodobieństwo, iż będzie ateistą. > A wychowanie najczęściej jest "rzeźbieniem klona". Często nieświadomym, ale tak jest - ewolucja wymusiła na dzieciach naśladowanie rodziców, jeżeli dodać do tego dziedziczenie genów - klon, tylko mądrzejszy >Masz rację, ale nie do końca. Myślę, że zmiana postrzegania dziecka na postrzeganie jako małego człowieka wymusza na rodzicach inne, mniej autorytarne, protekcjonalne podejście do jego wychowania, wymuszając niejako na "delikwencie" samodzielne myślenie i odpowiedzialność. Daje dziecku poczucie partnerstwa, a nie bycia przedmiotem. Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | Adam Gilniewski (399 punktów) | > Nie bardzo wierzę w światłe, uniwersalne porady-klucze na temat wychowania dzieci, służące do tego, by uzyskać "dziecko modelowe".Ja również. > Czytam z ciekawością ten wątek i dostrzegam sporo rad na temat: jak wychować dziecko na ateistę. Więc pytam po co?Tu się nie zgodzę. Znalazłem tylko jedną wypowiedź, którą można by podciągnąć pod Twoją definicję. Reszta wypowiada się w bardzo stonowany sposób: "(...) warto by było zapoznać malucha z różnymi innymi religiami i pokazać, że każdy wierzy w co innego i należy to szanować." "Powiedziałam mu wtedy że początek świata był strasznie dawno, że ludzie starają się dowiedzieć jak to wszystko było, ale wiedzą o tym tylko najmądrzejsi naukowcy, a jak on urośnie to też może zostać takim naukowcem i się wszystkiego dowiedzieć.." > Jest to dokładne powielanie błędów teistów, tylko z przegięciem w drugą stronę.Nie pozwolić, żeby dziecko ze wszystkich stron było bombardowane Bogiem i Jezuskiem, to jeszcze nie "wychowanie na ateistę". Nikt (prawie  ) nie sugeruje, żeby powtarzać maluchowi: Boga niet! Boga niet!, co rzeczywiście byłoby analogią do propagandy religijnej. Zaoferować dziecku model świata, w którym nadnaturalne jest niepotrzebnym dodatkiem - jak najbardziej (mam oczywiście na myśli, żeby budować ten model bez Boga, nie przez jego zaprzeczenie). > To, co tak krytykujemy na tym forum niektórzy chcą zastosować (w dobrej "wierze") wobec swojej pociechy.Wiem, że ostatnio wiele osób na forum zwraca uwagę na (domniemany) dogmatyzm (niektórych) ateistów. Ty, jeśli dobrze rozumiem, rozciągasz krytykę z dogmatyzmu na jakąkolwiek pewność. Bez przesady! W końcu po to mamy życie, żeby sprawdzić prawdziwość naszych poglądów. Nie ma żadnej ujmy dla rozumu w przekonaniu, że Bóg nie istnieje. Tym bardziej nie ma potrzeby udawania przed własnym dzieckiem, jakoby szanse rozkładały się 50-50. Skoro nic nie przemawia za Bogiem a my o tym wiemy, wyrzućmy wreszcie to słowo ze słownika, ewentualnie używajmy go tylko dla wyjaśnienia dziwnych zachowań innych ludzi. > Światopogląd dzieciak (jak dorośnie) i tak wybierze sobie sam, a naszą rolą będzie go przyjaźnie zaakceptować bez względu na to, czy nam pasuje czy nie.(...)zostawić dziecku jak najwięcej wolności w wyborze swego widzenia świata.Pod pozostałą częścią Twojej wypowiedzi podpisuję się obiema rękami  .
[...] gdzie niewiedza jest rozkoszą, Szaleństwem jest być mądrym.
|
|
| |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | >>>Czytam z ciekawością ten wątek i dostrzegam sporo rad na temat: jak wychować dziecko na ateistę. Więc pytam po co? >Tu się nie zgodzę. Znalazłem tylko jedną wypowiedź, którą można by podciągnąć pod Twoją definicję.>
Znalazłem trzy, ale chodziło mi raczej o ogólny klimat wypowiedzi, być może przesadziłem zwrotem "sporo rad".
>>>Jest to dokładne powielanie błędów teistów, tylko z przegięciem w drugą stronę.>
>Nie pozwolić, żeby dziecko ze wszystkich stron było bombardowane Bogiem i Jezuskiem, to jeszcze nie "wychowanie na ateistę".>
Przecież wątek nie jest o konieczności ateizacji Polski tylko o sposobach wychowania dzieci w obliczu indoktrynacji katolickiej na co dzień (w przedszkolu, ale uogólniam).
>Zaoferować dziecku model świata, w którym nadnaturalne jest niepotrzebnym dodatkiem - jak najbardziej (mam oczywiście na myśli, żeby budować ten model bez Boga, nie przez jego zaprzeczenie).>
Ja proponuję zaoferować dziecku naukę myślenia i wyciągania wniosków, a nie modele jakiekolwiek. Model niech sobie samo wybierze.
>>>To, co tak krytykujemy na tym forum niektórzy chcą zastosować (w dobrej "wierze") wobec swojej pociechy.
>Wiem, że ostatnio wiele osób na forum zwraca uwagę na (domniemany) dogmatyzm (niektórych) ateistów.>
Owszem, dostrzegam takowy dogmatyzm.
>Ty, jeśli dobrze rozumiem, rozciągasz krytykę z dogmatyzmu na jakąkolwiek pewność. Bez przesady! W końcu po to mamy życie, żeby sprawdzić prawdziwość naszych poglądów.>
Więc czemu chcesz tego sprawdzania dzieciom zabronić?
>Nie ma żadnej ujmy dla rozumu w przekonaniu, że Bóg nie istnieje. Tym bardziej nie ma potrzeby udawania przed własnym dzieckiem, jakoby szanse rozkładały się 50-50. Skoro nic nie przemawia za Bogiem a my o tym wiemy, wyrzućmy wreszcie to słowo ze słownika, ewentualnie używajmy go tylko dla wyjaśnienia dziwnych zachowań innych ludzi. >
A kawałek wyżej "ktoś" pisał o (domniemanym) dogmatyzmie zarzucając mi, że dostrzegając (niedomniemany) dogmatyzm mam zwidy... czy to nie Ty pisałeś?
Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | Adam Gilniewski (399 punktów) | > Przecież wątek nie jest o konieczności ateizacji Polski tylko o sposobach wychowania dzieci w obliczu indoktrynacji katolickiej na co dzień (w przedszkolu, ale uogólniam).Zgadzam się. Wydawało mi się, że odpór wspomnianej indoktrynacji traktujesz jako indoktrynację przeciwną. > >Zaoferować dziecku model świata, w którym nadnaturalne jest niepotrzebnym dodatkiem - jak najbardziej (mam oczywiście na myśli, żeby budować ten model bez Boga, nie przez jego zaprzeczenie).> Ja proponuję zaoferować dziecku naukę myślenia i wyciągania wniosków,Trudno się nie zgodzić. > a nie modele jakiekolwiek. Model niech sobie samo wybierze.Jeżeli uogólnisz moją wypowiedź na "jakiekolwiek modele", to faktycznie brzmi ona niezbyt ciekawie  . Może rozwinę: Sam po sobie stwierdzam, że katolicki światopogląd i bzdury głoszone z ambon mogą wyrządzić szkodę w rozwijającym się umyśle. Do tej pory wielu naleciałości nie udało mi się wykorzenić a mam już za sobą parę ładnych lat ateo-praktyki  . Wolałbym, żeby moje dzieci startowały w życiu z handicapem, który dla nich wypracowałem a nie, żeby musiały, tak jak ja, zaczynać budowanie światopoglądu od wyrzucania śmieci. Masz rację sugerując, że myślący człowiek wcześniej czy później odrzuci fałszywe treści. Też tak sądzę, z tym że nie widzę potrzeby wystawiania dzieci na ich wpływ. > >Ty, jeśli dobrze rozumiem, rozciągasz krytykę z dogmatyzmu na jakąkolwiek pewność. Bez przesady! W końcu po to mamy życie, żeby sprawdzić prawdziwość naszych poglądów.> Więc czemu chcesz tego sprawdzania dzieciom zabronić?Ależ nie chcę! Nie widzę też, w jaki sposób wyciągnąłeś taki wniosek z mojej wypowiedzi. Optuję jedynie za tym, żeby nie bać się własnych poglądów i przekazywać je dzieciom. > >Nie ma żadnej ujmy dla rozumu w przekonaniu, że Bóg nie istnieje. Tym bardziej nie ma potrzeby udawania przed własnym dzieckiem, jakoby szanse rozkładały się 50-50. Skoro nic nie przemawia za Bogiem a my o tym wiemy, wyrzućmy wreszcie to słowo ze słownika, ewentualnie używajmy go tylko dla wyjaśnienia dziwnych zachowań innych ludzi.> A kawałek wyżej "ktoś" pisał o (domniemanym) dogmatyzmie zarzucając mi, że dostrzegając (niedomniemany) dogmatyzm mam zwidy... czy to nie Ty pisałeś?> Pozdrawiam.Uważasz moją wypowiedź za przejaw dogmatyzmu?  Przecież nie namawiam do zaprzeczania istnienia Boga, bo tak. Jeśli tylko jego istnienie byłoby hipotezą wartą rozważenia - należałoby przekazywać dzieciom dwie możliwości do wyboru. Idąc Twoim tokiem myślenia, nie możemy przypisywać swoim wnioskom, nabytym w drodze myślenia sceptycznego, większej wagi/prawdopodobieństwa niż dogmatom religii, bo to równałoby się popadnięciu w dogmatyzm, tak?  Druga sprawa: pisząc o krytyce ateo-dogmatyzmu na forum nie miałem na myśli Ciebie, nie sugerowałem też, że jest ona bezzasadna. "Zarzucanie zwidów" niestety dorobiłeś sobie sam, przy braku jakichkolwiek przesłanek. Moje słowa: "Wiem, że ostatnio wiele osób na forum zwraca uwagę na (domniemany) dogmatyzm (niektórych) ateistów." należy odczytywać dosłownie.
[...] gdzie niewiedza jest rozkoszą, Szaleństwem jest być mądrym.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | > Masz rację sugerując, że myślący człowiek wcześniej czy później odrzuci fałszywe treści. Też tak sądzę, z tym że nie widzę potrzeby wystawiania dzieci na ich wpływ.>Mam inne zdanie. Lepiej jest dziecku pokazać brzytwę i poinformować, że jest ostra, niż wmawiać, że brzytwy nie ma. Zalecam tak robić dopóty, dopóki wszystkie brzytwy nie znajdą się w muzeum. Czy zacznie jej używać i jak - to już zostawić zainteresowanemu. Za Wiki: > "Uczenie się to jedno z podstawowych funkcji umysłu polegające na zdobywaniu wiedzy i w efekcie informacji [...] uczenie więc jest procesem nabywania doświadczeń wyrażające się modyfikacją zachowania.">Więc logicznym jest, że im więcej informacji tym większa możliwość optymalnej modyfikacji zachowań. Optymalnej dla każdego osobnika, co nie znaczy zunifikowanej. > Optuję jedynie za tym, żeby nie bać się własnych poglądów i przekazywać je dzieciom.>Jestem za. > Uważasz moją wypowiedź za przejaw dogmatyzmu? Przecież nie namawiam do zaprzeczania istnienia Boga, bo tak.>Jesteś za wyrzuceniem ze słownika słowa "bóg" oraz za zatajaniem informacji o wierze/wiarach - patrz drugie zdanie od góry oraz: > Skoro nic nie przemawia za Bogiem a my o tym wiemy, wyrzućmy wreszcie to słowo ze słownika...>"Niesłuszne" książki już kiedyś palono. > Idąc Twoim tokiem myślenia, nie możemy przypisywać swoim wnioskom, nabytym w drodze myślenia sceptycznego, większej wagi/prawdopodobieństwa niż dogmatom religii, bo to równałoby się popadnięciu w dogmatyzm, tak? >Nie całkiem tak. Piszę o dostarczaniu możliwie największego spektrum informacji, czyli naszego poglądu- jako ich elementu- również, ale bez akcentowania, że nasz, to ten jedynie prawdziwy. > Druga sprawa: pisząc o krytyce ateo-dogmatyzmu na forum nie miałem na myśli Ciebie, nie sugerowałem też, że jest ona bezzasadna. "Zarzucanie zwidów" niestety dorobiłeś sobie sam, przy braku jakichkolwiek przesłanek.>Jeśli tak, to zwracam honor  > Moje słowa: "Wiem, że ostatnio wiele osób na forum zwraca uwagę na (domniemany) dogmatyzm (niektórych) ateistów." należy odczytywać dosłownie.>Więc ja widzę taki właśnie, całkiem niedomniemany dogmatyzm
|
|
| | | | |  | | Adam Gilniewski (399 punktów) | > Lepiej jest dziecku pokazać brzytwę i poinformować, że jest ostra, niż wmawiać, że brzytwy nie ma.Albo mnie oczy mylą, albo wpadłeś w pułapkę własnej argumentacji  . Zgodnie z Twoim rozumowaniem: skoro religia/Bóg jest jak brzytwa, powinniśmy informować dzieci, że może jest ostra, a może nie jest. Co więcej, należy zachęcać dziecko, żeby samo wypróbowało oba warianty, mimo że z doświadczenia wiemy, który jest prawdziwy a nawet nosimy jeszcze blizny po owej brzytwie... Oczywiście porównanie religii do brzytwy (w moim wykonaniu) nie dowodzi jeszcze słuszności tego, co wcześniej napisałem. Niemniej coś jest na rzeczy, prawda? Może lepiej zaufać naszym poglądom i przekazać je dziecku? Posłużę się analogią do matematyki: Jeżeli uczeń musiałby najpierw wyprowadzać dowód dla każdego twierdzenia, które próbuje przyswoić, byłaby to niewątpliwie strata czasu. Całe szczęście może on z dużą dozą pewności założyć, że treści pochodzące od nauczyciela/ z książki były już wcześniej sprawdzane i korzystać z tego dorobku. Oczywiście powinien być gotów zrewidować swoją wiedzę, jeśli któreś twierdzenie daje sprzeczne wyniki. > Zalecam tak robić dopóty, dopóki wszystkie brzytwy nie znajdą się w muzeum.> Czy zacznie jej używać i jak - to już zostawić zainteresowanemu.Zważając na to, jak przyjemna jest idea "brzytwy" dla jej wyznawcy, długo jeszcze będziemy widzieli wokół siebie "okaleczonych". > Więc logicznym jest, że im więcej informacji tym większa możliwość optymalnej modyfikacji zachowań.> Optymalnej dla każdego osobnika, co nie znaczy zunifikowanej.Tak, chociaż niektóre informacje mają ujemną wartość a modyfikacja zachowań może być nie tyle optymalna, co wypadkową. > Jesteś za wyrzuceniem ze słownika słowa "bóg"W kontekście odpowiedzi na dziecięce pytania - tak. > oraz za zatajaniem informacji o wierze/wiarach - patrz drugie zdanie od góry oraz:Wybacz, ale tego już nie potrafię się doszukać - pomożesz?  > >Skoro nic nie przemawia za Bogiem a my o tym wiemy, wyrzućmy wreszcie to słowo ze słownika...>"Niesłuszne" książki już kiedyś palono.Ech... Mam nadzieję, że większość czytelników odbiera moje wypowiedzi inaczej, niż Ty. Fakt - często brakuje mi zdolności językowych, żeby wyrazić swoje myśli. Czasami wychodzą z tego zbitki, pod którymi nigdy bym się nie podpisał  . Uściślijmy: Nie jestem zwolennikiem odcięcia dziecku informacji dot. religii. Jak najbardziej, należy o niej mówić, ale jako o wyjaśnieniu dziwnych zachowań niektórych ludzi, nie formie alternatywnego światopoglądu. Uważam też, że nie powinniśmy pozwalać na nasycanie naszego dziecka Bogiem tylko po to, żeby później podziwiać jak się z tego otrząsa. Wydajesz się, świadomie lub nie, robić z popularności wiary argument na jej korzyść. Moim zdaniem zamiast przedstawiać dziecku każdą, nawet najmniej prawdopodobną teorię (bo przecież nigdy nie mamy stuprocentowej pewności  ) dotyczącą świata - przedstawmy mu własną. Czym innym jest nauczenie dziecka, że nawet my możemy się mylić, czym innym zaznaczanie naszej niepewności przy każdej okazji. > Piszę o dostarczaniu możliwie największego spektrum informacji, czyli naszego poglądu- jako ich elementu- również, ale bez akcentowania, że nasz, to ten jedynie prawdziwy.Skłaniam się ku temu, że kiedy mówisz dziecku w tym wieku, jaki jest Twój pogląd - automatycznie głosisz "dogmat". Nie da się "nie akcentować" czegoś, kiedy jesteś bogiem  . > >Moje słowa: "Wiem, że ostatnio wiele osób na forum zwraca uwagę na (domniemany) dogmatyzm (niektórych) ateistów." należy odczytywać dosłownie.>Więc ja widzę taki właśnie, całkiem niedomniemany dogmatyzm Też dostrzegam pewne przejawy. Pozdrawiam  .
[...] gdzie niewiedza jest rozkoszą, Szaleństwem jest być mądrym.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > >Lepiej jest dziecku pokazać brzytwę i poinformować, że jest ostra, niż wmawiać, że brzytwy nie ma.> Albo mnie oczy mylą, albo wpadłeś w pułapkę własnej argumentacji . Zgodnie z Twoim rozumowaniem: skoro religia/Bóg jest jak brzytwa, powinniśmy informować dzieci, że może jest ostra, a może nie jest .>Nie piszę, że nie jest ostra. Zmieniłeś sens moich słów - należy powiedzieć, iż jest to narzędzie potencjalnie niebezpieczne. > Co więcej, należy zachęcać dziecko, żeby samo wypróbowało oba warianty , mimo że z doświadczenia wiemy, który jest prawdziwy a nawet nosimy jeszcze blizny po owej brzytwie...>To jest Twoja propozycja, ja piszę, że należy informować o wariantach, a nie je testować. > Oczywiście porównanie religii do brzytwy (w moim wykonaniu) nie dowodzi jeszcze słuszności tego, co wcześniej napisałem. Niemniej coś jest na rzeczy, prawdaOwszem, jest, ale w Twojej, zmodyfikowanej wersji  > Może lepiej zaufać naszym poglądom i przekazać je dzieckuA czy ja piszę, że nie? > Posłużę się analogią do matematyki:> Jeżeli uczeń musiałby najpierw wyprowadzać dowód dla każdego twierdzenia, które próbuje przyswoić...>Nie czujesz, że przeginasz? > >Zalecam tak robić dopóty, dopóki wszystkie brzytwy nie znajdą się w muzeum.> >Czy zacznie jej używać i jak - to już zostawić zainteresowanemu.> Zważając na to, jak przyjemna jest idea "brzytwy" dla jej wyznawcy, długo jeszcze będziemy widzieli wokół siebie "okaleczonych".>Twierdzisz, że wyznawcy udają przyjemność, czy chcesz zabronić przyjemności "niesłusznej" wg Ciebie? A receptą na natychmiastową racjonalizację świata ma być niewymawianie słowa "bóg"? > >Więc logicznym jest, że im więcej informacji tym większa możliwość optymalnej modyfikacji zachowań.> >Optymalnej dla każdego osobnika, co nie znaczy zunifikowanej.> Tak, chociaż niektóre informacje mają ujemną wartość a modyfikacja zachowań może być nie tyle optymalna, co wypadkową.>Jako zwolennik teorii o genetycznym egoizmie człowieka myślę, że każdy- kierując się zasadą własnej korzyści- wybiera optymalną dla siebie wersję. Wypadkową może być dla obserwatora. > >Jesteś za wyrzuceniem ze słownika słowa "bóg"> W kontekście odpowiedzi na dziecięce pytania - tak.>Ja wprost przeciwnie. > >oraz za zatajaniem informacji o wierze/wiarach - patrz drugie zdanie od góry oraz:> Wybacz, ale tego już nie potrafię się doszukać - pomożesz? >Jasne, chodzi o Twoje zdanie: > Też tak sądzę, z tym że nie widzę potrzeby wystawiania dzieci na ich wpływ.>> >>Skoro nic nie przemawia za Bogiem a my o tym wiemy, wyrzućmy wreszcie to słowo ze słownika...>"Niesłuszne" książki już kiedyś palono.> Ech... Mam nadzieję, że większość czytelników odbiera moje wypowiedzi inaczej, niż Ty. Fakt - często brakuje mi zdolności językowych, żeby wyrazić swoje myśli. Czasami wychodzą z tego zbitki, pod którymi nigdy bym się nie podpisał .>Ja też tak miewam  > Uściślijmy:> Nie jestem zwolennikiem odcięcia dziecku informacji dot. religii. Jak najbardziej, należy o niej mówić, ale jako o wyjaśnieniu dziwnych zachowań niektórych ludzi, nie formie alternatywnego światopoglądu.>Uważam, że jest to alternatywny światopogląd , więc błędem/kłamstwem jest tego nie mówić. > Uważam też, że nie powinniśmy pozwalać na nasycanie naszego dziecka Bogiem tylko po to, żeby później podziwiać jak się z tego otrząsa.>A może nie będzie chciało się otrząsnąć...? I co wtedy?- zabić, jak proponuje (choć mało poważnie) "belvedere"? Masz receptę na szczęśliwość w ateizmie i jesteś takiej szczęśliwości na 100% pewny?I chcesz nakazać swemu dziecku być szczęśliwym wg Twojego wzoru Właśnie takie pomysły na cudze "szczęście" uważam za indoktrynację. Bo indoktrynacja to nie tylko domena teistów, jeśli pamiętasz inne czasy. A "Twoje" dziecko nie jest Twoją własnością i ma prawo do szczęścia jakie samo sobie wybierze. > Czym innym jest nauczenie dziecka, że nawet my możemy się mylić, czym innym zaznaczanie naszej niepewności przy każdej okazji.>Piszę o traktowaniu dziecka jak partnera - trzeba mówić jakie mamy poglądy, ale nie mówić, że inne są mniej warte, jak podrośnie niech samo wybierze. > >...ja widzę taki właśnie, całkiem niedomniemany dogmatyzm > Też dostrzegam pewne przejawy. >Więc nie okulary nam potrzebne, tylko tolerancja  Pozdrawiam  . Również pozdrawiam  .
|
|
| | | | | | |  | | Adam Gilniewski (399 punktów) | > Nie piszę, że nie jest ostra.W takim razie, skoro chcesz "poinformować, że jest ostra" a o przeciwnej opcji nie wspominasz, czy nie zaprzecza to Twoim wcześniejszym sugestiom "możliwie największego spektrum informacji"? > Zmieniłeś sens moich słów - należy powiedzieć, iż jest to narzędzie potencjalnie niebezpieczne.Raczej sama analogia do brzytwy nie oddaje dobrze sensu, na którym Ci zależało. > >Co więcej, należy zachęcać dziecko, żeby samo wypróbowało oba warianty , mimo że z doświadczenia wiemy, który jest prawdziwy a nawet nosimy jeszcze blizny po owej brzytwie...> To jest Twoja propozycja, ja piszę, że należy informować o wariantach, a nie je testować.Mówimy o dwóch wzajemnie wykluczających się wariantach światopoglądu. Ty, jeżeli dobrze rozumiem, jesteś za tym żeby żadnego nie akcentować. Jak w takim razie dziecko ma dokonać wyboru? Testy są w tym wypadku logicznym następstwem. > >Może lepiej zaufać naszym poglądom i przekazać je dziecku> A czy ja piszę, że nie?Wyraziłem się mało precyzyjnie  . Przez przekazywanie naszych poglądów dziecku rozumiem akcentowanie jednego z wariantów (bo inaczej się nie da). Piszesz: "(...)rolą rodziców jest dostarczać dziecku jak najwięcej maksymalnie zróżnicowanych wiadomości" a później "bez akcentowania, że nasz, to ten jedynie prawdziwy". To nierealne. Dziecko, w wieku kiedy zaczyna zadawać pytania o stworzenie świata, jest genetycznie uwarunkowane do przyjmowania słów rodziców za pewnik. Ewolucja dawno wyeliminowała dzieci, które "kwestionowały" nauki rodziców. > >Posłużę się analogią do matematyki:> >Jeżeli uczeń musiałby najpierw wyprowadzać dowód dla każdego twierdzenia, które próbuje przyswoić...> Nie czujesz, że przeginasz?Czym? W ilości użytych analogii mamy remis  . > >>Zalecam tak robić dopóty, dopóki wszystkie brzytwy nie znajdą się w muzeum.> >>Czy zacznie jej używać i jak - to już zostawić zainteresowanemu.> >Zważając na to, jak przyjemna jest idea "brzytwy" dla jej wyznawcy, długo jeszcze będziemy widzieli wokół siebie "okaleczonych".> Twierdzisz, że wyznawcy udają przyjemność, czy chcesz zabronić przyjemności "niesłusznej" wg Ciebie?Twierdzę, że religia oferuje komfort, w zamian za który płaci się w najlepszym wypadku upośledzeniem myślenia. Ten komfort jest bardzo kuszący i świetnie rozreklamowany - Twój "zainteresowany" nie będzie miał łatwego wyboru. > A receptą na natychmiastową racjonalizację świata ma być niewymawianie słowa "bóg"?Na jakiej podstawie wybierasz, w którym miejscu piszę dosłownie a w którym używam przenośni? Zgadujesz?  > Jako zwolennik teorii o genetycznym egoizmie człowieka myślę, że każdy- kierując się zasadą własnej korzyści- wybiera optymalną dla siebie wersję.Mógłbyś mi przybliżyć tą teorię, tak pokrótce? Ma ciekawe implikacje  . Rozwiń też, proszę, co rozumiesz pod pojęciem optymalności w tym kontekście? > >>oraz za zatajaniem informacji o wierze/wiarach - patrz drugie zdanie od góry oraz:> >Wybacz, ale tego już nie potrafię się doszukać - pomożesz?  > Jasne, chodzi o Twoje zdanie:> >Też tak sądzę, z tym że nie widzę potrzeby wystawiania dzieci na ich wpływ." fałszywe treści. Też tak sądzę, z tym że nie widzę potrzeby wystawiania dzieci na ich wpływ." - na tej podstawie wnioskujesz, że chcę zatajać informacje o wierze?! > >Nie jestem zwolennikiem odcięcia dziecku informacji dot. religii. Jak najbardziej, należy o niej mówić, ale jako o wyjaśnieniu dziwnych zachowań niektórych ludzi, nie formie alternatywnego światopoglądu.> Uważam, że jest to alternatywny światopogląd , więc błędem/kłamstwem jest tego nie mówić.Przecież nie spieramy się (przynajmniej ja  ) o to, czy mówić o religii a jak o niej mówić. Czy uważasz, że wszystkie światopoglądy są jednakowo prawdopodobne? > >Uważam też, że nie powinniśmy pozwalać na nasycanie naszego dziecka Bogiem tylko po to, żeby później podziwiać jak się z tego otrząsa.> A może nie będzie chciało się otrząsnąć...?Wybiórczo atakujesz fragmenty wypowiedzi, zamiast całości! (czepiasz się słówek wyrwanych z kontekstu!) Mimo to Ci odpowiem  . Wielu inteligentnych przedstawicieli naszego gatunku daje się uwieść religii. Pytanie tylko, czy przez to religię uważasz za jakąś szczególną wartość? Dla mnie plasuje się ona w kategoriach błędów poznawczych. Rozprzestrzenia się, bo ludzie chcą wierzyć. Nie zamierzam przedstawiać dziecku opium jako alternatywy dla trzeźwego życia, tylko dlatego że wiele osób je zażywa lub że subiektywnie mogłoby stać się drogą do "optymalnej modyfikacji zachowań". > I co wtedy?- zabić, jak proponuje (choć mało poważnie) "belvedere"?Bez logicznego związku + ad personam. > Masz receptę na szczęśliwość w ateizmie i jesteś takiej szczęśliwości na 100% pewny?I chcesz nakazać swemu dziecku być szczęśliwym wg Twojego wzoruNikt nic nikomu nie nakazuje  . Sedno tematu to: "Co mu [dziecku] odpowiadać jak przychodzi i mówi, że świat stworzył bóg". Tego się trzymajmy. > Właśnie takie pomysły na cudze "szczęście" uważam za indoktrynację.Zupełnie niezgodnie z oficjalnym znaczeniem tego słowa. > Bo indoktrynacja to nie tylko domena teistów, jeśli pamiętasz inne czasy.Nie muszę pamiętać, żeby wiedzieć. Ad personam?> Piszę o traktowaniu dziecka jak partnera - trzeba mówić jakie mamy poglądy, ale nie mówić, że inne są mniej warte, jak podrośnie niech samo wybierze.Dziecko w wieku przedszkolnym nie może być partnerem dyskusji. Vide wspomniany przeze mnie wcześniej mechanizm ewolucyjny.
[...] gdzie niewiedza jest rozkoszą, Szaleństwem jest być mądrym.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | Cóż, uważam, że i tak przekraczam "normę" w długości tekstów. Nie przepadam za czytaniem przydługich wywodów, ale i pisać takich nie lubię, a lubię robić to, co chcę. Gdzieś czytałem, że jeśli czegoś nie da się wytłumaczyć w kilku zdaniach to nie da się wytłumaczyć wcale. Pewnie z powodu niedoskonałości komunikacji, bo innych domysłów nie będę przytaczał, ale mój dyskomfort przestał się bilansować z chęcią przekonania do swoich "racji".  Napiszę tylko, że uważam, iż najlepszą metodą wychowawczą jest pomóc dziecku w dochodzeniu do poglądów, które uzna za własne (więc optymalne osobniczo)...poprzez pomoc w zdobywaniu jak największej ilości informacji z możliwie najszerszego ich spektrum. Przy czym można dyskutować o właściwościach wybranej opcji lecz nie o jej przydatności dla "wyborcy"... tak, jak gust nie podlegającej dyskusji. > >>Jako zwolennik teorii o genetycznym egoizmie człowieka myślę, że każdy- kierując się zasadą własnej korzyści- wybiera optymalną dla siebie wersję.> Mógłbyś mi przybliżyć tą teorię, tak pokrótce? Ma ciekawe implikacje.Taką hipotezę utworzyłem sobie kilkanaście lat temu jako wytłumaczenie swoich (oraz obserwowanych u innych ludzi), pozornie (wg mnie) altruistycznych, zachowań. Według tej hipotezy większość (jeśli nie wszystkie z wyłączeniem patologii) działań ludzkich ma podłoże stricte egoistyczne. Potwierdzenie moich przypuszczeń znalazłem niedawno, między innymi tutaj 14.pl/socjobiologia> Rozwiń też, proszę, co rozumiesz pod pojęciem optymalności w tym kontekście?Możesz to zdanie: "każdy- kierując się zasadą własnej korzyści- wybiera optymalną dla siebie wersję" rozumieć dosłownie. Optymalną, czyli najkorzystniejszą w osobniczym rozumieniu korzyści (tutaj) emocjonalnych w kontekście egoizmu genetycznego. > Dziecko w wieku przedszkolnym nie może być partnerem dyskusji.Uważam, że wręcz przeciwnie - uzasadniłem swój pogląd, skrótowo, gdzieś powyżej w tym wątku. P.S. Do moderatora: co podgląd chce od mojej "osobniczo ści"?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adam Gilniewski (399 punktów) | Żeby nie przekraczać normy przydługich tekstów napiszę Ci tylko, że zgadzam się z Twoim podejściem  , może różni nas kilka niuansów. Przeczytałem sobie jeszcze raz post, od którego się zaczęło i wygląda na to, że chciałem podyskutować dla samej dyskusji a podstaw do sporu wcale nie było. Zabawne, jak można rozciągać własne argumenty, byle tylko dało się je ustawić w opozycji do wybranego adwersarza. Dziękuję za sparing  i pozdrawiam!
[...] gdzie niewiedza jest rozkoszą, Szaleństwem jest być mądrym.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Żeby nie przekraczać normy przydługich tekstów napiszę Ci tylko, że zgadzam się z Twoim podejściem , może różni nas kilka niuansów. >Dziękuję za miłą rozmowę i polecam się na przyszłość, o ile ta "przyszłość" nie przekroczy mojej erudycji oraz... 6 tys. znaków  Pozdrawiam.
|
|
|  | 2 na 2 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | >Światopogląd dzieciak (jak dorośnie) i tak wybierze sobie sam, a naszą rolą będzie go przyjaźnie zaakceptować bez względu na to, czy nam pasuje czy nie. >Błędem jest, że większość rodziców rozpaczliwie stara się zrobić z dziecka coś na swój obraz i podobieństwo.
Mylisz się. Jeśli teiści dobiorą się do umysłu dziecka, gdy ma te cztery lata, to ono już należy do nich praktycznie. Wiem o tym, bo sam byłem tak wychowywany i do dzisiaj ogarnia mnie przerażenie, gdy uświadomię sobie poziom swojego własnego fanatyzm, gdy miałem tak powiedzmy między szóstym a trzynastym rokiem życia. Potem zacząłem się bardzo wolno racjonalizować własnymi siłami, trwało to kilka lat zanim mogłem przed samym sobą powiedzieć: "Kościół się myli, żadnego Boga nie ma, a empiryzm jest najlepszym sposobem poznawania świata". Swojemu dziecku za wszelką cenę chciałbym oszczędzić: 1) Strachu przed "Bozią", który się gniewa na mnie gdy zrobię coś nie tak 2) Zażenowania podczas spowiedzi 3) Wyrzutów sumienia, gdy wstyd podczas powyższego wygrał z poczuciem religijnego obowiążku i nie wyznałem jakiegoś grzechu. A wtedy, jak mi mówiono obraziłem wtedy naprawdę niesamowicie Boga. 4) Wstrętu przed własną cielesnością 5) Strachu przed związkami ("Jesteście jeszcze za mali, aby interesować się płcią przeciwną, a w waszym wieku całowanie się jest grzechem ciężkim"). 6) Specyficznego "dwójmyślenia" - zawsze byłem dzieckiem dość ciekawym świata i w gruncie rzeczy teoria ewolucji wydawała mi się bardziej pociągająca od opowiastki z "Genesis" jednak oficjalnie musiałem ją odrzucić - tak silna była religijna indoktrynacja w mojej szkole.
I co najważniejsze: Nie wszystkim się udało wyzwolić z tego warunkowania. Parę osób, tak jak ja nauczyło się myśleć samodzielnie. Inni odrzucili religię częściowo - tzn. żyją po swojemu (np. jeśli idzie o seks przed ślubem i antykoncepcję) jednak nie wyobrażają sobie sytuacji, w której nie nazwaliby siebie katolikami. To takie poczucie własnej tożsamości zaszczepione w dzieciństwie, którego odrzucenie wprowadziłoby za dużo niepewności do ich życia. Znam też parę osób, które w dorosłym życiu wciąż cechują się infantylną wiarą...
>Powodem jest chyba przekonanie o "jedynej słuszności" swojego modelu wraz ze swoistym brakiem zaufania w zdolności wyboru innego człowieka- jakim jest dziecko- tylko dlatego, że jest to człowiek mały.
Bo mały człowiek przyjmuje bezkrytycznie wszystko co mu się mówi, o ile mówi się to odpowiednio długo, często i z powagą w głosie. Ty idziesz do pracy, zostawiasz dziecko w przedszkolu, a nim się obejrzysz zostanie mu wgrane do umysłu "oprogramowanie" blokujące możliwość samodzielnego, racjonalnego myślenia. Tu nie chodzi o "produkcję małych ateistów" ale uczenie swoich pociech krytycznego myślenia. Religia zwykle zabija tę umiejętność.
|
|
| |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >>>Światopogląd dzieciak (jak dorośnie) i tak wybierze sobie sam, a naszą rolą będzie go przyjaźnie zaakceptować bez względu na to, czy nam pasuje czy nie. >>>Błędem jest, że większość rodziców rozpaczliwie stara się zrobić z dziecka coś na swój obraz i podobieństwo.
>Mylisz się.
Nie twierdzę, że mam monopol na wiedzę.
>Jeśli teiści dobiorą się do umysłu dziecka, gdy ma te cztery lata, to ono już należy do nich praktycznie. >
Więc jesteś teistą?
>Nie wszystkim się udało wyzwolić z tego warunkowania. >
A Tobie?
>Parę osób, tak jak ja nauczyło się myśleć samodzielnie. >
Więc jednak. Czy nie lepsze jest samodzielne dojście do jakichś wniosków, niż indoktrynacja w drugą stronę? Jedna indoktrynacja już Ci się przejadła, teraz chcesz fundować inną, jedynie słuszną?
>Tu nie chodzi o "produkcję małych ateistów" ale uczenie swoich pociech krytycznego myślenia. >
Zgadzam się całkowicie, lecz krytyczne myślenie zakłada możliwość wyboru między jakimiś opcjami na podstawie różnych informacji, a nie automatyczną i przymusową czyli bezkrytyczną zamianę jednej opcji na drugą.
|
|
| | |  | 2 na 2 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > Więc jesteś teistą?Skąd ten pomysł? Zwyczajnie jak mówi powiedzenie: "Dajcie mi pięciolatka a zrobię z niego kogo zechcę". Wierzący szczególnie upodobali sobie tę zasadę, bez względu na to czy rodzice owego dziecka sobie tego życzą, czy też nie. Zauważ, że indoktrynacja w szkołach jest przeprowadzana podstępnie - często nie wystarczy nie posyłać dziecka na religię. Swoją porcję indoktrynacji otrzyma na wychowaniu do życia w rodzinie, etyce czy nawet historii lub biologii - wystarczy, że nauczyciel będzie czuł nie tylko powołanie do pedagogiki, ale również chrystianizacji, co niestety się jednak zdarza dość często... > Czy nie lepsze jest samodzielne dojście do jakichś wniosków, niż indoktrynacja w drugą stronę?A kto mówi o indoktrynacji w drugą stronę? Jest wyraźna różnica między dbaniem o intelektualny rozwój dziecka, a indoktrynacją. Edukując swoją pociechę opierasz się na jakichś dowodach, przynajmniej w teorii gdy dziecko zapyta "dlaczego?" powinieneś być w stanie udzielić mu jakiejś odpowiedzi. Ty przynajmniej masz taką odpowiedź w zanadrzu, gdyż ona istnieje. Oczywiście nie od razu dziecko zrozumie pewne rzeczy... Najważniejsze by wpoić mu krytycyzm w podejściu do rzeczywistości i informacji, z którymi ma do czynienia. Religia działa inaczej. Nie tylko nie uczy krytycyzmu, ale jeszcze paraliżuje działania podejmowane przez rodziców. Przykład? Katechetka: Świat i ludzie zostali stworzeni przez Boga Dziecko: Skąd to pani katechetka wie? K: (ze zdziwieniem) Jak to skąd? W Biblii tak pisze? D: No dobrze, ale jak możemy być pewni, że to prawda? K: No jak to jak? Przecież biblia to słowo boże, nie może być nieprawdziwe D: No dobrze, ale skąd można wiedzieć, że to faktycznie słowo Boga, a nie dzieło jakiegoś człowieka, przecież ktoś ją napisał? K: Oj, niewierny Tomasz z Ciebie. Niech klasa popatrzy, tak wygląda człowiek, któremu brakuje cnoty wiary. Oczywiście sytuacja wymyślona na poczekaniu. Chodzi mi tylko o to, że religia gloryfikuje bezrefleksyjne przyjmowanie pewnych zasad, traktuje to jako cnotę, a krytycyzm i próbę negacji uważa za słabość. Możesz jako rodzic starać się z całych sił wyrobić krytyczne podejście u dziecka, ale co to da, skoro z drugiej strony (gdy Ty siedzisz w pracy) twoje wysiłki są paraliżowane przez katolicką szkolną klikę, która pragnie chrystianizacji wszystkich dzieci, nawet tych, których rodzice sobie tego nie życzą? > Jedna indoktrynacja już Ci się przejadła, teraz chcesz fundować inną, jedynie słuszną?Jaką indoktrynację? I na pewno słuszniej jest dziecku tłumaczyć jak świat powstał wedle naukowych dowodów, niż przedstawiać mu starożytne opowieści jako historyczną prawdę. Mówisz tak, jakby to były dwie równoważne wersje. Tyle tylko, że nie są. Po stronie nauki stoją wzajemnie, wielokrotnie się potwierdzające dowody. Po stronie religii ślepa wiara i starożytne teksty... To już nie jest "indoktrynacja tylko w drugą stronę", tylko troska o to, żeby potomek nie stał się ignorantem. > >Tu nie chodzi o "produkcję małych ateistów" ale uczenie swoich pociech krytycznego myślenia. >Zgadzam się całkowicie, lecz krytyczne myślenie zakłada możliwość wyboru między jakimiś opcjami na podstawie różnych informacji, a nie automatyczną i przymusową czyli bezkrytyczną zamianę jednej opcji na drugą.Tyle tylko, że religia twojemu dziecku nie zapewni. Z powagą w głosie, wielokrotnie powtórzy się mu, że tylko święte księgi i dogmaty mówią prawdę, a wszyscy inni się mylą. Wiedza katechetów o innych religiach jest zatrważająco niska - jeśli katechetka w mojej podstawówce nie była w stanie rozróżnić hinduizmu od buddyzmu (pewnie dla niej to i tak wszystko heretycy  ) to ja już nie mam komentarza... Oczywiście (uprzedzając argument, który może paść) - dzieciom opowiada się o wielu różnych imaginacjach - św. Mikołaj, elfy, krasnale, czarownice, smoki i inne bajkowe stworzeni. Z tym, że normalnie odbywa się to na zasadzie zabawy, często pada owo "za siedmioma górami" wskazujące oderwanie od rzeczywistości. No i po jakimś czasie delikatnie tłumaczy się dziecku, że to jednak są wymysły. Z religią jest inaczej - tutaj wmawia się maluchom ze śmiertelną powagą w głosie, że faktycznie istnieje jakiś Bozia, który gniewa się, gdy pomyślą coś nie tak, że jest mały Jezusek, którego dłonie ponownie przebijane są gwoźdźmi, gdy dziecko zgrzeszy. Latami, sukcesywnie utwierdza się w dziecku przekonanie, że to wszystko jest prawdą. Wątpliwości się nie przyjmuje, warunkowanie sprawia, że stają się one czymś wywołującym poczucie wstydu. Religijne wychowanie uważam za destrukcyjny czynnik, jeśli chodzi o rozwój młodego umysłu. Cóż w tym dziwnego, że chciałbym przed nim uchronić swojego potencjalnego potomka?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >>>Więc jesteś teistą?
>Nie wszystkim się udało wyzwolić z tego warunkowania. >
>>>A Tobie?
>Parę osób, tak jak ja nauczyło się myśleć samodzielnie. >
>>> Więc jednak . (w domyśle: jednak już nie jesteś teistą)
Spójny logicznie cytat powinien brzmieć jak wyżej. Przepraszam za nieprzejrzystość tekstu. Teraz wynika, że teistą nie jesteś.
W ostatnim poście (o poprzednim nie wspomnę), przy pomocy 4.691 znaków zawartych w 694 wyrazach (z cytatami włącznie) napisałeś, że Twoje dziecko jest głupsze od Ciebie.
Czy źle Ciebie zrozumiałem?
|
|
| | | | |  | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | >Teraz wynika, że teistą nie jesteś.
Ręce opadają... Czy ja kiedykolwiek nazwałem siebie teistą?!
>W ostatnim poście (o poprzednim nie wspomnę), przy pomocy 4.691 znaków zawartych w 694 wyrazach (z cytatami włącznie) napisałeś, że Twoje dziecko jest głupsze od Ciebie. >Czy źle Ciebie zrozumiałem?
Tak, źle zrozumiałeś. 1) Potomka jeszcze się nie doczekałem, co zresztą wyraźnie zaznaczyłem 2) Nigdzie nie pisałem o głupocie dzieci, co próbujesz mi włożyć do ust. Niemniej dzieci z charakterystyczną dla siebie naiwnością potrafią przyjąć wszystko, co im powiedzą dorośli, zwłaszcza jeśli są to dorośli obdarzeni jakimś autorytetem (jak np. nauczyciele). Nie ma w tym nic dziwnego - brak doświadczenia życiowego robi swoje. Niemniej taki stan rzeczy może zostać wykorzystany do wpojenia młodemu umysłowi kompletnych nonsensów...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >Teraz wynika, że teistą nie jesteś.> Ręce opadają...>Mnie jeszcze nie  > Czy ja kiedykolwiek nazwałem siebie teistą?!>Dałeś to do zrozumienia w tym tekście: > Jeśli teiści dobiorą się do umysłu dziecka, gdy ma te cztery lata, to ono już należy do nich praktycznie. Wiem o tym, bo sam byłem tak wychowywany i do dzisiaj ogarnia mnie przerażenie, gdy uświadomię sobie poziom swojego własnego fanatyzm, gdy miałem tak powiedzmy między szóstym a trzynastym rokiem życia>Więc odnosiłem się na bieżąco do Twoich zwierzeń. Później napisałeś: > Parę osób, tak jak ja nauczyło się myśleć samodzielnie. >Więc grzecznie, znowu na bazie Twoich słów, napisałem, że jednak teistą nie jesteś. Reszta jest pochodną naszej "rozmowy". Wywnioskowałem, że uważasz siebie + parę osób za wybrańców losu, którzy nauczyli się myśleć samodzielnie, więc ogólnie piszesz w trosce o tych głupszych, niezdolnych do samodzielnego myślenia. Także w trosce o swego przyszłego (tu przepraszam za brak uwagi) potomka, o którego poziomie umysłowym zakładasz a priori, że będzie niedostateczny do samodzielnego myślenia, więc - zanim się następca urodzi- trzeba zlikwidować to i owo z katolickiej "kultury" Polski, znakomicie ułatwiając mu życie. Przy okazji chcesz zabrać z jego (następcy) rzeczywistości kilka elementów- z ich spektrum- potrzebnych do krytycznego myślenia... o które to myślenie postulujesz. Czy teraz zrozumiałem właściwie?
|
|
| | | | | | |  | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > > Czy ja kiedykolwiek nazwałem siebie teistą?!>Dałeś to do zrozumienia w tym tekście:> >Jeśli teiści dobiorą się do umysłu dziecka, gdy ma te cztery lata, to ono już należy do nich praktycznie. Wiem o tym, bo sam byłem tak wychowywany i do dzisiaj ogarnia mnie przerażenie, gdy uświadomię sobie poziom swojego własnego fanatyzm, gdy miałem tak powiedzmy między szóstym a trzynastym rokiem życia>Więc odnosiłem się na bieżąco do Twoich zwierzeń.Masz problem ze zrozumieniem koncepcji czasu przeszłego w języku polskim? :> Wyraźnie napisałem, że miało to miejsce tak przez kilkanaście pierwszych lat mojego życia.  > Później napisałeś:> >Parę osób, tak jak ja nauczyło się myśleć samodzielnie. >Więc grzecznie, znowu na bazie Twoich słów, napisałem, że jednak teistą nie jesteś.Bo wyraźnie napisałem - teistą byłem przez kilkanaście lat swojego życia. Tylko dlatego, że nie wiedziałem, że można inaczej.  > Wywnioskowałem, że uważasz siebie + parę osób za wybrańców losu, którzy nauczyli się myśleć samodzielnie, więc ogólnie piszesz w trosce o tych głupszych, niezdolnych do samodzielnego myślenia.Czy ja użyłem słowa "głupi"? Nie. Mówię tylko, że nie każdy jest na tyle "silny" by się potem otrząsnąć po tej całej religijnej indoktrynacji i zacząć żyć normalnie. Na ową "siłę" składa się wiele różnych czynników charakteru, nie małe znaczenie ma też wpływ otoczenia. O ile prościej byłoby zwyczajnie zapobiegać, niż leczyć... Wybacz moje emocjonalne podejście do tematu, ale chyba nie zdajesz sobie sprawę jak trudno się niektórych niechcianych elementów owej indoktrynacji pozbyć. > Także w trosce o swego przyszłego (tu przepraszam za brak uwagi) potomka, o którego poziomie umysłowym zakładasz a priori, że będzie niedostateczny do samodzielnego myślenia, więc - zanim się następca urodzi- trzeba zlikwidować to i owo z katolickiej "kultury" Polski, znakomicie ułatwiając mu życie.I znowu. Wkładasz w moje usta coś, czego nie powiedziałem. Czy ja mówiłem o głupocie? Proszę tonuj swoje wypowiedzi i nie wyciągaj wniosków nie mających nic wspólnego z tym, co pisałem. Nigdy nie założyłem, że mój potomek będzie "głupszy" (!?) niż ja i przez to się nie uwolni. Może się uwolni, a może nie. Ja zwyczajnie nie chciałbym, żeby przechodził ową indoktrynację. Nie chciałbym, żeby moje dziecko odczuwało strach przed fikcyjną istotą, ponieważ właśnie weszło w wiek dojrzewania i pomyślało coś "nieczystego". Nie chciałbym, żeby z tego samego powodu odczuwało wyrzuty sumienia sądząc, że taka "nieczysta myśl" jest gwoździem zadającym cierpienie łagodniejszej wersji tej fikcyjnej istoty - niejakiemu Jezusowi. Nie chciałbym, aby mój potencjalny potomek musiał katować się katolicką wersją dwójmyślenia próbując zaakceptować nielogiczne twierdzenia. Nie chciałbym w końcu, żeby potem przechodził przez kilkuletni (niejednokrotnie bolesny) proces odrzucania tych wszystkich wpojonych mu zasad. Czy jeśli w dzieciństwie spadniesz ze schodów i przeleżysz trzy miesiące w szpitalu dziwną rzeczą jest, że będziesz starał się oszczędzić tego swojemu potomkowi i zainstalujesz wszędzie barierki? A może zepchniesz ze schodów swoje dziecko, aby nie umknęło mu to jakże cenne doświadczenie? Wybacz nieco brutalne porównanie. > Przy okazji chcesz zabrać z jego (następcy) rzeczywistości kilka elementów- z ich spektrum- potrzebnych do krytycznego myślenia... o które to myślenie postulujesz.jw Do krytycznego myślenia wystarczy obserwacja nonsensownych zachowań ludzi religijnych z zewnątrz.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > >>Więc odnosiłem się na bieżąco do Twoich zwierzeń.> Masz problem ze zrozumieniem koncepcji czasu przeszłego w języku polskim? :> >Uważam, że nie mam, lecz jest to subiektywna ocena. Tobie- nienachalnie- sugeruję sprawdzić znaczenie zwrotu: "odnosiłem się na bieżąco". > Czy ja użyłem słowa "głupi"? Nie.>Oczywiście, że nie, to ja go użyłem by uwypuklić clou mojego poglądu na metody wychowawcze, inne niż Ty proponujesz, oraz niespójność Twoich, polegającą w skrócie na paradoksalnym (wg mnie): mniej doświadczeń potęguje krytycyzm myślenia. > Mówię tylko, że nie każdy jest na tyle "silny" by się potem otrząsnąć po tej całej religijnej indoktrynacji i zacząć żyć normalnie .>"Normalnie" to pojęcie relatywne, ale nie o tym wątek.  > Wybacz moje emocjonalne podejście do tematu, ale chyba nie zdajesz sobie sprawę jak trudno się niektórych niechcianych elementów owej indoktrynacji pozbyć.>Nie mam czego wybaczać - rozumiem przez to Twoje... kategoryczne podejście do spraw indoktrynacji katolickiej w Polsce. Też jestem za zlikwidowaniem religii w szkołach, przedszkolach oraz jej wpływu na życie publiczne, a więc za przestrzeganiem Konstytucji RP z akcentem na Art. 25 pkt 3, ale cały czas mam wrażenie, że piszesz nie na temat. Kotarska napisała: > Mój synek chodzi do przedszkola (4 lata). jest jedynym dzieckiem niechodzącym na religię ( zwyke panstwowe przedszkole). Co mu odpowiadać jak przychodzi i mówi, że świat stworzył bóg, tak mu koledzy powiedzieli....... Probowlam teorii wybuchu w wersji dla 4 latka, ale jakoś nie przyjął...>pytając na koniec: > czy ktoś ma podobne doświadczenia za sobą?......a Ty proponujesz zlikwidowanie religii w przedszkolach... słusznie, jestem ZA, tylko odpowiadasz na moje posty w których odnoszę się do sytuacji istniejącej , uogólniając temat, a nie do rzeczywistości hipotetycznej w państwie (daj boże  ) przyszłości. Teraz lepiej?
|
|
| | | | | | | | |  | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > >Czy ja użyłem słowa "głupi"? Nie.>Oczywiście, że nie, to ja go użyłem by uwypuklić clou mojego poglądu na metody wychowawcze, inne niż Ty proponujesz, oraz niespójność Twoich, polegającą w skrócie na paradoksalnym (wg mnie): mniej doświadczeń potęguje krytycyzm myślenia.Ależ oczywiście, że nie to miałem na myśli. Jednak jeśli potraktujemy dziecko zmasowanym strumieniem pewnych doświadczeń (takich jak właśnie wieloletnia, religijna indoktrynacja) to jego poczucie krytycyzmu może zmaleć, i to dość wyraźnie. Religia afirmuje bezkrytyczne przyjmowanie pewnych "prawd", jednocześnie potępiając negowanie zdania Kościoła. > Też jestem za zlikwidowaniem religii w szkołach, przedszkolach oraz jej wpływu na życie publiczne, a więc za przestrzeganiem Konstytucji RP z akcentem na Art. 25 pkt 3, ale cały czas mam wrażenie, że piszesz nie na temat.> Kotarska napisała:> >Mój synek chodzi do przedszkola (4 lata). jest jedynym dzieckiem niechodzącym na religię ( zwyke panstwowe przedszkole). Co mu odpowiadać jak przychodzi i mówi, że świat stworzył bóg, tak mu koledzy powiedzieli....... Probowlam teorii wybuchu w wersji dla 4 latka, ale jakoś nie przyjął...>pytając na koniec:> > czy ktoś ma podobne doświadczenia za sobą?......a Ty proponujesz zlikwidowanie religii w przedszkolach... słusznie, jestem ZA, tylko odpowiadasz na moje posty w których odnoszę się do sytuacji istniejącej , uogólniając temat, a nie do rzeczywistości hipotetycznej w państwie (daj boże ) przyszłości.> Teraz lepiej?Dobrze, tylko też mnie nie rozumiesz. Oczywiście - likwidacja religii w szkołach i przedszkolach to podstawa. Niemniej nie pomoże Ci to ani trochę, jeśli nadgorliwi nauczyciele będą nadal prowadzić indoktrynację młodzieży na własną rękę. A o przykłady nie trudno, gdy sam sięgnę pamięcią do lat szkolnych bez trudu, w ciągu kilku sekund przypominam sobie takie sytuacje jak: każda lekcja angielskiego rozpoczynająca się i kończąca modlitwą, nauka katolickiej wykładni odnośnie seksualności na "wychowaniu do życia w rodzinie" (Nie wiedzieć czemu w dwóch kolejnych szkołach funkcję tę powierzono najbardziej fanatycznej i najsilniej związanej z Kościołem członkini grona pedagogicznego. Tylko w podstawówce przez chwilę było to zadanie pani od biologii), czy traktowanie kreacjonizmu jako równoważnej alternatywy dla ewolucjonizmu przez nauczycieli przedmiotów przyrodniczych. W ciągu pierwszych lat edukacji wychowawca staje się niejako w trzecim rodzicem dla dziecka. Spędza z nim większą część czasu. Nawet jeśli zlikwidujesz religię, wciąż nie masz pewności, czy twoje dziecko nie będzie w tajemnicy indoktrynowane. Wręcz zaryzykuję stwierdzenie, że prawdopodobieństwo jest znaczne. Ja jedynie chciałem zaznaczyć powagę problemu. Sytuacja, kiedy dziecko przychodzi do domu i zaczyna opowiadać o Bogu, przekonane przez kogoś, że top wszystko jest prawdą powinna być potraktowana poważnie, w żadnej mierze nie wolno jej ignorować.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >...jeśli potraktujemy dziecko zmasowanym strumieniem pewnych doświadczeń (takich jak właśnie wieloletnia, religijna indoktrynacja) to jego poczucie krytycyzmu może zmaleć, i to dość wyraźnie. >
Nie przypuszczam, przecież od tego ma rodziców, którzy własnym przykładem i rozmowami o innych wariantach rzeczywistości zadbają o rozwój " postawy umysłowej postulującej kontrolę prawdziwości i zasadności twierdzeń przed ich uznaniem ", zwanej (za Wiki) "krytycyzmem".
Reszta Twojego tekstu to- bez obrazy- bicie piany i zastanawiałem się, czy nie skwitować tego jak "belvedere" w tym wątku w połączeniu z 'Misiem" skądinąd: rozstrzelaj każdego, kto wypowie w szkole, przedszkolu i innym miejscu publicznym słowo "bóg" - uchronisz swoje przyszłe dziecko które kiedyś będziesz miał ( sprawdzić, czy nie ksiądz! ) od wszelkiego, teistycznego plugastwa.
Zamiast tego retorycznie spytam raz jeszcze: jesteś ateistą?- jesteś, więc apokaliptyczna hydra indoktrynacji chrześcijańskiej nie przerobiła Ciebie na katolicką kaszankę... czemu nie masz zaufania do intelektu innych?
|
|
| | | | | | | | | | |  | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | >Nie przypuszczam, przecież od tego ma rodziców, którzy własnym przykładem i rozmowami o innych wariantach rzeczywistości zadbają o rozwój " postawy umysłowej postulującej kontrolę prawdziwości i zasadności twierdzeń przed ich uznaniem ", zwanej (za Wiki) "krytycyzmem".
Świat nie jest taki piękny. Rodzice siedzą w pracy, aby dziecko miało co jeść, włożyć na siebie i aby opłacić jego naukę (która w rzeczywistości wcale bezpłatna nie jest). Nawet mają dobry kontakt z dzieckiem, nauczyciel stoi na jeszcze lepszym gruncie - ma dużo, dużo więcej czasu. Dlatego tak ważne jest, by szkoła nie brała się za wychowywanie w duchu religijnym. Może się okazać, że nadgorliwy nauczyciel skutecznie zablokuje wysiłki rodziców w tym względzie.
>Reszta Twojego tekstu to- bez obrazy- bicie piany i zastanawiałem się, czy nie skwitować tego jak "belvedere" w tym wątku w połączeniu z 'Misiem" skądinąd: >rozstrzelaj każdego, kto wypowie w szkole, przedszkolu i innym miejscu publicznym słowo "bóg" - uchronisz swoje przyszłe dziecko które kiedyś będziesz miał ( sprawdzić, czy nie ksiądz! ) od wszelkiego, teistycznego plugastwa.
Znowu zaczynasz? Znów wkładasz w moje usta coś, czego nie powiedziałem. Skąd ci przyszło do głowy to z zakazem wypowiadania słowa "bóg"? Ja wyraźnie pisałem o indoktrynacji. Kilka razy podałem przykłady. Ty pomimo tego z upodobaniem podajesz swoje własne wymysły, jako moje słowa. Jeszcze jeden raz i stwierdzam, że tej dyskusji nie warto kontynuować. Nie należy popadać w paranoję - w końcu nie ma sensu udawać, że nie otaczają nas wyznawcy różnych religii. No właśnie, tylko powinno się zaakcentować słowo "różnych", nawet jeśli część z nich stanowi zdecydowaną mniejszość. Szkoła powinna rzetelnie przedstawić wiedzę na ich temat, a nie służyć za forum do głoszenia ideologii tylko jednej z nich. To tyle jeśli chodzi o religię. Podawałem też przykłady ukrytej indoktrynacji. Powtórzę jeszcze raz: 1) Opieranie programu zajęć z wychowania do życia w rodzinie na Humanae Vitae Pawła VI 2) Wplatanie ceremonii religijnych w obchody świeckich świąt obchodzonych w szkole, na zasadzie zobowiązywania ogółu szkolnej społeczności do uczestnictwa w nich 3) Nachalna propaganda ze strony samych nauczycieli. Nauczycielowi geografii płaci się za nauczanie geografii, a nie opowiadanie o swoim bogu.
>Zamiast tego retorycznie spytam raz jeszcze: >jesteś ateistą?- jesteś, więc apokaliptyczna hydra indoktrynacji chrześcijańskiej nie przerobiła Ciebie na katolicką kaszankę... czemu nie masz zaufania do intelektu innych?
Jak grochem o ścianę. Pisałem chyba już dwa lub trzy razy, pozwól, że tym razem dodatkowo wytłuszczę odpowiedź, może jej nie przeoczysz. Chciałbym oszczędzić dziecku etapu wiary w nonsensy, strachu przed własną cielesnością, zabijania własnej kreatywności i dociekliwości, w końcu bolesnego rozstawania przekonywania się, iż to w co wierzyło to stek bzdur.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Świat nie jest taki piękny.>To nie moja wina, jak boga kocham! > Dlatego tak ważne jest, by szkoła nie brała się za wychowywanie w duchu religijnym.>Przestrzegać Art. 25 Konstytucji. > >rozstrzelaj każdego, kto wypowie w szkole, przedszkolu i innym miejscu publicznym słowo "bóg">> Znowu zaczynasz? Znów wkładasz w moje usta coś, czego nie powiedziałem. Skąd ci przyszło do głowy to z zakazem wypowiadania słowa "bóg"Taaak...? > >>Skoro nic nie przemawia za Bogiem a my o tym wiemy, wyrzućmy wreszcie to słowo ze słownika>Kojarzysz, czyj to tekst? > Ja wyraźnie pisałem o indoktrynacji. Kilka razy podałem przykłady. Ty pomimo tego z upodobaniem podajesz swoje własne wymysły, jako moje słowa. Jeszcze jeden raz i stwierdzam, że tej dyskusji nie warto kontynuować.>Się zląkłem ze strachu. > Nie należy popadać w paranoję - w końcu nie ma sensu udawać, że nie otaczają nas wyznawcy różnych religii. No właśnie, tylko powinno się zaakcentować słowo "różnych", nawet jeśli część z nich stanowi zdecydowaną mniejszość. Szkoła powinna rzetelnie przedstawić wiedzę na ich temat, a nie służyć za forum do głoszenia ideologii tylko jednej z nich. To tyle jeśli chodzi o religię.> Podawałem też przykłady ukrytej indoktrynacji. Powtórzę jeszcze raz:> 1) Opieranie programu zajęć z wychowania do życia w rodzinie na Humanae Vitae Pawła VI> 2) Wplatanie ceremonii religijnych w obchody świeckich świąt obchodzonych w szkole, na zasadzie zobowiązywania ogółu szkolnej społeczności do uczestnictwa w nich> 3) Nachalna propaganda ze strony samych nauczycieli. Nauczycielowi geografii płaci się za nauczanie geografii, a nie opowiadanie o swoim bogu.>To już nudne, ale odpowiem: przestrzegać Art. 25 Konstytucji. > >Zamiast tego retorycznie spytam raz jeszcze:> >jesteś ateistą?- jesteś, więc apokaliptyczna hydra indoktrynacji chrześcijańskiej nie przerobiła Ciebie na katolicką kaszankę... czemu nie masz zaufania do intelektu innych?> Jak grochem o ścianę. Pisałem chyba już dwa lub trzy razy, pozwól, że tym razem dodatkowo wytłuszczę odpowiedź, może jej nie przeoczysz. Chciałbym oszczędzić dziecku etapu wiary w nonsensy, strachu przed własną cielesnością, zabijania własnej kreatywności i dociekliwości, w końcu bolesnego rozstawania przekonywania się, iż to w co wierzyło to stek bzdur.Pewnie i tak nie zrozumiesz, skoro do tej pory nie zrozumiałeś, ale powtórzę bez pytajnika i też pokredkuję, może dotrze przez indoktrynację (  ): nie masz zaufania do intelektu innych z akcentem na dziecko, którego też jeszcze nie masz. ... i już zupełnie złośliwie dorzucę - oszczędzisz dziecku wszystkiego jeśli nie będziesz go miał.Edycja: Przepraszam za pomyłkę, ten tekst: > >>Skoro nic nie przemawia za Bogiem a my o tym wiemy, wyrzućmy wreszcie to słowo ze słownika>...był Adama Gilniewskiego... choć doskonale pasuje i do Twoich postów, stąd moja pomyłka.
|
|
2 na 2 | Asado (486 punktów) | Widzę następujące rozwiązania:
1) Posłać dziecko na religię żeby nie czuło się wyobcowane. Poza tym znacznie łatwiej będzie dyskutować z poglądami, które dziecko samo nabędzie niż na zasadzie "a kolega powiedział, że...".
2) Aktywne działanie mające na celu zmianę sytuacji w przedszkolu. Rodzice często zgadzają się na uczestniczenie dziecka w zajęciach religii, bo obawiają się, że nie będzie miało co w tym czasie robić i będzie czuło się wyobcowane (pomimo, że uważają, że okres przedszkolny to za wcześnie na tego typu "nauki"). Zainicjowałabym akcję (poprzez zawieszenie informacji w przedszkolu lub rozmowę z innymi rodzicami) mającą na celu zaproponowanie alternatywy spędzania czasu dla dzieci, które nie uczestniczą w religii. W tym czasie rodzice opłacaliby (oczywiście im więcej rodziców tym lepiej, bo taniej) dodatkowe, ciekawe dla maluchów zajęcia. Samo przedszkole powinno wspierać takie inicjatywy - przecież chodzi o to żeby wszystkie dzieciaki dobrze sie w nim czuły a nie tylko te, które chodzą na religię.
Pozdrawiam!
|
|
 | Tomasz@niewierny (568 punktów) (zablokowany) | > Widzę następujące rozwiązania:> 1) Posłać dziecko na religię żeby nie czuło się wyobcowane. Poza tym znacznie łatwiej będzie dyskutować z poglądami, które dziecko samo nabędzie niż na zasadzie "a kolega powiedział, że...".> 2) Aktywne działanie mające na celu zmianę sytuacji w przedszkolu. Rodzice często zgadzają się na uczestniczenie dziecka w zajęciach religii, bo obawiają się, że nie będzie miało co w tym czasie robić i będzie czuło się wyobcowane (pomimo, że uważają, że okres przedszkolny to za wcześnie na tego typu "nauki"). Zainicjowałabym akcję (poprzez zawieszenie informacji w przedszkolu lub rozmowę z innymi rodzicami) mającą na celu zaproponowanie alternatywy spędzania czasu dla dzieci, które nie uczestniczą w religii. W tym czasie rodzice opłacaliby (oczywiście im więcej rodziców tym lepiej, bo taniej) dodatkowe, ciekawe dla maluchów zajęcia. Samo przedszkole powinno wspierać takie inicjatywy - przecież chodzi o to żeby wszystkie dzieciaki dobrze sie w nim czuły a nie tylko te, które chodzą na religię.> Pozdrawiam!1) NIE* 2) TAK  Pozdrawiam * A później w szkole też posłać, żeby się nie czuło wyobcowane? I do komunii? itd.?
|
|
|  | 3 na 3 | Asado (486 punktów) | Kieruję się tutaj taktyką wyrządzenia dziecku mniejszego zła. Jeśli mniejszym złem w takiej sytuacji będzie chodzenie na religię bo dziecko nie daje sobie rady to na etapie przedszkola nie warto kruszyć kopii (a przynajmniej można trzymać rękę na pulsie i jeśli ksiądz zacznie straszyć piekłem to można iśc mu narobić problemów  ). Szkoła podstawowa to już inna bajka, religia to nie zabawa ale katorga dla dzieci i ich rodziców. Osobiście wolałabym, aby moje dzieci nie chodziły wcale na religię i będę do tego dążyć poprzez realizację opcji 2 jeśli będzie taka potrzeba.
|
|
3 na 3 | placownik (17853 punktów) | Odp: Religia w przedszkolu |
>Co mu odpowiadać jak przychodzi i mówi, że świat stworzył bóg, tak mu >koledzy powiedzieli...
Uznałbym to za bardzo ważną, choć niezbyt precyzyjną informację. Poprosiłbym następnie małego o wypytanie lepiej poinformowanych kolegów o szczegóły. Na przykład gdzie dobry Bóg produkuje samochody? Czy robi także psy i koty? Czy nie dałoby rady namówić go jakoś, żeby na podwórku zrobił basen kąpielowy?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | 2 na 2 | Adam Wojtkiewicz (3958 punktów) | > Uznałbym to za bardzo ważną, choć niezbyt precyzyjną informację. Poprosiłbym następnie małego o wypytanie lepiej poinformowanych kolegów o szczegóły. Na przykład gdzie dobry Bóg produkuje samochody? Czy robi także psy i koty? Czy nie dałoby rady namówić go jakoś, żeby na podwórku zrobił basen kąpielowy?I dlaczego zrobił tak że koty są takie piękne i mięciutkie ale robią strasznie śmierdzące kupy? To jakaś niekonsekwencja chyba  Pozdrawiam Adam
|
|
|  | 1 na 1 | Kotarska (11 punktów) | Widzę, że przypadkiem włożyłam kij w mrowisko. Dziękuję, wszystkim za odzew. Prawdę mówiąc oczekiwałam podpowierdzi jakiś ksiązeczek dla dzieci  Są o seksie, agresji, dyskryminacji, feminizmie. Ale jak szukałam o pochodzeniu świata i róznych religiach to nic nie znalazłam na poziomie 4 latka. Dla starszych o religiach polecam "Podróż Teo". Czy ktoś zna coś dla maluchów?? A co do chodzenia naa religię, mój syn dosstał ode mnie pozwolenie, że jak będzie chciał to może chodzić. Poszedł raz. I teraz już nie chce.
|
|
| |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Widzę, że przypadkiem włożyłam kij w mrowisko.>To mrowisko aż nóżkami przebiera za takimi kijkami  > Dziękuję, wszystkim za odzew.>Dziękuję za kijek  > Prawdę mówiąc oczekiwałam podpowierdzi jakiś ksiązeczek dla dzieci >Nie jestem na bieżąco - moje dziecko ma 28 latek. > A co do chodzenia naa religię, mój syn dosstał ode mnie pozwolenie, że jak będzie chciał to może chodzić. Poszedł raz. I teraz już nie chce.>I o to chodzi - będą z niego "ludzie", czego Wam serdecznie życzę  Pozdrawiam Was serdecznie
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >jak szukałam o pochodzeniu świata i róznych religiach to nic nie znalazłam na poziomie 4 latka.
Na nieco niższym poziomie są już tylko smoczki i grzechotki.
|
|
| | |  | | Kotarska (11 punktów) | >Na nieco niższym poziomie są już tylko smoczki i grzechotki.
Tu się zgadzam.
niezorientowanych informuję, ze 4 lata to wiek pytań... Dlaczego, po co, skąd. i daję słowo, że pytanie skąd się biorą dzici jest najłatwiejszym z nich
|
|
| | | |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >niezorientowanych informuję, ze 4 lata to wiek pytań...
Dobrze jest więc mieć zawsze 4 lata. Potem zaczyna się bowiem wiek mniej lub bardziej głupich odpowiedzi. Jeszcze kilka słów co do pytań dzieci. Trzeba sobie zdawać sprawę, że założenia tych pytań jest świat dzieci, a nie nasz świat. Kiedy dziecko po raz pierwszy zapyta: Skąd wziął się świat, to nie ma sensu odpowiadać mu na to pytanie zakładając, że chodzi mu o świat znany np. rodzicom z ich życiowego i intelektualnego doświadczenia. Nasze słowa mają bowiem tyle lat, ile my. Świat czterolatka ma też tylko cztery lata i to o ten świat pyta dziecko. Podobnie odpowiedź nie powinna zawierać nic, co przekracza (możliwe)horyzonty poznawcze dziecka. Jeśli wygarniemy, że świat stworzył bóg, to nie odpowiadamy na pytanie dziecka, tylko zaczynamy religijną indoktrynacją.
|
|
| | | | |  | | Kotarska (11 punktów) | >Dobrze jest więc mieć zawsze 4 lata. Potem zaczyna się bowiem wiek mniej lub bardziej głupich odpowiedzi. >Jeszcze kilka słów co do pytań dzieci. Trzeba sobie zdawać sprawę, że założenia tych pytań jest świat dzieci, a nie nasz świat. Kiedy dziecko po raz pierwszy zapyta: Skąd wziął się świat, to nie ma sensu odpowiadać mu na to pytanie zakładając, że chodzi mu o świat znany np. rodzicom z ich życiowego i intelektualnego doświadczenia. Nasze słowa mają bowiem tyle lat, ile my. Świat czterolatka ma też tylko cztery lata i to o ten świat pyta dziecko. Podobnie odpowiedź nie powinna zawierać nic, co przekracza (możliwe)horyzonty poznawcze dziecka. Jeśli wygarniemy, że świat stworzył bóg, to nie odpowiadamy na pytanie dziecka, tylko zaczynamy religijną indoktrynacją.
Własnie, tylko ja nie zawsze wiem jak odpowiedzieć, zeby było z sensem i na jego poziomie. Dlatego szukam ksiażek i innych podpowiedzi. Bycie rodzicem to trudne zadanie. No chyba, że uzywamy bocian, kapusty i innych tego typu historii do tłumaczenia swiata. Ja chcę pokazac synkowi róźnorodność swiata, a na jego pytania odpowiadać tak by wzbudzić jego ciekawość. Łatwo powiedzieć tylko trudniej zrobić
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>Niezorientowanych informuję, że 4 lata to wiek pytań...
Informuję zorientowanych i niezorientowanych o uwadze pewnego generała jezuitów: "Dajcie nam dziecko w wieku do pięciu lat, a uczynimy z nim wszystko, co nam się spodoba".
Po zapoznaniu się z tym, chyba już wszyscy są zorientowani... .
|
|
| Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> Mój synek chodzi do przedszkola (4 lata). jest jedynym dzieckiem niechodzącym na religię ( zwyke panstwowe przedszkole).Podziwiam Twoją bezkompromisową postawę, problem jednak tkwi gdzie indziej. Co robi religia w państwowym przedszkolu - pytam? Czy żyjemy w Iranie? I tym należałoby się zająć w pierwszej kolejności, a PSR powinno w zdecydowany sposób wesprzeć działania obywateli. Z drugiej strony, jak pisał w tym wątku MarcinK: Cytat: Z drugiej strony przecież tak małe dziecko nie zrozumie moich motywów i skażę ją tylko na wyobcowanie z grupy rówieśników, a w skrajnych przypadkach i na towarzyski ostracyzm. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Już w szkole podstawowej ta kwestia wygląda inaczej. Tam można spotkać się z tolerowaniem takich "odszczepieńców". Nie po raz pierwszy pochwalę się na tym forum posiadaniem wszystkich niezbędnych sakramentów oraz świadectwa dojrzałości z religii. Uczyniło to ze mnie w pełni ukształtowanego, świadomego ateistę. Nasze dzieci są ochrzczone, pierwsza komunia zaliczona, bierzmowanie już tylko córka(synowi nie chciało się uczyć). Nie wpłynęło to jednak w żadnym stopniu na negatywny stosunek córki do różnego rodzaju religijnych tradycji, jak np. dzielenie się opłatkiem, które jest dla niej zwyczajnie śmieszne, i czego zresztą nie ukrywa. Szczerze przyznam, że "dla świętego spokoju" teściowej nie uchylam się przed tym. Mojego stosunku do religii to nie zmieni, a teściowa nie siedzi później naburmuszona... > Co mu odpowiadać jak przychodzi i mówi, że świat stworzył bóg, tak mu koledzy powiedzieli.......Stworzenie świata bardziej pasuje do jego percepcji.Nie wiem, czy mieszanie dziecku w głowie jest czymś wskazanym. Powiesz mu, że pani z przedszkola i koledzy kłamią? Oby to Twoja wersja(i Ty) nie stały się mało wiarygodne dla dziecka. Przecież racja jest po stronie większości. Przynajmniej w oczach czteroletniego dziecka... A może po prostu powiedzieć, że ludzie nie wiedzą, jak jest naprawdę i wymyślili sobie bogów? Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
 | 3 na 3 | weridia (4 punktów) | Mój syn chodził w "zerówce" na lekcje religii, ale w pierwszej klasie już nie chce. Dałam mu wybór. Do komunii też nie chce iść. Nie wpuszczamy księdza kiedy chodzi po kolędzie, a w świeta nie śpiewamy kolęd, ale spędzamy miło i rodzinnie czas.
|
|
|  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> Mój syn chodził w "zerówce" na lekcje religii, ale w pierwszej klasie już nie chce.Zuch chłopak.  Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
|  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >Mój syn chodził w "zerówce" na lekcje religii, ale w pierwszej klasie już nie chce. >Dałam mu wybór.
Ciekawi mnie, czy zakazywałaś synkowi używać słowa "bóg"?
|
|
| |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
> Ciekawi mnie, czy zakazywałaś synkowi używać słowa "bóg"?Genialne.  Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
|  | 1 na 1 | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) |
Po przeczytaniu postu Adamiaka naszły mnie refleksje. > Mój syn chodził w "zerówce" na lekcje religii, ale w pierwszej klasie już nie chce.Doszedłem do wniosku, że w tym wieku chodzenie na religię, to rzecz zupełnie naturalna. Co się więc stało, że syn przestał chodzić - co się zmieniło podczas wakacji? Czy narażanie syna na odrzucenie przez rówieśników, na negatywne emocje i stress jest czymś właściwym? > Dałam mu wybór.Czy oby na pewno był to wybór? Czy nie był to aby szantaż? Czy indoktrynacja ateistyczna jest czymś dobrym? Nie sądzę. Nie różni się niczym od tego, co robią ŚJ...  - to tylko lustrzane odbicie. Uważam, że dziecko powinno mieć możliwość konfrontowania różnych poglądów, całego spektrum możliwości, analizowania, wyciągania wniosków i w konsekwencji, być może dopiero w dorosłym życiu, po uzyskaniu "boskiej perspektywy", podjęcia samodzielnej i świadomej decyzji. Nikogo nie można skazywać na zubożenie intelektualne, wynikające z subiektywizmu jednostronnego oglądu otaczającej nas rzeczywistości. Pozdrawiam - Zbyszek 
Prawda jest jedna.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|