Słowo "Kongo" wywołuje asocjacje natury egzotyczno - złowieszczej. Kojarzy się z wielką (4700 km długości) rzeką, wijącą się niczym monstrualnych rozmiarów wąż przez interior dzikiej Afryki, z wodospadami Stanleya, z gorylami w parku narodowym Virunga i Dianą Fossey, z podróżnikami (Stanley, Livingstone) przecierającymi dla białego człowieka szlaki w dżunglach, drugiego co do powierzchni lasu deszczowego na planecie. Kojarzy się też z...jądrem ciemności, secesją Katangi, długoletnimi rządami krwawego dyktatora noszącego lamparcią czapeczkę. Te ostatnie skojarzenia są spod znaku złowieszczych. I co najgorsze - one nadal nie przynależą do zamkniętego rozdziału historii. Kongo jest nadal...jądrem ciemności, może trochę innym niż w epoce "leopoldvilskiej" - tym niemniej jednak. A przecież ów wielki kraj (większy niż Grenlandia) zamieszkały przez 87 mln ludzi, z bajecznymi bogactwami (zagłębie Katanga z miedzią, kobaltem, koltanem, złożami metali kolorowych) - mógłby być afrykańskim "powerhousem", Chinami "Czarnego kontynentu". Niestety tak nie jest. I chyba długo nie będzie. Zapraszam na podróż do....jądra ciemności. www.bbc.co.uk/news/resources/idt-sh/congo |