Racjonalista - Strona głównaDo treści
Co zmienilibyście w Konstytucji?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
25-10-2011 22:46DanielL (110 punktów)Co zmienilibyście w Konstytucji?
Ocena 1 na 1
Witam,
mam napisać wypracowanie na WOS.
"Co bym zmienił w Konstytucji", i do każdej zmiany min. 4 argumenty.

Mam już kilka pomysłów, ale mam nadzieję, że znajdą się tu głębsze i ważniejsze idee
Wystarczy sam pomysł, z argumentacją jakiegokolwiek myślę, że sobie poradzę.

pozdrawiam

PS
Jeśli zły dział to proszę moderatora o przeniesienie do bazgrołów
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Po co zmieniać konstytucję, skoro się nie przestrzega konstytucji?

Co ma wspólnego krzyż w sejmie i podległość Watykanowi ze słowami:

Cytat:
W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie, my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego - Polski, wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach, nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej, zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku, złączeni więzami wspólnoty z naszymi rodakami rozsianymi po świecie, świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny Ludzkiej, pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem, ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot.


A poza tym kilka kolejnych punktów? Ustawa zasadnicza to taka ściema. Ty masz uważać, że demokracja jest super, a dzieci w Korei Północnej że Kim Dzong jest super. Olej WOS zapisz się na filozofię

(proszę wybaczyć długi cytat, ale tak nie w smak dzielić to zdanie z preambuły na części)


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
DanielL (110 punktów)
Preambułę to bym zostawił w spokoju każdy "siebie" w niej odnajdzie i to jest ok. Dla niektórych polscy rodzice to za mało, bo ktoś jest Polakiem Katolikiem... Także poczuje się bardziej przynależny, a z racji tego że wierzący, preambuła żadnych gratisów nie rozdaje.
Tak w ogóle to czuję że nie o zmianę preambuły Panu chodziło, ale jeśli jednak, to oto mój skromny komentarz

A co do (nie)podległości Polski Watykanowi będę jeszcze myślał.

Ze swojej strony dorzuciłbym (tylko czy do konstytucji, czy do zwykłych ustaw-to nie umiem ocenić) zakaz powoływania osób duchownych jako ekspertów do konsultacji. W TV jak cokolwiek jest o aborcji, to nie pytają profesora od etyki itp. tylko lecą do księdza. A taki ksiądz:
-niekoniecznie obiektywnie wypowie się na temat moralności, zwykle przedstawi model moralności prezentowany przez religię (i jakoś za każdym razem jest to akurat jego religia. W sumie dziwniejsze by było gdyby nie )
-nie reprezentuje całości polskiego społeczeństwa
-niekoniecznie stanowi autorytet, często tylko sprawia wrażenie posiadania takowego przez pełnioną funkcję (ten argument do dopracowania)
-duchowny jako osoba "mentalnie" podległa w większym stopniu prawu swojego wyznania i go przestrzegająca (bo polskie prawo przestrzega-albo i nie-z konieczności), powinna wszelkie zmiany polegające na zachowaniu większej spójności prawa tego wyznania i zgodności z religią (to też do dopracowania) wprowadzać w prawie swego wyznania i zaprzestać prób wprowadzania ich w prawie Polski.

Ostatni może troszkę niezrozumiały, ale to wersja robocza.

Arystyp z Cyreny, na poziomie liceum, to z mało czego mogę się choćby wypisać (skorzystałem) A tematu "czy Twoim zdaniem w Polsce przestrzega się konstytucji?" wolę na lekcji nie proponować dla swojego świętego spokoju
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Ja bym zmieniła art. 18 Konstytucji

Art. 18.
Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Etymologia słowa małżeństwo tak jest tłumaczona
etymologia:
stary górno-niemiecki māl, mahal - "umowa", "kontrakt" (tu ślubny), żena
Czyli, że jest to kontrakt (prawny kościelny lub państwowy) mężczyzny z kobietą.
W tym punkcie , moim zdaniem, konstytucja jest przestarzała, niewspółczesna, nie idzie z tak zwanym Zeitgeist , czyli duchem czasu.
To tak jakby stwierdzała, że Ziemia jest środkiem Wszechświata.
Nauka odkryła, że związki międzyludzkie występują w różnorakich formach, nie tylko małżeństwa. Są więc zatem możliwe i pożądane różnorodne kontrakty i uregulowania prawne związki te spajające mocniej lub słabiej.
I każdy związek międzyludzki uregulowany prawnie, nie tylko małżeński, zasługuje na ochronę i opiekę Rzeczypospolitej Polskiej.
Wyklucznie innych niż małżeńskie związków, a wiemy przecież już że takie związki istnieją, przeczy innej zasadzie Konstytucji, a mianowicie równoprawnego traktowania wszystkich obywareli RP (art. 32).


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
26-10-2011 09:09 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)

>I każdy związek międzyludzki uregulowany prawnie, nie tylko małżeński, zasługuje na ochronę i opiekę Rzeczypospolitej Polskiej.

A niby dlaczego każdy?
Dlaczego 'uregulowany prawnie' a co z nieuregulowanymi? Dlaczego związki seksualne, a co ze związkami nieseksualnymi?

>Wyklucznie innych niż małżeńskie związków, a wiemy przecież już że takie związki istnieją, przeczy innej zasadzie Konstytucji, a mianowicie równoprawnego traktowania wszystkich obywareli RP (art. 32).

Równego traktowania obywateli, owszem, ale nie ich 'związków'. Nie ma zasady równego równego traktowania wszystkich związków, taka byłaby raczej bez sensu, prawda?
-
26-10-2011 09:41 
 Ocena 2 na 2
TriDzej2 (869 punktów)
>>I każdy związek międzyludzki uregulowany prawnie, nie tylko małżeński, zasługuje na ochronę i opiekę Rzeczypospolitej Polskiej.
>A niby dlaczego każdy?

Jednym z zadań państwa jest dbanie o to, aby prawo było przestrzegane. Jeżeli związek małżeński (w domyśle kobieta + mężczyzna) ma określone prawa, których nie mają inne związki, to jest to jasny przekaz, że ci inni ludzie są gorsi, a to jest dla mnie bez sensu. Jeżeli ci ludzie są obywatelami, to powinni mieć takie same prawa.

>Dlaczego 'uregulowany prawnie' a co z nieuregulowanymi?

A jak udowodnić istnienie nieuregulowanego związku? Będziemy zbierać świadków? Ludzie czasami tak plotkują, że w ten sposób można "stworzyć" całą masę związków, które naprawdę nie istnieją, tylko innym ludziom się tak wydaje. Jeżeli dwoje ludzi poważnie myśli o swojej wspólnej przyszłości, to dla własnego dobra powinni uformalnić swoj związek.

>Dlaczego związki seksualne, a co ze związkami nieseksualnymi?

Bo o tym traktują inne przepisy, np. kodeks cywilny czy prawo pracy. Nie ma sensu wpychać wszystkiego do konstytucji.

>>Wyklucznie innych niż małżeńskie związków, a wiemy przecież już że takie związki istnieją, przeczy innej zasadzie Konstytucji, a mianowicie równoprawnego traktowania wszystkich obywareli RP (art. 32).
>Równego traktowania obywateli, owszem, ale nie ich 'związków'. Nie ma zasady równego równego traktowania wszystkich związków, taka byłaby raczej bez sensu, prawda?

Jeżeli dwoje ludzi chce mieszkać ze sobą, ponieważ są dla siebie bliscy, to z racji tego mają pewne prawa, których nie mają ludzie sobie obcy. Przykładem tego jest prawo spadkowe lub odwiedziny kogoś w szpitalu. Dlaczego partner jakiegoś mężczyzny (lub partnerka jakiejś kobiety) w świetle prawa może być gorzej traktowany (traktowana) przez polskie prawo? Dopiero gdy będą mieli równe prawa, to będzie to miało sens.
26-10-2011 12:35 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)
>>>I każdy związek międzyludzki uregulowany prawnie, nie tylko małżeński, zasługuje na ochronę i opiekę Rzeczypospolitej Polskiej.
>>A niby dlaczego każdy?
>Jeżeli związek małżeński (w domyśle kobieta + mężczyzna) ma określone prawa, których nie mają inne związki, to jest to jasny przekaz, że ci inni ludzie są gorsi, a to jest dla mnie bez sensu. Jeżeli ci ludzie są obywatelami, to powinni mieć takie same prawa.

Co innego prawa dla ludzi a co innego prawa dla związków. Związki mogą być różne. Na przykład związek dwóch osób zawarty w celu obniżenia podatku przez wspólne opodatkowanie. Nie każdy związek, nawet trwały, zasługuje na wsparcie ze strony społeczeństwa.

Nie ludzie są gorsi lub lepsi, tylko związki są gorsze lub lepsze.

>Jeżeli dwoje ludzi chce mieszkać ze sobą, ponieważ są dla siebie bliscy, to z racji tego mają pewne prawa

Prawa ma się nie z racji chcenia czegoś ani nawet z racji jakiegos stanu faktycznego, ale dlatego, że społeczeństwo prawo nada. Jeżeli jest to społecznie korzystne.
-
26-10-2011 12:53 
 Ocena 5 na 5
Alicja Duda (25557 punktów)

>Co innego prawa dla ludzi a co innego prawa dla związków. Związki mogą być różne. Na przykład związek dwóch osób zawarty w celu obniżenia podatku przez wspólne opodatkowanie.
Jeżeli dwoje osobników jednej płci postanawia żyć razem i w tym związku jeden utrzymuje drugiego to pomimo tego, że osobnicy są hetero to powinni mieć takie same ulgi jak małżeństwa bezdzietne.
Państwo nie powinno interesować czy nie uprawiają seksu z powodu orientacji seksualnej czy religijnej ( białe małżeństwa) czy uprawiają seks ale bezproduktywnie.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
26-10-2011 17:42 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Jeżeli dwoje osobników jednej płci postanawia żyć razem i w tym związku jeden utrzymuje drugiego to pomimo tego, że osobnicy są hetero to powinni mieć takie same ulgi jak małżeństwa bezdzietne.

Dlaczego? Co ma fakt, że Nowak jest utrzymankiem Kowalskiego (albo odwrotnie) do tego, że powinni mieć ulgi? Czy relacja bycia utrzymankiem (lub utrzymywania) jest jakoś szczególnie korzystna dla społeczeństwa?

>Państwo nie powinno interesować czy nie uprawiają seksu z powodu orientacji seksualnej czy religijnej ( białe małżeństwa) czy uprawiają seks ale bezproduktywnie.

Zgoda, nie powinno się interesować, co robią prywatnie. Ale jeżeli tak, to dlaczego jakieś ulgi?
-
26-10-2011 18:03 
 Ocena 3 na 3
Alicja Duda (25557 punktów)

>Dlaczego? Co ma fakt, że Nowak jest utrzymankiem Kowalskiego (albo odwrotnie) do tego, że powinni mieć ulgi? Czy relacja bycia utrzymankiem (lub utrzymywania) jest jakoś szczególnie korzystna dla społeczeństwa?
A jaki pożytek ma społeczeństwo z niepracującego męża czy z niepracującej żony?

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
26-10-2011 18:48 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>>Dlaczego? Co ma fakt, że Nowak jest utrzymankiem Kowalskiego (albo odwrotnie) do tego, że powinni mieć ulgi? Czy relacja bycia utrzymankiem (lub utrzymywania) jest jakoś szczególnie korzystna dla społeczeństwa?
>A jaki pożytek ma społeczeństwo z niepracującego męża czy z niepracującej żony?

Szybkie odbicie piłeczki, ale poza plac gry. Oczywiście nie ma pożytku z bezrobotnego, z niepracujących emerytów, chorych, i tak dalej. I co z tego? Co to za argument?

Bezrobotny, niezależnie czy utrzymanek czy wolny ptak, tak czy inaczej pójdzie po zasiłek. Jak zachoruje, to przyznają mu zapomogę, zasiłek opiekuńczy, czy co tam jeszcze mu się należy. Nie podaruje, niby dlaczego miałby?

Wprowadzenie ulg finansowych dla par partnerskich byłoby nierównym potraktowaniem ludzi żyjących samotnie. Chyba że postulujesz odebranie ludziom w związkach jakichś świadczeń, na rzecz tych ulg?
-
26-10-2011 19:34 
 Ocena 4 na 4
Alicja Duda (25557 punktów)

>Wprowadzenie ulg finansowych dla par partnerskich byłoby nierównym potraktowaniem ludzi żyjących samotnie. Chyba że postulujesz odebranie ludziom w związkach jakichś świadczeń, na rzecz tych ulg?
Nie chodzi o jakieś specjalne ulgi dla nich ale o objęcie ich takim samym prawem jak małżeństwa bezdzietne.
Czyli możliwość wspólnego opodatkowania, dziedziczenia po sobie, prawo do informacji o zdrowiu partnera, prawo decyzji o rodzaju pochówku itd.
Sam wprowadziłeś "korzyści dla społeczeństwa" do naszej rozmowy.
>Bezrobotny, niezależnie czy utrzymanek czy wolny ptak, tak czy inaczej pójdzie po zasiłek. Jak zachoruje, to przyznają mu zapomogę, zasiłek opiekuńczy, czy co tam jeszcze mu się należy. Nie podaruje, niby dlaczego miałby?
Takie samo ma prawo bezrobotna żona lub mąż.
>Wprowadzenie ulg finansowych dla par partnerskich byłoby nierównym potraktowaniem ludzi żyjących samotnie. Chyba że postulujesz odebranie ludziom w związkach jakichś świadczeń, na rzecz tych ulg?
Nie bardzo rozumiem o jakich świadczeniach piszesz. Jakie mają być i komu odebrane.
A jeżeli przeszkadza Ci taka sama ulga jaką mają małżeństwa to zlikwidujmy ulgi dla małżeństw! One też dyskryminują samotnych.Państwo nie powinno dyskryminować swoich obywateli.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
26-10-2011 21:54 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)
>>>A jeżeli przeszkadza Ci taka sama ulga jaką mają małżeństwa to zlikwidujmy ulgi dla małżeństw! One też dyskryminują samotnych.

Jeżeli różnica między małżeństwem (związkiem kobiety i mężczyzny) a związkiem jednopłciowym wydaje Ci się nieistotna, to rozmowa o różnicach prawnych nie ma sensu.

>Państwo nie powinno dyskryminować swoich obywateli.

To nie była potrzebna odzywka
-
27-10-2011 07:51 
 Ocena 5 na 5
Alicja Duda (25557 punktów)

>Jeżeli różnica między małżeństwem (związkiem kobiety i mężczyzny) a związkiem jednopłciowym wydaje Ci się nieistotna, to rozmowa o różnicach prawnych nie ma sensu.
I o to chodzi. Państwo nie powinno różnie traktować swoich obywateli i obdarzać ich przywilejami lub nie w zależności od sposobu uprawiania seksu.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
27-10-2011 17:28 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Jeżeli różnica między małżeństwem (związkiem kobiety i mężczyzny) a związkiem jednopłciowym wydaje Ci się nieistotna, to rozmowa o różnicach prawnych nie ma sensu.

Och. Mnie też się wydaje niestotna.

>>Państwo nie powinno dyskryminować swoich obywateli.
>To nie była potrzebna odzywka

W przeciwieństwie do twoich odzywek na temat uczenia mnie biologii?

Cóż, uwaga Alicji przynajmniej ma sens...
26-10-2011 18:46 
 Ocena 2 na 2
TriDzej2 (869 punktów)
>>Jeżeli związek małżeński (w domyśle kobieta + mężczyzna) ma określone prawa, których nie mają inne związki, to jest to jasny przekaz, że ci inni ludzie są gorsi, a to jest dla mnie bez sensu. Jeżeli ci ludzie są obywatelami, to powinni mieć takie same prawa.
>Co innego prawa dla ludzi a co innego prawa dla związków. Związki mogą być różne. Na przykład związek dwóch osób zawarty w celu obniżenia podatku przez wspólne opodatkowanie. Nie każdy związek, nawet trwały, zasługuje na wsparcie ze strony społeczeństwa.

Będę się opierał na tym: www.pit.pl(*)wa_podatki_w_praktyce_2836.php

Obecnie nie ma możliwości związków partnerskich, więc np. dwóch mężczyzn, którzy żyją razem, może być zaskoczonych przez US, jeżeli jeden da drugiemu za dużo pieniędzy i nie odprowadzi podatku. Coś takiego powinno być dozwolone.

Wspólny majątek jest sprawą, która zakłada, że "co Twoje to moje", więc dla dwóch bliskich osób, to też jest logiczne. Nie trzeba się bawić w żadne głupie postępowania spadkowe.

Teraz proszę o argument przeciw.

>Nie ludzie są gorsi lub lepsi, tylko związki są gorsze lub lepsze.

Dlatego jest cała masa innych przepisów, które regulują inne związki międzyludzkie. Czy masz zastrzeżenia do jakichś konkretów?

>>Jeżeli dwoje ludzi chce mieszkać ze sobą, ponieważ są dla siebie bliscy, to z racji tego mają pewne prawa
>Prawa ma się nie z racji chcenia czegoś ani nawet z racji jakiegos stanu faktycznego, ale dlatego, że społeczeństwo prawo nada. Jeżeli jest to społecznie korzystne.

Jakie społeczeństwo? To władza ustawodawcza tworzy przepisy i nadaje prawa. Jeżeli się czegoś czepiać, to porządnie.
26-10-2011 19:17 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)
>Obecnie nie ma możliwości związków partnerskich, więc np. dwóch mężczyzn, którzy żyją razem, może być zaskoczonych przez US, jeżeli jeden da drugiemu za dużo pieniędzy i nie odprowadzi podatku. Coś takiego powinno być dozwolone.

Jeżeli prawo podatkowe ma działać 'równo i sprawiedliwie', czyli traktować obywateli jednakowo, to podatki powinny być jednakowe niezależnie od tego, czy dwaj panowie "żyją razem" czy osobno.

Jeżeli państwo ma się nie wtrącać do tego kto z kim żyje, to niech się tym nie interesuje.

>Teraz proszę o argument przeciw.

Ludzie pozostający poza związkami partnerskimi powinni być traktowani podatkowo nie gorzej niż ci w związkach, ponieważ przeczyłoby to zasadzie równego traktowania.

>Jakie społeczeństwo? To władza ustawodawcza tworzy przepisy i nadaje prawa.

???

>Jeżeli się czegoś czepiać, to porządnie.

Jeżeli chcesz coć zrozumieć, to zrezygnuj z ideologii.
-

>
26-10-2011 19:39 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Jeżeli prawo podatkowe ma działać 'równo i sprawiedliwie', czyli traktować obywateli jednakowo, to podatki powinny być jednakowe niezależnie od tego, czy dwaj panowie "żyją razem" czy osobno.

To zrezygnujmy ze specjalnego traktowania tego jednego konkretnego typu umowy międzyludzkiej, który nazywa się małżeństwem. Wszak wyróżnienie go spośród innych jest kwestią czysto formalną.
Ewentualnie znieśmy obecne ograniczenie dostępu do tej formy umowy, które uniemożliwiają jej zawieranie parom homoseksualnym.
26-10-2011 21:38 
 Ocena-1 na 3
Scorp (5381 punktów)
>To zrezygnujmy ze specjalnego traktowania tego jednego konkretnego typu umowy międzyludzkiej, który nazywa się małżeństwem. Wszak wyróżnienie go spośród innych jest kwestią czysto formalną.

Czysto formalną, żartujesz sobie.
A może zapomniałaś o różnicy między kobietą a mężczyzną? Jeżeli tak, to... poproś kogoś o pomoc.

>Ewentualnie znieśmy obecne ograniczenie dostępu do tej formy umowy, które uniemożliwiają jej zawieranie parom homoseksualnym.

Nie ma żadnego istotnego powodu redefiniować pojęcie małżeństwa. Jeżeli pary jednopłciowe chcą zawierać jakieś umowy na wzór małżeństwa, to niech zawierają dowoli. Współodpowiedzialność, wspólnota majątkowa, dostęp do informacji medycznej, wzajemne zobowiązania, - czemu nie?

Natomiast zawarcie takiej umowy nie powinno powodować roszczeń finansowych wobec społeczeństwa. Alimentacja, zmniejszenie podatku czy coś takiego. Dlaczego? Bo budżet nie powinien ponosić skutków tego, że ktoś tam z kimś tam się na coś umówi.
-
26-10-2011 21:47 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>>To zrezygnujmy ze specjalnego traktowania tego jednego konkretnego typu umowy międzyludzkiej, który nazywa się małżeństwem. Wszak wyróżnienie go spośród innych jest kwestią czysto formalną.
>Czysto formalną, żartujesz sobie.

Oczywiście, że czysto formalną. Jakie to inne aniżeli formalne przesłanki stoją za taką, a nie inną konkretną formą umowy prawnej o nazwie "małżeństwo"? Nie jest ona w żaden sposób niezbędna ani do wspólnego mieszkania, ani do uprawiania seksu, ani do wychowywania potomstwa. Małżeństwem jest to, co aktualnie prawo za małżeństwo uznaje.

>A może zapomniałaś o różnicy między kobietą a mężczyzną? Jeżeli tak, to... poproś kogoś o pomoc.

Próbujesz być zabawny czy tylko chamski?

>Nie ma żadnego istotnego powodu redefiniować pojęcie małżeństwa.

Bo TY tak arbitralnie uznałeś?

>Jeżeli pary jednopłciowe chcą zawierać jakieś umowy na wzór małżeństwa, to niech zawierają dowoli.

Nie mogą - umowa małżeńska wiąże się z szeregiem konkretnych rozwiązań prawnych poza nią niedostępnych. Myślę, że jesteś tego świadom.

>Współodpowiedzialność, wspólnota majątkowa, dostęp do informacji medycznej, wzajemne zobowiązania, - czemu nie?

No właśnie. Czemu nie?

>Natomiast zawarcie takiej umowy nie powinno powodować roszczeń finansowych wobec społeczeństwa. Alimentacja, zmniejszenie podatku czy coś takiego. Dlaczego? Bo budżet nie powinien ponosić skutków tego, że ktoś tam z kimś tam się na coś umówi.

Zupełnie jak w przypadku "umowy małżeńskiej" - "budżet nie powinien ponosić skutków tego, że ktoś tam z kimś tam się na coś umówi".
26-10-2011 22:23 
 0 na 2
Scorp (5381 punktów)
>Oczywiście, że czysto formalną.

Dobrze, zgoda. Wyróżnienie jest kwestią formalną, umowną, jak chcesz. Ale przyczyny tego wyróżnienia są rozliczne, istotne i bardzo ważne społecznie.

> Jakie to inne aniżeli formalne przesłanki stoją za taką, a nie inną konkretną formą umowy prawnej o nazwie "małżeństwo"?

Biologiczne, psychologiczne, społeczne, światopoglądowe, (dla wielu) religijne, praktyczne, moralne. Jest ich tyle, dziwne, że o nie pytasz.

>Nie jest ona w żaden sposób niezbędna ani do wspólnego mieszkania, ani do uprawiania seksu, ani do wychowywania potomstwa.

Ano, nie jest. Ale umowa o nazwie 'małżeństwo' jest najczęściej bardzo przydatna.

>Małżeństwem jest to, co aktualnie prawo za małżeństwo uznaje.

Definicja niezbyt głęboka. Komputer jest tym co uważamy za komputer.

>>A może zapomniałaś o różnicy między kobietą a mężczyzną? Jeżeli tak, to... poproś kogoś o pomoc.
>Próbujesz być zabawny czy tylko chamski?

Próbuję Cię sprowadzić na ziemię z wyżyn ideologii.

>>Nie ma żadnego istotnego powodu redefiniować pojęcie małżeństwa.
>Bo TY tak arbitralnie uznałeś?

Tak uważam. Jeżeli uważasz inaczej, to jest różnica zdań.

>>Jeżeli pary jednopłciowe chcą zawierać jakieś umowy na wzór małżeństwa, to niech zawierają dowoli.
>Nie mogą - umowa małżeńska wiąże się z szeregiem konkretnych rozwiązań prawnych poza nią niedostępnych. Myślę, że jesteś tego świadom.

Napisałem umowy 'na wzór' a nie umowy małżeńskie.

>Zupełnie jak w przypadku "umowy małżeńskiej" - "budżet nie powinien ponosić skutków tego, że ktoś tam z kimś tam się na coś umówi".

Niezupełnie. Umowa małżeńska jest formalnym aspektem małżeństwa, które samo jest zjawiskiem biologiczno-psychiczno-społecznym, istotnie różnym od związków jednopłciowych. Nie chcę trywializować, związek homo może być piękny, silny, bogaty wewnętrznie, trwały, twórczy, - ale tym co małżeństwo być nie może, ze względów biologicznych. Jest czymś innym. Dlatego powinien być inaczej traktowany.
-
27-10-2011 02:21 
 Ocena 6 na 6
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Niezupełnie. Umowa małżeńska jest formalnym aspektem małżeństwa, które samo jest zjawiskiem biologiczno-psychiczno-społecznym, istotnie różnym od związków jednopłciowych. Nie chcę trywializować, związek homo może być piękny, silny, bogaty wewnętrznie, trwały, twórczy, - ale tym co małżeństwo być nie może, ze względów biologicznych. Jest czymś innym. Dlatego powinien być inaczej traktowany.

Uhm. Szczególnie dotyczy to homoseksualistek, które jak się uprą, to i dziesiątkę dzieci w związku będą miały, rodząc je na zmianę.
Homoseksualistom trochę trudniej, chociaż osobiście znam geja z trójką dzieci. Widzisz rozmiar problemów w razie śmierci biologicznego rodzica?

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Scorp (5381 punktów)
>Uhm. Szczególnie dotyczy to homoseksualistek, które jak się uprą, to i dziesiątkę dzieci w związku będą miały, rodząc je na zmianę.

Albo w jednym rytmie. Ale poważnie: jeżeli bierzemy pod uwagę dzieci w związku, to sytuacja zmienia się gruntownie. Społeczeństwo powinno otaczać takie pary opieką nie mniejszą niż zwykłe małżeństwa.

>Homoseksualistom trochę trudniej, chociaż osobiście znam geja z trójką dzieci. Widzisz rozmiar problemów w razie śmierci biologicznego rodzica?

Gej z trójką dzieci tworzy rodzinę. Powinien mieć wszystkie prawa i przywileje jakie przysługują rodzinie. Także te dla samotnych rodziców.

Wydaje się, że kiedy przeszliśmy od 'małżeństwa' do rodziny, to nasze poglądy się zbliżyły.
-
27-10-2011 17:01 
 Ocena 6 na 6
Alicja Duda (25557 punktów)
>>Homoseksualistom trochę trudniej, chociaż osobiście znam geja z trójką dzieci. Widzisz rozmiar problemów w razie śmierci biologicznego rodzica?
>Gej z trójką dzieci tworzy rodzinę. Powinien mieć wszystkie prawa i przywileje jakie przysługują rodzinie. Także te dla samotnych rodziców.
Ale gdy ojciec dzieci umrze to dzieciaki lądują w bidulu mimo, że partner ojca jest z nimi uczuciowo związany. Dla dzieci jest to zwielokrotniona trauma i niesprawiedliwość.
Ale kto by się uczuciami dzieci przejmował, ważne by utrudnić gejom życie dla zasady.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
farmer (22440 punktów)

>Ale kto by się uczuciami dzieci przejmował, ważne by utrudnić gejom życie dla zasady.

No tak, tyle że sami zainteresowani czyli dzieci jak zwykle mają jak najmniej do powiedzenia.

I tak są na straconej pozycji, gdyż zadecyduje o tym "ktoś" nie one. Ich zdanie może być zupełne inne od waszej opinii.
27-10-2011 22:51 
 Ocena 3 na 3
Alicja Duda (25557 punktów)

>I tak są na straconej pozycji, gdyż zadecyduje o tym "ktoś" nie one. Ich zdanie może być zupełne inne od waszej opinii.
Może i tak być tyle, że nikt dzieci nie pyta czy chcą zostać z partnerem swojego ojca bo takiemu człowiekowi sąd nie powierzy dzieci. Nie może ich adoptować, choćby nie wiem jak chciał i dzieci też chciały.


Zmień politykę, głosuj na kobiety.
farmer (22440 punktów)

> Nie może ich adoptować, choćby nie wiem jak chciał i dzieci też chciały.

Było nie było "to co chce dziecko" jest mocno kontrowersyjne i pewnie nie jest czyste od wpływów innych skoro dowód dostaje w wieku 18lat. Jednym słowem jest bezbronne wobec innych ludzi. Jego dobro to subiektywne podejście innych mających w tym swój interes.
27-10-2011 21:21 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Albo w jednym rytmie. Ale poważnie: jeżeli bierzemy pod uwagę dzieci w związku, to sytuacja zmienia się gruntownie. Społeczeństwo powinno otaczać takie pary opieką nie mniejszą niż zwykłe małżeństwa.

No to o co chodzi? Hurtem ich do USC i po sprawie, nie trzeba będzie sobie gitary zawracać.

>Gej z trójką dzieci tworzy rodzinę. Powinien mieć wszystkie prawa i przywileje jakie przysługują rodzinie. Także te dla samotnych rodziców.
>Wydaje się, że kiedy przeszliśmy od 'małżeństwa' do rodziny, to nasze poglądy się zbliżyły.

Dziwnie ominąłeś, chociaż bardzo wygodnie, kwestię partnera owego geja z dziećmi. Biologiczna matka dzieci poinformowana o homoseksualizmie męża rzuciła i jego, i dzieci, i poszła w siną dal. Ale Tata znalazł sobie kochającego partnera. Wychowują te dzieci razem. Nieformalnie, oczywiście. To teraz robimy eksperyment myślowo-prawny: para jest razem od 6 lat, najmłodsza mamusi nie pamięta. Biologiczny tata ginie, dajmy na to, w wypadku samochodowym. Co się dzieje? Jak napisała Alicja - dzieciaki idą do domu dziecka, chociaż mają kochającego ojca. Bo tak. Bo ktoś ma widzimisię.

Jeśli trudno ci zrozumieć ból takiej rodziny, bo homoseksualizm, wyobraź to sobie podstawiając kochającą drugą żonę. Czy w takim wypadku sytuacja nie wydaje się absurdalną aberracją systemu prawnego? Wydaje się. Ale najwyraźniej w Polsce seks waginalny robi w kwestiach kochania i troszczenia się o dzieci wielką różnicę. Ja tam tego nie rozumiem.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Scorp (5381 punktów)
>Ale najwyraźniej w Polsce seks waginalny robi w kwestiach kochania i troszczenia się o dzieci wielką różnicę. Ja tam tego nie rozumiem.

System prawny dostosowuje się powoli do zmian moralności, ale z reguły tak jest, że nie nadąża. Może zresztą to jest cecha wszystkich systemów: drogowy na przykład nie nadąża za ilością samochodów. Sieć elektryczna: nie mogę włączyć pralki i piecyka bo sieć pochodzi sprzed pięćdziesięciu lat i nie wytrzymuje. System prawny nie jest dostosowany do czołówki nowoczesnych, światłych obywateli, tylko do średniej. Ja tego nie bronię, ale staram się zrozumieć.

A jeżeli chodzi o moje poglądy w kwestii rodzin homo, to wyłożyłem je w rozmowie z liliac (moderator). Zajrzyj, proszę, tam.
-
27-10-2011 07:00 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>Biologiczne, psychologiczne, społeczne, światopoglądowe, (dla wielu) religijne, praktyczne, moralne. Jest ich tyle, dziwne, że o nie pytasz.

Biologia w żaden sposób nie preferuje monogamicznych związków dwuosobowych. Aspekt psychologiczny jest pochodną tradycji. Tradycji nigdy jakoś szczególnie nie ceniłam - czytałeś "Konopielkę"?

>Ale umowa o nazwie 'małżeństwo' jest najczęściej bardzo przydatna.

Ze względu na aspekty prawne i finansowe, których odmawiasz związkom niemieszczącym się w twojej tradycji. Inne korzyści z umowy małżeńskiej to ideologia li i jedynie.

>>Małżeństwem jest to, co aktualnie prawo za małżeństwo uznaje.
>Definicja niezbyt głęboka. Komputer jest tym co uważamy za komputer.

Obawiam się, że nie zrozumiałeś tej - w istocie - wcale nie jakoś szczególnie głębokiej konstatacji. Małżeństwo to byt prawny. Jeśli prawo pozwala nabyć status małżeństwa parze gejowskiej, automatycznie będzie ona także małżeństwem. Jeśli prawo pozwoliłoby ci poślubić swój samochód, to także byłoby małżeństwo.

>Próbuję Cię sprowadzić na ziemię z wyżyn ideologii.

Twoja obrona tradycji ma podłoże ideologiczne. Co więcej - popycha cię do granic chamstwa.

>>>Nie ma żadnego istotnego powodu redefiniować pojęcie małżeństwa.
>>Bo TY tak arbitralnie uznałeś?
>Tak uważam. Jeżeli uważasz inaczej, to jest różnica zdań.

Jest.

>Napisałem umowy 'na wzór' a nie umowy małżeńskie.

Akurat moim zdaniem nie ma sensu zawierać takiej ułomnej w sensie prawno-finansowym umowy, choć - oczywiście - niektórym okrawki mogą wystarczać (a dla niektórych być "celem samym w sobie").

>Niezupełnie. Umowa małżeńska jest formalnym aspektem małżeństwa, które samo jest zjawiskiem biologiczno-psychiczno-społecznym, istotnie różnym od związków jednopłciowych.

Małżeństwo nie jest zjawiskiem biologicznym, tylko kulturowym. A kultura, jak to ładnie pan Stomma napisał "zmienną jest". Twoje zdanie nie jest w żaden sposób uniwersalne, choć jako takie próbujesz je przedstawiać.

>Nie chcę trywializować, związek homo może być piękny, silny, bogaty wewnętrznie, trwały, twórczy, - ale tym co małżeństwo być nie może, ze względów biologicznych. Jest czymś innym. Dlatego powinien być inaczej traktowany.

Zupełnie jak małżeństwa heteroseksualne acz bezdzietne (bo domyślam się, że o biologiczne potomstwo pary ci chodzi). Zabieramy bezdzietnym przywileje?
27-10-2011 16:14 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Obawiam się, że nie zrozumiałeś tej - w istocie - wcale nie jakoś szczególnie głębokiej konstatacji. Małżeństwo to byt prawny. Jeśli prawo pozwala nabyć status małżeństwa parze gejowskiej, automatycznie będzie ona także małżeństwem. Jeśli prawo pozwoliłoby ci poślubić swój samochód, to także byłoby małżeństwo.

I to moje małżeństwo z samochodem byłoby objęte prawem, opieką i akceptacją społeczną?
Zredukowałaś do absurdu pojęcie małżeństwa, dlatego że bierzesz pod uwagę tylko stronę prawno-formalną. Rzeczywiście, nie rozumiem sensu takiego rozumowania.

>Akurat moim zdaniem nie ma sensu zawierać takiej ułomnej w sensie prawno-finansowym umowy, choć - oczywiście - niektórym okrawki mogą wystarczać (a dla niektórych być "celem samym w sobie").

Tu się zgadzamy

>>Niezupełnie. Umowa małżeńska jest formalnym aspektem małżeństwa, które samo jest zjawiskiem biologiczno-psychiczno-społecznym, istotnie różnym od związków jednopłciowych.

>Małżeństwo nie jest zjawiskiem biologicznym, tylko kulturowym. A kultura, jak to ładnie pan Stomma napisał "zmienną jest".

Napisałem "biologiczno-psychiczno-społecznym", w określeniu 'społecznym' mieści się też aspekt kulturowy. Małżeństwo jest czymś dużo bardziej złożonym niż zjawiskiem kulturowym, formalnością w urzędzie albo przysięgą przed ołtarzem.

Jeżeli masz inne zdanie, to cóż, jest różnica. Ale przypuszczam (choć nie znam wielu par homoseksualnych), że dla takich par też jest czymś więcej, niż 'zjawiskiem kulturowym'.

>Zupełnie jak małżeństwa heteroseksualne acz bezdzietne (bo domyślam się, że o biologiczne potomstwo pary ci chodzi). Zabieramy bezdzietnym przywileje?

Potomstwo, adoptowane czy naturalne, jeżeli wchodzi w grę, to zmienia radykalnie sytuację. Napisałem o tym wyżej.
-
27-10-2011 16:54 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>I to moje małżeństwo z samochodem byłoby objęte prawem, opieką i akceptacją społeczną?

Gdyby taka była definicja? Oczywiście
W naszym kręgu kulturowym mógłby się pojawić problem kwestii świadomej zgody samochodu, ale przecież nie wszystkie kultury wymagają od małżonki świadomej zgody na zawarcie małżeństwa.

>Zredukowałaś do absurdu pojęcie małżeństwa, dlatego że bierzesz pod uwagę tylko stronę prawno-formalną.

Bo też i tylko stroną prawno-formalną odróżnia się od niesformalizowanych w miarę stałych związków.

>>Małżeństwo nie jest zjawiskiem biologicznym, tylko kulturowym. A kultura, jak to ładnie pan Stomma napisał "zmienną jest".
>Napisałem "biologiczno-psychiczno-społecznym", w określeniu 'społecznym' mieści się też aspekt kulturowy. Małżeństwo jest czymś dużo bardziej złożonym niż zjawiskiem kulturowym, formalnością w urzędzie albo przysięgą przed ołtarzem.

Jak już podkreśliłam, aspekt społeczno-psychologiczny to tradycja (a w tradycji nie widzę wystarczającej podstawy do stanowienia prawa) i pochodna prawa, aspekt biologiczny zaś nie istnieje - małżeństwo pod względem biologii nie różni się niczym od innych typów związków seksualnych o charakterze mniej więcej stałym (może z wyjątkiem takich cudów jak "białe małżeństwo"). Gdzie widzisz odmienności biologiczne w małżeństwie? Jeśli coś biologicznego pomijam, uzupełnij.

A reszta to właśnie aspekty formalno-prawne. Z dodatkową gratyfikacją finansową pod postacią ulg podatkowych rozmaitych, systemu alimentacyjnego, etc.

>Jeżeli masz inne zdanie, to cóż, jest różnica. Ale przypuszczam (choć nie znam wielu par homoseksualnych), że dla takich par też jest czymś więcej, niż 'zjawiskiem kulturowym'.

Dodatkowo jest też kwestią prawno-finansową. A emocjonalne uwarunkowania są indywidualne i w związku z tym dość różne.
Czy mógłbyś wyartykułować jakieś racjonalne wskazania dla ograniczania tego typu umowy społecznej i gratyfikacji finansowych z nim związanych do par heteroseksualnych li i jedynie czy chodzi tylko o twoje przywiązanie do tradycji i ewentualne kwestie emocjonalne?

>>Zupełnie jak małżeństwa heteroseksualne acz bezdzietne (bo domyślam się, że o biologiczne potomstwo pary ci chodzi). Zabieramy bezdzietnym przywileje?
>Potomstwo, adoptowane czy naturalne, jeżeli wchodzi w grę, to zmienia radykalnie sytuację.

I kończymy w błędnym kole. Pary homoseksualne - ze względu na swój status prawny - nie mają w Polsce prawa do adoptowania dzieci. Zatem - idąc twoim tokiem rozumowania - mogą stać się rodziną, adoptując dzieci, ale nie mogą adoptować dzieci, jako że nie są rodziną.
Scorp (5381 punktów)
>Czy mógłbyś wyartykułować jakieś racjonalne wskazania dla ograniczania tego typu umowy społecznej i gratyfikacji finansowych z nim związanych do par heteroseksualnych li i jedynie czy chodzi tylko o twoje przywiązanie do tradycji i ewentualne kwestie emocjonalne?
>I kończymy w błędnym kole. Pary homoseksualne - ze względu na swój status prawny - nie mają w Polsce prawa do adoptowania dzieci. Zatem - idąc twoim tokiem rozumowania - mogą stać się rodziną, adoptując dzieci, ale nie mogą adoptować dzieci, jako że nie są rodziną.

Ustępuję Ci pola w kwestii statusu, znaczenia i backgroundu małżeństwa. Podejrzewam, że różnice wynikają z odmiennej definicji, a skoro tak jest, to w tej części sporu skończymy (może już skończyliśmy) na stwierdzeniu 'dla mnie małżeństwo jest tym a dla Ciebie tamtym' i nie posuniemy się o krok.

Spróbuję tylko naszkicować swoje stanowisko w odniesieniu do czworokąta: małżeństwo-preferencje-rodzina-potomstwo. I proponuję na tym zakończyć.

Otóż "małżeństwo' oparte na preferencjach homoseksualnych nie powinno interesować społeczeństwa, ponieważ preferencje seksualne generalnie powinny być akceptowane i w ogóle nie powinny interesować nikogo poza zainteresowanymi. Są one dla społeczeństwa dość obojętne. Więc i 'małżeństwo' homo też.

Natomiast preferencje, czy też kwalifikacje rodzicielskie, opiekuńcze, są bardzo ważne społecznie, bo decydują czy wychowanek zostanie bandytą czy uczciwym człowiekiem. Społeczeństwo powinno tu popierać, wzmacniać, zasilać każdy przejaw takich preferencji i dobrej woli, niezależnie u kogo występują.

Z rozróżnienia rodzajów preferencji wynika moje niechętne stanowisko w sprawie roszczenia Wicka z Wackiem do małżeństwa, natomiast zdecydowane poparcie ich, jeżeli zechcą założyć rodzinę, opiekować się dziećmi i, jak to robi matka, poświęcać im dużą część swojego życia, rano, wieczór i w południe i w nocy też. Jeżeli związek pary homoseksualnej realizuje się w rodzinie, to ich preferencje seksualne stają się bez znaczenia wobec nawału pracy i odpowiedzialności.

Zatem: Rodzina homo tak, a 'małżeństwo'? O tyle tylko ile jest - tak jak przeciętne małżeństwo hetero, gdzie się dzieci płodzi i wychowuje - pierwszym krokiem ku rodzinie. W innym przypadku to... nie wiele więcej niż zachcianka.

Chyba jednak nie jestem tak przywiązany do tradycji jak uważasz. A kwestie emocjonalne? No cóż łatwo się zdenerwować kiedy rozmówca nie daje sobie wytłumaczyć prostych rzeczy.

Pozdrawiam!
-
27-10-2011 18:37 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Otóż "małżeństwo' oparte na preferencjach homoseksualnych nie powinno interesować społeczeństwa, ponieważ preferencje seksualne generalnie powinny być akceptowane i w ogóle nie powinny interesować nikogo poza zainteresowanymi. Są one dla społeczeństwa dość obojętne. Więc i 'małżeństwo' homo też.

Jestem skłonna się zgodzić, ale to samo dotyczy małżeństw heteroseksualnych. Przecież (jeśli patrzeć przez pryzmat prokreacji) - póki bezdzietne - też nie powinny społeczeństwa obchodzić. Te małżeństwa, które nie spełniają funkcji prokreacyjnej, sprowadzają się (poza funkcją seksualno-emocjonalną) do kwestii wspólnego gospodarstwa domowego i niczym się od potencjalnych małżeństw homo nie różnią. Dlatego właśnie nie rozumiem ich preferowania finansowo-prawnego nad związkami homoseksualnymi.

>Natomiast preferencje, czy też kwalifikacje rodzicielskie, opiekuńcze, są bardzo ważne społecznie, bo decydują czy wychowanek zostanie bandytą czy uczciwym człowiekiem. Społeczeństwo powinno tu popierać, wzmacniać, zasilać każdy przejaw takich preferencji i dobrej woli, niezależnie u kogo występują.

OK. Jestem w stanie zrozumieć taki punkt widzenia. Chociaż "niezależnie u kogo występują" nie wydaje mi się tak do końca oczywiste i nie chodzi mi tu o preferencje seksualne. Tyle że rzeczywiście kwalifikacje rodzicielskie okazałyby się zapewne trudne do odgórnej weryfikacji.

>Z rozróżnienia rodzajów preferencji wynika moje niechętne stanowisko w sprawie roszczenia Wicka z Wackiem do małżeństwa, natomiast zdecydowane poparcie ich, jeżeli zechcą założyć rodzinę, opiekować się dziećmi i, jak to robi matka, poświęcać im dużą część swojego życia, rano, wieczór i w południe i w nocy też. Jeżeli związek pary homoseksualnej realizuje się w rodzinie, to ich preferencje seksualne stają się bez znaczenia wobec nawału pracy i odpowiedzialności.

Ok. Rozumiem. Czy jednak w takim razie - w świetle twojego wyjaśnienia - nie byłoby rozsądniejsze uzależnienie przywilejów prawno-finansowych na razie zarezerwowanych dla małżeństw heteroseksualnych nie tyle od rodzaju umowy prawnej, ile od posiadanego potomstwa? Przy jednoczesnej rezygnacji z postulatu "adopcja tylko dla małżeństw heteroseksualnych"?

>Zatem: Rodzina homo tak, a 'małżeństwo'? O tyle tylko ile jest - tak jak przeciętne małżeństwo hetero, gdzie się dzieci płodzi i wychowuje - pierwszym krokiem ku rodzinie. W innym przypadku to... nie wiele więcej niż zachcianka.

Jak odróżnisz od siebie małżeństwa dowolnej płciowości zawierane w ramach zachciewajki (niemało jest wszak małżeństw bezdzietnych czy to ze względów medycznych, czy po prostu z powodu braku chęci rozmnażania się) od tych, które się docelowo prokreacyjnie wykażą? Jak rozumiem, te heteroseksualne, jeśli nie są dzietne, to też zachciewajka, oczywiście?

>Chyba jednak nie jestem tak przywiązany do tradycji jak uważasz.

Dopiero w tej chwili przedstawiłeś swój punkt widzenia jasno.

>No cóż łatwo się zdenerwować kiedy rozmówca nie daje sobie wytłumaczyć prostych rzeczy.

Jak widać, niekoniecznie to, co nam się wydaje proste i oczywiste, musi się takim wydawać innym

>Pozdrawiam!

Ja również
27-10-2011 19:19 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)
>Ok. Rozumiem. Czy jednak w takim razie - w świetle twojego wyjaśnienia - nie byłoby rozsądniejsze uzależnienie przywilejów prawno-finansowych na razie zarezerwowanych dla małżeństw heteroseksualnych nie tyle od rodzaju umowy prawnej, ile od posiadanego potomstwa? Przy jednoczesnej rezygnacji z postulatu "adopcja tylko dla małżeństw heteroseksualnych"?

1. Oczywiście tak! Pieniądze powinny 'iść za dzieckiem' tak jak w służbie zdrowia powinny iść za pacjentem. 2. 'Adopcja tylko dla hetero' jest nieuzasadnionym dogmatem. Nie stoi za nim rzeczywistość, tylko uprzedzenia i wierzenia. Szczególnie związek dwu pań - podwójna ilość instynktu macierzyńskiego - i zabraniać im adopcji? To nieludzkie. Poza tym głupie.

>Jak odróżnisz od siebie małżeństwa dowolnej płciowości zawierane w ramach zachciewajki (niemało jest wszak małżeństw bezdzietnych czy to ze względów medycznych, czy po prostu z powodu braku chęci rozmnażania się) od tych, które się docelowo prokreacyjnie wykażą?

Chęci i zamiarów nie da się przeniknąć, natomiast faktem jest bezspornym, że w małżeństwach hetero dziecko może się wydarzyć, a w homo nie może. Także przy założeniu nieposiadania dzieci, można wpaść przypadkiem, ustąpić pod wpływem rodziny, albo nastawienie może się zmienić. Jest oczywiste, że łatwiej o dziecko heterykom. Jeżeli tak, to powstaje presupozycja, że w rodzinie hetero będą mieli dzieci. To dlatego małżeństwo hetero ma fory w społeczeństwie, nawet bezdzietne.

>I - rozumiem - że te heteroseksualne, jeśli nie są dzietne, to też zachciewajka?

Nie napisałem, że jest, tylko 'nie wiele więcej niż', Jeżeli z zamiarem bezdzietności to tak, jeżeli nie, to... poważna sprawa. Ale inny temat.
-
27-10-2011 19:33 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
Widzę, że dochodzimy do konsensusu

>Chęci i zamiarów nie da się przeniknąć, natomiast faktem jest bezspornym, że w małżeństwach hetero dziecko może się wydarzyć, a w homo nie może. Także przy założeniu nieposiadania dzieci, można wpaść przypadkiem, ustąpić pod wpływem rodziny, albo nastawienie może się zmienić. Jest oczywiste, że łatwiej o dziecko heterykom.

Czyli co byś proponował? Automatyczna (ewentualnie po złożeniu odpowiedniego wniosku) zmiana statusu pary homoseksualnej na małżeński/małżeńskopodobny (nazwa nie wydaje mi się szczególnie istotna) w momencie rozpoczęcia starań adopcyjnych tudzież pojawienia się potomstwa (np. przyznanie praw do dziecka z poprzednigo związku)?

>Jeżeli tak, to powstaje presupozycja, że w rodzinie hetero będą mieli dzieci. To dlatego małżeństwo hetero ma fory w społeczeństwie, nawet bezdzietne.

Rozumiem takie przedstawienie sprawy, chociaż nadal wydaje mi się, że przy założeniu "Pieniądze powinny 'iść za dzieckiem' tak jak w służbie zdrowia powinny iść za pacjentem." prostszym i bardziej ekonomicznym rozwiązaniem byłoby właśnie przyznawanie przywileju w momencie pojawienia się dziecka.
Scorp (5381 punktów)
>Czyli co byś proponował? Automatyczna (ewentualnie po złożeniu odpowiedniego wniosku) zmiana statusu pary homoseksualnej na małżeński/małżeńskopodobny (nazwa nie wydaje mi się szczególnie istotna) w momencie rozpoczęcia starań adopcyjnych tudzież pojawienia się potomstwa (np. przyznanie praw do dziecka z poprzednigo związku)?

Prawie dokładnie tak. Zmiana statusu ze związku partnerskiego na rodzinę w pełni praw i obowiązków. W ten sposób dwie drogi prowadziłyby do rodziny: startująca z małżeństwa i ze związku partnerskiego.

>Rozumiem takie przedstawienie sprawy, chociaż nadal wydaje mi się, że przy założeniu "Pieniądze powinny 'iść za dzieckiem' tak jak w służbie zdrowia powinny iść za pacjentem." prostszym i bardziej ekonomicznym rozwiązaniem byłoby właśnie przyznawanie przywileju w momencie pojawienia się dziecka.

No tak. Pojawienie się ulg, becikówki i co tam, to już jest.

Sprawa związków homo - jeżeli zaczyna marsz od początku, od strony łóżka, to musi przejść przez pole minowe (a po co, a dlaczego, z jakiej racji? a fuj, albo głupi rechot), ale jeżeli zaczyna marsz od końca, od strony łóżeczka, to nabiera sensu i energi, która umożliwia jej wykonanie skoku przez to pole.

Rozbrajanie pola minowego argumentami typu 'definicja małżeństwa', 'prawa człowieka', 'temu wolno a tamtemu nie', mnie osobiście wydają się mało efektywne (więc na polu minowym nie mogliśmy dojść do porozumienia). Skok po energię płynącą z rodzicielstwa wydaje mi się najlepszym sposobem.
-
28-10-2011 08:28 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)

>I to moje małżeństwo z samochodem byłoby objęte prawem, opieką i akceptacją społeczną?
Oczywiście. Problem w tym, że prawo wymaga, by małżeństwo zostało zawarte za obopólną, świadomą zgodą. Niestety, to jest zła wiadomość: samochód (szafa, telewizor, piesek pokojowy) nie jest w stanie takiej zgody wyrazić. I sprawa upada.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Nie wiedzieć czemu zacząłem nowy wątek, ale, że lubię się powtarzać... wszlkie wątpliwości rozwiewa definicja małżeństwa:
Małżeństwo to związek ludzi dorosłych, którego podstawą nie może być przemoc i gwałt.
...która tu może robić za wartość dodaną do wypracowania z WOS.
Jest taki problem matematyczny. Co jeśli będzie się chciał ze sobą ożenić cały naród, a po dwóch tygodniach rozwieść? Jak przeprowadzić podział majątku? Więc warto by było napomknąć o własnej i nieprzymuszonej woli zawarcia związku małżeńskiego.

Jego Najjaśniejsza Mość Imperator Świata, Wszechświata i Okolic o imieniu ponad wszelkie imiona.. którego Wszechświat sięga tak daleko, jak Jego wyobraźnia. Ten, który zwykł mawiać "Jam Prawem ponad Prawem i Lewem. Wiem wszystko, bo nie wiem nic...
27-10-2011 09:59 
 Ocena 1 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>A może zapomniałaś o różnicy między kobietą a mężczyzną? Jeżeli tak, to... poproś kogoś o pomoc.

"Krecha" za chamstwo!
Nie nadrabiaj nim braków wiedzy czy też zaślepienia "własną" wizją rzeczywistości.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
26-10-2011 19:51 
 Ocena 3 na 3
TriDzej2 (869 punktów)
>Jeżeli prawo podatkowe ma działać 'równo i sprawiedliwie', czyli traktować obywateli jednakowo, to podatki powinny być jednakowe niezależnie od tego, czy dwaj panowie "żyją razem" czy osobno.

Ile więc płaci mniej małżeństwo dzięki temu, że wzięło ślub? Jest jakaś konkretna kwota? A ile może zapłacić więcej?

>Ludzie pozostający poza związkami partnerskimi powinni być traktowani podatkowo nie gorzej niż ci w związkach, ponieważ przeczyłoby to zasadzie równego traktowania.

Czyli ludzie w związkach powinni prowadzić osobne budżety przy wspólnym majątku, ponieważ są traktowani nierówno w stosunku do osób związanych nieformalnie? Czy wspólne rozliczanie podatku, w wypadku gdy pieniądze płyną do jednego miejsca, jest czymś głupim?

Tutaj są minusy: www.pit.pl(*)wa_podatki_w_praktyce_2836.php Czy głośno i wyraźnie będziesz się domagał ich wprowadzenia dla samotnych?

Związek to miecz obosieczny, ale czepianie się tylko plusów uważam za paranoję.
26-10-2011 21:17 
 0 na 2
Scorp (5381 punktów)
>Ile więc płaci mniej małżeństwo dzięki temu, że wzięło ślub? Jest jakaś konkretna kwota? A ile może zapłacić więcej? Czyli ludzie w związkach powinni prowadzić osobne budżety przy wspólnym majątku, ponieważ są traktowani nierówno w stosunku do osób związanych nieformalnie? Czy wspólne rozliczanie podatku, w wypadku gdy pieniądze płyną do jednego miejsca, jest czymś głupim? Czy głośno i wyraźnie będziesz się domagał ich wprowadzenia dla samotnych?

Sześć pytań. Dobra metoda, żeby zagadać przeciwnika. Udało Ci się.

>Związek to miecz obosieczny, ale czepianie się tylko plusów uważam za paranoję.
Weź jakiś słownik medyczny i poczytaj, czym jest paranoja.
-
27-10-2011 10:19 
 0 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>>Związek to miecz obosieczny, ale czepianie się tylko plusów uważam za paranoję.
>Weź jakiś słownik medyczny i poczytaj, czym jest paranoja.

Kolejna "krecha" za chamstwo i brak wiedzy.
Sam sprawdziłeś w słowniku czym jest paranoja?

Wiki:

Zaburzenia urojeniowe (dawniej paranoja prawdziwa, obłęd) - usystematyzowane urojenia, najczęściej prześladowcze....
(...)jest chorobą rozpoznawaną w medycynie dość rzadko, jednak wielu autorów skłania się ku przypuszczeniu, że jest to stan patologiczny występujący znacznie częściej, niż wynika to z oficjalnych statystyk. Wynika to z tego, że w chorobie tej doznawane przez chorego urojenia są na tyle prawdopodobne, że otoczenie traktuje to raczej jako cechę charakteru, niż chorobę. Można pokusić się o stwierdzenie, że każdy zna jakąś osobę, która ma pewne poglądy nie oparte na żadnych przesłankach, które podzielałoby otoczenie i w tych poglądach jest niewzruszona. Choć wszyscy wokół uważają, że poglądy tej osoby są niezwykłe, to jednak wskutek częstego faktu, że człowiek ten właściwie wypełnia swoje role społeczne (pracownika, ojca/matki, kolegi itp.) urojenia paranoiczne nie są uważane przez innych za chorobowe.

W czym więc, myli się TriDzej2 określając "czepianie się" (uporczywe) "jednej strony" zagadnienia za możliwą paranoje?
Pytanie jest retoryczne -ma pubudzić myślenie - nie chamstwo.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
27-10-2011 16:52 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
Czytelnik 'Scorp' oddał na Ciebie głos negatywny
głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Co zmienilibyście w Konstytucji?'


Dzięki za pełnego refleksji "minusa", razy dwa.
W tym kontekście jest on dla mnie nobilitacją.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
26-10-2011 19:41 
 Ocena 3 na 3
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>A jak udowodnić istnienie nieuregulowanego związku? Będziemy zbierać świadków?
W UK ostatni zapłacony rachunek np. za council tax (podatek za dom) jest dowodem tożsamości, Po sześciu latach nieuregulowany związek staje się uregulowanym, ponieważ można potwierdzić to rachunkami na nazwiska partnerów: za prąd, wodę, pozwolenie na parkowanie, kablówkę, wywozenie śmieci, etc.. nie trzeba szukać pomocy u bystrych sasiadow.
Panstwo uznaje moj status, nie musze nic udowadniac.
26-10-2011 13:18 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>A niby dlaczego każdy?
Każdy uregulowany prawem.
Musi być jakoś prawnie uregulowany bo wtedy można go chronić, bo są jakieś reguły których osoby związane powinny przestrzegać.
Teraz co prawda i konkubinat jest jakoś chroniony, ale tylko heteroseksualny!
I tylko dlatego, że nie ma np. związków partnerskich.
Jest tylko małżeństwo i Schluss.
> Dlaczego związki seksualne
Nic nie pisałam (tym razem) o seksie.
Może to być związek czysto przyjacielski, ale taki który obie zainteresowane osoby chciałyby zarejestrować z jakichś względów.

Równoprawnego traktowania obywateli w tym sensie, że każdy mógłby "zawrzeć" jakiś zwiazek nie będący z konieczności małżeństwem.
Bo dzisiaj nie ma wyboru.
Albo się żeń z kobietą (lub wychodź za mąż), albo pozostawaj w nieuporządkowanym prawnie związku.
Cała rzesza obywateli, którzy się nie chcą, albo nie mogą ożenić czy wyjść za mąż , a chcieli by jednak jakoś urelgulować prawnie swój związek, pozostaje na aucie, co jest nierównym traktowaniem wobec tych, którzy chcą i mogą zawierać małżeństwa.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Scorp (5381 punktów)
>
>A niby dlaczego każdy?
>Każdy uregulowany prawem. Musi być jakoś prawnie uregulowany bo wtedy można go chronić, bo są jakieś reguły których osoby związane powinny przestrzegać.

Każdy uregulowany prawem, ok. Ale dlaczego prawo powinno 'chronić' jakiś związek dwu osób. Dwu, albo trzech, - dlaczego nie czterech?

Poważnie pytam o sens społeczny takiego prawa. I co wg Ciebie znaczy tu 'chronić'? Karać za zdradę? płacić alimenty jeżeli jeden porzuci drugiego?

>Może to być związek czysto przyjacielski, ale taki który obie zainteresowane osoby chciałyby zarejestrować z jakichś względów.

Ładnie ślicznie, związek czysto przyjacielski. Ale co mi do tego, że Wicek przyjaźni się z Wackiem? Niech się przyjaźnią, jak chcą. Państwo ma się zajmować ważnymi rzeczami, a nie tym, kto się z kim przyjaźni. Może jeszcze jakiś odpis od podatku z powodu przyjaźni?

>Albo się żeń z kobietą (lub wychodź za mąż), albo pozostawaj w nieuporządkowanym prawnie związku.

Fałszywe albo - albo. Pominęłaś trzecią opcję - nie musisz być w żadnym związku.

>Cała rzesza obywateli, którzy się nie chcą, albo nie mogą ożenić czy wyjść za mąż , a chcieli by jednak jakoś urelgulować prawnie swój związek, pozostaje na aucie, co jest nierównym traktowaniem wobec tych, którzy chcą i mogą zawierać małżeństwa.

Nie pozostają na żadnym aucie, nie przesadzaj.

Chcą dziedziczyć po sobie, mieć wspólne konto, ponosić współodpowiedzialność? Proszę bardzo! Jeżeli w tych kwestiach są jakieś przeszkody prawne, należy je usunąć. Partnerstwo, spółka. Ale podatki powinni płacić jednakowo, ci panowie co się kochają i ci co się nienawidzą. To jest równość wobec prawa. I nie zawracać państwu - społeczeństwu głowy swoimi preferencjami.
-
26-10-2011 22:28 
 Ocena 2 na 2
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>I nie zawracać państwu - społeczeństwu głowy swoimi preferencjami.
W takim razie mogę się zgodzić na inną opcję.

Niech również małżeństwo kobiety i mężczyzny pozostanie tylko sakramentem Kościoła.
Niech więc Konstytucja nie zajmuje się i nie opiekuje żadnym związkiem międzyludzkim.
Niech nie wyszczególnia żadnego związku.
Co Ty na to?


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Scorp (5381 punktów)
>Co Ty na to?

Mało mi się to podoba. Nie lubię żartów z rzeczy ważnych.
-
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>Co Ty na to?
>Mało mi się to podoba. Nie lubię żartów z rzeczy ważnych.
Ja nie żartuję tylko się zastanawiam.
Rozważam różne za i przeciw.
Pytam, dlaczego tylko związek mężczyzny i kobiety zwany małżeństwem otaczać szczególnymi względami, a związek Wacka i Wicka nie otaczać żadnymi?
Dlaczego jak umrze Wicek, to Wacek nie może po nim przejąć mieszkania komunalnego?
Dlaczego jak jakiś facet z Przenajświętszej RP zakocha się w młodym Taju czy Filipińczyku to nie może się z nim związać, aby mogli zamieszkać razem, a Taj by dostał obywatelstwo polskie i nie musiał jeździć w te i nazad i co raz to występować o wizy czy prawa pobytu?


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Scorp (5381 punktów)
> Ja nie żartuję tylko się zastanawiam.

Kiedy się tak zastanawiasz, to podrzucę Ci jeszcze kilka.
- Dlaczego Wicek nie może się ożenić z trzema kobietami, na ten przykład z babcią, matką i córką naraz? - jeżeli wszystkie zainteresowane tego chcą i on też?
- Dlaczego nie może swojej córce na dać na imię na ten przykład 'Pipeczka'? Całkiem miłe imię by było. Przyjemne, wyraziste, bardzo kobiece.
- Dlaczego tak w ogóle baca nie może się ożenić ze swoją owieczką? Cóż by to komu szkodziło?

>Rozważam różne za i przeciw.

Rozważaj, rozważaj. Na pewno znaleźliby się chętni na wszystkie powyższe propozycje. Oczywiście dla równości i sprawiedliwości wszystkie powyższe możliwości należy traktować symetrycznie wobec płci: kobieta z trzema mężami, mamusia da imię synkowi 'Fajfusek' i pani Basia ze swoim ukochanym owczarkiem. Rozważ różne za i przeciw.

>Pytam, dlaczego tylko związek mężczyzny i kobiety zwany małżeństwem otaczać szczególnymi względami, a związek Wacka i Wicka nie otaczać żadnymi?

Odpowiedź znajdziesz we własnym rozumie, jeżeli do niego zajrzysz, porzuciwszy to jałowe prowokowanie.

>Dlaczego jak umrze Wicek, to Wacek nie może po nim przejąć mieszkania komunalnego?
Może
>Dlaczego jak jakiś facet z Przenajświętszej RP zakocha się w młodym Taju czy Filipińczyku to nie może się z nim związać, aby mogli zamieszkać razem,
Mogą mieszkac razem
>a Taj by dostał obywatelstwo polskie i nie musiał jeździć w te i nazad i co raz to występować o wizy czy prawa pobytu?
Przepisy imigracyjne
-
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>>Dlaczego jak umrze Wicek, to Wacek nie może po nim przejąć mieszkania komunalnego?
> Może

"Warszawski sąd oddalił wniosek o przejęcie najmu mieszkania po zmarłym partnerze homoseksualnym uznając, że jest to możliwe tylko przy konkubinacie heteroseksualnym."
www.rp.pl/(*)zy-mieszkania-komunalnego.html
> Mogą mieszkac razem
Najwyżej chyba 3 miesiące, a potem Taj musi wracać do Tajlandii.
A gdyby Taj był Tajlandką to by poprzez małżeństwo z facetem dostał obywatelstwo polskie!
Czy jesteś aż tak okrutny żeby się znęcać w ten sposób nad miłością Taja i faceta?

> Dlaczego tak w ogóle baca nie może się ożenić ze swoją owieczką?
Tego też nie wiem!
Jeśli w Ameryce starsza bogata pani może zapisać w testamencie parę milionów dolarów sewmu pieskowi ( nie wiem jak ta sprawa wygląda w Przenajświętszej) to ożenek bacy z owieczką to pryszcz.

"Najbogatszy pies świata nie żyje. Jak informują amerykańskie media, na Florydzie zdechł 12-letni maltańczyk, który stał się sławny po tym jak właścicielka zapisała mu w testamencie 12 milionów dolarów. Kobieta pominęła w nim nawet najbliższą rodzinę."
fakty.inte(*)ogatszy-pies-swiata,1652765,18

> Dlaczego nie może swojej córce na dać na imię na ten przykład 'Pipeczka'?

Bo Polska to dziki kraj!
Przez 123 lata niewoli pod zaborami, 50 lat zniewolenia pod Sowietami i 1000 lat w słodkim jarzmie Kościoła zatraciliśmy w ogóle poczucie WOLNOŚĆI.
Nie wiemy co to jest prawdziwa wolność i swoboda!
Znowu powołam się na USA, tam rodzice nadają dzieciom dowolne imiona.

Ja osobiście bardzo bym chciała mieć synka Fajfuska!

I czy nie cudownie byłoby zawołać z okna do córeczki Pipeczkooooooooooooo!!

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
27-10-2011 10:35 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>.. Nie ma zasady równego równego traktowania wszystkich związków, taka byłaby raczej bez sensu, prawda?
Zatem zasady funkcjonowania spółek cywilnych, spółek jawnych lub "osób prawnych" powinny być zależne od ich składu co do płci?
Inaczej mają być przez prawo traktowane organizacje koedukacyjne niż bractwa zakonne czy koła gospodyń?
TriDzej2 (869 punktów)
Wg konstytucji RP to państwo unitarne, ja bym to zmienił na federację. Powodów może być kilka:
- większy wpływ obywateli na władze lokalne
- "konkurencja" pomiędzy poszczególnymi obszarami autonomicznymi
- pieniądze będą w większym stopniu zbierane i wydawane "na miejscu" dzięki czemu będą promowane przedsiębiorcze obszary
26-10-2011 10:36 
 Ocena 2 na 2
muladen (154 punktów)
Zgodnie z kantowskim choć utopijnym Państwem celów każdy obywatel-podmiot,jest współtwórcą,jak i konsumentem prawa,więc gwoli sprawiedliwości nie ma sensu nikogo w Konstytucji wyróżniać.Wniosek-skrócić Konstytucję
pawel9308 (104 punktów)
Nie wiem czy to ci coś pomoże i czy z tym się zgadzasz, ale dla mnnie "dziwne" są 3 artykuły Konstytucji. Jeden już został zaproponowany czyli art.18.
II
Art. 25.
1.Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.

2.Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.

3.Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

4.Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy.

5.Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a innymi kościołami oraz związkami wyznaniowymi określają ustawy uchwalone na podstawie umów zawartych przez Radę Ministrów z ich właściwymi przedstawicielami.

( zupełna zmiana tego art.)

III
Art. 105.
1.Poseł nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu poselskiego ani w czasie jego trwania, ani po jego wygaśnięciu. Za taką działalność poseł odpowiada wyłącznie przed Sejmem, a w przypadku naruszenia praw osób trzecich może być pociągnięty do odpowiedzialności sądowej tylko za zgodą Sejmu.

2.Od dnia ogłoszenia wyników wyborów do dnia wygaśnięcia mandatu poseł nie może być pociągnięty bez zgody Sejmu do odpowiedzialności karnej.

3.Postępowanie karne wszczęte wobec osoby przed dniem wyboru jej na posła ulega na żądanie Sejmu zawieszeniu do czasu wygaśnięcia mandatu. W takim przypadku ulega również zawieszeniu na ten czas bieg przedawnienia w postępowaniu karnym.

4.Poseł może wyrazić zgodę na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. W takim przypadku nie stosuje się przepisów ust. 2 i 3.

5.Poseł nie może być zatrzymany lub aresztowany bez zgody Sejmu, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa i jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. O zatrzymaniu niezwłocznie powiadamia się Marszałka Sejmu, który może nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego.

6.Szczegółowe zasady pociągania posłów do odpowiedzialności karnej oraz tryb postępowania określa ustawa.

( zmiana tego art., nie może być tak że poseł za złamanie kodeksu drogowego nie musi płacić mandatu. Mandat drogowy nie ogranicza jego działalności pod względem stanowienia prawa, itp.)
DanielL (110 punktów)
Co do dwóch pierwszych artykułów, to na pewno postaram się coś na ten temat napisać.

A co do karania posłów... Teoria była taka, że pan policjant (czy ktokolwiek inny) nie będzie za nim łaził, liczył przekleństw i opakowań po chipsach wyrzuconych na chodnik tylko po to żeby go potem tym straszyć jeśli czegoś dla niego nie zrobi będąc w rządzie. Taka ochrona przed "szantażem zgodnym z prawem". Bo ochronę przed niezgodnym ma każdy.
No ale to jest teoria, a teraz trzeba jakoś mądrze coś z tym zrobić... może przesunąć granice tej ochrony?...
młody banita (209 punktów)
(zablokowany)
Polityka narkotykowa, czyli depenalizacja narkotyków jako jedno z głównych źródeł utrzymania mafii, karanie za niską szkodliwość społeczną, wykorzystanie np. konopi w lecznictwie, przychody dla państwa z odprowadzanych podatków za dystrybucję.
auteme (225 punktów)
Zacząłem pisać, co bym zmienił w Konstytucji na lepsze, ale już szybko wykasowałem. Mamy dość mocno rozbudowaną już Konstytucje, która była wiele razy zmieniana. Wprowadzenie zmian, bądź nawet napisanie nowej, uważam za bezcelowe. Już w obecnej formie, artykuły nie są wiążące przy podejmowaniu decyzji przez rząd, jak i są dowolnie interpretowane. Jakiekolwiek zmiany nie sprawią, że będzie się żyło lepiej. Będą to wciąż martwe zapisy.

Zakładam, że chodzi Tobie o dobrą ocenę i nie chcesz iść w tą stronę. Jednak pamiętaj, że racjonalista używa własnej głowy do myślenia, a nie potakiwania. A dobre oceny, nie są ważniejsze od własnego zdania.

Wolny wybór.
DanielL (110 punktów)
Moje zdanie jest podobne, dlatego w wypracowaniu pójdę też w tą stronę: jak zmienić Konstytucję, żeby to co już jest, było bardziej jednoznaczne.

A takie wypracowanie jest tylko wypracowaniem, i choćby było nie wiem jak idealne to raczej wątpię żeby miało to wpływ na kształt tej prawdziwej Konstytucji Także akurat tym aspektem sensu zadania domowego się nie przejmuję. No i starczy, że jestem zagrożony z polskiego.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Ja bym zalegalizował bigamię. Serio. Po drugie zawsze wychodzę z założenia:
Dwa wyjścia... pluralizm, trzecia droga - IMPERIALIZM... a konstytucja niestety zabrania mi okrzyknięcia siebie.... ćśśś (to o mnie):
"Jego Najjaśniejsza Mość Imperator Świata, Wszechświata i Okolic o imieniu ponad wszelkie imiona.. którego Wszechświat sięga tak daleko, jak Jego wyobraźnia. Ten, który zwykł mawiać "Jam Prawem ponad Prawem i Lewem. Wiem wszystko, bo nie wiem nic. Dla mnie z każdej sytuacji bez wyjścia jest wyjście do innej sytuacji z wyjściem"!

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy tę rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymać ją za jej radosną zgodą..

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365