Niestety Polacy w oceniając nagminnie innych, stosują katlicką miarkę . Nie zważają na to, że dana osoba jest innego wyznania, ma inny światopogląd... Nie chce tutaj mówić, które zachowanie i kogo jest lepsze, czyj światopogląd jest bardziej wartościowy - bo nie można tego rozstrzygnąć. Np. kochająca się para mieszkająca bez ślubu czsami może czuć się niekomfortowo - ludzie często krytykują, nawet najbliższa rodzina. Nie wspominając o zwiąkach osób jednej płci. O tym ,czy ktoś zatuptał w niedzile do kościoła czy nie. Solidarność sąsiedzka upada, robi się podział gdy ksiądz przychodzi co roku z kolędą "by poznać swoich parafian". Katolicka miarka jest niewątpliwie durna, zła i trzeba się jej pozbyć. Czy nie lepiej kierować się włsnym rozumem!? - samemu zadać sobie pytanie - a co w tym złego, że dwoje kochających ludiz ze sobą mieszka? czym oni mnie krzywdzą? Dlaczego mam się nie odzywać i wciąż obrażać dwie kobiety mieszkające za ścianą? Jaki mam ku temu powód? Czy naprawdę robi mi jakąś różnicę, czy sąsiad spod czwórki pójdzie do kościoła czy na spacer? Łączy nas to,że wszyscy mamy z pewnością jedno życie (drugie to się okaże  , które chcemy jak najlepiej przeżyć. Owa katolicka miarka strasznie dzieli społeczeństwo. Właśnie katolicyzm w wydaniu polskim jest niebywale konfliktogenny w przeciwieństwie do innych religii. Nie należy robić głupich podziałów, bo po co? Czy nie lepeij pozowolić żyć innych jak chcą z poszanowaniem drugiej osoby? . . . |