Zachodnioeuropejscy zieloni przebojem wtargnęli (w ostatnich wyborach do PE) na arenę polityczną Europy. W Niemczech zdobyli 27 % głosów wyprzedzając SPD. We Francji zajęli trzecie miejsce, w Finlandii drugie, w Luksemburgu trzecie, bardzo dobre wyniki osiągnęli również w Danii, Austrii, Belgii, Szwecji. Wygląda na to, iż Europa zielenieje, a zieloni mają szansę stać się czołową partią lewicową wypierając z tej pozycji socjalistów. Na temat sukcesu zielonych jest już sporo info w sieci, do których odsyłam zainteresowanych. Mnie bardziej interesuje ich sukces w kontekście polskim. Otóż w Polsce - w przeciwieństwie do zachodnioeuropejskiego jądra - zieloni w ogóle nie zaistnieli. Dlaczego? W moim odczuciu przyczyny są dwie. Primo, w Polsce nie ma zielonych, są ekolodzy, którzy poza ochroną przyrody ( wcale chwalebną nota bene) realizowaną w formie akcji bezpośrednich, nie mają żadnej polityki społecznej, w przeciwieństwie do pragmatycznych zielonych zachodnioeuropejskich, mających konkretny program społeczny. Secundo, zachodnioeuropejscy zieloni forsujący tezę o zgubnych skutkach zmian klimatycznych i konieczności zrobienia coś z tym fantem, znajdują posłuch i zrozumienie u coraz większej ilości ludzi, głównie młodych i w średnim wieku. W Niemczech, ów problem - jak wynika z sondaży - jawi się jako główny problem przed którym stoją Niemcy, większy niż problem z migrantami. W Polsce dla miażdżącej większości ludzi, ów problem nie istnieje, a coraz bardziej przekonujące dane potwierdzające tezę o antropogenicznej genezie globalnego ocieplenia - są traktowane jak fanaberie, głoszone przez jajogłowych naukowców nie mających nic innego lepszego do roboty. Słowem, w Polsce zieloni na tym etapie rozwoju cywilizacyjnego polskiego społeczeństwa nie mają szansy zaistnieć na liczącą się skalę - z powodu dojmującej ignorancji Polaków na temat, który jest osnową ich programu politycznego.
|