Ostatnimi czasy zmarły niestety 2 bliskie osoby z mojej rodziny.Od dawna mam swój pogląd na księży katolickich, a to, co wyprawiali przy okazji tych pogrzebów, tylko utwierdziło mnie w moich poglądach.
W marcu odszedł mój dziadek. Od wielu lat przyjaźnił się z księdzem, bylym proboszczem parafii, do której należał i przebywającym na emeryturze w tejże parafi. Ostatnią wolą dziadka bylo to, aby pochował go jego zaprzyjaźniony skiądz, jednak ten odmówil tlumacząc, że wszedł by na pole obecnego proboszcza (wyraźnie dając do zrozumienia, że chodzi o odebranie "haraczu" za odprawienie pogrzebu).
Przed śmiercią Dziadek, jako osoba wierząca, miał ostatnie namaszczenie...Ksiądz przyszedl z "pociecha" do chorego czyli w 2 minuty odprawil rytuał namaszczenia i przystapil do meritum- czyli wział haracz za wizytę i sobie poszedł, w ewidentny sposob pokazując swoim zachowaniem, co jest najważniejsze.
W poprzednim tygodniu zmarła kolejna osoba z mojej rodziny. U księdza proboszcza, słynacego z pociagu do pieknych pań, który kilka tygodni wcześniej zostal zatrzymany za jazdę w stanie (bardzo) nietrzeźwym, pierwszą reakcją na informację o śmierci parafianina był wyrzut, że nie dość placił na Kościół. ZERO współczucia dla rodziny. Za pogrzeb trzeba oczywiście było uiścić zryczałtowana opłatę: 800 zł dla księdza, 400 dla organisty. Pogrzeby i tak są tanie, ślub to wydatek rzędu 2 000 zł. Ksiądz z tejże parafi nie jednemu podpadł, wiem że próby wywolania reakcji ze strony kurii spełzają na niczym, gdyż ksiądz ten jest siostrzeńcem biskupa.
Muszę powiedzieć, że od bardzo dawna nie miałam dobrego zdania o księżach. Uważam, że spowiedź to gwałt na psychice zwłaszcza młodych osób, pamiętam jaką traumę wywoływało u mnie przystąpienie do niej, gdy wkraczałam w taki wiek, kiedy już zaczynalam rozumieć, że coś jest nie tak w instytucji Kościola katolickiego, ale nie na tyle wiedzy i dojrzalości, aby nie przejmować się widmem "ognia piekielnego".
|