 |
Nie wszystko co drażni Watykan jest racjonalne i ateistyczne Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-01-2010 20:18 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie wszystko co drażni Watykan jest racjonalne i ateistyczne
6 na 6 | Dziwny wątek, sam przyznaję. Ale to pod wpływem wpływu "Awatara". Otóż moja śmiała teza brzmi, że Watykan nie zawsze walczy z nami, ateistami, ale też z religijną konkurencją. Na przykład z kultami New Age. I tutaj stanę po środku tego sporu. Otóż, uważam, że gdy dana osoba bierze na wiarę jakiś idealistyczny (dla siebie) wizerunek rzeczywistości i wierzy w zaświaty, nie jest ani trochę mniej religijnie uwarunkowana od osoby, która z pasją wierzy w boga Jahwe i rytuały Kościoła Katolickiego. Kościół Katolicki wpływa na rozwój ludzkości negatywnie. Dla dobra swoich doktryn stara się blokować naukę i narzucać ludziom wyssane ze świętych ksiąg standarty moralne. To samo robią często wierzący na "kocią łapę". Płacą hojnie za schlebiające im wizje zaświatów i harmonijnych tubylców, podczas gdy ktoś, kto chce napisać dobrą książkę, czy zrobić dobry film, może od razu ukraść styropian z supermarketu i spać pod mostem. Kościół mówi, że liczy się Miłość. Bóg to Miłość. Film dla wierzących na kocią łapę to też wzruszenie i Miłość. A jak ktoś tej Miłości nie rozumie, jak zna tylko miłość (no taką do śmiertelnych istot, do (tfu..) prawdziwej natury) to on nic nie wie. On nie Czuje. Jest snobem. Ośmiela się krytykować. Wywyższa się. Na stos, na stos.  Ps.: Trochę żartuję, ale niektórzy wiedzą, o co mi chodzi. Można być ateistą pełnym wiary. Na stronie Dawkinsa kilka osób wyśmiało mnie za to, że nie wierzę w zaświaty, choć wcześniej mieszały z błotem kreacjonistów. Na szczęście to chyba tam (i chyba tylko tam) mniejszość userów. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | >Dziwny wątek, sam przyznaję. Ale to pod wpływem wpływu "Awatara". Otóż moja śmiała teza brzmi, że >Watykan nie zawsze walczy z nami, ateistami, ale też z religijną konkurencją. Jestem pewien, że mniej jest ateistów pewnych swego ateizmu niż czytelników H.P., oglądających z zachwytem Avator lub wczytujących się w horoskopy.
|
|
 | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | > >Dziwny wątek, sam przyznaję. Ale to pod wpływem wpływu "Awatara". Otóż moja śmiała teza brzmi, że> >Watykan nie zawsze walczy z nami, ateistami, ale też z religijną konkurencją.> Jestem pewien, że mniej jest ateistów pewnych swego ateizmu niż czytelników H.P., oglądających z zachwytem Avator lub wczytujących się w horoskopy."Avator"  ciekawa literówka, dla mnie wygląda na połączenie dwóch filmów - Avatara i Aviatora  Ok, przestaję się czepiać  A zamiast komentarza, komiks! www.myconf(*)010/01/atheist-superheroes.jpg
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też często mam takie wrażenie, które niekiedy się nasila  . Tu mogę jeszcze dodać, że bywa (o zgrozo!) iż katolik, czy muzułmanin są bardziej otwarci w rozmowie niż wierzący na kocią łapę "ateiści". Wydaje mi się, że bardzo dużą rolę pełnią tu promocje pod hasłami "Bądź sobą!", "Czuj!" za którymi stoi pewien standart zachowań, gestów i oczekiwań. Są rzeczy o których należy marzyć. Zaś osoba, do której wielkie barwne plakaty wołają "Bądź sobą!" czuje się niekiedy pewniejsza swojej zaświatowej rezerwacji niż przyjmujący komunię katolik, czy nabijający sobie guzów w meczecie zaturbaniony i brodaty pan Ali. Taki świat.
|
|
4 na 4 | stilgar (7322 punktów) |
Cały twój post można streścić zdaniem "Wróg mojego wroga nie musi być moim przyjacielem".  > Ps.: Trochę żartuję, ale niektórzy wiedzą, o co mi chodzi. Można być ateistą pełnym wiary. Na> stronie Dawkinsa kilka osób wyśmiało mnie za to, że nie wierzę w zaświaty, choć wcześniej mieszały z> błotem kreacjonistów. Na szczęście to chyba tam (i chyba tylko tam) mniejszość userów.A jakby się kiedyś przypadkiem okazało, że cżłowiek jednak duszę ma (ot, robocza hipoteza: energetyczny odcisk powstały w wyniku lat pracy układu nerwowego, którego działanie opiera się przecież na przepływie energii  ) i jakieś nieznane nam obecnie prawa fizyki pozwalają takiej energetycznej pozostałości przetrwać niezależnie od naszego świata ( powiedzmuy, że oprócz naszych standardowych 3+1 wymiarów mamy jeszcze wymiar nr 5, w kierunku którego sie udajemy  ). Teza bardzo science-fiction ( bardziej fiction niz science ), ale mamy w ten sposób całkowicie ateistyczne, areligijne zaświaty  I gdyby się kiedyś w przyszłości, podczas jakiegoś eksperymentu czy przypadkiem okazało, że taki dziwaczny twór istnieje... wprowadziło by to niezły ferment w ludzkości. Zapewne każda religia starałaby się przekonać ludzi, że o to ma rację  Nie wierze ani w duszę ani w opisane przeze mnie zaświaty, ale nie zamykam umysłu na ciekawe ewentualności ( opowieści o duchach mają w sobie coś pociągającego  )
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Staram się być racjonalny, więc niczego nie wykluczam ze 100% pewnością, bo nie mam do tego prawa. 100% i 0% pewności to kwestia wiary. Czyli coś okropnie ogłupiającego. Ale widzę, jak dobrą przynętą są zaświaty w religiach formalnych i nieformalnych. Widzę, co robią z mózgów wyczekujących ich osób (to samo co mocny narkotyk). Czytam książki podstarzałych fizyków, którzy nagle widzą "światło na końcu tunelu". I czuję odrazę i grozę. Przypuszczam, że jakiekolwiek zaświaty dla osobowości Homo sapiens są nader mało możliwe. Istnieje niewielka szansa na to, że mógłbym się w tym mylić. Ale nawet gdybym się mylił, z pewnością nie tracę. Skoro myśl o zaświatach dziurawi mózg jak sito i blokuje ciekawość zjawisk "nieporządanych", traktuję ją jako truciznę. Gdyby, pomino tak niepożądanych efektów, zaświaty istniały (choć z pewnością nie mogłyby to być zaświaty Jahwe, czy Allacha, tak jak nie istnieje prawdopodobieństwo 123%) to:
1. Byłaby to sala tortur, gdyż już sama myśl o zaświatach nieźle okalecza. 2. Istniałyby niezależnie od tego, co się o nich sądzi i co się robi.
Zatem nie widzę problemu, choć prawdopodobieństwo istnienia zaświatów jest jednym z najniższych prawdopodobieństw jakie przychodzą mi do głowy. Na przykład deistyczny bóg bez zaświatów, choć również śladowo prawdopodobny, jawi mi się przy tym niemal jako oczywistość.
|
|
|  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
> Zatem nie widzę problemu, choć prawdopodobieństwo istnienia zaświatów jest jednym z najniższych prawdopodobieństw jakie przychodzą mi do głowy. Na przykład deistyczny bóg bez zaświatów, choć również śladowo prawdopodobny, jawi mi się przy tym niemal jako oczywistość.A jeśli zaświaty nie wynikałyby z praw fizyki, tylko zostały stworzone sztucznie? Tak jak w "Ostatnim pytaniu" Asimova? Dla mnie to opowiadanie jest niesamowite - niby w ogóle i ani troche nie zbliża się do tematu religii... a jednak... zmusza do myślenia
|
|
| | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | > Można sobie wyobrazić zaawansowaną cywilizację, która ewoluowała przez miliony/miliardy lat, która tworzy zaświaty.To rzeczywiście trochę paradoksalne, bo jeśli w zaświatach byłoby gorzej niż w "doczesnym" świecie, to i tak przebywanie tam nie byłoby miłą perspektywą, a jeżeli byłoby lepiej, to wszyscy natychmiast przenieśliby się do zaświatów  (choć może można by to potraktować, jako kolejny etap ewolucji  ) > Tylko po co? Wiesz, my Homo sapiens, nie jesteśmy aż tacy ważni.Dla siebie samych, chyba jednak jesteśmy. > W gruncie rzeczy bywamy nudni, zwłaszcza po dwóch tysiącach lat  Skąd wiesz, czy będziesz nudny po 2 tysiącach lat? 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dla siebie samych to pewnie, że jesteśmy ciekawi (choć nie zawsze mamy na myśli naszych sąsiadów). Ale ja się odnosiłem do zaawansowanej cywilizacji kosmicznej, która mogłaby mieć "boskie" w naszym odczuciu możliwości. I oni mogliby zapewne, gdyby tu istnieli i gdyby to było możliwe, puszczać jakieś robociki, żeby każdego przed zgonem transhumanistycznie (o ile to możliwe wogóle) przenosili w zaświaty (albo 23 wymiar  ). Tylko po co mieliby to robić? Czy ty masz ochotę robić duchy much? Odtwarzać każdą z nich, gdy ta padnie na podłogę. Gdy znów padnie, znów odtwarzać. Wybacz, może to brzmi brutalnie, ale przypuszczam, ze dla bardzo zaawansowanej cywilizacji bylibyśmy muchami. Nasze pragnienia byłyby dla nich podobne do nieskończonych płaszczyzn tego, co jedzą muchy. Więc po co mieliby to robić? A gdyby to zrobili, po co mieliby to ukrywać, albo pozwalać, żebyśmy wpierw umarli i patrzyli na śmierć innych? Tacy kosmici nie byliby jak nasi wymyśleni monoteistyczni bogowie. Nie byliby schizoidalnymi sadystami, ale też najpewniej nie zauważaliby nas. 2000 lat. Cóż jest po takim czasie ciekawe? Serial brazylijski ze zmienną obsadą nie jest ciekawy (a to wielu Homo sapiens może długo). Nauka i sztuka są ciekawe. Czy zdołałbym być przez 2000 lat twórczym poetą, albo naukowcem? Albo coraz lepszym muzykiem? No nie wiem... Chciałbym w to wierzyć, w końcu ja to ja. Ale 2000 lat to naprawdę długo. A gdybym zdołał przez 2000 lat być dajmy na to kompozytorem i moja 456 symfonia byłaby rewolucją w stosunku do 455, to co z 4000 lat, co z 10000 lat, co z milionem lat, co z miliardem lat? Możnaby zmieniać mózg. Ale czy to, co nazywamy "sobą" nie jest jakimś ramowym "oprogramowaniem", które można trochę nadmuchać, ale bez przesady? Mamy dajmy na to 5 zmysłów. Ile zmysłów możnaby do nas dodać nadmuchując jednocześnie mózg? Tak aby Autografka nie umarła i nie narodziła się nowa Autografka (tyle cię obchodząca, co każdy kto przyjdzie po twojej śmierci), tak aby Jacek nie umarł i nie narodził się nowy Jacek...?
|
|
| | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | > 2000 lat. Cóż jest po takim czasie ciekawe? Serial brazylijski ze zmienną obsadą nie jest ciekawy (a to wielu Homo sapiens może długo). Nauka i sztuka są ciekawe. Czy zdołałbym być przez 2000 lat twórczym poetą, albo naukowcem? Albo coraz lepszym muzykiem? No nie wiem... Chciałbym w to wierzyć, w końcu ja to ja. Ale 2000 lat to naprawdę długo. A gdybym zdołał przez 2000 lat być dajmy na to kompozytorem i moja 456 symfonia byłaby rewolucją w stosunku do 455, to co z 4000 lat, co z 10000 lat, co z milionem lat, co z miliardem lat? Możnaby zmieniać mózg. Ale czy to, co nazywamy "sobą" nie jest jakimś ramowym "oprogramowaniem", które można trochę nadmuchać, ale bez przesady? Mamy dajmy na to 5 zmysłów. Ile zmysłów możnaby do nas dodać nadmuchując jednocześnie mózg? Tak aby Autografka nie umarła i nie narodziła się nowa Autografka (tyle cię obchodząca, co każdy kto przyjdzie po twojej śmierci), tak aby Jacek nie umarł i nie narodził się nowy Jacek...?Może i tak.  Tak mi się teraz przypomniało, że oglądałam kiedyś film (nie pamiętam tytułu), w którym pokazano świat, a w nim dwie różne społeczności. Zwykłych ludzi, takich jak my, tyle że na niższym poziomie rozwoju społecznego i kastę nieśmiertelnych, kryjącą się przed tymi "dzikimi w jakichś szklanych kapsułach. I ci nieśmiertelni, żyjący już w tych kapsułach bardzo długo, w dostatku, byli społecznością potwornie znudzoną swoim wzajemnym towarzystwem. Nic ich już nie cieszyło, nie ekscytowało. No, ale to może z powodu ograniczoności ich świata, w którym musieli przebywać. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wbrew temu, co mówią humaniści, nasze mózgi nie są worami bez dna. Tak jak zauważyłem, można je zmieniać, ale tylko do pewnych granic. Wyobraź sobie wszechświat, gdzie jest kilkanaście wymiarów (dodam "rozwiniętych" z uwagi na zwolenników teorii strun). Nieśmiertelny ludzki badacz przez 4000 lat zrobił już co mógł w 4 wymiarach naszego wszechświata. Lecz nie da mu się zmienić mózgu, aby zaczął badać kilkunastowymiarowy wszechświat. A nawet jeśli się da, no to niech minie z pięć miliardów lat. I co dalej?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | >Wbrew temu, co mówią humaniści, nasze mózgi nie są worami bez dna. Tak jak zauważyłem, można je zmieniać, ale tylko do pewnych granic. Wyobraź sobie wszechświat, gdzie jest kilkanaście wymiarów (dodam "rozwiniętych" z uwagi na zwolenników teorii strun). Nieśmiertelny ludzki badacz przez 4000 lat zrobił już co mógł w 4 wymiarach naszego wszechświata. Lecz nie da mu się zmienić mózgu, aby zaczął badać kilkunastowymiarowy wszechświat. A nawet jeśli się da, no to niech minie z pięć miliardów lat. I co dalej?
Ale tak naprawdę, to nie wiesz, jak mogłoby być. Może wcale ludzkie mózgi by się nie "przegrzały", ani ludzie nie byliby życiem znudzeni.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | > Zgodzisz się chyba, że staram się to robić uczciwie?  W innym przypadku, dyskusja nie miałaby większego sensu (przynajmniej moim zdaniem). 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moim też  . Ale mógłbym próbować coś robić uczciwie bez powodzenia  . A tak poza tym, to zgadzam się z tobą Autografko - trzeba być otwartym, nie zakładać nic z góry. Tym nie mniej nie należy też zbyt wiele poświęcać czasu rzeczom prawie całkiem nieprawdopodobnym. Często tak robimy. W danej sekundzie istnieje nieskończona ilość mniej, lub bardziej prawdopodobnych rzeczy jakie możemy pomyśleć, zanim coś zrobimy. I wybieramy z nich góra 3. Nie ma zatem sensu sięgać po kosmitów tworzących nam raj
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) | > Można sobie wyobrazić zaawansowaną cywilizację, która ewoluowała przez miliony/miliardy lat, która tworzy zaświaty. Tylko po co? Wiesz, my Homo sapiens, nie jesteśmy aż tacy ważni. W gruncie rzeczy bywamy nudni, zwłaszcza po dwóch tysiącach lat  Chodziło mi raczej, że inna rasa to stworzyła a my przypadkiem możemy z tego korzystać " na gapę", bo zupełnym przypadkiem jesteśmy z takim wynalazkiem kompatybilni. A po co taka rasa mialaby to tworzyc? A kto to wie? Zapewne będą na tyle od nas różni, że ich pobudki będą zupełnie niezrozumiałe.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale to zakłada teatr Kartezjusza. Że jest w naszym mózgu jakiś obserwator, reminiscencja duszy. Tymczasem nasza świadomość jest przypadkowym splotem działających niezależnie modułów mózgu, które ewoluowały niekiedy odrębnie. Tylko my mamy pewność (złudną) swojego "ja". Tymczasem "ja" to płynne wrażenie wydzielane przez neurony. Ciężko założyć jakiekolwiek istotne prawdopodobieństwo łapania takiego naszego, subiektywnego wrażenia przez kosmitów (zwłaszcza przez przypadek). Raczej nie przywiązywałbym sie do takiej hipotezy  . Poza tym oczekiwanie nieśmiertelności wyrosłe z naszych atawizmów jest tak silne u wielu Homo sapiens, że tym bardziej nie należy zbytnio przywiązywać się do wirtualnych możliwości. Za bardzo je lubimy
|
|
1 na 1 | Smith (10069 punktów) | Drażni tylko konkurencja w gromadzeniu dóbr doczesnych i sprawowaniu władzy, którą w ich opinii powinni bezgranicznie sprawować by pilnować moralności i porządku tego świata. A to że P.R. stosują tam gdzie już nie mogą inaczej, i że szukają sobie ekumenicznych sojuszników jest najzwyklejszą grą polityczną bo to papież jest następcą Św. Piotra i namiestnikiem boga na ziemi.
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście. Ale jedna rzecz to Kościół dążący do władzy, a inna rzecz to prywatne kościoły w naszych głowach, które każą nam wierzyć w zaświaty, negować fakty i uciekać od niewygodnych tematów w pełne godności, zadartonose milczenie  . Moim zdaniem te prywatne kościoły tworzą każdy Kościół i są dużo bardziej od niego totalitarne. Z Kościoła można uciec - nie chodzić, nie płacić, odjechać tam, gdzie go prawie nie ma (Delhi choćby). Z kościoła w głowie ucieczki są bardzo rzadkie. Jeśli chodzi o księży, potęgę, władzę, pieniądze etc., to niektórzy z nich wierzą i robią to wszystko co robią dla opium marki "Chrystus". Gdybym miał analizować szerzej, to chyba u większości kleru istnieją dwie motywacje: 1. Władza, pieniądze i posłuch. 2. Opium "Chrystus". Najczęściej działają dwa współczynniki. Na przykład ksiądz Jan z Kowalskich - władza 70%, opium "Chrystus" 30%, ksiądz Adam z Nowaków - władza - 12%, opium "Chrystus" - 78%. Przypadki skrajne, czyli 100% władzy, albo 100% opium "Chrystus" są bardzo rzadkie moim zdaniem. Wcale nie uważam, że współczynnik władza jest gorszy od współczynnika opium "Chrystus".
|
|
|  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > Oczywiście. Ale jedna rzecz to Kościół dążący do władzy, a inna rzecz to prywatne kościoły w naszych głowach, które każą nam wierzyć w zaświaty, negować fakty i uciekać od niewygodnych tematów w pełne godności, zadartonose milczenie .Nie mam żadnego kościoła na głowie bo nie mam skłonności do wiary w dogmaty. > Moim zdaniem te prywatne kościoły tworzą każdy Kościół i są dużo bardziej od niego totalitarne. Z Kościoła można uciec - nie chodzić, nie płacić, odjechać tam, gdzie go prawie nie ma (Delhi choćby). Z kościoła w głowie ucieczki są bardzo rzadkie.Spod jurysdykcji przymusowej organizacji, wyposażonej w atrybuty władzy zwierzchniej, którą jest państwo nie można tak łatwo. > Jeśli chodzi o księży, potęgę, władzę, pieniądze etc., to niektórzy z nich wierzą i robią to wszystko co robią dla opium marki "Chrystus". Gdybym miał analizować szerzej, to chyba u większości kleru istnieją dwie motywacje:> 1. Władza, pieniądze i posłuch.> 2. Opium "Chrystus".> Najczęściej działają dwa współczynniki. Na przykład ksiądz Jan z Kowalskich - władza 70%, opium "Chrystus" 30%, ksiądz Adam z Nowaków - władza - 12%, opium "Chrystus" - 78%. Przypadki skrajne, czyli 100% władzy, albo 100% opium "Chrystus" są bardzo rzadkie moim zdaniem.Opium nie jest jedynym narkotykiem, fundowanym społeczeństwu. Masz, nawet nie do wyboru: kokainę wolnego rynku, marihuanę demokracji i heroinę systemu prawnego oraz ekstazy mediów. > Wcale nie uważam, że współczynnik władza jest gorszy od współczynnika opium "Chrystus".Już dałeś mi próbkę swoich "narzucić ład i porządek w dużych ilościach nie ograniczonymi środkami" poglądów.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja jednak uważam, że opium wiary jest groźniejsze od niektórych wspomnianych przez ciebie używek. Na przykład demokracja nie sprawia, że koniecznie chcesz przeczyć ewolucji, albo snujesz wizje na temat życia po śmierci. Ksiądz z zewnątrz to złodziej, kapłan w mózgu to pan niewolnika.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | >Ja jednak uważam, że opium wiary jest groźniejsze od niektórych wspomnianych przez ciebie używek. Na przykład demokracja nie sprawia, że koniecznie chcesz przeczyć ewolucji, albo snujesz wizje na temat życia po śmierci. Ksiądz z zewnątrz to złodziej, kapłan w mózgu to pan niewolnika. Nie interesują mnie dogmaty noszone w kościołach na głowie. O mdłości przyprawia mnie antyklerykalna i propaństwowa ewangelizacja z bezmyślnym używaniem autorytetu ewolucji w formie dogmatu dobrego na każdą okazję. Dziękuję może innym razem, to będę wtedy zajęty.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ewolucja jest faktem. A każdy jej używa jak chce. Gdyby tak nie było, coż moglibyśmy zrobić? Nie byłoby nas wcale... Ale masz rację, ewolucję nosimy w głowach i nic tego nie zmieni. Z tym że ewolucja jest prawdziwa, zaś kapłan w głowach to zabijający myślenie narkotyk.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | >.... Z tym że ewolucja jest prawdziwa, zaś kapłan w głowach to zabijający myślenie narkotyk. Amen
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie rozumiem. To nie była modlitwa chrześcijańska/muzułmańska. Pomyliłeś posty.
A jeśli chodzi o ewolucję, to nie jest ona dziełem człowieka, ani wymyślonych przez niego bogów. Nikt ci jej nie narzuca. Jesteś jej efektem.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Smith (10069 punktów) | > Nie rozumiem. To nie była modlitwa chrześcijańska/muzułmańska. Pomyliłeś posty."Amen (z hebr.) אמן amen - na pewno "Ucz się np. języków obcych to może nie będziesz mylił podstawowych pojęć. > A jeśli chodzi o ewolucję, to nie jest ona dziełem człowieka, ani wymyślonych przez niego bogów. Nikt ci jej nie narzuca. Jesteś jej efektem. Jak masz jeszcze jakieś prywatne odkrycia do zakomunikowania mi to najpierw czytaj tutaj od drugiego wersu w czarnym kolorze, zanim zechcesz mi je znowu objawić.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Możliwe, że ciebie nie rozumiem. Ale daj mi szansę  .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów) | > Z tym że ewolucja jest prawdziwa, zaś kapłan w głowach to zabijający myślenie narkotyk. >Nikt tak do końca nie rozumie świata w którym żyjemy, ale niektórzy są w tym lepsi od innych ... 
NIL CARBORUNDUM ILLEGITIMO
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Lepsi, gorsi... Tu akurat zauważam, że fakt ewolucji istnieje bez względu na nasze opinie. To nie jest moda. Jeszcze nie widziałem, żeby jakikolwiek postmodernista wstrzymał słońce na niebie, albo przyspieszył świt
|
|
aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Myślę, że tak fifty-fifty to nie można tu stanąć.. zresztą to zakłada buddyzm. Kiedy oświeciło Nasha, doszedł do wniosku, że warto teorie silnie abstrakcyjne ubrać w liczby i stąd ustalał, zarówno on, jak i inni, rozkłady charakteryzujące poszczególne grupy w społeczeństwie. Te rozkłady zakładają równowagę, ale tylko wtedy, gdy są nieźle policzone. Nie wiem co rozumiesz przez dobry film, ale nie licz, że stworzysz coś, co dotrze do wszystkich, stąd nawet na każdą sztukę jest grupa docelowa.. nawet do ludzi, którzy tą formę marketingu negują. Stąd świetny film charakteryzuje się kryteriami na tyle spójnymi, aby jednoczył wiele grup. Stąd też wszyscy zainteresowani muszą być przekonani, że warto na niego wywalić kasę. Miłość zmysłowa? Proszę bardzo, są strony erotyczne, które aż od tego kipią. Jeśli chcesz zrobić coś, co uważasz za ważne niestety nie liczy się za bardzo dobry i prosty pomysł, bo wszyscy muszą mieć również przekonanie i do Ciebie. To super zabawa.. ale niestety trzeba tu czegoś więcej, niż tylko chcieć. Masz prawo nie lubić ani tej dzisiejszej sytuacji, ani medialnego jej wydźwięku.. a więc w pewien sposób wyznaczać kierunki motoru przemian, ale nie licz na rewolucję aż tak daleko idącą, że Twoja sztuka negować będzie wszystko.. bo to już było od dawna i do tej pory jest. Przede wszystkim musisz wiedzieć co chcesz zanegować, ale z tego samego powodu musisz zdawać sobie sprawę z tego, co będziesz proklamować. Niestety nawet zwykłe negujące "nie" trzeba ubrać w kryteria pozytywne.. bo tylko takie jest w stanie zrozumieć człowiek. Niestety też większość artystów przez większość swego czasu pierdzi w tapczan, wspominając te krótkie chwile chwały. Tak więc zanim weźmiesz szabelkę i dosięgniesz rumaka.. warto mieć te chwile zwątpienia za sobą. Z drugiej strony zawsze warto walczyć też ze stereotypem, iż uznają Cię za geniusza, ale dopiero pośmiertnie....
Jeśli chcesz coś stworzyć, albo zacznij od czegoś prostego i nabierz wprawy w dopracowywaniu tego. Dzisiejszy świat internetu pozwala być względnie anonimowym w tym procesie.. i pozwala na ingerowanie w dowolną dziedzinę. Anonimowość daje ten luksus, że nie musisz się podporządkować pod modne dziś wymagania korporacyjne, więc z jednej strony zrobisz użytek ze swojej szuflady, a z drugiej nie będziesz musiał u kogoś żebrać o kolejną szansę, tylko zrobisz swoje.. niestety mało zarabiając, a utrzymując się głównie z pracy, która głównie utemperuje Twój zapęd twórczy. Zawsze jednak warto. Aby po pięciu minutach nie dojść do wniosku, że przecież przepisujesz jakąś książkę, albo zaczynasz od nowa (co jest ważne, ale tylko na początku) warto nabrać umiejętności we własnej kreacji, a także doświadczenia w interpretacji tego, co już od dawna, bądź od niedawna istnieje. Niestety.. dzisiejsze koszty można nawet sprowadzić do zera, ale przez to przejmuje się olbrzymi ciężar odpowiedzialności za własne umiejętności... Po prostu możesz stwierdzić, że Ci się już nie chce szlifować, a ludzie, których aktywnie w to wciągnąłeś, a którzy widzą w tym perspektywy.. proponują Ci jeszcze przerobienie tego od nowa. Stąd warto zawsze planować dla samej sztuki planowania, aby być zdolnym do oceny tego typu konfliktowych sytuacji na długo przed tym, gdy się pojawią.
Co do Watykanu? Myślę, że każda grupa ma zarówno wrogów, jak i sprzymierzeńców w swej egzystencji.. a tego typu argument jest łatwym do wykorzystania nawet w sztuce, którą możesz propagować. Trudno zresztą, żeby ktoś nie widział w sobie jakiejś formy idealizmu, gdyż wtedy przyjąłby kompletne uwielbienie etyki, ponad aspekt moralny.. którego subiektywność by wykluczył, negując przy tym podwaliny etyki, będące w ujednoliceniu aspektu moralnego.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|