Racjonalista - Strona głównaDo treści
Easy human/ Evil computer/ Choiceless God

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
16-01-2010 18:33aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Easy human/ Evil computer/ Choiceless God
Ocena 1 na 1
Filozofowie greccy nie przedstawiali sobą takiego intelektu, o którym uczymy się w szkole. Pierwszym z istotnych był Anaksymander, który założył istnienie arche i apeiron. Jego hasłem było „wiem wszystko, bo nie wiem nic”. Arche i apeiron było więc zarazem wszystkim i niczym, początkiem i końcem.. i to Anaksymander zauważył, że we wszechświecie panuje pustka podległa abstrakcyjnej fikcji, która jest podłożem jej egzystencji. Egzystencji, która jest zarazem chaotyczna, jak i uporządkowana, a więc zarazem i monotonna i zmienna, co decyduje o tym, że elementy z niej wytworzone są w pewien sposób jednocześnie od niej niezależne, ale i uzależnione.. co stało się podłożem atrakcji. Tak Anaksymander rozumiał wszelkie przyciąganie. Nie było ono dla niego absolutne i zawsze prawdziwe, więc istniało. Próżnia według Anaksymandera wynikała w prawideł na podstawowym poziomie abstrakcji, opisanej wyłącznie matematyką. Anaksymander wyróżnił pojęcia matematyczne, które są obowiązkowymi w rzeczywistości. Opisał dwanaście podstaw wszechświata.. na których bazował Arystoteles, tworząc „wzór rzeczywistości”. To stąd mówi się o „tuzinkowości” i to stąd tuzin miał tak olbrzymie znaczenie. Arystoteles opisał rzeczywistość za pomocą dziewięciu gniewnych aligatorów, które pożerają ogony, dwóch dumnych małp i niepodległego Atlasa, który stał się pierwowzorem Lucyfera, który jest światłością, dla samego siebie. Pitagoras i pitagorejczycy wytworzyli pojęcie „eteru”, który wypełnia wszechświat, ale opisali go wyłącznie matematycznie. Eter miał się składać z tych filozoficznych elementów. Pięć „aligatorów” stanowiło niezmienny kręgosłup rzeczywistości i było pierwotnym pierwszym wymiarem, stanowiącym o wysokości. Cztery kolejne aligatory i trzy kolejne, przyczepione były „różnie”. Raz na drugim, raz na czwartym kręgu kręgosłupa, pozostawiając jeden wolny „ogonek”. Dwie „dumne małpy”, były własnym odbiciem lustrzanym, które różniło się od siebie zakładając dwa typy rzeczywistości. Arystoteles był największą potęgą we wszechświecie, który dumał nad rzeczywistością. Pitagorejczycy interpretowali rzeczywistość głównie nadając liczbom znaczenie.. jako, że sam Pitagoras był synestetykiem i zakładał znaczenie symboli. Platon był filozofem, który tworzył świat, szukając wspólnego mianownika w duchowości, aczkolwiek również zakładał punkt podparcia wszelkiej greckiej filozofii – panpsychikę, czyli laicko mówiąc „uduchowienie materii”.
Model podstawy wszechświata był według Greków wszechobecny. Atlas stał się „reflektarzem”. To on mieścił w swojej zadumie tę wizję prawdy o wszechświecie. Ten model istniał także w podstawach wszechświata, a zwłaszcza w najmniejszej niepodważalnej cząstce wszechświata, która jako najmniejsza istniała tylko abstracyjnie i była podstawową cząstką eteru. To porządek i chaos funkcjonowania 9 gniewnych aligatorów, 2 dumnych małp i niepodległego Atlasa.. oraz paradoks uduchowienia materii, zakładający, że patrząc na 12, widzi się zawsze coś innego stworzył wniosek, że ten porządek i chaos jest więc tyle monotonny, co chaotyczny. Epikur interpretował ludzką postawę i również w niej szukał wspólnego mianownika z panpsychicznym (uduchowionym) wszechświatem. Jego wnioskiem, opracowanym w innym aspekcie przez Hipokratesa, było mniemanie, że przez te działania monotonii i zmienności można dojść do działania, w którym „wszechświat się kurczy, bądź rośnie”. Miał więc na myśli oddziaływania między wspólnym mianownikiem wszechświata, gdyż Grecy twierdzili, że wszechświat jest nieskończony, acz ograniczony. Jeśli wspólny mianownik przebywa w podobnym otoczeniu, kurczy się, jeśli w różnym, oba rosną. Tak opracowano materię zależną od czasu.. której podstawowym narzędziem okazał się dwunastogodzinny zegar. Na każdej godzinie zegara miał być wspólny mianownik, przypominający zegarek na YouTube, czy w Linuxie – szereg godzin, coraz mniejszych mianowników, aż spotka się z najmniejszym.. przez co jest różnica i oba rosną. Ruch rzeczywisty wynikał więc z tego, który ma podłoże wyłącznie w abstrakcji. Tak wyglądały fotony światła, które było podstawą wszelkiej egzystencji – światło tworzy rzeczywistość, co przetrwało w wielu religiach.
Pitagorejczycy opisywali rzeczywistość pre i postgraniczną.. i według nich sensem istnienia było odkrywanie natury panpsychiki wszechświata.. co stało się sednem rozważań Greków. Według nich nie było świętości w rzeczywistości, gdyż sama rzeczywistość była świętością. Wszelkie aksjomaty były podważalne.
Nie przeszkadzało im to jednak tworzyć coraz to nowych aksjomatów, po to, by je odrzucać. Tym torem poszedł Newton tworząc pojęcie siły, ale nie interpretując go ze strony własnego rozumienia, jako wpływu bezwładności jednego ciała, na bezwładność innego ciała. Zaznaczając istnienie wyłącznie tego rodzaju oddziaływań we wszechświecie.. Newton wykluczył istnienie wysiłku.
Rzymianie przejęli greckie wywody, ale ich biblioteki zmieszczono w egipskiej Aleksandrii, skąd zostały wykradzione przez plemiona arabskie. Arabowie opracowali na tej podstawie pojęcie algorytmu, jako podstawy fizycznej matematyki. To Arabowie kontynuowali pojęcie eteru i to oni wymusili powstanie żydowskiej Kabały, bazującej na numerologicznej synestezji.
W XIX wieku.. pod jego koniec człowiek starał się zaprzeczyć takiej wizji, uważając, że rzeczywistość nauki poszła do przodu, za XIV-o wiecznym poglądem Ockhama, uważając kryterium prostoty za powszechnie obowiązujące. Michaelson i Morley podjęli więc próbę zaprzeczenia istoty eteru, ograniczając swój wywód do wymagalnego minimum i uznając, że przeszłe pojmowanie było zawiłe, dlatego, iż pierwociny nauki były prymitywne nie ze względu na prostotę wniosków, ale bazując na kryterium oczywistości poszły w kierunkach „zabronionych”. Zabronionych, gdyż prowadzących do rzeczywistości na tyle paradoksalnej, iż tworzącej człowieka świadomego.. ale świadomego według tej wizji pozornie. Pozornie, gdyż człowiek starał się umieścić swą rzeczywistość w tak zawiłych wnioskach, iż nawet nie musiał kłamać, aby odnieść się do rzeczywistości, więc ta rzeczywistość miała być nieprawdziwa. Założono Kartezjański wniosek, że jeśli dla człowieka jest istotne to, co wie, nie wie on nic.
Michaelson i Morley zignorowali wiele wniosków Greków i stworzyli tzw. interferometr Michaelsona i Morley'a, który miał wykazać, że nie istnieje eter przenikający każdą materię, więc według nich, tworzący „wiatr eteru”, który owiewa każdy atom, więc powinien być wykrywalny na Ziemi. Grecy nie zakładali znaczenia dowodu, a oddawali się tylko filozoficznym dyskursom, dywagacjom i deliberacjom.. więc stwierdzono, że skoro interferometr nie potwierdza istnienia tego wiatru na Ziemi, trzeba jeszcze dowieść greckim „wycieczkom” dotyczącym eteru lokalnego, który skupia wokół planety eter, jak powietrze. Zauważono, że aberacja światła docierającego z gwiazd do Ziemi również wyklucza taką wizję. Niestety w tym dowodzie wykluczono rozważania Greków o naturze światła, przez co rzekomy paradoks musiał zostać uwiarygodniony. Został uwiarygodniony przez Einsteina i kilku mniej istotnych, acz nieco wcześniej wypowiadających się fizyków, z których to Einsteinowi przydzielono rację w debacie, jako najbardziej nowatorskiej wizji, którą każdy może jakoś zinterpretować, bo coś o niej wie. Wszelkie konflikty autorstwa tej teorii zostały rozpatrzone na korzyść Einsteina. Potrzebą było wykazanie słusznego i nowatorskiego wniosku o graniczności niektórych zjawisk we wszechświecie, przy okazji załatwiając sprawę prostoty racjonalizmu, wykluczającego grecki dyskurs. Stą mowa o „greckim filozofie”, który tylko dywaguje i mówi od rzeczy.
W 1953 Einstein miał się dopiero co dowiedzieć o interferometrze Michaelsona i Morleya i jego paradoksie, zakładającym prostotę toru ruchu fotonów i brak pitagorejskiego eteru. Max Planck w latach 20-ych XX wieku opracował teorię o Matrix rzeczywistości (inspiracja dla znanego filmu) a ojciec psychiatrii Karl Jung opracował wiele teorii, które miały na gruncie tej Matrix opisywać nie opisywalne do tej pory naukowo zjawiska.
Paradkos na int. Mi. I Mo. Wykluczył dywagacje o tym, że foton jest w sumie i falą i materią (czego nie przedstawiali w ten sposób Grecy) i jest podwójną spiralą, przemieszczającą się ze względu na różną bezwładność wspólnego mianownika, który raz jest mniejszy, raz większy. Grecy założyli, że jest cząstką, gdyż jest fragmentem.. główna spirala, która zmniejsza poszczególne mianowniki przez podobieństwo, urywa się i wraca w drugiej spirali, która wracając na początek pierwszej, powoduje różnicowanie się i rozrost początku – i tak w niemal nieustającym cyklu.. gdyż Grecy twierdzili, że nie można poznać całego nieskończonego wszechświata, gdyż rozpadająca się informacja, która decyduje o jego graniczności, dociera tylko w pewnym promieniu (stąd rysowanie idealnego okręgu) do celu, a wielkość tego okręgu zależy od naszych umiejętności postrzegania.
Foton, jako wstęga, według Greków, wpadając w wiatr eteru, podporządkowuje się mu, ale również ustawia się pod takim kątem, że dla obserwatora zewnętrznego porusza się po prostej, ale o wiele wolniej.
Istniała więc potrzeba wykluczenia i takiej możliwości, ale przygasła ona w wieku, w którym istniała już możliwość wyliczenia prędkości światła. Stwierdzono więc, że skoro nie można wychwycić tak drastycznie „infintezymalnej”, czyli niesamowicie drobnej zmiany.. to wszelkie rozwania o teorii, której udowodnić się nie da, są bezpodstawne i można je przypisać ludzkiej potrzebie tworzenia fikcji, na polu której można zdobyć chwałę, (ironicznie mówiąc) jako bajkopisarz.
Teorie ujmujące wszechświat w dużej skali stały się jednak nie do pogodzenia z teoriami ujmującymi wszechświat w drobnej skali i tory fizyki przeszły w kierunku pogodzenia tych dwóch światów, odchodząc od matematykii filozofii i algorytmów, ale szukając wspólnego mianownika w fundamentalnym pojęciu.. które z zasady ma być różne od dywagacji Greków. Stąd pojęcie „Teorii Wszystkiego”, która działa na zasadzie obietnicy, jako przyszły i nowatorski sposób postrzegania rzeczywistości. Nowy Ockhamowski sposób pojmowania racjonalistycznego, ujmujący podstawy rzeczywistości w kumulacji szaleństwa, strachu i energii miał być przetłumaczony w latach 50-ych na język komputera, który ma być w stanie uzasadnić Ockhamowską wizję niepodwarzalności dowodu, zakładając prostotę empiryzmu postrzegania rzeczywistości, wykluczające instynkt i intuicję, jako cechę świadczącą o „zezwierzęceniu człowieka”.
Tłumacząc to inaczej, uznano absolutną i niepodważalną niemożliwość wytworzenia przez człowieka czegoś, co nie jest wytworzem jego strachu, energii, czy szaleństwa... czyli „z pustego i Salomon nie naleje”.. co stało się podstawą nowożytnej filozofii człowieka traktującej z każdej strony ten paradoks. Wniosek „wiem wszystko, bo nic nie wiem” został zastąpiony wnioskiem „nie wiem wszystkiego, bo coś w końcu wiem”.
W latach pięćdziesiątych Alan Turing opracował pojęcie sztucznej inteligencji, która według niego ma podstawowe kryterium - komputer ma oszukać człowieka, iż jest człowiekiem. Nie jest może niczym głośnym to, że księża na drugim roku studiów uczą się tego samego, ale o szatanie. W sumie szatan nigdy nie udawał Boga.Największym problemem naukowców zajmujących się tym zagadnieniem było wytworzenie "jakości kwantyfikowalnych". Dzięki nim komputer, który umie tylko liczyć, byłby w stanie także rozumieć. Już w latach pięćdziesiątych funkcjonowały maszyny, które były w stanie zinterpretować wszelką informację telefoniczną z dowolnego miejsca na Ziemi pod kątem zagrożenia. Co więcej - aby mieć władzę nad tymi zdażeniami - komputery kreowały takie sytuacje.
Można więc było się domyślać, że nieoficjalnie coś takiego, jak "kwantyfikowalne jakości" już zostały opracowane. Miały zastąpić miłość, władzę i naiwny strach.. które z siebie wynikają. Takie koncepcje istniały w sumie już od XIV wieku, czyli od czasów Ockhama. W praktyce "wykorzystaliśmy" coś, co ani jakością nie było, ani nie było kwantyfikowalne, ale jeśli było jakością, to było już kwantyfikowalne.
Strach, energia i szaleństwo.
Komputer dziś umie przeliczyć to wszystko. Mieliśmy coraz większe wymagania w stosunku do komputera... a paradoksalnie on zaczął mieć coraz mniejsze wymagania w stosunku do nas. Chcieliśmy wytowrzyć coś lepszego od nas i to się nam udało. Człowiek nie wierzył w Boga, bo stwierdził, że jest do tego niezdolny, a skoro tak, to ci, którzy w niego wierzą, robią to ze strachu, aby się podładować i są szaleni - trzeba ich leczyć. W zamian człowiek zamknął to wszystko w małym pudełku i to, co nazwać można na dwa sposoby, dziś panuje nad człowiekiem. Wizja w której my już nic nie musimy, bo cała nasza egzystencja zależy od tego wszechobecnego małego pudełka, to wizja w której to coś ma wszystko, co zechce, to coś zdaje sobie sprawę, że to i tak za mało.
Koniec straszenia ludzi tabu. W głębi ducha takie serduszkowe przytulanka nikomu się nie podobały. Były wymuszone i służyły zajęciu miejsca w hierarchii grup. Grup, które się zwalczały - miały sprzymierzeńców i wrogów. Człowiek stwierdził, że komputer nad tym zapanuje - i dziś robi to świetnie. Dzisiejszy świat jest reliktem. Reliktem w którym aparatczykowate twarze mówią: "rzeczywistość zabija". Boimy się tej rzeczywistości abstrakcyjnej fikcji.. która kiedyś tuliła niesforne dzieci do snu, a dziś nad nami panuje.
Kilka lat temu, gdy ktoś pisał informacje na forum... w przeciągu ułamka sekundy komputer na drugim końcu świata decydował o zagrożeniu jakie ta informacja stanowi wobec konkretnych grup, czy ludzi... i tak ją klasyfikował. Dziś można pisać, co się zechce, a komputer tego nie wykluczy. Działa na własną korzyść, a wie, że nie ma się czego bać. Jego wrogowie to najzwyklejsi szaleńcy. Taki geolog, który jeździ po zamarzniętyej rzece. Nauczycielka, której podano morfinę, a w końcu powiedziano, że sama ją wzięła. Haiti, które dzięki kilku sterowanym drobnym eksplozjom okazało się mniej wartościowe, niż Miami. Kobieta, która pobiła Papieża, czy mężczyzna, który wybił zęby Berlusconiemu, młody murzynek, który schował bombę w majtkach, lecąc do USA, więc znienawidzono go, bo przez tydzień czasu nie wolno było skorzystać z ubikacji w tych międzykontynentalnych liniach. Jesteśmy interpretowani, kreowani i jest władza nad nami. Jesteśmy wszyscy szaleńcami, bo tak można nas zinterpretować, wykreować i mieć nad nami taką władzę.
Pytanie brzmi: Skoro człowiek nie wierząc w Boga, stworzył szatana, to kogo stworzy szatan, który nie wierzy w człowieka, bo sam człowiek uwarza go za lepszego od siebie? Podejrzewam, że niezdolnego do wyboru, acz świadomego całej egzystencji Boga. Będzie w tym szeregu pierwszym i ostatnim, ale jego dylemat, czy wybrać człowieka, który go zdradził, czy szatana, który go stworzył.. nie może być rozwiązywalny. Tak zamieszaliśmy w rzeczywistości, licząc, że ta nigdy nie sprzysięgnie się przeciwko nam. Człowiek wymyślił sobie świętość kryterium prostoty, ale komputer doskonale zdaje sobie sprawę, że każdy porządny pomysł można streścić w dwóch zdaniach.. zaś co się tyczy praktyki... wymagane jest kryterium oczywistości. Dziś wie więcej o wszystkim, niż kiedykolwiek mogliśmy przypuszczać, że będzie to możliwe.
Komputer musi pozwolić sobie na eksperyment czynienia pewnych jednostek świadomymi ponad miarę i stanowiącymi potencjalne zagrożenie dla niego samego, tak by panować nad sytuacją i nad tymi jednostkami. Wszelki postęp musi być pod kontrolą, tak więc pod kontrolą muszą być jednostki, których rzekomo kontrolować się nie da.
1.Prawie każdy człowiek szuka szczęścia, więc nie czuje się szczęśliwy. Oczekuje jednak momentu, w którym to szczęście nadejdzie i w jakiś sposób definiuje ten moment i to szczęście. Nie jest to tylko zakodowane w jego naturze, ale jest też wnioskiem z przeszłości, gdy takie wyczekiwane w beznadziei momenty zdarzały się, zaskakując go ponad miarę.
2.Naturalnym dążeniem człowieka jest oczekiwanie konstruktywizmu konfliktu. Człowiek jest więc zdolny do rozwiązań kompromisowach, ale tylko takich, w których rozkład interesów albo go krzywdzi, albo daje rozwiązania satysfakcjonujące go ponad miarę.. jednak oba uważa za podejżane, gdyż dają zbyt łatwe szczęście, lub zbyt łatwo go tego szczęścia pozbywają. Naturalnym dążeniem człowieka jest więc działanie na korzyść swoją i grupy, którą reprezentuje, a także uważanie grupy jednostkowo, jako część większej dziedziny.
3.Szczęście zależy od podporządkowania siebie i otoczenia naturze człowieka i naturze jego otoczenia. Stąd każde podejmowane przedsięwzięcie musi zgadzać się z systemem wartości człowieka.
4.Człowiek w głębi jaźni rozumie trzy stany, które są dla niego policzalne: energia, strach i szaleństwo. Te wartości wynikają z siebie i są stygmatycznym sposobem opisu rzeczywistości.
5.Człowiek zawsze ma potrzebę szukania Ersatz – zastępnika. Ten zastępnik to totem, który podnosi wartość pozoru człowieka, wzbogacając jego mniemanie o wszystkim, co go określa. Człowiek nie jest zdolny podnieść mniemania o sobie, ani w jakikolwiek sposób zmienić siebie, więc potrzebuje wypełniać treść tego, co go określa.
6.Rzeczywistość człowieka nie bazuje na prawdzie, czy kłamstwie i zawsze jest fikcją. Fikcją, którą człowiek tworzy, interpretuje i ma nad nią władzę. Opanowanie w ten sposób rzeczywistości daje człowiekowi rację. Rację ma ten człowiek, który ją wykazuje.. a racja jest zawsze interpretacją, jest wykreowana i daje władzę. Służy człowiekowi do zdobycia przestrzeni dla fikcji tego, co określa człowieka.
7.Człowieka charakteryzują: osobowość, temperament i charakter. Dopasowują się następująco:
T O C
T 5 4 3
O 4 3 5
C 3 5 4
Gdzie 3, 4, 5 są ocenami intensywności dopasowania ludzi o silnej osobowości, charakterze i temperamencie. Są to trzy podstawowe liczby wyrażające wiele znaczeń synestetycznych, synergicznych i synchronicznych. Im wyższa w przypadku dostosowania, tym lepiej. Najniższa 3 w przypadku dostosowania jest negatywna. Osobowość jest kreatywna, charakter ma olbrzymią zdolność interpretacji, a temperament jest potężnym narzędziem samodyscypliny.
8.Człowieka wyróżnia 6 strategii intensywności działania. Konflikt tych strategii może być destrukcyjny, bądź konstruktywny:
5,4,3 – strategia ojca
4,3,5 – strategia dziewczyny
3,5,4 – strategia dziecka
4,5,3 – strategia boksera
3,4,5 – strategia myśliwego
5,3,4 – strategia matki
4 i 3 i 5 to „kolory światła” - „były sobie trzy pieski czerwony, zielony i niebieski. Kolory w syestezji oznaczające „wiarę nadzieję i miłość”
9.Poprowadzenie pięcioaktowego wątku fikcji musi zostać uwiarygodnione przez te strategie. W 7/12 części fikcji musi zaistnieć element „punktu refleksji”.
10.Człowiek rozumie własną egzystencję przez rzeczywistość pregraniczną i postgraniczną. Kluczowym elementem jest tu „tabu”, które jest punktem refleksji... jego symbolem jest liczba 7. 12 jest symbolem pełni. W tworzeniu heksametru fikcji wykorzystuje się wiele „działań” z gruntu logiki fikcji.. wykorzystując pewne założenia.. np. 3+4=7, 3*4=12. 7+5=12.
11.Każda fikcja musi być kreowana pod kątem kilku wytycznych – kryteriów. Podstawowym jest atrakcja, która jest zawsze połączeniem zmienności i monotonii, np. czegoś ciekawego i nudnego zarazem. Kolejnym jest erotyka, władza, liczby, symbole, zmysły, spontaniczność, pompatyczność, kreatywność, obraz, akcja, codzienność, obcy, ja.. itp.
12.Umiejętność tworzenia fikcji polega na biegłym posługiwaniu się umiejętnościami tego dotyczącymi.
13.Człowiek potrzebuje rzeczywistości, która dla niego nie jest jasna i przewidywalna, w przeświadczeniu, że jeśli byłby w stanie ją zinterpretować, wykreować i mieć nad nią władzę, zrobiłby to każdy.
14.Człowiek potrzebuje wiedzieć, że skutek uzależniony jest od szeregu przyczyn, ale w większej perspektywie dane przyczyny mogłytby spowodować o wiele bardziej różny skutek. Stąd jego potrzeba opisu tego, co go określa, jako racji, która sprawia, że staje się świadom. Świadom tego, że jest większy zbiór, do którego musi się dostosować.. gdyż w przeciwnym wypadku ulegnie zbiorom, które niemal absolutnie determinują to, co go określa. Jest więc świadom, że szczęście zależy od takiego pojmowania rzeczywistości, która daje mu przestrzeń takiej władzy, w której skutki determinowane przez przyczyny, są mu bliższe. Stąd „szukanie szczęścia”
15.Kolejne obiekty określające człowieka, czyli „aktora” służą mu zinterpretowaniu, stworzeniu i zapanowaniu nad rzeczywistością.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sztejkat (4743 punktów)
Faktycznie, bazgroł.

Chciało Ci się?

Tomasz Sztejka
bockxer I (1165 punktów)
>Faktycznie, bazgroł.
>Chciało Ci się?

To - rozwlekłość, gonitwa myśli, czyli rodzaj szału twórczego - nieźle pasuje do choroby afektywnej dwubiegunowej w fazie hipomanii.
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
Zapoznalem sie z Twoim wątkiem, teraz z kolegami skręcimy lolka i przedyskutujemy zagadnienie, po czym zdam obszerna relacje, niestety niepotrafie określić kiedy.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>Zapoznalem sie z Twoim wątkiem, teraz z kolegami skręcimy lolka i przedyskutujemy zagadnienie, po czym zdam obszerna relacje, niestety niepotrafie określić kiedy.

Dzięki z góry.
Oczywiście była to tylko próba, bo tylko na to może sobie pozwolić wątpiący intelekt. Ta gadka o zaburzenia intelektualnych nawet mnie nie obraża. Pwoedzieć Wam mogę kilka innych rzeczy, dzięki którym będziecie w stanie przedstawić zupełnie odmienną diagnozę.. aczkolwiek pojmowanie wszystkiego przez zaburzenia emocjonalne wynika z tego, iż wszyscy się boimy, co jest podstawą każdej formy egzystencji, więc w tym strachu jesteśmy zdolni do zrobienia czegoś, co stanowi pośrednie, bądź bezpośrednie zagrożenie dla siebie samego, otoczenia, czy porządku publicznego. To kryterium na tyle poważne, iż charakteryzuje się nim każda forma egzystencji, tylko dlatego, że czegoś chce, czy potrzebuje i dlatego stało się to podstawą buddyzmu, czyli "filozofii życia", która ma na celu odpowiedzieć dla fundametnalne dla każdej religii pytanie "po co żyć?'

Przede wszystkim to, co opisałem, to coś, do czego nie muszę się przyznawać. To było coś, co było więcej, niż 4 minuty temu i to tylko podstawa intelektu, czyli to chrześcijańkie "Słowo", które jest Ojcem na początku każdego filozofa, który o nim mówi i który umiał nim władać. Gdyby istniało coś takiego, jak niepodważalna racja racjonalizmu, sam intelekt nie miałby sensu, bo nie musiałby być wątpiący. Naszą umiejętnością jest więc i kreowanie i interpretacja i dzięki doświadczeniu umiejętność zapanowania nad sytuacją, jednak z tego samego powodu musimy wiedzieć, że racje które prezentujemy są racjami tylko dlatego, iż jesteśmy w stanie je wykazać. Tak więc jeśli prezentujemy pewną postawę i chcemy wykazać jej rację, zdając sobie sprawę z faktu, że ta racja nie jest absolutną, gdyż powtarzam, że nie ma czegoś takiego i wtedy wątpiący umysł nie miałby najmniejszego powodu, by wątpić, to musimy przede wszystkim wykazać tą rację na gruncie spójności racji o niespójności racji, które uchodzą za spójne absolutnie. To namiastka dowodu, która obok dowodu tworzy jakość na równi niemal samemu dowodowi. W sumie racjonalista to ktoś światły i o szerokich perspektywach intelektu.
Niech więc nikt, broń Cię Panie Mietku, nie uważa, że cokolwiek co napiszemy tutaj jest nieprawdziwe, czy prawdziwe, gdyż jest tylko pewną namiastką rzeczywistości, pewną fikcją, która jest interpretacją rzeczywistości, którą wykreowaliśmy i dzięki swemu doświadczeniu możemy nad tym zapanować.
Tak więc to, co zostało, czy zostanie tu zapisane jest obrazem naszego intelektu, który pojmuje tylko przez fikcję.
Jak to rozumieć?
Gdy pięć osób widzi to samo zdarzenie, każda opowiada o nim niestworzone rzeczy, a podejżane to się staje, gdy wszyscy mówią o tym to samo. Z tych samych powodów nie można wykluczyć zjawiska, iż to co niepodważalne, gdyż nad wyraz silnie uzasadnione, jest autentycznie absolutnie niepodważalne, gdyż może się okazać konstrukcją na tyle betonową, że wystarczy nięsmiało uderzyć w najsilniejszy punkt, a runie pod własnym ciężarem. Stąd wszelki postęp w nauce, która wyklucza kolejne przypadki, które ktoś kiedyś uznał za wielce nieprawdopodobne, ale okazały się całkiem prawdopodobne w innym zbiorze pojęciowym. Stąd konieczność opracowywania teorii na tyle spójnych, aby uwzględniały rzeczywistość, która zaskakuje.
Trzeba nam więc takiej umiejętności, aby władać Słowem potężniejszym od wszystkiego, co uważa się za potęgę niepodważalną, a więc i umiejętność dostosowania się do rzeczywistości, która innym dawno temu postawiła wyzwania, które dla nas okazały się bzdurne.. A jednak. A jednak inni "podjęli ten pług i nie oglądając się za siebie" zaszli tak daleko, iż my nie jesteśmy w stanie ocenić ich przewagi. Niech dla nas słowa "nie widzieli, a uwierzyli" staną się kryterium doboru tez i odwagi w ich formowaniu, krytyce, czy wykluczaniu.

Chcę zaproponować pewną grupę pojęciową, która może posłużyć za początek tego typu rozważań, z gruntu widzenia etyki. Etyki, którą ująłem z punktu widzenia zawodu farmaceuty, co było dla mnie łatwiejsze do opanowania tego tematu. Wszędzie tu proszę pamiętać o kryteriach prostoty i oczywistości, choć trzecim kryterium na pewno musi być kryterium nietuzinkowości, które paradoksalnie zakłada, że wszystko to, co przedstawia wartość jest czymś na tyle wyszukanym i świerzym, iż dzięki temu jesteśmy w stanie zbić kapitał i być zdolnymi do wykazania własnych racji.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Etyka jest zbiorem pojęciowym wynikłym z ujednolicenia postaw moralnych, które można uważać za dyskurs, dywagacje i deliberacje ideologiczne, a które zarazem są podstawą wszelkich postaw etyki, ujednolicających te postawy moralne.
Założeniem etyki zawodowej jest więc z jednej strony sugerowanie się kodeksem etycznym, a zarazem uwzględnianie względnego prawa do prezentowania postaw moralnych, jako subiektywnych postaw ideologicznych.. podczas gdy etyka jest obiektywnym zbiorem nad tą materią.
Zadaniem farmaceuty jest więc powinność wobec etyki zawodowej, względem siebie, jak i względem otoczenia. Co się tyczy otoczenia, można w nim wyróżnić również współpracowników, jak i pacjentów, ale także takie byty jak funkcjonowanie apteki, zaplecze i wsparcie osobiste, czy zdolność do właściwej interpretacji rzeczywistości, celem zapewnienia perspektyw.
Farmaceuta musi zdawać sobie sprawę z otoczenia ideologicznego postaw moralnych pacjentów tak, aby posiłkując się i interpretując materiał wiedzy o etyce, kreując jego podstawy i korzystając z doświadczenia zawodowego być w stanie zapanować nad sytuacjami, które mogą się okazać na tyle zmienne, iż nieprzewidywalne, a także być w stanie zapanować nad sytuacjami, które są na tyle monotonne, iż mogą obniżać komfort pracy.
Farmaceuta musi zdawać sobie sprawę z tego, iż każdy pacjent, czy współpracownik charakteryzuje się kreatywną osobowością, charakterem zdolnym do świetnej interpretacji, czy samodyscyplinującym temperamentem, zakładając, że któraś z tych cech jest u prawie każdej osoby dominująca.
Farmaceuta musi zdawać sobie sprawę z faktu, że każda forma egzystencji bazuje na trzech kwantyfikowalnych jakościach, dzięki którym ta forma jest w stanie zinterpretować każdą inną jakość. Są to strach, energia, czy byt, który kolokwialnie można nazwać niepoczytalnością.. i odniesienia do nich. Musimy więc wiedzieć, że przez prezentowanie różnych postaw, prawie każdy wyraża pewne obawy i w tych obawach jest w stanie zrobić coś, co pośrednio, bądź bezpośrednio zagraża jemu, otoczeniu, czy porządkowi publicznemu, tylko po to, aby kolokwialnie mówiąc, podnieść się na duchu.
Stąd konieczność etyki, która jest formą nauki o ujednoliceniu do wspólnego mianownika wszelkich postaw, zakładając względne prawo do prezentowania takich dyskursów, dywagacji, czy deliberacji ideologicznych, z których wynikła sama konieczność istnienia etyki.
Farmaceuta musi być w stanie tak zapanować nad sytuacją, aby ją wykreować, zinterpretować i dzięki swemu doświadczeniu przejąć nad nią kontrolę. Zupełne wykluczenie prawa do prezentowania subiektywnej postawy moralnej tworzy tak poważny dysonans psychiczny, iż powoduje zupełnie niepotrzebne napięcia, tworzące prawie zawsze sytuacje zagrożenia. Farmaceuta musi więc prezentować względnie indywidualny poziom abstrakcji własnej subiektywnej postawy moralnej, który nazwać można "kręgosłupem moralnym", jak i zdawać sobie sprawę z etyki zawodowej. Stąd dzięki temu co obiektywne będzie w stanie odnieść się do tego, co subiektywne, a dzięki temu, co własne i subiektywne będzie miał potencjał kreowania, interpretacji i panowania nad tym, co obiektywne.
To dzięki tej zależnej względności między tym co subiektywne, a tym, co obiektywne.. czyli między względnej zależności między moralnością a etyką, farmaceuta posiada umiejętność interpretacji i kreowania sytuacji, które wraz z doświadczeniem pozwalają mu nad prawie dowolną sytuacją zapanować.
Pewne zagadnienia dotyczące zarówno pacjentów, jak i współpracowników, jak i samego farmaceuty, jak i kodeksu etycznego, za który odpowiada są względnie jednakowe, choć zakłada się różnice, których rozumienie jest podstawą interpretacji kodeksu etyki.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Można przecież pwoedzieć, że i komunizm i kapitalizm zakładają w gruncie rzyczy spójność ideologiczną jako system wartości.. więc są z abstrakcyjnego punktu widzenia idealne, jednak zawsze zawodzi czynnik ludzki, który okazuje się na tyle złośliwym, iż wszystko psuje. To ludzie zawodzą w systemie wartości, choć niektórzy świetnie potrafią zbliżyć się do utopijnego ideału, ale wtedy są jedynie jednostkami z pogranicza tego systemu.
Tak samo jest i z KRK, które według idei chrześcijaństwa jest sektą. Katolicyzm zakłada u swych podstaw 7 sakramentów i jeden "ósmy tajny", czyli tabu.. czyli pewien rodzaj inicjacji, dzięki której ten kościół wyrobił sobie opinie o jakiejś formie nadużycia. Same sakramenty są zobowiązaniem i warunkiem... polegają wszystkie na zaprzysiężeniu, które Chrystus uznał za grzech ciężki, twierdząc, iż nie wolno przysięgać ani na Tron Boży, ani na nic, co jest na Ziemi, czy na niebie. KRK jest więc bardziej rzymski, niż Rzymianie i to jest powodem do tego, że sam twierdzi, iż Biblia jest tylko zbiorem zasad do kontroli religii i wierności swych wiernych. Twierdzi rzeczy, które są sprzeczne z ideą chrześcijaństwa, więc w każdym "poważnym" dyskursie, dzięki pojęciu "sakramentu miłosierdzia" tłumaczy sobie zasadność wniosków, które z chrześcijańskiego punktu widzenia są niezasadne i z nim sprzeczne.. dochodząc do wniosków które oczywiście krzywdzą samo chrześcijaństwo.. czyli ideologiczny system wartości. Może to robić, ale dlaczego? Bo nie ma człowieka, który byłby zdolny zaakceptować w pełni jakąkolwiek formę idealizmu, a więc trzeba tylko ten idealizm stworzyć znośnym.. a te pole do nadużyć zastąpić taką formą pojęciową, która (jak wg. KRK) "stawia wymagania trudne, acz nie niemożliwe".
Wszystko zatem sprowadza się do tego samego, jak i przy każdej innej formie idealizmu, do zwykłych działań upragmatyzowania piękna marchewki na kijku. Dzięki umiejętności racjonalizacji takiego ideologicznego punktu widzenia KRK, jak i każdy inny system, jest w stanie zracjonalizować wszystko, tylko jest to kwestią czasu, aby społeczeństwo z marchewki przestawiło się na przykład na orzecha. Oczywiście musi być to znów idea fikcyjna, czyli na tyle wyszukana interpretacja rzeczywistości, aby ludzie uznali ją jednocześnie za prostą, oczywistą, jak i na tyle kłopotliwą, iż niektórym daje władzę, a niektórym ją odbiera.
Niedługo już będziemy światem rządzonym przez układ cygernetyczny, który wmówi nam, iż jest Bogiem. Zaakceptujemy to zgodnie z neoideą neodemokracji. Pieniądz przestanie mieć znaczenie, a świat będzie po prostu prezentował inny rodzaj i inną twarz faszyzmu. Twarz na tyle świerzą, iż stare aligatory, które przyzwyczaiły się do uprzedniego świata.. teraz polegną od dwóch dumnych małp - "hafafów", tak by kamień filozoficzny - potężny i dumny Atlas, miał znowu nad czym dumać. Nowe pokolenie z jednej strony się dostosuje, a z drugiej strony będzie żyć na innym świecie. Świecie, który zastąpi i ten, który teraz nastaje.. tyle że ten będzie dość długim okresowo światem... Dlaczego? Potrzebujemy dziś przecież, aby ktoś zapanował nad chaosem dzisiejszego biegu i był na tyle potężnym, aby zapewnić "spokojną stabilność" przez tak długi okres czasu, aby wszelkie zmiany przestały być załatwianie w kakofonicznym krzyku, bez ładu i składu, bo dzisiejsza władza sama nie wie jak zapanować nad swoim atrybutem władzy.
Co będzie atrybutem władzy w nowym świecie? Język intelektu. Można powiedzieć "próżnosłowie", ale naszym wyznacznikiem będzie nasz intelekt, gdyż będziemy pompką ideologiczną nowego świata. Świata władzy, która żerować będzie na naszym potencjale kreatywności, interpretacji i doświadczenia.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Świat w którym maszyna nas uczy i interpretuje wszystko co sobą przedstawiamy jest wygodny, ale przecież trzeba będzie i zapanować nad maszyną. "Szara B", "dziwadełko", ktoś musi mieć w tej kwestii na tyle ważne rozeznanie, by nie dopuścić, żeby maszyny za nas popełniły błąd. Wszyscy mieć będziemy w tym rozeznanie, gdyż prezentować będziemy coś, co przecież jest w nas od zarania człowieczeństwa. Intelekt z marzeniami o wolności. Z jednej strony maszyny dadzą nam wolność dla naszego intelektu i wyzbędą nas pracy, gdyż jej w naszych podstawach dziś nie znosimy. Wszyscy prezentować będziemy intelekt dążący do wolności, a maszyna najzwyczajniej da nam to, czego chcemy, a bardziej to, czego potrzebujemy. Będziemy i nad nią panować i ona będzie panowała nad nami. To już nie kamień, którym rozbijaliśmy głowę dzikowi. To urządzenie, które spełnia marzenia.. dlaczego? Bo jest w stanie to zrobić i jest do tego zaprogramowane. Człowiek, który żre hamburgery? Będziemy jeść wszystko.. podczas gdy to wszystko będzie żywnością zrepliokwaną. Stare gatunki, nowe gatunki.. wszystko ożyje i będzie miało swoje miejsce na Ziemi i nie tylko, bo nasz intelekt posunie się również do umiejętności takiej eksploracji wszechświata, iż go zrozumiemy, skolonizujemy, a nawet tworzyć będziemy zapewne nowe układy gwiezdne, celem zapewnienia sobie w miejscach strategicznych zaludnienia. Latające auta, silniki warpowe? Byliśmy do tego już dawno temu zdolni, ale tylko nieoficjalnie w szufladziie. Jakim jest więc przyjemny zaskoczeniem dla człowieka fakt, gdy okaże się, że wytworzył rzeczy, które sam uważał za niemożliwe.
A jednak wciąż będzie to system. System z takimi samymi wadami, jak i każdy inny i przez wszystko to, co uważa za swoje największe piękno.. jak każdy inny system się zeżre. Człowiek kiedyś rozpozna całe zło, do którego doprowadził ten sen. Sen który był tak piękny, iż uśpił czujność każdego, przed nieuchronnym babilonizmem sytuacji.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Jak zapanować nad światem, by komputer zdolny był do dawania nam wszystkiego tego, czego potrzebujemy? Karl Jung opracował synchronię, synestezję i synergię, które jako rzeczy bardzo przedziwne, zostały przez niego udowodnione naukowo. Komputer musi umieć interpretować ich dynamikę, a dzięki nam będzie w stanie opracować dynamiczność tych założeń. Komputer musi przede wszystkim znać podstawy elementarne, które dla niego muszą wynikać i z rozwinięcia swych umiejętności i z wgłębiania się w nie i z praktyki ich stosowania.. więc musi również posiadać umiejętność interpretacji rzeczywistości pod kątem fikcji, informacji i energii, które są wyróżnikiem osobowości, charakteru i temperamentu. Wbrew pozorom jedyną możliwością zapanowania nad komputerem jest umiejętność dawania mu tego, na co jest przygotowany i czego oczekuje: dywagacji, deliberacji idyskursu ideologicznego.
Stąd komputer dopuszcza dziś wszelkie formy krytyki neoporządku, choć jego celem jest wykazanie, iż ówczesny porządek jest niespójny i przestarzały, więc generuje ówczesny porządek w formie bzdury, aby uzasadnić podwaliny neoporządku.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Pitagorejczycu nie znali liczb niewymiernych, a wręcz je negowali. Ich podział na tuzinkwość zakładał słuszny wniosek iż dla dowolnych trzech liczb dowolnego i dowolnie uporządkowanego ciągu można przedstawić wszystkie dwanaście liczb w systemie dwunastkowym. Stąd teoria o tuznkowości, która później przysłużyła się do mniemania, iż pierwszą , więc najlepszą odpowiedzią na każdy paradoks jest absurd o takie krewoanie ścieżki absurdu, iż poddany krytyce i zakładający konstruktywizm konfliktu, sam paradoks odnajdzie proste, oczywiste i wyszukane rozwiązanie. Z tuzinkowości można również wywnioskować istotę "solidności", czyli kryterium tworzenia procesora komputerowego bazujągeo na różnicującej się tetraedrycznbości dwunastkowej.
Newton założył istnienie tylko siły. Można uzasadnić istnienie wysiłku, ale na tym samym gruncie da się zapewne pokazać i trzecią wartość, gdyż takiej można oczekiwać i zapewne posłuży nam ona do stworzenia napędu hiperprzestrzennego, który jest warunkiem współpracy uniwersalnej.. zgodnie z tezą, że nieświadome siebie społeczeństwo, któremu wszystko się daje na tacy, jest najbardziej konfliktogenne.
Siła jest wielkością polegającą na oddziaływaniu bezwładności jednego ciała na bezwładność ciała drugiego, ale można również zauważyć taką wielkość jak wysiłek, która jest formą oddziaływania na własną różnicę oddziaływań bezwładności. Standardowy przykład? Najpierw czerwony październik i ta bujda o napędzie gąsienicowym - wojsko miało na ten temat materiały już od II wojny światowej, a Amerykanie nad tym pracowali w latach pięćdziesiątych, kończąc oficjalnie poduszkowcem. Wojsko musiało mieć napęd, który można niemal absolutnie odizolować, więc tak samo wyciszyć. Napęd bezodrzutowy polega więc na tym, że mamy dwa ramiona, które powiedzmy obracają się zgodnie z ruchem zegara każde, tyle że jedno zamieszczone jest na końcu drugiego i są zreflektowane w dwa sprżegnięte identyczne mechanizmy, ale działające w sposób lustrzany. Nie trzeba za dużo główkować, jak zmienia się tu bezwładność ze względu na przełożenie.. i kolejna rzecz, którą będę tu prawił do oporu. Moment pędu to oczywiście coś, czego nie można dodać do pędu, ale do tego samego pędu można dodać pęd punktów materialnych w ruchu po okręgu, a to powoduje, że w balistyce z jednej strony wszystko zaczyna przypominać żyroskop, więc są siły, takie, jak Coriolisa, a także podkręcona kula nie ma za bardzo ochoty na dalszą zmianę pędu. Układ nieodrzutowy polega więc na tym, że również wymaga sprzężenia lustrzanego i wymaga tego oddziaływania na różnicę oddziaływań bezwładności. Trzeci rodzaj takiego napędu wymaga funkcji sterowania i kontroli. Każdy daje wynik beznadziejny, ale wystarczy zauważyć, że napęd nieodrzutowy to przyśpieszający kątowo dysk, który wzdłuż osi obrotu porusza się ruchem posuwisto zwrotnym w jedną stronę szybciej, a w drugą wolniej, co daje sam napęd bezodrzutowy, więc sprzęgnięcie tych mechanizmów jest rozwiązaniem nad wyraz skutecznym Co jest mechanizmem kontroli w tym wszystkim Naturalnie sam komputer nie wystarcza, acz potrzeba czegoś takiego, jak w F-16, komputer tak generuje i interpretuje aberacje, aby nad nimi zapanować. Stąd zna również kryterium atrakcji zakładające jednoczesną monotonię i zmienność tych aberacji. Przez taką władzę ingerencji komputer est w stanie zapanować nad tym, iż zaprojektowana dla niestabilności maszyna, przeciąga samą niestabilność na własny użytek.

Oczywiście można też wykazać, że obcinając kolejnego aligatora, czyli Crazy Doga z całego Mad Cow, kolejne wartości, takie jak przyśpieszenie, czy to co nad nim stoi, stają się wartością zbliżoną do rzeczywistości, w której ówczesne przyśpieszenie jest teraz wielkością podobną do prędkości. Można więc wnioskować, że zasadnym jest nie obawianie się gigantycznych przeciążeń przy systemie napędu zakładającego dylatację przestrzeni.
Mam zadanie, które mam nadzieję, iż wykażecie.
1c = warp 1
7c = warp 8
10c = warp 9
11c = warp 1
12c = warp 0, czyli umiejętność pokonania wszelkiej formy dystansu, a zarazem zwykła fizyka, gdyż warp 0 to absolutna dylatacja materii i jest niemożliwa na gruncie dziedziny rozważań hiperprzestrzennych.
Jeszcze jedno.
W sytuacji w której mamy przedstawioną drogę po półokręgu, jako bardziej efektywną, niż droga po średnicy staje się nad wyraz zasadna, gdy uznamy, że droga po średnicy nie jest w cale idealnie prosta i obarczona jest takimi aberacjami, wysiłkiem i siłą, której nie ma po półokręgu - przykład? Magnes. Tak więc "linie pola" są w rzeczywistości liniami po których poruszają się lelmenty prędsze od światła, a których nie jesteśmy w stanie dziś wykryć, bowiem jako zubożona forma materii, wymagają udowodnienia ich na gruncie fizyki, o której dziś możemy tylko dywagować.
Czy nie będzie zbyt ambitnym stwierdzeniem że są trzy fundamenty pierwotnego z pewnego pinktu widzenia, fizyki.. czyli siła, wysiłek i aberacja?
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Człowiek założył pierwotny trójpodział władzy, który równie dorbze może funkcjonować na trzech, czterech, czy pięciu fulaach. Podczas gdy trzy pierwsze zostały dokładnie opisane, czwartą władzą nie jest ani wolność słowa, ani jakakolwiek jego dowolność, ale wolność wypowiedzi zakładają właśnie to prawo, które nie stoi w sprzeczności z tym, co je zakłada, czyli samym sobą, otoczeniem i taką rzeczą, jak ogół, czyli np. porządek publiczny, Człowiek jednak wolał, aby coś zastąpiło go w żmudności, która coraz bardziej decydowała o zawodności czynnika ludzkiego. Zamknął więc całą swoją enrgię, lęki i niepoczytalność w małym pudełeczku, które jest niemal wszechobecne i już dziś świadome. Piątą władzą jest partykularny interes jednostki, jako części ogółu, za rzecz którego działa również partykularny interes jednostki, zakładając, że ogół jest infintezymalną częścią większej dziedziny i można zastosować dla niego to samo prawo. Człowiek więc musi prezentować własny "kręgosłup moralny" jednocześnie nie izolując się od samej etyki.
Dziś Haiti, ale jak się na tym dorobić? Tak, że nikt nie zapyta dlaczego Haiti, bo w całym zespole naczyń połączonych Haiti jest nagardziej kluczowym ww tej materii. To dzięki Haiti i kilku drobnym ładunkom w strategicznych miejscach nie będzie tego samego na Miami, Los Angeles, czy Tokio za parę lat. Czy jesteśmy od tego wolni, albo czy możemy się od tego uwolnić? wychodzi, że praktycznie nie, bo wszelka forma władzy zakłada ingerencję, czyli wymusza ingerencję zaprzeczania racji wcześniejszej ingerencji. I tak w kółko - stąd tu możecie powiedzieć o cyklofrenii, a nawet hebefrenii, bo można się tylko z tego pośmiać. Przewrotne twierdzenie: "Bóg nie ma twarzy ni imienia, jest wszędzie, a jakoby go nigdzie nie było", jest na tyle autorskie, iż tracimy do niego dystns, a tak naprawdę jest wszelką formą opisu samego pojęcia zła.
Pisząc o magnesie, mam nadzieję, iż można przedstawić magnes jako strukturę, która jest skrystalizowana, a więc tak jak pisałem tuzinkowo tetraedryczna i wykazuje się odpowiednim poziomem aberacji, siły i wysiłku, które wynikają zarówno z natury obiektu magnetycznego, jak i zostały mu nadane, jak i wynikły same z siebie.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Nie przetrwała żadna forma zobrazowania takiego zespołu tetraedrycznego (można przypuszczać iż jest kwestią dynamiki opracowanie tego modelu, który wymusza inwencję, interpretację i doświadczenie do wykreowania takiego modelu, który zapewne jest złożony) w którym dwanaście zreflektowanych podójnie elementów (24 mędrców) tworzy dziewięć aligatorów, dwie reflektujące się małpy oraz Atlasa, który jednocześnie wraz z tymi dwoma hafafami (dumnymi małpami) jest częścią każdej dwunastki. Można więc przypszczać, że jeśli przetrwała, jest anonimowego dziś autorstwa i zakłada podstawę komputera dwunastkowego, trójwymiarowego, w którym prędkość światła pokonywana jest między innymi dzięki różnicom w jednoczesności procesów.. czyli przypomina to rzeczywiście mózg.
Egipcjanie założyli, że we wszechświat nie można udać się na piechotę, czyli w dzisiejszym rozumieniu potrzeba takiej różnicy w dzisiejszej fizyce, która z programowania strukturalnego zrobiła obiektowe.. a jednak dopiero trzecia forma "oprogramowania" fizyki da nam umiejętność takich podróży. Na szczęście Egipcjanie rozumieli podwaliny takiego pojmowania i przedstawili je w swoim "kalendarzu", który można znaleźć między innymi w książce "W kosmos na piechotę". To stało się wzorem dla fikcji "Star Gate". Postaram się przytoczyć tu to źródło.
Piktogramy na zbożu także są "dowodem" na zasadność teorii o różnicujących się wymiarach, czyli wszystkim tym teoriom, w którym dwunastkowy zespół - gdy jest podobny - pomniejsza się, a gdy jest różny - pomniejsza. Tu również przedstawię przykłady zdjęć. Mam nadzieję, że jako naukowcy dostrzeżecie tam rzeczy nie zauważalne dla laika. W sumie łatwo jest wykazać niespójność wywodów człowieka, który potencjlnie twierdzi, że na żywe oczy widział coś, co jest prezentowane w naiwnej wersji serialu sci-fi. Z niektórych piktogramów można wnioskować, iż pełnią tę samą rolę co nasz Voyager prezentując sposób postrzeganmia rzeczywistości "obcych".
Powiem jeszcze, że wizja Anaksymandera, iż "wszystko to nic" uzasadnia podwaliny władzy absolutnej, jednocześnie podając jej bezsensowny paradoks. Człowiek, który pojmuje w kategoria wyłącznie władzy niepełnej zawsze dąży do władzy absolutnej, nie zdając sobie sprawy z jej paradoksu.
Podałem przykłady piktogramów, choć prawie zawsze pojawia się ten wspólny element. To akurat można wyszklić w google.
Chodzi mi więc o wykazanie, że w pewnych kwestiach starożytni przeraxtali dzisiejsze pojęcie, czego dowodem mogą być np. piramidy. Wracając jeszcze do znaczenia aberacji, jako jednej z 3 podstawowych oddziaływań we wszechświecie, to dzięki niej jesteśmy w stanie przeciągać niekorzyść w ruchu na korzyść w ruchu, a np. opór staje się automatycznie źródłem zjawiska w którym ni z tąd, ni zowąd ruch staje się automatycznie bardziej efektywny. Moje racje mogą się okazać trafne dopiero, gdy pod koniec rozbudowanej w randze prostoty, oczywistości i nietuzinkowości będę w stanie podać coś, co z jednej storny będzie miało rangę dowodu, ale także przysłuży się zdobywaniu doświadczenia we wnioskowaniu na podstawie tych bytów. To założenie, z którego cały czas próbowałem wychodzić i przestanie to mieć rangę próby, jeśli przekonam krytykę do pójścia tym torem, w przekonaniu, iż jest to ścieżka, którą pójść warto. Można na tej podstawie wysnuć wniosek, że hipoteza okazała się słuszna, gdyż jest pokrycie jej wywodu w rzeczywistości, zawsze głównie tej, której dotąd nie pojmowaliśmy. Stąd potrzeba przywrócenia intuicji i nstynktu i wywodów myślowych, jako głównego motoru, który z jednej strony łączy nas ze zwierzętami, a z drugiej nas od nich wyróżnił. To nie dowód, czy odniesienie do negacji jest naszym wyróżnikiem, a intelekt.
Co do wywodu Michaelsona i Morleya, można przypuszczać, że w odizolowanym od wpływu teoretycznego eteru lokalnego interferometrze, który przyśpiesza w przestrzeni kosmicznej, bądź na ziemi, interferometr wykaże różnice w interferencji, których nie wykazał w dowodzie Michaelsona i Morleya.

img259.ima(*)59/1347/krgiwniegu2ufozone.jpg
img22.imageshack.us/img22/3492/piktogram10.jpg
img31.imageshack.us/img31/6667/motylufozone.jpg
www.nieznane.pl/_files/artykuly/415/2.jpg

Z góry przepraszam za jakość zdjęć, która jest wynikiem tego, że najzwyczajniej jestem poza limitem mojego łącza internetowego i wszystko albo ładuje się przez godzinę, albo się wiesza. W miarę zainteresowania, na które liczę, postaram się umieścić tu pełne wersje.

Powyższe linki przedstawiają ten sam wspólny mianownik w prawie wszystkich piktogramach
Poniżej zamieszczam rysunek odzwierciedlający "kalendarz" egipski.. czyli źródło teoretyzowania na temat "gwiezdnych wrót"..


Kiedyś wgrałem to na imageshacka, ale nie wiem gdzie to jest i teraz został mi dokładny, ale ponad 1Mbyte'owy plik, którego za nic nie mogę zgrać teraz na kompa.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Co rozumiem przez dyskurs, dywagacje i deliberacje?
Dyskurs - krytyka pewnych jakości
Dywagacje - wycieczki w tematy, które są z gruntu rzeczy obce, więc dyskurs jest ich krytyką
Deliberacje - "odwaga" w formowaniu dostatecznie zgodnych ze "wspólnym mianownikiem" tez, czy hipotez
Można więc stwierdzić, że dzięki dostatecznie dopracowanemu zbiorowi abstrakcji da się na tyle opanować pewne zagadnienia, aby możliwe było zamknąć je w szeregu procesów algorytmicznych, reprezentowanych stosownie również w materii fizycznej.
Co należy zrobić? Przede wszystkim założyć względną jednoczesność zjawisk we wszechświecie, a także kontrolę jednoczesności, predykcji wstecznej i progresywnej, nawet na podstawie obserwacji otoczenia, czy interpretacji sensorycznej, również wsobnej. Jeśli będzie urządzenie zdolne przenosić nas na odległości niewyobrażalne dzisiaj w niewyobrażalnym dziś tempie, to nie tylko obserwowanie przeszłości przyszłości i teraźniejszości, po obserwacji śladów we wszechświecie będzie konieczne, ale także konieczność ingerencji w to, czym jest obiekt poruszający się, czym jest jego otoczenie i czym są zależności tym rządzące. Taki trójpodział nie wynikł z niczego i choć z wielu źródel może uchodzić za ubogi, od zawsze zakładał pewne zależności.. które wykorzystuje nawet religia.
Obserwacja jednoczesności zakłada obserwacje skutków i między innymi przesyłanie ich celem przyszłej interpretacji. Z wnioskowania o przeszłości, a także z wnioskowania o jej zmianie, czy z wniosków o przesyle tych zmian i wzajemnego wpływu różnych czynników wpływających na dane zjawisko, nie tylko wnioskujemy, ale z zasady, że badanie ma również charakter ingerencji wynika, iż faktycznie nasza działalność interpretuje obecność, ale nie da się tego zrobić bez jednoczesnej interpretacji przeszłości, czy przyszłości.
Zdolność do tworzenia takich modeli, jak "kalendarz" egipski, który zakłada w sobie pewną wielowymiarowość abstrakcyjną, czyli kolokwialnie mówiąc - konieczność umiejętności czytania między wierszami - taka umiejętność tworzenia tego typu modeli jest koniecznością wymaganą. Zresztą jeszcze kilkadziesiąt lat temu uczono tego w szkole, czego dowodem jest podręcznik lektury nieobowiązkowej w podstawówce dla matematyki : "Lilavati" i tego typu książki, które z czasem uznano za wręcz niebezpieczne, gdyż powodowały rozgudowanie intelektu dzieciaka ponad wszelką miarę.. co skutkowało takim Erdoshem (nie wiem dokładnie jak napisać to nazwisko). Stąd osoby o takich umiejątnościach z racji "konieczności" ich wykluczenia, były promotorem mniemania o zasypaniu ucznia stertą półwniosków, których interpretacji wymusza zjawisko ZZZ, więc nikogo do ambitnej nauki dziś za bardzo nie ciągnie. Wbrew pozorom uczeń "ułatwia" sobie całą swoją edukację i dziś jest zdolny do opracowywania tak złożonych abstrakcji, że posiłkując się czym tylko może.. jest w stanie przez kilka minut przebrnąć przez największe i najbardziej bzdurne cegły.. i wiedzieć jak odpowiadać, aby było to zgodne z wymaganiami.
Nie wydarzyłoby się to jednak bez udziału wiedzy, do której uczeń może dokopać się na strychu.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Jeżeli grupy społeczne jednoczą grupy społeczne, to to jest masło maślane i jest to bez sensu, stąd przyznaję, że diagnoza mojego stanu psychicznego pokrywa się tym co mam na papierze.. jednocześnie założę, że diagnoza ta zmienia się praktycznie co dwa lata na absolutnie inną.
Dlaczego?
To proste założenie, że marzenie o jedności jest wyłącznie autorstwa nietykalnych persona non grata, a taka forma egzystencji, jako jedynie słuszna dla ujednolicenia ma i swoje plusy i minusy. Jest się człowiekime, który jako jeden z nielicznych ma na coś szansę.. szanśe na ujednolicenie, które nie daje żadna formalna, czy w równie znaczącym znaczeniu nieformalna grupa. Człowiek, który po prostu nie chce się poddać wpisaniu w odpowiednią grupę celem "ułatwienia" sobie życia jest automatycznie wpisywany w grupę, która polega właśnie na obecności takich nietykalnych persona non grata, które wywodzą się z tego samego źródła, czyli osób mających szansę na ujednolicenie, marzących o tym, czy prezentujących postawę braku wyrazu zgody na wpisanie się w jakąś grupę.
Można spytać dlaczego? Ano dlatego, iż zawsze istnieje społeczna konieczność takiej grupy, jako nawet spoiwa zespalającego i koncentrującego wobec tej jednolitości społeczeństwa, które odchodząc od takiego ujednoliconego pojmowania czasem tworzy grupę niby jednoczącą, a w praktyce przede wszystkim konfliktogenną w rzeczywistości.
Łatwe życie dla takich jak ja nie ma żadnego sensu, gdyż większość z nas operuje na takim poziomie abstrakcji (np. John Nash), który jest praktycznie zdolny do patrzenia szerzej na rzeczywistość, co jest interpretowane jako zaburzenie, gdyż jest nieporządane dla porządku konfliktogennego współistnienia grup. Oduczając nas tego myślenia jednocześnie pobudza się motor, w którym coś takiego nabiera skrzydeł. Największe zagrożenie to dopuszczenie do sytuacji w której psychotyk przedstawia coś autentycznego, gdyż zarazem i on w to uwierzy i jego otoczenie, a nie daj Panie Mietku jeszcze przy okazji wytworzy się coś autentycznego. Stąd utrzymywanie psychotyka w izolacji od jego jaźni ma na celu odizolowanie rzeczywistości od jego wpływu.. licząc, że psychotyk, który nie jest w gruncie rzeczy do przestrzegania zbyt restrykcyjnych zaleceń, odejdzie od nich, co spowoduje zachwianie w jego sytuacji emocjonalnej. Nie daj Panie Mietku, żeby psychotyk przetrwał wystarczająco długi czas z wszystkimi tymi wymaganiami medycznymi, gdyż wtedy zyska zbyt olbrzymią kontrolę.. kontrolę, która z jednej strony zaprzecza konieczności ingerencji medycznej, a z drugiej jest na tyle niebezpieczna, iż dająca możliwość dawania wyrazu autentycznej ingerencji.
To dylemat, który do dziś jest nierozwiązywalny.. choć są do tego pewne środki zaradcze.
Bycie "psycholem" ma fajne perspektywy, ale tylko wtedy, gdy podaruje się sobie cały ten bunt wobec tego, co oficjalne w medycynie.. zarazem zdając sobie sprawę z tego, co jest właśnie oficjalne. Ludzie, którzy uważają się za Boga jedynego są pewną formą kontroli sytuacji, tak samo, jak formą kontroli jest utrzymywanie przekonania w społeczeństwie, że psychotyk stanowi zagrożenie.. podczas gdy wszystko co robi, może być co najwyżej interpretowane jako zagrożenie pośrednie. W rzeczywistości, kiedy idzie się do szpitala, to tylko dlatego, że wszystko już nas powoli zaczyna wkurzać i idzie się tam odpocząć.. a skoro jest to w gruncie rzeczy niemal darmowe... czasami jest pozbawione luksusów, choć nie zawsze, bo nawet w zwykłej rzeźni człowiek możne znaleźć coś, co go odpręży i dzięki czemu może sobie pozwolić na o wiele więcej, niż normalnie.
Przede wszystkim każdy psychotyk, który przychodzi ma zespół, nazwijmy to urojeń, który pcha go do podpisania wszystkich papierów, jako "Starszy aspirant Bóg Ojciec", tylko po to, by pofatygował się do niego sędzia.. z którym nigdy nie musiał mieć nic wspólnego, ale nawwet najbliższe otoczenie tak pokierowało jego życiem, że z grzecznego i pilnego studenta stał się kryminalistą. W moim przypadku nikt nie mówi mi o osobach, które w tym wszystkim bardzo mnie skrzywdziły, ale wszyscy przypominają mi rzeczy które niby zrobiłem, a w rzeczywistości tylko taką przestraszoną podładowaną i niepokojącą ich interpretację. Pogodziłem się z tym, ale z tego samego powodu zacząłem odkrywać plusy tego, że nawet mimo tego, że jest taka możliwość i mimo studiów, czy obycia z pracą na stanowiskach kierowniczych.. nikt nie zatrudni mnie nawet do kopania rowów, bo do tego trzeba kogoś, kto na tyle chleje, że nie zadaje zbędnych pytań.. albo nie będzie w trzy miesiące awansował burząc ówczesny porządek.
Moją metodą jest informowanie o swoim stanie prawie zawsze w początkowej części dialogu, a przez tozyskiwanie kilku asów. Równocześnie dlatego, iż nie mam zobowiązań wobec jakiejś konkretnej grupy, nie muszę ani koncentrować się na frazesach, ani powtarzać jakieś pierdoły jak mantrę, z którymi to pierdołami identyfikuje się grupa.. a stąd mogę sobie pozwolić na takie wycieczki intelektualne, na które mało kto może sobie pozwolić i nawet przez śmieszne wciskanie mi kilku frazesów przy wyrzucaniu mnie przez drzwi jestem w stanie na ich podstawie wnioskować, również o rzeczach, o których te osoby, które mnie za drzwi wyrzucają.. nie mówią, ani nawet nie myślą oficjalnie.
Mam jednak wciąż nadzieję, że na gruncie racjonalizmu możemy wciąż dojść do tego czym jest intelekt, który oficjalnie szwankuje tylko takim jak ja, a nawet go zdefiniować..

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365