Racjonalista - Strona głównaDo treści
Katolicki hardcore

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
12-07-2009 22:52finerbijk (17282 punktów)Katolicki hardcore
Ocena 10 na 10
Idealistyczne, ale szczere. Myślę, że ta sugestia jest skierowana do paru osób na tym forum również...



..w tym do mnie
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sztejkat (4743 punktów)
Ten temat był już poruszany, z dokładnie tym samym obrazkiem.

Mimo ewidentnego chamstwa itp. jak najbardziej popieram treść tego plakatu.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
12-07-2009 23:13 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Ten temat był już poruszany, z dokładnie tym samym obrazkiem.
>Mimo ewidentnego chamstwa itp. jak najbardziej popieram treść tego plakatu.

To znaczy co? Że wiara w Chrystusa Zbawiciela jest dla Ciebie za dobra?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
13-07-2009 12:21 
 Ocena 3 na 3
sztejkat (4743 punktów)
To znaczy, że zdecydowanie wolałbym, by kościół katolicki pozbył się "niedzielnych katolików". Zdecydowanie jestem przeciwnikiem hipokryzji i bezrefleksyjności, które stanowią podstawę "wiary" wielu katolików.

Apel, choć skrajnie wulgarny, skłoni mam nadzieję obrażonych do przemyślenia swojej postawy. I, albo staną się oni wierzący na prawdę, albo odejdą z kościoła, odkrywszy, że w istocie nie są wierzący. Tak czy siak, wychodzę na swoje: kościół stanie się mniej liczny i równocześnie mniej zakłamany w swojej rozległej podstawie.

Jako osoba niewierząca szanuję tych, którzy szczerze i w przemyślany sposób deklarują swój światopogląd i mam w pogardzie (może to nieco za mocne słowo) tych, którzy oszukują siebie i innych pozostając przy wyznaniu z którym nic a nic wspólnego nie mają. Stąd: "wypierdalaj z Kościoła" jest apelem, który przyniesie skutki poprawiające mi samopoczucie.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
13-07-2009 12:43 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
Zgoda ale autor plakatu widzi tylko dwie możliwości:
1 Wiara w Chrystusa jest dla ciebie za dobra.
2 Jesteś leniwą kupą gówna.

1 Bzdura
2 Owszem ale można było powiedzieć to grzeczniej

Dlatego dziwi mnie, że ktoś prócz praktykującego chrześcijanina może się z tym zgodzić.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
13-07-2009 12:51 
 Ocena 3 na 3
sztejkat (4743 punktów)
>Zgoda ale autor plakatu widzi tylko dwie możliwości...)

Pierwsze trzy pytania na górze plakatu jasno określają grupę, do której zwraca się autor w dolnej części. Jeśli więc ktoś odpowiedział twierdząco na jedno z nich, dolna część jest dla niego. Jeśli nie - nie są to słowa doń skierowane.

Powtórzę ponownie - w moim ateistycznym interesie jest, by ludzie którzy na powyższe pytania odpowiadają twierdząco wystąpili z organizacji, jaką jest Kościół Katolicki.

I dlatego popieram treść tego plakatu a także jego obrazoburczą formę, przede wszystkim gwoli skuteczności przekazu.

Gdyby tylko nie było tam tego : apostazja.pl.... toż to zmienia zupełnie obraz plakatu - z krytyki i nawołania do refleksji na najzwyklejszą chamską reklamę. Wiem, że to nie dzieło apostazji.pl, ale zostanie to w sposób oczywisty tak właśnie odczytane i jakże pożyteczne moim zdaniem ostrze krytyki zostanie skutecznie złamane.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
13-07-2009 12:58 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>>Zgoda ale autor plakatu widzi tylko dwie możliwości...)
>Pierwsze trzy pytania na górze plakatu jasno określają grupę, do której zwraca się autor w dolnej części. Jeśli więc ktoś odpowiedział twierdząco na jedno z nich, dolna część jest dla niego. Jeśli nie - nie są to słowa doń skierowane.

Faktycznie. To, co napisano największymi wołami, to mi umknęło. Nie mam więcej głupich pytań.
Pozdrawiam.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
13-07-2009 15:30 
 Ocena 1 na 1
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wiem, że to nie dzieło apostazji.pl, ale zostanie to w sposób oczywisty tak właśnie odczytane i jakże pożyteczne moim zdaniem ostrze krytyki zostanie skutecznie złamane.

   A może to właśnie o to przede wszystkim chodziło? Nie przyszło Ci to na myśl?

>Pozdrawiam,

Ja także.

fides ex necessitate esse non debet
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>    A może to właśnie o to przede wszystkim chodziło? Nie przyszło Ci to na myśl?

Przyszło. I w takim wypadku widzę ten plakat jako akcję przeciw idei apostazji. I niestety, dzięki, a w zasadzie przez to "apostazja.pl" można go odczytać tak skrajnie dwuznacznie: anty-katolicko lub anty-apostazja.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
13-07-2009 13:09 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>... niewierząca szanuję tych, którzy szczerze i w przemyślany sposób deklarują swój światopogląd i mam w pogardzie (może to nieco za mocne słowo) tych, którzy oszukują siebie i innych pozostając przy wyznaniu z którym nic a nic wspólnego nie mają. Stąd: "wypierdalaj z Kościoła" jest apelem, który przyniesie skutki poprawiające mi samopoczucie.
Chyba coś pomyliłeś wiążąc kwestię "szacunku" ze swoim samopoczuciem. Być może świadomość istnienia ludzi nieskorych do przemyślenia swoich poglądów może nieco popsuć humor, jednak:
1o skłaniająca do pesymizmu bezmyślność jest dość częsta nie tylko wśród katolików i przejawia się nie tylko w stosunku do wierzeń religijnych,
2o logicznie rozumując dużo silniejszym bodźcem powodującym pogorszenie samopoczucia winno być postępowanie tych katolików, którzy - jak to czynił np. ponoć głęboko religijny JPII - usiłują wymóc na społeczeństwie zastosowania środków przymusu dla egzekwowania nakazów religijnych. Pod tym względem zaś "oszukujący siebie" wierni są mniej niebezpieczni niż wielu z tych, którzy "szczerze i w przemyślany sposób deklarują swój światopogląd".
Chyba, że przez "przemyślenie" rozumieć rozpatrywanie treści ewangelii wolne od dyktatu instytucji kościoła. O ile taki pogląd jest logicnie poprawny, to jednak niewiele osób go podziela i - jeśli rzeczywiście taki sens "przemyślenia" miałeś na myśli - należało wspomniane zastrzeżenie wyraźnie wyartykułować.

Stach M. G.
13-07-2009 13:30 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>>... (....) Stąd: "wypierdalaj z Kościoła" jest apelem, który przyniesie skutki poprawiające mi samopoczucie.
>Chyba coś pomyliłeś wiążąc kwestię "szacunku" ze swoim samopoczuciem. Być może świadomość istnienia ludzi nieskorych do przemyślenia swoich poglądów może nieco popsuć humor(....)

I tylko o to mi chodzi - samopoczucie poprawi mi się, bo więcej ludzi z którymi nawiążę nawet przypadkowy kontakt, zaprzestanie samookłamywania się. A dwa, spadną korzystne dla Kościoła statystyki.

>1o skłaniająca do pesymizmu bezmyślność jest dość częsta nie tylko wśród katolików i przejawia się nie tylko w stosunku do wierzeń religijnych,(...)

Oczywiście. Zgoda. Ograniczam się jednak jedynie do kontekstu tego plakatu.

>2o logicznie rozumując dużo silniejszym bodźcem powodującym pogorszenie samopoczucia winno być postępowanie tych katolików, (...) Pod tym względem zaś "oszukujący siebie" wierni są mniej niebezpieczni niż wielu z tych, którzy "szczerze i w przemyślany sposób deklarują swój światopogląd".(...)

Nie sądzę. Przecież tu ilość przechodzi w siłę - niech połowa z polskich katolików podpada pod kategorię przywoływaną przez plakat. Oznacza to, że połowa ta nawet nie myśli o tym, co popiera i co akceptuje przez sam fakt przynależności do kościoła. Ba, co więcej, połowa ta często stara się być (co prawda chwilowo) przysłowiowo świętsza od papieża.

Wydaje mi się, że wyczyściwszy Kościół z czarnych owiec nie przysporzymy sobie kłopotu - przecież jego siła, mierzona głosami poparcia spadnie niesamowicie. A koronny argument - 90% Polaków to katolicy - upadnie w pył.

No i trzecia rzecz - chrześcijanin idący głęboko i po prawdziwie przemyślanej linii wiary (a nawet - po linii Kościoła) jest dużo mniej niebezpieczny niż ten, który sunie po wierzchu wybierając zeń to, co strategicznie mu pasuje. Przykład: Radio Maryja vide legnickie spotkania młodzieży. Kościół złożony z prawych, miłujących boga i bliźnich chrześcijan byłby dla mnie dobrym, bezpiecznym, acz irytującym sąsiadem. Dużo lepszym, niż hałastra hipokrytów i butnych głupców.

Jak pisał Korwin Mikke (cytat niedosłowny): "Wiara jest bezpieczniejsza od nie wiary, bo wiara zakazuje bić cię po mordzie." Póty więc wierzący idą tą drogą, póty nie wysnuwają wniosków w stylu: "bić niewiernych", póty uznam wiarę za, przynajmniej z punktu widzenia bezpieczeństwa, pożyteczną. Aby jednak wiara działała w ten sposób, wierni muszą ją rozumieć i muszą o niej myśleć - filtrować swoje decyzje przez pryzmat wiary. "Niedzielni" rzadko to robią.

>Chyba, że przez "przemyślenie" rozumieć rozpatrywanie treści ewangelii wolne od dyktatu instytucji kościoła. O ile taki pogląd jest logicznie poprawny, to jednak niewiele osób go podziela i - jeśli rzeczywiście taki sens "przemyślenia" miałeś na myśli - należało wspomniane zastrzeżenie wyraźnie wyartykułować.

Nie. Ten sens przemyślenia to jak najbardziej odpowiedź TAK na pytanie "Wierzysz w Boga ale nie w Kościół".

Zważ, nie apeluję o logiczne myślenie, rozpatrywanie treści ewangelii itp - jedynie o jasne, szczere i uczciwe zdeklarowanie: w co wierzysz. I, jeśli to, w co wierzysz nie jest w 100% tym, w co powinieneś wierzyć będąc członkiem Kościoła Katolickiego - odejdź zeń.

Poprawisz mi samopoczucie.

Pozdrawiam.


Tomasz Sztejka
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>
Tomasz Sztejka


Oceniłem na plus, choć w wielu punktach się nie zgadzam. Ale tezy ciekawe. W wolnej chwili wrócę i zapolemizuję Pozdrawiam
sztejkat (4743 punktów)
>(...) W wolnej chwili wrócę i zapolemizuję Pozdrawiam

Zapraszam.


Tomasz Sztejka
18-07-2009 18:42 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Przepraszam, że tak długo zwlekałem z obiecaną odpowiedzią - na swe usprawiedliwienie podam, iż nie wynikało to z lekkomyślnego traktowania tego, co napisałeś, a przeciwnie - z respektu. Twój głos wymaga spokojnego i solennego zastanowienia się nad odpowiedzią, nie da się zaś skomentować w dwie minuty, między kawą i papierosem.

>I tylko o to mi chodzi - samopoczucie poprawi mi się, bo więcej ludzi z którymi nawiążę nawet przypadkowy kontakt, zaprzestanie samookłamywania się. A dwa, spadną korzystne dla Kościoła statystyki.

Też byłbym bardzo rad, gdyby te statystyki spadły - dobrze wiemy, jak cynicznie są wykorzystywane. Ale na ludzkie samookłamywanie się patrzę pesymistycznie a jego nagłego zaprzestania przez znaczną część populacji wręcz bym się obawiał. Decyzja o raptownym porzuceniu dotychczasowego spojrzenia na świat i działań z niego wynikających jest zawsze psychologicznie trudna, bolesna i niebezpieczna. Wtrąca człowieka w chaos poznawczy i aksjologiczny zmuszający do poszukiwania czegoś ( często byle czego ) co zastąpiłoby dotychczasowe światopoglądowe podpórki. Cóż za żerowisko dla najróżniejszej maści demagogów! Tak chaos psychologiczny mógłby łatwo przerodzić się w chaos społeczny o trudnych do przewidzenia konsekwencjach.

>> "oszukujący siebie" wierni są mniej niebezpieczni niż wielu z tych, którzy "szczerze i w przemyślany sposób deklarują swój światopogląd".(...)
>Nie sądzę. Przecież tu ilość przechodzi w siłę - niech połowa z polskich katolików podpada pod kategorię przywoływaną przez plakat. Oznacza to, że połowa ta nawet nie myśli o tym, co popiera i co akceptuje przez sam fakt przynależności do kościoła. Ba, co więcej, połowa ta często stara się być (co prawda chwilowo) przysłowiowo świętsza od papieża.

Zgadzam się z Głąbińskim. Osobiście znacznie bezpieczniej czułbym się wśród 100 ludzi, z ktorych większość to "letni" konformiści, niż wśród 40 zdeterminowanych prawowiernych. W układzie, jaki mamy teraz, konformiści względnie skutecznie wytłumiają głos prawowiernych i rozwadniają ich postawy. Swym istnieniem sprawiają też, że ortodoksi stopniowo przesuwają się w ich stronę. Odchodzenie od postawy wojującego Polaka-katolika może odbywać się płynnie i niemal niepostrzeżenie, gdy nie pociąga za sobą konieczności dokonywania gwałtownych przewartościowań życiowych - niezbędnych w sytuacji ostrej polaryzacji i zamknięcia się prawowiernych w oblężonej twierdzy.

>Wydaje mi się, że wyczyściwszy Kościół z czarnych owiec nie przysporzymy sobie kłopotu - przecież jego siła,mierzona głosami poparcia spadnie niesamowicie. A koronny argument - 90% Polaków to katolicy - upadnie w pył.

My na pewno Kościoła z "czarnych owiec" nie wyczyścimy... . Ale gdyby nagle do takiego masowego oczyszczania zaczęło dochodzić, reakcja Kościoła i prawowiernych byłaby trudna do przewidzenia - w końcu poczuliby się jak zaszczute zwierzę przyparte do muru.

>No i trzecia rzecz - chrześcijanin idący głęboko i po prawdziwie przemyślanej linii wiary (a nawet - po linii Kościoła) jest dużo mniej niebezpieczny niż ten, który sunie po wierzchu wybierając zeń to, co strategicznie mu pasuje.

Nie wydaje mi się. Jak wspomniałem, znacznie bezpieczniejsi są konformiści. Z cynikiem zawsze można się dogadać, z przekonanym wierzącym niemal nie sposób.

> Przykład: Radio Maryja vide legnickie spotkania młodzieży. Kościół złożony z prawych, miłujących boga i bliźnich chrześcijan byłby dla mnie dobrym, bezpiecznym, acz irytującym sąsiadem. Dużo lepszym, niż hałastra hipokrytów i butnych głupców.

Zdajesz się sądzić, że bycie "prawym, miłującym boga i bliźnich chrześcijaninem" tożsame jest z łagodnością, uczynnością i pacyfizmem. Historia i życie codzienne tego nie potwiedzają. Biblia zresztą też nie. O Starym Testamencie nie ma nawet co mówić, ale i dobry Pan Jezus religijnie motywowaną przemoc stosował ( Jana, rozdz. 2 ) i innych do tego zachęcał ( Łukasza, rozdz. 14 ).

>Jak pisał Korwin Mikke (cytat niedosłowny): "Wiara jest bezpieczniejsza od nie wiary, bo wiara zakazuje bić cię po mordzie." Póty więc wierzący idą tą drogą, póty nie wysnuwają wniosków w stylu: "bić niewiernych", póty uznam wiarę za, przynajmniej z punktu widzenia bezpieczeństwa, pożyteczną. Aby jednak wiara działała w ten sposób, wierni muszą ją rozumieć i muszą o niej myśleć - filtrować swoje decyzje przez pryzmat wiary.

Jak wyżej.

>>Chyba, że przez "przemyślenie" rozumieć rozpatrywanie treści ewangelii wolne od dyktatu instytucji kościoła. O ile taki pogląd jest logicznie poprawny, to jednak niewiele osób go podziela i - jeśli rzeczywiście taki sens "przemyślenia" miałeś na myśli - należało wspomniane zastrzeżenie wyraźnie wyartykułować.
>Nie. Ten sens przemyślenia to jak najbardziej odpowiedź TAK na pytanie "Wierzysz w Boga ale nie w Kościół".

To musieliby przejść do protestantów. Nie widzę szans. 450 lat kultury kontrreformacyjnej w tym kraju zrobiło swoje.

>Zważ, nie apeluję o logiczne myślenie, rozpatrywanie treści ewangelii itp - jedynie o jasne, szczere i uczciwe zdeklarowanie: w co wierzysz.

Z mojej perspektywy - na szczęście, z twojej - pewnie na nieszczęście, wierni w tym kraju mało interesują się tym, w co w istocie wierzą.

> I, jeśli to, w co wierzysz nie jest w 100% tym, w co powinieneś wierzyć będąc członkiem Kościoła Katolickiego - odejdź zeń.

Kościół, jak sądzę, ta bezrefleksyjność też urządza. W końcu nie bez przyczyny przez całe stulecia odmawiał dania wiernym Biblii do ręki. Człowiek serio zastanawiający się nad "prawdami wiary" prędzej czy później dojdzie do, nieuchronnego w mym przekonaniu, wniosku o ich absurdalności. Co wówczas stałoby się z Kościołem?

To tyle mej odpowiedzi. Wiem, że dość krótkiej i może płytkiej, bo kwestie, które poruszasz, warte są bardziej pogłębionych analiz - ale nie chciałem już dłużej z tą odpowiedzią zwlekać.

Serdecznie pozdrawiam.
18-07-2009 19:01 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Ups! Poniewczasie zorientowałem się, że bez podsumowania zwłaszcza końcówka tego, co napisałem, wygląda cokolwiek sprzecznie wewnętrznie .
Jedno zdanie uzupułnienia zatem: szans na przełamanie katolickiej monokultury upatruję raczej w długotrwałym z konieczności procesie jej rozmiękczania przez konformizm prowadzący do obojętności i wreszcie bezbolesnego odrzucenia, niż w nakłanianiu ludzi do dramatycznych, być może, wyborów o nieznanych skutkach społecznych.
To tyle.

Pozdrawiam.
18-07-2009 20:13 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
> Jedno zdanie uzupełnienia zatem: szans na przełamanie katolickiej monokultury upatruję raczej w długotrwałym z konieczności procesie jej rozmiękczania przez konformizm prowadzący do obojętności i wreszcie bezbolesnego odrzucenia, niż w nakłanianiu ludzi do dramatycznych, być może, wyborów o nieznanych skutkach społecznych.

Mnie w tej metodzie, jak zresztą wspominam w odpowiedzi poniżej, męczą dwa elementy:

1. Według mojej etyki rzecz biorąc, promuje się postawę nieetyczną. Bo za taką właśnie uznaję przynależność i oddawanie swego głosu organizacji, z której ideologią jest się przynajmniej nieco wspak. Obawiam się też promieniowania skutków takiej postawy na inne dziedziny życia, jak i tego, jak będzie ona rzutować na "jakość", w sensie moralnym, władyków Kościoła.

Oczywiście jest to sprawa gustu, o którym jak mawiają, się nie dyskutuje.

Jednak:

2.Zaistnieje w którymś momencie historii taki punkt, w którym:
- wyznawcy nadal oddają znaczący procent swojej siły władzy religijnej;
- władza religijna osiągnęła już taki poziom zepsucia moralnego (takoż z mojego punktu widzenia to definiuję), że jedynym jej celem jest władza dla samej władzy.

Jeśli zaistnieje najbardziej niekorzystna konwergencja tych dwu postaw, wówczas jak najbardziej pewnym staje się doprowadzenie do powstania państwa totalitarno-religijnego. Zakładam tu, że wyrachowanie władzy jest już wystarczające by użyła wszelkich środków do utrzymania się przy niej a jednocześnie poparcie i bezwład masy wiernych jest wystarczający, by władza dała radę przepchnąć społeczeństwo przez punkt krytyczny ze strefy w której demokratyczny bunt jest możliwy do strefy w której za bunt płaci się krwią.

Promocja konformizmu moim zdaniem sprawia, że:
- "masa wierząca" staje się bardziej bezwładna;
- hierarchia władzy religijnej szybciej degeneruje się moralnie;

Co moim zdaniem podnosi ryzyko zaistnienia wspomnianej konwergencji.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Witam serdecznie i ponownie od przeprosin za zwłokę zaczynam. Spieszę z odpowiedzią, ale ta będzie dość chaotyczna, przynajmniej o tyle, że najporęczniej jest mi odpowiadac na twe posty w takiej kolejności, w jakiej się wyświetlają na wątku, co nie odzwierdziedla ni ich logiki, ni chronologii, ale mym zdaniem będzie sprzyjać czytelności wywodu. A zatem:

>Mnie w tej metodzie, jak zresztą wspominam w odpowiedzi poniżej, męczą dwa elementy:
> 1. Według mojej etyki rzecz biorąc, promuje się postawę nieetyczną. Bo za taką właśnie uznaję przynależność i oddawanie swego głosu organizacji, z której ideologią jest się przynajmniej nieco wspak.

Kwestię etyki pozostawię na razie na boku, ale wrócić do niej nie omieszkam.

> Obawiam się też promieniowania skutków takiej postawy na inne dziedziny życia, jak i tego, jak będzie ona rzutować na "jakość", w sensie moralnym, władyków Kościoła.

Co do "jakości moralnej" władyków kościoła - dawno już nie spodziewam się niczego pozytywnego. Przed ich brutalnym egzekwowaniem swej władzy chronią nas, mym zdaniem, wyłącznie: a) ogólnoświatowy klimat kulturowy i pozapolska sytuacja polityczna sprawiające, że nie wszystko ujdzie, gdy realizowane bez rękawiczek b) immanentne lenistwo i brak zdecydowania samych opasłych hierarchów, przyzwyczajonych do tego, że skoro dotąd z grubsza "samo" robiło się dobrze, to czemu niby miałoby przestać.

> 2.Zaistnieje w którymś momencie historii taki punkt, w którym:
> - wyznawcy nadal oddają znaczący procent swojej siły władzy religijnej;
> - władza religijna osiągnęła już taki poziom zepsucia moralnego (takoż z mojego punktu widzenia to definiuję), że jedynym jej celem jest władza dla samej władzy.

Chyba jesteśmy blisko.

> Jeśli zaistnieje najbardziej niekorzystna konwergencja tych dwu postaw, wówczas jak najbardziej pewnym staje się doprowadzenie do powstania państwa totalitarno-religijnego. Zakładam tu, że wyrachowanie władzy jest już wystarczające by użyła wszelkich środków do utrzymania się przy niej a jednocześnie poparcie i bezwład masy wiernych jest wystarczający, by władza dała radę przepchnąć społeczeństwo przez punkt krytyczny ze strefy w której demokratyczny bunt jest możliwy do strefy w której za bunt płaci się krwią.

A tu jednak nie. Pozapolska sytuacja ( materialna i kulturowa atrakcyjność modernizacji ) sprawiają, że hierarchowie sprawy na ostrzu noża nie odważą się postawić, zbyt wielkie byłoby to ryzyko. Będą się trzymać dotychczasowej strategii, tj. unikania frontalnego starcia ( choćby dlatego, że im za tłusto i wysiłek ich mierzi ) a jednocześnie pełzającego zawłaszczania państwa (via podporządkowani politycy) w sferze symbolicznej ( patriotyzm, seksualność i okolice ) i finansowej ( komisja majątkowa, imperium rydzowe etc.)

> Promocja konformizmu moim zdaniem sprawia, że:
> - "masa wierząca" staje się bardziej bezwładna;
> - hierarchia władzy religijnej szybciej degeneruje się moralnie;

Zgadzam się - tak właśnie jest.

> Co moim zdaniem podnosi ryzyko zaistnienia wspomnianej konwergencji.

I dobrze. Rozlazłe i charakterologicznie skorumpowane biskupy mające na uwadze swe przywileje wyłącznie, pewnego dnia obudzą się bez nikogo za plecami, kto ruszyłby na ich wezwanie. Bezwładna masa palcem w ich sprawie nie kiwnie. Pragmatycznie więc hierarchowie wycofają się do kruchty, by konsumować coraz szczuplejsze zasoby ( skrzętnie już teraz pod tym chyba właśnie kątem gromadzone ). Bo w końcu raz się żyje. I tak się to chyba rozpełznie samo, bez wielkiego ryzyka śmiertelnych bojów "demokracji" z "totalitaryzmem". Daj Boże.

CDN.
18-07-2009 19:20 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>Przepraszam, że tak długo zwlekałem z obiecaną odpowiedzią (...)
Spoko, no problem. To przecież jak wymiana listów. Tydzień nie robi różnicy.

>Też byłbym bardzo rad, gdyby te statystyki spadły - dobrze wiemy, jak cynicznie są wykorzystywane. (...) aksjologiczny zmuszający do poszukiwania czegoś ( często byle czego ) co zastąpiłoby dotychczasowe światopoglądowe podpórki. Cóż za żerowisko dla najróżniejszej maści demagogów! Tak chaos psychologiczny mógłby łatwo przerodzić się w chaos społeczny o trudnych do przewidzenia konsekwencjach.

Zgodzę się w zupełności. Rzeczywiście, gwałtowne i masowe porzucenie jedynie słusznej wiary ruszy lawinę innych religii. Pozostaje pytanie: czy to źle?

W zasadzie sprowadza się to do udzielania odpowiedzi co lepsze: monoblok religijny czy rozdrobnienie? Osobiście uważam, że rozdrobnienie jest lepszym rozwiązaniem. Owszem, powoduje, że rośnie ryzyko pojawienia się niebezpiecznych ekstremów. Jednak silne rozdrobnienie spowoduje, że ekstrema te będą jedynie lokalnymi, niewielkimi wytryskami nienawiści.

Moim zdaniem rozdrobnienie religijne, inwazja sekt, czy jak to zwał, tak zwał, w ostatecznym rachunku przedstawi się na korzyść. Wydaje mi się, że nic nie uczy tak dobrze otwartości na inność jak kontakt z tą innością, a to jest oczywistą pochodną rozdrobnienia religijności.

Oczywiście istnieje kontr-argument: "bić Żyda". Czyli wystąpienie jednej grupy przeciwko drugiej. Wydaje mi się jednak, że aby to nastąpiło przynajmniej jedna ze stron musi być skonsolidowana, ba skonsolidować muszą się w niej wątki ekstremistyczne. Ponownie jestem zdania, że rozdrobnienie poważnie obniży szansę powstania takiego ekstremum.

Istnieje jeszcze kolejny argument, tym razem za monoblokiem: z władzami stojącymi za nim można frymarczyć. Innymi słowy - im większy, bardziej rozmemłany blok religijny, tym bliżej jego władykom do ideału cynicznego władcy. A z kimś takim oczywiście da się negocjować niemalże wszystko.

I, choć politycznie jest to przydatne, moja prywatna etyka nie pozwala mi przyklasnąć temu rozwiązaniu.

>(...)
>Zgadzam się z Głąbińskim. Osobiście znacznie bezpieczniej czułbym się wśród 100 ludzi, z ktorych większość to "letni" konformiści, (...) Swym istnieniem sprawiają też, że ortodoksi stopniowo przesuwają się w ich stronę.

Pozostaje oczywiście kwestia definicji prawowiernego. Akurat z moich doświadczeń wynika, że ci, którzy naprawdę przemyśleli swoją wiarę zdecydowanie nie wymagają wytłumiania. Odnoszę też przykre wrażenie, że za zapałem ortodoksyjnych krzykaczy stoją nierzadko grzeszki uruchamiające postawę gaszenia ognia jeszcze większym ogniem.

Oczywiście, jak zresztą słusznie wskazujesz, obecność konformistów sprawia, że, jako że jest to postawa łatwiejsza, ich ilość w Kościele rośnie. Niestety, nadal przekładają się oni na pełne polityczne poparcie ruchów władz kościelnych. Proces ten także powoduje, że same władze stają się coraz gorsze moralnie ( w sensie moralności katolickiej oraz zwykłej przyzwoitości) i coraz bardziej cynicznie dążą do władzy.

>(...)Odchodzenie od postawy wojującego Polaka-katolika może odbywać się płynnie i (...)i zamknięcia się prawowiernych w oblężonej twierdzy.

Zgoda. Chociaż postawy wojującego katolika u znanych mi głęboko wierzących nie zauważyłem. Mam też głębokie przekonanie, że dla nich była by to postawa wewnętrznie sprzeczna.

>(...)w końcu poczuliby się jak zaszczute zwierzę przyparte do muru.(...)

No cóż, na pewno utrata dominacji byłaby bolesna. Zważ jednak, że obecnie Kościół to nie tylko nijaka masa - to także starannie zbierane, przygarniane i kolekcjonowane pod-sekty nieraz o mocno radykalnych poglądach. Kościół Katolicki, politycznie słusznie zresztą, utrzymuje swą siłę zbierając wszystkich nijakich oraz przygarniając tych, którym nie obcy jest ekstremizm a nawet drobne herezje. Dzięki tej polityce uzyskuje siłę płynącą z bezwładu nijakiej masy i powstrzymuje wykwitające ekstrema przed rozrośnięciem się w poważną konkurencję.

>Nie wydaje mi się. Jak wspomniałem, znacznie bezpieczniejsi są konformiści. Z cynikiem zawsze można się dogadać, z przekonanym wierzącym niemal nie sposób.

W zasadzie masz rację. Ja jednak lubię też wiedzieć "na czym stoję". W wypadku dialogu ze zwierzem czysto politycznym nie mam żadnego stabilnego punktu oparcia. Ok, wiem: żądza władzy i pieniądza. Przyznasz jednak, że często drogi do władzy i kasy są tak pokręcone, że trudno zbudować zeń rozsądne przewidywanie postępowania oponenta.

>Zdajesz się sądzić, że bycie "prawym, miłującym boga i bliźnich chrześcijaninem" tożsame jest z łagodnością, uczynnością i pacyfizmem. (....)

Hołubię taką nadzieję, tych zaś którzy mówią, że tacy są, lecz czynią temu wspak wyłączam z kategorii prawych chrześcijan.

>Jak wyżej.(...)

Świadom tego jednak przychylam się do zdania JKM. Mechanizmy przykazań religijnych są proste - rób tak a tak. Nie wymaga to myślenia, wykształcenia, wrażliwości. Owszem, może prowadzić do poważnych wypaczeń, jednak dla osób o umysłach prostych jest to dobra metoda kierowania postępowaniem. Oczywiście, pod warunkiem, że rzeczywiście kierują się zasadami kody religijnej a nie jedynie własnym o nich mniemaniem.

>To musieliby przejść do protestantów. (....)

I przecież o to mi chodzi.

>(...)
>Kościół, jak sądzę, ta bezrefleksyjność też urządza. W końcu nie bez przyczyny przez całe stulecia odmawiał dania wiernym Biblii do ręki.(...)

Patrz nieco wyżej.

>(...) Człowiek serio zastanawiający się nad "prawdami wiary" prędzej czy później dojdzie do, nieuchronnego w mym przekonaniu, wniosku o ich absurdalności. Co wówczas stałoby się z Kościołem?

I o to właśnie mi chodzi! Dlatego popieram akcje mające zmusić wiernych do przemyślenia własnej wiary. Raz użyty mózg trudno wyłączyć, raz odstąpiwszy od jednej religii z ostrożnością traktować będą inną.

I tak naprawdę to właśnie ta idea stoi za moim poparciem dla treści wyrażanych tym plakat

Tomasz Sztejka
18-07-2009 20:00 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Chciałbym jeszcze rozszerzyć co nieco zagadnienie: pluralizm religijny czy monoblok?

O ile w poprzedniej wypowiedzi pokrótce starałem się przedstawić zalety pluralizmu chciałbym teraz wypunktować parę elementów wysokiego ryzyka.

Raz, ekstrema. Władza religijna w mono-bloku reprezentuje prawdziwą siłę polityczną. Przygarniając, w celu czystej samoobrony, tworzące się zalążki schizmy, bierze nad nimi pieczę i tłumi działania ekstremalne.

Plus dla monobloku. W układzie rozdrobnienia nie ma takiej ochrony, jako że każda, nawet najdrobniejsza grupa, stanowi samowładny podmiot.

Z drugiej strony, monoblok taki przechowuje niejako w swoich trzewiach pełen zestaw "uzbrojonych pistoletów", którymi może dowolnie zagrywać w swoich działaniach politycznych. Jednym z takich pistoletów wydaje się Radio Maryja - niby odcięte oficjalnie od Kościoła, jednak zakorzenione w jego strukturach i wykorzystywane na jego korzyść.

Czyli minus dla monobloku.

Nie da się ukryć, że monoblok religijny dysponuje władzą polityczną. I nieraz jest to władza wystarczająca by skutecznie zdeformować prawodawstwo na korzyść bloku. Ba, zdarza się przecież, że i struktury monobloku wymykają się bezkarnie prawodawstwu. Ot, siła i tyle.

W strukturze silnie rozdrobnionej żadna z religii nie ma (no dobrze, nie powinna mieć) siły politycznej wystarczającej do deformacji prawodawstwa. Czyli, choć pozbawione łagodzącej ręki pasterza (jak nazwę złośliwie struktury władzy monobloku) podpadają z pełną siłą po łapę wymiaru sprawiedliwości. Który to wymiar z kolei powinien zająć się wygaszaniem niebezpiecznych ekstremów.

Moim zdaniem - minus dla monobloku.

Różnorodność rodzi w oczywisty sposób konflikty. W Polsce nie ma rasizmu wobec Murzynów głównie dlatego, że ich tu prawie wcale nie ma. Podobnie z religijnością - monoblok gwarantuje, wchłonąwszy w swoje struktury niemal wszystkich obywateli, że religia nie stanie się płaszczyzną ostrego konfliktu społecznego. Zawsze będzie to bowiem rozmowa większości z mniejszością. A mniejszość, jak to mniejszość, poszczekać sobie może, a większość i tak zdecyduje po swojemu.

W sytuacji pluralizmu religijnego na pewno będzie dochodziło do starć światopoglądowych wyznawców różnych religii. W poprzednim poście poruszyłem już kwestię minimalnej konsolidacji wymaganej do wykreowania aktów przemocy, więc pominę tu ten temat.

Moim zdaniem jest to największe ryzyko płynące z rozdrobnienia religijnego. Stoimy jednak, jako Polacy, na bardzo korzystnej pozycji. Jak już bowiem wspomniałeś, większość rozdrobnionych wyznawców muszą w Polsce siłą rzeczy stworzyć "przechrzty" - osoby, które podjęły decyzję o wystąpieniu z organizacji religijnej. Wydaje mi się, że mimo zjawiska "gorliwego neofity", ludzie tacy będą mniej skłonni do zachowań radykalnych i agresywnych wobec wyznawców innych wyznań - tym bardziej, że większość z potencjalnych wrogów będzie w tej samej sytuacji psychologicznej.

Moim zdaniem: minus dla pluralizmu.

Wreszcie oczywisty, podniesiony na samym końcu poprzedniej wypowiedzi wątek: skłonienie do przemyślenia wiary.

Uważam, że nic nie skłania do przemyślenia własnej podstawy tak bardzo, jak kontakt z inną postawą. I nawet jeśli ów kontakt sprowokuje jedynie pomyślunek na zasadzie "dlaczego JA mam rację?", jest to moim zdaniem pożyteczny początek.

A dogłębne przemyślenie wiary może w zadzie prowadzić do trzech postaw:

1. konformizmu - wiara odkładana na bok, przynależność do określonej organizacji się najzwyczajniej opłaca. Ta pozycja ma wielki udział w układzie monobloku. W systemie rozdrobnionym, jako, że drobne organizacje religijne wiele władzy nie mają, konformizm staje się postawą mniej opłacalną;

2. wiary objawionej - osoba przyjmuje wiarę mimo i w pełni świadoma sprzeczności logicznych. Pozostaje jedynie uszanować ten pogląd. Przemyślenie to moim zdaniem jest pożyteczne, ale to temat na inną dyskusję.

3. odrzucenia wiary - czyli to, do czego zdaje się racjonaliści dążą.

A, że bez przemyślenia wiary punkt 3. zasadniczo się nie realizuje, wydaje mi się, że zysk jest oczywisty.

Moim zdaniem : plus dla rozdrobnienia religijnego.

Pozdrawiam, zapraszam do dalszej dyskusji.


Tomasz Sztejka
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Pozdrawiam, zapraszam do dalszej dyskusji.

Oczywiście, zaproszenie z przyjemnością przyjmuję . Ponownie muszę jednak poprosić o cierpliwość - bo odpowiedź wymaga czasu i namysłu.

Pozdrawiam.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Chciałbym jeszcze rozszerzyć co nieco zagadnienie: pluralizm religijny czy monoblok?

>Raz, ekstrema. Władza religijna w mono-bloku reprezentuje prawdziwą siłę polityczną. Przygarniając, w celu czystej samoobrony, tworzące się zalążki schizmy, bierze nad nimi pieczę i tłumi działania ekstremalne.
>Plus dla monobloku. W układzie rozdrobnienia nie ma takiej ochrony, jako że każda, nawet najdrobniejsza grupa, stanowi samowładny podmiot.
>Z drugiej strony, monoblok taki przechowuje niejako w swoich trzewiach pełen zestaw "uzbrojonych pistoletów", którymi może dowolnie zagrywać w swoich działaniach politycznych. Jednym z takich pistoletów wydaje się Radio Maryja - niby odcięte oficjalnie od Kościoła, jednak zakorzenione w jego strukturach i wykorzystywane na jego korzyść.
>Czyli minus dla monobloku.
>Nie da się ukryć, że monoblok religijny dysponuje władzą polityczną. I nieraz jest to władza wystarczająca by skutecznie zdeformować prawodawstwo na korzyść bloku. Ba, zdarza się przecież, że i struktury monobloku wymykają się bezkarnie prawodawstwu. Ot, siła i tyle.
>W strukturze silnie rozdrobnionej żadna z religii nie ma (no dobrze, nie powinna mieć) siły politycznej wystarczającej do deformacji prawodawstwa. Czyli, choć pozbawione łagodzącej ręki pasterza (jak nazwę złośliwie struktury władzy monobloku) podpadają z pełną siłą po łapę wymiaru sprawiedliwości. Który to wymiar z kolei powinien zająć się wygaszaniem niebezpiecznych ekstremów.
>Moim zdaniem - minus dla monobloku.

Ze wszystkim powyżej zgadzam się w pełni. Zaznaczam tylko, że RM wcale nie jest oficjalnie odcięte od kościoła - przeciwnie - w całości jest w jego struktury wkomponowane. Tyle tylko, że nie ma pieczątki z napisem: "Oficjalna Tuba Episkopatu".

>Różnorodność rodzi w oczywisty sposób konflikty. W Polsce nie ma rasizmu wobec Murzynów głównie dlatego, że ich tu prawie wcale nie ma.

Jednak jest...

> Podobnie z religijnością - monoblok gwarantuje, wchłonąwszy w swoje struktury niemal wszystkich obywateli, że religia nie stanie się płaszczyzną ostrego konfliktu społecznego. Zawsze będzie to bowiem rozmowa większości z mniejszością. A mniejszość, jak to mniejszość, poszczekać sobie może, a większość i tak zdecyduje po swojemu.

Dobrze, że choć poszczekać dają, ale i to się może okazać nieoczywiste.

>W sytuacji pluralizmu religijnego na pewno będzie dochodziło do starć światopoglądowych wyznawców różnych religii.
>Moim zdaniem jest to największe ryzyko płynące z rozdrobnienia religijnego. Stoimy jednak, jako Polacy, na bardzo korzystnej pozycji.

???

>Jak już bowiem wspomniałeś, większość rozdrobnionych wyznawców muszą w Polsce siłą rzeczy stworzyć "przechrzty" - osoby, które podjęły decyzję o wystąpieniu z organizacji religijnej. Wydaje mi się, że mimo zjawiska "gorliwego neofity", ludzie tacy będą mniej skłonni do zachowań radykalnych i agresywnych wobec wyznawców innych wyznań - tym bardziej, że większość z potencjalnych wrogów będzie w tej samej sytuacji psychologicznej.

Obyś miał rację. Obawiam się jednak, że psychologia "gorliwego neofity" mogłaby przeważyć.

>Uważam, że nic nie skłania do przemyślenia własnej podstawy tak bardzo, jak kontakt z inną postawą. I nawet jeśli ów kontakt sprowokuje jedynie pomyślunek na zasadzie "dlaczego JA mam rację?", jest to moim zdaniem pożyteczny początek.

Najprostszą odpowiedzią na pytanie: "dlaczego JA mam rację?" jest powołanie się na oczywisty fakt, że przecież to JA jestem Dobry, Prawdziwy i Piękny... . Z czego jasno wynika, że gdy ja ukraść krowę - dobrze, mnie ukraść krowę - źle.

>A dogłębne przemyślenie wiary może w zadzie prowadzić do trzech postaw:
> 1. konformizmu - wiara odkładana na bok, przynależność do określonej organizacji się najzwyczajniej opłaca. Ta pozycja ma wielki udział w układzie monobloku. W systemie rozdrobnionym, jako, że drobne organizacje religijne wiele władzy nie mają, konformizm staje się postawą mniej opłacalną;
> 2. wiary objawionej - osoba przyjmuje wiarę mimo i w pełni świadoma sprzeczności logicznych. Pozostaje jedynie uszanować ten pogląd. Przemyślenie to moim zdaniem jest pożyteczne, ale to temat na inną dyskusję.
> 3. odrzucenia wiary - czyli to, do czego zdaje się racjonaliści dążą.
>A, że bez przemyślenia wiary punkt 3. zasadniczo się nie realizuje, wydaje mi się, że zysk jest oczywisty.
>Moim zdaniem : plus dla rozdrobnienia religijnego.

Pełna zgoda. Ogólnie jednak sądzę, że rozważania twe mają wysoce abstrakcyjny charakter. O wiele prędzej, mym zdaniem, doczekamy się erozji monobloku na rzecz ateizmu/agnostycyzmu/obojętności/wygodnictwa, niż na rzecz pluralizmu religijnego. Ilość potencjalnych "heretyków" natury ścisle religijnej w Polsce intuicyjnie oceniam na nie więcej niż 10 % ( największych sukcesów mogą się, mym zdaniem, spodziewać importowani z USA ewangelikanie i zielonoświątkowcy ). Ale to daleko do faktycznego pluralizmu religijnego. Zresztą - nie z takimi wyzwaniami katolicki monoblok w Polsce już sobie poradził... . Ponownie wyrażę tu pogląd, że najwięcej dobrego możemy się spodziewać po modernizacji po prostu. Ma to jednak dla mnie i gorzki posmak: znów wychodzi na to, że "ten kraj" nie stać na własne, suwerennie przemyślane postawy i działania, a najlepsze, co może zrobić, to podążać za wzorcami gdzie indziej już stworzonymi i wdrożonymi. Cholernie to smutne naprawdę, ale chyba tak właśnie jest.

Serdecznie pozdrawiam.

Adam Nawierski
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
> Rzeczywiście, gwałtowne i masowe porzucenie jedynie słusznej wiary ruszy lawinę innych religii. Pozostaje pytanie: czy to źle?

Reakcja niekoniecznie musi mieć charakter ściśle religijny. Może być nią choćby szowinizm narodowy, rasowy etc., lub jakiś rodzaj populizmu a la Tymiński czy Lepper ( choć już bez tych konkretnych dżentelmenów ). To mogłoby być źle.

>W zasadzie sprowadza się to do udzielania odpowiedzi co lepsze: monoblok religijny czy rozdrobnienie? Osobiście uważam, że rozdrobnienie jest lepszym rozwiązaniem. Owszem, powoduje, że rośnie ryzyko pojawienia się niebezpiecznych ekstremów. Jednak silne rozdrobnienie spowoduje, że ekstrema te będą jedynie lokalnymi, niewielkimi wytryskami nienawiści.
Moim zdaniem rozdrobnienie religijne, inwazja sekt, czy jak to zwał, tak zwał, w ostatecznym rachunku przedstawi się na korzyść. Wydaje mi się, że nic nie uczy tak dobrze otwartości na inność jak kontakt z tą innością, a to jest oczywistą pochodną rozdrobnienia religijności.

Z powyższymi argumentami za rozdrobnieniem w zasadzie się zgadzam i nie widzę, co mógłbym do nich sensownie dodać, więc zamiast tego pobawię się w advocata diaboli, wskazując. że zalety rozdrobnienia mogą też być iluzoryczne. Po pierwsze więc: doświadczenia I i II RP pokazują, że monoblok katolicki potrafi bardzo skutecznie zapewniać sobie dość bezwzględną dominację, nawet gdy pozornie nie ma wyraźnej przewagi. Po drugie: przykład USA zdaje się świadczyć, że nawet bardzo daleko posunięty pluralizm religijny nie tyle religię jako taką osłabia, co wręcz wzmacnia. Pewnie dlatego, że w wolnorynkowej dżungli ofert religijnych poszczególne wyznania zmuszone są do rozwoju zaawansowanych technik utrzymywania "owieczek" w swej owczarni, co w warunkach ociężałego monobloku nie zachodzi. Dla racjonalizmu to może być strata - summa summarum.

>Istnieje jeszcze kolejny argument, tym razem za monoblokiem: z władzami stojącymi za nim można frymarczyć[i]. Innymi słowy - im większy, bardziej rozmemłany blok religijny, tym bliżej jego władykom do ideału cynicznego władcy. A z kimś takim oczywiście da się negocjować niemalże wszystko.

I o to chodzi, bo to kapłańską władzę najskuteczniej kompromituje i desakralizuje w oczach "ludu". Przy pomocy racjonalnalizej argumentacji za sekularyzmem "ludowi" wytłumaczy się niewiele, zaś obraz pazernego proboszcza czy biskupa daje lepszą sekularyzację niż tysiąc słów. Ostatecznie wszelkie herezje antykatolickie ( z klasycznym przykładem reformacji ) zaczynały się od oburzenia na obłudę i pazerność kleru. Może warto ten wątek politycznie ( i nie tylko ) eksploatować?

>I, choć politycznie jest to przydatne, moja prywatna etyka nie pozwala mi przyklasnąć temu rozwiązaniu.

Ano, właśnie. Tu się, jak sądzę, różnimy dość znacznie. Zda mi się, że etykę traktujesz dośc maksymalistycznie, np. "domagając się" od ludzi spójności między myślą, słowem i działaniem. Osobiście takich wymagań nie mam.

>Pozostaje oczywiście kwestia definicji prawowiernego. Akurat z moich doświadczeń wynika, że ci, którzy [i]naprawdę
przemyśleli swoją wiarę zdecydowanie nie wymagają wytłumiania.

Jeśli to samo mamy na myśli, to też znalazlbym wśród mych znajomych katolików z ducha "Znaku" czy "Tygodnika powszechnego". Ale to środowisko słabe, bo obezwładnione własnym dobrym wychowaniem... .

>Oczywiście, jak zresztą słusznie wskazujesz, obecność konformistów sprawia, że, jako że jest to postawa łatwiejsza, ich ilość w Kościele rośnie. Mimo wszytko, owczarnia jako całość topneniew woczac k Niestety, nadal przekładają się oni na pełne polityczne poparcie ruchów władz kościelnych.

Być może ulegam iluzji, ale mam wrażenie. że niemal z tygodnia na tydzień ujawniają się nowe szeregi wściekłych na krk, którzy też swą artykulację polityczną stworzą.

> Proces ten także powoduje, że same >władze stają się coraz gorsze moralnie ( w sensie moralności katolickiej oraz zwykłej przyzwoitości) i coraz bardziej cynicznie dążą do władzy.

Jak wyżej starałem się wykazać, nie musi to być, z naszego punktu widzenia, takie złe...

> Kościół Katolicki, politycznie słusznie zresztą, utrzymuje swą siłę zbierając wszystkich nijakich oraz przygarniając tych, którym nie obcy jest ekstremizm a nawet drobne herezje. Dzięki tej polityce uzyskuje siłę płynącą z bezwładu nijakiej masy i powstrzymuje wykwitające ekstrema przed rozrośnięciem się w poważną konkurencję.

I tak pewnie pozostanie. Ale od środka będzie się stawał coraz bardziej wydrążony.

>Ja jednak lubię też wiedzieć "na czym stoję". W wypadku dialogu ze zwierzem czysto politycznym nie mam żadnego stabilnego punktu oparcia. Ok, wiem: żądza władzy i pieniądza. Przyznasz jednak, że często drogi do władzy i kasy są tak pokręcone, że trudno zbudować zeń rozsądne przewidywanie postępowania oponenta.

Zwłaszcza, gdy oponent jest dodatkowo samozakłamany, czego krk jest klinicznym przykładem. Ale co robić, trzeba grać takimi kartami, jakie się ma.

>>Zdajesz się sądzić, że bycie "prawym, miłującym boga i bliźnich chrześcijaninem" tożsame jest z łagodnością, uczynnością i pacyfizmem. (....)
>Hołubię taką nadzieję, tych zaś którzy mówią, że tacy są, lecz czynią temu wspak wyłączam z kategorii prawych chrześcijan.

Obawiam się, że wzmiankowani niewiele będą sobie robić z tego, czy akurat ty uznasz ich za "prawych chrześcijan", czy też nie. Ważne dla nich, że sami się za takich uznają. Poniekąd mając w tym teologiczną "rację" - bo ostatecznie, jako niechrzescijanin jakie masz upoważnienia, do orzekania o ich chrześcijańskiej "prawości"? A Ojciec Dyrektor ma...

>Świadom tego jednak przychylam się do zdania JKM. Mechanizmy przykazań religijnych są proste - rób tak a tak. Nie wymaga to myślenia, wykształcenia, wrażliwości. Owszem, może prowadzić do poważnych wypaczeń, jednak dla osób o umysłach prostych jest to dobra metoda kierowania postępowaniem. Oczywiście, pod warunkiem, że rzeczywiście kierują się zasadami kody religijnej a nie
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>>Świadom tego jednak przychylam się do zdania JKM. Mechanizmy przykazań religijnych są proste - rób tak a tak. Nie wymaga to myślenia, wykształcenia, wrażliwości. Owszem, może prowadzić do poważnych wypaczeń, jednak dla osób o umysłach prostych jest to dobra metoda kierowania postępowaniem. Oczywiście, pod warunkiem, że rzeczywiście kierują się zasadami kody religijnej a nie
jedynie własnym o nich mniemaniem.

Suplement, bo ucięło, cholera. Zatem: ostatecznie chodzi wszak o wolność. A byłoby coś wewnętrznie sprzecznego w tym, żebym się domagał się dla siebie wolności postępowania wedle własnych mniemań ( no, bo przecie z grubsza odróżniam Kanta od Nietzschego ), a odmawiał tej wolności prostemu dróżnikowi spod Białej Podlaskiej, każąc mu ( bo prosty ) proboszcza słuchać.... I jeszcze odrózniać "właściwe" zasady kody religijnej od "własnych mniemań". Jak właściwie rozumieć słowa nieistniejącego Boga? Jak je odróżnić od sfałszowanych? Czym się rózni nieistniejąca truskawka od nieistniejącego lotniskowca?

CDN
12-07-2009 23:13 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Ten temat był już poruszany, z dokładnie tym samym obrazkiem.
>Mimo ewidentnego chamstwa itp. jak najbardziej popieram treść tego plakatu.
>Pozdrawiam,
Oj, to proszę moderację o usunięcie tego wątku, albo przeniesienie na oślą ławkę, jak uzna za stosowne. Z góry dziękuję i przepraszam.
-jad- (18783 punktów)

Już kiedyś było na forum. Niestety, nie wiem gdzie to jest.
Nie traktowałbym tego poważnie...

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
   
Nie rozumiem dlaczego dałeś tytuł "Katolicki hardcore" skoro jest to jak najbardziej antykatolicki hardcore?
Nie widzisz tekstu "Wystąp z Kościoła!" ani adresu www.apostazja.pl"?

   

Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
12-07-2009 23:52 
 Ocena 4 na 4
finerbijk (17282 punktów)

>Nie widzisz tekstu "Wystąp z Kościoła!" ani adresu www.apostazja.pl"?[/color]
Hardcore w znaczeniu dosłownym "twarde jądro", czyli tutaj, żeby zostali tylko najwierniejsi, bezkompromisowi.
13-07-2009 05:40 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Nie widzisz tekstu "Wystąp z Kościoła!" ani adresu www.apostazja.pl"?[/color]
>Hardcore w znaczeniu dosłownym "twarde jądro", czyli tutaj, żeby zostali tylko najwierniejsi, bezkompromisowi.

Mnie też wygląda to na sabotaż. Hierarchom na pewno nie zależy na tym, by zostali przy nich tylko najwierniejsi. Z ich perspektywy dobrze jest, jak jest. Nawet ci najmniej wierni od czasu do czasu na tacę coś wyłożą - gdy przyjdzie do ślubu czy pogrzebu chociażby. No i w razie czego zawsze można szermować dętym argumentem o mitycznych 90 procentach.
sztejkat (4743 punktów)
W poprzednim wątku admini apostazja.pl zdecydowanie odcięli się od tego plakatu (i całej serii podobnych).


Tomasz Sztejka
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>W poprzednim wątku admini apostazja.pl zdecydowanie odcięli się od tego plakatu (i całej serii podobnych).
Co nie zmienia faktu, że ma to wymowę antykatolicką.


Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
13-07-2009 20:08 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)

>Co nie zmienia faktu, że ma to wymowę antykatolicką.
Nie chodzi o sam plakat, ale o to, że wielu deklarowanych ateistów, panteistów, agnostyków, itd. wciąż OFICJALNIE jest członkami kościoła katoliuckiego. A bo to nie chcą rodzicom sprawiać przykrości, albo im się po prostu nie chce wystąpić, bo to kłopotliwe. Przyznajmy się szczerze, ilu jest naprawdę nie ochrzczonych racjonalistów? Myślę, że garstka.
14-07-2009 00:06 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Co nie zmienia faktu, że ma to wymowę antykatolicką.
>Nie chodzi o sam plakat, ale o to, że wielu deklarowanych ateistów, panteistów, agnostyków, itd. wciąż OFICJALNIE jest członkami kościoła katoliuckiego. A bo to nie chcą rodzicom sprawiać przykrości, albo im się po prostu nie chce wystąpić, bo to kłopotliwe. Przyznajmy się szczerze, ilu jest naprawdę nie ochrzszczonych racjonalistów? Myślę, że garstka.

Poruszasz ważną kwestię, która wielu ludziom sprawia kłopot, a rozwiązania, jakie wybierają, zawsze są jakoś problematyczne.
Wydaje mi się więc, że warto to rozwinąć.
Większość wybiera opisane przez ciebie rozwiązania oportunistyczne, co rozumiem, i choć nie pochwalam, to i nie potępiam. Część wybiera oficjalną apostazję, co rozumiem i nawet pochwalam, ale czego sam nie robię.
Nie robię, bo wychodzę z innych założeń, które uważam za sensowne, i które pragnę niniejszym wyłuszczyć i poddać pod rozwagę i ocenę forumowiczów.
Jak niemal każdy ( mityczne 90 %) zostałem ochrzczony, tym samym Krk uważa mnie ( gdy jest mu to na rękę ) za swojego członka, mimo, że poza aktem chrztu nie ma do tego, dalipan, żadnych podstaw. Jednak nie zamierzam tej sytuacji wyjaśniać i podejmować oficjalnej apostazji, taka bowiem jawi mi się jako mimowolna legitymizacja czegoś, co uważam za skandal. Gdy kto dokonuje oficjalnego wystąpienia z jakiejś organizacji, tym samym potwierdza, że do tej chwili do niej dobrowolnie należał. A to w wypadku "zapisania" i późniejszego "należenia" do Krk nie zachodzi. Fakt, że ktoś, gdzieś, kiedyś pokropił nieświadome i bezbronne niemowlę wodą, nie stanowi żadnego tytułu do wyciągania z tego jakichkolwiek, już nawet nie formalnoprawnych, ale i symbolicznych i "moralnych" konsekwencji. Gdybym to ja np. posypał śpiącego biskupa piaskiem zaliczając go tym samym w poczet czcicieli mumbele-dżumbele, po czym domagałbym się odeń z tego tytułu określonych zachowań, słusznie uznanoby mnie za wariata i/lub przestępcę. A me roszczenia do biskupiej "apostazji" od mumbele-dżumbele zostałyby wzięte za ostateczny dowód na to, że należy mi się kaftan.
I tak właśnie myślę o apostazji z krk. Oficjalne występowanie z krk postrzegam jako rodzaj przepraszania prześladowcy za to, że się żyje ( ostatecznie takie przepraszanie jest istotą chrześcijaństwa ).
A kto tu kogo powinien przepraszać? Że o odszkodowaniu nie wspomnę?
Osobiście nie spodziewam się dożyć czasów, gdy chrzest niemowląt znajdzie swe godne miejsce w kodeksie karnym, jako akt religijnego molestowania dzieci, ale upadku komunizmu też nie spodziewałem się dożyć... . Ale nawet jeśli nie, to pomarzyć wolno?
14-07-2009 01:04 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)

>Osobiście nie spodziewam się dożyć czasów, gdy chrzest niemowląt znajdzie swe godne miejsce w kodeksie karnym, jako akt religijnego molestowania dzieci,

No, nie przesadzaj. Za polanie wodą przez KK do KK?


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. Goethe
14-07-2009 01:17 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>No, nie przesadzaj. Za polanie wodą przez KK do KK?

Ponoć symetria jest estetyką głupców... Ale właśnie dlatego w tym wypadku pasuje!
30-07-2009 04:02 
 Ocena 1 na 1
Archi (547 punktów)
>   Nie rozumiem dlaczego dałeś tytuł "Katolicki hardcore" skoro jest to jak najbardziej antykatolicki hardcore?
>Nie widzisz tekstu "Wystąp z Kościoła!" ani adresu www.apostazja.pl"?

Pierwotna wersja wyszła właśnie od frondziarzy - potem zlikwidowali adres strony i złagodzili teksty - więc tytuł "katolicki hardcore" oddaje rzecz wręcz idealnie. Ramka z dopiskiem "hipokryto..." itd. to już pewnie produkcja nie związana, obrazek zaczął żyć własnym sieciowym życiem.


plus ratio quam vis caeca valere solet
NieIstniejesz (1137 punktów)
>Lepiej żeby w Polsce było 45% katolików, niż 90% takiego leserskiego ścierwa jak ty

Przesadzili z optymizmem. Gdyby konieczne było spełnianie ich warunków, w Polsce byłoby co najwyżej 25% katolików

"Trzeba nosić w sobie Chaos, by dać życie Tańczącej Gwieździe"
13-07-2009 05:43 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Lepiej żeby w Polsce było 45% katolików, niż 90% takiego leserskiego ścierwa jak ty
>Przesadzili [...] najwyżej 25% katolików
   Przesadzili, przesadzili... mieli po co, ale Ty?
13-07-2009 13:03 
 Ocena 3 na 3
NieIstniejesz (1137 punktów)
Napisałem "co najwyżej"
Tak tylko strzeliłem, bo pomyślałem, że gdyby kler faktycznie zażądał "mobilizacji", mogłoby się znaleźć nawet i 25% (ale raczej jednorazowo).

Poza tym należy to czytać tak jak reklamy np. proszków do prania - usuwa do 100% plam

"Trzeba nosić w sobie Chaos, by dać życie Tańczącej Gwieździe"
13-07-2009 14:09 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>... gdyby kler faktycznie zażądał "mobilizacji", mogłoby się znaleźć nawet i 25% (ale raczej jednorazowo).
>Poza tym należy to czytać tak jak reklamy np. proszków do prania - usuwa do 100% plam

   No teraz trochę jaśniej... czyli miałeś na myśli pospolite ruszenie z pieśnią "Papa Prać?" na ust tysiącach... obu?


big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Tak trochę "od czapki" ale mam coś, co też da się podciągnąć pod hasło "katolicki hardcore": przed chwilą w wiadomościach Radia Maryja, cytuję z pamięci: "25-letni mężczyzna ugodził nożem trzy kobiety w kościele w Staszowie. Nie przeszkadzało mu, że właśnie trwało nabożeństwo." Rozumiem, że gdyby poczekał z tym do końca mszy, to wszystko byłoby OK?
13-07-2009 13:56 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>"25-letni mężczyzna ugodził nożem trzy kobiety w kościele w Staszowie.

Bóg nie tylko kule nosi, ale i nóż.
13-07-2009 14:45 
 Ocena 1 na 1
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
Kop z polobrotu tez nosi.
13-07-2009 14:59 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Kop z polobrotu tez nosi.

A to już na pewno. W końcu kung-fu wymyślono w klasztorach... Co prawda, taoistycznych i buddyjskich, więc bezbożnych raczej... Sam już nie wiem...

Oto przykład, jak zbędne mędrkowanie może odebrać grunt pod nogami, jaki daje wiara.
13-07-2009 14:53 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Bóg nie tylko kule nosi, ale i nóż.

Właśnie! A tu delikwent poważył się na taką samowolkę! Jak mu nie wstyd!
14-07-2009 00:00 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
>Tak trochę "od czapki" ale mam coś, co też da się podciągnąć pod hasło "katolicki hardcore": przed chwilą w wiadomościach Radia Maryja, cytuję z pamięci: "25-letni mężczyzna ugodził nożem trzy kobiety w kościele w Staszowie. Nie przeszkadzało mu, że właśnie trwało nabożeństwo." Rozumiem, że gdyby poczekał z tym do końca mszy, to wszystko byłoby OK?

Wystarczy jakby było po tacy
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
Dzizasfakinkrajst, to o mnie, zapierdalam do komunii.
paranoik (20 punktów)
mnie najbardziej w plakacie podoba się ta krytykowana wulgarność. w końcu ktoś wyłamał się z tego dziwacznego klubu "jesteś co prawda skończonym chujem, ale głośno tego nie powiem". cieszę się, że w obecnych czasach, kiedy wszystko musi być ładne, piękne i w ogóle "ą, ę", ktoś jeszcze potrafi zdobyć się na krótki, acz treściwe "wypierdalaj!". pełen szacun dla autora.
13-07-2009 22:26 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
>cieszę się, że w obecnych czasach, kiedy wszystko musi być ładne, piękne i w ogóle "ą, ę", ktoś jeszcze potrafi zdobyć się na krótki, acz treściwe "wypierdalaj!".
Na pewno żyję w tych samych czasach, co Ty?

>pełen szacun dla autora.
Bo mam wrażenie, że wielu, naprawdę wielu ludzi żywi głęboki szacun do przebojowych i asertywnych buntowników.

I pomyśleć, że Redakcja portalu odrzuciła mój felieton o wulgaryzmach, gdyż jego przekaz był zbyt oczywisty . (Ten tekst od początku nie miał szczęścia, w szkolnej gazecie opublikowałam wersję mocno ocenzurowaną. Ale nie poddaję się, próbuję dalej i zaczynam esej na Olimpiadę Filozoficzną, temat: Jakie znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór postawy wobec problemu istnienia Boga? ).
13-07-2009 23:20 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>wybór postawy wobec problemu

   Bardzo ambitne zamierzenie. To na tyle nic nie znaczy, że mogłoby być tematem co najmniej pracy licencjackiej!

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
14-07-2009 20:26 
 Ocena 1 na 1
paranoik (20 punktów)

>Bo mam wrażenie, że wielu, naprawdę wielu ludzi żywi głęboki szacun do przebojowych i asertywnych buntowników.

rzucisz jakiś przykład "przebojowego i asertywnego buntownika"? nie, żebym się nie zgadzał, ale tak tylko z ciekawości.......
14-07-2009 20:43 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>rzucisz jakiś przykład "przebojowego i asertywnego buntownika"? nie, żebym się nie zgadzał, ale tak tylko z ciekawości.......
Zaczynając od Dody, a kończąc na uroczych młodych damach i nie mniej uroczych młodzieńcach, których mam (nie)przyjemność znać osobiście, choćby ze szkoły.
Jestem też wielką fanką wszystkich fanów grupy Diabolic Team, którzy nie załapali, że film "Piątek" (inspirowany "Dniem Świra") wyśmiewa, a nie chwali styl życia głównego bohatera (www.youtube.com/watch?v=9m0UEtoUCpk).
Misza-EL (5 punktów)
>Idealistyczne, ale szczere. Myślę, że ta sugestia jest skierowana do paru osób na tym forum
>również...

Jak dla mnie ten impet i wulgaryzm jest źle ukierunkowany. Hipokrytami są przede wszystkim ci, którzy po wyjściu z kościoła nie biorą na siebie odpowiedzialności bycia katolikami. Widząc 2 odsłony tych samych osób, dla których msza i spowiedź stają się środkiem przeciwbólowym na chamstwa, odpuszczam sobie chodzenie do kościoła.

Denerwuje mnie to bardziej niż stwierdzenie "Wierzę w Boga a nie w kościół". Ktoś może rozwijać swoją wiarę bez reżimu kościoła, co jednak nie musi oznaczać 'manifestacji' w postaci apostazji. Sama deklaracja o wystąpieniu z kościoła mało zmieni, no ewentualnie statystyki - ale czy tylko o statystyki chodzi?

No bo co... zostanie te 25%, które będzie grzecznie uczęszczało na msze a nie 'siedziało przed telewizorem', czyli.. te same osoby, które robiły to wcześniej - jakieś KONKRETNE poprawki?
14-07-2009 20:37 
 Ocena 3 na 3
paranoik (20 punktów)

> Ktoś może rozwijać swoją wiarę bez reżimu kościoła, co jednak nie musi oznaczać 'manifestacji' w postaci apostazji.

czy jednak może wtedy określać się miane katolika? religia to nie supermarket, albo akceptujesz ją taka jaka jest, ze wszystkimi jej dogmatami i niedoskonałościami, albo stwórz sobie własną filozofię. chcemy tego, czy nie, kościół jest nieodłącznym elementem wiary katolickiej i jeśli ktoś deklaruje się jako "wierzący, ale niepraktykujący" już powinno to dyskwalifikować go jako wyznawcy tej konkretnej religii.
19-07-2009 18:20 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Poza tym co pisze paranoik te "statystyki", jak piszesz, mają swoje znaczenie. Cała polityka to właśnie statystyki. I to właśnie te statystyki pozwalają co niektórym powoływać się na "bo 92% Polaków to katolicy i ma być tak jak ja chcę".

Co do reszty Twojej wypowiedzi - wydaje mi się, że Polacy powinni sobie wreszcie uświadomić że jest więcej niż jeden Kościół na tym świecie. I, że rozsądnym jest przynależeć do tego Kościoła, którego oficjalne poglądy podziela się i którego członkowie są nam ideowo bliscy.

Swoją drogą autor plakatu miał bardzo irytujący pomysł: odbiór bowiem tego dziełka jest skrajnie spolaryzowany. Z jednej strony - pro Kościół, bo oczyszczenie szeregów. Z drugiej - anty Kościół, bo.... oczyszczenie szeregów. Irytujące, nieprawdaż?

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
Wieczorek (207 punktów)
>Idealistyczne, ale szczere. Myślę, że ta sugestia jest skierowana do paru osób na tym forum
>również...
>..w tym do mnie

Nie jestem hipokrytą, i to nie hipokryzaja, że na wszystkie trzy pytania odpowiedziałem twierdąco. Wierzę w Boga, ale jak mam wierzyć w kościół Katolicki, który kompletnie przeinaczył Jego naukę. Jak mam chodzić do kościoła i słuchać księdza - HIPOKRYTY! - uczącego mnie moralności, kiedy on sam postępuje najbardziej wbrew swoim nauką. Mam czcić papieża? Ubóstwiać go? Nie będę oddawał nikomu pokłonów tu na ziemi, a już na pewno nie pryncypałowi Kościoła Katolickiego, szefowi Watykanu, kiedy ten Watykan tuszuje na wszelkie możliwe sposoby poczynania księży pedofili, gwałcących pernamentnie 7-letnich chłopców, pod przykryciem Bractwa Chrystusa. Czy tego uczył Jezus? Czy tego uczył i uczy Bóg? Za śluby płać księżą, za pogrzeby płać księżom, za dobre słowo płać księżom, za msze w intencji bliskich płać księżom, za odprawienie mszy niedzielnej płać, za wizytę po kolendzie płać. To Legalna Mafia. Tego nie uczył Jezus. Powiedzcie, kto tu jest hipokrytą? A takie ściemnione banery to sobie w tyłek wsadzcie. A to, że ksiądz to też człowiek, powiedzcie swojemu kapłanowi.
19-07-2009 17:24 
 Ocena 1 na 1
Wieczorek (207 punktów)
>>Idealistyczne, ale szczere. Myślę, że ta sugestia jest skierowana do paru osób na tym forum
>>również...
>>..w tym do mnie
>Nie jestem hipokrytą, i to nie hipokryzaja, że na wszystkie trzy pytania odpowiedziałem twierdąco. Wierzę w Boga, ale jak mam wierzyć w kościół Katolicki, który kompletnie przeinaczył Jego naukę. Jak mam chodzić do kościoła i słuchać księdza - HIPOKRYTY! - uczącego mnie moralności, kiedy on sam postępuje najbardziej wbrew swoim nauką. Mam czcić papieża? Ubóstwiać go? Nie będę oddawał nikomu pokłonów tu na ziemi, a już na pewno nie pryncypałowi Kościoła Katolickiego, szefowi Watykanu, kiedy ten Watykan tuszuje na wszelkie możliwe sposoby poczynania księży pedofili, gwałcących pernamentnie 7-letnich chłopców, pod przykryciem Bractwa Chrystusa. Czy tego uczył Jezus? Czy tego uczył i uczy Bóg? Za śluby płać księżą, za pogrzeby płać księżom, za dobre słowo płać księżom, za msze w intencji bliskich płać księżom, za odprawienie mszy niedzielnej płać, za wizytę po kolendzie płać. To Legalna Mafia. Tego nie uczył Jezus. Powiedzcie, kto tu jest hipokrytą? A takie ściemnione banery to sobie w tyłek wsadzcie. A to, że ksiądz to też człowiek, powiedzcie swojemu kapłanowi.

Przepraszam, ale trochę się rozpędziłem. Myślałem, że to iście Katolicki baner. Nie zauważyłem tej "apostazji". Ha ha, pozdrawiam!
19-07-2009 18:12 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>(...)Przepraszam, ale trochę się rozpędziłem. Myślałem, że to iście Katolicki baner. Nie zauważyłem tej "apostazji". Ha ha, pozdrawiam!

Nie jest to też dzieło "apostazja.pl". Ot, niezależny twórca.

At tak swoją drogą: wypierdalasz czy nie wypierdalasz?

Nie obraź się, ale pytam serio, choć nieprzyjemnymi słowy.

Z Twojej powyższej wypowiedzi wynika, że z instytucjonalnym Kościołem ideowo nie masz wiele wspólnego. Z Chrześcijaństwem zapewne sporo, skoro zachowanie hierarchów Cię boli. Pytam więc, czy mimo jawnej niezgodności poglądów pozostajesz w tej organizacji i tym samym popierasz jej działania, struktury i wartości?

Pozdrawiam, proszę, nie czuj się atakowany czy obrażany.

Tomasz Sztejka
20-07-2009 15:22 
 Ocena 2 na 2
Wieczorek (207 punktów)
>>(...)Przepraszam, ale trochę się rozpędziłem. Myślałem, że to iście Katolicki baner. Nie zauważyłem tej "apostazji". Ha ha, pozdrawiam!
>Nie jest to też dzieło "apostazja.pl". Ot, niezależny twórca.
>At tak swoją drogą: wypierdalasz czy nie wypierdalasz?
>Nie obraź się, ale pytam serio, choć nieprzyjemnymi słowy.
>Z Twojej powyższej wypowiedzi wynika, że z instytucjonalnym Kościołem ideowo nie masz wiele wspólnego. Z Chrześcijaństwem zapewne sporo, skoro zachowanie hierarchów Cię boli. Pytam więc, czy mimo jawnej niezgodności poglądów pozostajesz w tej organizacji i tym samym popierasz jej działania, struktury i wartości?
>Pozdrawiam, proszę, nie czuj się atakowany czy obrażany.
>
Tomasz Sztejka


Właśnie, podstawowe pytanie: wypierdalam czy nie? Chyba jednak jestem hipokrytą. Tomaszu Sztejka, nie wiem. Nie wiem czy mam wypierdalać czy nie. Naprawdę. Nie ukrywam - boję się. Jeśli umrę pierwszy niż babcia, którą kocham, a która jest ortodoksyjną katoliczką, i która kocha mnie, a ksiądz jej powie, że mnie nie pochowa na swoim cmentarzu, ona się załamie. Wiem, że to może wydawać się śmieszne, ale, niestety, to chyba ja jestem hipokrytą.
Pozdrawiam. Nie czuję się obrażony.
P.R.Wieczorek
20-07-2009 17:59 
 Ocena 4 na 4
sztejkat (4743 punktów)
>Właśnie, podstawowe pytanie: wypierdalam czy nie? (...)Chyba jednak jestem hipokrytą. Tomaszu Sztejka, nie wiem. Nie wiem czy mam wypierdalać czy nie. (...)
>(...)a ksiądz jej powie, że mnie nie pochowa na swoim cmentarzu, ona się załamie. (...)

Tak, to zawsze jest trudne: ja czy my - moje "dobre", czy "dobre" bliskich? Dobrze, że o tym myślisz - w końcu moim zdaniem to objaw miłości i troski o najbliższych. Rozumiem też Twoje rozterki - ja miałem łatwiej.

Nie ukrywam też swoich motywacji stojących za moim podejściem do kwestii "wypierdalaj" - możesz o nich przeczytać parę postów wyżej.

Jeśli jednak pozostajesz przy Kościele ze względu na bliskich, na uczucie jakim ich darzysz, nie śmiem Cię nazwać hipokrytą.

Owszem, moim zdaniem czystszą etycznie sytuacją jest gdy wierzący "po linii" są w Kościele a nie wierzący weń poza nim. Negatywnie jednak oceniam przede wszystkim bezrefleksyjne czy interesowne podejście do wiary i przynależności do Kościoła.

W sytuacji gdy przynależność wbrew sobie jest ceną jaką płacić trzeba za... no w zasadzie, za co? Za to, że bliscy żyją okłamywani? Za to, że nie mają rozterek - miast tego Twój statek tonie? Tak czy siak - jest to cena, którą decydujesz się płacić za coś ważnego. W takim razie nie mogę uznać tego za bezrefleksyjne podejście czy też pustawą interesowność.

Chociaż... nie jestem pewien, czy to mądre. A nawet - czy to dobre. Wiem, babcia, dziadkowie; starsze osoby wydają się tak delikatne, niepodatne na zmiany, łatwe do zniszczenia. Jednak, może to głupio zabrzmi, ale każda babcia ma za sobą naprawdę wiele cierpienia, wiele twardego życia. Może to dziwne tak patrzeć, ale ludzie starzy są po wielokroć twardsi niż młodzi. Jeśli zaś babcia pamięta wojnę, pamięta niewolę, pamięta prawdziwy strach o życie, wówczas... no cóż, moim zdaniem kwestia Twojej wiary, Twojego pogrzebu, jest czymś co babcie walnie mocno, ale nie zabije. Ba, na sto procent walnie słabiej niż to, że wnuczek zszedł z tego świata przed nią.

Czemu jednak, mając tak ważną motywację, podnosisz "jak prowadzi się Kościół"? Przecież to jest zupełnie nieistotne. Skoro jesteś w Kościele dla bliskich, to furda jaki on jest. Gdybyż bowiem był nawet bagnem ostatnim, czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Wiesz przecież po co tam jesteś. I nie ma to nic wspólnego z tym czym jest Kościół.

Pozdrawiam, podziwiam troskę o serce babci.

Tomasz Sztejka
21-07-2009 12:51 
 Ocena 2 na 2
Wieczorek (207 punktów)
To fakt, Tomaszu, babcia przeżyła w swoim życiu mnóstwo złego, i wiem, widzę to, jest osobą niezwykle silną.

Jednak, trzeba to powiedzieć jasno, bo widać to wyraźnie, to właśnie Kościół Katolicki jest jej ostoją. Wiara w zbawienie duszy, przez odkupienie grzechów dzięki modlitwie, jest jej największą nadzieją. Ona mocno wierzy w to, że będzie zbawiona, że Bóg na nią patrzy oraz że Bóg patrzy na to, czy ona jest w niedziele na mszy świętej. A jeśli jest, Bogu się to podoba.

Póki co, nie podejmę tego kroku i nie zostanę apostatą. Nie chcę gdybać, lecz teraz to zrobię: może gdybym był ateistą i gdybym w ogóle nie wierzył w życie pozagrobowe, miałbym więcej odwagi. Może gdybym wierzył w kres życia i w to, że dusza jest śmiertelna. A może nawet wtedy bym się nie odważył... Nie wiem.

Apostazja to niezwylke ważna decyzja w życiu człowieka. A na pewno w moim życiu. Chyba nie jestem typowym racjonalistą, zresztą, gdzieś już o tym mówiłem. Wierzę, tak mi łatwiej.

Moim zdaniem Bóg jest ponad tym wszystkim. Ponad wszystkimi religiami, ponad wszelkimi poglądami. I nikt nie będzie smażył się w piekle. A jeśli smażyć się będzie, to już na pewno nie po wsze czasy.

Piszę trochę nie na temat. Tak mało wiem jeszcze w tych wszystkich sprawach. Może momentami zachowuję się jak ignorant, jednak przyjdzie ta chwila i przestanę.

Pozdrawiam. Dzięki za wyrozumiałość, Tomaszu.
placownik (17853 punktów)

   Jako że mamy już na forum użytkownika o nicku wieczorek, co prawda pisanego małą literą, sugerowałbym zmianę Twojego nicka.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
21-07-2009 15:41 
 Ocena 1 na 1
Wieczorek (207 punktów)
>   Jako że mamy już na forum użytkownika o nicku wieczorek, co prawda pisanego małą literą, sugerowałbym zmianę Twojego nicka.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


Okej. A co za tym idzie? Jakie są konsekwencje? Czy zmieniając nick, muszę się rejstrować jeszcze raz, czy mogę to zrobić bez rejstracji? Zresztą, zaraz sprawdzę
21-07-2009 15:49 
 Ocena 2 na 2
P.R.Wieczorek alias DSM (207 punktów)
Jest okej. Zmieniłem pseudonim. to ja "Wieczorek".
21-07-2009 16:17 
 Ocena 1 na 1
TyDraniu (6569 punktów)
>   Jako że mamy już na forum użytkownika o nicku wieczorek, co prawda pisanego małą literą, sugerowałbym zmianę Twojego nicka.

Forum nie powinno rejestrować nicków różniących się wielkością liter. Może byś zwrócił uwagę Adminowi, żeby to poprawił?

Pozdrawiam.
22-07-2009 11:24 
 Ocena 1 na 1
e.coli (338 punktów)

>Nie jestem hipokrytą, i to nie hipokryzja, że na wszystkie trzy pytania odpowiedziałem twierdząco. Wierzę w Boga, ale jak mam wierzyć w kościół Katolicki, który kompletnie przeinaczył Jego naukę. Jak mam chodzić do kościoła i słuchać księdza - HIPOKRYTY! - uczącego mnie moralności, kiedy on sam postępuje najbardziej wbrew swoim nauką. Mam czcić papieża? Ubóstwiać go? Nie będę oddawał nikomu pokłonów tu na ziemi, a już na pewno nie pryncypałowi Kościoła Katolickiego, szefowi Watykanu, kiedy ten Watykan tuszuje na wszelkie możliwe sposoby poczynania księży pedofili, gwałcących pernamentnie 7-letnich chłopców, pod przykryciem Bractwa Chrystusa. Czy tego uczył Jezus? Czy tego uczył i uczy Bóg? Za śluby płać księżą, za pogrzeby płać księżom, za dobre słowo płać księżom, za msze w intencji bliskich płać księżom, za odprawienie mszy niedzielnej płać, za wizytę po kolendzie płać. To Legalna Mafia. Tego nie uczył Jezus. Powiedzcie, kto tu jest hipokrytą? A takie ściemnione banery to sobie w tyłek wsadźcie. A to, że ksiądz to też człowiek, powiedzcie swojemu kapłanowi.

Należąc do KK popierasz jego stanowisko w danych kwestiach. Tak samo należąc do Klubu Poetów nie możesz mówić, że poezja jest do kitu i wolisz prozę, bo wiersze są zakłamane, pełne metafor i tak naprawdę poza autorem często nikt nie wie o co chodzi.

Nie można należeć do drużyny piłkarskiej i uprawiać jeździectwa podczas meczu, mam nadzieję, że rozumiesz analogię.
Nikt Cię nie zmusza do przynależności do KK...
24-07-2009 10:41 
 Ocena 1 na 1
P.R.Wieczorek alias DSM (207 punktów)
Pewnie, że rozumiem. Masz racje, zgadzam się z Tobą. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że do KK zapisali nas, nie pytając, czy chcemy.

Osobiście, dla mnie to niezwykle trudna decyzja. Póki co, a będzie to hipokryzją, nie mam odwagi, by zrobić taki krok.

Pozdrowienia.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365