wiadomosci(*)domosci/1,114881,10825820.htmlNie chodzi mi oczywiście o to, że jest więcej wyznawców Jedi niż Romów, ale o to, że w ogóle są wyznawcy Jedi - może nadinterpretuję, ale przypuszczam, że to opowiedzenie się za "religią Lucasa" było jednak w dużej mierze "dla jaj".
Z drugiej strony to zabawne i nieuczciwe zarazem, że filozofię Jedi

redaktorzy traktują jako "religię" - w czym niby jest bardziej absurdalna czy mniej religijna od "certyfikowanych" religii - wynik czeskiego spisu pozwala, gdy już się pożartuje, spojrzeć na sprawę poważnie i spytać: ok, Polacy-katolicy, ale czym różni się amerykańskie science fiction z lat '70 od "trochę" starszego science fiction abrahamowo-chrystusowego? Oprócz tego, że to pierwsze jest fabularnie sto razy lepsze no i obiecuje każdemu dobremu człowiekowi miecz świetlny (how cool is that?

Ale można by spytać chrześcijan, muzułmanów itd: załóżmy, że mija wiele lat, wyznawcy Jedi "zapominają" z czasem, że swoją filozofię-religię wzięli z filmu, wychowują w niej swoje dzieci, wierzą w nadprzyrodzoną, niematerialną Moc (jasna i ciemna strona

, ich "chrystusem" jest Luke Skywalker (albo Han Solo), pierwszym, na poły legendarnym papieżem Joda, a diabłem Lord Vader (albo Imperator

. Po tysiącu lat jest to "poważna" religia ze swoimi metafizycznymi założeniami - jej wyznawcy burzą się święcie, kiedy ktoś wyśmiewa się z niedorzeczności ich dogmatów, intertekstualnych powiązań i zapożyczeń, z symboliki etc. I toczą oni ostre spory z innymi religiami, np. trekkowcami

, domagają się szacunku, poszanowania praktyk, wspomnianego wychowania dzieci w duchu Jedi, symboli w przestrzeni publicznej, lekcji religii Jedi w szkołach, szkół wyższych tzw. Jedi Academy

, dotacji publicznych etc... Czy coś to wam przypomina? Czy to naprawdę tak absurdalna hipoteza? I naprawdę "aż tak" absurdalna religia?
Ciekaw jestem odpowiedzi wierzących. Oczywiście znając ich zdolności do "ignorowania" niewygodnych faktów mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa znać odpowiedzi. Ale nie omieszkam spytać jakichś wierzących znajomych, na szczęście/nieszczęście wielu takowych nie mam...
