Sytuacja nieco podobna do tej z czasów II Wojny Światowej, kiedy to hitlerowcy odbierali Polakom dzieci uznane za "wartościowe rasowo" i oddawali je rodzinom niemieckim.
Dzisiaj natrafiłem na kolejny news, o Polakach, którym w niejasnych okolicznościach, mimo pozytywnej opinii psychologów a nawet wygranej sprawie w sądzie, odebrano dzieci. To kolejna sprawa którą ma zająć się detektyw Rutkowski.
Link do artykułu na stronie gazeta.pl:
LINKCytat:Byłam tam zaledwie cztery tygodnie, gdy Barnevernet odebrał nam synków - opowiadała Kozikowska. - Dzieci nie mówiły po norwesku. A niby już wkrótce syn zeznawał po norwesku. Od dwóch lat badają nas psychologowie i psychiatra, który stwierdził, że jesteśmy normalną rodziną. Jako matka nie mogę sobie z tą sprawą poradzić.
Michał Kozikowski przepraszał, że najpierw odczytał oświadczenie z kartki. Twierdził, że po tych dwóch latach jest tak znerwicowany, iż nie jest w stanie mówić o ich tragedii. Opowiadał, że dopiero po miesiącu dowiedzieli się, że dzieci odebrano im dlatego, że ktoś zgłosił telefonicznie zaniepokojenie sytuacją w ich rodzinie. Dwie sprawy z Barnevernet przegrali, a kolejną wygrali. Jednak synów nie odzyskali. Po kolejnym odwołaniu norweskich służb znów przegrali. Bliźniaki zostały rozdzielone i skierowane do różnych rodzin. Rodzice mogą je widywać cztery razy w roku.
Jak długo, w tym (podobno) cywilizowanym kraju, będą, bądźmy szczerzy, perfidnie zabierać imigrantom dzieci i je norwegizować?
To chyba najbardziej szokująca część:
Cytat: Mamy spotkania po dwie godziny w obecności tłumacza i dwóch osób z Barnevernet - mówiła matka. - Wcześniej muszę napisać, o co zapytam dzieci. Nie wolno poruszać niektórych tematów, np. pytać o szkołę. Nie wolno mi się rozpłakać przy dziecku, bo zakażą nam dalszych spotkań.
Rutkowskiemu życzę powodzenia.