 |
Niewierzący chrześcijanin. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-03-2008 14:22 | fbsg (51 punktów) | Niewierzący chrześcijanin.
1 na 1 | Dzieląc sobie ludzi na wierzących i nie, zapominamy o tej 3 grupie.. O tych którzy tak naprawdę sami nie wiedzą do jakich się zaliczają,.. W głębi myśli taki człowiek dochodzi do tego iż cała ta religia to brednia, i że tak naprawdę Boga nie ma, tak samo jak kiedyś odkrył oszustwo z "Mikołajem" w święta. Jednak coś go powstrzymuje od takich myśli, pewna obawa iż robi coś źle, coś w brew czemu został wychowany i automatycznie to odrzuca przez tzw. "mechanizm obronny", który przemawia: "to jest żenujące, nie myśl o tym".. I tak czy inaczej nie widzi sensu chodzenie do kościoła ale także nie wyrazi swojego zdania iż jest niewierzącym, a zwłaszcza znajomym itp. U takiego człowieka jednak wiara głęboko powraca gdy nie ma na czym się oprzec a coś w jego życiu się rozpada.. Do czego zmierzam, nie wszyscy przywiązują wagę do religii a jednak będą wychowywac swoje dzieci na chrześcijan nie dając im nawet kwestii wyboru i przedstawiania kilku konfrontacji. Takie coś nie wynika z głębokiej wiary tylko już pewnego syndromu wychowania i tradycji przekazywanego z pokolenia na pokolenie..
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Odp: Nie wierzący chrześcijanin. | >Dzieląc sobie ludzi na wierzących i nie, zapominamy o tej 3 >grupie.. O tych którzy tak naprawdę sami nie wiedzą do >jakich się zaliczają,..
Znam tych ludzi. Bardzo dużo jest ich wokół mnie. Z wieloma z nich rozmawiałem na temat ich wiary. Oficjalnie twierdzą, że są chrześcijanami, że wierzą w boga. Ale bywa, że powiedzą, iż chwilami wątpią w istnienie boga, że nie mają pewności, czy można ich zaliczyć do chrześcijan. Przyznają, że zbytnio się nad tym nie zastanawiają. Wierzą, bo tak zostali wychowani. Bo zostali ochrzczeni, byli u komunii, bierzmowania. Bo wierzą ich rodzice, rodzina, znajomi. Bo wszyscy dokoła są chrześcijanami. Do kościoła raczej nie chodzą. Organizują sobie czas inaczej. W niedziele wolą zakupy w hipermarkecie, spotkanie z rodziną, czy też znajomymi. W ostateczności w domu przed telewizorem. Ot, normalne życie. Do kościoła chodzą prawie wyłącznie w czasie pogrzebów i ślubów. Jak już tam wejdą, to oczywiście paciorek zmówią, na tacę rzucą. Bo tak trzeba. Dzieci chrzczą, do komunii i bierzmowania posyłają. Ślub oczywiście katolicki, pogrzeb też. Księdza na kolędę w domu przyjmują. Koszyczek wielkanocny poświęcą. Bo inaczej nie można. Przecież wszyscy tak robią. Oczywiście znam również tych "prawdziwych chrześcijan". Wierzących i przekonanych o słuszności swojej wiary. Ich życie związane jest z kościołem. Nie jest ich wcale tak dużo. Mniej niż tych, o których napisałem wcześniej. Statystyki kościelne pokazują, że w Polsce jest około 95% chrześcijan. Ciekawe ile w tym prawdy. Wszyscy ateiści też w tych statystykach figurują jako katolicy. Przecież byli ochrzczeni. Aktu apostazji nie dokonali. Ot, całe polskie chrześcijaństwo.
|
|
 | 2 na 2 | Racjonalny (35 punktów) | Rzekłbym że jest to dosyc normalne. Również znam takich ludzi - mają poglądy podobne do moich, krytykują kościół i wiarę ale gdy im wspomnę że istnieje np. możliwośc apostazji patrzą na mnie jak na nienormalnego.
Na mój gust wszystko wynika z obawy co ludzie, rodzice, znajomi powiedzą. Błędne koło - myślą co inni ludzie o tym powiedzą nie zastanawiając się , że ci ,,inni'' również nie robią tego z takiej obawy.
Do tego dochodzi jeszcze fakt że nasz kraj jest bardzo ,,katolicki'' - tyle tylko że na sposób w jaki przedstawił to pan Andrzej.51
Pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) | Witam. Ciekaw jestem tylko jednego, czy taki "niewierzący chrześcijanin" zapomina o tym, że bóg jest wszechobecny? Przecież w związku z tym, zna jego myśli i wie, że nie jest on "prawdziwym chrześcijaninem". Stąd prosty wniosek, że nie ma co liczyć na zbawienie. A "na górze " już czekają na niego z bejsbolami...  Pozdrawiam
Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
|
|
| |  | 7 na 7 barycki (7788 punktów) (zablokowany) |
> A "na górze " już czekają na niego z bejsbolami... > Do nieba dostaną się tylko ateiści z powodów oczywistych. Prawdziwie wierzący pójdą do czyśćca odpokutować brak tolerancji. Udający wiarę będą się smażyć w piekle za hipokryzję, ale przede wszystkim za finansowanie kościoła zamiast domów kultury dla młodzieży. Adam Barycki
|
|
| | |  | | Michał Rostecki (83 punktów) | barycki:Do nieba dostaną się tylko ateiści z powodów oczywistych. Nikt nie dostanie się do nieba z powodu oczywistego.
|
|
| | | |  | 4 na 4 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | > barycki:Do nieba dostaną się tylko ateiści z powodów oczywistych. > Nikt nie dostanie się do nieba z powodu oczywistego.  > Całkowicie z Panem się zgadzam, nikt nie może tam wejść z powodów oczywistych, oprócz ateistów, reszta musi sobie to (wejście) uhandlować. Adam Barycki
|
|
|  | | Toma Cruz (390 punktów) |
>Na mój gust wszystko wynika z obawy co ludzie, rodzice, znajomi powiedzą. Błędne koło - myślą co inni ludzie o tym powiedzą nie zastanawiając się , że ci ,,inni'' również nie robią tego z takiej obawy.
A może nie odejdą, gdyz nie chcą psuć wspólnoty jaką jest Kościół? Jest to nie może tylko strach przed tym, ale też utrwalone i anachroniczne układy społeczne i poglądy, których i tak wielu nie wyraża poprzez prezentowanie siebie. Zauważyłem w swoim środowisku, że ludzi jest więcej, którzy chodzą do kościoła, niż tych, którzy chcą chodzić. Strach przed jego opuszczeniem jest zapewne powodowany przez tak jak to zostało powyżej zaprezentowane. Wydaje mi się tez, że wystarczy grupa ludzi w danym środowisku, która wystąpi z kościoła a za nią polecą kolejne głowy. Nie mówi się o tym tak często, bo każdy wie jaki jest stosunek do tego co jawi się jako nowe-a takim byłoby masowe występowanie z kościelnej instytucji. Przeważnie to co nowe i trudne do zrozumienia-bo też takim jest zerwanie z tradycją, jaką jest kościół-jest zbywane śmiechem, kpiną lub ostrą i bezpodstawna krytyką za czym stoją głównie uzurpatorzy koscielni. Ponadto wielu uważa, że to co poza kościołem jest złe, a wcale tak nie jest. Tak to większość niedouczonych księży-dobrze, że nie wszyscy- i plejada starszych babcinek głoszą. żenada...a to też jest znaczący problem, który dotyczy poruszanego tematu
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Na mój gust wszystko wynika z obawy co ludzie, rodzice, znajomi powiedzą. Błędne koło - myślą co inni ludzie o tym powiedzą nie zastanawiając się , że ci ,,inni'' również nie robią tego z takiej obawy.
Pytania zatem winny brzmieć:
Co zrobić, aby przerwać to błędne koło? Jak zmienić mentalność tych "niewierzących chrześcijan"? Co zrobić, by zrozumieli, że w sprawach wiary decydujące jest ich przekonanie, a nie opinia rodziny i sąsiadów? Jak spowodować, by ci "niby chrześcijanie" mieli odwagę przed sobą przyznać się, że chrześcijanami nie są, że ich chrześcijaństwo jest mitem, który przede wszystkim sami sobie wmawiają, lub z którym żyją, bo tak jest wygodniej? Jak wpłynąć na tych "niby wierzących", którzy nimi są bez względu na to, czy bóg istnieje, czy też nie, ale wyłącznie dlatego, że chcą mieć nadzieję, że istnieje? Bo z nadzieją łatwiej żyć, łatwiej łudzić się, że dobry bóg pomoże w trudnych chwilach, niż takiej ułudy nie mieć. Łatwiej też umierać mając nadzieję życia wiecznego, a nie perspektywę całkowitego niebytu po śmierci. Jak im powiedzieć, że bez tej fałszywej nadziei też można żyć? Że życie bez boga też ma wartość, i to wcale nie mniejszą, niż życie z bogiem. Jak im powiedzieć, by wreszcie odważyli się przejść na drugą stronę?
Kto zna odpowiedzi na te pytania?
|
|
| |  | 3 na 3 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >Co zrobić, aby przerwać to błędne koło? >Kto zna odpowiedzi na te pytania? > Jeżeli człowiek jest hipokrytą i nie odczuwa z tego powodu wstydu, to trzeba spowodować, żeby jednak zaczął. Pogarda dla zachowań nieetycznych, nie oznacza pogardy dla całej osoby. Musi być reakcja sprzeciwu wobec postaw koniunkturalnych, inaczej akceptuje się takie zachowania. Albo człowiek upublicznia swoje stanowisko i jest członkiem społeczeństwa, albo je dostosowuje do koniunktury i jest kołtunem. Wykazywanie zrozumienia dla takich postaw z powodów środowiskowych i jakichkolwiek innych, jest współuczestnictwem w kołtunerii. "wicie, rozumicie" jest postawą obrzydliwą zasługującą tylko na wzgardę i potępienie. Adam Barycki
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Musi być reakcja sprzeciwu wobec postaw koniunkturalnych, inaczej akceptuje się takie zachowania. Albo człowiek upublicznia swoje stanowisko i jest członkiem społeczeństwa, albo je dostosowuje do koniunktury i jest kołtunem.Ależ ja właśnie tak już od bardzo wielu lat robię. Właśnie tak się zachowuję. Od bardzo dawna głośno i wyraźnie mówię o tym, że jestem ateistą, że nie wierzę w żadnego boga, że boga nie ma. Że do kościoła chodzić nie zamierzam. Mówię o tym również, że ten chrześcijański Bóg Jahwe jest bogiem złym (bo za takowego go uważam). Prawie każdą nadarzającą się okazję do tego wykorzystuję. Bez względu na to, z kim akurat rozmawiam. Obecność księży też mi nie przeszkadza w prowadzeniu rozmów na tematy wiary. Znam takich ludzi, którzy uznali mnie za złego człowieka tylko dlatego, że przyznałem się do swego ateizmu. Po wielu latach zmienili zdanie na mój temat. Dotarło do nich (tak mi się przynajmniej wydaje), że nie trzeba wcale chodzić do kościoła, by być człowiekiem dobrym. Nie mnie oceniać wyniki prowadzonej przeze mnie anty-ewangelizacji. Niemniej wydaje mi się, że sukcesów nadmiernych raczej nie odniosłem. Być może jednak źle obserwuję. Z tego co napisałem wynika, że być może nie jestem kołtunem!!!  Pozdrawiam Cię.
|
|
| | | |  | 4 na 4 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | > Z tego co napisałem wynika, że być może nie jestem kołtunem!!!  > Jeśli brakuje Panu pewności do wyrażenia stwierdzenia, to zrobię to za Pana - na pewno nie jest Pan kołtunem. W mojej wypowiedzi odnosiłem się wyłącznie do pytania "co zrobić?". Odniosłem wrażenie, że Pan odebrał moją wypowiedz osobiście. Pański tekst do którego się odniosłem, w żadnym stopni nie upoważniał mnie do odnoszenia mojej wypowiedzi do Pana osoby. Nie odnosiłem się również do propagowania takiego czy innego światopoglądu, odnosiłem się do ich ukrywania z powodów koniunkturalnych. Pan wspomina w swoim tekście o kosztach jakie Pan ponosi w związku z postępowaniem zgodnym z wartościami jakie Pan uznaje. Wartości dlatego są wartościami ponieważ kosztują. Koniunkturalista nie ponosi żadnych kosztów dopóki nie uświadomi sobie, że degraduje się do poziomu kołtuna. Konformizm jest formą pasożytnictwa społecznego i cywilizacyjnego . Nie uważam, żeby koniunkturalistów, jako osoby, tępić, ale wszelkie jego przejawy jak najbardziej, godzenie się na nie, "przymykanie oka", jest jeszcze gorszym jego przejawem. Adam Barycki
|
|
| | | | |  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Odniosłem wrażenie, że Pan odebrał moją wypowiedz osobiście.Nie odebrałem źle Pana poprzedniej wypowiedzi. Przy moim zdaniu > >Z tego co napisałem wynika, że być może nie jestem kołtunem!!!  wstawiłem uśmiechniętą buzię, gdyż był to żart z mojej strony. Może niezbyt udany. > Pan wspomina w swoim tekście o kosztach jakie Pan ponosi w związku z postępowaniem zgodnym z wartościami jakie Pan uznaje.Bywało różnie. Tragedii z tego jednak nie robiłem. > Koniunkturalista nie ponosi żadnych kosztów dopóki nie uświadomi sobie, że degraduje się do poziomu kołtuna.Pełna zgoda. Nie czyńmy się sami kołtunami. Serdecznie pozdrawiam.
|
|
2 na 2 | keymak (3379 punktów) | To wynika ze sposobu funkcjonowania kościoła. W pierwszej kolejności jest tradycja, zaraz po niej rytuały a daleko za nimi jest dopiero rzeczywista wiara. To oczywiście nie przeszkadza hierarchom kościelnym mówić że najważniejsza jest wiara, po czym wsiadają do poświęconego mercedesa, namawiając przy tym aby prostować drogi Panu ..
Pozdrawiam.
|
|
| piątek (1035 punktów) | Czy można dokonać aktu apostazji, będąc niepełnoletnim.
"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
|
|
 | | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Czy można dokonać aktu apostazji, będąc niepełnoletnim.
Przeczytałem co nieco w Internecie na temat apostazji. Nie znalazłem informacji, by warunkiem koniecznym dokonania aktu apostazji musiała być pełnoletniość apostaty. Bo niby dlaczego takie ograniczenie miałoby obowiązywać.
Czy warunkiem koniecznym ochrzczenia, przyjęcia komuni i bierzmowania jest pełnoletniość. Też nie. W przypadku chrztu nawet o zgodę nie można zapytać chrzczonego, bo ani tego pytania nie zrozumie, ani odpowiedzieć nie potrafi.
|
|
| Orzędowski (253 punktów) | W książce Dawkinsa "Bóg Urojony" występuje podobny termin: Głęboko Niewierzącego Chrześcijanina - osoba taka mimo, że nie wierzy to uczestniczy w zabobonnych ceremoniach z poczucia "przynależności plemiennej" 
Obyś żył w Ciekawych czasach!
|
|
 | | fbsg (51 punktów) | ...z czym się wiąże np. "chęc zawarcia ślubu kościelnego z swoją partnerką". Np. w Holandii kościół nie wywiera takiego nacisku, i trudno powiedziec kto faktycznie wierzy a kto nie, iż podejście tamtejszych ludzi jest podejściem jak do tradycji a nie wymuszonych poglądów. Tamtejsze dzieci są wychowywane w kulturze kościelnej a nie ideologi krk.
ege
|
|
|  | | Orzędowski (253 punktów) | >...z czym się wiąże np. "chęc zawarcia ślubu kościelnego z swoją partnerką". Np. w Holandii kościół nie wywiera takiego nacisku,
To jest raczej charakterystyka mentalności ludzi z tego kraju. Jest ogólna zasada, że większość kapłanów dowolnej dominującej religii nie udziela ślubu parom o mieszanych wyznaniach i przekonaniach. Znowu powtórzę moją mantrę powoływania się na Dawkinsa, ale On też zauważył, że np. w całych Stanach Zjednoczonych jest dosłownie na palcach jednej ręki można wyliczyć rabinów udzielających ślubów mieszanych lub zgadzających się na uczestniczenie w ceremonii kapłana innej religii. Czysty przykład "tolerancji i ekumenizmu".
Obyś żył w Ciekawych czasach!
|
|
 | | Toma Cruz (390 punktów) | - osoba taka mimo, że nie wierzy to uczestniczy w zabobonnych ceremoniach z poczucia "przynależności plemiennej"  -przynależnośc plemienna-dobre stwierdzenie. A co by trzeba zrobić, by ta przynależnośc nie miała wpływu na człowieka. Najlepiej byłoby wtedy gdyby już rodzice zajęli się bardziej wychowaniem społecznym dziecka, a nie prowadzeniem go do kościoła, bo tak trzeba. To jest największy problem:ugłupieni rodzice ugłupiają swoje dzieci. Ta przynależność i jej świadomość jest silniejsza od człowieka i ten z kolei widząc, że mało wskura buntując się przeciw anachronicznym układom społecznym pozostawia sprawę na boku i żyje dalej w niewierze i chodzi do kościoła co niedzielę, choć nie wierzy
|
|
|  | | antrov (27 punktów) | >by ta przynależnośc nie miała wpływu na człowieka. Najlepiej byłoby wtedy gdyby już rodzice zajęli się bardziej wychowaniem społecznym dziecka, a nie prowadzeniem go do kościoła Niestety, ta przynależność musi miec wpływ na człowieka, tak było u prymitywnych plemion, tak jest i dzisiaj. Zerwanie przynależności oznacza przegraną, odsunięcie od życia, a żaden rodzic nie chciałby skazywać swojego dziecka na taki los na samym początku życia. Tak, więc rodzice uspołeczniają swoje dzieci poprzez prowadzanie ich do kościoła, na "skomplikowane ceremonie", których dzieci nie są w stanie pojąć i w efekcie nic z tego nie wynoszą, poza niezamierzonym przyłączaniem się do plemienia nieświadomych obiektu własnej wiary. >żyje dalej w niewierze i chodzi do kościoła co niedzielę, choć nie wierzy Wydaje mi się, że nie jest to kwestia niewiary, ale wiary w wiarę - a nie w jej docelowego obiektu - Boga. Taki "wierzący" wie, że musi wierzyć; nie ma wyboru. Chodzi do kościoła, klepie modlitwy (im więcej tym lepiej), przyjmuje sakramenty, a na stwierdzenie "Boga nie ma" reaguje najświętszym oburzeniem.
|
|
1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >coś go powstrzymuje od takich myśli, pewna obawa iż >robi coś źle, coś w brew czemu został wychowany i >automatycznie to odrzuca przez tzw. "mechanizm obronny", >który przemawia: "to jest żenujące, nie myśl o tym"
To raczej problemy typowe dla konformisty, niezależne od własnej religijności. Ten sam problem przeżywa głęboko wierzący katolik widząc zło czynione przez Papieża. Te same problemy mieli partyjni w PRL, kiedy widzieli jak Rosja grabi Polskę w imię wspierania rewolucji na Kubie, w Angoli czy Nikaragui
doku
|
|
 | 1 na 1 marcel (1048 punktów) (zablokowany) |
Ludzie najczęściej nie potrafią rozróżnić między wiarą a religią,utożsamiają Kościół z mercedesami itp.absurdy.To więc przeciw czemu walczą nie ma z wiarą najczęściej i nauką chrześcijańską nic wspólnego,to walka z urojeniami lub wiarą z dzieciństwa,która wydaje im się,że jest wiarą jakiegoś Kościoła.
m.
|
|
| Orcio (481 punktów) | Odp: Niewierzący chrześcijanin. | Szkoda, że nie zauważono tu fenomenu świadomych ateistów uważających się za chrześcijan; ba, za katolików. Są tacy, a p. Stanosz swego czasu mocno i dogmatycznie po jednym z nich jeździła.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|