Święta. Dziwny okres, który miałby łączyć jednotę człowieczą. Czy to ważne? Myślę, że tak. Pod jakąkolwiek postacią je rozumiemy, mają przede wszystkim napominać, że jednak jesteśmy jednym gatunkiem zdolnym do przetrwania w różnych warunkach, często nieprzyjaznych, by się wzajemnie przekonywać o swojej mocy przetrwania. Dla Kosmosu, którego mikro cząstką jesteśmy, nic one nie znaczą. Są niczym szczególnym. Bo to Kosmos narzuca swój porządek i stanowi swoje prawa. Człowiek więc, po uzmysłowieniu swojego miejsca i poczucia słabości wobec ogromu Wszechświata, potrzebuje czegoś szczególnego, mającego podkreślić jego ważność. Dającą siłę egzystencji i moc przetrwania. Tworzy się więc mity dające pozory takiej siły, nie mające nic wspólnego z wartościami poznawczymi, nabytymi z biegiem czasu. Dlatego też więc używa się przewrotnych określeń takich jak: "symboliczne Słońce przezwycięża ciemną stronę mocy", co ma dawać poczucie ważności istnienia człowieka na tej małej planetce, co ma mu uświadamiać jego ważność w naszym ziemskim świecie. De facto niby tak jest, bo człowiek nawet potrafi już burzyć porządek narzucany przez Naturę i tworzyć swoją rzeczywistość przynoszącą nieraz opłakane skutki dla niego samego. Musi się jednak podpierać poczuciem ważności de nomina. Święta szczególne, lub uznane jako szczególne zawsze będą więc miały swoją moc. I chyba mają, bo to jest ludzka, naturalna potrzeba. Niezależnie od opcji politycznych, religijnych czy kulturowych, są zawsze i chyba będą czymś szczególnym. Bo taka natura ssaków mających być z nazwy naczelnymi. Poczucie bycia najlepszym było motorem jego rozwoju i co tu dużo mówić, także i klęsk niepowetowanych. Więc zgodnie z tradycją, Życzymy sobie wszystkiego najlepszego (cokolwiek rozumieć pod tym określeniem) by nazajutrz po świętach znów wzajemnie sobie życie uprzykrzać. Z okazji świąt życzę choć chwilowego spokoju wszystkim, nawet tym o naturze mizantropa. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|