Przez parę lat nie zaglądałem na te strony... z prostego powodu, zapomniałem... skleroza.
Ale czytam te wszystkie wielce uczone i poparte dowodami fakty i historie, które mają mnie umocnić jako agnostyka i trochę tego nie rozumiem.
Bo urodzilem się w Polsce (co prawda "Ludowej"). Nie chodziłem na "religię".. tzn. raz byłem ale jak zapytałem o Ojcze nasz to moja Matka miała problem bo ja to rozumiałem osobowo...
Moje pytanie dotyczy wszystkich europejskich agnostyków!
Wszyscy wychowaliśmy się w określonym kraju. W danym kraju przewodniąjest jakaś religia... Obojętnie jaka...
Ale mimo faktu, że w dorosłym życiu, myśląc i analizując religijne teksty odrzuciliśmy je, to nie znaczy, że nie "odcisnęły" się na naszej psychice...
Prowadzi to do ego, że mimo iż jestem ateistą to podzielam moralne prawa judeochrześcijańskie a nie np. buddyzmu czy islamu...
Moje pytanie do Was wszystkich brzmi tak:
Czy można być ateistą chrześijańskim? (Bo te wartości są mi bliższe...)
Bo o ile Stwórca kłóci się z moim rozumem to jednak wyznaję moralne wartości mojej kultury... przodków... czhrześcijan? (słowiańskich nie znam...

)
Innymi słowy, czy można prowadzić "czysty żywot" negując istnienie Allacha?
Czy można żyć moralnie, kwestionując istnienie Boga? Bo tak żyjemy...
Dlatego mówię, że jestem ateistą chrześcijańskim! Bo, w sumie wszyscy żyjemy wg tych zasad...
Reasumując:
czy można wzmacniać (bądż oslabiać) europejską kulturę wyrzekając się przynależności do jakiejkolwiek wiary?