Racjonalista - Strona głównaDo treści
Skąd czerpać wiedzę?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
26-12-2016 14:12Detroto (31 punktów)Skąd czerpać wiedzę?
Ocena 1 na 1
Jestem racjonalistą, a właściwie chciałbym nim zostać bo dopiero zaczynam. W związku z tym mam pytanie (właściwie to 2 pytania).
1. W jaki sposób zdobywać/pogłębiać swoją wiedzę rcjonalistyczną ?( bo co z tego że nie przyjmujesz nic "na wiarę" i uznajesz tylko to co da się naukowo sprawdzić skoro nie wiesz co nauka uznaje bo nie pogłębiasz wiedzy). Jest wiele rodzajów/definicji racjonalizmu dlatego wyjaśnienię o jaki mi chodzi. Chodzi mi o taki jaki reprezentacją Shermer ( choć on jest sceptykiem), Dawkins, Dennett, Sagan, Harris, Maher, Hitchens, Randi itd czyli ( jak już właściwie napisałem) nie przyjmowanie niczego "na wiarę" i uznawanie tylko tego co da się naukowo sprawdzić/dowieść. Na koniec przypomnę jeszcze moje główne pytanie które brzmi: W jaki sposób zdobywać/pogłębiać swoją wiedzę rcjonalistyczną ?
2. Domyślamy się że jednym ze sposobów zdobywania wiedzy będą książki. Książki które czytam ( a właściwie chciałbym przeczytać bo tak jak pisałem zaczynam dopiero) to książki pisane między innymi przez tych racjonalistów których wymieniłem czyli książki krytykujące mity, przesądy, zabobony, pseudonaukę, paranaukę oraz tłumaczące dlaczego są to "głupoty" itd. Czy to dobry rodzaj książek?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Pan Leming (674 punktów)
>bo co z tego że nie przyjmujesz nic "na wiarę" i uznajesz tylko to co da się naukowo sprawdzić skoro nie wiesz co nauka uznaje bo nie pogłębiasz wiedzy
Czyli należy, hmm... pogłębiać wiedzę.
>W jaki sposób zdobywać/pogłębiać swoją wiedzę rcjonalistyczną ?
Wiedzę na temat racjonalizmu należy zdobywać z książek, artykułów, wpisów hmm... na temat racjonalizmu.
>Czy to dobry rodzaj książek?
Czy to prowokacja? Jeśli nie, to tak, to dobry rodzaj książek.

www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
Detroto (31 punktów)

>Czyli należy, hmm... pogłębiać wiedzę.

Co w tym dziwnego?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Po pierwsze trzeba najpierw nauczyć się panować nad emocjami. To pierwszy krok i najważniejszy, bo można być przecież racjonalistą z niewielką wiedzą. Kolejny krok to zdobywanie wiedzy i własne przemyślenia, dedukcja. Chcesz coś wiedzieć, to szukasz książki na ten temat i czytasz. Ja tak robię i dzięki temu wiedza bardzo łatwo wchodzi mi do głowy, a gdy w szkole kazano się czegoś uczyć, to szybko wylatywało. Można też zacząć od książek z poleceń i później sam będziesz wiedział co warto potem czytać.
Detroto (31 punktów)
>Po pierwsze trzeba najpierw nauczyć się panować nad emocjami. To pierwszy krok i najważniejszy, bo można być przecież racjonalistą z niewielką wiedzą. Kolejny krok to zdobywanie wiedzy i własne przemyślenia, dedukcja. Chcesz coś wiedzieć, to szukasz książki na ten temat i czytasz. Ja tak robię i dzięki temu wiedza bardzo łatwo wchodzi mi do głowy, a gdy w szkole kazano się czegoś uczyć, to szybko wylatywało. Można też zacząć od książek z poleceń i później sam będziesz wiedział co warto potem czytać.

Dzięki za wskazówki
Jakie książki ( tytuły) polecasz? Lub jakich autorów? Wiem że był już nie jeden temat na ten temat ale może znasz ( lub inni znają) jeszcze inne książki warte przeczytania ( oprocz tych wymienionych w tamtych tematach)

26-12-2016 21:08 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>Po pierwsze trzeba najpierw nauczyć się panować nad emocjami.

Czyli brać przykład z Olsona: Cytat:

Jesteś tak żałosny, że aż szkoda na Ciebie pluć.
27-12-2016 00:08 
 Ocena-1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Kolejny raz zestawiasz coś z wypowiedzią, która nie ma związku z tym co twierdzisz. Napisanie Ci, że jesteś żałosny wynika z panowania nad emocjami i chłodu emocjonalnego. Zamiast się wściekać to wściekam Ciebie takimi stwierdzeniami i dlatego nie dostrzegasz argumentów, tylko same epitety.
27-12-2016 13:55 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Po pierwsze trzeba najpierw nauczyć się panować nad emocjami.
>Czyli brać przykład z Olsona

Olson Cytat:
Napisanie Ci, że jesteś żałosny wynika z panowania nad emocjami i chłodu emocjonalnego. Zamiast się wściekać to wściekam Ciebie takimi stwierdzeniami

Innymi słowy: jesteś żałosny więc chłop ukarał cię pozbawieniem swojej odpowiedzi emocji, o czym zaświadcza np. wyrachowane zaniechanie (a mógł przecież opluć )

No cóż, oczywiście by wszystko pasowało masz się wściekać. Wściekasz się?


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Innymi słowy: jesteś żałosny więc chłop ukarał cię pozbawieniem swojej odpowiedzi emocji, o czym zaświadcza np. wyrachowane zaniechanie (a mógł przecież opluć

Innymi słowy: znowu przekręcasz wszystko jak najgłupszy gimnazjalista. Kto mówił o jakimś karaniu go? Masz chore interpretacje. Po prostu nie wzbudził we mnie większych emocji, ale Ty nadajesz temu znaczenie jak kobieta. Hmm chcesz mi zrobić pałę? Przykro mi, ale możesz najwyżej dostać obuchem w łeb. Oczywiście mowa o psychice, a nie o realnych narzędziach - to tak uprzedzając Twoje śmieszne projekcje o nerwach itp.

>No cóż, oczywiście by wszystko pasowało masz się wściekać. Wściekasz się?

Nie ma się wściekać, tylko się wścieka, bo nie panuje nad emocjami.
27-12-2016 15:04 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> >No cóż, oczywiście by wszystko pasowało masz się wściekać. Wściekasz się?
> Nie ma się wściekać, tylko się wścieka, bo nie panuje nad emocjami.

Tak, dlatego w mojej odpowiedzi owo "oczywiście"

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Co ma owo "oczywiście" w Twojej wypowiedzi do tego czy Szarley się wścieka?
27-12-2016 18:01 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Co ma owo "oczywiście" w Twojej wypowiedzi do tego czy Szarley się wścieka?

Podobnie jak ma nadwagę
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Kolejny raz przekręcasz, a ja pisałem, że masz psychikę jak np często mają osoby z nadwagą, więc pewnie ją masz, co nie znaczy, że twierdze, że na pewno tak jest.

Emocjonalności nie ukryjesz, bo już dawno się pogrążyłeś jak Bogusławski. Dowodem jest choćby długość naszych dyskusji, tylko że ja jestem nieco socjopatą i przyszedłem sobie po Twoją dopaminkę i serotoninkę, a Ty dobrowolnie mi dajesz pożywkę. Przecież to trzeba być emocjonalną marionetką aby się tak zachowywać.
27-12-2016 18:37 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> przyszedłem sobie po Twoją dopaminkę i serotoninkę

Pasożytnicze potrzeby czuć na kilometr. Uważaj, żeby cię ktoś nie strząsnął

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie pasożytnicze, tylko chodzi o wyrównanie nierówności jakbym kosił trawnik. To raczej wyrównywanie rachunków i odbiór tego co narcyzi sobie zabierają od innych ludzi, niewinnych. Socjopata nie musi być narcyzem, ale narcyz w zetknięciu z socjopatą projektuje na niego swoje własne cechy aż miło. Nikt tak nie podnosi mojej niskiej samooceny jak ci podludzie, choć najwyższą mam gdy nie wchodzę z nimi w dyskusje. A najlepsze jest to, że sami się pchacie (#MarlinManson) więc o pasożytnictwie nie może być mowy.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Hm. A z początku można było przypuszczać, że niezdrowe laski to twój główny, o ile nie jedyny problem..

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Hm. A z początku można było przypuszczać, że niezdrowe laski to twój główny, o ile nie jedyny problem..

No bo to jest główny problem. Nie jedyny, ale z resztą sobie radzę.
29-12-2016 09:21 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Doceniam szczerość.
Swoją drogą problemy o jakich piszę (w relacji z bliską osobą / osobami np. dziećmi) nawet się nie zaczęły.
Pisałeś kiedyś o długofalowym związku, na co wskazywała m.in. bojaźń o zdrowie wybranki.
Skoro, jak twierdzisz i z nimi sobie poradzisz, to również gratuluję religijnej wiary.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Mógłbyś precyzować swoje tezy? Bo z tego bełkotu nic nie wynika i mogę domniemać, ale wtedy napiszesz, że źle, bo miałeś co innego na myśli.

O jakich rzekomych problemach piszesz? Bo mam tylko 2:
- brak szansy na miłość, bo jeśli zależy mi na partnerce to chcę dla niej zdrowia, czyli nie można tego pogodzić z moimi upodobaniami seksualnymi, a tych nie da się zmienić. Powoli sobie zaczynam z tym radzić
- że przyszło mi żyć w społeczeństwie debili rodem z Monty Pythona, ale to drugie byłoby zaletą gdyby nie to, że sam jestem nie taki jak trzeba, nie ze swojej winy i nic nie mogę z tym zrobić.
28-12-2016 07:46 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie pasożytnicze, tylko chodzi o wyrównanie nierówności jakbym kosił trawnik

Górek czy dolin.. człowieku 'mający niską samoocenę'?

> To raczej wyrównywanie rachunków

Hm, zapewne masz tu z forumowiczami jakieś osobiste porachunki - a to ciekawych rzeczy się człowiek dowie

> i odbiór tego co narcyzi sobie zabierają od innych ludzi niewinnych

Co mianowicie?

> Socjopata nie musi być narcyzem

Bardzo możliwe, zakładam że po takiej górze książek z pewnością wiesz co mówisz.

> ale narcyz w zetknięciu z socjopatą projektuje na niego swoje własne cechy aż miło

Niewykluczone, każdy coś na kogoś projektuje, choć nie każdy jest świadom co i dlaczego.

> Nikt tak nie podnosi mojej niskiej samooceny jak ci
> podludzie, choć najwyższą mam gdy nie wchodzę z nimi w dyskusje

No tak, czyli podwyższa, ale obniża

> A najlepsze jest to, że sami się pchacie (#MarlinManson)
> więc o pasożytnictwie nie może być mowy

Już pisałem - czasem lubię dla sportu spuszczać nieco powietrza z cudzego balona. Ale radzę nie przyzwyczajaj się zbytnio.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> Nie pasożytnicze, tylko chodzi o wyrównanie nierówności jakbym kosił trawnik
>Górek czy dolin.. człowieku 'mający niską samoocenę'?

Bardzo merytoryczne pytanie. A potem rzekomo nie odpowiadam na pytania, ale cóż zrobić gdy są tak głupie

>> To raczej wyrównywanie rachunków
>Hm, zapewne masz tu z forumowiczami jakieś osobiste porachunki - a to ciekawych rzeczy się człowiek dowie

Nie osobiste. Chodzi o typ ludzi. Tak jak zgwałcona kobieta może nienawidzić wszystkich gwałcicieli i chcieć ich np zabijać.

>> i odbiór tego co narcyzi sobie zabierają od innych ludzi niewinnych
>Co mianowicie?

Poczucie niewinności, własnej wartości, pewności siebie opartej o logiczne przemyślenia - narcyz stara się przekonać otoczenie do tego, że ma rację i jest przeczulony na punkcie swojego ego. Oprócz tego są jeszcze paranoicy, niektórzy schizofrenicy, ludzie wierzący w religie, idee itd. To są fatalne wzorce niszczące psychikę już od dziecka. Myślisz, że skąd się niby biorą socjopaci? Najczęściej wynika to z tego, że otoczenie takich osób jest fatalne, a socjopatia to mechanizmy obronne. Zbyt długo w przeszłości nie wierzyłem we własne przemyślenia, mimo braku kontrargumentów i używania wytrychów służących do manipulacji. Ludzie chcący mnie zniszczyć dla mojego rzekomego dobra kiedyś mnie skrzywdzili, a dziś mam doświadczenie, które z tego płynie i gdy napotykam na podobne osoby, to rozwalanie ich racjonalizacji sprawia mi przyjemność. Moja pewność siebie w tej kwestii bierze się głównie z tego, że gdy to samo robię w realu, to wywołuję u ludzi wściekłość, nienawiść i emocje, które sprawiają, że takie osoby brną dalej w swoje wypociny, dodają hiperbole i inne manipulacje, a wtedy argumentacja jest już banalnie prosta. Narcyz wkłada dużo wysiłku żeby udowodnić sobie i otoczeniu, że jest wartościowy i ma rację. Ja się tym w ogóle nie zajmuję, bo dawno zrozumiałem, że argumentując nie zmienię cudzych przekonań, ale zawsze mogę chociaż zadać ból psychiczny i zburzyć racjonalizacje, na których opiera się czyjaś moralność.

>> Nikt tak nie podnosi mojej niskiej samooceny jak ci
>> podludzie, choć najwyższą mam gdy nie wchodzę z nimi w dyskusje
>No tak, czyli podwyższa, ale obniża

Kolejny raz udowadniasz, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Istnienie podludzi podwyższa moją niską samoocenę, ale najwyższa jest gdy nie wchodzę z nimi w dyskusję i traktuję ich jak pariasów, których nie powinno się dotykać. Tylko, że taka ignorancja jest milczącą tolerancją.

>Już pisałem - czasem lubię dla sportu spuszczać nieco powietrza z cudzego balona.

Ta jasne Pompujesz swój balonik i jak na dłoni pokazujesz projekcje, których nie zauważasz. Gdyby było tak jak piszesz to wolałbyś być ze mną w sojuszu, a na tym forum jedynie ja i Drobner spuszczamy powietrze z cudzych baloników. Zauważ kogo się czepiam: AB - narcyz, którego głównym "argumentem" jest to, że wyraża się do ludzi inteligentnych i nikt nie skompromituje nas bardziej niż my sami, Szarley- człowiek muszący mieć zawsze rację, rozkrzyczany i wierzący, manipulujący i głuchy na argumenty, Ty - niepotrafiący nawet sformułować konkretnej tezy, tylko bawiący się w pseudo ironię, niedopowiedzenia i podobne trollskie sztuczki z niskiej ligi, takie że gdybym ich używał, to byłoby mi wstyd. No i oczywiście Brzostowski, Duch Prawdy, Pokorny człowiek. Było jeszcze kilku podrzędnych pionków i każdego z nich łączył klapki na oczach związane z ego, wyparcia i racjonalizacje.
29-12-2016 09:59 
 0 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Hm, zapewne masz tu z forumowiczami jakieś osobiste porachunki - a
>> to ciekawych rzeczy się człowiek dowie
> Nie osobiste. Chodzi o typ ludzi. Tak jak zgwałcona kobieta może
> nienawidzić wszystkich gwałcicieli i chcieć ich np zabijać.

Kto lub co cię zgwałcił / zgwałciło?

>>> i odbiór tego co narcyzi sobie zabierają od innych ludzi niewinnych
>>Co mianowicie?
>Poczucie niewinności

Czujesz poczucie winy? Naprawdę uważasz, że jesteś w stanie to sobie skompensować 'odebraniem komuś niewinności'?
Magia.

> własnej wartości

Pewnie, po co inni maja mieć lepiej, niż ty

> pewności siebie opartej o logiczne przemyślenia

Jakaś sprzeczność. Logicznymi przemyśleniami raczej się szczycisz, a inni to przecież debile.

> Oprócz tego są jeszcze paranoicy, niektórzy schizofrenicy,
> ludzie wierzący w religie, idee itd. To są fatalne wzorce
> niszczące psychikę już od dziecka

Jaki to ma związek? Nie chwytam.

> Myślisz, że skąd się niby biorą socjopaci?

No coś tam sobie o tym myślę

> Najczęściej wynika to z tego, że otoczenie takich osób jest
> fatalne, a socjopatia to mechanizmy obronne

Niekoniecznie. Można mieć również wrodzone predyspozycje. To nie zawsze wina otoczenia.

> Ludzie chcący mnie zniszczyć dla mojego rzekomego dobra kiedyś mnie skrzywdzili

Sprecyzujesz kto dokładniej?

> a dziś mam doświadczenie, które z tego płynie i gdy napotykam na
> podobne osoby, to rozwalanie ich racjonalizacji sprawia mi przyjemność

Wg mnie w 90% przypadkach otaczających cię ludzi doszukujesz się na siłę tamtych doświadczeń, które już minęły. Swoista perwersja. Nadal jesteś niewolnikiem, a to prosta droga do socjopatii.

> Moja pewność siebie w tej kwestii bierze się głównie z tego,
> że gdy to samo robię w realu, to wywołuję u ludzi wściekłość, nienawiść
> i emocje

Piękne wyolbrzymianie i robienie sobie 'dobrze'.
W rzeczywistości pogłębiasz tym tylko własną socjopatię.
Resztę wywodu można pominąć.

> dawno zrozumiałem, że argumentując nie zmienię cudzych przekonań,
> ale zawsze mogę chociaż zadać ból psychiczny i zburzyć racjonalizacje,
> na których opiera się czyjaś moralność.

J.w.

> nie wchodzę z nimi w dyskusję i traktuję ich jak pariasów,
> których nie powinno się dotykać.

No właśnie. Jest o tym niżej.

> Tylko, że taka ignorancja jest milczącą tolerancją.

Tak, straaaszne

> Gdyby było tak jak piszesz to wolałbyś być ze mną w sojuszu

Gdyby w twoim balonie nie było uciskającego cię powierza, gdybyś miał coś sensownego do powiedzenia co ma swoja własną siłę - byłbym z tobą w sojuszu. Jednak jest inaczej.
Nie znaczy to jednak, że jesteś moim wrogiem. Absolutnie nie. Po prostu nie mogę nie reagować czasem na jawne pogwałcenie zasad racjonalizmu.

> a na tym forum jedynie ja i Drobner spuszczamy powietrze z cudzych baloników

Hm. Mam rozumieć, że Drobner jest twoim sojusznikiem? Zaraz zapytam

> Ty - niepotrafiący nawet sformułować konkretnej tezy

Z tobą nie formułuję. Faktycznie. Jedynie kwestionuję twoje.
Mimo to na forum gdzie piszę od paru lat (nie tylko ze zbanowanym Krystianem) znajdziesz parę moich tez, nawet niekoniecznie na dłuższą metę zasadnych. Szukajcie, a znajdziecie

> gdybym ich używał, to byłoby mi wstyd

A po co ma być ci dodatkowo wstyd, skoro już czujesz się winny i chcesz gnębić niewinnych Nie używaj.

> Było jeszcze kilku podrzędnych pionków i każdego z
> nich łączył klapki na oczach związane z ego, wyparcia i racjonalizacje

Dam ci pewną radę: nawet gdybyś gardził czyimiś poglądami, odnajdywał u bliźnich najgorsze i najbardziej odstręczające wady.. nie traktuj ludzi jak pionki. Nie wykluczaj. To szkodzi nam samym. Bądź wobec nich w głębi duszy życzliwy. Wtedy zresztą najlepiej właśnie wychodzi krytyka.
Pozdrawiam

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> Hm, zapewne masz tu z forumowiczami jakieś osobiste porachunki - a
>>> to ciekawych rzeczy się człowiek dowie
>> Nie osobiste. Chodzi o typ ludzi. Tak jak zgwałcona kobieta może
>> nienawidzić wszystkich gwałcicieli i chcieć ich np zabijać.
>Kto lub co cię zgwałcił / zgwałciło?

No i tu można przestać czytać. Typ, który nie rozumie metafor i pyta o dosłowność... eeee... i niech mi ktoś teraz powie, że Jacek i Szarley to nie konta tej samej osoby
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Oczywiście zawsze używasz metafor czysto przypadkowo, a mnie zawsze chodzi o fizyczny dosłowny gwałt. No cóż.
Pa pa!

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie rozumiesz, że gdy napisałem "tak jak" to oznacza to porównanie. Do tej pory tylko u Szarleya spotkałem się z takim niezrozumieniem retoryki i potraktowaniem jej dosłownie, gdy porównałem coś do sytuacji, w której zabijają komuś matkę, a Szarley zapytał kto zabił mi matkę.

Cóż, wiem, że gwałcę Ci mózg, ale sam się dajesz
02-01-2017 09:27 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Nie rozumiesz, że gdy napisałem "tak jak" to oznacza to porównanie

U mnie również "Kto lub co cię zgwałcił / zgwałciło?" niekoniecznie oznacza dosłowne zgwałcenie.
Można gwałcić kogoś narzucając mu swoje poglądy, rygorystycznym wychowaniem, przycinając mu nierozpoznane nigdy talenty do własnych ograniczeń itd.

> gdy porównałem coś do sytuacji, w której zabijają komuś
> matkę, a Szarley zapytał kto zabił mi matkę

Odnoszę wrażenie, że całkowicie nie rozumiesz powodów stawiania ci takich pytań.
Ale przypuszczam też, że nie bardzo chcesz się dowiedzieć lub po prostu nie wierzysz, że te powody są.
Jednak wszystko ma swoje źródło.

>Cóż, wiem, że gwałcę Ci mózg, ale sam się dajesz

Gdy pani się w radiu spytała
Jakie są nasze marzenia
To zaraz list napisałam
Bo któż by MARZEŃ nie miał

Po pierwsze mieć dużo chomików
Lornetkę i domek malutki
I żeby się u mnie na strychu
Zalęgły choć raz krasnoludki

A ja chciałbym fruwać po niebie
w minutę być na końcu świata
A w domu mieć tylko dla siebie
Samochód i psa oraz brata

A ja bardzo chcę dobrą siostrę
Bo brata już mam niedobrego
I dzieci niech uczą dorosłych
A ściany są z czegoś słodkiego

Marzenia te duże i te maleńkie
Każdemu ułożą się w piosenkę
Niech dzieci
Niech dzieci będą królami
Niech rządzą
Niech rządzą wszystkimi krajami
I mocno, i mocno się chwycą za ręce
To wojny to wojny nie będzie już więcej


Najlepiej by szkoły nie było
A wszystko wchodziło do głowy
Fontanny tryskały aż miło
I leciał z nich sok malinowy

Tak chciałabym dostać papugę
I chodzić na wielkich obcasach
Niech wszystko kosztuje złotówkę
I włosy niech mam aż do pasa

Chcę mieć malutkiego pieseczka
I żeby na imię miał PIKUŚ
Niech mama się częściej uśmiecha
I suknie ma złotą z promyków


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Gdy pani się w radiu spytała
>Jakie są nasze marzenia
>To zaraz list napisałam
>Bo któż by MARZEŃ nie miał

"Gdy suka w radiu się spytała
Jakie są wasze wdruki
To zaraz list napisałam
Że nienawidzę tej suki"

>Po pierwsze mieć dużo chomików
>Lornetkę i domek malutki
>I żeby się u mnie na strychu
>Zalęgły choć raz krasnoludki

A ty jak lis chytry w dodatku w pawich piórach
Chciałeś być sprytny, a masz tu krwawy uraz
Po pierwsze to myślę sam
I nikt mi nic nie wmawia
Wypuszczam kreta gdy sram
Na chodnik puszczam pawia
Mówią, że jestem cham
No i tak się składa
Że marzę o twych argumentach
Choć jest to mowa trawa
Ch...a słaba jakby diler był z Korei
Zostawiam w tyle was i niszczę po kolei
Jest tu tyle was, że starczy już waszego pier...enia
Głodnych kawałków, wasz pociąg do prawdy tu się spoko wykoleja
Mam tu kawał dla was, nie do pokrojenia
Kawał byka jak logika Jacka Głodzika - ściema
Się dopala już bo forum scena to spalony teatr
Skala sporów tu rośnie jak balony #Pamela
I nawet nawalony widzę, że to jakieś sztuczne
Słuchać ich to jak z Wałęsy zrobić przywódcę
Czekam na jakąś sztuczkę, ty może wyjmij chustkę (białą)
Ale widzę już, że w kieszeniach masz inną różdżkę (pałąk)
Z takim ptasim móżdżkiem myślisz, że tam schowasz węża?
Lepiej zobacz jak cię niszczę, jaki słowa mają wielki ciężar
Skąpisz na argumentach i jesteś taki wiotki w piętach
Gdyby treść to była penga, byś biedny był jak mysz kościelna
Na strychu trochę siana masz, zalęgły się krasnale
Bo wierzysz w teoryjki czy legendy prastare
Siano w głowie, słomę w butach masz,
Ja przydzielam ci rolę, rzucam perły przed wieprze
I chilluję się gibonem

>A ja chciałbym fruwać po niebie
>w minutę być na końcu świata
>A w domu mieć tylko dla siebie
>Samochód i psa oraz brata

Bujam w obłokach, też chcę by się skończył świat
Nie na minutę - niech brak czasu trwa cały czas
Wracam na ziemię po to by prowokować was
Ty chowasz głowę w piasek bo prowokuję kwas
I obserwuję wasze reakcje - są mocno powiązane z ego
Więc je gaszę właśnie, j...ć takie sztuczne niebo

>A ja bardzo chcę dobrą siostrę
>Bo brata już mam niedobrego
>I dzieci niech uczą dorosłych
>A ściany są z czegoś słodkiego

Jesteś blady jak ściana i w sumie ci się nie dziwię
Tu nie będzie dosładzania, a podłoga będzie z igieł
I na co tu wyjeżdżasz z takim kruchym balonikiem?
Będziesz dalej małpował czy to weźmiesz na logikę?

>Marzenia te duże i te maleńkie
>Każdemu ułożą się w piosenkę

I będą znów śpiewać baranim głosem
Marzenia się nie spełnią, czas pogodzić się z losem

>Niech dzieci
>Niech dzieci będą królami
>Niech rządzą
>Niech rządzą wszystkimi krajami

#demokracja

>I mocno, i mocno się chwycą za ręce
>To wojny to wojny nie będzie już więcej


Wtopić się w tłum najprościej
Nie będzie wojny, będą świnie
Wtopy co rusz i owszem
Spikujecie w dół, na łeb na szyję
Chce grać w oszusta frustrat
To niech lepiej oczko puszcza
I nie mówię tu tylko o kuku na rajtuzkach
Uuups, ach

>Tak chciałabym dostać papugę

Lecz to Cię nie obroni
Chcesz adwokata to pij wódę
Twe ego kona w agonii

>Niech mama się częściej uśmiecha
>I suknie ma złotą z promyków


To dramat, dzisiaj masz pecha
To złoty strzał był boś PIKUŚ.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Cytat:
"Poezja jest światem przeżyć i refleksji. Jest po trochu jak mówienie ludzkim językiem w dobie maszyn i komputerów. Nie może jednak być zbyt mądra, bo nikt jej nie zrozumie"
wywiad z księdzem Janem Twardowskim przeprowadzony przez Katarzynę Nicieję w "Dzienniku Zachodnim"


Cytat:
"Gdy się jest poetą, potrafi się ugotować zupę nawet z patyka"
Hans Christian Andersen, Zupa z kołka od kiełbasy


Cytat:
"Patrick: Cześć, mała. Co robisz?
Katarina: Pocę się jak świnia, a ty?
Patrick: Świetny sposób, by zdobyć faceta.
Katarina: Moja życiowa misja. Jak widzę, na ciebie zadziałało, czyli wszystko gra."

Zakochana złośnica (ang. 10 Things I Hate about You) - amerykańska komedia romantyczna produkcji USA z 1999 roku, w reżyserii Gila Jungera. Autorami scenariusza są Karen McCullah Lutz oraz Kirsten Smith


Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Zastanawiam się, do jakiego miejsca pasuje ten uśmiech..
Ok, bo będzie że się czepiam
W twoim świecie wszystko jest tak oczywiste (np. niepanowanie nad emocjami, wściekanie się, brak zdrowia i przedwczesna śmierć osoby otyłej itd. itp.) źe już nieboraku wcale nie musisz się w niczym upewniać. Wystarczy, że pogadasz sam ze sobą.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>W twoim świecie wszystko jest tak oczywiste

No tak, w końcu twierdziłem, że istnieje rozwiązanie dla problemu braku miłości gdy ktoś ma upodobania przekreślające szanse na miłość... nie, wróć, to nie ja tak twierdziłem tylko ktoś inny. Kurczę, przypomnij kto bo mi to z głowy wyleciało.

A jeśli masz wątpliwości co do uśmiechu to coś mi się wydaje, że jesteś z tych, którzy proszą się o to żeby... być za Chelsea
27-12-2016 18:42 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Wątpliwości nie mam, tylko jakoś mi żal gdy ktoś się przede mną kładzie i prosi o kopniak.



A gdzieś ty nieboraku wyczytał, że uważam, iż jest dla ciebie rozwiązanie?
Z tego co pamiętam pisałem, że bardziej interesuje cię gonienie psychologów za własne pieniądze i zalewanie ich wytworami własnego 'super-logicznego' mózgu, niż wyleczenie.
W takim układzie szanse rzeczywiście marne. C'est la vie (wzruszenie ramionami)

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Pisałeś i teraz też piszesz, zarzucając, że rzekomo istnieje takie rozwiązanie, tylko nie chcę go przyjąć. Musiałbym odwiedzić wg Ciebie wszystkich psychologów na świecie żeby powiedzieć, że się nie da. Ciekawe czemu nie każesz Szarleyowi czekać na to aż wszystkie dyktatury na świecie się skończą i będzie pewność, że już żadna nie powstanie. No ale hipokryzja tak właśnie wygląda, cóż.
27-12-2016 19:00 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Pisałeś i teraz też piszesz, zarzucając, że rzekomo istnieje takie rozwiązanie

Gratuluję płodnej wyobraźni.

> tylko nie chcę go przyjąć

Bzdura

> Musiałbym odwiedzić wg Ciebie wszystkich psychologów
> na świecie żeby powiedzieć, że się nie da

Pamięć twa wybiórcza, ale rzeczywiście nie wszystko z niej ulatuje. Tak faktycznie napisałem.

> Ciekawe czemu nie każesz Szarleyowi czekać na to aż
> wszystkie dyktatury na świecie się skończą i będzie pewność,
> że już żadna nie powstanie. No ale hipokryzja tak właśnie wygląda, cóż

Nie kazałem, bo znam niektóre wspólne skłonności i cechy ludzkie, których jakoś dotąd nie dostrzegasz - chyba dlatego, że przyjemniej tu i tam próbować się przysysać. A zrozumienie kończy gadkę o d*pie Maryni i dalej samotnie jakoś..

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Pisałeś i teraz też piszesz, zarzucając, że rzekomo istnieje takie rozwiązanie
>Gratuluję płodnej wyobraźni.
>> tylko nie chcę go przyjąć
>Bzdura

To wytłumacz mi co chciałeś przekazać tutaj:

>Z tego co pamiętam pisałem, że bardziej interesuje cię gonienie psychologów za własne pieniądze i zalewanie ich wytworami własnego 'super-logicznego' mózgu, niż wyleczenie.
>W takim układzie szanse rzeczywiście marne. C'est la vie (wzruszenie ramionami)

Napisałeś tu, że moje szanse są marne, bo nie słucham rad psychologów, a powyżej temu zaprzeczasz. Dobrze się czujesz?

Twój przekaz jest taki:

1. Istnieje rozwiązanie, tylko nie chcę go przyjąć, bo wolę argumentować i nie dać się manipulować psychologom, u których obserwuję żałosne metody perswazji. Powinienem odwiedzić wszystkich psychologów na świecie żeby stwierdzić, że nie da się na dzień dzisiejszy rozwiązać problemu.

2. Nie istnieje rozwiązanie, tzn nie pisałeś, że miałoby istnieć, czyli wtedy przekreślasz tym punkt 1.

Zdecyduj się w końcu co twierdzisz, bo już sam chyba nie wiesz co masz na myśli.

>> Musiałbym odwiedzić wg Ciebie wszystkich psychologów
>> na świecie żeby powiedzieć, że się nie da
>Pamięć twa wybiórcza, ale rzeczywiście nie wszystko z niej ulatuje. Tak faktycznie napisałem.

Każda pamięć jest wybiórcza.

>> Ciekawe czemu nie każesz Szarleyowi czekać na to aż
>> wszystkie dyktatury na świecie się skończą i będzie pewność,
>> że już żadna nie powstanie. No ale hipokryzja tak właśnie wygląda, cóż
>Nie kazałem, bo znam niektóre wspólne skłonności i cechy ludzkie, których jakoś dotąd nie dostrzegasz

Projekcja, że niby wszyscy są podludźmi najgorszego sortu. Tylko, że w ogóle nie czytasz tego co piszę, co potwierdzasz choćby tutaj:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,724192#w731899

Pisałem wyraźnie o rządzie ekspertów i roli dyktatora w takiej sytuacji. Sam bym się sprawdził w tej roli gdybym był zdrowy i miał siłę na intensywną pracę i naukę, no i był trochę starszy. Nie rozumiesz, że rządy dyktatora można potraktować jako jeden strumień danych, podobnie jak rządy demokracji, tak jakby demokrację reprezentowała fikcyjna osoba - dyktator złożony z papki zdania większości, czyli dyktatura tych, którzy najlepiej manipulują przekonaniami ogółu, czyli nie takich socjopatów - mizantropów jak ja, tylko egoistycznych psychopatów nastawionych na egoizm i własny zysk osiągany po trupach. Nie wiem czemu fikcyjny dyktator złożony z wad plebsu i psychopatycznej manipulacji miałby być lepszy od eksperta, który jest inteligentnym graczem.

>- chyba dlatego, że przyjemniej tu i tam próbować się przysysać. A zrozumienie kończy gadkę o d*pie Maryni i dalej samotnie jakoś..

Żałosna racjonalizacja. Twój umysł wymyśla to na siłę, w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości i rozumienia ludzkich intencji. A z tym przysysaniem to projekcja, bo sam się właśnie próbujesz do mnie przyssać, ale nie zauważyłeś, że pochłaniasz truciznę, a o dyskusjach z Krystkonem już nie wspominając. Oczywiście najlepiej w parze z Szarleyem i bez argumentów. Pełnisz rolę takiego klakiera dla Szarleya. No i niezłe masz pojęcie samotności. Ta interpretacja coś o Tobie zdradza, ale co to już zachowam dla siebie A ja na samotność w rozumieniu towarzyskim nie narzekam. Jedynie na samotność jako brak miłości o podłożu erotycznym, ale to zupełnie co innego.

>
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.

>
29-12-2016 09:17 
 0 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Z tego co pamiętam pisałem, że bardziej interesuje cię gonienie
>> psychologów za własne pieniądze i zalewanie ich wytworami własnego
>> 'super-logicznego' mózgu, niż wyleczenie.
>>W takim układzie szanse rzeczywiście marne. C'est la vie (wzruszenie ramionami)
>Napisałeś tu, że moje szanse są marne, bo nie słucham rad psychologów, a powyżej temu zaprzeczasz. Dobrze się czujesz?

Czy ty na pewno rozumiesz co kto do ciebie pisze i chce przekazać? W końcu użyj tej swojej empatii jeśli rzeczywiście masz choć kropelkę. Gonienie jest w sensie gonić kogoś boso po polu z bacikiem w ręku. Swoja drogą, jeśli terapię odbierasz jako słuchanie czyichś rad, to faktycznie może się za nią nie zabieraj, pozostaje raczej akceptacja przyrodzonego stanu rzeczy.

> Twój przekaz jest taki:
> 1. Istnieje rozwiązanie, tylko nie chcę go przyjąć, bo wolę argumentować
> i nie dać się manipulować psychologom

'Manipulować' dodane przez ciebie.
Początek punktu pierwszego tzn. 'istnieje' również.

> u których obserwuję żałosne metody perswazji

Pejoratywne określenie 'żałosne metody perswazji' również twoje.

> Powinienem odwiedzić wszystkich psychologów na świecie żeby
> stwierdzić, że nie da się na dzień dzisiejszy rozwiązać problemu

Tu się zgadza. Zakwestionuj, jeśli nie ma w tym logiki, niczym w dobrym programie.

> 2. Nie istnieje rozwiązanie, tzn nie pisałeś, że miałoby istnieć,
> czyli wtedy przekreślasz tym punkt 1.

Który sobie częściowo dopowiedziałeś, żeby wyszło iż rozmawiasz z kolejnym baranem

>Projekcja, że niby wszyscy są podludźmi najgorszego sortu

"wszyscy są podludźmi najgorszego sortu" - brzmi ci jakoś znajomo?
Ja tak wcale nie uważam.

>Pisałem wyraźnie o rządzie ekspertów i roli dyktatora w takiej sytuacji

Odpowiedziałem i na to.

> Sam bym się sprawdził w tej roli gdybym był zdrowy i miał siłę
> na intensywną pracę i naukę

Pisaliśmy o tym kilka tygodni temu.
Zresztą gratuluję podstawowej wiary w swoje zdolności

> Nie rozumiesz, że rządy dyktatora można potraktować
> jako jeden strumień danych

Tak. A rozwój rasy ludzkiej jak rozwój motoryzacji

> Nie wiem czemu fikcyjny dyktator złożony z wad plebsu
> i psychopatycznej manipulacji miałby być lepszy od eksperta
> który jest inteligentnym graczem.

Rządy ekspertów w realu to fikcja. Ekspertów używa się jedynie na pokaz jako reklamę, nigdy nikt nie pozwoliłby im aby rządzili, a już z pewnością nie pozwoliłby im na to żaden dyktator.

> z tym przysysaniem to projekcja

Oczywiście, tak jak i potrzeba uzupełniania zasobów dopaminy

> nie zauważyłeś, że pochłaniasz truciznę

Niestety ja tylko lubię upuszczać z ludzi powietrze. Co za przykrość..

> a o dyskusjach z Krystkonem już nie wspominając

Ale czemu? Wspominaj, nawet ci na ten argument dzisiaj odpowiedziałem.

> No i niezłe masz pojęcie samotności

Przykro mi, że takie esencjonalne. A socjopatą nie ja cię nazwałem. Sam o sobie tak twierdzisz.

> Ta interpretacja coś o Tobie zdradza, ale co to już zachowam dla siebie

Teraz mam rolę cię zapytać, co to takiego?

> A ja na samotność w rozumieniu towarzyskim nie narzekam.
> Jedynie na samotność jako brak miłości o podłożu erotycznym,
> ale to zupełnie co innego

Uhm, masz zapewne bogate i niesocjopatyczne towarzystwo, które wprost uwielbiasz
Ech..

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Czy ty na pewno rozumiesz co kto do ciebie pisze i chce przekazać? W końcu użyj tej swojej empatii jeśli rzeczywiście masz choć kropelkę.

Pustosłowie wypowiadane przez człowieka bez empatii. Żałosna hipokryzja i udawanie empatycznego, bo pewnie słowo empatia mechanicznie (emocjonalnie) kojarzy Ci się z dobrem.

>Gonienie jest w sensie gonić kogoś boso po polu z bacikiem w ręku. Swoja drogą, jeśli terapię odbierasz jako słuchanie czyichś rad, to faktycznie może się za nią nie zabieraj, pozostaje raczej akceptacja przyrodzonego stanu rzeczy.

A weź wyrażaj się wprost. Co chcesz niby przekazać? Atakujesz mnie za to, że nie znam rozwiązania swojego problemu, którego też nie znają terapeuci. Brakuje Ci empatii do wykańczających się, umierających kobiet, które gdyby schudły i były potraktowane we właściwy terapeutyczny sposób, to nie byłyby grube. Nie czytałeś badań o wpływie otyłości na mózg, ani o powiązaniu jej z negatywnymi przyczynami, ani o sposobach zmiany chorych upodobań seksualnych. Brakuje Ci empatii do kogoś kto chciałby mieć szansę na miłość, a jej nie ma przez złe upodobania, ale bez tych upodobań nie ma chęci do miłości jako takiej, bo ona bez nich nie istnieje.

Nie znoszę współczucia, ale Twoja postawa to przesada w drugą stronę. Bez argumentu próbujesz powiedzieć nie wiadomo co, a wszystko sprowadza się tylko do tego, że próbujesz mnie obrazić, ale jakoś Ci nie wychodzi bo jesteś za cienki w uszach,

>> Twój przekaz jest taki:
>> 1. Istnieje rozwiązanie, tylko nie chcę go przyjąć, bo wolę argumentować
>> i nie dać się manipulować psychologom
>'Manipulować' dodane przez ciebie.

Nie. Psycholodzy próbują manipulować i wytykam im to z taką samą łatwością jak Tobie. Ale żeby nie było dla Ciebie tak łatwo, że niby mi się to wydaje, to trafili się terapeuci, którzy przyznali mi rację. Uznali jednak, że nie są w stanie pomóc mi rozwiązać problemu, tzn znaleźć szansę na miłość. Sam sobie pomagam w tym żeby eliminować pragnienie i okazuje się, że działa. I przyjaźń nawet zaczęła dla mnie nabierać większego znaczeni, bo jest niezależna od zboczeń. Dobry terapeuta pomógłby mi w procesie godzenia się z samotnością, ale na takiego to nie trafiłem.

>Pejoratywne określenie 'żałosne metody perswazji' również twoje.

Ale opisuje żałosne metody perswazji, a to nie moje metody, tylko terapeutów. Twoje nawet nie, bo nie próbujesz stosować perswazji, tylko bredzisz głupoty bez ładu i składu.

>> Powinienem odwiedzić wszystkich psychologów na świecie żeby
>> stwierdzić, że nie da się na dzień dzisiejszy rozwiązać problemu
>Tu się zgadza. Zakwestionuj, jeśli nie ma w tym logiki, niczym w dobrym programie.

Nie słyszałeś o statystyce? Nie mam zamiaru edukować dorosłego chłopa. Poza tym ci terapeuci, do których się zwracam i mogę zwrócić, korzystają z tych samych materiałów. Niby jak ktoś miałby mi pomóc, skoro wszyscy korzystają ze źródła, które mówi, że się nie da? Pluralizm to jest na wolnym rynku, a w demokracji panuje oficjalna wersja przegłosowana przez większość, czyli mniejszość: 60% - większość z mniejszości to 30% z tych co w ogóle mieli prawo do głosowania.

>Rządy ekspertów w realu to fikcja. Ekspertów używa się jedynie na pokaz jako reklamę, nigdy nikt nie pozwoliłby im aby rządzili, a już z pewnością nie pozwoliłby im na to żaden dyktator.

Czyli kłamiesz, że gdybym był dyktatorem to nie słuchałbym ekspertów. Analogicznie teraz nie idę do lekarzy, tylko do znachorów... eeee. oj, coś się nie zgadza w tej Jacusiowej autokompromitującej teorii

>> No i niezłe masz pojęcie samotności
>Przykro mi, że takie esencjonalne. A socjopatą nie ja cię nazwałem. Sam o sobie tak twierdzisz.

No tak, ale jak to się ma do samotności? Ech, przeczysz sobie po raz kolejny i udowadniasz, że socjopatia jest prawidłową postawa wobec ludzi takich jak Ty.

>> A ja na samotność w rozumieniu towarzyskim nie narzekam.
>> Jedynie na samotność jako brak miłości o podłożu erotycznym,
>> ale to zupełnie co innego
>Uhm, masz zapewne bogate i niesocjopatyczne towarzystwo, które wprost uwielbiasz
>Ech..

Socjopatyczne i właśnie je lubię, ale co Ty możesz o tym wiedzieć. Kolejny raz się skompromitowałeś i udowodniłeś swój kompletny brak wiedzy psychologicznej.

Poproszę o bana dla Jacka za ten powyższy post.
30-12-2016 08:28 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> A weź wyrażaj się wprost. Co chcesz niby przekazać? Atakujesz
> mnie za to, że nie znam rozwiązania swojego problemu, którego
> też nie znają terapeuci

Nie. Zwracam ci uwagę, że pragnieniem gonienia terapeuty z bacikiem (nie mylić z gonieniem za terapeutą) rzucasz sobie pod nogi kłody.

> Brakuje Ci empatii do wykańczających się, umierających kobiet,
> które gdyby schudły i były potraktowane we właściwy terapeutyczny
> sposób, to nie byłyby grube

Zadajmy sobie pytanie, skąd to wiesz? Ano wymyśliłeś sobie po długich samotniczych studiach kilkuset książek, oraz statystyk i wielu latach spędzonych na forach, połączyłeś to z pogardliwo-narcystycznym przekonaniem, że "choć moja samoocena ma doła cto zęsto miewam rację, a plebs się nie zna".
I taka jest wartość takiego przekonania, jak u dziecka gdy zapytać go skąd się bierze woda w kranie to w najlepszym razie powie, że z kałuży albo prosto ze środka Ziemi.

> Brakuje Ci empatii do kogoś kto chciałby mieć szansę na miłość,
> a jej nie ma przez złe upodobania, ale bez tych upodobań nie ma
> chęci do miłości jako takiej, bo ona bez nich nie istnieje

Tak. Teraz uderzamy w gong wzbudzanie poczucia winy, pragnąc usilnie ukryć zbroję stawianą racjonalnym argumentom, agresywny brak kultury oraz naturę pasożyta.
Jacuś fe i be, nie daje Olsonowi szansy na miłość, nawet nie rozumie, że on -wrażliwiec - chce jej całym sobą...

> Nie znoszę współczucia, ale Twoja postawa to przesada w drugą stronę.
> Bez argumentu próbujesz powiedzieć nie wiadomo co

I tyle przyswoiłeś z moich wpisów. No cóż, gratuluję. Mimo to dopaminkę jakąś chyba dostałeś. Dostałeś?

> a wszystko sprowadza się tylko do tego, że próbujesz mnie obrazić,
> ale jakoś Ci nie wychodzi bo jesteś za cienki w uszach,

No tak: Jacuś fe i be, nie rozumie Olsonka, to Olson "ma rację, a plebs się nie zna".

>Nie. Psycholodzy próbują manipulować i wytykam im to z taką samą łatwością jak Tobie

J.w.

> trafili się terapeuci, którzy przyznali mi rację

Musieli być jednymi z gorszych a wiem co mówię.
No cóż, gratuluję 'niezagubienia' w menandrach psychoterapii.

> Sam sobie pomagam w tym żeby eliminować pragnienie i okazuje się, że działa

Zatem alleluja i do przodu!

> Dobry terapeuta pomógłby mi w procesie godzenia się z samotnością,
> ale na takiego to nie trafiłem.

Gdyż nie słuchasz siebie (mam na myśli wewnętrzny kompas) tylko cudzych głosów w sobie, a jak na takiego trafisz / trafiłeś, to i tak na nic.

>Nie słyszałeś o statystyce?

Absolutnie nie, choć.. podlinkowałem ci na początku naszych rozmów pewna pozycję książkową określającą statystyczne wyniki badań naukowych nad psychoterapią i jej działaniem

> skoro wszyscy korzystają ze źródła, które mówi, że się nie da?

Nieźle. A wyżej jak wół stoi "trafili się terapeuci"
Alleluja i do przodu!

>Czyli kłamiesz, że gdybym był dyktatorem to nie słuchałbym ekspertów

Również nie słuchałbyś. A czy kłamię to nie wiesz, bo nigdy dyktatorem nie byłeś. Może popróbuj se kiedyś

> Analogicznie teraz nie idę do lekarzy, tylko do znachorów... eeee.
> oj, coś się nie zgadza w tej Jacusiowej autokompromitującej teorii

Najpierw trzeba by się nastawić na zrozumienie moch wpisów, ale z tym jak zwykle problem.
Cóż, show must go on

> udowadniasz, że socjopatia jest prawidłową postawa wobec ludzi takich jak Ty

Wprost uwielbiam ludzi, którzy wiedzą ode mnie lepiej, co udowadniam a co nie.

> Poproszę o bana dla Jacka za ten powyższy post

Szanowna Administracjo, zwracam się z prośbą o umożliwienie Olsonowi pisania tutaj dalej, dopamina jest niezbędna do życia.
Trzymaj się, na tym wymianę postów chcę już zakończyć.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie. Zwracam ci uwagę, że pragnieniem gonienia terapeuty z bacikiem (nie mylić z gonieniem za terapeutą) rzucasz sobie pod nogi kłody.

Ale nie mam żadnego pragnienia gonienia terapeuty z bacikiem. Zwracam się do specjalisty o pomoc, tak jak np do lekarza, albo mechanika. To moja wina, że większość chce hajs za fuszerkę? Gdy pierwszy raz zwracałem się o pomoc w tej sprawie, byłem przekonany, że otrzymam pomoc, albo powiedzą, że nic się nie da zrobić, ale mając taką pewność będzie mi się łatwiej pogodzić.

Analogicznie lekarze medycyny popełnili na moim przypadku błędy, których ja bym uniknął. Czytaliśmy z ojcem wszystkie dostępne materiały o schorzeniu i sugerowaliśmy różne rzeczy lekarzom co tym śmieciom się nie podobało, bo godziło w ich ego. Nienawidzę ego, uważam, że należy w nie uderzać, tępić, besztać aby człowiek czuł się poniżony i nie mógł znaleźć racjonalizacji dla ego. Gdy ono upada myślenie nabiera zupełnie innej jakości, ale dostrzega się myśli, które wcześniej się wypierało. Nie jest to przyjemne i dlatego ludzie tego unikają i reagują tak jak Ty czy Szarley. Po czasie chirurdzy złapali się za głowę i stwierdzili, że mieliśmy z ojcem rację gdy rozmawialiśmy z tymi lekarzami. Dokładnie tak jest też teraz z psychologami. Problem wygląda dokładnie tak:

- preferencje uniemożliwiają miłość
- nie da się pogodzić z samotnością
- nie da się zmienić preferencji

Proszę o pomoc w rozwiązaniu problemu bo sam nie umiem, ale nikt nie podsuwa rozwiązania, którego bym wcześniej nie rozważał i nie obalił z łatwością, ku mojemu zmartwieniu bo nie chcę tego, ale przed prawdą nie ucieknę. Ta zimna suka jest niezależna od tego co pomyślę na jej temat, a konsekwencje są nieuchronne. Gdy nie da się zracjonalizować sobie nadziei na to, że będzie dobrze, to początkowo cierpienie jest ogromne, ale po czasie człowiek się przyzwyczaja i rezygnuje z marzeń, bo nie ma siły tyle cierpieć. I wtedy znów żyje się normalnie, choć bez żadnej wartości, celu, sensu.

Atakujesz mnie, bo nie mam rozwiązania problemu i nie umiem się okłamać? No to łapiesz kontry, bo nie masz racjonalnego argumentu żeby się mnie czepić.

>> Brakuje Ci empatii do wykańczających się, umierających kobiet,
>> które gdyby schudły i były potraktowane we właściwy terapeutyczny
>> sposób, to nie byłyby grube
>Zadajmy sobie pytanie, skąd to wiesz? Ano wymyśliłeś sobie po długich samotniczych studiach kilkuset książek, oraz statystyk i wielu latach spędzonych na forach, połączyłeś to z pogardliwo-narcystycznym przekonaniem, że "choć moja samoocena ma doła cto zęsto miewam rację, a plebs się nie zna".
>I taka jest wartość takiego przekonania, jak u dziecka gdy zapytać go skąd się bierze woda w kranie to w najlepszym razie powie, że z kałuży albo prosto ze środka Ziemi.

Pustosłowie, które nie odnosi się do meritum. Myślisz, że w ten sposób obaliłeś szkodliwość otyłości? Tu właśnie się kompromitujesz i symptomatyczne jest to, że projektujesz swój narcyzm... na mizantropa. Beka z tej niekonsekwencji

>Tak. Teraz uderzamy w gong wzbudzanie poczucia winy, pragnąc usilnie ukryć zbroję stawianą racjonalnym argumentom, agresywny brak kultury oraz naturę pasożyta.

Znów pustosłowie. Nie chodzi o żadne wzbudzanie winy, tylko o wytknięcie Ci obrzydliwego działania pozbawionego racjonalizmu. Nie podałeś żadnych racjonalnych argumentów, przysysasz się do mnie i jedyne co możesz mi zarzucić to brak kultury, co akurat jest zaletą.

>> trafili się terapeuci, którzy przyznali mi rację
>Musieli być jednymi z gorszych a wiem co mówię.



Jesteś zabawny. Tak właśnie działa mechanizm racjonalizacji. Cokolwiek bym nie napisał to odwrócisz bez argumentu.

>Gdyż nie słuchasz siebie (mam na myśli wewnętrzny kompas) tylko cudzych głosów w sobie, a jak na takiego trafisz / trafiłeś, to i tak na nic.

No właśnie słucham siebie, a cudze głosy mam w dupie i rozpalam dla nich stos jakbym się najadł jalapeno. Jestem głuchy na racjonalizacje i manipulacje.

>>Nie słyszałeś o statystyce?
>Absolutnie nie, choć.. podlinkowałem ci na początku naszych rozmów pewna pozycję książkową określającą statystyczne wyniki badań naukowych nad psychoterapią i jej działaniem

Działaniem wobec konkretnych problemów. Np można dzięki psychoterapii wyleczyć otyłość i mechanizmy, które za nią stoją. Upodobań seksualnych nie można, więc co mi po takiej statystyce? Skoro terapeuci mówią z reguły to samo, to pozostali najprawdopodobniej też tacy są. Wszyscy korzystają przecież ze zbliżonych źródeł, o ile nie z tych samych.

>> skoro wszyscy korzystają ze źródła, które mówi, że się nie da?
>Nieźle. A wyżej jak wół stoi "trafili się terapeuci"
>Alleluja i do przodu!

Trafili się tacy, którzy uczciwie przyznali, że się nie da. Trafili się też tacy, którzy próbowali mnie przekonać do tego żebym się oszukiwał i olał konsekwencje, przemyślenia, etykę, właściwie całego siebie kosztem realizacji jednego pragnienia, które jest akurat chorobą.

>>Czyli kłamiesz, że gdybym był dyktatorem to nie słuchałbym ekspertów
>Również nie słuchałbyś. A czy kłamię to nie wiesz, bo nigdy dyktatorem nie byłeś. Może popróbuj se kiedyś

Kłamiesz. Ja wiem, że bym słuchał i po to właśnie bym ich powoływał. I jest wiele osób, które postępowałyby podobnie.

>Najpierw trzeba by się nastawić na zrozumienie moch wpisów, ale z tym jak zwykle problem.

Powtarzasz mój argument, a sam nie rozumiesz moich treści. Pokaż mi te Twoje argumenty, najlepiej w punktach.

>> udowadniasz, że socjopatia jest prawidłową postawa wobec ludzi takich jak Ty
>Wprost uwielbiam ludzi, którzy wiedzą ode mnie lepiej, co udowadniam a co nie.

Nieświadomie to udowadniasz, tzn świecisz przykładem, który jest dowodem, bo przecież nie chodziło mi o to, że udowadniasz coś za pomocą swojego toku myślenia i argumentów. Co to to nie
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Gdy pierwszy raz zwracałem się o pomoc w tej sprawie,
> byłem przekonany, że otrzymam pomoc

Wiesz, po jakim czasie efektywnego leczenia zazwyczaj przychodzą w terapii efekty?

> Analogicznie lekarze medycyny popełnili na moim przypadku
> błędy, których ja bym uniknął. Czytaliśmy z ojcem wszystkie dostępne
> materiały o schorzeniu i sugerowaliśmy różne rzeczy lekarzom
> co tym śmieciom się nie podobało, bo godziło w ich ego

Jesteś w stanie powtórzyć ich słowami co oni mówili odrzucając wasze sugestie?
Druga rzecz, czy u lekarza chodziło ci o receptę na jakiś lek (leki), czy coś innego?

> Nienawidzę ego, uważam, że należy w nie uderzać, tępić, besztać
> aby człowiek czuł się poniżony i nie mógł znaleźć racjonalizacji dla ego

Jesteś bardzo jednostronny.
Ego ma również dobre strony. Pojęcie ego wywodzi się od Freuda i zaistniało w początkach XX wieku. Upraszczając "ego" to "ja" i to jest część naszej tożsamości, naszej osobowości. Chciałbyś tępić, besztać czy wykluczać czyjeś "ja"? Nawet robiąc coś dobrze człowiek robi to dla zaspokojenia swojego ego. Dlaczego? Bo wtedy czuję się dobrze, czuje że zrobił dobry uczynek.. a jak czuje się dobrze, to wg ciebie ma czuć się niedobrze? Ego to godzenie wymagań organizmu z warunkami środowiskowymi, otoczeniem. I ich zaspokajanie. Czy związku z twoimi Olsonie potrzebami inni mają nie zaspokajać swoich potrzeb?

Przypuśćmy, że wygrywasz i pozbawiasz ludzi tego wstręnego ego. Co tak naprawdę osiągasz?
Człowiek nie będę myśleć o sobie i swoich potrzebach w ogóle. Nie będzie mu już zależało na jego "ja". Utwierdzisz go w postanowieniu pozbawienia się ego. Co wtedy sie z nim stanie? Wycofa się. Nie będzie miał wiedzy o swoich naturalnych potrzebach., nie będzie ich zaspokajał. Doprowadzisz go do szaleństwa, do pewnego rodzaju samozagłady. Jeśli on sam o siebie nie zadba, to kto o niego zadba? Ty? I w tym miejscu mamy piękny przekaz: "kochaj bliźniego swego jak siebie samego"? Jak ktoś miałaby kochać bliźniego, jeśli nigdy nie pokochałaby siebie? Co to właściwie jest miłość własna? No właśnie, chyba między innymi reagowanie na własne potrzeby z troską. Wiesz co to troska?
Ciało ma własny rozum, duszę i marzenia. Człowiek chcąc się cieszyć z życia i osiągnięć, jakiekolwiek małe czy duże by one nie były chce być z siebie dumny. Chcę się uznawać. Chce lubić siebie. Mamy jako ludzie coraz większą świadomość siebie samego. Czy to jednak ma znaczyć, że posiadamy coraz większe ego? No tak, na to wygląda.. Chcesz namówić ludzi, aby weszli w wyścigi by mieć to swoje ego coraz mniejsze, malutkie, bo wtedy "myślenie nabiera zupełnie innej jakości, dostrzega się myśli, które wcześniej się wypierało"? Od razu tu widać na czym ci zależy: na jakimś abstrakcyjnym myśleniu, niekoniecznie na dbaniu o siebie.

> Po czasie chirurdzy złapali się za głowę i stwierdzili,
> że mieliśmy z ojcem rację gdy rozmawialiśmy z tymi lekarzami

Hm, znaczy jednak ich ego jakoś stopniało. Sukces! Wyleczonyś?
Olson, problem niekiedy leży w tym, że ktoś ma wybujałe ego które wchodzi z buciorami na ego innych. Problem więc nie w samym ego, ale w ustaleniu jego właściwych granic.

> Proszę o pomoc w rozwiązaniu problemu bo sam nie umiem, ale
> nikt nie podsuwa rozwiązania, którego bym wcześniej nie rozważał
> i nie obalił z łatwością, ku mojemu zmartwieniu bo nie chcę tego

Już o tym pisałeś, a ja odpowiedziałem. Jestem sceptykiem w kwestii czy ty na pewno tych psychologów słuchałeś.

> Gdy nie da się zracjonalizować sobie nadziei na to, że będzie
> dobrze, to początkowo cierpienie jest ogromne, ale po czasie człowiek
> się przyzwyczaja i rezygnuje z marzeń, bo nie ma siły tyle cierpieć.
> I wtedy znów żyje się normalnie, choć bez żadnej wartości, celu, sensu.

Żyć z wypartymi uczuciami i emocjami faktycznie nie ma sensu, zwłaszcza że to tworzy kolejne cierpienie - tym razem nie fizyczne, ale to nie znaczy, że nierealne. Wg mnie obrałeś błędną drogą, choć w danej sytuacji ta droga być może jest jedyną, która odgradza od szaleństwa cierpienia.
Wydaje mi się, że ja bym zrobił inaczej, ale to ja.

> Atakujesz mnie, bo nie mam rozwiązania problemu i nie
> umiem się okłamać?

Kwestionuję twoją zdolność do słuchania i rozumienia innych, także siebie. Zresztą prawdopodobnie masz zbyt duży szum informacyjny w głowie, jesteś za bardzo nakręcony, by to robić (słuchać) . Jestem daleki od atakowania cię za to, zwłaszcza dlatego, że atak nic nie pomoże.
Ograniczam się do upuszczania ci niekiedy powietrza i tyle.

> Myślisz, że w ten sposób obaliłeś szkodliwość otyłości? Tu właśnie
> się kompromitujesz i symptomatyczne jest to, że projektujesz swój
> narcyzm... na mizantropa. Beka z tej niekonsekwencji

Hm, meta-nauczyciel Olson postawił mi bekę. O chulera..
Korzystając z okazji: jak długo chciałbyś być z otyłą kobietą? Tzn chodzi mi o twoje bardziej długofalowe zamierzenia.

> chodzi o (..) o wytknięcie Ci obrzydliwego działania pozbawionego
> racjonalizmu. Nie podałeś żadnych racjonalnych argumentów

Za czym? Że nadmierna otyłość jest zdrowa? Ale ja wcale tak nie twierdzę!
Za tym, że moja bierność w tym temacie jest ok? To co wg ciebie powinienem robić? Chlastać się z powodu tego, że ktoś chce nadmiernie jeść, kompensować sobie różne braki jedzeniem, czy też dlatego, że ma genetycznie uwarunkowaną otyłość?
Może powinna jeszcze skakać mi pikawa, gdy dowiedziałem się że ktoś popełnił samobójstwo podczas gdy ja jadłem sobie w spokoju z żoną i dziećmi kolację?
Dobrze się czujesz?

C.D.N.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ego ma również dobre strony. Pojęcie ego wywodzi się od Freuda i zaistniało w początkach XX wieku. Upraszczając "ego" to "ja" i to jest część naszej tożsamości, naszej osobowości. Chciałbyś tępić, besztać czy wykluczać czyjeś "ja"?

To jest sztuczne "ja". Ty tego doświadczasz. Nie masz formy osobowej, bo jesteś niepodzielnym fenomenem, niemożliwym do opisania obiektywnymi kategoriami. Ontologicznie nie istniejesz. Za to istnieje doświadczenie, które ulega złudzeniu, że jest Jackiem Głodzikiem. Dzieje się tak bo na poziomie emocjonalnym dochodzi do utożsamienia ego ze świadomością. Pomyśl teraz jak informatyk, filozof, albo spec od psychiki. To są pokrewne tematy.

>Nawet robiąc coś dobrze człowiek robi to dla zaspokojenia swojego ego.

Nieprawda. W tym momencie projektujesz cechy swojego ego na wszystkich ludzi. Ja traktuję ego jak program. Nie jest on meta-programem, bo sprowadza się jak wszystko do odczuć, które są w Tobie. Niska samoocena związana z ego generuje sztuczne cierpienie, podobnie jak sztuczna duma z wysokiego ego okłamującego się, że jest dobre. A do czego to się odwołuje? Do kategorii dobra i zła, czyli kolejnych sztucznych zbiorów. Prawdziwe są tylko odczucia, ale uważam, że wychodzenie z iluzji jest czymś pozytywnym dla ogółu. Uważam, że zakłamanie związane z utożsamianiem się z ego prowadzi do tego, że relacje stają się bezsensowne. Ego powinno być ciągle przełamywane przez samego siebie. Walka z ego prowadzi do jego sublimacji. Nie da się zlikwidować ego i wcale nie uważam, że byłoby to dobre. Nie chcę tylko żeby ego dominowało w relacjach międzyludzkich. Wielu chciałoby czuć się wartościowym i jednocześnie uważać, że wszyscy są równi. To właśnie ego tworzy takie sprzeczności, bo ludzie boją się braku akceptacji, więc chcą być na równi z innymi, a jednocześnie chcą udowodnić samemu sobie, że są wartościowi.

Cele ego są profanacją Twoich celów. Przeważają z reguły gdy człowiek odczuwa brak czegoś z zewnątrz związanego z pozycją społeczną i nadaje temu obiektywną wartość. Np ja chcę mieć prawdziwych przyjaciół, a ego chce być lubiane. Artysta może chcieć tworzyć sztukę, (robić coś czego chciałby być odbiorcą) albo dzielić się swoimi myślami. Jego narcystycznie zabarwiony odpowiednik chce podziwu jaki wynika z bycia artystą, bo wtedy jego ego czuje się wyjątkowe.

>Ego to godzenie wymagań organizmu z warunkami środowiskowymi, otoczeniem.

Nope, to nie ego. Mylisz ego z procesem podejmowania decyzji. Ego służy do pijaru, a przyjemność można zaspokajać bez tego. Ego to ten element, który wypiera, racjonalizuje, porównuje się z innymi itd.

>Człowiek nie będę myśleć o sobie i swoich potrzebach w ogóle.

Potrzeby to id.

>Nie będzie mu już zależało na jego "ja".

Więc przestanie się okłamywać co do tego jakie jest "ja", przestanie wypierać treści z id i przestanie nadawać superego wartości obiektywnej, do której musi się dostosować, aby "być dobrym". Zburzenie starego sztywnego ego i zbudowanie nowego bardziej płynnego (katharsis) prowadzi też do przedefiniowania pojęć i dostrzegania rzeczywistości z innych perspektyw niż dotychczas. Uczucie może istnieć tylko poza ego i może po prostu Ty nie rozumiesz czym jest miłość, bo nie potrafisz wznieść się ponad ego? Miłość ma być akceptacją tego jak ktoś się niszczy, albo dokładaniem się do tego zniszczenia poprzez akceptację prowadzącą do zaniechania walki z tym co realnie jest złe i prowadzi do negatywnych konsekwencji?

>Jak ktoś miałaby kochać bliźniego, jeśli nigdy nie pokochałaby siebie?

Siebie czy ego? To jakiś bullshit, podobnie jak całe to powiedzenie "bliźniego swego kochaj jak siebie samego". Słowo "kochaj" powinno być zamienione na "traktuj" i wtedy to ma sens.

>Co to właściwie jest miłość własna? No właśnie, chyba między innymi reagowanie na własne potrzeby z troską. Wiesz co to troska?

Na które potrzeby? Te dobre czy te destrukcyjne? Może właśnie dlatego nie umiem się oszukać bo kocham siebie, a nie ego, którego nawet nie postrzegam jako spójnego obiektu?

>Ciało ma własny rozum, duszę i marzenia.

Duszę?

Ok, niech będzie, że to metafora. Elementy, które wymieniłeś mogą być ze sobą sprzeczne.

>Człowiek chcąc się cieszyć z życia i osiągnięć, jakiekolwiek małe czy duże by one nie były chce być z siebie dumny.

Tak myśli ktoś kto jeszcze odpowiednio nie dorósł. Duma traci znaczenie gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że ego jest sztuczne i utożsamianie się z ego prowadzi do sprzeczności "ja nie istnieję".

>> Po czasie chirurdzy złapali się za głowę i stwierdzili,
>> że mieliśmy z ojcem rację gdy rozmawialiśmy z tymi lekarzami
>Hm, znaczy jednak ich ego jakoś stopniało.
>Sukces! Wyleczonyś?

Żenujące.

>Jestem sceptykiem w kwestii czy ty na pewno tych psychologów słuchałeś.

I z powodu swoich nieuzasadnionych uprzedzeń obrażasz mnie, a sam nie słuchasz tego co ja mam do powiedzenia.

>Żyć z wypartymi uczuciami i emocjami faktycznie nie ma sensu

Więc dlaczego nie podzielasz mojej opinii o terapeutach, którzy namawiali mnie do wyparcia swoich uczuć i emocji w celu okłamania się, że wszystko jest ok, skoro nie jest?

>Kwestionuję twoją zdolność do słuchania i rozumienia innych, także siebie.

Kolejna projekcja? Jest dokładnie na odwrót, ale zrozumienie nie oznacza akceptacji.

>Zresztą prawdopodobnie masz zbyt duży szum informacyjny w głowie

Wniosek z kosmosu. Wszystko mam dobrze poukładane. Aż za dobrze, co bywa dużym ułatwieniem, ale kłóci się z emocjami, które muszą być w tym przypadku wytłumione na maksa.

>jesteś za bardzo nakręcony, by to robić (słuchać)

Tutaj to już jawna projekcja. Nie jestem nakręcony, ale nakręca mnie sposób dyskusji oparty na ego, zamiast na argumentach.

>Ograniczam się do upuszczania ci niekiedy powietrza i tyle.

Śmieszne, że tak próbujesz to tłumaczyć, albo że tak Ci się wydaje
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Hm, meta-nauczyciel Olson postawił mi bekę. O chulera..

Nie wybrnąłeś. Zarzucanie mizantropowi narcyzmu, skoro ten z definicji nie może lubić siebie, jeszcze w sytuacji gdy pisze o szkodliwości ego i przyczynowym spojrzeniu na świat?

>Korzystając z okazji: jak długo chciałbyś być z otyłą kobietą? Tzn chodzi mi o twoje bardziej długofalowe zamierzenia.

Też pytanie. Nie chciałbym być z otyłą kobietą, bo moje zamierzenia to całkowita eliminacja tego pragnienia, skoro z definicji zawiera ono sprzeczność uniemożliwiającą miłość. Gdy jeszcze działało wyparcie i wydawało mi się, że wszystko jest ok, to planowałem związek na całe życie lub po prostu do momentu wygaśnięcia uczucia, bo nigdy nie można sobie zagwarantować, że tak się nie stanie. Ale wtedy jeszcze się oszukiwałem, więc i myślałem, że nieudane związki nie będą mnie dotyczyć. No i akurat miałem rację, bo nie będą mnie dotyczyć żadne

>Za czym?

No a jakie tezy tu stawiasz? Za co postanowiłeś mnie zaatakować? Co niby sam byś lepszego zrobił gdybyś miał taką sytuację?
03-01-2017 08:32 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Hm, meta-nauczyciel Olson postawił mi bekę. O chulera..
> Nie wybrnąłeś

Nie zamierzam, gdyż nigdzie nie zabrnąłem.

> Zarzucanie mizantropowi narcyzmu, skoro ten z definicji nie może lubić siebie,
> jeszcze w sytuacji gdy pisze o szkodliwości ego i przyczynowym spojrzeniu na świat?

Ego nie jest zawsze szkodliwe. To mechanizm ewolucji który na pewnym etapie dobrze służył jednostce. Nadal służy, choć warunki się już nieco zmieniły i z pewnością jest wiele pułapek o których należy pamiętać.

>>Korzystając z okazji: jak długo chciałbyś być z otyłą kobietą? Tzn chodzi mi o twoje bardziej długofalowe zamierzenia.
>Też pytanie. Nie chciałbym być z otyłą kobietą

Rozumiem. Ani dnia. Dodatkowo chciałbyś wyeliminować u siebie nawet do niej pociag.

> skoro z definicji zawiera ono sprzeczność uniemożliwiającą miłość

Wytłumacz mi proszę co w tym niby uniemożliwia miłość. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że miłość to dokładnie odwrotność zimnej kalkulacji którą tu przedstawiasz. To dwie różne rzeczy. Inne aktywności umysłu, więc nie mogą być ze sobą sprzeczne. Czasami jedna dominuje, czasami druga. Wiesz co to są natręctwa?
Chory na raka również nie ma przed sobą szczególnie dobrej perspektywy własnej kondycji, a jednak partner go kocha. Powiesz że to głupota i że być może powinien go zostawić, co nie zmienia faktu, że żywi do niego uczucie. Tak bywa b. często.

> Gdy jeszcze działało wyparcie i wydawało mi się, że wszystko
> jest ok, to planowałem związek na całe życie lub po prostu
> do momentu wygaśnięcia uczucia, bo nigdy nie można sobie zagwarantować,
> że tak się nie stanie. Ale wtedy jeszcze się oszukiwałem, więc i
> myślałem, że nieudane związki nie będą mnie dotyczyć. No i akurat
> miałem rację, bo nie będą mnie dotyczyć żadne

Wg mnie uparłeś się żyć w zero-jedynkowej rzeczywistości a to jest infantylne. Życie to upadki, wzloty itd. Jak będziesz żył tylko w zerze, niczego dobrego ani wzniosłego nie doświadczysz i niczego dobrego po sobie nie zostawisz.
Doświadczysz przede wszystkim złe i bardzo serio bolesne rzeczy (jeśli pominąć głupoty w stylu dopaminka / serotoninka, czyli obecne narkotyki które zresztą długo nie posłużą) z których główna to samotność na starość.

>>Za czym?
>No a jakie tezy tu stawiasz? Za co postanowiłeś mnie zaatakować?

Dogadzasz sobie z nutką perwersji, zamiast posłuchać.

> Co niby sam byś lepszego zrobił gdybyś miał taką sytuację?

Dwie rzeczy.
1. Spróbowałbym serio się zastanowić czy moje kwalifikacje są na tyle wysokie, żeby amatorsko zajmować się psychoterapią jak interpretator. W skrócie spróbowałbym ograniczyć swoje żarłoczne ego. Kiedyś Eichelberger nakreślił w jednym z wywiadów w TV ciekawe spostrzeżenie: mówić o psychoterapii to jedno, a być w jej procesie - drugie.
Poddałbym się jedynie wtedy, kiedy miałbym mocne poczucie, że wszedłem w proces psychoterapeutyczny, który rozwiązał parę pobocznych dyskomfortów, uwikłań itd. Dał ulgę, ale ten problem pozostał.
Wówczas pewnie dałbym z psychoterapią za wygraną co jeszcze nie znaczy, że rzuciłbym myśl o związku.
2. Związałbym się na poważnie i na dłużej z taką kobietą z chęcią zobaczenia jak to w praktyce jest. Praktyka wbrew pozorom dużo zmienia.
Jeśli dyskomfort w związku z nie dbającą o swoje zdrowie partnerką by mi zbytnio przeszkadzał - podjąłbym zapewne decyzję o zostaniu białym kawalerem, albo.. spróbowałbym dociec dlaczego tak bardzo destruktywnie działają na mnie wybory innych (w tym najbliższych).
Dalsza procedura j.w. Jeśli znów w najlepszym razie rozwiązałbym parę innych pobocznych kwestii, ale rdzeń zostałby nienaruszony - wówczas odpuściłbym zupełnie.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> Hm, meta-nauczyciel Olson postawił mi bekę. O chulera..
>> Nie wybrnąłeś
>Nie zamierzam, gdyż nigdzie nie zabrnąłem.

No tak, narcystyczne wyparcie. Zarzuciłeś mi narcyzm (projekcja), teraz wypierasz fakt, że zabrnąłeś. Jak mi Olsonowi można zarzucić narcyzm? To tak jakby dziwce zarzucić cnotliwość.

>Ego nie jest zawsze szkodliwe.

Nie piszę, że zawsze. Spróbowałbyś chociaż raz przeczytać ze zrozumieniem to co piszę zamiast wszystko bezmyślnie negować.

>To mechanizm ewolucji który na pewnym etapie dobrze służył jednostce. Nadal służy, choć warunki się już nieco zmieniły i z pewnością jest wiele pułapek o których należy pamiętać.

Dlatego należy uderzać w prymitywne mechanizmy ego. Nowe tak czy siak powstanie, ale będzie ono lepsze - nie będzie w centrum. Nie będzie utożsamienia ego ze świadomością.

>Dodatkowo chciałbyś wyeliminować u siebie nawet do niej pociag.

Jeśli pogodzę się w 100% z samotnością to niekoniecznie.

>Wytłumacz mi proszę co w tym niby uniemożliwia miłość.

Przecież już to tłumaczyłem. Upodobania seksualne przeczą w tym wypadku trosce o dobro partnerki. Nie mogę jednocześnie chcieć żeby była zdrowa i szczęśliwa i chcieć żeby była gruba. Dziewczyna schudnie, skończy się seks i co wtedy z miłością? Okaże się, że nigdy tak naprawdę nie istniała z winy złych upodobań. Do tego dochodzi kwestia moralności i zdrowia psychicznego w przypadku osoby, która jest młoda, gruba i nie zamierza nic z tym robić.

>Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że miłość to dokładnie odwrotność zimnej kalkulacji którą tu przedstawiasz.

Nie przedstawiam tu zimnej kalkulacji, tylko problem jaki wiąże się ze złymi upodobaniami. To dokładnie tak samo jakby mi się podobały tylko alkoholiczki. Nie ma szans żebym oszukał się, że to jest dobre i normalne. Nie ma szans pogodzenia tego z innymi kategoriami mentalnymi i emocjonalnymi. Gdybym się z tym pogodził to nie miałbym argumentu żeby powstrzymać się przed kradzieżą w sklepie i ćpaniem.

>Chory na raka również nie ma przed sobą szczególnie dobrej perspektywy własnej kondycji, a jednak partner go kocha. Powiesz że to głupota i że być może powinien go zostawić, co nie zmienia faktu, że żywi do niego uczucie. Tak bywa b. często.

Zostawić bo choruje? Żartujesz? Ty naprawdę nie masz za grosz analizy emocji. Rak to choroba, której nie można ot tak wyleczyć. Kilogramy można zrzucić i to sprawa moralna. Miałbym mówić dziewczynie, że mi się podoba, czy że się o nią martwię? No ale i tak doszedłem do tego, że etyka to kwestia przyczyn, które od nas nie zależą, ale to oznacza, że i tak nic nie ma sensu i w ogóle pewnie nie warto o niczym rozmawiać. Może mam też przestać dyskutować? To wtedy musiałbym na zawsze zamknąć pysk, bo nie miałbym o czym mówić i czym się interesować. Paradoksalnie szansę na "miłość" jako na uczucie pozbawione logiki i dopuszczające wzajemne niszczenie siebie nawzajem przez uczestników tej "miłości" mam dopiero gdy odrzucę wszystkie pozytywne kategorie myślenia i uznam, że i tak jestem gównem i na tej zasadzie mogę odrzucić etykę, dbanie o unikanie konsekwencji i troskę. Jesteśmy zwierzętami kierowanymi przez naturę, więc nie ma znaczenia co robimy, bo rzyganie na chodnik jest tak samo wartościowe jak wygrywanie meczu, miłość i czytanie książki o szachach.

>Wg mnie uparłeś się żyć w zero-jedynkowej rzeczywistości a to jest infantylne.

Kolejna projekcja.

>Życie to upadki, wzloty itd. Jak będziesz żył tylko w zerze, niczego dobrego ani wzniosłego nie doświadczysz i niczego dobrego po sobie nie zostawisz.

Ten bełkot nie odnosi się do sytuacji.

>Doświadczysz przede wszystkim złe i bardzo serio bolesne rzeczy

Niektóre sytuacje na to skazują, niezależnie od tego co się wybierze.

>> Co niby sam byś lepszego zrobił gdybyś miał taką sytuację?
>Dwie rzeczy.
>1. Spróbowałbym serio się zastanowić czy moje kwalifikacje są na tyle wysokie, żeby amatorsko zajmować się psychoterapią jak interpretator.

To nie kwestia kwalifikacji, tylko predyspozycji. Tak, są na tyle wysokie, tzn nie jest to znowu jakaś specjalna umiejętność. Wystarczą podstawy filozofii i psychomanipulacji żeby dostrzec, że wiele psychoterapii to taka filozofio-religia pod płaszczykiem nauki, a terapeuta pełni rolę księdza. Gdy problemy są do rozwiązania wszytko jest ok, ale gorzej gdy trafia się ktoś taki jak ja i rozwiązania nie ma.

Widziałem też co mają do zaoferowania terapeuci i było to żenujące. Nie trzeba być geniuszem żeby dostrzec pewne mechanizmy i powiązać fakty.

>W skrócie spróbowałbym ograniczyć swoje żarłoczne ego.

No nie wiem, ciekawe czemu teraz tego nie robisz. To znów projekcja i w dodatku zarzucasz mi posiadanie żarłocznego ego, choć rzeczywistość jest odwrotna. W dodatku to nie ma nic wspólnego z leczeniem zboczenia lub pozbyciem się pragnienia miłości.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Kiedyś Eichelberger nakreślił w jednym z wywiadów w TV ciekawe spostrzeżenie: mówić o psychoterapii to jedno, a być w jej procesie - drugie.

Podobnie jest z religią i innymi manipulacjami. A psychoterapia może być wartościowa, ale nie w przypadku, na który nie ma znanego rozwiązania.

>Poddałbym się jedynie wtedy, kiedy miałbym mocne poczucie, że wszedłem w proces psychoterapeutyczny, który rozwiązał parę pobocznych dyskomfortów, uwikłań itd. Dał ulgę, ale ten problem pozostał.

No to tak właśnie u mnie było, ale proces psychoterapeutyczny był autoterapią + zasługą konstruktywnej krytyki kilku osób.

>Wówczas pewnie dałbym z psychoterapią za wygraną co jeszcze nie znaczy, że rzuciłbym myśl o związku.

No więc dałem za wygraną i porzuciłem myśl o związku. I od jakiegoś czasu jest właściwie dobrze, choć na szczęście nie ma co liczyć. Jest ulga i chłód. Pomaga mi jedynie podejście Kołakowskiego, które brzmi "zaakceptuj marność życia". Gdybym próbował sobie wmówić, że życie jest piękne to czułbym dalej to cierpienie. Urodziłem się przez przypadek, nic mi się nie należy, jestem zwierzęciem i pozostaje mi życie bez celów i planów powiązanych z emocjami. Planować mogę jedynie na chłodno, ale da się tak żyć. I właśnie ten chłód jaki powstał pozwala na zupełnie nowe spojrzenia.

>2. Związałbym się na poważnie i na dłużej z taką kobietą z chęcią zobaczenia jak to w praktyce jest. Praktyka wbrew pozorom dużo zmienia.
>Jeśli dyskomfort w związku z nie dbającą o swoje zdrowie partnerką by mi zbytnio przeszkadzał - podjąłbym zapewne decyzję o zostaniu białym kawalerem

Praktyka tego nie zmieni, a ja emocjonalnie bym nie wytrzymał takiego związku. Unikam tego z tego samego powodu, z którego nie mam zamiaru próbować heroiny.

Czyli pozostaje przymus podjęcia decyzji o samotności.

>albo.. spróbowałbym dociec dlaczego tak bardzo destruktywnie działają na mnie wybory innych (w tym najbliższych).

Że co? Na każdego niszczenie się przez bliską osobę działa destruktywnie. W dodatku nie pozwala na wspólne wartości. Odstawienie używek i dbanie o zdrowie wymaga dobrego kręgosłupa moralnego i celu, dla którego warto o to dbać, a takim jest przecież miłość, zakładanie rodziny. Szkoda, że większość terapeutów nie słucha tych argumentów i bredzą ślepo o tym, że to rzekomo nie problem i trzeba to zaakceptować.

>Dalsza procedura j.w. Jeśli znów w najlepszym razie rozwiązałbym parę innych pobocznych kwestii, ale rdzeń zostałby nienaruszony - wówczas odpuściłbym zupełnie.

Podczas rozwiązywania tego problemu wiele pobocznych kwestii się rozwiązywały, ale godziło to jeszcze bardziej w emocje, bo im więcej tych rozwiązań, tym bardziej niemożliwe byłoby powrócenie do oszukiwania się, że nie ma w tym nic złego i że niby mam szansę na szczęście. Odpuściłem zupełnie, ale o samym problemie nigdy nie zapomnę, a o reakcji ludzi, którzy próbują zrzucić na mnie winę i odpowiedzialność za to, że mam problem uniemożliwiający mi szczęście już nie wspominając. I jednocześnie potrafią mówić do otyłych dziewczyn "zaakceptuj siebie, jesteś piękna" czyli w domyśle "nic ze sobą nie rób, niczego nie zmieniaj", potępiać otyłe osoby gdy jest mowa o jej szkodliwym wpływie na zdrowie, emocje, intelekt, pamięć i odwoływać się do wolnej woli i moralności, mówić mi, że nie ma nic złego w moich upodobaniach i to nie jest wcale choroba i nie uniemożliwia miłości. I gdy próbuję połączyć do kupy to co mi mówią, albo odnieść to do obserwacji świata i swojej wiedzy to mam wrażenie, że albo świat jest kompletnie głupi, albo ja. Niech więc to oni przekonają mnie argumentami... marzenie ściętej głowy. Wychodzi mi, że jestem zerem, ale większość plasuje się na minusie.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Ego nie jest zawsze szkodliwe.
> Nie piszę, że zawsze

Napisałeś wcześniej że piszesz o szkodliwości ego. Możesz sprawdzić. Nie pisałeś o jego zaletach, co oczywiście nie świadczy że ich nie uznajesz.
Mój wpis nie był atakiem, ale zaznaczeniem mojego stanowiska z którym być może się zgadzasz a może nie, ty jednak wolałeś zarzucić mi nie czytanie ze zrozumieniem tego o piszesz i bezmyślnie negowanie. Bez sensu.

>> To mechanizm ewolucji który na pewnym etapie dobrze służył jednostce.
>> Nadal służy, choć warunki się już nieco zmieniły i z pewnością jest
>> wiele pułapek o których należy pamiętać.
> Dlatego należy uderzać w prymitywne mechanizmy ego

Różnimy się. Wg moich obserwacji gwałt rodzi gwałt i dodatkowo wzmacnia ego.
Jeśli jego posiadacz chce sprowadzić go do zdrowszej formy, to nie czyimś czy swoim uderzaniem.
Jeśli ktoś obcy chce sprowadzić cudze ego do zdrowszej formy, powinien wg mnie zacząć własne leczenie z infantylności.

> Nowe tak czy siak powstanie, ale będzie ono lepsze - nie będzie w centrum

Puste, nie poparte niczym założenie.

>> Wytłumacz mi proszę co w tym niby uniemożliwia miłość.
> Przecież już to tłumaczyłem. Upodobania seksualne przeczą w tym
> wypadku trosce o dobro partnerki

??

> Nie mogę jednocześnie chcieć żeby była zdrowa i szczęśliwa

I uprawiać z nią seksu? Ale dlaczego?

> i chcieć żeby była gruba

Więc z tym problem. Ty chcesz od początku, żeby była niezdrowa.
Wg mnie nie tylko z tym. Twoja pogarda wobec ludzi wokół wcale nie leży tutaj na drugim biegunie. To pochodna.

> Dziewczyna schudnie, skończy się seks i co wtedy z miłością?

To zależy, jak rozumiemy miłość. U ciebie jest ona tożsama z seksem, a to spore zawężenie.
Wg mnie miłość skończyłaby się u ciebie jeszcze zanim w ogóle by się zaczęła - z innego powodu, niż brak sensu.
Z powodu braku gotowości do miłości.

> Okaże się, że nigdy tak naprawdę nie istniała z winy złych upodobań

Jakich?

> Do tego dochodzi kwestia moralności i zdrowia psychicznego
> w przypadku osoby, która jest młoda, gruba i nie zamierza nic z tym robić.

Hm.. naprawdę taki masz target?

> To dokładnie tak samo jakby mi się podobały tylko alkoholiczki

Rozumiem.

> Nie ma szans żebym oszukał się, że to jest dobre i normalne.
> Nie ma szans pogodzenia tego z innymi kategoriami mentalnymi i emocjonalnymi.
> Gdybym się z tym pogodził to nie miałbym argumentu żeby powstrzymać
> się przed kradzieżą w sklepie i ćpaniem

Ok

> Zostawić bo choruje? Żartujesz? Ty naprawdę nie masz za grosz analizy emocji

Zrozum, że próbuję dopytać. Nie oskarżam cię.

> Rak to choroba, której nie można ot tak wyleczyć.
> Kilogramy można zrzucić i to sprawa moralna

Raczej psychiczna i to u ciebie, nie u niej. Ty chcesz wybierać sobie osobę, która nie prowadzi zdrowego trybu życia. Możliwe jest również wybranie sobie osoby która ma genetycznie zakodowaną tusze ale je zdrowo. Ale to cię nie kręci. Najciekawsza jest "chora moralnie" a dużą tusze.

> Jesteśmy zwierzętami kierowanymi przez naturę, więc nie ma
> znaczenia co robimy, bo rzyganie na chodnik jest tak samo
> wartościowe jak wygrywanie meczu, miłość i czytanie książki o szachach.

Warto wiedzieć, że rzyganie na chodnik zawsze ma swój powód i niekiedy może być wyleczone. To niekoniecznie wrodzony imperatyw na całe życie.

>>Doświadczysz przede wszystkim złe i bardzo serio bolesne rzeczy
>Niektóre sytuacje na to skazują, niezależnie od tego co się wybierze.

Nie możesz mieć pewności, że zostałeś skazany bez możliwości zmiany wyroku.

> Widziałem też co mają do zaoferowania terapeuci i było to żenujące.
> Nie trzeba być geniuszem żeby dostrzec pewne mechanizmy i powiązać fakty.

Wg mnie tylko tacy terapeuci są dla ciebie atrakcyjni. To tak jak z tą babką: jest ich 3,5 miliarda, a w odpowiednim wieku dajmy na to pół miliarda, ale ty wybierzesz sobie akurat grube z powodu chorobliwych upodobań. Reszta nie kręci choćby była najfajniejsza, najmądrzejsza czy najskuteczniejsza.

>>W skrócie spróbowałbym ograniczyć swoje żarłoczne ego.
>No nie wiem, ciekawe czemu teraz tego nie robisz

W jakim temacie?

> To znów projekcja i w dodatku zarzucasz mi posiadanie żarłocznego ego
> choć rzeczywistość jest odwrotna

Rzeczywistość jest taka, jaka jest. Spytaj tutaj kogokolwiek z zewnątrz, jak cię odbiera. I spróbuj zawiesić na chwilę swoje chore fantazje a propos siebie.

> W dodatku to nie ma nic wspólnego z leczeniem zboczenia
> lub pozbyciem się pragnienia miłości.

Tak. Bo po co próbować zrozumieć kontekst, w którym mówiłem o "ograniczaniu żarłocznego ego".
Show must go on..

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> Ego nie jest zawsze szkodliwe.
>> Nie piszę, że zawsze
>Napisałeś wcześniej że piszesz o szkodliwości ego. Możesz sprawdzić. Nie pisałeś o jego zaletach, co oczywiście nie świadczy że ich nie uznajesz.

No właśnie. Sam jednak dostrzegłeś, że nie świadczy i że gdy piszę o wadach ego niekoniecznie twierdzę, że nie ma ono zalet. Emocje wskazały Ci taką zero-jedynkową interpretację, a teraz na chłodno zaczęło docierać, że wcale nie napisałem tego co mi zarzuciłeś. I tak jest non stop w tej dyskusji, tylko większość takich rzeczy do Was nie dociera.

>>> To mechanizm ewolucji który na pewnym etapie dobrze służył jednostce.
>>> Nadal służy, choć warunki się już nieco zmieniły i z pewnością jest
>>> wiele pułapek o których należy pamiętać.
>> Dlatego należy uderzać w prymitywne mechanizmy ego
>Różnimy się. Wg moich obserwacji gwałt rodzi gwałt i dodatkowo wzmacnia ego.

W moim przypadku było inaczej i z tego co czytam jest to powszechny mechanizm. Ty wierzysz w to co Ci podsuwają emocje i nie weryfikujesz tego.

>Jeśli jego posiadacz chce sprowadzić go do zdrowszej formy, to nie czyimś czy swoim uderzaniem.

Właśnie uderzaniem. Człowiek musi sobie uświadomić, że jego samoocena jest sztuczna, podobnie jak kategorie mentalne, do których się odwołuje. Można to intelektualnie zrozumieć żeby sprawiać wrażenie jako ktoś kto tego doświadczył - wtedy ego przybiera formę guru, jakiegoś nauczyciela duchowego albo coacha (patrz np Duch Prawdy). Prawdziwe zrozumienie wynika z tego, że człowiek nie jest w stanie zracjonalizować sobie wartości swojego ego, ale jednocześnie nie zrzuca winy na innych, tylko na siebie - wie jednak, że gdy on jest winien czemuś to chodzi tylko o to, że on, a nie ludzie z otoczenia. Wie także, że to czemu on jest winien wynika z jego słabości, a nikt nie jest winny temu, że jest słaby. Rozumie, że inni postrzegają go jako jakiegoś człowieka, tak samo jak innych ludzi - tylko każdy sam dla siebie wydaje się wyjątkowy, wydaje się być w centrum, co nakłada na ludzi presję prowadzącą do zakłamania.

Potem oczywiście można wyjść z zakłamania i zyskać sporą siłę i pewność siebie. Wynika to jednak właśnie z tego, że ego ma mniejszą ważność i wtedy zaczyna spełniać swoją rolę.

>> Nowe tak czy siak powstanie, ale będzie ono lepsze - nie będzie w centrum
>Puste, nie poparte niczym założenie.

Masz zerowe pojęcie o psychologii, a tym stwierdzeniem to udowadniasz ostatecznie.

Reszta wpisów to dalsze zachęcenie do zabawy w kotka i myszkę na Twoich warunkach opartych na ciągłej racjonalizacji i przeramowaniu. Niektóre fragmenty są tak żałosne, że nawet pogarda do Ciebie mi przeszła po przeczytaniu tego. Usilnie starasz się stworzyć wersję rzeczywistości, w której to ja jestem winien. Ludziom, którzy tak myślą niczego się nie da wytłumaczyć. Myślę jednak, że zabrnąłeś na tyle daleko, że już nikt Cię nie poprze. Chodzi o te fragmenty:
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>> Wytłumacz mi proszę co w tym niby uniemożliwia miłość.
>> Przecież już to tłumaczyłem. Upodobania seksualne przeczą w tym
>> wypadku trosce o dobro partnerki

>??

O co teraz pytasz. Pisałem przecież o tym i czytałeś to, odpowiadałeś na to. Skąd nagle te pytajniki?

>>Nie mogę jednocześnie chcieć żeby była zdrowa i szczęśliwa

>I uprawiać z nią seksu? Ale dlaczego?

Kto mówi, że nie mogę uprawiać seksu? To mogę, ale miłość oznacza troskę o zdrowie i wspólny rozwój, a wtedy dziewczyna przestanie mi się fizycznie podobać.

>> i chcieć żeby była gruba

>Więc z tym problem. Ty chcesz od początku, żeby była niezdrowa.

Pisałem, że gruba, a nie niezdrowa. Bo wtedy wygląda ładnie, a nie dlatego, że jest niezdrowa. Przeinaczasz sens moich wypowiedzi i na tej podstawie budujesz wnioski, które są z definicji błędne. Wszystko dlatego, że nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

>Wg mnie nie tylko z tym. Twoja pogarda wobec ludzi wokół wcale nie leży tutaj na drugim biegunie. To pochodna.

Powiedział meta-psycholog Jacek

Snujesz jakieś teorie, o które nawet psychoterapeuci się nie silili. Próbując brnąć w zaparte w tej dyskusji dotarłeś do punktu, w którym ostatecznie się skompromitowałeś.

>>Dziewczyna schudnie, skończy się seks i co wtedy z miłością?
>To zależy, jak rozumiemy miłość. U ciebie jest ona tożsama z seksem, a to spore zawężenie.

Kolejne zero-jedynkowe przeramowanie Jacka. A skoro argumentacja opiera się na takich błędach, to musi być w całości błędna.

Miłość nie jest tożsama z seksem. Seks to element miłości - niezbędny. Podobnie jak troska. Te dwie rzeczy w moim przypadku sobie przeczą, co uniemożliwia miłość. Jedyną szansą na wyjście z tego jest zmiana złych upodobań, ale wg terapeutów się nie da. Znajdź mi terapeutę, który powie, że się da, to przyznam Ci rację. Albo niech powie, że da się pogodzić z samotnością i nie będzie mnie przekonywał do tego, że w tych upodobaniach nie ma nic złego i że to nie choroba.

>Wg mnie miłość skończyłaby się u ciebie jeszcze zanim w ogóle by się zaczęła - z innego powodu, niż brak sensu.

Z powodu sprzeczności wewnętrznych warunków miłości. Jeśli jeden zostanie spełniony to drugi nie może i na odwrót.

>Z powodu braku gotowości do miłości.

Pustosłowie.

>> Okaże się, że nigdy tak naprawdę nie istniała z winy złych upodobań

>Jakich?

Dlaczego pytasz o to co wiele razy pisałem?

>> Do tego dochodzi kwestia moralności i zdrowia psychicznego
>> w przypadku osoby, która jest młoda, gruba i nie zamierza nic z tym robić.
>Hm.. naprawdę taki masz target?

A o czym od początku piszę? Jeśli zamierza coś z tym zrobić to w końcu przestanie mi się podobać i zniknie możliwość uprawiania seksu. Jeśli nie zamierza to mimo uczuć z rozsądku zdecyduję się na rezygnację z takiego związku.

>> Kilogramy można zrzucić i to sprawa moralna

>Raczej psychiczna i to u ciebie, nie u niej.

Moralna, ale moralność faktycznie sprowadza się tylko do siły i słabości, a nie do odpowiedzialności.

>Ty chcesz wybierać sobie osobę, która nie prowadzi zdrowego trybu życia. Możliwe jest również wybranie sobie osoby która ma genetycznie zakodowaną tusze ale je zdrowo.

Ta jasne. Skąd ten wymysł? A większość grubych dziewczyn jest taka nie z powodów genetycznych, a poza tym genetyczne predyspozycje powodują jedynie, że trzeba więcej nad sobą pracować.

>Ale to cię nie kręci. Najciekawsza jest "chora moralnie" a dużą tusze.

A to Twój strawman. Skąd bierzesz takie głupoty?

Myślę, że w tym momencie zaorałeś się na tyle, że z tego nie wybrniesz. Nie masz jak bo postawiłeś za dużo strawmanów, które są widoczne nawet dla kogoś kto się ze mną nie zgadza w innych sprawach.

>Wg mnie tylko tacy terapeuci są dla ciebie atrakcyjni. To tak jak z tą babką: jest ich 3,5 miliarda, a w odpowiednim wieku dajmy na to pół miliarda, ale ty wybierzesz sobie akurat grube z powodu chorobliwych upodobań. Reszta nie kręci choćby była najfajniejsza, najmądrzejsza czy najskuteczniejsza.

Strawman. Znów przeinaczasz. Tylko na takich terapeutów trafiam, bo dobrzy od razu uczciwie mówią, że nie mają dla mnie możliwości pomocy. Znajdź mi innego terapeutę to pogadamy.
03-01-2017 09:37 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Chciałbyś tępić, besztać czy wykluczać czyjeś "ja"?
> To jest sztuczne "ja"

Sztuczne - wiesz choć co to znaczy, czy znów będzie jakaś nowo-mowa?
Problem tym, że to nie sam człowiek w sobie to wykształcił, tylko natura.
Resztę subiektywnego bełkotu przeczytałem i pomijam gdyż nie znalazłem w nim nic szczególnego ani godnego uwagi.

> Elementy, które wymieniłeś mogą być ze sobą sprzeczne

Bywają, integracja ich w jedno ciało i umysł harmonijnie współpracujące nigdy nie była na etapie cywilizacyjnym człowieka łatwym zadaniem.

>> Człowiek chcąc się cieszyć z życia i osiągnięć, jakiekolwiek małe
> czy duże by one nie były chce być z siebie dumny.
> Tak myśli ktoś kto jeszcze odpowiednio nie dorósł

Dorosłość kojarzy ci się z pozbawieniem siebie poczucia osobistej dumy? Hm, ciekawe

> Duma traci znaczenie gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że ego
> jest sztuczne i utożsamianie się z ego prowadzi do sprzeczności
> "ja nie istnieję".

Problem z tym, że ego nie jest jedyną instancją, a człowiek faktycznie utożsamia się nekiedy tylko z nim. Ale jest pomocne. Ty np. na łamach tego forum używasz głównie ego i w nim tkwisz, nieliczne wypowiedzi świadczą o czymś innym. A to ta wąska perspektywa (nawet jeśli intelektualnej mocna).

>> Jestem sceptykiem w kwestii czy ty na pewno tych psychologów słuchałeś.
> I z powodu swoich nieuzasadnionych uprzedzeń obrażasz mnie

Celowo prowokuję. I jak widać coś jest na rzeczy.

> a sam nie słuchasz tego co ja mam do powiedzenia.

Słucham cię uważnie i próbuję zrozumieć (choć zalewasz to forum stosem intelektualnych plew oraz rozpychasz się rękami / nogami). Nawet uważam że rozumiem dużo lepiej niż przypuszczasz, choć w odróżnieniu od Ciebie nie wymagam do tego ani twojego namaszczenia, ani przyznania mi racji.

>>Żyć z wypartymi uczuciami i emocjami faktycznie nie ma sensu
>Więc dlaczego nie podzielasz mojej opinii o terapeutach, którzy namawiali mnie do wyparcia swoich uczuć i emocji w celu okłamania się, że wszystko jest ok, skoro nie jest?

Nie sądzę, że ktoś taki namawiał cię do wyparcia swoich uczuć czy emocji. Raczej do ich zrozumienia i zintegrowania. Wtedy z emocjami pojawia się lęk i wyparcie, a dynamikę dla bezpieczeństwa lepiej przypisać komuś innemu np. kto jest pod ręka - bez udziału świadomości, a wiec i pamięci.

> zrozumienie nie oznacza akceptacji

Nie, choć prawdziwe zrozumienie oznacza poluzowanie uwikłania i wtedy akceptacja, czy też nieakceptacja nie są już potrzebne.

>>Zresztą prawdopodobnie masz zbyt duży szum informacyjny w głowie
>Wniosek z kosmosu. Wszystko mam dobrze poukładane

Acha, i dlatego jesteś gdzie jesteś.

> Aż za dobrze

Właśnie. Celnie napisane

> co bywa dużym ułatwieniem, ale kłóci się z emocjami,
> które muszą być w tym przypadku wytłumione na maksa.

Ano muszą. A powód jak zwykle gdzie indziej.

> nakręca mnie sposób dyskusji oparty na ego, zamiast na argumentach.

Wkładasz w dyskusję 100% ego i 0% serca (co zapewne gwarantuje poczucie, że coś się dzieje - inaczej nuda) więc czegóż się spodziewać.

>>Ograniczam się do upuszczania ci niekiedy powietrza i tyle.
>Śmieszne, że tak próbujesz to tłumaczyć, albo że tak Ci się wydaje

A może wydaje ci się, że mi się wydaje
Pa pa!

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> To jest sztuczne "ja"
>Sztuczne - wiesz choć co to znaczy, czy znów będzie jakaś nowo-mowa?

Opisałem to więc wiem, a Ty oczywiście nadal nie zrozumiałeś? To napisz mi czego.

>Problem tym, że to nie sam człowiek w sobie to wykształcił, tylko natura.

Tak samo jak psychopatów.

>Resztę subiektywnego bełkotu przeczytałem i pomijam gdyż nie znalazłem w nim nic szczególnego ani godnego uwagi.

I w ten sposób pomijasz argumenty pomijając je, bo Twój narcystyczny umysł wypiera fakt, że mógłbyś nie mieć racji, czyli trudne tematy wygodnie Ci pomijać.

>Dorosłość kojarzy ci się z pozbawieniem siebie poczucia osobistej dumy? Hm, ciekawe

Nie i kolejny raz nie rozumiesz. Ech Osobista duma, ta prawdziwa, wartościowa, powstaje gdy ego traci na ważności.

>Ty np. na łamach tego forum używasz głównie ego i w nim tkwisz, nieliczne wypowiedzi świadczą o czymś innym.

Nieprawda. Właśnie to o czym piszę pochodzi spoza ego. Tym się m.in. objawiają moje socjopatyczne cechy - te same, które dają mi poczucie osobistej dumy, która nie jest wcale przeciwstawna do poczucia bezwartościowości. Treści pochodzące z ego budzą moją niechęć

>>> Jestem sceptykiem w kwestii czy ty na pewno tych psychologów słuchałeś.
>> I z powodu swoich nieuzasadnionych uprzedzeń obrażasz mnie
>Celowo prowokuję. I jak widać coś jest na rzeczy.

Na rzeczy jest to, że w moim odbiorze broniłeś swoich psychologicznych teoryjek. Jeśli celowo prowokujesz to po co? Niby co ma być na rzeczy? Jest to, że tłumaczę łopatologicznie, a Ty ni z gruchy ni z pietruchy wprowadzasz swoje założenia, że niby nie słuchałem psychologów. Skoro nie słuchałem to skąd się wzięła moja poparta argumentami krytyka ich metod?

>Nie sądzę, że ktoś taki namawiał cię do wyparcia swoich uczuć czy emocji. Raczej do ich zrozumienia i zintegrowania.

Nieprawda. Jedna rzecz (złe upodobania) przeczy całej reszcie. Zamiast wyeliminować złe upodobania namawiali mnie do eliminacji całej reszty. Bez argumentu.

>Wtedy z emocjami pojawia się lęk i wyparcie, a dynamikę dla bezpieczeństwa lepiej przypisać komuś innemu np. kto jest pod ręka - bez udziału świadomości, a wiec i pamięci.

Wtedy czyli kiedy? Integracja emocji nie zawsze jest możliwa, a zrozumienie upodobań seksualnych to póki co utopia.

>> zrozumienie nie oznacza akceptacji
>Nie, choć prawdziwe zrozumienie oznacza poluzowanie uwikłania i wtedy akceptacja, czy też nieakceptacja nie są już potrzebne.

To się nazywa wyj---anie. Właśnie wyciszanie emocji i odpuszczenie tematu własnego szczęścia prowadzi do takiego stanu.

>>>Zresztą prawdopodobnie masz zbyt duży szum informacyjny w głowie
>>Wniosek z kosmosu. Wszystko mam dobrze poukładane
>Acha, i dlatego jesteś gdzie jesteś.

Jedno z drugim nie ma bezpośredniego związku. Można mieć poukładane informacje w głowie, ale nie mieć motywacji ze względu na jakiś emocjonalny czynnik - dobrze sklasyfikowany, ale bez znajomości wyjścia z problemu.

>> które muszą być w tym przypadku wytłumione na maksa.
>Ano muszą. A powód jak zwykle gdzie indziej.

Tzn gdzie?

>> nakręca mnie sposób dyskusji oparty na ego, zamiast na argumentach.
>Wkładasz w dyskusję 100% ego i 0% serca

Bzdura. Wkładam 70% logicznej chłodnej argumentacji i 30% chłodnej agresji.

>(co zapewne gwarantuje poczucie, że coś się dzieje - inaczej nuda) więc czegóż się spodziewać.

Kolejne pudło. Nie robię tego dla zabicia nudy.

>A może wydaje ci się, że mi się wydaje

Każdy tak sobie może napisać.
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Opisałem to więc wiem, a Ty oczywiście nadal nie zrozumiałeś? To napisz mi czego.

A po co? Dla mnie wszystko co tu chcę zrozumieć jest mniej-więcej jasne. Tworzysz swój niekompatybilny język. Powodzenia.

>>Problem tym, że to nie sam człowiek w sobie to wykształcił, tylko natura.
>Tak samo jak psychopatów.

Bez komentarza.

>>Resztę subiektywnego bełkotu przeczytałem i pomijam gdyż nie znalazłem w nim nic szczególnego ani godnego uwagi.
>I w ten sposób pomijasz argumenty pomijając je

Tak, "pomijam argumenty pomijając je"

> Twój narcystyczny umysł wypiera fakt, że mógłbyś nie mieć racji,
> czyli trudne tematy wygodnie Ci pomijać

Jakoś nie miałem problemu z przyznaniem racji innym, gdy sensownie swoje zdanie argumentowali.
Miej odwagę napisać od razu, że się na ciebie przedszkolaku zawziąłem i twoich argumentów albo nie czytam, albo nie rozumiem, albo nie szanuję albo wszystko do kupy

> Osobista duma, ta prawdziwa, wartościowa, powstaje gdy ego traci na ważności.

A tamta jest nieprawdziwa? Ech.. znów zero-jedynkowe gadanie, ale czegóż oczekiwać od mentalnie 100% informatyka.

>>Ty np. na łamach tego forum używasz głównie ego i w nim tkwisz, nieliczne wypowiedzi świadczą o czymś innym.
>Nieprawda. Właśnie to o czym piszę pochodzi spoza ego

Znów sędziowanie we własnej sprawie. Bez komentarza.

> Tym się m.in. objawiają moje socjopatyczne cechy - te same, które
> dają mi poczucie osobistej dumy

Co przeważa w tym poczuciu i dlaczego?

> która nie jest wcale przeciwstawna do poczucia bezwartościowości

Intelektualny bełkot.

> Treści pochodzące z ego budzą moją niechęć

Wiemy. Było.

>>>> Jestem sceptykiem w kwestii czy ty na pewno tych psychologów słuchałeś.
>>> I z powodu swoich nieuzasadnionych uprzedzeń obrażasz mnie
>>Celowo prowokuję. I jak widać coś jest na rzeczy.
>Na rzeczy jest to, że w moim odbiorze broniłeś swoich psychologicznych teoryjek

Teorie i idąca za nimi praktyka są skuteczne - nie dla każdego, ale jednak. Na początku zalinkowałem ci nawet badania naukowe. I co? I nic, ignorancja kwitnie.

> Jeśli celowo prowokujesz to po co?

Wielokrotnie pisałem. Polecam odświeżyć sobie samemu pamięć, ja do dzióbka zawsze wkładać nie będę.

> Skoro nie słuchałem to skąd się wzięła moja poparta argumentami krytyka ich metod?

A gdzie te argumenty? Nie przedstawiłeś ich, za to w ich miejsce nieustannie lejesz mętną wodę.

>> dynamikę dla bezpieczeństwa lepiej przypisać komuś innemu np. kto
>> jest pod ręka - bez udziału świadomości, a wiec i pamięci.
> Wtedy czyli kiedy?

Podczas obcowania z terapeutą.

> Integracja emocji nie zawsze jest możliwa

Nigdy nie twierdziłem, że zawsze jest, a nawet że w ogóle że jest.
Poza tym rozważanie o tej możliwości jest tu jałowe - typowa rzecz, której zawsze się chwytasz żeby nie ruszyć z miejsca.

> a zrozumienie upodobań seksualnych to póki co utopia

Dla ciebie z pewnością.

>> Nie, choć prawdziwe zrozumienie oznacza poluzowanie uwikłania i wtedy
>> akceptacja, czy też nieakceptacja nie są już potrzebne.
> To się nazywa wyj---anie. Właśnie wyciszanie emocji i odpuszczenie
> tematu własnego szczęścia prowadzi do takiego stanu.

To się nazywa wgląd, ty piszesz o manipulacji własnymi emocjami.

> Można mieć poukładane informacje w głowie

Można. Te akurat, które nic do motywacji nie wnoszą.

> ale nie mieć motywacji ze względu na jakiś emocjonalny czynnik
> - dobrze sklasyfikowany, ale bez znajomości wyjścia z problemu.

Tak, a o stabilnym braku znajomości drogi wyjścia z problemu orzekł meta-ekspert olson, tak wygodniej

>>> które muszą być w tym przypadku wytłumione na maksa.
>>Ano muszą. A powód jak zwykle gdzie indziej.
>Tzn gdzie?

Wiem że bywa takie dziecinne marzenie, ale w świecie realnym byłoby zbyt prosto, gdybyś nagle otrzymał o co prosisz. To tu i teraz niemożliwe. W każdym razie tu, gdzie szperasz najwyraźniej go nie ma. Do uzyskania odpowiedzi na pytanie 'gdzie' dla siebie, masz długą drogę.

Ja nie wiem gdzie dla ciebie. Nie siedzę w twoim umyśle i nawet nie zamierzam, co nie oznacza, że nie masz szansy się z kimś dowiedzieć.

>>> nakręca mnie sposób dyskusji oparty na ego, zamiast na argumentach.
>>Wkładasz w dyskusję 100% ego i 0% serca
>Bzdura. Wkładam 70% logicznej chłodnej argumentacji i 30% chłodnej agresji.

Hm. A o sercu olsonie zapomnieliśmy?

> Nie robię tego dla zabicia nudy.

Robisz to dlatego, że?

>>A może wydaje ci się, że mi się wydaje
>Każdy tak sobie może napisać.

Faktycznie każdy, tylko nie ty.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Jak ktoś nie rozumie moich postów o brnięciu ludzi mimo braku argumentów, to ten powyższy wpis Jacka jest tego świetną hiperbolą.
02-01-2017 11:00 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Ciąg dalszy:

> Cokolwiek bym nie napisał to odwrócisz bez argumentu

Już jakiś czas ograniczyłem podawanie ci argumentów. Po prostu nie widzisz ich, zatem automatycznie pojawia się pytanie: Po co je przedstawiać?

>No właśnie słucham siebie

A gdzie? Pogłębiając swoje socjopatyczne zachowania?

> cudze głosy mam w dupie i rozpalam dla nich stos jakbym się najadł jalapeno

Ale zawsze się do nich (głosów) odnosisz, prawda?
Nie masz w dupie. Przypominam ,że masz w tym jakąś dopaminę. No i cóż, gdy się nie ma co się lubi.. to się lubi co się ma.

> Upodobań seksualnych nie można (wyleczyć)

Kwestionowałeś moją znajomość statystyk. Pokazałem ci że się mylisz, a przy okazji pokazałem twoją zadziwiającą skłonność do amnezji.

> więc co mi po takiej statystyce?

Acha, to pytałeś mnie o przydatną ci statystykę? Ja niestety nie jestem terapeutą, ani lekarzem. Czemu mnie traktujesz, jakbym nim był? Hm.. pomyślmy. Może wygodniej przyłożyć swój stereotyp niż słuchać interlokutora. Kto wie?

> Skoro terapeuci mówią z reguły to samo, to pozostali
> najprawdopodobniej też tacy są. Wszyscy korzystają przecież
> ze zbliżonych źródeł, o ile nie z tych samych.

Pisałeś już o tym.

> Ja wiem, że bym słuchał

Nie potrafisz słuchać interlokutora w dyskusji na fR, a uważasz że słuchałbyś ludzi będąc dyktatorem? Wyborne Każdy dyktator z początku uważa, że dla narodu jest darem z niebios. Jesteś tak typowy, że aż nudny. Popatrz: nawet PiS o tym słuchaniu ględziło w swojej kampanii całkiem długi czas.

> i po to właśnie bym ich powoływał. I jest wiele osób, które postępowałyby podobnie.

A dyktatorów ilu? Wymienisz jakieś nazwiska?

> Pokaż mi te Twoje argumenty, najlepiej w punktach.

Jeszcze raz: ja ci nie chcę wykładać żadnej mojej filozofii życiowej.
To ty postulujesz tu możliwość istnienia dobrej dyktatury, zatem pokaż argumenty na poparcie swojej tezy. Tylko nie te, które są wytworem twojej fantazji i z definicji niesprawdzalne.

>>> udowadniasz, że socjopatia jest prawidłową postawa wobec ludzi takich jak Ty
>>Wprost uwielbiam ludzi, którzy wiedzą ode mnie lepiej, co udowadniam a co nie.
>Nieświadomie to udowadniasz

Nie oczekiwałem innej odpowiedzi po meta-psychologu.

> tzn świecisz przykładem, który jest dowodem

.. na to, "że socjopatia to prawidłowa postawa wobec ludzi takich jak ja" . Gdyby o tym wiedziała moja żona.. brrr.. na szczęście nie wie
No i mamy mnie-winnego twojej socjopatii, brawo krystk-olson!

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Każdy dyktator z początku uważa, że dla narodu jest darem z niebios

Każdy? Człowiek, który tak uważa musi być idiotą, a ja piszę o dobrej dyktaturze, czyli z definicji nie o czymś takim.
03-01-2017 07:54 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>>Każdy dyktator z początku uważa, że dla narodu jest darem z niebios
>Każdy?

Praktycznie każdy dyktator, który żył na tym świecie i jak uczy doświadczenie - również będzie żył, wcześniej czy później podda się temu ruchowi.
Zupełnie nie rozumiesz, że to zjawisko jest całkowicie niezależnie od twardości charakteru, inteligencji, woli, dobrych intencji etc.

> Człowiek, który tak uważa musi być idiotą

Młody jeszcze jesteś.
Bynajmniej. Po prostu ulega presji własnej psychiki, czasami ludu a z reguły swojego dworu.
Zwykła rzecz która najuczciwszemu się zdarza, rzekłbym nawet im kandydat ma z początku więcej dobrych chęci, tym bardziej to na niego działa.

> ja piszę o dobrej dyktaturze

Szkoda, że będziesz ostatni który zrozumie o czym właściwie piszesz
www.obrazki.witkm.pl/files/chrystus_krol_awe.jpg
I oby

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Praktycznie każdy dyktator, który żył na tym świecie i jak uczy doświadczenie - również będzie żył, wcześniej czy później podda się temu ruchowi.

Bzdura. Ja bym tak nie miał. I już obalone.

>Zupełnie nie rozumiesz, że to zjawisko jest całkowicie niezależnie od twardości charakteru, inteligencji, woli, dobrych intencji etc.

Nie rozumiem, bo tak nie jest, a to, że Ty tak sobie autorytarnie stwierdzasz bez dowodów, to mnie akurat mało rusza. Nie pierwszy i nie ostatni raz jak sobie racjonalizujesz babola zamiast przyznać się do błędu.

>> Człowiek, który tak uważa musi być idiotą
>Młody jeszcze jesteś.

Żenada.

>Bynajmniej. Po prostu ulega presji własnej psychiki, czasami ludu a z reguły swojego dworu.

Nie musi. Słaby ulega. Ja bym nie uległ, bo jest jedna sytuacja, która by mnie mogła złamać - grożenie bliskim. Dlatego najważniejsi rządzący nie powinni zakładać rodziny. Dyktatorem musi zostać ktoś inteligentny kto ma poczucie swojej bezwartościowości, ale nie ma pragnienia bycia kimś, tzn nie próbuje tego kompensować.

>Zwykła rzecz która najuczciwszemu się zdarza, rzekłbym nawet im kandydat ma z początku więcej dobrych chęci, tym bardziej to na niego działa.

Dlatego dyktatorem powinien być ktoś dla kogo to odskocznia i challenge, a także wartość sama w sobie.
04-01-2017 08:48 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>> Praktycznie każdy dyktator, który żył na tym świecie i jak
>> uczy doświadczenie - również będzie żył, wcześniej czy później
>> podda się temu ruchowi.
> Bzdura. Ja bym tak nie miał. I już obalone.

Argumentem biernego i sparaliżowanego w działaniu przedszkolaka.
Ech te słowne przedstawienia..

>> Zupełnie nie rozumiesz, że to zjawisko jest całkowicie niezależnie
>> od twardości charakteru, inteligencji, woli, dobrych intencji etc.
> Nie rozumiem, bo tak nie jest, a to, że Ty tak sobie autorytarnie
>> stwierdzasz bez dowodów, to mnie akurat mało rusza

W porządku. Nikt z dnia na dzień nie przeskoczy swoich ograniczeń.

> Nie pierwszy i nie ostatni raz jak sobie racjonalizujesz
> babola zamiast przyznać się do błędu.

To mi go wskaż, zamiast klepać w klawisze ogólniki i wyznania swojej wiary.

>Nie musi. Słaby ulega. Ja bym nie uległ

J.w.

> najważniejsi rządzący nie powinni zakładać rodziny

To tylko kolejny argument za degradacją zdolności rządzących do rządzenia wg twoich zasad.

> Dyktatorem musi zostać ktoś inteligentny kto ma poczucie
> swojej bezwartościowości, ale nie ma pragnienia bycia kimś,
> tzn nie próbuje tego kompensować

Same ogólniki, a konkretów i odniesień do realu jak zwykle brak. Działam niestety jednostronnie.

> dyktatorem powinien być ktoś dla kogo to odskocznia
> i challenge, a także wartość sama w sobie.

J.w.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
04-01-2017 09:38 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Bynajmniej. Po prostu ulega presji własnej psychiki, czasami ludu a z reguły swojego dworu.
>Nie musi. Słaby ulega. Ja bym nie uległ, bo jest jedna sytuacja, która by mnie mogła złamać - grożenie bliskim. Dlatego najważniejsi rządzący nie powinni zakładać rodziny.

...a do tego powinien być sierotą bez rodzeństwa
Przyznaję, krąg poszukiwań "dobrego dyktatora mocno się zawęził

Pierwszy raz na forum Racjonalisty spotykam zwolennika celibatu

>>Zwykła rzecz która najuczciwszemu się zdarza, rzekłbym nawet im kandydat ma z początku więcej dobrych chęci, tym bardziej to na niego działa.
>Dlatego dyktatorem powinien być ktoś dla kogo to odskocznia i challenge, a także wartość sama w sobie.

i tej wartości nie wypuści z rąk, nawet kosztem śmierci poddanych

Oj w piętkę gonisz z tymi zaparciami czy jak Ty to tam nazywasz
Puszczasz się na ocean fantazji.... a tu pospolitość skrzeczy. Dwoje profesorów, dwie opinie... pytania za trudne, argumenta przemilczywane...

i tylko "pomidor" "pomidor" "pomidor"...
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>...a do tego powinien być sierotą bez rodzeństwa
>Przyznaję, krąg poszukiwań "dobrego dyktatora mocno się zawęził

Kolejny raz dopowiadasz sobie strawmany. Nie boli Cię to, że bez tego nie potrafiłeś użyć żadnego argumentu dotyczącego meritum, a napisałeś aż tyle postów na ten temat?

>Pierwszy raz na forum Racjonalisty spotykam zwolennika celibatu

Kolejny strawman. Celibatu? Od kiedy brak żony oznacza celibat?

sjp.pl/celibat

celibat

1. bezżeństwo duchownych w niektórych religiach
2. potocznie: wstrzemięźliwość płciowa

Nie wiedziałem, że dyktator ma być duchownym. No i nie wiem jak z braku żony miałby wynikać brak seksu. Żenujące, bo potem to mi zarzucają posługiwanie się nieadekwatnymi pojęciami, a praktyka pokazuje, że oczywiście jest na odwrót.

>>Dlatego dyktatorem powinien być ktoś dla kogo to odskocznia i challenge, a także wartość sama w sobie.</b
>i tej wartości nie wypuści z rąk, nawet kosztem śmierci poddanych

I kolejny strawman. Skoro dobre rządzenie jest wartością samą w sobie, to jak niby kosztem śmierci poddanych?

>Oj w piętkę gonisz z tymi zaparciami czy jak Ty to tam nazywasz
>Puszczasz się na ocean fantazji.... a tu pospolitość skrzeczy.

A bez osobistych wycieczek? Jakieś argumenta?

>Dwoje profesorów, dwie opinie...

Serio uważasz, że mnogość opinii jest argumentem przeciwko dyktaturze? Dyktator ma za zadanie wybór najbardziej optymalnej z nich. Demokracja ma za zadanie przegłosowanie tej opcji, która zgadza się z emocjami większości głosujących. Zaorałeś się sam, po raz kolejny, a to wszystko dlatego, że na siłę szukasz argumentów do postawionej wcześniej tezy.

>pytania za trudne, argumenta przemilczywane...
>i tylko "pomidor" "pomidor" "pomidor"...

Zwięźle opisałeś swoją strategię.
04-01-2017 18:56 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>...a do tego powinien być sierotą bez rodzeństwa
>>Przyznaję, krąg poszukiwań "dobrego dyktatora mocno się zawęził
>Kolejny raz dopowiadasz sobie strawmany.

Cytat:
Dlatego najważniejsi rządzący nie powinni zakładać rodziny.

To Twoje słowa,
>Kolejny strawman. Celibatu? Od kiedy brak żony oznacza celibat?
>sjp.pl/celibat
>celibat
>1. bezżeństwo duchownych w niektórych religiach2. potocznie: wstrzemięźliwość płciowa
czepiasz się słowa
łac. caelebs 'bez żony'

>>i tej wartości nie wypuści z rąk, nawet kosztem śmierci poddanych
>I kolejny strawman. Skoro dobre rządzenie jest wartością samą w sobie, to jak niby kosztem śmierci poddanych?
A kto ocenia to "dobre rządzenie"
Cóż , znów pytanie

>>Dwoje profesorów, dwie opinie...
>Serio uważasz, że mnogość opinii jest argumentem przeciwko dyktaturze?
sama w sobie nie (o ile wolno je wypowiedzieć a nie będzie to traktowane jak zdrada stanu))
>Dyktator ma za zadanie wybór najbardziej optymalnej z nich. Demokracja ma za zadanie przegłosowanie tej opcji, która zgadza się z emocjami większości głosujących.
Nie. Część decyzji podejmuje się w głosowaniu, część podejmują fachowcy, wiele decyzji zaś podejmuje się poza rządem. Temu służą mechanizmy zaszyte w demokracji
1 Samorządność terytorialna
2 Autonomia uczelni
3 Niezawisłość sądów
4 Wolność prasy

>Zaorałeś się sam, po raz kolejny,
Nie za wcześnie na trąbienie zwycięstwa?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>>...a do tego powinien być sierotą bez rodzeństwa
>>>Przyznaję, krąg poszukiwań "dobrego dyktatora mocno się zawęził
>>Kolejny raz dopowiadasz sobie strawmany.
>Cytat:
>Dlatego najważniejsi rządzący nie powinni zakładać rodziny.
>To Twoje słowa,

Tak. Pisałem o zakładaniu rodziny, a nie o posiadaniu rodzeństwa i byciu sierotą.

I to niby ja przeinaczam definicje słów? Bez jaj panowie, nie macie jaj, leżycie i kwiczycie, a Wasze słowa obracają się przeciw Wam.

>czepiasz się słowa
>łac. caelebs 'bez żony'

xD

A kto się czepiał słowa "dyktator"?

Kolejny raz szach i mat. A potem będzie coś o arbitralnym przyznawaniu sobie racji, tak jakbym miał z kim dyskutować i komu ją przyznawać.

>>I kolejny strawman. Skoro dobre rządzenie jest wartością samą w sobie, to jak niby kosztem śmierci poddanych?
>A kto ocenia to "dobre rządzenie"

A co Ty masz z tym personalizmem, że cały czas gdaczesz "kto, kto, kto"? Pisaliśmy o dyktatorze. Nie pamiętasz już o czym jest dyskusja? Tak szybko odpowiedziałeś na moje wymagające przemyślenia posty, bo nawet się nad nimi nie zastanowiłeś. A potem dziwisz się, że wszystko co napiszesz jest błędne i to wykazuję i wydaje Ci się, że to niby ja wszystko przekręcam.

>Nie. Część decyzji podejmuje się w głosowaniu, część podejmują fachowcy

Tacy jak Petru albo Kaczyński? Tacy jak Kwaśniewski, Miller albo Tusk? Zaorałeś się już ostatecznie.

Bez odbioru.
04-01-2017 19:39 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>łac. caelebs 'bez żony'
>xD
Nie mam zamiaru spierać się o słowa
Celibat to bezżeństwo, a nie bezżeństwo duchownych
Odrobina znajomości łaciny nie zaszkodzi

>A kto się czepiał słowa "dyktator"?
... wtedy jakoś SJP Ci nie pasował....

>Kolejny raz szach i
We własnym przekonaniu

>>>I kolejny strawman. Skoro dobre rządzenie jest wartością samą w sobie, to jak niby kosztem śmierci poddanych?
>>A kto ocenia to "dobre rządzenie"
>A co Ty masz z tym personalizmem, że cały czas gdaczesz "kto, kto, kto"?
Powtórzę. Kto ocenia? To pragmatyzm

>>Nie. Część decyzji podejmuje się w głosowaniu, część podejmują fachowcy
>Tacy jak Petru albo Kaczyński?

Tacy jak Toąovský czy Tůma
>Tacy jak Kwaśniewski, Miller albo Tusk? Zaorałeś się już ostatecznie.
Znów trąbisz zwycięstwo bez argumentów?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie mam zamiaru spierać się o słowa

Ty to zacząłeś, przykro mi. Tylko dlatego się o to teraz czepiam, bo normalnie ignoruję takie rzeczy i staram się dojść do wspólnych definicji żeby dyskutować na temat meritum. Ty robisz wszystko żeby tylko do tego nie doszło i żeby dyskusja toczyła się takim torem jaki sobie wymyśliłeś.

>>A kto się czepiał słowa "dyktator"?
>... wtedy jakoś SJP Ci nie pasował....

Pasował bo przedstawia on tę samą definicję, którą ja się posługuję:

sjp.pl/dyktator

sjp.pwn.pl/sjp/dyktator;2455128.html

1. «osoba mająca absolutną władzę w państwie»

Kolejny raz emocje Cię oszukały. Udawaj dalej, że dyskutujesz racjonalnie.
04-01-2017 21:36 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Kolejny raz emocje Cię oszukały. Udawaj dalej, że dyskutujesz racjonalnie.

Naprawdę nie interesuje mnie co sądzisz o swoich zaparciach czy wyparciach
Skoro Tobie zastępują argumenta - twój problem i Twojego lekarza

Zażyj seksu jeśli nie poradzisz z partnerką/partnerem to w ciszy i samotności ale nie nudź już, proszę tą swoją kiepską amatorską analizą emocji innych

Mnie już została jedna emocja
www.racjonalista.pl/forum.php/s,731323#w732665

NUDA

Koniec rozmowy. Uprzedzałem
04-01-2017 19:47 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
Albo zaczynasz MERYTORYCZNĄ ROZMOWĘ, bez osobistych wycieczek rozemocjonowanego oceniania mnie, albo po prostu Cię zignoruję.

Zamiast odpowiedzi jedynie przekonanie o własnej wyższości
Zamiast argumentów jedynie analizowanie "emocji" rozmówcy
Zamiast racjonalizmu, ślepa wiara połączona z totalnym ignorowaniem rzeczywistości
05-01-2017 10:37 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Dlatego najważniejsi rządzący nie powinni zakładać rodziny.
> To Twoje słowa,
> Tak. Pisałem o zakładaniu rodziny

Po raz kolejny nie uważasz albo pamięć zawodzi.
Pisałeś dokładnie o konieczności jej niezakładania.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie. Pisałem o tym, że taki koleś nie powinien mieć założonej rodziny gdy pełni ważne stanowisko.

Ale oczywiście emocjonalne chochoły powstają, bo wyparcie i racjonalizacja są u ciebie nazbyt aktywne.

Jesteś trollem niskiego rzędu, który zawsze musi mieć ostatnie zdanie i napisać cokolwiek, choćbyś już nie miał co. Najśmieszniejsze jest to, że udajecie z Szarleyem nie-trolli, a jesteście trollami podrzędnymi. Ja nie muszę niczego udawać.

Napisałem o swoim problemie życiowym, który pomaga zrozumieć pozostałe poglądy, które z niego wynikają. Oczywiście są ludzie, którzy nie wyrośli z gimbazy i wydaje im się, że są mądrzy i dowcipni, ale oni sami sobie wystawiają świadectwo.
05-01-2017 12:28 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Nie. Pisałem o tym, że taki koleś nie powinien mieć założAcha,

Acha, czyli nie ma konieczności celibatu, ale nie powinien mieć rodziny
Kto cię nie zna Fontanno Pogardy - ten cię kupi.
Alleluja i do przodu!

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Śmieszne jest jak ktoś się próbuje czegoś czepić, a nie ma czego. A już wpis Szarleya o seksie to kwintesencja plebejstwa. Przykro mi, ale chcąc mi pocisnąć podcinasz własną gałąź
28-12-2016 22:43 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>...nauczyć się panować nad emocjami.

To raczej jakaś asceza, stoicyzm...Ja tam lubię obserwować swoje szaleństwa. W ten sposób można poznać je z pierwszej ręki

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>...nauczyć się panować nad emocjami.
>To raczej jakaś asceza, stoicyzm...

Nie zgadzam się. Nie każdą emocję czy pragnienie trzeba opanować aby być racjonalistą. Podam Ci przykład: narkoman, który wie, że jest ćpunem i narkoman, który to wypiera. Żaden narkoman nie jest przecież ascetą, ale jeden panuje nad emocjami i racjonalnie się określa, a drugi się okłamuje i jest ścierwem. Do pewnego momentu też zachowywałem się często jak ścierwo, ale gdy człowiek faktycznie dojrzewa to te cechy się zmieniają.

>Ja tam lubię obserwować swoje szaleństwa. W ten sposób można poznać je z pierwszej ręki

Obserwować szaleństwa? Co masz na myśli?

Pisząc o panowaniu nad emocjami mam na myśli zaprzestanie oceniania i obserwację swoich myśli i wtedy wiemy jaka ocena powstała w naszym wnętrzu, a nie w tym mechanizmie, który służy do racjonalizacji i opiera się na kłamstwie i porównywaniu siebie do idealnego obrazu utworzonego przez społeczeństwo. Kontakt ze swoimi emocjami bywa czasem czymś masochistycznym, bo w niektórych sytuacjach lepiej by było przecież mieć inne emocje. I tu jest rola kontroli - chodzi o to żeby nie przejść od emocji do czynów. Gdyby nie ta kontrola to myślałbym co chcę i robiłbym co chcę, czyli pewnie bym ćpał i byłbym w związku bez szansy na miłość, ale oszukiwałbym się co do istnienia tej miłości.

Próbując dociec prawdy często napotykamy na niewygodne fakty i wtedy właśnie u plebsu dochodzi do wyparcia, racjonalizacji, rozszczepienia, projekcji itd. Uważam, że sztuką i wartością samą w sobie jest poznawanie prawdy mimo tego, że boli. Jeśli ktoś tego nie robi to może zasługuje na to aby ktoś zrobił to za niego i zadał ból, który doprowadzi tą osobę do przebudzenia? Przecież wystarczyłoby podejść z pokorą do faktów, a do innych ludzi już niekoniecznie jeśli na to nie zasługują. Pokora jest bardzo ważna i mi wystarczy do tego żeby nie uznać kogoś za bydło. Jej przeciwieństwem jest brnięcie w przegraną sprawę i racjonalizacja, że skoro coś lubię lub czegoś chcę, to ma to obiektywnie wartość, którą wszyscy wokół muszą uznać. Taka postawa zasługuje na poniżenie i jak widzisz z niektórymi rozmawiam normalnie, z innymi dość ostro, ale w granicach normy, a niektórych mieszam z błotem wykazując sprzeczności w myśleniu, kłamstwa, pustosłowie i mechanizmy emocjonalne, które oddalają od racjonalizmu. Łatwo domyślić się kto i czym mi podpadł
Duch Prawdy (14790 punktów)
>Skąd czerpać wiedzę?
Materialną, duchową, czy obie?

Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
Detroto (31 punktów)

>Materialną, duchową, czy obie?

Wiedzę "racjonalistyczną". Takie rzeczy które każdy racjonalista powinien wiedzieć. Czyli np. skąd mam czerpać wiedzę o tym co nauka potwierdza a co jest tylko wymysłem który trzeba "potępiać" typu bioenergoterapia, astrologia, ezoteryka, parapsychologia, itd.
27-12-2016 11:48 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>rzeczy które każdy racjonalista powinien wiedzieć
Może nie uwierzysz, ale racjonalista powinien wiedzieć to jedynie, że nie powinien wierzyć.


Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
27-12-2016 13:49 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> skąd mam czerpać wiedzę o tym co nauka potwierdza a co jest tylko wymysłem
> który trzeba "potępiać" typu bioenergoterapia, astrologia, ezoteryka,
> parapsychologia, itd.

Np. stąd:
www.sciencedirect.com/
www.infona.pl/
www.scopus(*)=&origin=NO ORIGIN DEFINED
onlinelibrary.wiley.com/
itd.
Wybór bazy zależy od tego o czym konkretnie chcesz się dowiedzieć.

Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
26-12-2016 19:52 
 Ocena-1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie istnieje coś takiego jak wiedza duchowa. Duchowość nie jest związana z wiedzą, a kto mówi, że jest ten chce się dowartościować czymś czego nigdy nie będzie w stanie udowodnić, bo ma się za żałosnego podczłowieka. Polecam popracować nad samooceną i jej filarami, zamiast wypierać i racjonalizować smutną wiedzę.
Detroto (31 punktów)
>Nie istnieje coś takiego jak wiedza duchowa. Duchowość nie jest związana z wiedzą, a kto mówi, że jest ten chce się dowartościować czymś czego nigdy nie będzie w stanie udowodnić, bo ma się za żałosnego podczłowieka. Polecam popracować nad samooceną i jej filarami, zamiast wypierać i racjonalizować smutną wiedzę.

To do mnie czy do Ducha Prawdy?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Do Ducha Prawdy. Nad wypowiedziami są strzałki, które prowadzą do postu, na który się odpowiada.
26-12-2016 20:07 
 Ocena 1 na 1
Detroto (31 punktów)
> Nad wypowiedziami są strzałki, które prowadzą do postu, na który się odpowiada.
Ok, jeszcze dokładnie nie jestem obeznany jak forum działa
Detroto (31 punktów)
Każdy ateista powinien znać Biblię. Czy racjonalista też powinien czytać książki na temat tego czego nie uznaje, np o homeopatii? ( Takie pisane przez tych np homeopatów a nie te pisane przez racjonalistów/naukowców potępiających to)
28-12-2016 15:43 
 Ocena 3 na 3
ZaKotem (8733 punktów)
>Każdy ateista powinien znać Biblię. Czy racjonalista też powinien czytać książki na temat tego czego nie uznaje, np o homeopatii? ( Takie pisane przez tych np homeopatów a nie te pisane przez racjonalistów/naukowców potępiających to)

Nie ma takiej książki, której przeczytanie by zaszkodziło. Jeśli np. wśród twoich znajomych czy rodziny są miłośnicy homeopatii, to na pewno dobrze jest coś z tej dziedziny przeczytać, aby wiedzieć, o czym mówią.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
kamyki_80 (8 punktów)
To powodzenia w tej ciężkiej drodze

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365