Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dlaczego?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
25-04-2008 10:28Zbysław Śmigielski (8639 punktów) Dlaczego?
Ocena 4 na 6

   Najszersza podstawa, na której opiera się wiara katolicka (celowo zawężam kwestię do tego wyznania właśnie), bynajmniej nie dotyczy zagadnień dogmatycznych, choć najczęściej rzecz do tego zostaje sprowadzana. Zarówno sami katolicy, jak też ich adwersarze wszelkiego rodzaju niesłychanie chętnie podejmują dyskursa na temat niepokalania, wniebowstąpienia albo też wszechmocy. Do tego stopnia chętnie, iż poczyna to sprawiać wrażenie, jakoby rozstrzygnięcie tych ezoterycznych kwestii decydować mogło o być albo nie być katolickiej wiary.

   Jest to oczywisty błąd. Po pierwsze dlatego, że na ogół znajomość owych dogmatów została po wielekroć katolikom wbita w łepetyny, co samo w sobie stanowi rzecz nie do obalenia, po drugie zaś - są to dogmaty, więc sprawy poza rozumowymi dowodami... Rozumowe zaś dyskursa z czymś, co jest poza rozumem, to bardzo trudna ekwilibrystyka, w dodatku nie rokująca najmniejszego powodzenia.

   Tymczasem pies, i to diablo cuchnący, pogrzebany został w zupełnie innym miejscu. Jest ono powszechnie znane, lecz dziwnym trafem zbyt mało doceniane. Tak mało, że aż zastanawiająco mało.

   Mam na myśli historię kościoła katolickiego.

   Jest to coś, o czym katolicy nie tylko wiedzą znacznie mniej, aniżeli o duchu świętym - oni po prostu nie chcą niczego na ten temat wiedzieć. Nie chcą w nic na ten temat uwierzyć. Nie docierają do nich żadne argumenty, na żadnej prawdzie oparte. Powód?

   Powód jest równie oczywisty. Sądzę bowiem, iż nie ma człowieka na tyle pozbawionego rozsądku i przyzwoitości, który znając historię katolicyzmu, byłby w stanie obdarzać to zjawisko choćby szczątkowym zaufaniem.

   W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie wcale nie wykorzystywane przez przeciwników.

   Dlaczego?
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

chętnie barycka (1132 punktów)
(zablokowany)
>Jest to coś, o czym katolicy nie tylko wiedzą znacznie mniej(...) Powód?

Katolicy wiedzą sporo na temat historii swojego Kościoła. Stosują jednak technikę wyparcia.

> Sądzę bowiem, iż nie ma człowieka na tyle pozbawionego rozsądku i przyzwoitości, który znając historię katolicyzmu, byłby w stanie obdarzać to zjawisko choćby >szczątkowym zaufaniem.

Między innymi dlatego w Polsce powstało zjawisko apostazji, które Kościół publicznie bagatelizuje, a które tak naprawdę go przeraża.

>W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie wcale nie wykorzystywane przez przeciwników.Dlaczego?

Kościół jest potężną organizacją. Mimo, że rośnie liczba jego przeciwników, to wciąż jest ona zbyt mała, żeby choć naruszyć jej fundamenty.
KasS (73 punktów)
>W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie
>wcale nie wykorzystywane przez przeciwników.
>Dlaczego?

Jest wykorzystywane szeroko. Problem stanowi to, że zbyt duża część postmodernistycznego społeczeństwa wybyła za granicę w celu odkryć archeologicznych przy pomocy łopaty, a to, które zostało w niewielkiej ilości odczuwa jakakolwiek potrzebę poruszania tego typu problemów. Poza tym, działania te ograniczaja się w dużej mierze do dyskusji na takie tematy w obrębie osób świadomych istnienia problemu, a jeśli już ktoś próbuję dotrzeć do opinii publicznej robi to w sposób nieudolny. Nie ukrywajmy, że większość użytkowników tego forum nawet nie ma możliwości dotarcia na różnego rodzaju spotkania, bo jeśli już ktoś z ich okolicy się na owe spotkanie wybiera to każdy ciągnie w swoją stronę...co w pewnej mierze też warunkuje ograniczenie zrzeszenia ludzi "uświadomionych".Zresztą ludzie nie zabiorą sobie spod nóg wyroczni w postaci kleru.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>   W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie
>wcale nie wykorzystywane przez przeciwników.
>   Dlaczego?

Historia KK jest ogólnie znana. Bardzo bogato opisana w literaturze i opracowaniach naukowych. Stała się kanwą niejednego filmu. Nie wiem co tu odkrywczego. Jakie to śmiertelne niebezpieczeństwo się tu kryje? Co autor wątku ma na muśli? Może wie coś , czego inni nie wiedzą? No to niech wali śmiało. Jeżeli to nic odkrywczego, to z owego "śmiertelnego niebezpieczeństwa" pozostanie moje dla autora współczucie.

>Tymczasem pies, i to diablo cuchnący, pogrzebany został w zupełnie innym miejscu.

Wzywam autora wątku do wygrzebania, tego diablo cuchnacego psa.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Czy zrozumienie czegoś, co jasno wyłożone, czarno na białym napisane, sprawia naprawdę aż tyle kłopotu?
.
26-04-2008 08:12 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>   Czy zrozumienie czegoś, co jasno wyłożone, czarno na białym napisane, sprawia naprawdę aż tyle kłopotu?
>.

Ależ oczywiście. Zbysławie, wyzbądź się złudzeń.

Podobno 15% naszego społeczeństwa to analfabecie, drugie 15% rozumie co czyta, potrafi analizować tekst, wnioskować, zastosować sie do instrukcji (np. nie wyrwać rączki od dystrybutora wody, na której pisze "nacisnąć" a nie "ciągnąć w górę aż coś trzaśnie").
A cały środek to w mniejszym lub większym stopniu analfabeci funkcjonalni - od strony formalnej czytać potrafią ale ze zrozumieniem tego co czytają jest różnie a często fatalnie.

Zakładasz że jak ktoś umie pisać to potrafi też czytać... ale to tak nie działa w praktyce.

Maddy
po raz kolejny tłumacząca wczoraj tumanowi z magisterką "czytaj te komunikaty które wyskakują na ekranie zanim klikniesz OK!"...
całe szczęście są backupy...


"Wizards don't believe in gods in the same way that most people
don't find it necessary to believe in, say, tables."
Terry Pratchett "Reaper Man"
26-04-2008 10:19 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>   Czy zrozumienie czegoś, co jasno wyłożone, czarno na białym napisane, sprawia naprawdę aż tyle kłopotu?
>>.
>Ależ oczywiście. Zbysławie, wyzbądź się złudzeń.
>Podobno 15% naszego społeczeństwa to analfabecie, drugie 15% rozumie co czyta, potrafi analizować tekst, wnioskować, zastosować sie do instrukcji (np. nie wyrwać rączki od dystrybutora wody, na której pisze "nacisnąć" a nie "ciągnąć w górę aż coś trzaśnie").
>A cały środek to w mniejszym lub większym stopniu analfabeci funkcjonalni - od strony formalnej czytać potrafią ale ze zrozumieniem tego co czytają jest różnie a często fatalnie.

Jezeli to wniosek po przeczytaniu tego co napisałem, to stwierdzam, że przeczytałeś lecz nie zrozumiałeś. Uwazaj na rączkę dystrybutora wody.
Sumelka (115 punktów)
>Podobno 15% naszego społeczeństwa to analfabecie, drugie 15% rozumie co czyta, potrafi analizować tekst, wnioskować, zastosować sie do instrukcji (np. nie wyrwać rączki od dystrybutora wody, na której pisze "nacisnąć" a nie "ciągnąć w górę aż coś trzaśnie").

Jest napisane.
26-04-2008 08:31 
 Ocena 5 na 5
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>   Czy zrozumienie czegoś, co jasno wyłożone, czarno na białym napisane, sprawia naprawdę aż tyle kłopotu?

>Rozumienie tego co jest napisane czarnymi na białym nie sprawia problemu. Problem powstaje, wtedy kiedy to co jest napisane niesie w sobie element nieoznaczoności. Pojecie "Kościoł" jest wieloznaczne. Rozumiem, że wypowiedź nie dotyczy budownictwa sakralnego w ujeciu historycznym. Jeżeli mowa o Kościele jako " ziemskiej administracji Pana Boga" to zgoda. W jej 2000 letniej historii bywały okresy do których i KK i wyznawcy niechętnie wracają. Nie zmienia to faktu, że historia ujmująca mroczne Średniowiecze z inkwizycją na czele, rolę jaka w niwj odegrali poszczególni papieże. nie jest okryta tajemnicą. W tym ujęciu dyskusje trwają i to wśród ludzi będących znacznie bliżej KK niż, odniosłem takie wrazenie, autor wątku. Zostaje otwarty problem samej oceny zdarzeń. Czy odnosimy się do tej historii i dokonujemy oceny z uwzględnieniem warunków społecznych i ekonomicznych w których tz historia się tworzyła, czy tez oceny dokonujemy poprzez estetykę własnej moralności, opartej na współczesnych wartościach.
Przez analogię mozna dokonywac globalnej oceny innych systemów myślowych. Mam tu na myśli wcale nieodległą historię i czas, który nazwany "okresem błędów i wypaczeń" zakończył się oficjalnie w 1956r. Dotyczy ludzi jeszcze żyjących. Ofiary tego systemu liczone są w dziesiatkach milionów ludzkich istnień. Przy tym Swieta Inkwizycja wydaje się nie cuchnącym psem, lecz szczeniakiem. W tym samym okresie powstał w centrum Europy w jej kolebce kulturowej, inny system skutkujący II Wojną Światową. Ludzie , którzy ten system tworzyli i czynnie popierali, oraz ofiary tych wydarzeń także żyją. Rzeczy się odbyły, stały się historią. Zostały podsumowane, a życie toczy się dalej.

Czy autor wątku uważa, że należy nieustannie grzebać w historii, zwłaszcza tej trudnej i przekładać ją na czasy współczesne? Może i tak. Może ma rację. Ale jak już przyjąć taką metodę, to do wszystkiego. Spodziewam się , że takie podejście skutkować będzie nieustannym podsycaniem nienawiści.
Osobiście uważam, że historię trzeba znać i z niej wyciągać wnioski, aby lepiej i mądrzej kształtować przyszłość.

Łatwo jest wysunąć tezę i schować się. Nie wiem co autor wątku ma na myśli, jakie są intencje. Jezeli jest coś co, co wie,a inni nie wiedzą, to niech powie. Jezeli nie wnosi nic nowego, to post otwierający wątek jest tylko pustosłowiem.

Pozostaje mi silne wrażenie, że jest to tylko nieudolna próba podsycania konfliktu, a taka postawa budzi moją niechęć. Nie widzę istotnych przyczyn, dla których ludzie o odmiennych poglądach systemowych nie mogliby żyć w ich wzajemnym poszanowaniu. Na tym polega przecież tolerancja.
26-04-2008 11:04 
 Ocena 3 na 3
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Szanowny i bardzo zadowolony z siebie witwosie.

   Stanowisz klasyczny przykład człowieka, który podąża nie za przeczytanym wątkiem, lecz za urokiem własnych skojarzeń, przez ten wątek wywołanych. Zechciej, z łaski swojej, zająć się moją tezą oraz jej uzasadnieniem, wprawdzie ogólnie, lecz raczej dostatecznie określonym. Jak by nie było, do tablicy wywołała cię właśnie moja teza, więc trzymaj się jej ograniczeń.

   Napisałem wyraźnie, iż historia kościoła jest powszechnie dostępna, ale nie przyjmowana do wiadomości. Rozumie się, że miałem na myśli zarówno tych, którzy są w niej biegli, jak i tych, którzy pojęcia o niej nie mają. Jedni i drudzy nie przyjmują do świadomej wiadomości wynikających z niej skutków myślowych. Napisałem, iż skutki te winny być w swej wymowie jednoznaczne, lecz nie są. I zadałem pytanie: dlaczego?

   Gdyby konsekwentnie pójść tropem tego pytania, należałoby rzec na temat tych, którzy nie znają historii: "biedni, ubodzy duchem, gotowi akceptować każde łajdactwo uczynione bliźniemu, za cenę osobistego zbawienia", natomiast o biegłych w tej historii: "łajdacy, akceptujący każdą formę zła, w zamian za osobiste korzyści".

   Czy to kontrowersyjne? Nie sądzę, raczej oczywiste, choć z tytułu niewygody z pewnością zasługuje na gwałtowne zaprzeczenie.

   W meandry twojego rozumowania, witwosie, może zapuszczę się przy innej okazji.
.
26-04-2008 12:44 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>   Szanowny i bardzo zadowolony z siebie witwosie.

Szanowny przyjmuję, reszty nie.

>   Stanowisz klasyczny przykład człowieka, który podąża nie za przeczytanym wątkiem, lecz za urokiem własnych skojarzeń, przez ten wątek wywołanych. Zechciej, z łaski swojej, zająć się moją tezą oraz jej uzasadnieniem, wprawdzie ogólnie, lecz raczej dostatecznie określonym. Jak by nie było, do tablicy wywołała cię właśnie moja teza, więc trzymaj się jej ograniczeń.

I się trzymam. Moje skojarzenia i dalszy tok myslowy jest nierozłącznie z tezą postu związany.

>   Napisałem wyraźnie, iż historia kościoła jest powszechnie dostępna, ale nie przyjmowana do wiadomości. Rozumie się, że miałem na myśli zarówno tych, którzy są w niej biegli, jak i tych, którzy pojęcia o niej nie mają. Jedni i drudzy nie przyjmują do świadomej wiadomości wynikających z niej skutków myślowych. Napisałem, iż skutki te winny być w swej wymowie jednoznaczne, lecz nie są. I zadałem pytanie: dlaczego?

Historia KK jest dostępna znana i przyjmowana do wiadomości. Jednoznaczną wymowę historyczną mają też inne zdarzenia, których się nie porusza zbyt często. Czy przy każdej okazji w rozmowie z Niemcem mam sobie i jemu przypominać o holokauście, krematoriach, produkcji mydła z ludzkiego surowca?

>   Gdyby konsekwentnie pójść tropem tego pytania, należałoby rzec na temat tych, którzy nie znają historii: "biedni, ubodzy duchem, gotowi akceptować każde łajdactwo uczynione bliźniemu, za cenę osobistego zbawienia", natomiast o biegłych w tej historii: " łajdacy, akceptujący każdą formę zła, w zamian za osobiste korzyści ".

A to mi bardzo pasuje do drugiej części mojej wypowiedzi. Pomimo makabry Stalinizmu, nie przeszkadzało to innym służyć temu samemu systemowi dalej i wiernie. Czerpać z tego korzyści także. Sa tacy, którzy za tymi czasami tęsknią.

>   Czy to kontrowersyjne? Nie sądzę, raczej oczywiste, choć z tytułu niewygody z pewnością zasługuje na gwałtowne zaprzeczenie.

Nie oczekuj na taką moją reakcję.

>   W meandry twojego rozumowania, witwosie, może zapuszczę się przy innej okazji.

>.Zapraszam

>Napisałeś: W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie wcale nie wykorzystywane przez przeciwników. Dlaczego?

A dlatego, że historia ta jest znana. Dalsze opieranie atków na historii KK i przeciwnikom wydaje się bezcelowe. Wielu już to robiło. Obudziłes się z tym problemem zbyt późno. Ale zawsze można próbować. Pomimo tego, że napisałem o wieloznacznym rozumieniu pojęcia "Kościół" Ty skupiasz się tylko na jednym. Nie sądzę żeby coś stanowiło śmiertelne zagrożenie. Bo Kościół to nie jest tylko instytucja. Przeciwnicy Kościoła wykorzystali jego historię chętnie. Byli tacy co dobrze z tego żyli. Założenie, że te argumenty nie trafiają, jest twoja subiektywną oceną. Odnoszę wrażenie , że masz bardzo emocjonalny i osobisty stosunek do zagadnienia. Jeżeli nie wnosisz do tego tematu nic nowego, nowych faktów, innych ocen, to zostaje tylko Twoje ździwienie. Z nim pozostań.
26-04-2008 19:19 
 Ocena 1 na 1
chętnie barycka (1132 punktów)
(zablokowany)
>Historia KK jest dostępna znana i przyjmowana do wiadomości.

Przyjmuję do wiadomości wszystkie treści. Inna sprawa, czy jestem w stanie je ogarnąć.
Ogromu okrucieństwa w historii Kk nie jestem.

>Czy przy każdej okazji w rozmowie z Niemcem mam sobie i jemu przypominać o holokauście, krematoriach, produkcji mydła z ludzkiego surowca?

Dobrze by było. Jako nacjonalistka jestem oburzona, że w ogóle Pan z nimi gada.
nowak (4 punktów)

>Ogromu okrucieństwa w historii Kk nie jestem.
Okrucieństwo Kościoła nie ma nic wspólnego z prawdziwa wiara i religia chrześcijańska, natomiast okrucieństwo hitlerowskie ma niestety bardzo dużo wspólnego z nacjonalizmem.
>Jako nacjonalistka jestem oburzona, że w ogóle Pan z nimi gada
Pan nie gada z tymi, którzy głoszą i postępują inaczej niż On naucza, a do takich zaliczają sie nacjonaliści.
chętnie barycka (1132 punktów)
(zablokowany)
> natomiast okrucieństwo hitlerowskie ma niestety bardzo dużo wspólnego z nacjonalizmem.

W pewnym sensie tak. ALE: nawet niech Pan się nie waży stawiać równości między nacjonalizmem a nazizmem. Nazizm to wykolejona odmiana zdrowego nacjonalizmu.

>Pan nie gada z tymi, którzy głoszą i postępują inaczej niż On naucza, a do takich zaliczają sie nacjonaliści.

Pisząc "Pan" miałam na myśli Pana Nowaka (nie Jezusa). Teraz jasne?
Chce mi Pan powiedzieć, że Jezus dyskryminuje nacjonalistów? To stałoby w sprzeczności z nauką, którą głosił (kochaj bliźniego.....).
27-04-2008 23:07 
 Ocena 3 na 3
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> Czy przy każdej okazji w rozmowie z Niemcem mam sobie i jemu przypominać o holokauście, krematoriach, produkcji mydła z ludzkiego surowca?

Gdyby ktoś upierał się, żeby w jakąś konstytucję wpisać odwołanie do dziedzictwa nazizmu, to warto by przypomnieć jego historię.


doku
Odlogik (78 punktów)
>Przy tym Swieta Inkwizycja wydaje się nie cuchnącym psem, lecz szczeniakiem. W tym samym okresie powstał w centrum Europy w jej kolebce kulturowej, inny system skutkujący II Wojną Światową. Ludzie , którzy ten system tworzyli i czynnie popierali, oraz ofiary tych wydarzeń także żyją. Rzeczy się odbyły, stały się historią. Zostały podsumowane, a życie toczy się dalej.
Ta, to tylko szczeniak, ale ile życia miał przed sobą? Co z tego, że to było "jedynie" tyle ofiar, w porównaniu do hitleryzmu. Wystarczy to chyba, żeby zaufanie chociaż trochę utracić. Chyba, że zaufasz gościowi, który zabije twojego sąsiada. A ludzie, którzy tworzyli inne mordercze systemy, oraz te systemy, raczej w większości nie cieszą się już zaufaniem. Bo i po co?

>Czy autor wątku uważa, że należy nieustannie grzebać w historii, zwłaszcza tej trudnej i przekładać ją na czasy współczesne? Może i tak. Może ma rację. Ale jak już przyjąć taką metodę, to do wszystkiego. Spodziewam się , że takie podejście skutkować będzie nieustannym podsycaniem nienawiści.
Niestety większość ludzi nie wydaje się znać owej historii na tyle ile trzeba. A nienawiść niekoniecznie aż tak musi towarzyszyć pamięci.
>Osobiście uważam, że historię trzeba znać i z niej wyciągać wnioski, aby lepiej i mądrzej kształtować przyszłość.
Więc trzeba w niej grzebać...
>Pozostaje mi silne wrażenie, że jest to tylko nieudolna próba podsycania konfliktu, a taka postawa budzi moją niechęć. Nie widzę istotnych przyczyn, dla których ludzie o odmiennych poglądach systemowych nie mogliby żyć w ich wzajemnym poszanowaniu. Na tym polega przecież tolerancja.
E, chyba nie o konflikt tu chodzi, a o odpowiedź dlaczego nadal tylu ludzi ufa kościołowi, nie mając pojęcia o jego dokonaniach...
30-04-2008 10:56 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>   Czy zrozumienie czegoś, co jasno wyłożone, czarno na białym napisane, sprawia naprawdę aż tyle kłopotu?

Nic w naszym poznaniu nie jest tak oczywiste jak cyfry na banknotach. Nawet kartezjańskie cogito w porównaniu do oczywistości one dollar ma jedynie mętność pomyj.
marzenka (546 punktów)
Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że większość ludzi po prostu o tym nie myśli i nie widzi alternatywy.
Wychowałam się w rodzinie "katolickiej niepraktykującej", przed komunią i bierzmowaniem rodzice gnali mnie do kościoła - sami nie chodzili. Od najmłodszych lat jak sięgam pamięcią - cała ta kościelna szopka nie trzymała się dla mnie kupy. Pamiętam miałam "Biblię w obrazkach dla najmłodszych" - była to moja najładniejsza książka, bo miała śliczne obrazki, w tamtych czasach inne bajki były bardzo skromnie ilustrowane. Czytałam ją kilka razy ale jakoś już nawet wtedy nie znajdowałam powiązania między tym co tam pisało a nauką kościoła.

Po bierzmowaniu, to w kościele bywałam tylko na specjanych uroczystościach: chrzciny, śluby, pogrzeby. Czyli funkcjonowałam tak jak większość katolików. Przypadek chiał że wyszedł film "Kod Leonarda da Vinci" - film dla mnie porażka, ale wtedy zaczełam szukać, no i trafiłam miedzy innymi na racjonaliste. Wtedy cały fundament mojej wiary czyli wiara w Jezusa takiego jak jest opisany w Biblii został podważony. Zaczełam widzieć że są inne opcje i stałam się dużo szczęśliwszym człowiekiem.
Toma Cruz (390 punktów)
Po pierwsze dlatego, że na ogół znajomość owych dogmatów została po
>wielekroć katolikom wbita w łepetyny, co samo w sobie stanowi rzecz nie do obalenia, po drugie zaś
>- są to dogmaty, więc sprawy poza rozumowymi dowodami...
Dogmaty są to dowody nie poparte dowodami.
Nie wiem, czy jest jakis dogmat, który ma swe uzasadnienie w Biblii.
Najśmieszniejszy dogmat to ten o nieomylności papieża. Boki zbijać
nowak (4 punktów)
>oni po prostu nie chcą niczego na ten temat wiedzieć. Nie chcą w nic na ten temat uwierzyć. Nie docierają do nich żadne argumenty, na żadnej prawdzie oparte.
Podstawiając zamiast "ten temat" słowo "religia", cudownym zbiegiem okoliczności otrzymujemy całą prawdę o ateuszach.
30-04-2008 01:23 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Podstawiając zamiast "ten temat" słowo "religia", cudownym zbiegiem okoliczności otrzymujemy całą prawdę o ateuszach.

   Jak widać, religia nadal uczy pobożnych życzeń.

   Jak napisałem wyżej: - "powszechnie znanych, lecz nie przyjmowanych do wiadomości". Do tych biednych, nowak, należysz, czy do tych łajdaków?
.
30-04-2008 09:51 
 Ocena-1 na 1
nowak (4 punktów)
>Jak widać, religia nadal uczy pobożnych życzeń.
Jak widać, kto widzi i gdzie? I czy aby ich dane zmysłowe, tudzież intelektualne są wiarygodne? Na jakich podstawach się opierają? Czy poddawane są krytycznej obróbce czy przyjmowane a priori? Pustymi tezami smigielski to każdy rzucać może, ale pytanie co ma w głowie taki człek?
>"powszechnie znanych, lecz nie przyjmowanych do wiadomości"
Powszechnie znane to jest to, że 2+2=4, że w dzień świeci słońce, że powietrze jest konieczne do życia, a ty o czym mówisz? Powszechnie znane jest to, że ateizm to współczesna i modna obsesja społeczna na punkcie walki z religią za wszelką cenę bez konieczności racjonalnej argumentacji, a jednak wy sekciarze nie chcecie tego przyjąć do wiadomości? Więc o czym ty w ogóle smigielski mówisz???
30-04-2008 12:59 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   "Tak, czy owak, zawsze nowak".

   Nie jest ważne, o czym ja piszę. Ważniejsze: po kiego diabła to czytasz?!
.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Powszechnie znane to jest to, że 2+2=4, że w dzień świeci słońce, że powietrze jest konieczne do życia, a ty o czym mówisz? Powszechnie znane jest to, że ateizm to współczesna i modna obsesja społeczna na punkcie walki z religią za wszelką cenę bez konieczności racjonalnej argumentacji, a jednak wy sekciarze nie chcecie tego przyjąć do wiadomości? Więc o czym ty w ogóle smigielski mówisz???

Masz rację tylko w jednym (2+2=4), dalej piszesz same bzdury. I robisz wszystko, aby stało się to powszechnie znane. Przykre.

fides ex necessitate esse non debet
marzenka (546 punktów)
>>Powszechnie znane to jest to, że 2+2=4
>Masz rację tylko w jednym (2+2=4), dalej piszesz same bzdury.

I to też nie jest takie pewne, bo zależy od zbioru w którym rozwiązujesz to równanie.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>>Masz rację tylko w jednym (2+2=4), dalej piszesz same bzdury.
>I to też nie jest takie pewne, bo zależy od zbioru w którym rozwiązujesz to równanie.

Masz rację, ale on pisze o rzeczach powszechnie znanych więc załóżmy, że tu ma rację.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
diogenes (42753 punktów)
>W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie wcale nie wykorzystywane przez przeciwników. Dlaczego?

Na to pytanie udzieliłeś już sobie odpowiedzi:

>Rozumowe zaś dyskursa z czymś, co jest poza rozumem, to bardzo trudna ekwilibrystyka, w dodatku nie rokująca najmniejszego powodzenia.

Katolicy dysponują całą paletą specyficznych mechanizmów obronnych, które ewentualną krytykę zamieniają w bezwartościową sieczkę. Wydaje mi się, że pies pogrzebany jest nie tylko w historii, lecz w polityce (np. konkordat), oświacie (czyli znowu w polityce), itp.
Bartosz (135 punktów)

>   W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie
>wcale nie wykorzystywane przez przeciwników.
>   Dlaczego?
>.
>
Witam.

Wiele razy rozmawiałem z katolikami na temat wiary ,kościoła oraz jego historii.
Z wielkim zdziwieniem zauważyłem że ci ludzie po prostu nie przyjmują do wiadomości
jakichkolwiek uwag ,czy też faktów z historii ich kościoła.
Kiedyś zapytałem się pewnej osoby ,dlaczego wierzy w Boga ,Jezusa oraz popiera kościół.
Osoba ta odpowiedziała mi że po prostu wierzy gdyż, jej babka wierzyła, oraz matka i cała jej rodzina .
Być może kościelne obrzędy działają jak swoiste pranie mózgu,które nie pozwala
trzeźwo spojrzeć na całą sprawę.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>[...] dlaczego wieży w Boga[...]. [...] po prostu wieży gdyż, [...].

Zapewne chodzi Ci o biblijną wieżę Babel; ma coś wspólnego zarówno z wiarą jak i z językami... Chcę w to wierzyć!
Póki co, minus.

fides ex necessitate esse non debet
01-05-2008 10:41 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>...zapytałem się pewnej osoby...

   Zapytałeś pewną osobę, czy się (siebie) zapytałeś?
.
Bartosz (135 punktów)
>>...zapytałem się pewnej osoby...
>   Zapytałeś pewną osobę, czy się (siebie) zapytałeś?
>.
>
Chyba wyraźnie napisałem.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Chyba wyraźnie napisałem.

   "Wyraźnie", Bartoszu, nie znaczy to samo, co "dobrze". Zaimek zwrotny jest zbędny, podobnie jak stosowane często "podwójne przeczenie"; poza tym użyłeś nieprawidłowego przypadku.
.
02-05-2008 19:02 
 Ocena 2 na 2
Bartosz (135 punktów)
>>Chyba wyraźnie napisałem.
>   "Wyraźnie", Bartoszu, nie znaczy to samo, co "dobrze". Zaimek zwrotny jest zbędny, podobnie jak stosowane często "podwójne przeczenie"; poza tym użyłeś nieprawidłowego przypadku.
>.
>

Moim zdaniem wiele osób na tym forum zbyt wiele uwagi poświęca takim
małym błędom a nie zwraca uwagę na treść .
Ja nie jestem polonistą i wiem że czasem robię błędy .
Ale to nie jest forum polonistyczne i każdy ma do tego prawo.
02-05-2008 19:21 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... nie jestem polonistą i (...) to nie jest forum polonistyczne ...

   W gruncie rzeczy masz mnóstwo powodów, aby tak napisać. Muszę przyznać, że wielu mogłoby brać z ciebie przykład. Sęk w tym, że od dobrego wymaga się, aby był jeszcze lepszy, na kiepskiego macha się łapą.

   Prawdę mówiąc, zostałem sprowokowany tą wieżą Babel...

   Ogólnie - pozdrawiam i przepraszam.
.
01-05-2008 18:18 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>   Zapytałeś pewną osobę, czy się (siebie) zapytałeś?

    Zdaniem profesora Mirosława Bańki w pytaniu się pewnych osób nie ma niczego zdrożnego.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
01-05-2008 23:26 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... Zdaniem profesora Mirosława Bańki (...) w pytaniu się pewnych osób nie ma niczego zdrożnego.

   Profesory czasem nazbyt chętnie przylizują się nowomowie, starając się ją legalizować, jak ten niesławnej pamięci projektant Indyka w miejsce Oceanu Indyjskiego.

   Nie można rzec, by "się" pełnił lub nie pełnił funkcji zaimka zwrotnego, gdyż zaimkiem zwrotnym "się" po prostu jest. Pełni określoną funkcję jako zaimek zwrotny. Nie ma "się" to nijak do poprawności wyrażenia, które można tolerować lub nie.

   Kwestię tzw. "rządu", czyli przypadku, użytego w inkryminowanym wyrażeniu, litościwie już daruję.

   PS. Zapewne wzbudzę reakcję następującą: też znalazł się idiota, podrywający autorytet profesorów! Cóż, witam w gronie!
.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Nie można rzec, by "się" pełnił lub nie pełnił funkcji zaimka zwrotnego, gdyż zaimkiem zwrotnym "się" po prostu jest.
Można tak rzec, to nawet ogólniejsza zasada. Przymiotnik "chory" może być użyty w funkcji rzeczownika, a zapałka w funkcji wykałaczki.

>   autorytet
W moich słownikach PWN piszą, że zaimek "się" wzmacnia znaczenie czasownika i podają przykłady: Zapytaj się wreszcie o drogę, bo już długo błądzimy., Pytali się o ciebie. , a nawet Pytał się, jak się czuje.

Bartoszowe zapytanie się pewnej osoby przez postawienie nacisku na fakt pytania ("tylko zapytałem") wydaje mi się od zapytania pewnej osoby nieco względem tej osoby grzeczniejsze.
.
02-05-2008 12:51 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Staram się używać języka w sposób perfekcyjny, jeśli to możliwe (zauważ, iż unikam określenia "ja staram się", gdyż "ja" wydaje mi się w tym zwrocie zbędne). Jestem twórcą, mam więc pewne prawa odniesione do języka - w końcu słowniki opierają się właśnie na przykładach z twórczości wziętych. Czy i na mnie będą się kiedyś opierać - zobaczymy.

   Z tego powodu do autorytetów podchodzę krytycznie, co krótko uzasadniłem. Często zresztą owe autorytety pozwalają sobie na jawne błędy, nawet cytując twórców - na przykład przywołując fragmenty dzieł, będące dialogami mowy potocznej, nie języka samego twórcy.

   Napisałem, że "pytać się" jest takim samym błędem, jak podwójne przeczenie - pomimo niesłychanie częstego występowania. Biorąc logicznie, "się" jest zawsze w takim wypadku zbędne, podobnie jak przeczenie w stwierdzeniu, że "niczego nie ma". Rzecz w tym, iż "nic" w ogóle nie może ani być, ani nie być. Określenia tego używamy jednak zbyt powszechnie, aby z nim wojować. Co nie dodaje temu określeniu sensu.

>... Przymiotnik "chory" może być użyty w funkcji rzeczownika, a zapałka w funkcji wykałaczki.

   To jednak raczej nie na temat.

>Bartoszowe zapytanie się pewnej osoby przez postawienie nacisku na fakt pytania ("tylko zapytałem") wydaje mi się od zapytania pewnej osoby nieco względem tej osoby grzeczniejsze.

   Z tym trudno dyskutować.
.
02-05-2008 20:07 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>   Staram się używać języka w sposób perfekcyjny

   Jesteś chyba zbyt skromny. Ty tworzysz język. Swój język. Nie robisz tego jednak dowolnie. Stosujesz się do reguł poprawnościowych, a jeśli je łamiesz, to czynisz to świadomie i w określonym celu. Gdyby było inaczej, to nikt niczego by Ci nie wydał (podwójne przeczenie - to mój język) i pies z kulawą nogą nie zechciałby Cię czytać.

>   Z tego powodu do autorytetów podchodzę krytycznie,

   Jako twórca masz do tego szczególne prawo. W tym jednak przypadku Twoje podejście jest przesadnie krytyczne. Użycie formy "pytać się" nie jest wyrazem hołdowania nowomowie. Chyba, że uznamy, iż nowomową posługiwali się bohaterowie Sienkiewicza.

   Ogniem i mieczem
   Rozdział 13
   Zagłoba do Wołodyjowskiego:
   "Spytaj się jutro jakiego Ormianina na bazarze

   Potop
   Rozdział 6
   Pan Stępalski do Zagłoby:
   "Ale gdy w zmiennej losów kolei zamek tykociński został nieprzyjaciół ojczyzny największą w tym województwie podporą, pytałem się Boga i własnego sumienia, zali mam mu i nadal siły przysparzać, zali nie powinienem tych dostatków i wojennych porządków z tegorocznego czynszu nagromadzonych, do waszej wielmożności rąk oddać...

   Rozdział 28
   Wierszułł do Kmicica:
   "- Spytaj się waszmość pana hetmana w Brześciu o racje! Jać nic nie powiem."

   Pytam się więc, czy jesteś skłonny uznać Sienkiewicza za autorytet i przyznać, że forma "pytać się kogoś" jest formą poprawną?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
02-05-2008 22:09 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   W odniesieniu do Sienkiewicza, jak napisałem wcześniej: "Często zresztą owe autorytety pozwalają sobie na jawne błędy, nawet cytując twórców - na przykład przywołując fragmenty dzieł, będące dialogami mowy potocznej, nie języka samego twórcy".

   Czy bohaterowie Sienkiewicza hołdują nowomowie? Nie, używają mowy potocznej swoich czasów, niekoniecznie będącej mową autora. Także ja sam wkładam często w usta bohaterów swoich powieści błędy gramatyczne, zdarza się, iż rażące. Nie radziłbym jednak powoływać się na takie przykłady.

   Zresztą, placowniku, jak wcześniej ustąpiłem Bartoszowi, chyba winienem też ustąpić i tobie - czynię to chętnie i bez żalu. Słusznie wnioskujesz, że mój upór świadczy tylko o mnie.

   Za ocenę mego języka dziękuję, choć jestem ostatnim uprawnionym do tego. Fakt, że bardzo staram się o własne cechy charakterystyczne stosowanego przeze mnie języka. To jednak, rzecz jasna, nie przesądza o powodzeniu. Być może, jestem naprawdę nazbyt krytyczny.
.
02-05-2008 20:41 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Staram się używać języka w sposób perfekcyjny, jeśli to możliwe (zauważ, iż unikam określenia "ja staram się", gdyż "ja" wydaje mi się w tym zwrocie zbędne). Jestem twórcą, mam więc pewne prawa odniesione do języka - w końcu słowniki opierają się właśnie na przykładach z twórczości wziętych.
A to dopiero: używać języka bacząc na reguły powstające w miarę tego używania! Istny Uroboros!

>Czy i na mnie będą się kiedyś opierać - zobaczymy.
Tego Panu i nam szczerze życzę i nisko się kłaniam.

>   "pytać się"... Biorąc logicznie, "się" jest zawsze w takim wypadku zbędne, podobnie jak przeczenie w stwierdzeniu, że "niczego nie ma".
Coś logicznego w języku? Niczego takiego nie ma.

A użytkownik Bartosz nie może zbierać cięgów za profesora Bańkę, Skorupkę, PWN i cały nielogiczny naród.
.
02-05-2008 22:19 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Kłopot z tobą, Osnowo, polega na tym, że często ni stąd ni zowąd walisz "z grubej rury" w coś, co nie jest warte takiego pocisku. Nie bardzo wiadomo wówczas, jak ci odpowiedzieć: walenie "z cienkiej rury" powoduje wzmożony ostrzał z grubej, walenie tak samo z grubej - budzi twe oburzenie. Tym razem więc ów "gruby" strzał pominę.

   Czy jest coś logicznego w języku? Kiedyś otóż było wszystko logiczne, obecnie wzmagające się poczucie wszechogarniającej swobody (raczej bezkarności) rzeczywiście czyni tę kwestię wątpliwą.

>A użytkownik Bartosz nie może zbierać cięgów za profesora Bańkę, Skorupkę, PWN i cały nielogiczny naród.

   Zgoda, przeprosiłem.
.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Czy jest coś logicznego w języku? Kiedyś otóż było wszystko logiczne
Nigdy było.
.
03-05-2008 00:13 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Nigdy było.

Coś jak z Białoszewskiego.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>>Nigdy było.

   Ha! Oto pułapka jak jasna cholera! Prawidłowo: nigdy nie było właśnie. Bo jeśli "nigdy" kiedyś było...

>Coś jak z Białoszewskiego.
>
   Może nawet z Mrożka.
.
02-05-2008 23:32 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Profesory czasem nazbyt chętnie przylizują się nowomowie, starając się ją legalizować [...]

Dobrze, że Pan to otwarcie wyartykułował, bo też miewałem takie wrażenie, ale, jako nie dość kompetentny, bałem się uzewnętrzniać. Wniosek - autorytet, autorytetem - ale własny pomyślunek nie zawadzi.

Co do tego nieszczęsnego "się", to myślę ja sobie, że tu po prostu w dużej mierze działa tzw. "zwyczaj jezykowy" (czyli Józek zabełkotał coś po (nie)jednym głębszym i tak już zostało). Oczywiście z logiką ma to niewiele wspólnego. Dla przykładu zwroty "bić się z myślami", "zmagać się z problemem" - są chyba poprawne, jakkolwiek podmiot nie działa tu w kierunku własnym (się), a wręcz przeciwnie. Nie jestem pewien, ale zwrot "Józek bije się z kolegą" jest chyba także poprawny (choć rozumiemy, że obydwaj okładają się nawzajem).


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
03-05-2008 02:39 
 Ocena 2 na 2
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... Dla przykładu zwroty "bić się z myślami", "zmagać się z problemem" - są chyba poprawne, jakkolwiek podmiot nie działa tu w kierunku własnym (się), a wręcz przeciwnie.

   Widzę, że płynę z falą (rozjaśnień)... Wojowanie z myślami, problemami jest jak najbardziej "się", ponieważ wojna ma miejsce wewnątrz - niech będzie - jaźni. Jest więc, gdyby określać ściśle, "sobstwienna" (to słówko ongiś ogólnosłowiańskie, dziś już tylko rosyjskie), co dokładnie objaśnia jej charakter. Przełożyłbym to mało zręcznie jako "wewnętrznie własna".

> Nie jestem pewien, ale zwrot "Józek bije się z kolegą" jest chyba także poprawny (choć rozumiemy, że obydwaj okładają się nawzajem).

   W tym przypadku Józek okładający "się" z kolegą traktowani są jako "podmiot zbiorowy", łączny, a to ze względu na założoną jednakową aktywność obu. Określić "Józek bije kolegę" to oznajmić, iż kolega albo się nie broni, albo się broni zbyt słabo, by o tym wzmiankować. Sens zdania wygląda bowiem tak: "Józek i kolega biją się".

   Dość chyba, bo niebawem założę kącik porad językowych.
.
IQ955 (2355 punktów)
>Dość chyba, bo niebawem założę kącik porad językowych.
Nie chcę Pana podpuszczać, ale taki kącik czytywałbym regularnie i chętnie (zawsze to lubiłem) w przeciwieństwie do różnych tutejszych agitek i bluzgów, ktore konsekwentnie omijam. I to szerokim łukiem.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Ludomir Tulko (317 punktów)
(zablokowany)

>   Zapytałeś pewną osobę, czy się (siebie) zapytałeś?
Sokratejskie pytanie. "Ja się ciebie zapytowywuję."


Ludomir Tulko
sztejkat (4743 punktów)
>(...)   W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie
>wcale nie wykorzystywane przez przeciwników.
>   Dlaczego?

Ehm, odnoszę wrażenie, że są jak najbardziej wykorzystywane - od krucjat, poprzez inkwizycję, do konszachtów z Hitlerem. To zdaje się często podnoszone tematy.

Historia jednak ma to do siebie, że była, a nie jest. Stąd, być może, mała moc tego rodzaju argumentów.


Tomasz Sztejka
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Ehm, odnoszę wrażenie, że są jak najbardziej wykorzystywane - od krucjat, poprzez inkwizycję, do konszachtów z Hitlerem. To zdaje się często podnoszone tematy.

   Nieporozumienie, Tomaszu. Miałem na myśli wykorzystywanie przeciw samemu kościołowi, a nie przez kościół. Poza tym, nie bardzo rozumiem w tym kontekście twoje argumenty: krucjaty, inkwizycję etc. Trochę to chyba od rzeczy.
.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>.>(...) W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie
>wcale nie wykorzystywane przez przeciwników.
> Dlaczego?

Dziękuję za tekst. Nie miałem możliwości odpowiedzieć

Dlaczego? Jak pisałem już kiedyś, problem należy odnieść do znaczeń, a Kościół ma ich wiele. Historia KK jest znana i wykorzystywana przez przeciwników, Ty tego przykładem. Jeżeli zastanawiasz się, dlaczego nie trafia do jego uczestników, to odpowiedź jest jedna. KK to nie tylko instytucja kościelna z jej niechlubną historią, przede wszystkim to setki milionów wyznawców tej religii. I z tego punktu, KK ze znaną (lepiej lub gorzej)jej historią jest im potrzebny. Jednym często, innym raz na dwadzieścia lat innym raz w życiu.
Beatus (2528 punktów)
Pozwolę sobie nieco z innej, niż przedmówców, beczki.
Jeśli zachcemy zgodzić się, że aby wyjaśnić określone zjawisko w ramach określonego systemu, należy posłużyć się w jak największym stopniu jego wewnętrznymi zasadami, należałoby wyjaśnić poruszoną przez ciebie kwestię nieco inaczej niż analfabetyzmem czy wypieraniem.
Według co niektórych religioznawców, do specyfiki religijności należy nieco inne traktowanie czasu i historii. Nie mają one charakteru liniowego. Wydarzenia nie dzieli się po prostu na przeszłe, teraźniejsze i przyszłe. Wszystkie wydarzenia święte, tj te o których np. mowa w dogmatach, wszelkie ważne zwroty w doktrynie, zdarzają się raz ale są bezustannie obecne. Takie pojmowanie czasu jest obecne w katolicyzmie ale już nie w protestantyzmie. Każdy pewnie był z raz na mszy w kościele. Ksiądz w trakcie rytuału wraz z wiernymi dokonuje przeniesienia w czas święty i to kilkakrotnie. Mistycznie sprawę ujmując, nie jest to wspomnienie przeszłości tylko jej uobecnienie. Nie chodzi mi oczywiście o wyliczenie kto ile dał na kolędzie.
Sądzę, że takie podejście do czasu w jakiś sposób usprawiedliwia przykładanie wagi do jednych zdarzeń z historii kościoła a do drugich nie. I bardzo proszę o powstrzymanie się od wniosku - dobre są ważne, a haniebne idą w zapomnienie. Ważne i ciągle obecne są wydarzenia czysto sakralne, których przyczyną są siły nadnaturalne - stworzenie świata, przymierze, ofiarowanie itp. Te, których autorem jest człowiek, z mistycznego punktu widzenia właściwie nie istnieją - inkwizycja, palenie czarownic itd.
Człowiek religijny, chce swoim życiem naśladować życie bogów i świętych. Robi to aby znaleźć się w czasie wiecznym, który nie zna liniowości świeckiej historii. Ważne jest to, że naśladownictwo nie ma być moim własnym powieleniem cudzych dzieł, ale uobecnienie wieczności poprzez wcielenie się. Tutaj też teza o bogu w każdym z nas. Znacie - znajdź Jezusa w sobie i wszystko stanie się proste.
Człowiek religijny wie to wszystko poprzez czucie. Nie musi znać wyżej opisanej teorii, co więcej nawet przeczytawszy ten teks może po prostu go nie zrozumieć. Jednocześnie będzie stosował się do tych zasad nieświadomie.

No, ciekawa jestem jak będzie z rozumieniem tego tekstu.

>   Jest to coś, o czym katolicy nie tylko wiedzą znacznie mniej, aniżeli o duchu świętym - oni po
>prostu nie chcą niczego na ten temat wiedzieć.
Nie potrzebują. Duch święty należy do religijnej wieczności, inkwizycja do historii ludzkich błędów i wypaczeń.
>   Powód jest równie oczywisty. Sądzę bowiem, iż nie ma człowieka na tyle pozbawionego rozsądku i
>przyzwoitości, który znając historię katolicyzmu, byłby w stanie obdarzać to zjawisko choćby
>szczątkowym zaufaniem.
Nie jestem szczególnym znawcą, ale wiem nieco więcej o historii kościoła niż przeciętny katolik. Obdarzam to zjawisko: podziwem - ze względu na trwałość; ciekawością - ze względu na mistykę; zaufaniem - w niektórych kwestiach tak, w innych nie. Nie ufam księdzu z parafii za to że jest księdzem. Doktryny wiary to już co innego, tutaj w wielu przypadkach mogę powiedzieć tylko - nie wiem.
>   W historii kościoła katolickiego zawarte jest śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo, prawie
>wcale nie wykorzystywane przez przeciwników.
Tam gdzie kończy się rozum, rozum nie może zagrażać. Żaden z niego oręż wobec niepojmowalnego.

Pozdrawiam, jak zawsze z sympatią
20-05-2008 15:45 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
>Pozwolę sobie nieco z innej, niż przedmówców, beczki.

   Muszę przyznać, że bardzo ciekawa ta beczka, ściślej zaś, jej zawartość. Nowotworek (nie potworek) "uobecnienie" - także.

   Na tyle to ciekawe, bym się zdecydował dokładnie przeżuć jaźniowo wszelakie implikacje. Może ktoś jeszcze to uczyni?

   Tak na szybko: wyjaśnienie wraz z motywacją wydają mi się przekonywującymi. Czas jako wartość specyficzna pasowałby nawet świętemu Augustynowi.

   Pozdrawiam.
.
   PS. Zdaje się, że Augustyn był także beatus?
.
20-05-2008 16:33 
 Ocena 1 na 1
Beatus (2528 punktów)
Cieszę się, że mimo dalekich od religijności poglądów podjąłeś się próby "przeżucia" (i + za otwartość), chociaż tak naprawdę, na ile znam twoje wypowiedzi, spodziewałam się takiej postawy. Nie należysz do typowych krzykaczy tupiących nogą.
>   Na tyle to ciekawe, bym się zdecydował dokładnie przeżuć jaźniowo wszelakie implikacje. Może ktoś jeszcze to uczyni?
Mało prawdopodobne, ponieważ to tematyka trudna i mało zrozumiała dla materialistów, empiryków itp.
Moim zdaniem, bardzo często popełniamy błąd próbując tłumaczyć napotkane zjawisko w ramach własnej wiedzy i przekonań. Wtłoczyć je na siłę w tę pętle, w której sami trzymamy głowę.

>   Tak na szybko: wyjaśnienie wraz z motywacją wydają mi się przekonywującymi. Czas jako wartość specyficzna pasowałby nawet świętemu Augustynowi.
Powinno się dać go przekonać, chociaż teoria jest współczesna.
Jeśli ta teoria jest prawdziwa, to faktycznie człowiek religijny, ale tak autentycznie, nie czuje związku między swoim wyznaniem a historią kościoła jako instytucji. Może wiedzieć, może znać, ale nie będzie czuł. W żaden sposób nie podważy to jego wiary, tej mistycznej, dalekiej od księżowskich wybryków, RM i takich potworków.

>   PS. Zdaje się, że Augustyn był także beatus?
Skoro jest świętym, to pewnie był i błogosławiony, taka kolej awansu.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365