 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-06-2008 12:03 | Głąbiński (3538 punktów) | Miłość
3 na 3 | W wątku o sektach pojawiło się (J. Szulc, muzawik) słowo "miłość", przy tym wymiana uwag wskazuje na różnicę pojmowania sensu tego słowa przez dyskutantów, a w konsekwencji wynika potrzeba zdefiniowania. Sądzę, że sprawa jest bardzo trudna. I tak np. w podstawach chrystianizmu można dopatrzyć się przekonania o istnieniu miłości doskonałej, będącej cechą Boga, która na tym najwyższym stopniu abstrakcji (czy raczej mistycyzmu?) jest tożsama z istnieniem, pięknem, mądrością, wszechmocą i czym tam jeszcze, co stanowi istotę bóstwa. W tym ujęciu miłość ludzka jest bardzo ograniczoną, uproszczoną kopią tego ideału ("na wzór i podobieństwo"). Jest oczywiste, że ten opis nie definiuje miłości, na jego podstawie nie da się określić, co jest miłością, a jedynie można w niektórych przypadkach opisać co jest jej zaprzeczeniem. Inny sposób - najczęściej stosowany - to określenie jako miłość instynktownych zachowań wynikających z genetycznie uwarunkowanego dążenia do przetrwania potomstwa (miłość matczyna, ojcowska, synowska itp.). Podobnie przedstawia się patriotyzm będący wyrazem instynktu społecznego (łączność ze stadem jako warunek przetrwania). Jako trzecią próbę zdefiniowania miłości podam mającą podstawy racjonalne postawę wyrażoną powiedzeniem "nie czyń drugiemu. co tobie niemiło". Jest ta wyrozumowana zasada pobudowana zdolnością współczucia - wczuwania się w sytuację innej istoty (rozumianej bardzo ogólnie: znam przypadki odczuwania dyskomfortu psychicznego spowodowanego widokiem zepsutego = "cierpiącego" samochodu, czy nawet krzesła). Spotykam również przekonanie, że miłość może wynikać z pragnienia uzyskania satysfakcji estetycznej, z dążenia do piękna. Wydaje się, że wskazane cztery próby definicji słowa "miłość", współistnieją i że na tą wieloznaczność nie ma rady, a sam wątek chyba należało umieścić w dziale "Filozofia".
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów) | > W wątku o sektach pojawiło się (J. Szulc, muzawik) słowo "miłość", przy tym wymiana uwag wskazuje> na różnicę pojmowania sensu tego słowa przez dyskutantów, a w konsekwencji wynika potrzeba> zdefiniowania. Sądzę, że sprawa jest bardzo trudna.Oj trudna trudna... W zasadzie miłość to emocje, a te każdy odczuwa inaczej. Nieźle podeszła do tego Wikipedia: pl.wikipedia.org/wiki/Miłość. Podejrzewam jednak, że i tu dało by się znaleźć niespójności. Odnoszę zatem wrażenie, że dyskusja może być bezprzedmiotowa a samo pojęcie należy potraktować intuicyjnie jako pierwotne. Jak tego Konia co "jaki jest każdy widzi". Jednocześnie przyszło mi do głowy, że warto zastanowić się nad interpretacją tego pojęcia przez Krk i jednocześnie przyjrzeć się praktyce... To samo dotyczy również innych wyznań z kręgu Chrześcijaństwa. Jak ta Agape funkcjonuje w naszym społeczeństwie. Na mój gust marnie. "+" za temat. JATO
Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
|
|
| Marian (5438 punktów) |
Sądzę, że słowa „miłość” nie można odnieść, pośrednio lub bezpośrednio, do doświadczenia. Wyrazu tego nie można użyć w logicznym zdaniu orzekającym możliwym do weryfikacji poprzez doświadczenie (nie spełnia wymogu Hume'a); ergo, nie ma on wartości poznawczej. Wiara w miłość jest zatem nieuzasadniona i irracjonalna. Możecie potraktować ten post za pół-żartobliwy  Pozdrawiam. A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
 | | Głąbiński (3538 punktów) | > ... słowo „miłość” ... nie spełnia wymogu Hume'a ... Oświeć mnie (a może i innych niewiedzących), o jaki wymóg chodzi?
Stach M. G.
|
|
|  | | Marian (5438 punktów) | > > ... słowo „miłość” ... nie spełnia wymogu Hume'a ...> Oświeć mnie (a może i innych niewiedzących), o jaki wymóg chodzi? Inspirowałem się tekstem z Wikipedii (hasło ateizm): Cytat:Ateizm semiotyczny, polegający na tym, iż słowo "bóg" nie godzi się z tzw. wymogiem Hume'a. Brzmi on następująco: "Słowo ma znaczenie poznawcze wtedy i tylko wtedy, gdy odnosi się, bezpośrednio lub pośrednio, do doświadczenia. Rozumiemy je, gdy potrafimy go użyć w zdaniu rozstrzygalnym przez doświadczenie.". Wyrazu "bóg" nie można odnieść do doświadczenia, ani w sposób bezpośredni ani pośredni, więc jest on pozbawiony sensu. Pozdrawiam  A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
| |  | | Głąbiński (3538 punktów) | Przywołany cytat satysfakcjonuje jako odpowiedź na moje pytanie, natomiast nie usprawiedliwia kategorycznej wymowy stwierdzenia, że >Sądzę, że słowa "miłość" nie można odnieść, pośrednio lub bezpośrednio, do doświadczenia, w którym to zdaniu zastrzeżenie "nie można" należałoby uzupełnić objaśnieniem, że warunek ten obowiązuje jedynie zwolenników "ateizmu semiotycznego", w obecnej zaś formie ma pozór poglądu akceptowanego powszechnie.
Stach M. G.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | > Przywołany cytat satysfakcjonuje jako odpowiedź na moje pytanie, natomiast nie usprawiedliwia kategorycznej wymowy stwierdzenia Nie chciałem zabrzmieć kategorycznie. Cytat:Sądzę, że [...] użyte przeze mnie, nie jest li tylko konwencją językową, a sygnalizacją że następujące stwierdzenie stanowi jedynie mój prywatny osąd. > [...] w którym to zdaniu zastrzeżenie "nie można" należałoby uzupełnić objaśnieniem, że warunek ten obowiązuje jedynie zwolenników "ateizmu semiotycznego", w obecnej zaś formie ma pozór poglądu akceptowanego powszechnie. Nie uważam ateistów semiotycznych za jakąś sektę, którą obowiązuje pewien zbiór przekonań. Dla mnie wymóg Hume'a jest przekonującym kryterium rozumienia i wartości poznawczej słów, więc pozwoliłem sobie na taką pół-żartobliwą uwagę. Jeśli jednak owy wymóg nie jest dla kogoś przekonujący, może moje stwierdzenie odrzucić od ręki. Właściwie, może to zrobić na każdej podstawie. Pozdrawiam. A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
Miłość to gotowość oddania za kogoś/coś życia. .
|
|
 | | Piotr G. /Grim/ (288 punktów) | To spostrzeżenie nie jest wcale banalne. Rozpatrzmy je z innej perspektywy. Kochamy swoje dzieci, rodziców, żonę/konkubinę, męża/konkubina. Są to więc osoby, które odgrywają w naszym życiu rolę w rozprzestrzenianiu własnej informacji genetycznej. Pierwszy rodzaj miłości. Drugim rodzajem, stosunkowo nowym jest miłość do osób niespokrewnionych. Możemy oddać za kogoś życie, jeżeli prezentuje on system wartości i poglądy tożsame z naszymi. Jeżeli sami bylibyśmy skłonni oddać życie za przetrwanie takiej zawartości kulturowej (można by się odwołać tutaj to teorii memów) wtedy możemy też oddać życie za człowieka utożsamiającego rzeczoną ideę/wartość.
Ogłosiliby mnie jednak głupim, gdybym nie wspomniał o historiach osób, które szły razem z dziećmi do komór gazowych, umierały razem z kochanymi osobami, lub oddawały życie w imię niesienia pomocy ludziom widzianym po raz pierwszy w życiu. Nie mówię tu o ryzykowaniu swojego życia, ale o świadomym składaniu go w ofierze.
Takie zachowania nie są do pogodzenia z jakimikolwiek racjonalnymi instynktami.
And the man said: Let there be light.
|
|
|  | | Głąbiński (3538 punktów) | >... umierały razem z kochanymi osobami, lub oddawały życie w imię niesienia pomocy ludziom widzianym po raz pierwszy w życiu. Nie mówię tu o ryzykowaniu swojego życia, ale o świadomym składaniu go w ofierze. >Takie zachowania nie są do pogodzenia z jakimikolwiek racjonalnymi instynktami.
Pomieszanie pojęć: działania instynktyowne a działania świadome, podlegające kontroli rozumu (racjonalne), to zupełnie co innego. Stąd wyrażenie "racjonalny instynkt" jest pozbawione sensu. Może masz na myśli "instynkt dający się racjonalnie opisać"? Przyznam się jednak, że równiez sens tak uzupełnionego określenia jest dla mnie niejasny.
Inna sprawa, to twoja wzmianka o "świadomym składaniu go (życia) w ofierze" dodana jako uzupełnienie wywodu o sesie słowa "miłość". Pytanie tu powstaje, w jakim stosunku "miłość" będąca raczej afektem niż dziełem rozumnej decyzji (w opisanym przeze mnie przypadku objętym hasłem "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" sprawa bardzo się komplikuje) pozostaje do "świadomości", o istocie której wiemy bardzo mało. Możnaby ten kłopot zlekceważyć, gdyby nie to, że w całej wypowiedzi, a zwłaszcza we wzmiance o "racjonalnych instynktach" widzę wyraźne odwołanie się do wiedzy o instynktach obejmujących wszystkie żyjątka posiadające układ nerwowy. Wydaje się, że przeczy twojemu przekonaniu przykład poświęcenia się mrówki np. w obronie mszycy, czy altruistyczne zachowania szczurów, ale co wtedy zrobić z tą wspomnianą przez ciebie świadomością? Okropnie zagmatwałeś sprawę!
Stach M. G.
|
|
 | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >Miłość to gotowość oddania za kogoś/coś życia. Przyjęcie tej definicji oznaczałoby drastyczne ograniczenie ilości osób zdolnych do miłości, a zarazem umożliwiłoby zaliczenie do tej grupy wielu histeryków i wręcz dewiantów psychicznych.
Stach M. G.
|
|
|  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>Miłość to gotowość oddania za kogoś/coś życia. >Przyjęcie tej definicji oznaczałoby drastyczne ograniczenie... Ta gotowość zmienną jest, choćby i najszczerzej deklarowana. Życie wiele przypadków zweryfikuje, większości nigdy, a jest też dynamika uczuć: chwila chwili nierówna. Dokładnym definicjom nie ujmuje niedostatek realnych obiektów (nie istnieje idealne koło, choć jest jego dokładna definicja). .
Niech ustrój forum powiadamia mnie o odpowiedziach i głosach.
|
|
| Totus (1201 punktów) | > a w konsekwencji wynika potrzeba zdefiniowania. Sądzę, że sprawa jest bardzo trudna.Proszę oto definicja Totusa  : Miłość to akceptacja tego czym się jest dostępna poprzez rozwiniętą samoświadomość a dalej właściwy stosunek do samego siebie wynikający z wiedzy o istocie siebie samego.> I tak np. w podstawach chrystianizmu można dopatrzyć się przekonania o istnieniu miłości doskonałej, będącej cechą Boga, która na tym najwyższym stopniu abstrakcji (czy raczej mistycyzmu?) jest tożsama z istnieniem, pięknem, mądrością, wszechmocą i czym tam jeszcze, co stanowi istotę bóstwa.Ja tam dopatruję się bardzo atrakcyjnej koncepcji samego siebie jako Syna Bożego. > W tym ujęciu miłość ludzka jest bardzo ograniczoną, uproszczoną kopią tego ideału ("na wzór i podobieństwo").Ideał dąży do powielenia samego siebie w innych ludziach z czysto egoistycznych pobudek. Chrześcijaństwo nazywa to "okazywaniem miłosierdzia". Myśl: "Skoro Ja jestem Bogiem to dlaczego Ty (Pan) miałbyś nim nie być ?" Jak Pan myśli co ma człowiek z tego, że jest Bogiem skoro większość wokół to "ograniczone kopie" i z racji własnego ograniczenia krzywdzący się nawzajem? Będzie go to męczyć ? Będzie chciał to zmienić ? Wydaje mi się, że tak, a jedną z racjonalnych podstaw dla takiego działania jest eliminowanie zagrożenia dla zdrowia i życia w swoim otoczeniu. Przekształćmy definicję : Miłość chrześcijańska to akceptacja jako własnej koncepcji człowieczeństwa przekazanej w osobie Syna Bożego. Przyjęcie jako prawdy o samym sobie wiedzy o JA JESTEM (pełne zawierzenie) dostępnej w Objawieniu. Miłować bliźniego może więc tylko człowiek, który jest do tego zdolny bo wie czym jest jego bliźni a miłować Boga tylko ten, który wie czym jest Bóg. Wiedza jest więc kluczem do miłości moim zdaniem. Kto ma taką wiedzę, jeśli miłuje - powinien dążyć do jej upowszechnienia jeśli oczywiście nie lęka się, że mu urażone "ograniczone kopie" nie skoczą do gardła by się zamknął i nie bluźnił, nie bluźnił jak Jezus, że i on jest Bogiem. ? .
|
|
 | | Głąbiński (3538 punktów) | >Miłość to akceptacja tego czym się jest dostępna poprzez rozwiniętą samoświadomość a dalej właściwy stosunek do samego siebie wynikający z wiedzy o istocie siebie samego. Takie ograniczenie horyzontu do własnego ja jest atrapą miłości, spotykaną, ale bynajmniej nie powszechną Np. o ile spotkałem się z rzeczową argumentacją przypisującą tego rodzaju nastawienie Teresie z Kalkuty, to nie wyobrażam sobie możliwości dopatrzenia się czegoś podobnego u Korczaka, czy Ireny Sendler. W życiu codziennym nie spotykamy się z tak wyrazistymi postaciami i trudno dyskutować o problemie w skali masowej. Pozostaje więc tylko stwierdzić, że twoja definicja w moim przekonaniu jest błędna jako obowiązująca w ogóle.
>Ja tam dopatruję się bardzo atrakcyjnej koncepcji samego siebie jako Syna Bożego. Niezrozumiałe - podobnie jak większość dalszych wywodów. Np. drogą jakich skojarzeń doszedłeś od tematu wątku do tego stwierdzenia?
Stach M. G.
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | >Takie ograniczenie horyzontu do własnego ja jest atrapą miłości, spotykaną, ale bynajmniej nie powszechną
W jaki sposób horyzont takiego człowieka może być ograniczny? Nie rozumiem, autento, proszę o przykład.
>Np. o ile spotkałem się z rzeczową argumentacją przypisującą tego rodzaju nastawienie Teresie z Kalkuty, to nie wyobrażam sobie możliwości dopatrzenia się czegoś podobnego u Korczaka, czy Ireny Sendler. Skoro wiem kim/czym jestem to wiem kim Ty jesteś. Skoro wiemy kim jesteśmy to po co nam Matki Teresy, Korczak czy Irena Sendler ? Ja ich nie potrzebuję , Ty ich nie potrzebujesz, Nikt z Nas ich nie potrzebuje. Nasz świat jest wolny od absurdów i nie ma w nim możliwości wygenerowania takich postaw, ale - zaraz, zaraz świat obok jednak ma absurdy i musi budzić niepokój, który może ukoić jakieś działanie, agresję wobec tego co w nim niepokojące, obce Nam, wynaturzone, w zrozumiały dla Nas sposób mogące zburzyć równowagę wokół naszych "Ja" więc i naturalnie zagrażające Nam, a więc zło, czyli człowiek inny od Nas, dewiant wyznaniowy, nie rozumiejący tego kim jesteśmy, a tak podobny, mówiący nawet po naszemu tylko zachowujący się nieraz gorzej od naszych dzieci, których wewnętrzny niedorozwój usprawiedliwiony jest wiekiem.
>W życiu codziennym nie spotykamy się z tak wyrazistymi postaciami i trudno dyskutować o problemie w skali masowej.
Problemem w skali masowej jest brak definicji miłości. Stawiamy mu czoła, czyż nie?
>twoja definicja w moim przekonaniu jest błędna jako obowiązująca w ogóle.
W definicji tej jest zawarte kryterium jakie powinna spełniać osoba, którą można uznać za zdolną do miłości. Musi mieć wiedzę o istocie siebie samego lub wyznawać wybraną koncepcję człowieczeństwa, a wtedy musimy do wyrazu miłość dodać przymiotnik od-koncepcyjny np. miłość chrześcijańska.
Kiedy więc mówimy o miłości chrześcijańskiej bazujemy na wiedzy objawionej a z niej wynika, że człowiek staje się zdolny do miłości gdy osiąga poziom Syna Człowieczego, czyli Boga Chrześcijańskiego w pracy nad sobą prowadzącej do uzyskania jedności z Duchem Świętym.
W takim przypadku rzeczywiście można mówić, że ktoś żyje w stanie łaski uświęcającej, jest osobą Świętą gdyż może czerpać z samego siebie gdy naucza o Bogu wiernych, czyli ludzi będących w drodze do osiągnięcia i współdzielenia z Nim stanu oświecenia umożliwiającego budowanie trwałych relacji partnerskich, ewangelicznego domu, którego wicher nie rozdmucha i morza wezbrane nie przemogą bo zbudowany jest na skale .
? .
|
|
| |  | | Głąbiński (3538 punktów) | >W jaki sposób horyzont takiego człowieka może być ograniczny? Nie rozumiem, autento, proszę o przykład. Wspomniane ograniczenie dotyczy horyzontu rozumowania, które zasklepia się w pojęciu "ja" pomijając - jak to wynika z treści Twojego wywodu - istnienie czegokolwiek innego.
>Skoro wiem kim/czym jestem to wiem kim Ty jesteś. ??? Mam o sobie sporo wiedzy. Czy można to podsumować stwierdzeniem, że "wiem kim jestem"? - Różne bywają o tym zdania, powiedzmy, że rzeczywiście "wiem", ale skąd z tego ma wynikać, że "wiem kim Ty jesteś", jeśli wiedza ta ogranicza się do znajomości paru twoich postów na nin. forum?
Skoro wiemy kim jesteśmy to po co nam Matki Teresy, Korczak czy Irena Sendler? Ja ich nie potrzebuję ... Mnie te postaci były potrzebne do zilustrowania próby zdefiniowania znaczenia słowa "miłość". Z wywodu wynika, że tobie nic ta ilustracja nie dała. Żałuję, ale co to ma do rzeczy, gdy mowa o znaczeniu słowa "miłość"?
>>twoja definicja w moim przekonaniu jest błędna jako obowiązująca w ogóle. >W definicji tej jest zawarte kryterium jakie powinna spełniać osoba, którą można uznać za zdolną do miłości. Zdolność do myślenia nie jest myślą ani myśleniem i podobnie "zdolność do m." nie jest miłością.
>Musi mieć wiedzę o istocie siebie samego lub wyznawać wybraną koncepcję człowieczeństwa, a wtedy musimy do wyrazu miłość dodać przymiotnik od-koncepcyjny np. miłość chrześcijańska. Miłość w momencie jej spełniania nie jest pojmowana jako coś wyrozumowanego z zasad, lecz jako wynik spontaniczności. Wyrozumowany (np. z zasady "nie rób innemu ...") - przypuszczam - może być jedynie podkład psychiczny przygotowujący człowieka do działań będących wyrazem miłości.
>Kiedy więc mówimy o miłości chrześcijańskiej bazujemy na wiedzy objawionej a z niej wynika, że człowiek staje się zdolny do miłości gdy osiąga poziom Syna Człowieczego, czyli Boga Chrześcijańskiego w pracy nad sobą prowadzącej do uzyskania jedności z Duchem Świętym. Gdzieżeś takie stwierdzenia wyczytał? W Biblii kanonicznej nic takiego nie ma.
Stach M. G.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Totus (1201 punktów) | > >W jaki sposób horyzont takiego człowieka może być ograniczny? Nie rozumiem, autento, proszę o przykład.> Wspomniane ograniczenie dotyczy horyzontu rozumowania, które zasklepia się w pojęciu "ja" pomijając - jak to wynika z treści Twojego wywodu - istnienie czegokolwiek innego.Pomijając nie istnienie a wartość w istnieniu czegokolwiek innego równą bądź wyższą od wartości samego mojego "ja". Aż tu pojawia się "JA JESTEM" na horyzoncie, które mówi takim jak my - "Jestem Bogiem, a Wy kim jesteście?". Czy odpowiesz mu: "Jestem Tobą, albo niech Ci będzie, że Bogiem skoro tak Mnie nazywasz." ? A może jesteś lepszy i dostrzegasz w nim zachowania, które Tobie nie przystoją ? > >Skoro wiem kim/czym jestem to wiem kim Ty jesteś.> ??? Mam o sobie sporo wiedzy. Czy można to podsumować stwierdzeniem, że "wiem kim jestem"? - Różne bywają o tym zdania, powiedzmy, że rzeczywiście "wiem", ale skąd z tego ma wynikać, że "wiem kim Ty jesteś", jeśli wiedza ta ogranicza się do znajomości paru twoich postów na nin. forum?ad 1. Wiesz kim jestem przez wzgląd na wiedzę o sobie skoro obaj jesteśmy ludźmi z darem tejże wiedzy. ad 2. Mój ciąg doświadczeń MUSI być inny od Twojego ponieważ występujemy w odrębnych strukturach, w innym miejscu, a w przypadku Jezusa w innym przedziale czasu, okolicznościach przyrody itp. i w ogóle wszystkiego, co jako podrzędne wobec nas nie jest w stanie nas poróżnić ( p pkt. 1) ad 1 bonus: Jeżeli masz tę wiedzę to możesz rozpoznać po tym co mówię czego o sobie nie wiem.  > Skoro wiemy kim jesteśmy to po co nam Matki Teresy, Korczak czy Irena Sendler? Ja ich nie potrzebuję ...> Mnie te postaci były potrzebne do zilustrowania próby zdefiniowania znaczenia słowa "miłość". Z wywodu wynika, że tobie nic ta ilustracja nie dała. Żałuję, ale co to ma do rzeczy, gdy mowa o znaczeniu słowa "miłość"?Miłość to wszelkie działania mające na celu wyzwolenie człowieka ze stanu braku samoświadomości doprowadzające go do pełni jedności z Tobą kolego, który takich braków nie posiadasz. Społeczeństwa bohaterów, których przywołujesz będą i są produktem innym jakościowo, produktem dewiacji ludzi ubogich w samoświadomość. W tychże społeczeństwach, w których łamanie praw człowieka było i jest normą występowały (ują) postacie, które jeszcze długo będą ujmować postawą i wywoływać zadumę. Zostawmy je na chwilę. > >>twoja definicja w moim przekonaniu jest błędna jako obowiązująca w ogóle.> >W definicji tej jest zawarte kryterium jakie powinna spełniać osoba, którą można uznać za zdolną do miłości.> Zdolność do myślenia nie jest myślą ani myśleniem i podobnie "zdolność do m." nie jest miłością.Podkreślam tu, że istnieją ludzie pozbawieni zdolności do miłości, świadomego kierowania się nią, gdyż nie wiedzą kim są. Ci ludzie mogą tylko wierzyć takim jak my we wskazania jak mają postępować by w naszych oczach przypominali ludzi kierujących się w życiu miłością do bliźniego. Zgodzisz się ??? A dalej sama wiedza czy zdolność choć umożliwia to nie gwarantuje w pełni przyjęcia postawy miłości do siebie a więc i bliźniego, gdyż takowa z reguły jest ryzykownym wyrzeczeniem generującym korelację zachowania godności osobistej z bezpieczeństwem osobistym. Przyjmując chrześcijańską koncepcję wiedzy o sobie czyli Bogu jako własną warto przy tej okazji wspomnieć o ofierze przebłagalnej Jezusa skierowanej do nas, będącej w istocie tylko formalnym przekonywaniem osoby, której przekonywać by postępowała właściwie po prostu nie powinno być potrzeba. Tak czy owak kontakt każdego z nas z tym apelem uważam za istotnie ubogacający składnik kultury osobistej. > >Musi mieć wiedzę o istocie siebie samego lub wyznawać wybraną koncepcję człowieczeństwa, a wtedy musimy do wyrazu miłość dodać przymiotnik od-koncepcyjny np. miłość chrześcijańska.> Miłość w momencie jej spełniania nie jest pojmowana jako coś wyrozumowanego z zasad, lecz jako wynik spontaniczności. Wyrozumowany (np. z zasady "nie rób innemu ...") - przypuszczam - może być jedynie podkład psychiczny przygotowujący człowieka do działań będących wyrazem miłości.Ja tak postrzegam emocje, te odzwierzęce genetyczne odruchy, które raz ratują nam życie a raz czynią z nas morderców gdy dajemy im równie spontanicznie pełniejszy upust. To o czym piszę to Człowiek samowystarczalny, wie o sobie to co powinien by efektywnie osiągać wyznaczane sobie cele. To człowiek, który poprzez pomoc innym dostrzega możliwość wzrostu własnej efektywności w dowolnym działaniu. Pomaga innym - ale przez wzgląd na siebie. Miłuje innych bo czyni ich samowystarczalnymi na swoje podobieństwo. Eliminuje w ten sposób ogniska nędzy, w których -izmy, -yzmy czy satanistyczne religie krytykujące konieczność edukacji, zmian w obyczajowości, antykoncepję, aborcję itp. generują/podtrzymują biedę, choroby i głód. > Gdzieżeś takie stwierdzenia wyczytał? W Biblii kanonicznej nic takiego nie ma.Popełniłem antyinstytucjonalny ciężki grzech własnej, indywidalnej interpretacji średnio skomlikowanych metafor tam zawartych. ? .
|
|
| Kelly (2051 punktów) | >znam przypadki odczuwania dyskomfortu psychicznego spowodowanego widokiem zepsutego = "cierpiącego"samochodu, czy nawet krzesła). A żeby tylko... Ja czasem mam problemy z wyrzuceniem zmiętej kulki papieru. Ale wątpię, żeby akurat to miało jakikolwiek związek z miłością.
>Inny sposób - najczęściej stosowany - to określenie jako miłość instynktownych zachowań wynikających z genetycznie uwarunkowanego dążenia do przetrwania potomstwa (miłość matczyna, ojcowska, synowska itp.). >Podobnie przedstawia się patriotyzm będący wyrazem instynktu społecznego (łączność ze stadem jako warunek przetrwania). >Jako trzecią próbę zdefiniowania miłości podam mającą podstawy racjonalne postawę wyrażoną powiedzeniem "nie czyń drugiemu. co tobie niemiło". Jest ta wyrozumowana zasada pobudowana zdolnością współczucia - wczuwania się w sytuację innej istoty (...). >Spotykam również przekonanie, że miłość może wynikać z pragnienia uzyskania satysfakcji estetycznej, z dążenia do piękna.
Wydaje mi się, że do wymienionych już typów można dodawać kolejne w nieskończoność. Weźmy na przykład przywiązanie do konkretnych ludzi czy nawet zwierząt, uwielbienie autorytetów, miłość medialną ( Jesteście taaak wspaniałą publicznością, kocham was ), być może miłość do samego siebie. I młodzieńcze zauroczenia, bo chociaż z perspektywy czasu prawdopodobnie się w ogóle nie liczą, w pewnym okresie życia mają tę swoją wagę.
|
|
 | | Głąbiński (3538 punktów) | >A żeby tylko... Ja czasem mam problemy z wyrzuceniem zmiętej kulki papieru. Ale wątpię, żeby akurat to miało jakikolwiek związek z miłością. Pośrednio ma, wynika to bowiem ze zdolności wczuwania się w sytuację innej "osoby", ta zdolność skłania nas do praktykowania zasady "nie czyń innemu ...", a z kolei tą zasadę - jak to wspomniałem - można sobie przedstawiać jako jeden z motywów powstania miłości - jeśli ktoś skłonny jest uważać, że miłość jest wytworem raczej rozumu niż uczucia. co występuje w trzeciej z prób zdefiniowania.
>Wydaje mi się, że do wymienionych już typów można dodawać kolejne w nieskończoność. Weźmy na przykład przywiązanie do konkretnych ludzi czy nawet zwierząt, uwielbienie autorytetów, miłość medialną ( Jesteście taaak wspaniałą publicznością, kocham was ), być może miłość do samego siebie. Sądzę, że przykłady są chybione: przywiązanie to co innego niż miłość, podobnie jak towarzysząca dewiacjom psychicznym "miłość" będąca przejawem egoistycznego, obsesyjnego pragnienia "posiadania" występująca np. u niektórych matek, małżonków itd. To samo o pozostałych dwu przykładach. Miłością można nazwać uwielbienie dla zasłużonych jednostek, ale podłoże tego uczucia należy - moim zdaniem - zaliczyć do tej samej grupy, co patriotyzm - instynkt poświęcenia się dla dobra stada.
>I młodzieńcze zauroczenia ... Te stanowią przykład realizacji instynktu związanego z rozmnażaniem, o czym była już mowa. Tyle że nie chodzi o zabezpieczenie przetrwania potomstwa, lecz o jego wytworzenie.
Stach M. G.
|
|
|  | | Kelly (2051 punktów) | >Sądzę, że przykłady są chybione: przywiązanie to co innego niż miłość, podobnie jak towarzysząca dewiacjom psychicznym "miłość" będąca przejawem egoistycznego, obsesyjnego pragnienia "posiadania" występująca np. u niektórych matek, małżonków itd. Przywiązanie do przyjaciela albo pluszowego misia to jeszcze nie "obsesyjne pragnienie 'posiadania'". A o ile uwielbienie tłumu dla gwiazdki estrady rzeczywiście można by podciągnąć pod "miłość patriotyczną", stosunku odwrotnego (idol kocha fanów, głownie dlatego, że go kochają i dają mu sens życia) byłoby trudniej.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|