 |
Moje dziecko idzie do komunii... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 30-09-2009 19:56 | Korda (156 punktów) | Moje dziecko idzie do komunii... | ... i mam problem. Nie mam wpływu na wychowanie syna, z którym widuję się dwa może trzy razy w roku. W maju idzie do komunii i juz zaczęła się nagonka mojej rodziny : "no chyba nie zrobisz tego dziecku..." itp Uwazam, że ogromnym przejawem mojej dobrej woli jest to, że nikogo nie próbuję nawet przekonywać, aby nie wymuszali tego na nim, Kompletnie nie wiem, jakich argumentów użyć, aby moja nawiedzona, katolicka rodzina pozwoliła mi tej pseudoceremoni nie zauważyć. POMÓŻCIE. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | Odp: moje dziecko idzie do komuni... |
Chodzi Ci o to, żeby syn nie poszedł do komunii, czy o to, że Ty masz zamiar zignorować uroczystość, która i tak się odbędzie?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
 | | Korda (156 punktów) | >Chodzi Ci o to, żeby syn nie poszedł do komunii, czy o to, że Ty masz zamiar zignorować uroczystość, która i tak się odbędzie? > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Zignoruję uroczystość bez względu na to co się będzie działo, ale może przy okazji rozmów, których nie uniknę, zmuszę mnoją rodzinkę do myślenia.
|
|
|  | 10 na 10 | Autografka (10638 punktów) |
>Zignoruję uroczystość bez względu na to co się będzie działo, ale może przy okazji rozmów, których nie uniknę, zmuszę mnoją rodzinkę do myślenia.
Myślę, że przede wszystkim zawiedziesz syna. Warto?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| |  | | Korda (156 punktów) | >>Zignoruję uroczystość bez względu na to co się będzie działo, ale może przy okazji rozmów, których nie uniknę, zmuszę mnoją rodzinkę do myślenia. >Myślę, że przede wszystkim zawiedziesz syna. Warto? > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
właśnie nie wiem.... nie ma jednoznacznej odpowiedzi
|
|
| | |  | 5 na 5 | Autografka (10638 punktów) | > >>Zignoruję uroczystość bez względu na to co się będzie działo, ale może przy okazji rozmów, których nie uniknę, zmuszę mnoją rodzinkę do myślenia.> >Myślę, że przede wszystkim zawiedziesz syna. Warto?> właśnie nie wiem....> nie ma jednoznacznej odpowiedziJa uważam, że nie warto. Ale decyzja należy do Ciebie. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >>Myślę, że przede wszystkim zawiedziesz syna. Warto?
>właśnie nie wiem.... >nie ma jednoznacznej odpowiedzi Uważam, że jest: najważniejszym jest zrobić to, na co ma się naprawdę chęć, to znaczy nie zawieść siebie.
|
|
| |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >Myślę, że przede wszystkim zawiedziesz syna. Mam inne zdanie - może jedynie zawieść siebie, jeśli zrobi cokolwiek, znowu się oszukując, że robi to dla kogoś.
>Warto? A warto się oszukiwać, oszukując przy okazji innych?
|
|
| | |  | 4 na 4 | Autografka (10638 punktów) | >>Myślę, że przede wszystkim zawiedziesz syna. > Mam inne zdanie - może jedynie zawieść siebie, jeśli zrobi cokolwiek, znowu się oszukując, że robi to dla kogoś. >>Warto? > A warto się oszukiwać, oszukując przy okazji innych?
A kto mu się każe oszukiwać? Uszanowanie czyjejś decyzji (nawet jeżeli jest to decyzja dziecka i nawet jeżeli nie jest samodzielna, co w przypadku dziecka, przyznasz chyba jest częste) nie jest żadnym oszukiwaniem się. Jeżeli przyjaciółka zaprosi mnie na muzułmański ślub, to pójdę i nie wydaje mi się, że jest to jakieś oszukiwanie się.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | |  | 1 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > > A warto się oszukiwać, oszukując przy okazji innych?> A kto mu się każe oszukiwać? A kto mówi o nakazach? > Uszanowanie czyjejś decyzji (nawet jeżeli jest to decyzja dziecka i nawet jeżeli nie jest samodzielna, co w przypadku dziecka, przyznasz chyba jest częste) nie jest żadnym oszukiwaniem się. Jasne, że jest, bo to jest chęć załatwianie sobie przyjemności przy pomocy zrobienia komuś prezentu, a nie szanowanie czyjejś decyzji. > Jeżeli przyjaciółka zaprosi mnie na muzułmański ślub, to pójdę i nie wydaje mi się, że jest to jakieś oszukiwanie się. A kto gada o oszukiwaniu, jeśli zrobisz to dla siebie? P.S. Już kiedyś chyba o to pytałem: > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe] Tę stopkę wkleiłaś, bo ładnie "paradoksalna"? Czy lubisz się pośmiać z domysłów na który bok się Goethe przewraca?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | > >> A warto się oszukiwać, oszukując przy okazji innych?> >A kto mu się każe oszukiwać?> A kto mówi o nakazach?No jak to kto? Ten pan, tamta pani...  > Jasne, że jest, bo to jest chęć załatwianie sobie przyjemności przy pomocy zrobienia komuś prezentu, a nie szanowanie czyjejś decyzji.> A kto gada o oszukiwaniu, jeśli zrobisz to dla siebie?Właściwie tak jest. Korda musi się zastanowić, czy sprawienie przyjemności synowi jest czymś, co chce zrobić dla siebie. > Tę stopkę wkleiłaś, bo ładnie "paradoksalna"?A wcale, że nie jest! 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > > A kto gada o oszukiwaniu, jeśli zrobisz to dla siebie?> Właściwie tak jest. Korda musi się zastanowić, czy sprawienie przyjemności synowi jest czymś, co chce zrobić dla siebie. Właśnie pic w tym, że nie musi, ale może. > > Tę stopkę wkleiłaś, bo ładnie "paradoksalna"?> A wcale, że nie jest!  Nono, nawet bywa, że to zauważasz.
|
|
| | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
> Właśnie pic w tym, że nie musi, ale może.Tak jest, panie generale!  > >> Tę stopkę wkleiłaś, bo ładnie "paradoksalna"?> >A wcale, że nie jest!  > Nono, nawet bywa, że to zauważasz.  A co ja tam mogę zauważać 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | A tak na poważnie. Nie ma takiej możliwości, że nie podejmie decyzji, jeżeli będzie żył. I nie będzie przykuty do łóżka. Albo w więzieniu. Albo w innej sytuacji ograniczającej jego wolność. Zresztą nawet w sytuacji ograniczonej wolności, podejmujemy decyzje. Co prawda, ich wachlarz jest przerzedzony, niemniej, podejmujemy je. Bo musimy.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > A tak na poważnie. Tez mi się zdarza.  > Nie ma takiej możliwości, że nie podejmie decyzji, jeżeli będzie żył. Owszem. > I nie będzie przykuty do łóżka. Albo w więzieniu. Albo w innej sytuacji ograniczającej jego wolność. Eee tam.  > Zresztą nawet w sytuacji ograniczonej wolności, podejmujemy decyzje. No, już mi lepiej.  > Co prawda, ich wachlarz jest przerzedzony, niemniej, podejmujemy je. Co prawda, to prawda.  > Bo musimy. Nie, bo chcemy podjąć tę, a nie inną (z przerzedzonego czasem, a jakże, wachlarza) decyzję - musimy tylko myśleć. Bo każda decyzja jest wyborem bardziej chcianej opcji, od tej mniej, lub wcale niechcianej. .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | > Nie, bo chcemy podjąć tę, a nie inną (z przerzedzonego czasem, a jakże, wachlarza) decyzję - musimy tylko myśleć. > Bo każda decyzja jest wyborem bardziej chcianej opcji, od tej mniej, lub wcale niechcianej.
Podejmujemy decyzję jaką chcemy, ale jakąś musimy podjąć.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Podejmujemy decyzję jaką chcemy, ale jakąś musimy podjąć.
Masz tylko pozornie rację, bo już po hamletowskim wyborze (czyli zaś "chceniu"): "być, albo nie być..." - reszta wyborów jest konsekwencją tegoż.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) |
> Masz tylko pozornie rację, bo już po hamletowskim wyborze (czyli zaś "chceniu"): "być, albo nie być..." - reszta wyborów jest konsekwencją tegoż.
Czy ja wiem? "Bycie" można realizować w różny sposób, za pomocą różnych decyzji.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | > Czy ja wiem? "Bycie" można realizować w różny sposób, za pomocą różnych decyzji. Jasne, ale świadomie wybierając chęć "bycia" w dosłownym tego słowa znaczeniu - reszta jest implikacją tegoż wyboru i kwestią wyborów kolejnych "chceń". Myślę, że bagatelizowane są interakcje między semantyką a sposobem percepcji rzeczywistości. Zauważam dość częste posługiwanie się schematycznymi określeniami, opisującymi zupełnie inne stany emocjonalne, niż autor ma na myśli. Czasami się zdarza, iż autor używając nieadekwatnych, ale kolokwialnych i utartych określeń, pisze zupełnie co innego niż miał zamiar napisać, Jest wręcz zdziwiony, gdy na to zwrócić uwagę. Mało tego - czasami bywa, że zaprzecza premedytacji ich użycia, tak odwrotne mają znaczenie w stosunku do założeń, oraz intencji autora. Na tym portalu dotyczy to w dość szczególny sposób traktowanych słów "wiara" oraz właśnie "musu" i wcale nie zacier mam na myśli.  .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | Co do poprzedniej wersji, wydaje mi się że równie trudne (a może nawet trudniejsze), jak uświadomienie sobie potrzeby (ale nie przymusu) "chcenia" jest wytworzenie w sobie tego "chcenia właściwego".  Ale faktycznie, zidentyfikowania tej potrzeby, to pierwszy krok do sukcesu. > Myślę, że bagatelizowane są interakcje między semantyką a sposobem percepcji rzeczywistości.> Zauważam dość częste posługiwanie się schematycznymi określeniami, opisującymi zupełnie inne stany emocjonalne, niż autor ma na myśli.> Czasami się zdarza, iż autor używając nieadekwatnych, ale kolokwialnych i utartych określeń, pisze zupełnie co innego niż miał zamiar napisać, Jest wręcz zdziwiony, gdy na to zwrócić uwagę.> Mało tego - czasami bywa, że zaprzecza premedytacji ich użycia, tak odwrotne mają znaczenie w stosunku do założeń, oraz intencji autora.Na przykład? Nie żałuj sobie. Przetrzymam.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Adamiak (36436 punktów) | > Co do poprzedniej wersji, wydaje mi się że równie trudne (a może nawet trudniejsze), jak uświadomienie sobie potrzeby (ale nie przymusu) "chcenia" jest wytworzenie w sobie tego "chcenia właściwego".  Uważam, że główna trudność polega na zrozumieniu, że do poprawy swojego komfortu psychicznego jest potrzebne poznanie genezy swoich zachowań, a dyskomfort z poznania "prawdy" o sobie jest chwilowy, jak przecięcie wrzodu i perspektywicznie korzystny, jak tego wrzodu brak.  > Na przykład? Nie żałuj sobie. Przetrzymam. Jasne, że przetrzymasz, bo użyję siebie, jako przykładu.  Jestem alkoholikiem i dość długo (37 lat) nie udawało mi się przestać pić, dopóki nie dokonałem- semantycznego z pozoru- przewartościowania swojej percepcji z "muszę" na "chcę". Bo przez 37 lat powtarzałem sobie, tysięczny raz zdychając w torturach kaca, że muszę przestać pić, aż zrozumiałem, że ja niczego (prócz myślenia) nie muszę, bo do picia też nikt mnie nie zmusza, ale też nikt mi niczego nie jest w stanie zabronić, więc wniosek nasunął się tak jedyny i prosty, jak droga do domu na trzeźwo: mogę chcieć " pić, albo nie pić", bo mam wybór. Prosty sens mojego chcenia polega na tym, że ja nadal chcę (bo lubię) pić, lecz bardziej chcę nie pić, bo kilka lat temu dokonałem (hamletowskiego, a jakże  ) wyboru, że chcę "być", co przy dalszym piciu wcale nie było takie oczywiste, a wręcz śmierdziałoby hipokryzją na kilometr, że o zwykłym chichocie chciejstwa, z wrodzonej skromności, nie wspomnę. Chęć niepicia okazała się w bilansie emocjonalnym perspektywicznie korzystniejszą, niż chęć picia. > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe] Też coś o tym wiem.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>Podejmujemy decyzję jaką chcemy, ale jakąś musimy podjąć.
Moim zdaniem nie miałabyś racji nawet wtedy, kiedy uznalibyśmy, że brak decyzji jest również decyzją. Oczywiście są sytuacje, w których tak jest, tzn. świadomie decydujemy, że nie podejmiemy próby wpłynięcia na istniejący stan rzeczy, choć moglibyśmy tak zrobić. Ale są też inne, kiedy wahamy się co zrobić i nie robimy niczego, pomimo iż istniejący stan rzeczy jest dla nas niekorzystny i swoi działaniem moglibyśmy go zmienić.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >>Podejmujemy decyzję jaką chcemy, ale jakąś musimy podjąć. > Ale są też inne, kiedy wahamy się co zrobić i nie robimy niczego, pomimo iż istniejący stan rzeczy jest dla nas niekorzystny i swoi działaniem moglibyśmy go zmienić. Widocznie sam brak działania uznajemy za korzystniejszy, niż trwanie w istniejącym stanie rzeczy - mamy mniejszą chęć działania, niż znoszenia istniejącej rzeczywistości.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | placownik (17853 punktów) |
>mamy mniejszą chęć działania,
Boimy się? Decydowanie męczy nas? Tu stara anegdota:
Pewnemu wiecznemu dyrektorowi powinęła się noga i został przesunięty do innych odpowiedzialnych zadań, czyli na taśmę, do sortowania kartofli. Po pierwszym dniu pracy na nowym stanowisku zwierza się przyjacielowi dyrektorowi. Stary, nawet nie wiesz, jaka to mordercza robota. Co kartofel, to decyzja! Jak ci ludzie to wytrzymują?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >mamy mniejszą chęć działania,> Boimy się? Decydowanie męczy nas? Nie chcę wnikać dlaczego wymieniłeś akurat te opcje, napiszę tylko, że bywają też inne. Dorzucę niedoszacowane* przez Ciebie inne priorytety w życiu, lub wręcz ich konflikt z Twoimi typami, jeśli dorysować im szerszy, społeczny kontekst. Mogę powiedzieć za siebie, że niezbyt wielu rzeczy w życiu się bałem, a działania wcale. Decydowanie też jest mi nieobce, więc pozostają priorytety a raczej ich zmiana wraz ze zmianą percepcji rzeczywistości. > Tu stara anegdota: Stara, ale dobra.  Pozdrawiam. *- co podgląd chce od "Twojego" niedoszacowania? .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | > >Podejmujemy decyzję jaką chcemy, ale jakąś musimy podjąć.> Moim zdaniem nie miałabyś racji nawet wtedy, kiedy uznalibyśmy, że brak decyzji jest również decyzją. Oczywiście są sytuacje, w których tak jest, tzn. świadomie decydujemy, że nie podejmiemy próby wpłynięcia na istniejący stan rzeczy, choć moglibyśmy tak zrobić. Ale są też inne, kiedy wahamy się co zrobić i nie robimy niczego, pomimo iż istniejący stan rzeczy jest dla nas niekorzystny i swoi działaniem moglibyśmy go zmienić.Ja to widzę inaczej. Owszem, dla mnie, brak decyzji, również jest decyzją. Świadomie, czy nie, przez cały czas podejmujemy decyzje (choć może tylko dokonujemy wyborów - pewnie to nie to samo  ). Nieustannie odpowiadamy sobie na pytania - robię? nie robię? odkładam decyzję na później? Nawet w przypadku wahania, powstrzymujemy się od podjęcia decyzji (jakiejś), a to skutkuje podjęciem decyzji (innej). Przecież nie musimy się wahać, tylko chcemy. Ale decyzja tak, czy inaczej zawsze jest podejmowana.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To samo dotyczy "robienia szczególnego dnia" z komunii. Dziecko nie jest tylko kimś kto przeżywa świąteczny nastrój, jest też częścią społeczności, o czym już, dzięki wychowaniu i atawizmom ewolucyjnym w wieku 7 lat wie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dodam jeszcze, że jest coś skrajnie Hollywoodzkiego w myśleniu - "ma być słodko i miło". Nie ma problemu, coś tam się pali, coś tam się wali, ojciec jedzie jeepem, żeby spotkać się z synem. I to jest cool. Nieważne jaki ojciec, jaki syn i co się wokół nich dzieje. Ciężko mi się z tym zgodzić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | >Nie ważne jaki ojciec, jaki syn. Ciężko mi się z tym zgodzić.
I to jest clou różnicy w naszych poglądach na tę sprawę.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To ja też wiem. Ale nie gloryfikowałbym tak relacji macierzyńskich i ojcowskich. Same w sobie są neutralne, mogą też być miłe, a fatalne w skutkach. Dodam na marginesie, że też zauważam nieco dziwne motywacje ojca w tym wszystkim, nie jest to bynajmniej dla mnie jasne, czy chodzi tu rzeczywiście o ochronę dziecka przed indoktrynacją, czy bardziej o urażone emocje. Tym nie mniej, jeśli ktoś z rodziny może wysłać dziecku sygnał, że komunia nie jest cool, popieram, bo to bardzo ważne. Kto wie, czy kochający rodzić nie powinien wszcząć jakiejś burdy z kumplami, aby biednym dzieciom to święto KOJARZYŁO SIĘ JAK NAJGORZEJ.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na przykład spontaniczna wystawa poświęcona Inkwizycji przed kościołem i rządom Franco etc. Odczytywanie wiersza Miłosza o spaleniu Giordano Bruno etc.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | >Na przykład spontaniczna wystawa poświęcona Inkwizycji przed kościołem i rządom Franco etc.
Można też spontanicznie zgwałcić wikarego, ale co to za gwałt? Niżej proboszcza to tylko zapowiedź odpustu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Kto wie, czy kochający rodzić nie powinien wszcząć jakiejś burdy z kumplami, aby biednym dzieciom to święto KOJARZYŁO SIĘ JAK NAJGOŻEJ. Lepiej spalić chałupę, wtedy jest gorzej. A najlepiej spalić chałupę, zgwałcić komendanta Straży Ognistej (sprawdzić, czy nie Pawlak, jeśli Pawlak to powtórzyć), wyrżnąć katolików do nogi, wsiąść z powrotem do czołgu i już spokojnie pojechać z synem do obserwatorium astronomicznego im. Alberta... Machiavellego. Bo NAJLEPIEJ jest wtedy, gdy jest NAJGORZEJ.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pozostaje pytanie co podejmuje decyzję. "Nasze" atawizmy? Ogólnie przyjęte memy kulturowe? Jakiś bardziej dojrzały nasz sposób ich selekcji? W świetle nauki nie tak łatwo mówić o "ja" podejmującym decyzje.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | > Pozostaje pytanie co podejmuje decyzję. "Nasze" atawizmy? Ogólnie przyjęte memy kulturowe? Jakiś bardziej dojrzały nasz sposób ich selekcji? W świetle nauki nie tak łatwo mówić o "ja" podejmującym decyzje.A to już jest zupełnie inny temat. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Plus za słuszną uwagę i obietnicę lepszych w sumie tematów  . Ale i przy tym coś takiego wychodzi, sama zobacz.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Właściwie tak jest. Korda musi się zastanowić, czy sprawienie przyjemności synowi jest czymś, co chce zrobić dla siebie.
Istnieje jeszcze problem twiący w tym, że syn uczy się postrzegać komunię jako przyjemność. Przyjemność nie jest abstrakcyjną platońską ideą. Uczymy się jej. Można rozwinąć swój gust i czerpać przyjemność z obserwacji nieba przez teleskop astronomiczny (choćby) albo z symfonii Brahmsa. Można zwinąć gust i czerpać przyjemność z nawracania innym na "Jedynie Słuszna Wiarę", z picia wódki, ze skakania na dyskotekach (istnieje też taniec - przyjemność wyrafinowana).
|
|
| | | | | | |  | | Autografka (10638 punktów) | >Można zwinąć gust i czerpać przyjemność z nawracania innym na "Jedynie Słuszna Wiarę"
Tak. I niektórzy właśnie tak robią.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Więc można ich przynajmniej w tym nie wspierać. Zwłaszcza, jeśli jesteśmy odpowiedzialni za ich wychowanie w wyższym stopniu niż przypadkowy przechodzień.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | > Więc można ich przynajmniej w tym nie wspierać. Zwłaszcza, jeśli jesteśmy odpowiedzialni za ich wychowanie w wyższym stopniu niż przypadkowy przechodzień.Wygląda na to, że sobie ot tak, grochem o ścianę rzuciłam. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A kto mu się każe oszukiwać? Uszanowanie czyjejś decyzji (nawet jeżeli jest to decyzja dziecka i nawet jeżeli nie jest samodzielna, co w przypadku dziecka, przyznasz chyba jest częste) nie jest żadnym oszukiwaniem się. Jeżeli przyjaciółka zaprosi mnie na muzułmański ślub, to pójdę i nie wydaje mi się, że jest to jakieś oszukiwanie się.
Nie należy wspierać złych decyzji i szczególnie tych niesamodzielnych. Przyjaciółka to inna sprawa. Skoro przyjaźnimy się z kimś "wierzącym" akceptujemy jego wady i nie bierzemy na siebie za nie odpowiedzialności. Uczciwie jest jednak dyskutować, albo przynajmniej pokazać różnicę poglądów. Pójście na ślub religijny przyjaciółki może być samooszukiwaniem się, bardzo trudno tego uniknąć. Wydaje mi się, że jedynym usprawiedliwieniem takiej hipokryzji jest na przykład zasada wzajemności - idę na ślub przyjaciółki, ona zaś od deski do deski przeczyta "Boga Urojonego" Dawkinsa. W ten sposób będzie miała szansę zbliżyć się do rzeczywistości, a ja będę na jej ślubie właśnie po to.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | > Pójście na ślub religijny przyjaciółki może być samooszukiwaniem się, bardzo trudno tego uniknąć. Wydaje mi się, że jedynym usprawiedliwieniem takiej hipokryzji.Nie rozśmieszaj mnie. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A to wcale nie był żart. Dla moich przyjaciół wierzących jest całkowicie zrozumiałe, że nie wspieram ich w zabobonach. To taka próba przyjaźni, ja też im nie karzę brać udziału w marszach ateistów, petycjach, choćbym i chciał.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | > A to wcale nie był żart.Zaczynasz mnie martwić.  Ślub to nie to samo co marsz za czymś lub przeciwko czemuś. Ślub to nie manifestacja poparcia.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dam ci plusa, a co tam. Ślub to stare święto. W sumie na pogrzeb szanowanej/bliskiej osoby też zawsze się wybieram. Tym niemniej na ślubie łatwiej można podkreślić weto. Na pewno gdy składa się z imprezy i ceremonii, to na imprezę pójść jak najbardziej można. Natomiast na ceremonię - po co? Jeśli przyjaciółka zaprasza nas tylko do kościoła/meczetu, a o reszcie nie wspomni to chyba trochę nie fair z jej strony? Chyba, że jest bardzo biedna, albo ma dziwnego męża - wtedy bym poszedł.
|
|
| | | | | | | | |  | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | > Tym niemniej na ślubie łatwiej można podkreślić weto. Jakąś granatową wiązanką, na przykład, na szczęście. > Chyba, że jest bardzo biedna, albo ma dziwnego męża - wtedy bym poszedł. Ja bym poszedł, gdyby była bogata i w ogóle bez męża.
|
|
| | | | | | |  | 6 na 6 | Adamiak (36436 punktów) | >Dla moich przyjaciół wierzących jest całkowicie zrozumiałe, że nie wspieram ich w zabobonach. To taka próba przyjaźni, ja też im nie karzę brać udziału w marszach ateistów, petycjach, choćbym i chciał.
Prawdziwy ateista nie przyjaźni się z wierzącymi - prawdziwy ateista wierzących czynnie, osobiście i gwałtownie nienawidzi.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Wydaje mi się, że jedynym usprawiedliwieniem takiej hipokryzji jest na przykład zasada wzajemności - idę na ślub przyjaciółki, ona zaś od deski do deski przeczyta "Boga Urojonego" Dawkinsa. Znaczy, że usprawiedliwieniem jednej hipokryzji, jest inna hipokryzja? > W ten sposób będzie miała szansę zbliżyć się do rzeczywistości, a ja będę na jej ślubie właśnie po to. Pewny jesteś, że właśnie po to?
|
|
|  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Zignoruję uroczystość bez względu na to co się będzie działo, ale może przy okazji rozmów, których nie uniknę, zmuszę mnoją rodzinkę do myślenia. Do myślenia zmusić nikogo nie można, ale można mieć chęć przestać się samemu oszukiwać.
|
|
| |  | | Korda (156 punktów) | >>Zignoruję uroczystość bez względu na to co się będzie działo, ale może przy okazji rozmów, których nie uniknę, zmuszę mnoją rodzinkę do myślenia. > Do myślenia zmusić nikogo nie można, ale można mieć chęć przestać się samemu oszukiwać. > rozwiń myśl
|
|
| | |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | > >>Zignoruję uroczystość bez względu na to co się będzie działo, ale może przy okazji rozmów, których nie uniknę, zmuszę mnoją rodzinkę do myślenia.> > Do myślenia zmusić nikogo nie można, ale można mieć chęć przestać się samemu oszukiwać.> >> rozwiń myśl Wszystko co robisz - robisz dla siebie, więc nie udawaj bohatera (przed kim?) "zmuszaniem" innych ludzi do czegokolwiek. Jeśli masz ochotę, to sam się "zmuś" do myślenia, bo każdy myśli za siebie i udawanie, że jest inaczej, to krótkowzroczna hipokryzja. Choć u sporej liczby osobników działa do śmierci.  P.S. Zalecam funkcję "pogląd". .
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Działaniem można niektórych skłonić do myślenia, ale robienie z siebie męczennika to bezsens, to oczywiste. Nie należy żyć życiem innych (wtedy robimy coś dla kogoś), ale warto być mądrym, ażeby robić rzeczy mające szerszy sens. Odmawianie ceremoni religinych w katolickim kraju ma ów szerszy sens. Zbyt wielu "ateistów" chrzci swoje dzieci. Moim zdaniem to przekreśla ich ateizm, bo cóż to za ateista, który nie potrafi uszanować własnych dzieci.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Nie należy żyć życiem innych (wtedy robimy coś dla kogoś)... Myślę, że u zdrowych osobników homo sapiens nie występuje opcja robienia czegoś "dla kogoś". Cudzym życiem żyje się też dla siebie, ale to inny temat. > ... ale warto być mądrym... ... młodym i bogatym. > Odmawianie ceremoni religinych w katolickim kraju ma ów szerszy sens. Jeśli ktoś chce - jestem za. > Zbyt wielu "ateistów" chrzci swoje dzieci. Były już dyskusje na ten temat. Tu jest ciekawy post Adama Wojtkiewicza. > Moim zdaniem to przekreśla ich ateizm, bo cóż to za ateista, który nie potrafi uszanować własnych dzieci. Nie widzę związku.
|
|
4 na 6 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Przecież siłą cię na tę uroczystość nie zaciągną, więc w czym problem? Masz okazję zobaczenia się z synem, którego praktycznie nie widujesz, więc dlaczego z niej nie skorzystać?
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
 | 1 na 1 | Korda (156 punktów) | >Przecież siłą cię na tę uroczystość nie zaciągną, więc w czym problem? >Masz okazję zobaczenia się z synem, którego praktycznie nie widujesz, więc dlaczego z niej nie skorzystać? > Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
Ponieważ to zły moment i zła uroczystość w trakcie której i tak będzie bardziej zajęty prezentami niż moją obecnością??
|
|
|  | 4 na 4 | Autografka (10638 punktów) |
>Ponieważ to zły moment i zła uroczystość w trakcie której i tak będzie bardziej zajęty prezentami niż moją obecnością??
Jakoś mi ta odpowiedź nie przystaje do dojrzałej osoby. To będzie dzień Twojego syna, a nie Twój. Nie możesz znieść, że nie będziesz w centrum zainteresowania? Dość to infantylne.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| |  | 1 na 1 | Korda (156 punktów) | >>Ponieważ to zły moment i zła uroczystość w trakcie której i tak będzie bardziej zajęty prezentami niż moją obecnością?? >Jakoś mi ta odpowiedź nie przystaje do dojrzałej osoby. To będzie dzień Twojego syna, a nie Twój. Nie możesz znieść, że nie będziesz w centrum zainteresowania? Dość to infantylne. > Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe] nie mogę znieść, że ktoś zmusza go do uczestniczenia w ceremoni, której nawet nie rozumie
|
|
| | |  | 3 na 5 | Autografka (10638 punktów) | >>>Ponieważ to zły moment i zła uroczystość w trakcie której i tak będzie bardziej zajęty prezentami niż moją obecnością?? >>Jakoś mi ta odpowiedź nie przystaje do dojrzałej osoby. To będzie dzień Twojego syna, a nie Twój. Nie możesz znieść, że nie będziesz w centrum zainteresowania? Dość to infantylne. >> Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe] >nie mogę znieść, że ktoś zmusza go do uczestniczenia w ceremoni, której nawet nie rozumie
Ale jeżeli mały chce pójść do komunii, to za nieobecność na uroczystości, będzie miał do Ciebie żal.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | |  | 2 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | >>nie mogę znieść, że ktoś zmusza go do uczestniczenia w ceremoni, której nawet nie rozumie >Ale jeżeli mały chce pójść do komunii, to za nieobecność na uroczystości, będzie miał do Ciebie żal. Nie wydaje Ci się, że najzdrowszym wyjściem w takiej sytuacji, jest poinformować dziecko, że tacie wolno wybrać nieuczestniczenie w ceremonii tak, jak synkowi wolno chcieć iść do komunii? Oboje są ludźmi i mają własne chęci, niekoniecznie tożsame i to jest dla dziecka cenną, bo obiektywną i prawdziwą informacją.
|
|
| | | | |  | 4 na 6 | Autografka (10638 punktów) | >>>nie mogę znieść, że ktoś zmusza go do uczestniczenia w ceremoni, której nawet nie rozumie >>Ale jeżeli mały chce pójść do komunii, to za nieobecność na uroczystości, będzie miał do Ciebie żal. > Nie wydaje Ci się, że najzdrowszym wyjściem w takiej sytuacji, jest poinformować dziecko, że tacie wolno wybrać nieuczestniczenie w ceremonii tak, jak synkowi wolno chcieć iść do komunii? > Oboje są ludźmi i mają własne chęci, niekoniecznie tożsame i to jest dla dziecka cenną, bo obiektywną i prawdziwą informacją.
Można, oczywiście. Tyle, że Korda prosił o radę. Ja poszłabym na mszę jako obserwator. Myślę też, że nawet dziecku można szczerze przedstawić swój pogląd. Nie chodzę do kościoła, nie wierzę w boga, ale dzisiaj jestem tu z tobą, bo wiem, że to dla ciebie ważne, a ty jesteś ważny dla mnie. To moje zdanie. Twoje jest inne. A Korda i tak sam musi zdecydować. Poza tym, o ile się nie mylę, nie chodziło mu wyłącznie o mszę, ale chyba o całą imprezę.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > > Nie wydaje Ci się, że najzdrowszym wyjściem w takiej sytuacji, jest poinformować dziecko, że tacie wolno wybrać nieuczestniczenie w ceremonii tak, jak synkowi wolno chcieć iść do komunii?> > Oboje są ludźmi i mają własne chęci, niekoniecznie tożsame i to jest dla dziecka cenną, bo obiektywną i prawdziwą informacją.> Można, oczywiście. Dziękuję. > Tyle, że Korda prosił o radę. Mnie nie nabrał. > Myślę też, że nawet dziecku można szczerze przedstawić swój pogląd. Jakbym siebie czytał.  > To moje zdanie. Twoje jest inne... ... ale oboje mamy prawo do swoich poglądów - jakbym siebie czytał.  > A Korda i tak sam musi zdecydować. Nie musi - może. > Poza tym, o ile się nie mylę, nie chodziło mu wyłącznie o mszę, ale chyba o całą imprezę. Zupełnie nie - chodziło mu o znalezienie alibi dla swoich krętactw, niskich ambicji w przedmiotowym traktowaniu syna, wyrażanym w egzotycznej chęci wpływu na wychowanie przez 2 spotkania rocznie i bohaterskie opieprzenie rodziny... czyli krótko pisząc: chodziło mu o uspokojenie wyrzutów sumienia, czego mu serdecznie życzę, pytając jednocześnie: po jaką cholerę używa do tego celu dziecka...???.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Autografka (10638 punktów) | > po jaką cholerę używa do tego celu dziecka...???.
Niech pomyślę... pewnie robi to dla siebie. No bo jak inaczej na to spojrzeć?
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Adamiak (36436 punktów) | >> po jaką cholerę używa do tego celu dziecka...???. >Niech pomyślę... pewnie robi to dla siebie. No bo jak inaczej na to spojrzeć? Nie lubię przedmiotowego traktowania dzieci, czyli osób z ograniczonymi zdolnościami do czynności prawnymi, przez ich opiekunów i nie tylko.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie chodzę do kościoła, nie wierzę w boga, ale dzisiaj jestem tu z tobą, bo wiem, że to dla ciebie ważne, a ty jesteś ważny dla mnie. To moje zdanie. Twoje jest inne. A Korda i tak sam musi zdecydować. Poza tym, o ile się nie mylę, nie chodziło mu wyłącznie o mszę, ale chyba o całą imprezę.
Obecność liczy się bardziej niż słowa. Poza tym co z tego wyniknie? "NIe chodzę do kościoła, ale ty chodzisz". "Nie wierzę w boga, lecz wierzę w ciebie, a ty właśnie jesteś w jego przybytku".
Bez sensu. Przypomina mi się "ciepło rodzinne nade wszystko" z amerykańskich filmów. To wygląda ładnie, miło się o tym mówi, ale tak naprawdę nie ma w tym wiele odpowiedzialności za dziecko.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Autografka (10638 punktów) |
>Obecność liczy się bardziej niż słowa.
Dlaczego?
>Poza tym co z tego wyniknie? "NIe chodzę do kościoła, ale ty chodzisz". "Nie wierzę w boga, lecz wierzę w ciebie, a ty właśnie jesteś w jego przybytku". >Bez sensu. Przypomina mi się "ciepło rodzinne nade wszystko" z amerykańskich filmów. To wygląda ładnie, miło się o tym mówi, ale tak naprawdę nie ma w tym wiele odpowiedzialności za dziecko.
Może raczej ciepło (miłość) pomimo wszystko? To jest sygnał dla dziecka, że jakiegokolwiek by nie dokonało w życiu wyboru (nawet gdy ojcu nie będzie się to podobać i będzie miał inne zdanie), to ojciec zawsze "stanie za nim murem". Pomimo wszystko. Ale pewnie mało w tym odpowiedzialności.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | | | | | | |  | -1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Sygnał może być wysłany poza murami świątyni. Nikt ojcu nie broni stanąć poza ceremonią z super prezentami i gotową wycieczką do obserwatorium. To dopiero znaczy stanąć murem!
|
|
| | | | | | | | |  | | Adamiak (36436 punktów) | >Nikt ojcu nie broni stanąć poza ceremonią z super prezentami i gotową wycieczką do obserwatorium. To dopiero znaczy stanąć murem! To dopiero znaczy demonstracja pogardy dla innych ludzi. Oczywisty minus.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >Bez sensu. Przypomina mi się "ciepło rodzinne nade wszystko" z amerykańskich filmów. To wygląda ładnie, miło się o tym mówi, ale tak naprawdę nie ma w tym wiele odpowiedzialności za dziecko.
Bez sensu to przeginasz w zupełnie drugą stronę, mniej lub bardziej podświadomie traktując dzieci przedmiotowo.
Sensowne jest przekazywanie maksimum informacji o wszystkich przejawach życia, w tym religijnego, z minimalnym smrodem indoktrynacyjnym w każdą stronę i zostawianie jak najwięcej wyborów dziecku, a nie "ciepełko amerykańskie" czy "jedyna, bo astronomicznie-ateistyczna prawda Tabisza".
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Ojciec powinien wybrać alternatywną uroczystość. Alternatywę to miał tuż po narodzinach syna - teraz ma obowiązek uszanować w nim innego człowieka. > ... powiedzieć, zgodnie z prawdą - "to jest ważniejsza uroczystość, mój synu".  Zgodnie z czyją prawdą?
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Może zła rzecz powinna się dziecku źle kojarzyć? Czy oparzenie się garnek też powinno zostać sowicie nagrodzone?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Może zła rzecz powinna się dziecku źle kojarzyć? Czy oparzenie się garnek też powinno zostać sowicie nagrodzone? Tak, zasmażką.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > nie mogę znieść, że ktoś zmusza go do uczestniczenia w ceremoni, której nawet nie rozumie Jasne - najlepiej się znosi ceremonie, lub ich brak, na które samemu się pozwoliło/zabroniło (niepotrzebne skreślić).
|
|
| |  | -1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A może to właśnie nie powinien być szczególny dzień dla jego syna? Może nie podkreślać jego wagi? Ja proponuję nieobecność i alternatywne święto o czym niżej.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > A może to właśnie nie powinien być szczególny dzień dla jego syna? Może nie podkreślać jego wagi? A może spytać się syna? Nieee, to strasznie głupi pomysł, jeszcze bachor wymyśli, że chce do komunii.
|
|
|  | 9 na 11 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > >Przecież siłą cię na tę uroczystość nie zaciągną, więc w czym problem?> >Masz okazję zobaczenia się z synem, którego praktycznie nie widujesz, więc dlaczego z niej nie skorzystać?> Ponieważ to zły moment i zła uroczystość w trakcie której i tak będzie bardziej zajęty prezentami niż moją obecnością??Cytat:jedyny wpływ na jego wychowanie mogę mieć przyjmując odpowiednią postawę w takich sytuacjach i być może zmuszając go tym do myślenia. Jedyne co osiągniesz, to to, że twój syn zapamięta, że cię przy nim nie było w wyjątkowym dla niego dniu, kiedy reszta rodziny była obecna. Jeśli ludzie, pośród których wychowuje się twój syn, to fanatyczni katolicy, zagorzali przeciwnicy twoich poglądów, to masz jak w banku, że wykorzystają twoją nieobecność przeciwko tobie zwracając uwagę twojego syna na twoją nieobecność. Dzieciak będzie cierpiał przez nich, ale dzięki tobie.
A tak w ogóle, to dlaczego widujesz syna tylko 2,3 razy rocznie? Czy dlatego, że wychowywany jest w rodzinie katolickiej, a ty jesteś fanatycznym przeciwnikiem katolicyzmu? Uważasz, że swoją antykatolicką nieobecnością nieźle dajesz popalić katolom?
Jestem ateistą i antyklerykałem, ale nie przyszło mi do głowy, żeby nie być obecnym podczas I Komunii mojej córki. Nie wyobrażam sobie jak miałbym jej wytłumaczyć swoją nieobecność w taki sposób, żeby - mając zaledwie 7 lat i niemając pojęcia co to ateizm, co to teizm - zaakceptowała, że mnie nie było w dniu, w którym cała rodzina kierowała ku niej ciepłe słowa.
9 lat później moja córka jest ateistką, bez specjalnego wpływu z mojej strony.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jedyne co osiągniesz, to to, że twój syn zapamięta, że cię przy nim nie było w wyjątkowym dla niego dniu,
NIe pójść na komunię, lecz zorganizować dziecku alternatywną ceremonię z prezentami. NIe musi być obserwatorium astronomiczne, może być muzeum przyrodnicze, albo techniki. I po tym atrakcyjny prezent związany z astronomią, biologią, fizyką etc.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) | > Jedyne co osiągniesz, to to, że twój syn zapamięta, że cię przy nim nie było w wyjątkowym dla niego dniu, >NIe pójść na komunię, lecz zorganizować dziecku alternatywną ceremonię z prezentami. NIe musi być obserwatorium astronomiczne, może być muzeum przyrodnicze, albo techniki. I po tym atrakcyjny prezent związany z astronomią, biologią, fizyką etc. Jeśli katolicka rodzina na to pozwoli, bo mam wrażenie, że Korda jest odcięty od swojego dziecka, skoro widuje je 2-3 razy w roku. Swoją drogą nie wiadomo dlaczego tak - mieszka za oceanem, sam nie chce czy rodzina się nie zgadza na częstszy kontakt? Bo od tego zależy zarówno jego obecność na komunii, jak i ewentualna wyprawa do obserwatorium/muzeum.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | mając zaledwie 7 lat i niemając pojęcia co to ateizm, co to teizm - zaakceptowała, że mnie nie było w dniu, w którym cała rodzina kierowała ku niej ciepłe słowa.
Niektóre dzieci w tym wieku już coś kojarzą. Twoje podejście nie wydaje mi się właściwe. Ciepła atmosfera, swojskość, arkadnia bez względu na wszystko, to nie są zawsze najlepsze rozwiązania. Dziecko już jako dorosły człowiek pomyśli sobie - "moja matka też uważała się za ateistkę, ale przecież była na komunii, więc cóż mi szkodzi zmienić o 180% swoje przekonania i dołączyć do Klubu Inteligencji Katolickiej". Twoja obecność na komunii dała silny znak do wykorzystania na przyszłość twojemu dziecku. A żyjąc w katolickim kraju nie raz jeszcze będzie indoktrynowane.
|
|
| | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Twoja obecność na komunii dała silny znak do wykorzystania na przyszłość twojemu dziecku. A żyjąc w katolickim kraju nie raz jeszcze będzie indoktrynowane. Konfabulacje. Zmyślasz sobie scenariusz, którego nijak nie uzasadnisz.
PS Wal sobie minusy do moich wypowiedzi skoro polepsza ci to humor. Ja ci się nie odpłacę tym samym, bo leżącego nie kopię.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
| |  | | Haraldsson (89 punktów) | > Jestem ateistą i antyklerykałem, ale nie przyszło mi do głowy, żeby nie być obecnym podczas I Komunii mojej córki. Nie wyobrażam sobie jak miałbym jej wytłumaczyć swoją nieobecność w taki sposób, żeby - mając zaledwie 7 lat i niemając pojęcia co to ateizm, co to teizm - zaakceptowała, że mnie nie było w dniu, w którym cała rodzina kierowała ku niej ciepłe słowa.Moja córka też idzie do I Komunii w przyszłym roku i myślę dokładnie tak samo. Nie wiem jak to wyglądało u Ciebie ale u nas jest zwyczaj, że rodzice idą z dzieckiem do ołtarza i przyjmują z nim komunię. Z tym, że jeśli jeden z rodziców jest np. niewierzący, a wyraził chęć uczestniczenia w uroczystościach to podchodzi z rodziną ale komunii rzecz jasna nie przyjmuje. Kapłona trzeba oczywiście też wcześniej uprzedzić. No i nastawić się na ciekawskie spojrzenia zgromadzonego w kościele stada.  Tym bardziej, że kościół jest dosyć mały i nie ma się gdzie ukryć.
|
|
| | |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > u nas jest zwyczaj, że rodzice idą z dzieckiem do ołtarza i przyjmują z nim komunię.Prawdę mówiąc nie mam pojęcia jakie w tym względzie panują zwyczaje w "mojej" parafii. Ja po prostu moim zwyczajem stałem sobie pod ścianą i obserwowałem co się dzieje. 
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | > ... i mam problem. Rozumiem. > Nie mam wpływu na wychowanie syna, z którym widuję się dwa może trzy razy w> roku. Więc nie rozumiem - w czym masz problem? > W maju idzie do komuni i juz zaczęła się nagonka mojej rodziny : "no chyba nie zrobisz tego> dziecku..." itp Rozumiem, rodzina chce sobie zrobić prezent, to naturalne u ludzi. > Uwazam, że ogromnym przejawem mojej dobrej woli jest to, że nikogo nie próbuję nawet> przekonywać, aby nie wymuszali tego na nim... Znaczy manipulujesz sam sobą - udajesz, że robisz rodzinie prezent, ale jak najmniejszym kosztem i udajesz przy tym, że robisz ten prezent sobie. > Kompletnie nie wiem, jakich argumentów użyć, aby moja nawiedzona, katolicka rodzina pozwoliła mi tej pseudoceremoni nie zauważyć. To już automanipulacja tak wielopoziomowa, że tylko Ty wiesz, co jest na dnie. > POMÓŻCIE. Zastanawiające - nawet świetnie udajesz, że potrzebujesz pomocy, a nie pseudo alibi. Bo brak uzasadnionego wykrzyknika po "POMÓŻCIE" - też coś znaczy.  Jest takie eskimoskie przysłowie: help yourself.
|
|
 | | Korda (156 punktów) | > >... i mam problem.> Rozumiem.> >Nie mam wpływu na wychowanie syna, z którym widuję się dwa może trzy razy w> >roku.> Więc nie rozumiem - w czym masz problem?jedyny wpływ na jego wychowanie mogę mieć przyjmując odpowiednią postawę w takich sytuacjach i być może zmuszając go tym do myślenia. Jeśli nie teraz to może za jakiś czas > >W maju idzie do komuni i juz zaczęła się nagonka mojej rodziny : "no chyba nie zrobisz tego> >dziecku..." itp> Rozumiem, rodzina chce sobie zrobić prezent, to naturalne u ludzi.> >Uwazam, że ogromnym przejawem mojej dobrej woli jest to, że nikogo nie próbuję nawet> >przekonywać, aby nie wymuszali tego na nim...> Znaczy manipulujesz sam sobą - udajesz, że robisz rodzinie prezent, ale jak najmniejszym kosztem i udajesz przy tym, że robisz ten prezent sobie.to nie jest manipulacja. nie ma sensu zadawać ciosów jeśli nie można wygrać walki, szkoda pięści > >Kompletnie nie wiem, jakich argumentów użyć, aby moja nawiedzona, katolicka rodzina pozwoliła mi tej pseudoceremoni nie zauważyć.> To już automanipulacja tak wielopoziomowa, że tylko Ty wiesz, co jest na dnie.nie szkoda pięści gdy trzeba się bronić > >POMÓŻCIE.> Zastanawiające - nawet świetnie udajesz, że potrzebujesz pomocy, a nie pseudo alibi.> Bo brak uzasadnionego wykrzyknika po "POMÓŻCIE" - też coś znaczy. > Jest takie eskimoskie przysłowie: help yourself.  miałem tylko nadzieje, że ktoś był w podobnej sytuacji i podzieli się doświadczeniami >
|
|
|  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > jedyny wpływ na jego wychowanie mogę mieć przyjmując odpowiednią postawę w takich sytuacjach Rozumiem, więc potrzebne Ci złudzenie, że masz wpływ na jego wychowanie. > ... i być może zmuszając go tym do myślenia. Tu pisałeś, że chcesz kogoś innego do myślenia zmuszać, teraz, że syna. Nie wspomnę, że mnie też Ci się udało "zmusić".  Więc rozumiem, że czujesz misję zmuszania wszystkich do myślenia - a siebie ująłeś w grafiku, czy uważasz, że nie potrzebujesz? Właściwie niepotrzebnie pytam - Ty tu nie przyszedłeś myśleć, tylko po radę...  > >>Uwazam, że ogromnym przejawem mojej dobrej woli jest to, że nikogo nie próbuję nawet przekonywać, aby nie wymuszali tego na nim...> > Znaczy manipulujesz sam sobą...> to nie jest manipulacja. nie ma sensu zadawać ciosów jeśli nie można wygrać walki, szkoda pięści Masz rację, to nie jest manipulacja, tylko kompletne pomieszanie pojęć. > nie szkoda pięści gdy trzeba się bronić Czasem się rozum przydaje. > miałem tylko nadzieje, że ktoś był w podobnej sytuacji i podzieli się doświadczeniami Nie opuszcza mnie wrażenie, że nie porad szukasz, tylko wspólników w hipokryzji. P.S. Zalecam funkcję "podgląd".
|
|
|  | 4 na 4 | M.M.M (1158 punktów) |
>miałem tylko nadzieje, że ktoś był w podobnej sytuacji i podzieli się doświadczeniami
Wydaje mi się, że jasno podzieliliśmy się doświadczeniami, tylko Tobie niespecjalnie się one spodobały.
Z własnych doświadczeń rodzica powtórzę więc: zacznij chcieć być dla syna a nie na pokaz i dojrzyj człowieka spod pozorów i rytuałów religii. Zaskakuje mnie, że deklarujesz iż religia jest Ci obca a jednocześnie pozwalasz aby właśnie to obce rytuały przeszkadzały Ci być dobrym ojcem.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To nie takie proste. NIekiedy lepiej być sierotą, niż kompletnie ureligijnionym. Rozumiem decyzję nie pójścia na komunię, choć jest ona dziwnie uzasadniona. I powtórzę po raz trzeci - ojciec powinien zaproponować alternatywną ceremonię, prywatne święto nauki z ładnymi prezentami. Obojętność jest głupia. Lecz zastąpienie gwałtu indoktrynacji religijnej czymś sensownym, pozytywnym świętem, uzasadnia nieobecność ojca na komunii.
|
|
| | |  | 2 na 2 | M.M.M (1158 punktów) | >To nie takie proste. NIekiedy lepiej być sierotą, niż kompletnie ureligijnionym.
Możesz rozwinąć tą myśl? Jakoś nie potrafię się zmierzyć z taką sytuacją, w której życzyłbym komuś raczej sieroctwa niż wiary w boga...
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Syn Świadków Jehowy który stracił wiele krwi w wypadku. Dziewczyna z katolickiej rodziny posłana do katolickiej szkoły i spaczona na całe życie. Młody muzułmanin z pistoletem w ręku, albo bombą w plecaku. NIe wszyscy rodzice są idealni, czasem naprawdę jest lepszy dom dziecka. Może brzmi to zupełnie surrealistycznie, ale owszem, tak bywa.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | M.M.M (1158 punktów) | >Syn Świadków Jehowy który stracił wiele krwi w wypadku. Dziewczyna z katolickiej rodziny posłana do katolickiej szkoły i spaczona na całe życie. Młody muzułmanin z pistoletem w ręku, albo bombą w plecaku. NIe wszyscy rodzice są idealni, czasem naprawdę jest lepszy dom dziecka. Może brzmi to zupełnie surrealistycznie, ale owszem, tak bywa.
Postawiłeś tezę, że lepiej być sierotą niż osobą ureligijnioną. Na podstawie przykładów wnoszę, że chyba jakiś błąd logiczny nastąpił i właściwie teza powinna była brzmieć, że lepiej być sierotą niż mieć religijnych rodziców. Bo to religijni rodzice i ich wychowanie winni są powyżej przytoczonych wypadków. Moralnie jednak nawet takich wyborów (sieroctwo vs fanatyzm) nie podjąłbym się oceniać tak lekko jak zrobiłeś to Ty. Dziewczynka zamiast do katolickiej szkoły mogła trafić do irlandzkiego katolickiego sierocińca, muzeumanin na ulice, niedoszły Swiadek Jehowy do rodziny zastępczej, gdzie wykorzystywany byłby przez ojczyma pedofila. Twoja teza mogłaby być uzasadniana tylko post factum i tylko w niektórych wypadkach.
Korda do religijności się jednak nie przyznaje, więc tym bardziej powinien jako ojciec uczestniczyć w życiu syna. Tak przynajmniej rozumiem Twój postulat.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >Może brzmi to zupełnie surrealistycznie... No coś ty.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | > Lecz zastąpienie gwałtu indoktrynacji religijnej czymś sensownym, pozytywnym świętem, uzasadnia nieobecność ojca na komunii.
To kompletnie bez sensu z punktu widzenia relacji z synem i skuteczności owego gwałtu indoktrynacji.
Do muzeum to sobie może iść z synem w dowolnym czasie i wiele razy, wtedy może mu pokazać "inny świat" i wyjaśniać swoje poglądy. A robienie synowi alternatywnej, jednorazowej imprezy, niezrozumiałej dla niego, zwłaszcza jeśli syn żyje w środowisku katolickim może przynieść więcej szkody niż pożytku. Kluczem do odreligijnienia syna, są dobre z nim relacje, przyjacielskie, częste spotkania i rozmowy, a nie głupia niezrozumiała dla dziecka demonstracja odmienności.
Dla dziecka cały okres przygotowania do komunii i samo to wydarzenie, jest rodzajem święta, tak zapewne jest skoro rodzina katolicka. Komunia to kilka miesięcy przygotowań (wyjaśnienia na religii, spotkania, zakupy, "treningi", etc). To oczekiwanie na duże wydarzenie. W tym całym okresie przygotowań ktoś z dzieckiem jest (matka? ciocia? inne bliskie osoby), tłumaczą mu różne rzeczy, czym jest ten sakrament, chodzą na zakupy, robią atmosferę "wydarzenia". I nagle zjawia się ojciec raz na pół roku i swoją nieobecnością na komunii demonstruje kompletnie olewczy stosunek to wszystkiego co jest dla dziecka ważne! Pięknie!
Uważam, że brak ojca przy dziecku w tym dniu, będzie totalną głupotą!
No chyba, że mu nie zależy na dziecku, to może iść w tym czasie na browara. Poczuje się lepiej.
|
|
| |  | | Korda (156 punktów) | >>miałem tylko nadzieje, że ktoś był w podobnej sytuacji i podzieli się doświadczeniami >Wydaje mi się, że jasno podzieliliśmy się doświadczeniami, tylko Tobie niespecjalnie się one spodobały. >Z własnych doświadczeń rodzica powtórzę więc: zacznij chcieć być dla syna a nie na pokaz i dojrzyj człowieka spod pozorów i rytuałów religii. Zaskakuje mnie, że deklarujesz iż religia jest Ci obca a jednocześnie pozwalasz aby właśnie to obce rytuały przeszkadzały Ci być dobrym ojcem.
nie przyjmuję argumentu, że moja obecność lub jej brak, na ceremoni, którą uważam za idiotyczną, decydują czy jestem dobrym ojcem czy nie
|
|
| | |  | 2 na 2 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>nie przyjmuję argumentu, że moja obecność lub jej brak, na ceremoni, którą uważam za idiotyczną, decydują czy jestem dobrym ojcem czy nie
A na jaka cholerę założyłeś ten watek? Coś chcesz tu manifestować? Nie idź i już. Olej syna i to co powie na to katolicka rodzina. Po co klepiesz ten temat? Masz takie przekonania, to je realizuj. To co tu robisz, to czysty infantylizm. Dziecko jesteś?
|
|
| | | |  | -1 na 1 kanik (3636 punktów) (zablokowany) | > >nie przyjmuję argumentu, że moja obecność lub jej brak, na ceremoni, którą uważam za idiotyczną, decydują czy jestem dobrym ojcem czy nie> A na jaka cholerę założyłeś ten watek?Abyś mógł pierdzielić ? Jak nie masz nic do powiedzenia to idź bąki puszczaj w norce po prostu. Coś chcesz tu manifestować? Nie idź i już. A Ty co chcesz ? Znajomość mitologii ? Ojej , z wrażenia włos na klacie mi się zjeżył. > Olej syna i to co powie na to katolicka rodzina. Po co klepiesz ten temat?Żebyś Ty mógł przyłączyć się do klepania. > Masz takie przekonania, to je realizuj. To co tu robisz, to czysty infantylizm. Dziecko jesteś?> To co tu robisz to czyste cholera wie co  . Powtórzę : nie masz nic do powiedzenia - puszczanie bąków też fajne zajęcie.
|
|
| | | | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | > >>nie przyjmuję argumentu, że moja obecność lub jej brak, na ceremoni, którą uważam za idiotyczną, decydują czy jestem dobrym ojcem czy nie> >A na jaka cholerę założyłeś ten watek?> Abyś mógł pierdzielić ?Znowu kwik rozpaczy wydałeś?
|
|
| | | | | |  | kanik (3636 punktów) (zablokowany) | Przynudzasz.
|
|
|  | 4 na 4 | Alpha Phoenicis (4607 punktów) | > miałem tylko nadzieje, że ktoś był w podobnej sytuacji i podzieli się doświadczeniamiKomunia siostry, sytuacja "po": A: I jak Kasia, cieszysz się z prezentów? K: No! Dzisiaj cały dzień będę grać w Simsy! A: A wiesz w ogóle po co była ta cała komunia? K: Eeee... nie. A: Ja w sumie też nie. Ściągaj tą białą kieckę i instalujemy Simsy. Stworzymy postać proboszcza, każemy mu wskoczyć do basenu i skasujemy drabinki...  Grunt to dobra zabawa bez względu na okoliczności i pokazanie, że i tak żadnego boga nigdzie nie ma, a cała uroczystość jest tylko dla szpanu. Można też w sposób humorystyczny powytykać różne bzdety religijne, przykładowo "Ksiądz każe ci wierzyć, że ten chlebek który dostałaś/eś to ludzkie mięsko. Oczywiście nie jest to prawdą, ale jak chcesz to pobawimy się w kanibali".
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Uwazam, że ogromnym przejawem mojej dobrej woli jest to, że nikogo nie próbuję nawet >przekonywać, aby nie wymuszali tego na nim... Znaczy manipulujesz sam sobą - udajesz, że robisz rodzinie prezent, ale jak najmniejszym kosztem i udajesz przy tym, że robisz ten prezent sobie.
To jest przejaw raczej złej woli.
|
|
|  | | Adamiak (36436 punktów) | > Uwazam, że ogromnym przejawem mojej dobrej woli jest to, że nikogo nie próbuję nawet >>przekonywać, aby nie wymuszali tego na nim... > Znaczy manipulujesz sam sobą - udajesz, że robisz rodzinie prezent, ale jak najmniejszym kosztem i udajesz przy tym, że robisz ten prezent sobie. >To jest przejaw raczej złej woli.
Znaczy, co? Możesz jaśniej?
|
|
1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Odp: Moje dziecko idzie do komunii... | >... i mam problem. Nie mam wpływu na wychowanie syna, z którym widuję się dwa może trzy razy w >roku. W maju idzie do komunii i juz zaczęła się nagonka mojej rodziny : "no chyba nie zrobisz tego >dziecku..." itp Uwazam, że ogromnym przejawem mojej dobrej woli jest to, że nikogo nie próbuję nawet >przekonywać, aby nie wymuszali tego na nim, Kompletnie nie wiem, jakich argumentów użyć, aby moja >nawiedzona, katolicka rodzina pozwoliła mi tej pseudoceremoni nie zauważyć. POMÓŻCIE.
Myślisz tylko o sobie, wiem że to takie racjonalne, ale może warto pomyśleć o dziecku, które widujesz tak rzadko? Jeśli nie pójdziesz to prawdopodobnie zrobisz dziecku przykrość, pogorszysz relacje z nim, bo prawdopodobnie nasłucha się komentarzy o Twoim "dziwnym" zachowaniu, które wygłosi rodzina. Jeśli Ci na tym nie zależy to nie idź, jeśli zależy to idź.
Pamiętaj tylko że dorosłej, świadomej osobie, takiej jak Ty, nic się nie stanie jak posiedzi 80 minut w kościele, a dla dziecka Twoja nieobecność może mieć ogromne znaczenie.
|
|
2 na 2 daddy (2737 punktów) (zablokowany) | >... i mam problem. Nie mam wpływu na wychowanie syna, z którym widuję się dwa może trzy razy w >roku. W maju idzie do komunii i juz zaczęła się nagonka mojej rodziny : "no chyba nie zrobisz tego >dziecku..." itp Uwazam, że ogromnym przejawem mojej dobrej woli jest to, że nikogo nie próbuję nawet >przekonywać, aby nie wymuszali tego na nim, Kompletnie nie wiem, jakich argumentów użyć, aby moja >nawiedzona, katolicka rodzina pozwoliła mi tej pseudoceremoni nie zauważyć. POMÓŻCIE.
Przepraszam nie jest moją intencją obrazić Cię ale odpowiedz sobie na moje pytanie.Jakie możesz budować relacje ze swoim synem jeśli widujesz go 2,3 razy do roku?.Czy istotne jest dla Ciebie to by zmienić ten stan rzeczy? Czy jesteś w stanie ( w tej sytuacji) pleść nić splatającą Was, która nie przeistoczy się w krępujący sznur a będzie nicią zrozumienia i miłości? I czy chodzi w tym wszystkim o Twojego syna czy o Ciebie?
ps.I w jaki sposób ktokolwiek miałby Cię zmusić do zauważania czegokolwiek?
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >>>POMÓŻCIE. >Przepraszam nie jest moją intencją obrazić Cię... A co za różnica...
>... czy chodzi w tym wszystkim o Twojego syna czy o Ciebie? ... czy się prawdą obrazi, czy nie?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|