 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-05-2008 18:34 | Spirtex (67 punktów) | Mit Czarnobyla
4 na 4 | Cytat:
"Wklejam fragmenty z bardzo ciekawego wywiadu z prof. Zbigniewem Jaworowskim, który w chwili katastrofy w Czarnobylu kierował Zakładem Higieny Radiacyjnej w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej, a także reprezentował Polskę w Komitecie Naukowym ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR), któremu także przewodniczył w latach 1980-1981:
Podawanie jodu było więc niepotrzebne?
Teraz sądzę, że tak. Zakładaliśmy jednak najgorsze i stosowaliśmy się do, jak już teraz wiemy, przesadnie ostrożnych zaleceń międzynarodowych. Na pewno jednak uniknęliśmy koszmarnych błędów popełnionych w ZSRR, gdzie zupełnie bezsensownie przesiedlono 336 tys. ludzi z tzw. terenów skażonych. Gdyby władze sowieckie nie kiwnęły palcem w bucie, dosłownie nie zrobiły nic dla ochrony ludności przed skutkami Czarnobyla, byłoby to nieporównanie lepsze niż decyzje, które podjęto.
Ale przecież cały świat jest przekonany, że od promieniowania zginęły tam tysiące ludzi, a ogromne tereny zostały skażone na całe tysiąclecia. Do dziś wokół Czarnobyla istnieje zamknięta 30-kilometrowa strefa.
To są powtarzane od lat mity nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. 30-kilometrową zonę rzeczywiście utworzono, tylko nie wiadomo po co.
Pan chyba żartuje...
Mówię to z pełną odpowiedzialnością. To nie są moje wymysły. Proszę zajrzeć do raportu Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR) z 2000 r. W dziedzinie skażeń promieniotwórczych i ich następstw dla zdrowia jest to najbardziej miarodajna instytucja na świecie, w której zasiada ponad setka najwybitniejszych specjalistów z 21 krajów.
Co zatem mówi UNSCEAR?
Że jedynie 134 pracowników elektrowni było narażonych na bardzo wysokie dawki promieniowania, po których rozwinęła się ostra choroba popromienna. W ciągu kilku miesięcy od katastrofy 31 osób zmarło i są to jedyne śmiertelne ofiary Czarnobyla.
A nowotwory?
Raport UNSCEAR jasno mówi, że nie ma żadnych naukowych dowodów, by wśród ludności Ukrainy, Rosji i Białorusi zwiększyła się liczba zachorowań na raka lub wystąpiły inne choroby mogące mieć związek z promieniowaniem. Stwierdzono natomiast ogromny wzrost chorób psychosomatycznych - zaburzeń układów oddechowego, trawiennego i nerwowego. Co to oznacza? Że ludzie panicznie bali się i nadal boją zagrożenia, które nie istniało.
Jaka więc była prawdziwa skala skażeń?
W pobliżu elektrowni jest niecały kilometr kwadratowy tak skażony, że tuż po wybuchu wyginęły tam drzewa. Reszta tzw. zamkniętej zony nadaje się do zamieszkania, włącznie z wysiedlonym i pustym do dziś miastem Prypeć, położonym 3 km od elektrowni czarnobylskiej. Poziom promieniowania jest tam taki jak w Warszawie. Na najsilniej skażonych terenach Białorusi, Rosji i Ukrainy roczne dawki promieniowania, spowodowane katastrofą czarnobylską, wynoszą ok. 1 mSv (mili siwerta). Dla porównania, są rejony na świecie (np. we Francji, Brazylii i Iranie), w których roczne naturalne dawki promieniowania z gleby i skał sięgają dziesiątków, a na nawet setek mili siwertów. Ludzie żyją tam od wieków i cieszą się dobrym zdrowiem. Nikomu nie przychodzi też do głowy, by ich wysiedlać. Dodam, że w Polsce w ciągu pierwszego roku po katastrofie dawka odczarnobylska wynosiła 0,3 mSv.
A nowotwory tarczycy u dzieci?
UNSCEAR stwierdził 6 lat temu, że na terenach Rosji, Ukrainy i Białorusi wykryto ok. 1800 raków tarczycy u dzieci. Na szczęście nowotwory te są w około 95 proc. całkowicie wyleczalne. Nawet jednak te dane budzą liczne wątpliwości uczonych. Wspomnę tylko o jednej: | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Spirtex (67 punktów) | "jest bardzo prawdopodobne, że wzrost liczby raków tarczycy na tzw. terenach skażonych to nie efekt promieniowania, ale skrupulatnych badań ludności, których przed 1986 r. w ogóle nie prowadzono. Wiele spośród raków tarczycy to tzw. nowotwory nieme, które do końca życia nie dają żadnych objawów. Ludzie najczęściej są więc zupełnie nieświadomi, że mają raka. Dowiadują się o tym dopiero wtedy, gdy wykonają specjalistyczne badania.
Czy raport UNSCEAR to jedyny dokument demaskujący czarnobylskie mity?
Nie, w 2002 r. cztery oenzetowskie organizacje - WHO, UNDP, UNICEF i UN-OCHA - sporządziły dokument, w którym piszą niemal to samo co UNSCEAR.
Skąd w takim razie wziął się przerażający mit Czarnobyla?
Ludzie nie tylko boją się Czarnobyla, ale w ogóle mają paniczny lęk przed promieniowaniem. To zjawisko ma nawet swoją nazwę - radiofobia. Przecież od ataków atomowych w Hiroszimie i Nagasaki straszono nas wojną atomową i jej przerażającymi skutkami związanymi z promieniowaniem. Ale ogromnie zawinili również uczeni, bo bezkrytycznie, jak stado baranów, przyjęli za podstawę działania w ochronie radiologicznej tzw. hipotezę LNT.
Co to takiego?
We wczesnych latach 50. amerykański uczony i noblista Hermann Muller przeprowadził eksperyment dotyczący wywoływania zmian genetycznych przez promieniowanie. Bardzo silnymi dawkami naświetlał muszki owocowe i sprawdzał poziom uszkodzeń ich DNA. W tych doświadczeniach wyszła mu prosta zależność liniowa - im silniejsza była dawka promieniowania, tym więcej powstawało mutacji w materiale genetycznym owadów. Stąd wyciągnięto wniosek, że również małe dawki promieniowania są szkodliwe - jednak w ogóle nie potwierdzono tego eksperymentalnie. Tak narodziła się tzw. hipoteza LNT (linear non-threshold, czyli liniowo bezprogowa), mówiąca, iż nawet bliska zeru dawka promieniowania może być groźna dla zdrowia. LNT została przyjęta jako podstawa bardzo restrykcyjnych przepisów w ochronie radiologicznej.
LNT okazała się nieprawdziwa?
Całkowicie. Jeszcze w latach 60. sam w nią wierzyłem, ale z czasem zaczęły pojawiać się wyniki badań dotyczące skutków zdrowotnych małych dawek promieniowania. Na początku lat 80. było już ponad 2 tys. prac naukowych na ten temat. Wskazywały, że małe dawki promieniowania są nie tylko niegroźne, ale mają wręcz pozytywny wpływ na nasze zdrowie.
Jak to możliwe?
W toku ewolucji organizmy ssaków zostały wyposażone w bardzo sprawnie działające mechanizmy naprawy uszkodzeń w DNA spowodowanych przez różne czynniki, znacznie bardziej toksyczne niż promieniowanie jonizujące. Są nimi przede wszystkim agresywne rodniki powstające wskutek metabolizmu tlenu. W ciągu każdej sekundy naszej rozmowy powodują one ok. 2,2 uszkodzeń DNA w każdej z pańskich i moich komórek. Te uszkodzenia są jednak natychmiast naprawiane. Natomiast średnia roczna dawka promieniowania naturalnego (pochodzi ono z kosmosu, gleby i licznych radioizotopów naturalnych obecnych w ciele człowieka) powoduje w ciągu roku zaledwie 5 uszkodzeń DNA w każdej komórce.
Ale pan mówi nawet o pozytywnym wpływie małych dawek promieniowania.
Tak, bo pobudzają one mechanizmy obronne i naprawcze. Promieniowanie niejako zmusza organizm do bardziej skutecznej reakcji. To jest hipoteza tzw. hormezy radiacyjnej, która świetnie tłumaczy takie oto pozornie paradoksalne zjawisko - ratownicy z Czarnobyla, którzy otrzymali stosunkowo spore, ale niegroźne dla życia dawki promieniowania, są zdrowsi niż reszta populacji. To samo zaobserwowano m.in. wśród pracowników stoczni remontujących okręty podwodne z napędem jądrowym i wśród lekarzy-radiologów.
Ale LNT nadal obowiązuje?
Tak, choć jest już naukowym trupem. Zanim jednak zostaną zmienione absurdalne administracyjne przepisy ochrony radiologicznej, minie sporo czasu. Problemem są również interesy rozmaitych grup - na ochronę radiologiczną wydaje się dziś na świecie miliardy dolarów. Ktoś na tym zarabia i nie ma żadnego interesu, by utracić tak cenne źródło dochodów.
Czy właśnie opierając się na LNT prognozowano tysiące zgonów spowodowanych katastrofą czarnobylską oraz podejmowano decyzje o wysiedlaniu ludzi?
Tak. Np. w 1987 r. pojawił się amerykański raport, w którym przewidywało się 36 tys. zgonów na tzw. terenach skażonych byłego ZSRR. Dziś autorzy tego dokumentu bardzo się wstydzą tych prognoz.
A kalekie dzieci, często pokazywane jako ofiary Czarnobyla?
To czysta manipulacja. Na tzw. terenach skażonych nie odnotowano żadnego wzrostu liczby urodzin dzieci z ciężkimi wadami rozwojowymi. Natomiast w każdej populacji, od Warszawy po Hawaje, występuje ok. 3 proc. tego typu przypadków. Wystarczy więc pojechać z kamerą, sfilmować dziecko, które np. przyszło na świat bez rąk, i dodać komentarz, że jest to ofiara Czarnobyla. Dziennikarze wielokrotnie postępowali w ten sposób.
Jaka była reakcja na raport UNSCEAR?
Rosjanie podchodzą do sprawy racjonalnie, natomiast Ukraina i Białoruś się wściekły. I wcale im się nie dziwię. Do krajów tych płynie nieustannie strumień pieniędzy z pomocy międzynarodowej. Sama Ukraina do 2000 r. wydała na "usuwanie skutków katastrofy" prawie 148 mld dol. Sporą część tej sumy pochłonęły różne ulgi, dodatki i renty wypłacane tzw. ofiarom Czarnobyla. W Rosji, na Białorusi i Ukrainie naliczono bowiem aż 7 mln osób rzekomo poszkodowanych przez promieniowanie. Tymczasem cztery agendy ONZ określiły dotychczasowe postępowanie władz jako błędne, pomoc finansową za zmarnowaną oraz zaleciły całkowitą zmianę polityki społecznej i zdrowotnej.
Zalecenia te zostaną zrealizowane?
A kto będzie miał odwagę odebrać milionom ludzi dodatki pieniężne i przywileje?
Czego więc nauczył nas Czarnobyl?"
|
|
3 na 3 | A.G. (1725 punktów) | Od Ciebie tylko dodam, że najgroźniejszym nastepstwem katastrofy w Czarnobylu był wzrost emisji CO2 i innych szkodliwych gazów, wynikający z zaniechania rozwoju energetyki jądrowe.
|
|
 | 4 na 4 barycki (7788 punktów) (zablokowany) | >był wzrost emisji CO2 i innych szkodliwych > Przemysłowa emisja CO2 jest jeszcze głupszym mitem niż Czarnobyl. Różnice zmian naturalnej emisji CO2 są wielokroć większe od emisji przemysłowej. Jest to w każdym opracowaniu naukowym z tej dziedziny. Ustawodawstwo ograniczające emisję CO2 do atmosfery, w rzeczywistości ogranicza wolną konkurencje i oto w tym chodzi. Adam Barycki
|
|
|  | 1 na 1 | Spirtex (67 punktów) | Zgadzam się z Tobą w 100% !
|
|
|  | | Jakub Piątkowski (146 punktów) | Owszem - inna sprawa że energetyka oparta o węgiel oznacza tysiące zgonów rocznie podczas wypadków w kopalniach i ogólne zanieczyszczanie środowiska (elektrownie węglowe w przeciwieństwie do jądrowych nie mają ustawowego obowiązku sprzątania po sobie). Ludzie którzy zginęli w sektorze węglowym ze względu na lęki przed energetyką jądrową - oto prawdziwe "ofiary Czarnobyla" (oraz poszukujących sensacji miediów)
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Dwie zarwane noce przy dziecku i bezradny lekarz, pieczenie i suchość w gardle, które przypominało początki anginy, ale w anginę się nie przeistoczyło a potem ogłoszenie o katastrofie w Czernobylu i jazda na pogotowie z dzieckiem. Jak na mit, to całkiem nieźle odbiło wtedy mojej rodzinie
|
|
 | 1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | I jaka była diagnoza?
Tak serio, dla Polski zagrożenie z Czarnobyla (nie wypowiadam się tu na temat jak poważne ono było) pochodziło głównie z radioaktywnych pyłów jakie pojawiły się w powietrzu i znalazły nad naszym krajem.
Materiały radioaktywne zawarte w takiej chmurze oddziaływują szkodliwie głównie poprzez: - wchłanianie przez drogi oddechowe; - poprzez pozostawanie na skórze; - poprzez spożywanie żywności w którą zostały "wbudowane" radioaktywne izotopy; - poprzez spożywanie żywności zanieczyszczonej pyłem zawierającym izotopy;
Bezpośrednie narażenie na promieniowanie z takiej chmury jest zdecydowanie za małe by spowodować jakiekolwiek efekty. Co innego, jeśli izotop zostanie wchłonięty przez ciało a co gorsza, wbudowany w nowo tworzone komórki. Jako że źródło promieniowania znajduje się wówczas wewnątrz ciała, we wrażliwych narządach i do tego przez całe życie jego wpływ na zdrowie jest wielokrotnie większy niż bezpośrednie narażenie na promieniowanie z zewnątrz. I mówimy tu nie o dniach, ale o dziesięcioleciach, jeśli idzie o czas od narażenia do zachorowania.
To właśnie z tego powodu dawano dzieciakom do picia płyn z jodem - po to, by nieradioaktywny jod podany w roztworze zaspokoił potrzeby organizmu na ten pierwiastek i nie dopuścił tym samym to wchłonięcia i skumulowania jodu radioaktywnego.
Tak i wtedy, jak i dziś, radioaktywność żywności, gleby i powietrza jest monitorowana. Odpowiednie raporty produkuje gdzieś tak co kwartał Państwowa Agencja Atomistyki.
Z informacji od moich znajomych, którzy w tym czasie mieli dzieci a także możliwość dokonywania kontrolnych pomiarów żywności, wiem, że faktycznie skażenie skumulowane w mleku w proszku było istotnie większe niż wcześniej. I co pedantyczniejsi z nich sprawdzali czy to, co podają dziecku jest odpowiednio czyste.
Tak więc, w związku z Czarnobylem, główne zagrożenie dla Twojego dziecka nie pochodziło z dni bezpośrednio po eksplozji, ale z żywności którą Ty i Ono spożywaliści w ciągu roku, dwóch i więcej od zebrania plonów skażonych opadem radioaktywnym.
Co i tak nie było o ile wiem, poważnym zagrożeniem. Jeśli jesteś mieszkańcem aglomeracji śląskiej ilość promieniowania jaką otrzymujesz w związku z pyłami emitowanymi z elektrowni węglowych jest dużo większa niż tu, u mnie, w Bydgoszczy, i zapewne ma ona dużo większy wpływ na Twoje zdrowie niż to, co zdarzyło się w Czarnobylu.
Kwestia bezpieczeństwa promieniowania w zakresie niskich dawek i niskich mocy dawek nadal pozostaje nie rozstrzygnięta w związku z czym regulacje prawne przyjmują na dziś zasadę konserwatywną: każda dawka szkodzi i asekuracyjnie definiują bezpieczną dawkę dla ludności cywilnej na bardzo niskim poziomie. Stąd dziesięciokrotne przekroczenie dopuszczalnej rocznej dawki, choć brzmi groźnie, stanowi zaledwie ok 1/400 dawki śmiertelnej i 1/100 dawki wymagającej leczenia.
Tomasz Sztejka
|
|
2 na 2 | Górski (3 punktów) | Wszystko wskazuje na to, że gdyby nie panika i przekłamanie faktów po wybuchu w Czarnobylu to mielibyśmy swoją elektrownię jądrową w Polsce (Żarnowiec). Kontynuacja budowy jest raczej mało realna, nawet gdyby odbyło się referendum w tej sprawie to i tak społeczeństwo zagłosuje na "nie" z wiadomych względów. Staną im przed oczami obrazy strachu i niepokoju po wybuchu w Czarnobylu, liczne filmy o rzekomych "dzieciach Czarnobyla" i inne "sensacje" pokazywane w telewizji. A fakty są całkiem inne niż te wykreowane przez telewizje i plotki, nie trzeba dużo pisać, wystarczy poszukać w internecie. Widać tu duże pole do popisu dla Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów w propagowaniu nieprzekłamanego obrazu energetyki jądrowej, która na dzień dzisiejszy jest jedynym racjonalnym rozwiązaniem.
|
|
 | 2 na 2 | TyDraniu (6569 punktów) | >nawet gdyby odbyło się referendum w tej sprawie to i tak społeczeństwo zagłosuje na "nie" z wiadomych względów.
Obserwuję sondaże i od kilku lat stosunek społeczeństwa do energetyki jądrowej zmienia się na pozytywny, myślę że ilość zwolenników powoli zaczyna przeważać nad przeciwnikami. Oczywiście panuje jeszcze zasada NNMP (Nie Na Moim Podwórku). Zgadzam się, że Żarnowiec jest już stracony i zmarnowany.
Poza budowaniem elektrowni na naszym terenie, ważne jest, żeby Polska partycypowała w kosztach utrzymania elektrowni sąsiednich, np. na Ukrainie. W zamian za to moglibyśmy otrzymywać taniej prąd. Zdaje się, że aktualny rząd robi coś w tym kierunku.
|
|
1 na 1 | Spirtex (67 punktów) | Ciąg dalszy: "Że energetyka jądrowa jest najbezpieczniejszym obecnie dostępnym źródłem energii. W Czarnobylu doszło do najgorszej katastrofy, jaką można sobie wyobrazić w elektrowni atomowej. Na dodatek siłownia Czarnobylska urągała wszelkim zasadom bezpieczeństwa. Ten obiekt był jednym wielkim skandalem. Ale to nie wszystko. W następstwie wybuchu reaktora zostały uwolnione do atmosfery ogromne ilości substancji promieniotwórczych, które dotarły nawet na Antarktydę. I co? I nic. Zginęło 31 osób - mniej niż w zawalonej w styczniu br. hali w Chorzowie. Niebezpiecznie skażony został niecały kilometr kwadratowy ziemi. To wszystko! rozmawiał Marcin Rotkiewicz Prof. dr hab. Zbigniew Jaworowski z wykształcenia jest lekarzem radioterapeutą. Od 1970 r. przez 17 lat kierował Zakładem Higieny Radiacyjnej w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej. Obecnie jest przewodniczącym rady naukowej CLOR. Od 1973 r. reprezentuje Polskę w Komitecie Naukowym ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR), któremu także przewodniczył w latach 1980-1981. Jest autorem kilkuset prac naukowych. Był również organizatorem 10 wypraw na lodowce prawie wszystkich kontynentów. Celem tych ekspedycji, finansowanych głównie przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska (EPA), było zbadanie poziomu zanieczyszczeń atmosfery globu w ciągu ostatnich kilkuset lat." www.polity(*)s_cat_id=35&layout=1&page=text
|
|
1 na 1 | Spirtex (67 punktów) | Kolejny ciekawy tekst:
"Elektrownia atomowa w Czarnobylu będzie w końcu zamknięta. Ostatni z pracujących w niej reaktorów ma przestać działać do 15 grudnia br. To jeden z efektów niedawnej wizyty Billa Clintona w Kijowie. Cynicy twierdzą, że reaktor ze względów technicznych i tak trzeba wyłączyć. Pozwolono jednak, by amerykański prezydent za kilkadziesiąt milionów dolarów kupił efektowny sukces polityczny.
Edwin Bendyk:
Analiza tajnych jeszcze do niedawna dokumentów pokazuje, że czarnobylska tragedia sprzed czternastu lat niemal musiała się wydarzyć. W raporcie KGB z 21 lutego 1979 r. "o zaniedbaniach podczas budowy elektrowni czarnobylskiej" czytamy, że "w trakcie budowy drugiego bloku czarnobylskiej elektrowni atomowej mają miejsce fakty nieprzestrzegania projektów, jak również narusza się technologię prowadzenia prac budowlanych i montażowych, co może doprowadzić do awarii i nieszczęśliwych wypadków". Raport wspomina o betonie złej jakości i kłopotach z jego dostawami, co powodowało wylewanie fundamentów na raty i ich pękanie; o licznych wypadkach przy pracy.
Opracowanie nie przeraziło kremlowskich władców. Budowę kontynuowano, zdecydowano też, by energię wytwarzał najbardziej niebezpieczny typ reaktorów jądrowych RBMK. Dlaczego? Bo można w nich produkować nie tylko elektryczność, ale również pluton, niezbędne wypełnienie ładunków jądrowych. Po raz pierwszy prognozy KGB spełniły się w 1983 r. - we wspomnianym II bloku roztopiła się jedna kaseta paliwowa. O wypadku nikogo nie poinformowano, reaktor po remoncie dalej pracował. Milczenie okrywało również inne wypadki w elektrowniach z reaktorami RBMK, jak choćby dwie awarie w Sosnowym Borze koło Leningradu.
26 kwietnia 1986 r. nastąpiła katastrofa, której nie dało się ukryć. Zanim się o niej dowiedzieli mieszkańcy Związku Radzieckiego, radioaktywna chmura dotarła na zachód Europy. Przez wiele godzin po wypadku dyrektor elektrowni słał do Moskwy meldunki, że nic specjalnego się nie stało, a promieniowanie utrzymuje się w normie. Po 48 godzinach od wybuchu ciągle nie wydano zgody na ewakuację Prypeci, największego miasta leżącego w pobliżu. Gdy rano 29 kwietnia Marian Woźniak, ówczesny sekretarz KC PZPR, zatelefonował do Moskwy, okazało się, że jego odpowiednik z KPZR niczego jeszcze o katastrofie nie wiedział.
Późniejsza akcja ratunkowa obfitowała w nie mniejsze absurdy. Najbardziej poraża przy tym wszystkim pogarda, z jaką traktowano 7 mln ludzi (w tym ponad 3 mln dzieci) znajdujących się w zagrożonych strefach. Nic, nawet skażenie radioaktywne, nie mogło zakłócić majowych pochodów.
Jeśli spojrzymy z tej perspektywy, pozytywnie zdumiewa sprawność działania w Polsce. Jednym z najgroźniejszych izotopów promieniotwórczych, jaki wydostał się w dużych ilościach po wybuchu, był jod-131. W organizmie ludzkim gromadzi się w tarczycy, co grozi rakiem tego gruczołu. Przeciwdziałanie polega na profilaktycznym podaniu jodu nieradioaktywnego, który - wypełniając tarczycę - broni jej przed niebezpiecznym izotopem. Gdy w Moskwie jeszcze nie wszyscy notable mieli świadomość spraw toczących się w Czarnobylu, w Polsce rozpoczęto już akcję podawania preparatu jodowego - słynnego płynu Lugola. W sumie preparat otrzymało 18,5 mln osób, w tym 95 proc. dzieci. Jak szacuje prof. Zbigniew Jaworowski, jodowanie zapobiegło pięciu tysiącom zachorowań na raka tarczycy w Polsce.
Jod-131 jest izotopem krótko żyjącym, jego okres pół rozpadu to zaledwie 8 dni. Dlatego zagrożenie tym czynnikiem szybko ustało. Jeśli chodzi o inne izotopy, które wraz z chmurą radioaktywną dotarły nad Polskę (głównie cez-137 i cez-134), okazało się, że zagrożenie było znacznie mniejsze, niż się pierwotnie obawiano. Jerzy Kozieł, inspektor bezpieczeństwa jądrowego i ochrony radiologicznej z Instytutu Energetyki Atomowej w Świerku, twierdzi, że nawet stężenie cezu w grzybach, które mają szczególną skłonność do pochłaniania tego pierwiastka, nie przekroczyło niebezpiecznych poziomów. Jego zdaniem wybuchające co jakiś czas alarmy, by nie jeść np. podgrzybków, nie miały żadnego uzasadnienia. Dziś większość naukowców jest zgodna, że Czarnobyl nie wywarł żadnego mierzalnego wpływu na zdrowie mieszkańców w Polsce.
Znacznie mniej zgodnie naukowcy oceniają skutki awarii dla ludności Ukrainy, Białorusi i Rosji. Najbardziej dramatyczne szacunki podają, że na skutek uwolnionego promieniowania umrze nawet pół miliona osób (tak prognozuje np. fizyk noblista J.W. Gofman, były dyrektor Laboratorium Lawrence Livermore w Berkeley). Zgodnie z danymi najbardziej konserwatywnymi, prezentowanymi m.in. przez Międzynarodową Agencję Atomistyki IAEA, trudno mówić o jakimkolwiek mierzalnym wpływie czarnobylskiego promieniowania na umieralność. W opublikowanym w dziesiątą rocznicę wybuchu raporcie jedynymi ofiarami Czarnobyla są ratownicy, którzy gasili pożar w pierwszej fazie katastrofy i zostali napromieniowani niezwykle wysokimi dawkami. 31 spośród nich zmarło wkrótce po napromieniowaniu. Z ponad dwustu osobowej grupy bardzo napromieniowanych osób zmarło jeszcze 11, ale tylko w trzech przypadkach jako przyczynę zgonu podaje się promieniowanie. Reszta ofiar przeżyła i do dzisiaj nie stwierdzono u nich poważniejszych zmian chorobowych, np. pojawienia się nowotworów.
Skąd tak wielka rozbieżność? Wynika głównie z naszej niewiedzy. Nauka ciągle nie zna dokładnych mechanizmów oddziaływania promieniowania jonizującego na komórki żywego organizmu. Spór toczy się głównie o wpływ na zdrowie małych dawek promieniowania. Jedna szkoła mówi, że radiacja grozi tylko od pewnego progu. Dawki mniejsze są całkowicie bezpieczne, a żywe organizmy w ciągu milionów lat obcowania z naturalnie występującym niewielkim promieniowaniem nauczyły się radzić sobie z zagrożeniem."
|
|
1 na 1 | Spirtex (67 punktów) | "Nie wszyscy badacze zgadzają się z taką argumentacją. W 1997 r. ukazały się wyniki badań stwierdzających, że groźna może być każda dawka promieniowania, a ryzyko podobne jest do efektu "rosyjskiej ruletki". Nigdy nie wiemy, kiedy nastąpi strzał i materiał genetyczny ulegnie uszkodzeniu, prowadząc np. do powstania nowotworu. Zdaniem zwolenników koncepcji "rosyjskiej ruletki" nawet niewielkie dawki promieniowania mogą "psuć jakość" zasobów genetycznych ludzi, co nie musi być zauważalne od razu, lecz może zaowocować niebezpiecznymi chorobami u dzieci i wnuków.
Zawiłości szacowania wpływu promieniowania na organizm opisuje francuski fizyk noblista Georges Charpak w wydanej w ub.r. w Polsce książce "Błędne ogniki i grzyby atomowe". Sam autor zajmuje stanowisko pośrednie, pisząc: "plasujemy się w ten sposób w pół drogi między tymi, którzy twierdzą, że napromienienie w wyniku awarii w Czarnobylu wywołało 475 tysięcy śmiertelnych przypadków raka, a tymi, którzy bez wahania odpowiadają, że skutki są zbliżone do zera".
Wyniki tej uczonej debaty mają decydujące znaczenie dla milionów osób, które znalazły się w strefie skażenia. Samych likwidatorów - osób uczestniczących w usuwaniu skutków awarii zarejestrowano 800 tys. W oczywisty sposób zetknęli się oni z większymi niż naturalne dawkami promieniowania. Z danych raportu sekretarza generalnego ONZ z 7 października 1999 r. wynika, że w dalszym ciągu miliony osób mieszkają na terenach trwale skażonych radioaktywnie. Na samej tylko Ukrainie pół miliona dzieci mieszka na terenach napromieniowanych, w Rosji na podobnych obszarach mieszka 1,8 mln osób, w tym 300 tys. dzieci. W raporcie tym brakuje podobnych danych dla Białorusi, która najbardziej ucierpiała w wyniku awarii.
Mieszkańcy Ukrainy i Białorusi nie wierzą ekspertom, zwłaszcza z IAEA. Wiedzą, jak władze przy pomocy KGB manipulowały danymi zdrowotnymi, zabraniając lekarzom podawać w diagnozie jakiekolwiek związki z promieniowaniem.
Nie uniknął błędów i późniejszej ostrej krytyki raport IAEA z 1991 r., stwierdzający m.in., że "szacunkowe dawki pochłonięte przez gruczoł tarczycy u dzieci są takie, że mogły prowadzić do statystycznie znaczącego wzrostu (liczby zachorowań) w przyszłości, lecz będzie to trudne do zauważenia".
To, czego nie zauważyli eksperci w 1991 r., zaczęło przerażać w kolejnych latach. W raporcie podsumowującym dziesięciolecie awarii podano już, że na raka tarczycy zachorowało blisko 700 dzieci. W przekazanym 6 czerwca br. Zgromadzeniu Ogólnemu ONZ raporcie UNSCEAR (komitecie naukowym ONZ zajmującym się skutkami promieniowania) liczba zachorowań na raka tarczycy u dzieci napromieniowanych wzrosła do 1600. Na szczęście choroba ta jest niemal w 100 proc. wyleczalna.
Znacznie trudniej wyleczyć psychikę tych dzieci, do końca życia zarażonych bakcylem strachu przed niewidzialnym zagrożeniem. Swoje uczucia wyrażają malując obrazki z dwugłowymi monstrami, ognistymi smokami pożerającymi wsie, motylami z czarnymi krzyżami."
|
|
2 na 2 | Spirtex (67 punktów) | I kolejny:
"To nie promieniowanie, ale strach i błędy władz ZSRR spowodowały największe spustoszenia na terenach dotkniętych skutkami wybuchu w czarnobylskiej elektrowni. Tak twierdzą eksperci Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Marcin Rotkiewicz
Kiedy 27 kwietnia 1986 r. stacje pomiarowe w Szwecji wykryły znacznie większy poziom radioaktywności w atmosferze, a radio BBC doniosło o poważnym wypadku w elektrowni atomowej w Czarnobylu na Ukrainie, radziecka agencja prasowa TASS musiała przerwać milczenie. Jej pierwszy komunikat mówił jednak o "niewielkiej awarii, która nie będzie miała żadnego wpływu na zdrowie ludzi". Tymczasem zachodnie media coraz obszerniej informowały o tragedii. Dziennik "The New York Post" pisał np. o 15 tys. ofiar wybuchu reaktora, których zwłoki pospiesznie zagrzebywano w masowych grobach.
Po rozpadzie ZSRR dziennikarze z całego świata masowo zaczęli przyjeżdżać do Czarnobyla, gdzie wreszcie w nieskrępowany sposób mogli oglądać miejsce tragedii. Trudno zliczyć, ile artykułów, reportaży w radiu i telewizji pojawiło się na świecie na temat Czarnobyla. Z niemal każdego z nich wyłaniał się przerażający obraz. Dziesiątki tysięcy ludzi wysiedlonych ze skażonych terenów, tysiące ludzi umierających lub chorujących na białaczkę i inne nowotwory. I wreszcie najbardziej przejmujące obrazy - kalekie dzieci: bez rąk, oczu, nóg. Media nie miały i właściwie nie mają do dzisiaj wątpliwości - była to największa, jeśli nie liczyć wojen, tragedia w XX wieku, która zniszczyła życie setek tysięcy ludzi.
Z ostatnim stwierdzeniem trudno się nie zgodzić, ale po zapoznaniu się z raportami lekarzy i naukowców, którzy równie licznie jak dziennikarze zaczęli odwiedzać skażone tereny wokół Czarnobyla, wyłania się zupełnie inny obraz skutków wybuchu reaktora. Okazuje się, że to nie zabójcze promieniowanie było przyczyną tragedii setek tysięcy mieszkańców Białorusi, Rosji i Ukrainy, ale fatalna w skutkach akcja ratunkowa, przeprowadzona na przesadnie wielką skalę, oraz niszczący życie strach przed promieniowaniem, którego dawki w większości przypadków były nieszkodliwe dla zdrowia.
Z tą całkowicie odmienną od utrwalonej w świadomości ludzi oceną rozmiarów czarnobylskiej katastrofy naukowcy próbują dotrzeć do mediów od dobrych kilku lat. Z mizernym skutkiem. Jednym z niewielu artykułów, który próbował przedstawić rzeczywiste skutki wybuchu reaktora, był tekst prof. Zbigniewa Jaworowskiego zamieszczony w 1996 r. w "Wiedzy i Życiu". Prof. Jaworowski jest reprezentantem Polski w Komitecie Naukowym ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR), a w 1986 r. przekonał rząd PRL do podania dzieciom płynu Lugola chroniącego tarczycę przed radioaktywnym jodem
Subiektywne wrażenia
Dwa lata temu właśnie UNSCEAR, złożony z ponad 100 wybitnych naukowców, opublikował raport m.in. na temat Czarnobyla. Można w nim przeczytać, że w rezultacie działania wysokich dawek promieniowania zachorowało 134 pracowników elektrowni, a 30 spośród nich zmarło. Co więcej, nie ma żadnych naukowych dowodów, aby wśród ludności ze skażonych terenów zwiększyła się liczba białaczek i innych nowotworów (z wyjątkiem raków tarczycy), wrodzonych wad u dzieci lub innych chorób mogących mieć związek z promieniowaniem. Widocznym skutkiem działania promieniowania może być natomiast 1800 przypadków raka tarczycy u dzieci. Stwierdzono też znaczny wzrost przypadków chorób psychosomatycznych - zaburzeń układu oddechowego, trawiennego i nerwowego. Raport UNSCEAR 2000 omówiłem w artykule dla tygodnika "Wprost". Aby potwierdzić zawarte w raporcie informacje, pojechałem wraz z grupą polskich fizyków do Czarnobyla. To co zobaczyłem, nie miało nic wspólnego z apokaliptycznymi opisami, w które sam jeszcze rok wcześniej wierzyłem.
Podobnie jak dokument UNSCEAR, specjalnej uwagi opinii publicznej nie zwrócił raport opracowany w styczniu bieżącego roku przez kilka agend ONZ: UNICEF (Międzynarodowy Fundusz Pomocy Dzieciom) oraz UNDP (Program Rozwoju) przy współpracy z WHO (Światową Organizacją Zdrowia). W porównaniu z raportem UNSCEAR sprzed dwóch lat liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 41. Nadal jednak nie ma dowodów świadczących o wzroście liczby białaczek popromiennych. Także doniesienia o pojawianiu się po katastrofie w Czarnobylu większej liczby dzieci z wadami wrodzonymi opierają się na subiektywnych wrażeniach, a nie na danych statystycznych. Odnotowano natomiast 2 tys. przypadków nowotworów tarczycy wśród dzieci i liczba ta, zdaniem autorów raportu, może jeszcze wzrosnąć do 8-10 tys. Na szczęście nowotwory tarczycy u dzieci są w 95 proc. przypadków uleczalne.
Ogromna część raportu dotyczy psychologicznych konsekwencji wypadku w Czarnobylu. "Informacjom o ochronie radiologicznej często nie towarzyszyły wyjaśnienia na temat wpływu promieniowania na zdrowie, co doprowadzało do błędnego postrzegania jego skutków" - piszą jego autorzy. Dlatego ludność rejonów uznanych za skażone żyje w ciągłym strachu, który ma ogromny wpływ na jej zdrowie. Zresztą jego stan, bynajmniej nie z powodów Czarnobyla, jest bardzo zły. Na skutek niewłaściwego trybu życia, wysokiego spożycia alkoholu i papierosów "średnia długość życia mężczyzn na terenach Białorusi, Rosji i Ukrainy jest o prawie 10 lat krótsza niż na Sri Lance, czyli jednym z dwudziestu najbiedniejszych państw na świecie".
Niepotrzebne wysiedlenia
Fatalna kondycja psychiczna ludzi jest spowodowana, zdaniem ekspertów ONZ, przede wszystkim dwoma czynnikami. Po pierwsze władze ZSRR przyjęły bardzo zaostrzone kryteria, na podstawie których uznawano jakiś teren za skażony radioaktywnie. Tymczasem, czytamy w raporcie, w wielu rejonach Wielkiej Brytanii czy Skandynawii naturalny poziom promieniowania z gleby i skał jest kilkakrotnie wyższy niż w "skażonych rejonach" i nie ma negatywnego wpływu na zdrowie. W wyniku przyjęcia tak rygorystycznych kryteriów znaczną część spośród ponad 350 tys. osób ewakuowano niepotrzebnie."
|
|
 | | Szymon Pitek (47 punktów) | Cytat:Jednym z niewielu artykułów, który próbował przedstawić rzeczywiste skutki wybuchu reaktora, był tekst prof. Zbigniewa Jaworowskiego zamieszczony w 1996 r. w "Wiedzy i Życiu". A oto link do owego artykułu. Pozdrawiam, Szymon Pitek
|
|
|  | | sztejkat (4743 punktów) |
Niestety, webowa kopia jest myląca: Cytat: (...) mR/h (mR/h = mikrorentgeny na godzinę, nieformalna obecnie jednostka mocy dawki promieniowania gamma) (...)
Przepisujący tekst nie rozróżnia przedrostka "m" - mili od "μ" (u) - mikro. Różnica, bagatela - 1000 krotna. Stawia to pod znakiem zapytania wszystkie pozostałe kwalifikowane wartości w tekście.
Tomasz Sztejka
|
|
1 na 1 | Spirtex (67 punktów) | "Po drugie na terenach uznanych za skażone żyje dzisiaj kilka milionów ludzi. Są oni uznawani, bynajmniej nie na podstawie oceny rzeczywistego stanu zdrowia, za "ofiary Czarnobyla". Ludziom tym przysługuje, zależnie od stopnia skażenia zamieszkanych terenów, ponad 50 rozmaitych przywilejów - od wypłacanych co miesiąc zapomóg po darmową opiekę medyczną czy łatwiejszy dostęp na wyższe uczelnie. W wyniku tego poważnie obciążono budżety trzech dotkniętych katastrofą państw, a ludzie nauczyli się bezradności i bierności. Utrwaliły się postawy roszczeniowe oraz poczucie bycia ofiarą straszliwej katastrofy i rujnującego życie promieniowania. Autorzy raportu ONZ rozmawiali m.in. z mechanikiem, który stracił pracę w zbankrutowanym kołchozie, ale mimo to nie chciał otworzyć własnego warsztatu, gdyż bał się stracić "czarnobylską zapomogę".
W tej sytuacji trudno się dziwić, że rządy tych trzech państw chętnie wyciągają rękę po zagraniczną pomoc i są raczej zainteresowane wyolbrzymianiem skutków katastrofy niż ich rzetelną oceną. Dlatego np. z ust polityków wielokrotnie padały stwierdzenia o spadku liczby ludności na skażonych terenach. Tymczasem ujemny przyrost naturalny nie jest skutkiem Czarnobyla, ale warunków życia i emigracji ludzi, co odnotowano zanim jeszcze doszło do wypadku.
Tegoroczny raport ONZ przeszedł bez większego echa lub jego wyniki zostały nierzetelnie przedstawione. Dobrym tego przykładem są informacje o raporcie zamieszczone na stronach internetowych BBC. Można się z nich dowiedzieć, że w wyniku katastrofy w Czarnobylu "zmarło 8 tys. ludzi, większość na skutek chorób wywołanych przez promieniowanie". Tymczasem w raporcie taka liczba ofiar śmiertelnych w ogóle się nie pojawia! BBC pisze również o milionach ludzi żyjących na skażonych terenach, którzy cierpią z powodu popromiennych chorób i niedostatku. Natomiast brytyjski tygodnik "The Observer" zupełnie inaczej odczytał ten sam raport. Według niego zdrowotne skutki promieniowania okazały się znacznie mniejsze niż przypuszczano. Największym problemem medycznym na terenach skażonych jest bowiem hipochondria. Ponadto "organizowane na Zachodzie wystawy fotografii zdeformowanych dzieci, podczas których zbierano fundusze na rzecz ofiar Czarnobyla, w rzeczywistości ukazywały przypadki kalectwa nie mające nic wspólnego ze skutkami katastrofy w elektrowni" - pisze "The Observer".
- Uważam raport UNICEF-u za niezwykle ważny dokument. Kolejna poważna instytucja, obok UNSCEAR-u, przedstawiła bowiem prawdziwe skutki Czarnobyla - uważa prof. Zbigniew Jaworowski. Jego zdaniem wybuch reaktora spowodował, jeśli nie liczyć wojen, największą katastrofę psychologiczną w XX wieku. - Mieliśmy i mamy do czynienia z chorobą epidemiczną, w której jedni zarażają się od drugich - mówi prof. Jaworowski. Dobrym tego przykładem są Niemcy. Gdy doszło do wybuchu w Czarnobylu, obywatele RFN nie chcieli jeść świeżej żywności i masowo kupowali wyprodukowane przed 26 kwietnia konserwy. Gdy ich zapas się skończył, w tym jednym z najbogatszych krajów świata zaobserwowano wiele przypadków niedożywienia.
- Czarnobyl jest zjawiskiem do poważnych badań raczej dla socjologów i psychologów, a nie dla ludzi z mojej branży - mówi prof. Jaworowski. Według niego również zwiększona liczba ujawnionych przypadków nowotworów tarczycy u dzieci na skażonych terenach nie jest związana z Czarnobylem, ale prowadzonymi na szeroką skalę badaniami, których wcześniej nie wykonywała radziecka służba zdrowia. - Ponadto znając dzisiaj dokładne dane na temat stopnia skażenia uważam, że akcja podawania w 1986 r. polskim dzieciom jodu, która wtedy wydawała mi się konieczna, nie była potrzebna - dodaje prof. Jaworowski.
Ratowały trucizną
Z opinią tą nie zgadza się prof. Janusz Nauman, kierujący Kliniką Endokrynologii i Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w Warszawie. - Na terenach skażonych odnotowano po awarii kilkudziesięciokrotny wzrost zachorowalności na raka tarczycy u dzieci. Natomiast z badań, które tam prowadzono dwa lata przed wybuchem reaktora, wynika, że liczba zachorowań na te nowotwory nie różniła się specjalnie od innych krajów Europy. Raka tarczycy u dzieci w przeciwieństwie do dorosłych cechuje duża agresywność i szybkie powstawanie przerzutów. Nie trzeba więc prowadzić drobiazgowych badań, aby postawić diagnozę - mówi prof. Nauman. Jego zdaniem również akcja podawania jodu polskim dzieciom była konieczna. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że np. w regionie Białegostoku nie odnotowano wzrostu przypadków raka tarczycy, a kilkadziesiąt kilometrów dalej, po białoruskiej stronie granicy, gdzie skala skażenia była porównywalna, zanotowano aż 182 przypadki tej choroby u dzieci?
Prof. Nauman zgadza się natomiast, że Czarnobyl spowodował ogromne spustoszenie w psychice ludzi. - Jestem praktykującym lekarzem i do niedawna połowa moich pacjentów zgłaszających się z rozmaitymi chorobami tarczycy twierdziła, że ich problemy zaczęły się po Czarnobylu - dodaje prof. Nauman. Tymczasem z badań przeprowadzonych w latach 1987-1990 na losowej próbie 56 tys. Polaków jasno wynika, że przynajmniej w krótkim okresie po awarii Czarnobyl nie miał żadnego wpływu na zdrowie rodaków."
|
|
2 na 2 | Spirtex (67 punktów) | A.G. najgroźniejszym następstwem tej katastrofy jest to, że Polska jest zacofanym ciemnogrodem i elektrowni jak nie ma tak nie widać jej budowy. Słyszałem, że Białoruś będzie mieć atom do 2016.  Znalazłem też ciekawy wywiad: video.goog(*)play?docid=7819184350661384634
|
|
| forencka (99 punktów) | No, nareszcie znalazłam ludzi, z którymi można porozmawiać, bo w moim towarzystwie nikt mnie nie chce słuchać  Tak, tak, zmienić towarzystwo  Trafiłam niedawno na wywiad z prof. Jaworowskim i starałam się porozmawiać co nieco o tym i owym  ze starszym pokoleniem, ,a nawet z młodszym - ok. 30 lat. Wniosek jest jeden - przekonanie o niesamowitych zniszczeniach i szkodliwości awarii w Czarnobylu jest tak głęboko zakorzenione, że nie mamy szans przekonać ludzi do energetyki jądrowej. Informowanie o faktach zaburza tylko ich chwiejne poczucie bezpieczeństwa, dlatego nigdy nie dopuszczą do siebi prostej prawdy, że zostali oszukani. Jedyne lekarstwo - edukacja młodych. Jak dla mnie szansę na elektrownię będziemy mieli po wymianie pokoleń, za jakieś 30 lat... I tak ze wszystkim, ja p. k. mać!
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|