 |
Problem z dylatacją długości Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-01-2009 15:31 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Problem z dylatacją długości | Witam! Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, jak działa dylatacja długości przy prędkościach bliskich c. Czytałem w necie opis doświadczenia myślowego z pociągiem i dwoma lustrami w wagonie, ale zupełnie nie rozumiem, jak sie to ma do obserwatora siedzacego na peronie. Innymi słowy, wzory to literki, ale kto wie, co oznaczają w świecie realnym? Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| rudyment (3233 punktów) | >Witam! >Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, jak działa dylatacja długości przy prędkościach bliskich c. >Czytałem w necie opis doświadczenia myślowego z pociągiem i dwoma lustrami w wagonie, ale zupełnie >nie rozumiem, jak sie to ma do obserwatora siedzacego na peronie. >Innymi słowy, wzory to literki, ale kto wie, co oznaczają w świecie realnym? >Pozdrawiam
Po prostu obiekt poruszający się względem ciebie z prędkością relatywistyczną widzisz jako krótszy niż wtedy, gdy on jest dla ciebie nieruchomy. Ale to skrócenie widać będzie tylko w kierunku ruchu.
nauka nie ulega hybris
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Witam! >>Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, jak działa dylatacja długości przy prędkościach bliskich c. >>Czytałem w necie opis doświadczenia myślowego z pociągiem i dwoma lustrami w wagonie, ale zupełnie >>nie rozumiem, jak sie to ma do obserwatora siedzacego na peronie. >>Innymi słowy, wzory to literki, ale kto wie, co oznaczają w świecie realnym? >>Pozdrawiam >Po prostu obiekt poruszający się względem ciebie z prędkością relatywistyczną widzisz jako krótszy niż wtedy, gdy on jest dla ciebie nieruchomy. Ale to skrócenie widać będzie tylko w kierunku ruchu. Tego właśnie kawałka nie rozumiem. W moim kierunku leci statek kosmiczny. Na przodzie i końcu ma światełka- czerwone i niebieskie. Prędkość światła wynosi c w moim układzie odniesienia. Obraz powstaje wtedy, gdy dwa światełka wpadną do źrenicy jednocześnie. To, co widzę, to obraz czerwonego z przodu i niebieskiego światełka z tyłu. Tyle, że czerwone światełko ma bliżej. Obraz niebieskiego jest przesunięty o długość statku kosmicznego oraz drogę jaką pokonał przód statku kosmicznego w czasie, gdy promień niebieskiego światła biegł do przodu wyrównując do czerwonego światełka. Ten właśnie kawałeczek, to jest wydłużenie!!! Za cholerę nie potrafię dostrzec tu skrócenia. Pozdrawiam
|
|
|  | 2 na 2 | stilgar (7322 punktów) |
>Za cholerę nie potrafię dostrzec tu skrócenia.
Bo rozpatrujesz wszystko w fizyce newtonowskiej. Wszystko jest w niej ładne i przejrzyste, tylko przy prędkościach bliskich c jest zupełnie sprzeczne z rzeczywistością.
Rozpatrz taki przypadek:
A B --) (--C
( nawiasy zastępują groty strzałek, skrypt nie chciał mi przepuścić znaków mniejszości i większości )
Ty stoisz w punkcie nieruchomym A . Od ciebie odleciała rakieta B , lecąc z c względem ciebie. Do ciebie leci rakieta C , z prędkością c . W rakiecie B załoga dokonuje pomiaru prędkości rakiety C . Ile im wyjdzie? Zgodnie z Newtonem, powinno być 2c . Jednak wiadomo, że c jest prędkością maksymalną, więc na pewno wyjdzie im c .
Załóżmy, że początkowa odległość między rakietami B i C , mierzona z punktu A wynosi 10 minut świetlnych. Po 5 minutach każda z rakiet doleci do połowy odcinka i nastąpi spotkanie. Teraz przejdzmy do rakiety B . Korzystając z fizyki klasycznej, ustalamy układ odniesienia w B , C leci z prędkością 2c , po 5 minutach następuje spotkanie. Jednak, ponieważ względem B rakieta C leci z c a nie 2c , więc spotkanie powinno nastąpić dopiero po 10 minutach. Ponieważ nastąpiło po 5 minutach , więc wynika z tego, że droga skróciła się o połowę. Widać skrócenie drogi?
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Za cholerę nie potrafię dostrzec tu skrócenia. >Bo rozpatrujesz wszystko w fizyce newtonowskiej. Nie rozpatruje tego Newtonowsko. Przyjąłem, że c jest równe zawsze c niezależnie od układu odniesienia. Newton tak nie robił. Następnie wybrałem układ odniesienia i zastanawiam się, co bym zobaczył w konkretnej wybranej przeze mnie sytuacji. Widzę wydłużenie, nie skrócenie.
>Wszystko jest w niej ładne i przejrzyste, tylko przy prędkościach bliskich c jest zupełnie sprzeczne z rzeczywistością. >Rozpatrz taki przypadek: > A B --) (--C ( nawiasy zastępują groty strzałek, skrypt nie chciał mi przepuścić znaków mniejszości i większości ) >Ty stoisz w punkcie nieruchomym A . Od ciebie odleciała rakieta B , lecąc z c względem ciebie. Do ciebie leci rakieta C , z prędkością c . W rakiecie B załoga dokonuje pomiaru prędkości rakiety C . Ile im wyjdzie? Zgodnie z Newtonem, powinno być 2c . Jednak wiadomo, że c jest prędkością maksymalną, więc na pewno wyjdzie im c . >Załóżmy, że początkowa odległość między rakietami B i C , mierzona z punktu A wynosi 10 minut świetlnych. Po 5 minutach każda z rakiet doleci do połowy odcinka i nastąpi spotkanie. >Teraz przejdzmy do rakiety B . Korzystając z fizyki klasycznej, ustalamy układ odniesienia w B , C leci z prędkością 2c , po 5 minutach następuje spotkanie. Jednak, ponieważ względem B rakieta C leci z c a nie 2c , więc spotkanie powinno nastąpić dopiero po 10 minutach. Ponieważ nastąpiło po 5 minutach , więc wynika z tego, że droga skróciła się o połowę. >Widać skrócenie drogi? Wszystko to piękne ładne, gdy dążysz do wyniku, który założyłeś z góry. Ale rozważmy to po kolei. Po pierwsze rakieta B nie widzi rakiety C oddalonej o 10 minut świetlnych. Światło musi pokonać drogę, by mogła ją zobaczyć. Załóżmy, że rakiety B i C lecą odrobinkę wolniej niż światło, bo inaczej chwila, gdy się zobaczą, byłaby ostatnią ich chwilą. Ale w momencie, gdy zobaczy rakietę C oddaloną o pięć z kawałkiem minut świetlnych, to rakieta ta będzie już dużo bliżej. Kolejne obrazy rakiety C będą napływać w zastraszającym tempie, aż rakiety się zderzą. Nie widzę powodu, dla którego w rakiecie B nie widzieliby rakiety C jako lecącej prędzej niż światło. Tym bardziej, jeśli przy drodze przelotu byłyby nieruchome obiekty pozwalające stwierdzić, w którym miejscu drogi rakieta C się znajduje. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) | No dobra, troche źle sformułowałem treść - wywalmy to o tym że ci z B sprawdzają prędkość C. Zamiast tego, prostsze pytanie - jaka jest prędkość C względem B ? > Ale rozważmy to po kolei.> Po pierwsze rakieta B nie widzi rakiety C oddalonej o 10 minut świetlnych. Światło musi pokonać drogę, by mogła ją zobaczyć.No to załóżmy, że przed ruszeniem rakiety sobie stały, tak, żeby mogły sie pooglądać i dokonać pomiarów. IMHO skupiasz sie za bardzo na tym, co będą widzieć w danej rakiecie. Obserwując zegar od którego sie oddalasz będzie ci sie wydawało, że zwolnił, jeśli się będziesz do niego zbliżać, "przyspieszy". Tylko, że to zjawisko nie ma żadnego związku z dylatacją. > Załóżmy, że rakiety B i C lecą odrobinkę wolniej niż światło, bo inaczej chwila, gdy się zobaczą, byłaby ostatnią ich chwilą.Nie muszą być przecież na kursie kolizyjnym, mogą się mijać o włos  > Ale w momencie, gdy zobaczy rakietę C oddaloną o pięć z kawałkiem minut świetlnych, to rakieta ta będzie już dużo bliżej. Kolejne obrazy rakiety C będą napływać w zastraszającym tempie, aż rakiety się zderzą.Tak, zgadza się - ale to jest ten zegar o którym mówiłem przed chwila. Bez związku z dylatacją. > Nie widzę powodu, dla którego w rakiecie B nie widzieliby rakiety C jako lecącej prędzej niż światło.Założenie, wynikające z eksperymentu Michelsona-Morleya jest takie, że nic nie może od światła lecieć prędzej. Dodatkowo, prędkość ta jest niezależna od obserwatora. Oczywiście, obserwatorzy z B mogą mieć problemy z zobaczeniem C ( o czym wspomniałeś ), ale prędkość C względem B nie może przekroczyć c.
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > No dobra, troche źle sformułowałem treść - wywalmy to o tym że ci z B sprawdzają prędkość C. Zamiast tego, prostsze pytanie - jaka jest prędkość C względem B ?> >Ale rozważmy to po kolei.> >Po pierwsze rakieta B nie widzi rakiety C oddalonej o 10 minut świetlnych. Światło musi pokonać drogę, by mogła ją zobaczyć.> No to załóżmy, że przed ruszeniem rakiety sobie stały, tak, żeby mogły sie pooglądać i dokonać pomiarów.To założenie jest fałszywe. Ruch możesz mierzyć dopiero, gdy się zacznie. Dopóki rakieta nie zaczęła lecieć nie ma czego mierzyć. A jak zacznie lecieć, to światło musi pokonać odległość między rakietami, by ci z drugiej rakiety mogli to zaobserwować. > >Załóżmy, że rakiety B i C lecą odrobinkę wolniej niż światło, bo inaczej chwila, gdy się zobaczą, byłaby ostatnią ich chwilą.> Nie muszą być przecież na kursie kolizyjnym, mogą się mijać o włos  > >Ale w momencie, gdy zobaczy rakietę C oddaloną o pięć z kawałkiem minut świetlnych, to rakieta ta będzie już dużo bliżej. Kolejne obrazy rakiety C będą napływać w zastraszającym tempie, aż rakiety się zderzą.> Tak, zgadza się - ale to jest ten zegar o którym mówiłem przed chwila. Bez związku z dylatacją.> >Nie widzę powodu, dla którego w rakiecie B nie widzieliby rakiety C jako lecącej prędzej niż światło.> Założenie, wynikające z eksperymentu Michelsona-Morleya jest takie, że nic nie może od światła lecieć prędzej. Dodatkowo, prędkość ta jest niezależna od obserwatora. Oczywiście, obserwatorzy z B mogą mieć problemy z zobaczeniem C ( o czym wspomniałeś ), ale prędkość C względem B nie może przekroczyć c.Ale obserwując widmo (jego przesunięcie) oddalających się galaktyk pomiary eksperymentalne dają wyniki jakby galaktyki odlatywały od siebie z prędkością większą od światła- tłumaczy się to tym, że przestrzeń "rozciąga się jak rozdmuchiwany balon". Nie mówię, że te galaktyki lecą szybciej niż światło. Mówię, że my mamy wrażenie, że lecą szybciej niż światło. Pozdrawiam
|
|
|  | | rudyment (3233 punktów) | > W moim kierunku leci statek kosmiczny. Na przodzie i końcu ma światełka- czerwone i niebieskie. Prędkość światła wynosi c w moim układzie odniesienia. Obraz powstaje wtedy, gdy dwa światełka wpadną do źrenicy jednocześnie.> To, co widzę, to obraz czerwonego z przodu i niebieskiego światełka z tyłu. Tyle, że czerwone światełko ma bliżej. Obraz niebieskiego jest przesunięty o długość statku kosmicznego oraz drogę jaką pokonał przód statku kosmicznego w czasie, gdy promień niebieskiego światła biegł do przodu wyrównując do czerwonego światełka. Ten właśnie kawałeczek, to jest wydłużenie!!!> Za cholerę nie potrafię dostrzec tu skrócenia.> PozdrawiamPrzede wszystkim nic nie może się poruszać z prędkością c, zatem statek także. Może mieć tylko prędkość nieskończenie mniejszą. W takim przypadku długość statku (odległość miedzy światełkami)będziesz widzieć jako nieskończenie małą. Inna rzecz, ze abyś widział światełka przy takiej prędkości, musiałbyś użyć detektora gamma... 
nauka nie ulega hybris
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >W moim kierunku leci statek kosmiczny. Na przodzie i końcu ma światełka- czerwone i niebieskie. Prędkość światła wynosi c w moim układzie odniesienia. Obraz powstaje wtedy, gdy dwa światełka wpadną do źrenicy jednocześnie.> >To, co widzę, to obraz czerwonego z przodu i niebieskiego światełka z tyłu. Tyle, że czerwone światełko ma bliżej. Obraz niebieskiego jest przesunięty o długość statku kosmicznego oraz drogę jaką pokonał przód statku kosmicznego w czasie, gdy promień niebieskiego światła biegł do przodu wyrównując do czerwonego światełka. Ten właśnie kawałeczek, to jest wydłużenie!!!> >Za cholerę nie potrafię dostrzec tu skrócenia.> >Pozdrawiam> Przede wszystkim nic nie może się poruszać z prędkością c, zatem statek także. Może mieć tylko prędkość nieskończenie mniejszą.Ok. > W takim przypadku długość statku (odległość miedzy światełkami)będziesz widzieć jako nieskończenie małą.A nie nieskończenie długą, jeśli nadlatywałby w moim kierunku? Proszę o uzasadnienie. > Inna rzecz, ze abyś widział światełka przy takiej prędkości, musiałbyś użyć detektora gamma...  To byłaby naprawdę długi statek. Długi na 10 minut świetlnych. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | rudyment (3233 punktów) | > >W takim przypadku długość statku (odległość miedzy światełkami)będziesz widzieć jako nieskończenie małą.> A nie nieskończenie długą, jeśli nadlatywałby w moim kierunku?> Proszę o uzasadnienie.Uzasadnieniem są polecone ci już przez innych - wprowadzone przez Einsteina i doświadczalnie potwierdzone - transformacje Lorenza. Decyduje wyłącznie względna prędkość między tobą a statkiem. > >Inna rzecz, ze abyś widział światełka przy takiej prędkości, musiałbyś użyć detektora gamma...  > To byłaby naprawdę długi statek. Długi na 10 minut świetlnych.> PozdrawiamDługość nie ma znaczenia, skoro cały statek poruszałby się z jednakową prędkością. Mamy tu efekt Dopplera - gdyby statek się oddalał, długość fali światła wzrosłaby do niemal nieskończonej. Polecam ci książkę George'a Gamowa "Pan Tompkins w krainie czarów. Tam te rzeczy wyłożone są dokładniej i obszerniej, niż ja tu mogę zrobić.
nauka nie ulega hybris
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >>W takim przypadku długość statku (odległość miedzy światełkami)będziesz widzieć jako nieskończenie małą.> >A nie nieskończenie długą, jeśli nadlatywałby w moim kierunku?> >Proszę o uzasadnienie.> Uzasadnieniem są polecone ci już przez innych - wprowadzone przez Einsteina i doświadczalnie potwierdzone - transformacje Lorenza. Decyduje wyłącznie względna prędkość między tobą a statkiem.Za przeproszeniem, jest jakieś doświadczenie obrazujące skrócenie się długości? Znam doświadczenie myślowe, ale tam wysyła się światło w kieunku statku, by badać je odbite. A u mnie statek sam wysyła światło i mam inny wynik. Czy mój jest zły? Dlaczego? > >>Inna rzecz, ze abyś widział światełka przy takiej prędkości, musiałbyś użyć detektora gamma...  > >To byłaby naprawdę długi statek. Długi na 10 minut świetlnych.> Długość nie ma znaczenia, skoro cały statek poruszałby się z jednakową prędkością. Mamy tu efekt Dopplera - gdyby statek się oddalał, długość fali światła wzrosłaby do niemal nieskończonej.W tym rzecz transformacja Lorenca opisuje skrócenie niezaleznie od kierunku poruszania się statku i ja tego nie mogę pojąć. Jesli ty możesz, to proszę wyjaśnij. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | rudyment (3233 punktów) | >W tym rzecz transformacja Lorenca opisuje skrócenie niezaleznie od kierunku poruszania się statku i ja tego nie mogę pojąć. Jesli ty możesz, to proszę wyjaśnij. >Pozdrawiam
Cóż ja tu mogę rzec? Na podstawie naszej rozmowy, jak też innych wypowiedzi w tym wątku wnioskuję, że twoja znajomość teorii względności jest niewielka, bo próbujesz zrozumieć jej poszczególne aspekty niezależnie od siebie. Tak się niestety nie da zrobić - nie ma drogi na skróty, nie ma zaklęcia, które by nas oświeciło w sekundę. Jeśli cię te sprawy naprawdę interesują musisz się przekopać przez literaturę. Tej nie brakuje.
nauka nie ulega hybris
|
|
| | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >W tym rzecz transformacja Lorenca opisuje skrócenie niezaleznie od kierunku poruszania się statku i ja tego nie mogę pojąć. Jesli ty możesz, to proszę wyjaśnij.> >Pozdrawiam> Cóż ja tu mogę rzec? Na podstawie naszej rozmowy, jak też innych wypowiedzi w tym wątku wnioskuję, że twoja znajomość teorii względności jest niewielka, bo próbujesz zrozumieć jej poszczególne aspekty niezależnie od siebie. Tak się niestety nie da zrobić - nie ma drogi na skróty, nie ma zaklęcia, które by nas oświeciło w sekundę. Jeśli cię te sprawy naprawdę interesują musisz się przekopać przez literaturę. Tej nie brakuje. Przekopałem się przez kawałek tej literatury i pytam o kwestie, których nie zrozumiałem/albo może źle zrozumiałem. Pozdrawiam
|
|
| stilgar (7322 punktów) | Załóżmy, że lecisz w rakiecie na Alfa Centauri. Jeśli leciałbyś tam z prędkością bliską c, dla obserwatorów z Ziemii doleciałbyś na miejsce po ponad 4 latach. Jednak dla ciebie w środku rakiety czas ten byłby znacznie krótszy - powiedzmy, kilka dni ( zależy od prędkości rakiety ). Wyjaśnić to można albo w ten sposób, że w rakiecie czas płynął wolniej ( dylatacja czasu ) albo, że droga do AC uległa skróceniu ( dylatacja odległości ). Oczywiście to wyjaśnienie jest dużym uproszczeniem, ale myślę, że o to chodziło
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > Załóżmy, że lecisz w rakiecie na Alfa Centauri. Jeśli leciałbyś tam z prędkością bliską c, dla obserwatorów z Ziemii doleciałbyś na miejsce po ponad 4 latach. Jednak dla ciebie w środku rakiety czas ten byłby znacznie krótszy - powiedzmy, kilka dni ( zależy od prędkości rakiety ). Wyjaśnić to można albo w ten sposób, że w rakiecie czas płynął wolniej ( dylatacja czasu ) albo, że droga do AC uległa skróceniu ( dylatacja odległości ).> Oczywiście to wyjaśnienie jest dużym uproszczeniem, ale myślę, że o to chodziło  Jak to czas w rakiecie płynął wolniej? Jeśli leciałbym prawie z c dotarłby do celu po 4 latach. Za to mój obraz, gdy wysiada na Alfa Centaurii potrzebowałby jeszcze czterech lat, by wrócić na Ziemię. W momencie, gdy ten obraz dotarłby z powrotem ja miałbym już cztery lata więcej. Na Ziemii upłynęło 8 lat. Widzą mój obraz sprzed 4 lat. Dla mnie upłynęło 8 lat. Nie widzę tu nigdzie dylatacji. Widzę różnicę między rzeczywistością, a obserwowanym obrazem tejże. Oczywiście mogę się mylić. Moim założeniem jest, że niezależnie od wszystkiego prędkość światła pozostaje stała i jest granicą nie do przebycia dla realnych obiektów w tym eksperymencie myślowym. Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | > >Załóżmy, że lecisz w rakiecie na Alfa Centauri. Jeśli leciałbyś tam z prędkością bliską c, dla obserwatorów z Ziemii doleciałbyś na miejsce po ponad 4 latach. Jednak dla ciebie w środku rakiety czas ten byłby znacznie krótszy - powiedzmy, kilka dni ( zależy od prędkości rakiety ). Wyjaśnić to można albo w ten sposób, że w rakiecie czas płynął wolniej ( dylatacja czasu ) albo, że droga do AC uległa skróceniu ( dylatacja odległości ).> >Oczywiście to wyjaśnienie jest dużym uproszczeniem, ale myślę, że o to chodziło  > Jak to czas w rakiecie płynął wolniej? Jeśli leciałbym prawie z c dotarłby do celu po 4 latach. Za to mój obraz, gdy wysiada na Alfa Centaurii potrzebowałby jeszcze czterech lat, by wrócić na Ziemię. W momencie, gdy ten obraz dotarłby z powrotem ja miałbym już cztery lata więcej.> Na Ziemii upłynęło 8 lat. Widzą mój obraz sprzed 4 lat. Dla mnie upłynęło 8 lat.> Nie widzę tu nigdzie dylatacji. Widzę różnicę między rzeczywistością, a obserwowanym obrazem tejże.Wszystko się zgadza. Jednak wewnątrz rakiety mineło tylko kilka dni. Tutaj jest dylatacja. Gdybyś na AC zrobił nawrotkę i wrócił na Ziemię, tam minełoby 9 lat, a u ciebie znowu kilka dni. Tak więc w rakiecie siedziałeś jakieś dwa tygodnie w czasie gdy na Ziemii mineła dekada. Ponieważ na AC leciałeś kilka dni (według zegara rakiety), oznacza to, że twoja prędkość wyniosła odległość/czas podróży. Ponieważ prędkość nie może być większa od c, więc skoro pokonałeś ten dystans w ciagu kilku dni, będzie on dla ciebie odpowiednio krótszy. To jest właśnie dylatacja odległości. Ten pozorny paradoks jest dość skomplikowany, sam go nie rozumiem na tyle, żeby go elegancko wyjaśnić... Inny przykład: niektóre cząstki elementarne mają czas życia rzędu nanosekund ( nie pamiętam jakie ). Jednak, kiedy poruszają się z prędkością bliską c, dla nas, czas ten dochodzi nawet do kilku sekund, gdyż czas wewnętrzny cząski zwalnia.
|
|
| |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>Wszystko się zgadza. Jednak wewnątrz rakiety mineło tylko kilka dni. Tutaj jest dylatacja. Gdybyś na AC zrobił nawrotkę i wrócił na Ziemię, tam minełoby 9 lat, a u ciebie znowu kilka dni. Tak więc w rakiecie siedziałeś jakieś dwa tygodnie w czasie gdy na Ziemii mineła dekada. >Ponieważ na AC leciałeś kilka dni (według zegara rakiety), oznacza to, że twoja prędkość wyniosła odległość/czas podróży. Ponieważ prędkość nie może być większa od c, więc skoro pokonałeś ten dystans w ciagu kilku dni, będzie on dla ciebie odpowiednio krótszy. To jest właśnie dylatacja odległości.
A pomyślałeś o tym, że ktoś na twoim miejscu chciałby się zatrzymać na AC i spróbować zmierzyć odległość od Ziemi? Jaka ta odległość wyjdzie według Ciebie?
>Ten pozorny paradoks jest dość skomplikowany, sam go nie rozumiem na tyle, żeby go elegancko wyjaśnić...
Najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w fizyce współczesnej.
pzdr smelig
|
|
| | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
>A pomyślałeś o tym, że ktoś na twoim miejscu chciałby się zatrzymać na AC i spróbować zmierzyć odległość od Ziemi? Jaka ta odległość wyjdzie według Ciebie?
Będąc w AC, poruszając się z małą prędkością ( zatrzymać się raczej nie da...) prędkość pewnie wynosiłaby tyle co "normalnie", lekko ponad 4 lata świetlne. Domyślam sie do czego zmierzasz. Pozornie wtedy wyjdzie, że prędkość rakiety była dużo większa od c, skoro w kilka dni przebyła taką odległość. Jednak zarówno na AC i na Ziemi w tym czasie mineły 4 lata i prędkość rakiety mierzona stamtąd nigdy nie przekroczyła c.
>>Ten pozorny paradoks jest dość skomplikowany, sam go nie rozumiem na tyle, żeby go elegancko wyjaśnić... >Najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w fizyce współczesnej.
Problem z tym, że te niezrozumiałe rzeczy są zgodne z eksperymentami.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | >>A pomyślałeś o tym, że ktoś na twoim miejscu chciałby się zatrzymać na AC i spróbować zmierzyć odległość od Ziemi? Jaka ta odległość wyjdzie według Ciebie? >Będąc w AC, poruszając się z małą prędkością ( zatrzymać się raczej nie da...) prędkość pewnie wynosiłaby tyle co "normalnie", lekko ponad 4 lata świetlne. Domyślam sie do czego zmierzasz.
Oj, zmierzam zmierzam.
>Pozornie wtedy wyjdzie, że prędkość rakiety była dużo większa od c, skoro w kilka dni przebyła taką odległość. Jednak zarówno na AC i na Ziemi w tym czasie mineły 4 lata i prędkość rakiety mierzona stamtąd nigdy nie przekroczyła c.
Z rakietą wszystko w porządku. Jej prędkość względem Ziemi jest mniejsza od c. Natomiast problemem tu jest prędkość Ziemi względem rakiety. Kosmonauta zauważa, że Ziemia oddaliła się od niego o 4 lata świetlne w ciągu kilkunastu dni bo przecież tyle czasu mu upłynęło. Czyżby coś w rodzaju teleportacji? Potrafisz to wyjaśnić?
>>>Ten pozorny paradoks jest dość skomplikowany, sam go nie rozumiem na tyle, żeby go elegancko wyjaśnić... >>Najłatwiej udowodnić to czego nikt nie rozumie. Zwłaszcza jeśli wystarczy udowodnić tak by nadal nikt nie rozumiał. A właśnie tak dowodzi się w fizyce współczesnej. >Problem z tym, że te niezrozumiałe rzeczy są zgodne z eksperymentami.
A znasz kogoś albo słyszałeś o kimś, kto widział lub w jakikolwiek sposób stwierdził istnienie kontrakcji przestrzennej eksperymentalnie?
pzdr smelig
|
|
| | | | |  | | stilgar (7322 punktów) |
>Z rakietą wszystko w porządku. Jej prędkość względem Ziemi jest mniejsza od c. Natomiast problemem tu jest prędkość Ziemi względem rakiety. Kosmonauta zauważa, że Ziemia oddaliła się od niego o 4 lata świetlne w ciągu kilkunastu dni bo przecież tyle czasu mu upłynęło. Czyżby coś w rodzaju teleportacji? >Potrafisz to wyjaśnić?
Nie, nie potrafię.
|
|
| | | | |  | | salek (4701 punktów) | > Natomiast problemem tu jest prędkość Ziemi względem rakiety. Kosmonauta zauważa, że Ziemia oddaliła się od niego o 4 lata świetlne w ciągu kilkunastu dni bo przecież tyle czasu mu upłynęło. Czyżby coś w rodzaju teleportacji?Nie. Coś w rodzaju dylatacji odległości. Natomiast po zatrzymaniu kosmonauta zdziwi się, że jemu minęło kilka dni, ale w tym czasie świat postarzał się o parę lat. Średnią prędkość względem świata winien raczej zatem liczyć używając nie 'swojego' czasu, a czasu świata. I wtedy rachunek się zgadza - prędkość nadal jest mniejsza niż c. > Potrafisz to wyjaśnić?Wyjaśnić - nie. Naprowadzić - i owszem. To, o czym mówisz jest znanym paradoksem bliźniaków : wsadzmy jednego z bliźniaków w rakietę i rozpędźmy do c. Po powrocie jeden będzie starszy o rok, a drugi o 50 lat. Który będzie starszy o rok? I dlaczego ten w rakiecie? Rozjaśnienie (nie wyjaśnienie) jest proste - ten w rakiecie podlegał przyspieszeniom. To znaczy, że STW do wyjaśnienia tego paradoksu nie wystarczy - potrzebna jest OTW. A to znaczy, że do wyjaśnienia problemu trzeba pojąć nie jedną, a kilka broszurek gęsto zapisanych matematycznymi robaczkami. Podobno udało się 50 osobom na tym świecie. Każdy licealista udaje, że załapał się do tej pięćdziesiątki  > A znasz kogoś albo słyszałeś o kimś, kto widział lub w jakikolwiek sposób stwierdził istnienie kontrakcji przestrzennej eksperymentalnie?Pośrednio czy bezpośrednio? O przypadku pośrednim - rejestracji cząstek które nie powinny dać się zarejestrować - stilgar wspominał.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>>Natomiast problemem tu jest prędkość Ziemi względem rakiety. Kosmonauta zauważa, że Ziemia oddaliła się od niego o 4 lata świetlne w ciągu kilkunastu dni bo przecież tyle czasu mu upłynęło. Czyżby coś w rodzaju teleportacji? >Nie. Coś w rodzaju dylatacji odległości. Natomiast po zatrzymaniu kosmonauta zdziwi się, że jemu minęło kilka dni, ale w tym czasie świat postarzał się o parę lat. Średnią prędkość względem świata winien raczej zatem liczyć używając nie 'swojego' czasu, a czasu świata. I wtedy rachunek się zgadza - prędkość nadal jest mniejsza niż c.
Czas światowy??? Co prawda wstawiłem kiedyś taki wątek pod tytułem Gdzie czas płynie najszybciej? i tam owszem była mowa o czasie dla obiektów nieruchomych w przestrzeni, jednak dla Teorii Względności takie pojęcie jest absolutnie obce. W STW nie ma czegoś takiego jak poruszanie się w przestrzeni.
Mówi mała ryba do dużej: - Tato, czy my żyjemy w wodzie? - Kto ci takich głupot naopowiadał? Widzisz jakąś wodę? - No nie, ale... Więc co to jest to w czym my żyjemy? - To jest NIC. Żyjemy w niczym. Jesteśmy jedynym czymś w tym niczym. - Bo czasem mi się zdaje, że się poruszam. - W czym? - No w tym niczym. - To jakaś twoja nowa bzdurna teoria? Jak można się poruszać w niczym? My ryby zmieniamy tylko odległości między sobą. I zapamiętaj sobie mądralo, że jak czegoś nie widać to znaczy, że tego nie ma. Wszystkie ryby o tym wiedzą.
smelig
|
|
| | | | | | |  | | salek (4701 punktów) | Ocho, widzę że mamy do czynienia z kimś, kto zamierza udawać, że załapał się do tej pięćdziesiątki..  W którym miejscu piszę o czasie obiektów absolutnie nieruchomych w przestrzeni? W eksperymencie mamy do czynienia z nieruchomym układem odniesienia (Ziemia, AC) oraz ruchomą rakietą. Tak więc i owszem - czas światowy. Czas naszego nieruchomegu układu odniesienia, jeżeli wolisz. Trzeci byt - absolutny układ odniesienia - jest absolutnie zbędny.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) | > Ocho, widzę że mamy do czynienia z kimś, kto zamierza udawać, że załapał się do tej pięćdziesiątki.. Muszę Cię zmartwić. Ten kto naprawdę rozumie Teorię Względności ten widzi jej niespójność i fałsz a trzymają się jej tylko Ci, którzy mają w tym interes albo Ci co nie potrafią samodzielnie myśleć. > W którym miejscu piszę o czasie obiektów absolutnie nieruchomych w przestrzeni? W eksperymencie mamy do czynienia z nieruchomym układem odniesienia (Ziemia, AC) oraz ruchomą rakietą. Tak więc i owszem - czas światowy. Czas naszego nieruchomegu układu odniesienia, jeżeli wolisz. Trzeci byt - absolutny układ odniesienia - jest absolutnie zbędny.Teraz zrozumiałem, że nieruchomy (światowy) układ odniesienia ma się nijak do absolutnego układu odniesienia. Z tym się mogę zgodzić, że jest on nieruchomy (w przybliżeniu oczywiście) dla mieszkańców Ziemi, Alfa Centauri i innych niezbyt oddalonych obiektów. Dla kosmonauty jest on jednak ruchomy ale za to nieruchoma jest jego rakieta i jest to tak samo dobry układ odniesienia jak każdy inny. Więc nie rozumiem dlaczego układ 'światowy' jest dla Ciebie ważniejszy niż układ kosmonauty. I właśnie ten ciekawski kosmonauta chce wiedzieć jak szybko Ziemia się od niego oddaliła. Mierzy jej odległość od siebie - 4lata świetlne i czas w jakim się od niego oddaliła kilkanaście dni i ile mu wychodzi? pzdr smelig
Analfabetami XXI wieku będą nie ci, którzy nie umieją czytać i pisać, lecz ci, co nie potrafią się uczyć, oduczać i na nowo uczyć. -Alvin Toffler (autor Szoku Przyszłości)
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | >Dla kosmonauty jest on jednak ruchomy ale za to nieruchoma jest jego rakieta i jest >to tak samo dobry układ odniesienia jak każdy inny. Więc nie rozumiem dlaczego > układ 'światowy' jest dla Ciebie ważniejszy niż układ kosmonauty. >I właśnie ten ciekawski kosmonauta chce wiedzieć jak szybko Ziemia się od niego > oddaliła. Mierzy jej odległość od siebie - 4lata świetlne i czas w jakim się od > niego oddaliła kilkanaście dni i ile mu wychodzi?
Układ 'światowy" nie jest ani trochę ważniejszy od układu kosmonauty. Załóżmy, że mamy inercjalne układy odniesienia. Kosmonauta nie wykonuje przyspieszeń. Po prostu leci (załóżmy że z prędkością 0.99c), mija Ziemie i leci w kierunku AC. Jak wygląda* świat z perspektywy kosmonauty? W momencie gdy mija Ziemię Alfa Centauri jest od niego oddalona o jakieś 13 dni świetlnych. Po około 13 dniach mija Alfę Centauri, a Ziemia znajduje się od niego, jak można by się spodziewać, o 13 dni świetlnych. Jaka jest prędkość oddalającej się Ziemi? 0.99 c. Proste i oczywiste. Przepraszam, że o tym w ogóle piszę.
Weźmy teraz przypadek, bardziej skomplikowany, który ciebie interesuje. Kosmonauta startuje z Ziemi, przyspiesza do 0.99 c (załóżmy, że robi to w ciągu godziny mierzonej w rakiecie, czyli znikomo w stosunku do czasu podróży), leci z prędkością 0.99 c, a potem tuż przed AC równie gwałtownie hamuje i ląduje. Co teraz się dzieje ze światem widzianym* przez kosmonautę. W ciągu godziny przyspieszania świat zewnętrzny zaczyna się dosyć gwałtownie kurczyć w kierunku ruchu. Tak jakby się spłaszczał. W ciągu godziny AC zbliża się z 4 ly do 13 dni świetlnych. Jej "prędkość" (nie jestem pewien czy to można nazwać prędkością) jest mniej więcej 35 tys. razy większa od prędkości światła. Jest jeszcze gorzej. Galaktyka, która znajduje się za AC w odległości 2.5 mln ly osiąga zawrotną "prędkość" 20 mld. prędkości światła. W czasie tego przyspieszania zachodzi jeszcze jeden efekt, związany z czasem. W ciągu tej godziny zegary na AC przesunęły się o 4 lata do przodu. Na Ziemi czas jest dalej taki był (+-1h). W fazie lotu jednostajnego zegary na AC i Ziemi poruszają się bardzo bardzo wolno, niemal stoją. Po 13 dniach lotu Ziemia znajduje się 13 dni świetlne za plecami, AC jest tuż tuż. Na Ziemi od momentu startu nie upłynął prawie żaden czas. Na AC jest na zegarze dalej +4 lata. Statek zaczyna hamować. Co się teraz dzieje? Ziemia zaczyna się się oddalać, znowu z "prędkością" wiele razy przekraczającą c. Po godzinie hamowania znajduje się w odległości 4 ly. W czasie hamowania Ziemia się też gwałtownie postarzała o 4 lata. AC nie. Kosmonauta po zatrzymaniu w pobliżu AC widzi* Ziemię w odległości 4ly, a na niej zegary wskazujące +4 ly. Zegary na AC pokazują +4 ly.
Wszystko się zgadza. Po zakończeniu lotu, kosmonauta jak i człowiek, który pozostał na ziemi widzą* dokładnie to samo. Żaden układ nie jest wyróżniony.
Czy została złamana zasada, że nic nie może poruszać się szybciej od światła? Nie. Wielka "prędkość" AC obserwowana podczas przyspieszania, nie wynika z jej ruchu, tylko z transformacji czasoprzestrzeni. Czy jesteś w stanie wykorzystać ten efekt do przekazywania sygnałów z prędkością większą niż światło? Na pewno nie.
Pewnie zadasz pytanie dlaczego AC w czasie przyspieszania się starzeje o 4 lata. Czy to jakaś podróż w czasie. To wynika z tego, że przyspieszając ulega "przechyleniu" (to widać na schematach przestrzeni Minkowskiego publikowanych w wielu książkach) przestrzeń zdarzeń równoczesnych. Wszystkie obiekty z przodu postarzeją się proporcjonalnie do odległości. Obiekty z tyłu doznają cofnięcia czasu. Podczas hamowania jest na odwrót.
* - Używam słów "Wygląda", "widzi", obserwuje itp, ale nie w sensie odbieranych przez oko kosmonauty obrazów, bo te są mocno zniekształcone z powodu ograniczonej prędkości rozchodzenia się światła. Chodzi o "realność" (w danym układzie odniesienia), a nie obrazy pozorne i złudzenia optyczne.
PS. Powyższe wnioski wynikają wyłącznie z transformacji Lorentza. OTW w to nie mieszam, bo za mało o niej wiem. Ale podejrzewam, że OTW nie wiele w tym obrazie zmieni. Kosmonauta doświadcza siły bezwładności(=grawitacji) więc zapewne dojdzie tu związana z tym dylatacja, ale wydaje mi się, że ona jest stosunkowo niewielka.
PS2. Paradoks bliźniąt też można wyjaśnić bez pomocy STW, wbrew temu co wszyscy piszą.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>Kosmonauta po zatrzymaniu w pobliżu AC widzi* Ziemię w odległości 4ly, a na niej zegary wskazujące +4 ly. Zegary na AC pokazują +4 ly.
Cały proces bardzo przejrzyście wyjaśniłeś krok po kroku. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Rozumiem, że kosmonauta przybył po kilkunastu dniach na AC starszą o 4 lata ale przecież podczas hamowania nie postarzał się o tyle. Patrzy na czasomierz - minęło kilkanaście dni, mierzy odległość Ziemi - 4 lata świetlne. Jakby nie patrzeć obiekt materialny w postaci Ziemi przekroczył prędkość światła i właściwie nie jest ważne jak to zrobił. Liczy się efekt końcowy. Problem nadal istnieje.
>* - Używam słów "Wygląda", "widzi", obserwuje itp, ale nie w sensie odbieranych przez oko kosmonauty obrazów, bo te są mocno zniekształcone z powodu ograniczonej prędkości rozchodzenia się światła. Chodzi o "realność" (w danym układzie odniesienia), a nie obrazy pozorne i złudzenia optyczne.
I to Ci się chwali bo wiele tego typu wypowiedzi jest zamulonych sformułowaniami typu: temu się wydaje to a tamtemu tamto. Podziwiam dydaktyczne zacięcie.
pzdr smelig
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >>Kosmonauta po zatrzymaniu w pobliżu AC widzi* Ziemię w odległości 4ly, a na niej zegary wskazujące +4 ly. Zegary na AC pokazują +4 ly. >Cały proces bardzo przejrzyście wyjaśniłeś krok po kroku. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Rozumiem, że kosmonauta przybył po kilkunastu dniach na AC starszą o 4 lata ale przecież podczas hamowania nie postarzał się o tyle. >Patrzy na czasomierz - minęło kilkanaście dni, mierzy odległość Ziemi - 4 lata świetlne. Jakby nie patrzeć obiekt materialny w postaci Ziemi przekroczył prędkość światła i właściwie nie jest ważne jak to zrobił.
Ta "prędkość" była nawet większa niż ci się wydaje, bo Ziemia tak naprawdę oddaliła się o te 4 ly nie w ciągu kilkunastu dni, tylko w ciągu ostatniej godziny lotu, czyli w czasie kiedy hamował.
Tak. Jeśli w ten sposób chcesz określać prędkość, to przekroczy ona prędkość światła.
Tylko, co z tego? Dlaczego ci to tak przeszkadza?
W tym nie ma żadnej niespójności.
PS. Dodatkowa ciekawostka. Jeśli w czasie lotu na AC kosmonauta wysyłał komunikaty radiowe na Ziemie, to podczas tej ostatniej godziny lotu te komunikaty też zaczynają się oddalać od niego szybciej niż c. Brzmi jak bluźnierstwo. Fale radiowe szybsze niż światło. A jednak jest to zupełnie w porządku.
PS2. Zauważ, kiedy używam słów "oddala się", "zbliża", a kiedy "leci", "porusza". W tym przypadku te pojęcia nie pokrywają się. Dla kosmonauty w czasie jego podróży na AC zarówno Ziemia jak i AC poruszają się z prędkością 0.99c. W czasie godzinnego hamowania natomiast, Ziemia w zasadzie się już nie porusza za wiele (jedynie o jakieś znikome 0.5 h świetlnej), a jednak się oddala w zawrotnym tempie. A więc zbliżanie/oddalanie obiektu wcale nie znaczy, że ten obiekt się porusza. Nadświetlne zmiany odległości, do których się przyczepiasz, wynikają z transformacji przestrzeni, a nie z ruchu tych obiektów. Ograniczenie prędkości obiektów do c dotyczy ich ruchu, a nie zmiany odległości.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>Ograniczenie prędkości obiektów do c dotyczy ich ruchu, a nie zmiany odległości. >
Znam dwa rodzaje zmiany odległości:
1. poprzez ruch 2. poprzez teleportację
Jeśli odrzucimy teleportację to co nam zostanie? Czy poprzez ruch uważasz poruszanie się w przestrzeni? To byłoby coś nowego w Teorii Względności. Chyba.
pzdr smelig
Aby ukarać mnie za pogardę dla autorytetów, los sprawił, że sam stałem się autorytetem - Albert Einstein
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >>Ograniczenie prędkości obiektów do c dotyczy ich ruchu, a nie zmiany odległości. >> >Znam dwa rodzaje zmiany odległości: >1. poprzez ruch >2. poprzez teleportację >Jeśli odrzucimy teleportację to co nam zostanie?
Zostanie: 1. i 3. można też zmienić odległości wykonując przekształcenie przestrzeni
Możesz jak chcesz nazwać to co się dzieje z Ziemią teleportacją. Odpowiedz sobie tylko na pytanie, jakie możliwości daje ci taka teleportacja? Czy możesz dzięki temu wysłać Ziemię do Andromedy w ciągu krótkiego czasu? Czy ta teleportacja daje ci możliwość przesłania jakiejkolwiek informacji z punktu A do punktu B szybciej niż światło?
>Czy poprzez ruch uważasz poruszanie się w przestrzeni? To byłoby coś nowego w Teorii Względności. Chyba.
Próbuje ci jakoś obrazowo wytłumaczyć naturę tej "teleportacji" ziemi jak to nazywasz, a ty mnie łapiesz za słówka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>Możesz jak chcesz nazwać to co się dzieje z Ziemią teleportacją. >Odpowiedz sobie tylko na pytanie, jakie możliwości daje ci taka teleportacja?
Nie jestem jakimś fanatykiem, żeby nie można było mnie przekonać rzeczowymi argumentami. Pomysł z teleportacją podoba mi się i główkuję właśnie jakby to wykorzystać.
>Czy możesz dzięki temu wysłać Ziemię do Andromedy w ciągu krótkiego czasu? Czy ta teleportacja daje ci możliwość przesłania jakiejkolwiek informacji z punktu A do punktu B szybciej niż światło?
No tak to może nie. Zauważ jednak proszę, że rozpędzając się do prędkości 0,99 c i będąc jeszcze w pobliżu Ziemi widzę już AC starszą o 4 lata i w dodatku bardzo blisko bo w odległości kilkunastu dni świetlnych. Nie jest to dużo ale zawsze coś. Będąc blisko Ziemi wiem co będzie na AC za 4 lata. A może coś pokręciłem? W każdym razie wyjaśniłoby się skąd cząstki znają przyszłość.
pzdr smelig
Niemożliwe oznacza tylko tyle, że jak dotąd nikt nie potrafił tego dokonać (autor nieznany)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | > No tak to może nie. Zauważ jednak proszę, że rozpędzając się do prędkości 0,99 c i będąc jeszcze w pobliżu Ziemi widzę już AC starszą o 4 lata i w dodatku bardzo blisko bo w odległości kilkunastu dni świetlnych. Nie jest to dużo ale zawsze coś. Będąc blisko Ziemi wiem co będzie na AC za 4 lata.> A może coś pokręciłem? W każdym razie wyjaśniłoby się skąd cząstki znają przyszłość.To znowu problem, polegający na myleniu znaczenia słowa "widzieć". W moim wywodzie, jeśli piszę, że kosmonauta widzi świat tak, a tak, to znaczy, że ten świat taki właśnie jest w jego układzie odniesienia. Ty użyłeś słowa "widzę" w sensie odbioru sygnału przez oko kosmonauty, czyli w sensie widzenia obrazów pozornych świata. Tu jest ten błąd. Zauważ, że w układzie lecącego kosmonauty, wysłany z AC foton będzie od niej leciał szybciej tylko o 0.01 c. Nie wiele ją wyprzedzi w ciągu tych 13 dni. Obraz pozorny postarzałej AC pojawi się w oczach astronauty dopiero tuż przed lądowaniem, 13 dni od startu z Ziemi. Jeśli teraz przekaże ten obraz w kierunku Ziemi, to do Ziemi (z jego perspektywy) dotrze on: - po 4 latach, jeśli wyhamuje i wyląduje na AC. - a jeśli nie wyląduje, tylko minie AC dalej z tą samą prędkością ...... Hmmm. Foton dotrze do ziemi po 13 dni świetlnych / 0.01 c, czyli po 1300 dniach, ale na Ziemi zegary się ślimaczą, więc sygnał trafi w Ziemię, na której zegary pokazują niewiele więcej niż było podczas startu (na pewno nie 4 lata). Coś tu nie gra. Wychodzi na to, że jest możliwe przesłanie sygnału z AC na Ziemię w bardzo krótkim czasie.  Chyba cała moją koncepcję przelotu na AC szlag trafił.  A tak się ładnie komponowała.  Poddaje się.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | salek (4701 punktów) | > Coś tu nie gra. Wychodzi na to, że jest możliwe przesłanie sygnału z AC na Ziemię w bardzo krótkim czasie.  > Chyba cała moją koncepcję przelotu na AC szlag trafił. A tak się ładnie komponowała.  > Jedyna rzecz, która mi tu nie gra, to małe w sumie przeoczenie. Skrócenie Lorentza nie odróżnia kierunku 'do przodu' i 'do tyłu' - skraca się wszystko tak samo (wynika to z braku wyróżnienia kierunku ruchu - pomiar prędkości światła w każdym kierunku w rakiecie da ten sam wynik). Po 13 dniach podróży i na Ziemi, i na AC upłynie 4 lata, więc przekazanie obrazu 'wstecz' niewiele zmieni. [edit] No dobrze, coś nabzdurzyłem..  Ciekawy obrazek w tym temacie jest na stronie 19 tutaj.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | > >Coś tu nie gra. Wychodzi na to, że jest możliwe przesłanie sygnału z AC na Ziemię w bardzo krótkim czasie.  > >Chyba cała moją koncepcję przelotu na AC szlag trafił. A tak się ładnie komponowała.  > >> Jedyna rzecz, która mi tu nie gra, to małe w sumie przeoczenie. Skrócenie Lorentza nie odróżnia kierunku 'do przodu' i 'do tyłu' - skraca się wszystko tak samo (wynika to z braku wyróżnienia kierunku ruchu - pomiar prędkości światła w każdym kierunku w rakiecie da ten sam wynik).Tak, tak. Wiem. I wydaje mi się, że w swoim wywodzie nigdzie nie rozróżniam kierunku "do przodu" i "do tyłu" przy skróceniu. (wskaż miejsce jeśli widzisz) Założyłem natomiast, że asymetria w czasie na Ziemi i na AC powstaje w fazie przyspieszania. Skąd to założenie? Dla kosmonauty zdarzenia na Ziemi i AC, które byłyby jednoczesne, gdyby pozostał na Ziemi, w fazie lotu swobodnego (przeważająca część lotu) musiałyby przestać być jednoczesne. Skoro tak, to w krótkiej fazie przyspieszania w pobliżu Ziemi, któreś z tych ciał musiało się dla pilota "przesunąć się" w czasie. I wydawało mi się, że to AC powinna była to zrobić, bo jest w tym momencie daleko, a Ziemia prawie w tym samym miejscu. Pamiętam schemat przestrzeni Minkowskiego, z zaznaczonym stożkiem światła, linią świata poruszającego się obiektu i linią zdarzeń jednoczesnych. Widać tam jak na dłoni, że im dalej w kierunku ruchu tym bardziej teraźniejszość (z jednego układu) sięga w przyszłość z drugiego układu (albo w przeszłość, pogubiłem się z tymi kierunkami). (Prawdopodobnie takie wnioskowanie jest nadużyciem w stosunku STW i trzeba odwołać się do OTW) > Po 13 dniach podróży i na Ziemi, i na AC upłynie 4 lata, więc przekazanie obrazu 'wstecz' niewiele zmieni.Nie. Mówimy cały czas o tym, co się dzieje w układzie kosmonauty. W fazie lotu jednostajnego (to prawie cały lot) to Ziemia i AC pędzą z prędkością 0.99c, a zegarki na nich chodzą bardzo, bardzo powoli. W czasie tych 13 dni nie przesuną się za wiele. Na pewno nie o 4 lata. Przesunięcie zegarów na AC i Ziemi o 4 lata, w układzie kosmonauty musiało zatem zajść w fazach przyspieszania i opóźniania. Czy to całe moje rozumowanie ma sens? Mam takie przeczucie, że być może straszne bzdury opowiadam. Czy ktoś jest w stanie potwierdzić albo obalić (wskazać błąd) moje twierdzenia?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | salek (4701 punktów) | >Tak, tak. Wiem. I wydaje mi się, że w swoim wywodzie nigdzie nie rozróżniam kierunku "do przodu" i "do tyłu" przy skróceniu. (wskaż miejsce jeśli widzisz) Gdy rakieta przyspiesza, czasy Ziemi i rakiety są równe o ile dobrze zrozumiałem opis parę postów wyżej, a obraz Ziemi nie 'przysuwa się'. Wydawało mi się, że skoro dylatacja nie zależy od kierunku, to Ziemia - mimo znikomej odległości - również winna się 'przysunąć' (powinno dać to dość komiczny efekt : im bardziej przyspieszamy, tym bardziej Ziemia - od której wszak odlatujemy - znajduje się bliżej). Ale te intuicje są chyba błędne - w linku który podałem są również 'zdjęcia zdeformowanej przestrzeni', z których wynika, że przyspieszając AC powinna wyglądać raczej na 'odsuwającą się'. I tego zupełnie nie rozumiem.
>Założyłem natomiast, że asymetria w czasie na Ziemi i na AC powstaje w fazie przyspieszania. Raczej nie. Dość przejrzyście wynika to ze wskazanego obrazka - zaznaczono hipotetyczne sygnały świetlne ('stożki światła'), które każdy z 'braci' wysyła co rok do drugiego. Na tej podstawie można już domniemywać o wzajemnych zegarach - przelot 'tam' potrwa 10 lat 'ziemskich', a powrót - zaledwie niecałe 2 (tam omówiony jest przypadek nieco innych prędkości, niż nasz).
Kontrprzykład: co się stanie, jeżeli po godzinie rozpędzania się kosmonauta jednak się rozmyśli i zacznie hamować? AC 'przysunęła się' już - więc wyhamować powinien już w AC, z pominięciem 13 dni czekania...
Wynikałoby z tego, że przyspieszając deformuje się tylko czasoprzestrzeń, ale przesunięcie w czasie pojawia się jako wynik przesunięcia w [zdeformowanej] przestrzeni.
>Przesunięcie zegarów na AC i Ziemi o 4 lata, w układzie kosmonauty musiało zatem zajść w fazach przyspieszania i opóźniania. Nie wiem. Wydaje mi się, że ani Ziemia, ani AC nie przyspieszały, więc ma to jakiś wpływ.. choć z drugiej strony, oba układy poruszające się ruchem ustalonym są równoważne. Z obrazka wynika, że przesunięcia zegarów zachodzą właśnie w czasie ruchu ustalonego
Pozdrawiam, .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | >Gdy rakieta przyspiesza, czasy Ziemi i rakiety są równe o ile dobrze zrozumiałem opis parę postów wyżej, a obraz Ziemi nie 'przysuwa się'. Wydawało mi się, że skoro dylatacja nie zależy od kierunku, to Ziemia - mimo znikomej odległości - również winna się 'przysunąć'.
Tak, tak, oczywiście, Ziemia też się przysuwa. Wszytko się przysuwa proporcjonalnie do odległości w kierunku ruchu. Pominąłem to świadomie, bo to przesunięcie Ziemi jest znikome (drobna część godziny świetlnej) w porównaniu z odległościami jakie w tym eksperymencie występują (4 ly).
> (powinno dać to dość komiczny efekt : im bardziej przyspieszamy, tym bardziej Ziemia - od której wszak odlatujemy - znajduje się bliżej).
Też mi się wydaje, że tak powinno być.
> Ale te intuicje są chyba błędne - w linku który podałem są również 'zdjęcia zdeformowanej przestrzeni', z których wynika, że przyspieszając AC powinna wyglądać raczej na 'odsuwającą się'. I tego zupełnie nie rozumiem.
Świetne są te zdjęcia. Ale też tego nie rozumiem. Zastanawiające.
>>Założyłem natomiast, że asymetria w czasie na Ziemi i na AC powstaje w fazie przyspieszania. >Raczej nie. Dość przejrzyście wynika to ze wskazanego obrazka - zaznaczono hipotetyczne sygnały świetlne ('stożki światła'), które każdy z 'braci' wysyła co rok do drugiego. Na tej podstawie można już domniemywać o wzajemnych zegarach - przelot 'tam' potrwa 10 lat 'ziemskich', a powrót - zaledwie niecałe 2 (tam omówiony jest przypadek nieco innych prędkości, niż nasz).
Nie, to chyba nie tak. W zasadzie to nie wiem po co te impulsy są na tym rysunku pokazane. Obrazują one tylko i wyłącznie Efekt Dopplera, który nie ma nic wspólnego z relatywistyką. A przez takie rysunki właśnie człowiek jest zbijany z tropu.
Ja ten rysunek odczytuje inaczej: 10 lat i 2 lata ziemskie to czas przelotu 'tam' i 'z powrotem' obrazu pozornego, który widzi obserwator na ziemi.
Podróż 'tam' trwa 6 lat wg brata na Ziemi i niecałe 4 lata wg brata na statku. Powrót dokładnie tyle samo.
>Kontrprzykład: co się stanie, jeżeli po godzinie rozpędzania się kosmonauta jednak się rozmyśli i zacznie hamować? AC 'przysunęła się' już - więc wyhamować powinien już w AC, z pominięciem 13 dni czekania...
Dlaczego? Po godzinie rozpędzania AC zbliżyła się do 13 dni świetlnych. Jeśli od razu zdecyduje się hamować, to po kolejnej godzinie AC wróci na swoje miejsce 4 ly od niego. Mniej więcej - wiadomo, że w ciągu tych dwóch godzin musiał trochę przelecieć, ale raczej nie dużo, bo ile to 2h w porównaniu z 13 dniami, tym bardziej, że nie leciał cały czas z podświetlną.
>Nie wiem. Wydaje mi się, że ani Ziemia, ani AC nie przyspieszały, więc ma to jakiś wpływ.. choć z drugiej strony, oba układy poruszające się ruchem ustalonym są równoważne. >Z obrazka wynika, że przesunięcia zegarów zachodzą właśnie w czasie ruchu ustalonego
Hmm. W czasie ruchu ustalonego pojawia się różnica w tempie cykania zegarów, które znajdują się w różnych układach odniesienia. Ale przecież Ziemia i AC są cały czas w tym samym układzie odniesienia, więc w ruchu jednostajnym zegary będą na nich chodzić ciągle równym tempem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | > Ciekawy obrazek w tym temacie jest na stronie 19 tutaj.> Tak. Tylko szkoda, że nie ma wytłumaczenia co się stało z zegarami na Ziemi z perspektywy pilota w momencie nawrotki. W pierwszej i drugiej fazie lotu muszą chodzić wolno, czyli w nawrotce muszą w jednym momencie dostać kopa do przodu, żeby cały ten czas nadrobić.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) |
> Coś tu nie gra. Wychodzi na to, że jest możliwe przesłanie sygnału z AC na Ziemię w bardzo krótkim czasie.  > Chyba cała moją koncepcję przelotu na AC szlag trafił. A tak się ładnie komponowała. Poddaje się.Straszna rzecz  . Znowu się pomyliłem w obliczeniach. W komentarzu www.racjonalista.pl/index.php/s,47/k,20128napisałem, że przy prędkości 0.99 c czas lotu z 4 lat skraca się do 13 dni. To jest bardzo gruby błąd. Jak poprawiłem rachunki, to mi wyszło, że żeby otrzymać skrócenie o podobnej skali, trzeba lecieć z prędkością 0.9999 c wtedy odległość 4ly skraca się do 21 dni świetlnych. Cały wywód z tamtego komentarza wydaje się być nadal poprawny, tylko trzeba zmienić liczby. Dzięki poprawce zmieniają się również wyliczenia, które miały dowieść, że pomimo, że na początku fazy lotu jednostajnego Ziemia znajduje się tylko o godzinę świetlną od statku, a AC starsza o 4 lata znajduje się zaledwie 13 (teraz 21) dni świetlnych od statku, to i tak nie da się przekazać na Ziemię żadnych informacji o przyszłości AC. Powtórzę te obliczenia jeszcze raz z poprawionymi danymi: W układzie lecącego kosmonauty, wysłany z AC foton będzie od niej leciał szybciej tylko o 0.0001 c. Nie wiele ją wyprzedzi w ciągu tych 13 dni. A zatem sygnał niosący informację o AC starszej 4 lata dotrze do astronauty dopiero tuż przed lądowaniem, 21 dni od startu z Ziemi. Co się będzie działo, gdy wyśle ten sygnał natychmiast dalej w kierunku Ziemi? Policzę to dla dwóch wariantów: 1. Kosmonauta ląduje na AC. W momencie rozpoczęcia lądowania wysłany sygnał znajduje tak blisko statku, że możemy to zaniedbać. W czasie hamowania Ziemia oddala się od statku na odległość 4ly, a zegary na niej przesuwają się na +4 lata od chwili startu. Sygnał podczas hamowania nie ulega znaczącemu przesunięciu i dalej znajduje się bardzo niedaleko statku. Do pokonania ma 4ly, a więc dociera do Ziemi gdy na jej zegarach jest +8 lat od chwili startu. Zgadza się  2. Kosmonauta decyduje się lecieć dalej. Na zegarze Ziemskim dalej jest niewiele ponad 0 od chwili startu statku z Ziemi. Dystans do Ziemi to 21 dni św., ale Ziemia cały czas ucieka z prędkością 0.9999. Sygnał dogoni Ziemię po 21dc/0.0001c = 210 tys. dni = 565 lat!!! Na Ziemi zegary chodzą w żółwim tempie, ale wystarczającym, żeby po 565 lat ich wskazówka pokazała ... +8 lat od chwili startu statku z Ziemi. Też się zgadza.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>W układzie lecącego kosmonauty, wysłany z AC foton będzie od niej leciał szybciej tylko o 0.0001 c. Nie wiele ją wyprzedzi w ciągu tych 13 dni. >A zatem sygnał niosący informację o AC starszej 4 lata dotrze do astronauty dopiero tuż przed lądowaniem, 21 dni od startu z Ziemi.
Moim skromnym zdaniem w fazie swojego przyśpieszania kosmonauta w ogóle nie zobaczy AC gdyż AC znacznie wyprzedzi swój własny sygnał kilkaset razy. O ile AC może się teleportować to światło, no cóż, ma tylko swoją stałą prędkość choćby nie wiem w jakim układzie. To podstawowe założenie TW. Co ciekawe może nawet w nią walnąć nie widząc jej lub widząc ją w innym miejscu skoro wysłane przez nią światło jest gdzie indziej. Zobaczy ją dopiero jak wyhamuje. To podobnie jak samolot naddźwiękowy może najpierw przelecieć koło nas a dopiero potem go usłyszymy.
smelig
Wsio wozmożno tolko ostrożno
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >Moim skromnym zdaniem w fazie swojego przyśpieszania kosmonauta w ogóle nie zobaczy AC gdyż AC znacznie wyprzedzi swój własny sygnał kilkaset razy. O ile AC może się teleportować to światło, no cóż, ma tylko swoją stałą prędkość choćby nie wiem w jakim układzie.
A moim zdaniem, nie. Napisałem już coś podobnego wcześniej.
> PS. Dodatkowa ciekawostka. Jeśli w czasie lotu na AC kosmonauta wysyłał komunikaty radiowe na Ziemie, to podczas tej ostatniej godziny lotu te komunikaty też zaczynają się oddalać od niego szybciej niż c. Brzmi jak bluźnierstwo. Fale radiowe szybsze niż światło. A jednak jest to zupełnie w porządku.
I się z tego nie wycofuje.
A więc, jeśli na początku fazy przyspieszania leci sobie jakiś foton między AC i Ziemią i jest w połowie drogi, to po krótkotrwałej fazie przyspieszania będzie on dalej w połowie drogi, czyli mniej więcej 2 ly bliżej. (dokładnie 2ly-10.5ld)
Zauważ, że wraz z niezwykle szybkim zbliżaniem się AC i fotonu do kosmonauty, te obiekty starzeją się. No, przesadziłem, foton się nie starzeje, ale "boja kosmiczna", którą właśnie mija tak. Proporcjonalnie do ich odległości. AC mniej więcej 4 lata, boja którą mija foton o ok. 2 lata.
Czyli kosmonauta "widzi", że foton jest 2 ly bliżej, ale jest to foton 2 lata później.
|
|
| | | | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) |
Świetne wytłumaczenie, nie zrozumiałem tylko jednego zdania:
>W fazie lotu jednostajnego zegary na AC i Ziemi poruszają się bardzo bardzo wolno, niemal stoją.
Czemu te zegary poruszają się wolno?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >Świetne wytłumaczenie, nie zrozumiałem tylko jednego zdania: >>W fazie lotu jednostajnego zegary na AC i Ziemi poruszają się bardzo bardzo wolno, niemal stoją. >Czemu te zegary poruszają się wolno?
Źle to sformułowałem. Powinno być: wskazówki zegarów kręcą się bardzo wolno. Same zegary pędzą przecież z prędkością 0.99c.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >>Świetne wytłumaczenie, nie zrozumiałem tylko jednego zdania: >>>W fazie lotu jednostajnego zegary na AC i Ziemi poruszają się bardzo bardzo wolno, niemal stoją. >>Czemu te zegary poruszają się wolno? >Źle to sformułowałem. >Powinno być: wskazówki zegarów kręcą się bardzo wolno. >Same zegary pędzą przecież z prędkością 0.99c. > Tak też to zrozumiałem. Dalej jednak nie wiem, dlaczego. Do tej pory wydawało mi się, że te zegary chodzić szybciej.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | > Tak też to zrozumiałem. Dalej jednak nie wiem, dlaczego. Do tej pory wydawało mi się, że te zegary chodzić szybciej.Generalnie jest tak, że zegary poruszające się chodzą wolniej. W układzie kosmonauty, to AC i Ziemia się poruszają, więc zegary stojące na nich chodzą wolniej. Dla obserwatora na Ziemi, zegar na statku kosmicznym chodzi wolniej. Dlaczego tak jest? Polecam pdf'a, do którego linka dał TyDraniu tu www.racjon(*)rum.php/s,178541/i,19#w178721. Strona 13.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >Paradoks bliźniąt też można wyjaśnić bez pomocy STW, wbrew temu co wszyscy piszą. Oczywiście chodziło mi o OTW. STW i transformacja Lorentza zupełnie wystarczą do wyjaśnienia, dlaczego bliźniak-podróżnik staje się młodszy od bliźniaka-domatora, a nie na odwrót.
|
|
| | | | | | | | | |  | | uxbridge (5980 punktów) | >PS. >Powyższe wnioski wynikają wyłącznie z transformacji Lorentza. OTW w to nie mieszam, bo za mało o niej wiem. Ale podejrzewam, że OTW nie wiele w tym obrazie zmieni. Kosmonauta doświadcza siły bezwładności(=grawitacji) więc zapewne dojdzie tu związana z tym dylatacja, ale wydaje mi się, że ona jest stosunkowo niewielka. >PS2. >Paradoks bliźniąt też można wyjaśnić bez pomocy STW, wbrew temu co wszyscy piszą. Tak jest. Ale wtedy lepiej przyjąc, że zmiany prędkości/kierunku są natychmiastowe. Przyśpieszenia są wtedy co prawda nieskończone, ale paradoksalnie właśnie dlatego można je zaniedbac. Prowadząc rozważania ze skończonymi przyśpieszeniami wpadamy w duże bagno. Rzeczywiście, wchodzi wtedy w grę OTW i zachodzą naprawdę interesujące zjawiska. Prawdziwe "cuda - wianki". M. in. zaczynamy miec do czynienia z horyzontem zdarzeń, analogicznym jak w przypadku czrnych dziur (przestrzeń Rindlera). I zachodzą paradoksy przy których "paradoks" bliźniąt to śmiech. M.in "paradoks z nitką" (paradoks Bella) czy paradoks Borna.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >>PS. >>Powyższe wnioski wynikają wyłącznie z transformacji Lorentza. OTW w to nie mieszam, bo za mało o niej wiem. Ale podejrzewam, że OTW nie wiele w tym obrazie zmieni. Kosmonauta doświadcza siły bezwładności(=grawitacji) więc zapewne dojdzie tu związana z tym dylatacja, ale wydaje mi się, że ona jest stosunkowo niewielka. >>PS2. >>Paradoks bliźniąt też można wyjaśnić bez pomocy STW, wbrew temu co wszyscy piszą. >Tak jest. Ale wtedy lepiej przyjąc, że zmiany prędkości/kierunku są natychmiastowe. Przyśpieszenia są wtedy co prawda nieskończone, ale paradoksalnie właśnie dlatego można je zaniedbac. >Prowadząc rozważania ze skończonymi przyśpieszeniami wpadamy w duże bagno. Rzeczywiście, wchodzi wtedy w grę OTW i zachodzą naprawdę interesujące zjawiska. Prawdziwe "cuda - wianki". M. in. zaczynamy miec do czynienia z horyzontem zdarzeń, analogicznym jak w przypadku czrnych dziur (przestrzeń Rindlera). I zachodzą paradoksy przy których "paradoks" bliźniąt to śmiech. M.in "paradoks z nitką" (paradoks Bella) czy paradoks Borna. >
Faktycznie. Jakoś mi się wcześniej wydawało, że efekty OTW są słabe, bo statek przyspieszając z przyspieszeniem 10m/s/s dochodzi do podświetlnej w ciągu niecałego roku, a przecież ludzie żyją w takim przyspieszeniu kilkadziesiąt lat i jakoś żadnych "cudów-wianków" nie obserwują. No tak. Ale przecież przy jednostajnym przyspieszaniu siła działająca na statek musi rosnąć, a tym samym zwiększa się siła pozorna działająca na kosmonaute. Gdyby kosmonauta chciał przyspieszać tak, żeby cały czas na akcelerometrze miał g, to pewnie by mu zajęło eony, żeby się rozpędzić np. do 0.99 c. W tym czasie pewnie zdążyłby doświadczyć cudów, a nawet wianków. Czy dobrze rozumuje?
|
|
| | | | | | | | |  | | salek (4701 punktów) | > Muszę Cię zmartwić. Ten kto naprawdę rozumie Teorię Względności ten widzi jej niespójność i fałsz a trzymają się jej tylko Ci, którzy mają w tym interes albo Ci co nie potrafią samodzielnie myśleć.No to faktycznie mnie zmartwiłeś - skrajnych przypadków takiego 'samodzielnego myślenia' i wiedzacych wszystko lepiej geniuszy są pełne szpitale.. Niestety bardzo niewielu z nich wylądowało tam z przyczyny swego geniuszu. > Dla kosmonauty jest on jednak ruchomy ale za to nieruchoma jest jego rakieta i jest to tak samo dobry układ odniesienia jak każdy inny. Więc nie rozumiem dlaczego układ 'światowy' jest dla Ciebie ważniejszy niż układ kosmonauty.Układ związany z rakietą, o czym już pisałem a zapewne przeoczyłeś - przyspiesza. Zmienne przyspieszenie w układzie związanym z rakietą da się nawet obserwować. Oba układy nie są zatem symetryczne. Ten nieruchomy jest 'lepszy', bo jest.. hm.. tak! Nieruchomy  > I właśnie ten ciekawski kosmonauta chce wiedzieć jak szybko Ziemia się od niego oddaliła. Mierzy jej odległość od siebie - 4lata świetlne i czas w jakim się od niego oddaliła kilkanaście dni i ile mu wychodzi?Mierzy odległość, jaką faktycznie przebył, uwzględniając przy tym dylatację odległości ('spłaszczając' problem, liczy całkę położenia po drodze, choć w czterowymiarowej przestrzeni pewnie nie będzie to takie proste) i wychodzi mu - kilkanaście dni świetlnych. Lokalna prędkość własna nadal wychodzi mu mniejsza niż prędkość światła. Problem jakiego nie zauważasz, to odnoszenie do siebie wartosci z dwóch różnych układów odniesienia. 'Czas wezmę z jednego, odległość z drugiego - i voila! mamy isprzeczność, i paradoks'. Zenona
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
> No to faktycznie mnie zmartwiłeś - skrajnych przypadków takiego 'samodzielnego myślenia' i wiedzacych wszystko lepiej geniuszy są pełne szpitale.. Niestety bardzo niewielu z nich wylądowało tam z przyczyny swego geniuszu.A znasz taką bajkę?: Żałowała myszka żółwia, że w skorupie siedział, mam cię w d... łajzo głupia żółw jej odpowiedział. > Układ związany z rakietą, o czym już pisałem a zapewne przeoczyłeś - przyspiesza. Zmienne przyspieszenie w układzie związanym z rakietą da się nawet obserwować. Oba układy nie są zatem symetryczne. Ten nieruchomy jest 'lepszy', bo jest.. hm.. tak! Nieruchomy A ja głupi myślałem, że wszystkie układy inercjalne są równe. Okazuje się, że niektóre są równiejsze. > Mierzy odległość, jaką faktycznie przebył, uwzględniając przy tym dylatację odległości ('spłaszczając' problem, liczy całkę położenia po drodze, choć w czterowymiarowej przestrzeni pewnie nie będzie to takie proste) i wychodzi mu - kilkanaście dni świetlnych. Lokalna prędkość własna nadal wychodzi mu mniejsza niż prędkość światła.Zastanawiam się tylko jak zmierzy odległość Ziemi jeśli nie umie całkować. > Problem jakiego nie zauważasz, to odnoszenie do siebie wartosci z dwóch różnych układów odniesienia. 'Czas wezmę z jednego, odległość z drugiego - i voila! mamy isprzeczność, i paradoks'. Zenona I tu akurat zmyślasz. Kosmonauta bierze pomiary w swoim i tylko w swoim własnym układzie. Chyba trochę się zagalopowałeś. smelig
Fanatyk to ktoś, kto nie potrafi zmienić zdania i nie chce zmienić tematu. - Winston Churchill
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | salek (4701 punktów) | > A znasz taką bajkę?:> Żałowała myszka żółwia, że w skorupie siedział, mam cię w d... łajzo głupia żółw jej odpowiedział.Widzę nie znasz pointy tej bajki: I vice versa, podsumowała myszka. > >Układ związany z rakietą, o czym już pisałem a zapewne przeoczyłeś - przyspiesza. Zmienne przyspieszenie w układzie związanym z rakietą da się nawet obserwować. Oba układy nie są zatem symetryczne. Ten nieruchomy jest 'lepszy', bo jest.. hm.. tak! Nieruchomy > A ja głupi myślałem, że wszystkie układy inercjalne są równe. Okazuje się, że niektóre są równiejsze.Są równe - jak jednym układem będziesz trząsł, a drugim nie, to z obu będzie widać, że to ten drugi się trzęsie. Ale masło zrobi się tylko w jednym.. paradoks? > Zastanawiam się tylko jak zmierzy odległość Ziemi jeśli nie umie całkować.Z mierzeniem odległości Ziemi rzeczywiście będzie problem. Nawet jeżeli umie całkować. > >Problem jakiego nie zauważasz, to odnoszenie do siebie wartosci z dwóch różnych układów odniesienia. 'Czas wezmę z jednego, odległość z drugiego - i voila! mamy isprzeczność, i paradoks'. Zenona > I tu akurat zmyślasz. Kosmonauta bierze pomiary w swoim i tylko w swoim własnym układzie. Chyba trochę się zagalopowałeś.Ani trochę. W swoim własnym, pokręconym przyspieszeniami układzie kosmonauta przebył raptem kilkanaście dni światła. Wciąż z prędkością mniejszą niż c. Po powrocie do układu odniesienia i pomiar, i czas wykaże 4 lata. > Fanatyk to ktoś, kto nie potrafi zmienić zdania i nie chce zmienić tematu. - Winston ChurchillTak to bywa, gdy ślepy szuka pomocy u kulawych..
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>>I tu akurat zmyślasz. Kosmonauta bierze pomiary w swoim i tylko w swoim własnym układzie. Chyba trochę się zagalopowałeś. >Ani trochę. W swoim własnym, pokręconym przyspieszeniami układzie kosmonauta przebył raptem kilkanaście dni światła. Wciąż z prędkością mniejszą niż c. Po powrocie do układu odniesienia i pomiar, i czas wykaże 4 lata.
Więc powtarzam Ci raz jeszcze, że układu własnego nie można zmienić. Jest on zawsze uważany za nieruchomy. Nie zaczniesz się w nim np. raptownie starzeć ani zrobić się płaskim. Co najwyżej mogą Cię tak zaobserwować z innych układów. To jest takie przedszkole TW. I zdecyduj się wreszcie jakie wartości pomiarów wykaże kosmonauta po wylądowaniu na AC bo za każdym razem podajesz inne.
smelig
Przeciętne umysły zwykle odrzucają to, czego nie mogą pojąć. - La Rochefoucauld
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | salek (4701 punktów) | >>Ani trochę. W swoim własnym, pokręconym przyspieszeniami układzie kosmonauta przebył raptem kilkanaście dni światła. Wciąż z prędkością mniejszą niż c. Po powrocie do układu odniesienia i pomiar, i czas wykaże 4 lata. >Więc powtarzam Ci raz jeszcze, że układu własnego nie można zmienić. Jest on zawsze uważany za nieruchomy. Nie zaczniesz się w nim np. raptownie starzeć ani zrobić się płaskim. Co najwyżej mogą Cię tak zaobserwować z innych układów. To jest takie przedszkole TW. No! Przedszkole więc opanowałeś, dalej jest trochę trudniej. W którym miejscu twierdzę, że kosmonauta zobaczy się płaskim? Układ własny zawsze jest nieruchomy, można go zdeformować czy poddać przyspieszeniom z zewnątrz, a te - ze środka - można nawet zmierzyć.
> Przeciętne umysły zwykle odrzucają to, czego nie mogą pojąć. - La Rochefoucauld Dobre! Naprawdę dobre... TW mówisz to bzdury są?...
|
|
| | | | | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) |
> >Układ związany z rakietą, o czym już pisałem a zapewne przeoczyłeś - przyspiesza. Zmienne przyspieszenie w układzie związanym z rakietą da się nawet obserwować. Oba układy nie są zatem symetryczne. Ten nieruchomy jest 'lepszy', bo jest.. hm.. tak! Nieruchomy > A ja głupi myślałem, że wszystkie układy inercjalne są równe. Okazuje się, że niektóre są równiejsze.To układ, na który działa przyspieszenie ( rakieta ) też jest inercjalny?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | smelig (435 punktów) |
>To układ, na który działa przyspieszenie ( rakieta ) też jest inercjalny?
Układ inercjalny to układ na który nie działa żadne przyśpieszenie. Czy ja napisałem gdzieś inaczej?
smelig
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | salek (4701 punktów) | >>To układ, na który działa przyspieszenie ( rakieta ) też jest inercjalny? >Układ inercjalny to układ na który nie działa żadne przyśpieszenie. Czy ja napisałem gdzieś inaczej? To dlaczego układ, na który działają przyspieszenia jest równoważny układowi na który przyspieszenia nie działają?
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >>Załóżmy, że lecisz w rakiecie na Alfa Centauri. Jeśli leciałbyś tam z prędkością bliską c, dla obserwatorów z Ziemii doleciałbyś na miejsce po ponad 4 latach. Jednak dla ciebie w środku rakiety czas ten byłby znacznie krótszy - powiedzmy, kilka dni ( zależy od prędkości rakiety ). Wyjaśnić to można albo w ten sposób, że w rakiecie czas płynął wolniej ( dylatacja czasu ) albo, że droga do AC uległa skróceniu ( dylatacja odległości ).> >>Oczywiście to wyjaśnienie jest dużym uproszczeniem, ale myślę, że o to chodziło  > >Jak to czas w rakiecie płynął wolniej? Jeśli leciałbym prawie z c dotarłby do celu po 4 latach. Za to mój obraz, gdy wysiada na Alfa Centaurii potrzebowałby jeszcze czterech lat, by wrócić na Ziemię. W momencie, gdy ten obraz dotarłby z powrotem ja miałbym już cztery lata więcej.> >Na Ziemii upłynęło 8 lat. Widzą mój obraz sprzed 4 lat. Dla mnie upłynęło 8 lat.> >Nie widzę tu nigdzie dylatacji. Widzę różnicę między rzeczywistością, a obserwowanym obrazem tejże.> Wszystko się zgadza. Jednak wewnątrz rakiety mineło tylko kilka dni. Tutaj jest dylatacja. Gdybyś na AC zrobił nawrotkę i wrócił na Ziemię, tam minełoby 9 lat, a u ciebie znowu kilka dni. Tak więc w rakiecie siedziałeś jakieś dwa tygodnie w czasie gdy na Ziemii mineła dekada.Za cholerę nie rozumiem tego, co napisałeś. Przecież dla osoby w rakiecie, to Ziema się oddala i podlega takim efektom, jakie opisujesz dla załogi rakiety. Czyli poniekąd to Ziemia zawraca i ludzie na Ziemi są młodsi, bo przeżyli tylko kilka dni. Przecież to absurd. > Ponieważ na AC leciałeś kilka dni (według zegara rakiety), oznacza to, że twoja prędkość wyniosła odległość/czas podróży. Ponieważ prędkość nie może być większa od c, więc skoro pokonałeś ten dystans w ciagu kilku dni, będzie on dla ciebie odpowiednio krótszy. To jest właśnie dylatacja odległości.Dlaczego kilka dni, a nie cztery lata? > Ten pozorny paradoks jest dość skomplikowany, sam go nie rozumiem na tyle, żeby go elegancko wyjaśnić...> Inny przykład: niektóre cząstki elementarne mają czas życia rzędu nanosekund ( nie pamiętam jakie ). Jednak, kiedy poruszają się z prędkością bliską c, dla nas, czas ten dochodzi nawet do kilku sekund, gdyż czas wewnętrzny cząski zwalnia.Podasz link do jakiegoś eksperymentu, który to obrazuje? To ciekawe bardzo jest! Ale nie uznam tego, póki się nie przekonam (eksperyment) albo ktoś mi tego jasno nie wyjaśni. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) |
> Za cholerę nie rozumiem tego, co napisałeś. Przecież dla osoby w rakiecie, to Ziema się oddala i podlega takim efektom, jakie opisujesz dla załogi rakiety. Czyli poniekąd to Ziemia zawraca i ludzie na Ziemi są młodsi, bo przeżyli tylko kilka dni. Przecież to absurd.pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_bliźniąt
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Za cholerę nie rozumiem tego, co napisałeś. Przecież dla osoby w rakiecie, to Ziema się oddala i podlega takim efektom, jakie opisujesz dla załogi rakiety. Czyli poniekąd to Ziemia zawraca i ludzie na Ziemi są młodsi, bo przeżyli tylko kilka dni. Przecież to absurd.> pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_bliźniątŚmiać mi się chce z tego wytłumaczenia. Przecież w momencie spowalniania i przyspieszania dla brata w rakiecie to Ziemia spowalnia i przyspiesza. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >>Za cholerę nie rozumiem tego, co napisałeś. Przecież dla osoby w rakiecie, to Ziema się oddala i podlega takim efektom, jakie opisujesz dla załogi rakiety. Czyli poniekąd to Ziemia zawraca i ludzie na Ziemi są młodsi, bo przeżyli tylko kilka dni. Przecież to absurd.> >pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_bliźniąt> Śmiać mi się chce z tego wytłumaczenia.> Przecież w momencie spowalniania i przyspieszania dla brata w rakiecie to Ziemia spowalnia i przyspiesza.Dobra żartowałem. Każdy, kto jechał samochodem na zakręcie wie, co to jest brak inercji. Niemniej nie widzę w tym sensu, bo nie ma opisu, co się dzieje przy zmianie układów na nieinercjalne. Więcej, przecież będzie taki moment przy zawracaniu, gdy będą względem siebie nieruchomi. Jak bym nie patrzył, to jak brat w rakiecie będzie zwalniał, to będą go doganiać wszystkie życzenia od drugiego brata, i dalej jak zawróci, to wszystkie go dogonią. Ale nie o tym, w momencie, gdy rakieta się zatrzyma według mnie wiek powinien się wyrównać. Pozdrawiam
|
|
|  | | TyDraniu (6569 punktów) |
> Nie widzę tu nigdzie dylatacji. Widzę różnicę między rzeczywistością, a obserwowanym obrazem tejże.Czyli nie widzisz różnicy między prędkościami bliskimi c i bliskimi 0. Jeżeli będziesz zbliżał się do Alfy Centauri powoli, to też twój obraz wróci na Ziemię po 4 latach. Nie o to tu chodzi. > Oczywiście mogę się mylić. Moim założeniem jest, że niezależnie od wszystkiego prędkość światła pozostaje stała i jest granicą nie do przebycia dla realnych obiektów w tym eksperymencie myślowym.Najlepiej byłoby, gdybyś znalazł sobie w internecie równania na transformację Lorentza, np. tutaj: portalwied(*)entza_transformacja,haslo.htmlwww.fuw.ed(*)lorentza_polozenia_i_czasu.pdfi policzył je sobie w obu układach odniesienia dla kilku różnych prędkości (0.1c, 0.5c, 0.9c, 0.99c). Myślę, że dopóki nie podasz wyników, to trudno będzie dyskutować dalej.
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Nie widzę tu nigdzie dylatacji. Widzę różnicę między rzeczywistością, a obserwowanym obrazem tejże.> Czyli nie widzisz różnicy między prędkościami bliskimi c i bliskimi 0. Jeżeli będziesz zbliżał się do Alfy Centauri powoli, to też twój obraz wróci na Ziemię po 4 latach. Nie o to tu chodzi.Nie po czterech latach, bo jeśli będę leciał powoli, to zanim dostanę się na AC minie sporo czasu. W takim razie w czym rzecz? > >Oczywiście mogę się mylić. Moim założeniem jest, że niezależnie od wszystkiego prędkość światła pozostaje stała i jest granicą nie do przebycia dla realnych obiektów w tym eksperymencie myślowym.Również to zakładam, choć inaczej niż Ty. Zakładam, że jest to nie do przekroczenia względem przestrzeni, w której ruch się odbywa. > Najlepiej byłoby, gdybyś znalazł sobie w internecie równania na transformację Lorentza, np. tutaj:> portalwied(*)entza_transformacja,haslo.html> www.fuw.ed(*)lorentza_polozenia_i_czasu.pdf> i policzył je sobie w obu układach odniesienia dla kilku różnych prędkości (0.1c, 0.5c, 0.9c, 0.99c). Myślę, że dopóki nie podasz wyników, to trudno będzie dyskutować dalej.Rzecz w tym, że tam są literki, a nie nazywa się rzeczy. Skąd wiesz, że transformacja nie jest odpowiednia dla określonego tylko sposobu mierzenia długości w szczególny sposób. Sprawdzałem jej wyprowadzenie opisane przez eksperyment myślowy, gdzie wpierw wysyłało się światło do obiektu, by później przyglądać się odbiciu- ale dlaczego w ten sposób mam mierzyć długość obiektu to nie wiem. Wynik tych pomiarów jest jakby złożeniem obserwacji oddalającego się i zbliżającego obiektu: (1-a)*(1+a)=1-(a^2), gdzie to "-"(a^2) interpretuje się jako skrócenie. Ale jeśli rozważać, że obiekt sam z siebie wysyła światło lecąc w moim kierunku wynik jest inny 1+a. Dlatego dopytuje się, dlaczego miałbym mierzyć długość w tamten sposób? Nie daje się inaczej? Pozdrawiam
|
|
pluto (1112 punktów) (zablokowany) | >Witam! >Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, jak działa dylatacja długości przy prędkościach bliskich c. >Czytałem w necie opis doświadczenia myślowego z pociągiem i dwoma lustrami w wagonie, ale zupełnie >nie rozumiem, jak sie to ma do obserwatora siedzacego na peronie. >Innymi słowy, wzory to literki, ale kto wie, co oznaczają w świecie realnym?
Przedmioty się nie skracają w ruchu, bo to byłoby sprzeczne z zasadą względności - równoważności układów.
Masz tu tylko taki trick ze skalowaniem osi układu współrzędnych. Skracasz sobie odległości, a czas wydłużasz. Odległości i czas zawsze mierzymy światłem, zatem nic tu się nie zmienia, bo c = const, i d = ct.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Witam! >>Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, jak działa dylatacja długości przy prędkościach bliskich c. >>Czytałem w necie opis doświadczenia myślowego z pociągiem i dwoma lustrami w wagonie, ale zupełnie >>nie rozumiem, jak sie to ma do obserwatora siedzacego na peronie. >>Innymi słowy, wzory to literki, ale kto wie, co oznaczają w świecie realnym? >Przedmioty się nie skracają w ruchu, >bo to byłoby sprzeczne z zasadą względności - równoważności układów. >Masz tu tylko taki trick ze skalowaniem osi układu współrzędnych. >Skracasz sobie odległości, a czas wydłużasz. >Odległości i czas zawsze mierzymy światłem, zatem nic tu się nie zmienia, bo c = const, i d = ct. Zatem realnie nic się nie zmienia, a my tylko ulegamy złudzeniu? Pozdrawiam
|
|
|  | | uxbridge (5980 punktów) | >>Odległości i czas zawsze mierzymy światłem, zatem nic tu się nie zmienia, bo c = const, i d = ct. >Zatem realnie nic się nie zmienia, a my tylko ulegamy złudzeniu?
A cóż to znaczy REALNIE. Problem polega na tym, że milcząco zakładasz iż istnieje jakiś wyróżniony układ w którym można zobaczyc co się "naprawdę" bądź "realnie" dzieje. Ale przecież ZAŁOŻENIEM STW jest brak takiego układu. Więc wszystko co mamy, to pomiary w różnych układach współrzędnych. I te pomiary dają rózne wyniki w taki sposób że nie można określic który z układów się "porusza" a który "stoi". Więc pytanie czy nasze pomiary są "realne" czy są "złudzeniem" nie ma sensu. Obserwacje i pomiary subiektywnych obserwatorów są jedynym dostępnym narzędziem, bo nie ma obserwatorów obiektywnych. Wszystkie układy (nieprzyśpieszane) są równoważne i żaden nie może się czuc uprzywilejowany.
Pamiętajmy, że równoważnośc układów to ZAŁOŻENIE a nie WNIOSEK STW. Jeśli przyjmiemy że to założenie jest nieprawdziwe, to oczywiście wnioski z STW (np. dylatacja) też będą błędne. Owe założenie przyjmuje się a priori i nie można go udowodnic. Ono bierze się z obserwacji. Ponadto przyjmujemy, że jest prawdziwe, bo wnioski z niego wypływające są zgodne ze wszystkimi doświadczeniami (póki co, jak w kazdej obowiązującej teorii). Jeśli ktoś chce podważyc założenia STW, to musi pokazac, że nadal wnioski są zgodne ze wszystkim co obserwujemy. Ale to się nikomu nie udało. I raczej jest niemożliwe, dopóki nie zaobserwujemy czegoś co jest z wnioskami STW sprzeczne i pozwoli na modyfikację teorii.
A już zupełnie skazane na porażkę są próby, polegające na przyjęciu założeń STW (równoważnośc układów i stała prędkośc światła) a potem podważanie wniosków STW. To bzdura, bo matematyka jest tu prosta i NIC róznego od transformacji Lorenza z przyjętych założeń nie da się wyprowadzic.
|
|
| |  | pluto (1112 punktów) (zablokowany) | >A cóż to znaczy REALNIE. Problem polega na tym, że milcząco zakładasz iż istnieje jakiś wyróżniony układ w którym można zobaczyc co się "naprawdę" bądź "realnie" dzieje.
Co znaczy realnie? Prawdziwe, rzeczywiste, itd.
Może nie trzeba zakładać istnienia wyróżnionego układu. Ale i tak zauważono promieniowanie tła kosmicznego, i jeśli ono występuje w skali globalnej, no to przecież musi funkcjonować w jakimś konkretnym układzie - w tym, w którym określamy temperaturę. Proces powstawania promieniowania potrzebuje takiego układu, bo bez danego układu nie można nawet mówić o równowadze termodynamicznej.
Planck wyprowadził swój wzór na promieniowanie ciał w jednym układzie: spoczynkowym dla rozpatrywanego ciała o ustalonej temperaturze, którego promieniowanie obserwujemy z zewnątrz; natomiast tu mamy to samo, tyle że jesteśmy wewnątrz.
> Jeśli ktoś chce podważyc założenia STW, to musi pokazac, że nadal wnioski są zgodne ze wszystkim co obserwujemy. Ale to się nikomu nie udało. I raczej jest niemożliwe, dopóki nie zaobserwujemy czegoś co jest z wnioskami STW sprzeczne i pozwoli na modyfikację teorii.
Nie ma tu czego podważać. c = const lokalnie, potem mierzysz czas i odległość światłem, czyli dylatacja i skracanie nie ma żadnego znaczenia. To tylko skalowanie osi układu wsp.
>A już zupełnie skazane na porażkę są próby, polegające na przyjęciu założeń STW (równoważnośc układów i stała prędkośc światła) a potem podważanie wniosków STW. To bzdura, bo matematyka jest tu prosta i NIC róznego od transformacji Lorenza z przyjętych założeń nie da się wyprowadzic.
Nie można wyprowadzić tr. Lorentza dla przestrzeni i czasu. Takie coś funkcjonuje w geometrii hiperbolicznej, ale tam są tylko wymiary przestrzenne: x,y,z i w = ct.
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>>Odległości i czas zawsze mierzymy światłem, zatem nic tu się nie zmienia, bo c = const, i d = ct. >>Zatem realnie nic się nie zmienia, a my tylko ulegamy złudzeniu? >A cóż to znaczy REALNIE. Problem polega na tym, że milcząco zakładasz iż istnieje jakiś wyróżniony układ w którym można zobaczyc co się "naprawdę" bądź "realnie" dzieje. Ale przecież ZAŁOŻENIEM STW jest brak takiego układu. W takim razie mogę wybrać układ jaki bądź i w nim obserwować, co się dzieje. Utrzymując całą resztę założeń oczywiście. >Więc wszystko co mamy, to pomiary w różnych układach współrzędnych. I te pomiary dają rózne wyniki w taki sposób że nie można określic który z układów się "porusza" a który "stoi". Więc pytanie czy nasze pomiary są "realne" czy są "złudzeniem" nie ma sensu. Obserwacje i pomiary subiektywnych obserwatorów są jedynym dostępnym narzędziem, bo nie ma obserwatorów obiektywnych. Wszystkie układy (nieprzyśpieszane) są równoważne i żaden nie może się czuc uprzywilejowany. Wszystko to piękne, ale mam pytanie: Gdy w naszym kierunku lecą fotony, a my poruszamy się w ich kierunku, to czy będziemy widzieć to samo, jakbyśmy stali i nie poruszali się? Do tego to wszystko się sprowadza, jak myślę. I dalej drążąc temat, czy jak się oddalamy od fotonów, to będziemy widzieć to samo, jakbyśmy szli w ich stronę? Bo według wzoru Lorenza skrócenie obiektu jest obserwowalne niezależnie od kierunku ruchu i ja tego nie mogę przełknąć!!! >Pamiętajmy, że równoważnośc układów to ZAŁOŻENIE a nie WNIOSEK STW. Jeśli przyjmiemy że to założenie jest nieprawdziwe, to oczywiście wnioski z STW (np. dylatacja) też będą błędne. Owe założenie przyjmuje się a priori i nie można go udowodnic. Ono bierze się z obserwacji. Ponadto przyjmujemy, że jest prawdziwe, bo wnioski z niego wypływające są zgodne ze wszystkimi doświadczeniami (póki co, jak w kazdej obowiązującej teorii). Problem, który postawiłem jest jasny: co widać, jak leci do nas statek i wysyła sam z siebie światło. Proszę o odpowiedź z wyprowadzeniem,a nie podstawieniem wprost do wzoru Lorenca na skrócenie obiektu, bo wzór ów został wyprowadzony dla innych warunków wyjściowych. A przynajmniej ja to tak widzę. Jeśli źle widzę proszę o wskazanie błędu w moim rozumowaniu. >Jeśli ktoś chce podważyc założenia STW, to musi pokazac, że nadal wnioski są zgodne ze wszystkim co obserwujemy. Ale to się nikomu nie udało. I raczej jest niemożliwe, dopóki nie zaobserwujemy czegoś co jest z wnioskami STW sprzeczne i pozwoli na modyfikację teorii. Powoływanie się na STW nic nie zmienia, bo ja mam konkretny problem i szukam rozwiązania z wyprowadzeniem, a nie dyskutuje z całą teorią. >A już zupełnie skazane na porażkę są próby, polegające na przyjęciu założeń STW (równoważnośc układów i stała prędkośc światła) a potem podważanie wniosków STW. To bzdura, bo matematyka jest tu prosta i NIC róznego od transformacji Lorenza z przyjętych założeń nie da się wyprowadzic. Pokaż jak rozwiązać mój problem, nie tylko podając wzór, ale także kiedy się go stosuje. A jeśli możesz to i wyprowadzenie lub analogię z sytuacją przeze mnie badaną. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | >Wszystko to piękne, ale mam pytanie: >Gdy w naszym kierunku lecą fotony, a my poruszamy się w ich kierunku, to czy będziemy widzieć to samo, jakbyśmy stali i nie poruszali się? >Do tego to wszystko się sprowadza, jak myślę. >I dalej drążąc temat, czy jak się oddalamy od fotonów, to będziemy widzieć to samo, jakbyśmy szli w ich stronę? >Bo według wzoru Lorenza skrócenie obiektu jest obserwowalne niezależnie od kierunku ruchu i ja tego nie mogę przełknąć!!!
Myślę, że twój problem ze zrozumieniem tego wynika z tego, że przy takich latających z prędkością bliskiej światła rakietach występują 2 zjawiska, których najwyraźniej nie rozdzielasz.
Pierwsze to skrócenie Lorentzowskie rakiety w kierunku jej ruchu. Skrócenie to występuje niezależnie od tego w jakim kierunku ta rakieta porusza się względem nas, a więc nie ma znaczenia czy się zbliża, czy oddala, czy może leci w bok (czyli brak prędkości radialnej). I najważniejsza rzecz: skrócenie to jest w układzie obserwatora _rzeczywistością_, a nie tym co obserwator widzi.
Drugie zjawisko, to już fizyka klasyczna. Obserwator może obserwować rakietę tylko za pomocą światła czy innego sygnału, który rozchodzi się z prędkością maksymalnie c, nie wiele większą niż prędkości samej rakiety. Prowadzi to do tego, że obserwator widzi tylko obrazy pozorne rakiety będące odwzorowaniem rzeczywistości w momencie wysłania sygnału i bardzo odbiegające od aktualnego stanu rzeczywistości. Obrazy te są generalnie znacznie opóźnione, a co jeszcze ciekawsze opóźnienie, to jest różne dla różnych części rakiety w zależności od ich odległości od obserwatora. Przez to obraz pozorny jest albo wydłużony (w przypadku zbliżania) albo skrócony (w przypadku oddalania), zawsze w kierunku radialnym.
To co widzi obserwator, to wynik nałożenia się tych dwóch efektów.
Jeśli dalej nurtuje cię pytanie, dlaczego skrócenie Lorentza nie zależy od prędkości radialnej i zawsze jest skróceniem, a nie wydłużeniem, to zachęcam do lektury jakiejś książki na ten temat. Np. we "Wstępie do Fizyki cz.1" Wróblewskiego, Zakrzewskiego znalazłem 2 sposoby wyprowadzenia tych wzorów. Wcale nie jest to skomplikowane.
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Wszystko to piękne, ale mam pytanie: >>Gdy w naszym kierunku lecą fotony, a my poruszamy się w ich kierunku, to czy będziemy widzieć to samo, jakbyśmy stali i nie poruszali się? >>Do tego to wszystko się sprowadza, jak myślę. >>I dalej drążąc temat, czy jak się oddalamy od fotonów, to będziemy widzieć to samo, jakbyśmy szli w ich stronę? >>Bo według wzoru Lorenza skrócenie obiektu jest obserwowalne niezależnie od kierunku ruchu i ja tego nie mogę przełknąć!!! >Myślę, że twój problem ze zrozumieniem tego wynika z tego, że przy takich latających z prędkością bliskiej światła rakietach występują 2 zjawiska, których najwyraźniej nie rozdzielasz. >Pierwsze to skrócenie Lorentzowskie rakiety w kierunku jej ruchu. Skrócenie to występuje niezależnie od tego w jakim kierunku ta rakieta porusza się względem nas, a więc nie ma znaczenia czy się zbliża, czy oddala, czy może leci w bok (czyli brak prędkości radialnej). I najważniejsza rzecz: skrócenie to jest w układzie obserwatora _rzeczywistością_, a nie tym co obserwator widzi. Pięknie, to wyprowadź mi to skrócenie dla opisywanej w tym wątku sytuacji- statek leci do mnie i wysyła z dzioba i rufy światło. W książkach tego nie znalazłem- znalazłem tylko strzelanie do statku światłem by obserwować odbite światło.
>Drugie zjawisko, to już fizyka klasyczna. Obserwator może obserwować rakietę tylko za pomocą światła czy innego sygnału, który rozchodzi się z prędkością maksymalnie c, nie wiele większą niż prędkości samej rakiety. Prowadzi to do tego, że obserwator widzi tylko obrazy pozorne rakiety będące odwzorowaniem rzeczywistości w momencie wysłania sygnału i bardzo odbiegające od aktualnego stanu rzeczywistości. Obrazy te są generalnie znacznie opóźnione, a co jeszcze ciekawsze opóźnienie, to jest różne dla różnych części rakiety w zależności od ich odległości od obserwatora. Przez to obraz pozorny jest albo wydłużony (w przypadku zbliżania) albo skrócony (w przypadku oddalania), zawsze w kierunku radialnym. Rozumiem, że obrazy są pozorne. >To co widzi obserwator, to wynik nałożenia się tych dwóch efektów. >Jeśli dalej nurtuje cię pytanie, dlaczego skrócenie Lorentza nie zależy od prędkości radialnej i zawsze jest skróceniem, a nie wydłużeniem, to zachęcam do lektury jakiejś książki na ten temat. Np. we "Wstępie do Fizyki cz.1" Wróblewskiego, Zakrzewskiego znalazłem 2 sposoby wyprowadzenia tych wzorów. Wcale nie jest to skomplikowane. Ale nie ma tych wzorów dla mojej sytuacji!!! Rozumiem, że w innych sytuacjach wynik może być wyprowadzony, ale czy nikt nie potrafi posłużyć się wzorami w mojej sytuacji? Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >Pięknie, to wyprowadź mi to skrócenie dla opisywanej w tym wątku sytuacji- statek leci do mnie i wysyła z dzioba i rufy światło. W książkach tego nie znalazłem- znalazłem tylko strzelanie do statku światłem by obserwować odbite światło.
Nie da się tego zrobić. Żeby zmierzyć w ten sposób długość statku, światła na rufie i na dziobie muszą się zapalić równocześnie. Problem jest w tym, że 2 zdarzenia równoczesne na pokładzie statku, nie będą równoczesne dla Ciebie. Wychodzi równanie z dwoma niewiadomymi.
W eksperymentach myślowych z "techniką radarową" lokalizuje się w czasie i przestrzeni różnych układów *pojedyncze zdarzenie* jakim jest odbicie się światła od statku, co likwiduje powyższy problem. Tylko wtedy równania da się rozwiązać.
|
|
| | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Pięknie, to wyprowadź mi to skrócenie dla opisywanej w tym wątku sytuacji- statek leci do mnie i wysyła z dzioba i rufy światło. W książkach tego nie znalazłem- znalazłem tylko strzelanie do statku światłem by obserwować odbite światło. >Nie da się tego zrobić. >Żeby zmierzyć w ten sposób długość statku, światła na rufie i na dziobie muszą się zapalić równocześnie. >Problem jest w tym, że 2 zdarzenia równoczesne na pokładzie statku, nie będą równoczesne dla Ciebie. >Wychodzi równanie z dwoma niewiadomymi. Czekam, aż zobaczę pierwsze światło, później drugie. Mierzę czas między tymi zdarzeniami i mnożę razy prędkość światła. Albo robię zdjęcie i próbuję zmierzyć to, co zobaczę. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | >>Problem jest w tym, że 2 zdarzenia równoczesne na pokładzie statku, nie będą równoczesne dla Ciebie. >Czekam, aż zobaczę pierwsze światło, później drugie. Mierzę czas między tymi zdarzeniami i mnożę razy prędkość światła.
Powtarzam. 2 zdarzenia (zapalenie lampy przedniej i zapalenie lampy tylnej) z perspektywy załogi statku mogą być równoczesne. Jednak dla Ciebie te zdarzenia nie będą równoczesne. Nie wiedząc w jakim odstępie czasu lampy się zapaliły nie obliczysz jego długości.
Podejdźmy do tego z innej strony. Załóżmy, że lampy przednia i tylna są zapalane przy pomocy "świetlnego włącznika synchronizującego" opisanego dokładnie w moim komentarzu gdzieś poniżej (pstryczek włącza żarówkę umieszczoną w połowie statku, światło żarówki pada na fotokomórki na lampach przedniej i tylnej, fotokomórka włącza lampę). Tak skonstruowany włącznik zapala światła w tym samym momencie. To chyba jasne.
Załóżmy teraz, że masz rację i twój pomiar długości jest prawdziwy. Długość statku to czas między odebraniem impulsu od lamp * c. Czyli lampy z twojej perspektywy zapaliły się równocześnie.
Czyli zarówno dla ciebie jak i pasażera statku oba światła włączyły się równocześnie.
No ale zaraz. Jak ty patrzysz na statek, to widzisz, że światło z żarówki ma dłuższą drogę do spotkania się z fotokomórką przednią (bo musi ją gonić), niż do spotkania fotokomórki tylnej (ta leci światłu na przeciw). Dłuższa droga, a taki sam czas. Jak to jest?
Z tego wniosek, że prędkość światła żarówki lecącego do przodu jest większa niż prędkość światła lecącego do tyłu. Takie zjawisko byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby w przestrzeni unosił się ETER - ośrodek w którym rozchodzi się światło.
I tak dochodząc do absurdalnego wyniku dowiodłem, że założenia były absurdalne. Twój sposób pomiaru długości statku jest niepoprawny.
|
|
| | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jeśli sobie nie radzisz, to pomogę. Masz dwie boje, które ustawiłeś w pewnej odległości od siebie. Zapalają jednak światło jednocześnie co jakiś czas. Jesteś od nich daleko i w linii prostej z linią je łączącą. Czy będziesz miał problem z policzeniem odległości między nimi na podstawie obserwacji zapalających się świateł?
Jak już na to odpowiesz, to powiedz, jaki masz problem ze statkiem lecącym ze stałą prędkością i światełkami na dziobie i rufie.
Podpowiedź, w obu przypadkach prędkość światła wynosi c. W przypadku statku znasz jeszcze jego prędkość v. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jazon (186 punktów) | >Jeśli sobie nie radzisz, to pomogę.
Widzę, że nie czytasz albo w ogóle nie próbujesz zrozumieć tego co piszę. Jeszcze raz powtórzę (już ostatni). Zdarzenia jednoczesne w jednym układzie nie są jednoczesne w innym układzie, jeśli te układy poruszają się względem siebie. Jednoczesność zdarzeń jest względna. Podobnie jak długość i interwał czasu. To konsekwencja tego, że w każdym układzie światło porusza się z jednakową prędkością.
>Masz dwie boje, które ustawiłeś w pewnej odległości od siebie. Zapalają jednak światło jednocześnie co jakiś czas. Jesteś od nich daleko i w linii prostej z linią je łączącą. Czy będziesz miał problem z policzeniem odległości między nimi na podstawie obserwacji zapalających się świateł?
Nie będę miał problemu, bo boje się nie poruszają względem mnie i dzięki temu mam pewność, że światła na nich zapalą się jednocześnie. A to oznacza, że ich światło dojdzie do mojego oka z odstępem równym c/x. (x - odległość miedzy bojami)
>Jak już na to odpowiesz, to powiedz, jaki masz problem ze statkiem lecącym ze stałą prędkością i światełkami na dziobie i rufie.
Problem jest taki, że światła statku nie zapalą się jednocześnie (chodzi o zapalenie świateł, a nie o wzbudzenie neuronu na mojej siatkówce). Widzę zapalenie się świateł w pewnym odstępie czasu, ale z tego nic nie wynika, bo nie wiem w jakim odstępie czasu zapaliły się te lampy. (Tak na prawdę, to wiem, ale muszę do tego użyć STW, której ty nie uznajesz)
|
|
| | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Jeśli sobie nie radzisz, to pomogę. >Widzę, że nie czytasz albo w ogóle nie próbujesz zrozumieć tego co piszę. >Jeszcze raz powtórzę (już ostatni). Zdarzenia jednoczesne w jednym układzie nie są jednoczesne w innym układzie, jeśli te układy poruszają się względem siebie. >Jednoczesność zdarzeń jest względna. Podobnie jak długość i interwał czasu. >To konsekwencja tego, że w każdym układzie światło porusza się z jednakową prędkością. Po czym poznajesz, że nie są jednoczesne? Po obserwacji. Bo przecież powołując się na interwał czasowy kręcisz, bo przecież tak rufa jak i dziób lecą z tą samą prędkością względem obserwatora (inaczej miałbyś układ nieinercjalny). Cała niejednoczesność sprowadza się do obrazu na siatkówce oka. Jeśli nie, to proszę popraw mnie, ale nie pisząc, że tak jest bo jest, ale pisząc dlaczego tak jest. >>Masz dwie boje, które ustawiłeś w pewnej odległości od siebie. Zapalają jednak światło jednocześnie co jakiś czas. Jesteś od nich daleko i w linii prostej z linią je łączącą. Czy będziesz miał problem z policzeniem odległości między nimi na podstawie obserwacji zapalających się świateł? >Nie będę miał problemu, bo boje się nie poruszają względem mnie i dzięki temu mam pewność, że światła na nich zapalą się jednocześnie. >A to oznacza, że ich światło dojdzie do mojego oka z odstępem równym c/x. (x - odległość miedzy bojami) Jasne. >>Jak już na to odpowiesz, to powiedz, jaki masz problem ze statkiem lecącym ze stałą prędkością i światełkami na dziobie i rufie. >Problem jest taki, że światła statku nie zapalą się jednocześnie (chodzi o zapalenie świateł, a nie o wzbudzenie neuronu na mojej siatkówce). Widzę zapalenie się świateł w pewnym odstępie czasu, ale z tego nic nie wynika, bo nie wiem w jakim odstępie czasu zapaliły się te lampy. Proszę rozwiń to. Ja obstaję przy tym, że jeśli dziób i rufa lecą z tą samą prędkością, to nie ma tego, co nazywasz odstępem czasu. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >Po czym poznajesz, że nie są jednoczesne? Po obserwacji. Bo przecież powołując się na interwał czasowy kręcisz, bo przecież tak rufa jak i dziób lecą z tą samą prędkością względem obserwatora (inaczej miałbyś układ nieinercjalny). >Cała niejednoczesność sprowadza się do obrazu na siatkówce oka. >Jeśli nie, to proszę popraw mnie, ale nie pisząc, że tak jest bo jest, ale pisząc dlaczego tak jest.
2 posty wcześniej napisałem ci, dlaczego tak jest? Gdybyś zechciał zachować jednoczesność zdarzeń, rozmiary i interwały czasowe, w każdym układzie to nieuchronnie prowadziło by to do koncepcji eteru, czyli prędkość światła była by zawsze równa c, ale względem jakiegoś magicznego ośrodka wypełniającego świat. To by przeczyło zasadzie względności (bo eter wyznacza absolutny spoczynek) i eksperymentom (pomiary prędkości światła zawsze dają c, niezależnie czy jest dzień, czy noc, czy jest wiosna czy jesień).
Po prostu te 4 rzeczy: - odległości - interwały czasowe - jednoczesność zdarzeń - prędkość światła nie mogą być wszystkie jednocześnie niezależne od prędkości układu odniesienia. To jest matematycznie nie możliwe. Albo 3 pierwsze są niezależne albo prędkość światła jest niezależna.
Przeanalizuj sobie jeszcze raz eksperyment myślowy z rakietą, żarówką w jej połowie i fotokomórkami włączającymi lampy na dziobie i na rufie. Co się będzie działo z punktu widzenia załogi statku, a co z punktu widzenia obserwatorów na Ziemi. Odpowiedz sobie na pytania: Czy z punktu widzenia obserwatora na Ziemi lampy zapalą się jednocześnie? Jaka byłaby prędkość światła żarówki lecącego do przodu, jeśli byś założył, że lampy zapalają się jednocześnie? A jaka światła lecącego do tyłu?
Tylko z tej analizy wyrzuć zupełnie roztrząsanie problemu, jakie obrazy będą oni widzieli, kiedy jakie sygnały trafią kogoś w oko. Tu nie chodzi o złudzenia optyczne. Tu chodzi o "realność" w danych układach odniesienia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Spróbujmy dojść prawdy metodą jednoznacznych pytań.
Pozostając w układzie rakiety. Czy na całej rakiecie zegarki chodza tak samo??? Proszę o odpowiedź typu Tak/Nie.
Jeden jest na rufie, drugi na dziobie. O ustalonej godzinie włącza się światło. Światło zostało włączone jednocześnie? Tak/Nie.
Będąc w układzie obserwatora. Czy zegarów na rakiecie dotyczy (rufie i dziobie) wg Teorii Względności takie samo spowolnienie? Tak/Nie
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >Spróbujmy dojść prawdy metodą jednoznacznych pytań. >Pozostając w układzie rakiety. >Czy na całej rakiecie zegarki chodza tak samo??? Proszę o odpowiedź typu Tak/Nie. Tak.
>Jeden jest na rufie, drugi na dziobie. O ustalonej godzinie włącza się światło. Światło zostało włączone jednocześnie? Tak/Nie. Tak.
>Będąc w układzie obserwatora. >Czy zegarów na rakiecie dotyczy (rufie i dziobie) wg Teorii Względności takie samo spowolnienie? Tak/Nie
Tak. Oba chodzą w równym tempie i wolniej od zegara w obserwatorium.
Pytanie dodatkowe: Czy pokazują tą samą godzinę? Nie. Tylni pokazuje późniejszą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Spróbujmy dojść prawdy metodą jednoznacznych pytań.> >Pozostając w układzie rakiety.> >Czy na całej rakiecie zegarki chodza tak samo??? Proszę o odpowiedź typu Tak/Nie.> Tak. > >Jeden jest na rufie, drugi na dziobie. O ustalonej godzinie włącza się światło. Światło zostało włączone jednocześnie? Tak/Nie.> Tak. > >Będąc w układzie obserwatora.> >Czy zegarów na rakiecie dotyczy (rufie i dziobie) wg Teorii Względności takie samo spowolnienie? Tak/Nie> Tak. Oba chodzą w równym tempie i wolniej od zegara w obserwatorium. > Pytanie dodatkowe: Czy pokazują tą samą godzinę?> Nie. Tylni pokazuje późniejszą.O tyle późniejszą, ile światło musiało lecieć z rufy, by się zrównać z dziobem rakiety? Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >>Pytanie dodatkowe: Czy pokazują tą samą godzinę? >>Nie. Tylni pokazuje późniejszą. >O tyle późniejszą, ile światło musiało lecieć z rufy, by się zrównać z dziobem rakiety?
Nie.
Chyba znowu wpadasz w analizowanie złudzeń optycznych.
Pytanie naprowadzające: Ten sam statek minął obserwatora i pomknął dalej. Teraz się oddala od obserwatora. Który zegar na statku (z perspektywy obserwatora) pokazuje późniejszą godzinę?
Odp. W dalszym ciągu ten na rufie statku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>>Pytanie dodatkowe: Czy pokazują tą samą godzinę? >>>Nie. Tylni pokazuje późniejszą. >>O tyle późniejszą, ile światło musiało lecieć z rufy, by się zrównać z dziobem rakiety? >Nie. Ten moment jest właśnie dla mnie niezrozumiały. Nie wiem jaki inny to byłby czas, bo jedyne co widzę, to opóźnienie spowodowane odległością między światłami. Nie wiem, co to innego mogłoby być. >Chyba znowu wpadasz w analizowanie złudzeń optycznych. Nie potrafię zobaczyć nic innego, co miałbym analizować. >Pytanie naprowadzające: >Ten sam statek minął obserwatora i pomknął dalej. Teraz się oddala od obserwatora. >Który zegar na statku (z perspektywy obserwatora) pokazuje późniejszą godzinę? >Odp. W dalszym ciągu ten na rufie statku. Tego nie rozumiem zupełnie. Zastanowię się nad tym. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >Tego nie rozumiem zupełnie. Zastanowię się nad tym.
Narysuj sobie następującą sytuację: Wagon. W połowie wagonu jest żarówka. Na końcach wagonu są drzwi. Drzwi są otwierane w reakcji na światło tej żarówki w środku. W wagonie jest siedzi człowiek. Nie ma znaczenia gdzie dokładnie. Ważne, że się porusza razem z wagonem. Żarówka się w pewnym momencie zapala. Czy dla człowieka w wagonie otwarcie się drzwi jest jednoczesne? Czy dla człowieka w wagonie ma znaczenie, że pociąg jedzie?
Na peronie siedzi zawiadowca. Wagon przemyka OBOK niego. Ile będzie leciał promień żarówki do przednich drzwi, a ile do tylnych? Czy drzwi otworzą się jednocześnie?
Tylko nie rysuj żadnych promieni od drzwi do oczu obserwatorów. Nie bierz ich w ogóle pod uwagę. Nie chodzi tu o wrażenia optyczne, tylko o to co się dzieje w danej chwili realnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Tego nie rozumiem zupełnie. Zastanowię się nad tym. >Narysuj sobie następującą sytuację: ... To za szybko. Mijanie równoległe już nastręcza problemów, bo obiekt nie porusza się w kierunku obserwatora. Z punktu widzenia obserwatora obiekt nie ma stałej prędkości w jego kierunku (jezli rozłożyć prędkość na składowe: w kierunku obserwatora i prostopadle do niego). Wydaje mi się, że z tego powodu jest to nietrafione.
Jeszcze sprawdzam jak to jest w Teorii Względności, ale chyba właśnie tak, jak napisałem. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >Mijanie równoległe już nastręcza problemów, bo obiekt nie porusza się w kierunku obserwatora. Z punktu widzenia obserwatora obiekt nie ma stałej prędkości w jego kierunku (jezli rozłożyć prędkość na składowe: w kierunku obserwatora i prostopadle do niego). Uparty jesteś. Do czego ci prędkość składowa w kierunku obserwatora? Ty nie masz analizować, jak mają promienie latać z wagonu do zawiadowcy. Tylko i wyłącznie policz, co się dzieje z promieniami żarówki wzdłuż kierunku ruchu pociągu. Kiedy one dotrą do drzwi?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Mijanie równoległe już nastręcza problemów, bo obiekt nie porusza się w kierunku obserwatora. Z punktu widzenia obserwatora obiekt nie ma stałej prędkości w jego kierunku (jezli rozłożyć prędkość na składowe: w kierunku obserwatora i prostopadle do niego). >Uparty jesteś. >Do czego ci prędkość składowa w kierunku obserwatora? >Ty nie masz analizować, jak mają promienie latać z wagonu do zawiadowcy. Tylko i wyłącznie policz, co się dzieje z promieniami żarówki wzdłuż kierunku ruchu pociągu. Kiedy one dotrą do drzwi? Zacytuje za wikipedią- hasło Transformacje Lorenza: Transformacje Lorentza mają najprostszą postać wówczas, gdy odpowiadające sobie osie współrzędnych kartezjańskich inercjalnych układów odniesienia, nieruchomego K i poruszającego się K', są do siebie wzajemnie równoległe, przy czym układ K' porusza się ze stałą prędkością wzdłuż osi OX. Jak to nie jest spełnione, to to, co wcześniej napisałeś nie jest ok. Musiałbyś transformować czas po składowych y i może z, co dałoby Ci inne wyniki. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >Zacytuje za wikipedią- hasło Transformacje Lorenza: >Transformacje Lorentza mają najprostszą postać wówczas, gdy odpowiadające sobie osie współrzędnych kartezjańskich inercjalnych układów odniesienia, nieruchomego K i poruszającego się K', są do siebie wzajemnie równoległe , przy czym układ K' porusza się ze stałą prędkością wzdłuż osi OX. >Jak to nie jest spełnione, to to, co wcześniej napisałeś nie jest ok. Musiałbyś transformować czas po składowych y i może z, co dałoby Ci inne wyniki.
Równoległe. To nie znaczy, że tożsame.
Oś X - wzdłuż peronu Oś X' - wzdłuż wagonu
Oś Y - na lewo od peronu Oś Y' - na lewo od wagonu
Jeśli tylko wagon się nie wykoleił, to osie układów są równoległe?
Czemu tak się bronisz przed narysowaniem tego wagonu i obliczeniem do których drzwi promień żarówki doleci wcześniej? Przecież to uczeń 6 klasy podstawówki potrafiłby zrobić. Ty ciągle jakieś przeszkody znajdujesz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Zacytuje za wikipedią- hasło Transformacje Lorenza: >>Transformacje Lorentza mają najprostszą postać wówczas, gdy odpowiadające sobie osie współrzędnych kartezjańskich inercjalnych układów odniesienia, nieruchomego K i poruszającego się K', są do siebie wzajemnie równoległe , przy czym układ K' porusza się ze stałą prędkością wzdłuż osi OX. >>Jak to nie jest spełnione, to to, co wcześniej napisałeś nie jest ok. Musiałbyś transformować czas po składowych y i może z, co dałoby Ci inne wyniki. >Równoległe. To nie znaczy, że tożsame. >Oś X - wzdłuż peronu >Oś X' - wzdłuż wagonu >Oś Y - na lewo od peronu >Oś Y' - na lewo od wagonu >Jeśli tylko wagon się nie wykoleił, to osie układów są równoległe? Było jeszcze zdanie o poruszaniu się wzdłuż osi OX. >Czemu tak się bronisz przed narysowaniem tego wagonu i obliczeniem do których drzwi promień żarówki doleci wcześniej? Przecież to uczeń 6 klasy podstawówki potrafiłby zrobić. Ty ciągle jakieś przeszkody znajdujesz. Bo próbuję zrozumiec, a nie pisać wzory, których nie rozumiem. Zresztą rysowałem tą rakietę i światło i nie mogę dojść dlaczego zegary na rakiecie chodzą u Ciebie inaczej patrząc od obserwatora. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) |
> Było jeszcze zdanie o poruszaniu się wzdłuż osi OX.SJP PWN: "wzdłuż - «przyimek komunikujący, że coś znajduje się lub odbywa równolegle do długości danego obiektu»" > Bo próbuję zrozumiec, a nie pisać wzory, których nie rozumiem. Zresztą rysowałem tą rakietę i światło i nie mogę dojść dlaczego zegary na rakiecie chodzą u Ciebie inaczej patrząc od obserwatora.Jak odpowiesz na pytania, które zadałem tu www.racjonalista.pl/forum.php/s,178541#w179568 , to może będę Ci w stanie pomóc. Inaczej nie zrozumiem, czego Ty nie rozumiesz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >Było jeszcze zdanie o poruszaniu się wzdłuż osi OX.> SJP PWN: "wzdłuż - «przyimek komunikujący, że coś znajduje się lub odbywa równolegle do długości danego obiektu»"Z opisu na wikipedii wynika, że osie OX układów muszą się pokrywać. > >Bo próbuję zrozumiec, a nie pisać wzory, których nie rozumiem. Zresztą rysowałem tą rakietę i światło i nie mogę dojść dlaczego zegary na rakiecie chodzą u Ciebie inaczej patrząc od obserwatora.> Jak odpowiesz na pytania, które zadałem tu www.racjonalista.pl/forum.php/s,178541#w179568 , to może będę Ci w stanie pomóc. Inaczej nie zrozumiem, czego Ty nie rozumiesz.Nie rozumiem dlaczego każdy chce koniecznie dochodzić do sytuacji, gdy strzela się światłem, a później odbite światło bada- a może rozumiem, bo na to jest gotowy wzór. Czy na dziobie i rufie nie można ustawić zsynchronizowanych zegarów? Przecież będą chodzić tak samo i o ustalonej godzinie włączą światło. Co jest w tym złego? Może nie da się ich zsynchronizować, ale to wtedy trzeba mi to napisać, bo inaczej nie zrozumiem. Poza tym moja sytuacja wydaje mi się 'bardziej życiowa' niż strzelanie światłem. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >Nie rozumiem dlaczego każdy chce koniecznie dochodzić do sytuacji, gdy strzela się światłem, a później odbite światło bada- a może rozumiem, bo na to jest gotowy wzór.
W moim eksperymencie nie ma odbitego światła.
>Czy na dziobie i rufie nie można ustawić zsynchronizowanych zegarów? Przecież będą chodzić tak samo i o ustalonej godzinie włączą światło. Co jest w tym złego?
Można ustawić. Ale ja właśnie chce ci wyjaśnić, dlaczego dla człowieka na peronie wskazania tych zegarów będą różne, mimo, że konduktor w wagonie je zsynchronizował.
Założenie początkowe jest tylko jedno: każdy obserwator niezależnie czy stoi czy się porusza doświadcza takiej samej prędkości światła - 300 tys km/s.
Nie ma żadnych innych założeń: o zachowaniu zegarów, o czasie, o długości.
Dlatego używamy do naszego wnioskowania światła, bo jesteśmy pewni tylko i wyłącznie tego, że każdy obserwuje rozchodzenie się światła z tą samą prędkością.
Nie używamy zegarów, bo nic o nich nie wiemy. Wyjaśnienie zachowania zegarów jest celem naszego wnioskowania.
Gdybyś zadał sobie trud odpowiedział na postawione przeze mnie pytania, a nie bronił się zaciekle rękami i nogami, to może byś już to rozumiał.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Nie rozumiem dlaczego każdy chce koniecznie dochodzić do sytuacji, gdy strzela się światłem, a później odbite światło bada- a może rozumiem, bo na to jest gotowy wzór. >W moim eksperymencie nie ma odbitego światła. Poniekąd jest. Światło ze środka wagonu odbija się od rufi i je oglądamy. Oglądamy też to przechodzące przez dziób.
>>Czy na dziobie i rufie nie można ustawić zsynchronizowanych zegarów? Przecież będą chodzić tak samo i o ustalonej godzinie włączą światło. Co jest w tym złego? >Można ustawić. >Ale ja właśnie chce ci wyjaśnić, dlaczego dla człowieka na peronie wskazania tych zegarów będą różne, mimo, że konduktor w wagonie je zsynchronizował. >Założenie początkowe jest tylko jedno: każdy obserwator niezależnie czy stoi czy się porusza doświadcza takiej samej prędkości światła - 300 tys km/s. >Nie ma żadnych innych założeń: o zachowaniu zegarów, o czasie, o długości. >Dlatego używamy do naszego wnioskowania światła, bo jesteśmy pewni tylko i wyłącznie tego, że każdy obserwuje rozchodzenie się światła z tą samą prędkością. >Nie używamy zegarów, bo nic o nich nie wiemy. Wyjaśnienie zachowania zegarów jest celem naszego wnioskowania. >Gdybyś zadał sobie trud odpowiedział na postawione przeze mnie pytania, a nie bronił się zaciekle rękami i nogami, to może byś już to rozumiał. W takim razie w tym samym momencie rufa i dziób wypuszczają światło i różnica w obserwacji obserwatora to czas jaki światło z rufy traci na dolatywanie do dzioba. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >Poniekąd jest. Światło ze środka wagonu odbija się od rufi i je oglądamy. Oglądamy też to przechodzące przez dziób.
>W takim razie w tym samym momencie rufa i dziób wypuszczają światło i różnica w obserwacji obserwatora to czas jaki światło z rufy traci na dolatywanie do dzioba.
A ty dalej swoje.
A gdzie ja pytałem, w jakim czasie światło dociera do obserwatora? Powtarzałem już w tym wątku chyba 50 razy, że to jest zupełnie poza naszym zainteresowaniem.
Myślę, że dalsza dyskusja nie ma sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Poniekąd jest. Światło ze środka wagonu odbija się od rufi i je oglądamy. Oglądamy też to przechodzące przez dziób. >>W takim razie w tym samym momencie rufa i dziób wypuszczają światło i różnica w obserwacji obserwatora to czas jaki światło z rufy traci na dolatywanie do dzioba. >A ty dalej swoje. >A gdzie ja pytałem, w jakim czasie światło dociera do obserwatora? Powtarzałem już w tym wątku chyba 50 razy, że to jest zupełnie poza naszym zainteresowaniem. Przecież patrzymy z punktu widzenia obserwatora. >Myślę, że dalsza dyskusja nie ma sensu. Jeśli tak, to uznajmy dyskusje za zakończoną. Niech każdy pozostanie przy swoich powodach jej zakończenia. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >>>Poniekąd jest. Światło ze środka wagonu odbija się od rufi i je oglądamy. Oglądamy też to przechodzące przez dziób. >>>W takim razie w tym samym momencie rufa i dziób wypuszczają światło i różnica w obserwacji obserwatora to czas jaki światło z rufy traci na dolatywanie do dzioba. >>A ty dalej swoje. >>A gdzie ja pytałem, w jakim czasie światło dociera do obserwatora? Powtarzałem już w tym wątku chyba 50 razy, że to jest zupełnie poza naszym zainteresowaniem. >Przecież patrzymy z punktu widzenia obserwatora. Ale nas nie obchodzi, co obserwator widzi swoimi oczami. Nas interesuje rzeczywistość w jego układzie odniesienia. Ja Cię zapytałem o to, kiedy się otworzą drzwi wagonu, a nie kiedy obserwator to zobaczy.
W TW zupełnie nie chodzi o to, że to co widzimy jest opóźnione z powodu ograniczonej prędkości rozchodzenia się światła. Dylatacja czasu to nie jest czas jaki musi minąć aby światło dotarło do naszego oka z odległego obiektu, ani różnica czasu w postrzeganiu zdarzeń z różnej odległości. To nie ma z tym nic wspólnego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
>Bo próbuję zrozumiec, a nie pisać wzory, których nie rozumiem. Zresztą rysowałem tą rakietę i światło i nie mogę dojść dlaczego zegary na rakiecie chodzą u Ciebie inaczej patrząc od obserwatora.
Wyjaśnię ci ten eksperyment z wagonem o którym mówi Jazon bez wzorów:
Wewnątrz wagonu - światło leci jednocześnie ze środka w kierunku obu końców wagonu, dociera tam w tym samym momencie.
Z peronu: tył wagonu leci na spotkanie promienia światła, przód wagonu światłu ucieka. Tył zostanie trafiony wcześniej.
Zdarzenia jednoczesne w jednym układzie ( wagonu ) nie są w innym ( peronu ).
Dlatego też, żeby zmierzyć długość rakiety, światło z rufy i przodu musiałyby zostać wysłane równocześnie. Jednak "równocześnie" wewnątrz rakiety nie jest tym dla obserwatora z zewnątrz i nie ma to żadnego związku z tym, ile czasu potrzebuje światło, aby przenieść informacje o tym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Bo próbuję zrozumiec, a nie pisać wzory, których nie rozumiem. Zresztą rysowałem tą rakietę i światło i nie mogę dojść dlaczego zegary na rakiecie chodzą u Ciebie inaczej patrząc od obserwatora. >Wyjaśnię ci ten eksperyment z wagonem o którym mówi Jazon bez wzorów: >Wewnątrz wagonu - światło leci jednocześnie ze środka w kierunku obu końców wagonu, dociera tam w tym samym momencie. >Z peronu: tył wagonu leci na spotkanie promienia światła, przód wagonu światłu ucieka. Tył zostanie trafiony wcześniej. >Zdarzenia jednoczesne w jednym układzie ( wagonu ) nie są w innym ( peronu ). >Dlatego też, żeby zmierzyć długość rakiety, światło z rufy i przodu musiałyby zostać wysłane równocześnie. Jednak "równocześnie" wewnątrz rakiety nie jest tym dla obserwatora z zewnątrz i nie ma to żadnego związku z tym, ile czasu potrzebuje światło, aby przenieść informacje o tym. Światło zostanie wypuszczone, gdy na zegarze na rufie i dziobie czas wskaże 12.00. Zegary wewnątrz rakiety chodzą tak samo i wskazują ten sam czas, o ile się nie mylę. Nie potrzebuje jeszcze strzelać do nich promieniami. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
>Światło zostanie wypuszczone, gdy na zegarze na rufie i dziobie czas wskaże 12.00. Zegary wewnątrz rakiety chodzą tak samo i wskazują ten sam czas, o ile się nie mylę. Nie potrzebuje jeszcze strzelać do nich promieniami.
Tak, eksperyment z promieniami miał tylko pokazać niejednoczesność zdarzeń.
Przy czym te zegary, z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora nie wystrzelą tych promieni jednocześnie - kiedy na jednym bedzie 12, na drugim 11:53 ( powiedzmy ). I to przy założeniu, że widzimy zawsze taka wartość, jaka zegar wskazuje, nie jaka potrzebuje swiatlo na dotarcie do nas.
Zegary które są na rakiecie i poruszają się synchronicznie, nie będą zsynchronizowane wg zewnętrznego obserwatora.
Poczytaj o problemie synchronizacji czasu w systemie GPS - tam stosowany jest układ odniesienia, który jest w środku Ziemi, ale w przeciwieństwie do niej się nie kręci. Gdyby zastosowano układ, który sie obraca, synchronizacja satelitów byłaby niemożliwa.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Światło zostanie wypuszczone, gdy na zegarze na rufie i dziobie czas wskaże 12.00. Zegary wewnątrz rakiety chodzą tak samo i wskazują ten sam czas, o ile się nie mylę. Nie potrzebuje jeszcze strzelać do nich promieniami. >Tak, eksperyment z promieniami miał tylko pokazać niejednoczesność zdarzeń. >Przy czym te zegary, z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora nie wystrzelą tych promieni jednocześnie - kiedy na jednym bedzie 12, na drugim 11:53 ( powiedzmy ). I to przy założeniu, że widzimy zawsze taka wartość, jaka zegar wskazuje, nie jaka potrzebuje swiatlo na dotarcie do nas. >Zegary które są na rakiecie i poruszają się synchronicznie, nie będą zsynchronizowane wg zewnętrznego obserwatora. >Poczytaj o problemie synchronizacji czasu w systemie GPS - tam stosowany jest układ odniesienia, który jest w środku Ziemi, ale w przeciwieństwie do niej się nie kręci. Gdyby zastosowano układ, który sie obraca, synchronizacja satelitów byłaby niemożliwa. Mam żarówki podłączone do zegarów. O 12.00 zegary uruchamiają żarówki. na jednym i drugim zegarze jest ta sama godzina. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
>Mam żarówki podłączone do zegarów. O 12.00 zegary uruchamiają żarówki. na jednym i drugim zegarze jest ta sama godzina.
Tak. Masz rację. ALE TYLKO Z PUNKTU WIDZENIA RAKIETY.
Z punktu widzenia ZEWNĘTRZNEGO: na zegarze na rufie jest godzina 12:00, na dziobie 11:57, przy długości statku rzędu sekundy świetlnej. Impulsy nie zostaną wysłane w tym samym czasie. Obserwator powie, że pomiar jest zły, bo źle nastawiłeś zegary.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Mam żarówki podłączone do zegarów. O 12.00 zegary uruchamiają żarówki. na jednym i drugim zegarze jest ta sama godzina. >Tak. Masz rację. ALE TYLKO Z PUNKTU WIDZENIA RAKIETY. >Z punktu widzenia ZEWNĘTRZNEGO: na zegarze na rufie jest godzina 12:00, na dziobie 11:57, przy długości statku rzędu sekundy świetlnej. Impulsy nie zostaną wysłane w tym samym czasie. Obserwator powie, że pomiar jest zły, bo źle nastawiłeś zegary. Nie rozumiem. Wysyłam światłem obraz zegarów- na obu jest 12.00. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
>Nie rozumiem. Wysyłam światłem obraz zegarów- na obu jest 12.00. >Pozdrawiam >
Poddaję się. Albo nie chcesz lub nie możesz tego zrozumieć.
Czy możemy wrócić do przykładu z wagonem?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Nie rozumiem. Wysyłam światłem obraz zegarów- na obu jest 12.00. >>Pozdrawiam >> >Poddaję się. Albo nie chcesz lub nie możesz tego zrozumieć. A mogę dostać wzory. Bo ja już wyliczałem, że opóźnienie (różnica w odczycie wskazań zegarów przez obserwatora) jest równe długości statku/c. Z takim wynikiem się zgadzam. Jeśli jest inny, to nie rozumiem, skąd się bierze. Może z wzoru coś załapię. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) | > >>Nie rozumiem. Wysyłam światłem obraz zegarów- na obu jest 12.00.> >>Pozdrawiam> >>> >Poddaję się. Albo nie chcesz lub nie możesz tego zrozumieć.> A mogę dostać wzory.> Bo ja już wyliczałem, że opóźnienie (różnica w odczycie wskazań zegarów przez obserwatora) jest równe długości statku/c. Z takim wynikiem się zgadzam.> Jeśli jest inny, to nie rozumiem, skąd się bierze. Może z wzoru coś załapię.> Pozdrawiamwww.racjonalista.pl/forum.php/s,178541#w179384
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >>>Nie rozumiem. Wysyłam światłem obraz zegarów- na obu jest 12.00.> >>>Pozdrawiam> >>>> >>Poddaję się. Albo nie chcesz lub nie możesz tego zrozumieć.> >A mogę dostać wzory.> >Bo ja już wyliczałem, że opóźnienie (różnica w odczycie wskazań zegarów przez obserwatora) jest równe długości statku/c. Z takim wynikiem się zgadzam.> >Jeśli jest inny, to nie rozumiem, skąd się bierze. Może z wzoru coś załapię.> >Pozdrawiam> www.racjonalista.pl/forum.php/s,178541#w179384Tyle, że ja widziałem wyprowadzenie tego wzoru w literaturze i jest ono zrobione dla zupełnie innej sytuacji. Wagoniki, odbijanie światła i wszystko to, czego tu nie ma. Może i to się stosuje do tego układu, ale nikt mi nie potrafi pokazać na jakiej podstawie. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
>Może i to się stosuje do tego układu, ale nikt mi nie potrafi pokazać na jakiej podstawie.
Cały ten wątek ktoś ci usiłuje to wytłumaczyć na róznorakie sposoby. Po prostu usiądź i przenanalizuj to dokładnie i postaraj sie zrozumieć.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >>Mam żarówki podłączone do zegarów. O 12.00 zegary uruchamiają żarówki. na jednym i drugim zegarze jest ta sama godzina. >Tak. Masz rację. ALE TYLKO Z PUNKTU WIDZENIA RAKIETY. >Z punktu widzenia ZEWNĘTRZNEGO: na zegarze na rufie jest godzina 12:00, na dziobie 11:57, przy długości statku rzędu sekundy świetlnej. Impulsy nie zostaną wysłane w tym samym czasie. Obserwator powie, że pomiar jest zły, bo źle nastawiłeś zegary.
Namieszałeś. Na obu zegarach w momencie wysłania przez nie promieni jest 12:00. To są pojedyncze zdarzenia - punkty w 4wymiarowej przestrzeni. Obserwator zewnętrzny widzi je jako niejednoczesne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) | >>>Mam żarówki podłączone do zegarów. O 12.00 zegary uruchamiają żarówki. na jednym i drugim zegarze jest ta sama godzina. >>Tak. Masz rację. ALE TYLKO Z PUNKTU WIDZENIA RAKIETY. >>Z punktu widzenia ZEWNĘTRZNEGO: na zegarze na rufie jest godzina 12:00, na dziobie 11:57, przy długości statku rzędu sekundy świetlnej. Impulsy nie zostaną wysłane w tym samym czasie. Obserwator powie, że pomiar jest zły, bo źle nastawiłeś zegary. >Namieszałeś. >Na obu zegarach w momencie wysłania przez nie promieni jest 12:00. To są pojedyncze zdarzenia - punkty w 4wymiarowej przestrzeni. >Obserwator zewnętrzny widzi je jako niejednoczesne. No właśnie - czyli jednocześnie ze zdarzeniem "12:00" na jednym zegarze masz zdarzenie "11:57" na drugim, nie?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >No właśnie - czyli jednocześnie ze zdarzeniem "12:00" na jednym zegarze masz zdarzenie "11:57" na drugim, nie? Oczywiści. Przepraszam. Źle przeczytałem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | uxbridge (5980 punktów) | >Tylko nie rysuj żadnych promieni od drzwi do oczu obserwatorów. Nie bierz ich w ogóle pod uwagę. Nie chodzi tu o wrażenia optyczne, tylko o to co się dzieje w danej chwili realnie.
Właśnie. Może trzeba wyobrażac sobie, że zamiast światła posługujemy się promieniami radiowymi (które oczywiście zachowują się jak prawdziwe światło), a wrażenia wzrokowe odbiramy za pomocą "światła" które rozchodzi się natychmiastowo. Na dodatek, możemy w ten sposób "widziec" to promieniowanie radiowe, rozchodzące się ze skończoną predkością, w każdym układzie taką samą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >>Pytanie dodatkowe: Czy pokazują tą samą godzinę? >>Nie. Tylni pokazuje późniejszą. Precyzując - w układzie Ziemi. Bo w układzie rakiety pokazują to samo jak już wspomniano. I nie późniejszą, tylko wcześniejszą. Zegar na rufie, w układzie Ziemi, w momencie zapalenia rufowego światła pokazuje zawsze wcześniejszą godzinę niż zegar na dziobie w momencie zapalenia dziobowego światła. Niezależne czy rakieta zbliża się do Ziemi czy oddala, pod warunkiem że leci zawsze dziobem do przodu. >O tyle późniejszą, ile światło musiało lecieć z rufy, by się zrównać z dziobem rakiety? Nie. To bardziej skomplikowane. Muszę pomyślec, a w zasadzie narysowac.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >>>Pytanie dodatkowe: Czy pokazują tą samą godzinę? >>>Nie. Tylni pokazuje późniejszą. >Precyzując - w układzie Ziemi. Bo w układzie rakiety pokazują to samo jak już wspomniano. Tak jest. >I nie późniejszą, tylko wcześniejszą. Zegar na rufie, w układzie Ziemi, w momencie zapalenia rufowego światła pokazuje zawsze wcześniejszą godzinę niż zegar na dziobie w momencie zapalenia dziobowego światła. Nieeeee!! Wskazania zegara (któregokolwiek) w momencie zapalenia światła (też któregokolwiek) są takie same. Jeśli dla załoganta światła zapalają się, gdy na obu zegarach jest 12:00, to obserwator ziemski też widzi, że światła zapalają się o 12:00 na odpowiadających im zegarom. Nie można sobie rozdwoić pojedynczego zdarzenia.
Dla obserwatora z Ziemi, światło z tyłu zapala się wcześniej, bo zegar z tyłu wcześniej osiąga 12:00, niż ten z przodu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | uxbridge (5980 punktów) | >>I nie późniejszą, tylko wcześniejszą. Zegar na rufie, w układzie Ziemi, w momencie zapalenia rufowego światła pokazuje zawsze wcześniejszą godzinę niż zegar na dziobie w momencie zapalenia dziobowego światła. >Nieeeee!! Wskazania zegara (któregokolwiek) w momencie zapalenia światła (też któregokolwiek) są takie same. >Jeśli dla załoganta światła zapalają się, gdy na obu zegarach jest 12:00, to obserwator ziemski też widzi, że światła zapalają się o 12:00 na odpowiadających im zegarom. >Nie można sobie rozdwoić pojedynczego zdarzenia. O kurczę, racja. Pomyliłem zegar ziemski z rakietowymi. >Dla obserwatora z Ziemi, światło z tyłu zapala się wcześniej, bo zegar z tyłu wcześniej osiąga 12:00, niż ten z przodu. No tak. Na dodatek, jeśli w tym samym (ziemskim) momencie "popatrzymy" na np. na rufę statku gdzie jest 12.00 i wystartował promień (u nas będzie wcześniej, powiedzmy 11.45) i na dziób statku, to dziób będzie znajdował się w chwili z przeszłości rakiety. I tam będzie w okolicach 11.55 jeszcze przed startem promienia. Powyższe obliczenia przy założeniu, że dla kosmonauty 12.00 na jego zegarach i 12.00 na naszym jest w tym samym momencie, prędkośc w okolicach 0.4c i długośc rakiety ok. 10 minut świetlnych. To wszystko oczywiście obserwowane z perspektywy pozaczasowej (z natychmiastowymi obrazami na odległośc). W rzeczywistości, światło z dziobu dojdzie do nas w tym przykładzie ok. 12.20, a z rufy ok. 12.25 Nieźle to jest zakręcone i naprawdę nie wiem jak można to sobie wyobrazic bez patrzenia na diagramy czasoprzestrzenne. Dlatego radzę żeby sceptymucha zamiast próbowac to intuicyjnie pojąc, zrozumiał jak buduje się diagram w przestrzeni Minkowskiego. Potem, na rysunkach będzie mógł rozwiązac samodzielnie wszystkie paradoksy.
|
|
| | |  | 1 na 1 | uxbridge (5980 punktów) | >Pokaż jak rozwiązać mój problem, nie tylko podając wzór, ale także kiedy się go stosuje. A jeśli możesz to i wyprowadzenie lub analogię z sytuacją przeze mnie badaną.
To sprecyzuj na czym polega twój problem.
A wracając do pytania, czy skrócenie jest "złudzeniem" (optycznym jak rozumiem). Weź dwa długie, cienkie, różnoimiennie naładowane przewody (mogą byc izolatory). Połóż je równolegle, bardzo blisko siebie. Umieśc jakiś ładunek (np. ujemny) w pewnej odległości od przewodów. Tak, że z punktu widzenia ładunku, te dwa przewody będą się jawic jako jeden, nienaładowany. Czy na ładunek działa jakaś siła? Nie. Teraz wpraw we wzdłużny ruch jeden z przewodów (np. ten dodatni). Czy na ładunek działą jakaś siła? Tak. Ładunek jest przyciągany. Powiesz: pole magnetyczne. A nieprawda. Fakt, że dodatni, poruszający się w naszym układzie przewód generuje pole magnetyczne. Ale nasz ładunek spoczywa, więc pole magnetyczne na niego nie działa. To co przyciąga ładunek? Elektrostatyka? Nie powinna, bo przecież ładunek nadal widzi dwa blisko położone przewody, których ładunki się znoszą. A jednak. Dla naszego ładunku, poruszający się przewód dodatni jest krótszy! I gęstośc ładunku (ładunek na jednostkę długości) jest większa niż w ujemnym, spoczywającym przewodzie. Dodatni przewód jawi się jako bardziej naładowany niż ujemny i powstaje niezrównoważone pole elektrostatyczne. To działa. Naprawdę. Co ciekawe, prędkości nie muszą byc wcale duże. Przy odpowiedni dużym naładowaniu przewodu wystarczą np. metry na sekundę. Mikroskopijna różnica długości daje wystarczającą różnicę naładowania, aby powstało niezrównoważone, obserwowalne pole elektrostatyczne. Na dodatek, jeśli ten prosty układ obliczymy uwzględniając transformację Lorenza, to uzyskamy poprawny, zgodny z doswiadczeniem wynik. Co nie jest niespodzianką, zważywszy na fakt, iż elektrodynamika Maxwella jest niezzmiennicza względem TL. Jeśli odrzucimy TL wraz z jej dylatacjami, przestanie się nam zgadzac "klasyczna" elektrodynamika. To nie jest doświadczenie "myślowe". Analogiczne zjawiska mają miejsce w każdej maszynie elektrycznej. Czy to złudzenie?
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Pokaż jak rozwiązać mój problem, nie tylko podając wzór, ale także kiedy się go stosuje. A jeśli możesz to i wyprowadzenie lub analogię z sytuacją przeze mnie badaną. >To sprecyzuj na czym polega twój problem. Próbując wyliczyć długość dla statku, który wysyła światło z rufy i dzioba lecąc do mnie nie potarfię otrzymać skrócenia. Nie znalazłem takiego przypadku opisanego w książkach. Proszę o pomoc w matematycznym opisie tej sytuacji. Pozdrawiam
|
|
|  | pluto (1112 punktów) (zablokowany) | >Zatem realnie nic się nie zmienia, a my tylko ulegamy złudzeniu?
Złudzeniu czego? Skracania Lorentza nikt nie widział i już nie zauważy: Penrose udowodnił, że skrócenie z STW jest nieobserwowalne.
Dylatacji czas też nikt nie zobaczy, bo czas jest kompletnie nieobserwowalny.
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Zatem realnie nic się nie zmienia, a my tylko ulegamy złudzeniu? >Złudzeniu czego? >Skracania Lorentza nikt nie widział i już nie zauważy: Penrose udowodnił, że skrócenie z STW jest nieobserwowalne. >Dylatacji czas też nikt nie zobaczy, bo czas jest kompletnie nieobserwowalny. Jak mamy efekt Dopplera, to w zależności od kierunku fala rozciąga się lub skraca. Dlaczego wzór Lorenza opisuje tylko skrócenie?
Einstein przeprowadzał eksperymenty myślowe, możemy i my. Pozdrawiam
|
|
| | |  | 1 na 1 | salek (4701 punktów) | >Jak mamy efekt Dopplera, to w zależności od kierunku fala rozciąga się lub skraca. >Dlaczego wzór Lorenza opisuje tylko skrócenie? Ponieważ nie da się poruszać z prędkością mniejszą niż zero - prędkość w przekształceniu Lorenza występuje w kwadracie, a w efekcie Dopplera zależność jest liniowa.
>Einstein przeprowadzał eksperymenty myślowe, możemy i my. Einstein miał wiedzę, my nie. Eksperyment w takich warunkach może doprowadzić raczej do powstania czegoś w rodzaju paradoksu Zenona, niż rzetelnej odpowiedzi.
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Jak mamy efekt Dopplera, to w zależności od kierunku fala rozciąga się lub skraca. >>Dlaczego wzór Lorenza opisuje tylko skrócenie? >Ponieważ nie da się poruszać z prędkością mniejszą niż zero - prędkość w przekształceniu Lorenza występuje w kwadracie, a w efekcie Dopplera zależność jest liniowa. Jasne. W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z obiektami wysyłającymi fale. Nie widzę jednak nigdzie w literaturze opisu sytuacji jaką zaproponowałem- leci statek kosmiczny w moim kierunku, wysyła z dzioba i rufy do nas światło. Co widzimy? >>Einstein przeprowadzał eksperymenty myślowe, możemy i my. >Einstein miał wiedzę, my nie. Eksperyment w takich warunkach może doprowadzić raczej do powstania czegoś w rodzaju paradoksu Zenona, niż rzetelnej odpowiedzi. Mój wątek to prośba w wytknięciu mi błędów lub wytłumaczeniu, jak to działa. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | salek (4701 punktów) | >>Ponieważ nie da się poruszać z prędkością mniejszą niż zero - prędkość w przekształceniu Lorenza występuje w kwadracie, a w efekcie Dopplera zależność jest liniowa. >Jasne. W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z obiektami wysyłającymi fale. Nie widzę jednak nigdzie w literaturze opisu sytuacji jaką zaproponowałem- leci statek kosmiczny w moim kierunku, wysyła z dzioba i rufy do nas światło. Co widzimy? Najpierw światło z dziobu, potem obraz statku i na końcu światło z rufy. To chyba oczywiste?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >>Jasne. W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z obiektami wysyłającymi fale. Nie widzę jednak nigdzie w literaturze opisu sytuacji jaką zaproponowałem- leci statek kosmiczny w moim kierunku, wysyła z dzioba i rufy do nas światło. Co widzimy? >Najpierw światło z dziobu, potem obraz statku i na końcu światło z rufy. To chyba oczywiste?
Wcale to takie oczywiste nie jest.
Uściślijmy założenia eksperymentu. Statek ma na dziobie i na rufie lampy. Mechanik pokładowy skonstruował włącznik, który powoduje zapalenie się lamp dokładnie w tym samym momencie. Zmierzył on też długość statku (załóżmy dla prostoty obliczeń, że jest to 1 sekunda świetlna (hehe, ale się biedak musiał nachodzić)) Statek leci z dużą prędkością (załóżmy 0.99c) kursem w kierunku Ziemi, na której siedzi obserwator. Kapitan statku w czasie lotu pociąga wajchę włącznika.
Pytanie? W jakim odstępie czasowym obserwator na ziemi zobaczy zapalenie się lamp (w sensie dosłownym, czyli, że światło wpadnie do jego oka)
Salek twierdzi, że "najpierw światło z dziobu".
Policzmy. (przedstawię tylko wyniki pośrednie i końcowy) Dla obserwatora na Ziemi statek jest krótszy niż dla mechanika pokładowego. Jest to ok. 0,14 sekundy świetlnej. Pomimo, że mechanik pokładowy bardzo się starał, żeby dobrze zsynchronizować zapalenie się lamp, dla obserwatora na Ziemi lampy nie zapalają się jednocześnie. Różnica to aż ok. 50 s!!! Pierwsza zapala się lampa ... TYLNA!!!
Światło z tylnej lampy potrzebuje 14 sekund żeby dogonić dziób statku. Wychodzi na prowadzenie i wyprzedza statek jeszcze o ok. 2.5 jego długości zanim zapali się lampa przednia.
Wynik końcowy jest taki, że światło z lampy przedniej dociera do obserwatora z ok. 0.5 sekundowym opóźnieniem w stosunku do światła z lampy tylnej.
Zaskakujące, nie?
|
|
| | | | | | |  | | stilgar (7322 punktów) |
> Wynik końcowy jest taki, że światło z lampy przedniej dociera do obserwatora z ok. 0.5 sekundowym opóźnieniem w stosunku do światła z lampy tylnej.> Zaskakujące, nie?Dość... a mógłbyś jeszcze napisać, dlaczego tak jest ( + może jakieś wzory  )
|
|
| | | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | > >Wynik końcowy jest taki, że światło z lampy przedniej dociera do obserwatora z ok. 0.5 sekundowym opóźnieniem w stosunku do światła z lampy tylnej.> >Zaskakujące, nie?> Dość... a mógłbyś jeszcze napisać, dlaczego tak jest ( + może jakieś wzory )> 1. Skrócenie Dla obserwatora na Ziemi statek ma długość: Lz = Ls * sqrt (1-v^2/c^2) Lz - długość statku dla obserwatora na ziemi Ls - długość statku dla załoganta statku Z tego wychodzi 0.14 s świetlna 2. Różnica w postrzeganiu zdarzeń jednoczesnych Dt = Dx' *v/c^2 / sqrt (1-v^2/c^2) Mamy układ U' w którym występują dwa zdarzenia jednoczesne w odległości Dx' od siebie. Obserwując te zdarzenia z układu U względem którego układ U' się porusza, odstęp czasu między nimi wynosi Dt. (Wzór jest dobry z dokładnością do znaku. Być może się pomyliłem, pod tym względem). Wzór ten można bardzo łatwo wyprowadzić z eksperymentu myślowego, w którym wspomniany przeze mnie supersynchroniczny włącznik lamp wygląda tak: - pstryczek włącza żarówkę umieszczoną dokładnie w połowie między lampą przednią a tylną - na obu lampach są fotokomórki reagujące na światło tej żarówki - każda fotokomórka w reakcji na światło żarówki, włącza lampę Teraz wystarczy przeanalizować jak działa ten włącznik, kiedy jest obserwowany z Ziemi. Oczywiste staje się wtedy dlaczego włączy się najpierw lampa tylna. Promień żarówki dotrze do tylnej fotokomórki wcześniej, bo tylna fotokomórka leci mu na przeciw, a do przedniej później, bo ta mu ucieka. 3. Reszta wyliczeń to już zwyĸła mech. klasyczna
|
|
| | | | | | | | |  | | salek (4701 punktów) | Chyba już widzę gdzie leży granica mego zrozumienia...
|
|
| | | | | | |  | | Jazon (186 punktów) | >Zaskakujące, nie?
Zaskakujące, bo to kompletna bzdura. Wycofuje się z idiotycznego wniosku, że pierwsza zauważona zostanie lampa tylna. Tak to jest jak człowiek zmęczony w nocy zaczyna zajmować się teorią względności. W powyższych obliczeniach jest błąd.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jazon (186 punktów) | >>Zaskakujące, nie? >Zaskakujące, bo to kompletna bzdura. >Wycofuje się z idiotycznego wniosku, że pierwsza zauważona zostanie lampa tylna. >Tak to jest jak człowiek zmęczony w nocy zaczyna zajmować się teorią względności. >W powyższych obliczeniach jest błąd. > Wzory są dobre, ale pomyliłem przy podstawianiu długości z różnych układów odniesienia.
Poprawnie powinno być (mam nadzieję, że tym razem się nie pomyliłem): Lampa tylna zapala się o 7.02 s przed lampą przednią. A więc światło z niej na pewno nie zdąży dogonić dziobu, bo na to potrzebuje 14s.
Obserwator na Ziemi zauważy lampę tylną 0,07 s później niż przednią.
|
|
| | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>>Ponieważ nie da się poruszać z prędkością mniejszą niż zero - prędkość w przekształceniu Lorenza występuje w kwadracie, a w efekcie Dopplera zależność jest liniowa. >>Jasne. W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z obiektami wysyłającymi fale. Nie widzę jednak nigdzie w literaturze opisu sytuacji jaką zaproponowałem- leci statek kosmiczny w moim kierunku, wysyła z dzioba i rufy do nas światło. Co widzimy? >Najpierw światło z dziobu, potem obraz statku i na końcu światło z rufy. To chyba oczywiste? Podaj mi odstęp czasowy między tymi obserwacjami i policz na jego podstawie długość statku. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Albo lepiej zrób zdjęcie przy założeniu, że obok drogi przelotu statku rozstawione są boje po których policzysz odległość. Pozdrawiam
|
|
| | |  | pluto (1112 punktów) (zablokowany) | >Jak mamy efekt Dopplera, to w zależności od kierunku fala rozciąga się lub skraca. >Dlaczego wzór Lorenza opisuje tylko skrócenie?
Lorentz i kilku innych gości badali naładowaną sferę (model elektronu) i wyszło im, że ta się skraca w ruchu, bo wtedy strumień Eteru napiera z przodu - zwyczajny opór hydrodynamiczny... pewnie nie wiedzieli, że w idealnym płynie o zerowej lepkości nie ma oporów ruchu (tzw. paradoks D'Alemberta; Euler chyba jeszcze wcześniej to wyliczył).
>Einstein przeprowadzał eksperymenty myślowe, możemy i my.
STW to tylko taka seria konwencji Einsteina: ustalamy umownie c, a potem synchronizujemy zegary (metodą Einsteina), rezygnujemy z tradycyjnej jednoczesności zdarzeń - zamiast tego za jednoczesne uznajemy to, co widać jednocześnie... to ostatnie 'jednocześnie' stoi tu w tym 'normalnym sensie'.
W tamtych czasach były spore problemy z utrzymaniem czasu na okrętach, i stąd ta mania mierzenia czasu na odległość, metody synchronizowania zegarów i inne karkołomne kombinacje. Fizyka nawet nie zajmuje się takimi sprawami. Od tego jest teoria pomiaru, jakieś miernictwo, teletransmisja, itp.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|