 |
Heideggerowskie bycie -ku -smierci jako wołanie o autentyzm Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-02-2009 12:07 | Aristo (230 punktów) | Heideggerowskie bycie -ku -smierci jako wołanie o autentyzm | Martin Heidegger w swojej filozofii postawił problem autetyzmu ludzkiej egzystencji . Według niego człowiek nie ma być "się" ale sobą, ma realizować się we własnej egzystencji. Głosem, który pozwala mu to dokonać jest zew sumienia oraz nieodparta świadomość , iż nasza egzystencja zbliża się z dnia na dzień, ku śmierci. To własnie ten egzystencjał, każe człowiekowi być autentycznym i przybrać powągę swych codziennych decycyzji. Jezeli jest ktos chetny do rozmowy to zapraszam.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | jimmy_88gno (1653 punktów) | Odp: Heideggerowskie bycie -ku -smierci jako włoanie o autentyzm | Heidegger to pseudofilozof, który porwał się z motyką na Słońce, próbując hermetyzować Nietzschego.
Medycyna wydłuża życie ludzkie, a jest skutkiem rozwoju. Rozwój prowadzi do unicestwienia religii, a - co za tym idzie - ludzkich fantazji dotyczących życia po śmierci. Medycyna zmierza w kierunku unieśmiertelnienia człowieka - za życia, bo tylko takie unieśmiertelnienie będzie możliwe. Nie wyrośnie ono z nakazów, zakazów, imaginacji czy innych absurdów, ale z pogłębianej wiedzy. Człowiek jest dobry z natury, a nie dlatego, że jest śmiertelny. Co innego uważać się za nieśmiertelnego i być pod okupacją absurdów. Człowiek jest zły, gdy za dobre przedstawia mu się nieprzekraczanie granicy rozwoju intelektualnego.
|
|
 | 1 na 1 | sledziu (1058 punktów) | >Heidegger to pseudofilozof, który porwał się z motyką na Słońce, próbując hermetyzować Nietzschego.
Nie zgadzam się. Bez względu na Twoje preferencje intelektualne, powinieneś brać pod uwagę historyczne znaczenie myśli Heideggera. To zaś jest kolosalne. To Heidegger, oparłszy się na fenomenologii, dostarczył aparatu pojęciowego późniejszym egzystencjalistom, usiłując zwerbalizować na potrzeby dyskursu filozoficznego to, co z definicji miało być niewyrażalne (zabieg tyleż karkołomny, co pouczający), on również, jak mi się wydaje, odkrył dla potomności Nietzschego, który za życia nie należał do najpoczytniejszych myślicieli. Mało tego - co z zasługami Heideggera dla rozwoju hermeneutyki? Co z rezonansem, jaki znalazły jego tezy w literaturze pięknej (vide Gombrowicz)? Wybacz, ale dla mnie mówienie o "pseudofilozofie" w odniesieniu do nazwiska tej rangi, co Heidegger, jest po prostu nie na miejscu.
>Medycyna wydłuża życie ludzkie, a jest skutkiem rozwoju. Rozwój prowadzi do unicestwienia religii, a - co za tym idzie - ludzkich fantazji dotyczących życia po śmierci. Medycyna zmierza w kierunku unieśmiertelnienia człowieka - za życia, bo tylko takie unieśmiertelnienie będzie możliwe. Nie wyrośnie ono z nakazów, zakazów, imaginacji czy innych absurdów, ale z pogłębianej wiedzy. Człowiek jest dobry z natury, a nie dlatego, że jest śmiertelny. Co innego uważać się za nieśmiertelnego i być pod okupacją absurdów. Człowiek jest zły, gdy za dobre przedstawia mu się nieprzekraczanie granicy rozwoju intelektualnego.
Słusznie prawisz, ale jak ten wywód ma się do filozofii Heideggera? Śmiem twierdzić, że nigdy nie czytałeś żadnej z jego książek.
Pozdrawiam.
|
|
|  | 2 na 2 | jimmy_88gno (1653 punktów) | >>To Heidegger, oparłszy się na fenomenologii, dostarczył aparatu pojęciowego późniejszym egzystencjalistom, usiłując zwerbalizować na potrzeby dyskursu filozoficznego to, co z definicji miało być niewyrażalne (zabieg tyleż karkołomny, co pouczający), on również, jak mi się wydaje, odkrył dla potomności Nietzschego, który za życia nie należał do najpoczytniejszych myślicieli. Mało tego - co z zasługami Heideggera dla rozwoju hermeneutyki? Co z rezonansem, jaki znalazły jego tezy w literaturze pięknej (vide Gombrowicz)? Wybacz, ale dla mnie mówienie o "pseudofilozofie" w odniesieniu do nazwiska tej rangi, co Heidegger, jest po prostu nie na miejscu.
Dostarczył aparatu pojęciowego dla nihilistycznych pseudoateistów, którzy pragnęli usta zamknąć nadczłowiekowi, w zamian proponując lichy, skrajnie negatywny egzystencjalizm. Potomność Nietzschego ma składać się z samych dynamitów. Heidegger na dzień dobry ukazał hermeneutykę w świetle rzetelnym: skorumpowanym. Próbował złapać na swoje lasso wolność i pozostało mu dywagować na temat twórczości kogoś, komu mógłby co najwyżej lizać buty.
>Słusznie prawisz, ale jak ten wywód ma się do filozofii Heideggera? Śmiem twierdzić, że nigdy nie czytałeś żadnej z jego książek.
Skoro słusznie prawię, to widocznie nie muszę czytać czegoś, co jest mi zbędne.
Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| |  | | sledziu (1058 punktów) |
>Dostarczył aparatu pojęciowego dla nihilistycznych pseudoateistów, >którzy pragnęli usta zamknąć nadczłowiekowi,
Któremu? Kto zacz, ów nadczłowiek? Gdzie go mogę spotkać? W domu? W szkole? Na podwórku? W Knesecie?
>w zamian proponując lichy, skrajnie negatywny egzystencjalizm.
Radzę przeczytać książkę "Człowiek zbuntowany" Camusa. Może pojmiesz, dlaczego egzystencjalizm do negatywnych nie należy.
>Potomność Nietzschego ma składać się z samych dynamitów.
Był chory, to mogło zaszkodzić plemnikom.
>Heidegger na dzień dobry ukazał hermeneutykę w świetle rzetelnym: skorumpowanym.
Nie rozumiem. Dał łapówkę Gadamerowi?
>Próbował złapać na swoje lasso wolność i pozostało mu dywagować na temat twórczości kogoś, komu mógłby co najwyżej lizać buty.
A może jakieś argumenty? Przepraszam, ale nie zamierzam deliberować nad wyższością jednego filozofa nad drugim w taki sposób, w jaki zwykle dowodzi się wielkości klubów piłkarskich. Osobiście nie przepadam za Nietzschem - jego koncepcje uważam za efekciarskie, a styl literacki za zmanierowany i przepełniony dumą samozwańczego proroka. Nie oznacza to, że nie uwzględniam jego zasług dla filozofii - wykorzystania na jej polu narzędzi filologicznych, częściowego przełamania paradygmatu pozytywistycznego itp. Jeśli chcesz, możemy sobie o tym podyskutować - rzetelnie argumentując, a nie obrzucając filozofów obraźliwymi epitetami.
>Skoro słusznie prawię, to widocznie nie muszę czytać czegoś, co jest mi zbędne.
Jeżeli masz zamiar to coś dyskredytować, to w rzeczy samej musisz.
Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 1 na 1 | jimmy_88gno (1653 punktów) | >A może jakieś argumenty?
Pan Heidegger usilnie pragnął, by "śmierć boga" poczytywano jako przyczynę zła i zabrał się za hermetyzowanie kogoś, kto udowadniał, iż śmierć boga stanowi fundamentalną podstawę narodzin prawdziwych wartości. To absolutnie sprzeczne i uchodzące za interpretację jedynie w gronie ludzi, którzy albo Nietzschego nie rozumieją, albo nienawidzą z racji swoich stanowisk, które zawdzięczają wyzutym z treści masom.
"Jeśli boga nie ma, wszystko wolno" - to ulubiony komunał nauczycieli, którzy z lubością faszerują nim umysły licealistów. Czynią to nad wyraz skutecznie, o czym świadczy fakt, że śmierć, nienawiść i egzystencjalna pustka wciąż kojarzone są z postaciami, które miałyby się rzekomo powoływać na nieistnienie boga, aby dopuszcząc się zbrodni i wszelakich występków. Frazes zaczerpnięty z "Braci Karamazow" Dostojewskiego jest oczywiście fałszywy, za bliskie prawdy można natomiast uznać jego przeciwieństwo: "Jeśli bóg istnieje, wszystko jest dozwolone". Trzy tysiące lat historii, począwszy od pierwszych tekstów starego testamentu aż po dzień dzisiejszy, świadczą niezbicie, że wiara w boga jedynego, gwałtownego, zazdrosnego, kłótliwego, nietolerancyjnego i wojowniczego, zrodziła o wiele więcej nienawiści, rozlewu krwi, mordów i gwałtów niż pokoju..." - Michel Onfray, "Traktat ateologiczny".
|
|
| | | |  | | sledziu (1058 punktów) |
>To absolutnie sprzeczne i uchodzące za interpretację jedynie w gronie ludzi, którzy albo Nietzschego nie rozumieją, albo nienawidzą z racji swoich stanowisk, które zawdzięczają wyzutym z treści masom.
Interpretacja Nietzschego to zaledwie skrawek filozoficznej twórczości Heideggera i w związku z tym ocenianie jego dorobku tylko ze względu na to, co napisał o Nietzschem, jest poważnym nadużyciem.
Co się tyczy samego głosiciela idei nadczłowieka, to bynajmniej nie uważam, by immoralistyczne odczytanie jego dzieł było błędne. Nietzsche sam pragnął za immoralistę uchodzić, a że koniec końców wykreował dopracowany w iście religijnych detalach system nowej moralności, to już kwestia jego temperamentu. Ja osobiście nie przepadam za nim właśnie z powodu tej jego nieznośnej, proroczo-kaznodziejskiej maniery, która uniemożliwiała mu dostrzeganie najjaskrawszych antynomii kryjących się we własnych myślach. Zauważ, że nietzscheanizm aż kipi od wewnętrznych sprzeczności - jest filozofią anty-scjentystyczną opartą na własnej interpretacji doktryny naukowej, jaką był darwinizm, proklamuje twórczą wolność od biologicznych i etycznych rudymentów, traktując ją przy tym jako element naturalnej konstytucji człowieka, a wreszcie wypowiada się przeciw tyrani moralności, by w zamian pouczać, jak obchodzić się z kobietami. Jak to w swoim stylu, trafnie ujął Gombrowicz: "Nietzsche jest fałszywym prorokiem, a ja lubię umiarkowanie".
Jeszcze jedno - skoro powołujesz się na tego pop-filozofa, Onfray'a, to racz dostrzec, że nietzscheański slogan "Bóg umarł", unisono z innym antyreligijnym myślicielem, Johnem Mackiem, określa on jako najgłupszy aforyzm wszechczasów.
Pozdrawiam.
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >nasza egzystencja zbliża się z dnia na dzień, ku śmierci.
Nie podzielam tej naiwnej koncepcji śmierci. Zakłada ona, że jest jakieś trwałe ego, które kiedyś w przyszłości umrze. Jeszcze bardziej naiwni idą do nieba lub nieco niżej, a ateiści po prostu znikają. Odrzucając fikcję ego cała ta naiwna konstrukcja rozlatuje się jak domek z kart. Umieramy w absolutnym sensie z chwili na chwilę. Każdy gest jest gestem ostatnim. Śmierć to ruch. Nie ma żadnego trwałego, tożsamego ze sobą ja, które umierałoby. Mówiąc biblijnym językiem: człowiek nie powstaje z prochu. Człowiek jest nim bez przerwy. To jego normalny stan skupienia, a raczej - braku skupienia. Nie jest to śmierć w sensie medycznym, lecz ontycznym. To konsekwencja odrzucenia substancjalistycznej koncepcji bytu (również ludzkiego) doprowadzona do ostateczności. Co zaś do autentyzmu śmierci. Darujmy sobie sztuczny patos agonii i zgonów. Człowiek jest wystarczająco autentyczny, kiedy je, śpi, przebiera nogami i rękami, kopuluje i wypróżnia się. Każdy dorzuci tu jeszcze parę rzeczy, które sam uważać będzie za stosowne.
|
|
 | | sledziu (1058 punktów) | >>nasza egzystencja zbliża się z dnia na dzień, ku śmierci. >Nie podzielam tej naiwnej koncepcji śmierci. Zakłada ona, że jest jakieś trwałe ego, które kiedyś w przyszłości umrze.
Bynajmniej. Filozofia egzystencjalna bazuje na założeniu, że nie ma żadnego stałego ego - ego owszem, istnieje, jest jednak krańcowo zmienne. Czy zmierza Pan do tego, że nie ma żadnego ego w ogóle? Jeżeli tak, to warto by jakoś się z tego wytłumaczyć - to dość śmiała koncepcja, a Pan postawił samą tezę, bez przesłanek.
>Co zaś do autentyzmu śmierci. Darujmy sobie sztuczny patos agonii i zgonów. Człowiek jest wystarczająco autentyczny, kiedy je, śpi, przebiera nogami i rękami, kopuluje i wypróżnia się. Każdy dorzuci tu jeszcze parę rzeczy, które sam uważać będzie za stosowne.
I ja uważam, że modus bycia-ku-śmierci nie ma żadnego znaczenia dla problemu autentyczności. Natomiast człowiek przejawiający wszystkie wspomniane przez Pana aktywności z pewnością nie jest autentyczny - jest biologiczny, gatunkowy, określony. Słowem - nieswój.
Pozdrawiam.
|
|
|  | 2 na 2 | jimmy_88gno (1653 punktów) | Biologia jest autentyczna.
Myśl o posiadaniu ego to oznaka schizofrenii.
|
|
|  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Filozofia egzystencjalna bazuje na założeniu, że nie ma żadnego stałego ego - ego owszem, istnieje, jest jednak krańcowo zmienne.
Chodzi właśnie o owe krańce . Zarówno ateistyczny jak i chrześcijański egzystencjalizm próbował konstruować pewną strukturę osobowego bytu, a więc w pewien sposób przywracał to, co odrzucał - klasyczne ujęcie człowieka jako istoty. Zmieniły się tylko jej cechy. Istnienie, które wyprzedzać ma istotę, ma mimo wszystko pewne istotowe własności. To zdaje się cecha myślenia w ogóle, że potykając się o jednostkowość (tu: egzystencji), zmierza do ogólności. O tym, co jednostkowe nie ma nauki (Arystoteles). Egzystencjalizm chciał być filozofią jednostkowej egzystencji, ale jego celem okazała się być jej ogólna struktura, czyli - okazał się myśleniem nie na temat.
>Czy zmierza Pan do tego, że nie ma żadnego ego w ogóle? Jeżeli tak, to warto by jakoś się z tego wytłumaczyć...
Wobec zmienności naszego doświadczenia poczucie trwałości i tożsamości ego pozostaje jedynie domniemaniem. Ja osobiście nie mam poczucia tej trwałości, ale raczej wrażenie, że mnie tego nauczono. Ego to pewna rola, którą lepiej lub gorzej posługujemy się na równi z innymi. Nic więc dziwnego, że można ją stracić (rozpad ja). Podejrzewam też, że natężenie owego poczucia tożsamości uzależnione jest od struktury społecznej: trudno sobie wyobrazić dobrego obywatela państwa, któremu nie wbito by do głowy owej iluzji: to na niej opiera się w końcu poczucie odpowiedzialności, dotrzymywania zobowiązań, zaufania.
>I ja uważam, że modus bycia-ku-śmierci nie ma żadnego znaczenia dla problemu autentyczności. Natomiast człowiek przejawiający wszystkie wspomniane przez Pana aktywności z pewnością nie jest autentyczny - jest biologiczny, gatunkowy, określony. Słowem - nieswój.
Pominięty został istotny element mojej wypowiedzi: Każdy dorzuci tu jeszcze parę rzeczy, które sam uważać będzie za stosowne . Może to być w szczególności pisanie wierszy, które w większości przypadków pozbawione jest autentyzmu tak jak pozbawiony jest go automatyzm ruchów grabarza.
|
|
 | | kaktus5 (306 punktów) | >>nasza egzystencja zbliża się z dnia na dzień, ku śmierci. >Nie podzielam tej naiwnej koncepcji śmierci. Zakłada ona, że jest jakieś trwałe ego, które kiedyś w przyszłości umrze. Warto zauważyć, że nie dotyczy ona myśli Heideggera. >>Jeszcze bardziej naiwni idą do nieba lub nieco niżej, a ateiści po prostu znikają. Odrzucając fikcję ego cała ta naiwna konstrukcja rozlatuje się jak domek z kart. Umieramy w absolutnym sensie z chwili na chwilę. Każdy gest jest gestem ostatnim. Śmierć to ruch. Nie ma żadnego trwałego, tożsamego ze sobą ja, które umierałoby. Mówiąc biblijnym językiem: człowiek nie powstaje z prochu. Człowiek jest nim bez przerwy. To jego normalny stan skupienia, a raczej - braku skupienia. Nie jest to śmierć w sensie medycznym, lecz ontycznym. To konsekwencja odrzucenia substancjalistycznej koncepcji bytu (również ludzkiego) doprowadzona do ostateczności. Co zaś do autentyzmu śmierci. Darujmy sobie sztuczny patos agonii i zgonów. Człowiek jest wystarczająco autentyczny, kiedy je, śpi, przebiera nogami i rękami, kopuluje i wypróżnia się. Każdy dorzuci tu jeszcze parę rzeczy, które sam uważać będzie za stosowne. Natomiast to co pan pisze w tym momencie nie przeczy Heideggerowskiej myśli- wręcz przeciwnie silnie z nią licuje.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|