Racjonalista - Strona głównaDo treści
Paradoks humanistyczny.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
07-03-2009 13:13Adamiak (36436 punktów) Paradoks humanistyczny.
Ocena 11 na 11
Śledząc wątek "Paradoksy matematyczne" oraz następne, powstałe z jego inspiracji, doszedłem do wniosku, że założę własny o podobnym temacie z podaniem prawidłowej odpowiedzi (nareszcie! ) na inicjujące dyskusję pytanie "Faroda".

Własny, bo będę mógł- za światłym przykładem przedwątkowiczów- usuwać niepochlebne czyli niemerytoryczne wpisy i minusy.

Otóż w tamtych wątkach uczestnicy zaczęli od gadania: czy się opłaca zamienić bramki i dlaczego/czy prawdopodobieństwo wygranej wzrasta/maleje/ jest stałe w zależności od zamiany tych bramek lub nie, oraz czy wynosi 2/3; 1/3, lub wręcz pół na pół.

Nie wtrącałem się, bo dyskutują tam ludzie wykształceni i utytułowani w naukach ścisłych (i nie tylko), a ja z wykształcenia jestem nikim w kierunku wybitnie humanitarno- budowlanym (mieszkaniówka), swoim tytułem mogę zaimponować wyłącznie chłopakom pod kioskiem, i to jedynie po uprzednim postawieniu piwa.
Nie wspominając, żem z matematyki głąb.

W dyskusji padały argumenty przeróżne: od matematyki po statystykę, łopatologię stosowaną przed i po zdjęciu okularów, wiwisekcję CV dyskutantów z naciskiem na pogróżki socjotechniczne, oraz wiele innych, aż dziw, że nikt nie zauważył związku między bramkami a dietą pingwinów w Niepokalanowie... ale doczekałem się - w końcu padły argumenty psychologiczne!

No, Juruś - pomyślałem - w manipulacji zawsze byłeś dobry (vide: budowlaniec) więc do bud... tfu, do dzieła!

Rozwiązanie zagadki zajęło mi 6 sekund w tym 4,5 na zamieszanie kawy - to dane dla statystyków.
Wiadomość dla dietetyków - długo mieszam kawę.
Socjologom nic do tego.

Otóż podaję wynik tego, hm, zadanka... wręcz zadaneczka:

prawdopodobieństwo wygranej zawodnika- bez względu na zamianę bramek lub nie- wynosi pół na pół czyli 100%.

Uzasadnienie: zawodnik uzyskuje szansę na wygraną w chwili, gdy podejmie decyzję o grze - jeśli ją podjął i wyszedł z chałupy na teleturniej, jego szanse na wygraną są dokładnie jak 50% do 50% czyli 100% - po prostu wygra albo nie.

A paradoks polega na tym, że zawodnik cały czas jest wygrany w 100% , bo wyjście z domu z mocnym postanowieniem wygranej jest wygraną samą w sobie, bez względu na kompletnie nic nie znaczące procenciki.
No, chyba, że wstąpi do baru.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

R. Grochala (970 punktów)
>prawdopodobieństwo wygranej zawodnika- bez względu na zamianę bramek lub nie- wynosi pół na pół czyli 100%.

Oczywiście, tak samo jako prawdopodobieństwo mojej wygranej w totka wynosi 50/50 - w końcu albo wygram albo przegram.

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
Beatus (2528 punktów)
Plus był za formę.
Co do treści dokonałeś pewnych uogólnień, które należałoby sprecyzować.
>czyli 100% - po prostu wygra albo nie.A paradoks polega na tym, że zawodnik cały czas jest wygrany w 100% , bo
>wyjście z domu z mocnym postanowieniem wygranej jest wygraną samą w sobie, bez względu na kompletnie
>nic nie znaczące procenciki.
Procenciki nie są tak nic nieznaczące. Kłopot jest jedynie z definiowaniem i prawidłowym wskazywaniem zmiennej kontekstowej.
Ilekroć próbujemy przewidzieć przebieg zdarzeń posługujemy się intuicją prawdopodobieństwa. Gdy bramki są dwie mają taką samą wielkość szerokość itd. Boisko równe, piłkarze mają te same predyspozycje a piłka jest okrągła, można mniej więcej powiedzieć, że szanse znalezienia się piłki w bramce a lub b są takie same. 50 na 50.
To jest bardzo uproszczony opis.
Co się jednak dzieje, gdy zaczniemy włączać zmienne kontekstowe?
Na początek te "lżejsze".
Gra odbywa się na wolnym powietrzu, jedna bramka jest na południu druga na północy i mamy godzinę 16.00.
Fakt, że słońce świeci jednemu piłkarzowi w oczy a drugiemu w plecy, nie pozostaje bez znaczenia. Na ile jednak zmieniają się szanse? Może 5-10%? Może jest to inna wartość, ale warunki już nie są identyczne.
Umieśćmy teraz boisko na stoku.
Z doświadczenia osobistego możemy dojść łatwo do wniosku, że lepiej mieć słońce w oczy, niż bramkę pod górę. Ale o ile lepiej? Jaki to jest procent?
Można tak dalej komplikować sytuację. Ciągle jednak komplikujemy ją ingerując w czynniki na które mamy dość określony wpływ, a przede wszystkim warunki takie możemy powtórzyć dowolną ilość razy. Policzyć ilość strzelonych bramek i w rezultacie podać punkty procentowe, które należy dodać lub odjąć od szans zwycięstwa określonego piłkarza.
Życie nie jest jednak poletkiem powtarzalnych warunków doświadczalnych. Liczba zmiennych wpływających w realnym świecie rzadko jest policzalna i przewidywalna. Jeszcze gorzej jest z określeniem siły wpływu. Możemy co najwyżej pokusić się o zastosowanie skali porządkowej ale i to będzie często dyskusyjne.
Tutaj powracamy do twojej tezy. Siła determinacji, chęci, nastroju, omnipotencja i wiele, wiele innych czynników mających wpływ na wygraną, i to wpływ niemierzalny.
Wiemy przecież, że jeśli czegoś bardzo pragniemy, zdobędziemy to z większym prawdopodobieństwem niż w sytuacji, gdy jest nam obojętne. Jednak jak bardzo trzeba chcieć aby uzyskać 100%? Gdybyśmy to wiedzieli, świat zmieniłby swoje oblicze, bardzo i na dobre.
Pozdrawiam
07-03-2009 19:11 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Plus był za formę.
Dzięx, jak mówią starszaki.

>Jednak jak bardzo trzeba chcieć aby uzyskać 100%? Gdybyśmy to wiedzieli, świat zmieniłby swoje oblicze, bardzo i na dobre.
No cóż, popełniłem błąd słabego wyartykułowania zasadniczego motywu mojego postu.
Moim zamiarem był przekaz, iż nie tyle w życiu liczą się procentowo ujęte sukcesy, ile sama chęć do działania i w efekcie jakieś działanie.

Taką chęć do ogólnie i szeroko pojętej aktywności określam jako 100% wygranej, bez względu na procentowy udział czynników składowych tejże aktywności.
Więc wartością w podtekście jest samo "chcenie".
Te 50% na 50% były użyte tylko dla "wykazania" paradoksu 100% wygranej.

Wprawdzie zaznaczyłem, że matematyczne aspekty "zagadki" nie interesują mnie wcale, "ożywiając się" dopiero przy ich psychologicznych więc- jak w tytule- humanistycznych implikacjach, lecz widocznie zbyt słabo to zaakcentowałem za co przepraszam, rewanżując się z przyjemnością plusem za akapit:
>Gra odbywa się na wolnym powietrzu, jedna bramka jest na południu druga na północy i mamy godzinę 16.00.
>Fakt, że słońce świeci jednemu piłkarzowi w oczy a drugiemu w plecy, nie pozostaje bez znaczenia...
... w którym godz. 16:00 wydała mi się kluczowym elementem...

Pozdrawiam.
Beatus (2528 punktów)
>No cóż, popełniłem błąd słabego wyartykułowania zasadniczego motywu mojego postu.
Faktycznie nie zrozumiałam intencji. Sądziłam, że chcesz zaakcentować wpływ czynnika psychicznego na końcowy wynik określonego działania. Mnie zaś w skrócie chodziło o to, że o tym wpływie możemy jedynie powiedzieć, że jest i nic więcej.
Tobie jednak chodziło o wartość chcenia, samą w sobie. Zgodzę się z tobą, że życie przeżyte w stagnacji jest przegraną. Zgodzę się jednak tylko i wyłącznie jako konkretny człowiek, który jest kintestetykiem
Jeżeli jednak pomyślę o tym w szerszym kontekście, sytuacja będzie wyglądała inaczej. Pierwsze co przychodzi mi do głowy to myśl dalekowschodnia. Powstrzymanie się od pogoni, od jakichkolwiek działań jest tam wartością i celem.
Wracając na nasz grunt, mam wrażenie, że czasami powstrzymanie się od chcenia jest bardziej kłopotliwe niż pobudzenie tego chcenia. Np. jeśli mi się nie chce iść rano do pracy, potrafię wymyślić sobie całą masę powodów dla których warto to zrobić i tak się nastawić, że zaczyna mi się chcieć. Bardzo bym chciała rzucić palenie, chciałabym nie chcieć palić - tak dla ścisłości. I tutaj natrafiam na nie lada przeszkodę. Moje chcenie niechcenia, jest słabsze niż chcenie palenia. Tą zawiłą językowo a prostą życiowo drogą dochodzę do wniosku, że chcenia samo z siebie nie jest niczym ani pozytywnym ani negatywnym. Taką wartość nadaje naszemu chceniu dopiero cel aktywności.

Pozdrawiam
08-03-2009 12:49 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Tobie jednak chodziło o wartość chcenia, samą w sobie. Zgodzę się z tobą, że życie przeżyte w stagnacji jest przegraną. Zgodzę się jednak tylko i wyłącznie jako konkretny człowiek, który jest kintestetykiem >
Ja jestem raczej wzrokowcem- mniej słuchowcem- niż kinestetykiem (bo chyba o to chodziło?), co nie umniejsza mojej woli działania, lecz działam tak, by było to jak najmniejszym kosztem.

>Jeżeli jednak pomyślę o tym w szerszym kontekście, sytuacja będzie wyglądała inaczej. Pierwsze co przychodzi mi do głowy to myśl dalekowschodnia. Powstrzymanie się od pogoni, od jakichkolwiek działań jest tam wartością i celem.>
Dalekowschodni sposób życia medytacyjnego jest mi też daleki jak i ten wschód.

>Wracając na nasz grunt, mam wrażenie, że czasami powstrzymanie się od chcenia jest bardziej kłopotliwe niż pobudzenie tego chcenia. Np. jeśli mi się nie chce iść rano do pracy, potrafię wymyślić sobie całą masę powodów dla których warto to zrobić i tak się nastawić, że zaczyna mi się chcieć.>

Mam podobnie z tym, że motywację łapię "globalnie" w odniesieniu do całego zagadnienia, by nie powtarzać, niejako, "tematu". Chcę chodzić do pracy, bo bardzo lubię leniuchować, a do tego potrzebuję środków z pracy właśnie .

>Bardzo bym chciała rzucić palenie, chciałabym nie chcieć palić - tak dla ścisłości. I tutaj natrafiam na nie lada przeszkodę. Moje chcenie niechcenia, jest słabsze niż chcenie palenia. Tą zawiłą językowo a prostą życiowo drogą dochodzę do wniosku, że chcenia samo z siebie nie jest niczym ani pozytywnym ani negatywnym. Taką wartość nadaje naszemu chceniu dopiero cel aktywności.>

Zgadzam się całkowicie. Miałem podobnie z piciem alkoholu i przestałem pić, bo zbyt siebie lubię, żeby tego nie zrobić.

Kluczem do takiego, "prawdziwego" chcenia wydaje się być "chcenie pierwotne" jakkolwiek to nie zabrzmiało. Mam na myśli chcenie wynikające z najgłębszych, genetycznych pobudek, czyli po prostu wrodzonego egoizmu każdego człowieka. Przecież jestem "jednorazówką", mam siebie jednego, więc dlaczego nie mam sobie pozwolić na robienie tego co chcę?

No i zwykły bilans emocjonalny: jeśli korzyści emocjonalne z czegoś (np. picia) przestają się bilansować z dolegliwościami z tego wynikającymi.. proste - mniej chcę pić niż nie pić.

Oczywistym jest, że samo chcenie jest indyferentne, jak emocje, lecz ważne jest prawidłowo sprecyzować cel i wówczas chcenie głębszego nabiera sensu, tak myślę.
Dla mnie równie ważna jest świadomość, że niczego- prócz myślenia- nie muszę.

Pozdrawiam.

P.S. Z paleniem też mam ten kłopot - jeszcze (choć ledwo!) bilans się dopina...
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>W dyskusji padały argumenty przeróżne: od matematyki po statystykę, łopatologię stosowaną (...) - w końcu padły argumenty psychologiczne!

O jaaa cieee... Ktoś to naprawdę jeszcze czyta?
A głowę bym dał, że to już tylko trollowe żerowisko. No i bym teraz nie miał głowy.

Ale ja tu gadu-gadu, a łopata rdzewieje.
Adamiak (36436 punktów)
>>W dyskusji padały argumenty przeróżne: od matematyki po statystykę, łopatologię stosowaną (...) - w końcu padły argumenty psychologiczne!
>O jaaa cieee... Ktoś to naprawdę jeszcze czyta?
>A głowę bym dał, że to już tylko trollowe żerowisko.
Nie widzę konfliktu.

>Ale ja tu gadu-gadu, a łopata rdzewieje.

Szczęść Boże
lukaszewicz (5674 punktów)
Czy o to chodzi ,że ktoś chce 40% w czasie meczu,a o 16 bar zamknięty?
Adamiak (36436 punktów)
>Czy o to chodzi ,że ktoś chce 40% w czasie meczu,a o 16 bar zamknięty?

Pomijając wybitnie kibicowską przenikliwość co do aspektów gastronomicznych gry oraz niezbywalne ich (kibiców) prawo do "dopingu" (swojej drużyny również), raczej chodziło mi o to, że- przy założeniu, iż, Beatus miała na myśli mecz piłki nożnej i bramki nie są usytuowane w poprzek stoku- z góry skazała "południko-północników" (zaczynających mecz na 12:00 lub 18:00) na grę w gorszych warunkach:
albo będą mieli pod słońce, albo pod górkę, tylko na początku jedno i drugie....

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365