Racjonalista - Strona głównaDo treści
Najprostsza z możliwych dróg

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-04-2009 19:09Zieliński (6 punktów)Najprostsza z możliwych dróg
Ocena 1 na 1
31III/ 1 IV 09
Kiedy jestem, a kiedy mnie już nie ma? Czy istnieje jakiś stan przejściowy jak połowa mnie, który znajduje się tu i teraz. Co byłoby gdyby ktoś początkowo pozbawił mnie wszystkich włosów- to w sumie nic ważnego. Następnie odciął nos i uszy, zerwał ze mnie skórę i wyjął oczy, żeby dostać się do mięśni, narządów wewnętrznych i mózgu. Po ich usunięciu, ów ktoś zobaczyłby szkielet podobny do innych ludzkich szkieletów. Straciłbym pojedyncze kości , aż zostałaby tylko jedna, ostatnia, która mogłaby być moją kością jak i każdego innego człowieka, bez różnicy czyją; Murzyna, Żyda, Azjaty czy innego Iwana. W którym momencie nie ma już mnie? Kiedy ktoś usunie mi mózg, wypatroszy, przetnie w połowie czy rozbierze szkielet ? Czy kolejność wykonywania działań nie traci tu swojego znaczenia ?

Kiedy nadchodzi noc astralna, znikam, łącząc się z niewiedzą, a może z wiedzą, lecz jeszcze o tym nie wiem; w każdym razie, personalnie nie istniejąc czuję, że coś zasnuwa świadomość przytłaczając mnie, nie pozwala odkryć sedna, albo je paradoksalnie przede mną odkrywa. Istnieje coś poza tym, co mnie otacza, czego mogę dotknąć i poczuć, albo tego nie ma. Jest coś ponad, jest jakiś ukryty cel i niepoznawalna Istota Życia, albo najprościej zamieniamy się w szczątki organiczne bez samoświadomości, a następnie stanowimy mineralną pożywkę dla przyszłych pokoleń wszystkich gatunków. Strach przed tym co nieuniknione jest nienaturalny, więc się nie boję. Pozostaje tak wiele pytań. Co się dzieje z nami tu i teraz. Czy to naprawdę takie proste: rodzimy się wychodząc z łona matki, dorastamy jako egocentrycy, znajdujemy przedstawiciela płci odmiennej pozwalając począć się nowemu życiu, zapętlając cykl narodzin i śmierci. Wierzymy, żeby nie dopuścić do nas myśli o naszym miejscu i roli w przyrodzie. Uczymy się, żeby znaleźć się na wyższej pozycji w hierarchii społecznej. Ulepszamy, aby poprawić nasze własne życie poprzez wprowadzanie innowacji technicznych, z myślą o sobie. Nawet jeśli działamy z ideą pomocy bliźnim, myślimy albo o nas samych w podobnej sytuacji, albo o przyszłej nagrodzie.

Wiecznie odbijające się echo płodu pożerającego własną matkę od środka. Co nas pcha na zewnątrz ? ile czasu musi minąć, abyśmy poznali życie ? Czy zdamy sobie kiedyś sprawę, że na zewnątrz nie ma nic, co wyrwałoby nas z tej melancholijnej nostalgii, sprawiającej że życie wśród podobnych nam, podstawia coraz to nowe oczekiwania, pragnienia, żądze ? być może jedynymi, którzy wychodzą z tej gry z tarczą, są ci, którzy przeciwstawili się otaczającej ich rzeczywistości- co szumi i wprowadza w błąd. Po prostu żyć, rozmnażać się i umierać, nie dając się zwodzić dogmatom, światłu i rzekomym cudom, które zawsze zdarzały się pośród, co najwyżej kilku osób. Oświecenie, zwątpienie.

Nie ma nic, poza tym co jest teraz, nie ma wczoraj ani jutro. Nie ma wieczności- nikt do tej pory nie żyje wiecznie, nikt jej nie przeżył, nic o tym nie wiadomo. Jeżeli ktoś dodaje do drogowskazu swoje własne dopiski, musi zdawać sobie sprawę, że może wprowadzić w błąd innych podróżników szukających swojej właściwej drogi. Jeżeli uważasz że jako buddysta połączysz się z jakąś wszechobecną siłą Kosmosu, wierz w to. Bardziej prawdopodobne jednak jest to, że mistrzowie zen przekazując swoje słowa uczniom, oczekiwali albo braku interpretacji, albo ich nieskończonej liczby. Wychodzi na to samo. Nie da się tego prościej napisać, nic nie ma- nic nie wiemy, więc nie twórzmy fałszywych wyobrażeń na temat tego co być może. Cała zabawa polega na tym, żeby zdać sobie sprawę z wagi tych kilku słów zen. Nie chcąc się oszukiwać, dopuszczam wszystko jako możliwe, nie wierząc przy tym w nic ( chyba że pojawi się przede mną dowód, który uznam za prawdziwy).

Miliardy ludzkich istnień cyklicznie wyłącza swoją jaźń, jakby płacąc daninę za to, że znajdują się tu i teraz. Większość ludzi zadowala swoje sumienia bajkami przekazywanymi od pokoleń, grą polityczną zamierzchłych czasów, w którą nieświadomie, aczkolwiek z biernym przyzwoleniem, zostali wplątani przez tradycję, kulturę i obyczaje. Część z nich tak silnie wsiąkła w to przedstawienie, że oddała życie za bilet do nieistniejącego teatru. Doskonale manipuluje się płytkimi umysłami ludzi, którzy nigdy nie myśleli samodzielnie, nigdy nie zadali sobie trudu analizy oraz syntezy swojego otoczenia, szczególnie jeśli znacząca część wybiera najwygodniejszą, najbezpieczniejszą i najprostszą z możliwych dróg.

ps. zapraszam do konstruktywnej krytyki.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Miliardy ludzkich istnień cyklicznie wyłącza swoją jaźń, jakby płacąc daninę za to, że znajdują się
>tu i teraz. Większość ludzi zadowala swoje sumienia bajkami przekazywanymi od pokoleń, grą
>polityczną zamierzchłych czasów, w którą nieświadomie, aczkolwiek z biernym przyzwoleniem, zostali
>wplątani przez tradycję, kulturę i obyczaje. Część z nich tak silnie wsiąkła w to przedstawienie, że
>oddała życie za bilet do nieistniejącego teatru. Doskonale manipuluje się płytkimi umysłami ludzi,
>którzy nigdy nie myśleli samodzielnie, nigdy nie zadali sobie trudu analizy oraz syntezy swojego
>otoczenia, szczególnie jeśli znacząca część wybiera najwygodniejszą, najbezpieczniejszą i
>najprostszą z możliwych dróg.
Za czasów Młodej Polski świat postrzegany był przez dychotomie:
artysty przez duże A oraz mieszczanina, istoty bez wyższych porywów;
jednak to mieszczanin żywił artystę, nie odwrotnie; artysta bawił mieszczanina, a artysta przez duże A bawił innych artystów i osoby o zapędach artystycznych;
Mieszczan jest najwięcej, atrystów mało, a artystów przez duże A bardzo niewielu. I tak musi być dopóki ktoś za mieszczan nie wykona ich pracy i dodatkowo nie zajmie się żywieniem artystów wszelkiej maści.
Pozdrawiam
Fizyk (17637 punktów)
> W którym momencie nie ma już mnie?

Wtedy gdy umysł Twój nieodwracalnie traci ideę Twojego istnienia.

Z tego stwierdzenia wynika wszystko co napisałeś a w szczególności to, że:
- głęboki sen od śmierci różni się tylko rezurekcją tej idei;
- warunkiem koniecznym Twojego istnienia jest funkcjonowanie Twojego umysłu.

Proste, nie?
R. Grochala (970 punktów)
Sen różni się tylko/aż tym od śmierci, że śniąc, Twój mózg nadal pracuje. Jesteś tylko płynami wyzwalającymi ładunek elektryczny w mózgu. Nie jesteś nawet mózgiem, bo bez tych płynów następuje śmierć. Czekać tylko czasów, gdy jakiś szaleniec wpadnie na pomysł elektrycznej stymulacji służącej nie do zapobiegania epilepsji, lecz do zmieniania toku myśli. W poprzednim wieku Witkacy zażywał narkotyków i alkoholu by przeżyć wizje. Wyobrażam sobie, że za sto lat artyści, by to samo przeżyć, będą naciskali guzik pilota do stymulatorów w swym mózgu.

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
Fizyk (17637 punktów)
> ps. zapraszam do konstruktywnej krytyki.

Jakoś pusto to zaproszenie brzmi w świetle minusa, który mi postawiłeś.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365