Racjonalista - Strona głównaDo treści
Trudno wierzyć w boga

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-04-2009 14:14plamka123 (-15 punktów)Trudno wierzyć w boga
Ocena -2 na 2
Ja jestem osoba która bardzo chciałaby aby bóg istniał. Ale zadaję sobie też sprawę że bóg może być wymysłem ludzkim. Jest opisane tyle cudów które dzisiejsza nauka może wytłumaczyć np. płonący krzew znany jest na świecie krzew który pod wpływem wysokiej temperatury sam zaczyna płonąć, rozstępujące morze po prostu są takie momenty w roku kiedy woda odpływa i ukazuje piasek. Myślę że na pewno istniał Jezus ale nie był to jakiś bóg był zwyczajnym człowiekiem inteligentnym który w przeszłości odkrył ten krzew i te momenty kiedy woda odpływa, był skromnym człowiekiem, był przede wszystkim ubogi, był dobry i pomagał ludziom może dlatego jego postać zostało ubarwiona. A z drugiej strony może jednak istniał Jezus jako bóg a po nim nie zachowały się żadne ślady ze względu ze Herod od początku był przeciwko jemu z zazdrości tuszował i niszczył wszystko co związane było z Jezusem nie pozwalał mu zaistnieć Rzadko pisze się o ludziach ubogich skromnych a kiedy król jest przeciwko może zrobić wszystko bo on jest panem państwa. Naprawdę trudno wierzyć w niego..
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

19-04-2009 15:12
 Ocena 15 na 15
NieIstniejesz (1137 punktów)Odp: trudno wierzyć w boga
Jest wprost przeciwnie. Wierzyć w Boga jest bardzo łatwo. Jest nawet przecież przysłowie: "Jak trwoga to do Boga". Bóg jest tym, co ma uświęcać ludzkie panowanie nad Ziemią, tym, co ma nadawać naszemu życiu cel, tym, który uchroni nas od śmierci. To nieśmiertelność i poczucie sensu jest prawdziwym powodem "istnienia" Boga. Zauważ, że bogobojność i dewocja społeczeństwa znacznie rośnie w trudnych czasach, a kiedy jest dobrze, ludzkość powoli się laicyzuje. Bóg jest wiecznym symbolem Rodzica, który wskaże jasną drogę, otoczy opieką, wysłucha, skarci, rozporządzi wszystkim. Bardzo łatwo jest się nawrócić, kiedy przestaje być dobrze, kiedy świat zaczyna jawić się jako mroczna dżungla, a ludzie jako ukryte w niej dzikie koty i węże, a potem mówić, jaka to wiara jest trudna, jakich to poświęceń wymaga. To bzdura. Wybór jest prosty: możesz ukryć się w cieniu Wszechmogącego, uczynić go celem i istotą swego życia - w istocie, jak stwierdził Nietzsche, odebrać swemu życiu jakikolwiek sens, lub stanąć samotnie przeciw całemu światu, w obliczu swej śmiertelności, ale być wolnym, być samym-dla-siebie.
Bóg jest tym, na co można zrzucić odpowiedzialność. W obliczu Nieskończoności wszystko blednie, traci znaczenie, cel i sens.
Ale Boga nie ma. Jesteśmy sami. Jesteśmy odpowiedzialni za to, czym jesteśmy, ale też za wszystko inne. Wiara daje coś, co odbiera znaczenie wszystkim jękom o jej "ciężarze" - pewność. Ateista nigdy nie będzie "pewny".
Pytanie brzmi, czy sprzedasz swoje życie, swoją wolność, swój sens, swoje Ja, za pewność, nieśmiertelność i cudowny brak odpowiedzialności.

"Jesteśmy sami, nikt nas nie usprawiedliwi"
Sartre

"Gdy się punkt ciężkości życia przeniesie nie w życie, lecz w "zaświat" - w nicość - to odbiera się życiu w ogóle wagę."
Nietzsche
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)
>Jest wprost przeciwnie. Wierzyć w Boga jest bardzo łatwo.
Nie, nie jest łatwo. Wiara nie jest cudowną rezygnacją z wolności i odpowiedzialności, nie wszystko załatwia, nie odpowiada na wszystkie pytania. Człowiek wierzący i myślący zarazem (co jest możliwe!) musi zadać sobie pytanie,
dlaczego Bóg (Osoba), który jest wszechmocny i nieskończenie dobry, zezwala na cierpienie
niewinnego. Wyjaśnianie wszystkiego przeznaczeniem, karmą czy krzyżem,
który daje Bóg temu, kogo kocha, nie usatysfakcjonuje człowieka, naprawdę szukającego odpowiedzi. Zostaje wiara pomimo niewyjaśnialnego, które nie jest bajeczką dla nie lubiących myśleć, lecz bolesną świadomością, że pytania
pozostają bez odpowiedzi, choć ciągle trzeba ich szukać.

>Bóg jest wiecznym symbolem Rodzica, który wskaże jasną drogę, otoczy opieką, wysłucha, skarci, rozporządzi wszystkim.
Ale jeśli nie istnieje, jeśli jest iluzją człowieka potrzebującego pomocy, to jak może wysłuchać i np. odpowiedzieć na modlitwę. Złudzenia prysną, a pozostanie pustka. Czy wtedy nie jest gorzej?

>Wybór jest prosty: możesz ukryć się w cieniu Wszechmogącego, uczynić go celem i istotą swego życia - w istocie, jak
stwierdził Nietzsche, odebrać swemu życiu jakikolwiek sens, lub stanąć samotnie przeciw całemu światu, w obliczu swej śmiertelności, ale być wolnym, być samym-dla-siebie.
"Na siebie liczymy, że nam starczy krzepy,
By o własnych siłach przebyć świata przepych
I mieć zeń choć tyle, co się dźwignąć zdoła.
A przecież się nieraz grunt spod stóp obsunie
I siebie samego nie potrafisz unieść,
Przed własną bezsiłą chętnie chyląc czoła".
(Jacek Kaczmarski, "Pytania retoryczne").

>Pytanie brzmi, czy sprzedasz swoje życie, swoją wolność, swój sens, swoje Ja, za pewność, nieśmiertelność i cudowny brak odpowiedzialności.
Moje pytanie tak nie brzmi. To właśnie Bóg najbardziej chce, bym była wolna, by moje "ja" kształtowało się i rozwijało. Stworzył mnie na Swój obraz i podobieństwo (mnie, a nie np. ośmiornicę), chce, bym znalazła swoje niepowtarzalne miejsce na ziemi, swoją drogę, bym "czyniła sobie ziemię poddaną". A odpowiedzialność? Gdyby wiara uwalniała od odpowiedzialności, to wszystko byłoby jasne i proste, a Bóg musiałby dosłownie prowadzić nas za rączkę. Tymczasem Bóg często jest nieuchwytny, znika z horyzontu, stale trzeba go szukać. Wprawdzie wiara daje "jakąś pewność", ale zarazem pozostaje zmaganiem i nie uwalnia od wątpliwości. Bóg też wielokrotnie nie ułatwia wierzącemu podejmowania trudnych decyzji i na wybierającym spoczywa cały ciężar odpowiedzialności za nie, jak również ich konsekwencji. Wreszcie fakt, że człowiek może Boga odrzucić pokazuje, że Bóg naprawdę szanuje wolność i nam powierza odpowiedzialność za nasze życie.
Pozdrawiam.
Katarzyna
www.katarzynaszczepanek.xt.pl
21-04-2009 15:43 
 Ocena 1 na 1
NieIstniejesz (1137 punktów)
>Człowiek wierzący i myślący zarazem (co jest możliwe!) musi zadać sobie pytanie, dlaczego Bóg (Osoba), który jest wszechmocny i nieskończenie dobry, zezwala na cierpienie niewinnego. Wyjaśnianie wszystkiego przeznaczeniem, karmą czy krzyżem, który daje Bóg temu, kogo kocha, nie usatysfakcjonuje człowieka, naprawdę szukającego odpowiedzi. Zostaje wiara pomimo niewyjaśnialnego, które nie jest bajeczką dla nie lubiących myśleć, lecz bolesną świadomością, że pytania pozostają bez odpowiedzi, choć ciągle trzeba ich szukać.

To prawda. Jednak dlaczego taki człowiek nie zwątpi? Dlaczego będzie dalej się upierał przy wierze, któa sprawia mu ból? To oczywiście kwestia złożona, psychologiczno-kulturowa. Powstały teorie teodycei, usprawiedliwiające Boga za zło i cierpienie, jednak każda zakłada, że świat jest mimo wszystko obiektywnie raczej dobry niż zły. Po pierwsze to mocno wątpliwe, po drugie jednostkę mało obchodzi obiektywność, kiedy ona cierpi. Teodycea w ogóle nie uwzględnia ludzi, których życie przepełnione jest cierpieniem i to nie fizycznym, ale psychicznym. Poza tym zwróć uwagę na to, że mimo wszystko, nawet mimo cierpienia i wątpliwości, o wiele łatwiej jest pozostać przy wierze, która przestała nam wystarczać, niż ją porzucić, przyznać się do samotności, do absurdu, do błądzenia w ciemnościach i powiedzeniu: "Ten absurd to moje życie, wszystko co mam, nic oprócz tego nie istnieje." Ludzie wolą pozostać przy "niepewnej pewności", niż przyjąć do wiadomości inną opcję. Dlatego, że jest trudniejsza. Dlatego, że ona nigdy nie da im żadnej pewności. Wiara niepewna daje nadzieję. Niewiara jest przehandlowaniem pewności i nadziei na wolność. Znam osoby, które wątpią, dostrzegają luki, ale wolą przymknąć oko, udać, że nic nie widzą. Tak jest wygodniej.

>Ale jeśli nie istnieje, jeśli jest iluzją człowieka potrzebującego pomocy, to jak może wysłuchać i np. odpowiedzieć na modlitwę. Złudzenia prysną, a pozostanie pustka. Czy wtedy nie jest gorzej?

Dla osoby wierzącej to czy Bóg istnieje jest w tym wypadku całkowicie bez znaczenia. Jeśli wierzy, że rozmawia z Bogiem, obiektywna prawda się nie liczy. Dla wierzących Bóg jest oparciem, do którego zawsze można sie odwołać. Nie powiesz mi, że wiara w istnienie Boga nie daje ukojenia, mimo wszystko. A jeśli chodzi o boską odpowiedź na modlitwę, nie liczyłbym na to. Bóg jakoś nie kwapi się pomagać komukolwiek.

>"Na siebie liczymy, że nam starczy krzepy,
>By o własnych siłach przebyć świata przepych
>I mieć zeń choć tyle, co się dźwignąć zdoła.
>A przecież się nieraz grunt spod stóp obsunie
>I siebie samego nie potrafisz unieść,
>Przed własną bezsiłą chętnie chyląc czoła".
>(Jacek Kaczmarski, "Pytania retoryczne").

Nigdzie nie napisałem, że ateista uważa, że uda mu się przebrnąć bezboleśnie przez życie. Ateista po prostu nie powoła się na Boga. Nie myśl, że niewierzący to ludzie zawsze ironiczni, pełni optymizmu i pewni swego. Wszyscy cierpią. Nie wszyscy zrzucą część swego cierpienia na Boga. Wszyscy błądzimy w ciemnościach.

>Moje pytanie tak nie brzmi. To właśnie Bóg najbardziej chce, bym była wolna, by moje "ja" kształtowało się i rozwijało. Stworzył mnie na Swój obraz i podobieństwo (mnie, a nie np. ośmiornicę), chce, bym znalazła swoje niepowtarzalne miejsce na ziemi, swoją drogę, bym "czyniła sobie ziemię poddaną". A odpowiedzialność? Gdyby wiara uwalniała od odpowiedzialności, to wszystko byłoby jasne i proste, a Bóg musiałby dosłownie prowadzić nas za rączkę. Tymczasem Bóg często jest nieuchwytny, znika z horyzontu, stale trzeba go szukać. Wprawdzie wiara daje "jakąś pewność", ale zarazem pozostaje zmaganiem i nie uwalnia od wątpliwości. Bóg też wielokrotnie nie ułatwia wierzącemu podejmowania trudnych decyzji i na wybierającym spoczywa cały ciężar odpowiedzialności za nie, jak również ich konsekwencji. Wreszcie fakt, że człowiek może Boga odrzucić pokazuje, że Bóg naprawdę szanuje wolność i nam powierza odpowiedzialność za nasze życie.

A więc twoim zdaniem Bóg stworzył cię na swój obraz, pozwolił ci rządzić światem, mordować inne żywe istoty, bo ty musisz jeść, bo ty musisz mieć ubranie, bo ty musisz mieć skórzana kanapę, futro i wypchanego tygrysa w salonie? Bardzo wygodne, prawda?
Bóg nie jest często nieuchwytny. Bóg jest zawsze nieuchwytny. Wiara polega na przekonaniu o czymś, czego nie można udowodnić. Bóg nie da ci żadnych odpowiedzi, ale wiara, że jest, że Biblia mówi prawdę, że przykazania pozwolą ci zyć lepiej, czy to wszystko nie jest wytyczoną, wybrukowaną ścieżką? Dziś ludzie coraz śmielej podważają pewne dogmaty, ale zauważ, że wciąż są dogmaty niemal nietykalne. Dogmat dobra, dogmat miłości - na te "wieczne prawdy" dopiero Nietzsche ośmielił się podnieść rękę (a nawet młot), jednak wciąż są nietykalne. Nie mówię tutaj, że należy zacząć być złymi. Mówię tylko, że te tematy to tabu. Ja sam, gdy czytałem Nietzschego, byłem zaskoczony i wytrącony z równowagi jego atakiem na moralność. Już doszedłem do siebie. Wszelkie tabu trzeba usunąć. Trzeba obnażyć ludzkość, obedrzeć ją ze skóry, przeanalizować każdy najmniejszy skrawek człowieczeństwa. Odkryć fałsz, hipokryzję i obłudę. Ludzkość jest gnijącym świętoszkiem, klęczącym przed zlanym krwią ołtarzem Obłudy. Czyja jest ta krew? To krew Człowieka. Ludzkość złożyła się w ofierze Wygodzie.

"Bóg jest martwy! Bóg pozostaje martwy! I my go uśmierciliśmy! Jak pocieszymy się, mordercy nad mordercami? To, co świat dotychczas posiadał jako najświętsze i wszechmocne, wykrwawiło się pod naszymi nożami - kto zmyje z nas tę krew?"
Nietzsche
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)
>Człowiek wierzący i myślący zarazem (co jest możliwe!) musi zadać sobie pytanie, dlaczego Bóg (Osoba), który jest wszechmocny i nieskończenie dobry, zezwala na cierpienie niewinnego. Wyjaśnianie wszystkiego przeznaczeniem, karmą czy krzyżem, który daje Bóg temu, kogo kocha, nie usatysfakcjonuje człowieka, naprawdę szukającego odpowiedzi.
Zostaje wiara pomimo niewyjaśnialnego, które nie jest bajeczką dla nie lubiących myśleć, lecz bolesną świadomością, że pytania pozostają bez odpowiedzi, choć ciągle trzeba ich szukać.
>To prawda. Jednak dlaczego taki człowiek nie zwątpi? Dlaczego będzie dalej się upierał
przy wierze, która sprawia mu ból?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo w przypadku każdej osoby jest na pewno inaczej. Zakładam, że ktoś w ogóle dostrzega powyższy problem, że ma odwagę pytać i szukać, będąc jednocześnie wierzącym. Mogę powiedzieć, dlaczego ja zostaję przy wierze, choć też pewnie nie będzie to pełna odpowiedź: pozostaję, bo mimo wszystko wierzę, że Bóg jest, że ma moc, która jest realna, a nie wyimaginowana, że Jego słowo mówi do mnie tu i teraz, że - jak pisałam w innym miejscu tego wątku, mam osobiste doświadczenie działania Boga w moim życiu.
>Teodycea w ogóle nie uwzględnia ludzi, których życie przepełnione jest cierpieniem
i to nie fizycznym, ale psychicznym.
Zgadzam się. Teodycea - jak każda teoria - nie bardzo bierze pod uwagę jednostkę. W ogóle pomysł usprawiedliwiania Boga za zło i cierpienie jest dość wątpliwy. Nie zgadzam się natomiast z Twoim rozróżnieniem na cierpienie fizyczne i psychiczne: cierpienie fizyczne bywa bardzo dotkliwe, a zazwyczaj łączy się z nim cierpienie psychiczne, co potęguje ból.
>mimo wszystko, nawet mimo cierpienia i wątpliwości, o wiele łatwiej jest pozostać przy wierze, która
przestała nam wystarczać, niż ją porzucić, przyznać się do samotności, do absurdu,
do błądzenia w ciemnościach i powiedzeniu: "Ten absurd to moje życie, wszystko co
mam, nic oprócz tego nie istnieje."
Oczywiście, uznanie własnego życia za absurd to dla mnie absurd. Jaki ma sens życie, które jest absurdem? Czy nie lepiej jak najszybciej z nim skończyć? Im więcej człowiek przeżył, im trudniej w tym wszystkim znaleźć sens, tym bardziej trzeba go szukać. Nie mówię, by koniecznie doszukiwać się sensu w bólu i cierpieniu, to nie w moim stylu. Raczej chodzi mi o znalezienie czegoś, co nadaje życiu wartość. Nie wierzę, że pojawiłam się tu ot tak, przypadkowo - to właśnie dla mnie absurd.
>Wiara niepewna daje nadzieję.
Nie. Nadzieję może dać tylko wiara pewna, choć trudna.
>Dla wierzących Bóg jest oparciem, do którego zawsze można się odwołać. Nie powiesz mi, że wiara
w istnienie Boga nie daje ukojenia, mimo wszystko. A jeśli chodzi o boską odpowiedź na modlitwę, nie liczyłbym na to. Bóg jakoś nie kwapi się pomagać komukolwiek.
Tak, Bóg jest oparciem i nie zgadzam się z tym, że nie odpowiada na modlitwę. Wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy, o czym pisałam w innym miejscu. Ale choć jest oparciem, często pozostaje nieuchwytny, nie na każdą modlitwę i nie na każde pytanie odpowie (o czym też pisałam), jednak na wytrwałą, natrętną modlitwę zawsze jest jakaś odpowiedź, nawet jeśli nie da pełnej satysfakcji.
>A więc twoim zdaniem Bóg stworzył cię na swój obraz, pozwolił ci rządzić światem,
mordować inne żywe istoty, bo ty musisz jeść, bo ty musisz mieć ubranie, bo ty musisz
mieć skórzaną kanapę, futro i wypchanego tygrysa w salonie? Bardzo wygodne, prawda?
Zupełnie nie o to mi chodziło. Myślałam o tym, że Bóg - stwarzając mnie czy Ciebie na swój obraz - dał nam rozum, wolność i godność, które pozwalają nam myśleć, odpowiedzialnie decydować, kształtować własne życie, które nadają nam wielką wartość. I w tym sensie różnimy się od innych istot.
>Nie myśl, że niewierzący to ludzie zawsze ironiczni, pełni optymizmu i pewni swego.
Tak nie myślę. Zarówno wśród wierzących, jak i wśród niewierzących są ludzie agresywni lub szyderczy, którzy swoją postawą mogą tylko zrazić sobie adwersarza do swoich poglądów i do siebie i z którymi nie chce się dyskutować. Mam dla Ciebie szacunek, że podejmujesz ze mną merytoryczną dyskusję, w przeciwieństwie do niektórych innych uczestników forum, którzy skoncentrowali się na obśmianiu tego co piszę.
Pozdrawiam.
Kasia
www.katarzynaszczepanek.xt.pl
29-04-2009 18:34 
 Ocena 1 na 1
Itarilde (149 punktów)
>Myślałam o tym, że Bóg - stwarzając mnie czy Ciebie na swój obraz - dał nam rozum, wolność i godność, które pozwalają nam myśleć, odpowiedzialnie decydować, kształtować własne życie, które nadają nam wielką wartość. I w tym sensie różnimy się od innych istot.

Nie widzisz żadnego okrutnego, przewrotnego egocentryzmu w tym, że mimo otrzymania wolnej woli, jeśli nie staniemy się niewolnikami tego boga, spotka nas wieczne potępienie? Przypomina mi to trochę rodziców, mówiących swojemu dziecku "dajemy ci wolny wybór, możesz zrobić ze swoim życiem, co zechcesz, ale jeśli nam się to nie spodoba, nie masz prawa wstępu do własnego domu". Jaka tu jest wolność? Ślepe posłuszeństwo albo piekło/unicestwienie.

>Tak, Bóg jest oparciem i nie zgadzam się z tym, że nie odpowiada na modlitwę. Wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy, o czym pisałam w innym miejscu. Ale choć jest oparciem, często pozostaje nieuchwytny, nie na każdą modlitwę i nie na każde pytanie odpowie (o czym też pisałam), jednak na wytrwałą, natrętną modlitwę zawsze jest jakaś odpowiedź, nawet jeśli nie da pełnej satysfakcji.

Skąd wiesz, że odpowiedzi udzielił ci właśnie ten bóg, do którego się modlisz? Skąd wiesz, że nie był to tylko zbieg okoliczności? Nie odbieraj tego jako szyderstwa, pytam tylko z ciekawości.

Mam wrażenie, że czujesz się kimś lepszym od ateistów, ponieważ zauważasz coś trudnego do ujrzenia, ponieważ Twoim zdaniem przyjęcie trudnej i niewdzięcznej wiary jest powodem do dumy. Czy mam rację?
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)
>Nie widzisz żadnego okrutnego, przewrotnego egocentryzmu w tym, że mimo otrzymania
wolnej woli, jeśli nie staniemy się niewolnikami tego boga, spotka nas wieczne potępienie? (...) Jaka tu jest wolność? Ślepe posłuszeństwo albo piekło/unicestwienie.
Piekło nie ma równać się unicestwieniu, lecz oddzieleniu od Boga. Widzę to tak, że jeśli odrzucam go w deklaracjach lub czynach (np. krzywdząc innych), to mówię Mu, że nie chcę z Nim być i On respektuje mój wybór. Tak też mówi teologia, że to człowiek sam się potępia, a nie Bóg go potępia. Ostatecznie Jezus umarł przecież za wszystkich i każdego chce zbawić. A w kwestii szczęścia? Usłyszałam kiedyś stwierdzenie, które bardzo mi się spodobało, że człowiek został stworzony dla siódmego dnia, by spacerować z Bogiem po ogrodzie. Rozumiem to m.in. tak, że naturalnym stanem człowieka, który może dać szczęście, jest być blisko Boga i dlatego wieczne oddzielenie od Niego równa się wiecznemu cierpieniu.
>Bóg Wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy.
>Skąd wiesz, że odpowiedzi udzielił ci właśnie ten bóg, do którego się modlisz? Skąd
wiesz, że nie był to tylko zbieg okoliczności?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Po pierwsze dlatego, że dotyczy to osobistych spraw, o których mogłabym powiedzieć, ale w osobistej rozmowie, a nie na forum. Jak już pisałam - modlitwa nie jest magią: wypowiem zaklęcie i mam. Czasem ludzie modlą się całe lata i ja też mam takie sprawy, o które długo już się modlę. Mam jednak i takie doświadczenia, że znajdowałam się w bardzo trudnych i długo trwających sytuacjach, bez nadziei na zmianę, a gdy poprosiłam Boga o pomoc, czy raczej zawołałam, by mi pomógł, sytuacja zaczęła się zmieniać. Oczywiście osoba niewierząca, czy też odrzucająca interwencję Boga, może znów to wytłumaczyć zbiegami okoliczności. I tu moja argumentacja się kończy, potrzebne byłoby doświadczenie działania Boga w życiu rozmówcy. Stąd moja zachęta do tego, by Go wzywać.
>Mam wrażenie, że czujesz się kimś lepszym od ateistów, ponieważ zauważasz coś trudnego
do ujrzenia, ponieważ Twoim zdaniem przyjęcie trudnej i niewdzięcznej wiary jest
powodem do dumy. Czy mam rację?
Nie, nie czuję się lepsza od ateistów. Tak wśród wierzących, jak i wśród niewierzących, cenię ludzi, którzy myślą, szukają, nie zadowalają się łatwymi odpowiedziami, lecz chcą czegoś więcej. W tym sensie chciałam tu pokazać, że przyjęcie wiary nie oznacza rezygnacji z odpowiedzialności, życia w błogim poczuciu, że wszystko rozumiem i trwania w "domu bezmyśli", jak napisano na tym portalu.
Pozdrawiam.
www.katarzynaszczepanek.xt.pl
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Jak się nauczysz myśleć i pisać po polsku, to - może - porozmawiamy. Może, bo życie jest krótkie, a przed Tobą wieeele pracy.

fides ex necessitate esse non debet
19-04-2009 17:41 
 Ocena 4 na 4
szperacz (2861 punktów)
> Jak się nauczysz myśleć i pisać po polsku...[/color][/color]

Wydaje mi się, że poprawniej byłoby napisać: Gdy się nauczysz...
Czy nie?
19-04-2009 17:52 
 Ocena 2 na 2
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wydaje mi się, że poprawniej byłoby napisać: Gdy się nauczysz...
>Czy nie?

Oczywiście, że tak. Przepraszam.
Pytaniem pozostaje jednak nadal: jak będzie się uczył? co nie pozostanie bez wpływu na odpowiedź, kiedy się nauczy.

fides ex necessitate esse non debet
19-04-2009 18:53 
 Ocena 1 na 1
szperacz (2861 punktów)
>Pytaniem pozostaje jednak nadal: jak będzie się uczył? co nie pozostanie bez wpływu na odpowiedź, kiedy się nauczy.

To nie ulega wątpliwości i zarazem nie podlega żadnej dyskusji.
19-04-2009 18:06 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>> Jak się nauczysz myśleć i pisać po polsku...[/color][/color]
>Wydaje mi się, że poprawniej byłoby napisać: Gdy się nauczysz...
>Czy nie?

   W takim sformułowaniu zakończyłbym: czyż nie?
19-04-2009 18:47 
 Ocena 2 na 2
szperacz (2861 punktów)
>>Czy nie?
>   W takim sformułowaniu zakończyłbym: czyż nie?

Można i tak. Ja bardzo lubię zastosowaną przez siebie formę, gdyż przypomina mi ona skecz Marcina Dańca z jego "Marzeń", przedstawiony wspólnie z Rudim Schubertem.
Cystic Fibrosis (178 punktów)

Droga Plamko123
mówisz, że trudno wierzyć w Boga? hmmm, mam nadzieję, że mój przedmówca przekonał Cię, że jest inaczej. Dlatego ja postaram się rozwinąć myśl mojego poprzednika, i skupić się na osobie Jezusa z Nazaretu. Głównie na nim opierasz się argumentując trudność wiary w w jego boskość. Nawiasem, nie wiem jak doszła(e)ś do takich wniosków, po takim wywodzie, który doprowadza mnie do antagonistycznych wniosków? Bóg czy człowiek? Wiesz ile istniej zginęło przez to pytanie...
Uważam, że Jezus-Bóg, to teoria dużo bardziej wygodna niż Jezus-człowiek. Doprawdy nie chce się rozwodzić, nad tym, ile zafałszowań Pisma i frywolnych interpretacji dopuścił się kościół chrześcijański, po Chrystusie, by za wszelką cenę udowadniając jego rzekoma boskość (a może tylko jej bronił? W każdym razie niejednokrotnie kłamał i zabijał, ale to inna kwestia). Wolałbym pomyśleć nad sama teorią. Zauważ! Ludzie mają taka ogólną tendencje do przesadzania [zwłaszcza mężczyźni w rozmiarach ((nie jestem kobietą)]. I o ile łatwiej było im zapamiętać człowieka, który wielokrotnie udowadniał swoją nadludzkość, jako zwykłego członka żydowskiej społeczności. A wspomnijmy, że w tamtych czasach wierzenia w przyjście Mesjasza były bardzo aktywne. Ilekroć dzisiaj spotykamy się z ubóstwianiem niektórych ludzi, a nawet zjawisk przyrody czy nawet filmów (Gwiezdne wojny w Great Britain). Sprowadzam się do tego, że Jezus mógł być, bez żadnej szkody dla siebie, czy ludzi postępujących wedle jego zasad, człowiekiem. Fakt. Nie byle jakim! Z pewnością wybitnie charyzmatycznym, wybitnie inteligentnym, oczytanym, bardzo mądrym, elokwentnym erudytą, posiadającym wszechstronną wiedzę ekstrawertykiem miłującym pokój. Możliwe nawet, że był ateistą (tylko się nie śmiejcie - to nawet byłoby logiczne, kiedy nie interpretować jego słów dosłownie . W każdym razie Jezus mógł być osoba niezwykłą, znacząco wyprzedzającą swoja epokę, bardziej niż sam Leonardo, Darwin czy Einstein. Spuścizną po nim, po dokonaniach tak wybitnej jednostki mogłoby być ubóstwienie jego postaci, pośród tych, którzy nie mogli pogodzić się z jego śmiercią. Niezwykłe, jak wiele korzyści dałoby jego ubóstwienie.

Frywolna interpretacja jego postaci? średnio oryginalna? słaba aposteriorycznie? hmmmm....ale taka jest moja wizja Jezusa Chrystusa, postaci, którą dziś traktuje jako autorytet. Nie jest łatwo w taki jego obraz wierzyć, trudno się nawet z nim zgodzić. Ale kłóciłbym się sam ze sobą, gdybym po tylu przemyśleniach i poszukiwaniach napisał coś innego.
19-04-2009 19:47 
 Ocena 5 na 5
metsys (1088 punktów)
>Sprowadzam się do tego, że Jezus mógł być, bez żadnej szkody dla siebie, czy ludzi postępujących wedle jego zasad, człowiekiem. Fakt. Nie byle jakim! Z pewnością wybitnie charyzmatycznym, wybitnie inteligentnym, oczytanym, bardzo mądrym, elokwentnym erudytą, posiadającym wszechstronną wiedzę ekstrawertykiem miłującym pokój. Możliwe nawet, że był ateistą (tylko się nie śmiejcie - to nawet byłoby logiczne, kiedy nie interpretować jego słów dosłownie . W każdym razie Jezus mógłbyś osoba niezwykłą, znacząco wyprzedzającą swoja epokę, bardziej niż sam Leonardo, Darwin czy Einstein. Spuścizną po nim, po dokonaniach tak wybitnej jednostki mogłoby być ubóstwienie jego postaci, pośród tych, którzy nie mogli pogodzić się z jego śmiercią. Niezwykłe, jak wiele korzyści dałoby jego ubóstwienie.

Jest jeszcze jeden aspekt Jezusa. Oszustwo religijno-polityczne. Właściwie, należałoby nazwać to manipulacją.
Postać Jezusa posiada wiele luk. Prawdę mówiąc znamy jedynie kilka lat z jego życia. Obecnie historycy skłaniają się ku wizerunkowi Jezusa- kaznodziei będącego pod wpływem sekty esseńczyków, którzy oczekiwali na pustyni nadejścia mesjasza przeznaczonego do wybawienia narodu Izraelitów. Jednak chodziło o przywódcę czegoś w rodzaju powstania, wodza zagrzewającego do walki przeciw Rzymowi- ciemiężycielowi narodu.

By zrozumieć zasady powstania chrześcijaństwa, katolicyzmu i innych religii opartych na Chrystusie trzeba przestudiować starożytny świat polityki, religii, oczekiwań, oszustw i fantazji osób uwikłanych w ich tworzenie. Widać wtedy jak na dłoni potrzebę zaistnienia i kultywowania wiary opartej na manipulowanych i zmienianych dogmatach. Nie ma żadnej pewności, że Chrystus w 100% istniał.
Nie napisał ani jednego słowa, nigdzie nie ma wzmianek, by kiedykolwiek napisał choćby jedno zdanie! Nie pozostawił po sobie żadnego namacalnego śladu poza historiami spisanymi przez ludzi bezpośrednio zainteresowanych jego mitem. Zaręczam, że wyobraźnia ówczesnych ludzi w niczym nie ustępowała dzisiejszym pisarzom, a jedynym hamulcem w rozwinięciu bardziej fantastycznych historii w Biblii był poziom wiedzy. Na tyle, na ile pozwalała tworzyć ówczesna wyobraźnia, na tyle opisuje religię Biblia.

Gdyby dzisiaj napisać podobne dzieło, z pewnością byłoby nowocześniejsze, opatrzone osiągnięciami techniki i nauki. Mogłoby pre3zentować rozwiniętą filozofię ale nadal byłoby tylko utopijną, nieudowodnioną fantazją o nieistniejącej poza wyobraźnią istocie boskiej.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
19-04-2009 20:46 
 Ocena 4 na 4
Cystic Fibrosis (178 punktów)

>Gdyby dzisiaj napisać podobne dzieło, z pewnością byłoby nowocześniejsze, opatrzone osiągnięciami techniki i nauki. Mogłoby pre3zentować rozwiniętą filozofię ale nadal byłoby tylko utopijną, nieudowodnioną fantazją o nieistniejącej poza wyobraźnią istocie boskiej.
>
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...

>
Trudno się nie zgodzić. Moja była pani katechetka (dawne czasy, kiedy to chodziłem jeszcze na lekcje religii) unikała jak ognia moich dociekań, dlaczego Biblia nie wspomina słowem o protonach, promieniowaniu reliktowym, czy reakcjach termojądrowych. Bynajmniej odpowiadała, że te zjawiska w niczym w Biblii nie są potrzebne, że są marginalne względem wielkich rzeczy, które zostały w niej napisane.
Pamiętam, że kiedy kilka lekcji religii potem, starałem się dublować moja panią od biologii na religii, opowiadając o wpływie doboru naturalnego na pogodę w tym dniu(bo coś tam o pogodzie ktoś napomniał, katechetka wtrąciła, żebym nie zapomniałem o wpływie Boga, kiedy starałem się żartobliwie przewidzieć dzisiejszy deszcz. Odparłem, że hipoteza Boga nie była mi w tym potrzebna. Tak zaczął się początek końca cotygodniowego widywania się z moja nauczycielką religii
20-04-2009 17:40 
 Ocena 3 na 3
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Frywolna interpretacja jego postaci? średnio oryginalna? słaba aposteriorycznie? hmmmm....ale taka jest moja wizja Jezusa Chrystusa, postaci, którą dziś traktuje jako autorytet. Nie jest łatwo w taki jego obraz wierzyć, trudno się nawet z nim zgodzić. Ale kłóciłbym się sam ze sobą, gdybym po tylu przemyśleniach i poszukiwaniach napisał coś innego.

Ale to, że wielu ludzi widzi w czymś autorytet nie oznacza, że to coś istnieje. Dla niektórych autorytetem jest mądry Albus Dumbledore, Dla innych Gandalf, a dla jeszcze innych mistrz Yoda. Te postacie raczej nie istniały, lecz mimo wszystko zasługiwały na szacunek.

Czy Jezus nie mógłby być takim "tworem"? Na przykład opowieść o kobiecie, którą chcieli ukamienować została dopisana dopiero później, więc na pewno nie jest oryginalnym tekstem o Jezusie. Wiele było także ewangelii, w jednej podobno Jezus dokuczał innym stosując swoje "boskie sztuczki". Więc albo był on zwykłym człowiekiem, którego ktoś "podkolorował" dla własnych celów (np w celu manipulowania ludźmi) albo... w ogóle nie istniał.

Znaczy się Jezus w znaczeniu "chrystus", bo w tamtych czasach Jezusów mogło być tyle, ile dzisiaj Dawidów
20-04-2009 17:48 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Znaczy się Jezus w znaczeniu "chrystus", bo w tamtych czasach Jezusów mogło być tyle, ile dzisiaj Dawidów

   Znam jednego Zenka, który twierdzi, że jest Mesjaszem... ale się nie przyjaźnimy.
20-04-2009 19:25 
 Ocena 2 na 2
szperacz (2861 punktów)
>>Znaczy się Jezus w znaczeniu "chrystus", bo w tamtych czasach Jezusów mogło być tyle, ile dzisiaj Dawidów
>Znam jednego Zenka, który twierdzi, że jest Mesjaszem... ale się nie przyjaźnimy.

A ja znam jednego Dawida, ale on ma dopiero 10 lat i jeszcze nie nadaje się na Mesjasza.
Adamiak (36436 punktów)
>>>Znaczy się Jezus w znaczeniu "chrystus", bo w tamtych czasach Jezusów mogło być tyle, ile dzisiaj Dawidów
>>Znam jednego Zenka, który twierdzi, że jest Mesjaszem... ale się nie przyjaźnimy.
>A ja znam jednego Dawida, ale on ma dopiero 10 lat i jeszcze nie nadaje się na Mesjasza.

   10 latek, powiadasz... więc i na przyjaciela Zenka za młody, choć niczego nie przesądzam za kogoś!
20-04-2009 19:49 
 Ocena 1 na 1
szperacz (2861 punktów)
>10 latek, powiadasz... więc i na przyjaciela Zenka za młody, choć niczego nie przesądzam za kogoś!

10 letni przyjaciel Mesjasza? W naszych czasach to byłoby podejrzane. Mesjasz Zenek miałby przechlapane. Chyba, że byłoby tych 10-latków więcej, ale to by było podejrzane jeszcze bardziej. To lepiej już jeden.
Adamiak (36436 punktów)
>>10 latek, powiadasz... więc i na przyjaciela Zenka za młody, choć niczego nie przesądzam za kogoś!
>10 letni przyjaciel Mesjasza? W naszych czasach to byłoby podejrzane. Mesjasz Zenek miałby przechlapane. Chyba, że byłoby tych 10-latków więcej, ale to by było podejrzane jeszcze bardziej. To lepiej już jeden.

   Można by ich nazwać ministrantami... bo na sanitariuszy za młodzi.
19-04-2009 19:42
 Ocena 15 na 15
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Strasznie Ci ktoś w głowie pomieszał. Mylisz Stary Testament z Nowym. Bajeczka o Herodzie nie ma wiele wspólnego z Jezusem, (podobnie jak Betlejem i stajenka).
Gorejący krzew Mojżesza już zupełnie nie ma nic wspólnego z Jezusem.
Jezus nie ma też nic wspólnego z wyjściem Żydów z Egiptu i "rozstępującym się morzem.
To są zupełnie inne bajki.
Weź Biblię i poczytaj!
Jak ją przeczytasz wróć na forum. Wtedy twoje pytania będą miały sens.
Żeby wierzyć lub nie wierzyć trzeba wiedzieć
w co się wierzy
a w co się nie wierzy
Życzę przyjemnej lektury !
19-04-2009 21:29 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Weź Biblię i poczytaj!
>Jak ją przeczytasz wróć na forum. Wtedy twoje pytania będą miały sens.
Jak to, więc żeby tutaj pisać jakieś parareligijne dyrdymały, to trzeba obowiązkowo oprzeć je na Biblii?

>Żeby wierzyć lub nie wierzyć trzeba wiedzieć
>w co się wierzya w co się nie wierzy
Więc strzeżemy jedynie słusznej religii i zwalczamy jej konkurencję?

Czy "Racjonalista" ma już swojego kapelana?
.
19-04-2009 21:52 
 Ocena 10 na 10
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Jak to, więc żeby tutaj pisać jakieś parareligijne dyrdymały, to trzeba obowiązkowo oprzeć je na Biblii?

On nie napisał "jakichś" tylko bardzo konkretne - oparte akurat na Biblii.

>Więc strzeżemy jedynie słusznej religii i zwalczamy jej konkurencję?

Eeee. Kpisz, czy o drogę pytasz?

>Czy "Racjonalista" ma już swojego kapelana?

A bo to jednego???

fides ex necessitate esse non debet
19-04-2009 22:41 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>On nie napisał "jakichś" tylko bardzo konkretne - oparte akurat na Biblii.
Biblijne nawiązania widać, ale czy jest naszą rzeczą strzec biblijnej poprawności? Po co, czy to ateista ma być strażnikiem religii?

>Kpisz, czy o drogę pytasz?
Kpię. Drogę znam.

>>Czy "Racjonalista" ma już swojego kapelana?
>A bo to jednego???
A więc: kpisz? Czy może jesteś jednym z tutejszych kapelanów? A Duda drugim?
.
20-04-2009 18:58 
 Ocena 4 na 4
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>>On nie napisał "jakichś" tylko bardzo konkretne - oparte akurat na Biblii.
>Biblijne nawiązania widać, ale czy jest naszą rzeczą strzec biblijnej poprawności?
...
>A więc: kpisz? Czy może jesteś jednym z tutejszych kapelanów? A Duda drugim?

Jak sobie przeczyta Biblię to myślisz , że zacznie wierzyć w Boga skoro już ma wątpliwości?
Nie zapominaj , że jest to książka nie za bardzo polecana przez katechetów.
20-04-2009 19:44 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Jak sobie przeczyta Biblię to myślisz , że zacznie wierzyć w Boga skoro już ma wątpliwości?
Myślę, że takich niezdecydowanych nowicjuszy należy pozyskiwać, a nie kazać im różaniec odmawiać i święte księgi czytać. Chyba nie po to osoba zakłada wątek właśnie tutaj, żeby ją w odpowiedzi katechizowano.

>Nie zapominaj , że jest to książka nie za bardzo polecana przez katechetów.
Cholera wie, czy nie po to, by ją skrycie czytywano.

Zdaje się, że chciałaś po raz setny poroztrząsać biblijne opowieści, tylko Cię ignorancja interlokutora rozczarowała.
.
19-04-2009 22:04 
 Ocena 7 na 7
J.Szulc (5723 punktów)

Osnowa czegoś nie wie?
Żeby wypowiadać się w jakimś temacie, trzeba chyba cokolwiek o nim wiedzieć, prawda?
Jeśli chcę mówić o Biblii, powinnam chyba chociaż ją przeczytać, czyż nie?

Pozdrawiam.
19-04-2009 23:07 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Osnowa czegoś nie wie?
Nie musi, wystarczy, że J.Szulc wszystko wie.

>Żeby wypowiadać się w jakimś temacie, trzeba chyba cokolwiek o nim wiedzieć, prawda?
Nie sposób się wypowiedzieć nie wiedząc nic, stąd jest jasne, że autorka wątku cokolwiek wie.

>Jeśli chcę mówić o Biblii, powinnam chyba chociaż ją przeczytać, czyż nie?
Ja bym nie miał takich wymagań, zwłaszcza o Biblii wiele wiadomo bez jej czytania i na takiej wiedzy można oprzeć niejedną dyskusję.

Problem jest taki, że Alicja Duda niemal zażądała katechizacji uczestniczki, która niekompetentnie wypowiedziała się na tematy biblijne. Jakby katolicka poprawność leżała w interesie uczestników tego forum.
.
19-04-2009 23:39 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)
>>Osnowa czegoś nie wie?
>Nie musi, wystarczy, że J.Szulc wszystko wie.

Wie akurat za mało do tego, co wiedzieć powinna...

>>Żeby wypowiadać się w jakimś temacie, trzeba chyba cokolwiek o nim wiedzieć, prawda?
>Nie sposób się wypowiedzieć nie wiedząc nic, stąd jest jasne, że autorka wątku cokolwiek wie.

Wie cokolwiek....

>>Jeśli chcę mówić o Biblii, powinnam chyba chociaż ją przeczytać, czyż nie?
>Ja bym nie miał takich wymagań, zwłaszcza o Biblii wiele wiadomo bez jej czytania i na takiej wiedzy można oprzeć niejedną dyskusję.

Tu się nie zgodzę... z takiego podejścia wychodzi tak zwana "mowa - trawa". Żałosne, prawda?

>Problem jest taki, że Alicja Duda niemal zażądała katechizacji uczestniczki, która niekompetentnie wypowiedziała się na tematy biblijne. Jakby katolicka poprawność leżała w interesie uczestników tego forum.

Bez komentarza....
>
20-04-2009 00:42 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Tu się nie zgodzę... z takiego podejścia wychodzi tak zwana "mowa - trawa".
Przecież sama Biblia to jest mowa trawa, więc po jej przeczytaniu dyskusje o niej lepszymi dla świata się nie staną.

>>Problem jest taki, że Alicja Duda niemal zażądała katechizacji uczestniczki, która niekompetentnie wypowiedziała się na tematy biblijne. Jakby katolicka poprawność leżała w interesie uczestników tego forum.
>Bez komentarza....
Widać nie potrafisz.
.
20-04-2009 05:12 
 Ocena 2 na 2
J.Szulc (5723 punktów)

>>Bez komentarza....
>Widać nie potrafisz.

A może nie chcę...
20-04-2009 18:10 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Ja bym nie miał takich wymagań, zwłaszcza o Biblii wiele wiadomo bez jej czytania i na takiej wiedzy można oprzeć niejedną dyskusję.
Lepiej nie... Jeśli traktujemy rozmowę o Biblii jako rozmowę o dziele, to należy dzieło przeczytać. Chciałbyś rozmawiać o dramatach Szekspira nie czytając żadnego z nich? Choćby "Hamleta"? Opierając się na omówieniach i brykach? Nie radzę... To samo dotyczy Biblii. To książka. Służy do czytania. Nie trzeba w nią wierzyć, ale jeśli się o niej rozmawia, wypada ją przeczytać.
>Jakby katolicka poprawność leżała w interesie uczestników tego forum.
Nie, w naszym interesie zdecydowanie nie leży katolicka poprawność. W naszym interesie leży to, by nie rozprawiać o kolorach z pozycji ślepca.
20-04-2009 18:18 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>>Ja bym nie miał takich wymagań, zwłaszcza o Biblii wiele wiadomo bez jej czytania i na takiej wiedzy można oprzeć niejedną dyskusję.
>Lepiej nie... Jeśli traktujemy rozmowę o Biblii jako rozmowę o dziele, to należy dzieło przeczytać. Chciałbyś rozmawiać o dramatach Szekspira nie czytając żadnego z nich? Choćby "Hamleta"? Opierając się na omówieniach i brykach? Nie radzę... To samo dotyczy Biblii. To książka. Służy do czytania. Nie trzeba w nią wierzyć, ale jeśli się o niej rozmawia, wypada ją przeczytać.
>>Jakby katolicka poprawność leżała w interesie uczestników tego forum.
>Nie, w naszym interesie zdecydowanie nie leży katolicka poprawność. W naszym interesie leży to, by nie rozprawiać o kolorach z pozycji ślepca.

Wszystkim kończynami się pod tym, co mówisz, podpisuję, Meret. Nie pojmuję, jak można się wypowiadać na temat jakiegoś źródła, nie zapoznawszy się wpierw z nim.
20-04-2009 21:01 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Jeśli traktujemy rozmowę o Biblii jako rozmowę o dziele, to należy dzieło przeczytać.
Rozmowę na forum powinniśmy traktować tak, jak wskazuje tematyka postu inicjującego, inaczej zabrniemy w off-topic. Tutaj tematem jest nie sama Biblia, a kryzys wiary autora wątku.

>książka. Służy do czytania. Nie trzeba w nią wierzyć, ale jeśli się o niej rozmawia, wypada ją przeczytać.
Wypada - oj, zaleciało dydaktyką... Nie widzę potrzeby ograniczania sobie horyzontów czytelniczym przymusem. Książka to nie sama treść, Biblia jest tego koronnym przykładem.

>Nie, w naszym interesie zdecydowanie nie leży katolicka poprawność. W naszym interesie leży to, by nie rozprawiać o kolorach z pozycji ślepca.
Więc może zabronimy dyskutować na tematy biblijne tym, którzy Biblii nie przeczytali? I jakiś ekspert, najlepiej z KUL-u, by nas egzaminował. A po nim jeszcze drugi - ze zboru ŚJ?

Ciekawe ilu dyskutantów zostałoby na placu boju.
.
21-04-2009 07:22 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Wypada - oj, zaleciało dydaktyką...
Przepraszam, skrzywienie zawodowe
>Więc może zabronimy dyskutować na tematy biblijne tym, którzy Biblii nie przeczytali?
Nie ma mowy o "zabranianiu" czegokolwiek. Tylko o elementarnej przyzwoitości... Może chociaż streszczenie?...
>I jakiś ekspert, najlepiej z KUL-u, by nas egzaminował.
Tylko nie z KUL-u!!! Myślisz, że oni czytali?
>A po nim jeszcze drugi - ze zboru ŚJ?
Oni przynajmniej naprawdę to czytali...
>Ciekawe ilu dyskutantów zostałoby na placu boju.
Nikt? (poza Miłującym prawdę, naturalnie )
21-04-2009 07:52 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Ciekawe ilu dyskutantów zostałoby na placu boju.
>Nikt? (poza Miłującym prawdę, naturalnie )
Lecz on w głębi ducha ma się za samego Wielkiego Autora.
.
20-04-2009 19:33 
 Ocena 7 na 7
szperacz (2861 punktów)
>Problem jest taki, że Alicja Duda niemal zażądała katechizacji uczestniczki, która niekompetentnie wypowiedziała się >na tematy biblijne.

Powiedziałbym raczej, że Alicja Duda zażądała biblizacji uczestniczki. Katechizacja tylko w niewielkim stopniu opiera się na banialukach biblijnych. Znacznie częściej występują w tym procesie dyrdymały tradycji katolickiej.
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)Odp: Trudno wierzyć w boga
To prawda, że trudno wierzyć w Boga. Powiem Ci jednak, że Bóg wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy i nie można tego wytłumaczyć tylko zbiegami okoliczności. Jeżeli chcesz uwierzyć, mów do Niego, wołaj aż do skutku, na pewno Ci odpowie.
Pozdrawiam.
Kasia
www.katarzynaszczepanek.xt.pl
21-04-2009 00:03 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>To prawda, że trudno wierzyć w Boga. Powiem Ci jednak, że Bóg wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy i nie można tego wytłumaczyć tylko zbiegami okoliczności. Jeżeli chcesz uwierzyć, mów do Niego, wołaj aż do skutku, na pewno Ci odpowie.
>Pozdrawiam.
>Kasia
>www.katarzynaszczepanek.xt.pl

Tutaj obok, toczy sie wątek o głodujących. Powiedz, dlaczego bóg nie wysłuchał modlitw tylu głodujących dzieci?
21-04-2009 00:31 
 Ocena-1 na 3
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)
>Tutaj obok, toczy sie wątek o głodujących. Powiedz, dlaczego bóg nie wysłuchał modlitw tylu głodujących dzieci?
Nie wiem. Też Go o to pytam, czemu pozwala na zło, na cierpienie niewinnego, czemu nieraz wydaje się głuchy. Też nie akceptuję niesprawiedliwości tego świata i nie podobają mi się łatwe tłumaczenia, jakie dają niektórzy wierzący. Jak pisałam w innym miejscu, wiara nie sprawia, że wszystko wiem, że znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Często jest wiarą pomimo, a nie wiarą ponieważ. Zapewniam, że to co piszę, nie jest teorią, gdyż niezrozumiała niesprawiedliwość dotyczy również mojego życia: ("Czemu Bóg milczy, otchłań woła" - Jacek Kaczmarski, "Traktacik o wyobraźni". A jednak nadal podtrzymuję to co napisałam, że Bóg wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy.
Pozdrawiam.
Kasia
www.katarzynaszczepanek.xt.pl
21-04-2009 08:39 
 Ocena 4 na 4
szperacz (2861 punktów)
>> Powiedz, dlaczego bóg nie wysłuchał modlitw tylu głodujących dzieci?
>Nie wiem.

Bardzo lubię słuchać George Carlina.
Z pewnością nie jest on ekspertem od modlitw, ale ma bardzo trafne spostrzeżenia. W jednym z programów - "Religia" - stwierdził, że modlitwy spełniają się w 50 %. Coś w tym jest. Sam kiedyś próbowałem tych zaklęć. Czy się człowiek modli czy nie, efekt jest podobny - połowa próśb jest spełniona, połowa nie. Nigdy nie wiadomo, na które modlitwy będzie odpowiedź, a które będą zlekceważone. Co więcej, dzieje się tak również, gdy człowiek się nie modli. Kto wątpi, niech sam spróbuje.
08-05-2009 20:32 
 Ocena 1 na 1
Stanisław G... panTeista (6808 punktów)
>stwierdził, że modlitwy spełniają się w 50 %. Coś w tym jest. Sam kiedyś próbowałem tych zaklęć. Czy się człowiek modli czy nie, efekt jest podobny - połowa próśb jest spełniona, połowa nie. Nigdy nie wiadomo, na które modlitwy będzie odpowiedź, a które będą zlekceważone. Co więcej, dzieje się tak również, gdy człowiek się nie modli. Kto wątpi, niech sam spróbuje.

Faktycznie- nie modlę się, a część moich pragnień zwłaszcza dążeń wypełnia się.


Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
21-04-2009 11:55 
 Ocena 6 na 6
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>A jednak nadal podtrzymuję to co napisałam, że Bóg wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy.
To tak, jak z tymi cudownymi ocaleniami. Kiedy ktoś uratuje się z wypadku, wyzdrowieje - wtedy od razu mówi się o cudzie, o wysłuchanych modlitwach. Kiedy natomiast stanie się nieszczęście( wypadek autokaru z pielgrzymami, tornado nad wsią Kalina w święto kościelne, śmierć ludzi w pożarze Kamieniu Pomorskim w Święta Wielkanocne), wówczas Bóg jakby przestaje istnieć, zapada się pod ziemię. Nikt nie pyta, gdzie wówczas był.
Niewygodnych pytań nie należy zadawać.

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
21-04-2009 14:29 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>A jednak nadal podtrzymuję to co napisałam, że Bóg wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy.
>

Tyle, że takie twoje przekonanie niekoniecznie obroni się na polu związków przyczynowo-skutkowych.
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)
>A jednak nadal podtrzymuję to co napisałam, że Bóg wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy.
>
>Tyle, że takie twoje przekonanie niekoniecznie obroni się na polu związków przyczynowo-skutkowych.
W moim życiu się obroni, ale oczywiście człowiek niewierzący może to sobie inaczej wytłumaczyć i zdaję sobie sprawę, że trudno jest kogoś przekonać.
24-04-2009 14:03 
 Ocena 7 na 7
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>W moim życiu się obroni, ale oczywiście człowiek niewierzący może to sobie inaczej wytłumaczyć i zdaję sobie sprawę, że trudno jest kogoś przekonać.
Przecież ty też jesteś niewierząca, nie wierzysz w istnienie jednorożców, smoków, mantikor, centaurów i krasnoludków i ciężko cię będzie przekonać. Ale przecież czasem różne rzeczy się psują, więc oczywistą oczywistością jest, że to jest dowód na istnienie powyższych istot. Mantikora zjadła krasnoludka i nie zdążył on naprawić tego, co naprawić miał. A ty jesteś niewierząca i wytłumaczysz sobie to po prostu tak, ze samo się zepsuło. Ale ja wiem, że istnieją, bo za każdym razem jak wzywam krasnoludka to nic się nie psuje...

Hehe
24-04-2009 17:48 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Świetne, lecz nie każdy jest w stanie to zrozumieć(nie urągając niczyjej inteligencji).
Do tego trzeba szerokiego spojrzenia, ogarnięcia całości z perspektywy, i wyobraźni.
Wyzwolenie się z okowów dogmatów jest niesłychanie trudne. To tak, jak wyjście z dusznego pomieszczenia na świeże, rześkie powietrze. Obawa przed przeziębieniem się często bierze górę...

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Mam kolegę, który jest ŚJ. Dzisiaj powiedział mi, że do ŚJ przekonały go słowa z Biblii, że "Jehowa wszystkie gwiazdy nazywa po imieniu". Ponieważ był(i jest) miłośnikiem astronomii, więc ten haczyk okazał się skuteczny...


Prawda jest jedna.
24-04-2009 21:10 
 Ocena 1 na 1
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>P.S: Mam kolegę, który jest ŚJ. Dzisiaj powiedział mi, że do ŚJ przekonały go słowa z Biblii, że "Jehowa wszystkie gwiazdy nazywa po imieniu". Ponieważ był(i jest) miłośnikiem astronomii, więc ten haczyk okazał się skuteczny...

Ale to przecież astronomowie nadają nazwy gwiazdom... Od takich w stylu Eltanin i Albireo aż po HP 3487213 Łączenie kropeczek w konstelacje to też zasługa ludzi. Żaden bóg nie jest do niczego potrzebny...

A swoją drogą ciekawe czy Biblia te nazwy podaje, bo wątpię
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Dzięki za tego Eltanina (początkowo sądziłem, że pomyliłaś z Altairem - brzmi podobnie...). Nawet nie wiedziałem, że najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Smoka ma taką nazwę. A tyle razy patrzyłem na charakterystyczny łeb Smoka. Dzisiaj też miałem pojechać z kolegą na obserwacje do innego kolegi poza Koszalin, ale cały dzień "pracowałem" przy kwiatach i chęci już nie starczyło. Zasiadłem więc do "Racjonalisty"...

>Ale to przecież astronomowie nadają nazwy gwiazdom...
Tak jest z naszego - ziemskiego/ludzkiego punktu widzenia.
To, że Jehowa gwiazdy nazywa po imieniu należałoby raczej rozumieć jako metaforę. Jest ich ojcem - stworzył je i są dla niego jak dzieci. A jak je nazywa? Tego nie wiemy.
Zwróć uwagę, że on nazywa po imieniu wszystkie gwiazdy. To robi wrażenie...

>A swoją drogą ciekawe czy Biblia te nazwy podaje, bo wątpię
Nie - o ile się nie mylę, w większości przypadków nazwy nadali dopiero Arabowie.

Pozdrawiam - Zbyszek


Prawda jest jedna.
25-04-2009 08:34 
 Ocena 1 na 1
szperacz (2861 punktów)
>A swoją drogą ciekawe czy Biblia te nazwy podaje, bo wątpię

Nie podaje. To rzeczy zakryte dla maluczkich. To tajemnica wiary. Zapewne zostaną podane po Armagedonie.
21-04-2009 14:23 
 Ocena 6 na 6
Madman (7811 punktów)
Proponuję eksperyment. Od dziś będę się modlił do Latającego Potwora Spaghetti o opady deszczu w mojej miejscowości. Proszę także was o wstawiennictwo w tej sprawie. Będziemy się modlić aż do skutku! Połączone siły naszych modlitw muszą w końcu zwrócić uwagę Jego Makaronowej Doskonałości. Spadnie deszcz! A wiecie dlaczego jestem tego pewien? Bo Potwór Spaghetti już niejednokrotnie wysłuchiwał moich modlitw i spełniał moje prośby. Jest to wspaniałe świadectwo interwencji Makaronowych Wypustek.
Viva la Pasta!
21-04-2009 18:24 
 Ocena 2 na 2
szperacz (2861 punktów)
>Od dziś będę się modlił do Latającego Potwora Spaghetti o opady deszczu w mojej miejscowości.

A może do Krążącego Wokół Słońca Czajniczka? Jakby nie było ma coś wspólnego z wodą. Ja spróbuję modlitwy do Czajniczka. Niech Supergorąca Bulgotliwość mnie wysłucha. Kto mnie poprze?
21-04-2009 19:43 
 Ocena 5 na 5
Madman (7811 punktów)
>A może do Krążącego Wokół Słońca Czajniczka? Jakby nie było ma coś wspólnego z wodą. Ja spróbuję modlitwy do Czajniczka. Niech Supergorąca Bulgotliwość mnie wysłucha. Kto mnie poprze?
Twoja wywrotowa akcja, wymierzona w tak szlachetny cel, jakim jest wywołanie deszczu, to bezczelna próba działania na szkodę polskim rolnikom. Pragnę Cię poinformować, że jeśli deszcz spadnie, to będzie to tylko i wyłącznie zasługa Latającego Potwora Spaghetti, Jedynego i Prawdziwego Źródła Opadów Atmosferycznych. Ten bezpardonowy atak na Jego Makaronowatość pokazuje, że są pewne grupy, które różnymi spiskami chcą osłabić podstawowe wartości kuchni włoskiej. Pastafarianie, nie możemy pozostać obojętni na działania czajnikomasonerii! W jedności nasza siła. Będziemy się modlić za Ciebie i Twój nędzny czajniczek, będący marnym substytutem Prawdziwego Bóstwa. Czas jest bliski, odrzuć kłamstwa, w jakich żyłeś dotychczas i podążaj Makaronową drogą do zbawienia, a nagroda Cię nie ominie. Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, jak wielki Wulkan Piwny przygotował nam Omnipotentny Potwór Spaghetti.
21-04-2009 20:16 
 Ocena 3 na 3
szperacz (2861 punktów)
> Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, jak wielki Wulkan Piwny przygotował nam Omnipotentny Potwór Spaghetti.
O, nie! W życiu!
Jedynie prawdziwy jest Krążący Czajniczek. Nie wierzcie potworom! Już nasza Wrząca Inspekcja zajmie się waszymi fałszywymi dogmatami. To dzięki Czajniczkowi płyną potoki do strumiemi, strumienie do rzek, a rzeki do mórz. To Wszechpotężny Czajniczek dba o wodę w kranach. Precz z makaronami. Nadajecie się tylko do zapychania dziurek w durszlakach. Tylko Czajniczek może nas uratować. Nie będzie jakiś potworny klusek wpychał nam się do oczu i uszu i mamił nas surowym ciastem! Wyznajcie swoje grzechy i odsuńcie od siebie złudzenia. Może nie zostaniecie ugotowani we wrzątku naszych modlitw. Czajniczki wszystkich krajów łączcie się w modlitwie. Prośmy Najgorętszą Bulgotliwość o deszcz na posadzone ziemniaki. Nie tkniemy fałszywych makaronów.
22-04-2009 12:22 
 Ocena 1 na 1
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)
>Od dziś będę się modlił do Latającego Potwora Spaghetti o opady deszczu w mojej
miejscowości.
>A może do Krążącego Wokół Słońca Czajniczka? Jakby nie było ma coś wspólnego z wodą.
Jak na portal dla ludzi myślących - dyskusja cokolwiek niemerytoryczna. Co mogę odpowiedzieć?
"Mam więc Boga takiego, na jakiegom zasłużył"
(Jacek Kaczmarski, Epitafium dla Brunona Jasieńskiego".
22-04-2009 12:30 
 Ocena 3 na 3
szperacz (2861 punktów)
>Jak na portal dla ludzi myślących - dyskusja cokolwiek niemerytoryczna. Co mogę odpowiedzieć?
>"Mam więc Boga takiego, na jakiegom zasłużył"

Czytanie bez zrozumienia to po prostu strata czasu.
Madman (7811 punktów)
>>Od dziś będę się modlił do Latającego Potwora Spaghetti o opady deszczu w mojej miejscowości.
Moje modlitwy zostały wysłuchane, dziś spadł deszcz. Co prawda tylko parę kropel, ale doceniam i to. Jest to ostateczny i niepodważalny dowód na to, że Latający Potwór Spaghetti istnieje i że warto się do niego modlić, bo po raz kolejny mnie nie zawiódł.
Viva la Pasta!
08-05-2009 20:54 
 Ocena 1 na 1
Stanisław G... panTeista (6808 punktów)
>"Mam więc Boga takiego, na jakiegom zasłużył"
>(Jacek Kaczmarski, Epitafium dla Brunona Jasieńskiego".

Każdy wierzący ma raczej Boga/ bogów takich w jakich uwierzy, a niektórzy sami wymyślają Boga, nie tylko dla siebie ale dla sekty którą tworzą.

Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
24-04-2009 13:24 
 Ocena 5 na 5
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>To prawda, że trudno wierzyć w Boga. Powiem Ci jednak, że Bóg wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy i nie można tego wytłumaczyć tylko zbiegami okoliczności. Jeżeli chcesz uwierzyć, mów do Niego, wołaj aż do skutku, na pewno Ci odpowie.
Kiedyś bardzo bolała mnie głowa i pomyślałam o Latającym Potworze Spaghetti. W tej samej chwili ból ustał! Przecież nie da się tego wytłumaczyć zbiegami okoliczności! Jeśli chcesz poznać prawdę i być uzdrowionym nawet nie musisz do niego mówić, On nie jest taki zacofany, sam transfer myśli skierowany do Latającego Potwora pozwala nam na łaskę wiary! Naprawdę trudno w Niego uwierzyć, ale jeśli FSM Słucha moich myśli to oczywistą oczywistością jest, że On istnieje! Niech żyje nasza Makaronowa Doskonałość Miłościwie Nam Panująca!



Wiesz co to jest efekt placebo?
1 Zażywam tabletkę
2 Połknęłam, więc na pewno wyzdrowieję
3 Wyzdrowiałam, to na pewno zasługa cudownej tabletki...
... A tu doopa, bo tabletka była ze sproszkowaną szkolną kredą A dlaczego osoba może po niej wyzdrowieć? Bo wierzy, że ta kapsułka z bliżej nieokreślonym białym proszkiem to innowacyjna i skuteczna terapia przeciw chorobie. To zwykłe działanie umysłu, jeśli żaden bóg nie jest do tego potrzebny to po co ma istnieć? A ta cała Biblia to zwykła książka, która może się kurzyć na półce i którą można wsadzić do pieca jak drewna zabraknie

No chyba, że mamy jakiś pozłacany egzemplarz wysadzany klejnotami, to lepiej sprzedać na Allegro
24-04-2009 17:58 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Wiesz co to jest efekt placebo?
>1 Zażywam tabletkę
>2 Połknęłam, więc na pewno wyzdrowieję
>3 Wyzdrowiałam, to na pewno zasługa cudownej tabletki...
>... A tu doopa, bo tabletka była ze sproszkowaną szkolną kredą

Bo to pewnie była poświęcona kreda
25-04-2009 08:41 
 Ocena 4 na 4
szperacz (2861 punktów)
> Powiem Ci jednak, że Bóg wielokrotnie wysłuchał mojej modlitwy i nie można tego wytłumaczyć tylko zbiegami okoliczności.

A liczyłaś kiedyś ile razy Cię bóg nie wysłuchał? Policz. Wynik zwali Cię z nóg. Może wówczas zaczniesz się modlić do Zbiegu(a) Okoliczności. Z takim samym skutkiem oczywiście.
08-05-2009 19:29 
 Ocena 3 na 3
Stanisław G... panTeista (6808 punktów)
> mów do Niego, wołaj aż do skutku, na pewno Ci odpowie.

Po czym poznam że słucha. A jeśli "odpowie", to skąd wiadomo że to On? Podobno jest wszystkowiedzący, czy to nie obejmuje znajomości pragnień, dążeń, potrzeba desperackich wołań?


Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)
>Po czym poznam że słucha. A jeśli "odpowie", to skąd wiadomo że to On? Podobno jest
wszystkowiedzący, czy to nie obejmuje znajomości pragnień, dążeń, potrzeba desperackich
wołań?
Jeśli napiszę, że tak, zna pragnienia, dążenia itp. Ale chce, żeby z Nim rozmawiać, tak jak rozmawiam z człowiekiem, żeby mówić Mu o tym, czego potrzebuję, to czy to Cię przekona? Biblia wielokrotnie mówi o tym, że warto prosić. Mnóstwo przykładów opisywanych w Biblii pokazuje, że Bóg może zmienić swoją wolę pod wpływem modlitwy człowieka. Wiem jednak, że - aby zacząć się nad tym zastanawiać, trzeba najpierw przyjąć, że Bóg istnieje, potem - że obecnie działa w świecie i że przekaz Biblii jest godny wiary. Bez tego wszystko co piszę można uznać za czczą gadaninę.
Pozdrawiam.
www.katarzynaszczepanek.xt.pl
08-05-2009 22:18 
 Ocena 3 na 3
(Alicja)Duda (25557 punktów)
> Bez tego wszystko co piszę można uznać za czczą gadaninę.
Dobrze, że doszłaś wreszcie do racjonalnych wniosków.
08-05-2009 22:32 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>>Po czym poznam że słucha. A jeśli "odpowie", to skąd wiadomo że to On? Podobno jest
>wszystkowiedzący, czy to nie obejmuje znajomości pragnień, dążeń, potrzeba desperackich
>wołań?
> Jeśli napiszę, że tak, zna pragnienia, dążenia itp. Ale chce, żeby z Nim rozmawiać, tak jak rozmawiam z człowiekiem, żeby mówić Mu o tym, czego potrzebuję, to czy to Cię przekona? Biblia wielokrotnie mówi o tym, że warto prosić. Mnóstwo przykładów opisywanych w Biblii pokazuje, że Bóg może zmienić swoją wolę pod wpływem modlitwy człowieka. Wiem jednak, że - aby zacząć się nad tym zastanawiać, trzeba najpierw przyjąć, że Bóg istnieje, potem - że obecnie działa w świecie i że przekaz Biblii jest godny wiary. Bez tego wszystko co piszę można uznać za czczą gadaninę.
>Pozdrawiam.
>www.katarzynaszczepanek.xt.pl

Pierdoły opowiadasz. Kuzyn mój stał się ateistą właśnie z powodu nieskuteczności modlitw . W podstawówce modlił się ciągle o dobre oceny w szkole, a efektów modlitw nie było. W końcu pewnego dnia pomyślał sobie, że coś tu jest nie tak . I w ten sposób pognał boga w cholerę.

Zresztą jakby bóg istniał to nie pozwoliłby na to aby ateista przystąpił do bierzmowania i za świadka miał również ateistę. (mam tu na myśli siebie i kuzyna), mało tego parę lat później pozwolił żebym to ja bezbożnik był świadkiem na czyimś bierzmowaniu. Dodam do tego, że wszystkie wymienione osoby żyją i bóg ich nie pokarał za fałszywe świadectwo .
09-05-2009 05:06 
 Ocena 3 na 3
lotrek (14275 punktów)

>Pierdoły opowiadasz. Kuzyn mój stał się ateistą właśnie z powodu nieskuteczności modlitw .
Przepraszam, że się wtrącam, ale mógł to jeszcze przemyśleć.
Pewien chłopiec modlił się do Boga o rower, niestety nikt mu go nie dał.
Zrozumiał, że Bóg inaczej działa, ukradł więc rower i zaczął się modlić, by go nie złapali.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
09-05-2009 11:42 
 Ocena-1 na 1
Katarzyna Szczepanek (41 punktów)
>Kuzyn mój stał się ateistą właśnie z powodu nieskuteczności
modlitw. W podstawówce modlił się ciągle o dobre oceny w szkole, a efektów modlitw nie było.
A uczył się trochę przy okazji?
>W końcu pewnego dnia pomyślał sobie, że coś tu jest nie tak. I w ten sposób pognał boga w cholerę.
No jak to był taki bóg z małej litery, to może dlatego nie wysłuchał, bo niewiele mógł.
>Zresztą jakby bóg istniał to nie pozwoliłby na to aby ateista przystąpił do bierzmowania
i za świadka miał również ateistę. (mam tu na myśli siebie i kuzyna), mało tego parę
lat później pozwolił żebym to ja bezbożnik był świadkiem na czyimś bierzmowaniu.
A co miał zrobić? Piorunem Was porazić? Nie na takie rzeczy Bóg pozwala. Zresztą myślę, że to Wasz problem, że jako niewierzący okazaliście się nieuczciwi wobec siebie i własnego światopoglądu. Jak człowiek niewierzący może spojrzeć spokojnie w lustro, gdy świadczył wobec czy w imieniu Boga, którego nie ma?
Pozdrawiam.
www.katarzynaszczepanek.xt.pl
09-05-2009 16:39 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Pewnie, że jestem nieuczciwy, a w stosunku do boga to jestem oszust jakich mało. Od wielu lat obrażam go, poniewieram jak szm.... a on nic. Nawet nie jęknie. To co sobie będę odmawiał poniewierania nim dalej. Jakie owieczki stworzył takie ma .
11-05-2009 19:04 
 Ocena 1 na 1
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
> A uczył się trochę przy okazji?
Przecież to bóg miał mu pomóc a nie on sam sobie Gdyby się nauczył to i tak modlitwa nic by nie zdziałała, bo bez względu na wszystko by umiał

> No jak to był taki bóg z małej litery, to może dlatego nie wysłuchał, bo niewiele mógł.
A jakie ma to znaczenie skoro ani Bóg, ani bóg, ani bÓg, ani bóG, ani BÓG nie istnieją...

A może właśnie zamiast do boga modlił się do Boga, i dlatego mu nie wyszło?

>Jak człowiek niewierzący może spojrzeć spokojnie w lustro, gdy świadczył wobec czy w imieniu Boga, którego nie ma?

A dlaczego nie? Nie ma żadnych przeciwwskazań, tak samo jak katolicy mogą spokojnie patrzeć w lustro świętując ku czci bogini Easter (czy jak jej tam było) lub też czcząc Mitrasa urodzonego 25 Grudnia z dziewicy... Heretycy wy!
plamka123 (-15 punktów)
Trudno się wierzy w kogoś kto jest nieśmiertelny wszechmogący dobry. Kiedy tyle cierpienia jest na świecie człowiek który jest wszechmogący i dobry nigdy nie był by wstanie patrzeć na cierpienia ludzi i się tym upajać.
Podobno samobójca osiąga 8 stopień piekła tak zawsze mówi kościół. Bóg najpierw patrzy na cierpienie i tortury człowieka i nic nie robi wtedy kiedy odchodzi nie zatrzyma go nie zmieni jego myśli tylko patrzy obojętnie bez uczuć a potem skazuje na cierpienie w piekle ?Czasem sobie myślę ze to musi być bardzo okrutny człowiek. Choć teraz kościół dopuszcza chowanie samobójców na cmentarzach ale kiedyś. Czemu teraz można człowiek zbyt wiele zmienia fałszuje żeby religia była wiarygodna. A zakonnice to najbardziej fałszywe osoby na świecie udające fałszywa dobroć czasem zastanawiam się czy w zakonie ich ktoś tej fałszywej dobroci uczy. Chciałam bym wierzyć ze istnieje i ze kiedyś sprawi ze będę szczęśliwa musze w cos wierzyć tonący nawet brzytwy się chwyci. Ale czy bóg istnieje czy pamięta o ludziach zapomnianych o ludziach cierpiący. Podobno człowiek cierpi bo Bóg każe lub nas kocha inni powiadają ze to wina szatana ? Komu to wierzyć kiedy każdy mówi co innego?
24-04-2009 13:59 
 Ocena 7 na 7
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Trudno się wierzy w kogoś kto jest nieśmiertelny wszechmogący dobry.
A skąd wiesz, że istnieje ktoś nieśmiertelny, wszechmogący i dobry (naraz, żeby nie było )

>Kiedy tyle cierpienia jest na świecie człowiek który jest wszechmogący i dobry nigdy nie był by wstanie patrzeć na cierpienia ludzi i się tym upajać.
A może nikt taki nie istnieje a w dzieciństwie zostaliśmy poddani indoktrynacji? To tak jak z wiarą w Mikołaja, każde małe dziecko jest przekonane, że on istnieje, no bo kto by przynosił prezenty? No i oczywiście Mikołaj jest super szybki i ma odrzutowe sanie, bo w 1 wieczór jest w stanie dolecieć do wszystkich dzieci z całego świata

>Podobno samobójca osiąga 8 stopień piekła tak zawsze mówi kościół.
A skąd wiesz, że piekło istnieje? Jeśli nie istnieje to o jakich znowu stopniach mówimy?

>Bóg najpierw patrzy na cierpienie i tortury człowieka i nic nie robi wtedy kiedy odchodzi nie zatrzyma go nie zmieni jego myśli tylko patrzy obojętnie bez uczuć a potem skazuje na cierpienie w piekle ?
Tak, tak to właśnie wygląda, poczytaj sobie Biblię, jednego zabił, innego torturował, niszczył całe narody, nasyłał plagi, robił dzieci z dziewicami... Strasznie ten bóg miłosierny No i oczywiście mamy mu składać pokłony, bo jest zapatrzonym w siebie egoistą, ma syndrom władzy i różne takie niefajne rzeczy...

>Czasem sobie myślę ze to musi być bardzo okrutny człowiek.
Jahwe w porównaniu do Ateny to po prostu tyran, nie wiem jak ktoś na upartego pomimo tysięcy argumentów chce go czcić, jeśli już to niech znajdzie sobie innego boga, jest ich bardzo wielu, gdzieś ktoś napisał post, w którym trochę tego było

>Choć teraz kościół dopuszcza chowanie samobójców na cmentarzach ale kiedyś. Czemu teraz można człowiek zbyt wiele zmienia fałszuje żeby religia była wiarygodna.
Kojarzysz taki fragment "kto bez grzechu niech rzuci kamieniem pierwszy" (czy jakos tak)? Został on najprawdopodobniej dopisany w średniowieczu, setki lat po narodzinach Jezusa, wiec najprawdopodobniej cała ta historia jest wyssaną z palca bajką... Ile to jeszcze fragmentów może być przeinaczonych albo pozmienianych?

>A zakonnice to najbardziej fałszywe osoby na świecie udające fałszywa dobroć czasem zastanawiam się czy w zakonie ich ktoś tej fałszywej dobroci uczy.
Też się zastanawiałam czy przypadkiem nie chodzą na jakieś specjalne kursy A czy są fałszywe to nie wiem, ale trudno nazwać mądrym osobę, która zamiast pogłębiać swoją wiedzę mówi przez ileś godzin do siebie magiczne zaklęcia...

>Chciałam bym wierzyć ze istnieje i ze kiedyś sprawi ze będę szczęśliwa musze w cos wierzyć tonący nawet brzytwy się chwyci.
Zaraz zaraz, kto ci wmówił takie kłamstwo, że musisz w coś wierzyć? By być szczęśliwymi?

Na takiej samej zasadzie działają narkotyki: "wiem że to gówno, ale chce je brać gdyż chcę być szczęśliwa, muszę coś brać bo każdy bierze". Ale jak widzisz są osoby, które nic z "narkotykiem" wspólnego nie mają i - na dodatek - są bardziej szczęśliwe niż te "ćpuny", są wolne jak ptaki, pomagają ludziom nie dlatego, że jakiś psychicznie chory stwór im to każe robić, tylko dlatego, że sprawia im to przyjemność, robią to dla siebie i dla innych!

Tym właśnie jest Ateizm: czynieniem dobra bez oczekiwania "wypłaty" za nie, cieszeniem się życiem doczesnym a nie "wypłaconym" nam po śmierci (co jest z resztą absurdalne), bawieniem się na organizowanych co roku świętach bez tej całej "boskiej otoczki", spowiadaniem się samemu sobie wg własnego sumienia, a nie starszemu panu w sukience, który niby może to zrobić, "bo nam nie wolno". Nie kradniemy dlatego, bo postępujemy wg własnego sumienia i zwyczajnej ludzkiej etyki, a nie dlatego, że jakiś dziadzio wykopał na górze kamienne tabliczki. Z tego samego powodu nie zabijamy ani nie gnębimy innych ludzi za poglądy sprzeczne z naszymi. A sytuacje odwrotne się zdarzały, krucjaty i inkwizycja to te najbardziej znane, wiesz ile ludzi wtedy zginęło? Ilu ludzi cierpiało? A jednym z powodów była właśnie religia, jedni wierzą w to, inni w tamto no i ktoś stwierdził, że tych drugich trzeba ubić. Oczywiście ku chwale boga Co twierdzisz o religiach politeistycznych (wielobóstwo)? Wyobraź sobie, że za 2 tysiące lat to samo będą myśleć o chrześcijaństwie, judaizmie i innych większych lub mniejszych religiach.

Powiedz, czy chcesz robić coś dla przyjemności, czy dlatego, że ktoś ci to kazał?

>Podobno człowiek cierpi bo Bóg każe lub nas kocha inni powiadają ze to wina szatana ? Komu to wierzyć kiedy każdy mówi co innego?
Żeby nie stracić gruntu pod nogami kler przez wieki wymyślał takie dziwne rzeczy, tylko by utrzymać przy sobie wierzących (którzy dają im kasę). Jeden bóg musiał być dobry, więc za zło obarczyli drugiego boga, którego nazwali Szatanem, Diabłem czy jeszcze jakoś.

Albo dobro i zło: cały czas religia wmawia nam, że istnieje dobro i zło: zło to cośtam, a dobro to cośtam. Ale po głębszym zastanowieniu się zła i dobra nie ma, to tylko nasze subiektywne odczucia... Dla jednego kradzież jest zła, innego uratuje życie, więc czy jest dobra, czy zła?
08-05-2009 21:15 
 Ocena 2 na 2
Stanisław G... panTeista (6808 punktów)
>Komu to wierzyć kiedy każdy mówi co innego?

Nie wierz na słowa, prawdziwe jest to co "mówi" Twoje doświadczenie.

Dusza po śmierci idzie tam, gdzie była przed poczęciem. <Stanisław Gejo>
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)

Nie wiem, czemu inni tak na ciebie wsiedli za tę wypowiedź. Masz rację, że trudno i właściwie niemożliwie wręcz jest wierzyć w Boga mając ugruntowaną wiedzę o świecie.
Rzesze wyznających Bogów, ale również niektórzy ateiści z lewicowego klucza tak naprawdę nie wiedzą, dlaczego mają określony światopogląd i zachowują się jak barany.
Nie przejmuj się faktem, że Boga najprawdopodobniej nie ma. Swiat jest żywiołem, ale dzięki temu nie narazisz się na jego psychopatyczny gniew. Powiem ci, że świat z Bogiem tylko pozornie byłby przyjaźniejszy. Nie wiem, czy dożyjesz takiej symulacji świata, która niewątpliwie będzie możliwa z technicznego punktu widzenia. Wystarczy skopiować twoją świadomość do programu komputera i umieścić wszystko w odpowiednim scenariuszu. Czy będzie to takie pociągające?
Pragniesz Boga, bo boisz się zwierzęcym umysłem przemijania, nie zdając sobie sprawy z jego powszedniości i konieczności.
Codziennie zasypiając, przeżywasz psychiczną, odczuwalną, subiektywną śmierć.
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Źle w ogóle podchodzisz do tematu. Przede wszystkim oceniasz Jezusa (o ile on w ogóle istniał, bo nie ma na to dowodów jednoznacznych) z dzisiejszej perspektywy. Zapewniam Cię, że w czasach, w których on rzekomo istniał, żaden władca by się nim nie przejmował i nie zawracał sobie nim za przeproszeniem dupy. To po pierwsze. Po drugie Jezus był tylko jednym z wielu oszołomów krążących po okolicy i głoszących różne dziwne teorie. Znany stał się dopiero kilka wieków po swojej śmierci.

Za jego czasów żyło jeszcze kilku takich konkurencyjnych Jezusków, bardziej znanych w owych czasach. To że akurat ten stał się znany później to tylko kwestia większej skuteczności jego uczniów i piewców jego słowa. A Herod to był wielki budowniczy i raczej budował niż niszczył. Podejrzewam nawet, że Herod nie wiedział o istnieniu jakiegoś Jezusa. Miał ważniejsze sprawy na głowie niż zajmowanie się jakimś wieśniakiem.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365