Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ściąganie plików

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
02-05-2009 19:13dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
Ściąganie plików
Ocena 16 na 16
Niedawno "Metro" rozpętało nagonkę przeciwko Internetowi. Zadali takie pytania: Dlaczego wstydzimy się kraść ze sklepu a nie wstydzimy się ściągać plików z Internetu? Czy ktoś odważyłby się publicznie przyznać do ściągania plików z internetu? Wysłałem do redakcji taki list.

Taki oto list wysłałem do Metra:

Szanowna Redakcjo!

Wasze pierwszy pytanie jest prowokacją zbyt łatwą do obalenia. Jest oczywiste, że kradzież w sklepie jest czynem zupełnie innej natury niż ściągnięcie pliku, ponieważ plik jest oferowany jawnie i publicznie, tak jak towar w sklepie oferowany przez sprzedawcę. Jeżeli sprzedawca podaje mi coś i mówi, że jest to prezent, to niczym się to nie różni od dodawania do pasty do zębów szczoteczki gratis lub darmowej płytki z filmem. Jeżeli na jakiejś półce leży towar, który można brać za darmo, to go ściągam z półki z czystym sumieniem. Kochani Redaktorzy, nie udawajcie, że nie umiecie odróżnić brania i kupowania od kradzieży.

Internet jest jak wielki sklep, w którym nie wiemy z góry, co jest za darmo, a za co trzeba płacić. Jako użytkownik Internetu wchodzę za darmo do wielu miejsc, czytam i oglądam, i nie interesuje mnie, czy autorzy np. artykułów w Wikipedii nie popełnili przestępstwa - jestem klientem a nie prokuratorem na służbie.

Kluczem do zrozumienia wartości moralnej ściągania plików jest proste wyobrażenie sobie wielkich napisów w rodzaju: "Tutaj wielkie firmy w ramach reklamy oferują swoje produkty za darmo", "W naszym kinie wszystkie filmy są za darmo", "W naszym klubie wstęp na dyskotekę dla pań jest bezpłatny". Ten ostatni przykład najlepiej obrazuje problem moralny związany ze ściąganiem plików. Zastanówmy się przez chwilę, czy właściciel klubu płaci za muzykę, którą gra podczas dyskoteki - czy jest piratem, czy uczciwie płaci wszystkie tantiemy?

Jeżeli zadaliśmy sobie już takie pytanie, to czy świadomość tej wątpliwości sprawia, że dziewczyna powinna czuć się podle, bo nie płaci za wejście. A czy chłopak, który płaci, ale wie, w przeciwieństwie od dziewczyny, że właściciel jest przestępcą, może czuć się czysty? Moralnie nie jest ważne, czy się płaci czy się nie płaci, ale ważne jest, od kogo się bierze.

Wróćmy do Internetu. Czym różni się ściąganie plików za opłatą od ściągania plików za darmo? Moralnie niczym, tak samo jak kupowanie gdziekolwiek indziej. Aby zachować czystość musimy tylko uważać, żeby brać, to co nam dają, i nie brać tego, czego nam nie dają, czyli - nie kraść. Gwarantem czystości mojego sumienia, jako klienta, jest wielkość i zasięg publicznej oferty. Jeżeli sklep stoi w samym sercu miasta i kolorowymi światłami od lat przyciąga codziennie rzesze klientów, to mogę z czystym sumieniem wejść tam i kupić wszystko, co mi dają, bo gdyby właścicielem tego sklepu była mafia, piorąca w tym sklepie pieniądze z narkotyków, to już dawno władze by ten sklep zamknęły. Taki właśnie charakter ma Internet. Internet to największy jarmark naszego świata, najbardziej publiczna agora naszej cywilizacji. Miliony sprzedawców oferuje swoje towary, za niektóre trzeba płacić, inne są za darmo. Wszędzie mnie zapraszają, ciągną mnie linkami, a ja kupuję, biorę, czytam i oglądam. Jaką mam szansę odróżnić przestępców od ludzi uczciwych? Żadnej, szczególnie że Internet jest areną kłamstw i oszczerstw: "od niego nie bierz, to przestępca, weź ode mnie, ja mam wszystko legalnie".

Jedynym kryterium uczciwości jest więc jawna obecność. Musimy zaufać prawu i tym ludziom, którzy w jego imieniu ścigają przestępców. Jeżeli portal prowadzą przestępcy, to władze go zamkną, a właścicieli wsadzą do więzienia. Jeżeli więc jakiś portal działa od dawna jawnie, możemy zakładać, że prowadzą go ludzie uczciwi. Z czystym sumieniem możemy więc ściągać pliki ze źródeł znanych od dawna, wbrew oszczerczym opiniom, że są to źródła nielegalne.

Dylematy moralne pojawiają się, gdy wchodzimy do nowego sklepu, którego nie znamy, a w nim właściciel oferuje nam coś za darmo w ramach zachęty, np. mówi, że daje telefony za darmo na pierwszy rok ich użytkowania. W zasadzie powinniśmy traktować go jak przestępcę i czekać, czy utrzyma się na rynku, czy go aresztują. Ale skądinąd wiemy, co robi większość ludzi, którym na czystości sumienia nie zależy. Ludzie ci zwalają się tłumnie na otwarcie każdego nowego sklepu, gdyż liczą na coś za darmo lub inną okazję. Nikt nie boi się, że sklep otwiera mafia, żeby prać pieniądze.

Podsumowując, z moralnego punktu widzenia absurdem jest krytykowanie ludzi, którzy ściągają pliki, udostępniane jawnie i publicznie w Internecie. Naganne moralnie jest: włamywanie się, kradzież, nielegalne rozpowszechnianie, sprzedawanie bez płacenia podatków i tantiemów, kontakty z przestępcami i szarą strefą... ale nie możemy z góry zakładać, że nieznajomi spotykani w miejscach publicznych uprawiają przestępczy proceder.

W kupowaniu książki czy płyty na straganie nie ma nic złego, bo nie mam prawa jako klient rzucać sprzedawcy w twarz oskarżenia, że handluje na lewo i nie płaci podatków ani tantiemów.

W ściąganiu plików z nieznanych źródeł w Internecie nie ma nic złego, jeśli są one publicznie dostępne. Jestem gotów tej tezy bronić w każdej publicznej debacie.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

02-05-2009 19:30
 Ocena 11 na 11
R. Grochala (970 punktów)
>Niedawno "Metro" rozpętało nagonkę przeciwko Internetowi. Zadali takie pytania: Dlaczego wstydzimy się kraść ze sklepu a nie wstydzimy się ściągać plików z Internetu? Czy ktoś odważyłby się publicznie przyznać do ściągania plików z internetu?

Co za absurdalne pytania. Wchodząc na jakąkolwiek stronę internetową pobierasz dane - np. kod określający jak strona wygląda tudzież pliki zawierające banery czy przyciski. Gdyby ktoś mnie tak zapytał, z wielkim uśmiechem powiedziałbym: "Tak, ściągam pliki z internetu. I ty też!".

Domyślam się jednak, że chodziło o internetowe piractwo. Podejrzewam, że pod definicję piractwa podchodzi ściąganie plików muzycznych, a także książek. Jeśli tak - to jestem piratem. I nie zamierzam się usprawiedliwiać z tego, że dzięki owemu piractwu poznałem wiele świetnych zespołów i wiele książek. I dzięki temu kupiłem sporo płyt owych zespołów (lepsza jakość) i dużo książek (papierową wersję, ten zapach i trzymanie w rękach: tego komputer nie potrafi zastąpić).

Jest znakomite porównanie piractwa internetowego. Biblioteka. Ściąganie "nielegalnych" plików jest takie same jak pożyczanie książek z biblioteki. Czy jednak pożyczających nazywamy łamiącymi prawo? Czy chcemy zlikwidowania bibliotek?

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
02-05-2009 19:38 
 Ocena 3 na 3
qF3r (0 punktów)

>Domyślam się jednak, że chodziło o internetowe piractwo. Podejrzewam, że pod definicję piractwa podchodzi ściąganie plików muzycznych, a także książek. Jeśli tak - to jestem piratem.

Z tego co mi wiadomo ściąganie filmów, muzyki czy książek nie jest ścigane.
Ścigane jest udostępnianie.
Zależy więc jak ściągamy, w sieciach p2p w większości przypadków żeby móc ściągać trzeba też udostępnić, co innego ściąganie z hostingu czy z poprzez klientów p2m.

My Brute
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Zależy więc jak ściągamy

Oczywiście

doku
stilgar (7322 punktów)

>Z tego co mi wiadomo ściąganie filmów, muzyki czy książek nie jest ścigane.

A masz jakieś wiarygodne źródło dla tego? Z tego co mi mówił znajomy prokurator i sędzia, scigają za pobieranie plików. Zasada jest prosta - udostępniają plik w sieci, biorą IP sciągających, idą z tym do ISP a potem do sądu. W przypadku udostępniania plików, analogicznie, tylko sciagaja od kogos plik zamiast go udostepniać.
03-05-2009 15:05 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Z tego co mi mówił znajomy prokurator i sędzia, scigają za pobieranie plików. Zasada jest prosta - udostępniają plik w sieci, biorą IP sciągających, idą z tym do ISP a potem do sądu.

A z którego paragrafu oskarżają?

Równie śmiesznie brzmi taka opowieść. "Wypalają płytki z muzyką, otwierają kiosk muzyczny, a gdy ktoś kupi w nim płytkę, idą z nim do ISP a potem do sądu".

doku
03-05-2009 15:19 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>>Z tego co mi mówił znajomy prokurator i sędzia, scigają za pobieranie plików. Zasada jest prosta - udostępniają plik w sieci, biorą IP sciągających, idą z tym do ISP a potem do sądu.
>A z którego paragrafu oskarżają?

Niestety, nie zapamiętałem.

>Równie śmiesznie brzmi taka opowieść. "Wypalają płytki z muzyką, otwierają kiosk muzyczny, a gdy ktoś kupi w nim płytkę, idą z nim do ISP a potem do sądu".

A po co ISP tutaj?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>A po co ISP tutaj?

Nie wiem, chciałem żeby było widać podobieństwo opowiastek.


doku
04-05-2009 02:53 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>>Z tego co mi wiadomo ściąganie filmów, muzyki czy książek nie jest ścigane.
>A masz jakieś wiarygodne źródło dla tego? Z tego co mi mówił znajomy prokurator i sędzia, scigają za pobieranie plików.

Ustawa o Prawie Autorskim

ODDZIAŁ 3 - DOZWOLONY UŻYTEK CHRONIONYCH UTWORÓW

Art. 23. 1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego.
2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.
qF3r (0 punktów)
03-05-2009 11:50 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Co za absurdalne pytania.

A jednak większość moralnych Polaków autorytetów na łamach Metra wypowiada się w sposób jeszcze bardziej absurdalny. Księża potępiają w czambuł jako grzech ściąganie plików. Jacyś pseudoetycy, socjologowie... udają, że nie odróżniają dobra od zła. Wygląda na to, że prostytuują się oni dla pieniędzy producentów i dystrybutorów

>Domyślam się jednak, że chodziło o internetowe piractwo. Podejrzewam, że pod definicję piractwa podchodzi ściąganie plików muzycznych, a także książek.

Też filmów

>Jest znakomite porównanie piractwa internetowego. Biblioteka. Ściąganie "nielegalnych" plików jest takie same jak pożyczanie książek z biblioteki. Czy jednak pożyczających nazywamy łamiącymi prawo? Czy chcemy zlikwidowania bibliotek?

To możliwe, że księża w służbie Mamony zaczną konsekwentnie określać wypożyczających mianem grzeszników, że niby biorą za darmo coś, za co inni muszą płacić w uczciwej księgarni.

doku
NieIstniejesz (1137 punktów)
Najdziwniejsze jest to, że społeczeństwo przyjęło bez większego zastanowienia i kłótni jako fakt i prawdę, to ze piractwo to kradzież i ogólnie przestępstwo. Tymczasem porównanie do biblioteki jest bardzo trafne. Jednak kiedy ktoś forsował "nielegalność" ściągania sobie różnych plików z internetu, żeby na tym zarobić, nikt nie próbował się o to wykłócać, więc jest jak jest.
Co ciekawe mimo, że społeczeństwo dzieli się na dwie grupy: tych co ściągają i tych co nie ściągają, większość jest bez reszty przekonana, że piractwo to kradzież, a przynajmniej czyn niemoralny, pozbawianie kogoś dochodu. Większość "piratów" jest przekonana, że np. ściąganie muzyki z internetu jest nie tylko nielegalne, ale przede wszystkim niemoralne, mają więc świadomość, że działają "niemoralnie". Z drugiej strony mamy "świętych obrońców moralności", którzy nie będą kalać swego honoru i czci takimi "amoralnymi" czynami. Oczywiście jak zwykle ludzie dostrzegający absurdalność "nielegalności piractwa" stanowią mniejszość, co więcej mniejszość zaszczutą przez "obrońców moralności" i całkowicie ignorowaną przez "tych świadomie niemoralnych".
Oczywiście gdyby wszyscy dostrzegli absurdalność i bezpodstawność nielegalności "piractwa", szybko można by je znieść, w końcu mamy "demokrację", gdyby przytłaczająca większość zgłosiła sprzeciw - ten przepis musiałby zostać zniesiony. Jednak właśnie problemem jest to, że ludzie już przyjęli do wiadomości, że "piractwo" to zło i kradzież i chociaż wszyscy by chcieli, żeby można było za darmo ściągać sobie pliki do prywatnego użytku - "Nie, to jest zło i kradzież".
Swoją drogą zmanipulowanie całego świata tak, by uwierzył w niemoralność piractwa jest majstersztykiem socjotechniki, pokazuje też świetnie, jaki wpływ mają korporacje na codzienne życie i sposób myślenia, oraz jak łatwo zmieniają się, przecież "niezmienne, wieczne i absolutne", pojęcia dobra i zła.
Prosty lud znów padł ofiarą korporacjonistycznych manipulantów. Czasami mam wrażenie, że w końcu spełnią się apokaliptyczne wizje neofaszystowskiej cywilizacji przyszłości.

Zaiste, Nowy, Wspaniały Świat.
03-05-2009 12:03 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Swoją drogą zmanipulowanie całego świata tak, by uwierzył w niemoralność piractwa jest majstersztykiem socjotechniki

Takich cudownych ogłupień jest więcej. Innym przykładem są biopaliwa

> pokazuje też świetnie, jaki wpływ mają korporacje na codzienne życie i sposób myślenia, oraz jak łatwo zmieniają się, przecież "niezmienne, wieczne i absolutne", pojęcia dobra i zła.
>Prosty lud znów padł ofiarą korporacjonistycznych manipulantów.

Dokładnie

doku
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
>Takich cudownych ogłupień jest więcej. Innym przykładem są biopaliwa

co masz na mysli?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
Mam na myśli benzynę lub jakąś dolewkę do benzyny, wyprodukowaną z materii organicznej. Najczęściej surowcem do produkcji biopaliwa jest roślina uprawiana specjalnie w tym celu. Ponieważ przypuszczam, że pytanie Twoje dotyczyło czegoś innego, pozwolę sobie od razu odpowiedzieć na pytania, które chciałeś zadać, ale nie chciało Ci się pisać.

O absurdach produkcji biopaliw pisałem już nie raz. Ponieważ nie jest to właściwy wątek, ani nawet dział forum, zwięźle tylko zasygnalizują najważniejsze problemy. Jeśli chcesz szerszej dyskusji na ten temat, chętnie dołączę do stosownego wątku we właściwym dziale.

1. Ujemny bilans energetyczny. Produkcja biopaliw wymaga zużycia więcej energii niż można z wyprodukowanego biopaliwa uzyskać. Mówiąc dosadniej, dolewanie biopaliwa do benzyny powoduje wzrost wydobycia ropy naftowej i wydzielania gazów cieplarnianych do atmosfery.

2. Wielkie obszary lasów są karczowane na potrzeby upraw biopaliwowych. Z powodu popytu na biopaliwa tempo niszczenia lasów na Ziemi jest kilkakrotnie szybsze niż pod koniec XX w.

3. Biopaliwo ma niższą jakość niż tradycyjnie wytwarzana benzyna, obniża więc trwałość samochodów.

4. Produkcja biopaliw stanowi naturalną konkurencję dla produkcji żywności, powoduje więc wzrost cen żywności.

Produkcja biopaliw jest ekonomicznym absurdem, ale silne dotacje dla różnych etapów wytwarzania powodują, że rolnikom opłaca się bardzie uprawiać biopaliwowe rośliny, niż żywność, a mimo to cena biopaliwa jest tak niska, że konsumentom opłaca się dolewać biopaliwo do benzyny.

Mówiąc obrazowo i symbolicznie, rządy ogólnoświatowej mafii biopaliwowej doprowadziły do tego, że opłaca się kupować chleb tylko po to, żeby palić nim w piecu i dzięki temu oszczędzać na węglu. Każdy, kto miał do czynienia z kuchnią lub piecem opalanym węglem dobrze wie, ile by go kosztowało zastąpienie węgla chlebem. A jednak ludzie wlewają biopaliwo do baku, tak bardzo zostali ogłupieni przez biopaliwową mafię. Głosu naukowców ani ekonomistów nikt nie słucha, bo wygodniej jest udawać głupka i móc się załapać na kasę z dotacji dla mafii.


doku
Zyga (1539 punktów)
Porównanie do sklepu gdzie, właściciel rozdaje towary jest mocno nietrafione.
To nie właściciel rozdaje, a klienci, którzy skopiowali towar, który niekoniecznie wcześniej kupili.
Tłumaczenie "witryny istnieją, ja nie jestem od oceny ich legalności" też jest nietrafione. Policji nie interesuje, że kradziony pojazd kupiłeś na legalnej giełdzie.

Takie tłumaczenie to robienie z siebie głupka. Jeżeli program kosztuje 5k zł to dla średnio rozgarniętej osoby oczywistym jest, że nie dostanie go za darmo.

W całym wątku, najbardziej trafne jest porównanie do biblioteki, z ta małą różnicą, że z biblioteki pożyczamy, a nie kopiujemy.

Ściągając plik i wypalając go na płytę, robię jego kopię.
Oczywiście, pozbawiam autora pewnego dochodu, ale go nie okradam.
Nie ma nic złego w zbudowaniu mercedesa na własny użytek, ale sprzedawanie mercedesów własnej produkcji, jest już naruszeniem pewnych praw.

Czy ściąganie jest nielegalne? Jak najbardziej nie jest, ale jest nieuczciwe w stosunku do autora. Tak samo nieuczciwe, jak sprzedawanie programów z tysiącem zabezpieczeń utrudniających życie uczciwie kupujących, średnio działających wersji, bez dema itd.
03-05-2009 12:07 
 Ocena 3 na 3
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Tłumaczenie "witryny istnieją, ja nie jestem od oceny ich legalności" też jest nietrafione. Policji nie interesuje, że kradziony pojazd kupiłeś na legalnej giełdzie.

Kupienie takiego samochodu nie jest czynem niemoralnym, jeśli się wcześniej nie wie, że został ukradziony. Kupujący jest ofiarą przestępcy, a nie wspólnikiem.

doku
Sylwek (15472 punktów)
>Kupienie takiego samochodu nie jest czynem niemoralnym, jeśli się wcześniej nie wie, że został ukradziony. Kupujący jest ofiarą przestępcy, a nie wspólnikiem.

Nie mam zamiaru wypowiadać się co do kwestii czy piractwo faktycznie okrada kogokolwiek z czegokolwiek - by tak było trzeba by wykazać, że każdy pirat gdyby czegoś nie spiracił kupiłby to. A to wątpliwe.
Niemniej chciałbym zwrócić panu uwagę na szalenie naiwna deklaracje o domniemaniu uczciwości tych którzy wystawiają rożne treści do publicznego dostępu w internecie. Nikt mi nie wmówi, że ktoś kto wchodzi na stronę z torrentami albo linkami do rapidshare nie wie co robi i ma prawo uważać ze wszystko tam znalazło się za zgodą autorów. Kos taki świadomie postanawia nie zapłacić artyście/autorowi za stworzone przez niego treści. Choć prawnie jest to w Polsce czasami dopuszczalne, moim zdaniem jest moralnie naganne o tyle, o ile uznamy iż artystom należy się wynagrodzenie za ich prace. Dla mnie jest rzeczą oczywistą płacenie na przykład za muzykę którą lubię, ale tez, jeśli na przykład nie mogę dostać płyty w żadnym sklepie włącznie z wysyłkowymi mowie trudno i jeśli mogę ściągam z internetu. Nie czuje się wtedy złodziejem.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>szalenie naiwna deklaracje o domniemaniu uczciwości tych którzy wystawiają rożne treści do publicznego dostępu w internecie.

To nie jest naiwne. Przestępcy nie podkładają się, oferując publicznie produkty swojej przestępczej działalności. Przestępcy często są łapani nawet wtedy, gdy się ukrywają i po kryjomu sprzedają trefny towar.

>Nikt mi nie wmówi, że ktoś kto wchodzi na stronę z torrentami albo linkami do rapidshare

Ja nawet nie wiem, co te słowa oznaczają. Wiem natomiast, że w wielu miejscach w sieci wystawiane są legalnie różne pliki do ściągnięcia. Jak widzisz, nie do obrony jest oszczerstwo, że ściąganie plików jest w ogólności niemoralne. Żeby mieć nieczyste sumienie, musisz najpierw wiedzieć, że ściągasz pliki udostępnione przez przestępcę.

doku
Sylwek (15472 punktów)
>>Nikt mi nie wmówi, że ktoś kto wchodzi na stronę z torrentami albo linkami do rapidshare
>Ja nawet nie wiem, co te słowa oznaczają. Wiem natomiast, że w wielu miejscach w sieci wystawiane są legalnie różne pliki do ściągnięcia. Jak widzisz, nie do obrony jest oszczerstwo, że ściąganie plików jest w ogólności niemoralne. Żeby mieć nieczyste sumienie, musisz najpierw wiedzieć, że ściągasz pliki udostępnione przez przestępcę.
Rzeczywiście nie do obrony jest stwierdzenie o przestępczym charakterze ściągania plików w ogóle - wszak każde otwarcie dowolnej strony wiąże się z pobraniem sporej ilości różnych plików (strona forum racjonalisty składa się z kilkudziesięciu - grafik, skryptów i arkuszy stylów). Kontrowersyjne jest ściąganie treści o których wiadomo, że autorzy nie życzą sobie udostępniania ich za darmo.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Kontrowersyjne jest ściąganie treści o których wiadomo, że autorzy nie życzą sobie udostępniania ich za darmo.

Dokładnie

doku
Sylwek (15472 punktów)
>>Kontrowersyjne jest ściąganie treści o których wiadomo, że autorzy nie życzą sobie udostępniania ich za darmo.
>Dokładnie

A nie tak trudno się domyślić kiedy sobie nie życzą. Większość dużych serwisów jest moderowana (na przykład You Tube). Jeśli są serwisy na których udostępnia się coś za darmo (na przykład Jamendo) to wiemy ze robia t sami autorzy. Problemem dla naszego sumienia mogą być tylko piratowanie przez p2p lub p2m, oraz blogi udostępniające linki do plików na różnych serwisach hostingowych. Jeśli gazeta pyta się o wstyd to oczywiście chodzi o tych użytkowników którzy masowo ściągają nielegalne materiały z internetu. I raczej oni sami nie będą mieli problemów z ustaleniem kiedy ściągają coś co za damo ktoś udostępnił, a kiedy biorą coś wbrew woli autora/własciciela.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>A nie tak trudno się domyślić kiedy sobie nie życzą. Większość dużych serwisów jest moderowana

A mniejszość to przestępcy? A skąd wiadomo, którzy są dobrzy? To policja i prokuratura powinna piętnować przestępców, a nie użytkownicy ściągający pliki. Jeżeli serwis działa jawnie i publicznie, to znaczy że się nie boi tak działać, a to znaczy, że nie boi się ścigania ani napiętnowania. Klient ma prawo więc domniemywać, że jest to uczciwy serwis.

doku
Sylwek (15472 punktów)
>A mniejszość to przestępcy? A skąd wiadomo, którzy są dobrzy? To policja i prokuratura powinna piętnować przestępców, a nie użytkownicy ściągający pliki. Jeżeli serwis działa jawnie i publicznie, to znaczy że się nie boi tak działać, a to znaczy, że nie boi się ścigania ani napiętnowania. Klient ma prawo więc domniemywać, że jest to uczciwy serwis.

Chciałbym znać adres serwisu o którym moglibyśmy domniemywać., że materiały na nim są legalnie chociaż w rzeczywistości jest inaczej. Dodałem słowo "większość" trochę asekurancko, w rzeczywistości nie znam serwisu o którym mógłbym powiedzieć, że myślałem że treści na nim są legalnie a nie były.
Przykro mi ale dla mnie to wciąż naiwne uciekanie od przyznania się przed samym sobą ze robimy coś co być może nie do końca jest właściwe.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> naiwne uciekanie od przyznania się przed samym sobą ze robimy coś co być może nie do końca jest właściwe.

Nie sugeruję, aby uciekać. Chętnie przyznam, że być może czasem robię coś, co być może nie do końca jest właściwe. Chcę powiedzieć, że nie zawsze czuję się w obowiązku, aby rozpoczynać śledztwo, by wyjaśnić, czy na pewno jest to do końca właściwe. Szczególnie, gdy dotyczy to przestrzeni publicznej, na której jawnie działa wiele podmiotów. We cywilizowanym świecie mamy instytucje prawa, których obowiązkiem jest dbać o to, abyśmy w tej przestrzeni nie mieli do czynienia z przestępcami. Stąd domniemanie, że podmioty jawnie działające w tej przestrzeni działają legalnie.


doku
Zyga (1539 punktów)
>>Tłumaczenie "witryny istnieją, ja nie jestem od oceny ich legalności" też jest nietrafione. Policji nie interesuje, że kradziony pojazd kupiłeś na legalnej giełdzie.
>Kupienie takiego samochodu nie jest czynem niemoralnym, jeśli się wcześniej nie wie, że został ukradziony. Kupujący jest ofiarą przestępcy, a nie wspólnikiem.

Faktycznie porównanie nie do końca trafione.
Ale...
Wychodzi na to, że ścigający są ofiarami? Proszę! Każdy dobrze wie co i w jakim celu ściąga.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Każdy dobrze wie co i w jakim celu ściąga.

Ale nie wie, czy plik jest udostępniony legalnie czy wskutek działalności przestępczej.

doku
03-05-2009 15:07 
 Ocena 1 na 1
Zyga (1539 punktów)
>>Każdy dobrze wie co i w jakim celu ściąga.
>Ale nie wie, czy plik jest udostępniony legalnie czy wskutek działalności przestępczej.

Proszę Cię. Każdy plik ma dokładny opis jak zaaplikować crack i/lub przez jaką grupę został zripowany. Chcesz powiedzieć, że ktoś kto był na tyle rozgarnięty aby wyszukać w internecie plik, zainstalować oprogramowanie do jego pobierania, nie umie czytać? Oczywiście możemy udawać, że nie wiedział że powinien przeczytać plik readme.txt. W takim przypadku problem nie istnieje - taki ktoś nie poradzi sobie z rozpakowaniem.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Proszę Cię. Każdy plik ma dokładny opis jak zaaplikować crack i/lub przez jaką grupę został zripowany. Chcesz powiedzieć, że ktoś kto był na tyle rozgarnięty

Rozumiem, że opisujesz działalność jawnie przestępczą. W takim razie wyjaśnij mi, dlaczego robią to jawnie i publicznie, a prawo ich nie ściga?

Poza tym istnieje o wiele szerszy obszar, gdzie nie jest wszystko takie jasne. Jak np. oceniasz ściąganie muzyki przez emule lub youtube? Zdaje mi się, że takich źródeł są setki.

doku
03-05-2009 16:15 
 Ocena 1 na 1
Zyga (1539 punktów)
>Rozumiem, że opisujesz działalność jawnie przestępczą. W takim razie wyjaśnij mi, dlaczego robią to jawnie i publicznie, a prawo ich nie ściga?

Ależ ściga.

>Poza tym istnieje o wiele szerszy obszar, gdzie nie jest wszystko takie jasne. Jak np. oceniasz ściąganie muzyki przez emule lub youtube? Zdaje mi się, że takich źródeł są setki.

Chyba nie sądzisz, że Majkel Dżekson wpadł na chwilę na emula, żeby udostępnić Ci swoje płyty.

Na Youtube coraz częściej możesz zobaczyć video z wyłączonym dźwiękiem bo ktoś zgłosił naruszenie własności.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Ależ ściga.

Skoro tak, to trafiając na jawnie działający serwis mogę być prawie pewien, że ścigający nie znaleźli w nim znamion przestępstwa.

>Na Youtube coraz częściej możesz zobaczyć video z wyłączonym dźwiękiem bo ktoś zgłosił naruszenie własności.

I to chodzi. Dzięki temu wiem, że prawo działa i "czyści" Internet. Mogę więc z czystym sumieniem ściągać to, co nie ma tego rodzaju piętna.


doku
Zyga (1539 punktów)
>>Ależ ściga.
>Skoro tak, to trafiając na jawnie działający serwis mogę być prawie pewien, że ścigający nie znaleźli w nim znamion przestępstwa.

Podobnie kupując na giełdzie lusterka możesz być PRAWIE pewien, że to nie są Twoje lusterka. Prawie robi ogromną różnicę.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Podobnie kupując na giełdzie lusterka możesz być PRAWIE pewien, że to nie są Twoje lusterka. Prawie robi ogromną różnicę.

Między czym a czym? Kupowanie na giełdzie jest legalne. Kiedyś kupiłem na giełdzie narty i nawet nie pomyślałem, że to mógł być złodziej. Sądzę, że jest to zdrowe moralnie nastawienie.


doku
03-05-2009 16:22 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
>Rozumiem, że opisujesz działalność jawnie przestępczą. W takim razie wyjaśnij mi, dlaczego robią to jawnie i publicznie, a prawo ich nie ściga?
Prawo ich ściga. A że nieskutecznie to inna rzecz. Przestępca niezłapany pozostaje przestępca. A to że cos jest "jawnie dostępne" w sieci, nie znaczy że równie łatwo sprawców tego czegoś wytropić w świecie realnym.
>Poza tym istnieje o wiele szerszy obszar, gdzie nie jest wszystko takie jasne. Jak np. oceniasz ściąganie muzyki przez emule lub youtube? Zdaje mi się, że takich źródeł są setki.

Na you tube nie ma niczego czego autorzy (w sposób jawny) nie zażyczyli sobie by nie było. Emule to coś innego - świadomie włączasz się do sieci o której wiesz (a w każdym razie powinieneś wiedzieć) że nikt jej nie nadzoruje i w której są treści publikowane bez zgody autorów.
03-05-2009 19:13 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Emule to coś innego - świadomie włączasz się do sieci o której wiesz (a w każdym razie powinieneś wiedzieć) że nikt jej nie nadzoruje i w której są treści publikowane bez zgody autorów.

No właśnie. Myślę, że emule jest dobrym przykładem, aby wyjaśnić, skąd bierze się to całe zamieszanie. Kluczem jest dla mnie odpowiedź na pytanie, dlaczego tej sieci nikt nie nadzoruje, a zamiast tego obraża się jej użytkowników. Przecież gdyby tam uprawiano działalność przestępcą, to prawo by się tym zainteresowało. Podejrzewam, że tam się nic takiego złego nie dzieje, prawa się nie łamie, więc pazerni producenci i dystrybutorzy próbują przy pomocy oszczerstw maksymalizować swoje zyski


doku
03-05-2009 19:45 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>No właśnie. Myślę, że emule jest dobrym przykładem, aby wyjaśnić, skąd bierze się to całe zamieszanie. Kluczem jest dla mnie odpowiedź na pytanie, dlaczego tej sieci nikt nie nadzoruje, a zamiast tego obraża się jej użytkowników. Przecież gdyby tam uprawiano działalność przestępcą, to prawo by się tym zainteresowało. Podejrzewam, że tam się nic takiego złego nie dzieje, prawa się nie łamie, więc pazerni producenci i dystrybutorzy próbują przy pomocy oszczerstw maksymalizować swoje zyski

Z całym szacunkiem ale to co pan napisałe jest zupełnie oderwane od rzeczywistości:
1) nadzór wymagał by badania co robia miliony uzytkowników
2)nawet gdyby był to pojawiłyby sie oskarżenia o Orwellowskie praktyki
3) czasami był i na przykład RIAA pozywała losowo wybrane z osób piratujących najwięcej o milionowe odszkodowania
4)firmom zarzadzających prawami autorskimi takie praktyki odbiły sie czkawką jeśłi chodzi o pijar - jak się okazało ze część pozwanych to dzieci albo jacys inwalidzi.
5) twórcy oprogramowania peer-to-peer tez nie śpią i wprowadzaja techniki szyfrowania mające utrudnic tropienie co kto komu wysyła
6) prawo intersuje sie ludźmi korzystającymi z p2p - za to mozna zwyczjnie pójśc siedziec lub płacic kary (oczywiście jeśłi ma się pecha)
7) co do nieszkodliwości - abstrahując od kwestii łamania praw autorkich - technologie p2p wymagają dania klientowi p2p dostepu do plików którymi chcemy się wymieniać. Jeśli ktos jest odrobine nietechniczny moze przez pomyłke dać dostęp do wszystkich swoich plików. Pół biedy gdy jest to na jego komputerze domowym - najwyżej sprawni hakerzy ukradną mu hasła do skrzynki/banku albo znajda zbereźne filmiki nagrane z kochanka w pracy, świat sie od tego nie zawali. Wszelako "oczerniani" przez "pazernych dystrybutorów" wymieniacze nie raz dawali dostęp do komputerów firmowych i naprawde wiele danych (w tym danych tysięcy ludzi - klientów tych firm) wyciekało nie wiadomo gdzie.

PS niemniej, dla przemysłu muzycznego faktycznie większym problemem od (najzwyczajniej nieuniknionego) piractwa sa pazerni dystrybutorzy muzyki, szczególnie wielkie wytwórnie. W istocie sprzyjajaa one często piractwu nie umiejąc dostosowac się do wymogów współczesnego rynku. Wystarczy poczytac sobie jak wielkim problemem było założenie największego obecnie sklepu z muzyką na świecie - iTunes Store. Wytwórnie przez wiele lat robiły wiele by podkopac jego pozycję (sic) bo nie były zadowolone ze zbyt niskich ich zdaniem cen. Prowadziło to do kuriozalnych sytuacji, gdy te same piosenki w Amzon były bez zabezpieczeń drm a w iTS z drm. Tylko po to by ułatwić Amazonowi konkurencje z iTS, co wytwórniom dałoby lepszą pozycje do negocjacji. Szczęśliwie (dla Amerykanów) popularnośc iPoda zniweczyła te plany i wytwórnie nie wpłyneły na podwyższenie cen. Dopiero ostatnio Apple zrezygnowało z jednolitej stawki 99 centów za piosenke, w zamaian wytwórnie zgodziły się na zdjęcie zabezpieczeń DRM. Ale to temat na inny wątek.
03-05-2009 21:57 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Z całym szacunkiem ale to co pan napisałe jest zupełnie oderwane od rzeczywistości:
>1) nadzór wymagał by badania co robia miliony uzytkowników

Istnieje mnóstwo oprogramowania monitorującego.

>2)nawet gdyby był to pojawiłyby sie oskarżenia o Orwellowskie praktyki

Ścigania przestępców nie można tak nazywać.

>3) czasami był i na przykład RIAA pozywała losowo wybrane z osób piratujących

To absurd. Ścigać się powinno najpierw przestępców działających na największą skalę, tak jak ściga się paserów, a nie ściga się emeryta, któremu raz się zdarzyło kupić jakiś drobiazg od złodzieja.

>4)firmom zarzadzających prawami autorskimi takie praktyki odbiły sie czkawką jeśłi chodzi o pijar - jak się okazało ze część pozwanych to dzieci albo jacys inwalidzi.

Otóż to. Ścigać trzeba wielkich piratów, tak jak to się udało niedawno.

>5) twórcy oprogramowania peer-to-peer tez nie śpią

Czy to ma coś wspólnego z emule?


doku
Sylwek (15472 punktów)
>Czy to ma coś wspólnego z emule?

Emule jest jednym z protokołów wymiany p2p. Nie wiem czy akurat w nim są stosowane takie techniki szyfrowania.
Ale w najpopularniejszym dzisiaj protokole zwanym popularnie torrentami wiele klientów daje możliwość szyfrowania transmisji co ma utrudnić życie telekomom próbujący filtrować ruch p2p.
03-05-2009 15:01 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>Porównanie do sklepu gdzie, właściciel rozdaje towary jest mocno nietrafione.
>To nie właściciel rozdaje, a klienci, którzy skopiowali towar, który niekoniecznie wcześniej kupili.

Dlatego lepszym przykładem byłby Empik - idziesz, czytasz książkę, odkładasz na półkę, wychodzisz. Dziwne, że ochroniarz przy wejściu nie zatrzymuje cie za piractwo (swoja droga, był kiedyś o tym pasek w xkcd, ale nie chce mi sie szukać)
Zyga (1539 punktów)
>Dlatego lepszym przykładem byłby Empik - idziesz, czytasz książkę, odkładasz na półkę, wychodzisz. Dziwne, że ochroniarz przy wejściu nie zatrzymuje cie za piractwo (swoja droga, był kiedyś o tym pasek w xkcd, ale nie chce mi sie szukać)

Próbowałeś na miejscu zrobić xero
Aleksandra Stolc (550 punktów)
>Dlaczego wstydzimy się kraść ze sklepu a nie wstydzimy się ściągać plików z Internetu?

Faktycznie- strasznie głupie pytanie. Ale odpowiedzią na nie mogłoby być chociaż to, że ściągać ściągamy w domowym zaciszu; na swoim krześle, w swoim pokoju, z dala od śledzących nas bacznie oczu ochroniarza w sklepie. To chyba oczywiste. Poza tym pojęcie "ściągać" to przecież nie musi być kradzież. Ściągamy zdjęcia z poczty, kiedy ktoś nam jakieś podeśle; ściągamy programy licencji freeware ze stron oficjalnych; ściągamy sterowniki do sprzętu; ściągamy uaktualnienia Windows. Czy to kradzież? Nie sądzę. Poza tym, jeśli ktoś udostępnia nam np. plik z muzyką, filmami etc., to dlaczego mielibyśmy nie skorzystać? Internet to w końcu taki ogólnoświatowy market, gdzie każdy może znaleźć to, czego szuka. Nie czarujmy się- internet ma się głównie po to, żeby coś ściągać. Każdy, szczególnie młody użytkownik, będzie w stanie to przyznać. Ja nie wstydzę się absolutnie przyznać do tego, że ściągam pliki z internetu. I ściągam to, co jest dostępne i to, co mi wolno. Nie widzę niczego złego w ściąganiu filmów, muzyki, czy gier. Jeśli ktoś był na tyle miły i udostępnił swoją własność obcym ludziom, to znaczy, że to z kradzieżą nic wspólnego nie ma. Jeśli z kolei włamałabym się z pomocą programu hakerskiego do czyjegoś komputera i stamtąd bez jego zgody wzięłabym sobie porcję filmów, muzyki, czy gier- to już kradzież. Poza tym internet padłby, że tak napiszę, na pysk, gdyby ściąganie czegokolwiek zostałoby w całości zablokowane.

> Czy ktoś odważyłby się publicznie przyznać do ściągania plików z internetu?

Każdy normalny człowiek się do tego przyzna. Nie ma w tym niczego złego.
03-05-2009 13:31 
 Ocena 2 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>ściągam pliki z internetu. I ściągam to, co jest dostępne i to, co mi wolno.

Ale księża mówią, że to grzech. Komu oni służą?

doku
03-05-2009 13:37 
 Ocena 3 na 3
Aleksandra Stolc (550 punktów)
>Ale księża mówią, że to grzech. Komu oni służą?

Księża sami ściągają. Głównie filmy XXX
Sylwek (15472 punktów)
> Nie widzę niczego złego w ściąganiu filmów, muzyki, czy gier. Jeśli ktoś był na tyle miły i udostępnił swoją własność obcym ludziom, to znaczy, że to z kradzieżą nic wspólnego nie ma. Jeśli z kolei włamałabym się z pomocą programu hakerskiego do czyjegoś komputera i stamtąd bez jego zgody wzięłabym sobie porcję filmów, muzyki, czy gier- to już kradzież.
Gwoli ścisłości właścicielem gier i programów zawsze jest ich autor, użytkownik jest li tylko użytkownikiem właśnie na zasadach określonych w licencji. Hakując komuś komputer nie jego okradasz z gier i programów ale ich właściciela - firmę która je wyprodukowała. Od strony prawnej nie da się inaczej rozwiązać kwestii własności programów, jeśli chcemy dać twórcą możliwość zachowania kontroli nad nimi. Gdybym mógł kupić Windowsa (inna rzecz, po co kupować Windowsa?) zamiast tylko licencje na niego, mógłbym go sobie potem zdekompilowac i zrobić własną wersję.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Hakując komuś komputer nie jego okradasz z gier i programów ale ich właściciela

Warto pamiętać, że to jest włamywanie się i okradanie, to coś zupełnie innego niż branie tego, co dają nam dobrowolnie.

Spróbujmy się skupić na pytaniu, dlaczego ludzie udają, że nie rozumieją tej różnicy.

doku
Sylwek (15472 punktów)
>>Hakując komuś komputer nie jego okradasz z gier i programów ale ich właściciela
>Warto pamiętać, że to jest włamywanie się i okradanie, to coś zupełnie innego niż branie tego, co dają nam dobrowolnie.
>Spróbujmy się skupić na pytaniu, dlaczego ludzie udają, że nie rozumieją tej różnicy.

Hmm, rzeczywiście, nie rozumiem, czemu nie zgadzasz się by ktoś wziął coś z twojego dysku, skoro nie przeszkadza ci by ktoś coś brał z innego dysku co nie należy do niego. Na przykład grę komputerową. Jeśli ktoś kupił CD to jest wątpliwe by mógł dać muzykę na nim 5 milionom osób (jest tez wątpliwe by był przestępcą jeśli da ją przegrać swoim przyjaciołom). Ma on nie większe prawo do udostępniania komu popadnie jak haker który kradnie z dysków dane komu popadnie.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli ktoś kupił CD to jest wątpliwe by mógł dać muzykę na nim 5 milionom osób (jest tez wątpliwe by był przestępcą jeśli da ją przegrać swoim przyjaciołom). Ma on nie większe prawo do udostępniania komu popadnie jak haker który kradnie z dysków dane komu popadnie.

Otóż to. Gdy mówimy o osobach udostępniających, łatwo jest ocenić, kiedy czynią dobro a kiedy zło. Błędem jest jednak automatyczne przenoszenie tej oceny na osoby, które korzystają z udostępnianych plików.

doku
03-05-2009 15:11 
 Ocena 2 na 2
Zyga (1539 punktów)
>Ja nie wstydzę się absolutnie przyznać do tego, że ściągam pliki z internetu. I ściągam to, co jest dostępne i to, co mi wolno. Nie widzę niczego złego w ściąganiu filmów, muzyki, czy gier. Jeśli ktoś był na tyle miły i udostępnił swoją własność obcym ludziom, to znaczy, że to z kradzieżą nic wspólnego nie ma.

Gier, filmów, muzyki, programów nie udostępniają Tobie wytwórnie/autorzy - właściciele praw.
Najczęściej jest to udostępniane wbrew ich woli.

>Każdy, szczególnie młody użytkownik, będzie w stanie to przyznać.

W 1996r weszła w życie ustawa o ochronie prawa autorskiego.
Z niedowierzaniem patrzyłem jak, jeden po drugim, zamykają się punkty kopiowania gier.
Nie miałem wtedy internetu. Zastanawiałem się co dalej będzie.
Kopiowanie jednak istniało nadal, tylko było bardziej nieoficjalne.
Grałem całe życie i nigdy nie kupiłem żadnej gry!
Cały życie byłem na bieżąco z nowymi wersjami różnych programów. Żadnego nie kupiłem!

Teraz gdy mam łącze 10M i mogę sobie ściągnąć wszystko w kilkadziesiąt minut...
Kupiłem sobie konsolę i nie mam ani jednej pirackiej gry.

Prawa autorskie ssą! Przyzna to każdy młody użytkownik, który uważa, że jak go na coś nie stać to może to wziąć, bo wszystko należy mu się za darmo.
03-05-2009 15:34 
 Ocena 3 na 3
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>wszystko należy mu się za darmo.

Właśnie. Czy nie prościej by było uznać zasoby dostępne w Internecie za światowe dziedzictwo kulturowe, dostępne dla wszystkich. Czy moralność nie powinna być prosta i intuicyjna? Dlaczego nie nazwać Internetu "ogólnoświatową biblioteką" czy jakoś tak? Dlaczego nie uznać czytania w Internecie za coś z natury dobrego, tak jak czytania w bibliotece? Dlaczego moralność wyznawców Mamony stawiać wyżej niż moralność czytelników?

doku
03-05-2009 16:22 
 Ocena 3 na 3
Zyga (1539 punktów)
>Właśnie. Czy nie prościej by było uznać zasoby dostępne w Internecie za światowe dziedzictwo kulturowe, dostępne dla wszystkich. Czy moralność nie powinna być prosta i intuicyjna? Dlaczego nie nazwać Internetu "ogólnoświatową biblioteką" czy jakoś tak? Dlaczego nie uznać czytania w Internecie za coś z natury dobrego, tak jak czytania w bibliotece? Dlaczego moralność wyznawców Mamony stawiać wyżej niż moralność czytelników?

Zrozum, że nie każdy, kto coś produkuje, chce robić to dla wszystkich za darmo.
Dlaczego coś co zrobiłem i chce to sprzedać ma być ogólnodostępne za darmo? Czemu chcesz rozdawać pracę innych?

Gdy mam ochotę to ściągam. Gdy mam ochotę to udostępniam. Całym sercem jestem z zatoką piratów. Prawda jest taka, że piractwo przyczynia się do spadku cen, a nie odwrotnie jak twierdzą koncerny.

Ale... tak samo jak ty chcesz dostać wynagrodzenie za swoją pracę tak samo chcą je dostać , muzycy, aktorzy, programiści, graficy i cała masa ludzi tworzących coś co uważasz za dobro należące się wszystkim za darmo.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Zrozum, że nie każdy, kto coś produkuje, chce robić to dla wszystkich za darmo.

Ja to rozumiem, zaś Ty próbujesz wiązać to, co niekoniecznie jest powiązane.

>Ale... tak samo jak ty chcesz dostać wynagrodzenie za swoją pracę tak samo chcą je dostać , muzycy, aktorzy, programiści, graficy i cała masa ludzi tworzących coś co uważasz za dobro należące się wszystkim za darmo.

Temu właśnie służy prawo. Dobre prawo powinno ścigać i karać tych, którzy kradną lub nielegalnie udostępniają pliki. Absurdem jest jednak ściganie niewinnych czytelników zamiast przestępców. Czytanie jest dobre, powinno się raczej zachęcać ludzi do czytania, zamiast domagać się od nich nieufności.


doku
03-05-2009 19:44 
 Ocena 3 na 3
Zyga (1539 punktów)
>Temu właśnie służy prawo. Dobre prawo powinno ścigać i karać tych, którzy kradną lub nielegalnie udostępniają pliki. Absurdem jest jednak ściganie niewinnych czytelników zamiast przestępców. Czytanie jest dobre, powinno się raczej zachęcać ludzi do czytania, zamiast domagać się od nich nieufności.

Prawo ściga obie strony. Podobnie w przypadku narkotyków.
Ściga zarówno dilerów jak i kupujących. Tak samo ściga złodziei jak i tych, którzy z pełną świadomością od nich kupują.
Oczywiście równie dobrze możemy zamknąć wszystkie punkty xero. To jednak, nie zmienia faktu, że ściąganie czyjejś pracy za darmo i tłumaczenie "to mi się należy, bo czytanie i rozwój kultury są dobre, a je nie wiedziałem, że źle robię bo czytanie jest dobre" jest głupie.

Zgadzam się co do tego, że koncerny są chciwe i przesadzają. Piracę. Rozumiem udostępnianie za darmo. Udostępnianie za pieniądze, albo sprzedawanie pirackich kopi uważam za zbrodnię. Pomimo tego mam świadomość, że oglądając, czytając, używając za darmo coś za co powinienem zapłacić, pozbawiam kogoś części wynagrodzenia. To nie jest żadne dziedzictwo ani wspólne dobro kulturowe. To jest czyjaś praca. A za prace należy się wynagrodzenie. Nie uwierzę, że wchodzisz na serwisy torrent'owe itp myśląc że pliki tam są tam zamieszczone przez autorów lub za ich zgodą .
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Prawo ściga obie strony. Podobnie w przypadku narkotyków.
>Ściga zarówno dilerów jak i kupujących.

A więc skończyła się logika. Brak argumentów przyjmuję jako przyznanie mi racji. Zażywanie narkotyków jest złem, słuchanie muzyki nie jest złem. To nie jest analogia, to jest demagogia.

doku
03-05-2009 22:25 
 Ocena 1 na 1
Zyga (1539 punktów)
>Brak argumentów przyjmuję jako przyznanie mi racji.

Tak to już jest, że w pewnym momencie argumenty się kończą. Bez względu na to jak dużo by ich nie było. Jeżeli jedna strona wydaje się nie chcieć rozumieć pojęcia własności tym łatwiej je wyczerpać.
03-05-2009 15:45 
 Ocena 4 na 4
Aleksandra Stolc (550 punktów)
>Cały życie byłem na bieżąco z nowymi wersjami różnych programów. Żadnego nie kupiłem!
>Teraz gdy mam łącze 10M i mogę sobie ściągnąć wszystko w kilkadziesiąt minut...
>Kupiłem sobie konsolę i nie mam ani jednej pirackiej gry.

U mnie jest podobnie. Mam łącze 20M, a gram li i wyłącznie na konsoli Xbox 360- chyba, że chcę pograć w przygodówkę point and click, to wtedy gram na komputerze. Za "moich czasów" jeszcze, naprawdę nie stać mnie było na gry, bo ceny oscylowały w granicach od 160 zł wzwyż, więc ściągałam z internetu. Teraz nie mam potrzeby tego robić. Wszystkie najważniejsze gry mam na oryginałach. Jedyny moment, w którym musiałam ostatnio skorzystać z, ekhm, dóbr internetu, to ściągnięcie bardzo starej gry RPG, której w obecnych czasach nie ma szans na zakupienie na oryginale. I tylko w takich momentach ściągam gry z sieci. Z muzyką jest podobnie.
G.K. (1679 punktów)
Piractwo to nie kradzież:

www.megaleecher.net/uploads/piracy-is-theft.jpg

lub

w-shadow.c(*)/piracy-is-not-theftreally.png



Każdy bóg umiera wraz ze śmiercią jego ostatniego wyznawcy.
aenigma (455 punktów)
Czy piractwo jest kradzieżą?

Nie muszę tłumaczyć, co to jest kradzież, ani że jest be, więc krótko: kradzież jest moralnie zła, ponieważ pozbawiam kogoś czegoś, co do niego należy.
Jeśli na przykład ukradłabym dziecku ciastko i zjadła, to złe jest nie zjedzenie ciastka (poza tym że to niezdrowe, kaloryczne itp. ), a fakt że dziecko poniosło stratę i miało ciastko, a przeze mnie nie ma
Jeśli ściągam z Internetu plik (nie zabezpieczony przed ściąganiem; w przeciwnym wypadku to zupełnie inna kwestia), to zostaje on dalej u poprzedniego właściciela i nikogo jego kopii nie pozbawiam Użytkownik, który udostępnił w Sieci plik, nie ponosi ode mnie żadnej szkody (no, może najwyżej trochę zapcham mu łącze , ale sam godzi się na to, dając taką możliwość).
Podobnie mogę skserować sobie w bibliotece książkę i nie kradnę jej tak długo, jak tylko oryginał zwróciłam do biblioteki.

Zatem piractwo nie jest kradzieżą, przynajmniej z moralnego punktu widzenia (w przepisach prawnych mogłabym na przykład uwzględnić, że jazda na hulajnodze albo sprzątanie w soboty jest kradzieżą, co równie pachnie absurdem)

Zakończyłabym na tym ten wpis, ale chcę jeszcze jedną rzecz zauważyć:
Wielu studentów musi w toku studiów używać programów kosztujących czasem po kilka tysięcy zł, w dodatku po około semestrze student taki zapewne nie będzie już nigdy tego programu potrzebował. Co zrobi?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>mogę skserować sobie w bibliotece książkę

Czy skserowanie książki nie wyjdzie drożej niż jej kupienie?

>Wielu studentów musi w toku studiów używać programów kosztujących czasem po kilka tysięcy zł, w dodatku po około semestrze student taki zapewne nie będzie już nigdy tego programu potrzebował. Co zrobi?

Poprosi nauczyciela o udostępnienie programu

doku
aenigma (455 punktów)
>>mogę skserować sobie w bibliotece książkę
>Czy skserowanie książki nie wyjdzie drożej niż jej kupienie?
Niekoniecznie, zależy od książki; a jeśli ktoś potrzebuje fragment to już w ogóle.
Poza tym to był przykład i nie chodziło o jego opłacalność.

>>Wielu studentów musi w toku studiów używać programów kosztujących czasem po kilka tysięcy zł, w dodatku po około semestrze student taki zapewne nie będzie już nigdy tego programu potrzebował. Co zrobi?
>Poprosi nauczyciela o udostępnienie programu
...który odpowie, że go to nie obchodzi, ewentualnie powie: Niech pan(i) sobie ściągnie z torrenta... przecież jakoś sobie studenci radzą...

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365