Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ateista - czy ktoś taki istnieje???

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
31-05-2009 23:51Wachowicz (34 punktów)Ateista - czy ktoś taki istnieje???
0 na 2
Rozmawiając ostatnimi tygodniami intensywnie z moim przyjacielem na temat istoty wiary i egzystencji zacząłem się zastanawiać nad definicją "prawdziwego" ateizmu, czy faktycznie wielu mieszkańców Europy i świata, którzy zwą się ateistami rzeczywiście mogą używać takiego sformułowania? Czy nie jest przypadkiem tak, że z kultury i życia wykorzeniono Boga chrześcijan, muzułmanów, Żydów oraz stek innych wyznań, a ich miejsce zastąpiła Mamona, Seks, Narkotyki, Hedonizm... ??? Czy nie powstały nowe świątynie, które stają się elementem zastępczym, od cyklicznych praktyk religijnych. Może człowiek żywi nieustaną potrzebę gorliwego oddawania czci jakiemuś nieopisanemu "Absolutowi"?? Czy ktoś taki może się zwać ateistą? Przecież każdy choć w niewielkim stopniu wierzy w jakąś nie potrafiąc się zmierzyć empirycznie siłę - dla jednych może być to Bóg, dla innych majątek dający możliwość realizacji własnych pragnień, miłość która może zmienić niejednego człowieka, przyjaźń dająca moc przetrwać niejedno załamanie... Wreszcie na koniec: co będzie jeśli ateista nie znajdzie naukowego rozwiązania dla jakiegoś niewytłumaczalnego doświadczenia, którego był świadkiem? Czy zwyczajnie uda, że go nie było????
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)Odp: ATEISTA - czy ktoś taki istnieje???
>Rozmawiając ostatnimi tygodniami intensywnie z moim przyjacielem na temat istoty wiary i
>egzystencji zacząłem się zastanawiać nad definicją "prawdziwego" ateizmu, czy faktycznie wielu
>mieszkańców Europy i świata, którzy zwą się ateistami rzeczywiście mogą używać takiego
>sformułowania?

Tok myślenia, przy odpowiadaniu na to pytanie biegł mi dwutorowo: 1) jest wiele słownikowych czy podręcznikowych definicji ateizmu. Najprostsza brzmi: to pogląd, że nie istnieje osobowy bóg/bogowie. Zatem ateistą nazywamy człowieka, który nie wierzy w istnienie osobowego boga/bogów. Niewykluczone, że do definicji można by wprowadzić wiele niuansów (w którego z bogów, jak bardzo nie wierzy, czy ma to wpływ na jego wybory życiowe), jednak sądzę, że do używania określenia "ateista" do siebie, wystarczy zgoda co do kwestii nieistnienia boga/bogów i identyfikowanie się z tym poglądem. 2) Można dyskutować, czy samoidentyfikacja wystarczy. Moim zdaniem tak. Porównajmy to do definicji "prawdziwego" wyznawcy jakiegoś kultu. Powiedzmy katolika, bo najbliżej. Czy katolikiem jest ktoś, kto siebie określa tym mianem, czy ktoś, kto wypełnia wszystkie wymagania kościelne (dekalog, przykazania kościelna, nauka moralna i społeczna)? Gdybyśmy uznali, że sama identyfikacja nie wystarcza, to akurat w naszym kraju "prawdziwych" katolików byłoby bardzo mało. Większość można by określić mianem "rozmytych deistów" - był taki wątek na forum, polecam.

>Czy nie jest przypadkiem tak, że z kultury i życia wykorzeniono Boga chrześcijan,
>muzułmanów, Żydów oraz stek innych wyznań, a ich miejsce zastąpiła Mamona, Sex, Narkotyki,
>Hedonizm... ??? Czy nie powstały nowe świątynie, które stają się elementem zastępczym, od
>cyklicznych praktyk religijnych. Może człowiek żywi nieustaną potrzebę gorliwego oddawania czci
>jakiemuś nieopisanemu "Absolutowi"?? Czy ktoś taki może się zwać ateistą?

Zależy jaki i który człowiek. Przy uogólnieniach łatwo o nadużycia. W pieniądze, seks, narkotyki nie trzeba wierzyć. Można empirycznie sprawdzić, że istnieją. Ja na przykład pieniądze wydaję, seks uprawiam, a akurat narkotyków nie używam (w ścisłej definicji narkotyku, pomijam papierosy i alkohol - bo tych akurat używam. I do tych wszystkich czynności nie jest mi potrzebna wiara, tylko praca, fajny facet i miłe towarzystwo.

Oczywiście można z tych rzeczy uczynić naczelne wartości w swoim życiu. Jak i z innych. Wierności, lojalności, miłości, szacunku itd. itp. Ale tu już mówimy o systemie wartości, deklarowanym lub będącym realną orientacją życiową. A żadna z wymienionych i niewymienionych tu wartości nie jest z pewnością osobowym bogiem.

>Przecież każdy choć w
>niewielkim stopniu wierzy w jakąś nie potrafiąc się zmierzyć empirycznie siłę - dla jednych może być
>to Bóg, dla innych majątek dający możliwość realizacji własnych pragnień, miłość która może zmienić
>niejednego człowieka, przyjaźń dająca moc przetrwać niejedno załamanie... Wreszcie na koniec: co
>będzie jeśli ateista nie znajdzie naukowego rozwiązania dla jakiegoś niewytłumaczalnego
>doświadczenia, którego był świadkiem? Czy zwyczajnie uda, że go nie było????

I tu wracamy do rozmytego deizmu pod tytułem NO BO PRZECIEŻ MUSI COŚ BYĆ. Owo COŚ w odpowiedziach zazwyczaj dotyczy czegoś transcendentnego, niejasnego, tzw. siły wyższej. Otóż odpowiadam, że nie musi. Wystarczy, że istnieje świat i inni ludzie. Co do reszty - patrz wyżej. I poniżej, do stopki. Tyle wystarczy, aby sensownie żyć.

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
krzysztofwafel (34 punktów)
>>niejednego człowieka, przyjaźń dająca moc przetrwać niejedno załamanie... Wreszcie na koniec: co
>>będzie jeśli ateista nie znajdzie naukowego rozwiązania dla jakiegoś niewytłumaczalnego
>>doświadczenia, którego był świadkiem? Czy zwyczajnie uda, że go nie było????
>I tu wracamy do rozmytego deizmu pod tytułem NO BO PRZECIEŻ MUSI COŚ BYĆ. Owo COŚ w odpowiedziach zazwyczaj dotyczy czegoś transcendentnego, niejasnego, tzw. siły wyższej. Otóż odpowiadam, że nie musi. Wystarczy, że istnieje świat i inni ludzie. Co do reszty - patrz wyżej. I poniżej, do stopki. Tyle wystarczy, aby sensownie żyć.

Ale przecież MIŁOŚĆ i PRZYJAŹŃ też jest niezauważalna, są tylko owoce i dowody tych uczuć. A znam osoby, które wierzą iż jest to owa "siła wyższa" wznosząca się często ponad logikę. Czy jednak możemy uznać, że nie istnieją skoro ich nie widzimy?
01-06-2009 12:56 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Ale przecież MIŁOŚĆ i PRZYJAŹŃ też jest niezauważalna, są tylko owoce i dowody tych uczuć. A znam osoby, które wierzą iż jest to owa "siła wyższa" wznosząca się często ponad logikę. Czy jednak możemy uznać, że nie istnieją skoro ich nie widzimy?

Nie, nie możemy uznać, że nie istnieją właśnie dlatego, że widzimy (nie tylko w literalnym tego słowa sensie) skutki ich działania, skutków działania bóstw mimo usilnych prób nie udało się znaleźć, dlatego nie mamy wielkich wyrzutów przyjmując, że bóstw tych nie ma.
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)

>Ale przecież MIŁOŚĆ i PRZYJAŹŃ też jest niezauważalna, są tylko owoce i dowody tych uczuć. A znam osoby, które wierzą iż jest to owa "siła wyższa" wznosząca się często ponad logikę. Czy jednak możemy uznać, że nie istnieją skoro ich nie widzimy?

Ostrzegam: argument będzie ad personam. Bo nie wiem jakiej MIŁOŚCI i PRZYJAŹNI doświadczyłeś (lub, żeby nie było tak osobiście: doświadczają niektórzy ludzie), że była dla ciebie niezauważalna. Wie się, kiedy sie kocha, wie się kiedy się kogoś lubi. Nie trzeba wierzyć, że się kogoś kocha - wystarczy kochać. Poza tym zasadnicza różnica w obiekcie: obiekt miłości i przyjaźni widać.


postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
keymak (3379 punktów)
>Przecież każdy choć w niewielkim stopniu wierzy w jakąś nie potrafiąc się zmierzyć empirycznie siłę[..]
Nie każdy.

>co będzie jeśli ateista nie znajdzie naukowego rozwiązania dla jakiegoś niewytłumaczalnego doświadczenia, którego był świadkiem? Czy zwyczajnie uda, że go nie było????
Może coś będzie udawał, ale z pewnością nie będzie udawał że zna odpowiedzi na wszystkie pytania. W udawaniu mistrzami są ludzie religijni. Wierzą że ich bóstwo może wszystko, a gdy poczują tylko drapanie w gardle lecą od razu do lekarza. A wystarczyłoby poprosić o pomoc wszechmocnego.
Oto tajemnica wiary.

Pozdrawiam.
krzysztofwafel (34 punktów)
>Może coś będzie udawał, ale z pewnością nie będzie udawał że zna odpowiedzi na wszystkie pytania. W udawaniu mistrzami są ludzie religijni. Wierzą że ich bóstwo może wszystko, a gdy poczują tylko drapanie w gardle lecą od razu do lekarza. A wystarczyłoby poprosić o pomoc wszechmocnego.

Zgadza się, że ludzie silnie religijni, utożsamiający się ze swoim wyznaniem praktycznie wszystkie niewytłumaczalne zjawiska zrzucają na element boskiego interwencjonizmu. Jednakże takie podejście pomaga tym osobom lepiej poznać i zrozumieć otaczający świat - bo przecież (według ich punktu widzenia) każde wydarzenie musi mieć jakieś wytłumaczenie - choćby nadprzyrodzone. Obserwując moich znajomych widzę, że owa wiara w przestrzeń duchową daję im sporą siłę. Z przeprowadzonych w latach 90 badań na jednym z amerykańskich uniwersytetów wynika, że 85% tzw. cudów medycznych (niewyjaśnionych uzdrowień) dotyka osób przejawiających postawy wyznaniowe.
01-06-2009 08:34 
 Ocena 5 na 5
lukaszewicz (5674 punktów)
> Z przeprowadzonych w latach 90 badań na jednym z amerykańskich uniwersytetów wynika, że 85% tzw. cudów medycznych (niewyjaśnionych uzdrowień) dotyka osób przejawiających postawy wyznaniowe.

W społeczeństwie w którym podobny odsetek ludzi deklaruje wiarę w jakiegoś boga takiego wyniku należałoby się spodziewać.
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>Z przeprowadzonych w latach 90 badań na jednym z amerykańskich uniwersytetów wynika, że 85% tzw. cudów medycznych (niewyjaśnionych uzdrowień) dotyka osób przejawiających postawy wyznaniowe.

Postawy wyznaniowe obojętnie w jakiego boga? Czy jakiś konkretny ma szczególnie dobre osiągi?

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
krzysztofwafel (34 punktów)
>>Z przeprowadzonych w latach 90 badań na jednym z amerykańskich uniwersytetów wynika, że 85% tzw. cudów medycznych (niewyjaśnionych uzdrowień) dotyka osób przejawiających postawy wyznaniowe.
> Postawy wyznaniowe obojętnie w jakiego boga? Czy jakiś konkretny ma szczególnie dobre osiągi?

Zaprezentowano jedynie porównanie osób deklarujących się jako wierzące i niewierzące.
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>>>Z przeprowadzonych w latach 90 badań na jednym z amerykańskich uniwersytetów wynika, że 85% tzw. cudów medycznych (niewyjaśnionych uzdrowień) dotyka osób przejawiających postawy wyznaniowe.
>> Postawy wyznaniowe obojętnie w jakiego boga? Czy jakiś konkretny ma szczególnie dobre osiągi?
>Zaprezentowano jedynie porównanie osób deklarujących się jako wierzące i niewierzące.

Jak rozumiem, bez dopytywania, w co mianowicie wierzące lub niewierzące?

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
krzysztofwafel (34 punktów)
>>Przecież każdy choć w niewielkim stopniu wierzy w jakąś nie potrafiąc się zmierzyć empirycznie siłę[..]
>Nie każdy.

Nie wierzysz w wierzysz w uczucia? Choć ich doświadczasz, możesz poznać je dopiero po skutkach. Odczucia też mogą być przecież zawodne.
keymak (3379 punktów)
Nie ma potrzeby wierzyć w coś co wiadomo że istnieje.
(Alicja)Duda (25557 punktów)Odp: Ateista - czy ktoś taki istnieje???
> Czy ktoś taki może się zwać ateistą? Przecież każdy choć w niewielkim stopniu wierzy w jakąś nie potrafiąc się zmierzyć empirycznie siłę - dla jednych może być to Bóg, dla innych majątek dający możliwość realizacji własnych pragnień,
Boga i majątek utożsamia ze sobą jedynie katolicki kler.
> Wreszcie na koniec: co będzie jeśli ateista nie znajdzie naukowego rozwiązania dla jakiegoś niewytłumaczalnego doświadczenia, którego był świadkiem? Czy zwyczajnie uda, że go nie było????
Może się nawróci? Jak dotychczas jeszcze "niewytłumaczalnego doświadczenia" nie udało się religijnym wymyślić.
krzysztofwafel (34 punktów)
>> Czy ktoś taki może się zwać ateistą? Przecież każdy choć w niewielkim stopniu wierzy w jakąś nie potrafiąc się zmierzyć empirycznie siłę - dla jednych może być to Bóg, dla innych majątek dający możliwość realizacji własnych pragnień,
>Boga i majątek utożsamia ze sobą jedynie katolicki kler.

Ale czy faktycznie nie jest tak, że w społeczeństwach, które próbują dorównać pod względem ekonomicznym "kapitalistycznemu zachodowi" (np. Polska) ludzie o dość niskich zarobkach zamiast spędzić np. weekend z rodziną wybierają możliwość złapania dodatkowej pracy, choć nie mają zagrożonej egzystencji? Wolą 7 dni spędzić w pracy niż odpocząć z najbliższymi. Pieniądz staje się celem a nie środkiem, którego można użyć do zaspokojenia własnych pragnień. Staje się celem bo nie ma nawet kiedy nacieszyć się tymi dobrami. W takim wypadku porównuje to do religii pieniądza
01-06-2009 10:45 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>Staje się celem bo nie ma nawet kiedy nacieszyć się tymi dobrami. W takim wypadku >porównuje to do religii pieniądza

Pieniądze, w przeciwieństwie do bóstw, przynoszą realne korzyści, więc nie mieszałabym zapotrzebowania na nie z zapotrzebowaniem na religię.
Tym bardziej, że bez środków finansowych trudno jest przeżyć, a nie zaobserwowano takiej korelacji z niedoborem obiektów religijnych
krzysztofwafel (34 punktów)
>>Staje się celem bo nie ma nawet kiedy nacieszyć się tymi dobrami. W takim wypadku >porównuje to do religii pieniądza
>Pieniądze, w przeciwieństwie do bóstw, przynoszą realne korzyści, więc nie mieszałabym zapotrzebowania na nie z zapotrzebowaniem na religię.
>Tym bardziej, że bez środków finansowych trudno jest przeżyć, a nie zaobserwowano takiej korelacji z niedoborem obiektów religijnych

Wspominam tutaj o pewnego rodzaju ekstremizmie, gdzie pieniądz staje się niejako elementem kultu
01-06-2009 13:53 
 Ocena 4 na 4
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Ale czy faktycznie nie jest tak, że w społeczeństwach, które próbują dorównać pod względem ekonomicznym "kapitalistycznemu zachodowi" (np. Polska) ludzie o dość niskich zarobkach zamiast spędzić np. weekend z rodziną wybierają możliwość złapania dodatkowej pracy, choć nie mają zagrożonej egzystencji? Wolą 7 dni spędzić w pracy niż odpocząć z najbliższymi. Pieniądz staje się celem a nie środkiem, którego można użyć do zaspokojenia własnych pragnień. Staje się celem bo nie ma nawet kiedy nacieszyć się tymi dobrami. W takim wypadku porównuje to do religii pieniądza

   Oczywiście, że jest też i tak jak piszesz. Ale nie w 100%. Ludzi przedkładających pracę zarobkową nad odpoczynek jest stosunkowo niewielu (mówię o dobrowolności wyboru!).
   Dlatego też do tego co już napisały Ala Duda i liliac dorzucę tylko jedną kwestię.

    Wsród różnych profesji i grup społecznych jedyną grupą nieuznającą dni wolnych od pracy jest kler wszelkiego autoramentu.
   Niezależnie od tego czy ma rodziny czy też nie, pracuje 7 dni w tygodniu (a w niedziele i święta jakby znacznie intensywniej). I wcale nie robi tego charytatywnie, społecznie czy z powodu wyższej konieczności; robi to za i dla konkretnych korzyści materialnych. Hipokryzja? I to jeszcze jaka! A to przecież z nich mamy brać przykład godny naśladowania... Uchowaj nas, Boże, przed takim przykładem!


fides ex necessitate esse non debet
krzysztofwafel (34 punktów)

    Wsród różnych profesji i grup społecznych jedyną grupą nieuznającą dni wolnych od pracy jest kler wszelkiego autoramentu.
>    Niezależnie od tego czy ma rodziny czy też nie, pracuje 7 dni w tygodniu (a w niedziele i święta jakby znacznie intensywniej). I wcale nie robi tego charytatywnie, społecznie czy z powodu wyższej konieczności; robi to za i dla konkretnych korzyści materialnych. Hipokryzja? I to jeszcze jaka! A to przecież z nich mamy brać przykład godny naśladowania... Uchowaj nas, Boże, przed takim przykładem!

Trudno uznać osoby duchowne za zwykłych pracowników, bo przynajmniej w Polsce nie "pracują" oni od 8 do 16 i nie pobierają pensji od państwa jak to się dzieje w innych krajach. A co do poszczególnych zysków z tej jak to nazwano "pracy", osoba taka nie posiada nawet własności do mieszkania z którego korzysta, a w każdej chwili może być przeniesiona na inną placówkę - czy mu się to podoba czy nie.
02-06-2009 00:22 
 Ocena 1 na 1
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)

>Trudno uznać osoby duchowne za zwykłych pracowników, bo przynajmniej w Polsce nie "pracują" oni od 8 do 16 i nie pobierają pensji od państwa jak to się dzieje w innych krajach. A co do poszczególnych zysków z tej jak to nazwano "pracy", osoba taka nie posiada nawet własności do mieszkania z którego korzysta, a w każdej chwili może być przeniesiona na inną placówkę - czy mu się to podoba czy nie.

uuuu.... Nie pobierają pensji od państwa? a katecheci? a kapelani? Oni nie pobiarają pensji od państwa?


postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
liliac (147340 punktów)
>uuuu.... Nie pobierają pensji od państwa? a katecheci? a kapelani? Oni nie pobiarają pensji od państwa?
>
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym


Pobierają, pobierają. Zwłaszcza katecheci/księża/zakonnicy/zakonnice "nauczający" w szkołach. I korzystają z pełni praw pracowniczych, czyli np. zatrudniają się, a potem chociażby idą na długotrwałe zwolnienia i zasiłek chorobowy
krzysztofwafel (34 punktów)
>>uuuu.... Nie pobierają pensji od państwa? a katecheci? a kapelani? Oni nie pobiarają pensji od państwa?
>>
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym

>Pobierają, pobierają. Zwłaszcza katecheci/księża/zakonnicy/zakonnice "nauczający" w szkołach. I korzystają z pełni praw pracowniczych, czyli np. zatrudniają się, a potem chociażby idą na długotrwałe zwolnienia i zasiłek chorobowy

Ale nie są zatrudniani jako osoby duchowne, lecz zwyczajnie jako osoby fizyczne - katecheci
liliac (147340 punktów)
>>Pobierają, pobierają. Zwłaszcza katecheci/księża/zakonnicy/zakonnice "nauczający" w szkołach. I korzystają z pełni praw pracowniczych, czyli np. zatrudniają się, a potem chociażby idą na długotrwałe zwolnienia i zasiłek chorobowy
>Ale nie są zatrudniani jako osoby duchowne, lecz zwyczajnie jako osoby fizyczne - katecheci

Zabrzmiało schizofrenicznie. Znaczy między 7:45 a 12:30 są fizyczni, a przez resztę doby duchow(n)i?
krzysztofwafel (34 punktów)

>>Ale nie są zatrudniani jako osoby duchowne, lecz zwyczajnie jako osoby fizyczne - katecheci
>Zabrzmiało schizofrenicznie. Znaczy między 7:45 a 12:30 są fizyczni, a przez resztę doby duchow(n)i?

Chodzi o prawny stosunek do pracy
03-06-2009 01:02 
 Ocena 2 na 2
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>>>uuuu.... Nie pobierają pensji od państwa? a katecheci? a kapelani? Oni nie pobiarają pensji od państwa?
>>>
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym

>>Pobierają, pobierają. Zwłaszcza katecheci/księża/zakonnicy/zakonnice "nauczający" w szkołach. I korzystają z pełni praw pracowniczych, czyli np. zatrudniają się, a potem chociażby idą na długotrwałe zwolnienia i zasiłek chorobowy
>Ale nie są zatrudniani jako osoby duchowne, lecz zwyczajnie jako osoby fizyczne - katecheci

Katecheta nie jest osoba świecką, bo nie uczy świeckiego przedmiotu. Katecheta głosi i naucza konkretnej religii - więc niech mu płaci jego kościół. Jak ksiądz będzie uczył matematyki, a nie religii, bo przy okazji akurat ma wykształcenie w tym kierunku- proszę bardzo. Za jego godziny nauczania matematyki niech mu płaci państwo. Za to, co po godzinach - jego kościół.

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
03-06-2009 06:58 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Jak ksiądz będzie uczył matematyki, a nie religii...

   ... to zaś mu wyjdzie, że 2+2= Trójka Święta.
krzysztofwafel (34 punktów)

>Katecheta nie jest osoba świecką, bo nie uczy świeckiego przedmiotu. Katecheta głosi i naucza konkretnej religii - więc niech mu płaci jego kościół. Jak ksiądz będzie uczył matematyki, a nie religii, bo przy okazji akurat ma wykształcenie w tym kierunku- proszę bardzo. Za jego godziny nauczania matematyki niech mu płaci państwo. Za to, co po godzinach - jego kościół.
>
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym


Ksiądz dostaje takie samo wynagrodzenie jak i świecki katecheta. Jest normalnym pedagogiem jak każdy inny, bo w założeniach programowych ma mówić o teologii i jest to uregulowane przez Kuratorium Oświaty.
03-06-2009 22:20 
 Ocena 1 na 1
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>Jest normalnym pedagogiem jak każdy inny, bo w założeniach programowych ma mówić o teologii i jest to uregulowane przez Kuratorium Oświaty.
>
Jesteś pewien?
www.opoka.(*)A/TAK/km-wychowanie_plszk.html
www.opoka.(*)AK/programy_naucz_religii.html
www.biblos.pl/pdfy/info_645.pdf

Z powyższych dokumentów wynika raczej, że katecheta jest nie zwykłym nauczycielem lecz ewangelizatorem.

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
krzysztofwafel (34 punktów)

>Katecheta nie jest osoba świecką, bo nie uczy świeckiego przedmiotu. Katecheta głosi i naucza konkretnej religii - więc niech mu płaci jego kościół. Jak ksiądz będzie uczył matematyki, a nie religii, bo przy okazji akurat ma wykształcenie w tym kierunku- proszę bardzo. Za jego godziny nauczania matematyki niech mu płaci państwo. Za to, co po godzinach - jego kościół.
>
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym


Pretensje można mieć do ustawodawcy. Ale faktycznie wielkie pieniądze można dorobić, zwłaszcza na korepetycjach...
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>>>uuuu.... Nie pobierają pensji od państwa? a katecheci? a kapelani? Oni nie pobiarają pensji od państwa?
>>>
postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym

>>Pobierają, pobierają. Zwłaszcza katecheci/księża/zakonnicy/zakonnice "nauczający" w szkołach. I korzystają z pełni praw pracowniczych, czyli np. zatrudniają się, a potem chociażby idą na długotrwałe zwolnienia i zasiłek chorobowy
>Ale nie są zatrudniani jako osoby duchowne, lecz zwyczajnie jako osoby fizyczne - katecheci

O ile zrozumiałam, nie rozmawiamy o prawnej stronie zatrudnienia katechetów, tylko o ideologicznych implikacjach wynikającyh z tego, że państwo płaci przedstawicielom jednej z religii za głoszenie tejże religii. Rzecz nie w formie zatrudnienia: czy to jest umowa o pracę, czy umowa o dzieło, czy kontrakt, ani o wymiar tejże "pracy". Ksiądz czy katecheta jest oczywiście osoba fizyczną i nie da się go wynająć jako spółki z. o. o. I w ogóle przecież nie w tym rzecz, tylko w fakcie, że nasze podatki idą na opłacenie ewangelizatora jednej z religii. Bo z pewnością na lekciach religii katecheta nie naucza podstaw religioznawstwa, tylko katolicyzmu.

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
Kowalski (1042 punktów)
> Czy nie jest przypadkiem tak, że z kultury i życia wykorzeniono Boga chrześcijan,
> muzułmanów, Żydów oraz stek innych wyznań, a ich miejsce zastąpiła Mamona, Seks,
> Narkotyki, Hedonizm... ???

Po pierwsze, ludzie mają różne wartości. U deklarujących wiarę też często pieniądze, czy hedonizm poprzedzają Boga. (By nie powiedzieć więcej, gdy tak patrzę na nasze teoretycznie wierzące społeczeństwo.)

Po drugie, 'a-teizm', to pogląd przeciwny teizmowi. Nawet najwięksi miłośnicy pieniędzy nie mówią na poważnie, że pieniądz stworzył świat, po czym interweniuje jako osobowa siła w jego istnienie.

Po trzecie, dalej pisałeś o absolucie -- myślę, że akurat wielość wartości stanowi zaprzeczenie traktowania jakiejś z nich jako absolutnej.

>Czy nie powstały nowe świątynie, które stają się elementem zastępczym, od
>cyklicznych praktyk religijnych.

Myślę, że wiele elementów, które łączymy z religijną czcią należy do podstaw ludzkich potrzeb. Osoby niereligijne i ateiści mogą więc wiele z nich w życiu praktykować i w indywidualnych przypadkach na pewno tak bywa. Zresztą często wskazuje się jak blisko wiary religijnej był komunizm, na przykład. Albo nazizm. Tyle, że nie potrafiłbym wskazać pojedynczej takiej pseudoreligii dzisiaj, która miałaby duże znaczenie i wypełniała 'pustkę' po usunięciu tradycyjnego Boga (zakładając, że taka pustka istnieje). Mamy wielką różnorodność postaw i poszukiwań.

> Wreszcie na koniec: co
> będzie jeśli ateista nie znajdzie naukowego rozwiązania dla jakiegoś
> niewytłumaczalnego doświadczenia, którego był świadkiem? Czy zwyczajnie uda,
> że go nie było????

Stawiasz nieuprawnione założenie, że słowo ateista oznacza osobę o poglądach empiryczno-racjonalnych, zapatrzonego w naukę. Taki jest ten portal, ale nie każdy ateista taki jest. Może istnieć ateista-new-age'owiec, na przykład.

Poza tym, stawianie równości między niewytłumaczalnym a Bogiem (osobowym, by mówić o teizmie) jest również błędem. Bóg nie jest jokerem z kart, który zastępuje każdą naszą niewiedzę.
krzysztofwafel (34 punktów)
Myślę, że wiele elementów, które łączymy z religijną czcią należy do podstaw ludzkich potrzeb. Osoby niereligijne i ateiści mogą więc wiele z nich w życiu praktykować i w indywidualnych przypadkach na pewno tak bywa. Zresztą często wskazuje się jak blisko wiary religijnej był komunizm, na przykład. Albo nazizm. Tyle, że nie potrafiłbym wskazać pojedynczej takiej pseudoreligii dzisiaj, która miałaby duże znaczenie i wypełniała 'pustkę' po usunięciu tradycyjnego Boga

Chyba wszyscy pamiętamy jakie opłakane skutki miały te próby zastąpienia Boga w społeczeństwie. Człowiek ma podświadomą wewnętrzną potrzebę pragnienia opieki, szerszej zbiorowości bo sam jest ulotny.
01-06-2009 10:47 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>wypełniała 'pustkę' po usunięciu tradycyjnego Boga

Ja tam żadnej pustki nie odczuwam, to co niby miałabym wypełniać?
01-06-2009 11:10 
 Ocena 8 na 8
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Myślę, że wiele elementów, które łączymy z religijną czcią należy do podstaw ludzkich potrzeb. Osoby niereligijne i ateiści mogą więc wiele z nich w życiu praktykować i w indywidualnych przypadkach na pewno tak bywa.
Nie odczuwam braku religijnych egzorcyzmów.
>Zresztą często wskazuje się jak blisko wiary religijnej był komunizm, na przykład. Albo nazizm.
Nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa.
>Tyle, że nie potrafiłbym wskazać pojedynczej takiej pseudoreligii dzisiaj, która miałaby duże znaczenie i wypełniała 'pustkę' po usunięciu tradycyjnego Boga
Bo takiej pustki nie ma. Bóg nie jest do niczego potrzebny.

>Chyba wszyscy pamiętamy jakie opłakane skutki miały te próby zastąpienia Boga w społeczeństwie. Człowiek ma podświadomą wewnętrzną potrzebę pragnienia opieki, szerszej zbiorowości bo sam jest ulotny.
Nie wiem o jakich opłakanych skutkach mówisz.
Wiedza i nauka automatycznie eliminuje Boga z życia społecznego. Dlatego KK zawsze przeciwstawiał się( i dalej to robi) nauce.
Im bardziej światłe społeczeństwo tym mniej Boga/boga w życiu człowieka.
krzysztofwafel (34 punktów)
>Nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa.

Nie wiem skąd takie przypuszczenia że nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa????? Nie tylko jako historyk dostrzegam zasadnicze różnice doktrynalne. Nie wspominam wypatrzeń ludzi Kościoła - mówię o doktrynie. Nie spotkałem się np. by w jakiejkolwiek religii hołdowano idee NADCZŁOWIEKA, wspominającą m.in. o przetrwaniu jedynie najsilniejszych osobników i głoszeniu rasy Panów.
08-06-2009 23:36 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>Nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa.
>Nie wiem skąd takie przypuszczenia że nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa????? Nie tylko jako historyk dostrzegam zasadnicze różnice doktrynalne. Nie wspominam wypatrzeń ludzi Kościoła - mówię o doktrynie. Nie spotkałem się np. by w jakiejkolwiek religii hołdowano idee NADCZŁOWIEKA, wspominającą m.in. o przetrwaniu jedynie najsilniejszych osobników i głoszeniu rasy Panów.
>

Wypatrzeń?
09-06-2009 00:09 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>>>Nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa.
>>Nie wiem skąd takie przypuszczenia że nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa????? Nie tylko jako historyk dostrzegam zasadnicze różnice doktrynalne. Nie wspominam wypatrzeń ludzi Kościoła - mówię o doktrynie. Nie spotkałem się np. by w jakiejkolwiek religii hołdowano idee NADCZŁOWIEKA, wspominającą m.in. o przetrwaniu jedynie najsilniejszych osobników i głoszeniu rasy Panów.
>>
>Wypatrzeń?

Wypatrywał, wypatrywał, aż wypatrzył.
09-06-2009 00:15 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>>>>Nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa.
>>>Nie wiem skąd takie przypuszczenia że nazizm powstał na gruncie chrześcijaństwa????? Nie tylko jako historyk dostrzegam zasadnicze różnice doktrynalne. Nie wspominam wypatrzeń ludzi Kościoła - mówię o doktrynie. Nie spotkałem się np. by w jakiejkolwiek religii hołdowano idee NADCZŁOWIEKA, wspominającą m.in. o przetrwaniu jedynie najsilniejszych osobników i głoszeniu rasy Panów.
>>>
>>Wypatrzeń?
>Wypatrywał, wypatrywał, aż wypatrzył.

A tak spojrzał przypadkiem przy okazji powrotu rozmówcy na forum i wypatrzył
lotrek (14275 punktów)
>Czy nie jest przypadkiem tak, że z kultury i życia wykorzeniono Boga chrześcijan,
>muzułmanów, Żydów oraz stek innych wyznań, a ich miejsce zastąpiła Mamona, Seks, Narkotyki, Hedonizm...

Czy mam rozumieć, że Twoim zdaniem (bo przecież nie powołujesz się na jakieś badania naukowe)chrześcijanie, muzułmanie, Żydzi i inni wierzący w jakieś nieokreślone byty są wolni od tych cech???

>Przecież każdy choć w niewielkim stopniu wierzy w jakąś nie potrafiąc się zmierzyć empirycznie siłę - dla jednych może być
>to Bóg, dla innych majątek dający możliwość realizacji własnych pragnień, miłość która może zmienić niejednego człowieka, przyjaźń dająca moc przetrwać niejedno załamanie...
Jasne, że wierzy....ja wierzę w orzeźwiająca moc jasnego, złocistego i pieniącego się napoju - nazwy nie podaję, żeby innym producentom nie było przykro

>będzie jeśli ateista nie znajdzie naukowego rozwiązania dla jakiegoś niewytłumaczalnego doświadczenia, którego był świadkiem? Czy zwyczajnie uda, że go nie było????
Potrafi to racjonalnie wytłumaczyć, chociażby własną niewiedzą i na pewno nie będzie z tego powodu czepiał się jakiegoś Boga.
I jeszcze na koniec...ateiści mają te same cechy co ludzie wierzący, również są wśród nich dobrzy i źli, mądrzy i głupi....różnica jest tylko taka, że nie zawracają sobie i innym niejakim panem bogiem, bo w niego nie wierzą. Jest to bardzo proste, niestety nie dla wszystkich zrozumiałe.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
krzysztofwafel (34 punktów)

>Jasne, że wierzy....ja wierzę w orzeźwiająca moc jasnego, złocistego i pieniącego się napoju - nazwy nie podaję, żeby innym producentom nie było przykro
>>będzie jeśli ateista nie znajdzie naukowego rozwiązania dla jakiegoś niewytłumaczalnego doświadczenia, którego był świadkiem? Czy zwyczajnie uda, że go nie było????
>Potrafi to racjonalnie wytłumaczyć, chociażby własną niewiedzą i na pewno nie będzie z tego powodu czepiał się jakiegoś Boga.

Odpowiedź sugerująca niewiedzę (dotyczy to nie jednostki, lecz dyscyplin naukowych nie potrafiących wytłumaczyć danego zjawiska) jest takim samym wytłumaczeniem jak wplatanie elementów nadprzyrodzonych. Jeśli czegoś nie wiem, to skąd wiem, że tego nie Bóg? Pewności nie ma
01-06-2009 23:32 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)

>Odpowiedź sugerująca niewiedzę (dotyczy to nie jednostki, lecz dyscyplin naukowych nie potrafiących wytłumaczyć danego zjawiska) jest takim samym wytłumaczeniem jak wplatanie elementów nadprzyrodzonych. Jeśli czegoś nie wiem, to skąd wiem, że tego nie Bóg? Pewności nie ma

Jest jednak różnica....ateista powie Ci "wiem, że nie wiem", teista zaś...."nie wiem, ale wierzę".


Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
02-06-2009 00:24 
 Ocena 1 na 1
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)

>Odpowiedź sugerująca niewiedzę (dotyczy to nie jednostki, lecz dyscyplin naukowych nie potrafiących wytłumaczyć danego zjawiska) jest takim samym wytłumaczeniem jak wplatanie elementów nadprzyrodzonych. Jeśli czegoś nie wiem, to skąd wiem, że tego nie Bóg? Pewności nie ma

Pewności nie ma, ale po co mnożyć byty nad potrzebę? A może to krasnoludki? Takie same, jak te, co siedzą w środku wentylatorów i robią tak, że się kręci?


postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
Adamiak (36436 punktów)
>Może człowiek żywi nieustaną potrzebę gorliwego oddawania czci jakiemuś nieopisanemu "Absolutowi"??

   Takich wątków było już sporo.
   Średnio raz w m-cu ktoś na tym forum projektuje swój niewolniczy sposób myślenia na całą ludzkość.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,209334#w209399
* * *
ollikm (2038 punktów)
(zablokowany)
Zawsze byłem przekonany, że majątek jest akurat w pełni empirycznie mierzalną wielkością.
01-06-2009 19:49 
 Ocena 2 na 2
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>Zawsze byłem przekonany, że majątek jest akurat w pełni empirycznie mierzalną wielkością.

Mierzalną, jak mało co. Bóg jest natomiast niemierzalny, nawet osobowy, bo nie ma jednostek bogów. Sztuki? Kilogramy? Metry?


postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
01-06-2009 23:26 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>Bóg jest natomiast niemierzalny, nawet osobowy, bo nie ma jednostek bogów. Sztuki? Kilogramy? Metry?
Za to diabły są "mierzalne", można podobno policzyć, ile ich się zmieści na główce od szpilki

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
02-06-2009 00:26 
 Ocena 2 na 2
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>>Bóg jest natomiast niemierzalny, nawet osobowy, bo nie ma jednostek bogów. Sztuki? Kilogramy? Metry?
>Za to diabły są "mierzalne", można podobno policzyć, ile ich się zmieści na główce od szpilki
>
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)


Ale w sumie, do kupy, to jednak nie wiadomo, ile ich jest. Bo nie wiadomo, ile na świecie jest szpilek i czy na każdej występują diabły i czy szpilki są obsadzone do ostatniego wolnego miejsca...


postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
Autografka (10638 punktów)
No cóż, z przykrością stwierdzam, że nas "rozgryzłeś" .
Rzeczywiście, tak naprawdę, ateiści nie istnieją. My tutaj, to tylko wirtualne byty, programy komputerowe.
Wielki Programista umieścił nas tu po to, abyśmy poddawali próbie umysły wierzących.
Uważaj więc, bo Wielki Programista to czyta. Jest we wszystkich komputerach w całym wszechświecie.
01-06-2009 19:54 
 Ocena 4 na 4
SloniSko (1109 punktów)
>(...)My tutaj, to tylko wirtualne byty, programy komputerowe.
   Rzekłbym nawet, że wirtualne boty


"Never assume anything" - A. Milne
01-06-2009 19:59 
 Ocena 8 na 8
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>>(...)My tutaj, to tylko wirtualne byty, programy komputerowe.
>   Rzekłbym nawet, że wirtualne boty

Idźmy na całość: nie jesteśmy ludźmi ani też botami - jesteśmy cała bandą potępionych dusz ateistów. Po śmierci ateiści lądują na tym forum za karę, że nie wierzyli w boga/bogów.

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym
01-06-2009 20:05 
 Ocena 4 na 4
Autografka (10638 punktów)
O tak. Po śmierci bowiem, dusza potępiona przyjmuje postać bota. I jako ten bot nieszczęsny, na forum umieszczony, przez wieczność musi odpowiadać w mękach na głupie pytania.

01-06-2009 20:17 
 Ocena 3 na 3
SloniSko (1109 punktów)
>Idźmy na całość: nie jesteśmy ludźmi ani też botami - jesteśmy cała bandą potępionych dusz ateistów.
   "Dusz ateistów"? Oksymoron niewybredny

   Ale nie bójcie się bo


"Never assume anything" - A. Milne
02-06-2009 00:10 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)

>Idźmy na całość: nie jesteśmy ludźmi ani też botami - jesteśmy cała bandą potępionych dusz ateistów. Po śmierci ateiści lądują na tym forum za karę, że nie wierzyli w boga/bogów.
Wiedziałem....zawsze wiedziałem, że lotrek, to tylko moje któreś tam wcielenie, nowy byt fizyczny... w wirtualnym świecie.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
01-06-2009 21:36 
 Ocena 1 na 1
krzysztofwafel (34 punktów)
>No cóż, z przykrością stwierdzam, że nas "rozgryzłeś" .
>Rzeczywiście, tak naprawdę, ateiści nie istnieją. My tutaj, to tylko wirtualne byty, programy komputerowe.

Zastanawiałem się nad dzisiejszą aktualnością korzystania z tego terminu, a nie jego całkowitego wykluczenia.
Autografka (10638 punktów)

>Zastanawiałem się nad dzisiejszą aktualnością korzystania z tego terminu, a nie jego całkowitego wykluczenia.

Toteż udzieliłam odpowiedzi na twoje "zastanawianie się". I jak widzisz, nie jestem w swej opinii osamotniona.
02-06-2009 00:34 
 Ocena 2 na 2
Ela Grabarczyk-Ponimasz (5614 punktów)
>>No cóż, z przykrością stwierdzam, że nas "rozgryzłeś" .
>>Rzeczywiście, tak naprawdę, ateiści nie istnieją. My tutaj, to tylko wirtualne byty, programy komputerowe.
>Zastanawiałem się nad dzisiejszą aktualnością korzystania z tego terminu, a nie jego całkowitego wykluczenia.

Toteż otrzymałeś liczne odpowiedzi osób, które deklarują się jako ateiści, lub osobiście znających takie osoby. Zapewniam Cię, że istniejemy. Chociaż w sumie to moge ręczyć tylko za siebie. Wierzę, że istnieję

postępuj tak, byś mógł chcieć, aby zasada twego postępowania była prawem powszechnym

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365