Racjonalista - Strona głównaDo treści
Albo - albo , czyli filozoficzne rozterki

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
18-07-2009 15:21makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Albo - albo , czyli filozoficzne rozterki
Ocena 3 na 3
hej,
Albo istnieje bóg a wtedy życie człowieka jest sensowne i wartościowe .
Albo boga nie ma a wtedy życie człowieka jest bezsensowne i bezwartościowe .

Czy rzeczywiście człowiek ma tylko te dwie możliwości ?

Mnie wydaje się , że można też sprawę postawić tak :
Albo istnieje bóg a wtedy życie człowieka całkowicie podporządkowane jest tej totalnie nadrzędnej istocie , we wszystkim co robi i czego nie robi - jest całkowicie uzależniony od tak zwanego "świętego kaprysu" , czyli jest automatem którego przydatność sprawdza się poprzez zmuszanie go do uczestnictwa w jakimś kosmicznym eksperymencie .
Albo boga nie ma a zatem człowiek musi sam zająć się swoimi sprawami , sam rozstrzygać i podejmować decyzje , sam musi ustalać i dochodzić do tego co jest sensowne i wartościowe w świecie który jest "aintencjonalny" i obojętny a raczej neutralny wobec wszelkich życzeniowych potrzeb i pragnień które człowiek postuluje wobec owego świata .

To są według mnie warunki brzegowe .
Zdaje sobie sprawę z tego , że jest to obraz czarno-biały , że są to zaledwie kontury i zarys .

Posiadamy teoretyczną zdolność do rozpoznawania a nawet tworzenia barw , kolorów ...
Nie jesteśmy zmuszeni do korzystania wyłącznie z bieli i czerni .
A może jesteśmy ?

Czy prawdopodobieństwo istnienia boga jest bardziej lub mniej prawdopodobne niż zaistnienie świadomego bytu poprzez "nieintencjonalne" determinizmy i konieczności wynikające z samoistnie istniejących uwarunkowań ???

Czekam na ciekawe refleksje
pozdrawiam serdecznie
makuś
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

18-07-2009 16:08
 Ocena 13 na 13
(Alicja)Duda (25557 punktów)Odp: albo - albo , czyli filozoficzne rozterki
"Boga prawdopodobnie nie ma"
A jeżeli gdzieś, kiedyś istniał to jest/był zupełnie inny niż to wyobrażają sobie wszystkie religie świata.
Jeżeli bóg istnieje to już dawno zapomniał, że stworzył nasz świat.
Jesteśmy pyłkiem w kosmosie.
A sens życia - pytanie bez sensu.
Czy wszystko musi mieć sens?
Jaki ma sens życie mrówki czy muchy?
Sensem życia jest samo życie.
Więc radości z życia życzę wszystkim.
lontri (16088 punktów)Odp: Albo - albo , czyli filozoficzne rozterki

Aby nadać dalszym roztrząsaniom chociażby pozór sensowności, sądzę, że należałoby zacząć od tego, co rozumiesz pod pojęciem boga. Czym miałby być ten bóg, w jaki sposób miałby istnieć i jakie miałyby być jego atrybuty?
Jakie jest uzasadnienie dla tez jakie postawiłeś?
Bogowie znani z wielu mitologii świata bywali bardzo różni.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
19-07-2009 14:52 
 Ocena-1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Aby nadać dalszym roztrząsaniom chociażby pozór sensowności, sądzę, że należałoby zacząć od tego, co rozumiesz pod pojęciem boga.

hej,
Pod pojęciem boga rozumiem to co od tysięcy lat przedstawiane jest jako bóg - przez monoteistyczne religie
Coś co jest wszechmocne , wszechwiedzące , intencjonalne i osobowe !
pozdrawiam
makuś
dnak (1340 punktów)
Tylko pytanie: czy sens ma po co istnieć? Życie pojawiło się jako twór sam dla siebie - nie ma celu innego niz replikacja. Skoro nic nie zostało jako cel postawione - czemu go wymagać?
Żyję, bo żyję. Nie uważam, żeby życie miało jakikolwiek sens, ale w tym samym stopniu sensu nie ma życia brak. To, że istniejemy jest po prostu samo dla siebie i samo w sobie.

Wiekszość ludzi nie podchodzi jednak do tego w ten sposób (i ciężko ich za to winić) i ucieczki od fatalizmu, do którego brak wiary w cel i sens prowadzi, szukają w wierzeniach w jakąś siłę wyższą. I zanim odezwą się głosy, że idioci prą do boga, a mądrzy, racjonalni ateiści nie potrzebują go itd. - to nie działa w ten sposób. Dążenie do jak najmniejszego zużycia energii i jak najmniejszego wysiłku jest tym, co życie i ewolucję napędza, więc wierzenia również mają swoją podstawę. Pozwalają ludziom skupić się na działaniu na rzecz swojego gatunku, ponieważ dają wyraźny cel i obiecują gratyfikację.
18-07-2009 20:20 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Mam wrażenie, że ludzie poszukują sensu w dwóch skrajnych sytuacjach: albo w sytuacji dużego niedostymulowania (nudy), skutkującego dyskomfortem, albo w sytuacjach trudnych, beznadziejnych, skrajnych (o ile jeszcze mają czas zaprzątać sobie głowę takimi sprawami, jak sens życia).
Nie powinno się więc negować samego faktu, że niektórzy ludzie mogą mieć potrzebę sensu, wynikającą z różnych pobudek, ale nie powinno to również prowadzić do uznania, że istnieje jakiś obiektywny sens.
Schodząc do języka e-prime Korzybskiego można by powiedzieć, że uprawnione są wypowiedzi w rodzaju 'mam wrażenie, że sposób w jaki prowadzę życie jest bezsensowny', 'mam wrażenie, że sposób w jaki żyję, nie daje mi poczucia sensu życia'.
Postawienie sprawy w ten sposób ma kolosalne konsekwencje. Po pierwsze pozwala stwierdzić, że jako człowiek mogę dążyć do zmiany mojego życia w ten sposób, aby jednak to poczucie sensu było większe czy wyraźniejsze. Mogę więc być bardziej zadowolony z życia, nawet jeżeli obiektywny sens nie istnieje wcale. Po drugie pozwala na terapeutyczną analizę, sprowadzającą pojęcie 'sensu życia' do nieporozumienia językowego. A kto chciałby tracić czas na borykanie się z pomyłką językową?
Jakie są koszty takiej postawy? Nie mogę już usprawiedliwiać swej bezczynności tym, że świat jest bez sensu. Skoro bowiem samo pojęcie sensu jest nonsensowne, to tym bardziej nonsensowne stają się pretensje do świata o brak tego nonsensu, prawda?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
18-07-2009 21:09 
 Ocena 1 na 1
dnak (1340 punktów)
>Mam wrażenie, że ludzie poszukują sensu w dwóch skrajnych sytuacjach: albo w sytuacji dużego niedostymulowania (nudy), skutkującego dyskomfortem, albo w sytuacjach trudnych, beznadziejnych, skrajnych (o ile jeszcze mają czas zaprzątać sobie głowę takimi sprawami, jak sens życia).

Ja myślę, że pytanie pojawia się nie w skrajnych sytuacjach, a tych codziennych. Trzeba iść do pracy? Po co, przecież nic nie ma sensu itd. W takiej sytuacji jakiś pozamaterialny byt bardzo ułatwia sprawę. Pracuj, bo dzięki temu masz szansę czynić dobro, a za dobro dostaniesz niebo itd.

>Nie powinno się więc negować samego faktu, że niektórzy ludzie mogą mieć potrzebę sensu, wynikającą z różnych pobudek, ale nie powinno to również prowadzić do uznania, że istnieje jakiś obiektywny sens.

Obiektywny cel jest - przeżycie życia, jakkolwiek głupio to nie brzmi. Życie samo w sobie nie ma celu - istnieje, aby istnieć. Jesteśmy zamknięci w ramach tegoż życia, więc ten sens w bezsensie jest naszym udziałem. Szukanie dalej, np. w większej skali jaką jest wszechświat raczej nie ma celu - dla materii nieożywionej nie ma takich kategorii jak cel, nawet na najmniejszą skalę.

>Jakie są koszty takiej postawy? Nie mogę już usprawiedliwiać swej bezczynności tym, że świat jest bez sensu. Skoro bowiem samo pojęcie sensu jest nonsensowne, to tym bardziej nonsensowne stają się pretensje do świata o brak tego nonsensu, prawda?

Nie o to mi chodziło.
Pisałem o fataliźmie, zwłaszcza na poziomie społeczeństwa - łatwa wiara w wyższy byt bardzo łatwo zaprzęga do pracy masy, które inaczej mogłyby się znajdować w głębokiej apatii. O wiele łatwiej założyć istnienie boga niż prowadzić intensywną edukację dotyczącą sensu i bezsensu
18-07-2009 21:27 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

Cieszę się, że w mojej wypowiedzi odnalazłeś jakieś punkty zaczepienia dla siebie, ale nie była ona umieszczona w celu polemiki z tobą.
Ale, jak jest okazja, dlaczego nie skorzystać z możliwości rozwinięcia tego egzystencjalnego spotkania?
Mam wrażenie, że w sytuacjach dnia codziennego wcale nie chodzi o sens, ale o ochotę na zrobienie czegoś. Ochota natomiast nie jest niczym innym jak pewnym stanem wzbudzenia organizmu, w tym przede wszystkim układu nerwowego. Aby podnieść ten stan wzbudzenia przywołujemy różne skojarzenia i obrazy umysłowe w wyobraźni, aby się zmobilizować do działania. Jako stworzenia dysponujące w pamięci symboliczną reprezentacją rzeczywistości umiemy bowiem przewidywać skutki naszych działań, ale również naszych zaniechań. Nie wiem czy wiele w życiu pracowałeś, ale mi się wydaje, że przeciętny człowiek dorosły - a korzystam tu z własnego doświadczenia - pracuje przede wszystkim na własne utrzymanie, a nie dla realizacji jakichś abstrakcyjnych sensów.

Obiektywny cel życia nie istnieje (tutaj nie zgadzam się z tobą, ale bez zacietrzewienia). Jako cel życia może być brany pomyłkowo instynkt samozachowawczy albo potrzeba unikania przykrości i osiągania przyjemności - ale to nie musi wcale być ujmowane w kategoriach sensu. Pojęcie sensu jest tu zbędne, nadmiarowe i zbyt niejasne.

Do przyjęcia jest natomiast twierdzenie, że życie jest autoteliczne, czyli ma za cel samo w sobie (cel jednak to nie to samo co sens). Teza ta nie jest jednak do końca bezsporna, jakby się mogło wydawać.

Pogrążone w apatii masy? Ciekawe, że wszyscy ludzie których znam są tak bardzo zajęci życiem. Pewnie mamy innych znajomych... Ale rzeczywiście, bywają epoki, a nie wiadomo, czy w związku z ostatnią wielką recesją gospodarczą nie znajdujemy się u progu kolejnej z nich, w których twoja teza znajduje egzemplifikacje w rzeczywistości (oby nie w ten sposób, jak to się działo dotychczas w dziejach).

Pozdrawiam.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
18-07-2009 21:41 
 Ocena 1 na 1
dnak (1340 punktów)
>Mam wrażenie, że w sytuacjach dnia codziennego wcale nie chodzi o sens, ale o ochotę na zrobienie czegoś. Ochota natomiast nie jest niczym innym jak pewnym stanem wzbudzenia organizmu, w tym przede wszystkim układu nerwowego. Aby podnieść ten stan wzbudzenia przywołujemy różne skojarzenia i obrazy umysłowe w wyobraźni, aby się zmobilizować do działania.

Racja, ale: w momencie, w którym organizm jest przeciążony stresem (np. w wyniku choroby jak depresja, która może wynikać z braku sensu) nie będzie dawał żadnych sygnałów, że coś zrobić należy. Ludzie, którzy popadną w depresję często dniami nie jedzą, ponieważ apatia stała się tak głęboka.

>Jako stworzenia dysponujące w pamięci symboliczną reprezentacją rzeczywistości umiemy bowiem przewidywać skutki naszych działań, ale również naszych zaniechań. Nie wiem czy wiele w życiu pracowałeś, ale mi się wydaje, że przeciętny człowiek dorosły - a korzystam tu z własnego doświadczenia - pracuje przede wszystkim na własne utrzymanie, a nie dla realizacji jakichś abstrakcyjnych sensów.

Oczywiście, ale żeby chcieć pracować, tj. utrzymywać się trzeba mieć chęć życia, a wielu ludzi w wyniku braku sensu powyższą chęć traci.

>Obiektywny cel życia nie istnieje (tutaj nie zgadzam się z tobą, ale bez zacietrzewienia). Jako cel życia może być brany pomyłkowo instynkt samozachowawczy albo potrzeba unikania przykrości i osiągania przyjemności - ale to nie musi wcale być ujmowane w kategoriach sensu. Pojęcie sensu jest tu zbędne, nadmiarowe i zbyt niejasne.

Niejasno się wyraziłem. Nie uważam, żeby istniał jakikolwiek cel życia inny niż samo życie. Problem w tym, że życie istnieje samo dla siebie i jest bardzo oderwane od swiata niematerialnego, więc nie może z niego czerpac sensu.
Ciężko to wytłumaczyć, ale sprowadza się to do tego, że życie zostało zaprogramowane (samo się zaprogramowało) do życia i niczego innego. Jego sensem i celem jest więc życie. W tej kwestii w pełni zgadzam się z tym co napisałeś wcześniej - roztrzasanie idei sensu jest bezcelowe.

>Pogrążone w apatii masy? Ciekawe, że wszyscy ludzie których znam są tak bardzo zajęci życiem. Pewnie mamy innych znajomych... Ale rzeczywiście, bywają epoki, a nie wiadomo, czy w związku z ostatnią wielką recesją gospodarczą nie znajdujemy się u progu kolejnej z nich, w której twoja teza znajduje egzemplifikacje w rzeczywistości (oby nie w ten sposób, jak to się działo dotychczas w dziejach).

Powiem w ten sposób - gdyby nie religia nie powstałyby piramidy. Podobnie zresztą jak większość innych projektów, które wykraczały ponad mozliwości klanu, albo plemienia. Religia nadawała sens działaniom - z perspektywy jednostki, albo małej grupy społecznej - bezsensownym.
18-07-2009 22:03 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

Nauczka dla nas obu na przyszłość: nie da się w jednym miejscu mówić z sensem zarówno o piramidach, religii, jak depresji.
Musimy to ciacho trochę podzielić, żeby nam z tego nie wyszedł pasztet.
Możemy porozmawiać o depresji jeśli chcesz. To temat bardzo obszerny, i nie tak prosty, jak się zazwyczaj wydaje.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
18-07-2009 23:19 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Możemy porozmawiać o depresji jeśli chcesz. To temat bardzo obszerny, i nie tak prosty, jak się zazwyczaj wydaje.

Rozmawiać o depresji oczywiście można, temat jest złożony, ale: rozmowa o skutku braku sensu, bez rozpatrzenia zagadnienie samego sensu egzystencji, jest bez sensu. Tym bardziej rozmowa o sensie odnajdywanym w pracy, zwłaszcza polegającej na wykonywaniu tej samej czynności przez trzydzieści lat, jest bez sensu, bo sama taka praca, dla umysłu poszukującego sensu musi spowodować depresję. Szukanie sensu poprzez pracę, bo zapewnia materialną podstawę przetrwania życia, które to stanowi cel sam w sobie, nie odpowiada na pytanie o sens, bo cel - przetrwanie nie jest sensem.
Podsumowując, rozmowa w tych kategoriach o sensie i depresji traci sens. Można wprowadzić kategorie dodatkowe, np. dobro i zło, a sensu szukać gdzie indziej, wszak życie to nie tylko praca, ale to niechybnie pchnie dyskusje w stronę wiary.

Proszę nie pytać o co mi chodzi, bo straciłem kontrolę.
metsys (1088 punktów)

>Proszę nie pytać o co mi chodzi, bo straciłem kontrolę.
O,o! I to ma sens!

Jeśli przyjąć, że sensem jest jakikolwiek cel oraz zasadność czynności zmierzających do jego realizacji, to wcale świat nie byłby taki bezsensowny.
Tyle tylko, że wszystko zależy od punktu widzenia na cel.
Dla prezesa korporacji sensowne jest kupno np. samolotu, bo raz dziennie musi być w Kijowie, ale czy sensowne będzie nabycie samolotu przez np. nauczyciela?

Relatywnie dla mnie sensowna jest niewiara w bogów, gdyż nie ma dowodu na ich istnienie i mogę to wydedukować posilając się posiadaną wiedzą naukową, natomiast czy taki sens będzie widziała moherowa zwolenniczka wielkiego ojca dyrektora posiadająca wiedzę maryjaradiową?

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
A za cztery lata na Euro nikt nas do domu nie wyśle...
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Proszę nie pytać o co mi chodzi, bo straciłem kontrolę.
>O,o! I to ma sens!

Tak bijesz brawo i się cieszysz, a gdzie jest plus?

>Jeśli przyjąć, że sensem jest jakikolwiek cel oraz zasadność czynności zmierzających do jego realizacji, to wcale świat nie byłby taki bezsensowny.

To jest określenie sensu podjęcia tej czynności. Rozmowa jest o sensie egzystencji.
lontri (16088 punktów)

Chcesz rozmawiać o skutku braku sensu, to ja może o przyczynie.
Jaka może być przyczyna tego, że człowiek może zacząć odczuwać swoje życie jako nonsensowne?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Chcesz rozmawiać o skutku braku sensu, to ja może o przyczynie.

No właśnie mówię to: "ale: rozmowa o skutku braku sensu (w tym wypadku zaistnienia depresji - dopisałem teraz), bez rozpatrzenia zagadnienie samego sensu egzystencji, jest bez sensu." Należało by oddzielić jakoś sens podjęcia czynności, dla osiągnięcia jakiegoś celu, od pytanie o sens bytu. Za dużo tu różnych sensów.

>Jaka może być przyczyna tego, że człowiek może zacząć odczuwać swoje życie jako nonsensowne?

Przyczyna wydaje się być oczywista. Bezsens pojawia się wtedy gdy nie znajdujemy odpowiedzi na pytanie o sens. Dobrze, że nie wszystkim. Inaczej świat byłby jednym wielkim szpitalem wariatów., raczej by go nie było.
lontri (16088 punktów)

W jaki sposób jawi się sens, a w jaki sposób bezsens?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>W jaki sposób jawi się sens, a w jaki sposób bezsens?

Istotne pytanie, sens czego? W jaki sens bytu nie wiem, bo odpowiedzi jednoznacznej nie znam. Robię założenia. Bezsens objawia się wewnętrznym przekonaniem, że byt pozbawiony jest sensu. Wszystko może się ujawniać tylko w nas samych, bo możemy przecież przyjąć, idąc za Berkeleyem że nic innego nie ma.
lontri (16088 punktów)

Nie pytam cię po to, by uzyskać jakieś ostateczne odpowiedzi, bo jest oczywiste że ich nie znasz.
Pytam po prostu, jak się czujesz, co myślisz, co się dzieje w twoim życiu, gdy masz wrażenie, że życie dla ciebie ma sens, a jak się czujesz, co myślisz, co się dzieje w twoim życiu, gdy masz wrażenie, że życie nie ma sensu?
Nie chodzi o jakąś tam osobistą wypowiedź, tylko o postawienie problemu w taki sposób by był nauko-strawny.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
19-07-2009 11:12 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Nie chodzi o jakąś tam osobistą wypowiedź,

Niby jak? Taka wypowiedź musi być osobista.

19-07-2009 15:22 
 Ocena 2 na 2
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>Jaka może być przyczyna tego, że człowiek może zacząć odczuwać swoje życie jako nonsensowne?

hej,
Może być miliard takich przyczyn !
makuś
28-07-2009 23:31 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

>Może być miliard takich przyczyn !
>makuś

Sprawdzam. Podaj pięć.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
29-07-2009 17:28 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>Może być miliard takich przyczyn !
>>makuś
>Sprawdzam. Podaj pięć.

hej,
1) choroba
2) śmierć
3) cierpienie
4) niesprawiedliwość
5) przypadkowość
6) sytuacja materialna
7) sytuacja socjalna
8) sytuacja psychologiczna
9) zawiedzione nadzieje , zawiedzione i nierealizowalne oczekiwania i życzenia
10) fizjologiczne determinacje
A wszystko to w tysiącach przeróżnych konstelacji i kontekstów
pozdrawiam
makuś
lontri (16088 punktów)

Z pewnością wszystkie te wydarzenia mogą powodować mniejszą chęć do życia. Ale co ma chęć do sensu?
Sądzę, że można by 'sens' sprowadzić do przyczyny 'chęci'. Poprzez sens rozumielibyśmy wówczas wszystkie te idee, obrazy umysłowe, myśli, słowa, doznania i uczucia, które potęgują chęć i zadowolenie z życia. Ale podstawą jest chęć, potrzeba, a nie sens.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Z pewnością wszystkie te wydarzenia mogą powodować mniejszą chęć do życia. Ale co ma chęć do sensu?
hej,
Ja chcę aby moje życie miało sens !
makuś
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
> Podsumowując, rozmowa w tych kategoriach o sensie i depresji traci sens. Można wprowadzić kategorie dodatkowe, np. dobro i zło, a sensu szukać gdzie indziej, wszak życie to nie tylko praca, ale to niechybnie pchnie dyskusje w stronę wiary.
>Proszę nie pytać o co mi chodzi, bo straciłem kontrolę.

hej,
Wydaje mi się , że zadałem kilka konkretnych pytań !
Możemy w ich kontekście dyskutować , przecież !!!
makuś
19-07-2009 08:27 
 Ocena 1 na 1
dnak (1340 punktów)
>Nauczka dla nas obu na przyszłość: nie da się w jednym miejscu mówić z sensem zarówno o piramidach, religii, jak depresji.
>Musimy to ciacho trochę podzielić, żeby nam z tego nie wyszedł pasztet.
>Możemy porozmawiać o depresji jeśli chcesz. To temat bardzo obszerny, i nie tak prosty, jak się zazwyczaj wydaje.

Wiem, posta pisałem kilkanaście minut, bo trzeba było uporządkować wypowiedź. Temat jest totalnie nie do rozmowy - nie ma zbyt wielu synonimów słów 'cel' i 'sens', więc każdy post to szereg kłujących oczy z powodu powtórzeń zdań o niczym
lontri (16088 punktów)

Tutaj przewrotnie nie zgodziłbym się z tobą.
Nawet jeżeli pytanie o 'sens życia' jest z pewnego filozoficznego punktu widzenia nonsensowne, nie można jednak zaprzeczyć, że pytanie to dość często pojawia się i nurtuje wielu ludzi.
Za pojęciem 'sensu życia' tli się więc jakaś rzeczywistość - rzeczywistość fenomenologiczna; wielu ludziom pytanie o sens jawi się jako pytanie jak najbardziej sensowne!
Nie jest więc poznawczo bezwartościowe zajmowanie się 'pytaniem' o sens życia, ponieważ za tym pytaniem z pewnością stoją jakieś zjawiska psychiczne.
Zajmowanie się sensem życia mogłoby się więc przebiegać wg następujących etapów:
1) Bezzałożeniowo opisujemy to, co wiąże się z poczuciem sensu i bezsensu życia na poziomie kompleksów wrażeń, emocji, uczuć, zachowań.
2) Przeprowadzamy analizę tych zjawisk na gruncie nauki: filozofii, socjologii, psychologii, neurologii, fizjologii itp.
3) Stawiamy hipotezy.
4) Sprawdzamy je empirycznie.
Sądzę, że sensem życia można by się zajmować nawet stosując podejście empirycznie. To nawet nie głupi pomysł.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Sądzę, że sensem życia można by się zajmować nawet stosując podejście empirycznie. To nawet nie głupi pomysł.

Nie głupi pomysł, powinien posiadać sens. Racjonalizm i empiria nie dostarczają mi odpowiedzi, które mogły by przybliżyć, nawet udzielić odpowiedzi o sens. Nie znam odpowiedzi na pytanie, co było na początku, oraz czy, a jeśli tak, jaki będzie koniec wszystkiego? Nie znam odpowiedzi o najmniejszy element wszechrzeczy, oraz gdzie i czy jest jej kres. Nie znam odpowiedzi na pytanie o przyczynę. Opuszczam więc świat doznań zmysłowych i empirię, udaję się w głąb doznań pozazmysłowych, w głąb mojego ja. Problem w tym, że i tu odpowiedzi nie znajduję. Muszę czynić założenia. Tych empirycznie nie da się udowodnić.
lontri (16088 punktów)

Całkowicie bezzałożeniowo się nie da. Ale da się z dbałością o bezzałożeniowość, czyli po prostu zbieramy wypowiedzi różnych ludzi nt. poczucia sensu i bezsensu oraz informacje na temat ich różnych korelatów, bez żadnej preselekcji itp.

Dla jasności - metafizyka mnie nie interesuje.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Całkowicie bezzałożeniowo się nie da.

A no nie.

>Dla jasności - metafizyka mnie nie interesuje.

Bez aksjomatów i realizmu nic się nie da tu zrobić, a to niechybnie popchnie sprawę w stronę metafizyki, inaczej być nie może, bo wiadomo jaki jest aksjomat. Empiryzm wysiada, wiem bo próbowałem, jak i wielu.

>Ale da się z dbałością o bezzałożeniowość, czyli po prostu zbieramy wypowiedzi różnych ludzi nt. poczucia sensu i bezsensu oraz informacje na temat ich różnych korelatów, bez żadnej preselekcji itp.

Takich wypowiedzi jest pełno. Każdy coś tam mówi i nic z tego nie wynika. Ciekawsze wydaje się doprosić kilka osób, z tych co tu są, a nad problemem się pochylili. Ustalić zasady rozmowy i zdefiniować znaczenia użytych słów. Wynik takiego spotkania jest oczywisty, czyli nijaki, ale sama rozmowa może być niezmiernie interesująca, jeżeli będzie prowadzona w atmosferze poszanowania innych poglądów i empatii. Posługiwanie się uogólnieniami, wynikającymi z przemyśleń, daje zawsze możliwość prześledzenia tworzenia się światopoglądów innych. Wymagałoby to też, na tym forum, miejsca odosobnionego, bo niechybnie nadjadą cykliści, feministki i inni tolerancyjni i już rozmowy nie ma.
19-07-2009 15:34 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
. Muszę czynić założenia.

hej,
Dokładnie tak !
Musimy czynić założenia !
Ale musimy również zdawać sobie sprawę z tego , że są to tylko założenia !
Tylko lub aż !!!
makuś
lontri (16088 punktów)

Jesteśmy twórcami map. "Ale mapa nie jest terytorium" /AK/

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Nauczka dla nas obu na przyszłość: nie da się w jednym miejscu mówić z sensem zarówno o piramidach, religii, jak depresji.

hej,
Zgadza się !
Nie można rozmawiać o wszystkim jednocześnie !
makuś
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
roztrzasanie idei sensu jest bezcelowe.

hej,
A roztrząsanie istnienia ewentualnych wspólnych wartości ?
Ma sens ?
makuś
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
Skoro bowiem samo pojęcie sensu jest nonsensowne, to tym bardziej nonsensowne stają się pretensje do świata o brak tego nonsensu, prawda?

hej,
Sens jest czymś co możemy naszemu życiu nadać poprzez ideologie , wartości , interpretacje , cele ...
Mamy taką możliwość , mamy taką zdolność !
Fakt , że różne są nasze oczekiwania , potrzeby , pragnienia , interpretacje ... nie oznacza , że nasze życie jest bezsensowne !
makuś
checkmate (1197 punktów)
hej makuś

Zauważyłem, ze drążysz od długiego czasu temat istnienia (lub nieistnienia) Boga.
Też należę do tej grupy osób, która zadaje pytania i szuka. Ale nie Boga. Może forum nie jest najlepszym miejscem, ale zdecydowałem się na tę formę wypowiedzi.
Mam jedno pytanie. Jesteś, jaki jesteś, masz swoje doświadczenia i przemyślenia. Czy - gdyby ktoś udowodnił Ci istnienie lub nieistnienie Boga - zmieniłbyś siebie, odrzucił pewne wartości i przyjął inne? Czy ten dowód (obojętnie w którą stronę) dokonałby przewartościowania Twojej hierarchii? Czy w obliczu PEWNOŚCI stałbyś się kimś innym?
Trzy w jednym - brzmi znajomo

Elemele dutki...
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Mam jedno pytanie. Jesteś, jaki jesteś, masz swoje doświadczenia i przemyślenia. Czy - gdyby ktoś udowodnił Ci istnienie lub nieistnienie Boga - zmieniłbyś siebie, odrzucił pewne wartości i przyjął inne? Czy ten dowód (obojętnie w którą stronę) dokonałby przewartościowania Twojej hierarchii? Czy w obliczu PEWNOŚCI stałbyś się kimś innym?

hej,
Myślę , że tak !
Zastanów się ...
Jak myślisz , czy fakt , że ani słońce ani księżyc nie są już uważane , traktowane jako bogowie , zmienił ludzi czy nie ?
makuś
19-07-2009 17:38 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

>Jak myślisz , czy fakt , że ani słońce ani księżyc nie są już uważane , traktowane jako bogowie , zmienił ludzi czy nie ?
>makuś

Myślę, że tu nie chodzi o to co za boga chcesz uważać.

Chodzi o to, czy Twoje wartości, Twój sposób postępowania się zmieni, po znalezieniu dowodu na istnienie/nieistnienie.
Jeżeli ktoś przedstawi dowód, że boga nie ma, to co się zmieni? Zaczniesz kraść? Mordować? Gwałcić? Bo niektórzy twierdzą, że tylko strach przed bogiem większość powstrzymuje. A jeżeli przedstawiono by niezbity dowód na istnienie boga, to czy Twoje życie by się zmieniło? Zacząłbyś biegać do kościoła? Wykasował całą pornografię z dysku? Paciorek codziennie i spowiedź co miesiąc?

Ja wiem, że w moim przypadku niewiele by się zmieniło. Co najwyżej przestałbym udzielać się w watkach religijnych, bo jeżeli wszystko byłoby w stu procentach wyjaśnione, to nie byłoby o czym rozmawiać.

Pozdrawiam
checkmate (1197 punktów)
Dzięki pavvel, w samo sedno. Dodam tylko, że ktoś, kto po uzyskaniu dowodu na istnienie Boga zaczął by chodzić do kościoła, to byłoby to całkiem racjonalne. Natomiast nie da się zmienić swojego wnętrza na zamówienie.

Elemele dutki...
19-07-2009 18:10 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
>Dodam tylko, że ktoś, kto po uzyskaniu dowodu na istnienie Boga zaczął by chodzić do kościoła, to byłoby to całkiem racjonalne.
>

Dla mnie chodzenie do kościoła dopiero po uzyskaniu dowodów byłoby zwyczajnie żałosne.
Bardziej szanuję ludzi, którzy idą tam z powodu przekonać, niż pod presją bata.
A jeżeli dla jakiegoś hipotetycznego boga ważniejsze byłoby cotygodniowe okazywanie wiary i podporządkowania, niż to jakimi wartościami się w życiu kieruję, to ja z takim bogiem nie chcę mieć nic wspólnego.
checkmate (1197 punktów)
>>Dodam tylko, że ktoś, kto po uzyskaniu dowodu na istnienie Boga zaczął by chodzić do kościoła, to byłoby to całkiem racjonalne.
>>
>Dla mnie chodzenie do kościoła dopiero po uzyskaniu dowodów byłoby zwyczajnie żałosne.
>Bardziej szanuję ludzi, którzy idą tam z powodu przekonać, niż pod presją bata.

Jakaś racja w tym jest. Ale chyba nie do końca.
A jak ocenisz nieumiejętność przyznania się do popełnienia błędu?

>A jeżeli dla jakiegoś hipotetycznego boga ważniejsze byłoby cotygodniowe okazywanie wiary i podporządkowania, niż to jakimi wartościami się w życiu kieruję, to ja z takim bogiem nie chcę mieć nic wspólnego.
Jeśli ten bóg jest panem Twego życia (w dowolnym wymiarze), to proponuję przestać śpiewać protest-song pt "Dlaczego Ziemia nie jest sześcianem"


Elemele dutki...
pavvel (8272 punktów)

>A jak ocenisz nieumiejętność przyznania się do popełnienia błędu?

Ależ ja przyznałbym się do błędu, tylko nie nawykłem do życia na klęczkach.

>>A jeżeli dla jakiegoś hipotetycznego boga ważniejsze byłoby cotygodniowe okazywanie wiary i podporządkowania, niż to jakimi wartościami się w życiu kieruję, to ja z takim bogiem nie chcę mieć nic wspólnego.
>Jeśli ten bóg jest panem Twego życia (w dowolnym wymiarze), to proponuję przestać śpiewać protest-song pt "Dlaczego Ziemia nie jest sześcianem"

Widzisz, to nie protest song - to stwierdzenie faktów.
Gdyby jakiś bóg istniał i istniały nawet na to dowody, ja nie zamierzam się zmieniać.
Niech mnie ocenia takim jakim jestem.

P.S. Bartoszewski bardzo trafnie wyjaśnił kiedyś różnicę między warto, a opłaca się.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Gdyby jakiś bóg istniał i istniały nawet na to dowody, ja nie zamierzam się zmieniać.
>Niech mnie ocenia takim jakim jestem.
>P.S. Bartoszewski bardzo trafnie wyjaśnił kiedyś różnicę między warto, a opłaca się.

hej,
Ja myślę sobie tak :
Jeżeli istnieje bóg dla którego najważniejsze jest to aby przed nim się korzyć na klęczkach ... to nie jest on bogiem lecz szatanem !
Jeżeli natomiast istnieje bóg dla którego to nie jest naważniejszym wyznacznikiem wartości stworzeń które stworzył ... to raczej nie ma problemu ...
pozdrawiam
makuś
21-07-2009 12:36 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>A jak ocenisz nieumiejętność przyznania się do popełnienia błędu?

hej,
To jest fanatyzm !

>>A jeżeli dla jakiegoś hipotetycznego boga ważniejsze byłoby cotygodniowe okazywanie wiary i podporządkowania, niż to jakimi wartościami się w życiu kieruję, to ja z takim bogiem nie chcę mieć nic wspólnego.
>Jeśli ten bóg jest panem Twego życia (w dowolnym wymiarze), to proponuję przestać śpiewać protest-song pt "Dlaczego Ziemia nie jest sześcianem"

hej,
A ja proponuje jednak śpiew :
Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany , połam bat
To naiwne jest ?
Zapewne tak ... jeśli założymy istnienie kosmicznego szatana !!!

pozdrawiam
makuś
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Ja wiem, że w moim przypadku niewiele by się zmieniło. Co najwyżej przestałbym udzielać się w watkach religijnych, bo jeżeli wszystko byłoby w stu procentach wyjaśnione, to nie byłoby o czym rozmawiać.
>Pozdrawiam

hej,
Nie byłoby o czym rozmawiać ... !
Wydaje mi się , że to właśnie zmieniłoby nas wszystkich w sposób którego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić !
makuś
checkmate (1197 punktów)
>>Ja wiem, że w moim przypadku niewiele by się zmieniło. Co najwyżej przestałbym udzielać się w watkach religijnych, bo jeżeli wszystko byłoby w stu procentach wyjaśnione, to nie byłoby o czym rozmawiać.
>>Pozdrawiam
>hej,
>Nie byłoby o czym rozmawiać ... !
>Wydaje mi się , że to właśnie zmieniłoby nas wszystkich w sposób którego nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić !
>makuś

Powiem tylko tyle, że jako agnostyk jestem bardziej chrześcijański niż byłem jako katolik.

Elemele dutki...
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Powiem tylko tyle, że jako agnostyk jestem bardziej chrześcijański niż byłem jako katolik.

hej,
Niestety nie rozumiem !
Czy można prosić o dalsze wyjaśnienia ?
makuś
checkmate (1197 punktów)
>>Powiem tylko tyle, że jako agnostyk jestem bardziej chrześcijański niż byłem jako katolik.
>hej,
>Niestety nie rozumiem !
>Czy można prosić o dalsze wyjaśnienia ?
>makuś

Dzisiaj żyję bardziej w zgodzie z nauką Chrystusa niż kiedyś, gdy byłem zadeklarowanym katolikiem. Hej


Elemele dutki...
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Dzisiaj żyję bardziej w zgodzie z nauką Chrystusa niż kiedyś, gdy byłem zadeklarowanym katolikiem. Hej

hej,
A co to jest : Nauka Chrystusa ?
Wydaje mi się , że istnieje wiele różnych , często sprzecznych ze sobą interpretacji ...
pozdrawiam
makuś
checkmate (1197 punktów)
MAN #2: You hear that? Blessed are the Greek.
GREGORY: The Greek?
MAN #2: Mmm. Well, apparently, he's going to inherit the earth.
GREGORY: Did anyone catch his name?
MRS. BIG NOSE: Oh, it's the meek! Blessed are the meek! Oh, that's nice, isn't it? I'm glad they're getting something, 'cause they have a hell of a time.

Czy nie lepiej przeczytać samemu zamiast pytać o interpretacje?

Elemele dutki...
lontri (16088 punktów)
>Czy w obliczu PEWNOŚCI stałbyś się kimś innym?

Pascal zmienił swoje życie tylko pod wpływem zakładu, czyli w gruncie rzeczy - rachunku prawdopodobieństwa.
Zakładał, że pobyt w raju wynagrodzi mu wszelkie wyrzeczenia ziemskie, nawet jeżeli prawdopodobieństwo raju jest bardzo niskie.

Np.:

Użyteczność ( U) określmy jako stosunek poniesionych kosztów ( K) do oczekiwanych zysków ( Z).

U=Z:K

Koszty ( K) są wielkością stałą i obejmują życie zgodne z przykazaniami Pisma Św. i Kościoła.
Zyski ( Z) powinniśmy jakoś uzależnić od prawdopodobieństwa ich zaistnienia ( P) - które dąży do zera (nie jesteśmy pewni raju, mamy duże wątpliwości), wówczas:

U= (Z - dąży do nieskończoności x P - dąży do zera):K

Jak widzimy, wystarczy, że P przyjmie w rachunku wartość dodatnią różną od 0, a wówczas U (użyteczność życia pobożnego w perspektywie wiecznej nagrody) dąży do nieskończoności.

Co innego jednak, jeżeli P równa się dokładnie 0 - wówczas U również wynosi 0.

Widzimy więc, że niezależnie czy nazwiemy Boga Bogiem czy prawdopodobieństwem, czy Metakorpuskułą - wątpliwości - i to duże! - pozostają.

Pozdrawiam.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
29-07-2009 18:08 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>Czy w obliczu PEWNOŚCI stałbyś się kimś innym?
>Pascal zmienił swoje życie tylko pod wpływem zakładu, czyli w gruncie rzeczy - rachunku prawdopodobieństwa.
>Zakładał, że pobyt w raju wynagrodzi mu wszelkie wyrzeczenia ziemskie, nawet jeżeli prawdopodobieństwo raju jest bardzo niskie.

hej,
Zakład Pascala uważam za niemoralny !
To rachunek korzyści i strat bez uwzględnienia kwestii etycznych !
Zakład ten polega ( według mnie ) na hedonistycznym , egocentrycznym racjonalizmie ... co jest DLA MNIE bardziej korzystne !
Od tego pytania świadoma swego osobowego istnienia istota uciec nie może !
Ale owa istota może sobie stawiać pytanie ... jaką cenę jest w stanie zapłacić za swoją satysfakcje !!!
makuś
anty_k (954 punktów)
>Użyteczność ( U) określmy jako stosunek poniesionych kosztów ( K) do oczekiwanych zysków ( Z).
> U=Z:KKoszty ( K) są wielkością stałą i obejmują życie zgodne z przykazaniami Pisma Św. i Kościoła.
>Zyski ( Z) powinniśmy jakoś uzależnić od prawdopodobieństwa ich zaistnienia ( P) - które dąży do zera (nie jesteśmy pewni raju, mamy duże wątpliwości), wówczas:
> U= (Z - dąży do nieskończoności x P - dąży do zera):K Jak widzimy, wystarczy, że P przyjmie w rachunku wartość dodatnią różną od 0, a wówczas U (użyteczność życia pobożnego w perspektywie wiecznej nagrody) dąży do nieskończoności.

Moim zdaniem ten model matematyczny jest niepoprawny. Co bowiem oznacza "Z i P dążą do (czegoś tam)"? Aby można było tak powiedzieć, wartości Z i P musiały by być zmiennymi zależnymi od jakiegoś parametru (dyskretnego n dążącego do nieskończoności, lub ciągłego x dążącego do jakiegoś punktu) a tu nie ma takiego parametru. Poza tym, nie jest prawdą, że jeśli Z(n) -> inf a P(n) -> 0 (np. przy n -> inf) oraz P(n) jest ostro większe od zera to Z(n) * P(n) -> inf. To jest typowy przykład nieoznaczoności, tzn. wartość granicy w takim przypadku zależy od konkretnej postaci Z(n) i P(n). Porównajmy:

Z(n) = n (lim n -> inf, Z(n) = inf)
P(n) = 1/n^2 (lim n -> inf, P(n) = 0)
lim n -> inf, Z(n) * P(n) = lim n -> inf, 1 / n = 0

oraz na odwrót:

P(n) = n (lim n -> inf, Z(n) = inf)
Z(n) = 1/n^2 (lim n -> inf, P(n) = 0)
lim n -> inf, Z(n) * P(n) = lim n -> inf, n = inf
lontri (16088 punktów)

>Moim zdaniem ten model matematyczny jest niepoprawny.

Byłbyś tak dobry i przedstawił w takim razie zakład Pascala w poprawnej postaci matematycznej?
Ja tylko próbowałem przełożyć zakład Pascala, taki jaki jest zawarty w jego Myślach, na jakąś tam postać matematyczną. Nie jestem jednak matematykiem i zrobiłem to chałupniczo, tak jak to czułem.
Uważam jednak, że moje "równanie" oddaje jakąś tam rzeczywistość psychologiczną, bliską sposobowi myślenia Pascala.
A to, że Z i P są w gruncie rzeczy wielkimi niewiadomymi - to już nie moja wina. Dla Pascala był to mniejszy problem.
Prosiłbym również o mniej hermetyczny przekaz - czyli o przedstawienie wniosków językiem zrozumiałym nie tylko dla wtajemniczonych.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
anty_k (954 punktów)
Na początku należało by wymienić wszystkie możliwe hipotezy dotyczące "rzeczywistości po śmierci", np.:

1. Bóg chrześcijański to ten prawdziwy
2. Allach to prawdziwy bóg
3. Zeus to prawdziwy bóg
...
(n - 1). Prawdziwy bóg to Wielki Racjonalny Umysł, który da wieczne szczęście tylko tym, którzy żyli kierując się rozumem i nie praktykowali żadnej religii (nieważne czy żyli moralnie czy nie) a wszystkich innych skazuje na wieczne męki.
n. Nic tam nie ma.

Następnie, musiałbyś oszacować prawdopodobieństwa P1, P2, ..., P(n-1), Pn każdej z tych hipotez, oraz koszt K1, K2, ..., K(n-1), Kn związany z życiem (doczesnym) według zasad każdej z tych "religii". Koszty K1, ..., K(n-2) są większe od zera. Koszty K(n - 1) oraz K(n) są zerowe (niczego nie praktykujesz).

Nie możesz używać "nieskończonej użyteczności", bo wzory stracą sens, więc przyjmij, że użyteczność uzyskiwana przy "trafieniu" UT jest skończona ale dowolnie duża (tzn. znacznie przekracza wszelkie możliwe koszty w życiu doczesnym). Załóżmy ponadto, że "użyteczność wiecznego potępienia" to -UT (a zatem przekracza wszelkie doczesne korzyści). Całkowitą użyteczność jaką uzyskasz żyjąc według zasad poszczególnych religii możesz wtedy wyliczyć ze wzorów:

U1 = UT * P1 - UT (P2 + P3 + ... + P(n-1)) + 0 * Pn - K1
...
U(n-1) = UT * P(n-1) - UT (P1 + P2 + ... + P(n-2)) + 0 * Pn - K(n-1)
Un = 0 * Pn -UT (P1 + P2 + .... P(n-1)) + 0 * Pn - Kn

Zakładając, że każdy ze scenariuszy jest równie prawdopodobny, mamy:

Uj = UT * 1/n - UT * (n - 2) / n - Kj, dla j = 1, ..., n-2
U(n-1) = UT * 1/n - UT * (n - 2) / n
Un = -UT * (n - 1) / n

Czyli największą użyteczność uzyskujemy wierząc w Wielki Racjonalny Umysł, nie praktykując żadnej religii i postępując racjonalnie. A tak naprawdę, to Un = U(n-1) bo Wielki Racjonalny Umysł nie wnika w to, czy żyłeś racjonalnie wierząc w niego czy nie wierząc w nic więc ateiści też dostąpią jego łaski .
lontri (16088 punktów)

Bardzo pięknie, a ważniejsze, że elegancko.
O wielki Ramo, o Wisznu, o Nieskończony, Twórco wszelkiej nauki! Kimże jest proch u podnóżka Twego tronu, by się zajmować liczbami?! Ale taki już los człowieka, że musi w życiu często udawać, że rozumie to, czego nie rozumie i uczyć się tego, czego nie będzie i tak w stanie się nauczyć. A więc zaczynam.
Muszę przyznać, że nie mam się czego czepić, z czego wnioskuję, żeś światły umysł i kto wie, czy sam Wisznu nie wysłał Cię by oświecić ciemne ścieżki mego umysłu (które i tak zapewne pozostaną ciemne).
Jednakże nie zgadzam się w jednej kwestii: Czy praktykując racjonalizm rzeczywiście nic nie praktykujemy i nie ponosimy kosztów?
Sądzę, że warto by rozpatrzeć sytuację, w której racjonalizm (oczywiście tylko i wyłącznie wisznuicki) wymaga jednak o wiele więcej wyrzeczeń i wysiłku niż praktykowanie jakiejkolwiek innej religii (poza hinduizmem). W końcu racjonalistów czasami palili na stosie, zamykali w więzieniach i w ogóle uprzykrzali im życie (tak między nami: czasami im się po prostu należało!) itp.

Chodzi więc konkretnie o ten ustęp Twych rozważań:
>Koszty K(n - 1) oraz K(n) są zerowe (niczego nie praktykujesz).

Czy mógłbyś rozwinąć swój dowód dla takiej sytuacji? Jestem bardzo ciekaw, a umysł mam za bardzo ograniczony, by to samemu zrobić, nawet z pomocą Wisznu.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
03-08-2009 01:47 
 Ocena 2 na 2
anty_k (954 punktów)
>Czy mógłbyś rozwinąć swój dowód dla takiej sytuacji? Jestem bardzo ciekaw, a umysł mam za bardzo ograniczony, by to samemu zrobić, nawet z pomocą Wisznu.

A, no to wtedy wychodzi, że różnica pomiędzy religiami sprowadza się do poniesionych kosztów, czyli "opłaca się" wyznawać to co w danej epoce wyznawać jest najłatwiej  Czyżby "najbardziej słuszną" "religią" był Konformizm? 
lontri (16088 punktów)
O Ty, którego sztuka różni się od świętych pism, dwojaki w swej naturze, posiadający formę jak i bez formy; dwojaki również w mądrości: egzoterycznej, ezoterycznej, ostateczny w kresie ich obu; najmniejszy z najmniejszych i największy z największych, wszechwiedzący i przenikający duchu sztuk i mowy: niedostrzegalny, nieopisany, niepojęty, czysty, nieskończony i wieczny, bez imienia; który słyszysz bez uszu, który widzisz bez oczu, który poruszasz się bez stóp, który chwytasz bez dłoni, który znasz wszystko i sztukę nieznaną przez nikogo; wspólny ośrodku wszystkich rzeczy, w którym wszystko istnieje! Jak ogień, który choć jeden, przemienia się na wiele sposobów, tak i Ty, o Władco, którego sztuka rządzi wszystkimi zjawiskami. Twa sztuka włada odwiecznym stanem zrodzonym przez mądrość i oko wiedzy. Nie ma nic oprócz Ciebie, Władco. Nieskażona strachem, gniewem, pożądaniem, zmęczeniem czy niechęcią, sztuka Twa zarówno indywidualna jak i powszechna, niezależna i bez początku. Niepodległy konieczności, przyjmujesz formy ani bez żadnej przyczyny, ani z jakiejś przyczyny. Chwała Tobie, przenikającemu cały wszechświat, o tysiącu formach, tysiącu ramionach, wielu obliczach, wielu stopach, którego sztuką natura, rozum, świadomość, a nawet ich duchowe źródło! Patrzaj na ziemię i okaż swą przychylność. Patrzaj na nas wszystkich, bogów gotowych spełnić Twą wolę. Rozkaż tylko - my czekamy. Wisznu!

Dzięki Ci Panie za to, że stworzyłeś matematykę, by umacniać nas w wierze!

Pozdrowienia z prośbą o błogosławieństwo Wisznu we wszystkich Jego awatarach dla anty_k'a. Bo zaprawdę rozjaśnił mroki mego umysłu.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-08-2009 21:59 
 Ocena 1 na 1
Rigoletto (3891 punktów)
>>Czy mógłbyś rozwinąć swój dowód dla takiej sytuacji? Jestem bardzo ciekaw, a umysł mam za bardzo ograniczony, by to samemu zrobić, nawet z pomocą Wisznu.
>A, no to wtedy wychodzi, że różnica pomiędzy religiami sprowadza się do poniesionych kosztów, czyli "opłaca się" wyznawać to co w danej epoce wyznawać jest najłatwiej  Czyżby "najbardziej słuszną" "religią" był Konformizm? 

W końcu do tego doszedłeś. Kapłani i władcy wszystkich epok wiedzieli to doskonale. Ech, racjonaliści, racjonaliści (raczej idealiści, pożal się Boże...).
exeqtor (359 punktów)

Cytat:
Mnie wydaje się , że można też sprawę postawić tak :
Albo istnieje bóg a wtedy życie człowieka całkowicie podporządkowane jest tej totalnie nadrzędnej istocie , we wszystkim co robi i czego nie robi - jest całkowicie uzależniony od tak zwanego "świętego kaprysu" , czyli jest automatem którego przydatność sprawdza się poprzez zmuszanie go do uczestnictwa w jakimś kosmicznym eksperymencie .


Kiedy taki eksperyment miał by sens dla stwórcy ? Zakładając ze stwórca jest wszechwiedzący jego właściwości obliczeniowe, logiczne są tak wielkie że jest w stanie zasymulować przebieg przyczynowo skutkowy w badanym świecie w swojej świadomości, jaki jest wówczas sens eksperymentowania znając przebieg doświadczenia ? Nasuwa się zasada w której obserwator ma wpływ na przebieg doświadczenia, więc stwórca chcąc nie chcąc ingeruje w swój twór, aby przewidzieć dokładny przebieg doświadczenia stwórca musiał by poznać swoją całą istotę by przyjąć poprawki ze względu na swoją ingerencje, wydaje mi się to nie możliwe by twór mógł pojąć całkowicie sam siebie w 100% zgodności. Choć mieli byśmy tutaj iście boską ingerencje. Obserwowali byśmy tutaj zaburzenia, chyba że ingerencja dotyczyła by równo całego tworu, oddziałując na każdy element z tą samą siłą. To jak pomnożyć całe wyrażenie w działaniu matematycznym.
21-07-2009 12:05 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
, jaki jest wówczas sens eksperymentowania znając przebieg doświadczenia ?

hej,
No właśnie ... jaki ?
To może oznaczać właściwie tylko tyle , że eksperyment już dawno się zakończył - tylko my o tym jeszcze nie wiemy ...
A owa konstatacja prowadzi bezpośrednio do wniosku , że już podjęliśmy decyzje o których jeszcze nie wiemy , że będziemy je podejmować !
Takie myślenie przypomina mi jednostkę chorobową ...
pozdrawiam
makuś
zohen (3231 punktów)
>hej,
>Albo istnieje bóg a wtedy życie człowieka jest sensowne i wartościowe .
>Albo boga nie ma a wtedy życie człowieka jest bezsensowne i bezwartościowe .

A skąd taka pewność słuszności powyższych założeń? Kwestia wiary? A może jest odwrotnie?


lontri (16088 punktów)

Postawienie sprawy w sposób tak skrajny, jak zrobił to makuś może powodować u niektórych osób subtelny stan transowy.
Na czym on polega? Ten, kto stawia tezę upraszcza wizję rzeczywistości w ramach własnego systemu pojęć, który narzuca w ten sposób współrozmówcom. Współrozmówcy czują się niejako zobowiązani do wyboru jednej z alternatyw, nie zdając sobie sprawy, że są wciągani do obcego sobie świata pojęć.
Oczywiście możliwa jest trzecia droga - taka którą m.in. ty proponujesz - wymagająca dystansu, metaświadomości.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście możliwa jest trzecia droga - taka którą m.in. ty proponujesz - wymagająca dystansu, metaświadomości.

hej,
Jak wygląda trzecia droga ?
makuś
lontri (16088 punktów)

>Jak wygląda trzecia droga ?
>makuś

Wygląda tak, że w większości ludzkich spraw nie ma żadnego "albo-albo" a stawianie problemów w postaci alternatywy jest złudzeniem, oszustwem lub pomyłką.

Nie stawać się tym albo-albo, nie zlewać się z nim, nie utożsamiać, pozostać w przytomnej wolności umysłu - oto trzecia droga.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
04-08-2009 23:07 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Jak wygląda trzecia droga ?
>>makuś
>Wygląda tak, że w większości ludzkich spraw nie ma żadnego "albo-albo" a stawianie problemów w postaci alternatywy jest złudzeniem, oszustwem lub pomyłką.
>
>Nie stawać się tym albo-albo, nie zlewać się z nim, nie utożsamiać, pozostać w przytomnej wolności umysłu - oto trzecia droga.

Chętnie bym, jak to zawsze czyniłem, przyznał Ci racie. Tym razem jednak nie mogę. Jeżeli dwa skrajne sądy połączymy linią prostą to otrzymamy odcinek. Jak to z odcinkiem bywa, zawsze składa się z nieskończonej liczby punktów. Każdy może ustawić się w takim punkcie, w którym mu wygodnie. Może się laminaranie przesuwać może przeskakiwać. Wolna wola. Poglądy, czasem ulegają zmianom. Dróg jest wiele.

Pozdrawiam, jak zwykle.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
. Dróg jest wiele.

hej,
A więc jednak ... zakładamy , że nie istnieje totalny determinizm w żadnej postaci ?
Jednak dróg jest wiele ?
makuś
lontri (16088 punktów)

>Chętnie bym, jak to zawsze czyniłem, przyznał Ci racie. Tym razem jednak nie mogę. Jeżeli dwa skrajne sądy połączymy linią prostą to otrzymamy odcinek. Jak to z odcinkiem bywa, zawsze składa się z nieskończonej liczby punktów. Każdy może ustawić się w takim punkcie, w którym mu wygodnie. Może się laminaranie przesuwać może przeskakiwać. Wolna wola. Poglądy, czasem ulegają zmianom. Dróg jest wiele.
>Pozdrawiam, jak zwykle.

Nie każde zagadnienie da się sprowadzić do alternatywy, i nie każde zagadnienie da się sprowadzić do jedno - albo wieloaspektowej dymensjonalności.
Uważam, że problem postawiony w wątku jest problemem pozornym, jego postawienie w postaci alternatywy jest nadużyciem, a przytoczone w nim pojęcia są zbyt wieloznaczne (bóg, sens).
Twoja metafora "odcinka" jest na pewno ciekawą metaforą, działa na wyobraźnię zdawałoby się jasną analogią, ale po przyjrzeniu się jej dochodzę do wniosku, że to są tylko słowa, przynajmniej dla mnie.

Pozdr.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Nie każde zagadnienie da się sprowadzić do alternatywy, i nie każde zagadnienie da się sprowadzić do jedno - albo wieloaspektowej dymensjonalności.
>Uważam, że problem postawiony w wątku jest problemem pozornym, jego postawienie w postaci alternatywy jest nadużyciem, a przytoczone w nim pojęcia są zbyt wieloznaczne ( bóg, sens).
>Twoja metafora "odcinka" jest na pewno ciekawą metaforą, działa na wyobraźnię zdawałoby się jasną analogią, ale po przyjrzeniu się jej dochodzę do wniosku, że to są tylko słowa, przynajmniej dla mnie.

Już biegnę z odpowiedzią.
Wiedziałem, że to co powiem, będzie dla Ciebie zbyt wielkim uogólnieniem, ale ja wole w sprawach o nieokreślonych warunkach początkowych, uogólnieniem się posłużyć. Pozwoliłam sobie w Twojej wypowiedzi podkreślić te słowa, które nie zostały zdefiniowane. Tak wiec, udzieliłeś wyjaśnienia sam sobie. Polecam Ci tę metafore, bo sprawdza sie we wszystkich dyskusjach na temat co jet biel, a co czerń. Przecież wiesz, ze w rzeczywistości byty obdarzone absolutem, nie występują, nie mamy do takich dostępu. Znamy tylko odcienie szarości
W rozmowach gdzie występują słowa, sens życia, jego cel, byt immanentny, każdy może im nadać dowolne znaczenie.

Pozdrawiam.
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
.
>Uważam, że problem postawiony w wątku jest problemem pozornym, jego postawienie w postaci alternatywy jest nadużyciem, a przytoczone w nim pojęcia są zbyt wieloznaczne (bóg, sens).

hej,
Jaką metodę proponujesz ?
W jaki sposób chcesz rozmawiać o wieloznacznych pojęciach ?
Według mnie podstawą jest ustalenie warunków brzegowych , to bądą jednocześnie nasze założenia .
Przyjmijmy na początek założenia czego nasze założenia mają dotyczyć !
pozdrawiam
makuś
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>Jak wygląda trzecia droga ?
>>makuś
>Wygląda tak, że w większości ludzkich spraw nie ma żadnego "albo-albo" a stawianie problemów w postaci alternatywy jest złudzeniem, oszustwem lub pomyłką.
>
>Nie stawać się tym albo-albo, nie zlewać się z nim, nie utożsamiać, pozostać w przytomnej wolności umysłu - oto trzecia droga.
>

hej,
A więc moja krytyka bezalternatywności jest czymś w rodzaju trzeciej drogi ...
makuś
lontri (16088 punktów)

>A więc moja krytyka bezalternatywności jest czymś w rodzaju trzeciej drogi ...
>makuś

Nie jest, ale może być.
Nie wpadajmy w nadmierne uogólnianie.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>A więc moja krytyka bezalternatywności jest czymś w rodzaju trzeciej drogi ...
>>makuś
>Nie jest, ale może być.
>Nie wpadajmy w nadmierne uogólnianie.

hej,
A jakie warunki musiałaby spełnić aby być , bez nadmiernych uogólnień ?
pozdrawiam
makuś
lontri (16088 punktów)

>A jakie warunki musiałaby spełnić aby być , bez nadmiernych uogólnień ?
>pozdrawiam
>makuś

Najlepiej gdyby twoja krytyka bezalternatywności wynikała w jakiś sposób z aksjomatów teorii dotyczącej pewnego wycinka rzeczywistości, na temat której wypowiadasz się w aspekcie "bezalternatywności" - przy czym nie należy przyjmować bezkrytycznie, że tzw. "bezalternatywność" coś oznacza, gdyż w ostateczności jest to tylko pewien przymiotnik odrzeczownikowy, któremu nie musi odpowiadać żaden realny byt.
Zastrzeżenie to jest przydatne, by nie traktować "altrernatywności" i "bezalternatywności" jako kolejnej alternatywy. Termin "bezalternatywności" odnosi się tylko do pewnego aspektu pojmowania teorii dotyczącej interesującego nas wycinka doświadczenia.
Podam przykład:
W fizjologi, poza nielicznymi wyjątkami, klasyfikujemy osobniki ludzkie m.in. na dwie rozłączne kategorie: osobniki męskie (tzw. mężczyzn) i osobniki żeńskie (tzw. kobiety). Są to klasy rozłączne (alternatywność w najczystszej postaci).
W psychologii rodzaju (gender) z kolei najpierw pojmowano kobiecość i męskość jako przeciwległe krańce jednego wymiaru kobiecość-męskość (podobnie jak w witwosowym łączeniu dwóch przeciwległych punktów; alternatywność w łagodniejszej wersji). Osobniki można określać wg ich pozycji na osi męskość---kobiecość, na podstawie tego, jakie cechy, bliższe jednemu czy drugiemu biegunowi posiadają w większym stopniu.
Na skutek dojrzewania koncepcji przeprowadzono krytykę tej "alternatywności" i np. w koncepcji S. L. Bem mamy już do czynienia z dwoma oddzielnymi dymensjami męskości i kobiecości. Obie cechy dany osobnik może posiadać w różnym stopniu. Bem wyróżniła na tej podstawie (upraszczając) osobniki męskie - o niskim poziomie kobiecości i wysokim poziomie męskości, osobniki kobiece - o wysokim poziomie kobiecości i niskim poziomie męskości, osobniki androgyniczne - posiadające obie cechy w ponadprzeciętnym nasileniu, i nieokreślone płciowo - ze słabo wyrażonymi cechami zarówno jednej, jak i drugiej płci.
Widzimy więc, że w zależności od podejścia teoretycznego płci możemy mieć od dwóch do czterech rodzajów, mogą być pojmowane jako wzajemnie zależne przeciwieństwa lub niezależne od siebie cechy.
Powinieneś udowodnić w jakiś sposób, że twoje ujęcie alternatywności ma jakiś sens, podać sposoby jej rozumienia oraz ewentualne sposoby weryfikacji/falsyfikacji/konfirmacji twoich założeń. To tyle.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
05-08-2009 23:05 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Powinieneś udowodnić w jakiś sposób, że twoje ujęcie alternatywności ma jakiś sens, podać sposoby jej rozumienia oraz ewentualne sposoby weryfikacji/falsyfikacji/konfirmacji twoich założeń. To tyle.

Brawo, Brawo, bardzo zwięźle i celnie.

Tak na marginesie, Diogenes gdzieś stwierdził, że w każdym mężczyźnie jest trochę z kobiety, no i odwrotnie. Można więc zbudować na tym odcinek, chyba. Muszę pomyśleć.

Pozdr.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Powinieneś udowodnić w jakiś sposób, że twoje ujęcie alternatywności ma jakiś sens, podać sposoby jej rozumienia oraz ewentualne sposoby weryfikacji/falsyfikacji/konfirmacji twoich założeń. To tyle.
>Brawo, Brawo, bardzo zwięźle i celnie.
>Tak na marginesie, Diogenes gdzieś stwierdził, że w każdym mężczyźnie jest trochę z kobiety, no i odwrotnie. Można więc zbudować na tym odcinek, chyba. Muszę pomyśleć.
>Pozdr.

Już. Oczywiście, ze można.
>
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
.
>Podam przykład:
>W fizjologi, ...

hej,
Tak , fizjologia ...
Postawię sprawę tak :
Ludzki organizm potrzebuje do życia wody - jeżeli przez kilka dni tej wody nie otrzyma - umiera !
Czy mówiąc o alternatywach lub bezalternatywności w odniesieniu do sensu , wartości , wierze ... mówimy o czymś takim ?
pozdrawiam
makuś
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>hej,
>>Albo istnieje bóg a wtedy życie człowieka jest sensowne i wartościowe .
>>Albo boga nie ma a wtedy życie człowieka jest bezsensowne i bezwartościowe .
> A skąd taka pewność słuszności powyższych założeń? Kwestia wiary? A może jest odwrotnie?
>


hej,
Czekam na propozycje !
makuś
lontri (16088 punktów)

>Albo istnieje bóg a wtedy życie człowieka jest sensowne i wartościowe .
>Albo boga nie ma a wtedy życie człowieka jest bezsensowne i bezwartościowe .
>A skąd taka pewność słuszności powyższych założeń? Kwestia wiary? A może jest odwrotnie?

>Czekam na propozycje !
>makuś

Albo buraki mają zielone skrzydełka i życie człowieka jest sensowne i wartościowe.
Albo buraki z zielonymi skrzydełkami nie istnieją i życie człowieka jest bezsensowne i bezwartościowe.

Słuszność powyższych założeń może wynikać tylko z wiary w to, że między istnieniem buraków z zielonymi skrzydełkami i poczuciem sensowności i wartościowości istnieje jakiś rodzaj tożsamości.

Jeżeli jednak przyjmiemy, że "buraki z zielonymi skrzydełkami" = "sens i wartość życia" uzyskamy tautologię "sens i wartość życia"="sens i wartość życia". Nonsens.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>>Albo istnieje bóg a wtedy życie człowieka jest sensowne i wartościowe .
>>Albo boga nie ma a wtedy życie człowieka jest bezsensowne i bezwartościowe .
>>A skąd taka pewność słuszności powyższych założeń? Kwestia wiary? A może jest odwrotnie?
>>Czekam na propozycje !
>>makuś
>Albo buraki mają zielone skrzydełka i życie człowieka jest sensowne i wartościowe.
>Albo buraki z zielonymi skrzydełkami nie istnieją i życie człowieka jest bezsensowne i bezwartościowe.
>Słuszność powyższych założeń może wynikać tylko z wiary w to, że między istnieniem buraków z zielonymi skrzydełkami i poczuciem sensowności i wartościowości istnieje jakiś rodzaj tożsamości.
>Jeżeli jednak przyjmiemy, że "buraki z zielonymi skrzydełkami" = "sens i wartość życia" uzyskamy tautologię "sens i wartość życia"="sens i wartość życia". Nonsens.

hej,
Dobrze !
Przeformułuję więc moje tezy :
Albo wszechświat został stworzony przez jakąś osobową intencje , zamierzenie . Został stworzony w jakimś celu i wtedy nasze życie ma sens dany nam właśnie przez owe zamierzenie , ową osobową intencje
Albo wszechświat jest zbiegiem przeróżnych okoliczności , bez żadnego nadrzędnego celu i zamierzenia , bez intencji i wtedy nasze życie ma tylko taki sens jaki my sami mu przypiszemy . A to oznacza , że nie mamy żadnej możliwości aby ten nadany życiu przez nas samych sens zobiektywizować .

Co ty na to ?
pozdrawiam
makuś
05-08-2009 23:09 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Drogi Teklo-makusiu, pszczółka Maja zdecydowanie odmawia wplątania się w twoją scholastyczną sieć pojęć.
Pszczółka Maja lata sobie po kwiatach i dla niej nośnikiem tzw. sensu jest to, co jest ważne z punktu widzenia zaspokojenia jej podstawowych potrzeb, czyli np. kolor kwiatu, jego zapach, zasobność miodników, kąt nachylenia promieni słonecznych itp. Bogiem sobie nie zawraca głowy, bo mocno szoruje skrzydełkami.
Podobnie dla mnie bardzo ważne są np. prognozy na temat wielkości opadów deszczu, ponieważ m.in. od nich zależy to, jak bardzo zarosną kartofle i jak często trzeba je będzie pielić. A jak trzeba je będzie pielić, to będzie to wymagało wysiłku, którego akurat nie lubię w nadmiarze. No a jak kartofle zarosną, to będę głodny w ziemie, a głód jest bardzo nieprzyjemnym uczuciem.
I nie mam czasu myśleć o sensie, bo to burżujskie, nudne i po prostu śmieszne i strasznie nie pasuje do mojego kartoflanego pola, gdzie wszystko ma znaczenie.
Twoje tezy są dla mnie nadmiarowe i dla mnie są również zupełnie zbędne.

A co ja na twoją zmienioną postać alternatywy?
Spróbuj zacząć od doświadczenia, a nie od quasi-abstrakcyjnych rozważań quasi-terminologicznych.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
05-08-2009 23:43 
 Ocena 1 na 1
makuś (5578 punktów)
(zablokowany)
>I nie mam czasu myśleć o sensie, bo to burżujskie, nudne i po prostu śmieszne i strasznie nie pasuje do mojego kartoflanego pola, gdzie wszystko ma znaczenie.
>Twoje tezy są dla mnie nadmiarowe i dla mnie są również zupełnie zbędne.
>A co ja na twoją zmienioną postać alternatywy?
>Spróbuj zacząć od doświadczenia, a nie od quasi-abstrakcyjnych rozważań quasi-terminologicznych.

hej,
A to oznacza , że nie mamy żadnej możliwości aby ten nadany życiu przez nas samych sens zobiektywizować .
pozdrawiam
makuś

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365