 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-07-2009 19:14 | NieIstniejesz (1137 punktów) | O co walczymy?
2 na 2 | Na nowej fali Wielkiego Zwątpienia Mego, przyszedł mi do głowy kolejne problem. Tym razem chodzi o poglądy - czy człowiek posiadający określony pogląd na określony temat, faktycznie pragnie, żeby jego pogląd został wcielony w życie, a raczej dlaczego tego pragnie. Przykład - pewna osoba uważa, że wszystkim należy się wszystkiego po równo, a druga uważa, że wszystko trzeba sobie samemu wywalczyć i nic nikomu się z góry nie należy. Między tymi dwiema osobami następuje oczywiście wymiana poglądów, która w przypadku tak skrajnych stanowisk, zamienia się szybko w osobistą wojnę. Im konflikt jest silniejszy, tym bardziej obie strony utwierdzają się w swych stanowiskach, ponieważ do głosu coraz silniej dochodzą emocje. Nikną szanse na jakikolwiek kompromis, a nawet na chłodną dyskusję. Im większa rozbieżność między poglądami stron, tym mniej racjonalne stają się argumenty, a w zasadzie stają się niezrozumiałe, abstrakcyjne, dla strony przeciwnej. I właśnie to trzeba wziąć pod uwagę - czy jeśli wymieniam z kimś poglądy, a on zaczyna przyjmować moje zdanie, decyduje o tym racjonalność, logiczność mojego wywodu, czy raczej inne cechy, np. autorytet, styl wypowiedzi, zrozumiałość. Moim zdaniem właśnie te czynniki tak naprawdę mające nikle znaczenie dla ustalenia "prawdy" mają decydujące znaczenie. Czy w związku z tym dojście do prawdy (w tym tylko kontekście, oczywiście) jest w ogóle możliwe, innymi słowy dyskusja to wojna argumentów czy wojna stanowisk? Kolejna rzecz - jak duże znaczenie ma znajomość przyczyn stanowiska swojego i drugiej strony? Słowa są niewystarczającym medium - gdyby możliwe było przekazanie całości swoich emocji, swojej historii, przyczyn swojego postępowania drugiej osobie (i vice versa), dwie takie całkowicie świadomie siebie nawzajem osoby, doszłyby do podobnych wniosków? Z drugiej strony, czy możemy oceniać kogoś, jego czyny, zachowanie i poglądy, nie wiedząc o nim nic lub niewiele (a nawet jeśli wiemy teoretycznie wszystko, wiemy niewiele, bo nie o wiedzę tu chodzi, tylko o rozumienie)? I wreszcie - jakie są przyczyny moich poglądów? Czy na pewno są racjonalne? Czy może, z wrodzoną ludziom kontrolowaną ślepotą, przypisuję sobie racjonalność, pomijając to lub tamto, a w szczególności źródła moich "widzimisię"? Jaką kontrolę mam nad swoimi decyzjami? Czy decyzja zapada sama z siebie, a potem brniemy w nią dalej, raczej siłą rozpędu? Pozwolę sobie na cytat (Nieznośna lekkość bytu): "Człowiek czasem podejmie jakąś decyzję, sam nie wie w jaki sposób, i ta decyzja trwa siłą rozpędu. Z roku na rok coraz trudniej ją zmienić." Jak zapewne się domyślacie, piszę to z pozycji skrajnego relatywisty. Przepraszam za chaos - nigdy nie potrafiłem artykułować dokładnie moich myśli i w zasadzie moje pytania są tylko przybliżeniem. Burza mi przerywa - jeśli coś mi jeszcze wpadnie do głowy, napiszę w osobnym poście, bo zaraz będzie po moim komputerze  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | Zulka (2198 punktów) | > Im konflikt jest silniejszy, tym bardziej obie strony utwierdzają się w> swych stanowiskach, ponieważ do głosu coraz silniej dochodzą emocje. Nikną szanse na jakikolwiek> kompromis, a nawet na chłodną dyskusję.Emocji nie da się usunąć, ale możemy starać się np. robić przerwy, żeby ochłonąć, i ćwiczyć patrzenie na nie "z boku" (taki "autowgląd"). Wtedy mam czas, żeby sprawdzić, czy moje zachowanie jest sprawiedliwe (bo to dla mnie osobiście bardzo ważne). > Im większa rozbieżność między poglądami stron, tym mniej racjonalne stają się argumenty, a w> zasadzie stają się niezrozumiałe, abstrakcyjne, dla strony przeciwnej.Obawiam się, że nieracjonalność argumentów nie zależy wprost od odległości między zdaniami stron. Myślę, że raczej od tego, czy osoby rozmawiające są w stanie zrozumieć racje strony przeciwnej, nawet niekoniecznie je akceptując  > I właśnie to trzeba wziąć pod uwagę - czy jeśli wymieniam z kimś poglądy, a on zaczyna przyjmować> moje zdanie, decyduje o tym racjonalność, logiczność mojego wywodu, czy raczej inne cechy, np.> autorytet, styl wypowiedzi, zrozumiałość. Moim zdaniem właśnie te czynniki tak naprawdę mające nikle> znaczenie dla ustalenia "prawdy" mają decydujące znaczenie.Zgadzam się oczywiście  chociaż na autorytet też trzeba zapracować... przynajmniej u mnie. > Czy w związku z tym dojście do prawdy (w> tym tylko kontekście, oczywiście) jest w ogóle możliwe, innymi słowy dyskusja to wojna argumentów> czy wojna stanowisk?Różnie. Zależy od sytuacji i rozmówców  > Z drugiej strony, czy możemy oceniać kogoś, jego> czyny, zachowanie i poglądy, nie wiedząc o nim nic lub niewiele (a nawet jeśli wiemy teoretycznie> wszystko, wiemy niewiele, bo nie o wiedzę tu chodzi, tylko o rozumienie)?To prawda, trudno jest oceniać zachowanie innych, chociaż moim zdaniem jest to możliwe. Tylko trudno podać jeden algorytm właściwy w każdej sytuacji. Natomiast zdecydowanie nie da się ocenić człowieka bez poznania jego punktu widzenia. Tylko inni ludzie nie zawsze zgadzają się na podzielenie się tą wiedzą. Zostaje gdybanie. Ja robię tak - jeśli sprawa dla mnie zupełnie nieważna, pomijam. Jeśli kluczowa - pytam, jeśli nie uzyskuję odpowiedzi, pytam ponownie i ponownie i ponownie. Jeśli za każdym razem nie uzyskuję odpowiedzi, w końcu się odcinam, a ilość czasu od rozpoczęcia pytań do odcięcia jest wprost proporcjonalna do subiektywnej wagi problemu. Oczywiście nie twierdzę, że jest to najwłaściwszy sposób postępowania...  Natomiast nigdy nie oceniam człowieka, bo każdy z nas się myli. A ja wierzę że jądrem jest dobro  "jestem w pełni świadom, że powodowane defensywnością i wewnętrznym strachem jednostki potrafią i zachowują się w sposób niewiarygodnie okrutny, potwornie destrukcyjny, niedojrzały, regresywny, antyspołeczny, szkodliwy. Jednak jednym z najbardziej krzepiących i dodających ducha fragmentów mojego doświadczenia jest praca z takimi właśnie jednostkami i odkrywanie bardzo pozytywnych tendencji kierunkowych, które są w nich obecne jak w każdym z nas, w najgłębszych pokładach..." to z Rogersa i zgadzam się z tym zdaniem. > I wreszcie - jakie są przyczyny moich poglądów? Czy na pewno są racjonalne? Czy może, z wrodzoną> ludziom kontrolowaną ślepotą, przypisuję sobie racjonalność, pomijając to lub tamto, a w> szczególności źródła moich "widzimisię"?Są częściowo racjonalne a częściowo nie - jak wszystko w człowieku  > Przepraszam za chaosLubię chaos 
"Największą chlubą nie jest to, aby się nigdy nie potknąć, ale to, aby po każdym upadku dźwignąć się i stanąć na nogi."
|
|
Leon Cabbage (1821 punktów) (zablokowany) | Kilka interesujących zdań w tym temacie znajdziesz TU.
|
|
| dnak (1340 punktów) |
>I właśnie to trzeba wziąć pod uwagę - czy jeśli wymieniam z kimś poglądy, a on zaczyna przyjmować >moje zdanie, decyduje o tym racjonalność, logiczność mojego wywodu, czy raczej inne cechy, np. >autorytet, styl wypowiedzi, zrozumiałość. Moim zdaniem właśnie te czynniki tak naprawdę mające nikle >znaczenie dla ustalenia "prawdy" mają decydujące znaczenie.
Prawda. Dlatego słuchasz wykładu profesora z zainteresowaniem przyjmując jego argumenty czesto na wiarę, ale weryfikujesz słowa losoego Kowalskiego i podchodzisz do nich z dużym dystansem. Wynika to z tego, że podejrzewasz, na ogół słusznie, że osoba, która poświęciła życie badaniu danej kwestii ma więcej i lepiej do powiedzenia.
Kiedy widzisz dwóch dyskutantów, z których jeden się wydziera, a drugi spokojnie odpowiada bardziej ufasz temu spokojnemu z powodów, które opisałeś - brak emocji oznacza większy racjonalizm, a ludzie lubią uważać, że podejmują racjonalne decyzje.
>Czy w związku z tym dojście do prawdy (w >tym tylko kontekście, oczywiście) jest w ogóle możliwe, innymi słowy dyskusja to wojna argumentów >czy wojna stanowisk?
Tradycyjnie - zależy. Nie istnieje coś takiego jak prawda, zwłaszcza w światopoglądzie. Istnieje tylko taka (moja) regułka, że to co jest na skrajnościach na ogół racji nie ma, a najwięcej racji leży w centrum. Jeśli kłócą się więc dwa skrajne stanowiska to bedą one szukały porozumienia w centrum. Jeśli porozumienie to nie zostanie osiągnięte (skończy się walka na argumenty i zacznie na stanowiska) dochodzi do konfliktów.
>Kolejna rzecz - jak duże znaczenie ma znajomość przyczyn stanowiska swojego i drugiej strony? Słowa >są niewystarczającym medium - gdyby możliwe było przekazanie całości swoich emocji, swojej historii, >przyczyn swojego postępowania drugiej osobie (i vice versa), dwie takie całkowicie świadomie siebie >nawzajem osoby, doszłyby do podobnych wniosków?
Uważam, że nie. Np.: rozumiem stanowisko konserwatystów, wiem z czego wynikają ich obawy (oczywiście na tyle na ile to możliwe stojąc po drugiej stronie), wiem co chcą osiągnąć i rozumiem że jesteśmy po prostu po dwóch różnych stronach mając różne interesy. Rozumiem, że wychowując się w podobnych jak oni warunkach prawdopodobnie miałbym podobne podejście do rzeczy i podobne argumenty. Ale tak się nie stało, ich wizja świata godzi w moją, ich interesy są przeciwne moim i tylko dlatego, że potrafię po części postawić się w ich sytuacji nie mam zamiaru sprzeniewierzać się temu, w co wierzę, że przyniesie mi i społeczeństwu korzyść.
>I wreszcie - jakie są przyczyny moich poglądów? Czy na pewno są racjonalne? Czy może, z wrodzoną >ludziom kontrolowaną ślepotą, przypisuję sobie racjonalność, pomijając to lub tamto, a w >szczególności źródła moich "widzimisię"? Jaką kontrolę mam nad swoimi decyzjami?
Twoja osobowość to wypadkowa cech genetycznych i socjalizacji. Socjalizacja to proces mający wpoić w ciebie przekonania grupy - jeśli urodzisz się w fundamentalnej rodzinie arabskiej najprawdopodobniej zostaniesz fundamentalistą. Jeśli urodzisz się w klasie średniej - prawdopodobnie będziesz miał wyważone poglądy itd. Oczywiście - istnieje duży margines dla wolnej woli i twoich decyzji, ale wiesz tylko to, czego cię nauczono i możesz wobec tego przyjąć postawę buntowniczą, lub konformistyczną. Gdybyś zamieszkał teraz między np. Aborygenami albo Buszmenami nie byłbyś w stanie prawidłowo tam funkcjonować. Chociażby dlatego, że twój mózg przywykł (tj. wykształcił 'ścieżki') do greckiej logiki, do liniowej koncepcji czasu i innych przymiotów, które są wyjątkowe dla naszej cywilizacji. Stoję więc na straży zdania, że poglądy jednotki są bardziej determinowane przez czynniki obiektywne (wychowanie, wyżywienie, okoliczności życia) niż subiektywne (własna wolna wola).
|
|
| Smith (10069 punktów) | >Na nowej fali Wielkiego Zwątpienia Mego, przyszedł mi do głowy kolejne problem. >Tym razem chodzi o poglądy - czy człowiek posiadający określony pogląd na określony temat, >faktycznie pragnie, żeby jego pogląd został wcielony w życie, a raczej dlaczego tego pragnie. Zapytaj Korwina M.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|