Ponieważ tocząca się dyskusja w ramach artykułu R. Zarrofa
www.racjonalista.pl/index.php/s,35/d,4094 mocno zaczęła odbiegać od meritum sprawy, mając na uwadze szacunek dla autora czuję się zobligowany do założenia wątku na forum dla umożliwienia ewentualnej dalszej dyskusji.
Post otwierający wątek jest jednocześnie moim ustosunkowaniem się do wypowiedzi wuja zbója.
>
> z jakiej to definicji wynika WIARA ateisty?>
**Wiara to przyjmowanie jakiegos twierdzenia za prawdziwe bez dowodu pozwalajacego przynajmniej oszacowac, ze jest ono z wiekszym prawdopodobienstwem prawdziwe niz falszywe.Ciekawa rzecz. Przytaczając taką, a nie inną definicję WIARY oraz przyjmując założenie, że ATEIZM jest WIARĄ, powodujesz w ten sposób niejako samo wykluczenie się TEIZMU. Bo skoro zgodnie z przytoczoną przez Ciebie definicją ATEIZM należy postrzegać jako wiarę, co do której istnieje przeświadczenie, że
jest z większym prawdopodobieństwem prawdziwa przez analogię należy założyć, że wiara w TEIZM jako przeciwstawna ateizmowi
jest z większym prawdopodobieństwem fałszywa>
Jesli mowa jest o wierze teisty w Boga, to analogicznie musi byc mowa o wierze ateisty w swiat bez Boga.Zapominasz o pewnym dosyć istotnym szczególe: wiara teisty w całej swej rozciągłości opiera się o nieweryfikowalne założenia. Ateista bazując na otaczającej nas rzeczywistości i opisujących ją weryfikowalnych prawach, opiera się na
uwiarygodnionych w ten sposób przesłankach, które pozwalają mu na zanegowanie przeświadczenia warunkującego sprawstwo postrzeganej przez nas rzeczywistości przez założonego ad hoc stwórcę.
>
Nie zmienia to jednak faktu, ze ateizm to wiara.Mając na uwadze tak stawianą tezę można z równym powodzeniem dowodzić, że wiara to nic innego jak zlepek zgłosek i tylko z takiej przyczyny negować jej zasadność. Zauważam w tym wszystkim Twoje ukierunkowanie postrzegania "problemu" bardziej z uwagi na chęć wdania się w polemikę słowną poprzez negowanie jednoznaczności określonych pojęć niż na faktyczny zamiar przekonania interlokutora o swojej racji.
>
Sprawa jest zupelnie fundamentalna (opinia przeciwna do wyzej przedstawionej jest podstawowym bledem logicznym, i dowod tego jest scislym, formalnym dowodem) i byla walkowana wielokrotnie. Nie jest mi znany nikt, kto jest w stanie przeciwstawic sie temu faktowi w jakikolwiek logicznie spojny sposob.Jest to Twoje spojrzenie i Twoja ocena, którą opierasz o jakieś tam swoje przesłanki, ale nie warunkuje to jednak tego aby mój odbiór był oparty o Twoje kategorie ocenowe
>
>czy wiara w wyimaginowanego sprawcę wszystkiego nie przystoi do tego przedszkola bardziej>
P pierwsze, czy karykaturalnie sprzeczne z logika twierdzenie, ze ateista nie opiera swego swiatopogladu na wierze wartej poznawczo nie wiecej od wiary w Boga (a zwykle wartej poznawczo mniej, bo tyle, co wiara w krasnoludki), i rownowazne twierdzeniu "wierze, ze nie wierze", nie byloby kompromitujace nawet dla co inteligentniejszego przedszkolaka?Wybacz wuju, ale w dobrym tonie jest nie odpowiadać pytaniem na pytanie. Czekam Twej odpowiedzi
>
Po drugie, czy potrafisz udowodnic, ze ow Sprawca jest bardziej wyimaginowany niz wyimaginowane sa twoje wyobrazenia o tym, jak powstal i jest skonstruowany swiat?Widzisz wuju... w którymś momencie naszej dyskusji podnosiłem potrzebę posiadania szacunku nie tylko dla siebie, ale również dla interlokutora. Twoje stwierdzenie odbieram jako brak takowego z Twojej strony dla mnie ponieważ nie przywiązujesz wagi do tego co mówiłem (pisałem) do Ciebie. A mówiłem wyraźnie cyt.
Jeżeli mam być szczery, za jedno mi jest czy ktoś "wierzy" czy nie, dopóki ów ktoś nie poczuje w sobie zbytnich ciągot misyjnych i przekonania o wyjątkowości własnych przekonań. Jak dla mnie chęć udowadniania lub bronienia "prawdziwości" czegokolwiek co i tak pozostaje jedynie w sferze zmysłów jest tyle warte, ile wnosi pozytywnego w rozwój człowieka. Bawienie się w apologię i przekonywanie do tego lub owego - dla mnie to znak, że komuś zależy na tym, aby wymóc utratę podmiotowości przez kolejnego zniewolonego ułudą przynależności do jakiegoś "izmu".
>
Jesli potrafisz, to czekam na ten dowod (nie tutaj - daj po prostu link do miejsca, gdzie jestes gotow na podjecie tematu). Jesli zas nie potrafisz, to prosze LICZ SIE ZE SLOWAMI. Dziekuje za zrozumienie.Wuju jeżeli jest w nas taka potrzeba to możemy dyskutować, spierać się na argumenty, wyjaśniać niejasności interpretacyjne, ale wcale nie mam zamiaru cokolwiek przed Tobą udowadniać tak jak przypuszczam, że Ty nie jesteś tego w stanie uczynić wobec zanegowania prawdziwości mojego postrzegania rzeczywistości.
Co do LICZENIA SIĘ ZE SŁOWAMI... to i prośba do Ciebie wuju równie zasadna... WAŻ NA SŁOWA
>
Zdrowko -- wuj rzecz jasna zbojPozdrawiam wuja... za jedno jak faktycznego zbója