Przepis na Boga
Łyżka faktów, beczka mitów, morze wiary Kielich wina, cały wór poczucia winy Kilka zaklęć, hokus pokus, czary mary Nic nie może przecież istnieć bez przyczyny
Ubić pianę w bezsensownym słowotoku Żeby zabić cierpki posmak pustosłowi Z wyciśniętych legend dodać kroplę soku I zaczekać, aż się wszystko uduchowi
Później dobrze to wymieszać, utrzeć mocno Ucierając zacierają się detale I pamiętać, by ucierać porą nocną Bo przy świetle może zrobić się zakalec
Całość wtłoczyć w płytką formę nieforemną I piec dotąd, aż obrośnie w nimb tradycji Polać masą byle jaką, byle ciemną By tym trudniej było poznać się na fikcji
Potem chwycić ignorancji nóż, widelec Siąść do stołu, schylić głowę, podziękować I najlepiej takie danie jeść w kościele I nie myśleć – myśląc można zwymiotować
|