 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-08-2009 14:44 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Zwalczanie narkomanii
9 na 9 | Niedawno rozgorzała znów debata na temat: liberalizować czy zaostrzać prawo antynarkotykowe. Różne argumenty z różnych stron równoważą szale, różne autorytety wypowiadają się różnie, jedni koncentrują się na zdrowiu, inni na zwalczaniu przestępczości; jedni przywołują argumenty historyczne, inni kulturowe. Sam pamiętam z młodości, że dziadek na działce hodował mak i z niego babcia robiła makowce, a coca cola miała w swoim składzie m.in. wyciąg z orzeszków cola i wyciąg z liści coca. Do dzisiaj górale andyjscy na co dzień żują liście coca, tak jak ich ojcowie i pradziadowie. Spróbujmy jednak, stosownie do charakteru tego portalu, podyskutować racjonalnie o narkotykach.
Pomińmy także inne argumenty z pozoru racjonalne, np. takie, że prawo powinno naśladować prawo holenderskie, gdyż od stuleci to właśnie Holandia wskazuje kierunek rozwoju nowych praw, więc prawdopodobnie Holendrzy są najmądrzejszymi prawodawcami - spróbujmy sami dojść do wniosku, jakie prawo narkotykowe jest najlepsze w danych warunkach. Zacznijmy od podstaw, ale od razu skupmy się na tym, co niebanalne - co umyka dyskutantom w mediach.
Zacznijmy od fizjologii i miejmy nadzieję, że do dyskusji włączy się ktoś, kto zna się na tym. Z tego o wiem, mamy dwie charakterystyczne cechy narkotyku: szybko działa i uzależnia. Te cechy decydują np., że w przeciwieństwie do glukozy czy fruktozy, sacharoza zaliczana jest do narkotyków, o czym mało kto wie. Używamy bardzo wielu różnych narkotyków, np.: sacharoza, nikotyna, etanol, kofeina, teobromina, amfetamina, efedryna, kokaina, marihuana, haszysz, opium, heroina, morfina, leki uspokajające, barbiturany, sterydy, halucynogeny i inne psychodeliki oraz wiele innych mniej znanych czy gorzej określonych substancji, które można pewnie pominąć w racjonalnej dyskusji o narkotykach. Warto zauważyć, że tylko niektóre z tych substancji są nielegalne, a większość używana jest w celach leczniczych w różnych kulturach. Niektóre z nich zażywane są codziennie przez miliardy ludzi z pożytkiem dla zdrowia, inne szkodzą dość często z przedawkowania, chociaż zażywane w umiarkowanych ilościach nie szkodzą.
Drugi aspekt jest ekonomiczny. Skrajnym przykładem uzależnienia od dochodów z narkotyków jest Korea Pn. - niemal cały jej eksport to narkotyki. Niemal wszystkie pola uprawne w KRLD są wykorzystywane do uprawy (zapomniałem czego), a żywność jest importowana lub pochodzi z darowizn z zagranicy. W Afganistanie wojska NATO pomagają oficjalnie miejscowym w eksporcie narkotyków, żeby mogli oni zachować swoje dochody na dotychczasowym poziomie. Etanol i nikotyna są podstawą funkcjonowania biurokracji i władzy w wielu krajach. Produkcja narkotyków jest zmonopolizowana i monopoliści zarabiają ogromne pieniądze bez wysiłku. Niektóre narkotyki obciążone są wielką akcyzą, inne są uznane za nielegalne, co podnosi ich cenę równie skutecznie jak akcyza. Istniejące prawo chroni interesy tych, którzy z produkcji i dystrybucji narkotyków czerpią największe dochody. W Polsce mamy np. prawo mówiące o tym, że dochody z działalności nielegalnej nie podlegają opodatkowaniu. Patrząc racjonalnie na aspekty ekonomiczne możemy zauważyć, że narkotyk to artykuł spożywczy, którego produkcja jest zmonopolizowana lub w inny sposób regulowana przez prawo w taki sposób, żeby przynosiła dystrybutorom niegodziwe zyski.
Mamy więc pewien punkt wyjścia do racjonalnej dyskusji. Z jednej strony fizjologia uzależnienia, z drugiej strony wysoka cena i prawo, które stoi na straży ogromnych zysków. Diler narkotykowy niczym się nie różni od urzędnika, który pobiera akcyzę od sprzedawanych narkotyków - obydwaj żyją z tego, że człowiek uzależniony zapłaci więcej.
Jeżeli dyskusja o dobrym prawie narkotykowym ma być racjonalna, musi uwzględnić fizjologię i ekonomię. Zauważmy, ze z racjonalnego punktu widzenia podział narkotyków na twarde i miękkie jest absurdem, chyba że twardymi nazwiemy narkotyki drogie (czyli zmonopolizowane lub zakazane), a miękkimi nazwiemy dostępne w cenie bliskiej do ceny równowagi rynkowej.
Pierwszy wniosek jest taki, że zmiany prawne powinny dawać dwa efekty:, po pierwsze, żeby coraz mniej ludzi było chorych z uzależnienia, a po drugie, żeby coraz więcej narkotyków było dostępnych w cenie rynkowej. Zauważmy, że im wyższa jest marża dystrybutorów narkotyków, tym mają oni silniejsze motywacje, żeby częstować narkotykami i uzależniać od nich nowych klientów - walka z narkomanią nie może być wówczas skuteczna. Im cena jest bliższa rynkowej, tym mniej atrakcyjna staje się branża, więc fakt, że narkotyki uzależniają, przestaje być wykorzystywany jako instrument manipulacji rynkiem - nikomu nie będzie się opłacało narażać na kary, jeśli nadzwyczajne zyski nie będą zachęcać do ryzyka. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
11 na 11 | plodzien (7378 punktów) | Tak jak w przypadku wódki i nikotyny, niech każdy sam los swój sobie wykuje. Innymi słowy: wszystkim dać po cenach umiarkowanych, ale edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Korzyści. 1. Słabi i głupi nie posłuchają i szlag ich powytrafia. Za jakiś czas może będzie można nawet polityków posłuchać. 2. Zostaną mocni, do roboty ochotni. Kwiat narodu zdolny zbudować trzecią i kolejną Japonię. 3. Gangi narkotykowe upadną. 4. Bezrobocie odejdzie w niebyt. 5. Spowodujemy tym posunięciem żywiołowy rozwój jedynej już chyba niesprywatyzowanej rodzimej gałęzi przemysłu tj. przemysłu trumiennego. 6. Uszanujemy najcenniejszy dany nam przez Boga dar - wolną wolę.
|
|
 | 3 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Tak jak w przypadku wódki i nikotyny, niech każdy sam los swój sobie wykuje. Innymi słowy: wszystkim dać po cenach umiarkowanych
Oczywiście z zakazem sprzedaży nieletnim, w przypadkach gdy to potrzebne
doku
|
|
 | 2 na 2 | Matix (5786 punktów) | przy czym rodzic powinien mieć większą kontrolę nad dzieckiem, patrz afera z "klapsem"
|
|
4 na 4 | Satyr (4285 punktów) |
>Pierwszy wniosek jest taki, że zmiany prawne powinny dawać dwa efekty:, po pierwsze, żeby coraz mniej ludzi było chorych z uzależnienia, a po drugie, żeby coraz więcej narkotyków było dostępnych w cenie rynkowej.
Obawiam się, że to są wykluczające się postulaty. Zauważ, że w przypadku legalizacji narkotyków wzrośnie liczba ludzi uzależnionych od twardych narkotyków, bo łatwiej będzie wykonać pierwszy krok (piszesz, że wysoka cena jest motywacją dla dilerów, by uzależniać jak najwięcej osób. Ja sądzę, że uzależnienie jak największej liczby osób jest ich celem zawsze, bez względu na marżę). Jeśli chcemy mniejszej liczby uzależnionych, to nie możemy legalizować twardych narkotyków. Ich delegalizacja z kolei powoduje, że dystrybutorzy narkotyków osiągają niebywałe zyski (zważywszy na fakt, że w grupie już uzależnionych popyt na twarde narkotyki jest sztywny względem ceny - narkoman będzie kupował prochy bez względu na zmiany cen).
Wygląda na to, że trzeba coś wybrać: albo wielki odsetek narkomanów, albo gigantyczne zyski dilerów (połączone często ze wzrostem przestępczości innego rodzaju, gdyż przecież narkoman musi jakoś zdobyć pieniądze na narkotyki).
Dodatkowa uwaga: zauważ, że cały XX wiek to czas wmawiania ludziom, że państwo wie lepiej, co dla nich dobre. Wymyśla się przymus ubezpieczeń, setki regulacji życia rodzinnego, określa się dopuszczalną ilość alkoholu w krwi kierowców itp. Ludzie zwykli po tym całym wieku prania mózgów traktować przepisy prawa jako ostateczną instancję i źródło wszelkiej moralnej mądrości. Często nie przychodzi im do głowy, że to, co legalne, bywa złe i szkodliwe. Jeśli zalegalizujemy dostęp do twardych narkotyków, to zapewne część ludzi odbierze to jako akceptację ich używania.
Pozdrawiam
P.S. Osobiście jestem za legalizacją, choć raczej nie z powodów ekonomicznych czy zdrowotnych, lecz czysto etycznych - jak ktoś chce zrujnować sobie życie, to jest to jego prawo.
|
|
 | | Mateusz (879 punktów) | >P.S. Osobiście jestem za legalizacją, choć raczej nie z powodów ekonomicznych czy zdrowotnych, lecz czysto etycznych - jak ktoś chce zrujnować sobie życie, to jest to jego prawo.
Dokładnie tak. Niech selekcja zrobi swoje i liczbę osobników bardziej podatnych na uzależnienia, a przez to mniej produktywnych zredukuje sama.
|
|
|  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) |
>Dokładnie tak. Niech selekcja zrobi swoje i liczbę osobników bardziej podatnych na uzależnienia, a przez to mniej produktywnych zredukuje sama.
Choć zgadzam się z pomysłem "niech każdy robi jak chce", to wartościowanie ludzi według etykietek "mniej produktywny" i "bardziej produktywny" budzi we mnie odrazę. Aktywny ćpun nie będzie dobrym robotnikiem ale dobry robotnik nie będzie nigdy genialnym artystą. A niektóry narkoman być nim może.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| |  | 1 na 1 | Mateusz (879 punktów) | >Aktywny ćpun nie będzie dobrym robotnikiem ale dobry robotnik nie będzie nigdy genialnym artystą. A niektóry narkoman być nim może.
Czyż ten aktywny ćpun będąc genialnym artystą nie będzie jednocześnie produktywny? Każdy chyba przyzna, że jeżeli chodzi o wytworzone dobra (nie chodzi tylko o materialne, ale i artystyczne, intelektualne) Witkacy stoi ponad jakimś bliżej nieokreślonym robotnikiem budowlanym. Przecież praca nie musi sprowadzać się do stawiania muru, albo montowania rur. Są również inne formy aktywności.
Produktywność, to złe słowo. Jednakże wartościowanie na podstawie wkładu osobnika w daną społeczność jest czymś typowym, umotywowanym ewolucyjnie. Może jest to mało popularne, ale łatwiej byłoby nam na przykład poświęcić życie jakiegoś sparaliżowanego starca z demencją niż młodej, będącej w pełni sił kobiety. To, że nie uświadamiamy sobie takich zależności nie oznacza wcale ich braku..
|
|
| | |  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) |
>Czyż ten aktywny ćpun będąc genialnym artystą nie będzie jednocześnie produktywny? >Każdy chyba przyzna, że jeżeli chodzi o wytworzone dobra (nie chodzi tylko o materialne, ale i artystyczne, intelektualne) Witkacy stoi ponad jakimś bliżej nieokreślonym robotnikiem budowlanym. Przecież praca nie musi sprowadzać się do stawiania muru, albo montowania rur. Są również inne formy aktywności.
O to mi właśnie chodziło.
>Produktywność, to złe słowo. Jednakże wartościowanie na podstawie wkładu osobnika w daną społeczność jest czymś typowym, umotywowanym ewolucyjnie.
Pewnie coś w tym jest jednak ewolucja nigdy się nie zatrzymuje mówiąc: "wreszcie skończyłam, teraz jest idealnie"
>Może jest to mało popularne, ale łatwiej byłoby nam na przykład poświęcić życie jakiegoś sparaliżowanego starca z demencją niż młodej, będącej w pełni sił kobiety.
Wam może by było. Ja nie potrafię podjąć takiej decyzji i cieszę się, że nie muszę.
Wiem o co Ci chodziło z tą produktywnością ale nie zgadzam się z takim poglądem. Uważam, że człowiek żyje przede wszystkim dla siebie czy dla swoich bliskich (ale zawsze jego osobistym wyborem jest czy sobie jakichś wybierze) i to na ile jest produktywny, przydatny społeczeństwu ma dla niego drugorzędne znaczenie, chyba że sam zdecyduje inaczej. Mierzenie wartości jego życia na podstawie tego, ile pożytku przyniósł bliźnim jakoś takoś mnie brzydzi, co wcale nie znaczy, że nie szanuję społeczników i nie jestem im wdzięczny.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | | |  | | Mateusz (879 punktów) | > co wcale nie znaczy, że nie szanuję społeczników i nie jestem im wdzięczny.Dziwne jest, że słowo "społecznik" lub wtórny chyba "społeczniak" ma tak pejoratywny charakter. Ma to pewnie swe korzenie w PRL-u. Zawsze używam go zamiennie z "konfidentem"
|
|
| | | | |  | | -jad- (18783 punktów) | > >co wcale nie znaczy, że nie szanuję społeczników i nie jestem im wdzięczny.> Dziwne jest, że słowo "społecznik" lub wtórny chyba "społeczniak" ma tak pejoratywny charakter. Ma to pewnie swe korzenie w PRL-u.> Zawsze używam go zamiennie z "konfidentem"  Zawsze, gdy nie jestem pewny, sprawdzam definicję.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
 | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>Pierwszy wniosek jest taki, że zmiany prawne powinny dawać dwa efekty:, po pierwsze, żeby coraz mniej ludzi było chorych z uzależnienia, a po drugie, żeby coraz więcej narkotyków było dostępnych w cenie rynkowej. >Obawiam się, że to są wykluczające się postulaty.
Wcale nie. Nie dość, widać, uwypukliłem argument, który umknął Twojej uwadze.
>Zauważ, że w przypadku legalizacji narkotyków wzrośnie liczba ludzi uzależnionych od twardych narkotyków, bo łatwiej będzie wykonać pierwszy krok
Jest odwrotnie. Dilerzy oferują za darmo narkotyki tym, którzy wykonują pierwsze kroki. Zdarza się też, że zmuszają takich do zażywania narkotyków. Stać ich na to, ryzyko się opłaca, gdyż branża jest niesłychanie rentowna. Jeżeli narkotyki będą tanie, to nikomu nie będzie się opłacało wciągać młodych ludzi w narkomanię i ryzykować więzienia. Zniknie presja i okaże się, że prawie nikt nie będzie chciał sprzedawać ani kupować takiego świństwa.
> (piszesz, że wysoka cena jest motywacją dla dilerów, by uzależniać jak najwięcej osób. Ja sądzę, że uzależnienie jak największej liczby osób jest ich celem zawsze, bez względu na marżę).
O, przepraszam, jednak zauważyłeś. Napisz, proszę, dlaczeo tak sądzisz. Ja sądzę przeciwnie. Gdyby np. zlikwidować akcyzę na alkohol, to żadnemu sprzedawcy nie opłacałoby się ryzykować i sprzedawać alkoholu nieletnim. Oczywiście moja koncepcja wymaga, aby udostępnianie alkoholu nieletnim było przestępstem, a nie wykroczeniem. Twierdzę, że akcyza na alkohol jest jedną z przyczyn alkoholizmu u młodzieży. Biurokracja bogaci się na krzywdzie młodzieży.
doku
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >w przypadku legalizacji narkotyków wzrośnie liczba ludzi uzależnionych od twardych narkotyków, bo łatwiej będzie wykonać pierwszy krok
Kluczowe jest utrudnić ten pierwszy krok dzieciom, a dorośli niech robią sobie co chcą. Niska, rynkowa cena skutecznie uniemożliwi dzieciom dostęp do narkotyków - nikt nie zaryzykuje więzienia bez motywacji w postaci dużych zysków.
doku
|
|
2 na 2 | Mateusz (879 punktów) | Jeżeli chce się ograniczyć liczbę uzależnionych ludzi, trzeba bezwzględnie wszystkiego pozakazywać - włącznie z alkoholem i papierosami. Oczywiście czarny rynek eksploduje niewyobrażalnie, państwo zbankrutuje, lecz w ogólnym rozrachunku tych towarów będzie trochę mniej. Wystarczy popatrzeć na narkotyki. Mało to ludzi, szczególnie najmłodszych chciałoby się naćpać, a nie ma skąd ich wytrzasnąć, albo się boi policji? Gdyby otworzyć rynek dla obecnie nielegalnych używek to w szybkim tempie zwiększyłaby się grupa uzależnionych - przede wszystkim o tych mało zaradnych, co najgorsze. Z drugiej strony budżet też potrzebuje źródeł, a ludzie muszą się jakoś bawić by nie zwariować. Ważne jest odnalezienia złotego środka. Żeby było jasne, dla mnie absurdem jest obecny stan prawny panujący w Polsce. Alkohol na przykład jest cacy, a marihuana już nie. Kulturalne uwarunkowania powinny być z wolna zastępowane rozwiązaniami utylitarnymi (a może nawet z prędka  ). Legalizacja połowiczna jest jakimś wyjściem, choć wiadomo, niedoskonałym. Na pewno uchroniłaby wielu ludzi przed złym towarem, mocno trującym i niebezpiecznym, który jest teraz dość rozpowszechniony. Uregulowania prawne mogłyby poprawić jakość narkotyków będących w obrocie, co wpłynie dodatnie na zdrowie zażywających. Podatki zasiliłyby finanse państwa, mniej ludzi siedziałoby w więzieniach, a i tych na wolności będących poza prawem by ubyło. Moim zdaniem przez co najmniej 50 lat w Polsce nie ma szans na zmiany legislacyjne w ww. kwestii. Jestem przekonany, że Polska będzie - o ile będzie - jednym z ostatnich państw, które zdecyduje się na kroki mające na celu legalizację narkotyków. Wystarczy zauważyć, jak zmieniły się przepisy związane piciem alkoholu i paleniem papierosów w miejscach publicznych. Pozdrawiam.
|
|
 | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | > Jeżeli chce się ograniczyć liczbę uzależnionych ludzi, trzeba bezwzględnie wszystkiego pozakazywać - włącznie z alkoholem i papierosami. Oczywiście czarny rynek eksploduje niewyobrażalnie, państwo zbankrutuje, lecz w ogólnym rozrachunku tych towarów będzie trochę mniej. Wystarczy popatrzeć na narkotyki. Mało to ludzi, szczególnie najmłodszych chciałoby się naćpać, a nie ma skąd ich wytrzasnąć, albo się boi policji?Sądzę, że mało, jeśli w ogóle tacy są. Widać, że nigdy nie próbowałeś ich kupić  Nikt nie zaczyna od wciągania nosem czy dawania w żyłę. Z reguły najpierw się pali albo bierze tabletkę czy naklejkę pod język. Tych rzeczy jest dosłownie wszędzie pełno. Dzieciaki mają mnóstwo kolegów i zawsze jest tak, że któryś z nich zna kogoś, kto może załatwić, co potrzeba. I tak powoli nawiązuje się kontakt ze handlarzem drobnicy. To tacy, co mają max kilka gramów czegoś tam. Kupujesz od kilku takich aż ewentualnie przyjdzie ochota na coś mocniejszego. Wtedy nie pytasz już kolegów tylko swoich dealerów i oni nawet jeśli sami nie mają, to z pewnością znają kogoś, kto ma. Gdy już trochę siedzisz w tym wszystkim, to nie boisz się żadnej policji, bo o niej nie myślisz. Dajesz kasę, bierzesz, co trzeba gdzieś na klatce schodowej i po wszystkim. Moim zdaniem głównymi czynnikami ograniczającymi liczbę uzależnionych są wysokie ceny i strach przed uzależnieniem (młodzi coś tam jednak wiedzą). Nie wiem na ile takie ostre ćpanie jest teraz trendy wśród młodych ludzi ale zdaje się, że nie bardzo. To tez zaliczyłbym jako powód dla którego dzieciaki raczej nie "piją heroiny"  Pozdrawiam.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
|  | | Mateusz (879 punktów) | >Sądzę, że mało, jeśli w ogóle tacy są. Widać, że nigdy nie próbowałeś ich kupić Nikt nie zaczyna od wciągania nosem czy dawania w żyłę. Z reguły najpierw się pali albo bierze tabletkę czy naklejkę pod język. Tych rzeczy jest dosłownie wszędzie pełno.
Przesadzasz. Jeden ma gdzie kupić inny nie. Wszystko zależy od układów i miejsca zamieszkania. Mam dobry ogląd tego wszystkiego bo mieszkam na wsi, a uczę się i żyję w mieście i powiem Ci, że w interiorze wszystko jest dziesięć razy trudniejsze. Na wsiach przeciętny 15-latek musi się nieźle nagłówkować żeby dostać choćby działkę trawki.
>Dzieciaki mają mnóstwo kolegów i zawsze jest tak, że któryś z nich zna kogoś, kto może załatwić, co potrzeba.
Jasne, lecz droga się wydłuża - ceny rosną, a to nie wzmaga popytu.
>Gdy już trochę siedzisz w tym wszystkim, to nie boisz się żadnej policji, bo o niej nie myślisz. Dajesz kasę, bierzesz, co trzeba gdzieś na klatce schodowej i po wszystkim.
Co mam napisać? Pewnie, że jest jak mówisz, ale to nie tyczy się wszystkich. Jeden ma na wszystko wyjeb... a inny się czai i woli nie ryzykować.
>Nie wiem na ile takie ostre ćpanie jest teraz trendy wśród młodych ludzi
To też zależy. Znam młode osoby, które ze wstrętem mówią o narkotykach i takie, które myślą tylko kiedy przyjdzie sezon na grzyby.
Jeżeli chodzi o świadomość zagrożeń i korzyści płynących z narkotyków to jest ona moim zdaniem spora.
|
|
| |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) |
>Przesadzasz. Jeden ma gdzie kupić inny nie. Wszystko zależy od układów i miejsca zamieszkania. Mam dobry ogląd tego wszystkiego bo mieszkam na wsi, a uczę się i żyję w mieście i powiem Ci, że w interiorze wszystko jest dziesięć razy trudniejsze. Na wsiach przeciętny 15-latek musi się nieźle nagłówkować żeby dostać choćby działkę trawki.
No może, choć mój przyjaciel mieszkający na wsi również kupował chociaż trawę. Nigdy nie pytałem od kogo. Uczył się w mieście więc może tam. Jednak myślę se tak, że taki 15-latek na wsi ma kolegów jeżdżących do miasta. Pewnie da się coś załatwić i pewnie cena wzrośnie, jak mówisz.
>Jasne, lecz droga się wydłuża - ceny rosną, a to nie wzmaga popytu.
Czyli, jak pisałem- raczej kwestia ceny niż dostępności.
>>Gdy już trochę siedzisz w tym wszystkim, to nie boisz się żadnej policji, bo o niej nie myślisz. Dajesz kasę, bierzesz, co trzeba gdzieś na klatce schodowej i po wszystkim. >Co mam napisać? Pewnie, że jest jak mówisz, ale to nie tyczy się wszystkich. >Jeden ma na wszystko wyjeb... a inny się czai i woli nie ryzykować.
Chodzi mi o to, że jeśli wcześniej już kupował a raczej kupował (coś słabszego), to cała transakcja mu powszednieje. Może bał się na początku, dwa, trzy razy ale później już robi to raczej automatycznie. Gdyby za każdym razem bardzo się bał, to by nie ćpał.
>>Nie wiem na ile takie ostre ćpanie jest teraz trendy wśród młodych ludzi >To też zależy. Znam młode osoby, które ze wstrętem mówią o narkotykach i takie, które myślą tylko kiedy przyjdzie sezon na grzyby.
Rzecz w tym czy młody w swoim towarzystwie cieszy się uznaniem, bo je grzyby czy raczej jeśli się przyzna, to zostanie potępiony. Skąd w nim chęć spróbowania tych grzybów? Ma ją sam z siebie czy towarzystwo odpowiednio go do nich "motywuje"? Moim zdaniem, ma to duże znaczenie.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| | |  | 2 na 2 | Mateusz (879 punktów) | >Rzecz w tym czy młody w swoim towarzystwie cieszy się uznaniem, bo je grzyby czy raczej jeśli się przyzna, to zostanie potępiony. Skąd w nim chęć spróbowania tych grzybów? Ma ją sam z siebie czy towarzystwo odpowiednio go do nich "motywuje"?
Nie wyobrażam sobie za bardzo, żeby ktoś kogoś potępiał za narkotyki. Tolerancja jest duża. Ostracyzm może gdzieś jest, ale chyba w symbolicznym wymiarze. To tak jak z alkoholem, wielu jest abstynentów - mało ludzi jednak ma coś do umiarkowanie pijących. Jak ktoś wyraźnie przesadza to oczywiście z czasem pojawi się niechęć i politowanie, ale tak jest ze wszystkim prawie.
Pozdrawiam.
|
|
 | | Zyga (1539 punktów) | >Jeżeli chce się ograniczyć liczbę uzależnionych ludzi, trzeba bezwzględnie wszystkiego pozakazywać - włącznie z alkoholem i papierosami. Oczywiście czarny rynek eksploduje niewyobrażalnie, państwo zbankrutuje, lecz w ogólnym rozrachunku tych towarów będzie trochę mniej.
Marihuana jest zakazana. Myślisz, że jest jej mniej?
|
|
|  | 1 na 1 | Mateusz (879 punktów) | >Marihuana jest zakazana. Myślisz, że jest jej mniej?
Nie mam żadnych wątpliwości. W następstwie legalizacji nastąpiłby spadek ceny i poprawa dostępności. Już sama cena powinna spowodować wzrost popytu.
Czy gdyby wróciła prohibicja pito by tyle samo alkoholu, co przed jej wprowadzeniem? Na pewno nie. Samych lokacji gdzie można by spokojnie pić byłoby mniej, a przez to rzadziej by się to robiło. Teraz praktycznie da się wszędzie i to bez przeszkód przez cały dzień. Czy palić marihuanę możesz w barze na przykład, albo na ulicy czy w pociągu? Raczej nie. Przez ograniczenie wolności, zmniejsza się czas w którym można palić, a to z kolei implikuje spadek zapotrzebowania.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Zyga (1539 punktów) | >>Marihuana jest zakazana. Myślisz, że jest jej mniej? >Nie mam żadnych wątpliwości. W następstwie legalizacji nastąpiłby spadek ceny i poprawa dostępności. Już sama cena powinna spowodować wzrost popytu.
Czasem mam wrażenie, że o narkotykach najwięcej mówią ludzie, którzy widzieli je w strażniku texasu, albo mają znajomego, z którym co prawda nigdy nie rozmawiali, ale słyszeli, że przez narkotyki stracił wszystko.
Z dostępem nie ma problemu. Cena nie jest zaporowa. Na każdej imprezie jest ktoś, kto pali, przed chwilą palił, albo za chwile zapali. Dilerzy nie dają pierwszy raz za darmo i nie są chętni aby sprzedawać nieznajomym (chyba, że są idiotami). Jeżeli nie podoba Ci się jakość, dostępność, czy cena, to za kilka złoty możesz legalnie kupić nasiona i wsypać (nielegalnie) do doniczki.
Jedyne co mogłoby się zmienić po legalizacji to poprawa jakości (czystości) i kontrola sprzedaży. Diler nie zastanawia się czy dzieciak ma 18 lat, a pani w kawiarence dla palących już powinna.
>Czy gdyby wróciła prohibicja pito by tyle samo alkoholu, co przed jej wprowadzeniem? Na pewno nie. Samych lokacji gdzie można by spokojnie pić byłoby mniej, a przez to rzadziej by się to robiło. Teraz praktycznie da się wszędzie i to bez przeszkód przez cały dzień.
Czy podwyżka cen alkoholu i zakaz picia w miejscach publicznych zmniejszyły ilość spożywanego alkoholu? Czy po kontrolach w sklepach spadła ilość nieletnich sięgających, po alkohol?
Proszę Cię. Zakazami nic nie zdziałamy, a jedynie wywalamy miliardy na walkę z przemytem, która i tak nic nie daje. Dodatkowo robimy przestępców z ludzi, którzy posadzili sobie w domu roślinkę bo nie chcieli nabijać kasy prawdziwym przestępcom.
|
|
| | |  | | Mateusz (879 punktów) | >Czasem mam wrażenie, że o narkotykach najwięcej mówią ludzie, którzy widzieli je w strażniku texasu, albo mają znajomego, z którym co prawda nigdy nie rozmawiali, ale słyszeli, że przez narkotyki stracił wszystko.
Dlaczego próbujesz mi udowodnić, że jestem jakimś oderwanym od rzeczywistości dzieckiem Neostrady? Zapewniam, iż ów temat znam z życia własnego nie zaś z relacji Strażnika Teksasu, jak twierdzisz. Dyskusja winna być prowadzona w sposób kulturalny i możliwie rzeczowy, więc nie wiem jakiemu celowi służyły Twoje sugestie. Podbudowaniu autorytetu?
Jeżeli chodzi o dostęp to nie mówię, że go niema, albo, że jest niewystarczający. Twierdzę tylko, iż jest on znaczenie ograniczony względem produktów ogólniedostępnych: np. skończyły Ci się papierosy to idziesz byle gdzie i kupujesz - po sprawie. Z narkotykami jest trochę inaczej. Wystarczy, że oddalisz się od miejsca zamieszkania, od znajomych i jesteś w kropce. Czy tak nie jest? Czy jednak można kupić narkotyki w kiosku ruchu? Nie wiem o czymś?
Cena nie jest zaporowa - nic takiego nie napisałem. Ale jeżeli cena kwiatków spadłaby na przykład o połowę to dlaczego ludzie nie mieliby np. z lufek na rzecz blantów zrezygnować? Po co palić po gramie jak za tę samą cenę można sobie dwa sprawić? Stąd wzrost popytu.
>Czy podwyżka cen alkoholu i zakaz picia w miejscach publicznych zmniejszyły ilość spożywanego alkoholu? Czy po kontrolach w sklepach spadła ilość nieletnich sięgających, po alkohol?
Zakaz picia w miejscach publicznych jest martwy praktycznie, mało kto się stosuje, więc to jest małe utrudnienie. Podobnie te kontrole w sklepach. Jeżeli jakiś dzieciak chce się koniecznie nawalić to to zrobi, ale jakiś odsetek niezdecydowanych na pewno odpadnie, jak im ekspedientka w sklepie drzwi pokaże.
>Zakazami nic nie zdziałamy, a jedynie wywalamy miliardy na walkę z przemytem, która i tak nic nie daje. Dodatkowo robimy przestępców z ludzi, którzy posadzili sobie w domu roślinkę bo nie chcieli nabijać kasy prawdziwym przestępcom.
Fajnie. Problem tylko, że ja wcale nie napisałem jakobym był za wprowadzaniem zakazów. Uważam, że utrudniają one życie ludziom, ale ograniczają trochę zadany proceder. Zaznaczam, moim zdaniem, zyski z ich wprowadzania są nie współmierne do korzyści, jakie dają.
Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Zyga (1539 punktów) | > Dlaczego próbujesz mi udowodnić, że jestem jakimś oderwanym od rzeczywistości dzieckiem Neostrady? Zapewniam, iż ów temat znam z życia własnego nie zaś z relacji Strażnika Teksasu, jak twierdzisz. Dyskusja winna być prowadzona w sposób kulturalny i możliwie rzeczowy, więc nie wiem jakiemu celowi służyły Twoje sugestie. Podbudowaniu autorytetu?Wybacz. Nie chciałem żebyś to tak odebrał. > Jeżeli chodzi o dostęp to nie mówię, że go niema, albo, że jest niewystarczający. Twierdzę tylko, iż jest on znaczenie ograniczony względem produktów ogólniedostępnych: np. skończyły Ci się papierosy to idziesz byle gdzie i kupujesz - po sprawie. Z narkotykami jest trochę inaczej. Wystarczy, że oddalisz się od miejsca zamieszkania, od znajomych i jesteś w kropce. Czy tak nie jest? Czy jednak można kupić narkotyki w kiosku ruchu? Nie wiem o czymś?Nie jestem regularną ćpawą, więc problem braku mnie nie dotyczy. Jakoś nie widziałem wśród znajomych żeby komuś brakowało i nie ważne czy to na miejscu czy na wyjeździe. Mamy zakaz, a spożycie jak było tak jest. Nie wydaje mi się, że po zalegalizowaniu nagle wszyscy rzucą się do sklepu. Będzie tak jak z alkoholem. Kto będzie chciał, ten będzie brał. > Cena nie jest zaporowa - nic takiego nie napisałem. Ale jeżeli cena kwiatków spadłaby na przykład o połowę to dlaczego ludzie nie mieliby np. z lufek na rzecz blantów zrezygnować?Zastanawiam się, wysilam, umysł wytężam i nie znam nikogo, kto by palił z lufki. > Po co palić po gramie jak za tę samą cenę można sobie dwa sprawić? Stąd wzrost popytu.To tak jak by zapytać czemu zamiast 1/2 litra nie wypić dwóch butelek. Odpowiedź jest bardzo prosta, więcej nie potrzeba. Jak się kupuje na piątki to wychodzi taniej  > Zakaz picia w miejscach publicznych jest martwy praktycznie, mało kto się stosuje, więc to jest małe utrudnienie.No nie wiem. W Szczecinie o piciu możesz zapomnieć. No chyba, że ciągle będziesz się rozglądał czy policja nie idzie. > Podobnie te kontrole w sklepach. Jeżeli jakiś dzieciak chce się koniecznie nawalić to to zrobi, ale jakiś odsetek niezdecydowanych na pewno odpadnie, jak im ekspedientka w sklepie drzwi pokaże.I tak samo by było z narkotykami. Mówiąc narkotyki mam na myśli marihuanę bo jakoś nie wyobrażam sobie środków halucynogennych w legalnej sprzedaży. > Fajnie. Problem tylko, że ja wcale nie napisałem jakobym był za wprowadzaniem zakazów.Poniższe tak odebrałem. > Jeżeli chce się ograniczyć liczbę uzależnionych ludzi, trzeba bezwzględnie wszystkiego pozakazywać.> Pozdrawiam.Ja również pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | | Mateusz (879 punktów) | > Nie jestem regularną ćpawą, więc problem braku mnie nie dotyczy. Jakoś nie widziałem wśród znajomych żeby komuś brakowało i nie ważne czy to na miejscu czy na wyjeździe. Mamy zakaz, a spożycie jak było tak jest. Nie wydaje mi się, że po zalegalizowaniu nagle wszyscy rzucą się do sklepu. Będzie tak jak z alkoholem. Kto będzie chciał, ten będzie brał.No dobra, trzeba podać przykład. Otóż, jest sobie starowinka, lat dajmy na to 95. Po obejrzeniu reklamy coca coli w telewizji postanawia nadrobić stracone lata i zrobić wszystko na co kiedyś nie miała odwagi. Podejmuje decyzje. Chce spróbować narkotyków. Jak myślisz, czy łatwo jej będzie je dostać? Ile czasu zmarnuje? Gdyby były legalne i ogólnodostępne wystarczyłoby, że kupiłaby je w szpitalnym sklepiku, a tak... Zakładamy - ona nie ma znajomych, ani kontaktu ze znajomymi znajomych, w ogóle nikogo nie zna, bo wszyscy albo nie żyją albo są równie bezradni jak ona. Czy legalizacja nie dałaby możliwości tej wyalienowanej osobie zakupu narkotyków? > Zastanawiam się, wysilam, umysł wytężam i nie znam nikogo, kto by palił z lufki.Widać w Szczecinie jest inaczej niż u mnie. Tutaj lufki dominują. > To tak jak by zapytać czemu zamiast 1/2 litra nie wypić dwóch butelek. Odpowiedź jest bardzo prosta, więcej nie potrzebaKolejny przykład. Papierosy. Siedzi sobie facet, jest nałogowym palaczem. Musi mieć odpowiedni poziom nikotyny bo inaczej wariuje. Cena paczki papierosów 10 zł. Obiekt siedzi, trzyma papierosa w ręce, on spokojnie dymi. Dwa razy się zaciągnie, gniecie butem i wyciąga nowego. Dalej pali. Cena paczki 30 zł. Obiekt pali, nie wyciąga prawie filtru z ust, nie przestaje. Musi się napalić jednym papierosem, bo wie że ta paczka ma mu starczyć na cały dzień. Skończył, wypalił jednego papierosa, ma dość. Konkluzja? Gdy cena wynosiła dychę człowiek zużył w ciągu dnia 3 paczki papierosów, kiedy wzrosła 3-krotnie spalił tylko jedną. Teraz truizm. Kiedy spalił więcej tytoniu? > Jak się kupuje na piątki to wychodzi taniejHurtem jest zawsze taniej  > Poniższe tak odebrałem.> Jeżeli chce się ograniczyć liczbę uzależnionych ludzi, trzeba bezwzględnie wszystkiego pozakazywać.Całość wypowiedzi się liczy, nie wyrwany fragment. Czy to zdanie stwierdza o czyichś poglądach? Mówi li tylko, że jak się zamknie granice to liczba turystów spadnie
|
|
| | | | | |  | | Zyga (1539 punktów) | > No dobra, trzeba podać przykład. Otóż, jest sobie starowinka, lat dajmy na to 95.Raczej sobie nie wyobrażam naćpanej staruszki  > Kolejny przykład. Papierosy. Siedzi sobie facet, jest nałogowym palaczem. Musi mieć odpowiedni poziom nikotyny bo inaczej wariuje.> Cena paczki papierosów 10 zł. Obiekt siedzi, trzyma papierosa w ręce, on spokojnie dymi. Dwa razy się zaciągnie, gniecie butem i wyciąga nowego. Dalej pali.> Cena paczki 30 zł. Obiekt pali, nie wyciąga prawie filtru z ust, nie przestaje. Musi się napalić jednym papierosem, bo wie że ta paczka ma mu starczyć na cały dzień. Skończył, wypalił jednego papierosa, ma dość.> Konkluzja? Gdy cena wynosiła dychę człowiek zużył w ciągu dnia 3 paczki papierosów, kiedy wzrosła 3-krotnie spalił tylko jedną.> Teraz truizm. Kiedy spalił więcej tytoniu?TO tak nie działa, jeżeli chodzi o używki. Były papierosy po 3zł teraz są po prawie 10zł. Dla większości to nie jest powód, aby przestać palić, lub aby palić mniej.
|
|
| | | | | | |  | | Mateusz (879 punktów) | >TO tak nie działa, jeżeli chodzi o używki. Były papierosy po 3zł teraz są po prawie 10zł. Dla większości to nie jest powód, aby przestać palić, lub aby palić mniej.
Znam osoby, które rzuciły palenie, bo stało się zbyt drogie. Jednak działa:P
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Żeby było jasne, dla mnie absurdem jest obecny stan prawny panujący w Polsce. >Alkohol na przykład jest cacy, a marihuana już nie.
Z tym się zgadzam, ale reszta postu...
Spróbuj pomyśleć, dlaczego sprzedawcy ryzykują i łamią prawo, sprzedając narkotyki nieletnim.
Pozdrawiam.
doku
|
|
|  | | Mateusz (879 punktów) | >Z tym się zgadzam, ale reszta postu...
No, co jest z resztą postu? Napisałem, chyba rzeczy oczywiste. Wprowadzanie zakazów zazwyczaj zmniejsza zjawisko, do których się one odnoszą. Zasadność ich podtrzymywania jest inną sprawą.
>Spróbuj pomyśleć, dlaczego sprzedawcy ryzykują i łamią prawo, sprzedając narkotyki nieletnim.
Sprzedawcy narkotyków łamią prawo zawsze, gdy dopuszczają się transakcji i nie ma znaczenia czy ta druga osoba jest nieletnia. Poza tym motywem jest chęć zysku, jak to ma się do sensu mojej poprzedniej wypowiedzi?
Pozdrawiam.
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Sprzedawcy narkotyków łamią prawo zawsze, gdy dopuszczają się transakcji i nie ma znaczenia czy ta druga osoba jest nieletnia. Poza tym motywem jest chęć zysku, jak to ma się do sensu mojej poprzedniej wypowiedzi?
Tutaj kryje się kluczowe skojarzenie - to właśnie trzeba połączyć w umyśle, żeby zrozumieć zagadnienie. Zakaz sprzedaży nieletnim połączyć z niską, rynkową ceną narkotyków. Ileż razy widziałem, jak kioskarz odmawiał sprzedaży papierosów 20-latkowi tylko dlatego, że nie miał przy sobie dokumentów. Wyobraź teraz sobie, że na papierosy nie ma akcyzy, a za sprzedaż nieletnim grozi kara więzienia, a nie tylko grzywna. Pokaż mi dorosłego, który w takiej sytuacji kupi dla dziecka narkotyk, lub poczęstuje dziecko narkotykiem. Legalizacja narkotyków (i likwidacja akcyzy) skutecznie odetnie dzieci od możliwości uzależnienia się.
doku
|
|
6 na 6 | Marian (5438 punktów) | >Zauważmy, ze z racjonalnego punktu widzenia podział narkotyków na twarde i miękkie jest absurdem [...] Też tak uważam. Ja dzielę narkotyki raczej na (przepraszam, terminologia własna, może ktoś zna lepszą) psychoaktywujące (kofeina, amfetamina, itp.) i psychosupresujące (opiaty, etanol, itp.). O ile jestem w stanie sobie wyobrazić życie bez tych ostatnich (choć niektóre znajdują zastosowanie jako środki znieczulające w szczególnych przypadkach), to bez pierwszych raczej nie. Podczas pracy umysłowej bardzo często zdarza się, że nie można jej przerwać i kontynuować kiedy indziej, więc kofeina pomaga w takich sytuacjach zachować sprawność intelektualną przez dłuższy czas. Wynalazek sztucznego oświetlenia zaburzył tryb normalnego życia człowieka efektywnie znacznie wydłużając czas czuwania. Wydaje się, że organizm ludzki nie jest przystosowany do długotrwałego wysiłku, więc często żeby osiągnąć cel, trzeba się wspomagać tymi substancjami. Może warto wspomnieć, że teina zawarta w herbacie jest tą samą substancją, co kofeina (podobnie jak mateina zawarta w yerba mate), a jest to przecież bardzo popularny napój. Również przecież endorfiny, które serwuje nam własny mózg, działają bardzo podobnie do opiatów. Usunięcie narkotyków z naszego życia wydaje się być nierealne. Może lepiej nauczyć się z nimi żyć, tudzież nawet korzystać, jeśli prowadzi to do pozytywnych rezultatów.
Pozdrawiam.
|
|
 | 1 na 1 | Marian (5438 punktów) | >Ja dzielę narkotyki raczej na (przepraszam, terminologia własna, może ktoś zna lepszą) psychoaktywujące (kofeina, amfetamina, itp.) i psychosupresujące (opiaty, etanol, itp.). Ok, chwila google'owania i wikipediowania i chyba mam prawidłową terminologię: psychostymulanty (zwane też „uppers") i psychodepresanty („downers").
|
|
| stilgar (7322 punktów) |
>babcia robiła makowce, a coca cola miała w swoim składzie m.in. wyciąg z orzeszków cola i wyciąg z >liści coca.
Dalej ma. Gdzieś na przełomie XIX i XX w. opracowano metodę usuwania kokainy z wyciągu liści koki i coca-cola przestała być narkotykiem.
Co do reszty - podział narkotyków na miękkie i twarde uważam za uzasadniony - pod względem szybkości uzależniania i szkód które czyni dla uzależnionego - palacze tytoniu potrafią latami cieszyć się dobrym zdrowiem a nałóg nie wpływa za bardzo na ich życie, podczas gdy heroina potrafi zniszczyć człowieka w bardzo krótkim czasie.
Pomysł legalizacji popieram, ale z zakazem sprzedaży nieletnim oraz zakazem palenia w miejscach publicznych (tak samo jak jestem za zakazem palenia tytoniu w takich miejscach).
|
|
5 na 5 | Celtyk (3337 punktów) | Z jednej strony prawo, z drugiej ekonomia - baza jak najbardziej słuszna ale z punktu widzenia państwa. Jeśli patrzeć z punku widzenia obywatel już niekoniecznie... Dla obywatela jeden z w/w argumentów nie rzadko jest mało istotny, ale ważne są inne tu nie wymienione choćby osiągnięcie założonego celu nie zawsze przy wykorzystaniu środków akceptowanych przez prawo, ale akceptowanych przez społeczeństwo. Przy takim zestawieniu nasuwa mi się pytanie: Czy społeczeństwo jest zbyt liberalne, czy państwo zbyt ograniczone? Co do samych narkotyków to w postaci nieprzetworzonej przyroda daje nam do nich dostęp od tysiącleci i ludzkość korzysta z tego też od tysiącleci. Jeśli moja znajomość historii nie jest zbyt skąpa to zakazy korzystania z określonych używek pojawiły się bodaj w XIX w i to też pod naciskiem określonego lobby a nie z przyczyn racjonalnych. W ten sposób został zalegalizowany alkohol, który poza działaniem pożądanym dla delikwenta (dostarcza energię łatwo przyswajalnej postaci) posiada też działanie pożądane przez władzę - "ogłupia". I tak osiągnięto dwa efekty korzystne dla władzy. Państwo "doi" naród z kasy, a do tego pijany naród jest pokorny, bo nie potrafi zdroworozsądkowo myśleć. Osobiście jestem za legalizacją narkotyków, choć sam nie korzystam i nie zamierzam tego czynić nawet jak to będzie "legalne". I zamierzam też wyręczyć nasze "kochane" państwo z roli nauczyciela, bo nie chcę aby memu potomstwu wciskano ciemnotę na temat "niesamowitej" szkodliwości amfetaminy jednocześnie mówiąc, że alkohol szkodzi mniej  To czy wszystkie narkotyki powinny być dostępne tego nie wiem. Jednak uważam, że rozsądne używanie narkotyków dostępnych w przyrodzie w naturalnej postaci i stężeniu ludzkości nie wykończą. Co się tyczy uzależnień to sprawa jest bardziej skomplikowana..., albo bardzo prosta  Każdy z nas jest od czegoś uzależniony. Prozaicznie mówiąc jesteśmy uzależnieni od powietrza, wody, jedzenia, snu itd. Zaraz usłyszę zarzut, że to jest potrzebne do życia - zgoda, ale czy samo życie nie może być uzależnieniem . . .? Nie ma idealnych rozwiązań, więc uzależnienia będą występować niezależnie od tego, czy prawo będzie mniej czy bardziej liberalne a kary mniej czy bardziej rygorystyczne. Jakiś odsetek zawsze wpadnie w sidła nałogu, czy tego chcemy jako społeczeństwo, czy państwo, czy też nie. Natomiast ilość negatywnych zjawisk będzie tym mniejsza im świadomość całego społeczeństwa (a nie tylko specjalistów) będzie większa. Wszelkiego rodzaju zakazy, czy nakładanie niezasadnie wysokich podatków, czy akcyz na produkty będzie generowało "czarny" rynek a co za tym idzie również możliwość wystąpienia produktów złej jakości (co prawda legalnie działającym firmom też zdarza się nie rzadko świadomie wypuszczać jeszcze gorsze buble). W moim odczuciu podstawą do ułatwienia dostępu (bo tak można to nazwać) do narkotyków powinna być wcześniejsza edukacja społeczeństwa. Jednak edukacja powinna być rzetelna i poparta dowodami, a nie medialna ograniczająca się często do rzucania poprawnych politycznie haseł  . Młody człowiek jest ciekawy wszystkiego, ale też nie rzadko o wiele bardziej rozsądny niż by mogło się wydawać. Jednak takiego zachowania nie da się zbudować na medialnych wypaczonych hasłach, ale na rzetelnej wiedzy. Jeśli zmienimy tylko prawo a nie zadbamy o zmianę świadomości społecznej to faktycznie grozi nam narodowe uzależnienie nie tylko narkotyków....  Pozdrawiam
Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
|
|
| Zyga (1539 punktów) | >Zauważmy, że im wyższa jest marża dystrybutorów narkotyków, tym mają oni silniejsze motywacje, żeby częstować narkotykami i uzależniać od nich nowych klientów
Częstować? Takie rzeczy to tylko na filmach. Ludzie, z uśmiechem, częstują się sami, między sobą. Nikt nie musi (i nie chce) rozdawać "próbek".
|
|
| Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | >Do dzisiaj górale andyjscy na co dzień żują liście coca, tak jak ich ojcowie i >pradziadowie. ... które to liście mają tyle wspólnego z narkotykami, co ziemniak z wódą.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>Do dzisiaj górale andyjscy na co dzień żują liście coca, tak jak ich ojcowie i >>pradziadowie. >... które to liście mają tyle wspólnego z narkotykami, co ziemniak z wódą.
To dlaczego nie wolno nam hodować na działce maku?
doku
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|