 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-09-2009 02:29 | jackmartin (171 punktów) | Kocham katoliczkę
3 na 3 | Witam wszystkich serdecznie. To moj pierwszy wpis na forum i pierwsza proba nawiazania kontaktu z racjonalistami ta droga. Nie mam pojecia, czy wybralem wlasciwa rubryke? Sprobuje "wyplakac sie" w tym miejscu. Za wszelkie komentarze, wskazowki i rady juz teraz z gory dziekuje.
Mam cholerny problem, ktory spedza mi sen z oczu. Otoz od poltora roku jestem z kobieta, ktora bardzo kocham, z ktora chce zalozyc rodzine. Wszystko byloby o.k., gdyby nie fakt, ze jest wzorowa katoliczka przez duze k. Na poczatku wydawalo mi sie, ze to maly problem, ktory wspolnie jakos rozwiazemy. W miare uplywu czasu widze, ze problem rosnie, a mnie coraz bardziej meczy jej podejscie do tematu religii, boga itd.
Nie potrafie zrozumiec, jak inteligenta, mloda kobieta z wyzszym wyksztalceniem moze tak fanatycznie wierzyc w cos, co zostalo jej zaszczepione w dziecinstwie, a czego nie moze w zaden sposob zweryfikowac naukowymi metodami. Do tego dochodza jeszcze te zabobony, ktore doprowadzaja mnie do szalu. Niekiedy odnosze wrazenie, ze rozmawiam z 60-cio letnim moherem sluchajacym Radio M. Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!". Do jasnej cholery (przepraszam za wyrazenie, ale juz sama edycja tego tekstu podnosi mi cisnienie), dlaczego nie mozna zastanowic sie i spojrzec krytycznie na tego wszechmogacego? Kto kaze wiernym trzymac jezyk za zebami? To ostatnie pytanie jest oczywiscie ironiczne. Bog towarzyszy jej wszedzie: w pracy, w drodze, mijajac kosciol nastepuje obligatoryjne przezegnanie sie. Tu wisiorek, obok jakis krzyzyk, tam rozaniec. Tu symbol, tam modlitwa, a tu znak od boga. I tak w kolko.
Jesli jest ktos tutaj, kto znalazl sie w podobnej sytuacji, to prosze o krotka odpowiedz na nastepujace pytanie: Czy dalsze moje proby oswiecenia tej bardzo mi bliskiej i oddalonej od racjonalnego myslenia osoby maja jakies szanse? Zdaje sobie sprawe, ze nikt nie bedzie w stanie udzielic jednoznacznej odpowiedzi, ale juz sam fakt, ze podzielilem sie moim problemem z wami pomogl mi troche.
Ufff.... mowie wam, co to za walka! Nie zyczej jej nikomu, nawet katolikowi.
Dziekuje, ze przeczytaliscie moj post i pozdrawiam serdecznie,
jackmartin.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
20 na 20 | Meretseger (61860 punktów) | Odp: Kocham katoliczke | Ponieważ zerwanie znajomości z powodów emocjonalnych nie wchodzi w grę, pozostaje jedno: zrozumieć i zaakceptować odmienność światopoglądową. Na początek należy ustalić jasne zasady: Ty nie nawracasz jej, ona nie nawraca Ciebie. Ty nie każesz jej czytać Dawkinsa, ona nie każe Ci towarzyszyć sobie w kościele. Wypracowanie kompromisu nie jest aż tak trudne, jak może się wydawać. Gorzej będzie, gdy dojdzie do ślubu i dzieci, ale skoro piszesz, że kobieta jest inteligentna, to i w tym wypadku da się osiągnąć porozumienie. Wszystko zależy od tego, jak bardzo Tobie zależy na niej i jej na Tobie. Jeśli Twoja dziewczyna nie chce rozmawiać o Bogu, nie zmuszaj jej do tego. Nie inicjuj takich dyskusji. Chce nosić krzyżyk - niech nosi, chce mieć różaniec - proszę bardzo. Natomiast na ścianie w Waszym domu krzyż czy obrazek wisieć nie musi. Powiedz jej wyraźnie, że Ty nie wierzysz w istnienie Boga, ale jeśli jej jest to potrzebne, nie nakłaniaj jej do porzucenia religii. Wiem, że to może zadziałać, bo znam takie związki, w których jedna osoba jest wierząca, druga nie. Domowy spokój zależy od rozsądku i siły uczuć obu stron. Pozdrawiam serdecznie i powodzenia
|
|
6 na 6 | rudyment (3233 punktów) | Trudno coś doradzać w sprawie tak skomplikowanej, gdy się tak mało szczegółów zna. Ponieważ jednak zdarzyło się coś podobnego i mnie (dawno temu), i kilku moim znajomym, myślę, że sprawa się skończy najdalej za rok. Albo do końca życia będziesz żałować, że się nie skończyła...
Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
|
|
13 na 13 | szperacz (2861 punktów) | >Czy dalsze moje proby oswiecenia tej bardzo mi bliskiej i oddalonej od racjonalnego myslenia osoby >maja jakies szanse?
Szanse istnieją zawsze. Aby Cię pocieszyć powiem, że ja mam żonę (jeszcze), która jest świadkiem Jehowy! Katoliczka to mały pikuś - przepraszam, Pan Pikuś.
|
|
14 na 14 | Scorp (5381 punktów) | >W miare uplywu czasu widze, ze problem rosnie, a mnie coraz bardziej meczy jej podejscie do tematu >religii, boga itd.
No właśnie, rośnie. I to nie tylko w miarę upływu czasu, ale w miarę, jak zbliżacie się ku sobie, prawda? O czym to świadczy i do czego prowadzi?
Ano do tego, że kiedy wiedziony pragnieniem posiadania tej kobiety znajdziesz się w małżeńskich więzach, to zanim się zorientujesz, będziesz miał w domu dyktatora, moralnego i duchowego przywódcę oraz żołnierza idei w jednym. Takiego katolickiego dominatora. Idąc na ten układ, kładziesz głowę pod pantofel. Już teraz widać jak na dłoni zalążek nieusuwalnego konfliktu osobowości.
Jeżeli dzisiaj, jak piszesz, "o istnieniu Boga nie będzie dyskusji", to za czas jakiś może nie być dyskusji o tym, że należy zaakceptować wybór jednego z dzieci, kiedy zechce się poświęcić służbie Bogu i zostać zakonnicą, na przykład. W Twoim domu będzie decydował głos proboszcza. W starciu Twojej otwartej i rozumiejącej postawy z usztywnionym katolicyzmem nie masz wielkich szans. Nawet jeżeli Twoja wybranka pod Twoim wpływem oddaliłaby się od Kościoła, to na zawsze pozostanie jej poczucie straty czegoś pięknego, któremu Ty będziesz winien. Ale raczej nie licz na to. I na to też nie licz, że uzyskasz akceptację pozostawania w swoim grzechu. Katolicyzm nie pozwala na nią.
W sumie, jeżeli nie chcesz swoim dzieciom zafundować dożywotniego konfliktu, to daj sobie z nią spokój. Niech sobie znajdzie porządnego katolika, a Ty poszukaj sobie dziewczyny bez fiksacji. Wiadomo, że to co może Ci dać wybrany partner (myślę to też o uczuciach najszlachetniejszych i najpiękniejszych), może też dać Ci inny. A nawet wielu innych.
W rodzinie można stworzyć piękny związek (chyba o taki Ci chodzi), ale tworząc go nie może być nic takiego, z czym nie można by go pogodzić, albo byłoby od niego ważniejsze. -=-= Na marginesie: używaj polskich znaków i funkcji Podgląd. -
|
|
21 na 21 | Beatus (2528 punktów) | Witaj i ty. Chcesz dowiedzieć się jak stworzyć dobry związek mimo różnic światopoglądowych? Zapraszam do mojego domu.  Recepta: szacunek dla wolności wyboru drugiej osoby; zaufanie; otwarte i jasne komunikowanie o swoich poglądach i potrzebach; spokojne i dalekie od krytykanctwa przyjmowanie poglądów i komunikatów drugiej osoby; dużo ciepła i uśmiechu. Musisz też sam sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla ciebie najważniejsze w związku, czego oczekujesz? Kopii światopoglądowej własnej osoby? Dla mnie odmienność jest bogactwem o ile towarzyszy jej otwartość i akceptacja. Nie nawracaj swojej dziewczyny, postaraj się ją zrozumieć. Nie oczekuj, że ona przyjmie twoje poglądy, ale nalegaj aby zechciała je poznać i zaakceptować. > Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!".No bo nie ma. Nie ma też o nie istnieniu. Przyjmujesz jedno albo drugie. Obie teorie są niedowodliwe. > dlaczego nie mozna zastanowic sie i spojrzec krytycznie na tego wszechmogacego? Kto kaze wiernym> trzymac jezyk za zebami?Można, ale trzeba mieć do tego odpowiednie warunki. Jeśli mówisz "to głupota wierzyć w miłosiernego Boga, który ogniem i mieczem wojuje a na dodatek na świecie jest tyle zła!" - nie uzyskasz nic, poza nerwami i konfliktem. Możesz jednak powiedzieć: "Widzę tyle zła i niesprawiedliwości w świecie. Mówisz, że Bóg jest miłosierny. Jak godzisz te dwie sprawy, bo ja zupełnie nie potrafię ich pogodzić". To się generalnie nazywa komunikat "ja". W bibliotece znajdziesz niejedną książkę na ten temat. Mów za siebie, odpowiadaj za siebie. Nie za świat, ludzkość, nie jako nośnik jedynej i wszechogarniającej prawdy, jakakolwiek by ona nie była. W zadziwiający sposób taka metoda komunikowania zmusza naszego rozmówce do zajęcia podobnego stanowiska. Ja wierzę, ja jestem przekonany. I tu zaczyna się droga porozumienia, a kończy nawracania. > Jesli jest ktos tutaj, kto znalazl sie w podobnej sytuacji,10 lat praktyki. > to prosze o krotka odpowiedz na nastepujace pytanie:> Czy dalsze moje proby oswiecenia tej bardzo mi bliskiej i oddalonej od racjonalnego myslenia osoby> maja jakies szanse?Póki to jest twoim celem naczelnym - nie. Jeśli przestaniecie się przekonywać i zaczniecie poznawać - tak. Powodzenia
|
|
 | 6 na 6 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | > Witaj i ty. Chcesz dowiedzieć się jak stworzyć dobry związek mimo różnic światopoglądowych? Zapraszam do mojego domu.  > Recepta: szacunek dla wolności wyboru drugiej osoby; zaufanie; otwarte i jasne komunikowanie o swoich poglądach i potrzebach; spokojne i dalekie od krytykanctwa przyjmowanie poglądów i komunikatów drugiej osoby; dużo ciepła i uśmiechu.Oczywiście można podać przykłady związków, którym zasadnicze różnice światopoglądowe partnerów nie szkodzą, jednak jest to rzadkość. Wymaga od obu stron niezwykłej dojrzałości i umiejętności kompromisowego podejścia do drugiej osoby. Nie można od razu zdyskwalifikować miłości swojego życia tylko dlatego, że wyznaje zupełnie inne wartości niż niż my, z drugiej strony trzeba zdawać sobie sprawę, że wybiera się trudniejszą drogę przez życie. Zamiast jechać autostradą wybieramy krętą, górską ścieżkę. Obydwoma z tych dróg można dotrzeć do celu, oboma można wyjść na manowce... Ja i mój mąż jesteśmy niewierzący i tak jest lepiej, bo nie wiem, czy znalazłabym w sobie tyle siły, żeby przez całe życie akceptować, ignorować, pokrywać życzliwym uśmiechem poglądy, które są niezgodne z moimi przekonaniami. Poza tym prawdą jest, że to co na początku znajomości w drugiej osobie nas irytuje, to (jeśli nie można tego zmienić albo zupełnie zignorować), po latach związku staje się nie do wytrzymania. Masz jackmartin, trudny wybór. Nie spiesz się z małżeństwem, spróbujcie wcześniej wszystko sobie powiedzieć, podzielcie się swoimi wyobrażeniami na temat wspólnego życia i pozwólcie, żeby wszystko naturalnie się rozwinęło, w jedną albo drugą stronę. Chociaż jeśli mogę powiedzieć coś o moich odczuciach, to myślę, że sam fakt, że napisałeś ten post świadczy o tym, że wiesz, że małżeństwo z tą kobietą to nie jest najlepszy pomysł.
|
|
|  | 2 na 2 | Beatus (2528 punktów) | > Zamiast jechać autostradą wybieramy krętą, górską ścieżkę. Obydwoma z tych dróg można dotrzeć do celu, oboma można wyjść na manowce...Przygoda, przygoda - lubię kręte, nie przetarte szlaki i choruję na malusiego samuraja suzuki  A tak poważnie, wspólnie pokonywane przeciwności ponoć łączą mocniej niż powodzenia. Ważne aby to było wspólnie. > Ja i mój mąż jesteśmy niewierzący i tak jest lepiej, bo nie wiem, czy znalazłabym w sobie tyle siły, żeby przez całe życie akceptować, ignorować, pokrywać życzliwym uśmiechem poglądy, które są niezgodne z moimi przekonaniami.My tak nie robimy. Żywo interesuje nas pogląd drugiej osoby, ciekawość jej świata, którego samodzielnie nie moglibyśmy obmyślić. > Poza tym prawdą jest, że to co na początku znajomości w drugiej osobie nas irytuje...Racja, nie może być tak, że irytuje, bo będzie coraz gorzej. Pozdrawiam
|
|
 | 4 na 4 | Scorp (5381 punktów) | >>Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!".
>No bo nie ma. Nie ma też o nie istnieniu. Przyjmujesz jedno albo drugie.
A jakież to są powody, jeżeli można spytać Beatusie, takiego kategorycznego stanowiska że "nie ma dyskusji, no bo nie ma"??? Oprócz tego, że tego zakazuje Kościół? Jakaś klamra w umyśle? Z butelki z myślami niewyjęty korek? Przyjmij do wiadomości, że o wszystkim można sensownie dyskutować (nawet de gustibus, pomijając towarzyskie konwenanse), a o istnieniu i nieistnieniu wiadomego Obiektu dyskutuje się od tysiącleci, odkąd powstało to pojęcie. Nie słyszałaś o takiej dyskusji? Słyszałaś? - to nie mąć młodemu człowiekowi w głowie!
>Obie teorie są niedowodliwe.
Ale są bardzo dobrze uzasadnialne.
Ukłony! -
|
|
|  | | Beatus (2528 punktów) | >A jakież to są powody, jeżeli można spytać Beatusie, takiego kategorycznego stanowiska że "nie ma dyskusji, no bo nie ma"??? A no mój drogi Scorp z tej prostej przyczyny, że celem autora wątku nie jest uprawianie ze swą ukochaną filozofii Boga. Myśląc o uprawach należy rozróżniać katedrę od alkowy, co i tobie szczerze radzę. >Oprócz tego, że tego zakazuje Kościół? Jakaś klamra w umyśle? Z butelki z myślami niewyjęty korek? Przyjmij do wiadomości, że o wszystkim można sensownie dyskutować (nawet de gustibus, pomijając towarzyskie konwenanse), a o istnieniu i nieistnieniu wiadomego Obiektu dyskutuje się od tysiącleci, odkąd powstało to pojęcie. Nie słyszałaś o takiej dyskusji? Słyszałaś? - to nie mąć młodemu człowiekowi w głowie! Zastanawiam się co chciałeś osiągnąć tą wypowiedzią? Jaki dla odmiany jest twój cel? Wykrzyczałeś swoją niezgodę na poglądy odmienne od twoich własnych. Zaangażowałeś w to sporo emocji, które w jasny sposób w świetle pejoratywnym przedstawiają ukochaną autora. Tylko po co? Aby dowieść, że porozumienie między kochającymi się ludźmi o innych światopoglądach jest niemożliwe? Aby przekonać kogoś, że związek powinno się rozpoczynać od debat na tematy, których najtęższe umysły przez tysiące lat nie rozstrzygnęły? Czy sądzisz, że postawa którą proponujesz może doprowadzić do porozumienia? A może do przekonania? Do zmiany poglądu? Naturalnym jest dla człowieka, że jeśli mu powiesz: "Masz katolicką klamrę na umyśle, twoje myśli są jak butelka której nie da się odkorkować", itp wyżej wyrażone opinie - człowiek ten nie tylko nie zostanie przekonany do twoich racji, ale więcej - uzna że jesteś cokolwiek szalony. Absolutnie nie zgodziłabym się na kontynuowanie związku i budowanie przyszłości z człowiekiem, który ma o mnie taką opinię. Tak rozpoczynając relacje jak można liczyć na szacunek i zrozumienie, jakie są szanse na wspólne pokonywanie zwykłych ludzkich problemów? >>Obie teorie są niedowodliwe. >Ale są bardzo dobrze uzasadnialne. Jak dla kogo. Takie tematy można roztrząsać w związku, jasne że tak. Tylko aby było to efektywne musi jednocześnie być rozpatrywane w klimacie tolerancji, zaufania i szacunku. Dotyczy to zresztą również debat czysto partnerskich i niezaangażowanych emocjonalnie. No, chyba, że celem jest: powrzeszczeć i obrazić rozmówcę. Ja nie polecam, ale co kto lubi. Pozdrawiam
|
|
| |  | 4 na 4 | Scorp (5381 punktów) | >Zastanawiam się
Ja też się zastanawiam jakie założenia albo cechy umożliwiają Ci taki głos dyskusji? Czy jesteś naiwna, czy... no, poczułabyś się dotknięta, gdybym skończył to zdanie.
Mamy przypadek dwu osób. Jedno chce rozmawiać, drugie kategorycznie nie. 'Nie ma dyskusji'. Jak to rokuje w kwestii najważniejszego (Kołakowski) pytania, pytania o Boga? Być może pozostawienie na boku tej sprawy i codzienne 'przechodzenie do porządku dziennego' (co zdajesz się sugerować), jest jakimś rozwiązaniem, ale czy dobrym? Wygląda na to, że jesteś za pan brat z psychologią, więc powiedz: czy pozostawienie konfliktu jest lepszym rozwiązaniem niż praca nad nim i rozwiązywanie go?
>Wykrzyczałeś swoją niezgodę na poglądy odmienne od twoich własnych.
Nie na poglądy odmienne od własnych, nie bądź taka sprytna. Ciebie tylko przyłapałem na potwierdzeniu fałszywej tezy, że o istnieniu Boga nie ma dyskusji, a do młodego człowieka rzeczywiście krzyknąłem ostrzegawczo, żeby nie wiązał się z osobą z odchyleniem katolickim. Dlaczego?
-Bo ateizm albo powątpiewanie w istnienie Boga jest grzechem potępionym przez Kościół, a jego wybranka podlega nauce Kościoła. -Bo ona musi kochać Boga (tego wymaga wiara), a on nie będzie. To tak, jakby ona kochała swoją matkę (właściwe to jeszcze bardziej), a on tej matki nie uznawał, twierdził, że wątpliwe, czy istnieje i że jest raczej niepotrzebna. Jest konflikt, prawda? -Bo jej 'fanatyczna' wiara go dziwi, bo jej 'zabobony' doprowadzają go do szału. Uważasz, że chłopak przesadza?
A więc ten związek, zanim się na dobre wyruszy w podróż, będzie miał w bagażniku: potępienie poglądów i postępowania, konflikt uczuciowy i brak akceptacji. Można wierzyć (dodam: naiwnie), że te problemy dadzą się usunąć, ale bardziej prawdopodobne jest, że się zafiksują a na starość zakwitną. I po co kupować dom z taką hipoteką?
Jeżeli przyjrzysz się tej parze (może przeczytaj dokładnie jego post) i stwierdzisz, że te konflikty są nieznaczące albo usuwalne, to jesteś naiwna albo... mniejsza o to.
Jeżeli piszesz o 'tolerancji, zaufaniu i szacunku', to pamiętaj, że w Kościele, który steruje duchowo tą dziewczyną nie ma tolerancji dla grzechu. Grzech można unieważnić przy spowiedzi, ale nie tolerować. A on w jej oczach jest i będzie grzesznikiem. Zaufanie, piękna sprawa, ale katolik pokłada je w Panu, więc jak przy tym wygląda zaufanie do człowieka, który chętnie by wypchał Pana ze swojej dziewczyny, a na pewno życzy sobie mniejszej obecności tego Pana w życiu? A szacunek? Owszem, katolik ma szanować człowieka, nawet ateistę, ale nie wolno mu szanować grzechu powątpiewania, który ten młody człowiek już popełnia chcąc rozmawiać o istnieniu Boga.
W sumie, szanowny Beatusie, nie zastanawiaj się tak, co ja chcę osiągnąć 'wykrzykując swoją niezgodę', tylko zastanów się jak krótkowzroczne są Twoje rady dla tego chłopaka. Postępujesz jak dobra mamuśka, której radzi się córka, czy wyjść za Wojtka, którego ona kocha, ale Wojtek 'trochę pije'. 'Postaraj się go zrozumieć', mówi taka mamuśka i dodaje 'tolerancja', 'otwartość' i inne takie pieprzu-drepszu. Wyrazy w apostrofach są wyjęte z Twojego postu, Beatusie... Ukłony! -
|
|
| | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Ja też się zastanawiam jakie założenia albo cechy umożliwiają Ci taki głos dyskusji?Osobiste pozytywne doświadczenia, tzw. propagowanie dobrych praktyk, które może i nie mają tysiącletniej historii filozoficznej, ale tu i teraz są zwyczajnie skuteczne. > Czy jesteś naiwna, czy... no, poczułabyś się dotknięta, gdybym skończył to zdanieJeśli głupotą nazywasz dążenie do porozumienia i wiarę w człowieka - to tak jestem głupia i przy takiej definicji nie czuję się dotknięta epitetem. > Mamy przypadek dwu osób. Jedno chce rozmawiać, drugie kategorycznie nie. 'Nie ma dyskusji'.To jak z tą szklanką, dla ciebie do połowy pustą, a dla mnie pełną. Zauważ co znaczy nie ma dyskusji - ona go też nie przekonuje, ona z nim jest choć tak różnią się poglądami. Dla mnie to są wystarczające przesłanki aby mówić o porozumieniu i mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie. > Jak to rokuje w kwestii najważniejszego (Kołakowski) pytania, pytania o Boga? Być może pozostawienie na boku tej sprawy i codzienne 'przechodzenie do porządku dziennego' (co zdajesz się sugerować), jest jakimś rozwiązaniem, ale czy dobrym?Ja nic takiego nie proponowałam. Cały czas podkreślałam, że wszystko ma swój czas. Osiągnięcie oczekiwanego rezultatu wymaga cierpliwości i dyplomacji. Podporą tu ważną jest, że ci ludzie nie są sobie obojętni. > Wygląda na to, że jesteś za pan brat z psychologią,Nie Scrop, z życiem  > więc powiedz: czy pozostawienie konfliktu jest lepszym rozwiązaniem niż praca nad nim i rozwiązywanie go?j.w. > Nie na poglądy odmienne od własnych, nie bądź taka sprytna. Ciebie tylko przyłapałem na potwierdzeniu fałszywej tezy, że o istnieniu Boga nie ma dyskusji,Mój ty dyplomato. > a do młodego człowieka rzeczywiście krzyknąłem ostrzegawczo, żeby nie wiązał się z osobą z odchyleniem katolickim. Dlaczego?> -Bo ateizm albo powątpiewanie w istnienie Boga jest grzechem potępionym przez Kościół, a jego wybranka podlega nauce Kościoła.I pewnie dlatego są ciągle razem. > -Bo ona musi kochać Boga (tego wymaga wiara), a on nie będzie. To tak, jakby ona kochała swoją matkę (właściwe to jeszcze bardziej), a on tej matki nie uznawał, twierdził, że wątpliwe, czy istnieje i że jest raczej niepotrzebna. Jest konflikt, prawda?Czy ty żyjesz w wysokiej wieży? Taka postawa to rzadkość, skrajność, z którą nie mamy tu do czynienia, ponieważ gdybyśmy mieli ona nie spojrzałaby na niego lub nawracałaby go o czym autor nie wspomniał. > -Bo jej 'fanatyczna' wiara go dziwi, bo jej 'zabobony' doprowadzają go do szału. Uważasz, że chłopak przesadza?Uważam, że nie rozumie. > A więc ten związek, zanim się na dobre wyruszy w podróż, będzie miał w bagażniku: potępienie poglądów i postępowania, konflikt uczuciowy i brak akceptacji. Można wierzyć (dodam: naiwnie), że te problemy dadzą się usunąć, ale bardziej prawdopodobne jest, że się zafiksują a na starość zakwitną. I po co kupować dom z taką hipoteką?Bo lepiej spróbować niż całe życie żałować. Podkreślam, spróbować się dogadać, co nie jest równoznaczne z ślubem i pięciorgiem dzieci. > Jeżeli przyjrzysz się tej parze (może przeczytaj dokładnie jego post) i stwierdzisz, że te konflikty są nieznaczące albo usuwalne, to jesteś naiwna albo... mniejsza o to.Jak rozumiem ty swoją żonę/dziewczynę wybierałeś pod kontem światopoglądu. Mam nadzieję, że dobrze na tym wyszedłeś. > Jeżeli piszesz o 'tolerancji, zaufaniu i szacunku', to pamiętaj, że w Kościele, który steruje duchowo tą dziewczyną nie ma tolerancji dla grzechu.Panikujesz. > W sumie, szanowny Beatusie, nie zastanawiaj się tak, co ja chcę osiągnąć 'wykrzykując swoją niezgodę', tylko zastanów się jak krótkowzroczne są Twoje rady dla tego chłopaka.Przypomnę u mnie działają, od 10 lat - to kawał czasu. > Postępujesz jak dobra mamuśka, której radzi się córka, czy wyjść za Wojtka, którego ona kocha, ale Wojtek 'trochę pije'. 'Postaraj się go zrozumieć', mówi taka mamuśka i dodaje 'tolerancja', 'otwartość' i inne takie pieprzu-drepszu. Wyrazy w apostrofach są wyjęte z Twojego postu, Beatusie...Ty strasznie emocjonalny jesteś. A porównanie nie trafione. > Ukłony!I wzajemnie
|
|
| | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Jak rozumiem ty swoją żonę/dziewczynę wybierałeś pod kontem światopoglądu. Mam nadzieję, że dobrze na tym wyszedłeś.
Nie dogadamy się. Nawet fraza 'pod kontem' jest mi nieznana. A z żoną tak było, że to nie ja ją wybrałem, tylko ona mnie i dobrze na tym wyszedłem. I nie mieliśmy konfliktów światopoglądowych, mimo różnic.
Odmeldowuję się. Pozdrowienia! -
|
|
| | | | |  | | Beatus (2528 punktów) | > Nie dogadamy się. Nawet fraza 'pod kontem' jest mi nieznana.Wybacz konty, prondy i grzegżułki www.racjonalista.pl/forum.php/s,245606#w248060> A z żoną tak było, że to nie ja ją wybrałem, tylko ona mnie i dobrze na tym wyszedłem.To dopiero musi być charakterna kobita skoro jej uległeś  > Odmeldowuję się. Pozdrowienia!Ja również, powodzenia
|
|
8 na 8 | xarion (917 punktów) | > Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!". Paradoksalnie ma racje. Dyskusji zarówno o istnieniu, jak i nieistnieniu nie ma, gdyż jak wiemy - rzecz jest nieweryfikowalna empirycznie/naukowo... Pozostają kwestie światopoglądowe. Jeśli OBOJE jesteście dojrzali do kompromisu, to jakieś szanse na związek są. Mogę tu jedynie zrobić ukłon w stronę postu MERET...  Warunek KONIECZNY: światopoglądy pozostawiacie "na wycieraczce"... Dostrzegam jednak dwa zagrożenia: 1.Dążenie do wychowania (ewentualnego) potomstwa w "jedynie słusznym" duchu... 2.Postawienie boga na pierwszym miejscu (ta jakże ceniona cecha prawdziwego  katolika), czyli - innymi słowy - będziesz ZAWSZE na drugim miejscu w tym związku, a POMIĘDZY Wami - bóg... Właściwie nie zawsze, gdy pojawią się dzieci - awansują na drugie (bo razem z mamą do kościółka), a Ty spadasz na trzecie...(ale to tylko tak pro forma - z rodzina się nie rywalizuje...no chyba że jest to "rodzina" ojca dyrektora...  ) Pozdrawiam.
"Rozmyślanie o śmierci - jest rozmyślaniem o wolności" - Jim Morrison
|
|
 | | Scorp (5381 punktów) | >>Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!". > Paradoksalnie ma racje. Dyskusji zarówno o istnieniu, jak i nieistnieniu nie ma, gdyż jak wiemy - rzecz jest nieweryfikowalna empirycznie/naukowo...
A skąd wiemy, że coś jest nieweryfikowalne naukowo, skoro nie da się naukowo zweryfikować? W Twoim ujęciu to jest założenie metafizyczne, pozanaukowe, a jeżeli tak to nie mów, że 'wiemy'.
A po drugie dyskusja o problemach nieweryfikowalnych może być też bardzo owocna, ponieważ kiedy jest rzetelnie prowadzona, to zmusza do docierania do granic wiedzy. Ba! dyskusja o problemach nierozwiązywalnych jest najciekawsza.... -
|
|
13 na 13 | Adamiak (36436 punktów) | > Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!". A jest? > Czy dalsze moje proby oswiecenia tej bardzo mi bliskiej i oddalonej od racjonalnego myslenia osoby maja jakies szanse? Powymądrzam się trochę cytatami, by otwartych drzwi nie wyważać. Jak Twoje, powyższe pytanie ma się do: Nie kocham cię za to kim jesteś, ale za to jaki jesteś kiedy przebywam z tobą, Marquez'a? Piszesz, że ją kochasz, więc po co chcesz ją zmieniać? - spytałby noblista Gabriel Garcia. By kochać mocniej? Przecie piszesz, że bardzo kochasz - okłamujesz sam siebie? Bo chyba nie liczysz na to, że ktoś Cię przekona do miłości "mimo wszystko".  Próbujesz ją "oświecać", ale równie dobrze Ona mogłaby oświecić Ciebie, chyba, że znasz Prawdę, co troszkę zgrzytnęłoby w kontekście- inteligentnego poniekąd- posta.  Uważam, że trwałość związku jest implikacją bilansujących się, dynamicznie zmiennych relacji emocjonalnych, przy dominującej roli chęci bycia razem, czyli dostrzeganiu korzyści przez obie strony układu. Czyli grą, w którą partnerzy chcą grać. Więc jeśli macie chęć być ze sobą, to i tak będziecie, bo: miłość to zwycięstwo wyobraźni nad inteligencją, jak gada Anonim. Pozostanie tylko (jednostronna?) modlitwa, by inteligencja nie wygrała w tym, chińskim teście na wytrzymałość.  > Zdaje sobie sprawe, ze nikt nie bedzie w stanie udzielic jednoznacznej> odpowiedzi... Przymknę oko na tę... nieufność, bo tłumaczy Cię fakt, że mnie nie znałeś.  Przecież piszę zupełnie jednoznacznie, że warto spróbować, bo miłość (i tak) jest egoizmem we dwoje, jak słusznie zauważyła Anne Louise Germaine de Staël - Holstein, oraz wysiłkiem, jaki czyni mężczyzna, aby zadowolić się tylko jedną kobietą, wg oceny nie tylko P. Geraldy'ego. Od siebie dodam: czym ryzykujesz? Tylko tym, że zdobędziesz doświadczenie, którego byś nie doświadczył robiąc coś innego z kimś innym, a w życiu przydaje się całe życie. Jeśli więc chcesz grać, to graj - ja na ogół robię to, co chcę, a gra się i tak nie inaczej, niż przeciwnik pozwala. > ... juz sama edycja tego tekstu podnosi mi cisnienie)... Mnie też, ale ze względu na brak "ogonków" wymaganych § 10. pkt e. Regulaminu. Miłego dnia.  P.S. > Ufff.... mowie wam, co to za walka! Nie zyczej jej nikomu, nawet katolikowi. Moja żona jest katoliczką. P.S.2. Była żona.  Edycja zainspirowana postem Beatus - referencje: 25 lat praktyki. .
|
|
 | | Scorp (5381 punktów) | >>Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!". > A jest?
A nie zauważyłeś takiej dyskusji na tym forum? -
|
|
|  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >>>Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!". >> A jest? >A nie zauważyłeś takiej dyskusji na tym forum? "O istnieniu Boga"? Nie. Jest sporo dywagacji nad sposobami wiary w taką opcję, lub jej braku.
|
|
6 na 6 | jackmartin (171 punktów) | Minęło osiem godzin, a tutaj tyle odpowiedzi! Co za forum, jaka aktywność! Jestem bardzo miło zaskoczony. Dziękuję serdecznie za wszystkie wskazówki. Prawie wszystkie z nich dają mi sporo do myślenia i z pewnością pomogą mi na dalszej drodze.
Przepraszam za brak znaków diakrytycznych w moim pierwszym wpisie. Rzadko używam polskiej klawiatury i brakuje mi wprawy, bo większość tekstów pisze w innym języku, ale to się zmieni.
jackmartin
|
|
 | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | > Minęło osiem godzin, a tutaj tyle odpowiedzi! Przepraszam, ale trochę mi się zasnęło. > Co za forum, jaka aktywność! Bo to niedziela, większość Luminarzy jeszcze śpi, ale przepraszam raz jeszcze tylko za siebie.  > Jestem bardzo miło zaskoczony. Aaaa! To mów, że mile!  > Dziękuję serdecznie za wszystkie wskazówki. To nie są wskazówki, tylko informacje, które jakoś sobie zmielisz. > Prawie wszystkie z nich dają mi sporo do myślenia i z pewnością pomogą mi na dalszej drodze. Nie przesadzaj - wszystko od urodzenia pomaga umrzeć.  Ale dzięx. [skromny] > Przepraszam za brak znaków diakrytycznych w moim pierwszym wpisie. Bywa, luuuzik. > Rzadko używam polskiej klawiatury i brakuje mi wprawy, bo większość tekstów pisze w innym języku, ale to się zmieni. Dedykujemy to uczestniczce spray.  Plus na nową drogę życia.  > jackmartin Juruś.
|
|
11 na 11 | Racjonalistka (711 punktów) | Odpowiem Ci jako kobieta, mężatka, matka dwójki dzieci, ateistka.
Jestem w zwiazku z ateistą i było to pierwsze pytanie jakie zadalam mojemu przyszłemu mężowi. Nie chcialam tracić czasu na wierzących. Pisanie o komprosmisie w związku, który zawłaszcza prawie wszystkie elementy Twojego życia (dzieci, czas wolny, seks) w kwestii tak istotnej jak światopogląd jest idealizowaniem. Po prostu nie będziesz szczęśliwy z nią. Jak przyjdzie czas wychowywania dzieci napotkasz sie na taki opór z jej strony, że nie dasz sobie z tym rady, czas wolny będzie rozwalony np. pójściem do kościoła, a Twoje ewentualne fantazje seksualne będą prawdopodobnie przyjmowane z rezerwą a być może agresją. Nie znam Cię ale wierz mi ,że autentycznie zatroszczyłam się o Ciebie. I powiem brutalnie za co kochasz tę kobietę - bo przecież milość jest uczuciem którym obdarzamy wyjątkowych ludzi. A otwartość i umiejętność wyciągania wniosków z faktów są cechami, które są preferowane przez ateistów (generalizując). Moja rada - nie wiąż się z nią - teraz jest jeszcze czas na wycofanie sie z potencjalnie bardzo nieudanego związku.
Nie sztuką jest zgasić pożar, sztuką jest mu zapobiec.
|
|
kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | A jak układa się wam tzw. pożycie seksualne? Czy fanatyzm religijny twojej dziewczyny w tym aspekcie związku też się przejawia negatywnie?
No bo wiesz, jeśli jedyne co wolno, to seks w piżamkach w pozycji misjonarskiej i tylko w "dni płodne", to prędzej czy później, ale raczej prędzej zaczniesz szukać poza związkiem tego wszystkiego, czego w nim brakuje.
A jeśli ona w ogóle czeka z "tymi rzeczami" do nocy poślubnej, to uciekaj od niej gdzie pieprz rośnie!
PS Ja też jestem w związku z katoliczką, na szczęście niemającą ciągot misjonarskich, dzięki czemu nie mamy żadnych problemów ze ścierającymi się światopoglądami.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
 | | jackmartin (171 punktów) | Pod tym względem jest jak najbardziej świetnie. Tutaj mogę wręcz powiedzieć, ze w moja kobietę wstępuje diabeł
|
|
|  | 3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > Pod tym względem jest jak najbardziej świetnie. Tutaj mogę wręcz powiedzieć, ze w moja kobietę wstępuje diabeł Czyli nie jest taką fanatyczką, jak ją malujesz, a jedynie zwykłą katolicką hipokrytką.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
|  | 3 na 3 | Marta T. (436 punktów) | > Pod tym względem jest jak najbardziej świetnie. Tutaj mogę wręcz powiedzieć, ze w moja kobietę wstępuje diabeł  No, czyli "katoliczka" jakich wiele w tym kraju. Do łóżeczka owszem, czemu nie, tutaj mają własne sumienie, które im na to pozwala, ale reszta musi być "po bożemu". Przeżyłam coś takiego, drugi raz nie zamierzam, bo to jest g****, a nie wiara. Czasem taka osoba na dodatek jeszcze uważa się za lepszą, przez to, że wierzy... No to wtedy to już jest porażka po całości...
|
|
2 na 2 | Ray31 (694 punktów) | Witaj. Nim ustosunkuję się do twojej wypowiedzi poniżej cytuję Tobie moją wypowiedź zamieszczoną niedawno na forum. Zapoznaj się z nią:
"Niestety... w moim przypadku się spóźniłeś... Jestem już niestety Żonaty... Dlaczego niestety? Otóż dlatego, ze gdybym dzisiaj szukał życiowej partnerki to szukałbym przede wszystkim osoby o światopoglądzie zbliżonym do mojego (minimum Agnostyczki, a najlepiej Ateistki). I z własnych-niebyt miłych doświadczeń radzę zrobić to samo wszystkim wolnym-nieżonatym-niezamężnym... O ile jeszcze w małżeństwie gdy nie ma dzieci można w tych kwestiach dojść do jako takiego porozumienia (Ty chodzisz do kościoła, a ja nie muszę... Ty nie zmuszaj mnie do chodzenia, a ja Tobie bronił tego nie będę), o tyle gdy pojawiają się dzieci to zaczyna się horror... Moja Żona rozpętała piekło, aby przybliżyć naszemu dziecku niebo... To znaczy aby go ochrzcić... A to dopiero początek dalszych problemów... Pozdrawiam."
Pozwól teraz, że uzupełnię powyższą wypowiedź. Związek z katoliczką to ciągła "walka". Walczysz już teraz - sam tak stwierdziłeś ("ach co za walka")- ale po ślubie to będzie niekończąca się wojna... Teraz traktujesz to inaczej bo w każdej chwili możesz odejść-po ślubie będzie to trudniejsze. Słowem czeka Cię horror... i żadna miłość nie jest tego warta.. Uwierz mi-podtrzymuję całość mojej wcześniejszej wypowiedzi... jeśli chcesz mieć spokój... i szansę na szczęście to uciekaj z tego związku. To przegrana sprawa... i przegrane życie. Sam-gdyby nie dziecko-zrobiłbym to samo... niestetyPolak mądry po szkodzie. Pozdrawiam i życzę uniknięcia mojego błędu.
|
|
 | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Sam-gdyby nie dziecko-zrobiłbym to samo Dla dobra dziecka fundujesz mu wzrastanie z rodzicami pałającymi do siebie co najmniej niechęcią?
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
|  | | apostata31 | Tak... bo wiem, że zostawiając je zostanie zindoktrynowane przez Mamę, dziadków i kler... Nie oceniaj sytuacji po małej ilosci faktów, które udostępniłem. W swoim czasie może odejdę...ale tym razem wybiorę najbardziej optymalny czas.
|
|
| |  | 4 na 4 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Tak... bo wiem, że zostawiając je zostanie zindoktrynowane przez Mamę, dziadków i kler... Tymczasem w pojedynkę udaje ci się je uchronić przed tą indoktrynacją?
>Nie oceniaj sytuacji po małej ilosci faktów, które udostępniłem. To mam ją oceniać na podstawie faktów, których nie udostępniłeś?
>W swoim czasie może odejdę...ale tym razem wybiorę najbardziej optymalny czas. Wolna twoja wola.
Po prostu nie cierpię, gdy dorosły człowiek zwala odpowiedzialność na dziecko. Tak jak żony alkoholików, kobiety bite przez mężów trwają w wyniszczających je i ich dzieci związkach tłumacząc to "dobrem dzieci".
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
| | |  | 2 na 2 | Ray31 (694 punktów) | Czy uda mi się je uchronić tego nie wiem... ale sama obecność ateisty w domu da mu w swoim czasie do myślenia... Natomiast jeżeli będzie wychowywany wśród jedynie słusznie myślących to raczej nie da się mu pomóc...
>To mam ją oceniać na podstawie faktów, których nie udostępniłeś?[/color]
Na twoim miejscu uważałbym z ocenianiem na podstawie niepełnego obrazu i tyle. Łatwo jest popełnić błędy.
>Wolna twoja wola.
To akurat wiem. Dlatego jestem Ateistą i Apostatą.
>Po prostu nie cierpię, gdy dorosły człowiek zwala odpowiedzialność na dziecko. Tak jak żony alkoholików, kobiety bite przez mężów trwają w wyniszczających je i ich dzieci związkach tłumacząc to "dobrem dzieci".
Ależ ja wcale na niego nie zwalam odpowiedzialności... Masz dzieci? Pewnie nie. Nie chcę go po prostu zostawić samego. W końcu jestem jego ojcem. A jak myślisz-komu w Polsce przyznają opiekę nad dzieckiem?? Matce Katoliczce czy Ojcu Ateiście? Jak sądzisz- czy Matka Katoliczka nie będzie utrudniała temuż ojcu kontaktów z dzieckiem gdy Ojciec zacznie rozmawiać na tematy sprzeczne "z jedyną słuszną linią myślenia"???
|
|
| | | |  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Masz dzieci? Pewnie nie. Ktoś tu napisał: "Nie oceniaj sytuacji po małej ilosci faktów, które udostępniłem." A teraz ten sam ktoś ocenia sytuację na podstawie zerowej ilości faktów.
>A jak myślisz-komu w Polsce przyznają opiekę nad dzieckiem?? Matce Katoliczce czy Ojcu Ateiście? W moim przypadku sąd przyznał jednakie prawa do opieki nad dzieckiem obojgu rodzicom, przy czym na miejsce zamieszkania dziecka wyznaczył miejsce zamieszkania ojca, czyli moje. Tak więc widzisz - nie zawsze warto wierzyć stereotypom.
>Jak sądzisz- czy Matka Katoliczka nie będzie utrudniała temuż ojcu kontaktów z dzieckiem gdy Ojciec zacznie rozmawiać na tematy sprzeczne "z jedyną słuszną linią myślenia"??? Po raz kolejny mam wrażenie, że tobie nie chodzi wcale o dobro dziecka, ale wyłącznie o to, żeby dziecko zostało wychowane zgodnie z twoim światopoglądem.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Ray31 (694 punktów) | >Ktoś tu napisał: "Nie oceniaj sytuacji po małej ilosci faktów, które udostępniłem." A teraz ten sam ktoś ocenia sytuację na podstawie zerowej ilości faktów.
Punkt dla Ciebie. Poniosło mnie. Przepraszam.
>W moim przypadku sąd przyznał jednakie prawa do opieki nad dzieckiem obojgu rodzicom, przy czym na miejsce zamieszkania dziecka wyznaczył miejsce zamieszkania ojca, czyli moje.
Gratuluję... Ale ja nie liczę na tyle szczęścia.
>Po raz kolejny mam wrażenie, że tobie nie chodzi wcale o dobro dziecka, ale wyłącznie o to, żeby dziecko zostało wychowane zgodnie z twoim światopoglądem.
Zdefiniuj mi najpierw "dobro dziecka". Bo to bardzo względne. Z mojego punktu widzenia jego dobrem będzie uratowanie go przed indoktrynacją religijną. Z punktu widzenia jego Matki zgoła coś wręcz przeciwnego. Obie strony mogą przedstawić argumenty na poparcie swojej wizji "dobra dziecka". A Ty możesz jeszcze przedstawić kolejną. I każde z nas będzie miało pewnie po trosze racji.
|
|
 | 3 na 3 | Autografka (10638 punktów) |
> Pozwól teraz, że uzupełnię powyższą wypowiedź. Związek z katoliczką to ciągła "walka". Walczysz już teraz - sam tak stwierdziłeś ("ach co za walka")- ale po ślubie to będzie niekończąca się wojna... Teraz traktujesz to inaczej bo w każdej chwili możesz odejść-po ślubie będzie to trudniejsze. Słowem czeka Cię horror... i żadna miłość nie jest tego warta.. Uwierz mi-podtrzymuję całość mojej wcześniejszej wypowiedzi... jeśli chcesz mieć spokój... i szansę na szczęście to uciekaj z tego związku. To przegrana sprawa... i przegrane życie. Sam-gdyby nie dziecko-zrobiłbym to samo... niestetyPolak mądry po szkodzie. Pozdrawiam i życzę uniknięcia mojego błędu.Rozwiódłbyś się z żoną z powodu czegoś, co nie istnieje? Więcej luzu.  A dzieci czerpią głównie z przykładu, który dają im rodzice (oboje), więc nie powinny wyrosnąć na szczególnie wierzących katolików, mając niewierzącego ojca. Pod warunkiem wszakże, że będą widziały szacunek Twojej żony do Ciebie i Twoich poglądów. Fanatyczny ateizm w zdobyciu tego szacunku Ci w tym nie pomoże.
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
|  | | apostata31 | Łatwo Tobie mówić...Jeśli jesteś MATKĄ to najpewniej ojciec dzieci dał obie wolną rtękę w ich wychowaniu-nawet je sli jest Katolikiem. Ale tutaj nie chodzi o mnie-tutaj chodzi o bezbronny umysł mojego dziecka. Dlatego nie mów mi o luzie. Gdy nie było dziecka jej wiara bądź i nie generalnie nie miały znaczenia dla mnie. Ale wiem, że im dalej w las tym więcej drzew.Na przykładzie własnego życia z osobą o odmiennych poglądach.
|
|
| |  | 1 na 1 | Autografka (10638 punktów) | > Łatwo Tobie mówić...Jeśli jesteś MATKĄ to najpewniej ojciec dzieci dał obie wolną rtękę w ich wychowaniu-nawet je sli jest Katolikiem. Ale tutaj nie chodzi o mnie-tutaj chodzi o bezbronny umysł mojego dziecka. Dlatego nie mów mi o luzie. Gdy nie było dziecka jej wiara bądź i nie generalnie nie miały znaczenia dla mnie. Ale wiem, że im dalej w las tym więcej drzew.Na przykładzie własnego życia z osobą o odmiennych poglądach.Ja jednak myślę, że nie jest tak łatwo zindoktrynować drugiego człowieka, gdy pokazuje mu się dwa różne przykłady podejścia do spraw wiary. Mogę tak twierdzić tylko w oparciu o małżeństwo jakie znam, moich dziadków. Żadne z dzieci nie przywiązuje szczególnego znaczenia do wiary, co prawda ochrzcili swoje dzieci, ale są funkcjonalnymi ateistami. Możesz powiedzieć, że to hipokryzja, ale nie każdy jest walczącym ateistą. I jeszcze o indoktrynacji - Twoja żona pewnie tak samo myśli o Tobie, jak Ty o niej. Problem w tym, że nie bardzo widzę tu pole do zawarcia kompromisu. Ktoś musi ustąpić. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
| | |  | 2 na 2 | Ray31 (694 punktów) | > Ja jednak myślę, że nie jest tak łatwo zindoktrynować drugiego człowieka, gdy pokazuje mu się dwa różne przykłady podejścia do spraw wiary. Mogę tak twierdzić tylko w oparciu o małżeństwo jakie znam, moich dziadków. Żadne z dzieci nie przywiązuje szczególnego znaczenia do wiary, co prawda ochrzcili swoje dzieci, ale są funkcjonalnymi ateistami. Możesz powiedzieć, że to hipokryzja, ale nie każdy jest walczącym ateistą.I dlatego w tym kraju jest jak jest. Wielu ateistów postępuje tak jakby wierzyli przynajmniej na pokaz chrzcząc dzieci i wysyłając je na religię. Bo tak łatwiej i wygodniej. Niech inni zmieniają świat i nadstawiają karku. A kościół ma wtedy argumenty aby naciskać na polityków-bo przecież 95 % narodu to katolicy. > I jeszcze o indoktrynacji - Twoja żona pewnie tak samo myśli o Tobie, jak Ty o niej. Problem w tym, że nie bardzo widzę tu pole do zawarcia kompromisu. Ktoś musi ustąpić.  A dlaczego rozum ma zawsze ustępować ślepej wierze? Czy to normalne? Dlaczego mam w ogóle zezwalać na niszczenie pięknego umysłu dziecka bajeczkami schizofreników? Zgodnie z twoją myślą ja też nie widzę tutaj pola do zawarcia kompromisu... Dlatego założycielowi tematu poradziłem jak poradziłem. Poza tym powiem Tobie jeszcze coś-z katolikami trudno zawierać kompromisy... od kompromisów się zaczęło i mamy już państwo quasi-wyznaniowe. Dam Tobie przykład zawarcia kompromisu z mojego małżeństwa-kompromisu z wykształconą Katoliczką: ja udam się do kościoła na chrzest dziecka-biernie jako figurant dla uniknięcia konfliktu z dziadkami. A Ona nie będzie stroiła "foszków" gdy dokonam apostazji. Do kościoła poszedłem.... a Ona zamieniła dom w piekło gdy złożyłem akt apostazji w parafii... i jakoś zapomniała o zawartej wcześniej umowie... i kompromisie. Tak wygląda zawieranie kompromisów z katolikami.
|
|
| | | |  | | Autografka (10638 punktów) | > >Ja jednak myślę, że nie jest tak łatwo zindoktrynować drugiego człowieka, gdy pokazuje mu się dwa różne przykłady podejścia do spraw wiary. Mogę tak twierdzić tylko w oparciu o małżeństwo jakie znam, moich dziadków. Żadne z dzieci nie przywiązuje szczególnego znaczenia do wiary, co prawda ochrzcili swoje dzieci, ale są funkcjonalnymi ateistami. Możesz powiedzieć, że to hipokryzja, ale nie każdy jest walczącym ateistą.> I dlatego w tym kraju jest jak jest. Wielu ateistów postępuje tak jakby wierzyli przynajmniej na pokaz chrzcząc dzieci i wysyłając je na religię. Bo tak łatwiej i wygodniej. Niech inni zmieniają świat i nadstawiają karku. A kościół ma wtedy argumenty aby naciskać na polityków-bo przecież 95 % narodu to katolicy.Tak zawsze jest. Nie tylko jeżeli chodzi o wiarę, czy niewiarę. Taka jest po prostu ludzka natura, że jeżeli coś bardzo, ale to naprawdę bardzo nie "gniecie", to większość będzie trwać w stanie obecnym. Bardzo rzadko i tylko w wyjątkowych sytuacjach, udaje się zaciągnąć lud na barykady (jakiekolwiek).  > A dlaczego rozum ma zawsze ustępować ślepej wierze? Czy to normalne? Dlaczego mam w ogóle zezwalać na niszczenie pięknego umysłu dziecka bajeczkami schizofreników?Jak już napisałam poprzednio - nie wierzę w zbyt łatwą indoktrynację. To już Twoja głowa w tym, żeby dzieciak wiedział, że na religii opowiadają bajeczki. Nie wiem ile Twoje dziecko ma lat, ale jeśli jest jeszcze małe, to Mikołaja mu nie zabieraj.  O to właśnie chodzi, żeby z wiary w Boga wyrosło w ten sam sposób. > Zgodnie z twoją myślą ja też nie widzę tutaj pola do zawarcia kompromisu... Dlatego założycielowi tematu poradziłem jak poradziłem. Poza tym powiem Tobie jeszcze coś-z katolikami trudno zawierać kompromisy... od kompromisów się zaczęło i mamy już państwo quasi-wyznaniowe. Dam Tobie przykład zawarcia kompromisu z mojego małżeństwa-kompromisu z wykształconą Katoliczką: ja udam się do kościoła na chrzest dziecka-biernie jako figurant dla uniknięcia konfliktu z dziadkami. A Ona nie będzie stroiła "foszków" gdy dokonam apostazji. Do kościoła poszedłem.... a Ona zamieniła dom w piekło gdy złożyłem akt apostazji w parafii... i jakoś zapomniała o zawartej wcześniej umowie... i kompromisie. Tak wygląda zawieranie kompromisów z katolikami.Nie jestem pewna, czy problem dotyczy katolików, czy po prostu relacji w Waszym związku. Małżonkowie powinni się wspierać. Twoja żona nie udzieliła Ci wparcia. Zauważ jednak, że dla niej było to większe wyzwanie, niż dla Ciebie. edit: Tak mi się jeszcze nasunęło, że teraz, kiedy Twoja żona stała się żoną apostaty, nie będzie już mogła być traktowana jako pełnoprawna dewotka. Inne będą patrzeć na nią podejrzliwie i w końcu zrozumie, że nie można im ufać. Jet szansa, że jej wiara złagodnieje. 
Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
|
|
10 na 10 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Za wszelkie komentarze, wskazowki i rady juz teraz z gory dziekuje.
Moja rada jest prosta: im prędzej się rozstaniecie, tym mniej będzie bolało.
doku
|
|
6 na 6 | plodzien (7378 punktów) | Zwrócę Ci uwagę na jeden jeszcze aspekt, nie poruszony dotychczas przez żadnego z rozmówców. Jak wiadomo, wśród katolików powszechny jest pogląd, że ateiści to zwierzęta przywiązujące dużą wagę do zachcianek różnego rodzaju. Katolicy z kolei to ludzie, którzy przez dwa tysiące lat opluwania wszelkich przyjemności życia, mają już zapewne genetycznie uwarunkowany wstręt do czynienia życia przyjemnym lub przynajmniej chęć do umartwiania się. Twierdzą przecież - i to tkwi w nich często w sposób nie do końca uświadomiony - że tym różni się człowiek od zwierzęcia, iż potrafi odmówić sobie wielu rzeczy. Wiele katoliczek w okresie wielkiego postu ślubuje na przykład, że powstrzymają się od spożywania słodyczy pod wszelkimi postaciami. Skąd wiesz czy przed Bożym Narodzeniem lub Wielkanocą Twoja żona nie przyjdzie z kościoła i nie oznajmi, że przez najbliższe dwa miesiące nie będzie w domu żadnego mlaskania z zachwytu nad ciastem, ssania cukiereczków i oblizywania lizaków? Spać będzie obok Ciebie, a Ty noc w noc płonąć będziesz jeszcze na długo przed tym, zanim trafisz do piekła. Z powodu ślubowania - taka kobieta gotowa zrezygnować nawet z upieczenia świątecznych mazurków, odcinając chłopa od tak ulubionego zajęcia jak wylizywanie makutry po wyrobieniu ciasta. A po mszy wielkanocnej nie zaprosi Cię do kawiarni i ciastka nie zamówi, ani loda nie postawi.
Pozdrawiam
|
|
1 na 3 | morizt (1059 punktów) | Milosc przychodzi i odchodzi a poglady, z wiekiem staja sie coraz bardziej konserwatywne . Zwiazek jest latwiejszy osobom o podobnych pogladach w kwestiach tak zasadniczych jak stosunek do wiary. Jesli juz teraz macie tak odmienne poglady to lepiej sie zastanowic co bedzie pozniej, gdy pojawia sie dzieci i wszystko to wiaze sie z ich wychowaniem.Krotkop piszac na dlusza mete zle to wszystko rokuje.
|
|
 | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Krotkop piszac na dlusza mete zle to wszystko rokuje. Jak niechęć do ortografii. Minus.
|
|
2 na 2 | NdwZ (265 punktów) | Nie mam może (a raczej na pewno  ) wielkiego doświadczenia w tej materii jednak mam nadzieję że pomogę Ci przytaczając pewną sentencje: "Nie kocha się za coś, tylko mimo czegoś" Oraz tak krótko od siebie że związek nie polega na "urabianiu" drugiej połówki aby była idealna (dla nas) tylko na byciu ze sobą takimi jakimi jesteśmy. Wiadomo że konieczne są też nie raz pewne kompromisy, ale kompromisy a nie podporządkowywaniu się drugiej osobie. "Związek to sztuka bycia razem i jednocześnie osobno"
|
|
 | 2 na 2 | M.M.M (1158 punktów) | > Nie mam może (a raczej na pewno ) wielkiego doświadczenia w tej materii jednak mam nadzieję że pomogę Ci przytaczając pewną sentencje:> "Nie kocha się za coś, tylko mimo czegoś"Według mnie to jest głęboko nieprawdziwa sentencja. Kocha się zawsze z jakiegoś powodu: obiekt westchnień jest troskliwy / czuły / dowcipny / piękny / elegancki / namiętny - można listę mnożyć według własnego pomysłu. Trzeba oczywiście akceptować także niedoskonałości drugiej strony. Jeżeli jednak nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie za co kochasz partnera lub partnerkę, to prawdopodobnie jesteś w toksycznym związku.
|
|
|  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Kocha się zawsze z jakiegoś powodu... No jasne.
>Trzeba oczywiście akceptować także niedoskonałości drugiej strony. Akceptacja w takim przypadku, to nic innego, niż efekt korzystnego bilansu emocjonalnego.
|
|
|  | 1 na 3 | NdwZ (265 punktów) | > >Nie mam może (a raczej na pewno ) wielkiego doświadczenia w tej materii jednak mam nadzieję że pomogę Ci przytaczając pewną sentencje:> >"Nie kocha się za coś, tylko mimo czegoś"> Według mnie to jest głęboko nieprawdziwa sentencja. Kocha się zawsze z jakiegoś powodu: obiekt westchnień jest troskliwy / czuły / dowcipny / piękny / elegancki / namiętny - można listę mnożyć według własnego pomysłu. Trzeba oczywiście akceptować także niedoskonałości drugiej strony.> Jeżeli jednak nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie za co kochasz partnera lub partnerkę, to prawdopodobnie jesteś w toksycznym związku.A ja się po prostu nie zgadzam  Za owo "coś" można kogoś lubić, czuć pociąg czy inne takie. Miłość cechuje bagatelizacja wad i eskalacja zalet obiektu westchnień, nie ma tu miejsca na kalkulacje. Miłość zabija (bądź zagłusza)wszelką logikę (w tym jest podobna do wiary). Po zatym nie ma co tej sentencji brać aż tak dosłownie, to wcale nie oznacza że ktoś nie potrafi odpowiedzieć na pytanie "za co kocham ją/jego". Nie oznacza też to że partner nie ma istotnych zalet. Raczej skupia się to na tym że nie kocha się ideału, na akceptacji wad mimo których to właśnie ta osoba jest (wydaje) się najodpowiedniejsza i najważniejsza. Chodzi też o to że w życiu sprawdzają się "mieszane" kombinacje, kochać kogoś kto jest nasza kopia pod względem emocjonalnym/mentalnym wydaje mi się psychiczną masturbacją. Zresztą poruszyliśmy taki temat w którym ile ludzi tyle prawd. Nie ma uniwersalnej definicji miłości czy jakiejś schematyki czy klasyfikacji w tej materii. Każdy tutaj jest zarazem ekspertem jak i laikiem. Stąd też starałem się nie udzielać żadnych rad bezpośrednio a tylko przedstawić część swoich poglądów, żeby autor tematu sam wyciągną wnioski z różnych opini czy poglądów. Ja sam odcinam się od dalszej dyskusji gdyż temat jest zbyt trudny aby o nim pisać, według mnie więcej to można mówić tylko twarzą w twarz kiedy mamy do dyspozycji więcej środków przekazu niż sama treść.
|
|
2 na 2 | Marta T. (436 punktów) | Mnie się wydaje, że ona z wiekiem będzie coraz większą dewotką. A przeżegnanie się na widok kościoła, no sorry, ale wg mnie, to jest już choroba. Zawsze mnie śmieszą tacy ludzie. Ponoć "Bóg jest wszędzie", więc albo niech czynią sobie znak krzyża non stop, albo niech przestaną. Bo inaczej to sami nie wiedzą, w co wierzą. Ot, zaszczepiona od dziecka bzdurna wiara. Jak to powiedział kiedyś dr House "Ona ma w sobie Boga. To gorsze niż rak.".  Światopogląd będzie dla was polem bojów, skoro już teraz masz problemy. Pomyśl sobie, co będzie potem. Ona dziecka pewnie nie odpuści. Wychowa go na kolejnego katolika. Chcesz, żeby twoje dzieci przyjmowały te wszystkie bzdury, bo mama w to wierzy? Zadaj sobie pytanie, czy chcesz, by twoje dziecko, jak tysiące innych, zostało bez jego wiedzy oddane jakiejś religii? Pomyśl wizjonersko  Pogadajcie o przyszłości. Jeśli wasze wizje wspólnej przyszłości będą się mocno różniły - nie wróżę wam niczego dobrego...
|
|
1 na 1 | piątek (1035 punktów) |
>Mam cholerny problem, ktory spedza mi sen z oczu.
Żaden problem nie jest na tyle istotny aby zakłócić najmilszy okres w ciągu dnia.
>Otoz od poltora roku jestem z kobieta, ktora bardzo kocham, z ktora chce zalozyc rodzine.
>Nie potrafie zrozumiec, jak inteligenta, mloda kobieta z wyzszym wyksztalceniem moze tak >fanatycznie wierzyc w cos, co zostalo jej zaszczepione w dziecinstwie, a czego nie moze w zaden >sposob zweryfikowac naukowymi metodami. Do tego dochodza jeszcze te zabobony, ktore doprowadzaja >mnie do szalu. Niekiedy odnosze wrazenie, ze rozmawiam z 60-cio letnim moherem sluchajacym Radio M. >Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!". >Do jasnej cholery (przepraszam za wyrazenie, ale juz sama edycja tego tekstu podnosi mi cisnienie), >dlaczego nie mozna zastanowic sie i spojrzec krytycznie na tego wszechmogacego? Kto kaze wiernym >trzymac jezyk za zebami? To ostatnie pytanie jest oczywiscie ironiczne. >Bog towarzyszy jej wszedzie: w pracy, w drodze, mijajac kosciol nastepuje obligatoryjne >przezegnanie sie. Tu wisiorek, obok jakis krzyzyk, tam rozaniec. Tu symbol, tam modlitwa, a tu znak >od boga. I tak w kolko. >Jesli jest ktos tutaj, kto znalazl sie w podobnej sytuacji, to prosze o krotka odpowiedz na >nastepujace pytanie: >Czy dalsze moje proby oswiecenia tej bardzo mi bliskiej i oddalonej od racjonalnego myslenia osoby >maja jakies szanse? Zdaje sobie sprawe, ze nikt nie bedzie w stanie udzielic jednoznacznej >odpowiedzi, ale juz sam fakt, ze podzielilem sie moim problemem z wami pomogl mi troche. >Ufff.... mowie wam, co to za walka! Nie zyczej jej nikomu, nawet katolikowi. >Dziekuje, ze przeczytaliscie moj post i pozdrawiam serdecznie, >jackmartin.
Najwidoczniej nie jest na tyle inteligentna na ile myślisz, że jest, a wyższe wykształcenie może mieć każdy.
Tato przestałem wierzyć w Boga, i wiesz co? - Jest tak samo
|
|
6 na 6 ollikm (2038 punktów) (zablokowany) | Istnieją osoby u których istnieje bardzo silna psychiczna potrzeba wiary. Traktują religię w sposób bardzo silnie emocjonalny, właściwie bez głębszego zaangażowania intelektu. Bóg jest dla nich jakąś życiową protezą, czymś w rodzaju dziecięcego wymyślonego przyjaciela. Racjonalna argumentacja jest w ich przypadku całkowicie nieskuteczna. To tak jak próba wytłumaczenia trzylatkowi, że mamusia go nie kocha albo osobie w fazie zauroczenia, że obiekt uczuć może nie jest ich wart. Jedyną możliwością porzucenia wiary (albo choćby osłabienia) przez takiego kogoś jest silny bodziec emocjonalny. Jakaś trauma bezpośrednio związana z religią (np. wykorzystanie przez księdza) bądź inna w której religia zawiodła (np. śmierć bliskiej osoby, której "bóg nie uratował") Niestety psychiczna potrzeba wiary pozostaje i na ogół szybko zaspokojona (często poprzez radykalne ruchy religijne) Jeżeli religijność twojej partnerki m taki charakter (a z tego co piszesz to tak może być) to szanse na poprawę sytuacji są nikłe, a z czasem może być gorzej (związek z radykalnymi ruchami wewnątrz katolicyzmu lub zainteresowanie inną - radykalniejszą religią.
Związek ateisty z osobą silnie (prawdziwie) wierzącą jest na dłuższą metę niemożliwy. Istnieje bowiem asymetria nie pozwalająca na zawarcie kompromisu. Dla ateisty zachowania religijne partnera są co najwyżej irytujące natomiast dla osoby religijnej brak wiary partnera godzi w fundament jej osobowości a próba nawrócenia małżonka jest kwestią niezwykle ważną. (Cóż jest istotniejsze niż uchronienie ukochanej osoby od mąk piekielnych)
|
|
 | 2 na 2 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Dla ateisty zachowania religijne partnera są co najwyżej irytujące natomiast dla osoby religijnej brak wiary partnera godzi w fundament jej osobowości.
Ciekawe, na jakich doświadczeniach zbudowany jest ten pogląd?
Jeżeli dwoje ludzi, połączy prawdziwe uczucie i szacunek, akceptacja postaw etycznych, to wiara lub jej brak, nie odgrywa żadnej roli. Jeżeli jedną z postaw, ukształtowała wiara, to należny tolerować jej podstawy. Jeżeli osoba wierząca, akceptuje i podziwia, stosunek swego partner, do niej samej, do otoczenia, to brak wiary nie ma znaczenia. Ma ona bowiem tę świadomość, że jego droga życiowa, zostanie oceniona po jego uczynkach, a nie po tym, czy chodził w niedzielę do kościoła.
Jeżeli ludzie prawdziwie się kochają, rozmowa o wierze, lub jej braku, traci sens. Jeżeli jednej stronie to przeszkadza, tak bardzo, że musi o tym publicznie dyskutować, to niech da sobie spokój.
|
|
|  | ollikm (2038 punktów) (zablokowany) | Tylko osoba wierząca kocha także boga. Tworzy się więc klasyczny trójkąt (nie ważne że jeden wierzchołek jest urojony). Z trójkątami natomiast nigdy nic nie wiadomo, to nie są najstabilniejsze układy. Która miłość będzie silniejsza w razie konfliktu? Poza tym sama perspektywa takiego układu już jest niezbyt ciekawa.
Przy czym podkreślam jeszcze raz. Mówię tu o osobie głęboko wierzącej a nie o kimś, dla którego religia jest elementem tradycji.
|
|
| |  | 5 na 5 | Adamiak (36436 punktów) | >Z trójkątami natomiast nigdy nic nie wiadomo, to nie są najstabilniejsze układy.
Więzy małżeńskie są takim ciężarem, że aby je unieść, trzeba dwojga, a czasem trojga. ~ Aleksander Dumas
|
|
| | |  | witwos (7120 punktów) (zablokowany) | >>Z trójkątami natomiast nigdy nic nie wiadomo, to nie są najstabilniejsze układy. > Więzy małżeńskie są takim ciężarem, że aby je unieść, trzeba dwojga, a czasem trojga.
A czy wiesz, kto pomagał unosić ten ciężar, w Twoim?
Pozdrawiam. >
|
|
| |  | 3 na 3 witwos (7120 punktów) (zablokowany) |
>Przy czym podkreślam jeszcze raz. Mówię tu o osobie głęboko wierzącej a nie o kimś, dla którego religia jest elementem tradycji.
Nie wiem jak to wierzenie wpływa, na wasze wzajemne relacje, na seks, na codzienne rozmowy. Sam sobie musisz odpowiedzieć. Jeżeli, ona nie chce z Tobą na te tematy rozmawiać, to oznacza, że twój ateizm, akceptuje, może w imię miłości . Ty drążysz temat. Tobie wiara przeszkadza. Zastanów się za co ją kochasz i czy to, nie wypływa z kanonów tego, w co ona wierzy. Wiem, i to z cała pewnością, że jeżeli dwoje ludzi prawdziwie się kochają, to sferę wewnętrznych przekonań, pozostawiają, każde sobie, z poszanowaniem, tego co nosi w sobie partner. Z tego szacunku, wzajemnego zaufanie, w imię miłości, możliwe są kompromisy. Jeżeli, poglądy, mają znaczenie kluczowe, wpływają na dzień powszedni, są źródłem konfliktów, to taki związek, nie ma sensu. Mnie jest dokładnie obojętne, czy ktoś wierzy, czy nie. Patrzę tylko na to, jaki jest.
Pozdrawiam.
W niedziele weź dziewczynę pod rękę, psa na smycz, odprowadź na msze. W tym czasie Ty się przewietrzysz, a pies wybiega. Potem idźcie razem z dzieckiem. Kiedyś samo zadecyduje, czy chce iść z matką, czy z ojcem i psem. Wtedy to uszanuj.
P.S.Nie wiem, czy pokazałeś jej ten wątek. Jeżeli nie, to pokaż. Może sprawy wtedy, same się ustalą.
Dodam to Jeszcze. Dla osoby mocno wierzącej, zawarcie związku, jest na dobre i złe chwile. Z tego płynie to, że Ciebie nie opuści, kiedy przyjdą ciężkie chwile, zawsze będzie Ciebie wspierać, jeżeli będziesz ją szanował.
|
|
1 na 1 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | Jeżeli twoja dziewczyna należy do tej zdecydowanie większej połowy  polskich katolików, którzy dużą wagę przywiązują do obrzędów i opinii otoczenia, zalecenia kościoła traktują wybiórczo i nie zastanawiają się nad istotą wiary to masz szanse na udany związek, porozumie, wzajemny szacunek itd. Natomiast jeżeli jest to osoba "z tych prawdziwie wierzących" i przestrzegających zaleceń kościoła to nie masz szans. Bo jakie szanse miałbyś na udane życie z dziesięciorgiem dzieci, albo z seksem pod dyktando kalendarzyka (ostatnio czytałam, że nawet kalendarzyk też jest zły bo to oszustwo Pana B). Prędzej czy później się znienawidzicie a dyskusje i różnice zdań na dowolny temat będą się kończyć awanturą religijną.
|
|
 | | Mateusz (879 punktów) | >Bo jakie szanse miałbyś na udane życie z dziesięciorgiem dzieci
Dlaczego niby posiadanie licznej rodziny miałoby przeszkadzać w byciu szczęśliwym? Przez takie nastawienie za paręset lat może zabraknąć nas nie tylko na mapach świata, ale również w puli genowej całej ludzkości. Czy taki jest cel ciągłego rozwoju, wysiłków i wojen? Po kiego grzyba Niemcy zbudowali sobie drogi, huty i fabryki? Żeby cały ten dorobek Turkom oddać? Świat leci do przodu, jeżeli nie staniemy się bardziej progresywni demograficznie to choćbyśmy nie wiadomo jak mądrzy byli i technologicznie zaawansowani, to płodne, na wpółdzikie ludy nas i tak zdominują, a z czasem całkowicie wyeliminują. Tego chcemy?
|
|
|  | 4 na 4 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >Dlaczego niby posiadanie licznej rodziny miałoby przeszkadzać w byciu szczęśliwym? Dzieci kosztują. Każdy powinien mieć tyle dzieci na ile go stać, chyba że nie przeszkadza mu , że jego dzieci chodzą głodne, nie mają w co się ubrać, nie mogą zdobyć takiego wykształcenia na jakie pozwalają mu możliwości. Jak zarabia się bardzo dużo to można sobie pozwolić na kilkoro dzieci ( 4-5) natomiast przy zarobkach poniżej średniej ( pracujących dwoje) to już jest duży problem przy dwójce. Tylko nieodpowiedzialni ludzie powołują do życia dzieci na które ich nie stać. A jeżeli patrzeć na całe społeczeństwo to większy jest pożytek z 1 wykształconego niż z kilku nie wykształconych roboli. Dzieci "produkowane" przez osobników nieodpowiedzialnych powiększają obszary biedy i patologi. A ponad to rodzenie dużej ilości dzieci zagraża życiu kobiety. Zanim nie wynaleziono środków antykoncepcyjnych bardzo dużo kobiet umierało z tego powodu.
|
|
| |  | | Mateusz (879 punktów) | Bardzo to racjonalne, co piszesz, lecz proszę spójrz na przytoczony przeze mnie przykład Niemiec. No tak, wszyscy wykształceni (w miarę), kobiety robią kariery, PKB nieprzeciętnie wysoki, tylko co z tego wynika? Roboli niema, bo wszyscy to magistrzy albo im się nie opłaca męczyć, trzeba zatem sprowadzić z zagranicy Polaka albo innego murzyna, a że za lat 40 tych drugich będzie w Niemczech więcej niż samych Niemców to już inna sprawa, tak? W ten właśnie sposób te pozornie mądrzejsze kultury giną. Co było Rzymianom z ich poezji, kiedy podbijali ich Wandale? Oczywiście można dzieci traktować jako pasożyty, które ograniczają i wykorzystują rodziców, państwo etc., ale długofalowe skutki działań podjętych na bazie takiego przekonania będą katastrofalne. Jeżeli chcemy żyć na poziomie nie wolno nam jest mieć dzieci w tej "rozsądnej" ilości. Jedno dziecko może mieć wszystko, co najlepsze od swoich rodziców, wiadomo, jednakże jest to tylko jeden punkt widzenia. Koniecznym jest myśleć globalnie, z perspektywy całego narodu, który liczebnie malejąc (albo stojąc w miejscu) nieuchronnie słabnie i skazany jest z góry na marginalizacje, a w konsekwencji gospodarczo-polityczny niebyt.
|
|
| | |  | 2 na 2 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >Koniecznym jest myśleć globalnie, z perspektywy całego narodu, który liczebnie malejąc (albo stojąc w miejscu) nieuchronnie słabnie i skazany jest z góry na marginalizacje, a w konsekwencji gospodarczo-polityczny niebyt. Dlatego potrzebna jest mądra polityka państwa. A na to się nie zanosi. Nasi "mądrzy inaczej" posłowie prędzej uchwalą jeszcze jedno święto narodowe albo zorganizują jeszcze jakieś Euro2012 zamiast zastanowić się co zrobić by dzieci rodziło się więcej. Do tego trzeba trochę wyobraźni i znajomości realiów życia w Polsce. Z a 1000 zł becikowego można się jedynie urżnąć z przyjaciółmi i spłodzić jeszcze jedno dziecko które potem wyrzuci się przez okno albo utopi w beczce.
|
|
| | | |  | | Mateusz (879 punktów) | Przerzucenia całej odpowiedzialności na rząd jest najłatwiejszą z dróg. To fakt, tylko czy o to chodzi, żeby za kilkadziesiąt lat obudzić się z ręką w nocniku i biadolić na polityków, że przez nich nie ma młodych coby na emeryturki płacili, albo chociażby wenflon zmieniali? U nas niema i pewnie długo nie będzie dobrej władzy. Jedyna nadzieja w ludzie. Poza tym same pieniądze to nie wszystko, liczy się przede wszystkim sposób życia ludzi, ich nawyki, ambicje, zapatrywania, czyli jednym słowem specyficzna mentalność. Kraje Europy zachodniej od nas biedniejsze nie są, a znajdują się w jeszcze gorszej sytuacji niż my, to chyba czegoś dowodzi.
|
|
|  | 3 na 3 | -jad- (18783 punktów) |
A co za różnica właściwie? Jest mi obojętne, kto tu będzie mieszkał za paręset lat i czy na świecie zostanie jakiś biały człowiek.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
| |  | | Mateusz (879 punktów) | >A co za różnica właściwie?
W sensie infinitystycznym to pewnie żadna, podobnie wszystko traci wartość, kiedy zrówna się to ze śmiercią, końcem wszystkiego czy nieuchronnym zapomnieniem.
>Jest mi obojętne, kto tu będzie mieszkał za paręset lat i czy na świecie zostanie jakiś biały człowiek.
To po co powstał IPN, po co przechowywać - uczyć się historii minionych wieków? Czy nie przypadkiem żeby zachować tożsamość, żeby zaspokoić jakieś atawistyczne instynkty, które kazały nam czerpiąc z przeszłości umacniać więzy łączące grupę w całość?
|
|
| | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) |
>To po co powstał IPN,
Od początku byłem przeciwny powstaniu IPN.
Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
|
|
|  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) | >jeżeli nie staniemy się bardziej progresywni demograficznie to choćbyśmy nie wiadomo jak mądrzy byli i technologicznie zaawansowani, to płodne, na wpółdzikie ludy nas i tak zdominują, a z czasem całkowicie wyeliminują. Tego chcemy? A nie wydaje Ci się, że trochę przeholowałeś?
|
|
| |  | 1 na 1 | Mateusz (879 punktów) | >A nie wydaje Ci się, że trochę przeholowałeś?
Jak nazwać zatem społeczność, gdzie przeciętna rodzina składa się z rodziców i piątki dzieci, a żaden z jej członków nie umie pisać ani czytać?
|
|
4 na 4 | Fizyk (17637 punktów) | > "O istnieniu Boga nie ma dyskusji!"
Dla równowagi polecam stanowisko "O ślubie nie ma dyskusji". Nie ma się co śpieszyć. Zamieszkajcie najpierw razem. Może Ciebie religia przestanie drażnić. Może Twojej ukochanej łuski spadną z oczu. Bez rozwiązania problemu religii zakładanie rodziny byłoby nierozsądne. Chyba, że zadowala Cię rola żywiciela zamiast ojca.
|
|
 | 4 na 4 | (Alicja)Duda (25557 punktów) | >> "O istnieniu Boga nie ma dyskusji!" >Dla równowagi polecam stanowisko "O ślubie nie ma dyskusji". Nie ma się co śpieszyć. Zamieszkajcie najpierw razem. Może Ciebie religia przestanie drażnić. Może Twojej ukochanej łuski spadną z oczu. Bez rozwiązania problemu religii zakładanie rodziny byłoby nierozsądne. Chyba, że zadowala Cię rola żywiciela zamiast ojca. > Jeżeli zamieszka z nim przed ślubem to taką gorliwa katoliczką (jak została przedstawiona) nie jest. Jeżeli współżyją przed ślubem - też, jeżeli używa środków antykoncepcyjnych to jaka z niej katoliczka?.
|
|
|  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > Jeżeli zamieszka z nim przed ślubem to taką gorliwa katoliczką (jak została przedstawiona) nie jest. > Jeżeli współżyją przed ślubem - też, jeżeli używa środków antykoncepcyjnych to jaka z niej katoliczka?.
Oczywiście. Ale o to właśnie chodzi. Chodzi o skonfrontowanie ideałów wieku młodzieńczego z realiami życia. Znakomita większość katolików uważa dostosowanie się do zakazu antykoncepcji i współżycia przed ślubem za nierealne.
|
|
|  | 3 na 3 | Marta T. (436 punktów) | >Jeżeli zamieszka z nim przed ślubem to taką gorliwa katoliczką (jak została przedstawiona) nie jest. >Jeżeli współżyją przed ślubem - też, jeżeli używa środków antykoncepcyjnych to jaka z niej katoliczka?. Taka, jak większość w tym kraju, czyż nie?
|
|
4 na 4 | Marszalik (733 punktów) | Odpowiedzi dostałeś już sporo, ale chciałem także zabrać głos w Twoim temacie. Prawie rok temu zerwałem zaręczyny i odwołałem ślub na miesiąc przed jego "premierą". Mój siedmioletni związek z kobietą (o podobnym "profilu" - głęboko religijnej katoliczki) wywalił się właściwie w ostatnim "przyzwoitym" momencie, a i tak mocno zostaliśmy "zbiczowani" przez rodziny tylko za to, że z tak błahego powodu (czyli wiary i poglądów - opinia naszych rodzin) rozstaliśmy się zaraz przed ślubem. Nie ma kompromisu z osobą wierzącą - nawet jeśli sam się podporządkujesz jej religii w imię miłości. Jeśli sam nie uwierzysz szczerze w to co ona, na swojej drodze spotkasz jedynie frustrację i złość. Tak przynajmniej było w moim przypadku - mimo wielkiego uczucia, jakie czuję do niej nawet dzisiaj, ten związek kosztował mnie wiele cierpienia i poczytalności. Owszem, były wspaniałe chwile, takie, których zapomnieć bym nie chciał. Ale były też takie, których zapomnieć nie mogę, chociaż bym wiele dał za taką możliwość... Za plusy tego etapu mojego życia uważam przede wszystkim to, że sam bardzo wnikliwie poddałem religię badaniu i krytyce - w moim przypadku doszło do ateizmu. Plusem jest też to, że znalazłem w sieci ten portal. Może to samo właśnie przytrafiło się Tobie?  Przemyśl sprawę i bierz pod uwagę dalsze życie - ślub, dzieci itp. Jeśli myślisz nad byciem z kimś, musisz brać pod uwagę także te aspekty związku, nawet jeśli do tego daleka droga. A jak dobrze wiadomo - religie bardzo lubią regulować przede wszystkim te części relacji "rodzinnych". Powodzenia.
|
|
8 na 8 | Cieślański (994 punktów) | Porady z marmolady. Pomóż wybrance serca ukończyć wydział psychologii lub specjalizację z psychiatrii na wydziale medycznym. Wśród ludzi z wyższym wykształceniem najwięcej pobożnych nawiedzeńców występuje po matematyce i fizyce a najmniej wśród psychologów i psychiatrów. Wiedza z zakresu nauk społecznych, seksuologii, psychologii zachowań ludzkich w społeczeństwie, znajomość mechanizmów manipulacji społecznej za pomocą metod szantażu emocjonalnego znakomicie zniechęca młodych ludzi do uzależniania się od religijnego sposobu na życie. Bardzo podatne na mistycyzm religijny są młode osoby, które nie identyfikują się z własną płciowością, osoby z nieleczonymi problemami natury psychologicznej i psychiatrycznej. Poza tym, mechanizmy zakochania baby w chłopie i chłopa w babie opierają się na podobnych reakcjach psychicznych ludzkiego układu nerwowego, co fanatyzm religijny. Bądż dla niej jednocześnie bogiem i ojcem a przerzuci na ciebie swoje nie spełnione a skrywane fantazje erotyczne, czytaj religijne, które dotąd lokowała w urojonym stworze, (schizofrenicznym, bo raz pobłażliwym a raz mściwy, o zapewne katolickiej prowienencji. Na miarę jej możliwości "bujania w obłokach" i własnych zdolności alpinistycznych nawiedzaj ją w snach i nocą w pokoju jak tzw. duch święty, pod postacią ptaszka gołąbka, gruchaj, gruchaj, gruchaj, nie martwiąc się o alimenty. Kup sobie na początek podręcznik masażu erotycznego. Dotyk, ocieranie, masaże, głaskanie i przytulanie całego ciała wzmagają wydzielanie oksytocyny odpowiedzialnej za trwałe (niemal narkotyczne) uzależnianie się głaskanej osoby od głaskającego człowieka. Podkarmiaj jej miłość do ciebie wyrobami czekoladowymi. W ogóle nie rozmawiaj z nią na drażliwe tematy religijne. Nie krytykuj jej religijności wśród jej znajomych i nie przychylnych ci twoich kumpli, bo "życzliwi" jej zawsze doniosą i będziesz nadal żył w celibacie. Jeśli jest super laską, to wszystkich swoich kumpli możesz zaliczyć do klasy rywali. Nawet homoseksualiści zakochani w tobie, jeśli istnieją jakowyś, będą chcieli zniechęcić ją do ciebie jako rywalkę do twego serca. Nigdy nie krytykuj jej rodziców, raczej w ostateczności powiedz, że" "się o nią martwią w sposób naturalnie rodzicielski i dla tego Ją przestrzegają przed związkiem z tobą". W myśl zasady konfliktu pokoleń, im jej Starzykowie będą bardziej przeciw, tym ona będzie bardziej za tobą. Jedzcie dużo jogurtów, kiszonej kapusty i ogórków, vitaminy C z rutyną, unikajcie produktów drożdżowych. Jesienią i zimą aby zapobiec depresji sezonowej SAD (drastycznie zaniżającej pociąg seksualny) wskazane jest przebywanie w pomieszczeniach silnie oświetlonych światłem naturalnym lub sztucznym oraz w miarę możliwości długie, przytulne i obmacywane spacery w świetle słonecznym. Aby odwieść się wzajemnie od jesienno-zimowych urojeń mistycznych i emocjonalnej huśtawki goniącej ludzi do kościołów łykajcie zapobiegawczo witaminy z grupy B-compositum, magnez z Vit.B6. Zerknij na frywolny przegląd tych zjawisk w temacie: Link do; Odp: Królewna - racjonalistka (II).Jerzuś Jerzegosyn Cieślański
bóg jest oszustwem
|
|
1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | Odp: Kocham katoliczkę | Mam deżawju  czy był już na Forum wątek o dylematach kochania katoliczki przez ateistę? Jak można pogodzić bycie ateistą z byciem z katoliczką? Dla mnie jest to niewykonalne. To tak jakby chcieć połączyć w parę Jarka z Donaldem. Jeden chce, a drugi ucieka
|
|
 | | checkmate (1197 punktów) | > Jak można pogodzić bycie ateistą z byciem z katoliczką? Dla mnie jest to niewykonalne. To tak jakby chcieć połączyć w parę Jarka z Donaldem. Jeden chce, a drugi ucieka  Tak, jak Chiny pogodziły komunę z kapitalizmem.
Elemele dutki...
|
|
|  | | Kowalska (14008 punktów) | > > Jak można pogodzić bycie ateistą z byciem z katoliczką? Dla mnie jest to niewykonalne. To tak jakby chcieć połączyć w parę Jarka z Donaldem. Jeden chce, a drugi ucieka  > Tak, jak Chiny pogodziły komunę z kapitalizmem. No. I dlatego tam wszyscy tacy szczęśliwi.
|
|
3 na 3 | Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów) | >
>Jesli jest ktos tutaj, kto znalazl sie w podobnej sytuacji, to prosze o krotka odpowiedz na >nastepujace pytanie: >Czy dalsze moje proby oswiecenia tej bardzo mi bliskiej i oddalonej od racjonalnego myslenia osoby >maja jakies szanse? Z > Szanse masz zerowe. Wiary nie sposób zwalczyć racjonalnymi argumentami. A problem masz gigantyczny. Z mojego osobistego doświadczenia z ...dziesięcioletniego małżeństwa i obserwacji wielu małżeństw moich przyjaciół ośmielam się stwierdzić, że tak radykalnie odmienne (świato)poglądy wykluczają udane małżeństwo. Żarliwa, szalona, romantyczna miłość przemija dość szybko. Aby żyć długo, szczęśliwie (razem) i nadal się kochać trzeba nadawać na tych samych falach.
|
|
1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Najbardziej rozwala mnie fakt, ze (CYTAT) -"O istnieniu Boga nie ma dyskusji!" Wierzy, czy nie (akurat!), to przy takich warunkach będzie miała rację w każdej potrzebie. I zawsze bezwzględnie wywalczy swoje. Nie dyskutuj, wiej.
Na posty ignorujące zalecenie § 14. 3. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
|
|
1 na 1 | Cieślański (994 punktów) | Miłość z katoliczką nie jest taka zła. Poza tym, w wysoce (95%) skatolicyzowanym kraju masz wybór partnerek co najmniej w stosunku 100:5. Nikt cię nie zmusi do ślubu boś ateista. Zawsze powiesz że jesteś fanatykiem ateizmu i ślub byłby dla ciebie grzechem twojej "religi". Wszak księża twierdzą, że nie-wiara ateistów jest tylko innym rodzajem wiary. A każdy człowiek ma prawo by szanowano jego uczucia religijne co zapisano w konstytucjach. Twoimi uczuciami niech będzie np. ateistyczny związek seksualny z kobietą dla osiągnięcia raju erotycznego w życiu ziemmskim. Bo w naszej ateistycznej "religii", życia poza ziemskiego, po śmierci, nie ma. A jakież to ekumenistyczne, związek z katoliczką przy obustronnym porozumieniu chlubnym w miłosnym związku beślubnym.
CENNA TRWAŁOŚĆ Nie ma więc przymusu bycia razem na zawsze, który to przymus wygasza, hamuje i niszczy każde namiętne męskie uczucie do ukochanej kobiety. Nie możecie mieszkać razem, bo to jest "przeciwko zasadom katolickiej moralności". Tymczasem w brew pozorom, oddzielne mieszkanie sprzyja trwałości zakochania i jakości współżycia seksualnego. Spotykacię się tylko wtedy, kiedy oboje za sobą tęsknicie, kiedy jednocześnie macie dobre nastroje lub równoczesną ochotę na dziki upojny seks. Każde spotkanie końcy się, więc z obopólnym poczuciem samych zysków z miłosnego podboju, czyli bez dołujących strat, -nastroju. Kiedy nie jesteście razem, bo nie macie ochoty na wspólne obcowanie, to też nie jest czas stracony. Czujecię się wolni, mogąc jednocześnie przy powszechniej obecnie elektronicznej (telefony, internet) dostępności komunikacyjnej wzajemnie się wspierać, kochać i uwodzić na odległość. Dzięki poznanym z poradników seksualnych technikom masturbacyjnym i kremom długotrwale nawilżającym, możecie przez telefon lub komunikatory internetowe prowadzić rozwinięte współżycie seksualne na odległość przy pełnym kontakcie wzrokowym i słuchowym
Ponieważ katoliczki wzbraniają się od używania hormonalnych środków antykoncepcyjnych, ich pociąg seksualny wykazuje większe ekstrema instynktownych zachowań erotycznych. Są one zdecydowanie bardziej namiętne i emocjonalne, w okresie dni płodnych i tuż przed wystąpieniem krwawienia miesięcznego. Dzięki temu można łatwo manipulować ich przywiązaniem do chłopa> Zależy to tylko od naszej sprawności w dawaniu im rozkoszy seksualnej katoliczce w dni chutliwe oraz poczucia opieki i bezpieczeństwa w czasie kryzysu psychicznego związanego z krwawieniem miesięcznym. Natomiast wyzwolone kobiety stosujące regularnie nowoczesne hormonalne środki antykoncepcyjne nie wykazują gwałtownych zmian nastroju w różnych okresach 28 dniowego cyklu płodności. Spada też ich poziom uczuciowej namiętności, są więc bardziej niezależne od męskiej "pomocy" we wszystkich dziedzinach życia i życi. Ponieważ większość prymitywnych mężczyzn to płciowi szowiniści, nie pewni swojej wartości, to bardzo im się podobają sojusze władzy z wszelkimi patriarchalnym systemami religii, promującymi dominację mężczyzny nad kobietą w sferze zarówno duchowej jak i materialnej.
Najpierw rozeznaj się, czy ta jej ostentacyjna religijność nie jest sposobem na podrywanie zniewieściałych mężczyzn przebierających się w czarne seksowne kiecuszki. Może to tylko taki wyrobiony we wczesnej młodości nawyk osiągania przyjemnych i pożądanych przez kobiety celów materialnych i potrzeby poczucia bycia czyjąś własnością? Może więć warto do miłosnych igraszek wypożyczyć z teatru księże ciuszki?
Rzeczywiście, "o istnieniu boga nie ma dyskusji", bo tu jak dyskutować o czymś czego nie ma, bez skrępowania zdrowego rozsądku? Jeszcze by się wydało, że nie ma o czym gadać. Albo zjawią się barczyści panowie w białych kitlach i założą nam kaftanik bezpieczeństwa z rękawkami zawiązywanymi na plecach. Zamiast męczyć języki do jałowych dysput światopoglądowych, zakochani powinni zatrudnić je do wzajemnego czynienia sobie rozkoszy erotycznej.
Pozycja klęcząca jest normą w tym systemie religijnego wyzysku i ucisku, stąd znajduje zastosowanie w niektórych pozycjach seksualnych ułatwiających dominację mężczyzny nad kobietą. Poza tym pozycje tylne w trakcie stosunku seksualnego sprzyjają naturalnej regulacji poczęć.
W tej pozycji nasienie wtryśnięte do pochwy spływa w stronę otworu szyjki macicy zwiejszająć statystyczne prawdopodobieństwo zapłodnienia. Penis penetruje pochwę bardzo głeboko uderzająć na ogół żołędzią w szyjke macicy co może być bolesne ale jednocześnie powoduje zwiększone wydzielanie oksytocyny. Wysoki poziom oksytocyna wzmaga odruchy przytulania i przywiązania do ukochanej osoby, tak jak matki do ssącego brodawki piersiowe dziecka. Wysoki poziom oksytocyny zwiększa zdolnośś mięśni macicy do skurczów tym samym orgazmy kobiety stają się o niebo doskonalsze i silniejsze. Ba dzięki silnym skurczom macicy po forsownym stosunku od tyłu, przypadkowo zapłodnione w poprzednim miesiącu, niechciane jajo, zostaje najczęściej poronione i wydalone w trakcie krwawienia w sposób naturalny. A więc katolicki nawyk "miłosnego przyklęku: pozwala uniknąć stosowania zakazanej prze Vatykan pigułki wczesno-poronnej RU***.
Podsumowując; forsowny stosujek od tyłu, gdy kobieta w ekumeniczno-pobożnej, katolickiej pozycji na kolanach i z głową pochyloną w blisko-wschodnim pokłonie na poduszkę), może być zarówno czynnikiem zwiększającym głębokość doznań orgastycznych kobiety jak i naturalnym środkiem wczesno-poronnym. Sprzyja to ogólnemu szczęściu i poczuciu bezpieczeństwa jakie daje panowanie nad boskimi żywiołami orgazmu kobiecego i niechcianych ciąż pozamałżeńskich. Nawet branie do buzi boskiego ciała od stojącego przed klęczacą kobietą mężczyzny i jedzenie mu zręki, to sakramentalny standard osiągania szczęścia wewnętrznego i spokoju ducha w owej religii.
Więc poddaj Ją miłosnej próbie i porzuć myśl o bliskim ślubie. Przyjdzie na to czas......jak spiewała niegdyś Violetta Villas. PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański.
bóg jest oszustwem
|
|
| michiko (596 punktów) | Jest tyle kobiet do kochania, a ty musiałeś skupić się akurat na niej. Wszystko byłoby w porządku, gdybyś stał się wierzącym Rozważałeś taką możliwość, skoro tak bardzo ją kochasz? Czy byłbyś w stanie poświęcić swoje poglądy w imię miłości do kobiety i pozostać szczęśliwym człowiekiem?
Problem będzie narastał w miarę upływu lat. Nie wszyscy są skorzy do kompromisów. Juz teraz epatuje cię symbolami kultu, wystawiając twoje uczucia na próbę. Nie widzisz elementów manipulacji z jej strony? Dlaczego nie uszanuje twojego światopoglądu?
Weź pod uwagę, że zamiast ewentualnego rozwodu może być tylko separacja. Skoro taka wierząca.
Dajcie sobie więcej czasu, zanim podejmiecie wiążące decyzje. Wraz z narastaniem rozmaitych problemów i nieporozumień na tle wyznaniowym, które jak sądzę przełożą się na codzienność, uczucia wygasną w sposób naturalny. Sam piszesz, jak jesteś zmęczony sytuacją.
Tego kwiata jest pół świata.
|
|
| Iwona Przybyła | Zgadzam się z wypowiedzią jednego z moich poprzedników, tj. uważam, że bez zbieżnych poglądów na zasadnicze kwestie światopoglądowe nie ma możliwości tworzenia w pełni udanego związku. Przynajmniej ja nie potrafiłabym żyć z kimś kto jest katolikiem. Porozmawiam chętnie, wymienię się opinią - toże, ale po prostu uwielbiam rozmawiać godzinami o przeczytanych książkach, słuchanej muzyce, obejrzanych filmach i tak jakoś wyszło, że w każdej z tych dziedzin poruszam z moim "kawalerem" sprawy światopoglądowe. Bo: - jak zrozumieć "Twin Peaks" bez liznięcia choćby buddyzmu? Jak wytłumaczyć sobie blat z formiki i jak poczuć magię tego kina bez porzucenia religijego urojenia? - w jaki sposób czytać Dawkinsa i po co, skoro z najbliższą osobą nie można tego przedyskutować? Mam szukać ludzi do dyskusji poza domem? To po co mi taki dom, skoro nie czuję w nim pełnej swobody? - a gdy sama coś napiszę to kto ma być moim najszczerszym recenzentem? - w jaki sposób słuchać mam muzyki, skoro jest ona nasycona bliskim mi przekazem, który przeciętnemu katolikowi by nie odpowiadał? Nie lubię słuchawek. Mam szukać muzyki neutralnej dla nas dwojga na rzecz kompromisu? mam rezygnować z największej przyjemności dla mojego ucha na rzecz kogoś komu to się nie podoba? Nie chcę nikogo zamęczać swoim towarzystwem, wprost przeciwnie: chcę, by moje towarzystwo było dla najbliższej mi osoby przyjemnością, bez potrzeby rezygnowania z ważnych dla mnie tematów. Dodam, że moim zdaniem szukanie kompromisów w tak ważnych kwestiach wiąże się z tym, że jedna ze stron czuje się po prostu nieszczęśliwa i niespełniona. Znam ludzi, z których jedno trochę więcej czytało, słuchało, myślało i na rzecz drugiej strony zrezygnowało z tych przyjemności na rzecz "Tańca z gwiazdami". To tylko jeden z przykładów, a pewnie sam w swoim otoczeniu znajdziesz kilka - wystarczy przyjrzeć się znajomym w pracy, rodzinie, kolegom z podwórka. Jacy byli kiedyś, a jacy są teraz? Czy to nie kompromisy spowodowały, że część z nich zrezygnowała ze swoich pasji na rzecz tworzenia rodziny? UWAŻAM, ŻE W PEŁNI UDANY ZWIĄZEK TWORZĄ LUDZIE, KTÓRZY SĄ TACY SAMI ŚWIATOPOGLĄDOWO. MAJĄ PODOBNE UPODOBANIA LITERACKIE CZY MUZYCZNE. Inaczej - strata czasu i przeciąganie liny, zwane przez niektórych kompromisem. Wolę iść ze swoim parterem w jedną stronę niż wciąż się szamotać. Warto jednak na koniec optymistycznie dodać: Twoje życie - Twój wybór. Ty jesteś kreatorem swojego losu, kreatorem losu Twojej partnerki jest Bóg. Jesteś w stanie pogodzić te dwie drogi poznania? Na to pytanie musisz sobie sam odpowiedzieć. Oczywiście może też być wersja, że jesteś zdesperowany, ale tego nie zakładam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|