Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Czy umysł jest częścią przyrody?"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
27-09-2009 19:09lontri (16088 punktów)"Czy umysł jest częścią przyrody?"

"Czy umysł jest/nie jest częścią przyrody?"
Jeżeli jest/nie jest to w jaki sposób?
I czy w ogóle pojęcie umysłu jest jeszcze do czegoś potrzebne? (Bo zakładam - być może naiwnie - że sam umysł bywa użyteczny).
Tytuł wątku zapożyczyłem z jednego z rozdziałów książeczki prof. A. Nowaczyka (2008), Filozofia analityczna, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.


Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Fizyk (17637 punktów)
> "Czy umysł jest/nie jest częścią przyrody?"

Oczywiście, że jest. Wszystko co jest, jest częścią przyrody. Nie ma rzeczy nadprzyrodzonych.
lontri (16088 punktów)

>Oczywiście, że jest. Wszystko co jest, jest częścią przyrody. Nie ma rzeczy nadprzyrodzonych.

Pytanie padło. Twoja teza została postawiona.
Obawiam się jednak, ze pytanie należy do kategorii tych, na które prosta odpowiedź "tak" lub "nie" nie rozwiązuje do końca problemu.
Interesowałyby mnie raczej różne problemy szczegółowe i "drogi dojścia", jak również różne modele relacji między umysłem a przyrodą i sposoby mówienia o tych relacjach.
Interesują mnie również poglądy na kwestię, czy umysł w ogóle istnieje. Czy da się mówić o człowieku i jego zachowaniu bez mówienia o umyśle? I czy język mówienia o umyśle da się np. zredukować do języka fizykalnego, w rodzaju twierdzeń "bez fosforu nie ma myśli"?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
27-09-2009 20:36 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

> I czy język mówienia o umyśle da się np. zredukować do języka fizykalnego, w rodzaju twierdzeń "bez fosforu nie ma myśli"?
Ta kwestia jest źle postawiona. Skomplikowane układy mają własności, których nie mają układy proste, np za Wikipedią:
"Fonon to kwazicząstka, kwant energii drgań sieci krystalicznej o bozonowych własnościach.

Fonony są wersją kwantową specjalnych typów drgań wibracyjnych nazywanych modami normalnymi mechaniki klasycznej. Fonony to nic innego jak drgania cieplne sieci krystalicznej...."

Rzecz w tym, że pojecie fononu jest użyteczne i matematycznie uzasadnione. Oczywiście można próbować je zastąpić opisem wszystkich stanów atomów kryształów w każdej chwili czasu- tytaniczna praca, dla której nasza cywilizacja nie ma mocy obliczeniowej by opisać drganie małego metalowego mostu wiszącego na wietrze.

Tak samo byłoby z myślą- opis całej pracy mózgu przez czas pojawiania się i istnienia konkretnej myśli w sensie dokładnego opisu machiny elekrochemicznej nie jest możliwy (z racji mikro różnic między mózgami każdego z nas) natomiast charakterystyczne schematy aktywności powinny być podobne (tak myślę). Jeśli nazwać te schematy 'mózgonami' można by ogarnąć sprawy aktywności mózgu nie przechodząc do poziomów pojedyńczych atomów, gdzie nie damy sobie rady.

Pozdrawiam
27-09-2009 20:48 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Czy w związku z tym pojęcie umysłu jest również użyteczne i matematycznie uzasadnione?
Wyjaśniam od razu na początku - w tym wątku nie jest moją intencją "objawianie prawdy" w postaci wizji umysłu lewitującego nad przyrodą niczym "duch nad wodami" - ale rozwinięcie i zdanie sobie sprawy z różnych sposobów myślenia o umyśle.
Zauważmy, że kategoria "umysłu" rzeczywiście jest użyteczna, również w tym sensie, że wiążą się z nią różne kwestie etyczno-moralne, np. z odpowiedzialność jednostkowa.
Sposób rozumienia umysłu i jego relacji z przyrodą (pojmowaną biologicznie, w tym fizjologicznie, fizykalnie lub systemowo) jest kluczowy w wielu sferach życia społecznego.
Jeżeli zakładanie istnienia umysłu jest nieuprawnione lub sama kategoria umysłu jest zupełnie zbędna i błędna, być może będziemy musieli przeformułować całą naszą wizję życia ludzkiego i społecznego.
Kwestia umysłu to również pytanie o przyczynowość psychiczną.
To oczywiście tylko jedna z dróg rozwijania tego problemu.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
27-09-2009 21:48 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Czy w związku z tym pojęcie umysłu jest również użyteczne i matematycznie uzasadnione?
Umysł jest tak szerokim pojęciem, że obejmuje sobą wiele innych pojęć. Porównałbym to pojęcie do pojęcia domu - trzeba wdać się w szczegóły, by dobrze opisać dom, ale z drugiej strony wystarczy powiedzieć, że jest przestronny, lub/i słoneczny, lub/i ponury by dać 'obraz ogólny'. Taką użyteczność widzę.
Co do matematycznego uzasadnienia nie potrafię go przywołać. Argumentem za jest, że są to wszystko procesy mózgowe dające wynik w świadomości, w skrócie 'umysł'.
>Wyjaśniam od razu na początku - w tym wątku nie jest moją intencją "objawianie prawdy" w postaci swojej wizji umysłu lewitującego nad przyrodą niczym "duch nad wodami" - ale rozwinięcie i zdanie sobie sprawy z różnych sposobów myślenia o umyśle.
Zatem spróbujmy pomyśleć o umyśle z różnych stron.
>Zauważmy, że kategoria "umysłu" rzeczywiście jest użyteczna, również w tym sensie, że wiążą się z nią różne kwestie etyczno-moralne, np. z odpowiedzialność jednostkowa.
Tego nie rozważałem zbytnio. Po przeczytaniu kawałków z Nietschego, w których pisał o poczuciu winy przestępcy doszedłem do wniosku, że odpowiedź jest jasna: jesteśmy konglomeratem procesów mózgowych, gdzie do głosu dochodzą różne procesy i różne są zagłuszane- raz takie, raz inne. Czyli przestępca w chwili popełniania przestępstwa jest innym człowiekiem, niż ten, który później żałuje. Zmiany w umyśle dla postronnej osoby mogą być przy tym niezauważalne.
Na tym u mnie stanęło w tym wariancie tematu.
Niemniej karałbym przestępcę nawet mając taki pogląd na sprawę (w ogólności), bo uważam, że to zapobiegnie kolejnemu przestępstwu u tego osobnika lub innych.
>Sposób rozumienia umysłu i jego relacji z przyrodą (pojmowaną biologicznie, w tym fizjologicznie, fizykalnie lub systemowo) jest kluczowy w wielu sferach życia społecznego.
Tak.
Chodzi Ci o lepsze ogarnięcie naszych 'instynktów' w kontekście tego, że są one częścią nas i 'kierują nami' będąc batem i marchewką świadomości, czy o coś innego?

>Jeżeli zakładanie istnienia umysłu jest nieuprawnione lub sama kategoria umysłu jest zupełnie zbędna i błędna, być może będziemy musieli przeformułować całą naszą wizję życia ludzkiego i społecznego.
To zależy od wniosków, do których się dojdzie.
Kopernik głosząc teorię heliocentryczną de facto uprościł obliczenia matematyczne astronomów o poziom czy dwa, a prawdziwa rewolucja zaszła w sposobie pojmowania świata- odejście od dogmatyczności religijnej.
Wcześniejsze obliczenia astronomów ani obserwacje nie zostały przez to spalone na stosie, ani wyrzucone.
>Kwestia umysłu to również pytanie o przyczynowość psychiczną.
Uczucia, odczucia i emocje. Zrobienie schematów skąd wynikają dla różnych typów osobowości to byłoby coś.
>To oczywiście tylko jedna z dróg rozwijania tego problemu.

Pozdrawiam
27-09-2009 23:12 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

>Umysł jest tak szerokim pojęciem, że obejmuje sobą wiele innych pojęć ...

Jak to właściwie jest, że nie wiadomo, czym jest umysł - chce się go rozbijać na różne segmenty i instancje; a z drugiej strony towarzyszy mu poczucie kartezjańskiej pewności i jasności, które pryska w momencie, gdy chcemy je wyrazić słowami w sposób komunikatywny.
Z pewnością trzeba by nie tyle zacząć od definicji umysłu (definicje są konwencjonalne) ile od próby określenia, czym jest.
Najprościej (?) opisać aktywność umysłu przez jego treści, takie jak wrażenia, spostrzeżenia, sądy, emocje, motywacje (wola).
Umysł ujmuje spostrzegany świat i siebie w relacji do tego spostrzeganego świata i siebie samego? Ale czy to tłumaczy, czym jest i w jakiej pozostaje relacji względem przyrody?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
28-09-2009 18:51 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Umysł jest tak szerokim pojęciem, że obejmuje sobą wiele innych pojęć ...
>Jak to właściwie jest, że nie wiadomo, czym jest umysł - chce się go rozbijać na różne segmenty i instancje; a z drugiej strony towarzyszy mu poczucie kartezjańskiej pewności i jasności, które pryska w momencie, gdy chcemy je wyrazić słowami w sposób komunikatywny.
To poczucie naszego jestestwa. Cały czas, gdy myslimy/ czujemy mamy poczucie, że to my jesteśmy/ czujemy. Jak z rzeką- niby ciągle ta sama, a tu płynie spokojnie, a tam ma wodospady. Tylko, że z rzeką jest łatwiej, bo spokojny bieg i wodospady istnieją fizycznie, a procesy w mózgu mijają w czasie.
>Z pewnością trzeba by nie tyle zacząć od definicji umysłu (definicje są konwencjonalne) ile od próby określenia, czym jest.
Definicja opisowa? Inaczej nie potrafię zrozumieć tego zdania.
>Najprościej (?) opisać aktywność umysłu przez jego treści, takie jak wrażenia, spostrzeżenia, sądy, emocje, motywacje (wola).
Nie. To droga donikąd. Prócz sądów wszystko to jest nieprzekazywalne i nieporównywalne międzyosobniczo. Można porównywać tylko działania wynikające z powyższych.
Zasadniczo lepiej rejestrować aktywność mózgu przy aktywności umysłu szukając regularności.
>Umysł ujmuje spostrzegany świat i siebie w relacji do tego spostrzeganego świata i siebie samego?
Nie ujmuje siebie w relacji do spostrzeganego świata. Nigdzie nie spotkałem się 'z całościowym ujęciem umysłu do świata'.
> Ale czy to tłumaczy, czym jest i w jakiej pozostaje relacji względem przyrody?
Tłumaczą to badania nauk przyrodniczych.
Pozdrawiam
lontri (16088 punktów)

1. Zastanawia mnie, czy konieczne jest utożsamianie umysłu z całą "jaźnią", czyli z całością doświadczenia wewnętrznego, choć z drugiej strony - problem psychofizyczny dotyczy w zasadzie całości doświadczenia, od prostych wrażeń począwszy. Wydaje mi się, że bliższe potocznemu rozumieniu pojęcia "umysłu" są te funkcje, które w Łuriowskiej neuropsychologii wiąże się z płatami czołowymi, to jest planowanie, przewidywanie, hamowanie (powstrzymywanie się) i programowanie czynności oraz ich intencjonalność.

2.Definicje mają to do siebie, że w pewnym momencie prowokują do dyskusji skupionej na nich właśnie, a w mniejszym stopniu na problemie. Nie wystarczy obalić jakieś poglądy czy twierdzenia na podstawie wniosków płynących z definicji, ponieważ tak naprawdę z definicji właśnie nic nie wynika.
Zawsze mnie drażnił argument w rodzaju "z definicji takiego a takiego pojęcia wynika to i to". Taki sposób myślenia dopuszczalny jest jedynie w systemach aksjomatycznych.
Jeśli już dopuszczam jakieś definicje, to tylko definicje typowo sprawozdawcze.

3.Jeśli dobrze zrozumiałem, uważasz, że bezpośredniego dostępu do umysłu innej osoby nie mamy - obserwujemy tylko reakcje i stany fizjologiczne? (raczej się zgadzam).
Powiem nawet więcej - nie mamy nawet bezpośrednio dostępu do pracy neuronów - interpretujemy tylko dane przetworzone i przedstawione w postaci neuroobrazowania. Co ty na to?




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
29-09-2009 13:27 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>1. Zastanawia mnie, czy konieczne jest utożsamianie umysłu z całą "jaźnią", czyli z całością doświadczenia wewnętrznego, choć z drugiej strony - problem psychofizyczny dotyczy w zasadzie całości doświadczenia, od prostych wrażeń począwszy. Wydaje mi się, że bliższe potocznemu rozumieniu pojęcia "umysłu" są te funkcje, które w Łuriowskiej neuropsychologii wiąże się z płatami czołowymi, to jest planowanie, przewidywanie, hamowanie (powstrzymywanie się) i programowanie czynności oraz ich intencjonalność.
Co z tego wynika? Miasto jest zbiorem dzielnic/ osiedli. Można zaprzestać używania pojęcia miasto, bo jest nieostre, ale niewątpliwie stracilibyśmy na tym.
>2.Definicje mają to do siebie, że w pewnym momencie prowokują do dyskusji skupionej na nich właśnie, a w mniejszym stopniu na problemie. Nie wystarczy obalić jakieś poglądy czy twierdzenia na podstawie wniosków płynących z definicji, ponieważ tak naprawdę z definicji właśnie nic nie wynika.
Bez definicji się nie da, choćby roboczej. Definiowanie to próba sprecyzowania pojęcia. Wiem, że można się kłócić o definicje, ale jeśli problem jest w innym miejscu jest szansa, że zasygnalizowanie gdzie jest wystarczy.
>Zawsze mnie drażnił argument w rodzaju "z definicji takiego a takiego pojęcia wynika to i to". Taki sposób myślenia dopuszczalny jest jedynie w systemach aksjomatycznych.
Nie zamierzam schodzić na ten wariant dyskusji.
>Jeśli już dopuszczam jakieś definicje, to tylko definicje typowo sprawozdawcze.
Jak wyżej.
>3.Jeśli dobrze zrozumiałem, uważasz, że bezpośredniego dostępu do umysłu innej osoby nie mamy - obserwujemy tylko reakcje i stany fizjologiczne? (raczej się zgadzam).
Tak.
>Powiem nawet więcej - nie mamy nawet bezpośrednio dostępu do pracy neuronów - interpretujemy tylko dane przetworzone i przedstawione w postaci neuroobrazowania. Co ty na to?
Tak, z tym, że jesteśmy w stanie przyporządkować je (w tym momencie na to wygląda) ideom, uczuciom, silnym emocjom. Ma to swoje braki na dzień dzisiejszy (dokładność, interpretacja niepewna), ale jest drogą stworzenia obiektywnej bazy tego, co się dzieje w umyśle.

Pozdrawiam
28-09-2009 18:58 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>czy umysł w ogóle istnieje.

Wcześniej należałoby ustalić kategorie ontologiczne, a więc obiekty, którym przypisujemy istnienie. Materializm np. przyjmuje tylko jedną kategorię - materię - a wszystkie inne byty (w tym umysł) traktuje jako pochodne. Inne koncepcje filozoficzne uważają takie stanowisko za nonsens i przyjmują inne kategorie: od czysto spirytualistycznych (istnieje tylko duch, umysł), po różnego rodzaju kompromisy (np. kartezjanizm czy paralelizm psychofizyczny Wundta). Na tak postawione pytanie mozna odpowiedzieć w zależności od przyjętej ontologii (inni powiedzą - metafizyki). Odpowiedź zadowoli jednych, innych wprawi w zakłopotanie, jeszcze innych - rozśmieszy.
Osobiście wolę mówić o poszczególnych, danych w doświadczeniu konkretnych aktach myślenia (np. utożsamiania, różnicowania, porównywania, dedukcji, przypominania, itd.), za którymi nie stoi żaden substancjalny substrat zwany "umysłem". W tej materii podążam za Nietzschem: każda koncepcja, która reanimuje istnienie niezależnego od natury (dla mnie - od doświadczenia) umysłu jest w gruncie rzeczy powrotem do koncepcji duszy. A tu powrotu już niestety nie ma. Jesli ktoś to próbuje zrobić, przypomina mi dżentelmena z dowcipu: leżą panowie na plaży i patrzą na fantastyczne ewolucje pewnej pani na nartach wodnych. Nagle pani znika pod powierzchnią wody. Panowie rzucają się na ratunek. Wyciągają panią na brzeg. Trwa akcja ratunkowa. Wtem jeden z nich zauważa: Panowie, tamta pani miała narty wodne, a ta ma łyżwy...
lontri (16088 punktów)

>Wcześniej należałoby ustalić kategorie ontologiczne, a więc obiekty, którym przypisujemy istnienie ...

1. A może początek i punkt dojścia tej drogi jest zupełnie inny? Może powinniśmy zająć się nie kategoriami ontologicznymi, ale samymi nastawieniami umysłu, znajdującymi odzwierciedlenie w materializmie czy idealizmie (takie jest np. stanowisko G. Gabriela)?

2. Czy zejście z poziomu ogólnego terminu "umysł" do tzw. aktów myślenia coś rozwiązuje, poza wprowadzeniem pewnej jasności, związanej z odcięciem nadmiarowego i niejasnego pojęcia "umysłu"?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
03-10-2009 21:10 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Może powinniśmy zająć się nie kategoriami ontologicznymi, ale samymi nastawieniami umysłu, znajdującymi odzwierciedlenie w materializmie czy idealizmie...

Nie bardzo rozumiem.

>2. Czy zejście z poziomu ogólnego terminu "umysł" do tzw. aktów myślenia coś rozwiązuje, poza wprowadzeniem pewnej jasności...

Każda porcja jasności warta jest zachodu. Nawiasem mówiąc: to po prostu kierunek na nominalizm. Umysł jako termin, i nic więcej.
lontri (16088 punktów)

1. Czy wybór danego stanowiska filozoficznego, czy też metodologicznego w patrzeniu na umysł nie powinien być traktowany, jako nadmierne jego ograniczenie?
Skoro umysł potrafi rozpoznać (na przykład) idealizm czy materializm jako pewne nastawienia, czy perspektywy, które nie mogą być do końca uzasadnione, to czy nie lepiej zająć się tą zdolnością umysłu do autoanalizy niż identyfikować się z tymi filozoficznymi nastawieniami i konwencjami?

2.Nie chodzi do końca o nominalizm, ale o poszukiwanie istoty umysłu i próbę jej adekwatnego ujęcia w ramach pojęć najbardziej adekwatnych.
Nie chodzi o poszukiwanie nazw, ale zjawisk.

3.Być może samo pytanie o istotę umysłu, jako pytanie nieuchronnie metafizyczne, jest źle postawione?

4.Jak powinno być skonstruowane dobrze postawione pytanie co do natury (?), istoty (?), struktury/funkcji (?) umysłu?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
10-10-2009 10:27 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>1. Czy wybór danego stanowiska filozoficznego, czy też metodologicznego w patrzeniu na umysł nie powinien być traktowany, jako nadmierne jego ograniczenie?

Nie sądzę, aby myślenie polegało na wybieraniu stanowisk filozoficznych. Marny to filozof, który wybiera (lub któremu się wybiera) stanowisko, a potem, ograniczony jego ustaleniami, udaje, że myśli (taki jest dogmatyzm).

>Skoro umysł potrafi rozpoznać (na przykład) idealizm czy materializm jako pewne nastawienia, czy perspektywy, które nie mogą być do końca uzasadnione,...

A skąd ta potrzeba uzasadnienia do końca? Kij ma dwa końce, cep - cztery, a umysł? Przyjmijmy na rybkę, że tyle, ile mózg synaps...

>to czy nie lepiej zająć się tą zdolnością umysłu do autoanalizy niż identyfikować się z tymi filozoficznymi nastawieniami i konwencjami?

Zdecydowanie poparłbym takie stanowisko, bo nie jest żadnym stanowiskiem, podkreśla raczej proces myślenia, jego otwartość. Stanowisko zaś to coś statycznego, niemrawego, coś, co znieruchomiało jak pomnik.

>3.Być może samo pytanie o istotę umysłu, jako pytanie nieuchronnie metafizyczne, jest źle postawione?

Z istotą (ze względu na tradycję, ale i ze względu na język) trzeba uważać. Ludzie skłonni są domniemywać za zjawiskami czegoś pozazmysłowego, niewidzialnego, co (mówiąc językiem Hegla) stanowiłoby prawdę zjawiska. Co więcej: na temat tych domniemanych bytów tworzą nawet zabawne teorie (teologia np.) Głębią zjawisk wcale nie musi być ich istota (w powyższym sensie). Wystarczy przyjąć, że jest to inne zjawisko. Wracając do umysłu: w rozważaniach nad jego istotą nie ma potrzeby wychodzenia poza jego formalny opis w kategoriach funkcji (utożsamianie, porównywanie, zapamiętywanie, wyobrażanie, dedukowanie, itd.).

>4.Jak powinno być skonstruowane dobrze postawione pytanie co do natury (?), istoty (?), struktury/funkcji (?) umysłu?

Zacząłbym od opisu funkcji, którym przypisałbym predykat "umysłowe". Tradycją stało się poszukiwanie dla owych funkcji reprezentacji biologicznych (neurologicznych, ewolucyjnych), a nawet fizyko-chemicznych. Ale i to nie wszystko: człowiek jest istotą społeczną. Pewne aspekty umysłu z pewnością też.
lontri (16088 punktów)

Załóżmy, że umysł w ogóle nie istnieje - jest tylko pomyłką językową. Jakie rodzi to konsekwencje? Czym jest wtedy człowiek?




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
27-09-2009 21:36 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Załóżmy, że umysł w ogóle nie istnieje - jest tylko pomyłką językową.

To się nie uda. Kartezjusz przypomina: Cogito ergo sum.
27-09-2009 21:49 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>> Załóżmy, że umysł w ogóle nie istnieje - jest tylko pomyłką językową.
>To się nie uda. Kartezjusz przypomina: Cogito ergo sum.
Kamienie nie myślą, ale można się o nie potknąć.
Pozdrawiam
30-09-2009 21:07 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Podobnie jak można się potknąć o pułapki własnego umysłu, o ile nie podda się go krytycznemu badaniu. Niezależnie od tego, jak umysł zdefiniujemy, jesteśmy na niego skazani.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
30-09-2009 22:30 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>Podobnie jak można się potknąć o pułapki własnego umysłu, o ile nie podda się go krytycznemu badaniu. Niezależnie od tego, jak umysł zdefiniujemy, jesteśmy na niego skazani.

Przypuszczam, że należałoby wpierw określić roboczą definicję przyrody i sprawdzić czy metody krytycznego jej badania nadają się automatycznie do badania umysłu
spray (5875 punktów)
>>Podobnie jak można się potknąć o pułapki własnego umysłu, o ile nie podda się go krytycznemu badaniu. Niezależnie od tego, jak umysł zdefiniujemy, jesteśmy na niego skazani.
>Przypuszczam, że należałoby wpierw określić roboczą definicję przyrody i sprawdzić czy metody krytycznego jej badania nadają się automatycznie do badania umysłu
Takich definicji juz troche jest. Chyba, ze masz na mysli konkretny wybor.
Skoro sie upierasz, zeby sie taka definicja nadawala i do badania natury, i do badania umyslu jednoczesnie, to proponuje wybrac te, ktora mowi, ze zjawiska konstytuuje obserwator/swiadomosc. Swiadomosc obserwujaca powoluje rzeczy i ich relacje do istnienia, po ustaniu obserwacji i ustaleniu jej wyniku, wszystko wraca do stanu istnienia potencjalnego. Czyli wlasciwie - "wyplywa" z bytu potencjalnego w byt rzeczywisty przez fakt obserwacji, a potem w byt potencjalny (czyli niebyt intencjalny) na powrot zapada po rozpoznaniu. Pzy czym "rzeczywistosc", jak mysle, nie powinna byc traktowana poza doznaniami obserwatora zbyt doslownie, czy wrecz namacalnie. Gdyz wrazenia , czyli kontakt miedzy obserwatorem takim, jak my, a zjawiskiem, musi byc materialny, zatem tez warunkowo wydobytym z potencji , a tej charakter ma byc niematerialny, ale noszacy cechy materialnosci potencjalnej. Czyli tzw. rzeczywistosci.
Jakkolwiek to fantastycznie brzmi - jednak moze miec uzasadnienie w niektorych teoriach mechaniki kwantowej i modelach fizycznych n-wymiarowych postaci Wszechswiata.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Jakkolwiek to fantastycznie brzmi - jednak moze miec uzasadnienie w niektorych teoriach mechaniki kwantowej i modelach fizycznych n-wymiarowych postaci Wszechswiata.

Tu właśnie sugerowałbym wprowadzenie czasu i przestrzeni jako odniesienie zaistnienia zjawisk. W tak przygotowanym terenie można rozpatrzyć relację umysł - wszystko inne.

>
Kowalska (14008 punktów)
>Tu właśnie sugerowałbym wprowadzenie czasu i przestrzeni jako odniesienie zaistnienia zjawisk. W tak przygotowanym terenie można rozpatrzyć relację umysł - wszystko inne.

   I ja się całkowicie zgadzam.
lontri (16088 punktów)

I ja również się nie zgadzam.
Jeśli potraktujemy czas i przestrzeń jako kategorie ludzkiego rozumu, to wracamy do Kanto - wielkie filozof (zgodnie z ujęciem jusi-lontri).

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
01-10-2009 09:08 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>I ja również się nie zgadzam.
>Jeśli potraktujemy czas i przestrzeń jako kategorie ludzkiego rozumu, to wracamy do Kanto - wielkie filozof (zgodnie z ujęciem jusi-lontri).

Lontri, tak niedawno pieliłaś kartofle, a teraz wykopki. Na co masz się nie zgadzać?
Bierz się chłopie do roboty, bo jak sam twierdziłeś, jesteś potrzebny Prezesowi. Nabierzesz praktyki w pochylaniu się.
Nie tylko Kant. Arystoteles, za nim Husserl, Św. Augustyn i wielu innych. Czemu dyskusja ma trwać, na jakiś założeniach? A jak określisz rzeczywistość? Jak zdefiniujesz fakt i prawdę?
01-10-2009 20:41 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

Dyskusja będzie trwać wiecznie, dopóki będą ci, których stać na zdziwienie. Jej wieczne trwanie gwarantowane jest przez prawo powszechnej lewitacji.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
spray (5875 punktów)
>>Jakkolwiek to fantastycznie brzmi - jednak moze miec uzasadnienie w niektorych teoriach mechaniki kwantowej i modelach fizycznych n-wymiarowych postaci Wszechswiata.
>Tu właśnie sugerowałbym wprowadzenie czasu i przestrzeni jako odniesienie zaistnienia zjawisk. W tak przygotowanym terenie można rozpatrzyć relację umysł - wszystko inne.
>>
>
Dobry pomysl, ale tylko pod warunkiem, ze czasoprzestrzen jest wtorna wobec umyslu.
A mam wrazenie, ze nie jest. Dokladniej : ta zaleznosc ma raczej cechy holistyczne.
Zas przynajmniej czas w takim wypadku musi miec zgola inny charakter, niz ten, o jaki go posadzamy. Jaki? Oto jest pytanie !
Leibnitzowski ?
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>Jakkolwiek to fantastycznie brzmi - jednak moze miec uzasadnienie w niektorych teoriach mechaniki kwantowej i modelach fizycznych n-wymiarowych postaci Wszechswiata.
>>Tu właśnie sugerowałbym wprowadzenie czasu i przestrzeni jako odniesienie zaistnienia zjawisk. W tak przygotowanym terenie można rozpatrzyć relację umysł - wszystko inne.
>>>
>>
>Dobry pomysl, ale tylko pod warunkiem, ze czasoprzestrzen jest wtorna wobec umyslu.
>A mam wrazenie, ze nie jest. Dokladniej : ta zaleznosc ma raczej cechy holistyczne.

>Leibnitzowski ?

Nie zgadzam się. I tak nie da się określić natury bez pojęcia czasu i przestrzeni. To trzeba wprowadzić w takim pojęciu, jakim to znamy. Tu pojawi się więc obserwator. Teraz możemy dopiero zastanowić się nad naturą relacji, obserwator/umysł - rzeczywistość.

>Zas przynajmniej czas w takim wypadku musi miec zgola inny charakter, niz ten, o jaki go posadzamy. Jaki? Oto jest pytanie !

Ha! I chyba od tego należy zacząć. Relacja umysł - upływ czasu. Nie wiem o co posądzasz ten czas, pewnie o niecne zamiary, ale ja go w sensie fizycznym lubię. W sensie biologicznym, nie, bo jakoś ostatnio mi cholernie szybko upływa. Ta...Pani Szanowna...
lontri (16088 punktów)

Trzeba zaznaczyć, że znana nam kosmologia dotyczy tylko wszechświata w widzialnych granicach, co jednoznacznie wskazuje na to, że nawet wszechświat siedzi zamknięty w naszych głowach.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Trzeba zaznaczyć, że znana nam kosmologia dotyczy tylko wszechświata w widzialnych granicach, co jednoznacznie wskazuje na to, że nawet wszechświat siedzi zamknięty w naszych głowach.

Który wszechświat. Przecież tkwi w umysłach obserwatorów, tylko w ujęciu historycznym.
spray (5875 punktów)
>>Trzeba zaznaczyć, że znana nam kosmologia dotyczy tylko wszechświata w widzialnych granicach, co jednoznacznie wskazuje na to, że nawet wszechświat siedzi zamknięty w naszych głowach.
>Który wszechświat. Przecież tkwi w umysłach obserwatorów, tylko w ujęciu historycznym.
Ciagle ten sam, ale nie tylko w archiwum, bo archiwum konstytuuje archiwizacje.
02-10-2009 09:47 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>Trzeba zaznaczyć, że znana nam kosmologia dotyczy tylko wszechświata w widzialnych granicach, co jednoznacznie wskazuje na to, że nawet wszechświat siedzi zamknięty w naszych głowach.
>>Który wszechświat. Przecież tkwi w umysłach obserwatorów, tylko w ujęciu historycznym.
>Ciagle ten sam,

Nie znam prawdziwej natury rzeczy. Nie obserwuję jego rzeczywistości, prawdziwego oblicza.
Kiedy nad ranem, wchodziłem do ciepłej wody jeziora, zupełnie sam, nagi i całkowicie bezbronny, żeby płynąć, a potem nurkować w najgłębsze jego miejsce, w to, którego się bałem, zawieszony jak w stanie nieważkości, doznawałem wspaniałego uczucia. Na te parę chwil, zlewałem się z otaczająca mnie naturą, czułem się całkowicie bezpieczny i spokojny. To można przyrównać tylko do bycia, w wodach płodowych matki.
Zawsze miałem wrażenie, że obok mnie jest ktoś, pan tego jeziora. Stwór groźny, ale nic mi nie zrobi, byłem bezpieczny. Wtedy ryby, które przede mną uciekały, podpływały bliżej, żeby mi się przyjrzeć, pewnie zdziwione. Nie potrafię tego opisać
Niestety trzeba było wyjść, znowu byłem obserwatorem.
03-10-2009 18:54 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

"A jeśli chodzi o poetów, to postępują za nimi ci, którzy błądzą."
(Z mądrości Koranu)



BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
lontri (16088 punktów)

>Który wszechświat...

Ten jedyny prawdziwy. Innego nie ma, nawet jeżeli jest.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
02-10-2009 20:27 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Który wszechświat...
>Ten jedyny prawdziwy. Innego nie ma, nawet jeżeli jest.

Jak już będziesz kobietą, to zabiorę Cię w ich mnogość.
30-09-2009 23:01 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Podobnie jak można się potknąć o pułapki własnego umysłu, o ile nie podda się go krytycznemu badaniu. Niezależnie od tego, jak umysł zdefiniujemy, jesteśmy na niego skazani.

Tak? Udowodnij

Widzę wyraźnie mój drogi nieprzyjaciółko, że masz problem z umysłem. Wpadnę tu kiedyś, nie mogę dzisiaj i nieco ci go rozjaśnię. Zauważ proszę, pewna sugestie w poście na dole. Warto może zdefiniować najpierw ową przyrodę.

A ja i tak wiem, na czym ta rozmowa się skończy.

Jak wykopki?
01-10-2009 00:16 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>>Podobnie jak można się potknąć o pułapki własnego umysłu, o ile nie podda się go krytycznemu badaniu. Niezależnie od tego, jak umysł zdefiniujemy, jesteśmy na niego skazani.
>Tak? Udowodnij
Po co udowaniac cos, co w kazdej chwili samo sie udowadnia ?
Jestesmy na umysl skazani, bo nic innego nie mamy. Chyba ze chcemy sie "skasowac". Mniej lub bardziej definitywnie.
Ale przeciez nie mowimy o odmowie wspolpracy, prawda?
01-10-2009 09:22 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Ale przeciez nie mowimy o odmowie wspolpracy, prawda?

No dobrze. Przyznaje racje. Tu o co innego chodzi. Ta nieprzyjaciółka moja, nieprzejednana, ma umysł, który trzeba przeniknąć. Bo jak ona umaluje paznokcie to jet mi potrzebna, i wie o tym. Ale on tylko że jest potrzebny Panu Prezesowi, temu od kotów.

>
01-10-2009 21:59 
 Ocena 2 na 2
lontri (16088 punktów)

Śniły mi się dzisiaj jakieś dwa leniwe koty Pana Prezesa, takie dzikie, dziwne, jak z rysunków Witkacego. Czyżby nadciągał jakiś ostateczny kataklizm, np. nieurodzaj tak wielki, że zaczniemy importować kartofle z Chin?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
02-10-2009 00:48 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>Śniły mi się dzisiaj jakieś dwa leniwe koty Pana Prezesa, takie dzikie, dziwne, jak z rysunków Witkacego. Czyżby nadciągał jakiś ostateczny kataklizm, np. nieurodzaj tak wielki, że zaczniemy importować kartofle z Chin?

Hmmm... dziwna epoka kryzysow indywidualnych na tle kryzysu spolecznego...
( Ha! a to z "Pozegnania jesieni" !
Dziwne, nie?)
02-10-2009 08:51 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Śniły mi się dzisiaj jakieś dwa leniwe koty Pana Prezesa, takie dzikie, dziwne, jak z rysunków Witkacego. Czyżby nadciągał jakiś ostateczny kataklizm, np. nieurodzaj tak wielki, że zaczniemy importować kartofle z Chin?
>Hmmm... dziwna epoka kryzysow indywidualnych na tle kryzysu spolecznego...
>( Ha! a to z "Pozegnania jesieni" !

Przenikam ten umysł, tak tylko trochę, bo wolę, żeby zachował cząstkę skrytą. Nie dziwię się jego snom o kotach Pana Prezesa w ujęciu witkacowskim, bo ten sen jasno wskazuje, że przechodzi poważny kryzys egzystencjalny, na tle upadających wartości cywilizacyjnych, a to się łączy z "Nienasyceniem" Witkacego. Strach przed zmianami, jest w tym umyśle dominujący, stąd to dociekanie, w jakiej relacji pozostaje z naturą, a te odnosi bezpośrednio do kartoflanego pola. Wykopki się skończą, zastanie tylko pole, a umysł drży z leku, czy za rok, znowu będzie pole kartoflane, takie swojskie, rodzime, czy jeno ugór zostanie, chwastem zarośnięty.
Jesień idzie, będzie zima, potem czas orać pole. lecz co jeżeli wszędzie będą chińskie kartofle? Wspomóc ten umysł jakoś trzeba, bo po bezdrożach lewituje i ani chybi, samotnie zostawiony, upadnie 622 razy, bo tak on ma, bo on jest, demoniczną kobietą.
01-10-2009 21:12 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Ja się czasami kasuję na forum i czuję, że wiąże się to w jakiś tajemniczy sposób z działaniem mojego umysłu. Zagadkowe...

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
01-10-2009 23:10 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Ja się czasami kasuję na forum i czuję, że wiąże się to w jakiś tajemniczy sposób z działaniem mojego umysłu. Zagadkowe...

Ja wówczas ten umysł przenikam, tak zwyczajnie.
lontri (16088 punktów)

No właśnie. U nas się mówi, że trza grządki przepielić, bez telepania się egzystencjalnego nad bele chwostem.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
27-09-2009 22:06 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Za wszelką cenę chciałbym uniknąć przerzucania się hasłami i nazwiskami, bo w gruncie rzeczy to do niczego nie prowadzi.
Można problem umysłu traktować jako trop lub temat obecny w twórczości i myśli wielu naukowców, w tym filozofów - choć nie tylko.
Wracając do "cogito..." trzeba przypomnieć, że Kartezjańska wizja relacji między umysłem i ciałem jest dosyć trywialna i w gruncie rzeczy nie rozwiązuje problemu psychofizycznego.
Obecnie posiadamy niepomiernie większą wiedzę na temat relacji umysł-ciało niż Kartezjusz, tak więc i nasze myślenie musi poniekąd być zupełnie inne i uwrażliwione na inne problemy.
W tym miejscu chciałbym jedynie zwrócić uwagę na poglądy kliku myślicieli, których wiąże się z filozoficznym prądem eliminatywizmu:

1) Gilbert Ryle: pl.wikipedia.org/wiki/Gilbert_Ryle

i wyjątek z wersji angielskiej (tłum. wł.)

en.wikipedia.org/wiki/Gilbert_Ryle

"Ryle utrzymywał, że działanie umysłu nie jest niczym różnym od reakcji cielesnych. Umysł i ciało są tym samym. Słownictwo odnoszące się do funkcjonowania umysłu to po prostu inny sposób opisu zachowania. Utrzymywał również, że osobiste motywy można równie dobrze określić jako po prostu tendencje do zachowywania się w określony sposób w określonej sytuacji."

2) Paul Churchland, redukujący to co umysłowe do tego, co neuronalne (trochę w duchu sceptymuchy)

en.wikipedia.org/wiki/Paul_Churchland




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
28-09-2009 04:01 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Wracając do "cogito..." trzeba przypomnieć, że Kartezjańska wizja relacji między umysłem i ciałem jest dosyć trywialna i w gruncie rzeczy nie rozwiązuje problemu psychofizycznego.

Ach... więc nie chodzi Ci o to czy umysł jest czy nie jest, tylko czy jest czymś innym niż mózg. Odpowiedź na to pytanie może być zarówno "tak" i "nie", w zależności jak zdefiniujesz pojęcia. Przechodząc do konkretów...

> Obecnie posiadamy niepomiernie większą wiedzę na temat relacji umysł-ciało niż Kartezjusz, tak więc i nasze myślenie musi poniekąd być zupełnie inne i uwrażliwione na inne problemy. [...]
> 1) Gilbert Ryle: pl.wikipedia.org/wiki/Gilbert_Ryle

Oczywiście masz rację i Ryle miał rację: kartezjański podział na duszę i ciało jako dwa odrębne byty jest dualistycznym przeżytkiem i współczesna nauka zawróciła z tej bezpłodnej drogi. A że jest ona bezpłodna widać w kartezjańskim teatrze, gdzie dusza siedzi sobie jak widz w kinie oglądając film wyświetlany przez zmysły. Takie postawienie problemu nawet o krok nie zbliża nas do rozwiązania zagadki jak działa nasz umysł a jedynie przerzuca ją na tajemniczą duszę.

> 2) Paul Churchland, redukujący to co umysłowe do tego, co neuronalne
> en.wikipedia.org/wiki/Paul_Churchland

We współczesnej nauce przez "umysł" rozumiemy nie jakiś niematerialny obiekt (duszę) lecz proces zachodzący w materialnym obiekcie (mózgu). Przy takiej definicji mózg i umysł są odrębnymi pojęciami - podobnie jak świeczka i płomień.

Jeżeli jednak przez "mózg" rozumieć zarówno obiekt jak i zachodzące w nim procesy fizyko-chemiczne, to w takim ujęciu można umysł wyeliminować i sprowadzić go do mózgu. Czy tak się jednak stanie - wątpię - spodziewam się raczej, że pojęcie umysłu zostanie doprecyzowane przez postęp nauki i pozostanie ono użyteczne.

Na koniec chciałbym polecić ogólnodostępny artykuł ilustrujący jak daleko neurobiolodzy posunęli się w rozwiązaniu zagadki funkcjonowania umysłu. Aby zachęcić do przeczytania go (niestety po angielsku) podam tylko, że szyderstwo babcinej komórki wymyślone przez pewnych teoretyków umysłu zamarło szydercom na ustach.
Sylwek (15472 punktów)

>Na koniec chciałbym polecić ogólnodostępny artykuł ilustrujący jak daleko neurobiolodzy posunęli się w rozwiązaniu zagadki funkcjonowania umysłu. Aby zachęcić do przeczytania go (niestety po angielsku) podam tylko, że szyderstwo babcinej komórki wymyślone przez pewnych teoretyków umysłu zamarło szydercom na ustach.

Hmm, szkoda, że nie przeczytałem tego newsa wcześniej, bo jeśli te wyniki się potwierdzą, to faktycznie jest to coś oszałamiającego.
28-09-2009 15:44 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Na koniec chciałbym polecić ogólnodostępny artykuł ilustrujący jak daleko neurobiolodzy posunęli się w rozwiązaniu zagadki funkcjonowania umysłu. Aby zachęcić do przeczytania go (niestety po angielsku) podam tylko, że szyderstwo babcinej komórki wymyślone przez pewnych teoretyków umysłu zamarło szydercom na ustach.

> Hmm, szkoda, że nie przeczytałem tego newsa wcześniej, bo jeśli te wyniki się potwierdzą, to faktycznie jest to coś oszałamiającego.

Cytowany przeze mnie artykuł jest właśnie potwierdzeniem wcześniejszej pracy tego samego zespołu. W tej nowszej pracy Quian Quiroga wraz z współpracownikami donosi o zlokalizowaniu "bratowej komórki" - komórki nerwowej (lub ich niewielkiej grupy), która jest aktywna gdy pacjent myśli o swoim bracie.

Szeroki przegląd badań z tej dziedziny jest opisany w książce Christofa Kocha pt. Neurobiologia na tropie świadomości. Choć książka ta ukazała się na polskim rynku w zeszłym roku, to nie objęła on badań Quiana Quirogi bo jej oryginał został wydany w 2004 roku.
lontri (16088 punktów)

A co ze zjawiskiem widzenia mimo ślepoty? (nie żartuję, naprawdę istnieje coś takiego)

.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
lontri (16088 punktów)

Zapoznałem się z artykułami i muszę przyznać, że nie rozumiem zupełnie zachwytu osób, które uważają je za coś przełomowego.
W jaki sposób wyniki tych badań mają się do umysłu jako całości?
Przecież badania te i interpretacja ich wyników zupełnie obywają się bez umysłu!
Co więc takie badania mogą nam o umyśle powiedzieć? Jakieś propozycje?




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
28-09-2009 17:57 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
> Przecież badania te i interpretacja ich wyników zupełnie obywają się bez umysłu!

Jak to "bez umysłu"? Przecież jak pacjentowi pokaże się zdjęcie brata to niewątpliwie myśli on o swoim bracie. A elektroda wskazuje na komórkę związaną z tym myśleniem. Chyba korelacja między stanem psychicznym umysłu a aktywnością mózgu jest oczywista?

> BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT

Skoro wybrałeś takie motto to zdefiniuj jasno jakimi to "dystynkcjami" według Ciebie odznacza się umysł bo coś nam się "docetowanie" plącze.
lontri (16088 punktów)

Mam wrażenie, że na tym forum niektórzy zawsze będą występować z pozycji obrońcy jakiegoś rodzaju języka dyskursu, ale ja nie mam takich intencji. Chodziłoby mi raczej o zestawienie tych różnych języków po to, by wyłowić z nich to, co wspólne.
Nie zamierzam też nikogo nauczać, ponieważ sam niewiele wiem. Nie mam tendencji "miłujących prawdę", do oświecania innych swoim rozumieniem sprawy, bo chyba nie tędy droga.
Metafory mówienia o umyśle są bardzo różne, ale to, która z nich jest bardziej przystająca do samego umysłu jest przecież kwestią sporną.
Natomiast chętnie podzielę się swoimi wątpliwościami.
Jak sam raczyłeś zauważyć "Przecież jak pacjentowi pokaże się zdjęcie brata to niewątpliwie myśli on o swoim bracie."
No i cały ambaras jest z tym "niewątpliwie". Czy mógłbyś mi przypomnieć, w jaki sposób w odnośnych badaniach stwierdzano, czy coś się "pojawiło" w umyśle osoby badanej?




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
28-09-2009 20:33 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> Czy mógłbyś mi przypomnieć, w jaki sposób w odnośnych badaniach stwierdzano, czy coś się "pojawiło" w umyśle osoby badanej?

Przez ułamek sekundy wyświetlano pacjentowi zdjęcie jakiejś osoby a on mówił kto to jest lub odpowiadał, że nie wie. Poznanie stanu umysłu człowieka jest bardzo proste: wystarczy spytać się. Ze zwierzętami jest dużo trudniej.
lontri (16088 punktów)

1. W tych badaniach tak naprawdę badacze nie mieli wglądu w treści umysłu osoby badanej, ale mieli bezpośredni dostęp jedynie do jej reakcji werbalnej, którą przy odrobinie uporu można sprowadzić tylko i wyłącznie do skoordynowanej pracy mięśni oddechowych i artykulacyjnych.
Musieli więc założyć, że aktywności werbalna jest następstwem (przyczynowo-skutkowym czy tylko korelatem?) wywołania jakiejś treści umysłu.

bodziec -> mechanizm spustowy -> reakcja. (Czy np. termostat ma umysł?)

ale być może to wygląda tak (wszystko znacznie upraszczając):

bodziec--->mechanizm spustowy --->reakcja
\-->treść umysłu X (między treścią umysłu a reakcją nie ma powiązań przyczynowo-skutkowych)

2. To, że ktoś coś mówi, nie musi oznaczać, że posiada adekwatną do użytego słowa "treść umysłową pojęcia" (patrz np. zjawisko tzw. werbalizmu).
O czym więc mówi każda z badanych osób? Czy mówią o tym samym?




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Fizyk (17637 punktów)
> 1. W tych badaniach tak naprawdę badacze nie mieli wglądu w treści umysłu osoby badanej, ale mieli bezpośredni dostęp jedynie do jej reakcji werbalnej, którą przy odrobinie uporu można sprowadzić tylko i wyłącznie do skoordynowanej pracy mięśni oddechowych i artykulacyjnych.
> 2. To, że ktoś coś mówi, nie musi oznaczać, że posiada adekwatną do użytego słowa "treść umysłową pojęcia" [...]

O ile mi wiadomo badani pacjenci nie byli zombie.
lontri (16088 punktów)

1. Nie wiem czy byli zombie czy nie - to zależy od tego, czy kryterium bycia/nie bycia zombie zostało wzięte pod uwagę przy doborze badanej grupy. Nic nie wiadomo na ten temat, więc istnieje możliwość, że przynajmniej część osób badanych była zombie w jakimś stopniu.

2.Pytam po prostu o to, czy istnieje - czy udowodniono, że istnieje/zachodzi - przyczynowość psychiczna.
Można przecież przypuszczać, że pewne połączenia nerwowe i utrwalone szlaki przetwarzania informacji przez mózg przebiegają niezależnie od umysłu, a umysł jest rodzajem ich awataru (?).

Pozostając przy metaforze komputerowej można by porównać umysł do interfejsu programu, który monitoruje i obrazuje pewne procesy, ale bez możliwości faktycznej ingerencji w ich przebieg.

Czy istnieją mocne dowody na przyczynowość psychiczną czy też jesteśmy tylko zombie?



BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
lontri (16088 punktów)

>Oczywiście, że jest. Wszystko co jest, jest częścią przyrody. Nie ma rzeczy nadprzyrodzonych.

Ale być może właśnie w sposób zupełnie przyrodzony umysł nie istnieje? Nie ma go?
Jeśli go nie ma, nie jest częścią przyrody - to brzmi logicznie.
Udowodniono kiedykolwiek empirycznie na gruncie nauk przyrodniczych, że umysł w ogóle istnieje?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Słowo "czerwień" wynika z odczytu fal elektromagnetycznych przez oczy gatunku Homo sapiens. Podobnie jest z umysłem - to barwa mózgu, tudzież przełącznik pomiędzy stricte mechanicznymi procesami wyrosły na bazie ich rosnącej ilości. Mechaniczne procesy to - unikanie drapieżnika, popęd seksualny, rozpoznawanie twarzy, generowanie wiedzy o swoim stadzie etc.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Twoja wypowiedź fizyku doskonale wyczerpuje temat tego topiku. Strzał w dziesiątkę. Można, dla dobra tematu przeredagować pytanie - "dlaczego umysłowi Homo sapiens niekiedy wydaje się, że nie jest częścią przyrody?"
lontri (16088 punktów)

1.Metaforę umysłu jako koloru mózgu rzeczywiście można uznać za wyjaśnienie relacji umysłu do przyrody. Mam nadzieję, że jej wartość nie jest zbliżona do wartości hipotezy, utrzymującej, że świat widzimy oczami, które sczytują fale elektromagnetyczne.

2.A teraz na poważnie.
Jedną z funkcji czy zdolności umysłu jest poznanie. Jak możliwe jest samopoznanie przyrody przez nią samą? Czy poznające oko może znajdować się własnym polu widzenia?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
01-10-2009 00:20 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)

>2.A teraz na poważnie.
>Jedną z funkcji czy zdolności umysłu jest poznanie. Jak możliwe jest samopoznanie przyrody przez nią samą? Czy poznające oko może znajdować się własnym polu widzenia?
>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT

>
Samopoznajaca sie materia.
Stara teoria, wydawalo sie, ze skompromitowana.
A jednak ostatnio wraca w nowej postaci. Wyzej pisalam, w odpowiedzi na starszy post.
rudyment (3233 punktów)
Jak to jest teraz w programie szkolnym? Czytać i pisać uczą, zdaje się, już w zerówce, ale biologia to chyba dopiero w gimnazjum jest?

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
lontri (16088 punktów)

Obawiam się, że o tzw. "problem psychofizyczny" niektórzy mają szanse otrzeć się dopiero na studiach wyższych.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
rudyment (3233 punktów)
>Obawiam się, że o tzw. "problem psychofizyczny" niektórzy mają szanse otrzeć się dopiero na studiach wyższych.
>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT


I bez to mamy książki Nowaczyków...

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>"Czy umysł jest/nie jest częścią przyrody?"
Za wikipedią:
"Umysł - nazwa abstrakcyjna oznaczająca ogół aktywności mózgu ludzkiego, przede wszystkim takich, których posiadania człowiek jest subiektywnie świadomy: spostrzeganie, myślenie, zapamiętywanie, odczuwanie emocji, uczenie się, czy regulowanie uwagi. Synonim psychiki, osobowości.

Chociaż inne gatunki również przejawiają niektóre z tych funkcji, słowo to jest używane tylko w związku z gatunkiem ludzkim. ..."

Jest częścią przyrody.

>Jeżeli jest/nie jest to w jaki sposób?
Argumentacja:
1. Zaburzenia funkcji mózgu skutkujące (szczególnie urazy powypadkowe fizycznie niszczące część mózgu) zaburzeniami świadomości, pamięci, zdolności uczenia się, emocji, uwagi.
2. 'Zaburzenia umysłu' po zażyciu środków chemicznych- zmieniających przebieg procesów w mózgu.
3. Istnienie u zwierząt mniej rozwiniętych odpowiedników umysłu (w mniej lub bardziej okrojonym kształcie).
4. Niemożność u osób niewidomych od urodzenia do widzenia we śnie/ wyobrażania kolorów. (Brak bodźca implikuje brak pojęcia w umyśle- pojęcie te nie może być przekazane inną drogą niż bezpośrednie doświadczenie)

Wniosek: zmiany w umyśle zależne są bezpośrednio od zmian w mózgu. Nie widząc innej możliwości identyfikuje umysł jako procesy zachodzace w mózgu. Mózg jest organem wytworzonym przez przyrodę i jako taki do niej przynależy.

>I czy w ogóle pojęcie umysłu jest jeszcze do czegoś potrzebne? (Bo zakładam - być może naiwnie - że sam umysł bywa użyteczny).
Nasza percepcja identyfikuje wszystkie przymioty umysłu jako przynależne do naszego jestestwa. Całość nazywamy umysłem, jest to dla nas naturalne nazewnictwo.
Pozdrawiam
lontri (16088 punktów)

1. Zastanawia mnie, czy jest uprawnione mówienie o umyśle. Być może, jak to zauważyłeś, należałoby raczej mówić o pewnych bardziej specyficznych, wąsko zakresowych zjawiskach czy rodzajach aktywności mózgu?
Być może bardziej sensowne byłoby mówienie np. o pamięci, reakcjach emocjonalnych itp.
2. Definicja z Wikipedii nie jest doskonała. M.in. są teorie osobowości, które radzą sobie bez odwoływania się do umysłu.

3. Jak dotąd problematyka umysłu jawi mi się jakby dwutorowo:

1) podstawą pierwszego rodzaju namysłu nad umysłem jest nieco solipsystyczne przekonanie o jego istnieniu, które - jak wierzę - towarzyszy od pewnego momentu życia każdej osobie ludzkiej;
2) drugi rodzaj problematyki umysłu dotyczy jego rozumienia i definiowania na gruncie nauk empirycznych.

Paradoksalnie, w przypadku pierwszej drogi, dysponuję umysłem złapanym w siatkę, wiem i czuję, że istnieje (coś w rodzaju Kartezjańskiego "cogito"), mimo że nie wiem czym jest ta siatka. W przypadku wyboru drugiej drogi - otwierają się nowe możliwości poznawania właściwości umysłu - mamy siatkę, w którą umysł potrafimy złapać, tylko że siatka jest ciągle pusta.



BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>1. Zastanawia mnie, czy jest uprawnione mówienie o umyśle. Być może, jak to zauważyłeś, należałoby raczej mówić o pewnych bardziej specyficznych, wąsko zakresowych zjawiskach czy rodzajach aktywności mózgu?
W zasadzie tak jest. Pojęcia umysłu nie używa się w opisie naszego wnętrza inaczej niż w kontekście popularnonaukowym, religijnym, potocznym.
>Być może bardziej sensowne byłoby mówienie np. o pamięci, reakcjach emocjonalnych itp.
W kontekście nauki na pewno.
>2. Definicja z Wikipedii nie jest doskonała. M.in. są teorie osobowości, które radzą sobie bez odwoływania się do umysłu.
Jednak, jeśli pojęcie jest w użyciu musi mieć definicję.
>3. Jak dotąd problematyka umysłu jawi mi się jakby dwutorowo:
>1) podstawą pierwszego rodzaju namysłu nad umysłem jest nieco solipsystyczne przekonanie o jego istnieniu, które - jak wierzę - towarzyszy od pewnego momentu życia każdej osobie ludzkiej;
Mi towarzyszy identyfikowalność działań/ myśli/ uczuć jako moich. Nie jestem pewien, jak dokładnie to ma się do umysłu.
>2) drugi rodzaj problematyki umysłu dotyczy jego rozumienia i definiowania na gruncie nauk empirycznych.

>Paradoksalnie, w przypadku pierwszej drogi, dysponuję umysłem złapanym w siatkę, wiem i czuję, że istnieje (coś w rodzaju Kartezjańskiego "cogito"), mimo że nie wiem czym jest ta siatka.
Niestety można to podgryzać wskazując, że opisujesz samoświadomość, a nie umysł.
> W przypadku wyboru drugiej drogi - otwierają się nowe możliwości poznawania właściwości umysłu - mamy siatkę, w którą umysł potrafimy złapać, tylko że siatka jest ciągle pusta.
Jeśli chcesz łapać rzekę w siatkę, to będzie problem. Jeśli identyfikujesz umysł jako proces nie łapiesz go w siatkę.

Pozdrawiam
30-09-2009 21:11 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Za Russellem utrzymywałbym, że istotnym składnikiem tego, o czym mówimy zazwyczaj używając słowa "umysł", jest to, co świadome. Rzeczywiście samoświadomości nie można utożsamiać z całym umysłem (chyba), ponieważ, chociażby w sensie treści, nie wyczerpuje ona przecież wszystkich treści umysłowych.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Za Russellem utrzymywałbym, że istotnym składnikiem tego, o czym mówimy zazwyczaj używając słowa "umysł", jest to, co świadome. Rzeczywiście samoświadomości nie można utożsamiać z całym umysłem (chyba), ponieważ, chociażby w sensie treści, nie wyczerpuje ona przecież wszystkich treści umysłowych.
Zatem gdzie jest pamięć o Twoich wydarzeniach z Twojego dzieciństwa, gdy ich nie wspominasz?
Ta pamięć 'istnieje' tylko wtedy, gdy umieścisz ją w świadomości. Tak samo z każdym innym składnikiem umysłu- dopiero, gdy znajdzie się w polu świadomości istnieje. Chyba, że identyfikujesz świadomość jako utwór grany na fortepianie mózgu. Wtedy pmięć ma fizyczne miejsce.
Pozdrawiam
lontri (16088 punktów)

Bierzesz pod uwagę tylko jeden rodzaj pamięci - pamięć epizodyczną, pamięć zdarzeń, rzeczy i osób, związaną ze strukturami korowymi.
Podam za Baddeleyem przykład jednego z jego pacjentów, który cierpiał na amnezję pourazową i w ciągu kilkudziesięciu sekund zapominał o tym, co się działo wcześniej.
Kiedyś Baddeley ukrył w dłoni szpilkę i pacjent dotkliwie się ukłuł przy powitaniu z nim. Mimo, że za następnym razem pacjent z radością powitał nowego "pana doktora" - z niezrozumiałych nawet dla siebie powodów nie chciał podać mu ręki.
Opisano również przypadek pianisty cierpiącego na amnezję, który nadal pamięta jak gra się na fortepianie utwory, których nauczył się przed uszkodzeniem mózgu. Potrafi również grać z nut a vista.
Dysocjacja wiedzy świadomej i nieświadomej to doprawdy wielce interesujący temat. O ile pamiętam w Polsce zajmuje się tym zagadnieniem m.in. prof. Herzyk.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
maciejo (3492 punktów)
Wydaje mi się, że umysł zarówno jest częścią przyrody jak i nią nie jest.
Jest dlatego bo tworzą go fizjologiczne procesy, kształtuje go otaczająca przyroda. Kontakt z otoczeniem wpływa na rozbudowę sieci neuronalnej.
Z drugiej strony nasz umysł kształtuje rzeczywistość. Różnie odbieramy bodźce. Jeden słyszy lepiej drugi gorzej, jeden dostrzega barwy, których nie widzi drugi. Podobnie chory psychicznie tworzy własny świat, która może być bardzo różny od prawdziwego. Tu zresztą powstaje pytanie na ile to co my widzimy jest prawdziwe. Jak często wytwory umysłu zamazują postrzeganie rzeczywistości.
Tak więc wydaje mi się, że umysł i środowisko są powiązane w zależności dwustronnej. Ponadto umysł jest powiązany z historią środowisk w jakich się znalazł gdyż wywołuje ona ślad pamięciowy a także warunkuje odruchy.
lontri (16088 punktów)

W wątku wypowiadał się już Fizyk i neuro-sceptymucha (kwestie rudymentalne zbywam milczeniem) a ty wprowadzasz jeszcze jeden wielce ciekawy kierunek rozważań, ponieważ - o ile dobrze zrozumiałem - próbujesz umysł umieścić nie tyle w kontekście natury, co kultury, cywilizacji i historii(wiązanie czasu, historia środowisk).
Umysł, o ile istnieje, nie jest więc tylko wytworem procesów fizykalnych, biologicznych, neuronalnych, ale również kształtuje się w toku przemian kulturowych i historycznych.
(Trochę mi tej humanistycznej orientacji na tym forum brakuje. Ale być może to tylko moje złudzenie.)
No chyba że zredukujemy wszystko, włącznie z kulturą, do języka fizykalnego, biologicznego, ewolucyjnego.



BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
28-09-2009 18:36 
 Ocena 1 na 1
maciejo (3492 punktów)
Mi też się wydaje, że humanizmu tu za mało i mimo, że sam reprezentuje nauki ścisłe to jednak w rozmowie o umyśle nutki humanizmu zabraknąć nie może. W końcu stoi on na pograniczu natury i kultury. Cały światopogląd, moralność, ocena zjawisk wywodzą się z kręgu kulturowego. Historia danego narodu jego religia oraz tradycje przekładają się na nasze życie, a tym samym na postrzeganie i analizę zjawisk; nawet jak się tejże religii wyzbędziemy lub wyjedziemy za granicę. Stąd ludzie oderwani od macierzy przeżywają nostalgię. Brak znanego im środowiska kulturowego powoduje zmiany somatyczne jaką jest depresja.
01-10-2009 20:49 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Kontynuując humanistyczną cześć dyskusji nad wybranym zagadnieniem, trzeba zwrócić uwagę, że relacja między umysłem a przyrodą stanowi podstawową oś, wokół której obracają się systemy religijne, filozoficzne i etyczne.
Weźmy dla przykładu Biblię, która relację między umysłem i przyrodą określa na osi panowanie-podległość. Weźmy dziewiętnastowieczny kult nauki i dwudziestowieczny konsumpcjonizm, które doprowadziły przez kult umysłu i poznania naukowo-technicznego do degradacji środowiska naturalnego. To tylko niektóre przykłady.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
03-10-2009 11:41 
 Ocena 1 na 1
maciejo (3492 punktów)
>Kontynuując humanistyczną cześć dyskusji nad wybranym zagadnieniem, trzeba zwrócić uwagę, że relacja między umysłem a przyrodą stanowi podstawową oś, wokół której obracają się systemy religijne, filozoficzne i etyczne.
>Weźmy dla przykładu Biblię, która relację między umysłem i przyrodą określa na osi panowanie-podległość.

Podobnie jak wszystkie księgi religijne cywilizacji Morza Śródziemnego. Natomiast ciekawą sytuację mamy na dalekim wschodzie. Tam świat materialny i duchowy przenikają się i postawa człowieka wobec środowiska jest oparta na wzajemnym szacunku. Odbicie świata idealnego jest w każdym ciele materialnym.
I tu powstaje ciekawy problem dotyczący wpływu izolacji geograficznej na formowanie się systemu religijnego oraz systemu wartości. Jak umysły takich samych przecież ludzi mogą wytwarzać zupełnie sprzeczne ontologicznie mitologie. W Europie zwyciężył monoteizm, a na dalekim wschodzie politeizm i religie animistyczne. Ponadto pojawił się tam buddyzm, który osoby boga jako takiego nie ma.
Tak więc widać, iż potencjał abstrakcyjnej twórczości umysłu jest potężny z czego też może wynikać tak wielka chęć do życia złudzeniami.
Na początku byliśmy w centrum Wszechświata i wszystko kręciło się wokół nas, potem okazało się, że jesteśmy w jednej z wielu galaktyk i to nie w centrum tylko gdzieś na peryferiach. Obecnie nawet nie wiemy czy jesteśmy tym jednym cudownym życiem. Ale umysł nie może się pogodzić i kreuje coraz nowe byty wbrew zasady brzytwy Ockhama.
Było stworzenie i byliśmy dziećmi bożymi ale przyszedł Darwin i zburzył ten porządek więc ludzie wymyślili sobie inteligentny projekt zamiast przyjąć, że nie jesteśmy wcale wyjątkowi. I mimo, że od początku jest jasne, że koncepcja ID nie ma szans to niektórzy się wokół niej okopali i próbują rozpaczliwie utrzymać ostatnią redutę zabobonności w teorii powstania świata.
Kochamy żyć w komforcie. Uważam, że na tym fundamencie powstają wszystkie fobie, rasizmy, nacjonalizmy. Za wszelką cenę próbujemy sobie udowodnić, że to my jesteśmy narodem, rasą, społecznością wybraną i najlepszą, taka romantyczna koncepcja Chrystusa narodów w mrocznym wydaniu.

>Weźmy dziewiętnastowieczny kult nauki i dwudziestowieczny konsumpcjonizm, które doprowadziły przez kult umysłu i poznania naukowo-technicznego do degradacji środowiska naturalnego. To tylko niektóre przykłady.

Może jest tak dlatego, że umysł choć posiadający potężne zdolności wszystkiego przewidzieć nie może i reaguje z opóźnieniem na skutki swoich decyzji. Tak jak w tym przysłowiu, że mądry Polak po szkodzie. Tworzymy kombinat przemysłowy i dopiero gdy zauważymy, że zniszczone zostały wszystkie lasy i ludzie umierają to zdajemy sobie sprawę, że jednak wciąż jesteśmy częścią przyrody.
Niestety nasze reakcje zawsze opóźnione a obecnie dodatkowo stępione widmem zysków przestają być właściwe. Długo negowaliśmy globalne ocieplenie, a teraz chcąc walczyć możemy spowodować więcej szkód co przedstawia artykuł: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6828
Ale trzeba być dobrej myśli. Może umysł, który stworzył bogów zacznie twardo stąpać po Ziemi i jego racjonalne działania zapobiegną skutkom działań podjętych w przeszłości.

Ale się rozpisałem

Pozdrawiam
setarkos (10757 punktów)
>"Czy umysł jest/nie jest częścią przyrody?"

Mózg jest, umysł nie jest - sprzęt to jednak co innego niż oprogramowanie

Może się wydawać oczywiste, że przyroda 'umie' się obyć bez umysłu, a umysł bez przyrody nie. Nie wynika jednak z tej oczywistości, żeby przyroda 'potrafiła' zniszczyć umysł lub mogła do tego 'dążyć' (chyba, że przypisać jej cechy osobowe, co wydaje się pomysłem zbyt śmiałym))

.
lontri (16088 punktów)

Trzeba przyznać, że metafora informatyczna ma swoje miejsce w filozoficznym namyśle nad umysłem. Nie potrafię jednak określić, jaką wartość mają jej osiągnięcia.




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
30-09-2009 03:22 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
"Oprogramowanie" wynika z ewolucji naturalnej tak samo jak geny.
lontri (16088 punktów)

W jakim sensie logicznym używasz w tym zdaniu słowa "wynikać"?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
01-10-2009 00:32 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>W jakim sensie logicznym używasz w tym zdaniu słowa "wynikać"?
>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT

Nie wypowiadam sie za Jacka, ale uzylabym tego samego okreslenia.
( Pomijajac to, ze nie wiem, co to jest sens logiczny; a nielogiczny, to jaki?)
Nic tu do tlumaczenia nie ma, bo tylko kaczory tlumacza oczywista oczywistosc.
A ona jest taka, ze sposob funkcjonowania umyslu w srodowisku na korzysc homeostatu, ktorym zawiaduje dla wlasnego dobra, jest zespolem algorytmow, ktorych stosowanie przynosi sukces ewolucyjny genom sprzegnietym z okreslonym zespolem algorytmow.
Symbioza taka, ot co ! Na zasadzie wspolnych celow, czyli wynikania strategii.
Co tu moze byc niejasne ?
lontri (16088 punktów)

Mogę być w takim razie kaczorem - jest to dość doborowe towarzystwo.

Czy mówiąc o wynikaniu chodzi ci o zależność:
przyczynowo-skutkową (ewolucja jest siłą sprawczą umysłu?)
skutkowo-przyczynową (z tego, że istnieje umysł wnioskujemy o zachodzeniu ewolucji?)
strukturalną - raczej nie
analityczną - (wnioskowanie jest poprawne tylko na mocy analizy definicji/sposobów rozumienia zastosowanych pojęć)?




BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
exeqtor (359 punktów)
Cytat:
I czy w ogóle pojęcie umysłu jest jeszcze do czegoś potrzebne? (Bo zakładam - być może naiwnie - że sam umysł bywa użyteczny).


więc bezużyteczna jest ta rozmowa skoro jest wytworem bezużytecznego umysłu, jeśli wątpić w użyteczność jego działania. Paradoksalne są też poczynania samego umysłu rozważającego swoją użyteczność.
Moim zdaniem użyteczność umysłu polega na tym, że jego zastosowanie pozytywnie wpływa na przetrwanie, gdyż potrafi on przewidzieć reakcję swojego potencjalnego działania na niego samego, w ten wybiórczy dla siebie sposób podejmuje decyzje, które są najlepsze dla niego w owym stanie zakresu potencji swej mocy myślenia.

Przykładowo rzeczą pożyteczną, użyteczną jest podjęcie przez umysł działania w kształceniu się w celu jeszcze lepszej sprawności użyteczności.
lontri (16088 punktów)

1. Rozumiem, że negacja i zaprzeczanie są twoją naturalną metodą oswajania tematu, dlatego nie zamierzam wypominać ci, że moja teza była postawiona delikatnie, w postaci pytania i nie wynikało z niej, że wszystko, co z umysłem związane koniecznie musi być bezużytecznie.
Czasami jednak wyciągnięcie maksymalnych konsekwencji z łagodnie postawionych przypuszczeń, może stanowić podstawę do mocniejszego odbicia. Cóż innego zrobił Kartezjusz? Pytanie, czy było to naprawdę potrzebne i użyteczne.

2. Chodziło mi tylko o to, czy pojęcie umysłu jest jeszcze potrzebne, czyli czy pojęcie to jeszcze się do czegoś nadaje czy też należałoby jej zastąpić jakimś pojęciem/terminem bardziej adekwatnym.

Nie podważam więc użyteczności takich funkcji, jak przewidywanie i planowanie w perspektywie lepszej adaptacji czy przetrwania.
Pytam o to, czy warto używać terminu 'umysł'? Czy termin ten jeszcze coś ze sobą niesie, jaki sens, jakie znaczenie?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365