Chciałbym tylko wiedzieć, jak oni sobie wyobrażają takie odcinanie. W świecie sieci WiFi, darmowych hotspotów i ogólnodostępnego internetu. Nie sądzę, żeby ktokolwiek, w jakikolwiek sposób mógł pozbawić mnie internetu. Mogą się dogadać z dostawcą, odciąć mi kabel, ale w żaden sposób by mnie to nie ograniczyło. Oprócz hotspotów, uczynnego sąsiada, który za parę złotych miesięcznie dałby się namówić na podział jego łącza, zostają jeszcze usługi GSM, WiMAX i inne. Dlatego sądzę, że Unia się trochę za bardzo rozpędziła. Może jeszcze ocenzurują Google? Dla mnie to jest lekka przesada. Świat idzie w takim a nie innym kierunku i nie ma co z tym wojować, zawsze znajdzie się ktoś sprytniejszy od urzędnika i poradzi sobie z nałożonymi ograniczeniami. To tak jak zwalczanie piractwa. Niby próbują, niby coś tam wychodzi. Ale na jeden zamknięty serwis pojawiają się cztery nowe. Walka z wiatrakami. Uważam, że pora dla urzędników dojść do wniosku, że próba ingerencji w internetową wolność słowa jest zadaniem pozbawionym sensu. Lepiej po prostu edukować i uczulać na pewne zjawiska, niż próbować walczyć z wiatrakami.
Zresztą, mówi się, że nie ma anonimowości w sieci. Zgoda, nie ma, ale nie dla wszystkich. Ci którzy chcą się ukryć - dadzą radę to zrobić. I kto im wtedy udowodni winę i wykaże, że to ich należy odciąć od sieci? To może wezmę laptopa i skoczę pod dom sąsiada, podepnę się pod jego Access Pointa, ściągnę trochę pornografii, wrzucę parę pirackich filmów do sieci i zniknę. A jego odetną.
|