Racjonalista - Strona głównaDo treści
Spór (a)teologiczny z Teresą

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
09-11-2009 15:56Bartek Górecki (1514 punktów)Spór (a)teologiczny z Teresą
Ocena 5 na 5
Wątek Byłem na mszy "się zamknął" i nie zdążyłem odpowiedzieć Teresie na jej posty:
post nr 1
post nr 2

Teresa, po raz kolejny przepraszam za późną odpowiedź.

>Mówisz o jakimś innym "bogu". Bóg chrześcijański nie chce niewolników tylko przyjaciół.

Ale skąd wiesz? Z wyrwanego z kontekstu cytatu z biblii, świadectwa innych ludzi czy Ci sam powiedział?

>>Problem jest jednak nierozwiązany, bo skoro jest uosobionym dobrem, to albo nie jest wszechmocny, albo ślepy, albo ma nas gdzieś. Bo tego świata "uosobione dobro" nie stworzyło.
>Dlaczego nie? Nie, wcale nie ma takiego logicznego wynikania. Mówisz tak, bo zakładasz, ze Bog musi nas stale ochraniać przed konsekwencjami naszego własnego zła i dokonywać stale cudów, aby ludzie nie ulegali wypadkom?

Nie o tym mówię, tylko o rozwiązaniach "systemowych" czyli o tzw. "projekcie". Otóż, w ten świat - zło i cierpienie jest poprostu integralnie wpisane. Czego byśmy nie robili te negatywne zjawiska będą i tak istnieć! Co by daleko nie szukać przykład z osą i konikiem polym: "osa składa jajo w ciele konika polnego, uprzednio sparaliżowanego jadem. Ze złożonego jaja wykluwa się larwa osy, która wyżera tkanki konika polnego. Podczas całego wzrostu larwy osy konik polny jest żywy — tkankę nerwową konika polnego larwa osy wyżera na końcu. Życie konika polnego w trakcie rozwoju larwy osy jest niezbędne, gdyż dzięki temu ma ona świeży pokarm. Jad tylko paraliżuje konika polnego, natomiast nie znieczula go, gdyż nie jest to osie potrzebne do życia. Można domniemywać, że przez cały czas rozwoju larwy osy konik polny „cierpi”. Pytam więc czy Bóg tworząc świat - niedopracował go? Czy też nasze grzechy "promienują np. na świat zwierzęcy?

>>Podtrzymuję twierdzenie, że religie pojęcie miłości wypaczają ponieważ widzę co robią i robili ziemscy "zastępcy" boga.
>A dlaczego nie patrzysz na Jezusa Chrystusa ("który nie miał grzechu") - On pokazał co to znaczy kochać.

Owszem patrzę i widzę standardy morlane, które wkraczają daleko poza ówczesne jak i dzisiejsze czasy. Wciąż jednak nie kupuję całej tej nadprzyrodzonej otoczki. A akurat KrK w przeciagu wieków pokazał jak nie nalezy postępować. Ostatnio obserwujemy często "dobrotliwą twarz religii", jednak nie zapominajmy o "tej zbrodniczej".

>>Łącząc powyższe fakty wychodzi że jesteśmy delikatni i ograniczeni - nic dziwnego, że za wszelką cenę dążymy do oddania się w opiekę wszechmogącemu i nie ma znaczenia fakt, że jest może to być tylko iluzja. Wiara daje pocieszenie, ukojenie i motywację do czynienia dobra nawet jeśli boga nie ma.
>Zgadzam się, lecz nie do końca, bo jeśli chodzi o fakty to należy też wziąć pod uwagę, ze człowiek ma rozum, który może "pomieścić" cały wszechświat i ma wolę, także przewyższa wszystkie miliardy galaktyk, itp.. jak więc nie myśleć o Bogu, skoro sam człowiek jest "boski".

Np., bo to iluzja boskości! Cała masa "pięknych idei" okazuje się utopiami. Liczą sie solidne dowody.

>>A skąd pewność, że akurat chrześcijaństwo na to pytanie zna poprawną odpowiedź? Uczciwsze podejście to. "Nie wiem. Kropka". Nazwijmy to ewangelią wg św. Niewiadomo
>Skoro to dla Cienie tajmnica niezgłebiona to proponuję abyś odbył podróz dookoła świata i sprawdził, w którym kręgu kulturowym powodzi się ludziom najlepiej, w którym kręgu odnotowana największy postęp.

Z tym, że aby uzyskać odpowiedź uniwersalną musiałbym objechac raczej cały Wszechświat!

>No ale dlaczego niby w ogóle człowiek powinien przetrwać a nie zginąć? To nie jest wcale kwestia pragmatyki tylko wiary.

To jedynie kwestia genów i doboru naturalnego. Osobniki, które nie miały skutecznego pomysłu na przetrwanie do czasu powielenia swojego materiału genetycznego - dawno wymarły. Poprostu jesteśmy nośnikami samolubnych genów.

>>O to mi chodzi, bo nagle okazuje się, że religia na te pytania nie udziela satysfakcjonujących odpowiedzi. Nauka również, ale przynajmniej tego nie ukrywa.
>Przecież każda religia ma credo (wyznanie wiary), którego nie ma nauka , dlaczego więc piszesz, że coś ukrywa?

Ukrywa fakt, że nie udziela poprawnych odpowiedzi na pytanie o powstanie wszechświata!!! Robi to w ten sposób, że zamyka usta i umysły za pomocą wyznania wiary.

>Tak: zarówno przyroda jak i Objawienie są dziełem tego samego prawdomównego Boga a więc nie może być sprzeczności między nauką świecką badająca przyrodę opartą na doświadczeniu a Objawieniem.

Nie zgdzam się z tym. Powyższe zdanie to zwyczajnie samouzasadniająca się teza, która bez właściwych dowodów nie może być potraktowana szczególnie poważnie.

cdn...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Bartek Górecki (1514 punktów)
Ciąg dalszy:

>>Wystarczy nie wierzyć w zjawiska nadnaturalne i już bóg jest gdzieś pomiędzy elfami i wróżkami.
>"Nie wierzyć w zjawiska nadnaturalne" to tez jest wiara.

A niezbieranie grzybów to też hobby Dlaczego teiści przy zakupie np. auta żadają dowodów, że to auto jest dobrej jakości i do tego tanie, ale tak racjonalne podejście odrzucają przy sprawach powstania i istoty Wszechrzeczy? A może sprzedawcy samochodów pownni wieszczyć, że rdza na aucie to okaz zdrowia auta!!! Bluźni i obraża uczucia religijne, kto twierdzi inaczej! Może to też zadziała!

>Po pierwsze dawniej to od Kościoła zależało oblicze Europy, i gdyby nie odciął sie od złych poglądów to może żylibyśmy dzisiaj tak, jak żyją muzułmanie lub spędzalibyśmy życie medytując nad miską ryżu uważając, że świat (materia) jest zły, itp. . Po drugie w skali światowej religie (kręgi kulturowe) mają przemożny wpływ na życie ludzi. Wyobraź sobie jaki byś był gdybyś urodził się pod panowaniem islamu lub hinduizmu?

Czyli mam dziękować, bogu, że jestem ateistą w katolickim, a nie muzułmańskim kraju?
Mi to nie wystarcza, wolałbym, żeby każdy człowiek szanował drugiego człowieka bezwzględnie. Ale to wymagałoby wyrwania się społeczeństw m. in. z religijnych kręgów kluturowych.

>Wyobraź sobie, że jesteś niewolnikiem. Czy za wszelką ceną (godząc się na bycie niewolnikiem) dążyłbyś do "pokoju na świecie" czy raczej dążyłbyś do ustanowienia systemu "dogmatycznego", w którym wszyscy ludzie są równi i mają równe prawa? NIe wszystko co dogmatyczne musi być złe.

Akurat idea równości i wolności to nie dogmat, a wynik i wręcz miernik rozwoju społecznego. Jak funkcjonuja kraje bez takich wartości widać we wszelkiej maści republikach bananowych. Mamy namacalne dowody jak nie nalezy postępować. A jak tu szanować dogmat o nieomylności papierza, skoro dowody temu przeczą?

>No, ale jednak nie jesteśmy jak inne zwierzęta i jednak rozumiemy wszechświat, więc coś tu się nie zgadza.

Rozumiemy jedynie jego mocno zredukowaną do równań postać, a i do tego potrzebujemy komputerów.

>Jeśli nie powstaliśmy po to aby zrozumieć wszechświat tylko po to aby przetrwać, a jednak go rozumiemy - to, co to ma być? Przypadek?

Ani przypadek, ani inteligentny projekt - wynik (efekt uboczny) naturalnej selekcji. Zagadnienie nie jest proste, ani intuicyjne. Świtenie to tłumaczy prof. P Z Meyers: www.youtube.com/watch?v=ba2h9tqNYAo W uproszczeniu: naturalna selekcja tworzy zjawiska chaotyczne, skomplikowane i wielofunkcyjne np. ogon u jednych zwirząt może być stablilizatorem lotu, u innych sterem w wodzie a jeszcze u innych bronią. Długi czas + wielość kombinacji robi swoje. Abstrakcujne myślenie u ludzi powstało przy okazji rozwoju ośrodka mózgowego odpowiedzialnego za orientację w przestrzeni. Katoliccy uczeni nie kwestionują teorii ewolucji.

>No i co z tego niby wynika dla naszej dyskusji? Że skoro jest niefalsyfikowalna metodami naukowymi to już należy ją odrzucić?

Nie traktować poważnie do czasu należytego udowodnienia.

>Tak samo nie da się naukowo udowodnić, ze okrucieństwo dla przyjemności jest złe. A mimo to za takie akty zamyka się ludzi w więzieniach - mimo braku na to dowodów "naukowych".

Dowody są i to namacalne. W społeczeństwach, których nie szanuje się pewnych wartości ogólnoludzkich jakość życia jest żenująco niska! Czysta ekonomia. Przestrzeganie sensownych (przez lata wypracowanych) zasad opłaca się i z makroekonomicznego i mikroekonomicznego punktu widzenia. Nie potrzebuję bać się zemsty niewidzialnego ducha, żeby przestrzegać zasad.
Symptomatyczne jest to, że kiedy sugeruję, że podstawy wiary są "nieskażone dowodami", gdzieś w tle pojawia się dyskusja o moralnośći. Pytam więc: czy bez miłości boskiej i kary boskiej (kij i marchewka) nie ma moralności? Czy - Twoim zdaniem - wtedy automatycznie zacznie opłacać się kraść i mordować? Lub choćby - bez wiary nie ma zachować altruistycznych?

Pozdrawiam

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
09-11-2009 16:32 
 Ocena 3 na 5
Ignorancja (4718 punktów)

Najmocniej przepraszam, że się wtrącam, ale każdorazowo nie mogę się powstrzymać przed zadaniem pewnego pytania, gdy czytam co następuje:

A dlaczego nie patrzysz na Jezusa Chrystusa ("który nie miał grzechu") - On pokazał co to znaczy kochać. (jak sądzę napisała to Tereska)

Bardzo chciałabym się dowiedzieć Teresko skąd posiadasz wiadomości, że Jezus nie miał grzechu oraz co istotniejsze na podstawie czego wnioskujesz, że pokazał on co znaczy kochać? A jak jesteśmy przy miłości Jezusa to poproszę o odpowiedź kogóż on tak bardzo kochał, bo zdaje się, że do najbliższych przejawiał stosunek, który trudno byłoby przyporządkować miłości.
09-11-2009 16:57 
 Ocena 3 na 3
Degre (752 punktów)
> A dlaczego nie patrzysz na Jezusa Chrystusa ("który nie miał grzechu") - On pokazał co to znaczy kochać.
Jezus jest (jak dla mnie)postacią tak samo mityczną jak Herkules,Edyp,Tezeusz,Jazon,Utanapisztim...
A jego legenda ...Toż to powycinane życiorysy innych bogów i sklejone w całość.
Reszta to efekt "śnieżnej kuli"
10-11-2009 09:51 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> A dlaczego nie patrzysz na Jezusa Chrystusa ("który nie miał grzechu") - On pokazał co to znaczy kochać.Jezus jest (jak dla mnie)postacią tak samo mityczną jak Herkules,Edyp,Tezeusz,Jazon,Utanapisztim...
>A jego legenda ...Toż to powycinane życiorysy innych bogów i sklejone w całość.
>Reszta to efekt "śnieżnej kuli"

No, i już wszystko wiadomo . Mistrz argumentu, wszystko wyjaśnił słowem skrzydlatym
09-11-2009 19:55 
 Ocena 9 na 9
Kowalska (14008 punktów)
>A jak jesteśmy przy miłości Jezusa to poproszę o odpowiedź kogóż on tak bardzo kochał (...)

   Madzię kochał. Jak każdy normalny, zdrowy chłop.
09-11-2009 22:08 
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A jak jesteśmy przy miłości Jezusa to poproszę o odpowiedź kogóż on tak bardzo kochał (...)
>    Madzię kochał. Jak każdy normalny, zdrowy chłop.
Madzię faktycznie kochał wówczas niejeden... . A Jezus kochał także Jasia... .
09-11-2009 22:37 
 Ocena 6 na 6
Kowalska (14008 punktów)
>>>A jak jesteśmy przy miłości Jezusa to poproszę o odpowiedź kogóż on tak bardzo kochał (...)

>>    Madzię kochał. Jak każdy normalny, zdrowy chłop.

>Madzię faktycznie kochał wówczas niejeden... . A Jezus kochał także Jasia... .

   Bo w komunie żyli. A hipisi to niby skąd? Długie włosy, szaty powłóczyste, rzemyki gdzie się da pozawieszane?

   Ja nie wiem czy ta woda się po LSD w wino zmieniła, ale trzeźwi to oni nie byli.
14-12-2009 21:50 
 Ocena 4 na 4
plodzien (7378 punktów)
>>> A jak jesteśmy przy miłości Jezusa to poproszę o odpowiedź kogóż on tak bardzo kochał (...) >
>>     Madzię kochał. Jak każdy normalny, zdrowy chłop. >
> Madzię faktycznie kochał wówczas niejeden... . A Jezus kochał także Jasia... . >
No i imprezy kochał. Ostatnia była tak huczna, że żeby się odbyła - kazał Judaszowi coś sprzedac.
09-11-2009 23:58 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)

> Madzię kochał. Jak każdy normalny, zdrowy chłop.

oglądający telenowele.

Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Najmocniej przepraszam, że się wtrącam, ale każdorazowo nie mogę się powstrzymać przed zadaniem pewnego pytania, gdy czytam co następuje:
> A dlaczego nie patrzysz na Jezusa Chrystusa ("który nie miał grzechu") - On pokazał co to znaczy kochać. (jak sądzę napisała to Tereska)
>Bardzo chciałabym się dowiedzieć Teresko skąd posiadasz wiadomości, że Jezus nie miał grzechu oraz co istotniejsze na podstawie czego wnioskujesz, że pokazał on co znaczy kochać? A jak jesteśmy przy miłości Jezusa to poproszę o odpowiedź kogóż on tak bardzo kochał, bo zdaje się, że do najbliższych przejawiał stosunek, który trudno byłoby przyporządkować miłości.

Pytaj wiatru w polu.
Uriel_ (360 punktów)
>Najmocniej przepraszam, że się wtrącam, ale każdorazowo nie mogę się powstrzymać przed zadaniem pewnego pytania, gdy czytam co następuje:

A mnie się wydaje, że autor po to umieścił temat na forum by powiększyć grono komentatorów w przeciwnym razie i ja przepraszam, że się nie powstrzymam by Cię oświecić.

>A jak jesteśmy przy miłości Jezusa to poproszę o odpowiedź kogóż on tak bardzo kochał, bo zdaje się, że do najbliższych przejawiał stosunek, który trudno byłoby przyporządkować miłości.

1. Jezus kochał i kocha tylko i wyłącznie siebie, czyli Dobrego Człowieka.
2. Jeśli jesteś Dobrym Człowiekiem z natury stanu odwzajemniasz mu Jego miłość.
3. Jeśli miłujesz Dobrego Człowieka (Boga Chrz.) to miłujesz każdego w kim On się objawia, więc Jezusa i Teresę po tym jak osiągnie ona zbawienie stając się Synem Bożym czyli? Noż Dobrym Człowiekiem a jakże by inaczej.
A wtedy patrząc na Teresę i słuchając jej z miłości do siebie obecnego w niej powiem patrz punkt 1.

Jeśli chcesz być Dobrym Człowiekiem i czerpać z tego korzyści Jezus miłosiernie oferuję Ci swą pomoc.
Jeśli nie chcesz być Dobrym Człowiekiem, won (bez względu na pokrewieństwo i roszczenia do mnie z tego tytułu), ale pamiętaj zawsze możesz wrócić, zawsze jest szansa na zbawienie, a nagrodą obopólną zbawienia jest kolejny Dobry Człowiek stąpający po Ziemi.

Kimże są bracia i siostry moje jeśli nie tymi, którzy kochają siebie tak jak ja siebie umiłowałem ?

Słyszałaś/eś pewnie kiedyś pierwsze przykazanie chrześcijan

Będziesz miłował Pana Boga swego (...)

Czyli kogo/co ? Co miłujesz ? Bez poznania kandydata do oddawania mu chwały nie ma mowy o wierze ani miłości do bliźniego, ani nawet o oddawaniu mu chwały w taki sposób jakiego oczekuje i na jaki zasługuje.

Co doprecyzować ?
10-11-2009 15:51 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
Wszystko to bardzo ładne, przynajmniej teoretycznie, choć rzewne i ckliwe.
Tylko jak sam doskonale wiesz ta szlachetna z takim pietyzmem rozpowszechniana przez chrześcijan poza Jezusa kłóci się cholernie z jego zachowaniami w stosunku do tych, co ośmielali się w jakikolwiek sposób sprzeciwić barankowi bożemu. Wtedy pokazywał kły, nie korespondujące w żadnym razie z jego apelami o miłowaniu nawet nieprzyjaciół. O radach typu: "nadstaw drugi policzek" w takich momentach zapominał był całkowicie.
Dla mnie to wystarczający dowód, że nie różnił się od ode mnie, od ciebie, czy Kowalskiego. A że mówił o sobie jako o bożym synu? A mało to ludzie bzdur wygadują?

>Jeśli chcesz być Dobrym Człowiekiem i czerpać z tego korzyści Jezus miłosiernie oferuję Ci swą pomoc.
A co jeśli chcę być dobrym człowiekiem bez pomocy Jezusa? Wtedy nie będę zaliczona do "braci" i "sióstr", a z uprzejmego zachowania Jezusa oraz jego naśladowców nie pozostanie nawet cień wspomnienia.
Co sam zresztą przyznałeś:
>Bez poznania kandydata do oddawania mu chwały nie ma mowy o wierze ani miłości do bliźniego, ani nawet o oddawaniu mu chwały w taki sposób jakiego oczekuje i na jaki zasługuje.

I do tego sprowadza się cała ta chrześcijańska bujda.
"kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie, a kto ze mną nie zbiera, rozprasza" (Mt. 12:30)

a wtedy na szafot z nim, ewentualnie w głębiny morza z kamieniem młyńskim u szyi, o czym również instruuje nas Jezus w przekazie tegoż Mateusza (18:6)
Uriel_ (360 punktów)
>A że mówił o sobie jako o bożym synu? A mało to ludzie bzdur wygadują?
Co, ateiście o określonych poglądach nie wolno tak się nazwać ?
A co jeżeli jest on dobrym człowiekiem ?
Czy uważasz, że ateista nie może stać się dobrym człowiekiem ?
Czymże wtedy różni się on od Boga Chrześcijańskiego ?
Przymiotnikiem ?

>Tylko jak sam doskonale wiesz ta szlachetna z takim pietyzmem rozpowszechniana przez chrześcijan poza Jezusa kłóci się cholernie z jego zachowaniami w stosunku do tych, co ośmielali się w jakikolwiek sposób sprzeciwić barankowi bożemu. (...)

Polemizuje na przykładach. Już tam gdzieś widzę jakieś wersy i niebawem się do nich odniosę.

>Dla mnie to wystarczający dowód, że nie różnił się od ode mnie, od ciebie, czy Kowalskiego.

A czym się ma różnić poza konstrukcją światopoglądową i stanem Ducha ?
Uważasz, że masz ten sam stosunek do człowieczeństwa co On czy jakaś łajza klęcząca przed figurką o nazwisku Kowalski ?

>>Jeśli chcesz być Dobrym Człowiekiem i czerpać z tego korzyści Jezus miłosiernie oferuję Ci swą pomoc.
>A co jeśli chcę być dobrym człowiekiem bez pomocy Jezusa?
Spróbuj zaprzeczając jednocześnie, że Ja (On) nim jesteśmy.
Bo jeśli i Ty i Ja jesteśmy JA JESTEM (dobrym człowiekiem) to znaczy, że współdzielimy to samo Dobro.

>Wtedy nie będę zaliczona do "braci" i "sióstr", a z uprzejmego zachowania Jezusa oraz jego naśladowców nie pozostanie nawet cień wspomnienia.

Tacy jak my walczymy (czasem do upadłego) o zrozumienie nadstawiając policzki i kark. Możesz po prostu odejść i przyjść wtedy gdy poczujesz, że pragniesz jednak dowiedzieć się jak my widzimy dobro i zło dla własnej a pośrednio dla naszej więc obopólnej korzyści przyjąć tę wiedzę jako dar, którym ona jest.

>Co sam zresztą przyznałeś:
>>Bez poznania kandydata do oddawania mu chwały nie ma mowy o wierze ani miłości do bliźniego, ani nawet o oddawaniu mu chwały w taki sposób jakiego oczekuje i na jaki zasługuje.
>I do tego sprowadza się cała ta chrześcijańska bujda.

Do czego? Bo ja wnioskuję, że ludzie w tej religii czczą sami nie wiedząc co, a Ty nie jesteś na tyle oświecona by im pomóc wyjść z błędu w którym tkwią. Szkoda, że kopiujesz bezkrytycznie cudze błędy.

>"kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie, a kto ze mną nie zbiera, rozprasza" (Mt. 12:30)

Jak już zostaniesz Dobrym Człowiekiem, z moją czy bez mojej pomocy, to się przekonasz jak to jest.

>a wtedy na szafot z nim, ewentualnie w głębiny morza z kamieniem młyńskim u szyi, o czym również instruuje nas Jezus w przekazie tegoż Mateusza (18:6)

Jesteś jednym z tych małych, którzy wierzą bądź nie wierzą we Mnie i gdybym miał się stać dla Ciebie powodem grzechu lepiej by mi było kamień młyński uwiązać u szyi i rzucić go w morze. Proste?

Czemu Mnie obarczasz winą za indolencję intelektualną interpretatorów świętego tekstu droga Ignorancjo ?

   
10-11-2009 20:53 
 Ocena 6 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>Czy uważasz, że ateista nie może stać się dobrym człowiekiem ?
>Czymże wtedy różni się on od Boga Chrześcijańskiego ?
>Przymiotnikiem ?
Nie. Różni się realną egzystencją.

>Uważasz, że masz ten sam stosunek do człowieczeństwa co On czy jakaś łajza klęcząca przed figurką o nazwisku Kowalski ?
Absolutnie. Uważam, że mam lepszy stosunek do człowieczeństwa. Nie próbuję manipulować ludźmi opierając się o boski - wygodny, bo niesprawdzalny autorytet, aby przeforsować swoje widzimisię.

>>A co jeśli chcę być dobrym człowiekiem bez pomocy Jezusa?(ja)
>Spróbuj zaprzeczając jednocześnie, że Ja (On) nim jesteśmy. (ty)

Cwane. I tylko tyle. Zmierzasz do tego, że nazwanie niegodziwców niegodziwcami, było w ustach Jezusa całkowicie uzasadnione i nie zmienia to jego miłości do ludzi. Otóż nie. Byłoby tak, gdy ten sam Jezus nie stroił się w skórę pokornego baranka, a przede wszystkim kogoś lepszego od reszty. Ponieważ to robił, pozostawia lektura N.T. przygnębiające wrażenie, że tak opiewana i gloryfikowana w nim postać - dobro wcielone, była tylko jednostką z przerośniętym ego, której zakłamanie sięgało wyżyn.

>Bo jeśli i Ty i Ja jesteśmy JA JESTEM (dobrym człowiekiem) to znaczy, że współdzielimy to samo Dobro.
Po co ten caps look, albo jak niżej w twym tekście, do którego się odnoszę pisanie zaimka osobowego 1. os. l. poj. wielką literą?
W tym też naśladujesz mistrza?

>>Wtedy nie będę zaliczona do "braci" i "sióstr", a z uprzejmego zachowania Jezusa oraz jego naśladowców nie pozostanie nawet cień wspomnienia. (ja)
>Tacy jak my walczymy (czasem do upadłego) o zrozumienie nadstawiając policzki i kark. (ty)
A czasami bijąc po policzkach i karku tych, którzy się z wami nie zgadzali. Czasami ich też grilowali tacy jak ty,przejęci odezwą, że ubliżenie duchowi św. godne jest największych kar doczesnych, byle tylko zaoszczędzić nieświadomemu gorszych mąk, np. popadnięcia w niełaskę u pana niebieskiego (Mt. 12:31)

Zwłaszcza, gdy na podorędziu mieli wspomniany juz przeze mnie instruktaż, którym pomanipulowałeś, w przekonaniu, że oto udaje ci się ku własnej korzyści zinterpretować ... no własnie, co zinterpretować? Bo na pewno nie przekaz ewangeliczny.
Przypomnę ci oryginał:

"Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza" (Mt. 18:6)
A twoja wersja (1)wraz z komentarzem (2):
>Jesteś jednym z tych małych, którzy wierzą bądź nie wierzą we Mnie i gdybym miał się stać dla Ciebie powodem grzechu lepiej by mi było kamień młyński uwiązać u szyi i rzucić go w morze.(1) Proste?
>Czemu Mnie obarczasz winą za indolencję intelektualną interpretatorów świętego tekstu droga Ignorancjo ?(2)

udowadnia niestety tylko, że ponownie zabrnąłeś. Zmieniając dowolnie tekst pisma przez ciebie zwanego świętym i twierdząc, że zaistniałe pomyłki wynikły z powodu błędów interpretacyjnych jego kompilatorów podważasz właśnie jego wiarygodnośc, a tym samym świętość.

Zaproponuję na końcu, nie Urielowi, ale zainteresowanym przypatrzeć się zestawieniu dwóch fragmentów ew. Mateusza, co zresztą już gorąco poleciłam w tym wątku niejakiemu witwosowi - "rekordziście" rzeczowości.

1. Podejście teoretyczne:
"Rzekł mu Jezus: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, potem przyjdź i naśladuj mnie" (Mt. 19:21)

2. Podejście praktyczne:
"Przystapiła do niego niewiasta, mająca alabstrowy słoik bardzo kosztownego olejku i wylała go na głowę jego, gdy spoczywał przy stole. A uczniowie, ujrzawszy to, oburzyli się i mówili: Na cóż ta strata? Przecież można to było sprzedać i rozdać ubogim. A gdy to zauważył Jezus, rzekł im: Czemu wyrządzacie przykrość tej niewieście? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie. Albowiem ubogich zawsze macie wśród siebie, ale mnie nie zawsze mieć będziecie" (Mt. 26, 7-11)

W drugim fragmencie (choć znam lepsze) już widać wspomniany przeze mnie wyżej przerost własnego ego, w konsekwencji megalomanię i narcyzm. Nieodłączne cechy przywódców sekt, w tym chociażby sekty Moona.
lodowy (1486 punktów)
>"Przystapiła do niego niewiasta, mająca alabstrowy słoik bardzo kosztownego olejku i wylała go na głowę jego, gdy spoczywał przy stole. A uczniowie, ujrzawszy to, oburzyli się i mówili: Na cóż ta strata? Przecież można to było sprzedać i rozdać ubogim. A gdy to zauważył Jezus, rzekł im: Czemu wyrządzacie przykrość tej niewieście? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie. Albowiem ubogich zawsze macie wśród siebie, ale mnie nie zawsze mieć będziecie" (Mt. 26, 7-11)
>W drugim fragmencie (choć znam lepsze) już widać wspomniany przeze mnie wyżej przerost własnego ego, w konsekwencji megalomanię i narcyzm. Nieodłączne cechy przywódców sekt, w tym chociażby sekty Moona.
>
Być może kobieta wylała olejek nie pytając o to Jezusa i nie miało sensu tego krytykować, bo jej intencją było zrobić coś dobrego. Głównie jednak chodziło w tym fragmencie o to by apostołowie służąc biednym nie zapomnieli o samym Jezusie, wymiar materialny nie ma tu znaczenia. Taka byłaby interpretacja katolicka (słaby jestem z egzegezy).
Posługiwanie się Biblią w rozmowach ateisty z wierzącym nie ma większego sensu, interpretacje zawsze będą się rozbiegały.
11-11-2009 01:10 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>>"Przystapiła do niego niewiasta, mająca alabstrowy słoik bardzo kosztownego olejku i wylała go na głowę jego, gdy spoczywał przy stole. A uczniowie, ujrzawszy to, oburzyli się i mówili: Na cóż ta strata? Przecież można to było sprzedać i rozdać ubogim. A gdy to zauważył Jezus, rzekł im: Czemu wyrządzacie przykrość tej niewieście? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie. Albowiem ubogich zawsze macie wśród siebie, ale mnie nie zawsze mieć będziecie" (Mt. 26, 7-11)
>>W drugim fragmencie (choć znam lepsze) już widać wspomniany przeze mnie wyżej przerost własnego ego, w konsekwencji megalomanię i narcyzm. Nieodłączne cechy przywódców sekt, w tym chociażby sekty Moona.
>>
>Być może kobieta wylała olejek nie pytając o to Jezusa i nie miało sensu tego krytykować, bo jej intencją było zrobić coś dobrego. Głównie jednak chodziło w tym fragmencie o to by apostołowie służąc biednym nie zapomnieli o samym Jezusie, wymiar materialny nie ma tu znaczenia. Taka byłaby interpretacja katolicka (słaby jestem z egzegezy).
>Posługiwanie się Biblią w rozmowach ateisty z wierzącym nie ma większego sensu, interpretacje zawsze będą się rozbiegały.

W sumie dziękuję Ci za tę podjętą próbę wskoczenia w tok chrześcijańskiego rozumowania. Niestety dla mnie jest ono pokrętne.
Gdyby rzeczywiście Jezus nie chciał zranić kobiety, która z dobroci dokonała omawianego czynu to jako osoba ponadprzeciętna dobrałby bez problemu inne słowa, a scenka wygladałaby nastepująco: po skarceniu uczniów winien zwrócić sie do niewiasty z podziękowaniem, ale też pouczeniem, że nie tak postępować się godzi w świetle jego nauk. Tymczasem brak odpowiedniej reakcji edukacyjnej w połączeniu ze wzruszjącymi poradami z przykładu pierwszego nasuwają jednoznacznie skojarzenie, że ów żydowski włóczęga chętnie udzielał dobrych rad innym, ale sam się do nich nie stosował.
Ponadto drugie zdanie, a dokładnie taka interpretacja ponownie obudzić musi przynajmniej zdziwienie, że symbol pokory nachalnie dopomina się o hołdy. Trochę to niekonsekwentne Nie sądzisz?

Z Twoim zdaniem końcowym nie zgadzam sie fundamentalnie. Mam tu na myśli brak sensu. Podejmując się polemiki, (no powiedzmy, że to polemiki) z wierzącymi w interpretację przesłania biblijnego jaką im swego czasu zaproponowano, nie upatruję w żadnym razie szansy na pokonanie adwersarza, czy chociażby osiągnięcie konsensusu. Siłą rzeczy moja interpretacja będzie się różnić diametralnie od ich i każdy pozostanie przy swojej.
Po prostu ja tylko nie chcę, aby propagowane przez chrześcijan wykładnie były jedynymi na jakie można się natknąć.
Uriel_ (360 punktów)
>Nie. Różni się realną egzystencją.

Dlaczego ateista, który wykreował jako dobry człowiek racjonalny światopogląd, który znakomicie współgra z logiką i rozumem nie może nazwać się Synem Bożym w środowisku przesiąkniętym religią? Jeżeli jesteś dobrym człowiekiem i rozumiesz własną wartość i widzisz co tworzy Twoją godność i wierzysz w uniwersalność poprawności wniosków płynących z twoich przekonań, które są gwarantem lepszego świata - pytam - Dlaczego nie nazwać się Bogiem ?
Jak inaczej skutecznie przekonać religijnych ludzi do konieczności zmian?

Powiesz może - dobrze ale po co mi to dzisiaj. Ja tego nie potrzebuję bo jestem humanistką i ateistką i jestem dobrym człowiekiem i nie będę nazywała siebie ani synem ani córką takiego czy innego boga.

Ja spytam - To czy nie jest dla Ciebie żenujące i upokarzające, że milionowa banda świrów czci Cię, klęka, rytuały Tobie odprawia, modli się do Ciebie wołając uczyń nas taką jaka jesteś? Jak możesz być obojętna na ten widok? Przynajmniej wyraziłabyś swoje zgorszenie na forum omawiając też ze mną na przemian inne, przyjemniejsze aspekty bycia dobrym człowiekiem lub sprecyzujmy - człowiekiem formatu Chrystus.

Zauważ:
>Absolutnie. Uważam, że mam lepszy stosunek do człowieczeństwa. Nie próbuję manipulować ludźmi opierając się o boski - wygodny, bo niesprawdzalny autorytet, aby przeforsować swoje widzimisię.

Zastanów się nad tym widzimisię jeśli okaże się, że jest ono radykalnym humanizmem. Miliony ośmieszonych ludzi, którzy myśleli jak miliardy ich przodków, że będzie sobie żyć po śmieci klękając regularnie przed katabasem. Oto dowiadują się, że to nie o to w tym wszystkim chodzi. Oto Jezus "poniża się" nazywając się Synem Boga Izraela by walczyć z moralną nędzą swoich żydowskich współbraci.

>Cwane. I tylko tyle. Zmierzasz do tego, że nazwanie niegodziwców niegodziwcami, było w ustach Jezusa całkowicie uzasadnione i nie zmienia to jego miłości do ludzi.

Jeżeli Jezus ma rację ma jednocześnie prawo nazywać ludzi niegodziwcami a ma to sens o tyle o ile mobilizuje kogoś do zgłębienia racji Jezusowej. Niegodziwy czy niegodny człowieka stosunek do siebie i świata przegra z racjonalnym. Katolik nawet przyznaje się co tydzień, że jest niegodny tego aby dobro przyszło do niego, ale prosi o słowo naprawy by wyleczona została chora dusza jego. Katolik prosi o leczenie nie zdając sobie sprawy, że mógłby przepędzić lekarza, gdyby ten wreszcie odważył się mu przyjść z pomocą wykazując na "dzień dobry" z Pismem Św. w ręce jego dramat wyznaniowy. Trzeba o tym mówić.

> Otóż nie. Byłoby tak, gdy ten sam Jezus nie stroił się w skórę pokornego baranka, a przede wszystkim kogoś lepszego od reszty. Ponieważ to robił, pozostawia lektura N.T. przygnębiające wrażenie, że tak opiewana i gloryfikowana w nim postać - dobro wcielone, była tylko jednostką z przerośniętym ego, której zakłamanie sięgało wyżyn.

Sługa nie jest większy od swego Pana ani Pan Bóg od realnego sługi bożego typu Jezus. To wielka radość i chwała dla tego kto nim jest. Czy Jezus komuś zabrania być nim, czy przeciwnie do tego namawia i zachęca?
Owszem jestem lepszy przykładowo od Ciebie ale to mimo wszystko nie jest powód do wywyższania się w negatywnym sensie, to jest powód do krytyki mnie jako nauczyciela czy lekarza dusz. Czyjaś gorszość, czyjś grzech jest moim grzechem, z tym walczę bo w tym człowieku jestem jako JA JESTEM ale ślepy i upokorzony, chcę to zmienić, mówię sobie wstań z kolan, uzdrawiam ślepotę ( tak, tak żadnej fizycznej ręki na żadnym fizycznym ślepym nigdy nie było) a Ty myślisz, że mówię do Ciebie ? Zbawienie to Twoja należna Ci wartość, znajdź ją we mnie. Chcę obudzić siebie w Tobie dla siebie.

>>Bo jeśli i Ty i Ja jesteśmy JA JESTEM (dobrym człowiekiem)
>Po co ten caps look, albo jak niżej w twym tekście, do którego się odnoszę pisanie zaimka osobowego 1. os. l. poj. wielką literą? W tym też naśladujesz mistrza?

To przez szacunek do Pisma Świętego NT ( J 13,19) , które tak właśnie wyróżnia wiecznie żywe JA JESTEM, które jako pojęcie dotyczy Ducha Świętego, który ma zamieszkać w człowieku, Ducha Prawdy, który jest wykładnią dobra ludzkiego, ludzkiej godności niedefiniowalnej w świecie, w którym Duch ten jest transcendentny, obcy, niezrozumiały tak fideistom jak i ich braciom w wierze nihilistom.

>>Tacy jak my walczymy (czasem do upadłego) o zrozumienie nadstawiając policzki i kark. (ty)
>A czasami bijąc po policzkach i karku tych, którzy się z wami nie zgadzali.
Który to wers ?

>Czasami ich też grilowali tacy jak ty,przejęci odezwą, że ubliżenie duchowi św. godne jest największych kar doczesnych, byle tylko zaoszczędzić nieświadomemu gorszych mąk, np. popadnięcia w niełaskę u pana niebieskiego (Mt. 12:31)
Nazywanie dobra złem jest tragiczne w skutkach. Nikt zbawiony nie gardziłby sobą w taki sposób, można przy tej okazji wymyślać 1000 lat piekieł piekielnych ale finalnie i tak nie to będzie powodem dla zbawionego by nie grzeszył przeciw Duchowi Św.. Nikt kto grilluje ludzi nie zbawia ich. Masz tam napisane 12,35 zły człowiek, ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy. Chyba przesadzasz z tym "tacy jak ty".

>Przypomnę ci oryginał:
>"Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza" (Mt. 18:6)

Podtrzymuję swoją wersję. Co tworzy zbiór małych i jakie są alternatywy dla tego zbioru ?

>udowadnia niestety tylko, że ponownie zabrnąłeś. Zmieniając dowolnie tekst pisma przez ciebie zwanego świętym i twierdząc, że zaistniałe pomyłki wynikły z powodu błędów interpretacyjnych jego kompilatorów podważasz właśnie jego wiarygodnośc, a tym samym świętość.

A myślałem, że dla kogoś takiego jak Ty o wiarygodności możemy mówić po wspólnym ( o ile to możliwe ) dopatrzeniu się sensu i prawidłowości w tym nauczaniu, które na dziś albo wywołuje irracjonalne religijne zachowania albo bezkrytyczną drwinę wyrosłą jakby na bazie tych zachowań zami
10-11-2009 21:37 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>Spróbuj zaprzeczając jednocześnie, że Ja (On) nim jesteśmy.
>Bo jeśli i Ty i Ja jesteśmy JA JESTEM (dobrym człowiekiem) to znaczy, że współdzielimy to samo Dobro.

Jeżeli to jest to samo dobro, to co za różnica, czy nazwiemy je jezusowym, czy nie? Nie może to być moje dobro?


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Uriel_ (360 punktów)
>>Bo jeśli i Ty i Ja jesteśmy JA JESTEM (dobrym człowiekiem) to znaczy, że współdzielimy to samo Dobro.
>Jeżeli to jest to samo dobro, to co za różnica, czy nazwiemy je jezusowym, czy nie? Nie może to być moje dobro?

Oczywiście, że może i będzie Twoje. Mając wtedy Jezusa po prawicy albo w arsenale środków przekazu (wyrażania siebie) możesz ale nie musisz z niego korzystać.
   
13-11-2009 13:50 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>możesz ale nie musisz z niego korzystać.

A jednak.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Uriel_ (360 punktów)
>>możesz ale nie musisz z niego korzystać.
>A jednak.

A jednak co ?
Mam wrażenie, że stoi za tym pochopny wniosek.
Co takiego radosnego z tego wynika ?

17-11-2009 11:10 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>>>możesz ale nie musisz z niego korzystać.
>>A jednak.
>A jednak co ?
>Mam wrażenie, że stoi za tym pochopny wniosek.
>Co takiego radosnego z tego wynika ?

Tak, może jest pochopny i stąd to wynika. Zapewne.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
13-11-2009 14:18 
 Ocena 7 na 7
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Oczywiście, że może i będzie Twoje. Mając wtedy Jezusa po prawicy albo w arsenale środków przekazu (wyrażania siebie) możesz ale nie musisz z niego korzystać.

Przepraszam, a co ma "Jezus" do przysłowiowego wiatraka?
Pojęcia Jezus i dobro są rozłączne i nie są tożsame.
Czy mógłbyś wreszcie napisać coś konkretnego, a nie papkę stylizowaną na głęboką myśl nakierowaną na efekt nabożnego przytaknięcia?
Nie musisz się ze mną czy innym ateistą zgadzać, ale spróbuj nas zrozumieć.


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
13-11-2009 19:03 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Pojęcia Jezus i dobro są rozłączne i nie są tożsame.


Proste, ale jakże trafne spostrzeżenie
Uriel_ (360 punktów)
>Pojęcia Jezus i dobro są rozłączne i nie są tożsame.

Sprzeciw. Jezus reprezentuje ludzkie dobro. Twoim zdaniem nie? Podaj przykład.

>Nie musisz się ze mną czy innym ateistą zgadzać, ale spróbuj nas zrozumieć.

Co jest do zrozumienia w niezrozumieniu jakim darzysz Jezusa ?
Co za różnica czy jesteś teistą czy ateistą ? - która pozycja lepiej uruchamia rozumowanie na sposób Boży? Mt 16,23
22-11-2009 09:50 
 Ocena 5 na 5
pavvel (8272 punktów)
>>Pojęcia Jezus i dobro są rozłączne i nie są tożsame.
>Sprzeciw. Jezus reprezentuje ludzkie dobro. Twoim zdaniem nie? Podaj przykład.

Największym dobrem są krasnoludki! Twoim zdaniem nie? Podaj przykład.

> Co za różnica czy jesteś teistą czy ateistą ? - która pozycja lepiej uruchamia rozumowanie na sposób Boży? Mt 16,23

Rozumowanie na sposób boży ma tyle wspólnego z rozumowaniem, co sprawiedliwość socjalistyczna ze sprawiedliwością.


www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
28-12-2009 21:34 
 Ocena-3 na 3
Miłujący prawdę (1541 punktów)

Już kiedys rozmawiałem z Tobą i wykazałem kompletną Twoja arogancje i ignorancje tematu. Ty trwasz nadal w braku poznania.
>Najmocniej przepraszam, że się wtrącam, ale każdorazowo nie mogę się powstrzymać przed zadaniem pewnego pytania, gdy czytam co następuje:
> A dlaczego nie patrzysz na Jezusa Chrystusa ("który nie miał grzechu") - On pokazał co to znaczy kochać. (jak sądzę napisała to Tereska)
>Bardzo chciałabym się dowiedzieć Teresko skąd posiadasz wiadomości, że Jezus nie miał grzechu oraz
>
Jest tu kilka aspektów podstawowych:
- Dlaczego potrzebne było przyjście Jezusa?
Jehowa " miłuje (...) prawość i sprawiedliwość" (Psalm 33:5).
To Boga przymioty. O tym, że wysoko ceni bezstronność i sprawiedliwość, świadczy zbiór praw nadanych narodowi izraelskiemu.
Jedno z nich nakazywało na przykład ‛ oddać życie za życie'.
Inaczej, jeśli Izraelita kogoś zabił, musiał za to zapłacić własnym życiem'
Czytasz:
" Ale jeśli nastąpi wypadek śmiertelny, to masz dać duszę za duszę, oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, cios za cios"(Wyjścia 21:23-25).
W ten sposób równoważono szale sprawiedliwości Bożej
" Jeżeli zażąda się od niego okupu, to ma dać cenę wykupu za swą duszę zgodnie ze wszystkim, czego się od niego zażąda"(Wyjścia 21:30).

Gdy Adam zgrzeszył ludzkość utraciła jakąkolwiek szansę na życie wieczne w raju na ziemi, ponieważ " karą za grzech jest śmierć". Od tego momentu wszyscy ludzie byli niedoskonali, na ziemi nie było więc nikogo takiego jak Adam przed popełnieniem grzechu, czyli nie było doskonałego człowieka. Każdy potomek Adama rodził się z wyrokiem śmierci.
Wszystkim swym potomkom przekazał grzeszny stan, a razem z nim śmierć. To z powodu jego nieposłuszeństwa nasze ciała się starzeją i nieuchronnie zmierzają do grobu.
Tak więc nikt z mieszkańców ziemi, nie mógł wykupić ludzi, zgodnie z prawem okupu, bo nikt nie był już jak Adam.
W ten sposób Adam, wskutek swego grzechu, stał się zabójcą wszystkich swych potomków.. W jakim sensie?
Czytasz:
" nikt z nich w żaden sposób nie potrafi wykupić nawet brata ani dać Bogu okupu za niego"(Psalm 49:7).
Prawo Jehowy wymagało okupu. Słowo "okup" dosłownie znaczy "pokryć".
Cóż więc, musiałoby to być życie człowieka doskonałego.
Tylko taka ofiara nie tylko by czyniła zadość sprawiedliwości, ale też umożliwiłaby całkowite usunięcie grzechu i wynikającej z niego śmierci.

Można tę sytuacje przyrównać do śmiertelnej choroby jaka, by nas wykańczała, a nie stać by było nas na wykupienie lekarstw, chociaż wiadomo, że po nim całkowicie byśmy wyzdrowieli. I w tym momencie pojawia się ktoś, kto wykupuje nam lekarstwa i odzyskujemy zdrowie. Co my byśmy wówczas odczuwali, czy nie bezgraniczna wdzięczność i radość.
Właśnie tak uczynił Jehowa!
Przedsięwziął środki, by raz na zawsze odkupić nas od grzechu.
Chce nam udostępnić coś, czego sami nigdy byśmy nie osiągnęli. W jaki sposób?
Paweł napisał: " Darem, który daje Bóg, jest życie wieczne przez Chrystusa Jezusa, naszego Pana" (Rzymian 6:23).
Jan określił Jezusa mianem " Baranka Bożego, który usuwa grzech świata" (Jana 1:29).
A jak to się stało i jak Jehowa posłużył się swym umiłowanym Synem, by zapłacić ów okup?
Już w Edenie Jehowa zapowiedział, iż doprowadzi do pojawienia się " potomstwa", którego główny przedstawiciel odkupi ludzkość od grzechu.
To pierwsze proroctwo:
" I ja wprowadzę nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę i między twoje potomstwo a jej potomstwo. On rozgniecie ci głowę, a ty rozgnieciesz mu piętę"(Rodzaju 3:15).
W nadprzyrodzony sposób wskazywał linię rodową prowadzącą do tego Potomka.
Z czasem skierował uwagę na Marię i Józefa, zaręczoną parę z Palestyny.
Powiadomił Józefa we śnie, że Maria poczęła za sprawą ducha świętego.
Anioł oznajmił: " Urodzi ona syna, a ty masz go nazwać imieniem Jezus, on bowiem wybawi swój lud od ich grzechów" (Mateusza 1:20, 21).
I tak się stało.
Nie była to zwykła ciąża, gdyż Jezus istniał już w bycie przedludzkim.
Mówią o tym fragmenty Pism Księgi Przysłów 8:22-31;
" On jest obrazem niewidzialnego Boga, pierworodnym wszelkiego stworzenia"(Kolosan 1:15). Dla Jehowy nie było to czymś trudnym.
Użył swej cudownej siły, by przenieść jego życie z nieba do łona Marii, dzięki czemu ten umiłowany Syn Boży mógł się urodzić jako człowiek.
Czytasz:
" Na początku był Słowo, a Słowo był u Boga i Słowo był bogiem.
Ten był na początku u Boga. Wszystko zaczęło istnieć przez niego, a bez niego nic nie zaczęło istnieć. Tym, co zaczęło istnieć
"(Jana 1:1-3);
" A Słowo stał się ciałem i przebywał wśród nas, i widzieliśmy chwałę jego, chwałę, jaka się od ojca należy jednorodzonemu synowi; i był pełen życzliwości niezasłużonej i prawdy"(Jana 1:14).
" który chociaż istniał w postaci Bożej, nie brał pod uwagę zagarnięcia, mianowicie tego, żeby być równym Bogu. Przeciwnie, ogołocił samego siebie i przybrał postać niewolnika, i stał się podobny do ludzi"(Filipian 2:6-7)
Jehowa tak pokierował sprawami, by Jezus nie miał na sobie piętna grzechu Adamowego. Urodził się jako człowiek doskonały, dysponował więc tym, co utracił Adam - doskonałym życiem ludzkim.
Był bez grzechu!
Tak oto pojawił się wreszcie ktoś, kto mógł zapłacić za grzechy!
Jezus uczynił to 14 Nisan 33 roku n.e.
Tego historycznego dnia dał się zabić swym wrogom, składając w ten sposób " odpowiedni okup" (1 Tymoteusza 2:6).
CDN
28-12-2009 21:34 
 Ocena-1 na 3
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>co istotniejsze na podstawie czego wnioskujesz, że pokazał on co znaczy kochać?
>
Tak jak miłość skłoniła Jehowę do wysłania ukochanego Syna, tak ten sam przymiot pobudził Jezusa do tego, by " zakosztował śmierci za każdego człowieka".
Czytasz:
" widzimy natomiast Jezusa, który został uczyniony nieco niższym od aniołów, ukoronowanego chwałą i szacunkiem za wycierpienie śmierci, aby z racji niezasłużonej życzliwości Bożej zakosztował śmierci za każdego człowieka"(Hebrajczyków 2:9).
Prawdziwe o szczególnej wadze jest stwierdzenie:
" Nikt nie ma miłości większej niż ta, gdy ktoś daje swą duszę za swoich przyjaciół". (Jana 15:13).
Paweł słusznie napisał:
" Przymusza nas bowiem miłość Chrystusa (...) Umarł za wszystkich, aby ci, co żyją, nie żyli już dla samych siebie, lecz dla tego, który za nich umarł i został wskrzeszony" (2 Koryntian 5:14, 15).
Ci którzy dokładnie rozumieją te sytuacje, co się wydarzyło, cenią wszystko, co dla nas zrobił Jezus, to nie pozostaniemy bezczynni.
Bo przecież dzięki okupowi możemy zostać uratowani od śmierci!
Nie można tej ofiary złożonej przez Jezusa uznawać za coś pospolitego.
Czytaj:
" Jak myślicie, o ileż surowsza kara należy się temu, kto podeptał Syna Bożego i za pospolitą uznał wartość krwi przymierza, którą został uświęcony, oraz ze wzgardą znieważył ducha niezasłużonej życzliwości?"(Hebrajczyków 10:29).
Kto wiec tak czyni sam sobie kare wymierza.

> A jak jesteśmy przy miłości Jezusa to poproszę o odpowiedź kogóż on tak bardzo kochał, bo zdaje się, że do najbliższych przejawiał stosunek, który trudno byłoby przyporządkować miłości.
>
Gdy czytam takie zdanie to wpadam w rozpacz, płacz i krzyczę.
Jestem zły na ludzi kształtujących fałszywe opinie o Bogu i o Jezusie.
Jestem nieprawdopodobnie zdziwiony, że Szatan i grzech z ludzi uczynili bezdusznych i wrogich samym sobie.
Ludzie sami siebie nawzajem, bliźni bliźniego, kierują na zagładę.
Efektem jest brak zrozumienia tak wydawałoby się prostych spraw, dokładnie wyjaśnionych w Biblii.
Rzecz jest prosta Jezus zawsze stawiał miłość do Boga ponad miłością do ludzi, bez względu na to w jakim pokrewieństwie i stosunku oni z nim byli. Jego rodzina i najbliżsi uczniowie, to bliźni.
Czytasz najważniejsze przykazania:
" On rzekł do niego: "‚Masz miłować Jehowę, twojego Boga, całym swym sercem i całą swą duszą, i całym swym umysłem'.
To jest największe i pierwsze przykazanie.
Drugie, podobne do tego, jest to: ‚Masz miłować swego bliźniego jak samego siebie'. Na tych dwóch przykazaniach całe Prawo zawisło, a także Prorocy
". (Mateusza 22:37-40)
Wiedział, bo znał Jehowę, że jest sprawiedliwy, że nikogo nie pozwoli skrzywdzić, a tym bardziej człowieka prawego, choćby najmniejszego ze wszystkich ludzi.
Dał swego Syna na okup.
O tej nauce nie usłyszysz w jakichkolwiek kościołach i religiach. Tej nauki nie znają, nie rozumieją jej.
Nie ma znaczenia, czy ktoś był prawym, a potem zgrzeszył i poszedł za grzechem, zostanie zgładzony.
A grzesznik, choćby grzeszył cały czas, a stanie się prawym, odrzuci grzeszne życie, to będzie żył.
Pozdrawiam
29-12-2009 22:43 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)
>Można tę sytuacje przyrównać do śmiertelnej choroby jaka, by nas wykańczała, a nie stać by było nas na wykupienie lekarstw, chociaż wiadomo, że po nim całkowicie byśmy wyzdrowieli. I w tym momencie pojawia się ktoś, kto wykupuje nam lekarstwa i odzyskujemy zdrowie. Co my byśmy wówczas odczuwali, czy nie bezgraniczna wdzięczność i radość.
>Właśnie tak uczynił Jehowa!
>Przedsięwziął środki, by raz na zawsze odkupić nas od grzechu. (Milujacy Prawde)

Nie no tego nie mozna pozostawic bez odpowiedzi.

Zapomnial milosnik prawdy, ze to sam Jehowa byl przyczyna tego grzechu.
Jak mowi pismo, stworzyl czlowieka na swoj wzor i podobienstwo, czyli wyposazyl go w m in. ciekawosc (poznanie dobrego i zlego -boskie atrybuty) jak miemam. Czy moze te ceche nagle wylaczamy?
Wiec juz u zarania zainicjowal (z rozmyslem??) rozwoj akcji.
Zrobil to z nudow, czy z checi wprawienia w ruch?
Jesli to drugie to dlaczego ow ruch musial obwarowac tak drastycznymi czynnikami zewnetrznymi, w ktorych czlowiek ma znikome szanse by przetrwac nie uciekajac sie do lamania wielu nakazow, z punktu widzenia moralnosci wprawdzie dosyc logicznych, ale jednak zupelnie niepraktycznych w aspekcie w/w przetrwania.

Swoisty sadyzm? To moze pozegnajmy sie z iluzja jego (bostwa) jako milosci?

Tak jak pozegnaj sie z iluzja lepszego zycia, w dodatku wiecznego.
Mozesz w to sobie wierzyc, rzucony w gowniany wir tego zycia. A nazywa sie to mysleniem intencjonalnym i z rzeczywistoscia nie ma wiele wspolnego, choc jest jej skutkiem.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
30-12-2009 07:50 
 Ocena-1 na 3
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Można tę sytuacje przyrównać do śmiertelnej choroby jaka, by nas wykańczała, a nie stać by było nas na wykupienie lekarstw, chociaż wiadomo, że po nim całkowicie byśmy wyzdrowieli. I w tym momencie pojawia się ktoś, kto wykupuje nam lekarstwa i odzyskujemy zdrowie. Co my byśmy wówczas odczuwali, czy nie bezgraniczna wdzięczność i radość.
>>Właśnie tak uczynił Jehowa!
>>Przedsięwziął środki, by raz na zawsze odkupić nas od grzechu. (Miłujący Prawdę)
>Nie no tego nie mozna pozostawic bez odpowiedzi.
>
Jeśli masz coś przeciw, to proszę.
>Zapomnial milosnik prawdy, ze to sam Jehowa byl przyczyna tego grzechu.
>Jak mowi pismo, stworzyl czlowieka na swoj wzor i podobienstwo, czyli wyposazyl go w m in. ciekawosc (poznanie dobrego i zlego -boskie atrybuty) jak miemam. Czy moze te ceche nagle wylaczamy?
>
Czemu masz je wyłączać? Ciekawość to bardzo dobra cecha.
Czy uznasz, że ciekawość może usprawiedliwić głupotę?
Czy kierowca samochodu z ciekawości poruszać się będzie po drogach łamiąc przepisy ruchu drogowego, bo jest ciekawy jak to jest ulec wypadkowi?
Przepisy, każde przepisy i każde prawo, służyć ma ochronie ludzi, aby nie zrobili sobie i innym krzywdy.
Weź sobie cały dekalog i krok po kroku zobacz, że każde przykazanie służy ludziom, stanowiło prawo, które czyniło Izrael narodem uprzywilejowanym, w stosunku do innych okolicznych narodów. Wiedzieli oni, że Jehowa o nich dba. Wiedzieli jak zyc, czego się wystrzegać, na co zwracać uwagę by im się powodziło i by byli wolni od plag, by byli szczęśliwym ludem.
Jehowa nigdy nie przymyka oczy na zło, oświadczył bowiem:
" Ja, Jehowa, miłuję sprawiedliwość, nienawidzę rozboju oraz nieprawości" (Izajasza 61:8).
Jako sprawiedliwy Bóg, nie toleruje w nieskończoność bezwstydnych grzeszników, którzy obstają przy niegodziwości. Możemy więc być pewni, że w ustalonym przez siebie czasie Jehowa usunie z otaczającego nas świata wszelką niesprawiedliwość.
To znaczy usunie ludzi, którzy czynią tę niesprawiedliwość.
Źle myśli ten, kto uważa, że prawo Boże jest zbiorem pułapek, w które ludzie są łapani. Ludzie postępują według pragnienia swego serca, jedni dobrze a drudzy źle,
każdy wybiera. Jednak nigdy nie było tak, aby Jehowa wcześniej nie poinformował czego wymaga i za co karać będzie, określa jeszcze dokładnie jak ukarze.

Czy znasz dokładnie scenę w Edenie?
tak wiec po stworzeniu Adama Jehowa urządził ogród w którym go umieścił.
Czytasz:
" I Jehowa Bóg sprawił, że wyrosło z ziemi wszelkie drzewo ponętne dla wzroku i dobre, by mieć z niego pokarm, a także drzewo życia w środku ogrodu oraz drzewo poznania dobra i zła"(Rodzaju 2:9).
Adam a potem już z Ewą, mieli pokarmu pod dostatkiem. Możesz sobie wyobrazić, co tam rosło, jakie smakowitości, jaki wybór, bo chyba i Ty nie spróbowałaś wszystkich owoców drzew, które dzisiaj rosną na ziemi.
Jehowa dał jedynie taki zakaz:
" I Jehowa Bóg dał też człowiekowi taki nakaz: "Z każdego drzewa ogrodu możesz jeść do syta. Ale co do drzewa poznania dobra i zła - z niego nie wolno ci jeść, bo w dniu, w którym z niego zjesz, z całą pewnością umrzesz"(Rodzaju 2:16-17)
Pochodził ten zakaz od kochającego Ojca Boga. Nie było w nim nic trudnego, bo przecież pierwsi ludzie nie przymierali głodem, nie musieli martwic się o pokarm na każdy kolejny dzień.
A do tego mieli dobrą i ciekawą pracę, mogli cieszyć się życiem, mogli być szczęśliwi i dawać szczęście kolejnym swym dzieciom. Odrzucili to jednak.
Zbuntowali się. Odrzucili zwierzchnictwo Boga - pamiętaj, iż byli doskonali, rozumieli relacje między nimi a Bogiem najlepiej jak można. Ich umysły nie były niedoskonałe.
Rozumieli te słowa:
" w dniu, w którym z niego zjesz, z całą pewnością umrzesz".
Gdy Szatan przyszedł do Ewy, ona mu wyjaśniła:
" A wąż (...) Odezwał się więc do niewiasty:
"Czy Bóg rzeczywiście powiedział, iż nie z każdego drzewa ogrodu wolno wam jeść?"
Na to niewiasta rzekła do węża: "Z owocu drzew ogrodu jeść możemy.
Ale jeśli chodzi o jedzenie z owocu drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: ‚ Nie wolno wam z niego jeść ani nie wolno wam się go dotknąć, żebyście nie umarli'
".(Rodz. 3:1-3).
Szatan zareagował natychmiast, znał słabe strony tych ludzi:
" Wtedy wąż rzekł do niewiasty: "Z całą pewnością nie umrzecie"".
Jak jeszcze Szatan motywował postępowanie Boga i przyczynę wydania takiego zakazu?
Mówi:
" Wtedy wąż rzekł do niewiasty: "Z całą pewnością nie umrzecie.
Gdyż Bóg wie, że w tym samym dniu, w którym z niego zjecie, wasze oczy na pewno się otworzą i na pewno staniecie się podobni do Boga, będziecie znali dobro i zło
"(Rodzaju 3:4,5)..
Szatan, Przeciwnik i Oszczerca Boga, pokazał Ewie, a potem tez i jej mężowi, że Jehowa zabrał im coś, co się im słusznie należy. Szatan posłużył się kłamstwem - Jezus nazwał Szatana "ojcem kłamstwa".
Zwiódł najpierw Ewę a ta pociągnęła za sobą Adama. Ale winien tego potknięcia jest głównie Adam, bo Ewa była jego "pomocnicą".

Gdy syn kocha swego rodzica, ma do Niego zaufanie, to pierwszym dowodem tej jego miłości, jest posłuszeństwo.
Jehowa natomiast dał ludziom wolną wolę, gdyż jedynie tak ludzie mogli okazywać Mu miłość i oddanie, tylko tak mogli Go wspierać, a jako przykład dla następnych pokoleń mogło być ich pełne zaufanie i oddanie się Bogu z miłości.
Sama widzisz, że nie było tu żadnego podstępu, ani przymusu..
I faktycznie to wydarzenie jest takim przykładem ostrzegawczym dla wszystkich ludzi. Rzecz jednak w tym, by i oni, także dziś, dziś szczególnie, dobrze to zdarzenie rozumieli.

CDN
30-12-2009 07:50 
 Ocena-2 na 4
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Wiec juz u zarania zainicjowal (z rozmyslem??) rozwoj akcji.
>Zrobil to z nudow, czy z checi wprawienia w ruch?
>
Zawsze jest u szczytu swych możliwości i szczerze pragnie dawać swym stworzeniom dobre dary:
" Każdy dobry dar i każdy doskonały podarunek pochodzi z góry, bo zstępuje od Ojca świateł niebiańskich, a u niego nie ma zmienności obracania się cienia" (Jak 1:17).
Wszelkie działania Jehowy są uzasadnione i zgodne z Jego prawymi miernikami.
Zobacz:
" Cóż zatem? Jeśli niektórzy nie okazali wiary, czyżby ich brak wiary miał udaremnić wierność Boga? Przenigdy!
Ale niech Bóg okaże się prawdomówny, choćby każdy człowiek okazał się kłamcą, jak zresztą jest napisane: " Abyś okazał się prawy w swych słowach i wygrał, gdy będziesz osądzany".
Jeżeli jednak nasza nieprawość uwydatnia prawość Bożą, to co powiemy?
Czyż Bóg jest niesprawiedliwy, gdy daje upust swemu srogiemu gniewowi? (Mówię na sposób ludzki).
Przenigdy! W przeciwnym razie jak Bóg będzie sądził świat?
"(Rz 3:3-6).
A zatem wszystkie Jego stworzenia mogą Mu całkowicie ufać, gdyż sam zawsze przestrzega ustalonych przez siebie zasad. On się nie zmienia; " u niego nie ma zmienności" w stosowaniu tych zasad.
Nie jest stronniczy i po prostu nie może kłamać.
Czy spojrzałaś kiedykolwiek na to z tej strony?
Inaczej nie można patrzeć, w przeciwnym razie zabrniesz w swym działaniu przeciwko Bogu tak daleko, że nie zdołasz się cofnąć, Szatan już Ciebie nie wypuści i nie pozwoli Ci się z nich uwolnić.
Tylko Jehowa zdoła każdego człowieka, który Go poznał i pokochał, ochronić i wyrwać z grzechu.
>Jesli to drugie to dlaczego ow ruch musial obwarowac tak drastycznymi czynnikami zewnetrznymi, w ktorych czlowiek ma znikome szanse by przetrwac nie uciekajac sie do lamania wielu nakazow, z punktu widzenia moralności wprawdzie dosyc logicznych, ale jednak zupelnie niepraktycznych w aspekcie w/w przetrwania.
>
W kontekście tego co napisałem wyżej, to stwierdzenie nie ma sensu.
Chociaż muszę Ciebie pochwalić bo dostrzegłaś to:
"z punktu widzenia moralności wprawdzie dosyć logicznych", a patrząc na całość Twoich wywodów to już bardzo dużo.
>Swoisty sadyzm? To moze pozegnajmy sie z iluzja jego (bostwa) jako milosci?
>Tak jak pozegnaj sie z iluzja lepszego zycia, w dodatku wiecznego.
>
Zobacz na te słowa:
" Oto ja dzisiaj kładę przed tobą życie i dobro oraz śmierć i zło.
[Jeśli będziesz słuchał przykazań Jehowy, twego Boga], które ci dzisiaj nakazuję, byś miłował Jehowę, twego Boga, chodził jego drogami oraz zachowywał jego przykazania i ustawy oraz jego sądownicze rozstrzygnięcia, to na pewno pozostaniesz przy życiu i się rozmnożysz, a Jehowa, twój Bóg, będzie ci błogosławił w ziemi, do której idziesz, by wziąć ją w posiadanie.
"Lecz jeśli twe serce się odwróci i nie będziesz słuchał, i dasz się zwieść, i będziesz się kłaniał innym bogom, i im służył,
to mówię wam dzisiaj, że nieuchronnie poginiecie.
(...) Powołuję dzisiaj niebiosa i ziemię na świadków przeciwko wam, że położyłem przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo; wybierz więc życie, abyś mógł pozostać przy życiu, ty i twoje potomstwo - miłując Jehowę, swego Boga, słuchając jego głosu i lgnąc do niego;
bo on jest twoim życiem i długością twoich dni, abyś mógł mieszkać na ziemi, co do której Jehowa przysiągł twoim praojcom, Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, że im ją da
". (Powtórzonego Prawa 30:15-20)
>Mozesz w to sobie wierzyc, rzucony w gowniany wir tego zycia. A nazywa sie to mysleniem intencjonalnym i z rzeczywistoscia nie ma wiele wspolnego, choc jest jej skutkiem.
>
Zamierzeniem Jehowy Boga było od początku i jest nadal, by piękną ziemię, życie szczęśliwe na niej, dać ludziom prawym. On zaś jako ich Bóg, chce przebywać wśród nich. Zobacz:
" Wtedy usłyszałem donośny głos od tronu, mówiący:
"Oto namiot Boga jest z ludźmi i On będzie przebywać z nimi, a oni będą jego ludami. I będzie z nimi sam Bóg.
I otrze z ich oczu wszelką łzę, i śmierci już nie będzie ani żałości, ani krzyku, ani bólu już nie będzie. To, co poprzednie, przeminęło".
I Zasiadający na tronie rzekł:
"Oto czynię wszystko nowe".
Mówi też:
"Napisz, ponieważ słowa te są wierne i prawdziwe".
I rzekł do mnie:
"Stało się! Jam jest Alfa i Omega, początek i koniec. Każdemu spragnionemu dam darmo ze źródła wody życia. Każdy zwyciężający odziedziczy to wszystko i ja będę jego Bogiem, a on będzie moim synem
"(Objawienie 21:3-7)
To brzmi i jest jednoznaczne.
>
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.

>
Mówisz o nominalnych chrześcijanach, którzy Boga nie znają, ich wiara to zabobony i magia.
Zaś prawdziwym chrześcijanom nic nowego nie powiesz, bo znają Boga i prawdę, i z sektami nie maja nic wspólnego.
Pozdrawiam
30-12-2009 17:14 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>[...] które czyniło Izrael narodem uprzywilejowanym, w stosunku do innych okolicznych narodów.

   Dlaczego akurat Izrael? Czy w Izraelu było mniej zła, mniej przestępców, dewiantów niż w innych narodach? Wątpię. Więc dlaczego tak bardzo ukochał sobie Izrael, a miał głęboko w dupie (o ile bóg ma dupę) inne narody?
A może ten twój Jahwe stworzył jedynie Żydów? Może inne narody są dziełem jakiegoś innego boga czy bogów? A jeśli tak, to po jaką cholerę nawracacie wszystkich na tę jedyną brednię o jakimś Jehowie-semitofilu? Niech sobie żydzi w niego wierzą jeśli mają taką ochotę.

   Idę pokłonić się Światowidowi, on mnie ukochał i uprzywilejował, jak wszystkich Słowian!

fides ex necessitate esse non debet
30-12-2009 22:09 
 Ocena-3 na 3
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>[...] które czyniło Izrael narodem uprzywilejowanym, w stosunku do innych okolicznych narodów.
>Dlaczego akurat Izrael? Czy w Izraelu było mniej zła, mniej przestępców, dewiantów niż w innych narodach? Wątpię.
>
Oczywiście, że tak. Myślę, że nie muszę Ciebie przekonywać, że obywatelom każdego państwa żyje się lepiej, bezpieczniej gdy w tym państwie obowiązuje odpowiednie prawo. To prawo było, a właściwie powinno być, gwarancją odpowiedniego traktowania i ochrony. Oczywiście tworzą je władcy, grupy ludzi, którzy byli u władzy, niestety wśród narodów celem było głównie umacnianie tej władzy.
Raczej nie troszczyli się o dobro swego ludu.
Tworząc swoje prawo, działali po omacku.
Inaczej było z Izraelem, prowadził ich sam Bóg.
I Izraelici otrzymali Prawo gotowe od Boga, bezstronne, dbające o każdego członka tego narodu, nawet Jehowa sam tego Prawa przestrzegał.
Prawo podkreślało najwyższą władzę Jehowy. Góruje nad każdym innym zbiorem przepisów. Najważniejszy nakaz to:
" Słuchaj, Izraelu: Jehowa, nasz Bóg, to jeden Jehowa. A ty masz miłować Jehowę, twojego Boga, całym swym sercem i całą swą duszą, i całą swą siłą życiową".
Uzewnętrznienie miłość do Niego polegało na służeniu Mu i podporządkowanie się Jego władzy. Gdy naród kocha swego Władcę i Pana sam dobrowolnie strzeże go.
Jehowa na samym początku przedstawił się:
" I Jehowa przechodził przed jego obliczem, i oznajmiał:
"Jehowa, Jehowa, Bóg miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu oraz obfitujący w lojalną życzliwość i prawdę, zachowujący lojalną życzliwość dla tysięcy, on przebacza przewinienie i występek, i grzech,
lecz bynajmniej nie pozwoli ujść bezkarnie - sprowadzi karę za przewinienie ojców na synów i wnuków, na trzecie pokolenie i na czwarte pokolenie"
"(Wyjścia 34:6-7)
Niestety narody okoliczne nie miały takiego Prawodawcy i Władcy.
Oddawali cześć nieistniejącym bożkom i bóstwom.
> Więc dlaczego tak bardzo ukochał sobie Izrael, a miał głęboko w dupie (o ile bóg ma dupę) inne narody?
>
Gdy na początek, prześledzisz rodowód Jakuba - któremu Jehowa zmienił imie na Izrael, to zobaczysz droge do tego stanu.
" Księga dziejów Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama: 2 Abraham został ojcem Izaaka; Izaak został ojcem Jakuba; Jakub został ojcem Judy i jego braci"; (Mateusza 1:1-2);
Albo ten:
" syna Judy,
syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Teracha, syna Nachora, syna Seruga, syna Reu, syna Pelega, syna Ebera, syna Szelacha, syna Kainana, syna Arpachszada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, syna Metuszelacha, syna Henocha, syna Jareda, syna Mahalaleela, syna Kainana, syna Enosza, syna Seta, syna Adama, syna Bożego
"(Łukasza 3:33-38)
Gdybyś teraz znał Biblie i relacje jakie się wytworzyły miedzy ludźmi z linii rodowej Jezusa, to bez problemu dostrzegłbyś, że ludzie wierzyli w Boga, w swoim życiu działali tak jak gdyby widzieli niewidzialnego, byli lojalni i kochali Go. Jehowa zawierał z nimi przymierza, które gdy przyszedł na to czas zaczął realizować, a jedno z pierwszych, to wyzwolenie z niewoli narodu, który odrzucił Jehowę.
Władcy tamtych narodów, tak jak faraon, mocno trzymali się swej władzy i nie chcieli podporządkować się Bogu, więc Jehowa sam od podstaw utworzył ten swój lud - Izraela.
>A może ten twój Jahwe stworzył jedynie Żydów? Może inne narody są dziełem jakiegoś innego boga czy bogów?
>
Nie ma innego Boga, natomiast bożków utworzonych rękami ludzi jest niezliczona ilość. To tzw.: "gnojowe bożki" - bez znaczenia. Tylko w głowie bezbożnych ludzi.
Jehowa stworzył tylko raz człowieka.
Zapisy historyczne dowodzą, że teokracja istniała na ziemi wcześniej niż demokracja. Nawet naukowcy zmuszeni są przyznać, że ród ludzki wywodzi się z jednego pnia, od jednej pary ludzkiej. Rozważ to.
Pierwszy mężczyzna i pierwsza niewiasta musieli być poddanymi teokracji, czyli panowania Bożego, gdyż Bóg był ich Twórcą i zarazem Władcą, ich Prawodawcą i Rozkazodawcą.
Nie byli oni jaskiniowcami. Byli mieszkańcami raju, ponieważ Bóg, stworzywszy ich, umieścił ich w ziemskim raju. Nie umieli tego uszanować.
teraz juz wiesz dlaczego:
> nawracacie wszystkich na tę jedyną brednię o jakimś Jehowie-semitofilu? Niech sobie żydzi w niego wierzą jeśli mają taką ochotę.
>
Spokojnie doczekasz się tego czego chcesz i pragniesz.
Twierdzisz, ze nie ma Boga, to czyń tak dalej.
Tylko po co, skoro prawda jest inna.
Ja jestem przekonany, że gdybyś wiedział to, co ja wiem, to wszystkie swoje, obraźliwe słowa, błyskawicznie byś odwołał póki na to jest jeszcze czas.
>Idę pokłonić się Światowidowi, on mnie ukochał i uprzywilejował, jak wszystkich Słowian!
>
No widzisz, a dziwisz się, że narody prymitywne odrzucały Jehowę, skoro Ty czynisz to z premedytacją. Masz teraz pewnie większa wiedzę, aniżeli faraon wówczas, a jednak w stosunku do Boga i prawdy nie różnicie się.
Zastanów sie nad tak przecież prosta sprawą.
Pozdrawiam
09-11-2009 19:54 
 Ocena 2 na 2
atreYOU (971 punktów)Sto pytań do...

Sto pytań do... a przecież już tak wiele na ten temat napisano i powiedziano. Skoro uważasz się za człowieka, który odpowiedział na te wszystkie pytania, to myślę iż Tereska sama chętnie posłucha twoich odpowiedzi. Warto przede wszystkim sięgnąć do współczesnych nam teologów i filozofów chrześcijańskich, polskich jak i nie tylko, którzy w najbardziej przystępny sposób nawiązują do pewnych zagadnień, które i ty tu poruszasz.
Rzecz w tym iż ty tego nie zrobisz i nie zrobiłeś, bo tobie nie chodzi o sens, a gdy się z nim zapoznasz, to i tak użyjesz argumentu z niewiary, tzn. powiesz iż to i tak nie ma sensu bo nie ma żadnego Boga, nie było żadnego Chrystusa, a nawet jeśli był to to, co zostało opisane w NT, nie może być prawdą. Dlatego proszę, nie udawaj iż tobie może chodzić o jakiś sens, czy też o jakieś odpowiedzi.
Jeżeli jednak na prawdę ci o nie chodzi, to powinieneś zaznaczyć na początku iż nie będziesz podważał tego, na czym tylko i wyłącznie człowiek wierzący, jak i niewierzący może się oprzeć w kwestiach o których gdzie indziej, w żadnych innych tekstach i pracach nie ma mowy.
Jako krytyk tych tekstów podważający np. wiarygodność ich samych, autorów tych tekstów i świadectw nazywający kłamcami, czyli że wydarzenia do których według nich doszło i których byli świadkami tak naprawdę się nie zdarzyły, a więc nie mogli być ich świadkami, czyli kłamią, bądź zostali sami jako świadkowie tych wydarzeń zmyśleni przez innych, a więc po prostu ich nie było, a do tego ostatecznie się zapewne odwołasz... Czy tak nie jest? O czym ty więc chcesz dyskutować - skoro i tak wszystkim ostatecznie zarzucisz kłamstwo, uleganie mistyfikacji, a ostatecznie posuniesz się do argumentów "psychologicznych", robiąc ze swoich ewentualnych rozmówców ludzi o ograniczonej poczytalności i nieumiejętności logicznego i poprawnego myślenia.
Poza tym, co jest tu najistotniejsze i najtrudniejsze do przejścia, to to iż ateiści wrzucają wszystkie wierzenia do jednego worka, gdyż ich nie rozumieją i nie potrafią odróżnić. Na to jest również wiele pozycji, które w definitywny sposób wyjaśniają te rzeczy, poczynając od Księgi Wyjścia, a skończywszy na NT i późniejszych , jak i współczesnych myślicielach chrześcijańskich.
Twierdzisz iż katoliccy uczeni nie kwestionują "teorii ewolucji"... słusznie, bo niby dlaczego mieliby ją kwestionować? Powinienem raczej zapytać: niby co mieliby kwestionować? Uczeni katoliccy sprzeciwiają się jedynie przeciwstawianiu "teorii ewolucji" temu iż Bóg stworzył świat, człowieka, a więc że to wszystko nie mogłoby zaistnieć bez aktu stwórczego Boga. Czy temu przeczy "teoria ewolucji"? Po co więc mówisz tu w ogóle o jakiejś "teorii ewolucji"? Komu i czemu ty ją przeciwstawiasz? Co przeciętny człowiek rozumie przez "teorię ewolucji"? Wyraź to, a zobaczysz.
Poruszasz też zagadnienie etyki, którą jak widzę próbujesz ugruntować w czymś co rozumiesz przez "teorię ewolucji", "selekcję naturalną" itd. Rzeczywiście, "selekcja naturalna" wszystko tłumaczy.
...
pozdrawiam
09-11-2009 21:32 
 Ocena 8 na 10
metsys (1088 punktów)Odp: Sto pytań do...
Groch z kapustą Panie atreYOU. Kotlet z psa przemielony razem z budą.

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Groch z kapustą Panie atreYOU. Kotlet z psa przemielony razem z budą.

A czego nie zrozumiałeś? Jak ci nie smakuje, to idź do innej stołówki. Ale tam też się zdecyduj, czy chcesz groch z kapustą, czy mielonego psa wraz z budą, czy może pomieszasz wszystko razem. Następny mistrz argumentu.
metsys (1088 punktów)
> Następny mistrz argumentu.

Mniej więcej użyłem go tyle, ile ty powyżej. Jestem daleko za, czy przed Tobą?

jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>> Następny mistrz argumentu.
>Mniej więcej użyłem go tyle, ile ty powyżej. Jestem daleko za, czy przed Tobą?

Zapomniałeś odpowiedzieć, czemu uważasz wypowiedź atreYOU, za kotlet z psa, przemielonego wraz z buda. Czego w niej nie rozumiesz. Nie mogę więc podjąć dyskusji.

>
jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...


I zjeść smakowity kotlet z grochem i kapustą. Prawdziwy z Ciebie szczęściarz.
10-11-2009 21:40 
 Ocena 3 na 3
metsys (1088 punktów)

>Zapomniałeś odpowiedzieć, czemu uważasz wypowiedź atreYOU, za kotlet z psa, przemielonego wraz z buda.
Zapomniałem? A miałem zamiar?
>Czego w niej nie rozumiesz. Nie mogę więc podjąć dyskusji.
Nie czego, a co tam takiego treściwego? Dyskusji też nie podejmuje, bo nie ma o czym.


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Zapomniałeś odpowiedzieć, czemu uważasz wypowiedź atreYOU, za kotlet z psa, przemielonego wraz z buda.
>Zapomniałem? A miałem zamiar?
>>Czego w niej nie rozumiesz. Nie mogę więc podjąć dyskusji.
>Nie czego, a co tam takiego treściwego? Dyskusji też nie podejmuje, bo nie ma o czym.

To jedz tę budę razem z psem.
11-11-2009 11:22 
 Ocena 1 na 1
metsys (1088 punktów)

>To jedz tę budę razem z psem.

Dziękuję. Omijam restauracje z takimi daniami. Przeszkadzają drzazgi.


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
10-11-2009 00:42 
 Ocena 13 na 13
Ignorancja (4718 punktów)
> robiąc ze swoich ewentualnych rozmówców ludzi o ograniczonej poczytalności i nieumiejętności logicznego i poprawnego myślenia.

Nie musi robić, tak najczęściej jest.
Gdyby było inaczej, a logika oraz umiejętność przyswajania oraz analizy tekstu była wam dostępną i stanowiła priorytet, nawet jako fascynaci słowem nawiedzonym wyłapalibyście w końcu wszystkie wskazówki, a nawet, nie bójmy się użyc tego słowa: dowody, że daliście sobie wżenić kit.

Ty atreyou śmiesz zarzucać komuś, że posługuje się argumentem z niewiary? A co robisz ty, o dyskutancie. Normalnie napisałabym otwarty, ale nie przesadzajmy z ironią. Na czym polegają twoje argumenty? Odpowiem za cię.
Na wierze. Wbrew logice, rozsądkowi, dedukcji, czy wreszcie trywialnej zdolności do przeczytania tekstu ze zrozumieniem.

>nie było żadnego Chrystusa, a nawet jeśli był to to, co zostało opisane w NT, nie może być prawdą.

Miło, że zapoznałeś się z kalejdoskopem argumentów powszechnie używanych przez niepodzielających twego stanowiska.
Ale ochłoń, doprawdy uwierz mi, że przynajmniej ja nie będę negować, że to, co zostało napisane w NT może byc prawdą. A zostało pięknie opisane zachowanie wręcz wzorcowe fanatycznego przywódcy sekty, z przerostem ego i najprawdopodobniej chorobą psychiczną. To akurat czynnik nieco usprawiedliwiający postać, oczywiście, że dla potrzeb ideologiczno - propagandowych "ubogaconą" w szereg elementów porażających móżdżki lubujące się w fantastyce, czy kinie sensacji. Gdyby odrzucić chorobę psychiczną, pozostaje pomyśleć o perfidnym cwaniaczku.

Generalnie to śmiać mi się chce, gdy czytam w tekście katolika coś o wiarygodności ich świętych pism. Wybraliście sobie, tzn. narzucono wam kilkoma soborami taki, a nie inny oficjalny (kanoniczny) dopuszczony obrazek Jezuska. I to ma być jedynie prawdziwe. Bo kilku facetów, sporo latek temu, przedstawiając się jako zbiorcza antena komunikacyjna z Jahwe uznali, które pisemka polubimy, a które staną się passe'.

I jeszcze jedno:

>Poza tym, co jest tu najistotniejsze i najtrudniejsze do przejścia, to to iż ateiści wrzucają wszystkie wierzenia do jednego worka, gdyż ich nie rozumieją i nie potrafią odróżnić. Na to jest również wiele pozycji, które w definitywny sposób wyjaśniają te rzeczy, poczynając od Księgi Wyjścia, a skończywszy na NT i późniejszych , jak i współczesnych myślicielach chrześcijańskich.

Bądź tak miły i popracuj trochę nad rzemiosłem pisarskim, bo chcąc uchodzić za literata nie przystoi wypowiadać się w sposób zrozumiały jedynie dla samego autora. Gombrowiczem jeszcze nie jesteś, więc postaraj się mocniej skoncentrować nad tym, co chcesz przekazać. Chyba, że piszesz dla samego upajania się czynnością stukania w fajne przyciski z namalowanymi znaczkami.

Pozwól, że pominę zwyczajowe pozdrowienia. Nie przepadam za hipokryzją, czy wymuszoną grzecznością.
10-11-2009 10:08 
 0 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Ty atreyou śmiesz zarzucać komuś, że posługuje się argumentem z niewiary? A co robisz ty, o dyskutancie. Normalnie napisałabym otwarty, ale nie przesadzajmy z ironią. Na czym polegają twoje argumenty? Odpowiem za cię.
>Na wierze. Wbrew logice, rozsądkowi, dedukcji, czy wreszcie trywialnej zdolności do przeczytania tekstu ze zrozumieniem.

Właśnie! Daj atreYOU plaskaczem z lewej i prawej, to się uspokoi. Jak śmie dyskutować o wierze, jak nawet czytać ze zrozumieniem nie potrafi.

>>nie było żadnego Chrystusa, a nawet jeśli był to to, co zostało opisane w NT, nie może być prawdą.
>Miło, że zapoznałeś się z kalejdoskopem argumentów powszechnie używanych przez niepodzielających twego stanowiska.
>Ale ochłoń, doprawdy uwierz mi, że przynajmniej ja nie będę negować, że to, co zostało napisane w NT może byc prawdą. A zostało pięknie opisane zachowanie wręcz wzorcowe fanatycznego przywódcy sekty, z przerostem ego i najprawdopodobniej chorobą psychiczną.

O! I już wszystko wiadomo. Argument nie do zbicia, a jaki śmieszny. Czy mam to przyjąć jako prawdę tobie objawioną?

Szkoda mi czasu na czytanie tych wypocin.

Wielka ciebie przyszłość czeka na tym forum. Argumentacja jakby żywcem przeniesiona z NIE.
10-11-2009 13:50 
 Ocena 6 na 10
Ignorancja (4718 punktów)
Przyglądnęłam się twoim wpisom witwos. Co prawda wyrywkowo, więc bardzo możliwe, iż umknęło mi coś wiekopomnego. Jednakowoż na podstawie tych przeczytanych streszczam zawartość: spam (wykazujący zamiłowanie do pyskówek) i tęsknota (niespełniona) za awansem na stanowisko moderatora, kilka dosyć chamskich ripost, oczywiście przystrojonych w szatki jedynego sprawiedliwego z zacięciem na pedagoga, coś jak:"ja wam tylko pokazuję wasze oblicze". Żadnych argumentów, więc może daj sobie spokój z pouczaniem mnie, bo głupio wygląda. To mniej więcej to samo, jakby wieprz pouczał Atenę (taka metafora).

>O! I już wszystko wiadomo. Argument nie do zbicia, a jaki śmieszny. Czy mam to przyjąć jako prawdę tobie objawioną?

Przypomnę, że to reakcja na moją tezę o Jezusie jako fanatycznym przywódcy sekty. Rzeczowość komentarza witosa powala.
Choć zapewne jesteś specjalistą od przyjmowania na wiarę, wyłam się choć raz z nawyku i zapytaj o argumenty na poparcie mojego zdania. Czyżbyś nie zauważył, że ja na razie ograniczyłam się jedynie do postawienia tezy? Nie rozpoczęłam jeszcze przewodu dowodowego.

Rozumiem, że uważasz Tereskę za dobrze (merytorycznie) przygotowaną do dyskusji, albowiem jej twórczośc jest zapewne ci skądeś dobrze znana i bliska. To ta sama szeptana ci do uszka od kołyski? Ach, jakże uspokaja w odróżnieniu od wypocin tych wstrętnych sceptyków. Nieprawdaż?

>Szkoda mi czasu na czytanie tych wypocin.
Łamiesz mi serce.
>Wielka ciebie przyszłość czeka na tym forum. Argumentacja jakby żywcem przeniesiona z NIE.
Oświecę cię. Nie czytuję "Nie", ale rozumiem, że kojarzysz mnie z ich działalnością, gdyż wystarczy, że moje poglądy nie odzwierciedlają twoich.

Zdradź nam skąd czerpiesz inspirację dla swoich argumentów typu:

>Pytaj wiatru w polu. (pan witwos)

Nie poświęciłam więcej mego czasu na analizę twej twórczości, gdyż jest zbyt cenny dla mnie. Wystarczyło jednak tej uwagi, aby pokusić się o dobrą radę dla ciebie na przyszłość. Nie zarzucaj komuś to, co sam czynisz nagminne, bo nieodparcie kojarzysz się z przedstawicielem filozofii Kalego.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Przyglądnęłam się twoim wpisom witwos.

Zaszczyconym.

>Co prawda wyrywkowo, więc bardzo możliwe, iż umknęło mi coś wiekopomnego. Jednakowoż na podstawie tych przeczytanych streszczam zawartość: spam (wykazujący zamiłowanie do pyskówek) i tęsknota (niespełniona) za awansem na stanowisko moderatora,

Trafiłaś w samo sedno .

>kilka dosyć chamskich ripost, oczywiście przystrojonych w szatki jedynego sprawiedliwego z zacięciem na pedagoga, coś jak:"ja wam tylko pokazuję wasze oblicze". Żadnych argumentów, więc może daj sobie spokój z pouczaniem mnie, bo głupio wygląda.

Ja ciebie nie pouczam, śmieje się z twoich wypowiedzi. Unikaj proszę, argumentów ad personam.

>>O! I już wszystko wiadomo. Argument nie do zbicia, a jaki śmieszny. Czy mam to przyjąć jako prawdę tobie objawioną?
>Przypomnę, że to reakcja na moją tezę o Jezusie jako fanatycznym przywódcy sekty. Rzeczowość komentarza witosa powala.

Możesz sobie pisać co chcesz, wymyślać co chcesz i nadawać temu rangę argumentów.
Ja sie pośmieje.

>Choć zapewne jesteś specjalistą od przyjmowania na wiarę, wyłam się choć raz z nawyku i zapytaj o argumenty na poparcie mojego zdania. Czyżbyś nie zauważył, że ja na razie ograniczyłam się jedynie do postawienia tezy? Nie rozpoczęłam jeszcze przewodu dowodowego.

Rozpocznij przewód.

>Rozumiem, że uważasz Tereskę za dobrze (merytorycznie) przygotowaną do dyskusji, albowiem jej twórczośc jest zapewne ci skądeś dobrze znana i bliska. To ta sama szeptana ci do uszka od kołyski? Ach, jakże uspokaja w odróżnieniu od wypocin tych wstrętnych sceptyków. Nieprawdaż?

Po pierwsze, Teresę, po drugie, nikt mi nic w kołysce do ucha nie szeptał.

>>Szkoda mi czasu na czytanie tych wypocin.
>Łamiesz mi serce.

Pójdziesz do kardiologa. To się da wyleczyć.

>>Wielka ciebie przyszłość czeka na tym forum. Argumentacja jakby żywcem przeniesiona z NIE.
>Oświecę cię. Nie czytuję "Nie", ale rozumiem, że kojarzysz mnie z ich działalnością, gdyż wystarczy, że moje poglądy nie odzwierciedlają twoich.

A skąd ty masz wiedzieć, jakie ja mam poglądy? Mnie śmieszy twoja argumentacja.

>Zdradź nam skąd czerpiesz inspirację dla swoich argumentów typu:
>>Pytaj wiatru w polu. (pan witwos)

Pytasz o coś kogoś, kogo tu nie ma.

>Nie poświęciłam więcej mego czasu na analizę twej twórczości, gdyż jest zbyt cenny dla mnie.

To jedyne co w twoich wypowiedziach jest słuszne. Zaręczam, że nie warto.
10-11-2009 14:49 
 Ocena 4 na 6
Ignorancja (4718 punktów)
>Możesz sobie pisać co chcesz, wymyślać co chcesz i nadawać temu rangę argumentów.
>Ja sie pośmieje.

No i właśnie w tym problem. Ty już wiesz.

Poczytaj sobie:
Mt. 21:36-39, Mt. 12:30, Mt.12:31, Mt. 18:6, Mt. 12:32, Mt. 12:34, Łk. 14:26, Mt. 10:37. Zestaw sobie jeszcze: Mt. 19:21 z Mt. 26: 7-11.

Jest jeszcze więcej ciekawostek.
>Nie poświęciłam więcej mego czasu na analizę twej twórczości, gdyż jest zbyt cenny dla mnie. (ja)

>To jedyne co w twoich wypowiedziach jest słuszne. Zaręczam, że nie warto. (ty)

Nietrudno zauważyć.
10-11-2009 16:46 
 Ocena-1 na 3
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Możesz sobie pisać co chcesz, wymyślać co chcesz i nadawać temu rangę argumentów.
>>Ja sie pośmieje.
>No i właśnie w tym problem. Ty już wiesz.

Jaki problem? Lubię się pośmiać.

>Poczytaj sobie:
>Mt. 21:36-39, Mt. 12:30, Mt.12:31, Mt. 18:6, Mt. 12:32, Mt. 12:34, Łk. 14:26, Mt. 10:37. Zestaw sobie jeszcze: Mt. 19:21 z Mt. 26: 7-11.
>Jest jeszcze więcej ciekawostek.

A cóż to, jakiś szyfr?

Poczytaj sobie: P22, 100LS, MD, U JJ. To na razie wystarczy. Aha jeszcze NwJD.

>>Nie poświęciłam więcej mego czasu na analizę twej twórczości, gdyż jest zbyt cenny dla mnie. (ja)
>>To jedyne co w twoich wypowiedziach jest słuszne. Zaręczam, że nie warto. (ty)
>Nietrudno zauważyć.

Mówiłem nie czytaj? Musiałaś?
>
22-11-2009 10:01 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)

>>Mt. 21:36-39, Mt. 12:30, Mt.12:31, Mt. 18:6, Mt. 12:32, Mt. 12:34, Łk. 14:26, Mt. 10:37. Zestaw sobie jeszcze: Mt. 19:21 z Mt. 26: 7-11.
>>Jest jeszcze więcej ciekawostek.
>A cóż to, jakiś szyfr?

Naprawdę tego nie zrozumiałeś, czy to tylko próba uniknięcia merytorycznej dyskusji?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>Mt. 21:36-39, Mt. 12:30, Mt.12:31, Mt. 18:6, Mt. 12:32, Mt. 12:34, Łk. 14:26, Mt. 10:37. Zestaw sobie jeszcze: Mt. 19:21 z Mt. 26: 7-11.
>>>Jest jeszcze więcej ciekawostek.
>>A cóż to, jakiś szyfr?
>Naprawdę tego nie zrozumiałeś, czy to tylko próba uniknięcia merytorycznej dyskusji?

Czego nie zrozumiałem?
23-11-2009 08:42 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
>>>>Mt. 21:36-39, Mt. 12:30, Mt.12:31, Mt. 18:6, Mt. 12:32, Mt. 12:34, Łk. 14:26, Mt. 10:37. Zestaw sobie jeszcze: Mt. 19:21 z Mt. 26: 7-11.
>>>>Jest jeszcze więcej ciekawostek.
>>>A cóż to, jakiś szyfr?
>>Naprawdę tego nie zrozumiałeś, czy to tylko próba uniknięcia merytorycznej dyskusji?
>Czego nie zrozumiałem?

Za Biblią Tysiąclecia:

Mt.12:30
Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.
Mt.12:31
Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone.
Mt.12:32
Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym.

Łk.14:26
«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

Resztę sobie sam posprawdzaj, jeżeli Cię ciekawi w co wierzysz...


www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>>>Mt. 21:36-39, Mt. 12:30, Mt.12:31, Mt. 18:6, Mt. 12:32, Mt. 12:34, Łk. 14:26, Mt. 10:37. Zestaw sobie jeszcze: Mt. 19:21 z Mt. 26: 7-11.
>>>>>Jest jeszcze więcej ciekawostek.
>>>>A cóż to, jakiś szyfr?
>>>Naprawdę tego nie zrozumiałeś, czy to tylko próba uniknięcia merytorycznej dyskusji?
>>Czego nie zrozumiałem?
>Za Biblią Tysiąclecia:
>Mt.12:30
>Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.

Co znaczą te symbole to ja wiem.

>Resztę sobie sam posprawdzaj, jeżeli Cię ciekawi w co wierzysz...

Sam sobie posprawdzaj. I udowodnij tezę mojego interlokutora. Zrozumiałeś wreszcie? Ktoś wkleja ciąg cytatów z Biblii, jako dowód swojej tezy. I co? Ja mam to czytać i domyślać się, kto co przez co rozumie i czego się doczytał?

23-11-2009 10:00 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)
Wystarczy choćby to jedno:
Łk.14:26
«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.


Dla mnie ktoś wypowiadający takie słowa jest albo chory albo cynicznie wykorzystuje zaufanie jakim go obdarzono.
Na podobnej zasadzie działają dzisiaj przywódcy sekt: masz słuchać mnie i tylko mnie, a z rodziną najlepiej nie utrzymuj kontaktów.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
23-11-2009 10:10 
 Ocena 5 na 5
(Alicja)Duda (25557 punktów)

>Na podobnej zasadzie działają dzisiaj przywódcy sekt: masz słuchać mnie i tylko mnie, a z rodziną najlepiej nie utrzymuj kontaktów.
>
www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335

Tak też postępuje KrK. Zarówno kandydaci do zakonów jak i seminariów nie mogą odwiedzać rodzin. Kontakty z rodziną są mocno reglamentowane i zawsze przydzielony jest "towarzysz" tak by kontakt sam na sam z ojcem czy matką był utrudniony.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Wystarczy choćby to jedno:
> Łk.14:26
>«Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

>Dla mnie ktoś wypowiadający takie słowa jest albo chory albo cynicznie wykorzystuje zaufanie jakim go obdarzono.

Dla Ciebie może być, inni mogą czytać to inaczej, a mnie jest wszystko jedno, kto jak czyta.

Pozdrawiam.
23-11-2009 00:17 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>MD, [...] NwJD.
Tych nie zgadłem.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>MD, [...] NwJD.
>Tych nie zgadłem.

I tak nieźle
10-11-2009 23:56 
 Ocena 2 na 2
atreYOU (971 punktów)
>Na czym polegają twoje argumenty? Odpowiem za cię.
>Na wierze. Wbrew logice, rozsądkowi, dedukcji, czy wreszcie trywialnej zdolności do przeczytania tekstu ze zrozumieniem.

Zabawne, bo o tym właśnie, czego mnie... nam, jak się dalej okazuje, wierzącym od kilkudziesięciu wieków brakuje - jako pierwsi nauczaliśmy, jako pierwsi od czasów akademii założonych przez starożytnych greków powoływaliśmy do życia uniwersytety w całej Europie na których rozwijaliśmy i - zauważ - tworzyliśmy taką naukę jak logika, doprowadziliśmy do maksimum umiejętność poprawnego rozumowania, dedukcji, indukcji itd. No ale, masz rację, my się na tym nie znamy i poza tym mamy problemy z trywialną zdolnością do czytania tekstów ze zrozumieniem... pewnie tych tekstów filozoficznych, naukowych, które na przestrzeni wieków sami napisaliśmy, a bez których nie byłoby twojej znajomości logiki, dedukcji itd.

>Generalnie to śmiać mi się chce, gdy czytam w tekście katolika coś o wiarygodności ich świętych pism. Wybraliście sobie, tzn. narzucono wam kilkoma soborami taki, a nie inny oficjalny (kanoniczny) dopuszczony obrazek Jezuska.

Mnie się śmiać chce gdy słyszę właśnie coś takiego. Pierwszy sobór odbył się jeszcze za życia niemal wszystkich apostołów. Dzieje Apostolskie musiał napisać ktoś kto żył gdy żyli i działali jeszcze sami apostołowie, a już na pewno nie mogły powstać po śmierci św Pawła. Późniejsze sobory nie dodały nic nowego, nie ustalały żadnej wersji. Wyznanie wiary chrześcijańskiej ustalone na Soborze nicejsko-konstantynopolitańskim w 325 r. było dokładnym powtórzeniem tego, co już napisane zostało w listach apostolskich, ewangelii św Łukasza, Dziejach Apostolskich i ewangelii św Jana. Tekst ten brzmi:

Wierzę w jedynego Boga,
Ojca Wszechmogącego,
Stworzyciela nieba i ziemi,
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

I w jedynego Pana Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego Jednorodzonego,
który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami,
(Bóg z Boga,) Światłość ze Światłości,
Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony a nie stworzony,
współistotny Ojcu,
a przez Niego wszystko się stało.
On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba.
I za sprawą Ducha Świętego
przyjął ciało z Marii Panny i stał się człowiekiem.
Ukrzyżowany również za nas,
pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany.
I zmartwychwstał trzeciego dnia,
jak oznajmia Pismo.
I wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Ojca.
I powtórnie przyjdzie w chwale, sądzić żywych i umarłych,
a Królestwu Jego nie będzie końca.

Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela,
który z Ojca (i Syna) pochodzi,
który z Ojcem i z Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę,
który mówił przez proroków.
Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół.
Wyznaję jeden Chrzest na odpuszczenie grzechów.
I oczekuję wskrzeszenia umarłych
i życia wiecznego w przyszłym świecie.
Amen.

Jaki tu niby "obrazek" został dopiero stworzony? Po drugie, trochę szacunku gdy mówisz o rzeczach o których jak widać nie masz zbyt wielkiego pojęcia.

>Bądź tak miły i popracuj trochę nad rzemiosłem pisarskim, bo chcąc uchodzić za literata nie przystoi wypowiadać się w sposób zrozumiały jedynie dla samego autora.

Bądź tak miła i podaj mi to zdanie, którego nie zrozumiałaś?

>Pozwól, że pominę zwyczajowe pozdrowienia. Nie przepadam za hipokryzją, czy wymuszoną grzecznością.

Ty chyba nie przepadasz za żadną grzecznością. Mnie to jednak nie musi dotyczyć.

...
pozdrawiam
10-11-2009 12:54 
 Ocena 3 na 3
Bartek Górecki (1514 punktów)
>... bo tobie nie chodzi o sens, a gdy się z nim zapoznasz, to i tak użyjesz argumentu z niewiary, tzn. powiesz iż to i tak nie ma sensu bo nie ma żadnego Boga, nie było żadnego Chrystusa, a nawet jeśli był to to, co zostało opisane w NT, nie może być prawdą...

drogi atre, a może udostępnię Ci na jakiś czas hasło do mojego profilu i będziesz odpowiadał za mnie i za siebie? Wreszcie byłby jakiś dialog na poziomie, nie?


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Odp: Spór (a)teologiczny z Teresą
>Ciąg dalszy:

Dziwi mnie ten wątek. Jeżeli chcesz dyskutować z Teresą, to umieść swoje dywagacje w tamtym wątku i poproś przez priva o odpowiedź. Teraz dyskutuje się o argumentach osoby nieobecnej. Mało to eleganckie, jak i zachowania większości forumowiczów, wobec niej. Widzę w tym wątku ciąg dalszy takiej postawy. Teresa jest osobą dobrze przygotowaną do toczenia dyskusji, czym wyjątkowo denerwowała cześć forumowiczów, którym jako argumenty, pozostawały kpiny i inwektywy. Nie dziwię się, że jej tu nie ma.
10-11-2009 13:02 
 Ocena 4 na 4
Bartek Górecki (1514 punktów)
>... Jeżeli chcesz dyskutować z Teresą, to umieść swoje dywagacje w tamtym wątku i poproś przez priva o odpowiedź. Teraz dyskutuje się o argumentach osoby nieobecnej. Mało to eleganckie, jak i zachowania większości forumowiczów, wobec niej.

Drogi witwosie! Tamten wątek jest już zamknięty, a nasza dyskusja była - i tak - nie na temat - stąd wątek nowy. Teresę poinformowałem na priva o założonym wątku i wkleiłem (dla jej wygody) link.

> Teresa jest osobą dobrze przygotowaną do toczenia dyskusji, czym wyjątkowo denerwowała cześć forumowiczów, którym jako argumenty, pozostawały kpiny i inwektywy. Nie dziwię się, że jej tu nie ma.

Nie kwestionuję jej poziomu merytorycznego dlatego dyskutuję z nią, a nie z np. arte.


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>... Jeżeli chcesz dyskutować z Teresą, to umieść swoje dywagacje w tamtym wątku i poproś przez priva o odpowiedź. Teraz dyskutuje się o argumentach osoby nieobecnej. Mało to eleganckie, jak i zachowania większości forumowiczów, wobec niej.
>Drogi witwosie! Tamten wątek jest już zamknięty, a nasza dyskusja była - i tak - nie na temat - stąd wątek nowy. Teresę poinformowałem na priva o założonym wątku i wkleiłem (dla jej wygody) link.
>> Teresa jest osobą dobrze przygotowaną do toczenia dyskusji, czym wyjątkowo denerwowała cześć forumowiczów, którym jako argumenty, pozostawały kpiny i inwektywy. Nie dziwię się, że jej tu nie ma.
>Nie kwestionuję jej poziomu merytorycznego dlatego dyskutuję z nią, a nie z np. arte.

Dlaczego nie z atreYOU? Jedyna tu wypowiedź na poziomie.

Grogi Bartku Górecki, rozśmieszyłeś mnie należycie, dostaniesz za to duży medal. Twierdzisz, że dyskutujesz tu z Teresą. A ja polecam Ci uważne przestudiowanie wypowiedzi tych uczestników, którzy biorą w dyskusji udział: Ignorancji, Degre, metstsa, ze szczególnym jej uwzględnieniem, ze wzgledu na wartości kulinarne, nagrodzone gromkimi owacjami pozostałych uczestników. Nie zapomnij o instrukcji i dobrej radzie kulki na mole. Z tego radziłbym Ci skorzystać.
Teresy w wątku nie widzę i mam nadzieję, że nie zobaczę.
Taki sposób toczenia dyskusji, jaki tu wprowadziłeś, jest poniżej jakiegokolwiek poziomu.
10-11-2009 16:48 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Dlaczego nie z atreYOU?

atre, atreYOU - co to za różnica?

>Grogi Bartku Górecki, rozśmieszyłeś mnie należycie, dostaniesz za to duży medal.

Ależ ... medali nie piję

>Nie zapomnij o instrukcji i dobrej radzie kulki na mole. Z tego radziłbym Ci skorzystać.

kulka rozdaje rady uniwersalne, kto wie ... może i Tobie by pomogły w życiu

>Taki sposób toczenia dyskusji, jaki tu wprowadziłeś, jest poniżej jakiegokolwiek poziomu.

Bo i możliwości me skromne, ale skoro już zaszczyciłeś mój wątek blaskiem swej inteligencji to warto było! A i poziom siłą rzeczy zawyżasz!

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>>Taki sposób toczenia dyskusji, jaki tu wprowadziłeś, jest poniżej jakiegokolwiek poziomu.
>Bo i możliwości me skromne, ale skoro już zaszczyciłeś mój wątek blaskiem swej inteligencji to warto było! A i poziom siłą rzeczy zawyżasz!

Różnica między nami jest taka, że ja w tym wątku mówię do Ciebie, a ty możesz mi odpowiedzieć. Zakładając ten watek, zwróciłeś się do osoby nieobecnej. To właśnie uważam, za brak jakiegokolwiek poziomu. Efekt jest widoczny.
12-11-2009 14:16 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Różnica między nami jest taka, że ja w tym wątku mówię do Ciebie, a ty możesz mi odpowiedzieć. Zakładając ten watek, zwróciłeś się do osoby nieobecnej.

Powody założenia wątku już podałem i nie będę się powtarzał.

>To właśnie uważam, za brak jakiegokolwiek poziomu. Efekt jest widoczny.

Masz prawo do własnego zdania.

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
11-11-2009 21:13 
 Ocena 1 na 1
atreYOU (971 punktów)
>>Dlaczego nie z atreYOU?
>arte, arteYOU - co to za różnica?

Jak widać nie arte, ale atre, a YOU jest tam dlatego iż to oznacza mniej więcej tyle co atre-you, "ode mnie do ciebie". Bardziej ściśle "atre" to złożenie dwóch łacińskich spójników - at (a/ale) i re (z powrotem/do). Całość więc można tłumaczyć: at-re-you, "a z powrotem ty". Znaczenie łączników at i re dosłownie tłumaczyć z osobna się nie da, ogólnie/w złączeniu jednak pełnią one mniej więcej tę samą funkcję.

...
pozdrawiam
12-11-2009 14:25 
 Ocena 2 na 2
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Jak widać nie arte, ale atre

Za literówkę przepraszam.
A skąd znasz łacinę (jeśli wolno mi spytać)? Medycyna czy seminarium?


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
12-11-2009 22:28 
 Ocena 2 na 2
atreYOU (971 punktów)
>>Jak widać nie arte, ale atre
>Za literówkę przepraszam.
>A skąd znasz łacinę (jeśli wolno mi spytać)? Medycyna czy seminarium?

Możliwości jest znacznie więcej. Tak naprawdę człowiek w jakimś stopniu wykształcony zawsze wynosi jakąś znajomość łaciny. Nawet fizyk, czy chemik nie obyłby się bez niej. To po prostu niemożliwe. Poza tym co innego jest znać w jakimś stopniu łacinę, a co innego umieć posługiwać się nią na co dzień. (nie mówię oczywiście o tej... łacinie)

...
pozdrawiam
13-11-2009 12:03 
 Ocena 2 na 2
Bartek Górecki (1514 punktów)
>>A skąd znasz łacinę (jeśli wolno mi spytać)? Medycyna czy seminarium?
>Możliwości jest znacznie więcej. Tak naprawdę człowiek w jakimś stopniu wykształcony zawsze wynosi jakąś znajomość łaciny. Nawet fizyk, czy chemik nie obyłby się bez niej. To po prostu nie możliwe. Poza tym co innego jest znać w jakimś stopniu łacinę, a co innego umieć posługiwać się nią na co dzień. (nie mówię oczywiście o tej... łacinie)

Naprawdę zgrabnie potrafisz nie odpowiadać na proste pytania
Co by było złego w odpowiedzi "nie zamierzam tego ujawniać"?

Również pozdrawiam


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
22-11-2009 10:08 
 Ocena 5 na 5
pavvel (8272 punktów)

>Dlaczego nie z atreYOU? Jedyna tu wypowiedź na poziomie.

Jedyna na Twoim poziomie?


www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
Uriel_ (360 punktów)
>>Mówisz o jakimś innym "bogu". Bóg chrześcijański nie chce niewolników tylko przyjaciół.

To prawda.

>Ale skąd wiesz? Z wyrwanego z kontekstu cytatu z biblii,

Są cytaty w Biblii popierające to twierdzenie. Jest cały odrębny fragment Jana 15, 12-17 itd
W czym problem ?

>świadectwa innych ludzi
Nie znam. Może Teresa poświadczy ?

>czy Ci sam powiedział?
Nie, napisał.

>>A dlaczego nie patrzysz na Jezusa Chrystusa ("który nie miał grzechu") - On pokazał co to znaczy kochać.

No właśnie przecież pokazał. (?)

   
10-11-2009 14:08 
 Ocena 3 na 3
Bartek Górecki (1514 punktów)
> W czym problem?

W innym rozumieniu słowa "bóg" - dla mnie to "teoretyczna koncepcja", a dla teisty "byt realnie istniejący".

>>czy Ci sam powiedział?
>Nie, napisał.

To wniosek nieskażony racjonalnym dowodem. Istnieją istotne przesłanki, że to człowiek stworzył, boga na swoje podobieństwo, a nie na odwrót!

>>>A dlaczego nie patrzysz na Jezusa Chrystusa ("który nie miał grzechu") - On pokazał co to znaczy kochać.
>No właśnie przecież pokazał. (?)

Z tym, że wiara w rzeczy nadprzyrodzone, a standardy moralne z NT to 2 różne rzeczy. W tym miejscu prosi się o cytat z A. Einsteina:
Cytat:
Przy wpajaniu ludziom tego, co moralnie słuszne, kaznodzieje powinni zdobyć się na odwagę i odrzucić doktrynę osobowego Boga, to znaczy nie powoływać się dłużej na owo źródło strachu i nadziei, dzięki któremu w przeszłości kapłani skupiali w swych rękach tak ogromną władzę.

Pozdrawiam


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
Uriel_ (360 punktów)
>W innym rozumieniu słowa "bóg" - dla mnie to "teoretyczna koncepcja",
Tak, tylko, że w chrześcijaństwie Bóg jest koncepcją człowieka, która istnieje na kartach Objawienia.

>a dla teisty "byt realnie istniejący".
Powiedzmy, że nie wiem kto to jest teista, natomiast wiem, że aby słowo stało się ciałem potrzebny jest człowiek, który podobnie jak Jezus oznajmi, że jest Bogiem. Jeśli jego konstrukcja będzie zgodna z teoretyczną podaną w Objawieniu - mamy do czynienia z Synem Bożym - podkreślam - w TEJ religii, jaką jest chrześcijaństwo.

>>>czy Ci sam powiedział?
>>Nie, napisał.
>To wniosek nieskażony racjonalnym dowodem. Istnieją istotne przesłanki, że to człowiek stworzył, boga na swoje podobieństwo, a nie na odwrót!

Jezus jest konkretną postacią literacką reprezentującą określony światopogląd. Absolutyzacja tego jako Boga jak uczynił to Jezus jest świadomym wyborem również dla innej jednostki, która wierzy, że nie może istnieć bardziej rozumny stosunek człowieka do rzeczywistości a w tym do siebie samego jak tam przedstawiony. Nie zaprzeczam, że Jezus uznał siebie za Boga jako człowiek i rozumiem też na czym oparł niemal pewność w poprawność tego czynu.

Mimo, iż każdy człowiek może stworzyć "boga" to nie każdy człowiek ale o określonych parametrach może wykreować takiego siebie jakim jest Bóg Chrześcijański, wierząc jednocześnie głęboko, że lepszy człowiek niż on sam logicznie nie może istnieć jako lepszy a jedynie jako gorszy, ułomny na Duchu, przegrywający zawsze spór z modelem doskonałym, prawdziwym dla omawianej tu formy życia typu "człowiek".

>Z tym, że wiara w rzeczy nadprzyrodzone, a standardy moralne z NT to 2 różne rzeczy.

Ale co konkretnie masz na myśli ?

>Pozdrawiam
Również.
12-11-2009 15:09 
 Ocena 2 na 2
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Tak, tylko, że w chrześcijaństwie Bóg jest koncepcją człowieka, która istnieje na kartach Objawienia.

To jest Bóg realny czy jest "tylko koncepcją"?

>Powiedzmy, że nie wiem kto to jest teista, natomiast wiem, że aby słowo stało się ciałem potrzebny jest człowiek, który podobnie jak Jezus oznajmi, że jest Bogiem. Jeśli jego konstrukcja będzie zgodna z teoretyczną podaną w Objawieniu - mamy do czynienia z Synem Bożym - podkreślam - w TEJ religii, jaką jest chrześcijaństwo.

Ale w realnym świecie słowo nie staje się ciałem. Mamy zasadę zachowania energii i zasadę zachowania masy. Czyżby tzw "dowody kosmologiczne" św. Anzelma Cię przekonywały co do bezwzględnej konieczności istnienia inteligentnego projektanta?

>>>>czy Ci sam powiedział?
>>>Nie, napisał.
>>To wniosek nieskażony racjonalnym dowodem. Istnieją istotne przesłanki, że to człowiek stworzył, boga na swoje podobieństwo, a nie na odwrót!
>Jezus jest konkretną postacią literacką reprezentującą określony światopogląd. Absolutyzacja tego jako Boga jak uczynił to Jezus jest świadomym wyborem również dla innej jednostki, która wierzy, że nie może istnieć bardziej rozumny stosunek człowieka do rzeczywistości a w tym do siebie samego jak tam przedstawiony. Nie zaprzeczam, że Jezus uznał siebie za Boga jako człowiek i rozumiem też na czym oparł niemal pewność w poprawność tego czynu.

Różnica między nami jest taka, że ja muszę wiedzieć "że nie może istnieć bardziej rozumny stosunek człowieka do rzeczywistości a w tym do siebie samego jak tam przedstawiony." Na czym więc realnym Jezus "oparł niemal pewność w poprawność tego czynu."?

>Mimo, iż każdy człowiek może stworzyć "boga" to nie każdy człowiek ale o określonych parametrach może wykreować takiego siebie jakim jest Bóg Chrześcijański, wierząc jednocześnie głęboko, że lepszy człowiek niż on sam logicznie nie może istnieć jako lepszy a jedynie jako gorszy, ułomny na Duchu, przegrywający zawsze spór z modelem doskonałym, prawdziwym dla omawianej tu formy życia typu "człowiek".

Nie doceniasz braku elementarnego samokrytycyzmu co niektórych charyzmatycznych jednostek W pewnych warunkach religie powstają spontanicznie, rozprzestrzeniają się szybko i równie szybko wyznawcy zapominają o prawdziwych początkach swojej religii. Dlaczego chrześcijaństwo nie miałby powstać na podobnej zasadzie jak kult John'a Frum'a? Czyżby pierwsi chrześcijanie byli daleko bardziej światli od mieszkańców Oceanii?

>>Z tym, że wiara w rzeczy nadprzyrodzone, a standardy moralne z NT to 2 różne rzeczy.
>Ale co konkretnie masz na myśli ?

Można wyciągnąć naukę z NT, bez bycia wyznawcą żadnej religii i bez wiary w całą duchową i nadprzyrodzona otoczkę biblii tj. piekło niebo, cud eucharystyczny itd.

>>Pozdrawiam
>Również.
Również również


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
Uriel_ (360 punktów)
>To jest Bóg realny czy jest "tylko koncepcją"?

>(...)

>Można wyciągnąć naukę z NT, bez bycia wyznawcą żadnej religii i bez wiary w całą duchową i nadprzyrodzona otoczkę biblii tj. piekło niebo, cud eucharystyczny itd.

Możesz mi powiedzieć co z tego, że (teoretycznie) można ?
Przecież ani Ty ani nikt Ci znany tego nie zrobiliście.
Więc pytam - co z tego, że można ?!

   
17-11-2009 14:31 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>>To jest Bóg realny czy jest "tylko koncepcją"?
>>(...)
>>Można wyciągnąć naukę z NT, bez bycia wyznawcą żadnej religii i bez wiary w całą duchową i nadprzyrodzona otoczkę biblii tj. piekło niebo, cud eucharystyczny itd.
>Możesz mi powiedzieć co z tego, że (teoretycznie) można ?
>Przecież ani Ty ani nikt Ci znany tego nie zrobiliście.

A Ty zrobiłeś? Zaprzeczyłeś, znalazłeś swoją drogę a potem stwierdziłeś, że jest zgodna z drogą Jezusa?
Bo jeśli nie, to jesteś takim samym wyznawcą, jak Ci Żydzi ze Starego Testamentu, o których pisałeś.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Uriel_ (360 punktów)
>A Ty zrobiłeś?

Po pierwsze:
Zrobiłem i co normalne w tej sytuacji chcę się podzielić wnioskami, spostrzeżeniami, metodyką itp.
Facet pisze MOŻNA i powiem Ci znam tekst, który powinien on był najpierw przeczytać próbując go zrozumieć. Pytania, które zadaje jednoznacznie świadczą o tym, że nie on pierwszy tego nie zrobił, rozmawia sobie z osobami typu Teresa, która też tego nie zrobiła bo wolała czytać katechizmy i na cudzych wnioskach przyjętych bezkrytycznie budowała pasujący do zbiorowości wyznaniowej chrystopogląd.

Po drugie:
Zrobił i zaraz zaprzeczy. A sokoro obaj to zrobiliśmy to nie musimy się w niczym upewniać, wiemy sobie to samo i jest supcio, haha - nie jest? - to może ja się mylę?
Jest jednak pewne zastrzeżenie - nie jestem w stanie odpowiadać na pytania typu: "Wytłumacz mi to wszystko od początku" i to nie tylko, że oblubieniec nie zapłodni pustogłowej panny bez oleju bo tak mówi Pismo Święte tylko dlatego, że takie są uwarunkowania. Trzeba przyjąć jakieś minima wiedzy poniżej, których odsyłam do czytania Ewangelii na nowo by chociaż tak jak szanowna Ignorancja nie tylko w tym wątku móc cokolwiek merytorycznie zarzucić Bogu Ch. . Póki co oceniam ją najwyżej spośród garstki co dopiero poznanych rozmówców, nie tracąc nadziei, że sama kiedyś się zbierzesz i będę mógł z przyjemnością odeprzeć Twój atak lub wytłumaczyć wątpliwą kwestię z nauczania Jezusa.

>Zaprzeczyłeś, znalazłeś swoją drogę a potem stwierdziłeś, że jest zgodna z drogą Jezusa?

Ręce opadają! Logika, matematyka, metody rozumowe słowem racjonalna interpretacja nauczania, to co rzekomo można zrobić będąc nie_wierzącym, nie_teistą , nie_uprzedzonym, nie_kretynem to moja droga, a jeśli Twoja jest inna to przeczytaj sobie sama to co napisałaś i najwyraźniej pomyliłaś adresata tej wypowiedzi:

>Bo jeśli nie, to jesteś takim samym wyznawcą, jak Ci Żydzi ze Starego Testamentu, o których pisałeś.

Pozdrawiam
19-11-2009 12:20 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>móc cokolwiek merytorycznie zarzucić Bogu Ch.

Nie rozumiesz, o czym mówię. Ani w tym wątku, ani w innym.
Ale nie chce mi się tego wałkować po raz kolejny.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
23-11-2009 14:00 
 Ocena 3 na 3
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Jest jednak pewne zastrzeżenie - nie jestem w stanie odpowiadać na pytania typu: "Wytłumacz mi to wszystko od początku"

To bardzo źle, bo problem w tym, ze religia uzasadnia samą siebie np. za pomocą cytatów z biblii. A mnie interesuje pytanie dlaczego w ogóle uznać biblię za coś więcej niż zwykłe czytadło jakich wiele?

> ... oblubieniec nie zapłodni pustogłowej panny bez oleju bo tak mówi Pismo Święte

Trochę więcej szacunku dla rozmówczyni! Proszę o zbyt wiele?

>Trzeba przyjąć jakieś minima wiedzy poniżej, których odsyłam do czytania Ewangelii na nowo

Wchodzisz na portal dla niewierzących i tonem belfra stawiasz nam warunki wstępne do dyskusji? A wiesz co na to mistrz ciętej riposty?


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
23-11-2009 14:59 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)

>> ... oblubieniec nie zapłodni pustogłowej panny bez oleju bo tak mówi Pismo Święte

Ja stawiam przez cały czas inne pytanie: czy niepustogłowa panna z olejem, w ogóle potrzebuje oblubieńca?


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
23-11-2009 15:08 
 Ocena 2 na 2
Bartek Górecki (1514 punktów)
>>> ... oblubieniec nie zapłodni pustogłowej panny bez oleju bo tak mówi Pismo Święte
>Ja stawiam przez cały czas inne pytanie: czy niepustogłowa panna z olejem, w ogóle potrzebuje oblubieńca?

Zgaduję: zależy od oblubieńca?


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
23-11-2009 15:11 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)
>>>> ... oblubieniec nie zapłodni pustogłowej panny bez oleju bo tak mówi Pismo Święte
>>Ja stawiam przez cały czas inne pytanie: czy niepustogłowa panna z olejem, w ogóle potrzebuje oblubieńca?
>Zgaduję: zależy od oblubieńca?

Ja uważam, że nie zależy.

P.S. Chyba rzeczywiście jestem mało komunikatywna.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Uriel_ (360 punktów)
>To bardzo źle, bo problem w tym, ze religia uzasadnia samą siebie np. za pomocą cytatów z biblii.

To ważne przy wykładaniu idei, które, że będzie wykonywane w czasach ostatecznych jest napisane i niejako prorokowane w tejże Biblii. Biblia sama uzasadnia i podkreśla fakt, że zawiera ona tzw. "ukryty sens" i namawia czytelnika do znalezienia i odsłony owego sensu. Załóżmy, że ktoś odkrywa sens i chce go oznajmić - przewidziano to w Biblii np. J 16,5-15 - osoba ta przyjmuje status Pocieszyciela i zobowiązana jest do tego by powiązać wcale nie skomplikowaną ideę, o której zacznie nauczać z nauczaniem Jezusa i znów nie dlatego, że tak jest napisane w Ewangeliach ( bo jest!) ale dlatego by przekonać świat o grzechu a mianowicie:

>A mnie interesuje pytanie dlaczego w ogóle uznać biblię za coś więcej niż zwykłe czytadło jakich wiele?

o grzechu ludzi, którzy w nią wierzą, którzy w niej pokładają nadzieję, którzy tworzą milionowe społeczności chrześcijańskie skupione wokół osoby Jezusa na zasadzie owczego czy baraniego spędu. To nie jest (ów spęd) realizacja planu zbawienia ale preludium (wstęp) do objawienia apokaliptycznego koncepcji dobra i zła Ap 19,12 , którą można świadomie tym razem albo przyjąć albo odrzucić i równie świadomie jako dotychczasowy katolikniewiadomokto stwierdzić: "Nie, z takim Bogiem nie chcę być, ja wolę wierzyć w dotychczasowe mrzonki, ja nie chcę już słuchać czym jest prawda, dobro czy sprawiedliwość w ujęciu chrześcijańskim, wolę być muzułmaninem". (więc won !!! Ap 22,15)

a to tylko jedna z konsekwencji filozoficznej debaty nad nie zwykłym bo świętym dla milionów wkręconych w obowiązkowe klękanie czytadłem jakich w mojej ocenie jest niewiele.

>> ... oblubieniec nie zapłodni pustogłowej panny bez oleju bo tak mówi Pismo Święte
>Trochę więcej szacunku dla rozmówczyni! Proszę o zbyt wiele?

Panna to nie kobieta, ale dusza na wydaniu stająca w gotowości spotkania z Duchem Świętym (Pan Młody, jej własna dojrzałość itp). Rozumiejąc cel zbawiania rozumiemy znaczenie przenośni nadto ważne jest aby zrozumieć, ze cel istnieje i jego realizacja (zbawienie człowieka) jest nadrzędnym kierunkiem, który wszystkim opowiastkom towarzyszy jako priorytet.
Tak więc każde indywiduum i Ty staje osobno vs Bóg zawarty w Słowie i będący w jednej z form Słowem (informacją dla podmiotu o nim samym). Pierwszy ciągnie pozostałych ku koniecznej konfrontacji, pozostałych którzy chcą być zbawieni lub przynajmniej wiedzieć na czym to zbawienie polega.

Sama wiedza (pominąwszy kwestię jej wiarygodności w ocenie jednostki) daje możliwość sądu dowolnego człowieka czy np. zasługuje na nazywanie go świętym jak choćby nasz głośny Papież Polak czy tak jak ja (ty,ona,on) nie zasługuje bo obydwu nas nie stać na to aby realizować świętość we własnym życiu.

Ocierajmy się o nią w postępowaniu, w ważnych życiowo czy społecznie sądach, wiedzmy, że warto bo wreszcie wiedzmy o co w tym chodzi. Sądzeni bądźmy wszyscy jednakowo by żaden charyzmatyczny idiota nie był tolerowany w naszym gronie, sponiewierajmy każdego "nawiedzonego" quasichrześcijańskiego ściemniacza jeśli podskoczy powyżej własnego nosa lub oddajmy cześć i hołd takiemu, który realnie i zgodne z wolą Bożą potwierdzalną prócz nas w literze Słowa Bożego poświęca się, jeśli jest to rzeczywiście uczciwy naśladowca Syna Bożego, oddany naszej sprawie bardziej niż my, którzy przyznamy się do zaniedbań w tej kwestii z takich czy innych ograniczających nasze zaangażowanie prywatnych przyczyn, którzy wybieramy wygodne i spokojne życie.

Czy moja odpowiedź Cię satysfakcjonuje ?

>
"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel


Pasuje jak ulał.
Pozdrawiam
25-11-2009 11:11 
 Ocena 2 na 2
Bartek Górecki (1514 punktów)
>... Biblia sama uzasadnia i podkreśla fakt, że zawiera ona tzw. "ukryty sens" i namawia czytelnika do znalezienia i odsłony owego sensu...

To tak jak książka telefoniczna, czy księga mormona. Ale dlaczego traktować to poważnie?

> Załóżmy, że ktoś odkrywa sens i chce go oznajmić

To musi "ten sens" racjonalnie udowodnić. Wiesz ile wspaniałych odkryć robią ludzie po alkoholu czy drug'ach? Człowiek rozumny oczekuje wysokich standardów w zdobywaniu wiedzy o Wszechświecie. Tzn. żeby wierzyć w stwórcę potrzebuję jednoznacznych dowodów na jego działalność, a tych brak.

>Panna to nie kobieta, ale dusza na wydaniu stająca w gotowości spotkania z Duchem Świętym ... Rozumiejąc cel zbawiania rozumiemy znaczenie przenośni nadto ważne jest aby zrozumieć, ze cel istnieje i jego realizacja (zbawienie człowieka) jest nadrzędnym kierunkiem, który wszystkim opowiastkom towarzyszy jako priorytet.

Użyłeś obraźliwych słów i zachowałeś się protekcjonalnie wobec kobiety (potraktowałeś ją jak gówniarę). A teraz coś kręcisz.

>... żaden charyzmatyczny idiota nie był tolerowany w naszym gronie, sponiewierajmy każdego "nawiedzonego" quasichrześcijańskiego ściemniacza jeśli podskoczy powyżej własnego nosa lub oddajmy cześć i hołd takiemu, który realnie i zgodne z wolą Bożą potwierdzalną prócz nas w literze Słowa Bożego poświęca się,

OK. Jaką sektę reprezentujesz?

>Czy moja odpowiedź Cię satysfakcjonuje ?

Szczerze?

>>"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
>Pasuje jak ulał.

Otóż to, dlatego oddzielam fikcję literacką od faktów empirycznych to czyni mnie niewierzącym.


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
24-11-2009 23:49 
 Ocena 10 na 10
Ignorancja (4718 punktów)
Urielu proponujesz kolejną z uduchowionych interpretacji biblii. Robisz to oczywiście nie przyjmując absolutnie do wiadomości, że Twoje opracowanie choćby było najlogiczniejszym ciągiem bazuje w swym wyjściowym elemencie na przesłance nieudowodnionej (bóg). Przypominam, że logika choć pomocna jest tylko jednym z narzędzi, a o jej "skuteczności" czy "prawidłowości" bez odwołania się do dowodów niech świadczy przykład sofistów, pilnie opanowywujących logikę, by potem czasami pisać na potrzeby tego samego procesu mowy dla oskarżyciela, jak i obrońcy. Pomimo tego nie wahasz się proponować, aby ateiści przyjęli dla "dobra" wyższej sprawy akurat Twój punkt widzenia:

Dlaczego ateista, który wykreował jako dobry człowiek racjonalny światopogląd, który znakomicie współgra z logiką i rozumem nie może nazwać się Synem Bożym w środowisku przesiąkniętym religią? (Uriel)

Ponieważ bóg dla ateisty nie istnieje. Dlatego.
Wracając do Twej przewrotności. Odbieram ją jako perfidną i podstepną próbę, by ludzie Ciebie słuchający odstąpili, przynajmniej pozornie, od swojego światopoglądu. Odwołujesz się przy tym do potrzeby (wyższej) pokonania wspólnego wroga np. kłamliwej religii katolickiej. Oczywiście grając Twymi kartami. Przyznam, że uprawiasz nawracanie w dosyć wyrafinowany sposób, co nie znaczy, że mniej zakłamany od metod konkurencji do prymatu w handlu świętościami. Wybacz cierpkie słowa, ale tak odbieram Twoje postępowanie.

Ponadto Twa interpretacja, oparta w większości na posługiwaniu się nieustannym argumentem o alegoryczności, pnownie wybacz, ale jest infantylna. Symboliką można wytłumaczyć wszystko. Taki to wygodny sposób na zaciemnianie realiów. W swoich spotkaniach/rozmowach z osobami wierzącymi spotkałam się już z alegoryczną interpretacją np. scenki o Ewie, Adasiu, wężu i drzewie wiadomości dobrego i złego w wielu wariantach. Dla przykładu:
- genetyka: drzewo jako symbol zapisu kodu genetycznego człowieka
- teoria ewolucji: drzewo jako przenośnia zejścia człowieka z niego na ziemię, inaczej wyewoluowania od nierozumnego zwierzęcia do świadomego gatunku homo sapiens sapiens
i wiele innych.

A myślałem, że dla kogoś takiego jak Ty o wiarygodności możemy mówić po wspólnym ( o ile to możliwe ) dopatrzeniu się sensu i prawidłowości w tym nauczaniu, które na dziś albo wywołuje irracjonalne religijne zachowania albo bezkrytyczną drwinę wyrosłą jakby na bazie tych zachowań zami (Uriel)

Przykro mi, ale to nauczanie nie wywołuje u mnie bezkrytycznej drwiny wyrosłej z obserwacji irracjonalnych zachowań np. katolików, co zdajesz się sugerować. Moje stanowisko odnośnie tego "nauczania" wyrosło na gruncie trzeźwej oceny nauk Jezusa z Nazaretu, nie skażonej egzaltowaną afirmacją oraz umiejętności analizy tekstów. Również znajomość ludzkich zachowań oraz po części psychologii były i są mi pomocne.

"Trzeba przyjąć jakieś minima wiedzy poniżej, których odsyłam do czytania Ewangelii na nowo by chociaż tak jak szanowna Ignorancja nie tylko w tym wątku móc cokolwiek merytorycznie zarzucić Bogu Ch. ." (Uriel)

Dziękuję za komplement i w rewanżu dedykuję Ci mój poniższy tekst, efekt innej polemiki, w innym czasie i w innym miejscu. Kończąc tym samym dyskusję w sprawie wartości nauk Jezusa, zwanego Chrystusem.

Z pewnych względów publikuję go niechętnie, ale ...
wezmę krzyż na me ramiona - i w tym momencie bezsprzecznie pozwoliłam sobie zadrwić.
24-11-2009 23:55 
 Ocena 10 na 10
Ignorancja (4718 punktów)
Uprasza się osoby wrażliwe o nie czytanie poniższego tekstu, albowiem zostać mogą obrażone ich uczucia religijne.

Na wstępie pragnę powiedzieć, że nie wiem, czy Jezus działał z premedytacją, czy padł tylko ofiarą swego fanatyzmu. Gotowa jestem przychylić się do tej drugiej możliwości na którą mogą wskazywać ostatnie słowa jakie wypowiedział, przekazane w ewangeliach synoptycznych:

"Eloi, Eloi, lama sabachtani? Co się wykłada: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. (Mk. 15:34)

Wierzący w dobroć przesłania Jezusa piszą:

"Jak bardzo ogarnięty szałem nienawiści,żeby jednego z najwiekszych zbrodniarzy w historii porównać do człowieka, który przyszedł z najwiekszym przykazaniem"abyśmy się wzajemnie miłowali.."

Wyjaśnię. Chodzi o moje oparcie się na przykładzie Hitlera w odniesieniu do Jezusa. Drastyczny wybieg? Być może.

Wspomnijmy jednak na efekty działalności obu. Szacuje się, że wybuchła na gruncie ideologii propagowanej przez Hitlera II. wojna światowa pochłonęła ok. 50 milionów.istnień. Ideologia zaszczepiona przez Jezusa doprowadziła w trakcie trwania samej tylko wojny trzydziestoletniej do uśmiercenia 9/11 milionów., w niektórych rejonach Europy populacja zmniejszyła się wtedy nawet o ponad 60%.

Czy winić za następstwa tylko zło w ludziach? Ich niedoskonałość?
Nie. Niestety oni podążali za przykładem, który odnaleźni w Nowym Testamencie.

Nim zacznę pisać bez hm ... znieczulenia muszę poczynić pewną istotną dygresję. Odwołam się tutaj znowu do analogii. Ze względu na wyżej opisane skutki jakie przyniosły oba nurty ponownie posłużę się przykładem z nazizmu.
Wyłowienie z przekazów ewangelicznych minusów ich bohatera jest zadaniem równie trudnym, co odnalezienie negatywów Hitlera w spuściźnie twórczości Goebbelsa.
O tym należy pamiętać, gdy zgodnie ze zobowiązaniem będę się opierać li tylko na tekstach tych, którzy byli zwolennikami Jezusa.

Powróćmy do postawionej przeze mnie tezy, iż późniejsi oprawcy znaleźni przyzwolenie, zachętę, a nawet usprawiedliwienie dla swych postępków w wersach Nowego Testamentu.

Jezus nie przyniósł jednego przykazania miłości. On przyniósł dwa przykazania miłości.
Co ważniejsze drugie przykazanie podporządkował pierwszemu.

"Nauczycielu, które przykazanie jest największe? A On mu powiedział: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. Tojest największe i pierwsze przykazanie" (Mt. 21, 36-38)

"A drugie podobne temu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Mt.21:39)


Jakie wynikają z tego inklinacje?
Należy miłować nad wszystko boga. Dopiero potem bliźniego.
Co z tymi, którzy nie miłują boga? Czy należą im się względy płynące z drugiego przykazania?

Naturalnie znane są ogółowi piękne przypowieści o łagodności Jezusa dla ... nazwijmy ich postronnych.
Jednak, gdy przypatrzymy się dokładnie tym wszystkim postronnym to zauważymy, że łączy owych jeden detal, dla którego obdarzył ich Jezus łaskawością - poddali się jego woli.

Owszem jest też pouczenie: nadstaw drugi policzek, ale jednocześnie wyczytujemy z ewangelii co następuje:

"kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie, a kto ze mną nie zbiera, rozprasza"(Mt.12:30)

Czy można jeszcze jaśniej wyłożyć swój stosunek do niewiernych?

A dalej czytamy:

"Dlatego powiadam wam; Każdy grzech i bluźnierstwo będzie ludziom odpuszczone, ale bluźnierstwo przeciw Duchowi nie będzie odpuszczone" (Mt. 12:31)

Jaki płynie z tego wniosek? Każdy grzech będzie ludziom odpuszczony ... także morderstwo?
Morderstwo na tych, którzy bluźnią przeciwko duchowi św.?
A może drobna porada techniczna do kompletu? Służę:

"Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza" (Mt. 18:6)

I jeszcze dopełnienie obrazka:

"A jeśliby ktoś rzekł słowo przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone; ale temu, kto by mówił przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone ani w tym wieku ani w przyszłym" (Mt. 12:32)

Jako żywo stanęła mi przed oczami scena auto da fe' heretyków, czarownic, etc.. I mistrzowie ceremonii, co skromnie zerkając na ciżemki z pokorą w głosie prawili:
"ja ci odpuszczam zniewagi,które mi uczyniłeś, bo tak nas naucza nasz pan umiłowany Jezus Chrystus", by wraz spoglądnąć w niebiesa i dokończyć hardym tonem:
"ale zniewag wobec pana odpuścić ci grzeszniku nie mogę".

Ktoś chce mi powiedzieć, że powyższe przykłady charakteryzują osobę tolerancyjną?

Troszkę dalej w tym samym rozdziale gromi Jezus:

"Plemię żmijowe! Jakże możecie mówić dobrze, będąc złymi? Albowiem z obfitości serca mówią usta" (Mt. 12:34)

Ciekawe słownictwo w ustach kogoś kto nakazuje miłować nawet nieprzyjaciół.

Dodajmy do tego:

"Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet życia swego, nie może być uczniem moim" (Łk. 14:26)

Czy tak zachowuje się ktoś kto przyniósł podobno przykazanie miłości?
No ja jej tu nie dostrzegam.
Dlaczego największego dobrodzieja ludzkości, ideał i wzór cnót wszelakich uwiera miłość rodzinna? W czym mu ona przeszkadza? To przecież też bliźni.

Mam pytanie. Jaki podstawowy zabieg, a raczej zespół zabiegów stosują członkowie grup określanych przez nas mianem sekta?
Odpowiadam: najpierw ofiarę epatują miłością, jest wyjątkowa, wspaniała itd., potem starają się ją odseparować od bliskich, kolejno dochodzi do wywierania presji psychicznej (straszenie, groźby). Członek sekty ma być bezwzględnie posłuszny guru.
25-11-2009 00:02 
 Ocena 10 na 10
Ignorancja (4718 punktów)
c.d.:

Epatowanie miłością:

"A Jezus odpowiadając rzekł mu: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt. 16:17),


Cóż się jednak dzieje, gdy ten sam Szymon (Szymon Piotr) w trosce o Jezusa rzekł:

"Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie" (Mt.16:22) ???

"A On, obróciwszy się, rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie" (Mt. 16:23)


Tak odpłacił Jezus swemu uczniowi za jego miłość. W oczach megalomana i fanatycznego przywódcy, bardzo możliwe, że człowieka obłąkanego było to przecież jawne nieposłuszeństwo.

A czy odnajdziemy wywieranie presji psychicznej? Od tego roi się na każdym kroku.

Przykład wręcz dobrotliwy:
"I rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios" (Mt. 18:3)

Mocniejsze pranko mózgu? A proszę uprzejmie:

"A zaraz po udręce owych dni słońce się zaćmi i księżyc zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone.
I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą" (Mt. 24:29-30)


Albo:

"Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom" (Mt. 25:41)

Zestawmy teraz dwa fakty.

"Wtedy przystąpił Piotr do niego i rzekł mu: Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy?
Mówi mu Jezus: Nie powiadam ci: Do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu siedmiu" (Mt. 18:21-22)


Piękne. Ale przypomnijmy sobie kim jest prawdziwa rodzina Jezusa. Kim są bracia.

"A gdy on jeszcze mówił do tłumów, oto matka i bracia jego stanęli na dworze, chcąc z nim mówić. I rzekł mu ktoś: Oto matka twoja i bracia twoi stoją na dworze i chcą z tobą mówić.
A on odpowiadając rzekł temu, co mu to powiedział: Któż jest moją matką? I kto są bracia moi! I wyciągnąwszy rękę ku uczniom swoim, rzekł: Oto matka moja i bracia moi!" (Mt. 12: 46-49)


Ten, co o miłości pięknie prawił nie potrafił jej okazać najbliższym ... smutne.
A na dowód, że tak właśnie interpretował Jezus i członkowie jego sekty pojęcie "bliźni" cytat z I. listu św.Pawła do Koryntian, komentowany przeze mnie na gorąco:

"Czy śmie ktoś z was, mając sprawę z drugim, procesować się przed niesprawiedliwymi, zamiast przed świętymi? Czy nie wiecie, że święci świat sądzić będą? A jeśli wy świat sądzić będziecie, to czyż jesteście niegodni osądzać sprawy pomniejsze? Czyż nie wiecie, że aniołów sądzić będziemy? Cóż dopiero zwykłe sprawy życiowe? [skromność, aż bije, sic!]. Jeśli macie do osądzenia zwykłe sprawy życiowe, to czemu powołujecie na sędziów tych, którzy w zborze się nie liczą? [a miało być tak uroczo, równo, he he] Mówię to, aby was zawstydzić. [o św. Paweł obruszył się na pierwsze próby hierarchizacji]. Czyż nie ma między wami ani jednego, który może być rozjemcą między braćmy swymi? [Atancion, atancion, uwaga, uwaga]
TYMCZASEM PROCESUJE SIĘ BRAT Z BRATEM I TO PRZED NIEWIERNYMI"

No proszę to była prawdziwa bolączka Pawłowa, a nie duperele o nierówności w gminach.
Czy jeszcze ktoś ma wątpliwości kim jest dla Jezusa i jego naśladowców bliźni?

Popatrzmy teraz na zachowanie samego mistrza.
Pamiętamy jego płomienne słowa, jak to ostatni będą pierwszymi. Gloryfikacja pokory, skromności, itp.

"Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych" (Mt. 11:29)

Cóż jeszcze twierdził pokorny baranek? Przypominam:

"Kto miłuje ojca albo matkę bardziej, niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej, niż mnie, nie jest mnie godzien" (Mt. 10:37)

To już nie buta nawet, ale mega megalomania połączona z niską zazdrością.
Wszyscy, nawet średnio rozgarnięci doskonale wiedzą, iż w sektach równość jest fikcją, a przywódców nie wiążą prawa ustalone dla szeregowych członków.

"Rzekł mu Jezus: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, potem przyjdź i naśladuj mnie" (Mt. 19:21)

Tyle teoria. A praktyka?

"Przystapiła do niego niewiasta, mająca alabstrowy słoik bardzo kosztownego olejku i wylała go na głowę jego, gdy spoczywał przy stole. A uczniowie, ujrzawszy to, oburzyli się i mówili: Na cóż ta strata? Przecież można to było sprzedać i rozdać ubogim. A gdy to zauważył Jezus, rzekł im: Czemu wyrządzacie przykrość tej niewieście? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie. Albowiem ubogich zawsze macie wśród siebie, ale mnie nie zawsze mieć będziecie" (Mt. 26, 7-11)

Jakieś wątpliwości?
25-11-2009 00:11 
 Ocena 12 na 12
Ignorancja (4718 punktów)
>c.d.nr 2:

Wypada jeszcze odnieść się krótko do nadprzyrodzonych mocy Jezusa.

"I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary" (Mt. 13, 58)

Czy mowa w tym fragmencie o nadąsaniu się na współplemieńców z Nazaretu? Wziął i się był Jezus obraził na ziomków? Czy raczej widzimy tu bezpośredni dowód, że bez wiary świadków, bądź uzdrawianych żaden cud się nie stanie?
Wydaje mi się, iż to drugie. Zatem mówimy o autosugestii. Zresztą znamy na pamięć potwierdzający moją opinię zwrot: "wiara cię uzdrowiła". A pamiętajmy jeszcze o zdecydowanych odmowach bohatera dla próśb sceptyków, by dał niezbity dowód swych nadludzkich mocy. W takim wypadku wykazywał bezsilność, maskowaną wzburzeniem i pogardą.

Dodatkowo przypominam o mizernych sukcesach na gruncie jasnowidztwa. Rzecz dziwna u osoby obdarzonej podobno tymiż mocami nadprzyrodzonymi:

"Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest Królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: NIE PRZEMINIE TO POKOLENIE, A WSZYSTKO TO SIĘ STANIE" (Łk. 21, 31-32)

No i się nie stało.

"A gdy was prześladować będą w jednym mieście uciekajcie do drugiego; zaprawdę powiadam wam: Zanim zdążycie obejść miasta Izraela, Syn Człowieczy przyjdzie" (Mt. 10: 23)

Obejść zdążyli, a on nie przyszedł.

I to jest właśnie szalenie istotne.

Cudowności opisywane w ewangeliach mogą być po części echem zwykłych zabiegów medycznych, kuglarstwa, urosłych do rangi nadprzyrodzoności. Ludzie lubują się w sensacjach i częstokroć ubarwiają relacje. Choćby dla wywołania zaciekawienia u słuchaczy.
Ponadto jesteśmy niejednokrotnie świadkami innej skłonności ludzkiej psychiki. Dzisiejsze podniecenia, wstrząsające tabloidami, gdy nagle ktoś dostrzegł w zacieku na kominie boskie kształty. Ktoś inny, aczkolwek równie zaangażowany emocjonalnie nie chąc być gorszym potwierdza cud.
Mechanizm mistrzowsko opisany przez Andersena w "Nowych szatach cesarza".

Z wpadki z paruzją wyprowadzamy dwa ważne spostrzeżenia.
Zdemaskowanie Jezusa jako niewiarygodnego.
Wyłonienie się obrazu człowieka opętanego wizją.Wierzącego w swą misję. No zresztą cały NT to jeden wielki spektakl żarliwej fanatycznej działalności. Zakończonej tragicznym, rozdzierającym:
"czemuś mnie opuścił".
Mieć pasję rzecz chlubna.
Niestety niekontrolowana namiętność łatwo doprowadza do katastrofy. Zwłaszcza, gdy pod pozorem miłości, czy troski o ludzi dzieli się ich na swoich, dobrych, oddanych i tych drugich: obcych, złych, nieposłusznych.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby niemniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.

Na koniec incydent wstrząsający miłośnikami przyrody:

"A rano, wracając do miasta, łaknął. I ujrzawszy przy drodze jedno drzewo figowe zbliżył się do niego, ale nie znalazł na nim nic oprócz samych liści. I rzecze do niego: Niechaj się już nigdy z ciebie owoc nie rodzi na wieki. I uschło zaraz drzewo figowe" (Mt. 21, 18-19)

Odkąd dotarło do mnie co faktycznie zawierają zapisy ewangeliczne, nie dziwię się więcej rzece krwi jaką rozlało chrześcijaństwo.

"Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz.
Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową" (Mt. 10, 34-35)


Szkoda.

Wszystkie zacytowane fragmenty pochodzą z Biblii to jest Pisma Św. Starego i Nowego Testamentu, wydanej przez Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, W-wa 1975 r.
25-11-2009 02:27 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wspaniała robota Ignorancjo! . . !! Z uwagi na cytaty które przytoczyłeś nieodmiennie denerwuje mnie pogląd popularny u wielu niewierzących, iż Jezus był w sumie miłym człowiekiem, to tylko Paweł z niego potwora zrobił. A tu proszę - wystarczy tylko przeczytać o czym się mówi. Oczywiście istnieje możliwość, że żaden Jezus nie istniał i jest w pełni wymyśloną postacią literacką, ale nie jest to (tak czy siak) miła postać "którą zniekształcono". Co miano zniekształcać? Gdzie ten uroczy, miły rdzeń, tak zafałszowany? (a mówię tu o poglądach niektórych ateistów, nawet nie agnostyków).
25-11-2009 08:43 
 Ocena 3 na 3
Ignorancja (4718 punktów)
>Wspaniała robota Ignorancjo! . . !! Z uwagi na cytaty które przytoczy łeś

Dziękuję, ale do końcówki w czasowniku wkradł się błąd ... Jestem kobietą.
25-11-2009 15:21 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Przepraszam cię Ignorancjo. To zwykła literówka była. Jeszcze raz ci dziękuję za wklejenie tej analizy. Ja też swego czasu zrobiłem coś podobnego i wiem, że tego typu rozbrajanie złowrogich zabobonów jest jak najbardziej konieczne, ale też i bardzo pracochłonne. Do tego wyczerpujące emocjonalnie, bo dowiadujemy się przy okazji ilu zakłamanych ludzi nas otacza.
25-11-2009 16:12 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)
>Przepraszam cię Ignorancjo. To zwykła literówka była. Jeszcze raz ci dziękuję za wklejenie tej analizy. Ja też swego czasu zrobiłem coś podobnego i wiem, że tego typu rozbrajanie złowrogich zabobonów jest jak najbardziej konieczne, ale też i bardzo pracochłonne. Do tego wyczerpujące emocjonalnie, bo dowiadujemy się przy okazji ilu zakłamanych ludzi nas otacza.
NIe gniewam się.
25-11-2009 10:19 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
>... nieodmiennie denerwuje mnie pogląd popularny u wielu niewierzących, iż Jezus był w sumie miłym człowiekiem ...

To dotyczyło np. mnie osobiście, ale po to jest forum, żeby rozszerzać horyzonty. Mój pogląd zweryfikowałem.

>... Oczywiście istnieje możliwość, że żaden Jezus nie istniał i jest w pełni wymyśloną postacią literacką ...

Brak jest jednoznacznych dowodów, że istniał naprawdę.


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
25-11-2009 21:05 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>>... nieodmiennie denerwuje mnie pogląd popularny u wielu niewierzących, iż Jezus był w sumie miłym człowiekiem ... (Jacek Tabisz)
>To dotyczyło np. mnie osobiście, ale po to jest forum, żeby rozszerzać horyzonty. Mój pogląd zweryfikowałem.(Bartek Górecki)
I to drogi Bartku jest miarą człowieka roztropnego. Zdolność do zmiany poglądu w zderzeniu z nowo nabytymi wiadomościami.

Znam jednak osoby ze "świecznika", które wbrew pozorowaniu otwartości, elastyczności (nie w rozumieniu kurka na wietrze, bo nie o tym teraz absolutnie mowa), racjonalnego i trzeźwego rozumowania nie są skłonne w żadnej mierze zmienić swoich zapatrywań wpojonych im w dziedziństwie, a utrwalonych w młodości (zwłaszcza, gdy wiązała się ona z edukacją w seminarium).

I tu podzielam w pełni irytację Jacka Tabisza, gdy owe osoby, z jednej strony deklarujące się ateistami, agnostykami, racjonalistami nie dość, że nie są skłonne rozważyć przytaczanych kontrargumentów dla ich dotychczasowego punktu widzenia to jeszcze bazując na pewnym wyrobionym sobie "autorytecie" zachęcają do poszukiwania w Biblii wartości alternatywnych (i archaicznych) dla wartości humanistycznych.
Albo mamy do czynienia z rozdźwiękiem mentalnym/dysfunkcją umysłu, albo z hipokryzją.
Za to nie dziwi mnie w tym kontekście zupełnie, że tak wolno przebiega proces, nazwijmy go: nabierania rozsądku przez społeczeństwo oraz wyzwalania się spod wpływów indoktrynacji chrześcijańskiej.

>>... Oczywiście istnieje możliwość, że żaden Jezus nie istniał i jest w pełni wymyśloną postacią literacką ...(Jacek Tabisz)
>Brak jest jednoznacznych dowodów, że istniał naprawdę. (Bartek Górecki)

O to temat na długie, długie dywagacje, choć wniosek jak najbardziej poprawny, ale ja ujęłabym go tak:

Brak jest jednoznacznych dowodów, że postać taka jak opisywana w ewangeliach istniała naprawdę.

Jestem zdania, że jakiś żyd imieniem Jezus bujał sie po Syropalestynie i miał pewien krąg wyznawców. Jednakże większość z ewangelicznych opowieści została doklejona do tejże postaci, aby uwypuklić przesłanie ideologiczne.
I w tym znaczeniu trudno jest przyporządkować Jezusowi zwanemu Chrystusem miano historyczności.
25-11-2009 10:11 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
Wow, duży plus za każdą z wypowiedzi!!!
W tym układzie nie mam za dużo do dodania Urielowi
Pozdrawiam!


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
25-11-2009 13:39 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Wow, duży plus za każdą z wypowiedzi!!!
I ja się z przyjemnością dołączę .

Dorzucę tak na szybko tylko rozczulający zaprawdę pokaz etnicznego szowinizmu Jezusa:
Mt 15: 21-28
I fragmenty obrazujące jego stosunek do religijnie motywowanej przemocy, tak w teorii:
Łk 14: 23
jak i w praktyce:
J 2: 15.

Jako bonus - olśniewający przykład kościelnej hmmm, z braku lepszego określenia, powiedzmy: "sofistyki", przepraszając jednocześnie za obrazę wszystkich szanujących się sofistów. A propos, bo w sprawie cudów:
wyborcza.pl/1,90705,7251706,Cuda_i_cudactwa.html
Całego wątku by nie starczyło, by to adekwatnie skomentować... .
25-11-2009 16:11 
 Ocena 5 na 5
Ignorancja (4718 punktów)
>Jako bonus - olśniewający przykład kościelnej hmmm, z braku lepszego określenia, powiedzmy: "sofistyki", przepraszając jednocześnie za obrazę wszystkich szanujących się sofistów. A propos, bo w sprawie cudów:
>wyborcza.pl/1,90705,7251706,Cuda_i_cudactwa.html
>Całego wątku by nie starczyło, by to adekwatnie skomentować... .

A ja pozwolę sobie skomentować ten fragment z artykułu:

Jednak zmartwychwstaniu Jezusa towarzyszą historyczne fenomeny, jak np. pusty grób, doświadczenia zmartwychwstania Mistrza przez uczniów, którym się ukazał, oraz bezsporny historyczny fakt natychmiastowego szerzenia się nowej religii i jej pochodu przez wieki, w którym to spontanicznym rozwoju niezmiennie powoływano się na Zmartwychwstałego. Niemniej zgadzam się, że zmartwychwstanie Jezusa oznacza coś więcej: że Jezus definitywnie zwyciężył śmierć, otwierając nam drogę do Nieba, tego zaś nie da się zweryfikować historycznie, ponieważ stanowi to przeniesienie całej historii w Bożą wieczność. A w to możemy tylko wierzyć.

Swego czasu napisałam inny tekst, który w końcowej części analizował właśnie opowieść o zmartwychwstaniu Jezusa.
Aby nie zanudzać zwrócę tylko uwagę na dwa elementy.

1. Dla człowieka wierzącego, chrześcijanina obligatoryjnymi dokumentami są przekazy kanoniczne. Historyk, czy religioznawca taką samą wagę i wartość, jako dla przekazów o równym statusie odnośnie prawdopodobieństwa, musi przykładać również do tzw. apokryfów.

Jednym z nich jest Ew. wg. Judasza.
Naturalnie pobożni chrześcijanie negują prawdziwość tego dokumentu będącego próbą usprawiedliwienia się Judasza - zdrajcy. Trochę kłóci się to z wydźwiękiem przekazów ewangelicznych, podług których Judasz niezbyt długo
cieszył się ze swoich srebrników, albowiem ruszony sumieniem wziął i się był powiesił. Pytanie otwarte: kiedy zdążył napisać ten w sumie dosyć wyważony emocjonalnie tekst? (Mt. 27:3-4)

Ale do rzeczy.
W omawianym apokryfie autor przytacza słowa Jezusa:

"Przewyższych ich (apostołów) wszystkich. Ale, Judaszu, musisz poświęcić ciało, które mnie okrywa"
"Wystąp przed wszystkich, a opowiem ci o tajemnicach królestwa. Możliwe jest, żebyś je osiągnął, chociaż wiele wycierpisz"


W świetle tych wiadomości (ostatnie kuszenie Judasza) proroctwa Jezusa:

"Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu <uczniami> A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi». " (Mt. 26:20-21)

Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: Czy nie ja, Rabbi? Odpowiedział mu:Tak jest, (Mt. 26:25)

dewaluują się mocniej, niż złotówka w PRL.

2. We wspomnianym tekście podniosłam również kwestię współpracy Marii Magdaleny na rzecz uprawdopodobnienia mistyfikacji. O silnym zaangażowaniu emocjonalnym tej niewiasty nakierowanym na Jezusa chyba nie muszę się zanadto rozpisywać. Większości jest ona znana i pomijam tu tezy stawiane przez Dana Browna.

Sprawa zasadnicza. Nie wykluczam, że opowieść Marii Magdaleny o kontakcie z Jezusem po jego śmierci identycznie jak w przypadku apostołów była wynikiem "rzeczywistej" wizji. Nie zapominajmy, iż stronnicy Jezusa w dniach po jego odejściu ulegali ogromnemu stresowi i burzy emocjonalnej. Natura bardzo możliwe wyposażyła ludzką psychikę w mechanizm znieczulający. Może on być wytłumaczeniem fenomenów spotkań z duchami osób zmarłych. Pozostaje kwestią sporną, czy owe wizje pochodzą z zewnątrz, czy jednak są efektem strickte wewnętrzych doznań, wynikających ze zdolności naszego mózgu i ... litości natury.

Jednakże w tekście ewangelicznym można odnaleźć inny zastanawiający fragment. Na być może jego rzeczywisty wydźwięk naprowadził mnie swego czasu pewien żarliwy katolik ... nieraz im coś niechcący się uda :

11 6 Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się podswietlenie"do grobu 12 i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. 13 I rzekli do niej:Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im:Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. 14 Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. 15 Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. 16 Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu! 17 Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego"18 Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział. " (J. 20:11-18)

Z powyższego fragmentu widać wyraźnie, że to Maria Magdalena odgrywała rolę "katalizatora" późniejszych reakcji apostołów, jej wskazówki mogły u nich odegrać analogiczną rolę jak sugestie psychoterapeuty hipnotyzera.
O zdolnościach kobiet do popełniania szaleństw dla ukochanego wystarczy nam pomysleć przez pryzmat afery z polskim Jamesem Bondem (agent Tomek) i panią Sawicką.

Jednak jak wyżej wspomniłam pewnien katolik naprowadził mnie na jeszcze inny wniosek.
Czytając ten fragment niesposób nie odnieść wrażenia, że cała scenka wygląda na wyreżyserowaną i brak powyższej relacji pewnej, rzekłabym, spontaniczności.

Albo Maria Magdalena była bardzo zimną i opanowaną do bólu kobietą (rzecz dziwna u białogłowy), albo ...

No ja, widząc nagle zmartwychwstałego ukochanego, bym wpadła chociażby w spazmy. Bez dwóch zdań.
Huncwot (5 punktów)
>>Jako bonus - olśniewający przykład kościelnej hmmm, z braku lepszego określenia,
..........i t.d. i t.p.
>No ja, widząc nagle zmartwychwstałego ukochanego, bym wpadła chociażby w spazmy. Bez dwóch zdań.

Witaj.
Cała ta piękna wypowiedź sugeruje, że jej bohaterowie istnieli.
Uważam,że na wstępie należało zaznaczyć, iż jest to jedna z bardzo wielu baśni.
Uriel_ (360 punktów)
Zacznę być może ostatni post od szczerego życzenia Pani zdrowych, spokojnych i wesołych świąt.

>A ja pozwolę
Big_zyd nie zauważył kilku spraw:
> Dorzucę tak na szybko tylko rozczulający zaprawdę pokaz etnicznego szowinizmu Jezusa: Mt 15: 21-28

Córka kobiety kananejskiej cierpiała na inną chorobę duszy niż żydzi. Pomoc jej, jeśli ma być skuteczna, naraża misję zbawczą w formie wykreowanej na potrzeby narodu żydowskiego. My, czy to psy, czy szczenięta ze sfery pozajudaistycznej nie jesteśmy na pierwszej linii ognia walki dobra ze złem. (co stawia nas w lepszym świetle gdyż w logice walki z grzechem pierwszeństwo ma najpodlejszy) Obserwując jednak zmagania Dobrego ze złymi gdzie Jezus w miłosierdziu obdziela sowicie chlebem miłosierdzia złych w Domu Izraela my radujmy się okruchami jakie i nam spadają z areny zmagań.

> I fragmenty obrazujące jego stosunek do religijnie motywowanej przemocy, tak w teorii: Łk 14: 23

Sens tej opowiastki - Skoro Ignorancja nie chce przyjąć zaproszenia na ucztę rozkoszowania się w Słowie Bożym i światli tak jak ona nie chcą Mnie to niech więc katolicy zapełnią dom Boży ( uwaga to cytat 14,21 ) tak by już więcej nie było w nim miejsca należnego zaproszonym ani dyskusji na poziomie.

> jak i w praktyce:J 2: 15.

Omówiono już w tym wątku.

>Naturalnie pobożni chrześcijanie negują prawdziwość tego dokumentu będącego próbą usprawiedliwienia się Judasza - zdrajcy.

Jak wyżej wczytaj się w około_big_zydowski cytat raz jeszcze Łk 14:21-23 - i zapełnił dom swój Pan chorobą i nędzą.
W niej Judasz jest zdrajcą a Piotr bohaterem i wzorem do naśladowania. Pierwszy do "uwielbiania" jest w oczach trędowatego ludu ostatnim kanalią a ostatni kanalia pierwszym "uwielbianym".

>Trochę kłóci się to z wydźwiękiem przekazów ewangelicznych, podług których Judasz niezbyt długo
>cieszył się ze swoich srebrników, albowiem ruszony sumieniem wziął i się był powiesił. Pytanie otwarte: kiedy zdążył napisać ten w sumie dosyć wyważony emocjonalnie tekst? (Mt. 27:3-4)

Akapit pt "Koniec zdrajcy" jest manipulacją stworzoną na potrzeby obnażania kondycji duchowej wiernych. Jest oczywistym z treści, że nie można zdradzić Jezusa realizując Jego wolę co wynika zarówno z fabuły całej Ewangelii jak i z niefortunnego dla oskarżycieli Judasza istnienia cytatu J 13,31-32, w którym Jezus po wyjściu Judasza ogłasza, że został on teraz otoczny chwałą nie przez Boga bo też i Bóg w Nim został otoczony i pytam przez kogo? Czy przez tych, którzy zostali i usłyszeli pod swoim adresem J 13,33 ? Czy może lider miłosierdzia (a przypominam co to oznacza w logice grzechu patrz wyżej) Piotr otacza chwałą Jezusa i Boga słysząc na swoje niewykonalne deklaracje J 13,37 odpowiedź J 13,38 ???

więc:
>Ale do rzeczy.
>W omawianym apokryfie autor przytacza słowa Jezusa:
> "Przewyższych ich (apostołów) wszystkich. Ale, Judaszu, musisz poświęcić ciało, które mnie okrywa"
>"Wystąp przed wszystkich, a opowiem ci o tajemnicach królestwa. Możliwe jest, żebyś je osiągnął, chociaż wiele wycierpisz"
W świetle tych wiadomości (ostatnie kuszenie Judasza) proroctwa Jezusa:
> "Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu <uczniami> A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi». " (Mt. 26:20-21)
> Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: Czy nie ja, Rabbi? Odpowiedział mu:Tak jest, (Mt. 26:25)
>dewaluują się mocniej, niż złotówka w PRL.

Więc zdrada ? - pada pytanie do adresata przesłania ewangelicznego, zdrada czy wręcz przeciwnie ? Uzasadnij.

> (...) Może on być wytłumaczeniem fenomenów spotkań z duchami osób zmarłych. Pozostaje kwestią sporną, czy owe wizje pochodzą z zewnątrz, czy jednak są efektem strickte wewnętrzych doznań, wynikających ze zdolności naszego mózgu i ... litości natury.

Spotkanie z Jezusem nie jest spotkaniem z osobą zmarłą ale z Duchem Żywym , Bogiem Żywym. To nie majak na szybie czy kominie.

>11 6 Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się podswietlenie"do grobu 12 i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.

Czego tam szukasz kobieto ? Materiału na bałwochwalcze relikwie ?

>13 I rzekli do niej:Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im:Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono.
>14 Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. 15 Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę

Po co Ci jego zwłoki ?

>6 Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu!

Mario, nieuku -

>17 Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego"18 Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział. " (J. 20:11-18)

Czy waszego Ojca drodzy czytelnicy? Jeszcze się to nie stało wtedy ale się staje i stawać będzie. Czy jesteście braćmi moimi ? Tak ? Co za bzdury pleciecie, żeście bracia moi ? Przecież nie wiecie -

- Kim jest Ojciec Wasz i Bóg Wasz ?

Pozdrawiam.
27-12-2009 22:42 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)
Wklajam sobie tutaj tekst stworzony na potrzeby innej "dyskusji". Choc odbiega od tutejszej polemiki. Mam nadzieje, ze bedzie zrozumialy, a jego elementy posluza w poszerzeniu horyzontow dotyczacych analizy "swietosci" tekstow chrzescijanstwa. Przepraszam jednoczesnie za pewne nie do unikniecia osobiste odnosniki, jakie zawieraja sie w ponizszym poscie.
_________________________________________________________________

Skorpion kopie sie na FiM z niejakim kapitanem, ktorego i ja darze estyma wielka, wiec sobie skomentuje tutaj dotychczasowy przebieg polemiki.

Nowy Testament jeszcze nie istnial, to jest melodia, ze tak powiem dopiero 367r. Teksty pierwotne ewangelii sprzed IV wieku w ogóle nie istnieja ,za czasów cesarzy Konstantyna i Teodozjusza napisano wszystkie cztery ewangelie.Napisalo je czterech ZYDÓW - rabinów - ludzi inteligentnych i wyksztalconych jak na tamte czasy. (post poczatkowy niejakiego kapitana z rewolucyjnymi tezami)

Po zorientowaniu sie ze zabrnal probuje nieudolnie wybrnac, naturalnie uciekajac sie do wykretow:

Przyznaje Ci czesciowa racje , faktycznie z tego co napisalem mozna bylo wywnioskowac ,ze teksty czterech ewangelii powstaly w 325 roku. (Kapitan)

Owszem dokladnie (oprocz daty, te przyswoil sobie pozniej) taki przedstawil wniosek ( a do tego jeszcze dodatkowe juz niebotycznie bajkowe tezy) ktory jest klamliwy ze wzgledu na szereg artefaktow z tekstami ewangelicznymi z III, a nawet II wieku (papirus z biblioteki Rylandsa). Oznacza to, ze ktos wczesniej takie teksty juz napisal i nie byli to zadni rabini zyjacy za czasow Konstantyna, czy Teodozjusza. A fragmentarycznosc zachowanych dokumentow sprzed czasow Konstantyna i Teodozjusza nie jest zadna przeslanka do budowania takiego pogladu.
Co robi ow kapitanek? Zamiast odpuscic sobie, probuje sie wpasowac w zaistaniale nowe fakty, niedogodne dla jego rewolucyjnych hipotez. Oczywiscie wszystko podlane sosem, ze wprawdzie nie uscislil, ale nie zmienia to prawdziwosci jego stanowiska.
Po pierwsze to dobrze by bylo, gdyby zaczal uscislac swoje wiadomosci przed upublicznianiem. Zaoszczedziloby to czasu na korygowanie (wieczne) jego niedouczenia.
Zamiast tego znowu bredzi:

Za bardzo poszedlem na skróty . Otóz ,dodac do tego teraz trzeba ,ze przyjely one ksztalt jaki znamy do dzis. Nawet w dzisiejszej audycji na BBC World poswieconej temu tematowi jasno powiedziana ,ze do dzis przechowaly sie jedynie teksty z V wieku. (Kapitan)

Nieprawda.Teksty z V. wieku to np. rekopis Efrema, albo Bezy. Natomiast wczesniejsze to Kodeks Watykanski i Synajski, datowane wlasnie na 325 rok (poczatek IV. wieku). Przypominam, ze jeden z nich (Synajski) jest kompletnym zapisem NT.
A moze po prostu ten kapitan nie rozroznia niektorych pojec: tekst, ewangelia, zbior tekstow, NT, tworzenie, redagowanie, przeredagowywanie, tekst zrodlowy, fakt, dowod, interpretacja, etc.?
I nie wie co sie dzialo na kolejnych soborach zajmujacych sie tekstami zwanymi "swietymi".
Jakby nie bylo, po raz kolejny powtarza tepo, tym razem za moderatorem z BBC wiadomosci nieprawdziwe. Tym dziwniejsze (czyt. glupsze), ze mial juz do czynienia w moim komentarzu z podaniem faktu o wieku najstarszych artefaktow pelnego lub prawie pelnego tekstu NT (Kodeks Synajski lub Watykanski).
I ponownie dokrasza wzietymi z sufitu hipotezami, oczywiscie wyglaszanymi jak zwykle w jego przypadku tonem autorytatywnym.

Ale to tylko potwierdza moje stwierdzenie ,ze tych oryginalnych które faktycznie napisali zydowscy rabini juz nie ma (nie znaleziono na razie , moze kiedys jeszcze coc zostanie odnalezione to pewnie wyjasni wszelkie domniemania w tym temacie). - Kapitan

a) To niczego nie potwierdza, poza tym, ze informacje BBS nie sa w tym punkcie rzetelne. A juz na pewno brak czegos nie potwierdza istnienia czegos. Co to qrwa za kolejny wygibus logiczny, niczym ten, iz brak dowodu na nieistnienie boga ma byc "dowodem" na jego egzystencje
b) Na razie to spekuluje sobie ow kapitan, ze zydowscy rabini byli autorami jakis "oryginalnych" tekstow, ktore w swietle co wytworzyl wczesniej mialyby byc tymi "prawdziwymi" ewangeliami

Te ktore istnieja sa nieprawdziwe, za to jakies zupelnie hipotetyczne, na istnienie ktorych nie ma nawet cienia dowodu (sa przeslanki, ale zupelnie nie przystajace do sensacyjnej konwencji zastosowanej przez kapitana, o tym pozniej) przyjmuje za pewnik. Glupie, ale symptomatyczne dla tego delikwenta.

Radze nie zwracac uwagi na to, co pisze ten ignorant ze sklonnosciami do fantazjowania oraz do rozkoszowania sie tanimi sensacjami, tworzonymi na uproszczonych schematach dla publicznosci oraz laureatow telequizow z jedna odpowiedzia. Fajny tekst, co nie? Wyczytalam w jednej z ksiazek obalajacych mitomanie serwowana przez Ericha von Daenikena.
Internauta piszacy pod nickiem kapitan na forum Faktow i Mitow to oredownik tych drugich.
Co gorsza jego tworczosc z powodu znacznych ograniczen intelektualnych, jakie go cechuja, niepotrzebnie zaciemnia i tak zagmatwany dosyc obraz. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest, ze ow czlowiek posiada jeszcze inne przywary, ktore dyskwalifikuja go jako rozmowce. Naleza do nich: glupi upor oraz bezpodstawne przeswiadczenie o swoich racjach, a takze sklonnosc do manipulowania i lawirowania, gdy grunt usuwa sie spod tchorzliwych, ale we wlasnej ocenie doskonalych nozek ... chyba wieprzowych.










Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
27-12-2009 22:46 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)
Skorpion, owszem mozna i tak , ale czy naprawde uwazasz ,ze cala TV klamie, lub celowo spiskuje ?
To o czym piszesz , ze jakies male fragment sa tam gdzie napiasles , nie stanowi jeszcze o calosci. Pisalem ,ze teksty zostaly przeredagowane i nawet 50 kopii NT w ,ze tak powiem nowym wydaniu zostalo na rozkaz Konstantyna napisane. Nastepnie zaczal sie okres tepienia - palenia wszystkiego co nie nicejskie.
(Kapitan w koncowym na chwile obecna wywodzie)

Powiedz mi Skorpionie nie drazni Cie tupet czlowieka o nicku Kapitan?
Przypominam. Na poczatku nie pisal o zadnym przeredagowywaniu tylko o napisaniu przez jakis czterech Zydow i to rabinow za Konstantyna i Teodozjusza calosci ewangelii, aby zniszczyc imperium rzymskie. Wersje wczesniejsza przeredagowal (he he) na powyzsza (pozniejsza) dopiero pod naporem argumentow (z mojego kometarza), ktorymi mu kilkakrotnie waliles po galach, nim byl laskaw dostrzec.
Spytalabym rowniez na Twoim miejscu tego pana o wspomniany przez niego wczesniej rok 367 jako progowy dla powstania calosciowego tekstu, znanego nam dzisiaj pod nazwa NT. To kolejny dowod na wypowiadanie przez niego falszywych sadow.

Mnie natomiast zywo zainteresowal krotki wywod o ewangelii Judasza. Skad zaczerpnal ten pomysl? Wlasny, czy powtorzony? A jezeli to drugie to gdzie egzystuje zrodlo? Przyznam, ze ten wtret jest dosyc niespodziewany i jakos niezbyt potrzebny w kontekscie prowadzonej do tej pory dyskusji. Co chcial nim zasygnalizowac?

<b]>Apokryficzna ewangelia wg. Tomasza jak podali w TV byla jeszcze wczesniejsza bo z ok .40 roku. A gdyby wiac pod uwage ewangelie Judasza to chyba napisal ja przed samobójstwem, cholera mial nie duzo czasu, ale jest moze falszywka moze nie.

Jezeli mialby to byc popis jego blyskotliwosci to chetnie posluze pierwowzorem, ktorego autorem nie jest kapitan. W tamtym wypadku jednak siegniecie do tej ewangelii i takiego spostrzezenia mialo sens i bylo wynikiem pewnego logicznie spojnego wywodu.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
27-12-2009 22:48 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)
Szkoda ,ze nie ogladales dzisiaj tego programu, wtedy dyskusja bylaby mniej stresujaca. (Kapitan)

Mniej stresujace bylyby dyskusje, gdyby Internauci rozumieli co oznaczaja slowa, terminy, pojecia, ktorych uzywaja.
A tak poza tym to odnosze nieodparte wrazenie, ze ten Internauta (kapitan) usiluje wcisnac nierozwaznej gawiedzi kolejna bajke. I bajka ta jest jego osobista religia, ktorej mottem przewodnim jest proba gloryfikacji pewnych elementow judaizmu. Bajka w ta, bajka we w ta. Szkodliwosc polega na tym, ze ten osobnik chce kazdorazowo sprzedac swoje poglady jako prawde absolutna.

Na soborze w Nicei przyjeto czesc z szeregu krazacych opowiesci (w formie pisanej) przypisywanych i odnoszonych przez chrzescijan do dzialalnosci ich kultowej postaci - Jezusa. Przyjete uznano za prawdziwe, poslugujac sie przy tym wyswiechtanym i idiotycznym argumentem o ich natchnionosci, czyli inaczej o tym, ze dlonie ich tworcow byly prowadzone w trakcie czynnosci spisywania przez samego ducha, oczywista swietego . Inne odrzucono jako pozbawione atrybutu tejze natchnionosci. Te odrzucone to wlasnie te, ktore okreslamy mianem apokryfow (pisma ukryte/zakryte przed prawda), co oznacza innymi slowy: teksty nie odpowiadajace prawdzie. I to te byly pozniej niszczone. Oczywiscie jako podbudowanie "merytoryczne" decyzji uczestnikow soboru w sprawie prawdziwosci siegnieto ponownie do szalenie praktycznego terminu "natchnionosc". Tym razem natchnienie natchnelo uczestnikow natchnionego soboru, co to pod wplywem owego natchnienia zdecydowali, ktore ze swistkow uznac za natchnione, a tym samym prawdziwe.
Bardzo "racjonalne" i proste niczym budowa cepa. Nieprawdaz?

I ten fakt wystarczy w zupelnosci, by zrozumiec jakim smiesznym argumentem posluzono sie budujac teze o prawdziwosci oraz slusznosci przekazow zawartych w NT. Wystarczy on rowniez calkowicie, by trzezwo zaczynajaca myslec czesc ludzkosci zdala sobie sprawe, ze wmawiany jej od stuleci poglad o natchnionosci jako rekojmi prawdziwosci NT jest najzwyczajniejszym naduzyciem.
W ktore jedynie mozna wierzyc. Wbrew zdrowemu rozsadkowi. A ktore z dowodami w obecnym rozumieniu nie ma nic wspolnego. Bo trudno uznac za dowod twierdzenie kilku zywo zainteresowanych takim scenariuszem osob, ze dzialali pod wplywem ducha sw., czyli bytu nieudowodnionego.

Zas odkrycie w 1945 zwojow z tekstami apokryficznymi w Nag Hamadi (Khenoboskion)udowodnilo jednoznacznie, ze oprocz tekstow kanonicznych oficjalnie uznanych przez chrzescijanstwo jako ich pisma swiete istnialy jeszcze inne wersje, czemu niektorzy chrzescijanie gorliwie swego czasu przeczyli. I juz to uczynilo z nich znalezisko epokowe. Po wtore stawia wydzwiek tych dokumentow np. pod duzym znakiem zapytania wymowe tego, co lansowano jako fakty dotyczace postaci i dzialalnosci Jezusa. Pozwala to zrozumiec motywy jakimi kierowali sie ojcowie kosciola, pierwsi jego przywodcy, itd. probujacy poprzez niszczenie zmienic rzeczywistosc niczym w powiesci Orwella "Rok 1984". I to jeszcze bardziej podkresla donioslosc tych tesktow pozakanonicznych.

Z kolei zwoje z Qumran sa jednoznacznym dowodem na to, ze to co przyjmuje sie jako nauki Jezusa nie bylo ani nowatorskie, ani pierwsze. I tak burzy sie mit o wyjatkowosci tych nauk, samego jej rzekomego propagatora lokujac wsrod jedynie nasladowcow.
To prawdziwa rewolucja zwazywszy na utrzymujacy sie przez wiele wiekow poglad o niepowtarzalnosci, tudziez pierwotnosci, a w konsekwencji wyzszosci Jezusa nad poprzednikami.
Zreszta sama filozofia tchnaca z czesci dokumentow z Qumran w swych niektorych koncepcjach przywodzi na mysl znacznie wczesniejsza - filozofie pitagorejska.

Czym sa zatem ewangelie i ich autorzy? Przytocze fragment z "Zarysu dziejow religii":

"Mowiac o autorach ewangelii, powinnismy miec na uwadze nie tyle tworcow tych opowiesci, co zbieraczy i redaktorow, ktorzy powiazali w jedna calosc rozmaite framenty, choc nie potrafili zatrzec sladow tych przypadkowych powiazan. Ewangelie, widziane w tym swietle, nie opisuja wydarzen, lecz podaja mniemania i opisuja wiare gmin chrzescijanskich tego okresu. Przedstawiaja to, co o Jezusie mowiono i w co wierzono w tym okresie. Sa wyrazem wiary gmin, ktore ubostwialy swego mistrza i tworzyly wokol niego atmosfere cudownosci"

I tyle. Lansowanie przez Internaute kapitana pogladow o rabinach jako tworcach ewangelii, kompilujacych ich teksty w czasach Konstantyna oraz Teodozjusza jest naciagane i nieuprawnione w swietle dostepnych materialow dowodowych oraz analiz i prac wielu naukowcow, pracujacych na wielu uniwersytetach, w tym swego czasu na uniwersytetach radzieckich. Nawet oni nie przesuwali daty powstawania ewangelii do IV wieku naszej ery.

A to, o czym belkocze owze Kapitan to pewne wczesniejsze teksty, ktorych uprzedniej egzystencji kaze sie domyslac analiza jakosciowa, w tym badajaca chocby stylistyke, czy skladnie poszczegolnych wersow oraz przede wszystkim typ reprezentowanej tradycji . Na jej podstawie wyroznia sie dwa hipotetyczne zrodla pierwotne, nadano im miano: Ur-Marcus i Ur-Johannes. Pierwsze to to, co rozumiemy inaczej jako hipotetyczne prazrodlo ew. synoptycznych, z ktorego wylonia sie trzy kierunki:
- Marka skierowana do nawroconych pogan
- Lukasza, bedaca najbardziej hellenistyczna, czy lacinska
- Mateusza, jedyna reprezentujaca kierunek mocno prozydowski, choc nie jest to najtrafniejsze sformuowanie
Ur-Johannes jest z kolei rdzeniem wskazujacym na juz bardzo wczesne tendencje ciazace ku filozofiom hellenistycznym. Coz, judaizm na przelomie er wykazywal spore ciazenie ku prozelityzmowi.
Wiec jesli juz to ewentualnych "rabinow" byloby dwoch i nalezaloby ich szukac na dlugo wczesniej, anizeli narodzil sie Konstantyn, czy Teodozjusz.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
27-12-2009 22:56 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)
Na koniec pragne dodac, ze ow Internauta Kapitan posilkowal sie w swoich wywodach argumentem, ze na Racjonaliscie poleca sie pewne pozycje ksiazkowe. Mial to byc argument druzgoczacy. Niestety naprowadza jedynie na konkluzje, ze moze wypadaloby na tym portalu nieco weryfikowac wartosciowosc rekomendowanych publikacji.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
28-12-2009 01:49 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
Twój wywód przestałem czytać po około 15 zdaniach.
Jak widać ignorancja nie jest zakazana w żadnej dziedzinie ani na żadnym portalu.
Nie rozumiem tylko dlaczego zajęłaś się publicznym pastwieniem nad bezbronnym, który nie ma nawet szansy Ci odpowiedzieć. Chcesz się w ten sposób dowartościować?
Przepraszam, ale jak dla mnie to jest żenujące.

> Na koniec pragne dodac, ze ow Internauta Kapitan posilkowal sie w swoich wywodach argumentem, ze na Racjonaliscie poleca sie pewne pozycje ksiazkowe. Mial to byc argument druzgoczacy. Niestety naprowadza jedynie na konkluzje, ze moze wypadaloby na tym portalu nieco weryfikowac wartosciowosc rekomendowanych publikacji.

I to ma niby być przyczyna całego zamieszania?
Mnie to naprowadza na konkluzje, że trzeba było poprosić o konkretne dane: autor, tytuł i odpowiedni cytat i zweryfikować te informacje.
Bo być może powołuje się na treści, których nie znajdziesz w tych książkach.
A jeżeli znalazłaś i uznałaś za błędne, to załóż proszę wątek krytyczny i podziel się wątpliwościami swoimi.

Bo na razie to nie wiem o co ci się rozchodzi
29-12-2009 20:21 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)

Pavvel, mam takie upierdliwe wrazenie, ze przy blizszym poznaniu tego, ktorego zwiesz biedakiem raczej zrezygnowalbys z posilkowania sie akurat tym slowem w odniesieniu do jego osoby.
Oczywiscie masz pelne prawo traktowac moje postepowanie w kategorii "zenujace". Nie stylizuje sie jak czesc Internautow na ideal, nie biore udzialu w castingu na jej/jego wysokosc anielskosc. Nie mam takich ambicji.
Dlaczego jednak sam nie poszukasz wiadomosci, tylko mi udzielasz rad co powinnam i jak powinnam robic? To chyba nie problem uzyc przegladarki, znalezc miejsce, gdzie ow czlowiek wspiera sie strona Racjonalisty jako pewnym autorytetem, aby szerzyc mity. Mozesz go sam zapytac o ktory z ustepow sie rozchodzi. Moze Ci odpowie ... rzeczowo.

Choc przyznam, ze moglam sobie zadac wiecej trudu, aby skomentowac dlaczego zamieszczam ten tekst. Lenistwo oraz ograniczony czas no i zalozylam, ze w moim komentarzu krok po kroku jednoznacznie, choc przyznam agresywnie (ale na wstepie zdaje sie wyraznie przeprosilam za osobiste odnosniki) pokazalam moim zdaniem bardzo niewlasciwa postawe. Dla mnie jest rowniez dosyc oczywistym, ze poblazanie takim postawom nie przyniesie pozytku kregom chcacym uchodzic za realnie patrzace na swiat.

Racjonalista j.w. wspomnialam urosl do rangi pewnego autorytetu, a przynajmniej pewnej rekojmi myslenia zdroworozsadkowego. Dlatego uwazam za konieczne zadanie sobie trudu, by ten poziom utrzymac. Pewne miejsca w Internecie choc roznia sie w swej podstawowej przewodniej formule jednak zazebiaja sie, a ich uzytkownicy, wielu z nich, dziala aktywnie na wielu pokrewnych forach. Ich czescia wspolna jest stosunek do wiary oraz religii i chociaz stanowiska uzytkownikow roznia sie nieco to jednak mozna przyjac, ze najlagodniejsza forma pogladow w tej kwestii jest ambiwalentny stosunek do wymienionych obu, badz jednej z nich.

Niestety smutna prawda jest tez taka, ze wsrod niewatpliwie wielu Internautow stanowiacych pewna awangarde istnieja jednostki mniej rozgarniete. Naturalnie nie jestem zwolennikiem zamykania im ust, choc przyznam, ze mnie osobiscie irytuja. Jednak to dzieki nim mozna wylapac np. elementy stanowiace potencjalne zrodlo rozprzestrzeniania sie idei, ktore np. z racjonalizmem niewiele maja wspolnego. I jezeli dodatkowo okazuje sie, iz te elementy pochodza ze strony aspirujacej na glownego przedstawiciela polskich witryn interentowych reprezentujacych nurt owego myslenia racjonalnego to wypadaloby sie przygladnac wywolanym skutkom oraz ewentualnie podjac jakies kroki zaradcze.

Poza tym moj koncowy wywod z tekstu, ktory tak Cie zniesmaczyl, przypominajacy pewne fakty dotykajace odmitologizowywania chrzescijanstwa jest posrednio zwiazany z dzialanoscia niejakiego Uriela na tym forum. Dyskusji bezposredniej nie zamierzam z nim podejmowac chocby z tego wzgledu, ze nie lubie, gdy ktos probuje wywierac na mnie presje, a juz zupelnie nie akceptuje aktu grozenia. Jezeli przygladniesz sie koncowce jego epistoly to dostrzezesz takowe ciagoty. Coz, sam wyrosly w bojazni bozej stosuje wobec innych metody jakie mu wpojono.
W dodatku przeciaganie z nim dyskusji mogloby wytworzyc wrazenie jakiejs proby nawrocenia go. Te domene jednak pozostawiam takim jak on. Moje wpisy sa skierowane do osob zdolnych do refleksji i obliczone na ... hm ... ich poszerzenie horyzontow.

Ale jeszcze raz przyznaje moglam tekst przeredagowac. I przyznaje: mea culpa.

Przy okazji wykazujac sie mniejszym lenistwem nawiaze niejako do wypowiedzi, ktora sie pojawila, a ktora mam wrazenie lekko, choc mimowolnie zainicjowales. I rozplomienilo sie inne ciekawe oblicze tego forum. Milujacy Prawde zareagowal z podziwu godnym refleksem na Twoja uwage (tak to odbieram), w ktorej dokonujesz sprzezenia pomiedzy bezsasadnoscia mojej akcji (postu) z moim nickiem i pociagnal wykorzystujac okazje...

Mnie osobiscie z kolei jego nick w swietle wymowy tego, co pisze wydaje sie sporym nieporozumieniem. Od kiedy osoby mocno religijne sa zainteresowane poszukiwaniem prawdy? Wiara nie jest z zalozenia prawda, a jedynie pogladem. I przypominam, ze ten poglad jest pozbawiony, bo inaczej byc nie moze, dowodu na jego obiektywna prawdziwosc. Ponadto religie, czy ich mniejsze warianty - zwiazki wyznaniowe sa obliczone na zakaz dociekania, ograniczanie wolnej mysli, a sceptyzym jest ich najwiekszym wrogiem. Malo sprzyjajace uwarunkowania, by dociekac prawdy.
Zadna religia, ani zwiazek wyznaniowy, ani sekta nie pozwalaja na krytyke, jezeli sie takowa w ich lonie dokonuje dochodzi czesto do rozlamu, gdyz kazda ze stron bezkompromisowosc ma wpisana w swoja doktryne. Rowniez bezkompromisowosci w postepowaniu oczekuja od swoich wyznawcow i to ona (+ przeswiadczenie o koniecznosci prowadzenia misji ewangelizacyjnej np.: idzcie i nauczajcie) jest motorem napedowym dzialalnosci tych wyznawcow na tym forum, a nie odwaga, co kiedys byl uprzejmy zasugerowac jeden z moderatorow. Wspomniana misje moga oczywiscie prowadzic dzieki liberalizmowi bliskiemu sercom wielu racjonalistow, choc sami tego pojecia nie uznaja. Co mnie motywuje do takiej konkluzji? Przyklad miejsc (krajow), w ktorych nie swieckosc, a jakas religia ma glos decydujacy i panujace w nich stosunki spoleczne, badz polityczne. Oprocz tego podstawowym nakazem religijnym jest bezwzgledne posluszenstwo, czyli juz samo w sobie przeciwienstwo liberalizmu. To jest glownym faktorem rozniacym wiekszosc wyznan od wartosci propagowanych chocby w humanizmie, ktory za zasade nadrzedna uznaje prawo jednostki do wolnosci np. wyboru.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
29-12-2009 20:24 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)
A jak juz jestesmy przy humanizmie to dostrzegam jeszcze jedna podstawowa i glowna roznice, pomiedzy nim, a wszelkimi nurtami odwolujacymi sie do nadrzednosci woli bytu nieudowodnionego. Jest nia wlasie owa hierarchia waznosci, czy nadrzednosci. Implikacje z tego wynikaja takie, ze w religiach dobro czlowieka definiuje sie poprzez definiowanie woli boskiej. I rodzi to ogromne pole do naduzyc, zwazywszy na nieudowadnialnosc tego bytu i jego zyczen. A druga walna z mojego punktu widzenia niedogodnoscia, ktora szafuja podmioty odnoszace sie do boga jest przebiegle wzbudzanie w wiernych poczucia malosci, niklosci, nierownosci. To bog jest wielki, nieskonczony, wszechmocny, no i niezbadany. Taki Stalin np., tez chetnie pretendowalby do roli boga, niestety byl jednak tylko czlowiekiem, a poniewaz zabraklo mu podparcia sie metafizyka, choc sobie krwawo poterroryzowal przez pewien czas, nie wzbudzil w masach dostatecznego prestizu, a co za tym idzie strachu. Gdyby zaczal wspierac sie boskim lub choc pozaziemskim pochodzeniem szanse na nowa religie wzroslyby niepomiernie. Najbardziej jestesmy sklonni trwozyc sie przed nieznanym. I to doskonale wykorzystuja religie.

Rowniez Milujacy Prawde ulega takim nieludzkim naciskom, stad moje wspolczucie. Niestety ono sie konczy w momencie, gdy zainfekowany probuje zarazac innych. Zwlaszcza, gdy dostrzegam w wyznawanej doktrynie szkodliwosc. O niebezpieczenstwie zwiazanym z wyznaniem SJ swiadczy ich zachowanie w obliczu koniecznosci podania krwi. Rodzice odmawiajacy ratowania zycia dziecka z pobudek religijnych, a dokladnie z powodu kilku wersow z tekstu, ktory uznaja za swiety, choc roi sie on od przeklaman, niescislosci i zwyklych klamst sa mordercami i to w sytuacji, gdy ten sam podobno swiety tekst przekazuje nakaz: nie zabijaj. Pewna niekonsekwencja.
Co najgorsze to morderstwo nie jest w zaden sposob lagodzone chocby aspektem obrony koniecznej.
Ale jest i jeszcze jedno zgorszenie. Wyrywkowosc i wybiorczosc w stosowaniu podobno boskich nakazow. Czyli ponownie niekonsekwencja. SJ, a raczej ci ludzie, ktorzy sa u nich u steru postanowili literalnie potraktowac zakaz spozywania krwi, ale juz odwrocili sie plecami do innego prawa, jakie ustanowil na lamach ST bozek Jehowa (wszak wg. nich to pismo podyktowane przez tego bozka). I wracam tu do juz podejmowanego na tym forum zagadnienia obrzezania napletkow.
Jak wol stoi w ST, ze warunkiem przymierza pomiedzy byczkiem Jehowa, a mezczyznami narodu wybranego jest operacja plastyczna na penisie. Penis nieobrzezany prosze won, mowi pan.
Swoja droga to ciekawa sprawa ta zapalczywosc Jahwe w stosunku do ustalenia jedynie slusznej estetyki czlonkow.
Niektorzy dopatruja sie w tym zabiegow higienicznych. Jednak znajac obraz wylaniajacy sie z kart ST, a dokladnie dazenia Izraelitow do odrebnosci mozna pokusic sie o teze, ze obrzezanie bylo prostym naznakowaniem przynajmniej meskiej czesci tego plemienia. Cos jak znakowanie bydla rozpalonym zelastwem dla latwej identyfikacji. Dla nacji nastawionej na podboj to jednoczesnie szalenie praktyczny sposob na ostudzenie zapalu do szpiegowania przez jednostki kontrwywiadu wroga. Owze szpieg chcac sie dostatecznie wtopic w Izraelski tlum musialby sie rowniez pozbawic elementu przyrodzenia.

Moj dosyc bliski swego czasu znajomy zwrocil uwage na jeden bardzo istotny aspekt, ktory jako kobiecie nie przyszedl mi samoczynnie (z oczywistych wzgledow) do glowy. Napletek bardzo ulatwia osiagniecie przyjemnych doznan podczas masturbacji. Tak wiec byl to skuteczny sposob na odstraszanie mniej poboznych, ale lubiacych sie odprezyc przeciwnikow, by odeszla ochota do maskarady. Jednak mozna pospekulowac nad inna jeszcze korzyscia, jaka tym ugrali stanowiacy prawo szamani. Zawarty w biblii, a pielegnowany przez zydow ped do rozmnazania sie zostal w ten sposob odrobinke ukierunkowany, gdzie i w jaki sposob wygodniej bedzie "zrzucic" balast produkowanego przez mezczyzn w ilosciach wiekszych, anizeli potrzebne do przedluzenia gatunku nasienia. Widocznie kaplani stawiali na zasade: Sicher ist sicher.
Pospekulujmy dalej. Wprawdzie niektore z apokryfow moga wskazywac na mniej stanowcza wstrzemiezliwosc Jezusa, anizeli chcieliby wspolczesni teolodzy to jednak pojawiaja sie pewne przeslanki laczace jego postac z sekta essenczykow. U tych ostatnich prokreacja nie byla w cenie. Idac tym tokiem mozna w pelni zrozumiec racje, ktore nagle kazaly pewnej czesci Zydow odstapic od warunkow przymierza. I byc moze to jest przyczyna dla ktorej zmienilo cialo nadzorcze nie, nie w Brooklinie, tylko w Jerozolimie stanowisko, na co onegdaj powolal sie byl Milujacy ... hm ... Prawde.

Co na to sam pan Jehowa? Na razie milczy. Zreszta jako nacjonalista pewnikiem sie nie uskarza, albowiem jego narod wybrany dalej stosuje te praktyke.

Nie wiem natomiast, czy bedzie milosierny dla tych, ktorzy wprawdzie twierdza, ze w niego wierza, ale zaprzestali ryzania penisow.
Istnieje spore ryzyko, iz gdy stawia sie przed jego oblicze wymownie, acz z gracja wystawi im srodkowy paluszek. W koncu za znacznie mniejsza niesubordynacje mozna bylo popasc w nielaske, jak chocby poucza nas przyklad Mojzesza.
Ale to juz nie moj problem.

I w takim zartobliwym tonie koncze wywod, zyczac przy okazji wszystkim czytajacym i piszacym na tym forum tradycyjnie:

Szczesliwego Nowego Roku.

*) Z wielkich religii tylko jedna wylaczam odrobine z mojej wyzej przedstawionej ich charakterystyki. Jest to buddyzm, ktory kladzie spory nacisk na indywidualne wypracowywanie sadow. I moze dlatego z wielkich religi jest najmniej ekspansywny. Dla wielu ludzi zadawanie sobie takiego trudu jest czynnoscia nader meczaca, a przez to nieatrakcyjna.



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
01-01-2010 17:47 
 Ocena-2 na 4
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>A jak juz jestesmy przy humanizmie to dostrzegam jeszcze jedna podstawowa i glowna roznice, pomiedzy nim, a wszelkimi nurtami odwolujacymi sie do nadrzednosci woli bytu nieudowodnionego.
>
Co to za określenie? Przecież nie sądzisz, że człowiek poznał wszystko, że nie ma nic poza jego możliwościami poznawczymi?
A skoro tego nie twierdzisz, to rzecz ma się następująco. Ten kto jest niepoznawalny, sam musi chcieć nam - ludziom się pokazać i przedstawić.
Jeśli chodzi o Boga, to wystarczy tylko trochę logiki, by dojść do wniosku, że niemożliwe jest przez ludzi zobaczenie Boga. Kimże jest ten, do kogo lub do czego Go przyrównać chcemy, jeśli "niebo niebios nie może Go pomieścić". Bóg panuje na tym co się dzieje w środku ziemi, panuje nad wszystkimi obiektami we Wszechświecie.
czy już to nie powinno Ciebie inaczej nastawić do poznawania Boga, jaką metodą.
On pokazuje się nam poprzez swoje dzieła.
Wielu ludziom to wystarczy.
>Jest nia wlasie owa hierarchia waznosci, czy nadrzednosci. Implikacje z tego wynikaja takie, ze w religiach dobro czlowieka definiuje sie poprzez definiowanie woli boskiej. I rodzi to ogromne pole do naduzyc, zwazywszy na nieudowadnialnosc tego bytu i jego zyczen.
>
Muwisz o religii fałszywej, stworzonej przez ludzi. I pewnie miałabyś racje, gdyby nie bylo Słowa Biblii i tych, którzy otrzymali możliwość jej wykładni.
A według tej wykładni - mylisz się stokrotnie.
>A druga walna z mojego punktu widzenia niedogodnoscia, ktora szafuja podmioty odnoszace sie do boga jest przebiegle wzbudzanie w wiernych poczucia malosci, niklosci, nierownosci.
>
To czynią ustroje i porządki organizowane przez ludzi. Przykładem Komuna.
Tego nie dostrzegasz?
>To bog jest wielki, nieskonczony, wszechmocny, no i niezbadany.
>
Widzisz tego w żadnym miejscu nie powiedziałem. Mówię jeszcze raz, że gdy myślisz o dotknięciu i zbadaniu Jego ciała- to jestes w błędzie. Dlaczego? To jeszcze jeden fragment na poparcie:
" Bóg jest Duchem, a ci, którzy go czczą, muszą oddawać cześć duchem i prawdą". (Jana 4:24)
Bóg sam potwierdza, że nie interesują Go ludzie bez wiary. A gdy ktoś nie bierze pod uwagę poznawania wiedzy o Nim, to i o wierze musi zapomnieć.
To zaś droga do pogłębienia się ciemności.
> Taki Stalin np., tez chetnie pretendowalby do roli boga, niestety byl jednak tylko czlowiekiem, a poniewaz zabraklo mu podparcia sie metafizyka, choc sobie krwawo poterroryzowal przez pewien czas, nie wzbudzil w masach dostatecznego prestizu, a co za tym idzie strachu. Gdyby zaczal wspierac sie boskim lub choc pozaziemskim pochodzeniem szanse na nowa religie wzroslyby niepomiernie.
>
Pomyliłaś temat. Stalina włączać do dyskusji o Bogu i wierze.
Wybacz to nie ten poziom i kierunek.
>Najbardziej jestesmy sklonni trwozyc sie przed nieznanym. I to doskonale wykorzystuja religie.
>
Ale prawdziwy Bóg jest znany, jest poznany - On sam to uczynił i ludziom podał jak na tacy kim jest i co zamierza. Wie o tym jedna, jedyna religia prawdziwa.
religie fałszywe jedynie odpowiadają Twoim wywodom. Te zaś poza nawiasem.
>Rowniez Milujacy Prawde ulega takim nieludzkim naciskom, stad moje wspolczucie. Niestety ono sie konczy w momencie, gdy zainfekowany probuje zarazac innych.
>
Ignorancjo - mówiłem wiele razy: zmień ten nick.
Dlaczego? Jest on zgodny z Twoja wiedzą, a inny może by Ciebie mobilizował do poznania. Mówisz tak jak wielu, bo nie zna prawdy.
Nie dziwie się więc, że tak mówisz. Ale pokazuję jak uzyskać szersza wiedzę.
Jedynie do tego zachęcam.
> Zwlaszcza, gdy dostrzegam w wyznawanej doktrynie szkodliwosc. O niebezpieczenstwie zwiazanym z wyznaniem SJ swiadczy ich zachowanie w obliczu koniecznosci podania krwi.
>
Przeskakujesz z tematu na temat. Załóż osobny wątek, a wytłumaczę Tobie i kto zechce, wszystko, co zechcesz i o co zapytasz.
Zobacz robię to jawnie, nie chowam się, wręcz przeciwnie.
>Rodzice odmawiajacy ratowania zycia dziecka z pobudek religijnych, a dokladnie z powodu kilku wersow z tekstu, ktory uznaja za swiety, choc roi sie on od przeklaman, niescislosci i zwyklych klamst sa mordercami i to w sytuacji, gdy ten sam podobno swiety tekst przekazuje nakaz: nie zabijaj. Pewna niekonsekwencja.
>
Przykro mi powtarzać. Ja czytam w innych miejscach wypowiedzi związane tematycznie ze świadkami jehowy, czemu Ty nie czytasz? Na wiele tematów już się wypowiadałem. Chcesz na temat krwi? Proszę. Załóż temat.
CDN
01-01-2010 17:49 
 Ocena-4 na 6
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Co najgorsze to morderstwo nie jest w zaden sposob lagodzone chocby aspektem obrony koniecznej.
>
Oj mylisz się bardzo. I znowu wykazujesz całkowity brak wiedzy z zakresu najnowszej medycyny światowej wobec transfuzji krwi.
O chirurgii bezkrwawej nie słyszałaś. O korzyściach, bo ujemnych aspektów nie podanie transfuzji i stosowania metod alternatywnych, ktorych brak, też nie.
Mowisz tu na forum osób dalekich od poznania tych zagadnień, ale mówisz dla uzyskania poparcia, bo w innym temacie niestety nie dajesz rady. Nie masz argumentów by odeprzeć rzeczywisty racjonalizm w tych kwestiach i przegrywasz.
>Ale jest i jeszcze jedno zgorszenie. Wyrywkowosc i wybiorczosc w stosowaniu podobno boskich nakazow. Czyli ponownie niekonsekwencja. SJ, a raczej ci ludzie, ktorzy sa u nich u steru postanowili literalnie potraktowac zakaz spozywania krwi, ale juz odwrocili sie plecami do innego prawa, jakie ustanowil na lamach ST bozek Jehowa (wszak wg. nich to pismo podyktowane przez tego bozka).
>
Co Ty piszesz? Ani razu nikt nie powiedział, jakoby pisma i publikacje świadków Jehowy były pisane przez Boga Jehowę.
Jedynie Biblia jest natchniona. Dobrze by było gdybyś sprawdzała informacje, które podajesz do publicznej wiedzy. Muszą być prawdziwe.
Świadkowie Jehowy to trzecie wyznanie religijne w Polsce, legalne, zarejestrowane - za wszelkie oszczerce opinie każdy może zostać powołany do odpowiedzialności karnej.
Ale powiedz, czy nie lepiej spokojnie rozmawiać, nie obrażać nikogo, strzec by mówic zgodnie z ty,m jak jest?
Czy nie stac Ciebie na taka postawę? Wysil się. Proszę.
> I wracam tu do juz podejmowanego na tym forum zagadnienia obrzezania napletkow.
>Jak wol stoi w ST, ze warunkiem przymierza pomiedzy byczkiem Jehowa, a mezczyznami narodu wybranego jest operacja plastyczna na penisie. Penis nieobrzezany prosze won, mowi pan.
>
Powidz czy mrówka wie to samo co człowiek? Albo karaluch, który gdzieś tam chodzi w szparach podłogi, czy on zna cele i zamierzenia człowieka? Podobnie inne zwierzęta.
Nie znają i nigdy nie poznają.
Tak tez jest z człowiekiem, z powodu swej natury nie wie i nie zna zamierzeń Boga. Chyba, że On zechce mu to powiedzieć. Bóg zechciał. Jednak okazuje się jest wielu ludzi, którzy nie chcą Boga słuchać.
Czy więc jest możliwość by te osoby, coś więcej o Bogu wiedziały? Albo czy jest możliwość by te osoby znalazły inną opinię na interesujący ich temat, albo by mogły skorygować tę teraźniejszą?
Nie!
Jesteś przykładem takiej postawy i stale będziesz tkwić w błędzie.
>Swoja droga to ciekawa sprawa ta zapalczywosc Jahwe w stosunku do ustalenia jedynie slusznej estetyki czlonkow.
>Niektorzy dopatruja sie w tym zabiegow higienicznych. Jednak znajac obraz wylaniajacy sie z kart ST, a dokladnie dazenia Izraelitow do odrebnosci mozna pokusic sie o teze, ze obrzezanie bylo prostym naznakowaniem przynajmniej meskiej czesci tego plemienia.
>
No widzisz, a są naukowcy, którzy obrzezanie, pochodzenie tego zabiegu przypisują Egiptowi. Chociaż wiadomo z relacji Mojżesza, że było inaczej.
Samo obrzezanie miało symboliczne znaczenie.
Od Izraelitów, obrzezanych na ciele, Bóg wymagał jeszcze obrzezania serca.
Mojżesz nawoływał:
" Obrzezajcie napletek swych serc i już nie zatwardzajcie swych karków".
" Jehowa, twój Bóg, będzie musiał obrzezać twoje serce oraz serce twego potomstwa, żebyś miłował Jehowę, swego Boga, całym swym sercem i całą swą duszą - ze względu na twoje życie" (Pwt 10:16; 30:6).
CDN
01-01-2010 17:49 
 Ocena-4 na 4
Miłujący prawdę (1541 punktów)
Do tego samego wzywał ów krnąbrny naród prorok Jeremiasz (Jer 4:4).
Obrzezanie serca' oznacza oczyszczenie myśli, uczuć i pobudek ze wszystkiego, co nie podoba się Jehowie, co jest dla Niego nieczyste albo co znieczula serce. A ‛ nieobrzezane uszy' są niewrażliwe i nie reagują na to, co do nich dociera (Jer 6:10; Dz 7:51).
> Cos jak znakowanie bydla rozpalonym zelastwem dla latwej identyfikacji. Dla nacji nastawionej na podboj to jednoczesnie szalenie praktyczny sposob na ostudzenie zapalu do szpiegowania przez jednostki kontrwywiadu wroga. Owze szpieg chcac sie dostatecznie wtopic w Izraelski tlum musialby sie rowniez pozbawic elementu przyrodzenia.
>
Fantazja Ciebie roznosi. Wybacz.
>Moj dosyc bliski swego czasu znajomy zwrocil uwage na jeden bardzo istotny aspekt, ktory jako kobiecie nie przyszedl mi samoczynnie (z oczywistych wzgledow) do glowy. Napletek bardzo ulatwia osiagniecie przyjemnych doznan podczas masturbacji. Tak wiec byl to skuteczny sposob na odstraszanie mniej poboznych, ale lubiacych sie odprezyc przeciwnikow, by odeszla ochota do maskarady. Jednak mozna pospekulowac nad inna jeszcze korzyscia, jaka tym ugrali stanowiacy prawo szamani. Zawarty w biblii, a pielegnowany przez zydow ped do rozmnazania sie zostal w ten sposob odrobinke ukierunkowany, gdzie i w jaki sposob wygodniej bedzie "zrzucic" balast produkowanego przez mezczyzn w ilosciach wiekszych, anizeli potrzebne do przedluzenia gatunku nasienia. Widocznie kaplani stawiali na zasade: Sicher ist sicher.
>
Ty naprawdę uważasz, że masturbacja cokolwiek załatwia?
Wręcz przeciwnie niczego nie załatwia a raczej jeszcze pogłębia chęć bycia z kobietą, chyba, że masz na myśli homoseksualistów. Nie mam takiego doświadczenia, chociaż przyznam nie jest to mi obce. Jednak dla jehowy jest to rzecz obrzydliwa.
Jest w Biblii taki opis:
" Onan wiedział (...), że do niego nie będzie należało to potomstwo. Ilekroć więc współżył z żoną swego brata, czynił źle, zrzucając nasienie na ziemię, ażeby nie dać bratu potomstwa. Lecz czyn ten nie podobał się Jahwe" (Rodz. 38:8-10, Poz.)
Wszystkie te zabiegi składają się na obraz Onana jako człowieka nikczemnego, nie mającego żadnych względów na cudze interesy, gdy w jakiejkolwiek mierze wchodziły w grę jego własne. I też ta podłość, która powodowała Onanem przy uchylaniu się od wzbudzenia potomstwa swemu zmarłemu bratu, stała się przyczyną uśmiercenia go przez Jehowę.
Od jego imienia nazwana została męska masturbacja - Onanizm.
Coś co Jehowa potępiał, żaden Izraelita, a tym bardziej kapłan tylko z właściwych pobudek prawdziwej bojaźni Bożej - czynił nie będzie, i nie czynił.
>Pospekulujmy dalej. Wprawdzie niektore z apokryfow moga wskazywac na mniej stanowcza wstrzemiezliwosc Jezusa, anizeli chcieliby wspolczesni teolodzy to jednak pojawiaja sie pewne przeslanki laczace jego postac z sekta essenczykow. U tych ostatnich prokreacja nie byla w cenie. Idac tym tokiem mozna w pelni zrozumiec racje, ktore nagle kazaly pewnej czesci Zydow odstapic od warunkow przymierza. I byc moze to jest przyczyna dla ktorej zmienilo cialo nadzorcze nie, nie w Brooklinie, tylko w Jerozolimie stanowisko, na co onegdaj powolal sie byl Milujacy ... hm ... Prawde.
>
Świadek Jehowy nie traktuje poważnie ksiąg apokryficznych, one nie mają nic, a nic, wspólnego z prawdą Bożą. Księgi te przywoływane są i wprowadzane do Biblii przez Kościół katolicki i inne Kościoły pseudochrzescijanskie dla poparcia obecności w tych religiach pogańskich dogmatów i obrzędów..
Dyskusja na ten temat więc nie ma sensu.
>Co na to sam pan Jehowa? Na razie milczy. Zreszta jako nacjonalista pewnikiem sie nie uskarza, albowiem jego narod wybrany dalej stosuje te praktyke.
>Nie wiem natomiast, czy bedzie milosierny dla tych, ktorzy wprawdzie twierdza, ze w niego wierza, ale zaprzestali ryzania penisow.
>Istnieje spore ryzyko, iz gdy stawia sie przed jego oblicze wymownie, acz z gracja wystawi im srodkowy paluszek. W koncu za znacznie mniejsza niesubordynacje mozna bylo popasc w nielaske, jak chocby poucza nas przyklad Mojzesza.
>Ale to juz nie moj problem.
>
Obrzezanie nie jest wymagane od chrześcijan. Zmiana sytuacji, w chwili gdy wielu pogan zaczęło dawać posłuch dobrej nowinie, a Jehowa pokazał, że przyjmuje ich do zboru chrześcijańskiego, ciało kierownicze w Jerozolimie musiało rozstrzygnąć, czy są oni zobowiązani poddać się literalnemu obrzezaniu. Ostatecznie postanowiono, że nie zalicza się ono do "rzeczy koniecznych" ani dla pogan, ani dla Żydów> Czytasz:
" i swą ręką napisali:
"Apostołowie i starsi, bracia, do tych braci w Antiochii i Syrii, i Cylicji, którzy są z narodów: Pozdrowienia! Ponieważ usłyszeliśmy, że niektórzy spośród nas zaniepokoili was swymi mowami, próbując zasiać zamęt w waszych duszach, chociaż nie daliśmy im żadnych poleceń, doszliśmy do pełnej jednomyślności i uznaliśmy za słuszne, by posłać do was wybranych mężów wraz z naszymi umiłowanymi - Barnabasem i Pawłem - ludźmi, którzy wydali swe dusze za imię naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

Wysyłamy więc Judasa i Sylasa, żeby o tym samym donieśli również w słowach.
Albowiem duch święty i my sami uznaliśmy za słuszne nie nakładać na was dodatkowego brzemienia, z wyjątkiem następujących rzeczy koniecznych:
macie powstrzymywać się od tego, co ofiarowano bożkom,
i od krwi,
i od tego, co uduszone,
i od rozpusty.
Jeśli będziecie się tego starannie wystrzegać, dobrze się wam powiedzie.
Bądźcie zdrowi!
"(dzieje 15:23-29)

Do chrześcijan pochodzenia nieżydowskiego mieszkających w Filippi napisał:
" My bowiem mamy rzeczywiste obrzezanie [serca], my, którzy za sprawą ducha Bożego pełnimy świętą służbę" (Flp 3:3).
A współwyznawcom w Koryncie oznajmił:
" Obrzezanie nic nie znaczy i nieobrzezanie nic nie znaczy, ale liczy się przestrzeganie przykazań Bożych" (1Ko 7:19).

Myślę, że każdy samodzielnie rozważy te poruszone tu kwestie i sam wyciągnie wnioski.
Pozdrawiam
24-01-2010 23:22 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)
Jesli ktos ma zyczenie moze sobie poczytac monumentalne dzielo Milujacego (podobno) prawde. Zyska przy tym dowod na calkowicie bezmyslne klepanie przez Swiadkow Jehowy wklepanych im do mozgow bzdur oraz zupelny brak umiejetnosci samodzielnego myslenia.

Podsumowujac owo dzielo ...
Streszcze problem. Zarzucilam, ze biblijny Jehowa (moze z sadyzmu albo nudow) stwarzajac czlowieka na swe podobienstwo, wiec wyposazonego chocby w ciekawosc (ladna cecha, dociekliwosc jest przydatna wszystkim konstruktorom - nawet boskim) , zainicjowal wypadki znane ze slowa snietego ... ups swietego. Mianowicie zezarcie jablka, grzech pierworodny i wszystkie plagi jakimi w konsekwencji dotknal "troskliwy" ojciec niebieski swe potomstwo za nieposluszenstwo.
Czytajac radosna tworczosc tegoz Milujacego Prawde, w tym rozwlekly wywod o przemilej postaci Szatana transmutowanego na potrzeby dramaturgii w skorke weza (pomijam, ze boziuchna jako stworca wszystkiego na cholere jesli nie ze zlosliwosci i by sie pobawic czlowieczkiem jak laleczka wygenerowal Szatana - kolejny dowod to zreszta na inicjowanie wypadkow) docieramy do takiego zdania:

Zbuntowali się. Odrzucili zwierzchnictwo Boga - pamiętaj, iż byli doskonali, rozumieli relacje między nimi a Bogiem najlepiej jak można. Ich umysły nie były niedoskonałe (ow Milujacy prawde)

Otoz jego ignorancja przybiera niebotyczne wrecz dymensje. Nie odrobil lekcji? Czy pies mu zezarl kawalek kartki ze stosownym klozetem ... znowu ups ... ustepem ... biblijnym.
Jakaz to pelna napiecia scena jawi sie naszym oczom? Adas i Ewa, po skonsumowania jablka, nagle dostrzegaja "zlo". Pamietamy ich rozpaczliwe wysilki na rzecz zakrycia swej nieskromnej nagosci. Dopiero teraz narodzil sie rozum i umiejetnosc swiadomego rozrozniania.
Teza o uprzednim rozumieniu przez prarodzicow czegokolwiek zatem upadla.

Radzilabym Milujacemu Prawde, by zaczal wreszcie efektywniej wykorzystywac zdolnosc, jaka ponoc posiadla ludzkosc na skutek niesubordynacji swych praprzodkow.

I jeszcze nastapila przytoczona ponizej wymiana zdan:
J
a: Zwlaszcza, gdy dostrzegam w wyznawanej doktrynie szkodliwosc. O niebezpieczenstwie zwiazanym z wyznaniem SJ swiadczy ich zachowanie w obliczu koniecznosci podania krwi.

Milosnik: Przeskakujesz z tematu na temat. Załóż osobny wątek, a wytłumaczę Tobie i kto zechce, wszystko, co zechcesz i o co zapytasz.
Zobacz robię to jawnie, nie chowam się, wręcz przeciwnie.

Ja: Rodzice odmawiajacy ratowania zycia dziecka z pobudek religijnych, a dokladnie z powodu kilku wersow z tekstu, ktory uznaja za swiety, choc roi sie on od przeklaman, niescislosci i zwyklych klamst sa mordercami i to w sytuacji, gdy ten sam podobno swiety tekst przekazuje nakaz: nie zabijaj. Pewna niekonsekwencja.

Milosnik: Przykro mi powtarzać. Ja czytam w innych miejscach wypowiedzi związane tematycznie ze świadkami jehowy, czemu Ty nie czytasz? Na wiele tematów już się wypowiadałem. Chcesz na temat krwi? Proszę. Załóż temat.
CDN

Nie bardzo jestem ciekawa lektury "rewelacji" odnosnie transfuzji zaczerpnietych z wykladni rady nadzorczej z Brooklinu, ktorych glowna cecha jest tendencyjnosc. Rozdzierajaco wprawdzie snuja opowiesc o szkodliwosci transfuzji, przytaczajac argumenty od zakazen HIV po zmiane osobowosci poddanego przetoczeniu krwi.
Szkoda tylko, ze nie wpadnie baranom do lbow porownanie ewentualnego odsetka poszkodowanych z iloscia uratowanych od smierci. A podobno, tak twierdza wierzacy, liczy sie zycie ...

Co do ewentualnej zmiany osobowosci. W rzeczy samej. Poddani praniu mozgow, przeswiadczeni o popelnieniu na ich ciele straszliwego gwaltu, moga takiej doswiadczyc.

P.S.
Tym bardziej nie uwazam za stosowne zakladac watku. Niech sie Milujacemu Prawde nie wydaje przypadkiem, ze kazdy przestepuje z nozki na nozke, byle tylko zapoznac sie z publikacjami Straznicy.
Jej zawartosc jako atrakcyjna moga co najwyzej oceniac jednostki intelektualnie leniwe.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Brawo za cierpliwość. Ale niektóre mózgi tak już są nasączone opium wiary, że nie spełniają już cech jakie zwykle kojarzą się ze słowem "mózg". Bełkot "świętych" ksiąg robi ogromną krzywdę przedstawicielom naszego gatunku. A narkotyk jest tak silny, że im większa krzywda, tym większa "miłość" i "dobro".
25-01-2010 22:26 
 Ocena 1 na 1
Ignorancja (4718 punktów)
>Brawo za cierpliwość. Ale niektóre mózgi tak już są nasączone opium wiary, że nie spełniają już cech jakie zwykle kojarzą się ze słowem "mózg". Bełkot "świętych" ksiąg robi ogromną krzywdę przedstawicielom naszego gatunku. A narkotyk jest tak silny, że im większa krzywda, tym większa "miłość" i "dobro".

www.racjonalista.pl/forum.php/s,293089


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
25-11-2009 14:18 
 Ocena 2 na 2
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby niemniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.

W ramkę i nad ołtarze


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
28-11-2009 22:50 
 Ocena 4 na 4
Ignorancja (4718 punktów)
>>Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby niemniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
> W ramkę i nad ołtarze

Póki co bym życzyła sobie jako podpis, ale nie mogę znaleźć w ustawieniach tej opcji

Ups ... właśnie się słowo ciałem się stało i mam już podpis. Cud ... ?


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Ups ... właśnie się słowo ciałem się stało i mam już podpis. Cud ... ?

Jako żywo!!! Cud!!! W piwie zmaterializował mi się boski palec od nogi!!!

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
25-11-2009 23:10 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
Ignorancjo, chapeau bas! Miałaś rację. A ja się myliłam.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Uriel_ (360 punktów)
>>c.d.nr 2:
Witam ponownie z

>Wypada jeszcze odnieść się krótko do nadprzyrodzonych mocy Jezusa.
Najkrócej jak się da? Proszę: Nadprzyrodzona moc Jezusa to moc przemiany dowolnego człowieka w Syna Bożego.
To moc uczynienia jego duszy tożsamą z Duchem Świętym, który żyje wiecznie więc i dawstwo i udział w Jego życiu wiecznym na tym i tylko na tym polega. Co jeszcze nadprzyrodzonego robił Jezus?

> "I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary" (Mt. 13, 58)Czy mowa w tym fragmencie o nadąsaniu się na współplemieńców z Nazaretu? Wziął i się był Jezus obraził na ziomków? Czy raczej widzimy tu bezpośredni dowód, że bez wiary świadków, bądź uzdrawianych żaden cud się nie stanie?

Przypominam tu pytanie jakie może zadać wsiok widząc swojego sąsiada od strugania desek - Jezusa z Nazaretu - zobacz Mt 13,55 - "Czyż on nie jest synem Zośki z Zakopanego? Czy nie jest to syn tego Zdzicha handlarza łoscypkami? A jego siostra Kaśka, Maryna czy inny Ziut itd (...) Skądże więc taki pętak ma być lepszy od nas? Skąd? Syn Boży? Czy żeście ocipieli? - Mt 13,57 I powątpiewali o Nim
Czy to Ignorancjo właściwy klimat do rozpoczęcia leczenia dusz?
Od kiedy lekarz może wyleczyć kogoś kto nie chce z nim współpracować jako pacjent?
Kogoś, kto nie obdarza go zaufaniem i nie ma ochoty słuchać ani czytać w tej ideologii zbawić się nie da, no chyba, że świat od niego poprzez umieszczenie go w rezerwacie.

>Zresztą znamy na pamięć potwierdzający moją opinię zwrot: "wiara cię uzdrowiła".

Wiara w lekarza i jego pozytywne intencje może uzdrowić. Problem jeśli ktoś chce się w ten sposób pozbyć hemoroidów - mamy wtedy przypadek człowieka pozbawionego wiary, choć fasadowo to taki gorliwy "wierzący", nasz statystyczny ziom. Dotyczy to wszystkich przychodzących do Jezusa z dolegliwościami fizycznymi czy też innymi niedorzecznymi prośbami.

>A pamiętajmy jeszcze o zdecydowanych odmowach bohatera dla próśb sceptyków, by dał niezbity dowód swych nadludzkich mocy. W takim wypadku wykazywał bezsilność, maskowaną wzburzeniem i pogardą.

No to wiesz już czemu jak potrafisz czytać ze zrozumieniem i łączyć w całość akapity moich wypowiedzi w tym wątku.
Nie można mieć wobec Jezusa oczekiwań niestosownych wobec człowieka, który oferuje to co On. A Ty czego byś chciała od Niego spotykając Go teraz?

>Dodatkowo przypominam o mizernych sukcesach na gruncie jasnowidztwa. Rzecz dziwna u osoby obdarzonej podobno tymiż mocami nadprzyrodzonymi:
> "Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest Królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: NIE PRZEMINIE TO POKOLENIE, A WSZYSTKO TO SIĘ STANIE" (Łk. 21, 31-32)No i się nie stało.

Skąd wiesz czy w ww pokoleniu nie pojawili się pierwsi po Jezusie zbawieni ? To są właśnie pączki na drzewie figowym w tym akapicie, którego fragment cytujesz. Pączek oznacza zbliżające się lato, to zapowiedź Królestwa Bożego na Ziemi ale to nie czas jego globalnego tryumfu w kilka lat po śmierci Jezusa !? Jak wyleczyć inków, hindusów czy chińczyków - przez Internet? Globalne Królestwo Boże na tym przykładzie symbolizować będzie w pełni liściaste, obficie owocujące drzewo figowe.

> "A gdy was prześladować będą w jednym mieście uciekajcie do drugiego; zaprawdę powiadam wam: Zanim zdążycie obejść miasta Izraela, Syn Człowieczy przyjdzie" (Mt. 10: 23)Obejść zdążyli, a on nie przyszedł.
>I to jest właśnie szalenie istotne.

A skąd wiesz, że nie przyszedł ? Przecież dopiero dowiadujesz się tu jak On przychodzi, nie znasz dnia ani godziny jak przyjdzie i do Ciebie (oby przyszedł=oświeciło Cię).

>Cudowności opisywane w ewangeliach mogą być po części echem zwykłych zabiegów medycznych, kuglarstwa, urosłych do rangi nadprzyrodzoności. Ludzie lubują się w sensacjach i częstokroć ubarwiają relacje. Choćby dla wywołania zaciekawienia u słuchaczy.

Na powiedzeniu "Cel uświęca środki" bazują tzw. instytucje chrześcijańskie. Kupowanie mas oszustwem jest o tyle pozytywne o ile działa i możliwa jest późnej realizacja celu. Ty sama (wybrana) jesteś teraz w centrum wydarzeń pokazujących realne możliwości (wziętego) jakie mam i czy je mam w wyprowadzeniu Cię z błędu.
Zauważasz problem Babilonu (Ap 17,1-18) i jego Niewiasty Stolicy Apostolskiej:
>Ponadto jesteśmy niejednokrotnie świadkami innej skłonności ludzkiej psychiki. Dzisiejsze podniecenia, wstrząsające tabloidami, gdy nagle ktoś dostrzegł w zacieku na kominie boskie kształty. Ktoś inny, aczkolwek równie zaangażowany emocjonalnie nie chąc być gorszym potwierdza cud.
>Mechanizm mistrzowsko opisany przez Andersena w "Nowych szatach cesarza".
Problem ten ma swoje źródło w dostosowaniu interpretacji Ewangelii na potrzeby mas powstałej przy strategicznym planowaniu ekspansji religijnej (fasadowej, lep na maluczkich itd) rozumianej jako środek wobec osiągnięcia celu, który musi w tym spisku pozostać tajemnicą wiary aż do czasu Apokalipsy czyli wyłożenia kart na stół, a oznacza to upadek spisku więc i kościoła instytucjonalnego, który demaskując się jednocześnie ogłasza koniec swojej misji. Jeżeli będzie w jego formacji jeszcze ktoś, kto się w tym nie połapał oraz grono ugłaskiwanych przez niego (proboszcza wiejskiej parafii) zabłąkanych wpatrzonych w zaciek na szybie - wszyscy zostają wezwani do apokaliptycznej weryfikacji i albo wyprostują ich Synowie Boży albo oni sami uciekną przez nimi tam gdzie kłamstwo, psy, guślarze i obłudnicy wolą pozostawać czyli poza nawiasem nowego społeczeństwa. ( Ap 22,14-15)

>Z wpadki z paruzją wyprowadzamy dwa ważne spostrzeżenia.
>Zdemaskowanie Jezusa jako niewiarygodnego. (...)

"___ sądźcie, abyście ___ byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. (...)" Mt 7,1-3

Wystarczy, że szczerze przyznasz, iż się myliłaś w swej ocenie.
Dobrą pokutą byłoby uzasadnienie na forum dlaczego tak się stało.
   
02-12-2009 18:00 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
>Wystarczy, że szczerze przyznasz, iż się myliłaś w swej ocenie.
>Dobrą pokutą byłoby uzasadnienie na forum dlaczego tak się stało.
>   

Nie zwracam się do Uriela, albowiem myślę, że dosyć pożywki dla nawiedzonego.

Czy się myliłam? Absolutnie nie.
I jeśli drodzy Użytkownicy tego forum zechcecie sobie zadać trud, by przebrnąć przez tę papkę absurdów i żenująco naciągniętych niczym gumka od gaci argumentów to w trakcie lektury zauważycie potwierdzenie mojej tezy, że wierzący w słowo biblijne to ludzie na wskroś nietolerancyjni, jak ich idol Jezus zwany Chrystusem. I że to właśnie przesłanie ewangeliczne podobno mające emanować miłością do bliźniego wyzwala w tychże bezprecedensową pogardę dla tych, co nie z nimi.

" Wpólnocie, w której każda jednostka wie w czym uczestniczy i jak wiele od niej samej zależy o czym uczona jest od podstaw. Nie ma w takiej wspólnocie referendum zakazującego budowy meczetów jak choćby ostatnie w Szwajcarii bo nie ma w niej miejsca np. na islam i na nic co bezpodstawnie (pozarozumowo) przeczy wartości czy optymalności systemu.

Systemu o którym mali, tępi, brudni z miską ryżu nie mają pojęcia a muszą stać się jego filarami by skutecznie zaistniał. Wielki to krzyż i nie ma co tu ironizować kiedy tępota maluczkich odbiera siły i nadzieję czy warto, kiedy rzuca na kolana w ogrodzie oliwnym ludzkie ciało by jednak zamiar zrodzony w Duchu pozwolił wstać i wrócić by dokończyć to co się w nieugiętości własnego (!) Ducha samemu (!) postanowiło."


Słodycz aż się wylewa.
Nie będę bronić islamu, bo dla mnie to dokładnie ten sam przypadek co chrześcijaństwo, a muzułmanie w swoich "natchnionych" wersach odnajdują równie bezpośrednie wytyczne zachęcające do zamachów, poniżania kobiet, nienawiści ku niewiernym.
Przytaczam jednak te fragmenty, abyście drodzy czytający nie mieli już wątpliwości, co powoduje wiara w słowo biblijne.
I abyście pozbyli się złudzeń, jaki stosunek do inaczej myślących, czyli do Was ma Uriel i jemu podobni: w tym systemie nie ma dla Was miejsca. Chińczykom też się zresztą oberwało.

I mam prośbę, abyście przemyśleli, czy akceptując takie zachowania nie mylicie aby przypadkiem tolerancji z pobłażaniem ...



Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Uriel_ (360 punktów)
>   Nie zwracam się do Uriela, albowiem myślę, że dosyć pożywki dla nawiedzonego.

Chciałbym przemilczeć to co napisałaś ale się nie da. Gdyby większa ilość ziołopalaczy, drobnych pijaczków i wyluzowanej jołjoł młodzieży akademickiej odwiedzała to forum to ilość plusów za to puentowanie osiągnęła by wartość trzycyfrową.

>Czy się myliłam? Absolutnie nie.



>I jeśli drodzy Użytkownicy tego forum zechcecie sobie zadać trud, by przebrnąć przez tę papkę absurdów i żenująco naciągniętych niczym gumka od gaci argumentów to w trakcie lektury zauważycie potwierdzenie mojej tezy, że wierzący w słowo biblijne to ludzie na wskroś nietolerancyjni, jak ich idol Jezus zwany Chrystusem. I że to właśnie przesłanie ewangeliczne podobno mające emanować miłością do bliźniego wyzwala w tychże bezprecedensową pogardę dla tych, co nie z nimi.

Przeceniłem Cię, jesteś tylko zdolną rzemieślniczką złośliwego humoru ślepo dowodzącą braku tolerancji nie rozumiejąc, że jest on koniecznością i nie ma sensu dowodzić oczywistej oczywistości. Nie wiem z kim do tej pory dyskutowałaś ale jeśli te dyskusje przypominały choć trochę tę z witwosem w tym wątku to współczuję i już. Tu musisz zrozumieć jedno pomimo, że nie posiadasz wystarczającej ilości danych o modelu rzeczywistości zwanym Królestwo Niebieskie, że nie jest możliwe tolerowanie czegokolwiek z wnętrza modelu jakim jest lepszy świat co atakuje jego lepszość. Wejdź do niego to się przekonasz, koniec z ciasną bramą, rozerwijmy ją, koniec dwuznaczności w kwestii czym jest chrześcijańskie "Niebo". Tu na potrzeby obrony moich twierdzeń jest ono tylko lepszym światem i Bogiem dla żywych i tylko żywych i niczym więcej.

Nie można być Dobrym Człowiekiem i tolerować zła i jeszcze ( o zgrozo! ) realizując wolę naprawy świata - bo to jak jedzenie jabłka poprzez jego odrzucenie ręką do śmietnika. Czysty absurd!

Reasumując:

Brak tolerancji zauważalny w miłości do bliźniego nie jest żadną ujmą i nie jest żadnym zagrożeniem dla osoby, która nie jest tolerowana a podlega działaniu miłości do bliźniego. To w efekcie czysta pomoc - nic więcej, żadnych czynów uznawanych współcześnie za zakazane.

>Słodycz aż się wylewa. Nie będę bronić islamu, bo dla mnie to dokładnie ten sam przypadek co chrześcijaństwo, a muzułmanie w swoich "natchnionych" wersach odnajdują równie bezpośrednie wytyczne zachęcające do zamachów, poniżania kobiet, nienawiści ku niewiernym.

To prawda. Mówimy tu o dramacie ludzkiej nędzy a szaleńcy odczytują to jako wezwanie do mordowania biednych. Z zacytowanej "miski ryżu" budują nienawiść do rasy żółtej. Zgodzisz się chyba, że debilizm nie od dziś rządzi się swoimi prawami. Błogosławieni, którzy im nie podlegają.

>Przytaczam jednak te fragmenty, abyście drodzy czytający nie mieli już wątpliwości, co powoduje wiara w słowo biblijne.

Ta wiemy, brak tolerancji, mniejsza o to do czego, ale ten cholerny brak tolerancji, toż to nie do pomyślenia.

>I abyście pozbyli się złudzeń, jaki stosunek do inaczej myślących, czyli do Was ma Uriel i jemu podobni: w tym systemie nie ma dla Was miejsca. Chińczykom też się zresztą oberwało.

Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż grzesznik wejdzie do Królestwa Niebieskiego.
Rozumiem, że wszyscy inaczej myślący, którym wydaje się, że nie zostali zaproszeni do cyrku, gdzie dostatki typu żarcie, wóda, zioło, seks dostępne są bez ograniczeń mogą czuć się urażeni. (Mk 10,23-27)

>I mam prośbę, abyście przemyśleli, czy akceptując takie zachowania nie mylicie aby przypadkiem tolerancji z pobłażaniem ...

To groźba ? Pod moim czy Jezusa adresem ?
   
10-12-2009 12:00 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Gdyby większa ilość ziołopalaczy, drobnych pijaczków i wyluzowanej jołjoł młodzieży akademickiej odwiedzała to forum to ilość plusów za to puentowanie osiągnęła by wartość trzycyfrową.
Sugerujesz, że osoby przyznające rację Ignorancji pochodzą z grup przez Ciebie wymienionych? A toś się popisał...
Uriel_ (360 punktów)
>Sugerujesz, że osoby przyznające rację Ignorancji pochodzą z grup przez Ciebie wymienionych? A toś się popisał...

1. Można to tak odczytać, ale w istocie podałem tylko grupę słuchaczy, na których zgrabne wyśmiewanie dyskutanta jako próba pozbawienia go wiarygodności w oczach innych zadziała wzbudzając entuzjazm bardziej niż słabość w zaniechaniu umocnienia argumentacji w być może nowo narzuconym świetle. To tak na wypadek gdyby trapiło ją dlaczego ma tylko siedem a nie siedemdziesiąt siedem "głosów poparcia".

2. Plus nie zawsze może być przyznaniem racji, osobiście dałbym jej plus za styl lecz nie zrobię tego bo pomyśli, że się z nią zgadzam.

3. Dlaczego napisałaś tak niewiele skoro to czytasz ? Czy u Ciebie omawiany temat nie wzbudza zainteresowania ?
   
14-12-2009 20:12 
 Ocena 2 na 2
Ignorancja (4718 punktów)
>>Sugerujesz, że osoby przyznające rację Ignorancji pochodzą z grup przez Ciebie wymienionych? A toś się popisał...
>1. Można to tak odczytać, ale w istocie podałem tylko grupę słuchaczy, na których zgrabne wyśmiewanie dyskutanta jako próba pozbawienia go wiarygodności w oczach innych zadziała wzbudzając entuzjazm bardziej niż słabość w zaniechaniu umocnienia argumentacji w być może nowo narzuconym świetle. To tak na wypadek gdyby trapiło ją dlaczego ma tylko siedem a nie siedemdziesiąt siedem "głosów poparcia".
>2. Plus nie zawsze może być przyznaniem racji, osobiście dałbym jej plus za styl lecz nie zrobię tego bo pomyśli, że się z nią zgadzam.
>3. Dlaczego napisałaś tak niewiele skoro to czytasz ? Czy u Ciebie omawiany temat nie wzbudza zainteresowania ?
>   

Ja nie oddalabym na Uriela pozytywnego glosu nawet za styl. Chociazby z powodu pierwszego zdania punktu nr 1.

I mam pytanie do moderatora. Dlaczego zablokowal wypowiedz uzytkownika Apud, bedaca tylko reakcja na chamskie zachowanie Uriela?
Przeciez to Uriel swoja wypowiedzia zasugerowal, ze Ci, ktorzy przychylaja sie do wydzwieku moich wypowiedzi to cpuny, pijaczkowie i inne mety.

Na koniec apel do niejakiego Uriela, aby nie bawil w jasnowidza, nasladujac tym swojego guru Jezusa odnosnie tego, co pomysle, a czego nie. On nie byl najlepszy w przepowiadaniu przyszlosci. Juz zapomniales, czy dalej usilnie przymykasz oczeta na niewygodne fakty?

Dla moderatorow mialabym jeszcze przypomnienie, ze ow Uriel na innym watku jakis czas temu pozwolil sobie na wypowiedz jednoznacznie wskazujaca na antysemityzm. Po zwroceniu mu uwagi przez jakiegos czytelnika zenujaco wykrecal sie, iz sie byl biedaczek zirytowal na wrednych zydow, gdyz akurat byl roztrzasal pasje Jezuska.

P.S.
Przepraszam czytelnikow za niedogodnosc w lekturze, ale obecnie korzystam ze sprzetu bez funkcji wywolywania polskiej czcionki.


Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
Uriel_ (360 punktów)
>I mam pytanie do moderatora. Dlaczego zablokowal wypowiedz uzytkownika Apud, bedaca tylko reakcja na chamskie zachowanie Uriela?

Czy tylko ? Wczytując się w wypowiedź Apuda nie można wykluczyć, że nie jest ona reakcją na zioło lub tego, że piszący był nietrzeźwy.

>Przeciez to Uriel swoja wypowiedzia zasugerowal, ze Ci, ktorzy przychylaja sie do wydzwieku moich wypowiedzi to cpuny, pijaczkowie i inne mety.

Czy Apud dał Ci plusa ?

>Juz zapomniales, czy dalej usilnie przymykasz oczeta na niewygodne fakty?

Rzeczywiście mam zaległości w odpowiedziach na Pani posty, spieszę więc to wyprostować. Póki co nie zauważam niewygodnych faktów, ale obiecuję, że przeczytam wszystko jeszcze raz od początku.

>Dla moderatorow mialabym jeszcze przypomnienie, ze ow Uriel na innym watku jakis czas temu pozwolil sobie na wypowiedz jednoznacznie wskazujaca na antysemityzm. Po zwroceniu mu uwagi przez jakiegos czytelnika zenujaco wykrecal sie, iz sie byl biedaczek zirytowal na wrednych zydow, gdyz akurat byl roztrzasal pasje Jezuska.

Po prostu nie życzę sobie aby żydów (judaistów) stawiać na uprzywilejowanej pozycji w antypopapraństwie jakie chrześcijańska ideologia miłości uwypukla i napiętnowuje. Z drugiej strony nie można zaprzeczyć wyjątkowości żydów (judaistów) w tym sensie, że wydarzenia ewangeliczne rozgrywają się w ich środowisku i oni, nikt inny, zostają tu ukazani jako chorzy, grzeszni ludzie, do których posyła się Jezus ze swoją misją. ( J 15,22 ) TO SĄ LITERACKIE FAKTY A NIE MOJE WIDZIMISIĘ ! (więc zejdź ze mnie i skup się)

Jezus posyłający się do rastafarian prześmierdniętych zielskiem miałby zupełnie inne osadzenie, w którym podejrzenie, że np. jest synem Eliasza po prostu nie zaistniałoby.

Jeżeli częścią bycia żydem jest gwałcenie praw człowieka należnych mu w ideologii chrześcijańskiej to bycie antyjudaistą (antysemitą) jest wpisane w całokształt bycia chrześcijaninem.

Więc co Cię znowu tak dziwi ?
   
10-12-2009 12:02 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
> Gdyby większa ilość ziołopalaczy, drobnych pijaczków i wyluzowanej jołjoł młodzieży akademickiej odwiedzała to forum to ilość plusów za to puentowanie osiągnęła by wartość trzycyfrową.
>>Czy się myliłam? Absolutnie nie.

A teraz udowodnij. Nacpaj sie albo napal trawki i zobacz czy sie tobie blondynka niepokalanie poczeta trafi czy Walesa z matka boska w klapie.

I koniecznie daj znac. Jak "spuentowales" i kogo.
Uriel_ (360 punktów)
>Na koniec incydent wstrząsający miłośnikami przyrody:
> "A rano, wracając do miasta, łaknął. I ujrzawszy przy drodze jedno drzewo figowe zbliżył się do niego, ale nie znalazł na nim nic oprócz samych liści. I rzecze do niego: Niechaj się już nigdy z ciebie owoc nie rodzi na wieki. I uschło zaraz drzewo figowe" (Mt. 21, 18-19)Odkąd dotarło do mnie co faktycznie zawierają zapisy ewangeliczne, nie dziwię się więcej rzece krwi jaką rozlało chrześcijaństwo.

Nie dziw się, że oni mieli z tym problem skoro jesteś od nich zdecydowanie bystrzejsza. Kolejność w ewangelii Marka pozwoli Ci dostrzec sens.

1. Mk 11,12-14 Jerozolima, święte miasto, żydowskie sacrum, żydostwo oddające chwałę jedynemu Bogu - monoteizm - to pień drzewa, wychwalanie Boga to liście, dziwnego koloru liście. Czy ma w sobie ono jakieś wartości? Co za tym stoi? Jaki owoc wydajesz Jerozolimo? Czy jest czas na to byś pusta dla duszy wydawała owoc? Nie, nie ma w tobie zbawionych, robotników Bożych, tylko upośledzające i rozpraszające pustosłowie. Dobrze będzie jeśli nie będą Mnie z tobą kojarzyć moi uczniowie. Usychaj więc.

2. Mt 11, 15-19 Jak zamierzył, tak zrobił. Dał wyraz swojej dezaprobacie dla tego przeklętego miejsca. Bo nie o taką świętość chodzi w tej ideologi by ludzie szukali jej w takich "świętych" jak to miejscach. Sama w ciemnej chałupie, lampka i Pismo Św. to pole zmagań a nie kupiecki jarmark z relikwiami i "cudownym" ściekiem, który podobno leczy raka za jedyne 2 euro za butelkę.

3. Mt 11, 20-25 Więc przeklęte drzewo uschło, dla tych, którzy uwierzyli Jezusowi i zrozumieli jednocześnie, że nie ma w nim świętości. Miasto zostało przeklęte mimo to dziś w umysłach wielu ma się świetnie. Myślę, że propozycja zburzenia go i zrównania z ziemią ku chwale Bożej nie ma szans wszak to święte miasto trzech religii. Upadek Jerozolimy jest możliwy jedynie w zaawansowanej fazie rozprzestrzenienia się Apokalipsy. Wola zobrazowana w metaforze z drzewem figowym jednego człowieka, który zginął z jej rąk dla nas wszystkich, jeśli ma być uszanowana to buldożery spektakularnie równające tak Ścianę Płaczu, Kopułę Św. Grobu jak i Kopułę na Skale ( niczym trzęsienie ziemi, które Ewangelia zapowiedziała metaforycznym tąpnięciem tuż po śmierci ukrzyżowanego, a które różnie obrazowano w dziełach sztuki w tym w filmach typu "Pasja" ) to dziś raczej fikcja chorego umysłu. Pomyślmy, że społeczeństwo globalne gdyby zaistniało na uniwersalnych zasadach Królestwa Niebieskiego jest w stanie zrobić to tak samo i z taką pasją i zapałem jak obeszło się z murem berlińskim. Kawałki Ściany Płaczu może pojawią się kiedyś na allegro.

> "Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz.
>Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową" (Mt. 10, 34-35)

>Szkoda.

E tam, będzie dobrze.

Pozdrawiam
Uriel_ (360 punktów)
>c.d.:
>Epatowanie miłością:
> "A Jezus odpowiadając rzekł mu: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie" (Mt. 16:17),

To co powtórzył Piotr usilnie w to "wierząc" jest prawdą i sygnałem dla czytelnika, że jest to odpowiedź prawidłowa. Pytanie jak ją uzasadniasz? Na jakiej podstawie udowodnisz, że jest tak jak twierdzisz? Jesteś papugą co powtarza bezmyślnie zasłyszane rzeczy? Udowodnisz, naprawdę potrafisz - znaczy - jesteś zbawiony, tylko oni to potrafią.

Tymaczasem Piotr niemal na życzenie odpowiedzi na tak postawione pytania szybciutko ( w następnym akapicie Pisma Św.) zostaje wykluczony z grona zbawionych, o czym spieszy nam tu donieść Ignorancja:

>Cóż się jednak dzieje, gdy ten sam Szymon (Szymon Piotr) w trosce o Jezusa rzekł:
> "Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie" (Mt.16:22) ??? "A On, obróciwszy się, rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie" (Mt. 16:23)Tak odpłacił Jezus swemu uczniowi za jego miłość.

Taaa, miłość podważająca sens wykazania wielkości i nieugiętości Ducha Dobrego Człowieka gotowego do poświęcenia się ludzkości. Nie rozumiesz tego i wpadasz w tę samą pułapkę co Piotr. Jednocześnie nie on jest tu istotny tylko Twoje uzasadnienie racji Jezusowej. Zbawiona uczynisz to. Zbawiona wiesz co dał Ci Jezus umierając dla Ciebie na krzyżu. Jak mogłabyś odrzucić taki dar ? Jak można powiedzieć - "Nie! Nie rób tego!" - dla mnie to niewykonalne a nie uważam siebie za jak to o mnie piszesz:

>W oczach megalomana i fanatycznego przywódcy, bardzo możliwe, że człowieka obłąkanego było to przecież jawne nieposłuszeństwo.

>A czy odnajdziemy wywieranie presji psychicznej? Od tego roi się na każdym kroku.
>Przykład wręcz dobrotliwy:
> "I rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios" (Mt. 18:3)

Zgaszone tu: www.racjonalista.pl/forum.php/p,135/s,265269

>Mocniejsze pranko mózgu? A proszę uprzejmie:
> "A zaraz po udręce owych dni słońce się zaćmi i księżyc zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone. I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą" (Mt. 24:29-30)

Ten fragment jest marzeniem wołającego na pustyni, jest głośno wyrażonym życzeniem przyjścia czasów globalnego wyzwolenia, geometrycznego rozprzestrzeniania się Apokalipsy wśród ludzi więc i rewoltą metamorfoz.
Mam nadzieję, ze zaburzenia psychiczne związane z wewnętrzną paruzją i rozsypującym się niewolniczym światem wewnętrznym będą łagodne np. trzydniowy kac moralny z pulsującym w głowie pytaniem: "W co ja do tej pory wierzyłam? To niebo to jednak nie po śmierci? O rany boskie, to dobrze czy źle, ojejej".

>Albo:
> "Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom" (Mt. 25:41)

Bunt, gniew, zmieszanie i pytanie: Kto jest winny, że tkwiłam w tak kuriozalnym błędzie ? Kto mi to zrobił ?
W czym ja gniłam ? Doś tego i Mt 25,41: Wtedy powiesz i tym po lewicy... jw

>Zestawmy teraz dwa fakty.
> "Wtedy przystąpił Piotr do niego i rzekł mu: Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy?
>Mówi mu Jezus: Nie powiadam ci: Do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu siedmiu" (Mt. 18:21-22)
Piękne.

Ale nie w nieskończoność. Uczyń brata na Moje podobieństwo a nie będzie Ci więcej ciężarem lecz pomoc nieść będzie.

>Ale przypomnijmy sobie kim jest prawdziwa rodzina Jezusa. Kim są bracia.
> "A gdy on jeszcze mówił do tłumów, oto matka i bracia jego stanęli na dworze, chcąc z nim mówić. I rzekł mu ktoś: Oto matka twoja i bracia twoi stoją na dworze i chcą z tobą mówić.

Skandaliczne zachowanie, wyjątkowy nietakt i brak szacunku tak dla syna jak i obcego, niezrozumiałego im Syna Bożego w jednej osobie.

>A on odpowiadając rzekł temu, co mu to powiedział: Któż jest moją matką? I kto są bracia moi! I wyciągnąwszy rękę ku uczniom swoim, rzekł: Oto matka moja i bracia moi!" (Mt. 12: 46-49)Ten, co o miłości pięknie prawił nie potrafił jej okazać najbliższym ... smutne.

Przemilczenie tego faktu oraz miłosierne, taktyczne oznajmienie by uniknęli oni surowszej nagany za swój czyn, za którym mogło stać np. analogiczne takiemu zawołanie: " Jezuś, chono ku chałupie krowy doić bo rycą i nie pierdul tu bo cie wyśmiejom, Ziutka Gąsienicowa z Marzasihle godoła, coś się był wilcych jagód nazor i tera świrujes bezwstydniku jeden i ło gupotach ludziom godos." No i ?

>A na dowód, że tak właśnie interpretował Jezus i członkowie jego sekty pojęcie "bliźni" cytat z I. listu św.Pawła do Koryntian, komentowany przeze mnie na gorąco: (...)
>Czy jeszcze ktoś ma wątpliwości kim jest dla Jezusa i jego naśladowców bliźni?

Proponuję na razie pozostać przy głównej osi sporu. Dlatego -

>Popatrzmy teraz na zachowanie samego mistrza.

- Właśnie.

>Pamiętamy jego płomienne słowa, jak to ostatni będą pierwszymi. Gloryfikacja pokory, skromności, itp.
>"Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych" (Mt. 11:29)
Innymi słowy:
Być zbawionym to jedno ale zapanować nad irytacją w konfrontacji z pacjentami to drugie. To cud, że Jezusa pacjenci właśnie nie doprowadzili do szału i On spokojnie, z pokorą w sercu, skromnie powtarzał co trzeba by nawet za siedemdziesiątym siódmym razem jak trzeba - wreszcie dotarło.
   
Uriel_ (360 punktów)
i dalej:
>Cóż jeszcze twierdził pokorny baranek? Przypominam:
> "Kto miłuje ojca albo matkę bardziej, niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej, niż mnie, nie jest mnie godzien" (Mt. 10:37)To już nie buta nawet, ale mega megalomania połączona z niską zazdrością.

Jak można miłować coś bardziej niż siebie zdolnego do miłości bliźniego ?
Jak można zdolnym miłować bliźniego wykluczyć z tego grona matkę i ojca ?
Nie odwzajemniając zabawnych złośliwości spytam: Czy nie rozumiesz słowa bardziej ?

>Wszyscy, nawet średnio rozgarnięci doskonale wiedzą, iż w sektach równość jest fikcją, a przywódców nie wiążą prawa ustalone dla szeregowych członków.
> "Rzekł mu Jezus: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, potem przyjdź i naśladuj mnie" (Mt. 19:21)Tyle teoria.

Jezus jest doskonały i realizuje się jako doskonały ale ja nie mam na to ochoty. Nie spytam Jezusa co mam zrobić, aby być doskonałym bo wiem, więc po co pytać ? Opisana tu sytuacja jest trudniejsza od obecnej ponieważ dzieje się równolegle w czasie gdy na doskonałym spoczywa ogromny obowiązek wynikający z bycia pierwszym. Pierwszy jest składową pozostałych i ich mistrzem. Nie da się dziś naśladować pierwszego bo to niemożliwe by nim być skoro jest nim Jezus. Młodzieniec, który pyta o to jak być doskonałym otrzymuje odpowiedź w stylu zastąp mnie w mojej roli. Idź sprzedaj wszystko, porzuć wszystko by walczyć o lepszy świat. Przygotuj się na prześladowanie z rąk tych, którzy nie chcą zmian. Zresztą po co to wymieniać ? Chcesz być doskonały to bądź mną a o nic pytać nie będziesz tylko zrobisz to co musisz albo odstąpisz od doskonałości patrząc z bólem na Mnie, który nie odstąpię i obaj będziemy wiedzieć co mnie za to czeka.

>A praktyka?
> "Przystapiła do niego niewiasta, mająca alabstrowy słoik bardzo kosztownego olejku i wylała go na głowę jego, gdy spoczywał przy stole. A uczniowie, ujrzawszy to, oburzyli się i mówili: Na cóż ta strata? Przecież można to było sprzedać i rozdać ubogim. A gdy to zauważył Jezus, rzekł im: Czemu wyrządzacie przykrość tej niewieście? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie. Albowiem ubogich zawsze macie wśród siebie, ale mnie nie zawsze mieć będziecie" (Mt. 26, 7-11)Jakieś wątpliwości?

a dalej: " Wylewając ten olejek na moje ciało, na mój pogrzeb to uczyniła"

Jaki kraj taki obyczaj. Choć pewnie w niczym Jezusowi nie ulżyła to przynajmniej nie próbowała go odwieźć od zamiaru poddania się ukrzyżowaniu co już pozytywnie o niej, czyniącej pożegnalny gest, świadczy. Ten cytat a w nim ale mnie nie zawsze mieć będziecie jest składową prologu męczeństwa i wydania się Jezusa na śmierć.
Rozważanie kwestii ceny olejku w chwili dramatu, który zaraz się wydarzy świadczy o ?
   
tyle na dziś.
Pzdr.
Uriel_ (360 punktów)
> "Eloi, Eloi, lama sabachtani? Co się wykłada: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. (Mk. 15:34)

1. Jezus nie ma wątpliwości, że jest Bogiem toteż zmusza nas do postawienia pytania "Kto, poza nim jest adresatem tego zapytania?" Twoim zdaniem kto ? Czy ten, z którym jedno jesteśmy ?
2. Jeżeli jest to czytelnik zbawiony i realizujący się w tej samej idei to ma prawo powiedzieć:
"Jestem tu i teraz. Jestem przy Tobie i patrzę jak dla mnie umierasz za nas obydwu i dla każdego człowieka, który nie jest świadom, że robisz to dla niego, ale zbawiony (oświecony) stanie się spadkobiercą tego czynu"

>Wierzący w dobroć przesłania Jezusa piszą: (...) Ideologia zaszczepiona przez Jezusa doprowadziła w trakcie trwania samej tylko wojny trzydziestoletniej do uśmiercenia 9/11 milionów., w niektórych rejonach Europy populacja zmniejszyła się wtedy nawet o ponad 60%.

Dziś cieszymy się, że jutro ten sam los nie spotka nas za tę rozmowę, osoby prowadzące serwis i forum, osoby nadzorujące pracę serwera. Panie Boże staliśmy się ciut mądrzejsi i co z tego w kontekście tego sporu? Co z tego, że matoły mordują się nawzajem a w spektrum ich zbrodniczych perwersji widnieje też krzyż. To o czym piszemy nie przybierze formy rodem z ostatniego hitu kinowego "Transformers" by ich od razu za to złoczyństwo ukarać. To nie jest gromowładnym dziadkiem na chmurce podobnym do Posejdona, chyba tego już się domyślasz.

>Czy winić za następstwa tylko zło w ludziach? Ich niedoskonałość?
>Nie. Niestety oni podążali za przykładem, który odnaleźni w Nowym Testamencie.

Masz na myśli Piotra? Nawet duża grupa wzięła go sobie na patrona. Historia religijnej przemocy, mordu, ciemnoty wciskanej ludziom pokazała, że był to trafny wybór. Cóz innego symbolizuje Piotr w Ewangeliach ?

>Wyłowienie z przekazów ewangelicznych minusów ich bohatera jest zadaniem równie trudnym, co odnalezienie negatywów Hitlera w spuściźnie twórczości Goebbelsa.

Tak, śmieję się bo jest to zabawne, może i tragiczne ale niewątpliwie śmieszne.

>Jezus nie przyniósł jednego przykazania miłości. On przyniósł dwa przykazania miłości.
>Co ważniejsze drugie przykazanie podporządkował pierwszemu.
Zgadza się.

> "Nauczycielu, które przykazanie jest największe? A On mu powiedział: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. Tojest największe i pierwsze przykazanie" (Mt. 21, 36-38) >"A drugie podobne temu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Mt.21:39)Jakie wynikają z tego inklinacje? >Należy miłować nad wszystko boga. Dopiero potem bliźniego.

A co to za różnica Twoim zdaniem? Moim zdaniem żadna.

>Co z tymi, którzy nie miłują boga? Czy należą im się względy płynące z drugiego przykazania?

Kto realizuje pierwszą część przykazania automatycznie realizuje drugą. Komu tylko wydaje się, że realizuje pierwszą, może ulegać złudzeniu, że jest zdolny do realizacji drugiej.
Tu warto przypomnieć dlaczego największą zbrodnią podaną przez Jezusa w piątym przykazaniu "Nie zabijaj" jest określenie bliźniego jako bezbożnika. Widzisz już związek? Zabijanie Boga w człowieku przeciwne do konieczności jego zaistnienia ( co jest celem zbawienia) jest tożsame z pozbawianiem go zdolności do miłości do bliźniego, którą jako atrybut posiada Dobry Człowiek obok tego, który jej nie posiada i wymaga naprawczej interwencji np. Jezusa.

>Naturalnie znane są ogółowi piękne przypowieści o łagodności Jezusa dla ... nazwijmy ich postronnych.
>Jednak, gdy przypatrzymy się dokładnie tym wszystkim postronnym to zauważymy, że łączy owych jeden detal, dla którego obdarzył ich Jezus łaskawością - poddali się jego woli.

Nie ma sytuacji w której zło nie wywołuje gniewu Bożego. Gniew na Zło, które przychodzi z ludźmi pragnącymi jego wymazania w procesie naprawy osobowości ustępuje łagodności jaką darzy się tych ludzi za samą deklarację chęci naprawy, a zwykle jest to coś więcej niż pusta deklaracja.

>Owszem jest też pouczenie: nadstaw drugi policzek, ale jednocześnie wyczytujemy z ewangelii co następuje:
> "kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie, a kto ze mną nie zbiera, rozprasza"(Mt.12:30)Czy można jeszcze jaśniej wyłożyć swój stosunek do niewiernych?

Za Jezusem stoi idea dobra, która nakazuje taką wypowiedź. Przykład: 2+2=4 mówi profesor - wszyscy pozostali Państwo uznający, że jest to 5 proszę opuścić instytut i najlepiej nie wchodzić mi w drogę albo jeszcze lepiej nie pokazywać mi się w zasięgu wzroku bym nie zwyzywał. Mile widziani są jednak Ci, którzy są chętni zweryfikować swój pogląd, że jest to jednak 4. Proste i rozsądne dla wszystkich łącznie z samym instytutem.

> "Dlatego powiadam wam; Każdy grzech i bluźnierstwo będzie ludziom odpuszczone, ale bluźnierstwo przeciw Duchowi nie będzie odpuszczone" (Mt. 12:31)

Bo tego sobie sama nie odpuścisz po zbawieniu. Po prostu jeszcze tego nie wiesz co będzie (zauważ, że jest tam czas przyszły) kiedy zbawiona ocenisz swoje dotychczasowe życie.

>Jaki płynie z tego wniosek? Każdy grzech będzie ludziom odpuszczony ... także morderstwo?

Jeśli będąc w grzechu i z winy grzechu, ślepa, zabiłaś kogokolwiek to zbawiona w żalu za grzechy wyznacz sobie zadośćuczynienie każdej krzywdzie, którą jeszcze ponadto ludziom wyrządziłaś. Oczywiście jeśli uznasz samobójstwo, do czego cię nie będę namawiał jako jedyne wyjście dla exmorderczyni w nowej sytuacji to ostatecznie twój wybór.
Nie mogę wiedzieć czy to możliwy do zaistnienia wariant gdyż na szczęście nikogo nie zabiłem.

>Morderstwo na tych, którzy bluźnią przeciwko duchowi św.?

Pytanie kto weryfikuje co nim jest ? Co to jest Duch Święty by skutecznie go znieważyć ? Kto to wie? Samozwańczy sędziowie pederaści w sutannach ?

> "Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, (...) " (Mt. 18:6)

Powtarzasz się. Dwa zbiory - przypominam o tym i wiedz, że nie będę dla Ciebie źródłem zgorszenia.

cdn w poniedziałek. Pzdr
28-11-2009 22:27 
 Ocena 8 na 8
Ignorancja (4718 punktów)
Tak, tak Urielu Ty masz misję i ją sobie miej.
Ja też miałam i uważam, że zakończyła się ona sukcesem. Pokazały mi to wpisy ludzi otwartych, którzy po przeczytaniu moich postów zmienili swoje stanowisko w sprawie Jezusa - rzekomego orędownika miłości bliźniego.

Życzę Ci powodzenia w Twojej, choć nie przewiduję spektakularnych osiagnięć, jeżeli wypisujesz cos takiego:

1. Jezus nie ma wątpliwości, że jest Bogiem toteż zmusza nas do postawienia pytania (Uriel)

Nie wiem, cóż Ci pozwoliło przyjąć takie stanowisko. Owszem jest wprawdzie w ew. Janowej (10:30), że "Ja i Ojciec jedno jesteśmy", ale oprócz tego znajduje się tam (NT) zatrzęsienie dowodów, iż Jezus uważał siebie jedynie za syna bożego, a to trochę coś innego. Pół puli genów tatusia Hm... może to i dobrze, zważywszy jaki ten tatuś był. Nigdzie nie znajdujemy odcięcia się Jezusa (Żyda) od boga Żydów, znanego starotestamentowego satrapy. Śmiało zatem możemy przyjąć kontynuację ... i znajdujemy: od megalomanii, egocentryzmu poprzez zazdrość ("jestem bogiem zawistnym" - pielęgnować motto tatuś zwykł) po ataki furii.

Jak tak lubisz słowo "natchnione" to przypominam, że jeszcze znajduje się w nim wers, w którym Jezus tytułuje siebie jedynie prorokiem (Mk 6:4). Skąd nagle ten minimalizm u guru? Wśród współplemieńców, co to dobrze go znali od brzdąca bał się zapewne ośmieszenia, stąd ta niespotykana powściągliwość wykazywana w stronach rodzinnych.

Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, (...) " (Mt. 18:6)

Powtarzasz się. Dwa zbiory - przypominam o tym i wiedz, że nie będę dla Ciebie źródłem zgorszenia.
(Uriel)

Może i ja się powtarzam, za to Ty przejawiasz wyjątkową niechęć (już ponownie) do zacytowania tego urywka (dla odmiany sięgnę do ew. Marka) w całości:

"42 Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. 43 Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. 45 I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. 47 Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, 48 gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. 49 Bo każdy ogniembędzie posolony. 50 Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą!»" (Mk 9:42-50)

Przypominam. Pokój mają zachowywać między sobą wierzący w Jezunia i Jezuniowi. Dla tych, co zgorszą owych wierzących, np. bluźniąc przeciwko duchowi św., a w efekcie jeden z rzeczonych wierzących odejdzie od nauk "mistrza" przewiduje się mało pokojowe rozwiązania (przerobienie na karmę dla dorszy).
(Tu przepełniło mnie szczęście niewymowne, że dane mi było urodzić się sporo po wygaśnięciu ostatniej kupki chrustu pod pieczystem z heretyka)

Dla tych zaś z wierzących, co zbłądzą, mamy szalenie interesujący z punktu widzenia współcześnie rozumianego humanizmu, że o humanitaryzmie nie wspomnę, poradnik młodego masochisty.

Bardzo serdecznie dziekuję za uwagę.

P.S.
Dobro to pojęcie względne, inaczej aniżeli równanie 2+2=4. Dlatego uważam przypowieść o profesorku za nietrafioną.
28-11-2009 23:42 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>"42 Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. 43 Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. 45 I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. 47 Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, 48 gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. 49 Bo każdy ogniembędzie posolony. 50 Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą!»" (Mk 9: 42-50)

Bo to Szatańskie Wersety są... .
Naprawdę było tak:

"Jeśli prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie.
(...)
Skoro już wyrwałeś prawe oko, jeśli nie zezujesz, wyrwij i lewe, bo ono również miało udział w grzechu. Jeśli potem nic nie będziesz widział, nie martw się - to normalne.
(...)
Jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu odetnij ją i odrzuć od siebie. Zawsze będziesz mógł swobodnie grzeszyć lewą. Tej nie będziesz w stanie sobie odciąć."


(Cavanna II 5: 10-14)

29-11-2009 02:34 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
(Tu przepełniło mnie szczęście niewymowne, że dane mi było urodzić się sporo po wygaśnięciu ostatniej kupki chrustu pod pieczystem z heretyka)


Ja też się z tego cieszę! . Niedługo bym pożył w innym razie. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że choć stosy nie płoną, to ogień od którego się zapalały, ma się niestety dobrze. Ciekawe, czy kiedyś zgaśnie?
Uriel_ (360 punktów)
>1. Jezus nie ma wątpliwości, że jest Bogiem toteż zmusza nas do postawienia pytania (Uriel)
>Nie wiem, cóż Ci pozwoliło przyjąć takie stanowisko.

Rozumienie tekstu.

>Owszem jest wprawdzie w ew. Janowej (10:30), że "Ja i Ojciec jedno jesteśmy", ale oprócz tego znajduje się tam (NT) zatrzęsienie dowodów, iż Jezus uważał siebie jedynie za syna bożego, a to trochę coś innego.

Nie to dokładnie to samo. Bóg Ch. jest modelem człowieka doskonałego. Jest obiektem metafizycznym (Słowem) czyli czystą informacją o podmiocie ludzkim. Model jest Ojcem a Jezus przyjmując go staje się Jego synem. Jezus jest człowiekiem realizującym się w wytycznych (wola Ojca) jakie płyną z Modelu zwanego czy to Duchem Świętym, Ojcem, Bogiem na potrzeby wierzących w bóstwa, czy na szereg innych sposobów. Jeżeli człowiek doskonały posyła się do wierzących w jednego Boga wykorzystuje zastaną wiarę na potrzeby własnej misji zbawczej (czyt. udoskonalającej), a Ty piszesz:

>Pół puli genów tatusia Hm... może to i dobrze, zważywszy jaki ten tatuś był. Nigdzie nie znajdujemy odcięcia się Jezusa (Żyda) od boga Żydów, znanego starotestamentowego satrapy. Śmiało zatem możemy przyjąć kontynuację ... i znajdujemy: od megalomanii, egocentryzmu poprzez zazdrość ("jestem bogiem zawistnym" - pielęgnować motto tatuś zwykł) po ataki furii.

Czasem dziwię się dlaczego Żydzi nie są chrześcijanami, a może to chrześcijanie powinni być w istocie żydami... hmm

>Jak tak lubisz słowo "natchnione" to przypominam, że jeszcze znajduje się w nim wers, w którym Jezus tytułuje siebie jedynie prorokiem (Mk 6:4). Skąd nagle ten minimalizm u guru? Wśród współplemieńców, co to dobrze go znali od brzdąca bał się zapewne ośmieszenia, stąd ta niespotykana powściągliwość wykazywana w stronach rodzinnych.

Ponieważ czytaj dalej Mk 6,15 był uważany również za proroka, a może i głównie za proroka a z tego tytułu już należny był mu pewien szacunek i posłuch, na który nie mógł liczyć w towarzystwie, w którym spotkał się z największym lekceważeniem Mk 6,4 . W tym towarzystwie nauczanie o własnym synostwie bożym pewnie spotkało by się z drwiną u tych co jak piszesz dobrze go znali od brzdąca. To zachowanie jest ludzkie i nie powinno Ci być obce, powtórzy się znowu, może sama tak zareagujesz jak Twój kuzyn się ujawni ?

>Może i ja się powtarzam, za to Ty przejawiasz wyjątkową niechęć (już ponownie) do zacytowania tego urywka (dla odmiany sięgnę do ew. Marka) w całości:

A chciałaś tego? Nie doczytałem, ale teraz już wiem.

>"42 Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. 43 Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. 45 I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. 47 Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, 48 gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. 49 Bo każdy ogniembędzie posolony. 50 Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą!»" (Mk 9:42-50)

Od początku do końca przemawia do zbawionych podkreślając rangę ich godności osobistej. Gdyby chcieli ją naruszyć i przykładowo zabić sklepikarza z potrzeby głodu czy zysku to lepiej będzie aby takowy uciął sobie nogę gdy idzie dokonać gorszącego czynu, gdy jedzie na wózku i ręka już sięga po broń lepiej dla niego uciąć tę rękę, jeśli oko już przyłożone do celownika optycznego a usta trzymają linkę spustu to niech sobie wydłubie lepiej to oko, a dalej niech weźmie papier ścierny i zetrze usta by stracić w nich czucie a dalej niech sobie powyrywa wszystkie zęby i zostanie sam korpus. Po co w ogóle żyć i gardzić sobą czyż nie lepiej zdechnąć ?
Po co zabijać tego sklepikarza ?
Podaj przykład, w którym warto go zabić Twoim zdaniem.
W jakich okolicznościach dopuszczasz możliwość zabicia sklepikarza. Bo ja w żadnych więc cały cytat traktuję jak napierniczanie się z ludzkiej głupoty, puszczanie ( nie tylko tu ) "oka " dla tych co rozumieją przekaz.

>Przypominam. Pokój mają zachowywać między sobą wierzący w Jezunia i Jezuniowi. Dla tych, co zgorszą owych wierzących, np. bluźniąc przeciwko duchowi św., a w efekcie jeden z rzeczonych wierzących odejdzie od nauk "mistrza" przewiduje się mało pokojowe rozwiązania (przerobienie na karmę dla dorszy).

Badź Dobry skoro wiesz jak Nim być. APEL i tyle. APEL tylko formalny byś nie siał zgorszenia jak w tytule skoro jesteś na tyle wielki wobec maluczkich by rozumieć (znać) Boga Chrześcijańskiego i móc przez to z nim się pojednać.

>(Tu przepełniło mnie szczęście niewymowne, że dane mi było urodzić się sporo po wygaśnięciu ostatniej kupki chrustu pod pieczystem z heretyka)

Wbij zęby w czarnucha, kontynuatora morderczych tradycji tyle, że nieco ujarzmionego w swej zbrodniczej działalności prawem cywilnym państwa RP .

>Dla tych zaś z wierzących, co zbłądzą, mamy szalenie interesujący z punktu widzenia współcześnie rozumianego humanizmu, że o humanitaryzmie nie wspomnę, poradnik młodego masochisty.

Nie sądzę by kozi debil, któremu zamarzyło się zgwałcić swą nieletnią córkę miał zamiar przerobić się wpierw na karmę dla dorszy w myśl zacytowanego tu poradnika. Swoją drogą może znane są przypadki samobójstw pedofilów, porywaczy i morderców dzieci, którzy aby zapobiec realizacji swych śmiercionośnych dewiacji wybierali własne unicestwienie ? O lżejszej formie zapobiegawczej, którą jest autokastracja coś odnotowano w dalekiej Rosji w sekcie skopców, tyle, że tam motywowana ona była innym zwyrodnieniem, w którym doskonalenie się kojarzono ze wstrzemięźliwością seksualną i ascezą.
   
Uriel_ (360 punktów)
cd.
> "A jeśliby ktoś rzekł słowo przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone; ale temu, kto by mówił przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone ani w tym wieku ani w przyszłym" (Mt. 12:32)

Problem bo jedynie zbawiony może świadomie i trafnie zgrzeszyć przeciw Duchowi Św. tyle, że tego nie zrobi z braku woli samookaleczania się. Uświadomienie komuś, że jakiś czyn jest grzechem przeciw Duchowi Św. jest równoznaczne ze zbawieniem skutkującym zablokowaniem w kimś woli do świadomego czynienia zła.

>Jako żywo stanęła mi przed oczami scena auto da fe' heretyków, czarownic, etc.. I mistrzowie ceremonii, co skromnie zerkając na ciżemki z pokorą w głosie prawili:
>"ja ci odpuszczam zniewagi,które mi uczyniłeś, bo tak nas naucza nasz pan umiłowany Jezus Chrystus", by wraz spoglądnąć w niebiesa i dokończyć hardym tonem:
>"ale zniewag wobec pana odpuścić ci grzeszniku nie mogę".

Gdyby ów mistrz ceremonii był zbawiony grzeszyłby ostatnim zdaniem przeciw Duchowi Św. ale, że nie był, dopuszczał się jedynie nadużyć, za które w dniu sądu, gdyby go dożył, wyznaczyłby sobie sprawiedliwą karę.

>Ktoś chce mi powiedzieć, że powyższe przykłady charakteryzują osobę tolerancyjną?

Mówiąc o zbawieniu (usynowieniu) wchodzimy w sferę wewnętrznych samosądów jednostek. Mali nie mają wewnętrznego boskiego autorytetu moralnego w swoim nieukształtowanym superego toteż nie rozumieją zła wewnętrznego jednostek im podobnych, zauważmy:

>Troszkę dalej w tym samym rozdziale gromi Jezus:
> "Plemię żmijowe! Jakże możecie mówić dobrze, będąc złymi? Albowiem z obfitości serca mówią usta" (Mt. 12:34)Ciekawe słownictwo w ustach kogoś kto nakazuje miłować nawet nieprzyjaciół.

Otóż to. Jesteś zły w oczach Boga jeżeli nim nie jesteś będąc powołanym do tej roli tak jak Jezus. Przypomnijmy Bóg to Dobry Człowiek w systemie, z którego czerpią Ewangeliści opisując przygody Jezusa.

>Dodajmy do tego:
> "Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet życia swego, nie może być uczniem moim" (Łk. 14:26)Czy tak zachowuje się ktoś kto przyniósł podobno przykazanie miłości?

Pisałem już o tym: www.racjonalista.pl/forum.php/p,148/s,240728 i pytam:

>No ja jej tu nie dostrzegam.

Spotkała się matka, żona, dziecko, brat, siostra i Ty potrafiąca miłować bliźniego - pytam - kogo te osoby mają w nienawiści ?

>Dlaczego największego dobrodzieja ludzkości, ideał i wzór cnót wszelakich uwiera miłość rodzinna? W czym mu ona przeszkadza? To przecież też bliźni.

No właśnie. Jaki człowiek nie jest z nikim spokrewniony ? Kto jest odbiorcą nauczania jeśli nie ludzie, z których każdy jest kimś z osób wymienionych? Dlaczego mam nienawidzieć więc siebie? - bo zły jestem, tylko jeszcze sobie tego nie uświadamiam bo nie wiem czym jest Dobro i nawet sam ten fakt niewiedzy, którą wg Jezusa mogę (my) posiadać czyni mnie (nas) złym. Nienawiść w tej sytuacji kreuje wolę zmiany stanu niewiedzy w wiedzę, by moźliwym stało się miłowanie siebie a potem bliźniego jak siebie samego.

>Mam pytanie. Jaki podstawowy zabieg, a raczej zespół zabiegów stosują członkowie grup określanych przez nas mianem sekta?
>Odpowiadam: najpierw ofiarę epatują miłością, jest wyjątkowa, wspaniała itd., potem starają się ją odseparować od bliskich, kolejno dochodzi do wywierania presji psychicznej (straszenie, groźby). Członek sekty ma być bezwzględnie posłuszny guru.

Problem w tym, że bezwzględne posłuszeństwo Jezusowi ma działanie przeciwne. Usamodzielnia i odseparowuje ludzi od siebie, silnie uniezależnia atakując szkodliwe więzi emocjonalne po to by mogli wchodzić oni potem w nowe, dojrzałe relacje. Jest to jeden z wielu przejawów operowania wartościami uniwersalnymi dla człowieka. Uderzają one nie tylko w żydowski religijny obłęd nacjonalistyczny czy w polski krzywy patriotyzm i wszystkie tego typu obsesje ale i w poziom małpiej kasty z najsilniejszym samcem na czele by wyzwoleni łączyli się w jedną ludzką rodzinę w sposób technicznie prawidłowy i skuteczny bo zbudowany na bardzo silnej, trwałej, odpornej na ciosy Mt 7,24-27 ( mam nadzieję, że niski stopień skomplikowania tej metafory Ci nie przeszkadza) skalistej podstawie (opoce) światopoglądowej, ideologicznej.

Wpólnocie, w której każda jednostka wie w czym uczestniczy i jak wiele od niej samej zależy o czym uczona jest od podstaw. Nie ma w takiej wspólnocie referendum zakazującego budowy meczetów jak choćby ostatnie w Szwajcarii bo nie ma w niej miejsca np. na islam i na nic co bezpodstawnie (pozarozumowo) przeczy wartości czy optymalności systemu.

Systemu o którym mali, tępi, brudni z miską ryżu nie mają pojęcia a muszą stać się jego filarami by skutecznie zaistniał. Wielki to krzyż i nie ma co tu ironizować kiedy tępota maluczkich odbiera siły i nadzieję czy warto, kiedy rzuca na kolana w ogrodzie oliwnym ludzkie ciało by jednak zamiar zrodzony w Duchu pozwolił wstać i wrócić by dokończyć to co się w nieugiętości własnego (!) Ducha samemu (!) postanowiło.
   
Uriel_ (360 punktów)
>Urielu proponujesz kolejną z uduchowionych interpretacji biblii. Robisz to oczywiście nie przyjmując absolutnie do wiadomości, że Twoje opracowanie choćby było najlogiczniejszym ciągiem bazuje w swym wyjściowym elemencie na przesłance nieudowodnionej (bóg).

1. To co religia chrześcijańska nazywa Bogiem istnieje. Myśl z innej strony. Nie wstawiaj swojego obrazka Boga w miejsce, które religia ta rezerwuje dla Dobrego Człowieka reprezentowanego przez jednostkę imieniem Jezus opisaną w świętych dla chrześcijan Ewangeliach.
2. Pominąwszy lub nie czy to zasługuje na miano Boga wchodzimy w spór na ile prawdopodobnym jest (wysoce czy nisko), że Dobro opisane w Jezusie jest akceptowalne dla człowieka (tu forumowicza) jako dobro do przyjęcia na wiarę. Rozpoczęliśmy spór, w którym podważasz to, że można traktować Jezusa jak dobrego człowieka a moim zadaniem jest zniszczyć Twoje argumenty i być może zrobię to lub przegram w dyskusji jak Ci, którzy próbowali tego wcześniej. Mimo tak wielu cudzych porażek ja spodziewam się wygranej, a dodatkowo nadzieję podsyca fakt, iż moja wiedza ogólna o historii sporu nie zawiera przykładu zaistnienia takiego jak moje stanowiska interpretacyjnego wiążącego w spójną całość przekaz objawieniowy.

> Dlaczego ateista, który wykreował jako dobry człowiek racjonalny światopogląd, który znakomicie współgra z logiką i rozumem nie może nazwać się Synem Bożym w środowisku przesiąkniętym religią? (Uriel)Ponieważ bóg dla ateisty nie istnieje. Dlatego.

Ja też w pewnym sensie jestem ateistą tyle, że wydobywam esencję Boga opisanego w Biblii i widzę tam szczególny rodzaj człowieka, który jest absolutnie (więc i bosko) przekonany, że reprezentuje najwyższe ludzkie dobro i nie ma niczego lepszego poza nim. Fakt, zarzućmy mu brak sceptycyzmu wobec głoszonych prawd ale to niewiele zmienia, a już na pewno nie zmienia rażącego stopnia rozdźwięku między nauką o Dobru a bezpłodnym, religijnym zamieszaniem wokół niego fatalnym w skutkach nie mniej dla osób niewierzących, odcinających się od tego.

>Wracając do Twej przewrotności. Odbieram ją jako perfidną i podstepną próbę, by ludzie Ciebie słuchający odstąpili, przynajmniej pozornie, od swojego światopoglądu.

Przyznasz sama czy powinni czy nie, kiedy zniknę a pozostanie sam zarzut, samo bezimienne wezwanie.

> Odwołujesz się przy tym do potrzeby (wyższej) pokonania wspólnego wroga np. kłamliwej religii katolickiej. Oczywiście grając Twymi kartami. Przyznam, że uprawiasz nawracanie w dosyć wyrafinowany sposób, co nie znaczy, że mniej zakłamany od metod konkurencji do prymatu w handlu świętościami. Wybacz cierpkie słowa, ale tak odbieram Twoje postępowanie.

Nie odniosę żadnego sukcesu jeżeli będziesz w tym widzieć zakłamanie. Jeśli zaś dojrzysz w tym prawdę to moja możliwość czerpania z tego jakichkolwiek korzyści materialnych wykluczy się sama. Moja pomoc nie jest bezinteresowna bo lepszy świat leży w moim interesie, a to, że jest on w interesie każdej jednostki to rzecz wtórna, sąsiadująca z realizacją osobistych potrzeb bezimiennego Syna Bożego.

>Ponadto Twa interpretacja, oparta w większości na posługiwaniu się nieustannym argumentem o alegoryczności, pnownie wybacz, ale jest infantylna. Symboliką można wytłumaczyć wszystko. Taki to wygodny sposób na zaciemnianie realiów.

Oj nie, nie. Liczy się obraz całościowy, w którym spójność poszczególnych fragmentów oraz współgranie z ideą przewodnią jest jednym z czynników powalających krytycznego odbiorcę w powstającym wrażeniu wiarygodności, które umacnia się w toku dalszej weryfikacji i rozważania istniejących bądź dowolnych alternatyw (skazanych moim zdaniem na upadek w środowisku ludzi myślących.)

>Moje stanowisko odnośnie tego "nauczania" wyrosło na gruncie trzeźwej oceny nauk Jezusa z Nazaretu, nie skażonej egzaltowaną afirmacją oraz umiejętności analizy tekstów. Również znajomość ludzkich zachowań oraz po części psychologii były i są mi pomocne.

Świetnie.

>Dziękuję za komplement i w rewanżu dedykuję Ci mój poniższy tekst.

Pewnie szczególnie mnie nim nie zaskoczysz ale ja Ciebie i czytelników - cóż - postaram się.
Pędzę tam z przyjemnością. (choć nie wiem czy dziś zdążę odnieść się do całości, ale przynajmniej zacznę)
Już widzę, że do niektórych stawianych tam zarzutów odniosłem się już w innych wątkach jak choćby w premierowym, gdzie spotkaliśmy się po raz pierwszy: www.racjonalista.pl/forum.php/p,148/s,240728
   
23-11-2009 13:44 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
>>Można wyciągnąć naukę z NT, bez bycia wyznawcą żadnej religii i bez wiary w całą duchową i nadprzyrodzona otoczkę biblii tj. piekło niebo, cud eucharystyczny itd.
>Możesz mi powiedzieć co z tego, że (teoretycznie) można ?

Nie teoretycznie - praktycznie! Fakt, wnioski te są różne od Twoich.

>Przecież ani Ty ani nikt Ci znany tego nie zrobiliście.

Owszem zrobiliśmy, tylko nasze wnioski się różnią od "jedynie słusznych".
Możemy pogadać o tych różnicach pod warunkiem, że zechcesz słuchać czyichś argumentów pomimo atmosfery niechęci, która niestety się między nami buduje.

>Więc pytam - co z tego, że można ?!

Dużo więcej niż jesteś gotów przyznać!

pozdrawiam


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
Uriel_ (360 punktów)
>Możemy pogadać o tych różnicach pod warunkiem, że zechcesz słuchać czyichś argumentów pomimo atmosfery niechęci, która niestety się między nami buduje.

Rozwiejmy ją czym prędzej.
Zapraszam do postu powyżej.
   
Bartek Górecki (1514 punktów)
>>Możemy pogadać o tych różnicach pod warunkiem, że zechcesz słuchać czyichś argumentów pomimo atmosfery niechęci, która niestety się między nami buduje.
>Rozwiejmy ją czym prędzej.

No ale nie słuchasz moich argumentów tylko swoje elukubracje wklejasz, które wyglądają jak przygotowane wcześniej i nakierowane na przekonanie katolika na Twoją sektę. Zauważyłeś w ogóle, że rozmawiasz z ateistą?


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
09-11-2009 23:04
 Ocena 8 na 10
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Brakuje ci kontynuowania dialogu z Teresą? Napisz do niej, po co zakładasz nowy wątek?
Jesteś ciekaw co mogłaby ci odpisać? Przejrzyj jej dotychczasowe wypowiedzi, a szybko zrozumiesz, że niczym cię nie zaskoczy.

Nie masz nic ciekawszego do roboty niż wdawanie się w bezsensowny dialog z zakonnicą? Odkurz mieszkanie, zadzwoń do przyjaciela, napij się piffka, zaplanuj sobie życie na następne 5 lat.


Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
10-11-2009 09:28 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>[color=#660000]Brakuje ci kontynuowania dialogu z Teresą? Napisz do niej, po co zakładasz nowy wątek?
>Jesteś ciekaw co mogłaby ci odpisać? Przejrzyj jej dotychczasowe wypowiedzi, a szybko zrozumiesz, że niczym cię nie zaskoczy.
>Nie masz nic ciekawszego do roboty niż wdawanie się w bezsensowny dialog z zakonnicą? Odkurz mieszkanie, zadzwoń do przyjaciela, napij się piffka, zaplanuj sobie życie na następne 5 lat.

Do rozmowy z Teresą, trzeba mieć argumenty, poważne przygotowanie. Ty tego nie masz, zostaje tobie tylko drwina.
Bartek Górecki (1514 punktów)
>Brakuje ci kontynuowania dialogu z Teresą? Napisz do niej, po co zakładasz nowy wątek?

Bo zależy mi na publicznej dyskusji, z której mogę coś dla siebie wyciągnąć, a stary wątek "się zamknął".

>Nie masz nic ciekawszego do roboty niż wdawanie się w bezsensowny dialog z zakonnicą?

Skąd wiesz, że jest zakonnicą?

>Odkurz mieszkanie, zadzwoń do przyjaciela, napij się piffka, zaplanuj sobie życie na następne 5 lat.

Ale wolę czasami pomarnować czas na forum - w końcu - w doborowym towarzystwie m. in. kulki_na_mole

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>Brakuje ci kontynuowania dialogu z Teresą? Napisz do niej, po co zakładasz nowy wątek?
>Bo zależy mi na publicznej dyskusji, z której mogę coś dla siebie wyciągnąć, a stary wątek "się zamknął".

To zwróć się do moderacji, żeby się otworzył.
Bartek Górecki (1514 punktów)
>To zwróć się do moderacji, żeby się otworzył.
>
Ale wolałem nowy wątek, tak rozumiem wolność wypowiedzi.

"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
16-11-2009 13:28 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Skąd wiesz, że jest zakonnicą?
Bodajże MAM kiedyś o tym pisał(że się wtrącę). Wierzę mu.
Być może kulka wie skądinąd.

Pozdrawiam - Zbyszek


Tam, gdzie zaczynają się wątpliwości, kończy się wiara.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365