Racjonalista - Strona głównaDo treści
Oszustwo klimatologów?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
21-11-2009 01:14Satyr (4285 punktów)Oszustwo klimatologów?
Ocena 2 na 2
Witam forumowiczów,

Dodaję ten wątek w nawiązaniu do niedawnej, dość burzliwej dyskusji dotyczącej globalnego ocieplenia, a dokładniej - sensowności powątpiewania o czynnikach ludzkich w procesie ocieplania klimatu.

Jako, że ewentualne decyzje rządów w tej sprawie dotkną nas wszystkich (za pośrednictwem naszych portfeli), warto wyrobić sobie opinię. Niestety, jako kompletnemu laikowi pozostaje mi przypatrywać się dyskusji mądrzejszych i bardziej kompetentnych. Wydaje się jednak, że warto wziąć pod uwagę pewien pozanaukowy czynnik, uniwersalnie wpływający na działalność ludzi (nieważne, czy to szarych obywateli, czy niedoścignionych naukowców) - chodzi oczywiście o pieniądze.

Cóż to ma do globalnego ocieplenia? Otóż, jak podaje australijski "The Herald Sun", doszło do włamania do bazy danych brytyjskiego instytutu zajmującego się badaniami z zakresu klimatologii. Wykradziono ponad tysiąc maili i 72 inne dokumenty. Ich treść jest skandaliczna: pokazują proces umyślnej manipulacji danymi empirycznymi w celu przesądzenia sprawy globalnego ocieplenia.

Tu link do informacji w polskim internecie: www.sfora.(*)u-oszustwa-klimatologow-a14019

Natomiast tu link do oryginalnego tekstu z "The Herald Sun":
blogs.news(*)raldsun/comments/hadley_hacked

Można tu poczytać owe maile. Brzmią tak, że człowiek może zwątpić w sens dociekań naukowych.

Jeśli te informacje zawierają choć trochę prawdy, to mamy do czynienia z niebywałym skandalem, najpewniej o podłożu korupcyjnym.

W związku z tym mam do Was dwa pytania:
1. Co sądzicie o powyższych rewelacjach?
2. Jakie rozwiązania można zaproponować, by zminimalizować ryzyko kupowania przez rządy bądź rozmaite instytucje określonych "wyników dociekań naukowych"? Czy takie rozwiązania są w ogóle możliwe?

Pozdrawiam!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Dodaję ten wątek w nawiązaniu do niedawnej, dość burzliwej dyskusji dotyczącej globalnego
>ocieplenia, a dokładniej - sensowności powątpiewania o czynnikach ludzkich w procesie ocieplania
>klimatu.
>Jako, że ewentualne decyzje rządów w tej sprawie dotkną nas wszystkich (za pośrednictwem naszych
>portfeli), warto wyrobić sobie opinię. Niestety, jako kompletnemu laikowi pozostaje mi przypatrywać
>się dyskusji mądrzejszych i bardziej kompetentnych. Wydaje się jednak, że warto wziąć pod uwagę
>pewien pozanaukowy czynnik, uniwersalnie wpływający na działalność ludzi (nieważne, czy to szarych
>obywateli, czy niedoścignionych naukowców) - chodzi oczywiście o pieniądze.

Nie mieszajmy fizycznych podstaw, wpływu na biosferę, ekonomii i polityki. Samo zjawisko fizyczne rosnących średnich temperatur globalnych jest po prostu (w lekkim uproszczeniu) rejestrowane, wraz z wieloma innymi wskaźnikami potwierdzającymi, że mamy do czynienia z czymś, co wykracza poza naturalne granice zmienności klimatu. Na temat wpływu na biosferę też szczególnych wątpliwości nie ma. Co i czy w ogóle należy z tym robić, kto powinien to zrobić, w jaki sposób, za czyje pieniądze itd. to są oddzielne sprawy, podlegające oddzielnej ocenie. Raporty IPCC starannie oddzielają część fizyczną od prognostycznej:

www.ipcc.c(*)lications_and_data_reports.htm

Zupełnie oddzielny jest też raport zalecający działania politykom -- nawiasem mówiąc, kiedy "sceptycy" krytykują straszliwe upolitycznienie procesu powstawania raportów IPCC, najczęściej chodzi właśnie o

www.ipcc.c(*)report/ar4/syr/ar4_syr_spm.pdf

który powstaje w odrębnym procesie i nie ma wpływu na inne części raportów.

>Cóż to ma do globalnego ocieplenia? Otóż, jak podaje australijski "The Herald Sun",

"Herald Sun"? Gazeta powstała z fuzji mniej więcej naszego "Faktu" z "SuperExpressem"? Własność Murdocha, niespecjalnie ukrywająca mocny przechył w prawo? Ta sama, która bez wahania obsmarowała autralijskich Zielonych tuż przed wyborami, zarzucając im poparcie dla nielegalnych narkotyków? Nie powiem żebym na wstępie wyjmował z portfela jakiś kredyt zaufania. Raczej sprawdzam, czy go jeszcze mam.

> doszło do włamania do bazy danych brytyjskiego instytutu zajmującego się badaniami z zakresu klimatologii.
>Wykradziono ponad tysiąc maili i 72 inne dokumenty. Ich treść jest skandaliczna: pokazują proces
>umyślnej manipulacji danymi empirycznymi w celu przesądzenia sprawy globalnego ocieplenia.
>Tu link do informacji w polskim internecie:
>www.sfora.(*)u-oszustwa-klimatologow-a14019
>Natomiast tu link do oryginalnego tekstu z "The Herald Sun":
>blogs.news(*)raldsun/comments/hadley_hacked
>Można tu poczytać owe maile. Brzmią tak, że człowiek może zwątpić w sens dociekań naukowych.
>Jeśli te informacje zawierają choć trochę prawdy, to mamy do czynienia z niebywałym skandalem,
>najpewniej o podłożu korupcyjnym.
>W związku z tym mam do Was dwa pytania:
>1. Co sądzicie o powyższych rewelacjach?

IMVHO albo czyjaś prowokacja, albo akcja samej gazety. Sorki, ale jeśli mam wierzyć, że ten oto Kevin E. Trenberth:

www.cgd.ucar.edu/cas/trenbert.html

napisał coś takiego:

Cytat:
where the heck is global warming ? We are asking that here in Boulder where we have broken records the past two days for the coldest days on record. We had 4 inches of snow. The high the last 2 days was below 30F and the normal is 69F, and it smashed the previous records for these days by 10F. The low was about 18F and also a record low, well below the previous record low.


to jednak ktoś wymaga ode mnie trochę zbyt dużo łatwowierności. Dziecko, przedszkolak, czyli studenciak pierwszego roku jeśli ma się zajmować klimatem, na pierwszych zajęciach dowiaduje się, że klimatologia operuje globalnymi uśrednionymi temperaturami rocznymi, a znaczące dla tendencji mogą być dekady, stulecia, ale nie pojedyncze lata, co dopiero mówić dni. Jak dla mnie, nie ma możliwości, żeby doświadczony klimatolog wygłaszał takie teksty. To jest coś, czym się może podniecać laik i wygląda dokładnie na tekst napisany w celu złapania na haczyk laików. Nie wierzę, żeby jakikolwiek klimatolog z wieloletnim doświadczeniem zawodowym przez chwilę nawet myślał w takich kategoriach, co dopiero specjalista od modelowania klimatu, który musi na co dzień operować zbiorczymi przepływami energii, gdzie po prostu nie ma takiego pojęcia jak "dwa rekordowo zimne dni". W dodatku miałby się uskarżać, że rok 2008 nie wskazywał na ocieplenie? Już dawałem ten link w poprzedniej rozmowie:

www.nasa.gov/topics/earth/features/2008_temps.html

Skargi na brak ocieplenia po spadku w stosunku do poprzedniego roku, mimo że w ostatnich 12 latach pojawiło się 10 najcieplejszych lat odkąd prowadzone są systematyczne pomiary temperatur (chyba gdzieś od końca XIX wieku)? Bardzo podejrzane, bo za bardzo pasujące do takich rewelacji, jakie się laikom podaje jako kontrargumenty: "o, a ten dzień jest rekordowo zimny! nie ma ocieplenia! o, a ten rok jest zimniejszy niż poprzedni! nie ma ocieplenia!". Klimatolog wie, że gdyby ocieplenie zaburzyło Golfstrom, Europa mogłaby wejść w epokę lodową -- a mimo to w skali globu nie przeszkodziłoby to wzrostowi średnich globalnych temperatur, czyli ocieplaniu klimatu.

>2. Jakie rozwiązania można zaproponować, by zminimalizować ryzyko kupowania przez rządy bądź
>rozmaite instytucje określonych "wyników dociekań naukowych"? Czy takie rozwiązania są w ogóle
>możliwe?

A dlaczego nie zadajesz sobie pytania, czy takie kupowanie wyników badań jest w ogóle możliwe? Jak sobie wyobrażasz utrzymywanie czegoś takiego, angażującego pewnie setki tysięcy osób, przez tyle lat w całkowitej tajemnicy? To byłby pewnie pierwszy taki przypadek w historii.
21-11-2009 03:41 
 Ocena 1 na 1
PiotrPęciak (634 punktów)
Trudno jest mi ustosunkować się w tej dyskusji. Z braku wiedzy chciałbym odnieść się do stylu dyskusji, w której często użytkownicy powołują się na wiarę oraz pewnymi zwrotami obrażają rozmówcę. Poczuwam się do obowiązku wskazywania fragmentów, które mogłyby dużo bardziej merytorycznie wyglądać.

Żeby być sławnym klimatologiem trzeba publikować. Do tego potrzebne są pieniądze.
Pieniądze decydują, czy jest się postrzeganym za wybitnego. Proszę mnie zbyć z tego toku myślenia. Sądzę, że wiele wybitnych umysłów jest tłamszonych bez samouwielbiającą się masę. Co więcej, nikt nie chce się przyznać do błędu, obie strony będą do końca poszukiwać argumentów na rzecz własnej teorii.

Szereg faktów pozwala mi sądzić, że relacje między argumentami obu stron są trudne do zbadania, wyrażenia w sposób liczbowy (np. jak bardzo coś wpływa..).
Jak dla mnie wszyscy tłamsimy się we własnej małej wierze.

Statystycznie można wszystko udowodnić. Wystarczy dobrać złą metodę, złą skalę zastosować. Na całym świecie w badaniach stosuje się pewne sztuczki i uczą tego już studentów. Ważne, żeby "wyszło" coś co założyliśmy. Inaczej badanie ląuje w koszu, straciliśmy czas, nie będzie publikacji. Z tego wniosek - zawsze wychodzi to co autor założył, przynajmniej jakaś część (maluteńka chociażby).

Mam nadzieję, że na forum znajdzie się ktoś bezstronny, kto posiadając wiedzę, nie dokonując oceny - skonfrontuje argumenty obu stron, wskaże na różnice. Np, że a uznaje fakt za x % istotny, a b za y% istotny. Oj, wymagający się robię o 4 w nocy.
21-11-2009 04:29 
 Ocena 3 na 5
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Trudno jest mi ustosunkować się w tej dyskusji. Z braku wiedzy chciałbym odnieść się do stylu dyskusji, w której często użytkownicy powołują się na wiarę oraz pewnymi zwrotami obrażają rozmówcę. Poczuwam się do obowiązku wskazywania fragmentów, które mogłyby dużo bardziej merytorycznie wyglądać.
>Żeby być sławnym klimatologiem trzeba publikować. Do tego potrzebne są pieniądze.

Ta melodia jest grana już od jakiegoś czasu, ale... Byłbym ostrożny z wyciąganiem wniosków. Tak naprawdę, jeśli się zastanowić, ustalenie ponad wszelką wątpliwość, że człowiek odpowiada za globalne ocieplenie odciąga finansowanie od klimatologii -- w kierunku geoinżynierii, badań nad przemysłową sekwestracją węgla itd. itp. Jeśli ktoś chce sobie zapewnić finansowanie, powinien podsycać wątpliwości, bo wtedy nadal istnieje potrzeba rozstrzygnięcia tego ważnego pytania. Poza tym, ponieważ w grę wchodzą ogromne pieniądze, obecnie całkiem łatwo jest dostać finansowanie na badania przeczące globalnemu ociepleniu -- od jednej z grup która na jego potwierdzeniu może stracić. Jakoś nie jestem przekonany przez różnych zwolenników teorii spiskowych po co państwa-emitenci CO2 miałyby kupować sobie wyniki badań, w wyniku których mają ponosić kolosalne obciążenia? Skoro ci klimatolodzy tacy sprzedajni, niech dadzą nam wyniki w rodzaju "nic się nie dzieje, można działać po staremu". Znacznie bardziej opłacalne.

[...]
>Statystycznie można wszystko udowodnić. Wystarczy dobrać złą metodę, złą skalę zastosować. Na całym świecie w badaniach stosuje się pewne sztuczki i uczą tego już studentów.

Skoro ty o tym wiesz, i skoro uczy się tego studentów, to przecież rozpoznanie złych metod i sztuczek powinno być dziecinnie łatwe. A dane pomiarowe -- z satelitów, rdzeni lodowych, stacji pomiaru temperatur -- są publicznie dostępne, analizować je może każdy. Dane też są fałszowane?
21-11-2009 14:37 
 Ocena 2 na 2
PiotrPęciak (634 punktów)
>Skoro ty o tym wiesz, i skoro uczy się tego studentów, to przecież rozpoznanie złych metod i sztuczek powinno być dziecinnie łatwe. A dane pomiarowe -- z satelitów, rdzeni lodowych, stacji pomiaru temperatur -- są publicznie dostępne, analizować je może każdy. Dane też są fałszowane?

W tym problem, że na pytanie "Czemu pan wybrał tą metodę" można podać tysiące różnych argumentów, które mogą być niezbyt konkretne. Przedstawiona dziedzina nauki nie jest matematyką, tutaj ingerencja człowieka co do wyboru metod, stosowania skal jest ogromna. W tym problem, że istnieje 99 sposobów na obliczenie czegoś. W 75 nic ciekawego nie wychodzi, w 24 wychodzi. Więc używamy jedną z 24 metod.
Z perspektywy statystyki tak to widzę. Tu nie chodzi nawet o fałszowanie danych tylko stwarzanie warunków by coś wyszło. Dane można pobierać z różną dokładnością, co dokładnie widzimy patrząc na perspektywę ocieplenie raz z 3 ostatnich lat, raz 100 ostatnich lat, raz z perspektywy historii ziemi. Problem w tym, że wszyscy mają rację po trochu, a nie wiem czy ktokolwiek potrafiłby powiązać te dane. Każdy interpretuje pod swoją teorię, mówiąc że drugie spojrzenie nie ma znaczenia.

Przynajmniej ja tak rozumuję. Kończę studiować psychologię i widzę przeróżne zagrywki.
Ale to raczej trywialne i proste.

Co do opłacania naukowców o drugim poglądzie - chyba to działa w obie strony.
Wiemy na pewno, że posiadanie statusu naukowego i opowiadanie się po którejś ze stron może prowadzić do wymiernych korzyści. Chyba wpadliśmy w pułapkę nowej religii (nie wskazując, która stron ma rację).
21-11-2009 16:59 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Skoro ty o tym wiesz, i skoro uczy się tego studentów, to przecież rozpoznanie złych metod i sztuczek powinno być dziecinnie łatwe. A dane pomiarowe -- z satelitów, rdzeni lodowych, stacji pomiaru temperatur -- są publicznie dostępne, analizować je może każdy. Dane też są fałszowane?
>W tym problem, że na pytanie "Czemu pan wybrał tą metodę" można podać tysiące różnych argumentów, które mogą być niezbyt konkretne. Przedstawiona dziedzina nauki nie jest matematyką, tutaj ingerencja człowieka co do wyboru metod, stosowania skal jest ogromna. W tym problem, że istnieje 99 sposobów na obliczenie czegoś. W 75 nic ciekawego nie wychodzi, w 24 wychodzi. Więc używamy jedną z 24 metod.

Mówisz tak, jakby klimatologia ograniczała się do zbierania danych i żonglowania nimi. Jeśli wprowadzasz poprawkę, musisz wyjaśnić dlaczego ją wprowadzasz, jakim wielkościom fizycznym w twojej teorii odpowiada ta poprawka itd. To nie statystyka.

>Z perspektywy statystyki tak to widzę.

Ano właśnie. Sama statystyka to malutki kawałek nauk o Ziemi.

[...]
> Każdy interpretuje pod swoją teorię, mówiąc że drugie spojrzenie nie ma znaczenia.

No nie, teraz grubo przesadzasz. Wbrew "sceptycznej" propagandzie, w klimatologii nie ma ani ułamka tych kontrowersji które się rysuje. Ludzie owszem miewają różne stanowiska na jakiś temat, czasem ktoś chce zabłysnąć i gdzieś przeszarżuje, czasem ktoś musi się z czegoś wycofać, albo dawno powinien, ale tego nie robi. Niemniej ogromna większość specjalistów zgadza się jeśli chodzi o podstawowe wnioski dotyczące tzw. globalnego ocieplenia.

[...]
>Co do opłacania naukowców o drugim poglądzie - chyba to działa w obie strony.
>Wiemy na pewno, że posiadanie statusu naukowego i opowiadanie się po którejś ze stron może prowadzić do wymiernych korzyści. Chyba wpadliśmy w pułapkę nowej religii (nie wskazując, która stron ma rację).

Jw. Nie jest bynajmniej tak, że dwa stada klimatologów naparzają się po głowach maczugami wołając "jest ocieplenie, do kroćset!" i "wciórności! nie ma ocieplenia!". Cała dwustronna zadyma medialno-polityczna odbywa się ponad ich głowami, a kontrowersje są w dużej mierze generowane na jej użytek.
21-11-2009 22:17 
 Ocena 1 na 1
PiotrPęciak (634 punktów)
>klimatologia ograniczała się do zbierania danych i żonglowania nimi. Jeśli >wprowadzasz poprawkę, musisz wyjaśnić dlaczego ją wprowadzasz, jakim wielkościom >fizycznym w twojej teorii odpowiada ta poprawka itd. To nie statystyka.

Czytałem wiele prac naukowych w życiu i wiem, że często się wielu rzeczy chociażby nie zdąży wytłumaczyć. Nie ma pracy naukowej, która by nie ubarwniała rzeczywistości.
Jeśli coś ma słabe podstawy używa się słów naturalne, w koncekwencji, z czego wynika itp. - które są skrótem myślowym. Gdyby ocieplenie klimatu było faktem naukowym nie operowalibyśmy jedynie domniemaniem na podstawie uzyskanych faktów. Chociaż to kiepski argument, gdzie teoria ewolucji na skutek niezbitych dowodów w formie skamielin nadal jest tylko teorią. Podsumowując, nie wierzę, że treści przedstawiane w książkach naukowych są idealnie oparte o fakty, nauka sama w sobie ma luki, które wypełniamy domniemywaniem. Spójrzmy na abstrakcyjność dzisiejszej fizyki.

>Ano właśnie. Sama statystyka to malutki kawałek nauk o Ziemi.

Klimatologia opiera się na zbieraniu danych i tworzeniu koncepcji. Dopiero zbieranie danych stanowi podstawę dla uznania koncepcji za słuszną. Imaginacja to trochę za mało. Jak zbierzemy dane to interesuje nas chociażby rozkład. Sądzę, że statystyka jest podstawą w klimatologii. Proszę mnie zbyć z tego tropu. Ja nie wyobrażam sobie uznawania klimatologii za naukę w przypadku gdy operujemy tylko niezweryfikowanymi danymi.

>Niemniej ogromna większość specjalistów zgadza się jeśli chodzi o podstawowe >wnioski dotyczące tzw. globalnego ocieplenia.

Nie pisz, że przesadzam. Napisz, że się nie zgadzasz. Ja chciałbym poznać zdanie naukowców nie sponsorowanych przez prywatne firmy czy też związanych z IPCC.
Sądzę, że o takich trudno.

>>Jw. Nie jest bynajmniej tak, że dwa stada klimatologów naparzają się po głowach >>maczugami wołając "jest ocieplenie, do kroćset!" i "wciórności! nie ma >>ocieplenia!".

Bynajmniej nikt cywilizownay tego nie robi. Faktem jest, że różne stanowiska u naukowców pojawiają się.
29-11-2009 15:36 
 Ocena 2 na 2
whiteskies (31 punktów)

>Żeby być sławnym klimatologiem trzeba publikować. Do tego potrzebne są pieniądze.
>Pieniądze decydują, czy jest się postrzeganym za wybitnego. Proszę mnie zbyć z tego toku myślenia.

A jak jest ze slawnymi lekarzami, fizykami, chemikami, biologami (no, szczegolnie genetykami)? I co z tego wynika?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Uniwersytetom przynajmniej do pewnego stopnia zależy, aby ich pracownicy mogli publikować i chcieli publikować. Im lepszy pracownik, tym większa sława uczelni.
02-12-2009 18:49 
 Ocena 2 na 2
whiteskies (31 punktów)
>Uniwersytetom przynajmniej do pewnego stopnia zależy, aby ich pracownicy mogli publikować i chcieli publikować. Im lepszy pracownik, tym większa sława uczelni.

I slusznie. Ja uwazam ze naukowiec ktory nie dzieli sie wynikami swojej pracy z innymi uzywakjac do tego powszechnie stosowanych metod - publikacji naukowych, nie powinein byc finansowany z kieszeni podatnika. Co nie znaczy w zadnym razie ze publikowanie to oszukiwanie. Po to wymyslono peer review zeby w mozliwym stopniu zminimalizowac ten problem i niedopuscic do publikacji byle czaego. Oczywiscie sytem nie jest doskonaly (jaki nsz wytwor takim jest?), ale dziala calkiem dobrze.
placownik (17853 punktów)

>IMVHO albo czyjaś prowokacja, albo akcja samej gazety.

   Tutaj do ściągnięcia plik z materiałami.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>IMVHO albo czyjaś prowokacja, albo akcja samej gazety.
>   Tutaj do ściągnięcia plik z materiałami.

Nie mówię przecież, że te cytowane maile nie istnieją. Jak sam pewnie wiesz, sfałszowanie maila jest trywialnym zadaniem. Ten wątek rozmowy z Trenberthem (pliki 1255352257.txt, 1255496484.txt, 1255523796.txt, 1255530325.txt, 1255532032.txt, 1255550975.txt, 1255553034.txt, 1255558867.txt) jest zresztą zupełnie normalną rozmową -- nie ma mowy o fałszowaniu danych ze względu na brak ocieplenia, tylko rozmówcy zastanawiają się jak modelować lata "naturalnej zmienności". W 1255523796.txt masz taki tekst Trenbertha:

"Mike
Here are some of the issues as I see them:
Saying it is natural variability is not an explanation. What are the physical processes? Where did the heat go? We know there is a build up of ocean heat prior to El Nino, and a discharge (and sfc T warming) during late stages of El Nino, but is the observing system sufficient to track it? Quite aside from the changes in the ocean, we know there are major changes in the storm tracks and teleconnections with ENSO, and there is a LOT more rain on and during La Nina (more drought in El Nino), so how does the albedo change overall (changes in cloud)? At the very least the extra rain on land means a lot more heat goes into evaporation rather than raising temperatures, and so that keeps land temps down: and should generate cloud. But the resulting evaporative cooling means the heat goes into atmosphere and should be radiated to space: so we should be able to track it with CERES data. The CERES data are unfortunately wonting and so too are the cloud data. The ocean data are also lacking although some of that may be related to the ocean current changes and burying heat at depth where it is not picked up. If it is sequestered at depth then it comes back to haunt us later and so we should know about it."

Czy to dla ciebie brzmi jak "sfałszujmy dane, bo się nie zgadzają a teorią"? Dla mnie to jest "nie używajmy zaklęcia 'naturalna zmienność', ale spróbujmy udoskonalić modele ustalając co się rzeczywiście, fizycznie dzieje w chłodniejsze lata ze strumieniami energii -- choć może być ciężko, bo dane nie są kompletne". W całym tym wątku nie widzę niczego, co by źle świadczyło o rozmówcach.
placownik (17853 punktów)

>W całym tym wątku nie widzę niczego, co by źle świadczyło o rozmówcach.

   Bez przesady! Do świętych im daleko. Bardzo daleko. Parę łbów na pewno spadnie.

   A tu najlepszy z dotychczas przeze mnie przeczytanych komentarzy.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>W całym tym wątku nie widzę niczego, co by źle świadczyło o rozmówcach.
>   Bez przesady! Do świętych im daleko. Bardzo daleko.

W wątku z Trenberthem? W którym miejscu? Innych jeszcze nie przejrzałem. Lecąc według tego co w cytatach dał Herald Sun, ciężko dostrzec jakąś korupcję czy fałszerstwa.

> Parę łbów na pewno spadnie.

Być może. Najpoważniej IMVHO wygląda kasowanie korespondencji.

>   A tu najlepszy z dotychczas przeze mnie przeczytanych komentarzy.

RC akurat umoczyło, umawianie się na kontrolowanie dyskusji na forum wygląda naprawdę brzydko.
Kowalski (1042 punktów)
>Jako, że ewentualne decyzje rządów w tej sprawie dotkną nas wszystkich (za pośrednictwem naszych
>portfeli), warto wyrobić sobie opinię. Niestety, jako kompletnemu laikowi pozostaje mi przypatrywać
>się dyskusji mądrzejszych i bardziej kompetentnych. Wydaje się jednak, że warto wziąć pod uwagę
>pewien pozanaukowy czynnik, uniwersalnie wpływający na działalność ludzi (nieważne, czy to szarych
>obywateli, czy niedoścignionych naukowców) - chodzi oczywiście o pieniądze.
1) Pisząc w ten sposób rozstrzygasz sprawę W końcu nie dodajesz, jak zrobiłaby osoba bez własnej opinii, że bezczynność rządów też nas może drogo kosztować.
2) Mądrzejszych? Zapewne -- ale większość wypowiadających się (także w poważnych z pozoru pismach) nie ma do tego najmniejszych kompetencji. Czy mamy choć kompetencje by to rozróżnić?

>W związku z tym mam do Was dwa pytania:
>1. Co sądzicie o powyższych rewelacjach?
Mogę dodać, że (dla pewnej równowagi) administracja G.W. Busha tak bardzo obawiała się, że obywatele uwierzą w globalne ocieplenie, że ocenzurowała publikacje satelitarnych zdjęć obrazujących topnienie lodowców (Wbrew uśmiechowi wiadomość jest poważna i o ile pamiętam podawana przez bardziej wiarygodne czasopisma niż "The Herald Sun". Zresztą, czy poważnie cytowałbyś mejle wykradzione i opublikowane przez rodzimy Fakt?)

Co więc sądzę? Że jest to sprawa przestała być domeną dyskusji naukowców (naukowcy dyskutują nie o tym, czy globalne ocieplenie następuje, ale jak ten proces będzie wyglądał w przyszłości i o ile możemy nań wpływać), a stała się domeną polityki. I to bardzo brutalnej.

>Jeśli te informacje zawierają choć trochę prawdy, to mamy do czynienia z niebywałym skandalem, najpewniej o podłożu korupcyjnym.
Ale kto miałby uczonych skorumpować?
(Irytuje mnie, jak często ludzie nielubiane, czy niezrozumiałe decyzje, bądź nawet nawet tylko wypowiedzi przypisują korupcji, czy lobbingowi jakiś spiskowców...)

>2. Jakie rozwiązania można zaproponować, by zminimalizować ryzyko kupowania przez rządy bądź
>rozmaite instytucje określonych "wyników dociekań naukowych"? Czy takie rozwiązania są w ogóle
>możliwe?
Przykro mi, ale dopiero w pełni wykształcony klimatolog zapewne mógłby podjąć poważną dyskusję i rozważyć, czy opłaca się podejmować proponowane działania w zakresie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. (Podkreślam takie sformułowanie, bo te propozycje, wbrew prawicowym think tankom, to nie jest kwestia wyłożenia pieniędzy dopiero wtedy, gdy będzie 100% pewność, ale coś w rodzaju ubezpieczenia -- gdyby mi powiedziano, że wybuchnie u mnie pożar mieszkania z prawdopodobieństwem 30% (a mniej więcej na tyle poważni klimatolodzy, których czytałem, a których szacunków nie potrafię zweryfikować, określają możliwość zapobieżenia globalnemu ociepleniu przez redukcję emisji gazów cieplarnianych), to bym raczej ubezpieczenie wykupił. (Podkreślam: nie wiem, czy klimatolog ów miał rację. Ale nie mam niczego lepszego od jego szacunku...))

Ale zadajesz pytanie bardziej ogólne -- dla mnie to jeden z przykładów (drugi świetny przykład to dyskusja wokół szczepionek, którą właśnie przechodzimy), w których media pokazują, że zupełnie sobie nie radzą z informowaniem obywateli o sprawach ocierających się o naukę, nawet jeśli są to sprawy mające przełożenie na politykę i wyborcze decyzje. Być może zresztą problem jest dużo głębszy i szerszy, bo przecież skoro nie radzą sobie media, to czy poradzą sobie eksperci w innych dziedzinach, z którymi dana sprawa także się wiąże?

Można sobie z tym częściowo radzić, ucząc uważnego czytania, sprawdzania, itp -- na dniach odkryłem np. modnebzdury.wordpress.com/ Ale także "modne bzdury" rozkładają ręce w przypadku globalnego ocieplenia i mówią jak ja, dwa akapity wyżej -- na razie nie mamy nic lepszego od zapewnień klimatologów, że globalne ocieplenie nie tylko istnieje, ale i warto mu zapobiegać.
21-11-2009 14:45 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>1) Pisząc w ten sposób rozstrzygasz sprawę W końcu nie dodajesz, jak zrobiłaby osoba bez własnej opinii, że bezczynność rządów też nas może drogo kosztować.
Faktem jest, że pieniądze stanowią motywację. Pytanie brzmi, czy one przyczyniają się do wytężonej, uczciwej pracy intelektualnej, czy do preparowania wyników.

>Ale kto miałby uczonych skorumpować?
>(Irytuje mnie, jak często ludzie nielubiane, czy niezrozumiałe decyzje, bądź nawet nawet tylko wypowiedzi przypisują korupcji, czy lobbingowi jakiś spiskowców...)
Powiedziałem, że "jeśli jest w tym choć trochę prawdy, to ... ". Nie przesądzałem wcale prawdziwości tych rewelacji. Faktem jest jednak, że w zależności od rozstrzygnięcia kwestii globalnego ocieplenia, ktoś osiągnie korzyści, a ktoś inny je utraci.

>Przykro mi, ale dopiero w pełni wykształcony klimatolog zapewne mógłby podjąć poważną dyskusję i rozważyć, czy opłaca się podejmować proponowane działania w zakresie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.
Nie chodziło mi o opłacalność działań w sprawie emisji gazów cieplarnianych, tylko o możliwość takich rozwiązań finansowych, które skłaniałyby naukowców do rzetelnej pracy (tu abstrahuję już od klimatologii, pytanie jest ogólne, dotyczy wszelkich nauk).

Co do informacyjnej i edukacyjnej miałkości mediów - przyznaję Ci zupełną rację.

Pozdrawiam
21-11-2009 15:17 
 Ocena 1 na 1
Kowalski (1042 punktów)
>>1) Pisząc w ten sposób rozstrzygasz sprawę W końcu nie dodajesz, jak zrobiłaby osoba bez własnej opinii, że bezczynność rządów też nas może drogo kosztować.
>Faktem jest, że pieniądze stanowią motywację. Pytanie brzmi, czy one przyczyniają się do wytężonej, uczciwej pracy intelektualnej, czy do preparowania wyników.
Nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, że choć przedstawiasz opinię "zainteresowanego obywatela", z samych używanych sformułowań mogę wnioskować do czego się skłaniasz

>>(Irytuje mnie, jak często ludzie nielubiane, czy niezrozumiałe decyzje, bądź nawet nawet tylko wypowiedzi przypisują korupcji, czy lobbingowi jakiś spiskowców...)
>Powiedziałem, że "jeśli jest w tym choć trochę prawdy, to ... ". Nie przesądzałem wcale prawdziwości tych rewelacji.
Odczuwałem, że skłaniasz się do niej. Zresztą o czynniki mało istotne, czy mało prawdopodobne zwykle nie pytamy publicznie? Ale OK, oderwijmy się od klimatu i sympatii dla tez z nim związanych -- bo przecież nie o to pytasz.

> Faktem jest jednak, że w zależności od rozstrzygnięcia kwestii globalnego ocieplenia, ktoś osiągnie korzyści, a ktoś inny je utraci.
Zarówno od rozstrzygnięcia politycznego, jak i tego, co faktycznie z klimatem się zdarzy.
(I nie dotyczy to tylko pieniędzy -- działania administracji prezydenta Busha raczej wiązały się z tym, że argumenty za globalnym ociepleniem mogą dać więcej szans na elekcję politykom demokratycznym. Można przypuszczać, że i w odwrotnej sytuacji, tj. wystąpienia poważnych argumentów przeciwko, rząd demokratyczny widziałby takie publikacje niechętnie.)

>Nie chodziło mi o opłacalność działań w sprawie emisji gazów cieplarnianych, tylko o możliwość takich rozwiązań finansowych, które skłaniałyby naukowców do rzetelnej pracy (tu abstrahuję już od klimatologii, pytanie jest ogólne, dotyczy wszelkich nauk).
Z jednej strony chętnie bym powiedział, że rzetelność kryje się nie w finansowaniu, a metodzie naukowej. To, czy ona jest stosowana, zwykle da się zweryfikować. I nawet prace pisane na zamówienie strony zainteresowanej (nie mówię o klimatologii), jeśli są prowadzone przez dobrych (w sensie fachowości) naukowców, spełniają ten wymóg.
Z drugiej strony pewne możliwości manipulacji rzeczywiście istnieją, nawet widziałem takie przypadki (znowu: nie w klimatologii). I nie zawsze chodziło o pieniądze, czasem o poczucie profesora-dyrektora, że to on musi mieć rację w sporze z naukowym oponentem.
Badania w znacznej mierze są finansowane przez fundusze, którymi zarządzają naukowcy, czasem wybierani przez grono badaczy. Taka sytuacja de facto jest w Polsce, z rządowym finansowaniem badań, które muszą przejść bezstronne recenzje naukowe, a potem zostać zatwierdzone przez wybierany komitet (który praktycznie się już jednak nie wtrąca do opinii recenzentów). W przypadku badań 'politycznie dyskusyjnych', można by ograniczyć ich finansowanie do podobnie funkcjonującego źródła. To powinno wyeliminować podobne wątpliwości, jak Twoje, choć praktyka pokazuje, że także w takim gronie i wśród takich ekspertów, mogą się odtworzyć podziały ideowo-polityczne.
21-11-2009 14:45 
 Ocena 1 na 1
PiotrPęciak (634 punktów)
>Ale kto miałby uczonych skorumpować?

Ci sami politycy, którzy opowiadają się za "pakietowym" internetem.
A że mają do tego talent, nie wątpię. W końcu polityka polega na zdobywaniu sojuszników własnych poglądów w celu.. korzyści materialnych. A korzyści wpisane są w którąś z definicji polityki, jak dobrze pamiętam. Temat ocieplenia niesie za sobą duże kwoty, to raczej jest kwestią bezsporną.

>Ale zadajesz pytanie bardziej ogólne -- dla mnie to jeden z przykładów (drugi świetny >przykład to dyskusja wokół szczepionek, którą właśnie przechodzimy), w których media >pokazują, że zupełnie sobie nie radzą z informowaniem

Ja od dłuższego czasu obserwuję zjawisko dość psychologiczne, które można nazwać nadinformowaniem. Osoba bombardowana jest stosem informacji, będących ze sobą sprzecznymi lub niezależnymi (trudno 2 sprzeczne fakty powiązać). W tym momencie osoba dokonuje oceny emocjonalnej wybierając fakty, które są zgodne z jej początkowym uczuciem. Czytając sprzeczny fakt z własną oceną poszukuje faktu potwierdzającego jej tezę. Nainformacja powoduje, że zdarzenie ocenia jedynie z perspektywy emocjonalnej, utwierdzająć się we własnym przekonaniu. Mnie to przeraża, bo jak kiedyś ktoś mądry powiedział, im więcej wiem tym mniej wiem (czy jakoś tak to szło).
21-11-2009 14:54 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Przykro mi, ale dopiero w pełni wykształcony klimatolog zapewne mógłby podjąć poważną dyskusję i rozważyć, czy opłaca się podejmować proponowane działania w zakresie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

Tak naprawdę, sam klimatolog nie wystarczy. Klimatolog może powiedzieć "przy utrzymaniu bieżących trendów co do emisji CO2 i wydajności jego zbiorników, biorąc pod uwagę inne mające wpływ na temperaturę czynniki i sprzężenia zwrotne, używając bieżących modeli możemy uważać, że wzrost średnich temperatur globalnych o 3 stopnie do końca stulecia jest prawdopodobny w 80%" (to, że za kilka lat może to skorygować do 2.5 stopni i 75% albo 4 stopni i 90% nie ma znaczenia -- nikt lepiej od klimatologów wiedział nie będzie, trzeba akceptować ich wiedzę jako najlepsze co posiadamy).

Teraz nad tym musi usiąść biolog, ekolog, oceanolog, geolog itd. itp. i przełożyć to sobie na konsekwencje dla planety, biosfery, dla ludzi. Nie wszystkie muszą być stricte "negatywne", efektem ubocznym większych stężeń CO2 jest np. szybszy wzrost biomasy -> większa wydajność upraw itp. Potem inni specjaliści muszą ocenić możliwości i sposoby przynajmniej zahamowania wzrostu naszych emisji -- w tym również w połączeniu z drugą stroną medalu, czyli zwiększaniem pojemności zbiorników CO2, np. gdyby udało się zalesić Saharę i australijski pustynny interior, moglibyśmy osiągnąć stabilizację stężeń CO2. Ale do tego trzeba taniej, przemysłowej metody odsalania wody morskiej itd. itp. Ktoś potem musi dopiero ocenić, jakie będą koszty podjęcia działań, a jakie ich niepodjęcia w przypadku jeśli klimatolodzy mają rację. Im dalej w las, tym więcej ekonomii, na końcu polityka: kto i kiedy ma co zrobić, kto i ile zapłaci.

Taki proces jest dość złożony, dlatego danych do decyzji "czy opłaca się podejmować proponowane działania" sami klimatolodzy nie dostarczą. Tym cenniejsze są prace IPCC, bo obejmują większość ww. aspektów. Naprawdę nie mam żadnego interesu w linkowaniu do ich stron, ale warto -- nawet jeśli jest się zagorzałym "sceptykiem" -- zapoznać się z bieżącym raportem (AR4):

www.ipcc.c(*)lications_and_data_reports.htm

Wbrew "sceptycznej" propagandzie, to jest najpełniejszy obraz opinii środowisk naukowych na temat globalnych zmian klimatu. Może nawet zwłaszcza jeśli się je krytykuje, warto znać przeciwnika.

[...]
>Można sobie z tym częściowo radzić, ucząc uważnego czytania, sprawdzania, itp -- na dniach odkryłem np. modnebzdury.wordpress.com/ Ale także "modne bzdury" rozkładają ręce w przypadku globalnego ocieplenia i mówią jak ja, dwa akapity wyżej -- na razie nie mamy nic lepszego od zapewnień klimatologów, że globalne ocieplenie nie tylko istnieje, ale i warto mu zapobiegać.

I chyba nic innego (biorąc poprawkę na głos innych specjalistów opisany wyżej) nie będzie. Jeśli specjaliści mówią "P", kto mógłby wiarygodnie powiedzieć "nie-P"? Politycy? Biznes? Głos opinii publicznej? Na jakiej niby podstawie?
21-11-2009 23:22 
 Ocena 3 na 3
placownik (17853 punktów)

>Zresztą, czy poważnie cytowałbyś mejle wykradzione i opublikowane przez rodzimy Fakt?)

   Nic na to nie wskazuje, aby to "Herald Sun" wykradał te dane. On tylko pierwszy zadął w trąby.

>Przykro mi, ale dopiero w pełni wykształcony klimatolog zapewne mógłby podjąć poważną dyskusję i rozważyć, czy opłaca się podejmować proponowane działania w zakresie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. (Podkreślam takie sformułowanie, bo te propozycje, wbrew prawicowym think tankom, to nie jest kwestia wyłożenia pieniędzy dopiero wtedy, gdy będzie 100% pewność, ale coś w rodzaju ubezpieczenia -- gdyby mi powiedziano, że wybuchnie u mnie pożar mieszkania z prawdopodobieństwem 30% (a mniej więcej na tyle poważni klimatolodzy, których czytałem, a których szacunków nie potrafię zweryfikować, określają możliwość zapobieżenia globalnemu ociepleniu przez redukcję emisji gazów cieplarnianych), to bym raczej ubezpieczenie wykupił. (Podkreślam: nie wiem, czy klimatolog ów miał rację. Ale nie mam niczego lepszego od jego szacunku...))

   Myślę sobie, że w tle kryje się znacznie poważniejsza sprawa. Ropa i gaz zaczną się kończyć. Zaczną, nie skończą! Do czasu kiedy ten fakt zacznie docierać do świadomości decydentów drugiego i trzeciego rzutu, zostało jeszcze parędziesiąt lat. To wcale nie tak wiele. Wiodące światowe gospodarki pozostały jeszcze czas wykorzystają do rozwoju energooszczędnych technologii oraz rozwiną metody wykorzystywania energii odnawialnej. Groźba ocieplenia klimatu, niezależnie od tego na ile prawdziwa, będzie służyła (już służy!) jako doskonały bodziec motywujący do tego typu działań. A wtedy, kiedy trzeci i czwarty świat będzie wypalał resztki ropy i gazu, USA, Japonia, Niemcy a może nawet i Chiny będą oferowały te technologie reszcie świata. Na swoich warunkach. Tak jak dzisiaj czynią to kraje naftowe. Fikcja polityczna? Być może.

   Powyżej wytłuściłem słowo "zaczną". To bardzo istotne. Jak istotne można się przekonać próbując nakreślić sobie najbardziej optymistyczny scenariusz wydarzeń, które mogłyby towarzyszyć kończeniu się dostępnych zasobów tych paliw. Bo przecież nie będzie to wyglądało tak, że pewnego ranka wyjedziemy na najbliższą stację benzynową i dowiemy się, że ropy i benzyny nie ma i już nigdy nie będzie.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>   Myślę sobie, że w tle kryje się znacznie poważniejsza sprawa. Ropa i gaz zaczną się kończyć. Zaczną, nie skończą! Do czasu kiedy ten fakt zacznie docierać do świadomości decydentów drugiego i trzeciego rzutu, zostało jeszcze parędziesiąt lat. To wcale nie tak wiele. Wiodące światowe gospodarki pozostały jeszcze czas wykorzystają do rozwoju energooszczędnych technologii oraz rozwiną metody wykorzystywania energii odnawialnej. Groźba ocieplenia klimatu, niezależnie od tego na ile prawdziwa, będzie służyła (już służy!) jako doskonały bodziec motywujący do tego typu działań. A wtedy, kiedy trzeci i czwarty świat będzie wypalał resztki ropy i gazu, USA, Japonia, Niemcy a może nawet i Chiny będą oferowały te technologie reszcie świata. Na swoich warunkach. Tak jak dzisiaj czynią to kraje naftowe. Fikcja polityczna? Być może.

IMVHO trafiłeś. Wkleję to, co pisałem jakiś czas temu na blogu Wojtka Orlińskiego:

Zwrot w polityce USA w kierunku aktywnego rozwiązywania problemów związanych z klimatem (nie chodzi o samego Obamę, już się zaczyna bipartisanship: blog.algore.com/2009/10/bipartisanship.html) jest związany z konstatacją, że w dziedzinie technologii Stany nadal mogą wiele zaoferować -- nie chodzi jednak bynajmniej o spłacanie długów, a wręcz przeciwnie, o otrzymanie sowitej zapłaty (blog.algore.com/2009/09/1_trillion.html). Kiedy Obama zebrał największe brawa podczas przemowy inauguracyjnej? Kiedy podleczył rosnący kompleks Amerykanów mówiąc "we are ready to lead once more". Co to oznacza w kontekście "poltyki klimatycznej"? Mniej więcej: zamiast bojkotować Kyoto et al, będziemy aktywnie i gorliwie ustalać standardy, promować traktaty, a jednocześnie sprzedawać technologie umożliwiające dostosowanie się do tych standardów. Bipartisans już to rozumieją:

"We are also convinced that we have found both a framework for climate legislation to pass Congress and the blueprint for a clean-energy future that will revitalize our economy, protect current jobs and create new ones, safeguard our national security and reduce pollution.

Economy na pierwszym miejscu, pollution na ostatnim.

Jakieś cholerstwo zmienia w locie URLe, ale z błędem, dałem bez więc bez linku.
22-11-2009 06:05 
 Ocena 2 na 2
Kowalski (1042 punktów)
Krótko

Zgadzam się, że propozycje walki z ociepleniem klimatu w gruncie rzeczy sprowadzają się do wymuszania oszczędności, a co za tym idzie, także oszczędnych technologii.
Więcej -- nawet dzisiaj, gdy przemysł Zachodu ma konkurować z Chinami i ich tanią siłą roboczą, to zwykle właśnie niska energochłonność okazuje się największym atutem.

Ale, po pierwsze sprawę zmian klimatycznych rzeczywiście rozpoczęła hipoteza klimatologów -- politycy (podobnie jak ekolodzy) podchwycili te badania z opóźnieniem, być może dodatkowo politycznie motywowani...
Po drugie, jeśliby rzeczywiście tak kalkulowali jak przypuszczasz, to wcale nie jestem przekonany, że byłoby to "politycznie słuszne" -- zmiany klimatyczne, trudne do wyobrażenia dla 'przeciętnego Kowalskiego', o wiele łatwiej budzą kontrowersje.
Po trzecie, jeśli negujemy przyczynę oficjalną, to czy potrafimy to uzasadnić? Bo czy podobnie odrzucamy np. darwinizm, również politycznie podgryzany przez kreacjonizm? Jest tu wiele analogii -- na dobrą sprawę opór wobec twierdzeń nauki kreują te same środowiska z przyczyn politycznych, podobnie też robią to w sposób dyletancki. (Jest jedna różnica -- ocieplenie klimatu to w znacznej mierze modelowanie przyszłości, podczas gdy darwinizm próbuje zrozumieć przeszłość. To istotna różnica dla poziomu pewności obu teorii.) Przenoszę na przykład darwinizmu Twoje rozumowanie -- brzmiałoby ono tak: "Owszem, w szkołach uczy się Darwina, gdyż politykom zależy na modernizacji społeczeństwa, bardziej nowoczesnym myśleniu wyzbytym miazmatów prymitywnej religijności, co jest istotne zarówno dla konkurencyjności Polaków na międzynarodowym rynku pracy, jak i dla atmosfery sprzyjającej większej gospodarczej odpowiedzialności, a co za tym idzie i przedsiębiorczości." Nawet zgadzając się z podobną potrzebą (jak w przypadku oszczędności i nowych technologii), spodziewałbym się protestów darwinistów

Pozdrawiam!
22-11-2009 12:29 
 Ocena 1 na 1
rexus (2343 punktów)

>   Myślę sobie, że w tle kryje się znacznie poważniejsza sprawa. Ropa i gaz zaczną się kończyć. Zaczną, nie skończą! Do czasu kiedy ten fakt zacznie docierać do świadomości decydentów drugiego i trzeciego rzutu, zostało jeszcze parędziesiąt lat. To wcale nie tak wiele. Wiodące światowe gospodarki pozostały jeszcze czas wykorzystają do rozwoju energooszczędnych technologii oraz rozwiną metody wykorzystywania energii odnawialnej. Groźba ocieplenia klimatu, niezależnie od tego na ile prawdziwa, będzie służyła (już służy!) jako doskonały bodziec motywujący do tego typu działań. A wtedy, kiedy trzeci i czwarty świat będzie wypalał resztki ropy i gazu, USA, Japonia, Niemcy a może nawet i Chiny będą oferowały te technologie reszcie świata. Na swoich warunkach. Tak jak dzisiaj czynią to kraje naftowe. Fikcja polityczna? Być może.

W końcu mogę z czystym sumieniem dać ci plusa.
Przewrotna prawda, wychodzi na wierzch. Trzeba się przestawić na alternatywną technologię, gdyż kończy się ropa. Ale co się okazuje, do przestawienia się potrzeba metody i ogromnych pieniędzy, najlepiej w formie globalnego podatku.
Więc po co mydlić oczy globalnym ociepleniem?
Bo to dobry sposób na to by pozostać przy władzy.
Ropa się skończy, ale "nafciarze" będą rządzić dalej.
29-11-2009 15:43 
 Ocena 2 na 2
whiteskies (31 punktów)

>Przykro mi, ale dopiero w pełni wykształcony klimatolog zapewne mógłby podjąć poważną dyskusję i rozważyć, czy opłaca się podejmować proponowane działania w zakresie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. (Podkreślam takie sformułowanie, bo te propozycje, wbrew prawicowym think tankom, to nie jest kwestia wyłożenia pieniędzy dopiero wtedy, gdy będzie 100% pewność, ale coś w rodzaju ubezpieczenia -- gdyby mi powiedziano, że wybuchnie u mnie pożar mieszkania z prawdopodobieństwem 30% (a mniej więcej na tyle poważni klimatolodzy, których czytałem, a których szacunków nie potrafię zweryfikować, określają możliwość zapobieżenia globalnemu ociepleniu przez redukcję emisji gazów cieplarnianych), to bym raczej ubezpieczenie wykupił. (Podkreślam: nie wiem, czy klimatolog ów miał rację. Ale nie mam niczego lepszego od jego szacunku...))

To doprecyzuje: klimatolog moglby dostarczac (i dostarcza ) informacji o mozliwych skutkach klimatycznych szacunkach prawdopodobienstwa. Dalej hudrolog, rolnil. lesnik ekonomista/socjolog/politolog na teh podstawie okresla jakie kroki mozna/warto podjac, a polityk, w ramach debaty spolecznej i ustalen miedzynarodowych oraz innych uwarunkowan doprowadza do podjecia/nie takich lub innych decyzji,
rudyment (3233 punktów)
>1. Co sądzicie o powyższych rewelacjach?

Komu rewelacje, temu rewelacje...

>2. Jakie rozwiązania można zaproponować, by zminimalizować ryzyko kupowania przez rządy bądź
>rozmaite instytucje określonych "wyników dociekań naukowych"? Czy takie rozwiązania są w ogóle
>możliwe?

Takie rozwiązania nie istnieją z natury rzeczy.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
1. Czy zmniejszanie się pokrywy lodowej w okresie dziesięcioleci świadczy o ociepleniu?

2. Czy uznajesz tzw gazy cieplarniane za 'katalizator' (przyspieszacz) ocieplenia?

3. Czy emisja/wzrost ilości gazów cieplarnianych spowodowana działalnością człowieka daje znaczący wkład do obiegu tych gazów w przyrodzie zakłócając ten obieg?

Trzy odpowiedzi na TAK to opcja ocieplenia klimatu spowodowanego przez człowieka. Chętnie podyskutuje, jeśli ktoś w dowolnym punkcie odpowiedział NIE (o ile ten ktoś ma ochotę na dyskusję).

W mojej prywatnej opinii odrywanie kwestii ocieplenia od konkretnych danych klimatycznych i sprowadzanie jej na przykład do rozstrzygania, czy 'wykradzione maile nie są falsyfikatem' jest oszołomstwem.

Pozdrawiam
21-11-2009 14:51 
 Ocena 2 na 2
PiotrPęciak (634 punktów)
>2. Czy uznajesz tzw gazy cieplarniane za 'katalizator' (przyspieszacz) ocieplenia?

Pierwsze i ostatnie zdanie są faktami. To natomiast jest dyskusyjne. Właściwie nie trzeba było pisać dwóch okalających zdań, bo one nie utwierdzają postulatu drugiego. Ocieplenie jest naturalnym procesem w pewnym stopniu (jakim? dobre pytanie).
Cykl przekształcania się CO2 jest również dyskusyjny.
Podobno żyjemy w chłodnym okresie historii ziemi. Myślę, że nie jestem specjalistą by zaczynać wymienianie argumentów. Opanuję się.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>2. Czy uznajesz tzw gazy cieplarniane za 'katalizator' (przyspieszacz) ocieplenia?
>Pierwsze i ostatnie zdanie są faktami. To natomiast jest dyskusyjne. Właściwie nie trzeba było pisać dwóch okalających zdań, bo one nie utwierdzają postulatu drugiego. Ocieplenie jest naturalnym procesem w pewnym stopniu (jakim? dobre pytanie).
>Cykl przekształcania się CO2 jest również dyskusyjny.
>Podobno żyjemy w chłodnym okresie historii ziemi. Myślę, że nie jestem specjalistą by zaczynać wymienianie argumentów. Opanuję się.
Porozmawiajmy. Jak nie wymienisz konkretów, to ja nie będę w stanie na nie odpowiedzieć. Proszę tylko o zdania wprost- na przykład: cykl C w przyrodzie po podsumowaniu nie daje efektu ocieplenia lub podobne.
Pozdrawiam
PiotrPęciak (634 punktów)
Jestem kiepskim rozmówcą, moja wiedza jest znikoma w temacie, aczkolwiek czytam dużo o tym chociażby tutaj na forum. Nie chcę dyskutować bo więksi znawcy prowadzą tu dyskusje, które do niczego nie prowadzą. Ja chciałem wskazać tylko na fakt, że zdania 1 i 3 są faktami a zdanie 2 jest opinią. Czy trzecie zdanie było edytowane? Zdaje mi się, że była inna treść. W zdaniu trzecim jest błąd logiczny, bo odpowiedź na pierwszą część jest TAK, a w drugiej części "nie wiadomo". Ustosunkowując się do zdania TAK lub NIE, skłamałbym. W tym twierdzeniu są 2 założenia.

Edit: Poprawiam się. Zdanie 2 jest faktem. Nie zważyłem na fakt co uznawane jest za gaz cieplarniany (para wodna również się tu zalicza).
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
> Nie chcę dyskutować bo więksi znawcy prowadzą tu dyskusje, które do niczego nie prowadzą.


>Czy trzecie zdanie było edytowane?
Nie.
> W zdaniu trzecim jest błąd logiczny, bo odpowiedź na pierwszą część jest TAK, a w drugiej części "nie wiadomo". Ustosunkowując się do zdania TAK lub NIE, skłamałbym. W tym twierdzeniu są 2 założenia.
W 3. chodziło mi o to, że obieg stanowił cykl zamknięty nie prowadzący do gromadzenia się lub 'znikania' gazów cieplarnianych, ale oscylował wokół stałej wartości radząc sobie z losowymi katastrofami naturalnymi 'produkującymi' gazy cieplarniane w skali stuleci co najmniej.
Ludzka działalność wybiła obieg z kolein. Możliwe są trzy przypadki w związku z tym:
- nowy cykl oscylujący wokół innej wartości
- okres chaosu z przejściem w przypadek pierwszy lub trzeci
- załamanie systemu cyklicznego z asymptotycznym dążeniem do katastrofalnego dla nas poziomu temperatur
Trzeci wariant odnosi się do trzeciego pytania.

Pozdrawiam
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>W 3. chodziło mi o to, że obieg stanowił cykl zamknięty nie prowadzący do gromadzenia się lub 'znikania' gazów cieplarnianych, ale oscylował wokół stałej wartości radząc sobie z losowymi katastrofami naturalnymi 'produkującymi' gazy cieplarniane w skali stuleci co najmniej.
>Ludzka działalność wybiła obieg z kolein. Możliwe są trzy przypadki w związku z tym:
>- nowy cykl oscylujący wokół innej wartości
>- okres chaosu z przejściem w przypadek pierwszy lub trzeci
>- załamanie systemu cyklicznego z asymptotycznym dążeniem do katastrofalnego dla nas poziomu temperatur
>Trzeci wariant odnosi się do trzeciego pytania.

Hm, nikt nie ma szklanej kuli, ale trzeci wariant jest bardzo mało prawdopodobny: na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne. Po podniesieniu temperatur będzie np. więcej chmur, a pokrywa chmur zwiększa albedo planety dopuszczając mniej promieniowania do powierzchni. Jeśli doprowadzimy do znaczącego wzrostu temperatur to uruchomimy sprzężenia zwrotne m.in. takie które dodatkowo podbiją temperatury, ale po jakimś czasie ustali się kolejny stan "stabilny". Istotne jest to, żeby przynajmniej przestały wzrastać wprowadzone przez nas czynniki (głównie C02).
22-11-2009 11:18 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Hm, nikt nie ma szklanej kuli, ale trzeci wariant jest bardzo mało prawdopodobny: na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne.
   Mnie szklana kula niepotrzebna, by stwierdzić, że nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu, wszystkie po prostu są.
22-11-2009 11:36 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Hm, nikt nie ma szklanej kuli, ale trzeci wariant jest bardzo mało prawdopodobny: na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne.
>   Mnie szklana kula niepotrzebna, by stwierdzić, że nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu, wszystkie po prostu są.

Nie ma, ale są? Bardzo fajny transparentnie różny punkt obserwacyjny, szkoda że zupełnie bez sensu.

www.google(*)G=Szukaj+w+Google&lr=&aq=f&oq=
22-11-2009 12:13 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Mnie szklana kula niepotrzebna, by stwierdzić, że nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu, wszystkie po prostu są.
>Nie ma, ale są? Bardzo fajny transparentnie różny punkt obserwacyjny, szkoda że zupełnie bez sensu.
>www.google(*)G=Szukaj+w+Google&lr=&aq=f&oq=

   Jeśli ktoś chce, to i w duchy uwierzy.
22-11-2009 12:21 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>>   Mnie szklana kula niepotrzebna, by stwierdzić, że nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu, wszystkie po prostu są.
>>Nie ma, ale są? Bardzo fajny transparentnie różny punkt obserwacyjny, szkoda że zupełnie bez sensu.
>>www.google(*)G=Szukaj+w+Google&lr=&aq=f&oq=
>   Jeśli ktoś chce, to i w duchy uwierzy.

Potrafię zrozumieć fakt, że nie wiesz co to jest negatywne/ujemne sprzężenie zwrotne, ale naprawdę nie musisz się z tym aż tak bardzo reklamować.
22-11-2009 12:33 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Potrafię zrozumieć fakt, że nie wiesz co to jest negatywne/ujemne sprzężenie zwrotne, ale naprawdę nie musisz się z tym aż tak bardzo reklamować.

   Więc wytłumacz mi, Staniak, co to jest: negatywne sprzężenie dla klimatu.

   Bo ja twierdzę, że dla klimatu nie ma sprzężeń negatywnych ni pozytywnych - one po prostu są, jako czynniki na ten klimat wpływające.
22-11-2009 12:48 
 Ocena 1 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Potrafię zrozumieć fakt, że nie wiesz co to jest negatywne/ujemne sprzężenie zwrotne, ale naprawdę nie musisz się z tym aż tak bardzo reklamować.
>   Więc wytłumacz mi, Staniak, co to jest: negatywne sprzężenie dla klimatu.
>   Bo ja twierdzę, że dla klimatu nie ma sprzężeń negatywnych ni pozytywnych - one po prostu są, jako czynniki na ten klimat wpływające.

Adamiak, ja cię bardzo proszę, nie kompromituj się. Tutaj masz definicję negatywnego/ujemnego sprzężenia zwrotnego:

en.wikipedia.org/wiki/Negative_feedback

Przeczytaj, postaraj się zrozumieć. Chociaż to oczywiście zależy tylko od tego co będziesz chciał zrozumieć.
22-11-2009 18:37 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Więc wytłumacz mi, Staniak, co to jest: negatywne sprzężenie dla klimatu. Bo ja twierdzę, że dla klimatu nie ma sprzężeń negatywnych ni pozytywnych - one po prostu są, jako czynniki na ten klimat wpływające.
>Adamiak, ja cię bardzo proszę, nie kompromituj się.
   No cóż, do własnoręcznego się powieszenia ciężko mnie namówić, a poniekąd to proponujesz.

   Nie dziwię się też takiej propozycji, bo jedynym argumentem, jaki ci został, jest pacyfikacja tych, którzy dostrzegają twoją maniakalną obsesję.

>Tutaj masz definicję negatywnego/ujemnego sprzężenia zwrotnego: >en.wikipedia.org/wiki/Negative_feedback
   Napiszę ci inaczej i- choć mieszanie określeń w różnych językach nie jest twoją jedyną zaletą - to z braku profesjonalnej wiedzy odniosę się tylko do tego, bo ze swojej głowiny możesz Pewex robić, ale z mojej nawet komunistom się nie udało, user.

   Otóż, ja nie prosiłem o wikipedyczne regułki w eskimoskim języku, tylko o wytłumaczenie mi: co miałeś na myśli pisząc po polsku, że "...na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne.

>Przeczytaj, postaraj się zrozumieć. Chociaż to oczywiście zależy tylko od tego co będziesz chciał zrozumieć.
   Jakbym nie chciał rozumieć, to mi wychodzi, że jesteś po prostu... Hm, zwrot "mało wiarygodny" jest truizmem w remanencie twojego, ideologicznego rzężenia, fanatyczny Wyznawco Glocieplizmu.

   Odpowiadanie cytatami z angielskojęzycznej Wiki jest twoją specjalnością, ale nawet to nie ratuje cię przed klęską intelektualną, bo w języku polskim, którego użyłeś, słowo negatywny znaczy:
1. « oceniany jako niewłaściwy, zły lub niekorzystny»
2. « wyrażający czyjś sprzeciw, dezaprobatę lub krytykę».


   Z tego wynika, że masz osobisty stosunek do samej teorii Glocieplenia.
   Bo człowiek bezstronny na wynik mnożenia 2x2=4 nie powie: głupia czwórka, lub czwórka mądra, tylko po prostu powie: "cztery".

   Bo przyroda, ekosystem po prostu sobie jest i żaden deszczyk czy wiaterek z temperaturą włącznie, nie są dla tego ekosystemu niczym złym, ni dobrym, po prostu są.

   Negatywnym, to może być upał dla kretyna, co nie chce zdjąć kożucha na Saharze, lub deszcz dla roztargnionego, który nie wziął parasola, ale dla przyrody te zjawiska są po prostu transparentnymi czynnikami na coś wpływającymi.

   Sama więc nomenklatura, której używasz dezawuuje cię, jako bezstronnego uczestnika dyskusji, choć o równowagę niby apelujesz, bo twoje naciąganie na siłę faktów do swojej teorii, uskuteczniane przy pomocy manipulanckich sformułowań, natychmiast nasuwa na myśl fanatyka Świadka Jehowy, który na pierwszą bajeczkę o potopie kupił sobie ponton z płetwami i teraz szuka podobnych wariatów, żeby samotnie nie wyglądać kretyńsko w tych płetwach, podczas oczekiwania na pierwszy, większy deszcz, potwierdzający zasadność jego, hm, pośpiesznej decyzji.
<
22-11-2009 19:11 
 Ocena 5 na 5
placownik (17853 punktów)

>   Otóż, ja nie prosiłem o wikipedyczne regułki w eskimoskim języku, tylko o wytłumaczenie mi: co miałeś na myśli pisząc po polsku, że "...na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne.

   Czepiasz się, tak jak to masz w zwyczaju. Użycie w tym kontekście słowa negatywne rzeczywiście jest błędem językowym. To nieuprawniona kalka z języka angielskiego. Poprawnie należało użyć określenia ujemne.

>   Negatywnym, to może być upał dla kretyna, co nie chce zdjąć kożucha na Saharze, lub deszcz dla roztargnionego, który nie wziął parasola, ale .

   Co miałeś na myśli pisząc: "dla przyrody te zjawiska są po prostu transparentnymi czynnikami na coś wpływającymi".

>   Sama więc nomenklatura, której używasz dezawuuje cię, jako bezstronnego uczestnika dyskusji

   Rozumiem, że nieznajomość języków obcych nikogo nie dyskwalifikuje. Jednak podnoszenie tej nieznajomości do rangi cnoty jest zabiegiem chybionym. Niestety tak już jest, że osoba zdana wyłącznie na doniesienia naszych polskich gazetowych pismaków nie ma najmniejszych szans na wyrobienie sobie w miarę obiektywnego stanowiska na temat Globalnego Ocieplenia. Bloger perfectgreybody wychodzi takim osobom naprzeciw. Wkłada on sporo wysiłku, aby poglądy reprezentowane w "polskiej strefie językowej" przez Profesora Jaworowskiego i nieliczne inne osoby były w tejże "strefie" poddawane merytorycznej krytyce w sposób zrozumiały dla średniorozgarniętego śmiertelnika. Aby się z tą krytyką zapoznać, wystarczy tylko chcieć.

   A tym, którym się nie chce pozostaje tylko wiara. Wiara w jedyną słuszność poglądów głoszonych przez Profesora Jaworowskiego.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
22-11-2009 20:17 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>   Czepiasz się, tak jak to masz w zwyczaju.
   Każdy jakieś zwyczaje ma, niektórzy lubią np. traktować innych, jak niegrzeczne bachory.

>Użycie w tym kontekście słowa negatywne rzeczywiście jest błędem językowym.
   Samo użycie można by tak zakwalifikować, ale upieranie się przy tym sformułowaniu wskazuje na związek emocjonalny z treścią, którą to sformułowanie niesie, bo jeśli ktoś chce uzyskać wynik dodatni, to każdy ujemny będzie również negatywnym.
   Nadawanie ładunków emocjonalnych opisom zjawisk świadczy o podejściu nadającego do tychże.

>To nieuprawniona kalka z języka angielskiego. Poprawnie należało użyć określenia ujemne.
   Mnie to piszesz?

>   Co miałeś na myśli pisząc: "dla przyrody te zjawiska są po prostu transparentnymi czynnikami na coś wpływającymi".
   Transparentnymi w sensie istniejącymi w ekosystemie i nie podlegającymi antropomorfizacji, bo fakt spadku lub wzrostu temperatury czy innego deszczu, jest po prostu normalnym zjawiskiem w przyrodzie, tylko na coś, czyli jakieś ekozjawiska ma wpływ większy lub mniejszy.
   A nazywanie deszczu negatywnym jest podejściem tak głupim, jak nazywanie lwa mordercą biednych antylop, co nawet w bajkach wydaje mi się kretyńskie.

>   Rozumiem, że nieznajomość języków obcych nikogo nie dyskwalifikuje. Jednak podnoszenie tej nieznajomości do rangi cnoty jest zabiegiem chybionym.
   Takie zrozumienie, a raczej chęć zrozumienia mojego tekstu świadczy o Twoim stosunku do tematu, bo moja dwukrotna prośba o wytłumaczenie skierowana bezskutecznie do samego zainteresowanego, znosi zarzut, czyniąc z Twojego, trafnego skądinąd, poglądu - insynuację.

>Niestety tak już jest, że osoba zdana wyłącznie na doniesienia naszych polskich gazetowych pismaków nie ma najmniejszych szans na wyrobienie sobie w miarę obiektywnego stanowiska na temat Globalnego Ocieplenia.
   Masz rację, dlatego też przy wyrabianiu swojego stanowiska używam tajnej broni osobistej.
   Stanowisko obiektywne mógłby mieć tylko kosmita, bo każdy ziemianin ma, jak słusznie, choć może niechcący zauważyłeś, obiektywne w miarę.

>Bloger perfectgreybody wychodzi takim osobom naprzeciw.
   Dziękuję za źródełko.

>   A tym, którym się nie chce pozostaje tylko wiara.
   Podziwiam Twoją wspaniałomyślność, bo przecie mógłbyś i wiarę im zabrać.

>Wiara w jedyną słuszność poglądów głoszonych przez Profesora Jaworowskiego.
   Albo w negatywny wzrost temperatury.

   Pozdrawiam.
22-11-2009 20:57 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>   A nazywanie deszczu negatywnym jest podejściem tak głupim, jak nazywanie lwa mordercą biednych antylop

Musiałbyś jeszcze, manipulatorze od siedmiu boleści, wskazać kto deszcz tak nazwał. "Negatywne" w kontekście "sprzężenia zwrotnego" nie zostawia wątpliwości o co chodzi nikomu, kto zna to pojęcie.
23-11-2009 08:00 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   A nazywanie deszczu negatywnym jest podejściem tak głupim, jak nazywanie lwa mordercą biednych antylop
>Musiałbyś jeszcze, manipulatorze od siedmiu boleści, wskazać kto deszcz tak nazwał.
   Niczego nie muszę, Staniak, ale mogę ci podpowiedzieć, że to ja strzeliłem taką egzemplifikacją.

>"Negatywne" w kontekście "sprzężenia zwrotnego" nie zostawia wątpliwości o co chodzi nikomu, kto zna to pojęcie.
   Mnie nie obchodzi, kto co zna wg Staniaka, ale wątpliwości zostawia mnie, bo przypinasz temu pojęciu swoje śliczne, choć trochę nierozsądnie kupione płetwy, manipulatorku na siłę analogiczny.
22-11-2009 21:22 
 Ocena 4 na 4
placownik (17853 punktów)
>>   Czepiasz się, tak jak to masz w zwyczaju.
>   Każdy jakieś zwyczaje ma, niektórzy lubią np. traktować innych, jak niegrzeczne bachory.

   Taak. Tutaj się zaczęło:

Cytat:
>Hm, nikt nie ma szklanej kuli, ale trzeci wariant jest bardzo mało prawdopodobny: na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne.
Mnie szklana kula niepotrzebna, by stwierdzić, że nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu, wszystkie po prostu są.


   Stwierdzenie, że na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne, wywołuje Twoją refleksję: nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu. Ustawiwszy w ten sposób przeciwnika walisz mu fangę w nos i zaczynasz się znęcać nad określeniem negatywny. Co z tego wynika? Ano niewiele.

   Tu masz przykład jednego z ujemnych sprzężeń zwrotnych wpływających na klimat:

Wzrost temperatury powierzchni powoduje
wzrost parowania oceanów co powoduje
wzrost zachmurzenia co powoduje
wzrost zdolności atmosfery do odbijania promieni słonecznych co powoduje
zwiększenie ilości odbijanych promieni słonecznych co powoduje
spadek temperatury powierzchni co powoduje
spadek parowania oceanów co powoduje
zmniejszenie zachmurzenia co powoduje
zmniejszenie ilości odbijanych promieni słonecznych co powoduje
wzrost temperatury powierzchni.


   Czy w kwestii ujemnych sprzężeń zwrotnych wpływających na klimat jeszcze czegoś nie rozumiesz? Czy to jest dla Ciebie transparentne?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
22-11-2009 22:37 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>   Tu masz przykład jednego z ujemnych sprzężeń zwrotnych wpływających na klimat:...
>...co powoduje
>wzrost temperatury powierzchni.

>   Czy w kwestii ujemnych sprzężeń zwrotnych wpływających na klimat jeszcze czegoś nie rozumiesz?
Ja nie rozumiem, bo
Cytat:
gdzie twój idol pan Jaworowski napisał m.in.
"co wskazuje na NEGATYWNE SPRZĘŻENIE ZWROTNE, czyli na brak efektu cieplarnianego"


A więc jak to jest - negatywne sprzężenie oznacza ocieplenie, czy ochłodzenie?

>Czy to jest dla Ciebie transparentne?
Nie lubię tego słowa, wolę polskie: "przejrzysty".
Ale cóż - taki trend, szczególnie wśród polskich polityków.

Jeśli brak efektu cieplarnianego zdecydowano się nazywać negatywnym/pozytywnym sprzężeniem zwrotnym, to nie ma o czym dyskutować.
Można natomiast dyskutować o negatywnym bądź pozytywnym wpływie zmian na populację ludzką.
Dziwne, że właśnie ocieplenie uznano za zagrożenie. A gdyby klimat oziębiał się - oznaczałoby to coś pozytywnego/należałoby się cieszyć?
W długim horyzoncie czasowym nie sposób przecież przesądzić o skutkach?

Pozdrawiam - Zbyszek




Wiara kończy się wówczas, gdy zaczynają się wątpliwości.
23-11-2009 00:10 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Cytat:
gdzie twój idol pan Jaworowski napisał m.in.
>"co wskazuje na NEGATYWNE SPRZĘŻENIE ZWROTNE, czyli na brak efektu cieplarnianego"

>A więc jak to jest - negatywne sprzężenie oznacza ocieplenie, czy ochłodzenie?

To zależy co jest ze sobą sprzężone. Ogólnie rzecz biorąc, negatywne/ujemne sprzężenia zwrotne hamują zmiany w systemie (np. wyższe temperatury -> więcej parowania i chmur -> więcej promieniowania słonecznego odbitego od górnych powierzchni chmur -> niższe temperatury), natomiast pozytywne/dodatnie wzmacniają zmiany (np. więcej CO2 w atmosferze -> bardziej intensywny efekt cieplarniany -> wyższe temperatury powietrza -> ogrzanie oceanów -> zmniejszanie rozpuszczalności CO2 w wodzie morskiej -> emisja CO2 z oceanów -> więcej CO2 w atmosferze). Na klimat składają się oba rodzaje sprzężeń. Jeśli ogólna suma sprzężeń systemu jest ujemna, jest on uważany za stabilny. Klimat jaki znamy jest stabilny (w sensie, samoregulujący), ale nie mamy pewności dla jakiego zakresu czynników. Tym bardziej ryzykowne jest zakłócanie tego systemu, ponieważ nie znamy tego skutków dla jego stabilności. Może w ciągu kilkuset lat wejdzie w kolejny stan stabilny z lekko zmienionymi warunkami, a w ciągu np. kilku tysięcy lat poradzi sobie z usunięciem naszych emisji? A może nie, może uruchomimy sprzężenie, dla którego granicą będą warunki jak na Wenus?

Nie rozumiem do końca które czynniki miał na myśli Jaworowski pisząc o negatywnym sprzężeniu zwrotnym, ale nie ma sobie co zawracać tym głowy, i tak się opierał na błędnych danych.

>>Czy to jest dla Ciebie transparentne?
>Nie lubię tego słowa, wolę polskie: "przejrzysty".
>Ale cóż - taki trend, szczególnie wśród polskich polityków.
>Jeśli brak efektu cieplarnianego zdecydowano się nazywać negatywnym/pozytywnym sprzężeniem zwrotnym, to nie ma o czym dyskutować.
>Można natomiast dyskutować o negatywnym bądź pozytywnym wpływie zmian na populację ludzką.
>Dziwne, że właśnie ocieplenie uznano za zagrożenie. A gdyby klimat oziębiał się - oznaczałoby to coś pozytywnego/należałoby się cieszyć?

Zagrożeniem jest gwałtowne naruszenie warunków w jakich działa system. O nie dających się do końca przewidzieć skutkach. Gdyby chodziło o gwałtowny spadek CO2 w atmosferze, to również byłby problem. Nie dawaj się wpuszczać w kanał "sceptykom" wołającym o "Religii Glocieplenia", istotne jest to, że psujemy mechanizm, a nie w którą stronę.
23-11-2009 09:45 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Nie dawaj się wpuszczać w kanał "sceptykom" wołającym o "Religii Glocieplenia", istotne jest to, że psujemy mechanizm, a nie w którą stronę.
Istotne jest to, że zaczyna się era samochodów elektrycznych, rośnie ilość elektrowni atomowych. Czy to dobrze?
Piszę w kontekście "psucia mechanizmu".

Pozdrawiam - Zbyszek

Wiara kończy się wówczas, gdy zaczynają się wątpliwości.
23-11-2009 18:00 
 Ocena 3 na 3
Michał Żelazny (1528 punktów)
Elektrownie atomowa to bardzo dobra sprawa. Czyste, ekologiczne, wydajne, na przestrzeni czasu raczej tanie. Do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć czemu ci ekolodzy tak bardzo ich nie chcą. Trochę rozumiem ludzi, którzy mieliby mieszkać w pobliżu takiego obiektu. Strach robi swoje. Ale to jest irracjonalny strach. A jak mi ktoś przytacza katastrofę w Czarnobylu, to zawsze mówię, że to nie była elektrownia atomowa. To była RADZIECKA elektrownia atomowa.

Co do samochodów elektrycznych, to ja generalnie jestem za. Mają zapewne parę wad (m.in stosunkowo niewielki zasięg, choć ogólnie osiągi całkiem niezłe. Chociażby: pl.wikipedia.org/wiki/Tesla_Roadster ). Tylko, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
23-11-2009 00:12 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Można natomiast dyskutować o negatywnym bądź pozytywnym wpływie zmian na populację ludzką.
   
   I też bym się nie upierał, że każdemu będzie źle lub dobrze po równo.
   Daktyle w moim ogródku wcale mnie nie zmartwią.

>Dziwne, że właśnie ocieplenie uznano za zagrożenie. A gdyby klimat oziębiał się - oznaczałoby to coś pozytywnego/należałoby się cieszyć?
   Zarobić można tylko na ludzkim nieszczęściu - piekarz zarabia na moim głodzie a ja zarabiam na tym, że mu na głowę kapie z dziurawego dachu - jeśli nie nazwiesz czegoś zagrożeniem, to słaby interes, Zbyszku, a im większa groza, tym więcej jest warta.

>W długim horyzoncie czasowym nie sposób przecież przesądzić o skutkach?
   Sposób jest - wysyłać węgiel w kosmos, tylko kto tam kupi?

   Dostrzegam duży błąd w samej nomenklaturze używanej, w tym przypadku, przez klimatologów, bo na jakiej podstawie ktoś może wartościować ocieplenie lub ochłodzenie?
   Ale jeśli wzajemne oddziaływanie, sprzężenie nazwie się ujemnym, to i w takim ujemnie-pejoratywnym kierunku całe postrzeganie idzie, a stąd już krok do ideologii dobroci dla dobra okolicznej ludzkości.

   Takich perełek interakcyjnych między semantyką a podświadomym wartościowaniem zwykłych, przezroczystych wyrażeń i zwrotów, dostrzegam w języku potocznym dużo więcej.

   Pozdrawiam.
Sylwek (15472 punktów)

>   Takich perełek interakcyjnych między semantyką a podświadomym wartościowaniem zwykłych, przezroczystych wyrażeń i zwrotów, dostrzegam w języku potocznym dużo więcej.

Rozkosznie jest dostrzegać źdźbło w cudzym oku nie widząc belki w swoim...
24-11-2009 23:41 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Rozkosznie jest dostrzegać źdźbło w cudzym oku nie widząc belki w swoim...
   Wierzę ci na słowo, ale.. no cóż, nie mam wpływu na twoje rozkosze.
   I nie żałuję.
22-11-2009 22:39 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>   Taak. Tutaj się zaczęło:
>Cytat:
>Hm, nikt nie ma szklanej kuli, ale trzeci wariant jest bardzo mało prawdopodobny: na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne.
> Mnie szklana kula niepotrzebna, by stwierdzić, że nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu, wszystkie po prostu są.

>   Stwierdzenie, że na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne, wywołuje Twoją refleksję: nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu.
   Do tej chwili się zgadza.

>   Ustawiwszy w ten sposób przeciwnika walisz mu fangę w nos i zaczynasz się znęcać nad określeniem negatywny.

   Mnie tak nie ustawisz, bo sens mojego pytania tkwił w czym innym, czego i Ty, widzę, nie rozumiesz, lub nie chcesz zrozumieć, a przeciwnik po prostu sam się tak ustawił, ale brakiem odniesienia do swojego błędu.
   Tak się gra, jak przeciwnik pozwoli.

>Co z tego wynika? Ano niewiele.
   Piszesz tak sobie?

>   Tu masz przykład jednego z ujemnych sprzężeń zwrotnych wpływających na klimat:
>
Wzrost temperatury powierzchni powoduje
>wzrost parowania oceanów co powoduje
>wzrost zachmurzenia co powoduje
>wzrost zdolności atmosfery do odbijania promieni słonecznych co powoduje
>zwiększenie ilości odbijanych promieni słonecznych co powoduje
>spadek temperatury powierzchni co powoduje
>spadek parowania oceanów co powoduje
>zmniejszenie zachmurzenia co powoduje
>zmniejszenie ilości odbijanych promieni słonecznych co powoduje
>wzrost temperatury powierzchni.

>   Czy w kwestii ujemnych sprzężeń zwrotnych wpływających na klimat jeszcze czegoś nie rozumiesz?
   Już któryś raz nie przerywam Ci wykładu, tym razem nie tylko z grzeczności, ale dlatego, byś też coś- w sprzężeniu zwrotnym- skorzystał.

   Teraz spytam: gdzie w swoim zestawieniu widzisz coś ujemnego?
   Ja widzę jedynie zależności między układzikami tworzącymi układ.

   Sam przymiotnik ujemnych z Twojego wywodu, jest- w moim, dekarskim rozumku- zupełnie zbyteczny, żeby nie używać innych słów, bo w mojej percepcji ekosystemu wystarczyłoby samo sprzężenie, jako «wzajemne oddziaływanie między (...) układami»z moją poprawką polegającą na wywaleniu słowa "dwóch".

   Ponieważ wartościowanie można odnieść do jakiegoś układu względem drugiego, równie umownego układu, to więcej czegoś powoduje coś w innym układzie, ale nie dla całego systemu, jako układu - system eko ma Wasze wartościowania w takim poważaniu, w jakim ja mam Staniaka płetwy.

   Odszczekam wszystko pod stołem, jeśli wskażesz mi drugi system, wobec którego sprzężenie w naszym, ziemskim systemie eko może okazać się ujemne lub dodatnie.

   Na propozycje typu: wywalić trochę węgla w kosmos nie zareaguję szczekaniem, tylko rozszerzeniem pojęcie układ, system.

>Czy to jest dla Ciebie transparentne?
   Oczywiście, a jakie miałoby być?

   Pozdrawiam.
23-11-2009 00:23 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>   Teraz spytam: gdzie w swoim zestawieniu widzisz coś ujemnego?
>   Ja widzę jedynie zależności między układzikami tworzącymi układ.
>   Sam przymiotnik ujemnych z Twojego wywodu, jest- w moim, dekarskim rozumku- zupełnie zbyteczny, żeby nie używać innych słów, bo w mojej percepcji ekosystemu wystarczyłoby samo sprzężenie, jako «wzajemne oddziaływanie między (...) układami»z moją poprawką polegającą na wywaleniu słowa "dwóch".

Buuuuuuuhahahahaha Rewelacja Po prostu rewelacja Piszcie chłopaki więcej, bo z ciebie i rexusa obśmiałem się jak dotąd jak już mi się dawno nie zdarzyło. Ty chyba nawet jesteś lepszy:

>   Ponieważ wartościowanie można odnieść do jakiegoś układu względem drugiego, równie umownego układu, to więcej czegoś powoduje coś w innym układzie, ale nie dla całego systemu, jako układu - system eko ma Wasze wartościowania w takim poważaniu, w jakim ja mam Staniaka płetwy.

RE-WE-LA-CJA! Broń was panie urojony cokolwiek edytować, zaraz sobie zresztą zapiszę, żeby było co ludziom pokazywać. Adamiak, wielki szacun. Satyryk z ciebie pierwsza klasa -- zlikwidować podział sprzężeń na ujemne i dodatnie w celu uniknięcia "wartościowania" to naprawdę nie byle co. Gratulacje.
23-11-2009 08:29 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Buuuuuuuhahahahaha Rewelacja Po prostu rewelacja
   Też tak myślę, choć dla niektórych rewelacją zdaje się powrót do normalności, to i tak nieźle rokuje.

>>   ... system eko ma Wasze wartościowania w takim poważaniu, w jakim ja mam Staniaka płetwy.
>Adamiak, wielki szacun.
   Dzięx, luuuzik.

>... zlikwidować podział sprzężeń na ujemne i dodatnie w celu uniknięcia "wartościowania" to naprawdę nie byle co. Gratulacje.
   Gdybyś jeszcze rozumiał- tak, jak nie rozumiesz- o co mi chodzi, to gratulacje pewnie byłyby szczersze.
23-11-2009 01:33 
 Ocena 5 na 5
placownik (17853 punktów)

>   Odszczekam wszystko pod stołem,

   Szkoda Twojej energii na szczekanie. Zamiast szczekać - przeczytaj.

   W podanym przeze mnie przykładzie parametrem jest temperatura powierzchni. Zmniejszenie wartości tego parametru, wywołuje ciąg zdarzeń powodujący jego zwiększenie i na odwrót.    Przyjęto nazywać takie ciągi zdarzeń mianem ujemnego sprzężenia zwrotnego. Nie ma tu ani grama żadnego wartościowania.

   Czy akceptujesz taką popularyzację?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
23-11-2009 09:51 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Odszczekam wszystko pod stołem,
>   Szkoda Twojej energii na szczekanie.
   Sam decyduję o swojej energii, Placowniku, ale dzięki za troskę.

>Zamiast szczekać - przeczytaj.
>   W podanym przeze mnie przykładzie parametrem jest temperatura powierzchni.
   Jasne.

>Zmniejszenie wartości tego parametru, wywołuje ciąg zdarzeń powodujący jego zwiększenie i na odwrót.
   Oczywiście.

>   Przyjęto nazywać takie ciągi zdarzeń mianem ujemnego sprzężenia zwrotnego.
   Dziękuję, już teraz wiem.

>Nie ma tu ani grama żadnego wartościowania.
   To jasne, jak dupa anioła, że w definicji z Wiki wartościowania nie ma.

>   Czy akceptujesz taką popularyzację?
   Powyżej pokazałeś jej wzorowy, wg mnie, przykład, Placowniku, tylko, że nie akceptuję jej w Waszym, ogólnie, wydaniu, bo jakoś wyczuwam manipulację polegającą na nadawaniu pejoratywnego (lub odwrotnie) wydźwięku suchym terminom fachowym, oraz głoszenie idei lub jej kryptowersji, od popularyzacji.

   Poza dominującym faktem, że dostrzegam tendencyjność w żonglowaniu pojęciem sprzężenia zwrotnego w odniesieniu do krojonych ad hoc i na miarę Waszych potrzeb, układzików.

   Bo Wiki mówi- i tu perfidnie posłużę się tym samym linkiem co Ty- o sprzężeniach zwrotnych układu w znaczeniu systemu, a dla mnie pojęcie system oznacza całą Ziemię ze wszystkimi jej elementami łącznie, a nie wyrywkowo kombinowane tego systemu elementy, i to w przedziałach czasowych pasujących akurat do Waszej teoryjki.

   Bo Ziemia ma 5 miliardów lat bez mała, a Wy grzmicie, że za sto, lub sto tysięcy lat może być katastrofa, podczas kiedy w jej historii takich katastrof było na pęczki powiązane w snopki, a jeszcze 100 lat temu ludziom nawet się nie śniło, że rozbiją atom.

   A cały problem w Waszym braku dobrze, więc nie uniżenie, rozumianej pokory wobec siły natury i możliwości rozumu ludzkiego, bo Was ideologia pcha do ratowania ludzkości za wszelką cenę, to nic, że kosztem tej ludzkości właśnie.

   Aha, zapomniałbym: to gdzie jest ten " drugi system, wobec którego sprzężenie w naszym, ziemskim systemie eko może okazać się ujemne lub dodatnie"...?

   Bo już zebrałem się do szczekania, ale cóś mię tkło, żeby się wstrzymać.

   Życzę miłego dnia.
23-11-2009 12:32 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>   Bo Wiki mówi- i tu perfidnie posłużę się tym samym linkiem co Ty- o sprzężeniach zwrotnych układu w znaczeniu systemu,

   Nie chcę kurczowo trzymać się definicji podawanej przez ciotkę Wiki, ale nie sposób nie zauważyć, że rozpoczyna się ona od takiego oto zdania:
Sprzężenie zwrotne (ang. feedback) - oddziaływanie sygnałów stanu końcowego (wyjściowego) procesu (systemu, układu), na jego sygnały referencyjne (wejściowe).

>a dla mnie pojęcie system oznacza całą Ziemię ze wszystkimi jej elementami łącznie, a nie wyrywkowo kombinowane tego systemu elementy, i to w przedziałach czasowych pasujących akurat do Waszej teoryjki.

   Takie całościowe, lub, uczciwszy Twoje uszy, holistyczne podejście, bywa bardzo cenne, ale dopiero na etapie porządkowania i interpretowania, czy nawet reinterpretowania wiedzy zdobytej na podstawie badania podsystemów składających się na cały system oraz zależności jakie pomiędzy nimi zachodzą. Podział na podsystemy jest do pewnego stopnia arbitralny, ale tylko do pewnego stopnia. Przykładowo klimatologia, bo o niej przecież mówimy, a nie o sprzężeniach jako takich, nie zajmuje się Ziemią jako całością. Wydziela z całego systemu za jaki można uważać Ziemię, pewien podsystem. Nie pytaj mnie tylko, jakie są kryteria w oparciu o które owego wydzielenia się dokonuje, bo miałbym z tym ogromne trudności, a nie jest to kwestia najistotniejsza w tym wypadku.

   Dalej. Po wydzieleniu podsystemu, którego badaniem zajmuje się klimatologia, dokonywane są dalsze podziały, również nie do końca arbitralne. Jednym z takich podziałów jest podział na atmosferę ziemską i powierzchnię Ziemi. I jeśli już koniecznie chcesz widzieć dwa systemy połączone sprzężeniem zwrotnym, to w podanym przeze mnie przykładzie będą nimi właśnie atmosfera ziemska i powierzchnia Ziemi.

   Czy po takim wyjaśnieniu nadal będziesz obstawał przy tym, że "nasze" podejście polega na rozpatrywaniu "wyrywkowo kombinowanych tego systemu elementów, i to w przedziałach czasowych pasujących akurat do Waszej teoryjki"

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
23-11-2009 19:36 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Bo Wiki mówi- i tu perfidnie posłużę się tym samym linkiem co Ty- o sprzężeniach zwrotnych układu w znaczeniu systemu,
>   Nie chcę kurczowo trzymać się definicji podawanej przez ciotkę Wiki, ale nie sposób nie zauważyć, że rozpoczyna się ona od takiego oto zdania:
>
Sprzężenie zwrotne (ang. feedback) - oddziaływanie sygnałów stanu końcowego (wyjściowego) procesu (systemu, układu), na jego sygnały referencyjne (wejściowe).


   Wyrzuciłem sobie (roboczo) nawiasiki i wyszło mi, że już na starcie nikt nie zna dokładnego stanu końcowego (czyli wyjściowego), bo jest on, po pierwsze: procesem dynamicznym; po drugie: różnym w zależności od interpretacji.

   No i jeszcze wyszło mi, że wszelkie rozważania o klimacie w oparciu o "sprzężenie zwrotne" w definicyjnym jego rozumieniu, są bardzo ambitnym przedsięwzięciem, by nie powiedzieć, że opierającym się na chciejstwie. Wyłącznie na chciejstwie, bo rzetelne podejście byłoby możliwe tylko przy rzetelnych danych, a w przypadku prognoz dłuuugoterminowych, jaką jest niewątpliwie zagrożenie Glociepleniem, są to wyłącznie dane chciane.
   Nawet za rym nie przeproszę.

   Zakładam też trzecie wyjście: nadal nie rozumiem o co chodzi.

>   Takie całościowe, lub, uczciwszy Twoje uszy, holistyczne podejście...

   Dziękuję, uprzytomniłeś mi rozmiar zjawiska, które intuicyjnie wyczuwałem, ale Ty przybliżyłeś mi maestrię głównych architektów teorii Globalnego Ocieplenia.

   Architektów pracujących w pocie czół na wydumanych przesłankach, wyliczonych przy pomocy przypadkowych danych, wspartych uznaniowymi liczbami, przy użyciu nietrafnych definicji, posiłkowanych wyrywkowymi elementami, w asyście szczytnych celów, ale za to będących w posiadaniu czarnego kota, który jest głównym losującym wyniki do globalnej bazy danych.
   Znane w zarysie gabaryty kota oraz, w przybliżeniu, trasy jego nocnych wędrówek, są najbardziej wiarygodnym czynnikiem w równaniu, z którego wynika krystaliczna postać PPP ( Prawdy Prawie Prawdziwej).

   No i dominująco-wiarygodną wielkością w tym równaniu jest to, że nie wiadomo co się za chwilę zmieni, ale za to znowu długość chwili jest zagadką.
   Aha, jeszcze kolor czarnego kota wyjdzie w praniu za x lat.

   Obrazowo ujmę to tak: przy użyciu "sprzężenia zwrotnego" mogę sobie z dużym prawdopodobieństwem obliczyć klimat w mojej kuchni za, powiedzmy, miesiąc i to pod warunkiem, że w tym czasie nie nastąpi awaria dostawy gazu, prądu, lub teściowa nie trzaśnie drzwiami robiąc przeciąg, znaczący w kuchni przeciąg, jak to teściowa.

   Ale nawet chwilowy brak teściowej nie skłoniłby mnie do takich, kretyńskich spekulacji, a "naukowcy-klimatolodzy" przecie też nie wiedzą, czy im jaki teść-Krakatau nie pieprznie drzwiami, lub elektryk słoneczny nie psikuśnie większą protuberancją, czy inną, negatywną więc dobrą plamą.

>   Nie pytaj mnie tylko, jakie są kryteria w oparciu o które owego wydzielenia się dokonuje, bo miałbym z tym ogromne trudności, a nie jest to kwestia najistotniejsza w tym wypadku.
   Jasne, nie pytam.

>   Czy po takim wyjaśnieniu nadal będziesz obstawał przy tym, że "nasze" podejście polega na rozpatrywaniu "wyrywkowo kombinowanych tego systemu elementów, i to w przedziałach czasowych pasujących akurat do Waszej teoryjki"

   Odszczekuję.
   To podejście nie jest WASZE.

   Pozdrawiam
29-11-2009 16:32 
 Ocena 2 na 2
whiteskies (31 punktów)
>   Obrazowo ujmę to tak: przy użyciu "sprzężenia zwrotnego" mogę sobie z dużym prawdopodobieństwem obliczyć klimat w mojej kuchni za, powiedzmy, miesiąc i to pod warunkiem, że w tym czasie nie nastąpi awaria dostawy gazu, prądu, lub teściowa nie trzaśnie drzwiami robiąc przeciąg, znaczący w kuchni przeciąg, jak to teściowa.

Obrazowo niezle to ujales. Zalozmy teraz ze ta kuchnia to nasza Zemia, awaria dostawy prafdu czy gazu to niezrozumiale wygasniecie sloneczka, miesiac to jakies 100-500 lat a tesciowa to wielka planeta na kursie zbieznym . Wtedy analogia bedzie juz calkiem dobra.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dobrze powiedziane. 100 lat to nie tak dużo.
29-11-2009 21:52 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Obrazowo niezle to ujales.
   Dzięx.

>Zalozmy teraz ze ta kuchnia to nasza Zemia, awaria dostawy prafdu czy gazu to niezrozumiale wygasniecie sloneczka, miesiac to jakies 100-500 lat a tesciowa to wielka planeta na kursie zbieznym .
   Szkoda, że nie zająknąłeś się o wytłuszczonym i niesprecyzowanym stanie końcowym, czyli wyjściowym, który w mojej kuchni doskonale znam, ale i tak główny szkopuł tkwi gdzie indziej.

   Otóż, jeśli źle przewidzę w swojej kuchni skutki czegoś, to rachunek zapłacę ja i z tego względu nie opłaca mi się oszukiwać samego siebie, albo sąsiada z przeciwka, że ustalam kuchenny klimat dla dobra ludzkości.
   I tym się różnię od oszołomów ustalających dla dobra Planety cenę za zużytą przeze mnie energię.

   Oni każą mi płacić za swoje fantazje, że za tysiąc (albo sto tysięcy) lat czyjegoś psa nie będzie stać na kiełbasę, a mnie interesuje, czy przez Ich hipokryzję na tę kiełbasę stać mnie będzie jutro, bo za tysiąc lat wszystkie psy będą latać po ulicach w postaci hologramów.

>Wtedy analogia bedzie juz calkiem dobra.
   Analogia jest dobra, różni nas tylko to, że ja wiem co to jest moja kuchnia, a ty nie wiesz o czym piszesz.

P.S. Zachęcam do używania funkcji "podgląd" nie tylko w celu możliwości wklejenia posta.
02-12-2009 18:58 
 Ocena 1 na 1
whiteskies (31 punktów)
>>Obrazowo niezle to ujales.
>   Dzięx.

>>Zalozmy teraz ze ta kuchnia to nasza Ziemia, awaria dostawy pradu czy gazu to niezrozumiale wygasniecie sloneczka, miesiac to jakies 100-500 lat a tesciowa to wielka planeta na kursie zbieznym .
>   Szkoda, że nie zająknąłeś się o wytłuszczonym i niesprecyzowanym stanie końcowym, czyli wyjściowym, który w mojej kuchni doskonale znam, ale i tak główny szkopuł tkwi gdzie indziej.
>   Otóż, jeśli źle przewidzę w swojej kuchni skutki czegoś, to rachunek zapłacę ja i z tego względu nie opłaca mi się oszukiwać samego siebie, albo sąsiada z przeciwka, że ustalam kuchenny klimat dla dobra ludzkości.

A jak w scianie kuchni miedzy Toba a sasiadem jest zarazliwy grzyb i trzeba sie zlozyc na remont, bo wyremontowanie jednej kuchni nie zalatwi sprawy?

>   I tym się różnię od oszołomów ustalających dla dobra Planety cenę za zużytą przeze mnie energię.
>   Oni każą mi płacić za swoje fantazje, że za tysiąc (albo sto tysięcy) lat czyjegoś psa nie będzie stać na kiełbasę, a mnie interesuje, czy przez Ich hipokryzję na tę kiełbasę stać mnie będzie jutro, bo za tysiąc lat wszystkie psy będą latać po ulicach w postaci hologramów.

A sasiad jest niestety jest takim oszolomem i nie chce sie zgodzic na remont, podejrzewa ze chcesz zrobic go w konia i zadne argumenty do niego nie trafiaja

>>Wtedy analogia bedzie juz calkiem dobra.
>   Analogia jest dobra, różni nas tylko to, że ja wiem co to jest moja kuchnia, a ty nie wiesz o czym piszesz.

Masz dobra opinie o sobie, a zla o mnie. Ale to Tylko Twoja opnia

>P.S. Zachęcam do używania funkcji "podgląd" nie tylko w celu możliwości wklejenia posta.
>
Zastosowalem się.
02-12-2009 19:45 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>A jak w scianie kuchni miedzy Toba a sasiadem jest zarazliwy grzyb i trzeba sie zlozyc na remont, bo wyremontowanie jednej kuchni nie zalatwi sprawy?
   Hm.

>>   ... że za tysiąc (albo sto tysięcy) lat...
>A sasiad jest niestety jest takim oszolomem i nie chce sie zgodzic na remont, podejrzewa ze chcesz zrobic go w konia i zadne argumenty do niego nie trafiaja

   Hm. Może za karę kazać mu zdechnąć za 90 tysięcy lat? No tak, ale to może się okazać nagrodą, bo nie doczeka potopu, eh!

>   ... ja wiem co to jest moja kuchnia, a ty nie wiesz o czym piszesz.
>Masz dobra opinie o sobie, a zla o mnie.
   Owszem, o sobie mam niezłą, ale o Tobie żadnej, bo Cię nie znam.

>Ale to Tylko Twoja opnia
   A czyja ma być?
   Ty masz jakieś inne, nie swoje?

>Zastosowalem się.
   Dziękuję.

   Pozdrawiam.

P.S. U góry okna do pisania pokazuje się też taki napis: "Prosimy wycinać niepotrzebne cytowanie poprzedników."

P.S.2. Wiesz o tym, że odpowiedziałeś zupełnie nie na temat?

P.S.3. Aha, zapomniałbym - nie mam sąsiada.
whiteskies (31 punktów)

>>Ale to Tylko Twoja opnia
>   A czyja ma być? Ty masz jakieś inne, nie swoje?

Jak opinia jest "skazona wiedzą" spoza zakresu tego co sam doswiadczylem, de facto nie jest juz zupelnie i wylacznie moja .

>P.S.3. Aha, zapomniałbym - nie mam sąsiada.
Ooo, gratulacje. Kięzyc, Mars czy dalej?
06-12-2009 13:33 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>>Ale to Tylko Twoja opnia
>>   A czyja ma być? Ty masz jakieś inne, nie swoje?
>Jak opinia jest "skazona wiedzą" spoza zakresu tego co sam doswiadczylem, de facto nie jest juz zupelnie i wylacznie moja .
   No, załóżmy. Wychodzi na to, że każdy ma taką, bo wszystkie dane od urodzenia są "zaśmiecaniem" przyszłych opinii.

   To dlaczego jeszcze gadamy?

>>P.S.3. Aha, zapomniałbym - nie mam sąsiada.
>Ooo, gratulacje. Kięzyc, Mars czy dalej?
   Niezły jesteś, tylko strasznie jednostronny.
22-11-2009 22:58 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>   Stwierdzenie, że na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne, wywołuje Twoją refleksję: nie ma sprzężeń negatywnych dla klimatu. Ustawiwszy w ten sposób przeciwnika walisz mu fangę w nos i zaczynasz się znęcać nad określeniem negatywny.

Myślę, że go przeceniasz. Te pierwszych kilka pytań to nie było podpuszczanie, on chyba po prostu autentycznie nie wiedział co to jest negatywne/ujemne sprzężenie zwrotne.
23-11-2009 00:49 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Myślę, że go przeceniasz. Te pierwszych kilka pytań to nie było podpuszczanie, on chyba po prostu autentycznie nie wiedział co to jest negatywne/ujemne sprzężenie zwrotne.
   Nadal nie wiem, bo na razie nie wykazałeś istnienia żadnego negatywnego sprzężenia w ekosystemie, prócz wklejenie z Wiki jakiegoś cytatu, który potwierdza tylko to, że zupełnie transparentne zjawiska zachodzące w ekosystemie, paru nawiedzonych + ty, nazywacie sobie negatywnymi.

   Wkleiłem ci definicję duchów, aleś też od tego w duchy nie uwierzył, i słusznie.

   Może sprawdź sobie, co znaczy słowo negatywny, bo używasz słów, których znaczenia nie rozumiesz.
23-11-2009 09:13 
 Ocena 4 na 4
Michał Żelazny (1528 punktów)
Adamiak, litości! Mimo całej sympatii i ja muszę to powiedzieć: tkwisz Pan w głębokim błędzie. Ujemne sprzężenie zwrotne to nazwa! Nie świadczy że jest to zjawisko złe, czasami (w teorii sterowania, automatyce, elektronice, miernictwie, itd...) wręcz bardzo pożądane! Chodzi o to, że w tym sprzężeniu, sygnał sprzężony (wyjściowy) odejmuje się od sygnału wejściowego, za każdym powtórzeniem cyklu. Daje nam to piękny przykład samoregulacji układu. Wprowadzamy coś na wejście, robimy sprzężenie ujemne i nie groźne nam jakieś zakłócenia czy zmiany w układzie. Wszystko się samo reguluje. Nie wiem jak to jest z tym w klimacie i jak wygląda (chociaż post placownika to dobry przykład i do mnie przemawia) ale wiem, że użycie przymiotnika "negatywne" było zwyczajnym błędem. Cóż ja poradzę, że nazwa jest taka a nie inna. Chociaż tak naprawdę nie jest ona mylna. No zastanów się Pan, mamy dwie sytuacje:
1. sygnał wyjściowy odejmuje się od sygnału wejściowego
2. Sygnał wyjściowy dodaje się do sygnału wejściowego,
które z nich nazwie Pan sprzężeniem dodatnim, a które ujemnym?
Same sprzężenie nie są złe ani dobre, nieważne jak się nazywają. Oba mogą być zjawiskami pozytywnymi i oba mogą być negatywnymi, zależnie od układu i tego co chcemy osiągnąć.

Pozdrawiam.
23-11-2009 11:59 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Adamiak, litości! Mimo całej sympatii i ja muszę to powiedzieć: tkwisz Pan w głębokim błędzie.
   Owszem, już zrozumiałem nieporozumienie, choć o głębi mojego błędu mogę podyskutować.

>... chociaż post placownika to dobry przykład i do mnie przemawia...
   Do mnie też dotarło.

>... ale wiem, że użycie przymiotnika "negatywne" było zwyczajnym błędem.
   Też myślę, że błędem, choć przez powtarzanie go zrobił się mniej "zwyczajny".

>Same sprzężenie nie są złe ani dobre, nieważne jak się nazywają. Oba mogą być zjawiskami pozytywnymi i oba mogą być negatywnymi, zależnie od układu i tego co chcemy osiągnąć.
   Właśnie.

   Pozdrawiam, też z sympatią.
24-11-2009 23:28 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Adamiak, litości! Mimo całej sympatii i ja muszę to powiedzieć: tkwisz Pan w głębokim błędzie. Ujemne sprzężenie zwrotne to nazwa!

Cieszmy się, że nie Adamiak pisze na przykład podręczniki parazytologii, bo byśmy się dowiedzieli o transparentnym wpływie tasiemca na żywiciela.
24-11-2009 23:53 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>Cieszmy się, że nie Adamiak pisze na przykład podręczniki parazytologii, bo byśmy się dowiedzieli o transparentnym wpływie tasiemca na żywiciela.

   No cieszcie się, "Sylwek", cieszcie.

   Jeśli nie macie innych uciech, to choć tyle waszego, że sobie z czyimś tasiemcem pofiglujecie.
Sylwek (15472 punktów)

>   Jeśli nie macie innych uciech, to choć tyle waszego, że sobie z czyimś tasiemcem pofiglujecie.

Miewamy, miewamy...
23-11-2009 10:16 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Jurku, ja już zrozumiałem!
Przyjęto nazywać sprzężenie zwrotne negatywnym, kiedy początkowa zmiana w jakimś kierunku skutkuje w efekcie zmianą w kierunku przeciwnym(system "dąży" do równowagi).
Natomiast pozytywne sprzężenie zwrotne polega na tym, że początkowa zmiana w jakimś kierunku skutkuje narastaniem tej zmiany(a więc zwiększeniem "zaburzenia" równowagi).

Wyobraź sobie, że idziesz po wąskiej kładce. W pewnym momencie tracisz równowagę i przechylasz się w prawo. Podmuch wiatru z lewej strony spowoduje, że spadniesz(pozytywne sprzężenie zwrotne), natomiast podmuch z prawej strony uratuje Cię przed upadkiem( negatywne sprzężenie zwrotne).

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Oj, chyba zły ten przykład. Poproszę Michała o komentarz.


Wiara kończy się wówczas, gdy zaczynają się wątpliwości.
23-11-2009 11:11 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Przyjęto nazywać sprzężenie zwrotne negatywnym, kiedy początkowa zmiana w jakimś kierunku skutkuje w efekcie zmianą w kierunku przeciwnym(system "dąży" do równowagi).
>Natomiast pozytywne sprzężenie zwrotne polega na tym, że początkowa zmiana w jakimś kierunku skutkuje narastaniem tej zmiany(a więc zwiększeniem "zaburzenia" równowagi).

Powinno być "ujemne" i "dodatnie". "Negatywne" to kalka z angielskiego, jeśli się dużo czyta o "negative feedback" to niestety się w takie kalkowanie wpada, mea culpa.
23-11-2009 12:56 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... mea culpa.
   Trochę szkoda, że tak późno.
   Ale plus.
23-11-2009 13:05 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>... mea culpa.
>   Trochę szkoda, że tak późno.
>   Ale plus.

Ty się lepiej zajmij tą belką we własnym oku, panie "ale nadal nie pokazaliście w stosunku do jakiego zewnętrznego układu jest ujemne".
23-11-2009 15:00 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Ty się lepiej zajmij tą belką we własnym oku, panie "ale nadal nie pokazaliście w stosunku do jakiego zewnętrznego układu jest ujemne".

   Gdybym wiedział wszystko, Staniak, to leżałbym sobie teraz na seszelskiej plaży, a ty na którejś z moich 115 wysepek otrzepywałbyś z piasku moje laczki, ale nie leżę.

   Z tego co się domyślam, ty też ze swojej wysepki nie klikasz, user.
23-11-2009 15:25 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Ty się lepiej zajmij tą belką we własnym oku, panie "ale nadal nie pokazaliście w stosunku do jakiego zewnętrznego układu jest ujemne".
>   Gdybym wiedział wszystko

Wystarczyłoby, gdybyś wiedział cokolwiek na temat, na który wypowiadasz bardzo radykalne sądy, i już byłby duży postęp.
23-11-2009 16:07 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Wystarczyłoby, gdybyś wiedział cokolwiek na temat, na który wypowiadasz bardzo radykalne sądy, i już byłby duży postęp.
   Myślisz, że masz bliżej do tej plaży?
23-11-2009 16:55 
 Ocena 2 na 2
Michał Żelazny (1528 punktów)
Generalnie chodzi o to, że sprzężenia dodatnie zwiększają zakłócenie (lub ogólniej - sprzężenie dodatnie dodaje się do sygnału wejściowego (początkowego)), a sprzężenia ujemne zmniejszają zakłócenie, odejmując się od sygnału wejściowego. Myślę, że przykład Zbyszka jest dobry. Sprzężenie ujemne spowoduje powrót człowieka na kładce do pozycji pionowej, a sprzężenie dodatnie, powiększy jego przechył. Z tymże sprzężenia mają sens, jeśli ten cykl zachodzi kilka razy, a więc: idzie sobie gość kładką, i się poślizgnie, przechyla się w prawo i na dodatek dostaje podmuch z lewej, przechyla się jeszcze bardziej i znowu dostaje podmuch z lewej i tak parę razy aż spadnie. Natomiast w przypadku sprzężenia ujemnego, człowiek się przechyla w prawo i dostaje podmuch z prawej, który go przywraca do pionu, ale albo podmuch za słaby, albo oferma poślizgnęła się znowu. I znowu dostaje podmuch z prawej i tak do skutku - aż będzie stał na tej kładce prosto.

I jak inni tutaj, też uważam określenie sprzężenie pozytywne/negatywne za błędne. Bo sprzężenie dodatnie może być pozytywne, ale na przykład w mojej dziedzinie z reguły bywa negatywne. A ujemne jest bardzo pożądane.

Pozdrawiam.

PS. piszę poźno, bo wszystkie niejasności zostały raczej rozwiane, ale byłem na uczelni. Brrr.
23-11-2009 19:50 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>...albo oferma poślizgnęła się znowu. I znowu dostaje podmuch z prawej i tak do skutku - aż będzie stał na tej kładce prosto.
   Żebyż to było choćby tylko dziesięć oferm i podmuchy jedynie z czterech stron co 10-15 sekund...eh.

>PS. piszę poźno, bo wszystkie niejasności zostały raczej rozwiane...
   Wszyściutkie rozwiane - jutro będzie ciepło, albo zimno.

   No, może trochę chłodniej, niż w tamtym roku, co u Walentego jałówka zdechła.

   Pozdrawiam.
23-11-2009 10:36 
 Ocena 6 na 6
pavvel (8272 punktów)
Gdyby Cię kiedyś badli czy jakiś chorób wenerycznych nie masz, to pamiętaj:
Jeżeli powiedzą Ci, że wynik jest pozytywny, to nie masz powodów do radości


www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
23-11-2009 12:51 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Gdyby Cię kiedyś badli czy jakiś chorób wenerycznych nie masz, to pamiętaj:
>Jeżeli powiedzą Ci, że wynik jest pozytywny, to nie masz powodów do radości

   Też bardziej ucieszy mnie "+" od Ciebie, niż od dr. Wassermanna.
23-11-2009 09:27 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>   Tu masz przykład jednego z ujemnych sprzężeń zwrotnych wpływających na klimat:
("ujemnych" - wytłuszczenie moje)
>
Wzrost temperatury powierzchni powoduje
>wzrost parowania oceanów co powoduje
>wzrost zachmurzenia co powoduje
>wzrost zdolności atmosfery do odbijania promieni słonecznych co powoduje
>zwiększenie ilości odbijanych promieni słonecznych co powoduje
>spadek temperatury powierzchni co powoduje
>spadek parowania oceanów co powoduje
>zmniejszenie zachmurzenia co powoduje
>zmniejszenie ilości odbijanych promieni słonecznych co powoduje
>wzrost temperatury powierzchni.

Popełniłeś błąd/pomyliłeś się, ponieważ to, co napisałeś odpowiada definicji sprzężenia zwrotnego dodatniego.(wzrost temperatury powierzchni skutkuje w efekcie nasileniem wzrostu/trendu.

I definicja:
Cytat:
Sprzężenie zwrotne dodatnie polega na tym, że w sytuacji zakłócenia jakiegoś parametru w układzie, układ ten dąży do zmiany wartości parametru w kierunku zgodnym (stąd - "dodatnie") z kierunkiem, w którym nastąpiło odchylenie od "zadanej" wartości. Sprzężenie zwrotne dodatnie powoduje zatem narastanie odchylenia.


Pozdrawiam - Zbyszek

Wiara kończy się wówczas, gdy zaczynają się wątpliwości.
Michał Żelazny (1528 punktów)
Muszę się nie zgodzić. To jest sprzężenie ujemne, ponieważ taki mechanizm dąży do regulacji temperatury powierzchni, utrzymując ją na mniej więcej tym samym poziomie, pomimo czynników ją podnoszących: wzrost x => wzrost y => wzrost z => spadek x => spadek y => spadek z => wzrost x => wzrost y => wzrost z => spadek x itd. To że gdzieś następuje wzrost nie oznacza że sprzężenie jest dodatnie, jeśli w następnym cyklu następuje spadek.

Pozdrawiam.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Muszę się nie zgodzić.
O.K., wszystko jasne, macie z placownikiem rację.
Przeoczyłem po prostu ten spadek w środku notatki i wyciągnąłem zbyt pochopny wniosek wyłącznie na podstawie początku i końca.

Pozdrawiam - Zbyszek


Wiara kończy się wówczas, gdy zaczynają się wątpliwości.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Przepraszam, to ja się pomyliłem.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,270831#w271470

Pozdrawiam - Zbyszek


Wiara kończy się wówczas, gdy zaczynają się wątpliwości.
Zella (1321 punktów)
>Przepraszam, to ja się pomyliłem. <

Zbyszku
W niewłaściwym miejscu postawiłam Ci tego plusa. Trzeba go ściągnąć do niższej odpowiedzi! Wiemy oboje do której. Zella
22-11-2009 20:22 
 0 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>>   Więc wytłumacz mi, Staniak, co to jest: negatywne sprzężenie dla klimatu. Bo ja twierdzę, że dla klimatu nie ma sprzężeń negatywnych ni pozytywnych - one po prostu są, jako czynniki na ten klimat wpływające.
>>Adamiak, ja cię bardzo proszę, nie kompromituj się.
>   No cóż, do własnoręcznego się powieszenia ciężko mnie namówić, a poniekąd to proponujesz.
>   Nie dziwię się też takiej propozycji, bo jedynym argumentem, jaki ci został, jest pacyfikacja tych, którzy dostrzegają twoją maniakalną obsesję.

... powiedział Adamiak, produkując list nie zawierający niczego poza maniakalnymi popisami ciężkawego sarkazmu i adpersonami.

Jedyne co w tym neuro-ślinotoku udało mi się dostrzec, to zastrzeżenie wobec słowa "negatywny" jako kalki z angielskiego w kontekście sprzężeń zwrotnych. W sumie cieszę się, że się tak tym podnieciłeś, bo teraz na pewno udasz się do artykułu

www.racjonalista.pl/kk.php/s,6941

gdzie twój idol pan Jaworowski napisał m.in.

"co wskazuje na NEGATYWNE SPRZĘŻENIE ZWROTNE, czyli na brak efektu cieplarnianego"

i puścisz mu jakąś wiązankę w stylu "ze swojej głowiny możesz Pewex robić, user, ale przez to jesteś mało wiarygodny, fanatyczny Antywyznawco Glocieplizmu, właśnie poniosłeś klęską intelektualną, nomenklatura, której używasz dezawuuje cię" itd. itp.

Ty jesteś może ten "Radosław Adamiak (Poznań) - sekretarz: radoslaw.adamiak [at] psr.org.pl" ze strony psr.racjonalista.pl/kk.php/d,280/q,Wladze.i.organy ? Stowarzyszenie dążące do "upowszechniania i umacniania samodzielnego i krytycznego myślenia, rozumowego i naukowego poznawania i wyjaśniania otaczającego świata" ma kogoś takiego jak ty we władzach?
22-11-2009 20:43 
 Ocena 4 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>... teraz na pewno udasz się do artykułu
>www.racjonalista.pl/kk.php/s,6941
   Nie chce mi się.

>gdzie twój idol pan Jaworowski napisał m.in.
   Nie kłam, Staniak, ja nie mam żadnych idoli.

>"co wskazuje na NEGATYWNE SPRZĘŻENIE ZWROTNE, czyli na brak efektu cieplarnianego"
   Jeśli sam tak napisał, to jest takim samym oszołomem, jak ty.

>i puścisz mu jakąś wiązankę w stylu...
   Wiązanki też mam swoje, Staniak.

>Ty jesteś może ten "Radosław Adamiak (Poznań) - sekretarz: radoslaw.adamiak [at] psr.org.pl" ze strony psr.racjonalista.pl/kk.php/d,280/q,Wladze.i.organy ?
   Nie jestem.

>Stowarzyszenie dążące do "upowszechniania i umacniania samodzielnego i krytycznego myślenia, rozumowego i naukowego poznawania i wyjaśniania otaczającego świata" ma kogoś takiego jak ty we władzach?

   Jeszcze nie usłyszałeś odpowiedzi z wiarygodnego, bo bezpośredniego źródła, a już wydałeś werdykt i silisz się na wnioski, bo tak ci konfabulacje pasują do twoich fobii i teoryjek?

   Jak kretyńskie płetwy do potopu?
<
22-11-2009 21:36 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>gdzie twój idol pan Jaworowski napisał m.in.

   Niepotrzebnie się tak grzejesz. Ten idol był zupełnie zbędny.

   Skutki zbyt wysokiej temperatury nie dały na siebie zbyt długo czekać:

>Ty jesteś może ten "Radosław Adamiak (Poznań) - sekretarz: radoslaw.adamiak [at] psr.org.pl" ze strony psr.racjonalista.pl/kk.php/d,280/q,Wladze.i.organy ? Stowarzyszenie dążące do "upowszechniania i umacniania samodzielnego i krytycznego myślenia, rozumowego i naukowego poznawania i wyjaśniania otaczającego świata" ma kogoś takiego jak ty we władzach?

   Może jakiś okład z lodu? Z dobrego serca radzę.

   Pozdrawiam



Niech strój słów podkreśla urodę myśli
22-11-2009 23:03 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>   Może jakiś okład z lodu? Z dobrego serca radzę.

OK. Muszę cię jednak uprzedzić, że dla mnie to co się tutaj wyprawia z tymi Lomborgami i eskalacją do Jaworowskiego to nadal jest sprawa. Nie będę przyjmował metod tych, powiedzmy, dyskutantów z forum, ale dopiero zaczynam się rozpędzać.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Nie będę przyjmował metod tych, powiedzmy, dyskutantów z forum, ale dopiero zaczynam się rozpędzać.
I dobrze - obyśmy tylko skupili się na faktach.
Z moich obserwacji wynika, że zimy są coraz lżejsze. To fakt.
Kto wie, czy tegoroczna nie zostanie w ogóle "odwołana"...

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Zerkałeś do poprzednich wątków(powtarzają się cyklicznie), traktujących o zmianach klimatu?

Wiara kończy się wówczas, gdy zaczynają się wątpliwości.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Od wielu lat koncertuję latem na Południu Francji. Ocieplenie tam staje się katastrofą dla rolników. Pojawiła się nawet malaria! W 2008 roku w Indiach była rekordowa susza i upał. Etc. Nie jestem klimatologiem, ale na bazie własnych, nieprofesjonalnych doświadczeń obserwuję ocieplenie.

Druga rzecz, która mnie zastanawia, to powolna i usiana ostami droga naukowców ostrzegających przed globalnym ociepleniem. Sądzę, że przez większość trwania badań nad tym zagadnieniem nie była to wcale wdzięczna, owocująca lukratywnymi posadkami praca. To, że teraz wreszcie ich idee zaczęły się liczyć, co zapewne przyciągnęło jakieś "młode wilki", nie oznacza, że cały długoletni okres badań i analiz był jednym wielkim oszustwem. Po co ktoś miałby oszukiwać "pod prąd"?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>W 3. chodziło mi o to, że obieg stanowił cykl zamknięty nie prowadzący do gromadzenia się lub 'znikania' gazów cieplarnianych, ale oscylował wokół stałej wartości radząc sobie z losowymi katastrofami naturalnymi 'produkującymi' gazy cieplarniane w skali stuleci co najmniej.
>>Ludzka działalność wybiła obieg z kolein. Możliwe są trzy przypadki w związku z tym:
>>- nowy cykl oscylujący wokół innej wartości
>>- okres chaosu z przejściem w przypadek pierwszy lub trzeci
>>- załamanie systemu cyklicznego z asymptotycznym dążeniem do katastrofalnego dla nas poziomu temperatur
>>Trzeci wariant odnosi się do trzeciego pytania.
>Hm, nikt nie ma szklanej kuli, ale trzeci wariant jest bardzo mało prawdopodobny: na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne. Po podniesieniu temperatur będzie np. więcej chmur, a pokrywa chmur zwiększa albedo planety dopuszczając mniej promieniowania do powierzchni. Jeśli doprowadzimy do znaczącego wzrostu temperatur to uruchomimy sprzężenia zwrotne m.in. takie które dodatkowo podbiją temperatury, ale po jakimś czasie ustali się kolejny stan "stabilny". Istotne jest to, żeby przynajmniej przestały wzrastać wprowadzone przez nas czynniki (głównie C02).
Zdaje się w kambrze było Ziemi strasznie gorąco i chmury z H2O nie pomogły.
Powiedzmy, że jedziemy w kolejce, która zatrzymuje się na stacji średnich temperatur rocznych "klimat +5 stopni Celsjusza" dla stref okołozwrotnikowych nad lądami gdzie panuje klimat umiarkowany morski lub przejściowy. To wystarczające przesunięcie, byśmy byli świadkami katastrofy.
(Przynajmniej pozbedziemy sie wtedy zagrożeń ze strony islamskich terrorystów.)

Pozdrawiam
22-11-2009 11:57 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Hm, nikt nie ma szklanej kuli, ale trzeci wariant jest bardzo mało prawdopodobny: na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne. Po podniesieniu temperatur będzie np. więcej chmur, a pokrywa chmur zwiększa albedo planety dopuszczając mniej promieniowania do powierzchni. Jeśli doprowadzimy do znaczącego wzrostu temperatur to uruchomimy sprzężenia zwrotne m.in. takie które dodatkowo podbiją temperatury, ale po jakimś czasie ustali się kolejny stan "stabilny". Istotne jest to, żeby przynajmniej przestały wzrastać wprowadzone przez nas czynniki (głównie C02).
>Zdaje się w kambrze było Ziemi strasznie gorąco i chmury z H2O nie pomogły.

Cały czas pomagały. Chmury to nie jest magiczna sztuczka która obniża temperaturę, tylko czynnik wprowadzający negatywne sprzężenie zwrotne, prowadząc do stabilizacji na pewnym poziomie. W kambrze stężenia CO2 były duuużo większe niż obecnie, czyli było dużo cieplej, czyli było więcej parowania, czyli więcej chmur -- które hamowały dalszy wzrost temperatur odbijając więcej promieniowania słonecznego docierającego do Ziemi.

>Powiedzmy, że jedziemy w kolejce, która zatrzymuje się na stacji średnich temperatur rocznych "klimat +5 stopni Celsjusza" dla stref okołozwrotnikowych nad lądami gdzie panuje klimat umiarkowany morski lub przejściowy. To wystarczające przesunięcie, byśmy byli świadkami katastrofy.

Owszem. Liczysz dla stref umiarkowanych, ale biorąc pod uwagę średnie temperatury globalne, między nami a wilgotną dżunglą po której biegały dinozaury jest różnica ok. 10 stopni.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>>Hm, nikt nie ma szklanej kuli, ale trzeci wariant jest bardzo mało prawdopodobny: na klimat wpływa cały zespół sprzężeń, w tym negatywne. Po podniesieniu temperatur będzie np. więcej chmur, a pokrywa chmur zwiększa albedo planety dopuszczając mniej promieniowania do powierzchni. Jeśli doprowadzimy do znaczącego wzrostu temperatur to uruchomimy sprzężenia zwrotne m.in. takie które dodatkowo podbiją temperatury, ale po jakimś czasie ustali się kolejny stan "stabilny". Istotne jest to, żeby przynajmniej przestały wzrastać wprowadzone przez nas czynniki (głównie C02).
>>Zdaje się w kambrze było Ziemi strasznie gorąco i chmury z H2O nie pomogły.
>Cały czas pomagały. Chmury to nie jest magiczna sztuczka która obniża temperaturę, tylko czynnik wprowadzający negatywne sprzężenie zwrotne, prowadząc do stabilizacji na pewnym poziomie. W kambrze stężenia CO2 były duuużo większe niż obecnie, czyli było dużo cieplej, czyli było więcej parowania, czyli więcej chmur -- które hamowały dalszy wzrost temperatur odbijając więcej promieniowania słonecznego docierającego do Ziemi.
Oj tam, przecież chodzi o to, że chmury niwelują efekt cieplarniany, ale go nie cofają.
>>Powiedzmy, że jedziemy w kolejce, która zatrzymuje się na stacji średnich temperatur rocznych "klimat +5 stopni Celsjusza" dla stref okołozwrotnikowych nad lądami gdzie panuje klimat umiarkowany morski lub przejściowy. To wystarczające przesunięcie, byśmy byli świadkami katastrofy.
>Owszem. Liczysz dla stref umiarkowanych, ale biorąc pod uwagę średnie temperatury globalne, między nami a wilgotną dżunglą po której biegały dinozaury jest różnica ok. 10 stopni.
Ok. Znaczy potwierdzasz, że jeśli jedziemy na +5 to jest niedobrze.

Pozdrawiam
22-11-2009 20:38 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>>Zdaje się w kambrze było Ziemi strasznie gorąco i chmury z H2O nie pomogły.
>>Cały czas pomagały. Chmury to nie jest magiczna sztuczka która obniża temperaturę, tylko czynnik wprowadzający negatywne sprzężenie zwrotne, prowadząc do stabilizacji na pewnym poziomie. W kambrze stężenia CO2 były duuużo większe niż obecnie, czyli było dużo cieplej, czyli było więcej parowania, czyli więcej chmur -- które hamowały dalszy wzrost temperatur odbijając więcej promieniowania słonecznego docierającego do Ziemi.
>Oj tam, przecież chodzi o to, że chmury niwelują efekt cieplarniany, ale go nie cofają.

Tak ściśle rzecz biorąc, blokują część promieniowania przed dotarciem do powierzchni Ziemi, czyli do samego efektu cieplarnianego nic nie mają, a tylko zmniejszają ilość energii jaka potem przy powierzchni może zostać zatrzymana. Stanowią -- pozdrowienia dla Adamiaka -- negatywne sprzężenie zwrotne, czyli czynnik stabilizacji systemu: w największym skrócie, im cieplej, tym więcej chmur, ale chmury działają jako hamulec dla dalszego wzrostu temperatur.

>>>Powiedzmy, że jedziemy w kolejce, która zatrzymuje się na stacji średnich temperatur rocznych "klimat +5 stopni Celsjusza" dla stref okołozwrotnikowych nad lądami gdzie panuje klimat umiarkowany morski lub przejściowy. To wystarczające przesunięcie, byśmy byli świadkami katastrofy.
>>Owszem. Liczysz dla stref umiarkowanych, ale biorąc pod uwagę średnie temperatury globalne, między nami a wilgotną dżunglą po której biegały dinozaury jest różnica ok. 10 stopni.
>Ok. Znaczy potwierdzasz, że jeśli jedziemy na +5 to jest niedobrze.

Moje potwierdzenie nic nie znaczy, ale tak, według tego co się pisze na ten temat wzrost o 5 stopni byłby bardzo znaczący.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Chyba rozwinęliśmy się na tyle, że pozostało odnieść się do/ stworzyć model efektu cieplarnianego i spróbować ogarnąć, co będzie dalej z ociepleniem.
Pozdrawiam
29-11-2009 16:43 
 Ocena 3 na 3
whiteskies (31 punktów)
>Chyba rozwinęliśmy się na tyle, że pozostało odnieść się do/ stworzyć model efektu cieplarnianego i spróbować ogarnąć, co będzie dalej z ociepleniem.
>Pozdrawiam

No to masz cos takiego np:
www.edgcm.columbia.edu
do zabawy
a do powazniejszych analiz cos takiego:
www-pcmdi.llnl.gov/projects/cmip/

Rowniez pozdrawiam
21-11-2009 17:08 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>2. Czy uznajesz tzw gazy cieplarniane za 'katalizator' (przyspieszacz) ocieplenia?
>Pierwsze i ostatnie zdanie są faktami. To natomiast jest dyskusyjne.

Znaczy, co konkretnie jest dyskusyjne? Że więcej gazu cieplarnianego -> bardziej intensywny efekt cieplarniany -> wyższe temperatury przy powierzchni Ziemi? To jest prosta fizyka. Że w stosunku do epoki przedindustrialnej mamy w atmosferze 200 mld ton węgla więcej? Że ten węgiel pochodzi ze spalania paliw kopalnych?
PiotrPęciak (634 punktów)
>Znaczy, co konkretnie jest dyskusyjne? Że więcej gazu cieplarnianego -> bardziej >intensywny efekt cieplarniany -> wyższe temperatury przy powierzchni Ziemi? To jest >prosta fizyka. Że w stosunku do epoki przedindustrialnej mamy w atmosferze 200 mld >ton węgla więcej? Że ten węgiel pochodzi ze spalania paliw kopalnych?

Związek przyczynowo-skutkowy. Dla Ciebie to prosta fizyka, jak pokazują sceptycy, wcale nie taka prosta. Ja zwróciłem na fakt, że pokazując 2 fakty ktoś chciał udowodnić swoją tezę w zdaniu drugim. 2 pozostałe zdania przed edycją stanowiły fakty bezsporne i raczej sceptycy im nie przeczą. Tak więc, po co ten zabieg?
Ja nie dam się zmanipulować, ani nie uczyni to tajemnicze sformułowanie "prosta fizyka". Używasz słowa "intensywny", uważasz, że klimatologia jest bardzo dokładną nauką. Ja proszę o poinformowanie mnie, co oznacza "bardziej intensywny" bo tutaj, wydaje mi się, spór dotyczy tej intensywności. Musimy określić co spełnia warunek katalizatora. Jestem gotów przyznać się do błędu, że gaz można uznać za katalizator. Sam mogę uznać się za katalizator, chociaż moje katalizowanie trudno uznać za istotne i godne mienia katalizator.
21-11-2009 22:54 
 0 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Znaczy, co konkretnie jest dyskusyjne? Że więcej gazu cieplarnianego -> bardziej >intensywny efekt cieplarniany -> wyższe temperatury przy powierzchni Ziemi? To jest >prosta fizyka. Że w stosunku do epoki przedindustrialnej mamy w atmosferze 200 mld >ton węgla więcej? Że ten węgiel pochodzi ze spalania paliw kopalnych?
>Związek przyczynowo-skutkowy. Dla Ciebie to prosta fizyka, jak pokazują sceptycy, wcale nie taka prosta.

Gdzie i jacy sceptycy to pokazują?

>Ja nie dam się zmanipulować, ani nie uczyni to tajemnicze sformułowanie "prosta fizyka". Używasz słowa "intensywny", uważasz, że klimatologia jest bardzo dokładną nauką. Ja proszę o poinformowanie mnie, co oznacza "bardziej intensywny" bo tutaj, wydaje mi się, spór dotyczy tej intensywności. Musimy określić co spełnia warunek katalizatora.

Jakiego znowu "katalizatora"? Co miałoby znaczyć słowo "katalizator" w kontekście efektu cieplarnianego? Masz gaz pochłaniający ciepło wypromieniowane z powierzchni Ziemi, po czym wypromieniowujący je dalej -- tyle, że oczywiście również w kierunku z powrotem do Ziemi. Dla częstotliwości na jakich promieniuje Ziemia jednym z gazów pochłaniających ciepło jest CO2. Wzrost stężenia CO2 musi przełożyć się na zwiększenie ilości ciepła "odbijanego" z powrotem ku Ziemi. Jak sobie niby wyobrażasz inną sytuację? Cząsteczki CO2 podejmują strajk i odmawiają pochłaniania promieni w zbyt dużych ilościach zanim nie dostaną premii za ponadnormatywne promieniowanie?
PiotrPęciak (634 punktów)
>Gdzie i jacy sceptycy to pokazują?

Tutaj na forum, PAN. Jaki jest stosunek polskich naukowców na uniwersytetach zajmujących się terminologią klimatu?
Poprawiłem się powyżej. Zignorowałem fakt, że para wodna jest gazem cieplarnianym.
21-11-2009 23:59 
 0 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Gdzie i jacy sceptycy to pokazują?
>Tutaj na forum, PAN.

Weź, bez żartów. Geolodzy z PAN dali ciała, o czym niestety wiadomo nie tylko u nas (ktoś potraktował zakończenie serii danych z rdzeni lodowych jako współczesność, podczas gdy te dane kończyły się przed epoką industrialną -- ogłosili więc sobie, że "z danych wynika, że stężenia bywały wyższe niż obecnie", podczas gdy cały pik epoki przemysłowej był nieobecny). Geofizycy z tego samego PAN jakoś nie mają wątpliwości, że wpływamy globalnie na klimat. Żaden PAN w każdym razie nie podważył wpływu wzrostu stężeń gazów cieplarnianych na temperatury przy powierzchni.

>Jaki jest stosunek polskich naukowców na uniwersytetach zajmujących się terminologią klimatu?

Nie wiem. Trzeba by ich ankietować. Jakoś jednak wątpię, że się czymś istotnie różnią od np. Amerykanów:

tigger.uic.edu/~pdoran/012009_Doran_final.pdf
22-11-2009 16:43 
 Ocena 1 na 1
mancziz (1830 punktów)
>Dla Ciebie to prosta fizyka, jak pokazują sceptycy, wcale nie taka prosta.

Myślę, że prawdziwym problemem jest tu nie sama fizyka ale statystyka i modele klimatu. Np. na blogu Steve'a McIntyre (climateaudit.org) można przeczytać ciekawe artykuły i dyskusje na ten temat. Jest to w sumie ciekawa przeciwwaga do tego co piszą np. na realclimate. Sam jestem laikiem jeśli chodzi o sprawy klimatu ale chętnie czytam opinie obydwu stron. Co do samego ocieplania klimatu to jak na razie wydaje mi się, że jest to prawdą ale mam duży dystans do teorii AGW dotyczących istotnego (decydującego?) wpływu działalności człowieka na zmiany klimatyczne. Także co do istniejącego rzekomo naukowego konsensusu w tej sprawie - konsensus to z definicji ogólnie przyjęte porozumienie czego jak na razie brak w sprawie nie tyko AGW ale i samego ocieplenia. Wciąż wielu uznanych naukowców podważa te teorie(np. McIntyre, Lindzen i in.). Myślę, że można by się ew. pokusić o powiedzenie iż z biegiem czasu przybywa dowodów na faktyczne istnienie GW ale nazywanie tego ogólnonaukowym konsensusem to nadużycie.

Pozdrawiam
22-11-2009 22:48 
 0 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Dla Ciebie to prosta fizyka, jak pokazują sceptycy, wcale nie taka prosta.
>Myślę, że prawdziwym problemem jest tu nie sama fizyka ale statystyka i modele klimatu. Np. na blogu Steve'a McIntyre (climateaudit.org) można przeczytać ciekawe artykuły i dyskusje na ten temat. Jest to w sumie ciekawa przeciwwaga do tego co piszą np. na realclimate. Sam jestem laikiem jeśli chodzi o sprawy klimatu ale chętnie czytam opinie obydwu stron. Co do samego ocieplania klimatu to jak na razie wydaje mi się, że jest to prawdą ale mam duży dystans do teorii AGW dotyczących istotnego (decydującego?) wpływu działalności człowieka na zmiany klimatyczne.

Jak wobec tego tłumaczysz efekt wzrostu stężeń atmosferycznego CO2, metanu? Dlaczego ludzkie emisje miałyby nie wpływać na zmiany?

> Także co do istniejącego rzekomo naukowego konsensusu w tej sprawie - konsensus to z definicji ogólnie przyjęte porozumienie czego jak na razie brak w sprawie nie tyko AGW ale i samego ocieplenia. Wciąż wielu uznanych naukowców podważa te teorie(np. McIntyre, Lindzen i in.). Myślę, że można by się ew. pokusić o powiedzenie iż z biegiem czasu przybywa dowodów na faktyczne istnienie GW ale nazywanie tego ogólnonaukowym konsensusem to nadużycie.

Linkowałem już do tigger.uic.edu/~pdoran/012009_Doran_final.pdf -- wśród specjalistów poziom zgodności poglądów jest naprawdę wysoki. Zawsze znajdziesz jakiś odsetek opinii odrębnych -- i dobrze, to jest w końcu nauka -- ale wartość tych opinii nie zależy tylko od tego, że są odmienne. Zarówno McIntyre, jak i Lindzen są również zasadnie krytykowani, a ich prace bynajmniej niczego nie obalają. Policz sobie te głosy osobne, a potem zajrzyj np. do pliku www.ipcc.c(*)t/ar4/wg1/ar4-wg1-chapter2.pdf , przewiń na koniec i jadąc wstecz popatrz na jakiej liczbie publikacji opierany jest konsensus wyrażany w raportach IPCC.
mancziz (1830 punktów)
>Jak wobec tego tłumaczysz efekt wzrostu stężeń atmosferycznego CO2, metanu? Dlaczego ludzkie emisje miałyby nie wpływać na zmiany?

Nie mówię, że ludzkie emisje w ogóle nie wpływają ale nie jestem przekonany o tym, że to właśnie one są głównym powodem. Chodzi o niedokładność modeli, problemy z konkretnymi metodami statystycznymi, metodami pomiaru itp. Dokładne wyodrębnienie wpływu czynnika ludzkiego jak i np. stwierdzenie że prognozowane podwyższenie temp. w przyszłości będzie miało tak katastrofalne skutki wymaga chyba dość dobrego odwzorowania rzeczywistości przez te modele. Ale skoro mamy problemy z przewidywaniem zmian klimatu w bardzo niedalekiej przyszłości to jak możemy jednoznacznie stwierdzać co będzie dużo później ? Jak pisałem jestem laikiem i nie znam dokładnie używanych metod ani budowy konkretnych modeli - ale wiem, że skoro teorie typu AGW bazują na takich bardzo skomplikowanych i chyba jeszcze niespecjalnie dokładnych modelach to trzeba też wziąć i na to poprawkę. A to właśnie najbardziej krytykują naukowcy tacy jak McIntyre. Poza tym decyzja o wydawaniu kosmicznych pieniędzy na walkę z zagrożeniem, które być może zaistnieje to jakieś nieporozumienie. Nie można tu działać na zasadzie dmuchania na zimne, trzeba mieć twarde dowody.

>Linkowałem już do tigger.uic.edu/~pdoran/012009_Doran_final.pdf -- wśród specjalistów poziom zgodności poglądów jest naprawdę wysoki.

Co do tego badania to widzę wyciągnięty wniosek o konsensusie na podstawie tylko 30% badanych (z 10 tys. naukowców) z czego 90% pochodziło z USA. Niespecjalnie to przekrojowe ale być może można te wyniki ekstrapolować na resztę specjalistów jeśli uwzględnić różne petycje itp. (z tego co wiem, na świecie pracuje co najmniej 20 tys. klimatologów). Poza tym oficjalne stanowisko danej akademii nauk a osobiste stanowisko każdego naukowca to zupełnie co innego. Jest też prawdopodobne, że stanowiska oficjalne wynikają z dominujących obecnie w państwach zachodnich ideologii (szczególnie enwironmentalizm) i zależności między akademiami a dającymi granty na badania politykami. Jak dodać do tego niezły interes jaki można zrobić np. na handlu emisjami CO2 to wspomniana możliwość nie wydaje się wcale mało prawdopodobna. Zresztą wykradzione niedawno maile pokazują od kuchni cały proces dochodzenia do prawdy - "peer review" umarło napisano w jakimś komentarzu i trudno się nie zgodzić.

>Zawsze znajdziesz jakiś odsetek opinii odrębnych -- i dobrze, to jest w końcu nauka -- ale wartość tych opinii nie zależy tylko od tego, że są odmienne.

Dla mnie wartość tych odmiennych opinii wynika z doświadczenia i wiedzy wspomnianych naukowców, z ich autorytetu w tej dziedzinie a nie z tego, że mają inny pogląd na problem. Pozdrawiam.
24-11-2009 13:00 
 0 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Jak wobec tego tłumaczysz efekt wzrostu stężeń atmosferycznego CO2, metanu? Dlaczego ludzkie emisje miałyby nie wpływać na zmiany?
>Nie mówię, że ludzkie emisje w ogóle nie wpływają ale nie jestem przekonany o tym, że to właśnie one są głównym powodem. Chodzi o niedokładność modeli, problemy z konkretnymi metodami statystycznymi, metodami pomiaru itp.

OK, a skąd bierzesz założenie, że "niedokładność modeli" itp. nie pozwala mówić o ludzkim wpływie na klimat? Główny czynnik antropogeniczny to nie jakieś egzotyczne czary-mary, tylko drastyczne zwiększenie stężenia jednego z głównych gazów cieplarnianych. Wyliczenie ile więcej ciepła zostanie dzięki temu wypromieniowane z powrotem do powierzchni to nie jest aż tak skomplikowane zadanie jak sugerujesz. Nie od dzisiaj modeluje się fizykę atmosfery, raczej tak od ok. 30 lat.

>Dokładne wyodrębnienie wpływu czynnika ludzkiego jak i np. stwierdzenie że prognozowane podwyższenie temp. w przyszłości będzie miało tak katastrofalne skutki wymaga chyba dość dobrego odwzorowania rzeczywistości przez te modele.

Jw. Dla wzrostu tzw. wymuszenia radiacyjnego (niefortunne tłumaczenie "radiative forcing", lepszy byłby np. "impuls radiacyjny") spowodowanego wzrostem stężeń CO2, modelowanie nie jest aż tak skomplikowane. Szacuje się je na 1.5 W/m2 powierzchni Ziemi. Problemy tak naprawdę zaczynają się przy ocenie wpływu tego wzrostu poziomu promieniowania na średnie globalne temperatury, ale tutaj też założenie, że więcej ciepła skierowanego ku powierzchni nie spowoduje wzrostu temperatur byłoby trudne do obrony.

> Ale skoro mamy problemy z przewidywaniem zmian klimatu w bardzo niedalekiej przyszłości to jak możemy jednoznacznie stwierdzać co będzie dużo później?

Klimat to uśredniona pogoda: nikt nie wie, jaka będzie temperatura powietrza 22 czerwca 2010 roku o godz. 12:00 w Warszawie, ale można całkiem dobrze przewidywać globalne średnie temperatury przyszłego lata dla całej planety. A jeszcze łatwiej tendencje dla 5 lat czy dekady. Bilans energetyczny planety jest badać łatwiej niż lokalne przepływy energii w chaotycznym systemie.

>Jak pisałem jestem laikiem i nie znam dokładnie używanych metod ani budowy konkretnych modeli - ale wiem, że skoro teorie typu AGW bazują na takich bardzo skomplikowanych i chyba jeszcze niespecjalnie dokładnych modelach to trzeba też wziąć i na to poprawkę. A to właśnie najbardziej krytykują naukowcy tacy jak McIntyre.

E tam. "Sceptycy", jeśli chcą mieć konkurencyjne teorie, też muszą polegać na modelach. Ludzie od modelowania są "politycznie transparentni" i wykonują zadania typowe i pozostawiające mało miejsca na manipulację czy nieścisłość. Ludziom się często wydaje, że te modele to takie czarne skrzynki, a specjaliści siedzą przy pokrętłach i potencjometrach i jak sobie podkręcą w lewo, to wychodzi globalne ocieplenie, a jak w prawo, to nie. Tymczasem modele zawsze waliduje się na znanych danych -- karmisz model danymi początkowymi sprzed 50 lat i sprawdzasz, czy jego działanie pokryje się ze znanymi zapisami za te ostatnie 50 lat. Jeśli dobrze zasymuluje to, co wiemy że się wydarzyło, to jest przesłanka do traktowania go poważniej w odniesieniu do przyszłości. Nie ma miejsca na żadne "podkręcanie", bo to od razu w widoczny sposób psuje wiarygodność.

>Poza tym decyzja o wydawaniu kosmicznych pieniędzy na walkę z zagrożeniem, które być może zaistnieje to jakieś nieporozumienie. Nie można tu działać na zasadzie dmuchania na zimne, trzeba mieć twarde dowody.

Poważnie? Ale dom ubezpieczasz również od pioruna, trąby powietrznej i innych kataklizmów?

>>Linkowałem już do tigger.uic.edu/~pdoran/012009_Doran_final.pdf -- wśród specjalistów poziom zgodności poglądów jest naprawdę wysoki.
>Co do tego badania to widzę wyciągnięty wniosek o konsensusie na podstawie tylko 30% badanych (z 10 tys. naukowców) z czego 90% pochodziło z USA.

Dlatego pisałem o Amerykanach.

> Niespecjalnie to przekrojowe ale być może można te wyniki ekstrapolować na resztę specjalistów jeśli uwzględnić różne petycje itp. (z tego co wiem, na świecie pracuje co najmniej 20 tys. klimatologów). Poza tym oficjalne stanowisko danej akademii nauk a osobiste stanowisko każdego naukowca to zupełnie co innego. Jest też prawdopodobne, że stanowiska oficjalne wynikają z dominujących obecnie w państwach zachodnich ideologii (szczególnie enwironmentalizm) i zależności między akademiami a dającymi granty na badania politykami. Jak dodać do tego niezły interes jaki można zrobić np. na handlu emisjami CO2 to wspomniana możliwość nie wydaje się wcale mało prawdopodobna.

To są domysły, szczerze mówiąc niespecjalnie uzasadnione. To co teraz jest ideologią nie ma wpływu na fakt, że teoria "globalnego ocieplenia" wcale nie miała łatwo, a poparcie instytucji naukowych dostał już pierwszy raport IPCC z 1990 roku. To prawie 20 lat temu. Jeszcze nikomu się nie śniło o handlu emisjami.

> Zresztą wykradzione niedawno maile pokazują od kuchni cały proces dochodzenia do prawdy - "peer review" umarło napisano w jakimś komentarzu i trudno się nie zgodzić.

Może nie przesadzajmy. Przeglądam cały czas te maile i niewiele znajduję przesłanek do aż tak radykalnych wniosków. Na pewno potrzebna jest większa przejrzystość. Na pewno kilka osób dało się ponieść niechęciom i animozjom. Ale to takie same wnioski jak "kapitalizm umarł" po wybuchu obecnego kryzysu finansowego.

>>Zawsze znajdziesz jakiś odsetek opinii odrębnych -- i dobrze, to jest w końcu nauka -- ale wartość tych opinii nie zależy tylko od tego, że są odmienne.
>Dla mnie wartość tych odmiennych opinii wynika z doświadczenia i wiedzy wspomnianych naukowców, z ich autorytetu w tej dziedzinie a nie z tego, że mają inny pogląd na problem.

Miło to słyszeć, bo w takim przypadku ludzie pokroju Jaworowskiego odpadają w przedbiegach.
mancziz (1830 punktów)
>OK, a skąd bierzesz założenie, że "niedokładność modeli" itp. nie pozwala mówić o ludzkim wpływie na klimat? Główny czynnik antropogeniczny to nie jakieś egzotyczne czary-mary, tylko drastyczne zwiększenie stężenia jednego z głównych gazów cieplarnianych. Wyliczenie ile więcej ciepła zostanie dzięki temu wypromieniowane z powrotem do powierzchni to nie jest aż tak skomplikowane zadanie jak sugerujesz. Nie od dzisiaj modeluje się fizykę atmosfery, raczej tak od ok. 30 lat.

To nie założenie tylko wątpliwość w dokładność obliczeń i prawidłowość dedukcji prowadzącej do wskazania człowieka jako głównej przyczyny i wzrostu temperatury jako skutku. Taka np. średnia globalna temperatura to bardzo złożona i wielopoziomowa abstrakcja - długa droga dzieli ją od konkretnych bytów w rzeczywistości (cząsteczek poszczególnych subst. chemicznych). Poza tym udowodnić, że temperatura rośnie jest relatywnie łatwiej niż udowodnić, że rośnie głównie przez naszą działalność.

>Jw. Dla wzrostu tzw. wymuszenia radiacyjnego (niefortunne tłumaczenie "radiative forcing", lepszy byłby np. "impuls radiacyjny") spowodowanego wzrostem stężeń CO2, modelowanie nie jest aż tak skomplikowane. Szacuje się je na 1.5 W/m2 powierzchni Ziemi. Problemy tak naprawdę zaczynają się przy ocenie wpływu tego wzrostu poziomu promieniowania na średnie globalne temperatury, ale tutaj też założenie, że więcej ciepła skierowanego ku powierzchni nie spowoduje wzrostu temperatur byłoby trudne do obrony.

Mi tu bardziej chodzi o konkretne wizje typu fale zalewające miasta, huragany jakich jeszcze świat nie widział itp. Proszę mi powiedzieć jak dokładnie jesteśmy teraz w stanie przewidzieć skutki takiego wzrostu globalnej temperatury. Tzn. jaki konkretnie wzrost temp. spowoduje jakie konkretnie zmiany w natężeniach np. huraganów czy jak bardzo zaskoczy nas wzrost poziomu wód. Pytam bo nie wiem tego a myślę ma to spore znaczenie w kontekście proponowanych zmian politycznych. Czy nie lepiej by było pozwolić ludzkości jak najefektywniej się rozwijać, żeby coraz większa ilość ludzi na Ziemi umiała coraz lepiej okiełznać naturę, zamiast się do niej za wszelką cenę dostosowywać (nawet kosztem rozwoju) ? Obiektywnie patrząc przetrwanie człowieka jako gatunku zależy w olbrzymim stopniu od tego, jak bardzo umie podporządkować sobie naturę a nie w jakim stopniu potrafi się z nią utożsamić czy ułożyć. A proponowane zmiany właśnie uderzają w ten nasz rozwój. Dlatego też uważam enwironmentalizm jako ruch ideowy za antyludzki ze względu na proponowane rozwiązania problemów dotykających człowieka.

>Bilans energetyczny planety jest badać łatwiej niż lokalne przepływy energii w chaotycznym systemie.

Ale przecież w rzeczywistości istnieją właśnie te lokalne przepływy energii, konkretne lokalne ruchy mas powietrza itp. Nie istnieje coś takiego jak bilans energetyczny - to jest pojęcie powstałe w oparciu o te lokalne zjawiska. Każde bardziej globalne zjawisko to tylko wyższy poziom abstrakcji dla konkretnych zachowań poszczególnych cząstek w konkretnym miejscu. Naprawdę nie rozumiem jak można łatwiej badać zjawisko na wyższym poziomie uogólnienia, nie rozumiejąc go dokładnie na niższym. Im wyższy poziom abstrakcji tym siłą rzeczy większy margines błędu. Jak w takim razie można dokładniej przewidywać zmiany bardziej odległe w czasie od tych mniej odległych ? Chcesz powiedzieć, że lepiej przewidujemy jakie będą te lokalne konkretne przepływy energii itp. w dalekiej przyszłości (bo tym będą w rzeczywistości wszystkie średnie globalne) od tych za miesiąc ?

Dodatkowo wynika mi z tego wszystkiego, że to właśnie fizycy są najbliżej rzeczywistości jeśli chodzi o te teorie. To oni pokazują palcem na konkretne byty (cząsteczki itp.) i tłumaczą ich zachowania. Tu się logicznie patrząc zaczyna nie tylko teoria AGW. Ale akurat fizycy za specjalnie zgodni nie są:

www.dailytech.com/article.aspx?newsid=12403

Ten artykuł to też dobry przykład na to co pisałem wcześniej - podporządkowanie oficjalnego stanowiska akademii panującym trendom. Pomimo iż zwołuje się debatę dotyczącą GW wynikającą z faktycznej niezgodności stanowiska poszczególnych członków, to i tak cały czas oficjalne stanowisko (tak na wszelki wypadek? ) wyraża poparcie dla AGW. Hmm...
No a jak już przy fizyce jesteśmy to tu toczy się ciekawa dyskusja:

groups.goo(*)9415665b439dd/bbd9d840f7a2dbb0

>Ludzie od modelowania są "politycznie transparentni" i wykonują zadania typowe i pozostawiające mało miejsca na manipulację czy nieścisłość.

Myślę, że już nie raz pokazano jak odległe od prawdy bywa to stwierdzenie

>Poważnie? Ale dom ubezpieczasz również od pioruna, trąby powietrznej i innych kataklizmów?

Nie nazwałbym proponowanych przez naukowców i polityków zmian ubezpieczaniem. Ale oczywiście każdy sam może się ubezpieczyć na wypadek trąby jeśli wierzy w konkretne wizje

>To co teraz jest ideologią nie ma wpływu na fakt, że teoria "globalnego ocieplenia" wcale nie miała łatwo, a poparcie instytucji naukowych dostał już pierwszy raport IPCC z 1990 roku. To prawie 20 lat temu. Jeszcze nikomu się nie śniło o handlu emisjami.

Enwironmentalizm jest bardzo wpływową ideologią znacznie dłużej. Handel emisjami to typowo interwencjonistyczna praktyka - śmierdzi korupcją na kilometr. Dlatego nie dziwię się takiemu politycznemu poparciu dla niej.

>Może nie przesadzajmy. Przeglądam cały czas te maile i niewiele znajduję przesłanek do aż tak radykalnych wniosków. Na pewno potrzebna jest większa przejrzystość. Na pewno kilka osób dało się ponieść niechęciom i animozjom. Ale to takie same wnioski jak "kapitalizm umarł" po wybuchu obecnego kryzysu finansowego.

OK może nie tyle "peer review" umarł co pokazano, że proces ten niekoniecznie gwarantuje uczciwą, obiektywną naukową ocenę. W przypadku klimatologii szczególnie.
Tak na marginesie to nie kapitalizm spowodował kryzys więc analogia chybiona
27-11-2009 11:50 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>To nie założenie tylko wątpliwość w dokładność obliczeń i prawidłowość dedukcji prowadzącej do wskazania człowieka jako głównej przyczyny i wzrostu temperatury jako skutku.

Te obliczenia (modelowanie atmosfery) prowadzi się od kilkudziesięciu lat, z coraz lepszymi wynikami. A dedukcja, cóż, musi jakoś poradzić sobie z faktem, że praktycznie nie ma już wątpliwości co do wzrostu stężeń atmosferycznego CO2 -- nasze emisje podbiły stężenie jednego z głównych gazów cieplarnianych o ponad 30%. W jaki sposób mogłoby to nie prowadzić do intensyfikacji efektu cieplarnianego? Ludzki wpływ nakłada się na naturalną zmienność klimatu, dając tendencję rosnącą dla temperatur. Oczywiście, szacowaną w jakichś tam widełkach.

>Mi tu bardziej chodzi o konkretne wizje typu fale zalewające miasta, huragany jakich jeszcze świat nie widział itp.

Nie jest winą IPCC wysyp głupich scenariuszy filmowych A co do rzeczywistości, to tak, przy utrzymaniu tendencji wzrostu temperatur jest bardzo prawdopodobne, że poziom morza wzrośnie, a gwałtownych wydarzeń atmosferycznych będzie więcej -- już tak jest w odniesieniu do deszczu (nawet u nas widać tendencję do mniejszej liczby gwałtownych opadów w miejsce większej liczby łagodnych).

>Proszę mi powiedzieć jak dokładnie jesteśmy teraz w stanie przewidzieć skutki takiego wzrostu globalnej temperatury. Tzn. jaki konkretnie wzrost temp. spowoduje jakie konkretnie zmiany w natężeniach np. huraganów czy jak bardzo zaskoczy nas wzrost poziomu wód.

To nie tak -- zaczyna się od tej fizycznej bazy: np. "przewidujemy w wyniku wzrostu impulsu radiacyjnego wzrost temperatur o [tu widełki] z prawdopodobieństwem X". Nad tym siadają inni specjaliści i szacują skutki i ich prawdopodobieństwo -- nie wiem czy w ogóle jest możliwość opracowania ścisłych wskaźników typu "1 stopień wzrostu temperatur to 12,5% wzrostu intensywności huraganów".

>Pytam bo nie wiem tego a myślę ma to spore znaczenie w kontekście proponowanych zmian politycznych. Czy nie lepiej by było pozwolić ludzkości jak najefektywniej się rozwijać, żeby coraz większa ilość ludzi na Ziemi umiała coraz lepiej okiełznać naturę, zamiast się do niej za wszelką cenę dostosowywać (nawet kosztem rozwoju)?

To jest pytanie do polityków, to oni ważą koszty i zyski. Ale tak co do tego "kiełznania" -- czy np. pozbawienie 1/6 populacji świata wody pitnej i zdolności uprawiania gruntów to jest "kiełznanie natury"? Popatrz sobie na earthobservatory.nasa.gov/IOTD/view.php?id=3054 -- Kilimandżaro to tylko przykład, wszędzie tam, gdzie woda w lecie zależy od akumulacji śniegu/lodu w sezonie zimowym/deszczowym, już zaczynają się problemy. Zanim zaczniemy cokolwiek "kiełznać", nauczmy się o tym czegokolwiek, żeby być w stanie kontrolować konsekwencje swoich działań.

>Obiektywnie patrząc przetrwanie człowieka jako gatunku zależy w olbrzymim stopniu od tego, jak bardzo umie podporządkować sobie naturę a nie w jakim stopniu potrafi się z nią utożsamić czy ułożyć.

Nie, to nie jest "obiektywnie". To jest określone stanowisko filozoficzne i polityczne, bynajmniej nie jedyne uprawnione.

>>Bilans energetyczny planety jest badać łatwiej niż lokalne przepływy energii w chaotycznym systemie.
>Ale przecież w rzeczywistości istnieją właśnie te lokalne przepływy energii, konkretne lokalne ruchy mas powietrza itp. Nie istnieje coś takiego jak bilans energetyczny - to jest pojęcie powstałe w oparciu o te lokalne zjawiska.

Jak nie istnieje, jak istnieje? Ziemia przyjmuje określoną ilość energii Słońca, sama wypromieniowuje inną. Ta energia jak najbardziej istnieje i można ją badać.

> Każde bardziej globalne zjawisko to tylko wyższy poziom abstrakcji dla konkretnych zachowań poszczególnych cząstek w konkretnym miejscu. Naprawdę nie rozumiem jak można łatwiej badać zjawisko na wyższym poziomie uogólnienia, nie rozumiejąc go dokładnie na niższym.

Chcesz dowodzić, że ponieważ każdy rzut kulką w ruletce jest serią całkowicie losowych i unikalnych zderzeń i trajektorii, to nie da się obliczyć prawdopodobieństwa wypadnięcia czerwonej jedynki?

>Dodatkowo wynika mi z tego wszystkiego, że to właśnie fizycy są najbliżej rzeczywistości jeśli chodzi o te teorie. To oni pokazują palcem na konkretne byty (cząsteczki itp.) i tłumaczą ich zachowania. Tu się logicznie patrząc zaczyna nie tylko teoria AGW. Ale akurat fizycy za specjalnie zgodni nie są:
>www.dailytech.com/article.aspx?newsid=12403

www.aps.or(*)ewsletters/200807/monckton.cfm

The following article has not undergone any scientific peer review, since that is not normal procedure for American Physical Society newsletters. The American Physical Society reaffirms the following position on climate change, adopted by its governing body, the APS Council, on November 18, 2007: "Emissions of greenhouse gases from human activities are changing the atmosphere in ways that affect the Earth's climate."

A teraz zajrzyj do:

www.altenergyaction.org/Monckton.html

Monckton niestety jest człowiekiem z misją, za to bez specjalnych kompetencji.

>>Ludzie od modelowania są "politycznie transparentni" i wykonują zadania typowe i pozostawiające mało miejsca na manipulację czy nieścisłość.
>Myślę, że już nie raz pokazano jak odległe od prawdy bywa to stwierdzenie

W odniesieniu do modeli klimatu? Gdzie i kiedy?

>>poparcie instytucji naukowych dostał już pierwszy raport IPCC z 1990 roku. To prawie 20 lat temu. Jeszcze nikomu się nie śniło o handlu emisjami.
>Enwironmentalizm jest bardzo wpływową ideologią znacznie dłużej.

Sorki, ale zmyślasz. Przez długie lata to był ignorowany margines, a nie "bardzo wpływowa ideologia".

>OK może nie tyle "peer review" umarł co pokazano, że proces ten niekoniecznie gwarantuje uczciwą, obiektywną naukową ocenę. W przypadku klimatologii szczególnie.

Gdzie to konkretnie pokazano?
21-11-2009 14:55 
 Ocena 3 na 3
Satyr (4285 punktów)

>W mojej prywatnej opinii odrywanie kwestii ocieplenia od konkretnych danych klimatycznych i sprowadzanie jej na przykład do rozstrzygania, czy 'wykradzione maile nie są falsyfikatem' jest oszołomstwem.

W mojej też, jak najbardziej.
W moim wątku chodziło o rzecz nieco odmienną. Mianowicie - nie przesądzam wcale sprawy prawdziwości tych informacji (stąd moje pytanie do forumowiczów: "co sądzicie o tych rewelacjach"). Nie było moją intencją rozstrzyganie kwestii naukowej na poziomie "ukradzionych maili", bo to - jak zauważyłeś - absurd. Zasugerowałem jednak, że jeśli (zwracam uwagę na okres warunkowy - nie chcę przesądzać sprawy) jest w tym jakaś prawda, to by znaczyło, że naukowcy nie są w stanie rzetelnie uzasadnić stawianych tez, a motywacją preparowania wyników są prawdopodobnie pieniądze.

Stąd też moje drugie pytanie dla forumowiczów: czy możliwe są jakieś rozwiązania finansowe, które skłaniałyby naukowców do uczciwości, a nie preparowania wyników?

Co do kwestii merytorycznych, tyczących się globalnego ocieplenia, to nie podyskutuję z Tobą, bo po prostu nie mam kompetencji. Nieustannie media podrzucają teksty naukowców podających sprzeczne perspektywy - no i weź tu bądź mądry, jak nie jesteś klimatologiem...

Pozdrawiam!
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nie chodziło mi o Twój wątek. Chodziło mi o kolesi 'co wykradli maile'.
Pozdrawiam
22-11-2009 22:19 
 0 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>W moim wątku chodziło o rzecz nieco odmienną. Mianowicie - nie przesądzam wcale sprawy prawdziwości tych informacji (stąd moje pytanie do forumowiczów: "co sądzicie o tych rewelacjach"). Nie było moją intencją rozstrzyganie kwestii naukowej na poziomie "ukradzionych maili", bo to - jak zauważyłeś - absurd. Zasugerowałem jednak, że jeśli (zwracam uwagę na okres warunkowy - nie chcę przesądzać sprawy) jest w tym jakaś prawda, to by znaczyło, że naukowcy nie są w stanie rzetelnie uzasadnić stawianych tez, a motywacją preparowania wyników są prawdopodobnie pieniądze.

Im dłużej czytam sobie te maile, tym bardziej jestem przekonany, że są jednak autentyczne i tym mniej widzę jakiejś afery, która uprawniałaby do wyciągania radykalnych wniosków. Jest kilka brzydkich zachowań, jest trochę zawziętości w stosunku do adwersarzy, trochę uprawiania polityki zamiast argumentowania, ale spora część maili wzięta w kontekście o niczym podejrzanym nie świadczy.

>Stąd też moje drugie pytanie dla forumowiczów: czy możliwe są jakieś rozwiązania finansowe, które skłaniałyby naukowców do uczciwości, a nie preparowania wyników?

Które maile wg. ciebie świadczą o "preparowaniu wyników"?
rexus (2343 punktów)
Nie spałem od dawna, a dziś byłem na rybach, nie brały szmaty. Tylko ryby nie biorą, tyle wiem z doświadczenia.
A czy klimatolodzy są skorumpowani? Nie. Klimatolog to człowiek nadzwyczajny, ma w swym zamyśle tylko i wyłącznie obronę planety ziemia przed niszczącym ją węglem.
Dlatego też, żaden nieskorumpowany klimatolog nie proponuje przedsiębiorcom i politykom rozwiązań kompromisowych, które mogły by wpłynąć na wzbogacenie się prof. Nazimka z Lublina, w tym naszej obskurnej gospodarki bazującej na produkcji CO2.
Instalacja modułów przetwarzających CO2 w benzynę, na kominach jest bezcelowa i korupcjogenna. Więc jak na razie, tylko zakłady azotowe na śląsku zgodziły się na eksperyment z pomysłem w/w prof. Nazimka.
Klimatolodzy tacy jak Staniak proponują zalesić Saharę, a do odsalania oceanicznej wody która nawadniała by te lasy, zastosować podatek CO2. Z waszych pensyjek.
Ograniczenie, emisji CO2 nie jest żadnym problemem. Problem pojawia się w sytuacji gdy CO2 okazuje się życiodajnym gazem.
Klimat się ociepla, a oceany zalewają strefy brzegowe, lodowce się topią a huragany łamią drzewa i wywracają łódki. Takie wstrząsające filmiki propagują obrońcy planety Ziemia, latając własnym odrzutowcem na pokazy tychże filmów. Inni nieklimatolodzy, którzy pokazują że tak, ten lodowiec się topi, ale tamten się powiększa, albo tu się zrobiło cieplej ale tam chłodniej, są nazywani Negacjonistami, cokolwiek to znaczy.
Oczywiście, żaden polityk nie ośmieli się naciskać na korporacje samochodowe, by te zechciały zastosować kanonierkę www.racjonalista.pl/forum.php/s,240032 w przemyśle samochodowym, bo mogłoby to zmniejszyć zyski z podatku od CO2, podatku za który płaci w rezultacie zawsze i wszędzie końcowy konsument,-> szary obywatel.
Uwielbiam przed lotami czytać raporty meteo, ale te z przed paru godzin. Bo żaden lotnik nie bierze raportów sprzed kilku dni. A tu proszę, klimatolodzy z IPCC serwują raport na 100 lat do przodu. Wnioskują że tych zaleje a tamtych spali, albo zamrozi, nieważne, w każdym bądź razie będzie źle. Więc prosimy pozostać w swoich domach z kartonów. Całe szczęście polskie prawo budowlane zabrania takich amerykańskich budowli. Mamy siermiężne wręcz bunkry, dlatego olewamy zmiany klimatu.
22-11-2009 00:23 
 Ocena 2 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Klimat się ociepla, a oceany zalewają strefy brzegowe, lodowce się topią a huragany łamią drzewa i wywracają łódki. Takie wstrząsające filmiki propagują obrońcy planety Ziemia

Proponuję uświadomić sobie, że więcej energii w dolnych warstwach atmosfery to również więcej gwałtownych zjawisk pogodowych. Coś z tą energią dziać się musi.

Widzę, że nadal potrafisz tylko pisać rzewne kawałki o spiskach bez grama argumentu za nimi.
22-11-2009 10:57 
 Ocena 2 na 2
rexus (2343 punktów)
>>Klimat się ociepla, a oceany zalewają strefy brzegowe, lodowce się topią a huragany łamią drzewa i wywracają łódki. Takie wstrząsające filmiki propagują obrońcy planety Ziemia
> Proponuję uświadomić sobie, że więcej energii w dolnych warstwach atmosfery to również więcej gwałtownych zjawisk pogodowych. Coś z tą energią dziać się musi.
>Widzę, że nadal potrafisz tylko pisać rzewne kawałki o spiskach bez grama argumentu za nimi.

Argumenty na gramy to ty prezentujesz, chcąc z nich zrobić kilogramowe.
Energia ruchu powietrza w atmosferze jest podyktowana różnicami temperatur a nie ich wielkościami średnimi. Gdyby na biegunach robiło się coraz zimniej, a w strefach międzyzwrotnikowych cieplej, to byłby powód do podnoszenia alarmu.
22-11-2009 11:16 
 Ocena 1 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>>Klimat się ociepla, a oceany zalewają strefy brzegowe, lodowce się topią a huragany łamią drzewa i wywracają łódki. Takie wstrząsające filmiki propagują obrońcy planety Ziemia
>> Proponuję uświadomić sobie, że więcej energii w dolnych warstwach atmosfery to również więcej gwałtownych zjawisk pogodowych. Coś z tą energią dziać się musi.
>>Widzę, że nadal potrafisz tylko pisać rzewne kawałki o spiskach bez grama argumentu za nimi.
>Argumenty na gramy to ty prezentujesz, chcąc z nich zrobić kilogramowe.
>Energia ruchu powietrza w atmosferze jest podyktowana różnicami temperatur a nie ich wielkościami średnimi.

Dla odmiany, tak może raz, na próbę, spróbuj się czegoś dowiedzieć zanim zaczniesz się wypowiadać:

earthobser(*)es/RisingCost/rising_cost5.php
22-11-2009 17:15 
 Ocena-1 na 1
rexus (2343 punktów)
>>>>Klimat się ociepla, a oceany zalewają strefy brzegowe, lodowce się topią a huragany łamią drzewa i wywracają łódki. Takie wstrząsające filmiki propagują obrońcy planety Ziemia
>>> Proponuję uświadomić sobie, że więcej energii w dolnych warstwach atmosfery to również więcej gwałtownych zjawisk pogodowych. Coś z tą energią dziać się musi.
>>>Widzę, że nadal potrafisz tylko pisać rzewne kawałki o spiskach bez grama argumentu za nimi.
>>Argumenty na gramy to ty prezentujesz, chcąc z nich zrobić kilogramowe.
>>Energia ruchu powietrza w atmosferze jest podyktowana różnicami temperatur a nie ich wielkościami średnimi.
>Dla odmiany, tak może raz, na próbę, spróbuj się czegoś dowiedzieć zanim zaczniesz się wypowiadać:
>earthobser(*)es/RisingCost/rising_cost5.php

I co tam pod tym linkiem niby jest? Może jakieś resztki nieskasowanych maili o oziębianiu się klimatu. Najbardziej zastanawiające na tym forum, jest nagłe pojawienie się twojej osoby i obrona klimatologów rządowych o nadszarpniętym zaufaniu.
22-11-2009 20:25 
 Ocena 1 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>>>>Klimat się ociepla, a oceany zalewają strefy brzegowe, lodowce się topią a huragany łamią drzewa i wywracają łódki. Takie wstrząsające filmiki propagują obrońcy planety Ziemia
>>>> Proponuję uświadomić sobie, że więcej energii w dolnych warstwach atmosfery to również więcej gwałtownych zjawisk pogodowych. Coś z tą energią dziać się musi.
>>>>Widzę, że nadal potrafisz tylko pisać rzewne kawałki o spiskach bez grama argumentu za nimi.
>>>Argumenty na gramy to ty prezentujesz, chcąc z nich zrobić kilogramowe.
>>>Energia ruchu powietrza w atmosferze jest podyktowana różnicami temperatur a nie ich wielkościami średnimi.
>>Dla odmiany, tak może raz, na próbę, spróbuj się czegoś dowiedzieć zanim zaczniesz się wypowiadać:
>>earthobser(*)es/RisingCost/rising_cost5.php
>I co tam pod tym linkiem niby jest? Może jakieś resztki nieskasowanych maili o oziębianiu się klimatu. Najbardziej zastanawiające na tym forum, jest nagłe pojawienie się twojej osoby i obrona klimatologów rządowych o nadszarpniętym zaufaniu.

A tak wam się miło taplało w przesądach i spiskowych teoriach dziejów, prawda? To na pewno część spisku. Oni dostarli już do forum racjonalisty.
22-11-2009 20:51 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>A tak wam się miło taplało w przesądach i spiskowych teoriach dziejów, prawda? To na pewno część spisku. Oni dostarli już do forum racjonalisty.

   Damy kategoryczny odpór postaciami dwóch zagadkowych Adamiaków, coby ci całkiem w głowinie zamieszać...

   - Carramba - zaklął tak szpetnie, jak zagranicznie jeden z tajemniczych Agentów...
22-11-2009 23:32 
 Ocena 1 na 1
rexus (2343 punktów)
Co ty chcesz sobie i innym udowodnić?
Co przesądy mogą mieć wspólnego ze spiskiem?
Czy- gdy zwolennicy latającego potwora spaghetti, też będą negacjonistami ocieplenia, to wtedy zdyskwalifikujesz wszystkich przeciwników Glocieplenia.
Szczerze bez osobistych aluzji, twoja wiedza nie przekłada się na rację, a tego właśnie bardzo byś chciał. To chciejstwo, nie nauka.
Popieram oszczędzanie energii, dbanie o czystość planety, wspólne łożenie na nowoczesną technologię, która wyprze dotąd niezastąpione paliwa kopalne, ale ta cała ściema o olbrzymim udziale człowieka w procesie ocieplania i propozycja podatku od emisji CO2, jest bandyckim pomysłem krajów rozwiniętych na utrzymanie status quo władzy. Taki szwindel może wywołać olbrzymi konflikt, nawet wojenny. A tacy wyedukowani i zmanipulowani ludzie jak ty przyczynią się do tego.
Meritum sprawy nie jest czy człowiek przyczynia się do zmian klimatycznych, ale to w jakim stopniu i czy propozycje polityków są uczciwe. Wiadomo jak kończą cywilizacje, gdy do władzy dorwą się socjaliści.
23-11-2009 00:28 
 0 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Popieram oszczędzanie energii, dbanie o czystość planety, wspólne łożenie na nowoczesną technologię, która wyprze dotąd niezastąpione paliwa kopalne, ale ta cała ściema o olbrzymim udziale człowieka w procesie ocieplania i propozycja podatku od emisji CO2, jest bandyckim pomysłem krajów rozwiniętych na utrzymanie status quo władzy.

A kogo obchodzi co ty popierasz i co sądzisz o problemie ludzkich emisji CO2? Wielokrotnie udowodniłeś, że nie masz pojęcia na temat na który się wypowiadasz. Twoje opinie nie mają uzasadnienia, a więc są prze(d)sądami, co dobitnie udowadniasz podlewając je sosikiem spiskowych teorii dziejów.
23-11-2009 20:46 
 Ocena 2 na 2
rexus (2343 punktów)

>A kogo obchodzi co ty popierasz i co sądzisz o problemie ludzkich emisji CO2? Wielokrotnie udowodniłeś, że nie masz pojęcia na temat na który się wypowiadasz. Twoje opinie nie mają uzasadnienia, a więc są prze(d)sądami, co dobitnie udowadniasz podlewając je sosikiem spiskowych teorii dziejów.

Nie idzie o to co kogo obchodzi, tylko kto chce moich pieniędzy. Z tej całej twojej polityki wynika, że ty chcesz moich, a nie ja twoich. A prognozy klimatyczne na 100 lat, to jak wróżenie z fusów. Żaden ale to żaden model klimatyczny postulowany przez twój obóz nie jest skuteczny na 100%, więc do niewidzenia. Jeleni szukać w lesie.
Celtyk (3337 punktów)
>Jeśli te informacje zawierają choć trochę prawdy, to mamy do czynienia z niebywałym skandalem, najpewniej o podłożu korupcyjnym.
Pominę kwestię wiarygodności zawartego materiału - nie o to tu chyba idzie.
Niezależnie od treści tam zawartych sami jesteśmy w stanie ocenić, że w klimacie globu zachodzą zmiany.
Uważam, że istotniejszym problemem do rozstrzygnięcia jest to co jest przyczyną tych zmian:
  • Działalność człowieka oddziałująca na klimat,
  • Naturalna cykl zmian klimatu na ziemi,
  • A może jedno i drugie?
>W związku z tym mam do Was dwa pytania:
>1. Co sądzicie o powyższych rewelacjach?
Rzadne to rewelacje - tylko korespondencja między ludźmi.
>2. Jakie rozwiązania można zaproponować, by zminimalizować ryzyko kupowania przez rządy bądź rozmaite instytucje określonych "wyników dociekań naukowych"? Czy takie rozwiązania są w ogóle możliwe?
Nie jest możliwe - zawsze się znajdzie jakiś oszołom w jakimś rządzie, który chętnie wyda pieniądze podatnika na jakieś badanie, które potem okażą się nikomu do niczego niepotrzebne

Wracając do klimatu i zmian jakie w nim zachodzą
   Wszystko co się dzieje na naszej planecie oraz wszystko to co na nią oddziałuje ma na nią wpływ a więc i wpływ pośrednio lub nie na panujący na niej klimat.
   Złożoność procesów oddziałujących na klimat jest taka, że na dzień dzisiejszy nie ma 100% pewności, że to wyłącznie nasza ludzka działalność (głównie przemysłowa) tak istotnie wpływa na klimat, a nie np.: aktywność słońca, czy innych ciał niebieskich (może tych jeszcze nam nie znanych . . .).

   Całkiem niedawno opisano zjawisko El Nintio, o którym na dzień dzisiejszy wiadomo tyle, iż oddziałuje na zmiany klimatyczne całej planety.
   O ile mi wiadomo zmiana kierunku przepływu jednego prądu morskiego o 180o u wybrzeży danego kontynentu wywoła o wiele większe zmiany klimatu niż działalność przemysłowa człowieka przez o wiele dłuższy czas.

Uważam, że nie ma co dyskutować nad tym, czy nasza działalność wpływa na klimat czy nie - osobiście uważam, że tak.
   Tematem do dyskusji jest to, czy nasz wpływ jest istotnym czynnikiem zmian, czy tylko nieistotnym dodatkiem w skali cyklicznych zmian zachodzących na naszej planecie Jak np.: ma się działalność przemysłowa Europy do oddziaływania na ten sam kontynent Prądu Północnoatlantyckiego? Co istotniej wpłynęłaby na warunki atmosferyczne kontynentu: Całkowita likwidacja przemysłu czy zanik tego prądu morskiego?

Po części podzielam zdanie rexus'a - CO2 to kolejny podatek mający na celu finalnie jeszcze bardziej doić obywatela

Problemem nie jest to, że na ziemi zachodzą zmiany klimatu (bo one były zawsze), ale to jakie to są zmiany i, czy my jako gatunek będziemy w stanie się przystosować do tych zmian aby przetrwać.
   Istotnym pytaniem jest też to, czy możemy, potrafimy i faktycznie chcemy zrobić coś co przyczyni się do tego, że zmiany klimatu (nawet jeśli będą zachodzić - osobiście uważam, że będą) będą takie, iż nasz gatunek będzie się w stanie do nich dostosować i je przetrwać.
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
22-11-2009 23:22 
 Ocena 2 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>   Tematem do dyskusji jest to, czy nasz wpływ jest istotnym czynnikiem zmian, czy tylko nieistotnym dodatkiem w skali cyklicznych zmian zachodzących na naszej planecie Jak np.: ma się działalność przemysłowa Europy do oddziaływania na ten sam kontynent Prądu Północnoatlantyckiego? Co istotniej wpłynęłaby na warunki atmosferyczne kontynentu: Całkowita likwidacja przemysłu czy zanik tego prądu morskiego?

A kto mówi konkretnie o warunkach atmosferycznych w Europie? Globalne ocieplenie, czy globalne zmiany klimatyczne z definicji mówią o bilansie energetycznym całej planety. Wstrzyknięcie szybko wielkiej porcji CO2 do atmosfery (albo przeciwnie, jego usunięcie) zmienia jej zdolność do zatrzymywania ciepła przy powierzchni, a więc bezpośrednio wpływa na klimat -- ociepla/oziębia powierzchnię planety. Jak na całość bilansu wpływa działanie Golfstromu i ogólnie cyrkulacji północnoatlantyckiej? Nijak. Herbata nie robi się słodsza od mieszania. Gdyby jutro Golfstrom się zatrzymał i Europa weszła w epokę lodową, nie miałoby to znaczenia dla globalnego ocieplenia jeśli globalne średnie temperatury nadal by rosły.

[...]
>   Istotnym pytaniem jest też to, czy możemy, potrafimy i faktycznie chcemy zrobić coś co przyczyni się do tego, że zmiany klimatu (nawet jeśli będą zachodzić - osobiście uważam, że będą) będą takie, iż nasz gatunek będzie się w stanie do nich dostosować i je przetrwać.

A koszty tego dostosowania oceniłeś? Bo powiedzieć sobie "life will find a way" potrafi każdy. I to oczywiście jest prawda. Tyle, że na gwałtowne i duże zmiany natura reaguje czymś, co jest określane jako "wielkie wymieranie gatunków". To, że jakieś życie przetrwa i za sto tysięcy lat opanuje opuszczone nisze ekologiczne to w naszej sytuacji żadna pociecha. Weź pod uwagę, że my to jedno, a do zmian muszą się "dostosować" również nasze uprawy, zwierzęta hodowlane itp.
23-11-2009 00:30 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>To, że jakieś życie przetrwa i za sto tysięcy lat opanuje opuszczone nisze ekologiczne to w naszej sytuacji żadna pociecha.
   Cholera, zmartwiłeś mnie. I co ja biedny zrobię za sto tysięcy lat?

>Weź pod uwagę, że my to jedno, a do zmian muszą się "dostosować" również nasze uprawy, zwierzęta hodowlane itp.
   No tak, ja jutro sobie kupię trzy jesionki, zapałki i parę konserw, za 100 tysięcy lat będzie jak znalazł, ale jak sobie poradzi mój biedny burek, co go jeszcze nie mam...???

   Chyba jednak tego burka nie kupię, zdechnę sam jak pies.

   Na razie ze śmiechu.
23-11-2009 08:42 
 Ocena 1 na 1
Celtyk (3337 punktów)
>A kto mówi konkretnie o warunkach atmosferycznych w Europie? Globalne ocieplenie, czy globalne zmiany klimatyczne z definicji mówią o bilansie energetycznym całej planety.
   Podałem przykład jak jeden element wpływa na zmiany klimatu całego kontynentu. Jak sam zauważyłeś (bardzo słusznie) w Europie nastałaby epoka lodowcowa a więc kontynent pokryłby się lodem. Nie jest tajemnicą, że lód odbija promienie słoneczne co oddziałuje na ilość ciepła pochłanianego przez kontynent, a to już oddziałuje na bilans cieplny całej planety - tak?
>Wstrzyknięcie szybko wielkiej porcji CO2 do atmosfery (albo przeciwnie, jego usunięcie) zmienia jej zdolność do zatrzymywania ciepła przy powierzchni, a więc bezpośrednio wpływa na klimat -- ociepla/oziębia powierzchnię planety.
Ale też wpływa na to ile promieniowania słonecznego dociera do oceanów i kontynentów a to zmienia bilans cieplny planety.

>Jak na całość bilansu wpływa działanie Golfstromu i ogólnie cyrkulacji północnoatlantyckiej? Nijak.
Wpływa i to bardzo. Woda ma inne ciepło właściwe niż gleba (kontynent) a co za tym idzie inaczej oddaje to ciepło do atmosfery (woda wolniej niż gleba).
Nawet istotne spowolnienie tego prądu zadziałało globalnie
>Herbata nie robi się słodsza od mieszania. Gdyby jutro Golfstrom się zatrzymał i Europa weszła w epokę lodową, nie miałoby to znaczenia dla globalnego ocieplenia jeśli globalne średnie temperatury nadal by rosły.
   Tylko, że ziemia to nie szklanka herbaty - sama ziemia nie jest układem zamkniętym! Najsilniej na naszą planetę oddziałuje słońce. Myślę, że gwałtowne zmiany aktywności słońca spowodują większe zmiany klimatu na ziemi niż wielowiekowa działalność człowieka (ile energii dostarcza słońce w ciągu minuty, a ile ludzka działalność?).
   Pominę jeszcze taki "drobiazg" jak to, że każdy z nas jest chodzącą "fabryką", która jest źródłem ciepła oddającym określoną ilość energii do otoczenia . . . Czy ~6mld takich źródeł wpływa/nie wpływa na klimat planety?

>A koszty tego dostosowania oceniłeś? Bo powiedzieć sobie "life will find a way" potrafi każdy. I to oczywiście jest prawda.
   Nie liczyłem - nie jestem ekonomistą. Ale myślę, iż ktoś chce przy okazji wdrożenia nowych ekologicznych technologii zrobić złoty biznes swego życia kosztem nas wszystkich.

>Tyle, że na gwałtowne i duże zmiany natura reaguje czymś, co jest określane jako "wielkie wymieranie gatunków".
>To, że jakieś życie przetrwa i za sto tysięcy lat opanuje opuszczone nisze ekologiczne to w naszej sytuacji żadna pociecha.
   Operujesz okresem czasu, który dla przeciętnego człowieka jest przynajmniej trudny do pojęcia. Nie mamy zielonego pojęcia jakie zmiany zajdą na naszej planecie, jakie gatunki wymrą a jakie nowe się pojawią. Jakie będą zmiany klimatu. A weź pod uwagę, że o wielu sprawach decydują ludzie którzy patrzą przez pryzmat kolejnych wyborów! (bo nawet nie przez pryzmat swego życia)
>Weź pod uwagę, że my to jedno, a do zmian muszą się "dostosować" również nasze uprawy, zwierzęta hodowlane itp.
   To się zgadza, że poza przystosowaniem się naszego gatunku konieczne jest aby przystosowało się całe otaczające nas środowisko aby nasz gatunek miał jak przeżyć.
Pozdrawiam
P.S. z dziś odnośnie ziemi . . . Ziemia jakiej nie znamy

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
23-11-2009 12:25 
 Ocena 2 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>A kto mówi konkretnie o warunkach atmosferycznych w Europie? Globalne ocieplenie, czy globalne zmiany klimatyczne z definicji mówią o bilansie energetycznym całej planety.
>   Podałem przykład jak jeden element wpływa na zmiany klimatu całego kontynentu. Jak sam zauważyłeś (bardzo słusznie) w europie nastałaby epoka lodowcowa a więc kontynent pokryłby się lodem. Nie jest tajemnicą, że lud

Lud? Taki pracujący miast i wsi?

> odbija promienie słoneczne co oddziałuje na ilość ciepła pochłanianego przez kontynent, a to już oddziałuje na bilans cieplny całej planety - tak?

Tak. Niemniej to są konsekwencje zmian różnych w charakterze: zmiana stężenia CO2 jest globalna i bezpośrednio wpływa na bilans energetyczny, zmiana w cyrkulacji ma wpływ pośredni (zwiększenie albedo).

>>Wstrzyknięcie szybko wielkiej porcji CO2 do atmosfery (albo przeciwnie, jego usunięcie) zmienia jej zdolność do zatrzymywania ciepła przy powierzchni, a więc bezpośrednio wpływa na klimat -- ociepla/oziębia powierzchnię planety.
>Ale też wpływa na to ile promieniowania słonecznego dociera do oceanów i kontynentów a to zmienia bilans cieplny planety.

Hm? Atmosferyczny CO2 wpływa na poziom irradiancji słonecznej przy powierzchni Ziemi? Jesteś tego pewien? Zakresy częstotliwości dla promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi i wypromieniowywanego przez nią ciepła są dla celów praktycznych rozłączne -- CO2 przechwytuje to drugie, ale nie ma wpływu na pierwsze. Chyba, że znowu masz na myśli sprzężenia (CO2 -> efekt cieplarniany -> zwiększone parowanie -> więcej chmur -> zwiększone albedo).

>>Jak na całość bilansu wpływa działanie Golfstromu i ogólnie cyrkulacji północnoatlantyckiej? Nijak.
>Wpływa i to bardzo. Woda ma inne ciepło właściwe niż gleba (kontynent) a co za tym idzie inaczej oddaje to ciepło do atmosfery (woda wolniej niż gleba).
>Nawet istotne spowolnienie tego prądu zadziałało globalnie

Europa to nie jest "globalnie" -- poza wpływem na albedo planety, na który słusznie wskazujesz. To zresztą trzeba najpierw ocenić (lokalne ochłodzenie zmniejsza parowanie, więc masz z drugiej strony mniej chmur, co wpływa na zmniejszenie albedo).

>>Herbata nie robi się słodsza od mieszania. Gdyby jutro Golfstrom się zatrzymał i Europa weszła w epokę lodową, nie miałoby to znaczenia dla globalnego ocieplenia jeśli globalne średnie temperatury nadal by rosły.
>   Tylko, że ziemia to nie szklanka herbaty - sama ziemia nie jest układem zamkniętym! Najsilniej na naszą planetę oddziałuje słońce. Myślę, że gwałtowne zmiany aktywności słońca spowodują większe zmiany klimatu na ziemi niż wielowiekowa działalność człowieka (ile energii dostarcza słońce w ciągu minuty, a ile ludzka działalność?).

Nikt nie przeczy, że Słońce jest najważniejszym pojedynczym czynnikiem wpływającym na klimat. Ten wpływ jest badany w kontekście historii (paleoklimatologia) i na bieżąco rejestrowany. Problem w tym, że nie da się powiązać obserwowanego ocieplenia z aktywnością słoneczną. Poziom irradiancji od lat 70. praktycznie się nie zmienił, temperatury -- owszem.

>   Pominę jeszcze taki "drobiazg" jak to, że każdy z nas jest chodzącą "fabryką", która jest źródłem ciepła oddającym określoną ilość energii do otoczenia . . . Czy ~6mld takich źródeł wpływa/nie wpływa na klimat planety?

No, teraz to przygrzałeś. A skąd żyjące organizmy biorą to ciepło? Spoza układu?

>>A koszty tego dostosowania oceniłeś? Bo powiedzieć sobie "life will find a way" potrafi każdy. I to oczywiście jest prawda.
>   Nie liczyłem - nie jestem ekonomistą. Ale myślę, iż ktoś chce przy okazji wdrożenia nowych ekologicznych technologii zrobić złoty biznes swego życia kosztem nas wszystkich.

Sceptyzym to jest fajna rzecz: niezależne myślenie, ujęte w dyscyplinę metody naukowej, przeciwstawione przesądom i prawdom ogłaszanym z autorytetu. Nie jest jednak dobrze, kiedy pod pozorem "sceptycyzmu" wiedza naukowa -- choćby niepełna i niedoskonała -- zaczyna być odrzucana w imię przesądu ("bo oni wszyscy chcą tylko na nas kasę zbić") i przeciwstawiana autorytetom ("pan Jaworowski może i nie jest zgodny sam ze sobą, ale jest Badaczem i macie go słuchać, internetowi czytacze Wikipedii"). Szczególnie, jeśli dzieje się to na forum serwisu poświęconego teoretycznie upowszechnianiu światopoglądu naukowego, który racjonalizm i sceptycyzm ma wypisany na sztandarach.

>>Tyle, że na gwałtowne i duże zmiany natura reaguje czymś, co jest określane jako "wielkie wymieranie gatunków".
>>To, że jakieś życie przetrwa i za sto tysięcy lat opanuje opuszczone nisze ekologiczne to w naszej sytuacji żadna pociecha.
>   Operujesz okresem czasu, który dla przeciętnego człowieka jest przynajmniej trudny do pojęcia. Nie mamy zielonego pojęcia jakie zmiany zajdą na naszej planecie, jakie gatunki wymrą a jakie nowe się pojawią. Jakie będą zmiany klimatu.

I to jest najlepszy argument za daleko posuniętą ostrożnością. Na temat konsekwencji zmian klimatu dla biosfery coś tam jednak wiadomo i nie będą one przyjemne. Adamiakowi może to oczywiście zwisać, ale są ludzie którym nie jest obojętne jaki świat zostawią swoim dzieciom i wnukom. Jeśli wywołujemy zmiany, które mogą mieć konsekwencje trwające tysiące lat, to nie mamy wyjścia, musimy przyjąć perspektywę tysięcy lat przy podejmowaniu decyzji.
Celtyk (3337 punktów)
>Lud? Taki pracujący miast i wsi?
Nie - lód jako H2O w postaci stałej
>Tak. Niemniej to są konsekwencje zmian różnych w charakterze: zmiana stężenia CO2 jest globalna i bezpośrednio wpływa na bilans energetyczny, zmiana w cyrkulacji ma wpływ pośredni (zwiększenie albedo).
Zgoda się, ale pozostanę przy swojej (możliwe, że błędnej ocenie) iż mimo wszystko ma. Nie będę się jednak upierał co do siły oddziaływania

>Chyba, że znowu masz na myśli sprzężenia (CO2 -> efekt cieplarniany -> zwiększone parowanie -> więcej chmur -> zwiększone albedo).
Tak chodziło mi bardziej o sprzężenia niż o wyłącznie CO2. Fakt, że CO2 zatrzymuje inne zakresy częstotliwości niż np.: para wodna. Jednak para wodna (w postaci chmur) też zatrzymuje/przepuszcza różne pasma promieniowania w zależności od jej ilości w powietrzu jak i wysokości nad poziomem morza.

>Europa to nie jest "globalnie" -- poza wpływem na albedo planety, na który słusznie wskazujesz. To zresztą trzeba najpierw ocenić (lokalne ochłodzenie zmniejsza parowanie, więc masz z drugiej strony mniej chmur, co wpływa na zmniejszenie albedo).
Zgadza sie - trzeba ocenić. Tylko kolejny raz pojawia się ten sam cykl: temperatura rośnie -> parowanie rośnie -> temperatura spada -> parowanie spada . . . Czy klimat nie podlega jednak jakiejś samoregulacji? Myślę, że podlega. Niewiadomą jest natomiast to, czy w zakresie tych regulacji życie w znanej nam postaci jest w stanie przetrwać.

>Nikt nie przeczy, że Słońce jest najważniejszym pojedynczym czynnikiem wpływającym na klimat. Ten wpływ jest badany w kontekście historii (paleoklimatologia) i na bieżąco rejestrowany. Problem w tym, że nie da się powiązać obserwowanego ocieplenia z aktywnością słoneczną. Poziom irradiancji od lat 70. praktycznie się nie zmienił, temperatury -- owszem.
To fak, że ostatnie kilkadziesiąt lat aktywność słońca jest prawie stała, a temperatura rośnie. Jest to racjonalny przyczynek do przypuszczeń iż to nasza działalność, ale nie 100% pewność, że to wyłącznie nasza działalność.

>No, teraz to przygrzałeś. A skąd żyjące organizmy biorą to ciepło? Spoza układu?
Nie chodziło mi o ciepło z poza układu, ale to, że organizm ludzki wytwarza ciepło będące efektem reakcji chemicznych zachodzących wewnątrz organizmu. Dla mnie to w pewnym sensie to samo co palenie w kotłowni.
Poza tym człowiek również wytwarza CO2. A ~6mld ludzi trochę tego CO2 chyba wytwarza w ciągu doby

>Sceptyzym to jest fajna rzecz: niezależne myślenie, ujęte w dyscyplinę metody naukowej, przeciwstawione przesądom i prawdom ogłaszanym z autorytetu. Nie jest jednak dobrze, kiedy pod pozorem "sceptycyzmu" wiedza naukowa -- choćby niepełna i niedoskonała -- zaczyna być odrzucana w imię przesądu
Mój błąd w osądzie innych - przesadziłem z ludzką zachłannością, ale czy na pewno nie mam prawa do takich podejrzeń? Wiem, że jest to zachowanie irracjonalne, ale czasem trudno się tego wyzbyć
>Szczególnie, jeśli dzieje się to na forum serwisu poświęconego teoretycznie upowszechnianiu światopoglądu naukowego, który racjonalizm i sceptycyzm ma wypisany na sztandarach.
Na szczęście ma i dzięki temu jest gdzie skonfrontować swoje poglądy z poglądami innych

>I to jest najlepszy argument za daleko posuniętą ostrożnością. Na temat konsekwencji zmian klimatu dla biosfery coś tam jednak wiadomo i nie będą one przyjemne.
Na tyle przynajmniej wskazują aktualne publikacje, że za wesoło to się nie zapowiada.
>Adamiakowi może to oczywiście zwisać, ale są ludzie którym nie jest obojętne jaki świat zostawią swoim dzieciom i wnukom.
Osobiście to i mi dosłownie zwisa to jak będzie wyglądał świat jak mnie już na nim nie będzie. Jednak patrzę na nasz glob trochę dalej niż okres mego życia i finalnie zależy mi na tym, aby jednak warunki życia na ziemi dla mego potomstwa przynajmniej nie były gorsze od tych jakie ja mam.
>Jeśli wywołujemy zmiany, które mogą mieć konsekwencje trwające tysiące lat, to nie mamy wyjścia, musimy przyjąć perspektywę tysięcy lat przy podejmowaniu decyzji.
Tak powinny być podejmowane wszystkie decyzje, których konsekwencje mogą być odczuwalne przez wiele następnych pokoleń. Jednak śmiem twierdzić, że wiele decyzji tak nie jest podejmowanych
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
23-11-2009 18:40 
 Ocena 3 na 5
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
[ciach rzeczy mało kontrowersyjne]

>>Europa to nie jest "globalnie" -- poza wpływem na albedo planety, na który słusznie wskazujesz. To zresztą trzeba najpierw ocenić (lokalne ochłodzenie zmniejsza parowanie, więc masz z drugiej strony mniej chmur, co wpływa na zmniejszenie albedo).
>Zgadza sie - trzeba ocenić. Tylko kolejny raz pojawia się ten sam cykl: temperatura rośnie -> parowanie rośnie -> temperatura spada -> parowanie spada . . . Czy klimat nie podlega jednak jakiejś samoregulacji? Myślę, że podlega. Niewiadomą jest natomiast to, czy w zakresie tych regulacji życie w znanej nam postaci jest w stanie przetrwać.

Sądząc po tym, co możemy obserwować i rekonstruować, żyjemy akurat w okresie dość dużej stabilności. Nie ma jednak pewności w jakim zakresie ten system który widzimy jest w stanie się samoregulować.

>>Nikt nie przeczy, że Słońce jest najważniejszym pojedynczym czynnikiem wpływającym na klimat. Ten wpływ jest badany w kontekście historii (paleoklimatologia) i na bieżąco rejestrowany. Problem w tym, że nie da się powiązać obserwowanego ocieplenia z aktywnością słoneczną. Poziom irradiancji od lat 70. praktycznie się nie zmienił, temperatury -- owszem.
>To fak, że ostatnie kilkadziesiąt lat aktywność słońca jest prawie stała, a temperatura rośnie. Jest to racjonalny przyczynek do przypuszczeń iż to nasza działalność, ale nie 100% pewność, że to wyłącznie nasza działalność.

100% pewności to nie ma dla większości rzeczy, które bez problemu traktujemy jako wiedzę. Jest sporo przesłanek wspierających teorię o ludzkim wpływie na klimat. Jeśli chodzi o CO2, to po prostu rzuca się w oczy: nasze emisje to nie hipotezy czy rekonstrukcje, tylko w dużej części zarejestrowane fakty. Wiemy, że w ciągu ostatnich 150 lat wypuściliśmy do atmosfery ok. 500 mld ton węgla. Mamy mocne dowody na to, że w stosunku do czasów przed rewolucją przemysłową w atmosferze znajduje się 200 mld ton węgla więcej, oraz że ta nadwyżka pochodzi z paliw kopalnych.

>>No, teraz to przygrzałeś. A skąd żyjące organizmy biorą to ciepło? Spoza układu?
>Nie chodziło mi o ciepło z poza układu, ale to, że organizm ludzki wytwarza ciepło będące efektem reakcji chemicznych zachodzących wewnątrz organizmu. Dla mnie to w pewnym sensie to samo co palenie w kotłowni.

OK, ale to wszystko jest przetwarzanie tej energii, która dociera ze Słońca: wykorzystywanej przez rośliny które są zjadane przez zwierzęta, które są zjadane (obok roślin) przez człowieka... który na koniec jest zjadany przez "reducentów". Nie wytwarzamy żadnej energii która wcześniej na Ziemię nie trafiła.

>Poza tym człowiek również wytwarza CO2. A ~6mld ludzi trochę tego CO2 chyba wytwarza w ciągu doby

Tak, ale gdyby nie emisje przemysłowe, z taką nadwyżką biosfera/oceany poradziłyby sobie dość łatwo.

>>Sceptyzym to jest fajna rzecz: niezależne myślenie, ujęte w dyscyplinę metody naukowej, przeciwstawione przesądom i prawdom ogłaszanym z autorytetu. Nie jest jednak dobrze, kiedy pod pozorem "sceptycyzmu" wiedza naukowa -- choćby niepełna i niedoskonała -- zaczyna być odrzucana w imię przesądu
>Mój błąd w osądzie innych - przesadziłem z ludzką zachłannością, ale czy na pewno nie mam prawa do takich podejrzeń? Wiem, że jest to zachowanie irracjonalne, ale czasem trudno się tego wyzbyć

Nie jest irracjonalne szukanie takich motywacji, jeśli są do tego podstawy. To jest kwestia ludzkiej natury -- ludzie są egoistyczni. Ale metoda naukowa, logiczne wnioskowanie w celu dojścia do wiedzy, jest jedynym co pozwala nam odróżnić czy niezależnie od swoich egoizmów ludzie mają rację, czy nie. Jeden z tych ujawnionych listów zawiera fragment:

"I'm not political. If anything, I would like to see the climate change happen, so the science could be proved right, regardless of the consequences. This isn't being political, it is being selfish."

Oczywiście, że ludzie są tylko ludźmi. Ale jak to ładnie kiedyś ujął Steve Weinberg:

"W nauce codziennie zdarza się, że ktoś, kto wysłuchał właśnie przekonującego argumentu mówi 'wiesz, masz rację, moja pozycja była błędna, będę musiał zmienić stanowisko'. Nie dzieje się to tak często jak powinno, bo uczeni też są tylko ludźmi. Ale spróbujcie sobie przypomnieć kiedy ostatnio słyszeliście coś podobnego w polityce lub religii". (z pamięci, nie bić jeśli mówił trochę inaczej)

Moja pozycja jest taka, że bardziej ufam dziedzinie, w której weryfikację twierdzeń może przy odrobinie samozaparcia przeprowadzić każdy, kto potrafi myśleć. Dlatego owszem, patrzeć na ręcę należy, ale z góry skreślać "bo tu chodzi tylko o kasę" już niekoniecznie. Mnóstwo normalnych, uczciwych ludzi przez nikogo nie korumpowanych składa się na bieżący naukowy konsensus opracowywany również w systemie samoregulującym się -- przez peer review i normalny proces uprawiania nauki.

[...]
>>Jeśli wywołujemy zmiany, które mogą mieć konsekwencje trwające tysiące lat, to nie mamy wyjścia, musimy przyjąć perspektywę tysięcy lat przy podejmowaniu decyzji.
>Tak powinny być podejmowane wszystkie decyzje, których konsekwencje mogą być odczuwalne przez wiele następnych pokoleń. Jednak śmiem twierdzić, że wiele decyzji tak nie jest podejmowanych

Niestety, świat jest jaki jest. Warto przynajmniej jasno artykułować te obawy, do których nas skłania stan wiedzy naukowej. Niezależnie od wszelkich egoizmów, wielu klimatologów też ucieszyłoby się słysząc przekonujące argumenty za tym, że nie ma niebezpieczeństwa. Nie mówiąc o sławie, jaka spadłaby na tego, kto by to udowodnił.
23-11-2009 20:24 
 Ocena 1 na 1
rexus (2343 punktów)
Jaworowski był dzisiaj w wiadomościach tvp1, i mówił że Staniak to agent CIA,
poplecznik Ala Gora, i darmozjad.
23-11-2009 21:03 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)
>Jaworowski był dzisiaj w wiadomościach tvp1, i mówił że Staniak to agent CIA,
>poplecznik Ala Gora, i darmozjad.

   A mnie coś mówi, że znowu zapracujesz na bana.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
23-11-2009 22:41 
 Ocena 2 na 2
rexus (2343 punktów)
>>Jaworowski był dzisiaj w wiadomościach tvp1, i mówił że Staniak to agent CIA,
>>poplecznik Ala Gora, i darmozjad.
>   A mnie coś mówi, że znowu zapracujesz na bana.
O placowniku wyrażał się w samych superlatywach, powiedział że banowanie jest swego rodzaju negatywnym sprzężeniem zwrotnym w głupich dyskusjach o CO2.
23-11-2009 21:20 
 Ocena 1 na 1
Celtyk (3337 punktów)
>Sądząc po tym, co możemy obserwować i rekonstruować, żyjemy akurat w okresie dość dużej stabilności. Nie ma jednak pewności w jakim zakresie ten system który widzimy jest w stanie się samoregulować.
Nie wiemy też jak długo ta stabilność jeszcze potrwa jak i to czy nasza działalność może spowodować skrócenie/wydłużenie tego okresu.

>[...] Mamy mocne dowody na to, że w stosunku do czasów przed rewolucją przemysłową w atmosferze znajduje się 200 mld ton węgla więcej, oraz że ta nadwyżka pochodzi z paliw kopalnych.
To prawda i z nie zamierzam z tym faktem dyskutować.

>OK, ale to wszystko jest przetwarzanie tej energii, która dociera ze Słońca: wykorzystywanej przez rośliny które są zjadane przez zwierzęta, które są zjadane (obok roślin) przez człowieka... który na koniec jest zjadany przez "reducentów". Nie wytwarzamy żadnej energii, która wcześniej na Ziemię nie trafiła.
   Energia, którą wytwarzamy z paliw kopalnych też w zasadzie pochodzi od słońca.
Myślę, że nie jest problemem to skąd ta energia pochodzi, ale to w jakim tempie jest uwalniana.

>Tak, ale gdyby nie emisje przemysłowe, z taką nadwyżką biosfera/oceany poradziłyby sobie dość łatwo.
Zapewne tak. Ale też pamiętajmy o innych źródłach różnego rodzaju gazów emitowanych do atmosfery - chodzi mi o wulkany. Nie zaprzeczysz chyba, że erupcje wulkanów w historii ziemi miały silny wpływ na kształtowanie się klimatu, a ogólnie aktywność wulkanów (o ile moja wiedza jest aktualna) ostatnimi czasy wzrasta.

>[...]Nie dzieje się to tak często jak powinno, bo uczeni też są tylko ludźmi. Ale spróbujcie sobie przypomnieć kiedy ostatnio słyszeliście coś podobnego w polityce lub religii". (z pamięci, nie bić jeśli mówił trochę inaczej)
W świecie nauki takie postawy się przynajmniej zdarzają, natomiast w świecie polityki czy religii to się zdarza . . .

>Moja pozycja jest taka, że bardziej ufam dziedzinie, w której weryfikację twierdzeń może przy odrobinie samozaparcia przeprowadzić każdy, kto potrafi myśleć.
Może każdy, ale ilu zada sobie trud takiej analizy?
>Mnóstwo normalnych, uczciwych ludzi przez nikogo nie korumpowanych składa się na bieżący naukowy konsensus opracowywany również w systemie samoregulującym się -- przez peer review i normalny proces uprawiania nauki.
Z tym twierdzeniem się zgadzam.
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
23-11-2009 22:16 
 0 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Sądząc po tym, co możemy obserwować i rekonstruować, żyjemy akurat w okresie dość dużej stabilności. Nie ma jednak pewności w jakim zakresie ten system który widzimy jest w stanie się samoregulować.
>Nie wiemy też jak długo ta stabilność jeszcze potrwa jak i to czy nasza działalność może spowodować skrócenie/wydłużenie tego okresu.

Gdyby wszystko było wiadomo, w ogóle byłoby fajnie. Można by dokładnie przewidywać okresy ochłodzenia, nauczyć się np. sterowania odpowiednio emisjami i pochłanianiem gazów cieplarnianych i regulować sobie klimat wedle woli. Jeśli przetrwamy na tej planecie wystarczająco długo, być może następne pokolenia kiedyś będą to robiły.

>   Energia, którą wytwarzamy z paliw kopalnych też w zasadzie pochodzi od słońca.
>Myślę, że nie jest problemem to skąd ta energia pochodzi, ale to w jakim tempie jest uwalniana.

Jeśli ten węgiel przez miliony lat gdzieś tam sobie leżał, a teraz nagle został wprowadzony do atmosfery, to mimo wszystko jest to zakłócanie systemu jaki od minimum kilkuset tysięcy lat był dość stabilny.

>>Tak, ale gdyby nie emisje przemysłowe, z taką nadwyżką biosfera/oceany poradziłyby sobie dość łatwo.
>Zapewne tak. Ale też pamiętajmy o innych źródłach różnego rodzaju gazów emitowanych do atmosfery - chodzi mi o wulkany. Nie zaprzeczysz chyba, że erupcje wulkanów w historii ziemi miały silny wpływ na kształtowanie się klimatu, a ogólnie aktywność wulkanów (o ile moja wiedza jest aktualna) ostatnimi czasy wzrasta.

E tam. Małe tendencje nie mają żadnego znaczenia. Okresy naprawdę silnej aktywności wulkanicznej były dawno i nieprawda, a bieżące ogólne emisje CO2 to malutki pryszczyk (ok. 250-300 mln ton CO2 rocznie, to jest dwa rzędy wielkości mniej niż nasze emisje). Erupcje obniżają temperatury w następnych latach (wyrzucają do atmosfery dużo aerozoli, a te rozpraszają promienie słoneczne, zwłaszcza jeśli w większej erupcji dotrą do stratosfery).

>>Moja pozycja jest taka, że bardziej ufam dziedzinie, w której weryfikację twierdzeń może przy odrobinie samozaparcia przeprowadzić każdy, kto potrafi myśleć.
>Może każdy, ale ilu zada sobie trud takiej analizy?

Ważne, że można. Zawsze się znajdzie ktoś, kto spróbuje.
24-11-2009 08:16 
 Ocena 1 na 1
Celtyk (3337 punktów)
>Gdyby wszystko było wiadomo, w ogóle byłoby fajnie [...]
Ale niestety nie jest. Podejmujemy określone decyzje w oparciu o posiadaną aktualnie wiedzę. To czy są one słuszne ocenią to następne pokolenia (o ile będą ), ale takie są uroki rozwoju naszej cywilizacji.

>Jeśli ten węgiel przez miliony lat gdzieś tam sobie leżał, a teraz nagle został wprowadzony do atmosfery, to mimo wszystko jest to zakłócanie systemu jaki od minimum kilkuset tysięcy lat był dość stabilny.
To się zgadza.

>E tam. Małe tendencje nie mają żadnego znaczenia.
W chwili bieżącej jak najbardziej, ale o ile dobrze pamiętam ogólny wzrost temperatur na globie sprzyja wzrostowi aktywności tak wulkanicznej ja i sejsmicznej.
>Erupcje obniżają temperatury w następnych latach (wyrzucają do atmosfery dużo aerozoli, a te rozpraszają promienie słoneczne, zwłaszcza jeśli w większej erupcji dotrą do stratosfery).
Otóż to - aktywność wulkaniczna przyczynia sie pośrednio do obniżenia temperatury poprzez wyrzucanie do atmosfery znacznych ilości materiału skalnego różnej wielkości. Fakt, że aktualna aktywność wulkaniczna jest w zasadzie znikoma.

>Ważne, że można. Zawsze się znajdzie ktoś, kto spróbuje.
To racja.
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
PiotrPęciak (634 punktów)
Próbowałem trochę poczytać o ociepleniu. Uprzedzam, to jest post laika w tej tematyce.
Nie ukrywam swojej "emocji" wobec któregoś stanowiska. Natomiast otwarty jestem
na zmianę poglądu, zbicia mnie z "emocjonalnego" tropu. Wysnułem szereg wątpliwości, pytań. Wdzięczny będę za każde wyjaśnienie.
Każdą uwagę wobec mojej osoby będę komentował. Moja olbrzymia niewiedza w owym zakresie nie usprawiedliwia nikogo do epitetowania mnie, sugerowania. Jako badacz amator w tej dziedzinie szukam rozwiązania - sądzę że to "lepsze" niż nie poszukiwanie rozwiązań. Włożyłem dużo pracy w ten post. Co więcej, próbuję poruszać się
wśród faktów.

Czy zlodowacenie w Ordowiku może być wyjaśnione jedynie przez perturbację cyklu węglowego?
Autor bloga wyjaśnia na różne sposoby czemu zlodowaceniu późnego ordowiku towarzyszyły wysokie stężenia CO2. Proszę o podanie faktów naukowych, ewentualnie przypuszczeń wyjaśniających to zjawisko. Nie za bardzo zrozumiałem ten fragment: "obniżenie poziomu CO2 wywołane procesami tektonicznymi". Czy istnieją alternatywne próby wyjaśnienia zjawiska ów zlodowacenia? Kwestia ów zlodowacenia wydaje się dla interesująca do przestudiowania.
Spotkałem się ze stanowiskiem, że Mars jako planeta zawiera dużo większe stężenie CO2 w atmosferze (?) a jest stosunkowo chłodniejszą od Ziemi. Owy pogląd został obalony przez innego rozmówcę faktem różnicy przyciągania lub ciśnienia (nie pamiętam, zamknąłem stronę, nie bijcie jeśli to co piszę jest absurdalne xD wolałem napisać po prostu, proszę poprawić mnie).

Kwestia sprzężeń zwrotnych. Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób stężenie różnych gazów wpływało na klimat Ziemi. Pytanie to stawiam opierając się na haśle 'radiacji atmosfery'.

Względem pomiarów wilgotności dla lat 1948-2008 zauważyłem, że autor bloga używa słów:
"punktów pomiarowych mało", "wykonanie obserwacji problematyczne", "nie są najlepszym narzędziem". Rozumiem, że badania mogą nie pokrywać się z rzeczywistością, zanegować wyniki pomiarów również nie można. Na dwoje babka wróżyła. Pytanie, w jaki inny sposób możemy dokonywać analizy wilgotności sprzed epoki satelitów? Nie mam wiedzy.

Nie rozumiem czemu autor bloga powołując się na termin "Hot Spots" uznaje, że jest za wcześnie
by mówić o "braku" efektu. Mowa jest o danych obserwacyjnych mówiących o trendzie danych do poparcia ów stanowiska. Pytanie dotyczy jak silny to jest stopień potwierdzenia.
Ocieplenie ziemi dla obu stron jest realnie obecnie zachodzącym zjawiskiem, różnice dotyczą stopnia jego intensywności i wpływu CO2. Czy pomiary dotyczące "Hot Spots" można zobaczyć na przekroju chociażby stulecia? Nie znam metody, ale chciałbym przeczytać ustosunkowanie do pomiarów w różnym czasie.

Czy powoływanie się na "pustość" 33st. C neguje zasadność jej stosowania? Średnia może być użyteczna w prezentowaniu różnych danych. Ja to rozumiem tak, że można używać pewnych wartości w celach obliczeń, podczas gdy są sytuacje w których powoływanie się na średnią jest nieuzasadnione. Na myśl przychodzi mi pojęcie inteligencji w psychologii. Twór użyteczny, pozwalający na różne obliczenia. Usytuawiając dwóch ludzi obok siebie, wskazując, że jeden jest inteligentniejszy od drugiego - chyba byśmy nagięli rzeczywistość. Na inteligencję składa się wiele
elementów, które nie można pomierzyć. Ale sama metoda jest użyteczna (starałem się w miarę jasno to zaprezentować, chyba mi nie wyszło, eh).

Przy pojęciu turnover time zastanawiam się nad rozumieniem braku zmiany rozmiaru rezerwuaru
(po okresie 9 lat większość cząsteczek CO2 w atmosferze zostanie rozpuszczone przez ocean, na ich miejsce wchodzą cząsteczki CO2 wyemitowane przez ocean, dzięki czemu rozmiar obu rezerwuarów nie zmienia się). Trochę nie rozumiem, proszę mi opowiedzieć czemu tak to jest interpretowane.

W przypadku adjustment time nie rozumiem procesu stabilizacji wielkości rezerwuaru. Jak rozumiana jest ta stabilizacja? Nie będę pisał przypuszczeń, bo to raczej będą moje głupie zmyślenia. Pojawia się również argument odkładania CO2 w głębszych warstwach oceanu.
Czy ten aspekt jest mierzony?

"Czas przebywania CO2 w atmosferze oznacza według nich okres, po którym cząsteczki tego gazu zostają trwale usunięte z obiegu" - czy magazynowanie CO2 w głębszych wartwach oceanu jest taki "tymczasowym" wytrąceniem części cząsteczek CO2 z obiegu? Tutaj zastanawiam się nad roślinnością, która asymiluje CO2. Zdaje mi się, że istnieje szereg sposobów asymilacji CO2 na dłuższe okresy (raczej mam na myśli setki tysiące lat).

Jaworowski odnosi się do ocieplenia wskazując, że "obecne" nie musi szokować swoim tempem.
Autor bloga powołuje się na optimum holoceńskie i różna przyczynę owego ocieplenia.
Tutaj może ważnym byłoby wskazanie alternatywnych przyczyn obecnego ocieplenia.
Czy są takie?

Zdarzenia Dansgaarda-Oeschgera pokazują wahania temperatur. Tutaj autor bloga mnie nie przekonuje odnosząc się "odmiennego systemu klimatycznego". Ocieplenie w holocenie miało inną przyczynę. Autor pisze "porównywanie zdarzeń D-O do globalnego ocieplenia nie ma więc większego sensu". Może źle interpretuję dane z wykresów NGRIP, może to wynikać z argumentów w artykule "irracjonalny Jaworowski", które nie są chyba zaprezentowane w tym fragmencie zbyt klarownie dla laika. Nie widzę np. w którym momencie Jaworowski odwołuje się do ocieplenia. Obecnego? Przecież my jesteśmy chyba na początku drogi ;p? Raczej mówimy o pewnym trendzie niż dramatycznym ociepleniu w holocenie. Choć przyznam, nie wiem jakie zmiany temperatur występowały na początku ocieplenia w ów okresie.

Ciąg dalszy poniżej:
26-11-2009 02:12 
 Ocena 1 na 1
PiotrPęciak (634 punktów)
Ciąg dalszy:

W świetle argumentu Jaworowskiego o Grenlandii jestem ciekaw (tak szczerze) na podstawie jakich źródeł ustalane są temperatury poprzednich epok? Nie mam wiedzy w tym zakresie. Natomiast ciekaw jestem czy pomiary opierają się na danych pochodzących z różnych obszarów naszej planety. I czy ta wielość jest wystarczająca? Tak jak mówię, brak wiedzy nie pozwala mi się ustosunkować. Zmiany klimatyczne w jednym punkcie na pewno nie są argumentem za panem Jaworowskim.

"...naturalna absorpcja przewyższa naturalną emisję." Tutaj znalazłem odpowiedź na jedno z moich pytań dotyczących absorpcji. Na podstawie rysunku mam wrażenie jakby absorpcja była procesem o stałych stosunkach. Czy stosunek netto uwzględnia wszystkie możliwości absorpcji?
A gdyby jakiś glonek przypuśmy nagle się zaczął intensywnie rozmnażać i absorbować duże połacie CO2? Mnie nadal zastanawia proces absorpcji CO2 w oceanach. Czy przyswajanie i emicja CO2 spowrotem do atmosfery ma charakter pewnej stałej. Po raz kolejny brak danych ;D ale przynajmniej zdobędę jakieś informacje w końcu.

"nadmiar pary wodnej, na mocy równania Clapeyrona, kondensuje się i wraca na powierzchnię w postaci opadów deszczu czy śniegu. Ditlenek węgla i inne gazy cieplarniane nie mają tej możliwości." - pytanie, czy część ditlenku węgla wędruje wraz z wodą do "ziemi" lub oceanu?
Te procesy również są dla mnie nie jasne.

Z jednej strony pasma absopcyjne gazów cieplarnianych pokrywają się. Zastanawiam się czemu dane dotyczą nieba bezchmurnego. Rozumiem, że CO2 charakteryzuje się większą absorpcją ciepła (promieniowanie podczerwone) niż para wodna. Moje pytanie dotyczy również zasadności interpretowania wyników. Czy możliwa jest 100% absorpcja promieniowania podczerwonego?
Czy można ignorować relacje między gazami natury fizycznej, chemicznej? Czy owe relacje względem ciepła zachodzą? Fajnie by było jakby ktoś powiedział, czy obecność obu gazów jednocześnie różnic się od sumowania wyników dla obu rozpatrywanych oddzielnie.

Na dziś starczy. Więcej pytań nie wykrzesam z siebie. Za błędy stylistyczno-ortograficzne przepraszam. Zmęczenie i pęd do uzyskania informacji nie pozwala mi w tej chwili popracować nad tekstem.
29-11-2009 17:57 
 Ocena 2 na 2
whiteskies (31 punktów)
>Ciąg dalszy:
>W świetle argumentu Jaworowskiego o Grenlandii jestem ciekaw (tak szczerze) na podstawie jakich źródeł ustalane są temperatury poprzednich epok? Nie mam wiedzy w tym zakresie. Natomiast ciekaw jestem czy pomiary opierają się na danych pochodzących z różnych obszarów naszej planety. I czy ta wielość jest wystarczająca? Tak jak mówię, brak wiedzy nie pozwala mi się ustosunkować. Zmiany klimatyczne w jednym punkcie na pewno nie są argumentem za panem Jaworowskim.


Znowu NOAA paleoclimatology! W skrocie: metod rekonstrukcji jest duzo: zmiany skladu izotopowego wody i pecherzykow gazowych w lodowcach, pnie drzew, koralowce, pulki roslin....

>"...naturalna absorpcja przewyższa naturalną emisję." Tutaj znalazłem odpowiedź na jedno z moich pytań dotyczących absorpcji. Na podstawie rysunku mam wrażenie jakby absorpcja była procesem o stałych stosunkach. Czy stosunek netto uwzględnia wszystkie możliwości absorpcji?

Podaj kontekst.

>A gdyby jakiś glonek przypuśmy nagle się zaczął intensywnie rozmnażać i absorbować duże połacie CO2?

Zalezy jak szybko by umieral i sie rozkladal (CO2 z trafia z powrotem do oceanu /atmosfery).

>Mnie nadal zastanawia proces absorpcji CO2 w oceanach. Czy przyswajanie i emicja CO2 spowrotem do atmosfery ma charakter pewnej stałej. Po raz kolejny brak danych ;D ale przynajmniej zdobędę jakieś informacje w końcu.


Najlepiej zajrzyj do rozdzialu raportu IPCC o cyklu weglowym, to naprawde kopalnia wiedzy a jest to PRACA PRZEGLADOWA podajaca synteze stanu wiedzy "czytalna" dla inteligentnych ludzi poslugujacych sie jezykiem angielskim. Tam jest mnostwo FAQ i dobrych ilustracji.

>"nadmiar pary wodnej, na mocy równania Clapeyrona, kondensuje się i wraca na powierzchnię w postaci opadów deszczu czy śniegu. Ditlenek węgla i inne gazy cieplarniane nie mają tej możliwości."
- pytanie, czy część ditlenku węgla wędruje wraz z wodą do "ziemi" lub oceanu?


w zaniedbywalnym stopniu. Nawet "kwasne deszcze" to nie jest woda sodowa

>Te procesy również są dla mnie nie jasne.
>Z jednej strony pasma absopcyjne gazów cieplarnianych pokrywają się.

Czesciowo.

>Zastanawiam się czemu dane dotyczą nieba bezchmurnego.

Sa i pochmurne, ale badanie rozpraszania promieniowania na czasteczkach (aerosolu, kroplach chmurowych, krysztalkach) jest o rzad wielkosci trudniejsze, chmur jest tyle typow i rodzakow ze nie da sie tego prosto podac. Za to sa bazy danych radiacyjnych wlasnosci roznego rodzaju czastek. W prostych opracowaniach podaje sie najprostsze przypadki, do trudniejszych trzeba odeslac do podrecznikow i atykulow naukowych.

>Rozumiem, że CO2 charakteryzuje się większą absorpcją ciepła (promieniowanie podczerwone) niż para wodna.

Nie, zle rozumiesz, Absorbuje w innych pasmach i z inna zdolnoscia absorbcyjna.

>Moje pytanie dotyczy również zasadności interpretowania wyników. Czy możliwa jest 100% absorpcja promieniowania podczerwonego?

Tak. zalezy od grubosci optycznej. Wskutek tego nastepuje ogrzanie substancji absorbujacej i emisja promieniowania termicznego z tej substancji.

>Czy można ignorować relacje między gazami natury fizycznej, chemicznej? Czy owe relacje względem ciepła zachodzą? Fajnie by było jakby ktoś powiedział, czy obecność obu gazów jednocześnie różnic się od sumowania wyników dla obu rozpatrywanych oddzielnie.

Nie mozna ignorowac i sie tego nie robi. Np. gazy bedace razem maja te sama temperature (wymiana ciepla przez przewodnictwo miedzy nimi), a dla kazdego z nich oddzielnie temperatura bylaby inna wskutek roznych wlasnosci absorbcyjnych.

>Na dziś starczy. Więcej pytań nie wykrzesam z siebie. Za błędy stylistyczno-ortograficzne przepraszam. Zmęczenie i pęd do uzyskania informacji nie pozwala mi w tej chwili popracować nad tekstem.

oki

Powoli zaczynamy dochodzic do czego potrzebne sa modele klimatu - inaczej sie tego wszystkiego nie obliczy
30-11-2009 17:27 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Próbowałem trochę poczytać o ociepleniu. Uprzedzam, to jest post laika w tej tematyce.

No to, jak laik laikowi postaram się odpowiedzieć na co będę potrafił, albo wskazać źródła jeśli będę w stanie... chociaż widzę, że w tzw. międzyczasie odezwał się specjalista. Może i mnie poprawi

>Czy zlodowacenie w Ordowiku może być wyjaśnione jedynie przez perturbację cyklu węglowego?

Odpowiem wykrętnie: o ile wiem, nie jest to niemożliwe Zakładając dodatkowo 4.5% mniej energii ze Słońca (które w miarę upływu czasu promieniuje intensywniej) i spadki stężeń CO2 odpowiadające wnioskom z danych geologicznych, da się coś takiego wymodelować.

geology.ge(*)/cgi/content/abstract/25/5/447
geology.ge(*)/cgi/content/abstract/22/4/295
adsabs.harvard.edu/abs/1999PalOc..14..542P

>Spotkałem się ze stanowiskiem, że Mars jako planeta zawiera dużo większe stężenie CO2 w atmosferze (?) a jest stosunkowo chłodniejszą od Ziemi. Owy pogląd został obalony przez innego rozmówcę faktem różnicy przyciągania lub ciśnienia

Znaczy, tu nie ma co "zajmować stanowisk", Mars jest przecież całkiem solidnie zbadany. Atmosfera składa się prawie wyłącznie z CO2 (ponad 95%), ale ciśnienie przy powierzchni to mniej niż 1% ziemskiego. To taki prawie Księżyc, z ogromną dobową amplitudą temperatur. Atmosfera nie ma szans na zatrzymanie ciepła przy powierzchni, co za dnia się nagrzeje, w nocy jest wypromieniowywane.

>Kwestia sprzężeń zwrotnych. Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób stężenie różnych gazów wpływało na klimat Ziemi.

No wiesz To jest pytanie, na które trzeba by poświęcić książkę. Tak żeby mieć pełniejszy obraz, naprawdę warto sięgnąć np. po

geosci.uch(*)1/ClimateBook/ClimateBook.html

Bardzo aktualny, dobry podręcznik wyjaśniający m.in. historię klimatu Ziemi (w tym właśnie zmiany składu atmosfery).

> Pytanie, w jaki inny sposób możemy dokonywać analizy wilgotności sprzed epoki satelitów? Nie mam wiedzy.

Tutaj nie pomogę, nie wiem czy poza modelowaniem używa się innych metod i jakich dla jakich okresów.

>Średnia może być użyteczna w prezentowaniu różnych danych. Ja to rozumiem tak, że można używać pewnych wartości w celach obliczeń, podczas gdy są sytuacje w których powoływanie się na średnią jest nieuzasadnione.

W przypadku klimatu jest uzasadnione: temperatura jest miarą energii. Jeśli mamy dwa pojemniki, jeden z gazem o temp. 100 C, drugi z gazem o temperaturze 0 C, to średnia jak najbardziej wyraża realną miarę ich energii.

>Przy pojęciu turnover time zastanawiam się nad rozumieniem braku zmiany rozmiaru rezerwuaru (po okresie 9 lat większość cząsteczek CO2 w atmosferze zostanie rozpuszczone przez ocean, na ich miejsce wchodzą cząsteczki CO2 wyemitowane przez ocean, dzięki czemu rozmiar obu rezerwuarów nie zmienia się). Trochę nie rozumiem, proszę mi opowiedzieć czemu tak to jest interpretowane.

Tak wynika z pomiarów i obserwacji.

> W przypadku adjustment time nie rozumiem procesu stabilizacji wielkości rezerwuaru. Jak rozumiana jest ta stabilizacja?

Przed epoką przemysłową obieg węgla był praktycznie idealnie zbilansowany: stężenie CO2 w atmosferze było praktycznie stałe, przez ostatnie kilkaset tysięcy lat podlegające tylko niewielkim wahaniom razem z temperaturą (cykle Milankovicia). W uproszczeniu: jeśli z atmosfery trafiało do oceanów 90 GtC rocznie, to prawie tyle samo ulatywało do atmosfery z oceanów; jeśli biomasa pochłaniała 120 GtC w fotosyntezie, to emitowała 120 GtC dzięki respiracji i dekompozycji. Turnover time to w tym kontekście czas jaki upływa zanim statystyczna cząsteczka CO2 zmieni rezerwuar, natomiast adjustment time to czas, po jakim nastąpi usunięcie niezbilansowanej nadwyżki CO2 wprowadzonej do atmosfery. Np. przez zwiększenie wiązania CO2 w biomasie i płytkim oceanie, przy uzwględnieniu wszystkich istotnych sprzężeń zwrotnych itp.

>"Czas przebywania CO2 w atmosferze oznacza według nich okres, po którym cząsteczki tego gazu zostają trwale usunięte z obiegu" - czy magazynowanie CO2 w głębszych wartwach oceanu jest taki "tymczasowym" wytrąceniem części cząsteczek CO2 z obiegu?

Tak, ale obrót płytki ocean -> głęboki ocean też jest zrównoważony.

> Tutaj zastanawiam się nad roślinnością, która asymiluje CO2. Zdaje mi się, że istnieje szereg sposobów asymilacji CO2 na dłuższe okresy (raczej mam na myśli setki tysiące lat).

Na dłuższe okresy to chyba tylko w osadach geologicznych, np. na dnie oceanów. Ale te przepływy są bardzo małe w skali całego cyklu. Pewnie równoważone przez aktywność wulkaniczną. Natomiast "na bieżąco" pomogłoby w stabilizacji stężeń powiększenie rezerwuaru jakim jest biomasa -- czyli np. zamiast wycinania lasów, np. zalesienie Sahary i australijskiego interioru.

>Jaworowski odnosi się do ocieplenia wskazując, że "obecne" nie musi szokować swoim tempem.

Nigdzie nie jest powiedziane, że "antropogeniczne" musi oznaczać "najszybsze w historii". A dodatkowo, tak naprawdę większość tego wzrostu to ostatnie 50 lat.
29-11-2009 17:35 
 Ocena 2 na 2
whiteskies (31 punktów)
Czesc,
postaram sie odpowiedziec na niektore Twoje pytania,
na pewno nie na wszystkie bo a)
nie wszystkie Twoje watpliwosci rozumiem,
b) nie na wszystkie umiem odpowiedziec kompetentnie a gdybac nie chce...

>Spotkałem się ze stanowiskiem, że Mars jako planeta zawiera dużo większe stężenie CO2 w atmosferze (?) a jest stosunkowo chłodniejszą od Ziemi. Owy pogląd został obalony przez innego rozmówcę faktem różnicy przyciągania lub ciśnienia (nie pamiętam, zamknąłem stronę, nie bijcie jeśli to co piszę jest absurdalne xD wolałem napisać po prostu, proszę poprawić mnie).

a) Jest dalej od Slonca - mniejszy strumien energii od Slonca.
b) Atmosfery jest znacznie mniej, nie ma np. pary wodnej ktora jest istotnym gazem cieplrnianym.

>Kwestia sprzężeń zwrotnych. Chciałbym dowiedzieć się w jaki sposób stężenie różnych gazów wpływało na klimat Ziemi. Pytanie to stawiam opierając się na haśle 'radiacji atmosfery'.

To temat-rzeka, nieststy, Co gorzej im dalej w las (wstecz) tym mniej wiemy i o stezeniu gazow i o klimacie. W dwoch slowach sie nie da, moze zajrzyj tu:
www.ncdc.noaa.gov/paleo/paleo.html

>Względem pomiarów wilgotności dla lat 1948-2008 zauważyłem, że autor bloga używa słów:
>"punktów pomiarowych mało", "wykonanie obserwacji problematyczne", "nie są najlepszym narzędziem". Rozumiem, że badania mogą nie pokrywać się z rzeczywistością, zanegować wyniki pomiarów również nie można. Na dwoje babka wróżyła. Pytanie, w jaki inny sposób możemy dokonywać analizy wilgotności sprzed epoki satelitów? Nie mam wiedzy.
Jeszcze raz analizujac dane, wiedzac wiecej o uzywanych przyrzadach i sposobach pomiaru. Nieststy, wtedy trzeba korygowac wstecz serie danych pomiarowych, co "denialisci" uwazaja za swietoktadztwo i manipulacje. Pomiary pary wodnej sa naprawde trudne, na pewno jeszcze nie raz bedziemy musieli takich korekt dokonywac...

>Czy powoływanie się na "pustość" 33st. C neguje zasadność jej stosowania? Średnia może być użyteczna w prezentowaniu różnych danych. Ja to rozumiem tak, że można używać pewnych wartości w celach obliczeń, podczas gdy są sytuacje w których powoływanie się na średnią jest nieuzasadnione.
Nie neguje, ale zwraca uwage na kontekst. Te 33C wynika z prawa Stefana-Boltzmana i zaleznosci emisji promieniowania termicznego od 4 potegi temperatury. Nalezy bardzo dokladnie opiosac co te 33C znacza, zeby nie bylo nieporozumien.

>Przy pojęciu turnover time zastanawiam się nad rozumieniem braku zmiany rozmiaru rezerwuaru
>(po okresie 9 lat większość cząsteczek CO2 w atmosferze zostanie rozpuszczone przez ocean, na ich miejsce wchodzą cząsteczki CO2 wyemitowane przez ocean, dzięki czemu rozmiar obu rezerwuarów nie zmienia się). Trochę nie rozumiem, proszę mi opowiedzieć czemu tak to jest interpretowane.
masz dwa naczynia i przez rurke miedzy nimi odbywa sie ruch w obie strony. Niezaleznie od intensywnosci ruchu, jesli w jedna i druga jest taki sam to....

>W przypadku adjustment time nie rozumiem procesu stabilizacji wielkości rezerwuaru. Jak rozumiana jest ta stabilizacja? Nie będę pisał przypuszczeń, bo to raczej będą moje głupie zmyślenia. Pojawia się również argument odkładania CO2 w głębszych warstwach oceanu.
>Czy ten aspekt jest mierzony?
tak.
>"Czas przebywania CO2 w atmosferze oznacza według nich okres, po którym cząsteczki tego gazu zostają trwale usunięte z obiegu" - czy magazynowanie CO2 w głębszych wartwach oceanu jest taki "tymczasowym" wytrąceniem części cząsteczek CO2 z obiegu?
Klucz w rozumieniu slowa "tymczasowy" i konkretnego magazynu: rozpuszczony w wodzie? Zamkniety w szkieletach opadajacych na dno?

Tutaj zastanawiam się nad roślinnością, która asymiluje CO2. Zdaje mi się, że istnieje szereg sposobów asymilacji CO2 na dłuższe okresy (raczej mam na myśli setki tysiące lat).
Po ok 100 latach las jest zrownowazony - mniej wiecej tyle samo asymiluje i wydala. na ladzie odkladanie sie CO2 na dluzszy czas zachodzi glownie w torfowiskach.

>Jaworowski odnosi się do ocieplenia wskazując, że "obecne" nie musi szokować swoim tempem.
O szczezgolach cyklu weglowego poczytaj np. tu:
en.wikipedia.org/wiki/Carbon_cycle i referencjach...

>Autor bloga powołuje się na optimum holoceńskie i różna przyczynę owego ocieplenia.
>Tutaj może ważnym byłoby wskazanie alternatywnych przyczyn obecnego ocieplenia.
>Czy są takie?
Nie znam zadnego racjonalnego (zgodnego z doswiadczeniem).

>Zdarzenia Dansgaarda-Oeschgera pokazują wahania temperatur. Tutaj autor bloga mnie nie przekonuje odnosząc się "odmiennego systemu klimatycznego". Ocieplenie w holocenie miało inną przyczynę. Autor pisze "porównywanie zdarzeń D-O do globalnego ocieplenia nie ma więc większego sensu". Może źle interpretuję dane z wykresów NGRIP, może to wynikać z argumentów w artykule "irracjonalny Jaworowski", które nie są chyba zaprezentowane w tym fragmencie zbyt klarownie dla laika. Nie widzę np. w którym momencie Jaworowski odwołuje się do ocieplenia. Obecnego? Przecież my jesteśmy chyba na początku drogi ;p? Raczej mówimy o pewnym trendzie niż dramatycznym ociepleniu w holocenie. Choć przyznam, nie wiem jakie zmiany temperatur występowały na początku ocieplenia w ów okresie.

Nie rozumiem. Odsylam znowu do NOAA paleclimatology.

>Ciąg dalszy poniżej:
setarkos (10757 punktów)
> (..) w nawiązaniu do niedawnej, dość burzliwej dyskusji dotyczącej globalnego
>ocieplenia..

Ciekawe jakie będą wnioski z dyskusji - czy więcej okaże się takich, którym (średnio rzecz biorąc)jest już za ciepło, czy większości nadal Ziemia wydaje się zbyt zimna?

> .. a dokładniej - sensowności powątpiewania o czynnikach ludzkich w procesie ocieplania klimatu.

Człowiek z pewnością ma wpływ na zmiany klimatyczne. Dyskusja rozbija się o drobiazg - o to, czy ten znikomy wpływ jest istotny czy pomijalny. Jeśli pomijalny, to i temat do pominięcia - jeśli zaś istotny, to:

- należy ustalić wreszcie listę czynników zmieniających klimat (np. czy CO2 jest bardziej 'cieplarniany' czy CH4 i wtedy go (metan) bardziej kontrolować),
- opodatkować/dofinansować działalność klimatycznie nieobojętną (w zależności od tego, czy chcemy dogrzać czy schłodzić) na zasadzie wzmacniającego (dodatniego) sprzężenia zwrotnego, by po dojściu do stanu równowagi (o ile w ogóle równowagi pragniemy)) zastosować stabilizujące (ujemne) sprzężenie zwrotne,
- wpływy z podatków przeznaczyć na rozbudowę sieci ciepłowodów - niech się ludziska wymieniają.

> Jakie rozwiązania można zaproponować, by zminimalizować ryzyko kupowania przez rządy, bądź rozmaite instytucje określonych "wyników dociekań naukowych"?

Niech rząd konsultuje się bezpośrednio z PSR lub instytucjami przezeń autoryzowanymi

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365