Jednym z wielu genialnych spostrzeżeń Nietzschego jest zwrócenie uwagi na aspekt zmienności w historii myśli ludzkiej. Nie tylko świat się zmienia i tworzy historię dla przedmiotów różnych dyscyplin (dodam od siebie przykład: historię dla geologii czy biologii tworzy m.in. tektonika płyt i teoria ewolucji), ale też sam człowiek rozwija się i zmienia się natura ludzka, zmienia się także natura filozofów i naukowców, a z nią zmieniają się ich fizjologiczne umiejętności umysłowe. Skutkuje to zmiennością treści myśli ludzkiej na wielu płaszczyznach, nie tylko na podstawowej płaszczyźnie historii przedmiotu danej dyscypliny, ale także w zakresie prawdziwości prawd, w jakości tych prawd, jakości metod dochodzenia do prawdy, a nawet potrzeb poznawczych człowieka. Jak zauważył Mistrz, każda dyscyplina naukowa powinna być dyscypliną historyczną, uwzględniającą całą tę zmienność.
Po tym oderwanym wstępie przystąpię do meritum. Chcą zwrócić uwagę na pewną różnicę między dwoma pokrewnymi dyscyplinami: paleontologią i teorią ewolucji. Paleontologia jest przykładem nauki historycznej bliskiej spełnienia wyśrubowanych standardów Nietzschego. Popatrzmy jak paleontologia definiuje pojęcie „gatunku”. Zacznę podstaw.
W najprostszym ujęciu dwupłciowego rozmnażania zwierząt mamy rodziców należących do jednego gatunku, więc wnioskujemy, że ich potomek należy do tego samego gatunku. Jeżeli potomek ten sparzy się z innym osobnikiem swojego gatunku, to kolejny potomek nadal będzie tego samego gatunku, co wspomniani na początku tego akapitu jego dziadkowie. Kolejne pokolenia osobników tego samego gatunku płodzą potomstwo tego samego gatunku… kluczowe zagadnienie paleontologii brzmi: kiedy można uznać, że potomstwo należy do innego gatunku niż wspomniani na początku tego akapitu jego praprapra…dziadkowie.
Zauważmy, że najprostsza definicja gatunku, używana przez zwyczajnych biologów, daleka jest od standardów naukowości Nietzschego. Mówi ona mniej więcej, że gatunek jest zbiorem osobników zdolnych do rozmnażania się między sobą z sukcesem. Zauważmy, że ta naiwna definicja w żaden sposób nie odpowiada na pytanie paleontologów, gdyż zwierzęta żyjące miliony lat temu nie mogą się parzyć ze zwierzętami żyjącymi współcześnie.
Widzimy jak paleontologia wskazuje nam błąd logiczny definicji zawierającej odniesienie do parzenia się. Czas jest tylko przykładem bariery, która może uniemożliwiać parzenie się. Barierą mogą być różne kontynenty, a nawet cechy powodujące, że zwierzęta się unikają, bo np. mają inne gusta czy upodobania. Gdyby jednak dokonano zapłodnienia, to potomstwo okazałoby się zdolne do parzenia się, czyli jednak należące do tego gatunku. Podobnie możemy sobie wyobrazić paleontologów, którzy znajdują dobrze zakonserwowane plemniki sprzed miliona lat i udaje im się je sparzyć z sukcesem z jakąś żyjącą samicą podobnego (?) gatunku. Widzimy już, jakim absurdem jest definiowanie „gatunku” z użyciem kryterium możliwości parzenia się. Nie tylko paleontologom potrzebna jest definicja, która pozwoli nazwać grupę „gatunkiem”, mimo niemożliwości parzenia się części osobników.
Wracamy do wątku. Jak zdefiniować gatunek, żeby biolog wiedział, jak zaklasyfikować dwa różne osobniki (szczątki, preparaty, skamieniałości, fragmenty DNA): czy do tego samego gatunku, czy do dwóch różnych gatunków? Najprostszym kryterium używanym przez paleontologów jest fizyczne podobieństwo, ale „podobieństwo” może oznaczać podobne gatunki, a nie ten sam gatunek. W dodatku nie jest wykluczone, że gatunek zmieni się fizycznie w wyniku ewolucji, nie przekształcając się wcale w nowy gatunek – np. węże długie na metr zaczną po milionie lat dorastać do kilku metrów a ptakom na jakiejś wyspie zaczną rosnąć coraz mniejsze skrzydła. Kiedy możemy zacząć mówić o pojawieniu się nowego gatunku? Czy wtedy, gdy ptaki te utracą zdolność do latania? A co to znaczy „utracą zdolność”? Może od dawna już nie latały, bo nie potrzebowały latać, mimo posiadania jeszcze tej zdolności?
Kiedy następuje ta kluczowa chwila? Kiedy stary gatunek przekształca się w nowy gatunek? Mniej zdolni biologowie próbowali uciekać do filozoficznej sztuczki – „nie ma takiej chwili, trzeba ją wybrać arbitralnie”, że to niby pytanie filozoficzne, kiedy ilość (zmian) przechodzi w jakość (nowy gatunek). Do podobnej sztuczki uciekają się prolajfowi propagandziści, że niby nie wiedzą, kiedy embrion staje się człowiekiem. A przecież jest oczywiste, że zmiany są fizyczne, więc można wskazać tę zmianę, lub ten aspekt, który jest kluczowy dla danej perspektywy.
Istnieje taka chwila, bardzo krótka w skali ewolucyjnej, kiedy stary gatunek zmienia się w nowy gatunek. Tę „chwilę” zdefiniowała po raz pierwszy Margulis – jest to pierwsza (i jak dotychczas jedyna, o ile wiem) niearbitralna, ścisła i uniwersalna definicja „gatunku” – jednakowo dobra z punktu widzenia paleontologii, genetyki, ekologii czy innych dyscyplin biologicznych. Ktoś na tym forum podczas dyskusji stwierdził, że teorie Margulis są stare i dobrze znane. Sprawdźmy więc, jak wielu z naszych światłych forumowiczów zna tę przełomową dla nauk biologicznych definicję.
|