Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy chronić wegedzieciaki przed ideologią ich rodziców ?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
10-12-2009 18:09kognitywista (3391 punktów)Czy chronić wegedzieciaki przed ideologią ich rodziców ?
Ocena 3 na 5
Nie jestem fanatycznym zwolennikiem odbierania rodzicom wszelkich praw decydowania o przyszłości swoich dzieci. Ale z pewnością większość forumowiczów zgodzi się z tezą, że istnieje pewna granica, po przekroczeniu której niezbędna jest jakaś interwencja sił zdrowego rozsądku. Niekoniecznie od razu musi to przyjmować drogę prawną, ale pewien ostracyzm społeczny wydaje sie być uzasadniony.
Wiele atramentu wylaliśmy już, by chronić nasze pociechy przed indoktrynacją religijną (a wcześniej komunistyczną).

Problem , który chcę poruszyć, dotyczy pytania, czy powinniśmy podjąć jakieś kroki, by uniemożliwić rodzicom wciąganie swoich dzieci (z niemowlętami włącznie) w bezpodstawne z punktu widzenia nauki i racjonalizmu odchodzenie od zasad ogólnie przyjętego paradygmatu, który skrótowo możemy nazwać "zdrowym odżywianiem" , a które w szczególności dotyczy dostarczania organizmowi zróżnicowanej diety, bogatej w białka roślinne i zwierzęce.

Ponieważ wielu darwinistów próbuje wzbudzać w sobie pewną emocjonalną więź ze światem zwierzęcym (sam do nich należę) i w związku z tym sympatyzuje z wegetarianizmem, nie ukrywam, że jestem ciekawy wyniku debaty...
Richard Dawkins wielokrotnie podkreślał, że nie istnieją dzieci katolickie albo muzułmańskie. Czy podpisałby się pod stwierdzeniem, że nie istnieją wegedzieciaki ?
Czy wygra racjonalizm ?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Chardin (168 punktów)
>Problem , który chcę poruszyć, dotyczy pytania, czy powinniśmy podjąć jakieś kroki, by uniemożliwić
>rodzicom wciąganie swoich dzieci (z niemowlętami włącznie) w bezpodstawne z punktu widzenia nauki i
>racjonalizmu odchodzenie od zasad ogólnie przyjętego paradygmatu, który skrótowo możemy nazwać
>"zdrowym odżywianiem" , a które w szczególności dotyczy dostarczania organizmowi zróżnicowanej
>diety, bogatej w białka roślinne i zwierzęce.

To jakieś pomieszanie z poplątaniem. Może powiedzmy sobie wprost, co ten paradygmat pociąga za sobą: zniewolenie i uśmiercanie miliardów zwierząt rocznie. Nie wiem co bardziej "racjonalnego" jest w jedzeniu mięsa niż chęci niezabijania żywych stworzeń - nawet ew. kosztem zdrowia dzieci (na co, jak to wypada racjonaliście, na pewno nam przedstawisz zaraz dowody). A skoro sam nie jestem przekonany co do "nieracjonalności" działań wegetariańskich rodziców, to dlaczego miałbym ingerować w ich działania?
10-12-2009 18:34 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>To jakieś pomieszanie z poplątaniem. Może powiedzmy sobie wprost, co ten paradygmat pociąga za sobą: zniewolenie i uśmiercanie miliardów zwierząt rocznie. Nie wiem co bardziej "racjonalnego" jest w jedzeniu mięsa niż chęci niezabijania żywych stworzeń - nawet ew. kosztem zdrowia dzieci (na co, jak to wypada racjonaliście, na pewno nam przedstawisz zaraz dowody). A skoro sam nie jestem przekonany co do "nieracjonalności" działań wegetariańskich rodziców, to dlaczego miałbym ingerować w ich działania?
>

Proponuję wczytać się dokładniej w zalinkowane forum.

Abstrahując już od jedzenia czy nie mięsa (jakkolwiek dziecko dużo łatwiej wychować w zdrowiu, jeśli spożywa ono produkty pochodzenia zwierzęcego), rzeczone forum jest wylęgarnią antyszczepionkowców, propagatorów tzw. medycyny alternatywnej (przepiękny i przemakabryczny wątek o "leczeniu" chorób dziecięcych "wahadłem Ozyrysa" tudzież raka witaminą B12 i tym podobne) etc. Fakt- groźniejsze fora i grupy istnieją, ale i to nie jest tak nieszkodliwe, jak sugerowałyby to dylematy typu: "jak wytłumaczyć córeczce, że jej tatuś je parówkę, a mamusia jej na to nie pozwala".
Chardin (168 punktów)
>Proponuję wczytać się dokładniej w zalinkowane forum.

Poczytam. Odpowiedziałem po prostu na fragment, który mnie uderzył (a który zacytowałem). A ogólnie autor ma rację - jest wielu rodziców robiących krzywdę swoim dzieciom przez swój fanatyzm.
10-12-2009 21:49 
 Ocena-2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>rzeczone forum jest wylęgarnią antyszczepionkowców
Co wcale nie oznacza, że dane stamtąd są złe. Za to sam Twój komentarz pokazuje, że nawet bez okazji kręcisz te swoje proszczepionkowe lody.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
10-12-2009 22:46 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>>rzeczone forum jest wylęgarnią antyszczepionkowców
>Co wcale nie oznacza, że dane stamtąd są złe. Za to sam Twój komentarz pokazuje, że nawet bez okazji kręcisz te swoje proszczepionkowe lody.

>>rzeczone forum jest wylęgarnią antyszczepionkowców
>Co wcale nie oznacza, że dane stamtąd są złe. Za to sam Twój komentarz pokazuje, że nawet bez okazji kręcisz te swoje proszczepionkowe lody.

Jasne. I leczenia wahadłem Ozyrysa też zupełnie bez powodu się czepiam- pewnikiem na ten temat ich dane też nie są złe.

Generalnie ich wiedza medyczna jest kapitalna po prostu:

Cytat:
W temacie candidy i nowotworów. Jest bardzo mocna teoria postawiona zresztą przez polskiego naukowca i lekarza, niestety nieżyjącego, która mówi, że nowotwory są wynikiem obrony organizmu przed ostrą infekcją grzybiczą.


Cytat:
Wahadło biały ozyrys jest drewniane i ma kształt stożka i trzech półkul nałożonych jedna na drugą. Taki właśnie kształt a nie inny pozwala mu emitować energię. W radiestezji forma i kształt mają znaczenie, zasada promieniowania kształtu. Stąd nazwa emitor. Każdy a jest ich obecnie około 70 ma w sobie zamkniętą substanję leczniczą (jedne są jawne inne zastrzeżone patentem). Lek podawany jest w postaci energetycznej. Stąd bezpieczeństwo: nie przedawkujesz i nie ma skutków ubocznych. Trzymasz wahadło w ręku i bezpośrednio nad osobą chorą lub sobą nadajesz mu ruch a ono potem samo wykonuje ruch. Jak to możliwe? Zdaję sobię sprawę z tego, że to co piszę dla wielu wyda się jakimś komleptnym bełkotem ale tak to działa. Każda jednostka chorobowa ma przypisany zespół emitorów, czyli żeby coś wyleczyć podajemy rużne leki. Doboru najrzetelniej dokonuje szef firmy podanej przeze mnie. Diagnoza radiestezyjna kosztuje trzydzieści złotych.


Cytat:
miała te candidę ogólnoustrojową. Leczymy od 22 listopada. Piszę niby, bo na biorrezonansie tydzień temu okazało się, że ma tylko w jelicie krętym i to w granicach normy (pk. 50). Czyli albo wyleczyliśmy, albo od początku była jedynie w przewodzie pokarmowym (diagnoza była na podstawie objawów jedynie). Dzisiaj biorezonans powiedział, że jest jedynie 30.
NO ok, mogę to zrozumieć, bo leki stosujemy homeo.

Cytat:

Rodzicom i ich dzieciom zmagającym się z candidą gorąco i z pełna odpowiedzialnością polecam metodę w 100 % skuteczną i w 100 % bezpieczną. Jest to wahadło lecznicze biały ozyrys, które w środku ma substancję leczniczą grzybobujczą. Wahadło takie może służyć dla wszystkich członków rodziny, kosztuje 90 zł. Kupuje się je raz i ma się do końca życia. Leczenie nie polega na wprowadzaniu do organizmu żadnej chemii ale energii. Ja stosuję już od roku. Wyleczyłam candidę w rodzinie a nawet grzybice kopyta u mojego konia i klaczy koleżanki. Używam go również profilaktycznie, bo trudno mi i mojemu brzdącowi o dietę zabezpieczającą przed nawrotem grzyba, który pojawia się i tak przy każdym spadku odporności. To nie jest reklama ale szansa dla ludzi z otwartymi umysłami.


Cytat:
czy gorączka może być wynikiem odczulania biorezonansem?
mała ma 38,5 płacze bardzo się męczy. wczoraj byliśmy na odczulaniu glutenu.


Cytat:
MOCZ. Alcia na prawdę polecam, u nas to wyleczyło Tymka (z aft), smarować kilka razy dziennie, dawać do ssania namoczony (moczem) wacik.


Cytat:
czy słyszałyście (słyszeliście ) może o leczeniu grzybicy nadtlenkiem wodoru?
Czytałam gdzieś, że stosowane odpowiednio H202 może całkowicie wyleczyć grzybicę z organizmu.


Cytat:
Woda utleniona stosowana jest bezpośrednio na skórę ( najbardziej efektywne jest wcieranie jej po wyjściu z gorącej kąpieli, kiedy przez otwarte pory wchłaniana jest bezpośrednio do krwioobiegu), lub jako dodatek do kąpieli.


Cytat:
co to jest kapiel odrobaczajaca?
to najpierw dieta dwudniowa: zero mięsa, węglowodanów i cukru coby robale zagłodzic. Potem kąpiel prawie 4 godzinna w wannie w ziołach które kupuję u mojej lekarki więc składu nie znam i smarowanie się mąką z miodem. No i robale wyłażą przez skórę razem z toksynami i innymi świństwami.


Cytat:
wiem, że w Instytucie Gersona, gdzie udokumentowanych jest wiele wyleczeń z raka, nawet w stadiach z przerzutami, udało się utrzymać przy życiu i wyleczyć tylko tych chorych, którym oprócz diety, nawet do kilku razy dziennie aplikowano lewatywy z kawy


Mnie osobiście najbardziej rozbrajają kąpiele odrobaczające i lewatywy z kawy. Ale ja mam podobno makabryczne poczucie humoru
11-12-2009 01:45 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Mnie osobiście najbardziej rozbrajają kąpiele odrobaczające i lewatywy z kawy. Ale ja mam podobno makabryczne poczucie humoru

A tam, makabryczne... Taki tam, czarny humorek..

Mnie powaliło nacieranie mąką z miodem. Może to działa jak depilacja? Włosy wyłażą, a ludzie myślą, że to robale? No i ssanie wacika z moczem. Rewelacja! XD


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
11-12-2009 01:49 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)

>Mnie powaliło nacieranie mąką z miodem. Może to działa jak depilacja? Włosy wyłażą, a ludzie myślą, że to robale? No i ssanie wacika z moczem. Rewelacja! XD

No coś Ty, kobieto! Gdyby tak było, to przemysł depilacyjny poszedłby z torbami. Chociaż z tego, co słyszałam, to Arabki używały (używają) naturalnych depilatorów z miodu... i cytryny chyba. A może z karmelu i cytryny?


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
11-12-2009 02:53 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Mnie powaliło nacieranie mąką z miodem. Może to działa jak depilacja? Włosy wyłażą, a ludzie myślą, że to robale? No i ssanie wacika z moczem. Rewelacja! XD
>No coś Ty, kobieto! Gdyby tak było, to przemysł depilacyjny poszedłby z torbami. Chociaż z tego, co słyszałam, to Arabki używały (używają) naturalnych depilatorów z miodu... i cytryny chyba. A może z karmelu i cytryny?

Karmel to zesmażony cukier, więc się zgadza.
Faktycznie, depilacja cukrowa istnieje, nawet jakiś czas temu była wściekle modna w gabinetach kosmetycznych na całym świecie i nie tylko - po sieci wisiały tysiące instrukcji, jak samemu zrobić karmel do depilacji i jak go używać. Boom na "naturalną depilację" chwilę potrwał, potem było jeszcze "depilacja nitkowa", ale i tak nadal główną profesjonalną metodą jest wosk, a na drugim miejscu laser.

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
11-12-2009 01:47 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

Się chyba nie rozumiemy. Jak napiszą, że 2+2=4 to też to zakwestionujesz, bo napisali to na "takiej" stronie?


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 07:08 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>Się chyba nie rozumiemy. Jak napiszą, że 2+2=4 to też to zakwestionujesz, bo napisali to na "takiej" stronie?

Się w istocie nie rozumiemy. Jeśli dla ciebie kwestia odmowa odmowa szczepienia na cokolwiek (nie, nie mówimy o grypie) poparta rozkosznymi teoriami typu: "bo na tężec przecież i tak się uodpornią, bo bawią się w piaseczku",

Cytat:
wcale nie oznacza, że dane stamtąd są złe


to przecież i tak nie za bardzo mamy o czym gadać.

Zresztą kilka tematów o szczepieniach już było. Moją opinię na temat doskonale znasz. Opisane cytatami w poprzednim poście wegemamy to dla mnie przebrzydłe, szkodliwe społecznie oszołomstwo- i to wcale nie ze względu na ich wegetarianizm.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Zresztą kilka tematów o szczepieniach już było.
Ano właśnie, a kto ni z gruszki ni z pietruszki wyjechał tu ze szczepieniami?

2+2 jest 4 bez względu na kompetencje głoszącego.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 10:56 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>>Zresztą kilka tematów o szczepieniach już było.
>Ano właśnie, a kto ni z gruszki ni z pietruszki wyjechał tu ze szczepieniami?

Ani z gruszki, ani z pietruszki, jeno w ramach opisu zawartości proponowanego jako materiał poglądowy forum.

>2+2 jest 4 bez względu na kompetencje głoszącego.

To które to jest twoim zdaniem "2+2=4" w zakresie antyszczepionkarstwa wegemam?

Póki co, w zakresie "wiedzy" medycznej prezentowanej przez wegemamy teza, że 2+2=666, występuje nad wyraz często.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Ani z gruszki, ani z pietruszki, jeno w ramach opisu zawartości proponowanego jako materiał poglądowy forum.
I właśnie opisywanie zawartości źródła było ni z gruszki.

>To które to jest twoim zdaniem "2+2=4"
Nie twierdziłem, że tam 2+4=4 jest.

>w zakresie "wiedzy" medycznej prezentowanej przez wegemamy teza, że 2+2=666, występuje nad wyraz często.
I nawet od twierdzenia, że to jest 666, 2+2 nie przestaje się równać 4. Choćby te same wegemamy to głosiły.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 14:10 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>>Ani z gruszki, ani z pietruszki, jeno w ramach opisu zawartości proponowanego jako materiał poglądowy forum.
>I właśnie opisywanie zawartości źródła było ni z gruszki.

To twój punkt widzenia. Moim zdaniem warto wiedzieć jak najwięcej o źródle, które pojawia się jako przyczynek do dyskusji

Nota bene jakoś tak jednostronnie tego mojego opisywania się czepiasz, Osnowo- "antyszczepionkowcy" cię wzburzyli, ale już "przytoczenie wahadła Ozyrysa" pominąłeś milczeniem

>>To które to jest twoim zdaniem "2+2=4"
>Nie twierdziłem, że tam 2+4=4 jest.

Broniłeś takiej możliwości, nie zapoznawszy się z zawartością.

>>w zakresie "wiedzy" medycznej prezentowanej przez wegemamy teza, że 2+2=666, występuje nad wyraz często.
>I nawet od twierdzenia, że to jest 666, 2+2 nie przestaje się równać 4. Choćby te same wegemamy to głosiły.

Czyżbym twierdziła co innego?
Ja nawet nie twierdzę, że są tam tylko bzdury, jednakowoż ich natłok jest niesamowity.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>opisywanie zawartości źródła było ni z gruszki.
>To twój punkt widzenia.
Dlatego, że to fakt.

>Moim zdaniem warto wiedzieć jak najwięcej o źródle, które pojawia się jako przyczynek do dyskusji
A moim zdaniem nie każde źródło warte jest uwagi, jeśli na oko widać, że nie jest ono wiarygodne, to nie warto stamtąd czerpać żadnych dowodów, również przeciw.

>Nota bene jakoś tak jednostronnie tego mojego opisywania się czepiasz, Osnowo- "antyszczepionkowcy" cię wzburzyli, ale już "przytoczenie wahadła Ozyrysa" pominąłeś milczeniem
Przecież to Ty mianowałaś ich "antyszczepionkowcami", mnie zainteresował tylko Twój sposób argumentowania.

>>Nie twierdziłem, że tam 2+4=4 jest.
>Broniłeś takiej możliwości, nie zapoznawszy się z zawartością.
A Ty uważasz, że nie każdy może mieć rację?

>Ja nawet nie twierdzę, że są tam tylko bzdury, jednakowoż ich natłok jest niesamowity.
Więc bzdurom poświęciłaś całą tę wypowiedź. Pytanie - po co?


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 17:22 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>>opisywanie zawartości źródła było ni z gruszki.
>>To twój punkt widzenia.
>Dlatego, że to fakt.

Nie, to twój punkt widzenia

>>Moim zdaniem warto wiedzieć jak najwięcej o źródle, które pojawia się jako przyczynek do dyskusji
>A moim zdaniem nie każde źródło warte jest uwagi, jeśli na oko widać, że nie jest ono wiarygodne, to nie warto stamtąd czerpać żadnych dowodów, również przeciw.

Nie próbowałam tam szukać dowodów- to materiał poglądowy. Mniemam, że rozumiesz różnicę?

>>Nota bene jakoś tak jednostronnie tego mojego opisywania się czepiasz, Osnowo- "antyszczepionkowcy" cię wzburzyli, ale już "przytoczenie wahadła Ozyrysa" pominąłeś milczeniem
>Przecież to Ty mianowałaś ich "antyszczepionkowcami", mnie zainteresował tylko Twój sposób argumentowania.

Rozwiń tę myśl- dlaczego uznałeś za "nie na miejscu" uwagę o antyszczepionkowcach, a nie tę o magicznym wahadle na grzybicę?

>>>Nie twierdziłem, że tam 2+4=4 jest.
>>Broniłeś takiej możliwości, nie zapoznawszy się z zawartością.
>A Ty uważasz, że nie każdy może mieć rację?
Potencjalnie każdy może mieć rację, ale warto jednak szprawdzić czy rzeczywiście ją ma Na linkowanym forum zjawisko "mania racji" w zakresie zdrowia występuje w formie szczątkowej.

>>Ja nawet nie twierdzę, że są tam tylko bzdury, jednakowoż ich natłok jest niesamowity.
>Więc bzdurom poświęciłaś całą tę wypowiedź. Pytanie - po co?

W celach informacyjnych. Mało kto jest świadom istnienia sporej populacji dorosłych, rozmnażających się ludzi leczących niemowlaki moczem, wodą utlenioną, wahadłem Ozyrysa, smarowaniem ciastem.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Nie próbowałam tam szukać dowodów
Ponieważ ich tam nie było, nieprawdaż?

>dlaczego uznałeś za "nie na miejscu" uwagę o antyszczepionkowcach, a nie tę o magicznym wahadle na grzybicę?
Wszystkie były nie na miejscu, ale tę podałaś pierwszą. A do tego 2/3 lekarzy nie chce się szczepić przeciw A/H1N1.

>Potencjalnie każdy może mieć rację, ale warto jednak szprawdzić czy rzeczywiście ją ma
Oczywiście, że warto, tyle, że Ty czyjąś rację dotyczącą 2+2 weryfikujesz na podstawie jego poglądu na 7*8.

>W celach informacyjnych. Mało kto jest świadom istnienia sporej populacji dorosłych, rozmnażających się ludzi leczących niemowlaki moczem...
Otóż nie w celach informacyjnych o "takich ludziach", lecz w celu zdyskredytowania argumentu pochodzącego z "tego okropnego forum". Nie napisałaś wszak "są ludzie, którzy" lecz "rzeczone forum jest wylęgarnią...".

Wylęgarnią "antyszczepionkowców" oczywiście.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
12-12-2009 00:29 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>>Nie próbowałam tam szukać dowodów
>Ponieważ ich tam nie było, nieprawdaż?

A skąd miałyby się wziąć? Poza tym zawszeć byłby to li i jedynie "dowody" anegdotyczne

>>dlaczego uznałeś za "nie na miejscu" uwagę o antyszczepionkowcach, a nie tę o magicznym wahadle na grzybicę?
>Wszystkie były nie na miejscu, ale tę podałaś pierwszą. A do tego 2/3 lekarzy nie chce się szczepić przeciw A/H1N1.

A co ma do tego A/H1N1?- toć to margines. One nie szczepią na polio, żółtaczkę zakaźną, tężec i gruźlicę.

>>Potencjalnie każdy może mieć rację, ale warto jednak szprawdzić czy rzeczywiście ją ma
>Oczywiście, że warto, tyle, że Ty czyjąś rację dotyczącą 2+2 weryfikujesz na podstawie jego poglądu na 7*8.

Bo, widzisz, oba te twierdzenia weryfikują czyjąś znajomość matematyki

>>W celach informacyjnych. Mało kto jest świadom istnienia sporej populacji dorosłych, rozmnażających się ludzi leczących niemowlaki moczem...
>Otóż nie w celach informacyjnych o "takich ludziach", lecz w celu zdyskredytowania argumentu pochodzącego z "tego okropnego forum".

O wahadle Ozyrysa i leczeniu nowotworów pisałam zanim raczyłeś się wtrącić. Poza tym- czyjaś wiedza na temat szczepionek i tzw. medycyny alternatywnej musi (znajomość podstawowych mechanizmów biologicznych) rzutować na jego generalną wiedzę o zdrowiu- to są tematy powiązane- a zatem na fachowość jakichkolwiek informacji o zdrowiu z rzeczonego forum pochodzących.

>Nie napisałaś wszak "są ludzie, którzy" lecz "rzeczone forum jest wylęgarnią...".
>Wylęgarnią "antyszczepionkowców" oczywiście.

Nie tylko. Także innych oszołomów okołomedycznych.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>A co ma do tego A/H1N1?- toć to margines.
Margines stanowiący 2/3 ogółu lekarzy, dwóch na trzech lekarzy to antyszczepionkowcy. Na domiar złego walczący o zaszczepienie ogółu, najchętniej przymusowo.

I ma tyle tu do rzeczy, co w ogóle szczepionki do tego tematu.

>>Ty czyjąś rację dotyczącą 2+2 weryfikujesz na podstawie jego poglądu na 7*8.
>Bo, widzisz, oba te twierdzenia weryfikują czyjąś znajomość matematyki
Tymczasem tu nie chodzi o znajomość matematyki, lecz o ten konkretny rachunek. Nieprawda, że kto się - nawet i często - myli, myli się zawsze.

>czyjaś wiedza na temat [...] medycyny alternatywnej musi [...] rzutować na jego generalną wiedzę o zdrowiu
Raczej odwrotnie, to generalna wiedza rzutuje na kompetencje w konkretnych kwestiach.

No, ale skoro już z taką łatwością rozpoznałaś tamto forum jako niewiarygodne i fałszujące wszystkie dane, to zamiast na nie wybrzydzać, powinnaś z równą łatwością znaleźć i przytoczyć naukowe kontrargumenty.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 09:12 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

> Cytat:
MOCZ. Alcia na prawdę polecam, u nas to wyleczyło Tymka (z aft), smarować kilka razy dziennie, dawać do ssania namoczony (moczem) wacik.

Czyim?
Ogólnie świetne. Spadłam z krzesła
11-12-2009 09:19 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>> Cytat:
MOCZ. Alcia na prawdę polecam, u nas to wyleczyło Tymka (z aft), smarować kilka razy dziennie, dawać do ssania namoczony (moczem) wacik.

>Czyim?
>Ogólnie świetne. Spadłam z krzesła

Chyba głównie dzieciaka- były dylematy związane trudnym odzyskiem moczu do terapii z pampersa. Bo taką zwykłą tetrową pieluszką nasączoną cennym płynem, to można przynajmniej te zmiany skórne i wewnątrzustne poobkładać albo poprzecierać, a przy pampersie to podobno trudniej.
11-12-2009 01:00 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>(przepiękny i przemakabryczny wątek o "leczeniu" chorób dziecięcych "wahadłem Ozyrysa" tudzież raka witaminą B12 i tym podobne)

Hmpf?! Leczenie raka witaminą B12??? Chwilunia... o ile dobrze pamiętam, kiedy ostatnio diagnozowano mnie pod kątem raka, miałam wycofany z diety suplement z całą grupą B, a B12 szczególnie, bo - jak mnie poinformowano - może ona pobudzać podział komórek, a zatem wspomagać rakowacenie. Pamiętam, że o tym czytałam... WTF?

Liliac, Ty się znasz lepiej, więc mnie wyprostuj jakby co - prawidłowo wpadam w szok, czy coś mi się pomyliło?


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
11-12-2009 09:12 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Hmpf?! Leczenie raka witaminą B12??? Chwilunia... o ile dobrze pamiętam, kiedy ostatnio diagnozowano mnie pod kątem raka, miałam wycofany z diety suplement z całą grupą B, a B12 szczególnie, bo - jak mnie poinformowano - może ona pobudzać podział komórek, a zatem wspomagać rakowacenie. Pamiętam, że o tym czytałam... WTF?
>Liliac, Ty się znasz lepiej, więc mnie wyprostuj jakby co - prawidłowo wpadam w szok, czy coś mi się pomyliło?

Nie ma "silnych" badań naukowych- było kilka doniesień, które mówiły o nieznacznie zwiększonym ryzyku w grupach, którym witB12 podawano, było kilka, gdzie wyższy poziom B12 korelował z nieco mniejszym ryzykiem wystąpienia nowotworu, było sporo badań, gdzie nie korelował z niczym.
Dowcip w tym, że one się powołują na oszołomskie stronki internetowe, które twierdzą, że te całe chemio- i radioterapie to hucpa i spisek "białych fartuchów" i "białej mafii" (określenia z forum), bo witB12/picie soku z marchwi/wegetarianizm/dieta ubogobiałkowa/etc po prostu leczą raka.
A poza tym motto grupy użytkowniczek:

Cytat:
Jeśli podawać jakiekolwiek leki, to tylko homeopatyczne.

11-12-2009 14:01 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Nie ma "silnych" badań naukowych- było kilka doniesień, które mówiły o nieznacznie zwiększonym ryzyku w grupach, którym witB12 podawano, było kilka, gdzie wyższy poziom B12 korelował z nieco mniejszym ryzykiem wystąpienia nowotworu, było sporo badań, gdzie nie korelował z niczym.

Czyli zapobiegawczo odstawiono mi tą witaminę. Też dobrze, znaczy się Pan Dochtór mnie jednak kocha..

>Dowcip w tym, że one się powołują na oszołomskie stronki internetowe, które twierdzą, że te całe chemio- i radioterapie to hucpa i spisek "białych fartuchów" i "białej mafii" (określenia z forum), bo witB12/picie soku z marchwi/wegetarianizm/dieta ubogobiałkowa/etc po prostu leczą raka.
>A poza tym motto grupy użytkowniczek:
> Cytat:
Jeśli podawać jakiekolwiek leki, to tylko homeopatyczne.


Jasne. And pigs can fly... :/


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
10-12-2009 18:40 
 Ocena 8 na 8
kognitywista (3391 punktów)
>Może powiedzmy sobie wprost, co ten paradygmat pociąga za sobą: zniewolenie i uśmiercanie miliardów zwierząt rocznie. Nie wiem co bardziej "racjonalnego" jest w jedzeniu mięsa niż chęci niezabijania żywych stworzeń - nawet ew. kosztem zdrowia dzieci .

A więc jednak ideologia ... Pamiętam jak na wykładach z fizjologii wykładowca-wegetarianin próbował przekonać audytorium do swojej diety, argumentując to tym, że nieetycznie jest spożywać ziomków o tripletowym kodzie genetycznym, podobnym do naszego. Nigdy nie zapomnę jego wyrazu twarzy, gdy kolega zapytał, czy w takim razie Pan Docent rośliny także wyrzucił ze swojej diety ...
10-12-2009 18:44 
 Ocena 1 na 1
Chardin (168 punktów)
>A więc jednak ideologia ...

Ideologia na tyle, na ile każdy system etyczny jest 'ideologiczny'. Wegetarianizm całkiem sensownie dyskutuje z innymi podejściami (patrz np. "Wyzwolenie zwierząt" P. Singera)

> Pamiętam jak na wykładach z fizjologii wykładowca-wegetarianin próbował przekonać audytorium do swojej diety, argumentując to tym, że nieetycznie jest spożywać ziomków o tripletowym kodzie genetycznym, podobnym do naszego. Nigdy nie zapomnę jego wyrazu twarzy, gdy kolega zapytał, czy w takim razie Pan Docent rośliny także wyrzucił ze swojej diety ...

Dziwnie argumentował. Zazwyczaj odwołuje się do tego, że zwierzęta cierpią w sposób dość podobny do naszego (w przeciwieństwie do roślin - bo trudno je o to na podstawie naszej wiedzy podejrzewać).
kognitywista (3391 punktów)
> Zazwyczaj odwołuje się do tego, że zwierzęta cierpią w sposób dość podobny do naszego (w przeciwieństwie do roślin - bo trudno je o to na podstawie naszej wiedzy podejrzewać).

Myślę, że spożywanie mięsa nie jest automatycznie sprzężone z zadawaniem bólu zwierzętom. Choć problem rzeczywiście nie jest prosty i podnoszona kwestia jest słuszna.
10-12-2009 19:04 
 Ocena 1 na 1
Chardin (168 punktów)
>Myślę, że spożywanie mięsa nie jest automatycznie sprzężone z zadawaniem bólu zwierzętom. Choć problem rzeczywiście nie jest prosty i podnoszona kwestia jest słuszna.

Oczywiście w idealnej sytuacji, gdybyśmy hodowali szczęśliwe zwierzęta, uśmiercali je bezboleśnie, itd., pozostałoby niezbyt wielu przeciwników spożywania mięsa (ja na przykład nie miałbym dużych obiekcji). Tyle, że rzeczywistość jest jaka jest i przeciętny "zjadacz mięsa" żywi się mięsem z wielkich hodowli-fabryk, gdzie zwierzęta mają bardzo nędzne życie.
Asado (486 punktów)
>Nie jestem fanatycznym zwolennikiem odbierania rodzicom wszelkich praw decydowania o przyszłości
>swoich dzieci. Ale z pewnością większość forumowiczów zgodzi się z tezą, że istnieje pewna granica,
>po przekroczeniu której niezbędna jest jakaś interwencja sił zdrowego rozsądku. Niekoniecznie od
>razu musi to przyjmować drogę prawną, ale pewien ostracyzm społeczny wydaje sie być uzasadniony.

Według mnie od wegetarianizmu jeszcze daleka droga do owej "granicy" która wymagałaby interwencji.

>Wiele atramentu wylaliśmy już, by chronić nasze pociechy przed indoktrynacją religijną (a wcześniej
>komunistyczną).
>Problem , który chcę poruszyć, dotyczy pytania, czy powinniśmy podjąć jakieś kroki, by uniemożliwić
>rodzicom wciąganie swoich dzieci (z niemowlętami włącznie) w bezpodstawne z punktu widzenia nauki i
>racjonalizmu odchodzenie od zasad ogólnie przyjętego paradygmatu, który skrótowo możemy nazwać
>"zdrowym odżywianiem" , a które w szczególności dotyczy dostarczania organizmowi zróżnicowanej
>diety, bogatej w białka roślinne i zwierzęce.

Problem w tym, że jest tak wiele różnych teorii zdrowego odżywiania, których zasady czasami się wręcz wykluczają i tylko część zasad różnych diet (rozumianych jako sposób odżywiania) pokrywa się i możemy o nich mówić jako o "ogólnie przyjętym paradygmacie". Podejrzewam, że wielu żywieniowców zakwestionuje konieczność spożywania białka zwierzęcego a urozmaicona dieta wegetariańska może się okazać korzystniejsza niż dieta przeciętnego dziecka.

>Ponieważ wielu darwinistów próbuje wzbudzać w sobie pewną emocjonalną więź ze światem zwierzęcym
>(sam do nich należę) i w związku z tym sympatyzuje z wegetarianizmem, nie ukrywam, że jestem ciekawy
>wyniku debaty...
>Richard Dawkins wielokrotnie podkreślał, że nie istnieją dzieci katolickie albo muzułmańskie. Czy
>podpisałby się pod stwierdzeniem, że nie istnieją wegedzieciaki ?
>Czy wygra racjonalizm ?
>
Rodzice mają prawo wychowywać dzieci w zgodzie ze swoimi przekonaniami żywnościowymi o ile one im nie szkodzą (dzieciom oczywiście). Raczej trudno byłoby udowodnić, że wegetarianizm szkodzi zdrowiu
10-12-2009 18:48 
 Ocena 6 na 6
kognitywista (3391 punktów)
>Problem w tym, że jest tak wiele różnych teorii zdrowego odżywiania, których zasady czasami się wręcz wykluczają i tylko część zasad różnych diet (rozumianych jako sposób odżywiania) pokrywa się i możemy o nich mówić jako o "ogólnie przyjętym paradygmacie". Podejrzewam, że wielu żywieniowców zakwestionuje konieczność spożywania białka zwierzęcego a urozmaicona dieta wegetariańska może się okazać korzystniejsza niż dieta przeciętnego dziecka.

Jestem lekarzem i na życzenie chętnie przytoczę argumenty za szkodliwością diety wegańskiej. Laicy kwitują temat w sposób podany powyżej: niczego nie wiadomo na pewno. Podobnie jak nie wiadomo na pewno jak to jest z tą ewolucją. Istnieją różne poglądy, np. kreacjonizm Dlatego właśnie przywołałem kuhnowski paradygmat, bo istnieje jednak coś takiego jak konsensus współczesnej nauki i nie ma tu miejsca na pełną dowolność ...
10-12-2009 18:51 
 Ocena 2 na 2
Asado (486 punktów)
OK co do diety wegańskiej to się zgodzę, że może być szkodliwa. W takim razie chodzi w tym wątku o weganizm czy wegetarianizm bo to wiele zmienia?
10-12-2009 18:54 
 Ocena 2 na 2
kognitywista (3391 punktów)
>OK co do diety wegańskiej to się zgodzę, że może być szkodliwa. W takim razie chodzi w tym wątku o weganizm czy wegetarianizm bo to wiele zmienia?

Na pewno weganizm sprowadza się do kompletnie nieracjonalnej ideologii i w to biedne dzieci także są wciągane.
Za wegetarianizmem już przemawiają pewne racje, według mnie jednak, nie są one przesądzające.
Chardin (168 punktów)
>>OK co do diety wegańskiej to się zgodzę, że może być szkodliwa. W takim razie chodzi w tym wątku o weganizm czy wegetarianizm bo to wiele zmienia?
>Na pewno weganizm sprowadza się do kompletnie nieracjonalnej ideologii i w to biedne dzieci także są wciągane.
>Za wegetarianizmem już przemawiają pewne racje, według mnie jednak, nie są one przesądzające.

Weganizm może jest szkodliwy, ale nie jest nieracjonalny, a na pewno nie różni się w tym radykalnie od wegetarianizmu. W dzisiejszych czasach nabiał czy jajka produkowane są tak jak mięso (np. kury w chowie klatkowym mają niezbyt ciekawe życie, krowy mleczne lepsze, ale takoż - średnie; poza tym kury które tracą "wydajność" idą na mięso, itd.). Wegetarianizm ma na celu redukcję cierpienia zwierząt, weganizm w obecnej sytuacji też do tego prowadzi w podobnym stopniu.
10-12-2009 19:08 
 Ocena 2 na 2
Asado (486 punktów)
>Weganizm może jest szkodliwy, ale nie jest nieracjonalny, a na pewno nie różni się w tym radykalnie od wegetarianizmu.

Weganizm jest nieracjonalny jeśli zgodzimy się co do jego szkodliwości dla zdrowia. Co jest racjonalnego w umniejszaniu cierpień kur chowanych w klatkach kosztem własnego zdrowia oraz cierpień związanych z jego utratą?
Chardin (168 punktów)
Toż samo tyczy się wegetarianizmu (jeśli jest szkodliwy), stąd druga część pierwszego zdania. Sednem wypowiedzi było zauważanie, że sam wegetarianizm nie pozwala na osiągnięcie swoich celów (czyli ograniczenie wyzysku zwierząt), weganizm jest tego znacznie bliżej (być może płaci się za to zdrowiem, kwestia otwarta).
Jeśli idzie o cierpienia to istotnie, nasze są ważne, chciałbym jednak zachęcić do uwzględniania także cierpień zwierząt - nawet z wagą 1%. A nuż okaże się, że konsekwencje dla naszego zdrowia okażą się na tyle niewielkie, że nie zrównoważą drugiej strony.
10-12-2009 19:29 
 Ocena 1 na 1
Asado (486 punktów)
Aby wilk był syty i owca cała czyli żeby wegetarianizm był racjonalny oraz gwarantował całkowite wyeliminowanie cierpienia zwierząt trzeba by było sobie sprawić kurki i krówkę i zapewnić im godziwe warunki To chyba by był złoty środek.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>emocjonalną więź ze światem zwierzęcym
Lecz czy w ramach wzajemności lwy przerzucą się na owsiankę?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Chardin (168 punktów)
>>emocjonalną więź ze światem zwierzęcym
>Lecz czy w ramach wzajemności lwy przerzucą się na owsiankę?

Nie przerzucą, aczkolwiek czy ma sens "karanie" ich za to, że tego nie mogą zrobić? Może mimo wszystko warto im ująć cierpień, zwłaszcza jeśli my mamy wybór, a one - nie?
Faith (3864 punktów)
>>>emocjonalną więź ze światem zwierzęcym
>>Lecz czy w ramach wzajemności lwy przerzucą się na owsiankę?

Lwy jedza mięso z konieczności.porównaj swoje uzębienie z uzębieniem lwa.Ciągle sądzisz że ludzie są "stworzeni" do jedzenia mięsa? Lwy nie hodują antylop, nie zamykają ich w klatkach i nie karmią lwiątek ich mlekiem.W naturze pomiędzy lwem a antylopą jest walka o przetrwanie ,o pożywienie(lew)-życie(antylopa) .
10-12-2009 22:08 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Lwy jedza mięso z konieczności.porównaj swoje uzębienie z uzębieniem lwa.Ciągle sądzisz że ludzie są "stworzeni" do jedzenia mięsa?
Porównuję zdolności trawienia, uzębienie jest częścią układu pokarmowego. I apetyty, czy skłonisz jagnię do zjedzenia befsztyka?

>W naturze pomiędzy lwem a antylopą jest walka
A co w tej walce pozytywnego?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 02:15 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Walka lwa o jedzenie jest normalna. Trzymanie świń w boksach i traktowanie ich jak liczb w księgach rachunkowych, jak napełnianych zbiorników, to coś dużo gorszego.
11-12-2009 02:19 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Walka lwa o jedzenie jest normalna. Trzymanie świń w boksach i traktowanie ich jak liczb w księgach rachunkowych, jak napełnianych zbiorników, to coś dużo gorszego.
Więc złe jest to, co nienormalne i złe są rachunki?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 03:02 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chodzi mi o to, że świnie są świadome swojego istnienia. Trzymane w boksach bez ruchu cierpią. Nie mówię o żadnych rachunkach. Jedna rzecz to zjeść coś, druga rzecz to torturować przez wiele miesięcy przed zjedzeniem. Uważam, że niektóre zwierzęta są świadome swojego istnienia. Wiedzą, co się im przydarza i cierpią, jeśli są w boksach na "żywe mięso".

Tak więc chodzi mi w tym wypadku o świnie. Nie o mnie.
11-12-2009 10:12 
 0 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>świnie... cierpią.
A że lew zjadanym antylopom cierpień nie sprawia, zgódźmy się, że w spożywaniu mięsa to nie menu jest złe.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Lew sprawia cierpienie antylopie, gdy ją zjada. Ale to trwa kilka minut, a nie całe życie antylopy (chyba, że jest pesymistką )
11-12-2009 13:18 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Lew sprawia cierpienie antylopie, gdy ją zjada. Ale to trwa kilka minut
Czyli należy poprawić sposób hodowli, a nie wyrzekać się zjadania mięsa.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 16:25 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zgadzam się z tobą całkowicie. Zjadanie hodowanych w godziwych warunkach zwierząt jest najuczciwszym rozwiązaniem. Gdyby wszyscy byli wegetarianami, populacja świń zmalałaby do zera. Przy godziwej hodowli była by duża, choć nie dożywałaby późnej starości. Zatem, gdyby hodowle były w większości wybiegowe, byłbym za jedzeniem mięsa. Dla dobra zwierząt.
11-12-2009 17:53 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>Lew sprawia cierpienie antylopie, gdy ją zjada. Ale to trwa kilka minut, a nie całe życie antylopy (chyba, że jest pesymistką )

A może takie antylopy całe życie żyją w strachu, że zza krzaka wyskoczy jakiś lew i nawet porządnie sie wyspać nie mogą?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale przynajmniej lwy nie zamykają ich w klatkach z rurą do przodu i do tyłu.
11-12-2009 10:33 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Chodzi mi o to, że świnie są świadome swojego istnienia. Trzymane w boksach bez ruchu cierpią. ...

Idąc tym tropem rozumowania można by zastanawiać się nad świadomością wszelkich żywych istnień: weźmy pod uwagę np. tropizmy. Mogę założyć, że gałąź drzewa, która wybiera światło wyginając się fikuśnie w jego kierunku, unika cienia, że cień sprawia jej coś w rodzaju elementarnej przykrości (dyskomfortu). Podobnie byłoby np. z chemiotropizmem bakterii, a nawet wirusów. Pozostańmy jednak w bliższych nam światach: dieta człowieka jest częścią kultury, a w przypadku jedzenia mięsa to kwestia kształcenia empatii wobec innych świadomych istnień. Nawet jeśli na schabowym umieściłbyś napis WIEPRZOWINA ZABIJA, to i tak znajdą się wszechpolacy, którzy zamówią golonkę i 100 gram wódki Chopin.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
O świniach, małpach, kotach, delfinach możemy z dość dużą dozą prawdopodobieństwa przupuszczać, iż owe stworzenia myślą o sobie, o swoim istnieniu. Bakterie z pewnością tego nie robią, bo nie mają czym.
11-12-2009 13:13 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>O świniach, małpach, kotach, delfinach możemy z dość dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, iż owe stworzenia myślą o sobie, o swoim istnieniu.

Opierając się na dość wiarygodnej "Naturze umysłów" Dennetta można z dość dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że nie potrafią one myśleć, a już na pewno nie o sobie. Natomiast prawie na pewno potrafią cierpieć.
Griffin inaczej widzi te kwestie, ale nie udało mu się niczego dowieść ...
11-12-2009 13:43 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Opierając się na dość wiarygodnej "Naturze umysłów" Dennetta można z dość dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że nie potrafią one myśleć, a już na pewno nie o sobie. Natomiast prawie na pewno potrafią cierpieć.

Jest to kwestia interpretacji zachowania organizmów żywych. Piszesz o cierpieniu (Budda twierdził, że wszelkie istnienie to cierpienie, to tak na marginesie): ale związany jest z nim wybór (poszukiwanie) obszaru "mniejszego cierpienia". Czym jest w takim kontekście medycyna?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
11-12-2009 16:22 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Akurat z tym u Denetta się nie zgadzam. Inaczej nie dałoby rady wyjaśnić przyjemności jaką odczuwają podczas aktu seksualnego różne ssaki. Przyjemność oznacza zachętę wobec możliwości wyboru. Jest zatem "ktoś" kto wybiera, zaś Deneth się myli co do stawiania tak twardej granicy między Homo sapiens a innymi gatunkami.
11-12-2009 22:45 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Bakterie z pewnością tego nie robią, bo nie mają czym.

Może nie muszą? Człowiek musi zaś dużo się namyśleć, aby uszczknąć szczyptę organicznej przyjemności.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bakterie zdecydowanie nie muszą popadać w melancholię... Dominują na naszej planecie. Nikt nie wie, ile dokładnie ich jest, jak głęboko w skorupę Ziemi sięgają ich kolonie. W każdym bądź razie pod względem biomasy biją na głowę organizmy wielokomórkowe, a jak jeszcze dodać, że mitochondria i chloroplasty to w zasadzie symbiotyczne z naszymi komórkami bakterie, wogóle nie ma o czym mówić...
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>czy ma sens "karanie" ich za to, że tego nie mogą zrobić?
Jeśli zjadanie zwierząt da się uzasadnić koniecznością, to nie jest złe.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
10-12-2009 21:08 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Ale się nie da.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Ale się nie da.
Chardin twierdzi, że lew na owsiankę nie przejdzie, więc zjadanie mięsa jest koniecznością. Zatem złe być nie może.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
rudyment (3233 punktów)
>Ale się nie da.

Oczywiście, że zjadanie zwierząt nie da się uzasadnić - osioł, baran i wół mięsa nie jadają.


Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
11-12-2009 00:54 
 Ocena 4 na 6
marek milczewski (2335 punktów)
>>emocjonalną więź ze światem zwierzęcym
>Lecz czy w ramach wzajemności lwy przerzucą się na owsiankę?
>
Moi staruszkowie mają w dupie wszystkie zasady tego forum. Jedzą mięso, kiedy mają ochotę i na jakie mają chęć. Przeważnie kurczaki, ale to inna historia. Żyją do dzisiaj, matka i ojciec maja po 80 lat. Rozmawiałem z nimi na ten temat i powiedzieli mi, że "srają" na wszystkie ideologie. Obym dożył ich wieku w takiej formie.
Nienawidzą owsianki, popijają alkohol, smażą na maśle, a wszystkich mądrali od zdrowego żywienia odsyłają na cmentarz. Jest ich pełno.

Osnowa, najważniejsza zasada, to brak zasad
pozdrawiam


dlaczego, jak patrzę w lustro, to nie widzę jak mrugam
11-12-2009 01:57 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>najważniejsza zasada, to brak zasad
Czyli: chcesz być zdrowy, żyj normalnie.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
11-12-2009 02:13 
 Ocena 7 na 7
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja nie jem mięsa nie dlatego, że uważam, że to jest zdrowe. To mój protest przeciwko boksom na krowy, kury i świnie w masowej "produkcji" mięsa. Jako, że niejedząc mięsa czuję się równie dobrze, jak gdybym jadł, nie jem. Niech świnie/kury/krowy czują się trochę lepiej. Nawet nie istniejąc (mniej konsumentów, mniej trzody chlewnej). Świnia raczej na pewno jest świadoma własnego istnienia, więc potrafi cierpieć. Pomyślmy, że ktoś hoduje w boksach ludzi na mięso. Nigdy nikt nie uczy ich czytać, mówić, nawet chodzić. Mają w gębie rurę i drugą w zadku. Niezbyt fajna wizja. Świnia nie dorównuje Homo sapiens pod względem ciętych dowcipów, nie umie nawet prowadzić samochodu, żadna ze świń nie była Einsteinem. Mimo to przypuszczam, iż świnia WIE, co się z nią dzieje. Nawet jeśli nigdy nie mogła być świnią. Gdyby świnie biegały sobie przez ileś tam lat po gospodarstwie i były później zjadane, to nie miałbym żadnych oporów przed jedzeniem schabowego. Byłby to pewien rodzaj symbiozy. Homo sapiens dba o liczną populację świń, za to skraca im nieco życie. Ok. Nie ma w tym nic złego. Ale jest inaczej. Mięso produkuje się tanio, szybko i masowo. Nikt nie patrzy na to, że mięso ma też ryj, oczy i myśli.
11-12-2009 08:45 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Niech świnie/kury/krowy czują się trochę lepiej. Nawet nie istniejąc (mniej konsumentów, mniej trzody chlewnej).
   Do tego zdania rozumiałem Twój wywód, oraz decyzję o wegetarianizmie, jako wynik rozterek emocjonalnych u człowieka nadwrażliwego, ale teraz przestałem rozumieć.
   Możesz wyjaśnić na czym miałaby polegać poprawa samopoczucia u nieistniejących zwierząt?
   Dla ułatwienia dodam pytanie: czy chodzi o Twoje dobre samopoczucie, czy nieistniejącej kury?

>Świnia raczej na pewno jest świadoma własnego istnienia, więc potrafi cierpieć.
   O jakim rodzaju świadomości piszesz?

>Pomyślmy, że ktoś hoduje w boksach ludzi na mięso.
   Hodowanie świń jest bardziej opłacalne, bo mają dużo szybszy przyrost masy.

>Nigdy nikt nie uczy ich czytać, mówić, nawet chodzić.
   A po co mi na talerzu befsztyk-intelektualista?

>Świnia nie dorównuje Homo sapiens pod względem ciętych dowcipów, nie umie nawet prowadzić samochodu, żadna ze świń nie była Einsteinem.
   I dlatego teraz sobie gaworzymy przez internet ludzki.

>Mimo to przypuszczam, iż świnia WIE, co się z nią dzieje.
   W jakim sensie "WIE"?

>Nawet jeśli nigdy nie mogła być świnią.
   Tego już zupełnie nie rozumiem.

>Gdyby świnie biegały sobie przez ileś tam lat po gospodarstwie i były później zjadane, to nie miałbym żadnych oporów przed jedzeniem schabowego.
   Można kupować mięso bezpośrednio od gospodarza na wsi, tylko po co? Przecież czynnikiem rozwoju cywilizacji jest masowość produkcji wszystkiego z odpadami włącznie.

>Nikt nie patrzy na to, że mięso ma też ryj, oczy i myśli.
   Ty patrzysz i takie patrzenie nazywam ideologią, hipokryzją, albo działaniem zastępczym - a nawet wszystkim na raz.
11-12-2009 12:11 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja nie jestem już z bajki "człowiek ma duszę, zaś zwierzęta nie". Uważam, że świadomość pozwala świni widzieć samą siebie, tak jak nam. Czuć beznadziejność sytuacji więziennej i ciągłych tortur (bo gdyby nas ktoś zamknął w ciasnej klatce na całe życie, bylibyśmy torturowani). Ergo - uważam, iż lepiej nie istnieć, niż być torturowanym przez całe życie, do tego nie mieć nigdy okazji być na wolności, podjąć prób istnienia w otoczeniu (klatka jest od niemowlęctwa po śmierć). Świnia nie jest kawałem żyjącego mięsa, lecz ssakiem, który może myśleć abstrakcyjnie, tak jak my, a jak nie może pies choćby.
Adamiak (36436 punktów)
>Ja nie jestem już z bajki "człowiek ma duszę, zaś zwierzęta nie".
   Witaj w klubie.

>Uważam, że świadomość pozwala świni widzieć samą siebie, tak jak nam. Czuć beznadziejność sytuacji więziennej i ciągłych tortur (bo gdyby nas ktoś zamknął w ciasnej klatce na całe życie, bylibyśmy torturowani).
   Na jakiej podstawie tak uważasz?

>Świnia nie jest kawałem żyjącego mięsa, lecz ssakiem, który może myśleć abstrakcyjnie, tak jak my, a jak nie może pies choćby.
   Możesz podać jakieś źródła potwierdzające tę abstrakcję?
11-12-2009 13:38 
 Ocena 5 na 5
Kinia Kinska (825 punktów)
>   Możesz podać jakieś źródła potwierdzające tę abstrakcję?

Nie wiem, jak u świni czy psa, ale wiem jak to wygląda w przypadku wielbłąda:

"To dzięki rezonansowi morficznemu wszystkich wielbłądów, których pogardliwa mina i wywinięta warga są naturalnym skutkiem umiejętności rozwiązywania równań kwadratowych. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z naturalnych zdolności matematycznych wielbłądów, zwłaszcza w dziedzinie balistyki. Zdolność ta powstała w drodze ewolucji jako ułatwiająca przetrwanie...".

"Ten konkretny wielbłąd, wynik milionów lat działania doboru naturalnego [...ciach...] nazywał się Ty Draniu".

"Ty Draniu myślał: pojawia się chyba narastająca niestabilność wymiarowa, z amplitudą - no na oko - od zera do czterdziestu pięciu stopni. Bardzo ciekawe. Zastanawiam się, jakie są przyczyny. Niech V równe 3. Niech Tau równe Chi/4. żujżujżuj Niech Kappa/y będzie różniczkową dziedziną tensorową Cuchnącego Łobuza* z czterema urojonymi współczynnikami spinu...".

(Terry Pratchett, Świat Dysku)
*Znany jako największy wielbłądzi matematyk wszech czasów

Pozdrawiam


Immortality is the only fate which is worse than death
11-12-2009 16:08 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   Możesz podać jakieś źródła potwierdzające tę abstrakcję?
>Nie wiem, jak u świni czy psa, ale wiem jak to wygląda w przypadku wielbłąda:
[...]
>"Ten konkretny wielbłąd, wynik milionów lat działania doboru naturalnego [...ciach...] nazywał się Ty Draniu".
>"Ty Draniu myślał: pojawia się chyba narastająca niestabilność wymiarowa, z amplitudą - no na oko - od zera do czterdziestu pięciu stopni. Bardzo ciekawe. Zastanawiam się, jakie są przyczyny. Niech V równe 3. Niech Tau równe Chi/4. żujżujżuj...".

   Nie wiem, jak u świni czy wemblonda, ale u nasz na budowie już dawno by dostałeś legularne wpier**l.

   Chyba, że by byłeś kobita.

   Pozdrawiam.
11-12-2009 16:18 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Na przykład odczuwanie przyjemności seksualnej przez niektóre zwierzęta (małpy, delfiny) świadczy o tym, że są świadomie. Podobnie jak nam, nie chce im się rozmnażać. Nie realizują programu. Potrzebują zachęty jaką jest świadomie odczuwane pożądanie. Gdyby nie myślały sobie w stylu -

"Leżeć, bawić się w polowanie czy kochać się z samica?"

- nie byłoby w ich życiu przyjemności seksualnej, tak jak u wielu innych zwierząt.
11-12-2009 16:42 
 Ocena 3 na 3
Kinia Kinska (825 punktów)
>Na przykład odczuwanie przyjemności seksualnej przez niektóre zwierzęta (małpy, delfiny) świadczy o tym, że są świadomie. Podobnie jak nam, nie chce im się rozmnażać. Nie realizują programu. Potrzebują zachęty jaką jest świadomie odczuwane pożądanie.

Powiedziałabym, że one są wręcz perwersyjne. Wiesz jak "to" robią wieloryby? Im jest trochę trudno, więc opracowały ciekawą metodę: Jeden pan wieloryb podpiera panią wielorybicę, a drugi ją "ten tego". Śmiało można powiedzieć, że walenie lubią "walenie".

Pozdrawiam

Immortality is the only fate which is worse than death
11-12-2009 16:54 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Jeden pan wieloryb podpiera panię wielorybicę, a drugi ją "ten tego".
   A najciekawszy jest seks homo u takich, Hitchcock się chowa: napięcie rośnie do końca, bo do końca nie wiadomo, czyj koniec ten ślub weźmie.

   Bo seks lesbijski to już nudne: panie się podpierają.

>Śmiało można powiedzieć, że walenie lubią "walenie".
   Można też powiedzieć, że walnie się do tego przyczyniają.

   Pozdrawiam.
11-12-2009 16:43 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Na przykład odczuwanie przyjemności seksualnej przez niektóre zwierzęta (małpy, delfiny) świadczy o tym, że są świadomie.
   Przekonałeś mnie, od dziś nie jem delfinów i małp.

>Podobnie jak nam, nie chce im się rozmnażać.
   Daleko zajdą, lenie...

>Nie realizują programu.
   Jakbym starego Walentego widział.

>Potrzebują zachęty jaką jest świadomie odczuwane pożądanie. Gdyby nie myślały sobie w stylu -
>"Leżeć, bawić się w polowanie czy kochać się z samica?"
>- nie byłoby w ich życiu przyjemności seksualnej, tak jak u wielu innych zwierząt.
   No właśnie, a człowiek się kocha z samicą na leżąco po uprzednim polowaniu i dlatego na polskich stołach najczęściej gości schab goryli.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale o czym my wogóle rozmawiamy? Niech ludzie sobie jedzą schab, smacznego. Jak świnie będą chodowane w godziwych warunkach, chętnie dołączę do reszty rodaków. Przykład z przyjemnością seksualną to moim zdaniem najlepszy prosty dowód na to, że nie tylko człowiek ma samoświadomość, co nie oznacza oczywiście, że jedyny.
12-12-2009 09:11 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Ale o czym my wogóle rozmawiamy?
   Mnie się wydaje, że o relatywizmie moralności, albo hipokryzji.

>Niech ludzie sobie jedzą schab, smacznego.
   Dziękuję.

>Jak świnie będą chodowane w godziwych warunkach, chętnie dołączę do reszty rodaków.
   Zapraszam.

>Przykład z przyjemnością seksualną to moim zdaniem najlepszy prosty dowód na to, że nie tylko człowiek ma samoświadomość, co nie oznacza oczywiście, że jedyny.
   Przykład z frajdą seksualną, to moim zdaniem prosty dowód na złożoność ewolucji instynktów, a nie żadną świadomość.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W takim razie, w świetle twojej definicji, człowiek nie posiada również żadnej świadomości, tylko złożone instynkty. Można nawet tak to ująć, nie mam nic przeciwko temu. Lecz mówienie aprioryczne o tym, że tylko Homo sapiens posiada świadomość (lub złożony instynkt) własnego "ja" wśród wszystkich innych zwierząt, jest powtarzaniem chrześcijańskiego dogmatu o duszy. O tym, że "człowiek jest na podobieństwo boga". w przeciwieństwie do innych kręgowców...
12-12-2009 13:31 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>W takim razie, w świetle twojej definicji, człowiek nie posiada również żadnej świadomości, tylko złożone instynkty.
   Po pierwsze żadnej definicji świadomości nie podałem, tylko wskazałem na manipulacyjną strukturę instynktu rozrodczego, skutkującego u niektórych zwierząt przyjemnością z seksu.
   Co wcale nie znaczy, że zwierzęta są świadome związku między seksem a instynktem rozrodczym.

   Jedynie ludzie taką świadomość posiadają i to nie wszyscy, vide Aborygeni, co świadczy również o czynniku kulturowym w świadomości.

   Samo pojęcie "świadomość" wywodzi się z łacińskiego "conscientia", co oznacza dzielenie się wiedzą.
   A przecie nie wszystkie świnie znają łacinę.

>Można nawet tak to ująć, nie mam nic przeciwko temu.
   Ale ja mam.

>Lecz mówienie aprioryczne o tym, że tylko Homo sapiens posiada świadomość (lub złożony instynkt) własnego "ja" wśród wszystkich innych zwierząt, jest powtarzaniem chrześcijańskiego dogmatu o duszy.
   Zupełnie niepotrzebnie mieszasz wiarę z nauką.

   Poza tym nie piszę o złożoności instynktów, bo te są akurat najprostsze, ale o pojęciu świadomości dużo bardziej złożonym, niż jakiś dogmat o duszy.

   Niektóre zwierzęta, np. szympansy mają coś w rodzaju świadomości, ale jest to tylko świadomość z istnienia otoczenia i samego siebie w anturażu tegoż otoczenia, czego dowodzą eksperymenty z wycierania dostrzeżonej w lustrze plamy na swojej gębie.

   Natomiast żadne zwierzę prócz człowieka nie ma samoświadomości, rozumianej jako świadomości swoich procesów i stanów psychicznych.

   Więc swoje bajki o świadomości wieprzowiny możesz włożyć między takież legendy o świadomości zupy z płetwy delfina.

>O tym, że "człowiek jest na podobieństwo boga". w przeciwieństwie do innych kręgowców...
   I po co Ci to?
Kinia Kinska (825 punktów)
>czy powinniśmy podjąć jakieś kroki, by uniemożliwić rodzicom wciąganie swoich dzieci (z niemowlętami włącznie) w bezpodstawne z punktu widzenia nauki i racjonalizmu odchodzenie od zasad ogólnie przyjętego paradygmatu, który skrótowo możemy nazwać "zdrowym odżywianiem" , a które w szczególności dotyczy dostarczania organizmowi zróżnicowanej diety, bogatej w białka roślinne i zwierzęce.

Zdecydowanie powinniśmy podjąć te i o wiele więcej kroków, by uniemożliwić rodzicom:

1. Kupowanie swoim dzieciom słodyczy i soków owocowych, bo od tego zęby się psują
2. Pozwalanie dzieciom na grę w piłkę, bo mogą nogę złamać
3. Wypuszczanie dzieci zimą na dwór, bo na mrozie wirusy się lęgną
4. Posyłanie dzieci do żłobka/przedszkola, bo to też wirusów wylęgarnia
5. Posyłanie dzieci do szkoły, bo to stres
6. Pozwalanie na oglądanie telewizji oraz zabawę/naukę przy komputerze, bo wzrok się
   pogarsza

Pozdrawiam


Immortality is the only fate which is worse than death
10-12-2009 19:11 
 Ocena 8 na 8
Asado (486 punktów)
>6. Pozwalanie na oglądanie telewizji oraz zabawę/naukę przy komputerze, bo wzrok się
>   pogarsza

Tutaj motywacja jest podwójna, bo zajmują kompa zamiast pozwolić rodzicom na siedzenie na forum Racjonalisty
11-12-2009 09:03 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>Zdecydowanie powinniśmy podjąć te i o wiele więcej kroków, by uniemożliwić rodzicom:
>1. Kupowanie swoim dzieciom słodyczy i soków owocowych, bo od tego zęby się psują
>2. Pozwalanie dzieciom na grę w piłkę, bo mogą nogę złamać
>3. Wypuszczanie dzieci zimą na dwór, bo na mrozie wirusy się lęgną
>4. Posyłanie dzieci do żłobka/przedszkola, bo to też wirusów wylęgarnia
>5. Posyłanie dzieci do szkoły, bo to stres
>6. Pozwalanie na oglądanie telewizji oraz zabawę/naukę przy komputerze, bo wzrok się
>   pogarsza

Każdy raczej zgodzi się z pewnymi zagrożeniami, wymienionymi w powyższych sześciu punktach, a racjonalność polega na tym, że nie rezygnujemy z powyższych zachowań, ponieważ korzyści przewyższają ryzyko.
I w żadnym z powyższych nie mamy do czynienia z niszowym, dziwacznym zachowaniem podszytym modną ideologią. Racjonalizm to analiza kosztów i korzyści. Zdrowie dziecka większość z nas stawia wysoko ...
Dla mnie osobiście cierpienia zwierząt dają wiele do myślenia i chętnie zaryzykuję własnym zdrowiem (w granicach rozsądku) by te cierpienia umniejszyć. Ale 10 razy zastanowię się, zanim wciągnę w to swoje dziecko ...
11-12-2009 12:21 
 Ocena 2 na 2
Kali (195 punktów)
(zablokowany)

Czy rodzice maja prawo do zmuszanie dzieci do tego, co nie jest konieczne dla ich dziecęcego zdrowia?
Wszystko wskazuje na to, że wegetariaznim dzieciom nie szkodzi, ale jedzenie mięsa też nie aż tak. Mam dużą sympatię do wegetarianizmu(jednocześnie będąc myśliwym), jednak zmuszanie dzieci do niejedzenia mięsa uwazam za absurd.
Z drugiej strony, dzieci często są przesiąknięte ideologią rodziców i same z siebie zachowują sie tak jak mama i tata.

Zgodzę się z tym, że nieetycznym jest zadawabie cierpień zwierzętom i trzymanie ich w nieprzyjemnyxh warunkach i z tego powodu uważam, że bardziej etyczne jest jedzenie dziczyny
Darz bór
>
11-12-2009 13:14 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Zgodzę się z tym, że nieetycznym jest zadawabie cierpień zwierzętom i trzymanie ich w nieprzyjemnyxh warunkach i z tego powodu uważam, że bardziej etyczne jest jedzenie dziczyny
   Też uważam, że dziczyzna jest najsmaczniejsza, ale tylko ta upolowana z łuku, lub procy.
   Bo flinta jest nieetyczna - daje za mało szans zwierzynie.
11-12-2009 13:21 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>   Też uważam, że dziczyzna jest najsmaczniejsza, ale tylko ta upolowana z łuku, lub procy.
>   Bo flinta jest nieetyczna - daje za mało szans zwierzynie.
Nawet nie z łuku. W bezpośrednim starciu. Widział kto kiedy, by lew z łukiem polował?
11-12-2009 16:00 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   ... ta upolowana z łuku, lub procy. Bo flinta jest nieetyczna - daje za mało szans zwierzynie.
>Nawet nie z łuku. W bezpośrednim starciu. Widział kto kiedy, by lew z łukiem polował?

   Nie, na ludzi nie.

   Ok, mogę zrezygnować z procy, bo jakieś łuki to jednak każdy lew na poziomie ma, choćby brwiowe, a każdy ma taki poziom, na jaki sobie zasłużył.
   Lew na poziomie ócz.
   I nie kłóć się, że człowiek też, bo człowiek ma mniejsze.

   Darz pro... tfu, darz łuk.
11-12-2009 22:03 
 Ocena 1 na 1
Kali (195 punktów)
(zablokowany)

>   Bo flinta jest nieetyczna - daje za mało szans zwierzynie.
Tak myślą ci, którzy nigdy nie polowali
11-12-2009 23:50 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>>   Bo flinta jest nieetyczna - daje za mało szans zwierzynie.
>Tak myślą ci, którzy nigdy nie polowali

W moich rękach, byłaby etyczna. Zwierzyna na pewno uszłaby z życiem, pomimo moich najszczerszych chęci ustrzelenia jej.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
12-12-2009 11:11 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>>   Bo flinta jest nieetyczna - daje za mało szans zwierzynie.

>W moich rękach, byłaby etyczna. Zwierzyna na pewno uszłaby z życiem, pomimo moich najszczerszych chęci ustrzelenia jej.
   Głód w takim przypadku byłby silniejszy od kokieterii.
Autografka (10638 punktów)
>>>>   Bo flinta jest nieetyczna - daje za mało szans zwierzynie.
>>W moich rękach, byłaby etyczna. Zwierzyna na pewno uszłaby z życiem, pomimo moich najszczerszych chęci ustrzelenia jej.
>   Głód w takim przypadku byłby silniejszy od kokieterii.

Od kokieterii?
W każdym razie, pozostałoby mi tylko mieć nadzieję, że nauczę się strzelać, zanim mnie ten głód powali.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
J.Szulc (5723 punktów)

Proponuję Ci, w prezencie pod choinkę, własnoręcznie zrobioną procę
Tak na początek...
Może być?

Pozdrawiam.
Czy wieczorem możemy porozmawiać na kanale prywatnym?
Mamy coś do przedyskutowania.
Autografka (10638 punktów)

>Czy wieczorem możemy porozmawiać na kanale prywatnym?
>Mamy coś do przedyskutowania.

Możemy.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
12-12-2009 12:09 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   Głód w takim przypadku byłby silniejszy od kokieterii.
>Od kokieterii?
   

>W każdym razie, pozostałoby mi tylko mieć nadzieję, że nauczę się strzelać, zanim mnie ten głód powali.
    Strzelać każdy może. Trochę lepiej, lub trochę gorzej.
12-12-2009 11:08 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Bo flinta jest nieetyczna - daje za mało szans zwierzynie.
>Tak myślą ci, którzy nigdy nie polowali

   Trochę polowałem, choć niekoniecznie z flintą, ale nawet mizeria wyobraźni nie powstrzyma mnie przed ekscesem fantazjowania "na temat".
12-12-2009 11:58 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Kup lustrzankę cyfrową i dalej poluj...
Mniej krwawe a jakie piękne.
No i możesz swobodnie dzielić się swoimi trofeami

Pozdrawiam.
12-12-2009 15:10 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Kup lustrzankę cyfrową i dalej poluj...
   Eh, z fotkami mam, jak z poezją - nie potrafię, ale lubię popełniać.

>Mniej krwawe a jakie piękne.
   Krwawe też bywa piękne, np. krwawy zachód słońca lub Bloody Mary.

>No i możesz swobodnie dzielić się swoimi trofeami
   Do Maryśki też sporo chętnych po zachodzie.
   I przed.

   Pozdrawiam.
J.Szulc (5723 punktów)

Nikt nie każe Ci od razu zdobywać nagrody w Wielkim Konkursie Fotograficznym
www.national-geographic.pl/
Myślałam raczej o długich, zimowych wieczorach, ze znajomymi, Maryśka też może być
Jej obecność może podnieść atrakcyjność opowieści związanych ze zdjęciami

Pozdrawiam takoż...
i.czaplicka (5782 punktów)
Jedzenie dziczyzny byłoby lepsze, gdyby tą zwierzynę zabijać humanitarnie.Postrzelonego dzika nieraz odnajduje się po paru dniach.Nikt nie robił badań, ale jestem pewna, że ucieka większość zwierząt postrzelonych śrutem-śruciny u zajęcy np, potrąconych samochodem.Można by to wszystko zorganizować lepiej, ale myśliwi nie będą mieli zabawy.
Faith (3864 punktów)
Z tego co wiem nasze geny są w 98% takie same jak u szympansów. A one są roślinożerne, choć zdarza się, że czasami polują na zwierzęta (ale nie jest to ich podstawowe pożywienie!).

Sama jestem wegetarianką i dobrze sie z tym czuję.Nie namawiam nikogo na chama, żeby przestał jeść mięso (zazwyczaj jest na odwrót).To jest osobista decyzja.

Zobaczcie na piramidę żywienia , mięso jest na szczycie



www.wegetarianie.pl
10-12-2009 19:25 
 Ocena 6 na 6
Michał Żelazny (1528 punktów)
Nie jestem dietetykiem, ale jedno wiem. Jestem sporym facetem, prawie 90 kilo wagi, ponad 180 wzrostu. I wiem, że jak nie zjem mięsa, to zwyczajnie brakuje mi energii. Na wakacjach pracowałem trochę na budowie i nie wyobrażam sobie, żebym przez cały dzień zasuwania nie zjadł kawałka porządnego mięcha. I żebym jeszcze następnego dnia miał siłę znowu iść do roboty. Z moich obserwacji wynika, że wszyscy znani mi wegetarianie to albo kobiety, albo niezbyt rozrośnięci faceci, wykonujący pracę "umysłową". Jakoś nie spotkałem wegetarianina, który byłby przynajmniej mojej postury i wykonywał pracę wymagającą intensywnego wysiłku, tak fizycznego jak i umysłowego. Jak to wytłumaczysz? Bo ja tylko tak, że jednak warzywka nie są w stanie dostarczyć tyle paliwa ile potrzeba organizmowi. Te 4000 kilokalorii to trochę spora jak na ogórki i pomidory. Żeby nie było, uwielbiam jarską kuchnię. Tyle tylko, że jako przystawkę.
10-12-2009 21:32 
 Ocena 2 na 2
karolina m. (380 punktów)
>Jestem sporym facetem, prawie 90 kilo wagi, ponad 180 wzrostu (...)Jakoś nie spotkałem wegetarianina, który byłby przynajmniej mojej postury i wykonywał pracę wymagającą intensywnego wysiłku

Ja spotkałam.

>Te 4000 kilokalorii to trochę spora jak na ogórki i pomidory.

Uwielbiam te stereotypy Bo to przecież oczywiste, że wegetarianie jedzą tylko ogórki i pomidory, a w porywach kulinarnej fantazji surowego pora owiniętego w liść sałaty
10-12-2009 21:47 
 Ocena 4 na 6
Michał Żelazny (1528 punktów)
Celowo posłużyłem się stereotypem, żeby wyolbrzymić pewną kwestię. Widziałaś pracownika budowlanego, elektromontera, drwala wegetarianina? Chłopa 100 kilo i metro osiemdziesiąt, który nie jada mięsa? Kogoś kto pracuje przez 12 godzin dziennie w lesie, w deszczu, śniegu albo w 40 stopniowym upale, i unika schabowego? Bo ja nie. Niektórzy sobie mogą pozwolić na niejedzenie mięsa, inni po prostu są drapieżcami i nie mogą bez niego funkcjonować. Nikt nie zabrania wegetarianom nie jeść mięsa, ale jak jakiś wegetarianin mi zabronić zjeść schabowego, bo jest z biednej świnki, to ja zjem wegetarianina. Nie będę miał rozterek moralnych. Wilk też nie dyskutuje z niższymi szczeblami swojego łańcucha pokarmowego.
karolina m. (380 punktów)
>Celowo posłużyłem się stereotypem, żeby wyolbrzymić pewną kwestię.

Wiem

>Widziałaś pracownika budowlanego, elektromontera, drwala wegetarianina? Chłopa 100 kilo i metro osiemdziesiąt, który nie jada mięsa? Kogoś kto pracuje przez 12 godzin dziennie w lesie, w deszczu, śniegu albo w 40 stopniowym upale, i unika schabowego?

Szczerze mówiąc, nigdy nie miałam okazji poznać osobiście człowieka, który pracuje 12h dziennie w lesie w deszczu i w śniegu, ani takiego na diecie mięsnej, ani na wegetariańskiej. Gdyby zdarzyło mi się takiego spotkać, to na podstawie odsetka wegetarian ogółem i w poszczególnych grupach społecznych, podejrzewam, że faktycznie byłby mięsożerny. Znam natomiast osoby, w tym chłopaka o sporej posturze, które będąc na diecie wegetariańskiej ciężko pracują fizycznie, umysłowo, or both. Znam też kilku chłopców, ba, dorosłych facetów, którzy ważą niecałe 60kg, mimo że wsuwają mięsko co najmniej trzy razy dziennie. Każdy zna dużo ludzi, którzy są przykładami na dużo rzeczy. Ale obraz wielkiego chłopa, drwala w dodatku, jako typowego mięsożercy, i mikrej, bladej, wątłej (i, jak ktoś napisał, smutnej, co już niebezpiecznie zbliża się do absurdu) osóbki, jako typowego wegetarianina, jest, delikatnie mówiąc, sporym przekłamaniem.

>Niektórzy sobie mogą pozwolić na niejedzenie mięsa, inni po prostu są drapieżcami i nie mogą bez niego funkcjonować.

Mogą. Wszyscy mogą.

>Nikt nie zabrania wegetarianom nie jeść mięsa, ale jak jakiś wegetarianin mi zabronić zjeść schabowego, bo jest z biednej świnki, to ja zjem wegetarianina.

Na szczęście w takim kraju żyjemy, że nikt nikomu niczego nie zabrania. Chociaż jedzenie wegetarian, o ile mi wiadomo, jest zabronione.

>Wilk też nie dyskutuje z niższymi szczeblami swojego łańcucha pokarmowego.

No nie, ale nie idzie ich sobie kupić do supermarketu. Ale o tym już było kilka razy.
10-12-2009 23:49 
 Ocena 4 na 4
Michał Żelazny (1528 punktów)
>Wiem

No to oboje wiemy

>Szczerze mówiąc, nigdy nie miałam okazji poznać osobiście człowieka, który pracuje 12h dziennie w lesie w deszczu i w śniegu, ani takiego na diecie mięsnej, ani na wegetariańskiej.

No to witam, właśnie poznałaś. Okazyjnie, bo okazyjnie, ale się zdarzało i pewnie będzie zdarzać.

>Gdyby zdarzyło mi się takiego spotkać, to na podstawie odsetka wegetarian ogółem i w poszczególnych grupach społecznych, podejrzewam, że faktycznie byłby mięsożerny.

Otóż właśnie to. Są przypadki, gdzie fasola i soja nie wystarcza. Litościwie pominę smak tych "przysmaków".

>Znam natomiast osoby, w tym chłopaka o sporej posturze, które będąc na diecie wegetariańskiej ciężko pracują fizycznie, umysłowo, or both.

No widocznie też się zdarza na świecie.

>Znam też kilku chłopców, ba, dorosłych facetów, którzy ważą niecałe 60kg, mimo że wsuwają mięsko co najmniej trzy razy dziennie.

Ależ ja też nam. Nigdzie nie pisałem, że jedzenie mięsa każdemu gwarantuje wielkie mięsnie. Tylko, że Ci, którzy je mają, jednak tego mięsa potrzebują. Sądzę tak przynajmniej po swoim przykładzie i po przykładzie osób które znałem bądź znam.

>Ale obraz wielkiego chłopa, drwala w dodatku, jako typowego mięsożercy, i mikrej, bladej, wątłej (i, jak ktoś napisał, smutnej, co już niebezpiecznie zbliża się do absurdu) osóbki, jako typowego wegetarianina, jest, delikatnie mówiąc, sporym przekłamaniem.

A bardziej pasuje Ci obraz takiego chłopa jako wegetarianina?

>Mogą. Wszyscy mogą.

Nie, ja nie mogę.

>Na szczęście w takim kraju żyjemy, że nikt nikomu niczego nie zabrania. Chociaż jedzenie wegetarian, o ile mi wiadomo, jest zabronione.

Nie jest zabronione, chcesz się założyć? Jest po prostu karalne.

>No nie, ale nie idzie ich sobie kupić do supermarketu. Ale o tym już było kilka razy.

Mięso z supermarketu nadaje się do spuszczenia w kiblu. Za to kiełbasa z własnoręcznie oprawionej świni, wędzona na wsi nie da się niczym zastąpić. Chociaż upaprane aż po łokcie krwią ręce nie każdego muszą kręcić.
11-12-2009 01:30 
 Ocena 8 na 8
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Niektórzy sobie mogą pozwolić na niejedzenie mięsa, inni po prostu są drapieżcami i nie mogą bez niego funkcjonować.
>Mogą. Wszyscy mogą.

Przepraszam, ja wiem, że taki jednostkowy dowód mało znaczy, ale mimo wszystko się odezwę.

Ja nie mogę. Próbowałam, i to bardzo profesjonalnie. Miałam dietetyka, który pomagał mi układać dietę tak, żebym wszystko miała, każdą niezbędną witaminę, wystarczająco białka itp. I niestety - za przeproszeniem - dupa blada. Anemia. Problemy zdrowotne. Z początkiem zaniku mięśni włącznie. Podziwiam osoby, które są w stanie na takiej diecie przeżyć.

Ja po prostu bez białka zwierzęcego nie jestem w stanie funkcjonować - taki organizm, takie choroby. Raz na jakiś czas muszę się najeść czerwonego mięcha i tyle. Racja, że raz na dwa-trzy tygodnie, ale inaczej źle się czuję - i nie mam tu na myśli chandry i ogólnego "nic mi się nie chce". Psuję się po prostu. Nie mogę nawet normalnie wstać z łóżka, nie działam.

Mam nowego dietetyka, nową dietę. W większości moje białko zwierzęce to ryby, a do tego nabiał (nie ma życia bez twarożku! ). Ale dokładnie wiem, kiedy muszę skoczyć po schab, polędwicę albo karkówkę i dopalić się mięsem. Mięśnie zaczynają mnie boleć - czyli zjadam sama siebie. Jeśli mam wybór - zjeść siebie, a jakąś krowę, to wybór jest dość prosty

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
11-12-2009 02:01 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Myślę, że krowa też by tak wybrała . Swoją drogą uważanie ryb i drobiu za mięso inaczej to wpływa tradycji chrześcijańskiej. Poza nią to takie samo mięso jak to ssaków. Tak samo żywe przed zjedzeniem. Ptaki to linia równoległa do ssaków, niektóre sprawiają wrażenie dość świadomych stworzeń. Jeśli chodzi o ryby, to rekiny potrafią się bawić, zaś niedawno stwierdzono iż bynajmniej nie są nieme. Wydaje mi się, że rozwój inteligencji u różnych kręgowców nie przebiega na zasadzie płazy są głupsze od gadów, zaś gady głupsze od ssaków... Całkiem możliwe, że przypomina bardziej rozwój oka. Bardziej archaiczne rozwiązania mogą być niekiedy dużo bardziej zaawansowane niż te nowsze. Przykładem choćby narządy wzroku kalmarów.
11-12-2009 02:53 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Myślę, że krowa też by tak wybrała .

Pewnie tak

> Swoją drogą uważanie ryb i drobiu za mięso inaczej to wpływa tradycji chrześcijańskiej. Poza nią to takie samo mięso jak to ssaków. Tak samo żywe przed zjedzeniem. Ptaki to linia równoległa do ssaków, niektóre sprawiają wrażenie dość świadomych stworzeń. Jeśli chodzi o ryby, to rekiny potrafią się bawić, zaś niedawno stwierdzono iż bynajmniej nie są nieme.

A tak, czytałam niedawno o rekinach. Regularnie się wzruszyłam czytając o zabawach w berka - grupa się "tarza" w wodorostach, do którego się więcej przyczepi, tego się gania. Urocze! ^_^

A co do opozycji ryby/mięso - znów zrobiłam skrót myślowy, bo zapomniałam, że dla mnie to oczywiste, a dla reszty świata nie, bo nie ustalał tego z moim dietetykiem
Dla mnie to rozróżnienie jest czysto użytkowe. Ryby stanowią większość moich porcji mięsa ze względu na łatwość trawienia, ilość czystego białka i zawartość NNKT. To w zasadzie to samo, tylko ma inne właściwości, tyle Tak samo zamiennikiem może być krewetka, kalmary, kraby lub inne morskie żyjątko. Ale bez ordynarnego, czerwonego mięcha się nie obejdzie. Preferuję polędwicę wołową. Albo karkówkę w napadzie rozpusty No i kuraka. Szczególnie w curry


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Myślę, że duży wpływ na problemy związane z brakiem mięsa ma dieta w dzieciństwie. Gdy w domu rodziców jadło się schabowe, organizm dorastał na takich, a nie innych zasadach. Nagła tego zmiana po wielu latach może być groźna (choć nie musi). Tak więc doskonale cię rozumiem. Ale o wołowinie nie pisz tak głośno, bo właśnie byłem na facebooku i rozmawiałem z moimi przyjaciółmi z Indii... Oni sobie nawet nie wyobrażają, że można jeść krowę. Więc psyt...
11-12-2009 03:32 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Myślę, że duży wpływ na problemy związane z brakiem mięsa ma dieta w dzieciństwie. Gdy w domu rodziców jadło się schabowe, organizm dorastał na takich, a nie innych zasadach. Nagła tego zmiana po wielu latach może być groźna (choć nie musi).

O, to jest ciekawa teoria... Chociaż w moim przypadku byłoby to mleko i jego przetwory. Jak byłam mała, strasznie foszyłam na kotleciki. Ale twaróg, kefir, mleko - zawsze kochałam. I w sumie tak mi zostało. Śniadanie bez kefiru to nie śniadanie Pewnie dlatego tak kocham lassi i sondesh Tylko skąd w Polsce wziąć dobry sondesh albo paneer, żeby go zrobić... Wszystko na zamiennikach Ja chcę do Szwecji, tam sprzedawali świeże, oba!

> Tak więc doskonale cię rozumiem. Ale o wołowinie nie pisz tak głośno, bo właśnie byłem na facebooku i rozmawiałem z moimi przyjaciółmi z Indii... Oni sobie nawet nie wyobrażają, że można jeść krowę. Więc psyt...

*giggles* Fakt. Podejrzewam, że moi znajomi Hindusi by mnie zadźgali widelcem za danie z wołowiny.. Nie daję im po temu okazji Słowem nie wspominam o polędwicy. Ech, naszło mnie przez to gadanie... Zaraz zacznę wertować Camillę Punjabi w poszukiwaniu planu na jutrzejszy obiad.

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
11-12-2009 11:50 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To fakt, że w kuchni indyjskiej jest wiele dań wegetariańskich, a w kraju Bharatów wiele na nie składników... U nas te ostatnie są siłą rzeczy drogie. Natomiast ryż jest dość niezwykłym zbożem - w zasadzie można dożyć 100 lat jedząc niemal wyłącznie te białe ziarenka, jak czynią to Chińczycy ze wsi. Ale ja na przykład nie lubię ryżu, chyba że dobre basmati, które można nabyć jedynie w Indiach i Pakistanie... Hindusi chyba nie są aż tacy bojowniczy przy krowożercach z zagranicy, ale robi im się nieswojo. Od tylu wieków krowy były u nich nie do jedzenia
11-12-2009 13:58 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
> Natomiast ryż jest dość niezwykłym zbożem - w zasadzie można dożyć 100 lat jedząc niemal wyłącznie te białe ziarenka, jak czynią to Chińczycy ze wsi. Ale ja na przykład nie lubię ryżu, chyba że dobre basmati, które można nabyć jedynie w Indiach i Pakistanie...

W lokalnym, malutkim sklepiku, w mieście w którym mieszkałam, można było kupić basmati i kilka innych odmian ryżu w pięciokilowych workach z oznaczeniami w hindi, chińskim i kilku innych językach, których nie mogłam zidentyfikować. A nie, poznałam też tajskie literki.. W każdym razie - dostęp bezproblemowy. I tani. Ja naprawdę chcę wracać...

> Hindusi chyba nie są aż tacy bojowniczy przy krowożercach z zagranicy, ale robi im się nieswojo. Od tylu wieków krowy były u nich nie do jedzenia

Kto jak kto, ale Pallavi, o ile dobrze pamiętam, czci Durgę. Ja tam nie będę ryzykować..


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
11-12-2009 16:44 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No tak, jak czci Durgę to lepiej być ostrożną . Pozatym mam sentyment do wyznawców Bogini Matki, gdyż zawsze walczyli o prawa kobiet, strasznie niskie niekiedy w Indiach i sprzeciwiali się postawom transcendentnym (nie z tego świata). Matka Durga była (i jest) pojmowana jako Natura. Zatem poezje poświęcone owej Bogini czczą często piękno świata. Dużo to ciekawsze od zapatrzonych niekiedy w zaświatowe "Niebo Kriszny" wajsznawów, którzy wymyślili palenie wdów na stosach (brr...!).

Niekiedy od kultu Durgi do uczciwiego zainteresowania Teorią Ewolucji dzieli Hindusów tylko mały krok, który robią. Dawkinsa w Indiach wydaje "Durga Press" .
12-12-2009 05:52 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>No tak, jak czci Durgę to lepiej być ostrożną . Pozatym mam sentyment do wyznawców Bogini Matki, gdyż zawsze walczyli o prawa kobiet, strasznie niskie niekiedy w Indiach i sprzeciwiali się postawom transcendentnym (nie z tego świata). Matka Durga była (i jest) pojmowana jako Natura. Zatem poezje poświęcone owej Bogini czczą często piękno świata. Dużo to ciekawsze od zapatrzonych niekiedy w zaświatowe "Niebo Kriszny" wajsznawów, którzy wymyślili palenie wdów na stosach (brr...!).

Dobrze, że ktoś pomyślał o zakazie sati.. *uff*

>Niekiedy od kultu Durgi do uczciwiego zainteresowania Teorią Ewolucji dzieli Hindusów tylko mały krok, który robią. Dawkinsa w Indiach wydaje "Durga Press" .

O, Jai Ma Durga!


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
12-12-2009 12:30 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Dobrze, że ktoś pomyślał o zakazie sati.. *uff*


Pierwsi walczyli z tym muzułmanie. Z tym, że Mogołowie nie mogli w pełni tego wyegzekwować, gdyż przyznali pełną autonomię Radżputom (można by rzec, że Indie Północno - Środkowe była to w okresie od XVI do XVIII wieku "Unia Mogolsko Radżpucka). W Radżastanie zwyczaj sati był najbardziej rozpowszechniony i dotyczył zwłaszcza szlachty (czyli samych Radżputów). Radżputowie byli prawdopodobnie najsilniej krisznaicką dynastją w dziejach Indii. Ich potomkowie, wybierani często na stanowiska parlamentarne przez dawnych poddanych, wrócili do dawniejszych zwyczajów i oczywiście nie palą już swoich matek, małżonek, córek i sióstr (cóż to była za makabra! coś w stylu polowań na czarownice... ). Ostatecznie sati (palenie wdów) udało się wykorzenić Anglikom i jest to zdecydowanie pozytywny punkt na ponurej i ludobójczej mapie kolonizacji Indii (ofiary brytyjskiego reżimu sięgają w Indiach dzięsiątków milionów osób). Nie mam pojęcia, jak to się udało Anglikom, bo usunięcie z Indii popularnego zwyczaju jest z uwagi na ogólny chaos zupełnie niewykonalne. Nie wiadomo jak wielki był zasięg zjawiska sati. Wśród indologów popularna jest myśl o tym, że większość kobiet w ten sposób kończyła swoje życie, ale nie wydaje mi się to prawdopodobne. Inne odłamy hinduizmu odnoszą się z niechęcią do monoteizującego krisznaizmu (choć prawie każdy z tych odłamów uznaje Krisznę jako mitycznego herosa), poza tym tak powszechnego zwyczaju nie dałoby się w Indiach wyplenić. W żadnym kraju nie dałoby się wyplenić tak powszechnego zwyczaju. Historycy często opierają się na opowieściach misjonarzy, którzy często ukazywali podbijany kraj w jak najgorszym świetle. Po źródła mogolskie nikt nie sięga (poza Akbarnama i podobnymi kronikami dworskimi). Tak naprawdę większość historii Indii powinna być przebadana. Ani w Indiach, ani poza Indiami nie ma narazie historyków godnych tego zadania. Większość prac jest tendencyjna, stronnicza, wyrywkowa, nierzadko nacechowana "założoną z góry ideą". Ja staram się dokonywać pewnej obiektywizacji dotyczącej historii muzyki w Indiach, skromnego i stosunkowo "niewinnego" tematu. Problemy stojące przed badaczem są niewyobrażalne... Na przykład na ocenę nurtów w dawnej muzyce indyjskiej wpłynęło to, że w XIX wieku wisznuici najchętniej kolaborowali z okupantem, uczyli się języka angielskiego, przyjmowali chrzest i pisali historię, w której wszystko jest zasługą ich odłamu hinduizmu. Tradycje nie związane choćby luźno z ich kultem religijnym nie zostały opisane, skodyfikowane (nie po angielsku, ma się rozumieć) etc. Jednocześnie większość badaczy wywodzących się z kręgów chrześcijańskich dużo bardziej chwaliła sobie współpracę z misyjnymi monoteistami o silnej tendencji do postaw transcendentnych, niż z wierzącymi w wielu równych sobie bogów, kochającymi święte drzewa, kamienie i rzeki "dzikusami".
12-12-2009 12:44 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Na marginesie można dodać, że najsilniejszą antybrytyjską partyzantką była najbardziej ekstremalna część wyznawców Durgi. Uprawiali guerillę i składali bogini ofiary z Anglików. Brytyjczykom udało się ich wytępić dzięki owocnej współpracy z krisznaistami, co też wpłynęło na ich sympatię do tej odmiany hinduizmu. Oczywiście nawet najbardziej zagożali wyznawcy Kriszny jako głównego boga nie są monoteistami w ewangelicznym tego słowa znaczeniu, gdyż uznają wszystkich innych bogów, łącznie z Durgą (to taki ich "szatan" posłuszny "bogu dobra" nie wprost). Po prostu uważają, że najważniejszy jest Kriszna i w jakimś sensie cały panteon indyjski jest emanacjami owego boga. Ale tylko w jakimś sensie... .
12-12-2009 12:34 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
Lubię Durgę. Ma lwa, a to też kot i tak między nami kociarami...
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Durga ma tygrysicę (płeć żeńska nader istotna...). Jest wiele mitów o przygodach tygrysicy Durgi zwalczającej demony i ratującej ludzi. Czasem ukazywana jest z grzywiastym lwem, ale tak naprawdę to taka lwica z brodą. Durgę czci wielu indyjskich muzułmanów, cała tradycja Baulów polega na kulcie Allacha i Durgi, stąd zapewne niekiedy lew Salomona na którym zasiada Devi. Od Baulów wywodzi się cała najbardziej znana szkoła muzyki klasycznej północnych Indii. Jednym z najbardziej znanych Baulów XX wieku był Ustad Allauddin Khan, który wychował najbardziej znanych w Europie mistrzów klasycznej muzyki hindustańskiej - sitarzystę Raviego Shankara (który jest sziwaitą z Benaresu, z warny bramińskiej), swojego syna Ali Akbara Khana, który umarł niedawno w USA, gdyż całe niemal życie działał w tym kraju, swoją córkę Annapurnę Devi (jedno z imion Durgi), oraz Nikhila Banerjeego, też sitarzystę. Z kolei ta czwórka wybitnych artystów wyuczyła innych wielkich mistrzów, takich jak Vishwamohan Bhatt, Pannalal Gosh, Hariprasad Chaurasia. Allauddin Khan, wychował też swojego wnuka, nasłynniejszego obecnie instrumentalistę Indii północnych - Ashisha Khana. Wielki nauczyciel (wydano z nim serie znaczków, etc.) żył ponoć 120 lat! Ostatni okres swojego życia spędził jako główny kapłan najważniejszej w kraju świątyni Saraswati, bogini wiedzy i muzyki w Majpurze. Jeśli chodzi o samych Baulów, to w większości wypadków uprawiają oni muzykę ludową, są wędrownymi trubadurami. Obecnie najważniejszy z nich mieszka w Londynie i ma ogromny wpływ na muzykę klubową tegoż miasta. W rytmie techno itp. (nie znam się na tym) śpiewa o Durdze i Allachu, o Mekce i legendarnej Tygrysicy. Allauddin Khan nie miał w sobie nic z muzyka ludowego, gdyż przez 60 lat działał w Rampurze, jednym z najważniejszych ośrodków najstarszej muzyki klasycznej Hindustanu. Natomiast uwielbiał klasyczną muzykę europejską. Założył przy świątyni Saraswati orkiestrę złożoną z dzieci niedotykalnych, natomiast swoim uczniom kazał codziennie słuchać przez godzinę Mozarta, Beethovena, Wagnera etc. Rozpisałem się, ale prowadzimy ostatnio dyskusje o innych kulturach, więc warto wspomnieć Allauddina, który uważał się też, między innymi, za muzułmanina (podobnie jak Baulowie). Z tym samym przekonaniem on i Baulowie uważają się za hinduistów.
12-12-2009 14:39 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A jeśli chodzi o materiały do posłuchania, to już służę (warto, warto! to byli (i są w niektórych długowiecznych wypadkach) jedni z największych muzyków XX wieku, nie tylko indyjskich...).

Wielka Annapurna Devi gra na subbuharze, to rodzaj basowego sitaru, lutni długoszyjkowej.

www.youtub(*)?v=TARyHE-i1W8&feature=related

Jej brat, największy sarodzista XX wieku, Ali Akbar Khan, gra na lutni krótkoszyjkowej, sarodzie:

www.youtub(*)?v=JLrp4xgbLbs&feature=related

Krótki filmik o ich ojcu i największym muzycznym nauczycielu działającym w Indiach po II WŚ, Allauddinie Khanie. Klimat tych filmów należy niekiedy traktować z przymróżeniem oka, to typowe dla Indii - obok racjonalizmu jest tam hagiografia, powstają dokumenty nagradzane na całym świecie, jednocześnie dzikie plemiona modlą się do telewizorów

www.youtube.com/watch?v=qI1TfQMYtXI

www.youtub(*)?v=QO0OkEgNlGs&feature=related

Tutaj wielki Ravi Shankar grający ze swą uroczą córką Anoushką:

www.youtube.com/watch?v=LzN2gUGYUGc

Wielki flecista Pannalal Ghosh:

www.youtube.com/watch?v=B4EuV_y3niU

Największy flecista, Hariprasad Chaurasia, uczeń Annapurny Devi, gra swoją ulubioną ragę Durgę, poświęconą Durdze (albo raczej, w świetle hinduizmu "tożsamą" z boginią)

www.youtub(*)33AF53C9213&index=0&playnext=1

Wielki Nikhil Banerjee, główny rywal Raviego Shankara na sitarowym podwórku. Podobnie jak u nas w czasach Mozarta, w Indiach każdy wielki wykonawca jest też wielkim kompozytorem. Obydwaj sitarija byli jednymi z największych kompozytorów indyjskich

www.youtube.com/watch?v=9mZX8zXZzCs

I wreszcie wnuk Allauddina i syn Ali Akbara, Ashish Khan, obecnie największy przedstawiciel pokolenia 60 latków. Gra z jednym największych tablistów - Zakirem Hussainem, który obok muzyki klasycznej eksperymentuje z najróżniejszymi tradycjami muzycznymi z całego świata.

www.youtub(*)?v=jlM1wosz16Q&feature=related

12-12-2009 15:20 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
Niech będzie tygrysica, kot to kot
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Kocica to kocica . Polecam ci muzyczne linki zamieszczone przeze mnie nieopodal .
12-12-2009 17:23 
 Ocena 1 na 1
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Myślę, że duży wpływ na problemy związane z brakiem mięsa ma dieta w dzieciństwie. Gdy w domu rodziców jadło się schabowe, organizm dorastał na takich, a nie innych zasadach. Nagła tego zmiana po wielu latach może być groźna (choć nie musi).
Nie wiem od czego to zależy ale myślę, że z tym człowiek się rodzi.
Mam dwóch synów. Jeden może żyć bez mięsa ( choć go je od czasu do czasu) a drugi mógłby samym mięsem. Tym co uważają , że zależy to od grupy krwi informuję, że mają taką samą O+. Było to widoczne od wczesnego dzieciństwa.
Starszy uwielbia mleko, sery i wszelkie przetwory mleczne, jajka, ziemniaki i chleb, młodszy nie trawi mleka i przetworów mlecznych, jajka toleruje od czasu do czasu, jarzyny i owoce w bardzo ograniczonych ilościach. Mięso może jeść w każdej postaci.
Żywiłam ich jednakowo. Na talerzach dostawali to samo.
Więc chyba nie nawyki z dzieciństwa a potrzeby organizmu decydują co jedzą.
11-12-2009 12:30 
 Ocena 1 na 1
Kali (195 punktów)
(zablokowany)
>Celowo posłużyłem się stereotypem, żeby wyolbrzymić pewną kwestię. Widziałaś pracownika budowlanego, elektromontera, drwala wegetarianina? Chłopa 100 kilo i metro osiemdziesiąt, który nie jada mięsa? Kogoś kto pracuje przez 12 godzin dziennie w lesie, w deszczu, śniegu albo w 40 stopniowym upale, i unika schabowego? Bo ja nie. Niektórzy sobie mogą pozwolić na niejedzenie mięsa, inni po prostu są drapieżcami i nie mogą bez niego funkcjonować. Nikt nie zabrania wegetarianom nie jeść mięsa, ale jak jakiś wegetarianin mi zabronić zjeść schabowego, bo jest z biednej świnki, to ja zjem wegetarianina. Nie będę miał rozterek moralnych. Wilk też nie dyskutuje z niższymi szczeblami swojego łańcucha pokarmowego.

Ale znęcać nad zwierzętami się nie można.
Jeśli chodzi o trenujących ciężko fizycznie wegetarian, to są tacy.
I niech nikt mi nie mówi, że mięso ze śiwni, w która sa łądowane różne hormony czy naboliki, jest czyms zdrowym.
Nawet dzik upolowany przez myśliwego, tez wcześniej najdał sie kukurydzy, która była pryskana chemikaliami.
Żeby nie być goosłownym , jesli chodzi o cięzko trenujących wegetarian, to na przykład jogini.
Taki BKS IYengar, koleś ma 90 lat, nigdy nie jadł mięsa, oj chciałbym być w jego wieku w takiej formie fizycznej jak on.
11-12-2009 13:11 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Nawet dzik upolowany przez myśliwego, tez wcześniej najdał sie kukurydzy, która była pryskana chemikaliami.
   Czyli jedzenie samej kukurydzy z chemikaliami jest zdrowsze?

P.S. Funkcja "Podgląd" już działa.
10-12-2009 22:56 
 Ocena 4 na 6
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Jestem sporym facetem, prawie 90 kilo wagi, ponad 180 wzrostu (...)Jakoś nie spotkałem wegetarianina, który byłby przynajmniej mojej postury i wykonywał pracę wymagającą intensywnego wysiłku
>Ja spotkałam.
>>Te 4000 kilokalorii to trochę spora jak na ogórki i pomidory.
>Uwielbiam te stereotypy Bo to przecież oczywiste, że wegetarianie jedzą tylko ogórki i pomidory, a w porywach kulinarnej fantazji surowego pora owiniętego w liść sałaty

Wszyscy wegetarianie których znam są zgorzkniali i jacyś tacy smutni.
To całkowicie subiektywna opinia, ale nie znam innych.
Nie znam żadnego pogodnego, jowialnego faceta który jest wege.

Dziewczyny to jeszcze jakoś się trzymają, ale faceci są tacy smętni, markotni i jakby im poczucie humoru odeszło razem z białkiem zwierzęcym z diety.
Nie wierzę, że większości wege nie cieknie ślinka na zapach pieczonej karkówki.

Te wszystkie pasztety sojowe, parówki, klopsy, zrazy to przecież tęsknota za mięsem.
Ostatnio o mały włos nie nabrałam się na konserwę sojową (lubię czasem zjeść mielonkę, eh... smaki z kolonii). "Gulasz Angielski" i tylko pod spodem małymi literkami "sojowy".

Przeglądam różne fora o gotowaniu i co rusz widzę porady, jak zrobić z granulatu sojowego coś co będzie "całkiem jak kabab" albo "zupełnie nie do odróżnienia od gulaszu".
Tęsknota za mięsem na pewno psuje humor.


"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
11-12-2009 01:30 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Tęsknota za mięsem na pewno psuje humor.

Wiesz, w gruncie rzeczy odkrywasz Amerykę.

Ale tak poza tym, świadomość cierpień jakie przeżyło mięso psuje humor bardziej.
11-12-2009 01:37 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)

>Ale tak poza tym, świadomość cierpień jakie przeżyło mięso psuje humor bardziej.

Pewnie w przyszłości, mięso (tkanka mięśniowa) będzie hodowane, że się tak wyrażę, bez "użycia" zwierząt. Wtedy dylematy dotyczące cierpienia zostaną zażegnane i mięso będzie można jeść z czystym sumieniem. A gdyby tak jeszcze udałoby się uczynić je mniej szkodliwym dla zdrowia spożywającego...


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To jest świetne rozwiązanie. Też nieraz o tym myślałem. Całkiem możliwe, że w przyszłości tak właśnie będzie.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Patrz i podziwiaj . Nie umieram z rozpaczy, a mięska nie jem.
10-12-2009 23:24 
 Ocena 5 na 5
Godlewski (249 punktów)
>Nie jestem dietetykiem, ale jedno wiem. Jestem sporym facetem, prawie 90 kilo wagi, ponad 180 wzrostu. I wiem, że jak nie zjem mięsa, to zwyczajnie brakuje mi energii.

Jestem 106 kilogramowym facetem o wzroście 189cm. Też pracowałem na budowie swojego, teraz pracuje gdzieś gdzie też często jest potrzebna siła fizyczna a mięsa nie jem i nie brakuje mi energii bardziej niż przeciętnemu mięsożercu. 4000 kalorii? Pfu! bardzo łatwo i przyjemnie można je sobie zapewnic. Fasola groch różne gatunki i sposoby przyrządzania, kasze, warzywa owoce grzyby zboza, w moim przypadku jeszcze jajka. są w stanie zapewnic mi wszystkie substancje odżywcze i kalorie.

Rozumiem problemy z odstawieniem jedzenia mięsa. Jakby rodzice wmawiali dziecku od maleńkosci że jak codziennie nie zjedzą tik-taka to będą chorowac i umrą to po odstawieniu ich człowiek z całą pewnością będzie się źle czuc.

Zapomniałem jeszcze dodac, że białko jest skłądnikiem budulcowym, to węglowodany dają energię.
Michał Żelazny (1528 punktów)
>Rozumiem problemy z odstawieniem jedzenia mięsa. Jakby rodzice wmawiali dziecku od maleńkosci że jak codziennie nie zjedzą tik-taka to będą chorowac i umrą to po odstawieniu ich człowiek z całą pewnością będzie się źle czuc.

Trochę nietrafione porównanie, nie sądzisz? Jednak "jakieś" znaczenie w diecie to mięso ma, czego o tiktakach powiedzieć nie można.
11-12-2009 01:20 
 Ocena 1 na 1
Godlewski (249 punktów)
Oczywiście, że ma znaczenie w diecie... jak kawa papierosy, słodycze. Są to rzeczy które mają realne oddziaływanie na organizm, ale nie należy do najzdrowszych i niezbędnych.

W tym porównaniu bardziej chodziło mi o zjawisko psychicznego przywiązania do jedzenia potraw mięsnych, a nie koniecznie fizjologiczne.
11-12-2009 09:11 
 Ocena 1 na 1
Michał Żelazny (1528 punktów)
>Oczywiście, że ma znaczenie w diecie... jak kawa papierosy, słodycze. Są to rzeczy które mają realne oddziaływanie na organizm, ale nie należy do najzdrowszych i niezbędnych.

Jakieś badania na podstawie których twierdzisz, że mięso ma takie samo znaczenie jak papierosy?

>W tym porównaniu bardziej chodziło mi o zjawisko psychicznego przywiązania do jedzenia potraw mięsnych, a nie koniecznie fizjologiczne.

Dlaczego odniosłem wrażenie, że traktujesz mnie jak dziecko we mgle, tylko dlatego, że nie doznałem oświecenia i nie zostawiłem w spokoju biednych świnek i krówek?
12-12-2009 13:14 
 Ocena-1 na 1
Godlewski (249 punktów)

>Jakieś badania na podstawie których twierdzisz, że mięso ma takie samo znaczenie jak papierosy?

Wegetarianie żyją dłużej wkleiłbym linka, ale coś się psuje przy wstawianiu postów, w USA ludzie, którzy nie jedzą mięsa dostają zniżki przy ubezpieczaniu się tak samo jak osoby niepalące. Osoby spożywające czerwone mięso są bardziej narażone na choroby układu krążenie i nowotwory. Jest robionych dużo badań, wystarczy trochę poszukać. Oczywiście większość osób powie, że zostały spreparowane przez złych wegetarian, ale te osoby niech nie śmią nawet nazywać się racjonalistami.

>Dlaczego odniosłem wrażenie, że traktujesz mnie jak dziecko we mgle, tylko dlatego, że nie doznałem oświecenia i nie zostawiłem w spokoju biednych świnek i krówek?
Naprawdę nie miałem takiej intencji. Jeśli tak to odebrałeś to przepraszam chciałem tylko przedstawić inny punkt widzenia.
11-12-2009 16:24 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
> 4000 kalorii? Pfu! bardzo łatwo i przyjemnie można je sobie zapewnic [...] warzywa owoce grzyby zboza [...] są w stanie zapewnic mi wszystkie substancje odżywcze i kalorie.
   Ale czy zapewniają?
   No i kto ma czas codziennie obierać 8kg ziemniaków?
11-12-2009 20:54 
 Ocena 1 na 1
Zyga (1539 punktów)
>No i kto ma czas codziennie obierać 8kg ziemniaków?

Żart bardzo mi się podoba
Niestety wiele osób tak właśnie postrzega niejedzenie mięsa "Stary to co Ty codziennie jesz? frytki?"
11-12-2009 21:38 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>No i kto ma czas codziennie obierać 8kg ziemniaków?

>... "Stary to co Ty codziennie jesz? frytki?"
   To jeszcze trzeba te kartofle na frytki pochlastać?
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>na piramidę żywienia , mięso jest na szczycie
Jest energetycznie najwydajniejsze, stąd najmniej go potrzeba.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
10-12-2009 22:43 
 Ocena 3 na 3
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>Z tego co wiem nasze geny są w 98% takie same jak u szympansów. A one są roślinożerne, choć zdarza się, że czasami polują na zwierzęta (ale nie jest to ich podstawowe pożywienie!).
Można wziąć też pod uwagę geny świni, która źre wszystko
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Masz rację. Człowiek może nie jeść mięsa bez żadnych efektów ubocznych. Zwłaszcza gdy spożywa pochodne mleka. Najlepszym sposobem na natychmiastowe pozyskanie energii są cukry proste. Zjedzenie dużej ilości tłuszczu zwierzęcego raczej osłabia na czas trawienia.
11-12-2009 09:17 
 Ocena 2 na 2
kognitywista (3391 punktów)
>Masz rację. Człowiek może nie jeść mięsa bez żadnych efektów ubocznych. Zwłaszcza gdy spożywa pochodne mleka. Najlepszym sposobem na natychmiastowe pozyskanie energii są cukry proste. Zjedzenie dużej ilości tłuszczu zwierzęcego raczej osłabia na czas trawienia.

Ależ nic podobnego ! I takie są właśnie podstawy pseudonaukowe "teorii" uzasadniających fizjologiczny charakter wegetarianizmu.
Pochodne mleka mają zastąpić mięso ? Mięso jest głównym źródłem żelaza łatwo przyswajalnego a nabiał nie zawiera żelaza prawie wcale. Jest też źródłem tzm. aminokwasów niezbędnych, których organizm człowieka nie potrafi syntetyzować oraz niektórych witamin z grupy B.
12-12-2009 17:53 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)
Muszę się nie zgodzić.Kilkakrotnie, ze względów ideowych próbowałam diety wegetariańskiej-wytrzymałam najdłużej trzy miesiące.Miałam kłopot ze stawami, nie jest to tylko kwestia bolesności( chory kręgosłup szyjny) Kończyło się tym, że z zamkniętymi oczami(brzydzę się)jadłam salceson.Wywary z pręgi wołowej lub ogona w postaci zupy są niezłe.Ja po prostu muszę jeść kolagen.Teraz żywię się prawie wegetariańsko- kupuję tylko dla siebie, dużo warzyw, owoców, tylko ciemne pieczywo, nabiał.Duńskie wędliny mniej kolagenu zawierają.Niby odżywiam się zdrowo, ale odzywa się kręgosłup, inne stawy też.Chyba kupię kurczaka i zjem ze skórą(brr)
Na diecie wegetariańskiej kiepsko się czuje, Próbowałam różnych diet- jedynie dobrze dział na mnie dieta Kwaśniewskiego- tłuszcz jako zródło energii.Co ciekawe, działa błyskawicznie- poprawa samopoczucia od pierwszego dnia.Drętwienie rąk, nerwobóle, zawroty głowy też zmniejszają się od razu, raczej na skutek poprawy działalności układu nerwowego.Zmiany w stawach cofają się wolniej, ale po miesiącu właściwie jest po kłopocie.Działanie tej diety przypomina trochę działanie sterydów-podobne samopoczucie, mnóstwo energii, szybka poprawa stanu zdrowia.Bez efektów ujemnych towarzyszącym sterydom. W ogóle się nie odczuwa głodu- można jeść raz dziennie.Chyba zaczną ją stosować, jak tylko się lepiej urządzę-nie bardzo można dostać gotowe produkty, na gotowanie nie mam czasu.
11-12-2009 12:23 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Zobaczcie na piramidę żywienia , mięso jest na szczycie


   No właśnie - mięso jest na szczycie pokarmowym i człowiek dzięki jedzeniu mięsa (między innymi) też na ten szczyt wlazł, więc jaki sens w powrocie do życia w norach, jak starożytne mamuty?

   Propagowanie wegetarianizmu to zwykły festiwal zakłamania na bazie perturbacji emocjonalnych i tyle.
Degre (752 punktów)
To,czy powinniśmy jeść więcej mięsa czy warzyw(oraz zbóż..roślin ogólnie) zależy od grupy krwi.
"Myśliwi"od samych zbóż najlepiej się czuć nie będą,a "rolnicy" od samego mięsa nam zdziczeją jeszcze
10-12-2009 20:46 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>To,czy powinniśmy jeść więcej mięsa czy warzyw(oraz zbóż..roślin ogólnie) zależy od grupy krwi.

Ta teoria ma hmmm... powiedzmy to dyplomatycznie- dość słabą podbudowę naukową.
10-12-2009 23:26 
 Ocena 3 na 3
Godlewski (249 punktów)
>>To,czy powinniśmy jeść więcej mięsa czy warzyw(oraz zbóż..roślin ogólnie) zależy od grupy krwi.
>Ta teoria ma hmmm... powiedzmy to dyplomatycznie- dość słabą podbudowę naukową.

powiedzmy wprost - nie ma żadnej.
10-12-2009 23:39 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>>>To,czy powinniśmy jeść więcej mięsa czy warzyw(oraz zbóż..roślin ogólnie) zależy od grupy krwi.
>>Ta teoria ma hmmm... powiedzmy to dyplomatycznie- dość słabą podbudowę naukową.
>powiedzmy wprost - nie ma żadnej.

Ech, a ja tak subtelnie i dyplomatycznie chciałam
Degre (752 punktów)
Hmmm
No ale po coś ta grupa krwi jest chyba?
Wątpię,żeby zmieniła się od tak sobie -bo miała taki kaprys
Możecie mnie uświadomić ??
12-12-2009 18:25 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>No ale po coś ta grupa krwi jest chyba?
>Możecie mnie uświadomić ??

   Grupa krwi została wymyślona dla wewnętrznych procedur w szpitalach - służy do odróżnienia, któremu pacjentowi robimy dziś transfuzję.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W Indiach spora grupa osób nie spożywa mięsa z dziada pradziada, od dzieciństwa. Ich dieta zawiera jednak mnóstwo produktów mlecznych. Wskazuje to na to, że wegetarianizm nie jest zagrożeniem dla życia człowieka od jego początku. Natomiast weganizmu w przypadku noworodków nie jestem sobie w stanie wyobrazić, gdyż przecież mleko matki nie jest pochodzenia roślinnego ...

Dodam, że wegetarianizm nie musi się wiązać z wahadłami Ozyrysa, czy innymi tego typu bzdurami. Ja jestem wegetarianinem z uwagi na dręczenie zwierząt podczas masowej ich hodowli. Gdyby żyły na normalnych wybiegach, jadłbym je bez mrugnięcia okiem. W końcu tygrys nie rozważa problemów wegetarianizmu w trakcie polowania...
11-12-2009 02:45 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)

>Dodam, że wegetarianizm nie musi się wiązać z wahadłami Ozyrysa, czy innymi tego typu bzdurami. Ja jestem wegetarianinem z uwagi na dręczenie zwierząt podczas masowej ich hodowli. Gdyby żyły na normalnych wybiegach, jadłbym je bez mrugnięcia okiem. W końcu tygrys nie rozważa problemów wegetarianizmu w trakcie polowania...

Jeśli przyjmiemy, że 10% zwierząt hodowlanych ma wybiegi i te inne luksusy, to znaczy, że wg. twojej ideologii powinieneś jeść mięso raz na dziesiątek
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Od razu ideologia... Czy to, że nie chwytam od razu za widelec oznacza, żem przywódcą rewolucji ? Pozatym coś w tym jest, ale obawiam się, że 10% to zbyt optymistyczna liczba... A te 0,1% - 1% mięsa to zjadam choćby w ciastkach nic o tym nie wiedząc. Albo w pastylkach .
11-12-2009 09:33 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>W Indiach spora grupa osób nie spożywa mięsa z dziada pradziada, od dzieciństwa. Ich dieta zawiera jednak mnóstwo produktów mlecznych. Wskazuje to na to, że wegetarianizm nie jest zagrożeniem dla życia człowieka od jego początku.

Spotkałem się też z analogicznymi argumentami odnośnie zasad higieny. Po co ich przestrzegać skoro w Indiach tłumy ludzi taplają się (w Gangesie) we własnych odchodach i piją wodę z naturalnej trupiarni ...
I właśnie dlatego Indie są jedną z głównych światowych wylęgarni chorób zakaźnych.
To tam także spotkamy np. nieznaną w Europie chorobę Beri-Beri będącą wynikiem skrajnego niedoboru witaminy B1 - efekt diety bezmięsnej. Oczywiście witamina ta (tiamina) występuje także w niektórych roślinach, ale nie zawsze są one dostępne.
A więc strzał w piętę ...
11-12-2009 12:15 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dieta mięsna też ma swoje choroby. Na przykład pasożyty, które nabywa się spożywając mięso. Jeśli chodzi o składniki, to mięso zwiększa podatność na raka, a także skłonności miażdżycowe. Każda dieta jest niezdrowa... Jeśli chodzi o higienę w Indiach to biedny kraj, ale ludzie starają się być czyści. Gdy jedzie się autobusem w Delhi, nie czuć wcale smrodu, który często zdarza mi się czuć we wrocławskim tramwaju. Możliwe, że dużo mniejsze spożycie alkoholu w Indiach na to wpływa.
Kali (195 punktów)
(zablokowany)
>Dieta mięsna też ma swoje choroby. Na przykład pasożyty, które nabywa się spożywając mięso. Jeśli chodzi o składniki, to mięso zwiększa podatność na raka, a także skłonności miażdżycowe. Każda dieta jest niezdrowa... Jeśli chodzi o higienę w Indiach to biedny kraj, ale ludzie starają się być czyści. Gdy jedzie się autobusem w Delhi, nie czuć wcale smrodu, który często zdarza mi się czuć we wrocławskim tramwaju. Możliwe, że dużo mniejsze spożycie alkoholu w Indiach na to wpływa.

Oczywiście, że ma swoje choroby, szczególnie te świnie które dostają różna świnstwa sztuczne na przyrost masy, kurczaki karmione hormonami

A dziczyznę czasem zjesz? Kaczka ustrzelona z zaskoczenia czy baznt, sarna? A są smaczne..
Pozdrawiam
11-12-2009 13:26 
 Ocena 3 na 3
kognitywista (3391 punktów)
>Dieta mięsna też ma swoje choroby. Na przykład pasożyty, które nabywa się spożywając mięso. Jeśli chodzi o składniki, to mięso zwiększa podatność na raka, a także skłonności miażdżycowe. Każda dieta jest niezdrowa...

Ależ chodzi o zdrowy rozsądek i racjonalność. Nikt tu nie zaleca obżerania się mięsem. Należy jeść z umiarem, wybierać chude produkty, ryby, badać weterynaryjnie itd ... Natomiast podejście totalistyczne rzadko jest racjonalne.
Ja nigdzie nie piszę, że nie przekonują mnie emocjonalne argumenty wegetarian. Bardzo mnie przekonują, ale jest to ideologia a ideologii nie wolno zaszczepiać dzieciom, zgodnie z mądrym zaleceniem Richarda Dawkinsa. Bo jeśli ma to dotyczyć wyłącznie ideologii religijnej, to jest to zwykły antyklerykalizm ... a mam nadzieję, że jednak coś więcej ...
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Można być wegetarianinem od dziecka i czuć się zdrowo. Nie ma w tym żadnej ideologii totalitarnej. Po prostu niechęć do masowej produkcji mięsa. Gdybym polował na sarny, które przerosły swój las, zjadłbym oczywiście owoce moich łowów. Z przyjemnością. Ale kiepsko strzelam.
Godlewski (249 punktów)
... Natomiast podejście totalistyczne rzadko jest racjonalne.
>Ja nigdzie nie piszę, że nie przekonują mnie emocjonalne argumenty wegetarian. Bardzo mnie przekonują, ale jest to ideologia a ideologii nie wolno zaszczepiać dzieciom, zgodnie z mądrym zaleceniem Richarda Dawkinsa. Bo jeśli ma to dotyczyć wyłącznie ideologii religijnej, to jest to zwykły antyklerykalizm ... a mam nadzieję, że jednak coś więcej ...

Co wg Ciebie nie jest ideologią? Jeśli postanowiłem unikać zabijania to ideologia? Jeśli postanowiłem ubierać się w czerwone i czarne kolory to też ideologia? Jeśli wolę by nie śmiecono na ulicach to znaczy, że poddaje się jakiejś ekologiczno-estetycznej ideologii? A może Błogosławiony Richard Dawkins ma decydować arbitralnie co jest ideologią, a co nie?
Jest nie do uniknięcia przekazywanie pewnego sposobu życia dzieciom. Jeśli rodzice przekażą nakaz krytycznego myślenia i niewiara w rzeczy, których nie można udowodnić, to i tak będzie arbitralna wizja rzeczywistości, która nieodmiennie będzie dla wielu ideologią. Albo jeszcze lepiej, gdy rodzic powie dziecku by nie piło zawartości butelki z czaszką na etykiecie, to takie dziecko odpowie: Ale tato czemu wmawiasz mi jakąś ideologię
Kurczewski (2471 punktów)
Wydaje mi się czy klimat w Indiach jest odrobinę nieco bardziej sprzyjający niż w Norwegii ? Zdobycie kalorii na ogrzanie organizmu musi być dość trudne bez produktów wysokoenergetycznych jak choćby tłuszcze (zastrzegam- jestem prostym człowiekiem i nie przeprowadzałem bilansów).

erka.ovh.org/
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardziej chodzi o to, na ile w danym klimacie rosną zimą jadalne rośliny. Lecz dziś, przy tak rozwiniętym rynku, nie jest to szczególny problem. Cukry też dodają energii, co najwyżej trzeba je jeść częściej i w mniejszej ilości od potraw z dużą ilością tłuszczów. Pozatym, gdy się je mleko i nabiał nie ma problemu, przecież masło to jedna z bardziej tłustych rzeczy w jadłospisie. Hindusi mają masło podwójnie rafinowane, które nazywają ghee i dodają do bardzo wielu potraw. Jest ono jeszcze tłustsze od naszego.
Kurczewski (2471 punktów)
Mogę się mylić ale nabiał i weganizm z tytułowego postu chyba nie bardzo do siebie przystają ? Co do jedzenia cukrów w dużych ilościach- nie niesie to ze sobą pewnych... problemów zdrowotnych ?

No i wracamy do kwestii rozwiniętych rynków- wegetarianizm jest o wiele częściej modą czy kaprysem bogatych niż dietą "normalną" i pożądaną przez ogół populacji.

erka.ovh.org/
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W biednych krajach mięso jest droższe od pokarmów roślinnych. Jeszcze 100 - 200 lat temu większość mieszkańców Europy praktycznie nie jadła mięsa, gdyż było za drogie, a za upolowanie czegoś w lesie groziła kara śmierci. Oczywiście, masz rację - weganizm a wegetarianizm to dwie różne rzeczy. Człowiek nie może być całe życie weganinem, gdyż spożywa w pewnym okresie mleko swej matki.
Kurczewski (2471 punktów)
Odwoływanie się do historii to kiepski pomysł- wystarczy cofnąć się odpowiednio wcześnie i dojdziemy do momentu kiedy mięso było jednym z najbardziej pożądanych i wartościowych elementów diety. Owych 100 czy 200 lat temu nijak nie było inaczej. Znajdując się w komfortowych warunkach, z zapleczem logistycznym, technologicznym i czort wie jakim możemy sobie kaprysić "ok, od jutra nie jem mięsa bo to i tamto, nie dawajcie mi tych kanapek z szynką, są ideologicznie wstrętne". Człowiek który jest po prostu głodny (naprawdę głodny a nie 6 godzin po posiłku) na tego rodzaju rozważania puknie się w czoło. Kaprysimy z dobrobytu.

O ile rozumiem Twój argument "z uczucia" (mogę go nie podzielać ale mam dość empatii żeby wiedzieć o co chodzi), o tyle uzasadnienia zdrowotne czy historyczne nijak nie trafiają mi do przekonania bo są co najwyżej uzasadnianiem twierdzenia że przy odpowiedniej ilości zabiegów roślinami można zastąpić dietę w której skład wchodzą produkty odzwierzęce. Pewnie można- gdyby się postarać pewnie da się żyć też i na odpowiednio przygotowanych kroplówkach. Główne pytanie to "po co". Tak, czysto teoretycznie możemy zrezygnować z jedzenia zwierząt. Ich pogłowie zmniejszy się wówczas drastycznie bo przestaną być potrzebne. Czy z punktu widzenia tych - de facto- wykorzystywanych gatunków to dobrze czy źle ?

erka.ovh.org/
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Pisałem już o tym w innym miejscu. Z mojego punktu widzenia chodzi tylko i wyłącznie o przemysłową "produkcję mięsa". Gdyby ponad 51% zwierząt pochodziło z hodowli wybiegowej, jadłbym je. Nie sądzę, aby jakość diety wegetariańskiej była gorsza od diety z mięsem, nie sądzę też, że jest lepsza. Obydwie są, moim zdaniem, potencjalnie zdrowe. Jeśli chodzi o dietę wegańską, u małych dzieci może być ryzykowna, zaś w przypadku dorosłych droga. Zastąpienie taniego białka odmlecznego białkiem roślinnym w zimie nie zawsze jest tanie. Trzeba być też świetnym kucharzem, bo tofu (ser sojowy) bez odpowiedniej obróbki jest moim zdaniem okropny w smaku. Dobrze przyrządzony potrafi być znakomity, ale ja na przykład nie potrafię tego dokonać (dochodzi też czas potrzebny na powyższe).
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Liberalizm i wolność oznacza jedno jak mawiają niektórzy: nie można zabraniać być ludziom idiotami. Wychodząc z tego założenia i z jeszcze jednego, że dziecko jest własnością rodzica, to nawet jeśli rodzic wpaja swojemu dziecku coś mało racjonalnego ma do tego prawo.

Zresztą czy np religia w szkole jest czymś korzystnym dla dzieci ? Jest to jawne usankcjonowane przez państwo robienie z dzieciaków idiotów. Do czego zmierzam. Otóż nie może być tak iż ktoś uzna, że źle czynie dziecku i ma mi tego zabraniać. Bo jakie ma do tego prawo. Państwo nie zawsze ma racje, a nawet prawie zawsze jej nie ma. Śliska to jest tematyka ale jestem za jak najmniejszym wpływem kogokolwiek na kogokolwiek.

Jak to określiłeś "siła zdrowego rozsądku", pytanie tylko kto sobie uzurpuje tę siłę zdrowego rozsądku. Jak zdążyłeś zauważyć większość nie ma żadnej siły rozsądku, wystarczy spojrzeć kogo sobie wybiera większość na rządzących.

Jeżeli dzieciak wcina roślinki nie pod przymusem, to co w tym złego. Gorzej jakby musiał jeść np wieprzowinę pod przymusem i karać za jej nie zjedzenie. Idąc tropem Twojego rozumowania, każde dziecko wysyłane pod przymusem do kościoła ( a sam byłem w dzieciństwie wysyłany, co prawda szedłem sobie na wagary ale to inna historia) i wpajanie dziecku idei boga, powinno kończyć się jakąś interwencją. A się nie kończy.
11-12-2009 13:39 
 Ocena 2 na 2
kognitywista (3391 punktów)
>Jeżeli dzieciak wcina roślinki nie pod przymusem, to co w tym złego. Gorzej jakby musiał jeść np wieprzowinę pod przymusem i karać za jej nie zjedzenie.

Dieta zdrowa, to dieta w miarę zróżnicowana. Upierać się, że wegetariańska jest po prostu innym wariantem zdrowej, to tak, jak upierać się, że homeopatia jest innym wariantem skutecznego leczenia. Rosnący organizm dziecka ma ogromne zapotrzebowanie na żelazo, którego najlepiej przyswajalnym źródłem dla człowieka jest mięso. A rozliczne "wegedzieciaki" lądują w moim gabinecie lekarskim z anemią. Czasem mam ochotę złapać za słuchawkę telefonu, analogicznie jak to robimy w przypadku stwierdzenia objawów przemocy domowej ... albo zaniedbań rodzicielskich ... a tu jeszcze podłożem problemu jest ideologia rodziców. Dla mnie, racjonalisty, jest to wyjątkowo wstrętne, bo uważam, że powinniśmy zwalczać wszelkie ideologie jako zalążek działań nieracjonalnych. Chyba, że mamy zwalczać te "niesłuszne" czyli religijne a popierać te "słuszne", zwłaszcza lewackie bo lewacy uwielbiają wszelakie ideologie ...
11-12-2009 17:30 
 Ocena 1 na 1
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Jakoś nie odniosłeś się wcale do szkodliwego dla młodego umysłu wpierania ciemnoty na religii, co jest zjawiskiem masowym. Czyżby jakaś ideologia. Jakoś nie słyszy się o umierających wegetarianach. Nie to żebym był fanem tego zjawiska, co do diety jestem absolutnie zgodny z Twoim stanowiskiem. Jest tylko jedno małe ale, w przeciwieństwie do Ciebie ja nie zabraniam ludziom być idiotami. Ich dzieci ich sprawa co te dzieci będą jadły, czego się uczyły lub nie uczyły.

11-12-2009 18:32 
 Ocena 1 na 3
liliac (147340 punktów)
>Jakoś nie odniosłeś się wcale do szkodliwego dla młodego umysłu wpierania ciemnoty na religii, co jest zjawiskiem masowym. Czyżby jakaś ideologia. Jakoś nie słyszy się o umierających wegetarianach. Nie to żebym był fanem tego zjawiska, co do diety jestem absolutnie zgodny z Twoim stanowiskiem. Jest tylko jedno małe ale, w przeciwieństwie do Ciebie ja nie zabraniam ludziom być idiotami. Ich dzieci ich sprawa co te dzieci będą jadły, czego się uczyły lub nie uczyły.
>

I tu masz w większości rację- z jednym małym "ale"- czy naprawdę uważasz dziecko za własność rodzica? Bo przecież jeśli tak, to przyznajesz rzeczonemu rodzicowi pełną dowolność w rozporządzaniu swoimi rzeczami- można takiego dzieciaka utłuc, jeśli nie słucha? Można zagłodzić na śmierć? Gdzie postawisz granicę?
11-12-2009 18:52 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Taki mądraliński to aż nie jestem aby stawiać granicę. Nie wiem gdzie leży ta granica. Z pewnością granica jakaś jest ale tak cienka, że nie mam odwagi jej postawić. Nie dlatego, że się boję ale złożoność przypadków życiowych jest tak ogromna, iż nie czuję się kompetentny aby decydować o czyiś losach.
11-12-2009 18:55 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>Taki mądraliński to aż nie jestem aby stawiać granicę. Nie wiem gdzie leży ta granica. Z pewnością granica jakaś jest ale tak cienka, że nie mam odwagi jej postawić. Nie dlatego, że się boję ale złożoność przypadków życiowych jest tak ogromna, iż nie czuję się kompetentny aby decydować o czyiś losach.

Masz rację . Ingerencja państwa często przynosi bardziej opłakane skutki , niż sam powód, dla którego została podjęta ... Ale to juz temat na inną dyskusję: "Państwo liberalne czy totalitarne ?"
11-12-2009 18:52 
 Ocena 1 na 1
kognitywista (3391 punktów)
>Jakoś nie odniosłeś się wcale do szkodliwego dla młodego umysłu wpierania ciemnoty na religii, co jest zjawiskiem masowym. Czyżby jakaś ideologia. Jakoś nie słyszy się o umierających wegetarianach. Nie to żebym był fanem tego zjawiska, co do diety jestem absolutnie zgodny z Twoim stanowiskiem. Jest tylko jedno małe ale, w przeciwieństwie do Ciebie ja nie zabraniam ludziom być idiotami. Ich dzieci ich sprawa co te dzieci będą jadły, czego się uczyły lub nie uczyły.

Zgadzam się z Tobą pod każdym względem.
Primo: indoktrynacji religijnej dzieci nie popieram
Secundo: jako liberał także uważam, że jednak głównie rodzice powinni odpowiadać za swoje dzieci (interwencja państwa tylko w skrajnych przypadkach) , natomiast chciałem poznać zdanie na ten temat ludzi, którzy chętnie odbieraliby prawa rodzicielskie za złe warunki w domu, za indoktrynację religijną itp. , natomiast dla różnorakich lewicowych indoktrynacji robią dziwny wyjątek.
Kurczewski (2471 punktów)
"Popowiększali się i w dupach się poprzewracało".

Ciekaw jestem jak na te wszystkie postulaty zareagowaliby ludzie którzy nie mogą być pewni że następnego dnia będą mieli co jeść.

A co do kwestii postawionej przez autora: jeśli już jesteśmy darwinistami to to bądźmy konsekwentni i dajmy problemowi rozwiązać się na drodze doboru naturalnego. Jeśli rzeczywiście weganizm daje same korzyści- miodzio, za ileś tam lat będziemy mieć samych wegan. Jeśli nie- tak samo, wymrą z powodu niedoborów i chorób albo i nie, jeśli lekarz domowy zauważy nieprawidłowości w rozwoju i zwróci uwagę na to że coś jest nie tak i WTEDY jest pora do reagowania. Prewencyjne odbieranie praw rodzicielskich "bo karmił zielonym" wyjątkowo trudno uznać za posunięcie sensowne. Że niewinne dzieci ? Ano niewinne. Dobór naturalny oglądany z bliska nie zawsze jest ładny jak obrazki z biblii dla dzieci.

erka.ovh.org/
kognitywista (3391 punktów)
>Dobór naturalny oglądany z bliska nie zawsze jest ładny jak obrazki z biblii dla dzieci.

Mam pewien egzemplarz biblii dla dzieci. Na jednym z obrazków można zobaczyć, jak Dawid niesie nadzianą na włócznię odrąbaną głowę Goliata
Przepraszam, że nie na temat, ale tak mi się skojarzyło ....
pavvel (8272 punktów)
>>Dobór naturalny oglądany z bliska nie zawsze jest ładny jak obrazki z biblii dla dzieci.
>Mam pewien egzemplarz biblii dla dzieci. Na jednym z obrazków można zobaczyć, jak Dawid niesie nadzianą na włócznię odrąbaną głowę Goliata

A czy jest to ładnie narysowane?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Czy
>podpisałby się pod stwierdzeniem, że nie istnieją wegedzieciaki ?

Nie.

>Czy wygra racjonalizm ?

Tak.

Podstawą wiedzy ekologicznej jest piramida obrazująca liczebność (biomasę) organizmów w podziale na roślinożerców i drapieżniki. Każdy w miarę inteligentny człowiek, zdolny do racjonalnego myślenia, rozumie, że biomasa drapieżników to najwyżej kilka procent populacji ich ofiar. Kolejnym szczeblem są drapieżniki polujące na drapieżniki - ich liczebość to najwyżej kilka procent do kwadratu, czyli zupełnie już znikomy ułamek roślinożerców.

Z tego punktu widzenia bardzo wyraźnie widać, jak różnią się możliwości umysłowe ludzi - czy człowiek jedzący mięso zdaje sobie sprawę, że eksploatuje przyrodę kilkanaście razy intensywniej niż człowiek jedzący warzywa i owoce. Pisałem już o tym nie raz na tym forum, ale tego wątku nigdy za wiele, powtórzę więc raz jeszcze.

Nie ma prawa nazywać siebie "racjonalistą" człowiek, kóry nie rozumie tego najprostszego aspektu bilansu w przyrodzie - aby nakarmić mięsożerców, trzeba zaorać, obsiać i nawozić 10 razy więcej ziemi, niż żeby nakarmić roślinożerców. Rolnictwo paszowe jest jednym z największych absurdów naszej cywilizacji, jeszcze większym absurdem jest tylko rolnictwo biopaliwowe.

Ale ja jestem optymistą - wierzę, że wygra racjonalizm, że ludzie w końcu zrozumieją te proste obliczenie i dotrze do nich, że można odżywiać się smacznie, zdrowo i bez niszczenia przyrody.

Gdybym miał jakieś dziecko określić mianem "dziecko wegetariańskie", to bym użył tego określenia tylko w stosunku do dzieci najmądrzejszych - rozumiejących podstawy bilansu energetycznego w przyrodzie i wiedzących, że niepotrzebne rolnictwo i hodowla są działalnością niszczycielską.

A teraz zmienię nieco temat na zdrowie (też ju nie raz o tym pisałem, ale o tym nigdy za wiele). Czy zdrowy tryb życia jest objawem racjonalizmu? Moim zdaniem tak. Człowiek myślący rozumie związek między jakością życia (przyjemności, szczęście, satysfakcja), a zdrowiem. Kto zaniedbuje swój trening i odżywia sie niezdrowo, wydaje się, że nie może być nazwany "racjonalistą". Racjonalista ma pewną wiedzę naukową na temat jakości zjadanego jedzenia i świadomie dokonuje selekcji pod kątem oddziaływania na swoje zdrowie żywności, którą zjada.

Teraz podzielę sie osobistym moim doświadczeniem. Miałem w swoim życiu kilkuletni epizod bliskiego kontaktu ze środowiskiem wegetarian. Nie chcę tutaj uogólniać tych doświadczeń na wszystkich wegetarian, możliwe, że istnieją różne społeczności wegetarian, na różnym poziomie świadomości i religijności, ale środowisko, z kórym się zetknąłem, zbudowane jakby wokół czytelników czasopisma "Wegetariański Świat", to było środowisko ludzi wyjątkowo racjonalnie myślących. Ich podejście do jakości jedzenia, do różnorodności potraw i bogactwa różnych składników, ich wiedza na temat różnych zależności między różnymi witaminami i minerałami, zapotrzebowania na różne aminokwasy i różne kwasy tłuszczowe, jak które węglowodany są przyswajane, jakie alergie pokarmowe istnieją, jaka jest technologia wytwarzania różnych produktów żywnościowych, jak się fałszuje żywność... między tymi wegetarianami czułem się tak, jak laik między naukowcami. Ci wegetarianie mieli stałych współpracowników lekarzy, osobiście poznałem panią doktor alergolog pokarmowy, która doradzała im w układaniu zdrowej diety, wiem też o udziale innych lekarzy.

Obrazowe takie porównanie mi się nasuwa, że w porównaniu z wegetarianami cała reszta ludzi wydaje się bemyślną masą, rzucającą się na najgorsze żarcie, wierzącą w mity na temat odżywiania, równie idiotyczne jak dogmaty religijne. Masy te chorują na różne choroby wywołane złym odżywianiem: nadmiarem kalogii, nadmiarem mięsa, nadmiarem mleka, nadmiarem suplementów diety, niedoborami witamin i minerałów - chorują z głupoty i bezmyślności. Wegetarianie, których poznałem, nigdy nie dopuszczą do żadnego takiego zagrożenia, gdyż naturalnie zabezpieczają się ze wszystkich stron - przykładowo stosują wskazówki makrobiotyki na wszelki wypadek, gdyż zachowują zdrowy sceptycyzm wobec niepełnej naukowej wiedzy, jaka istnieje na temat dietetyki.

Kiedy tak sięgam pamięcią, to wydaje mi się, że wegeterianie byli pierwszymi racjonalistami z prawdziwego zdarzenia, z jakimi zetknąłem się w życiu. To ich podejście do życia, polegające na kierowaniu się rozumem, ciągłe pogłębianie wiedzy, nieustający sceptycyzm, ciągła aktywność współpracy i dzielenia się informacjami, odrzucanie mitów i stereotypów... wiem o tym, jak unkcjonuje wegetarianizm w Anglii - to kolejny szczebel wyżej w rozwoju świadomości ludzkiej - niezależne organizacje kontrolujące jakość żywności, specjalne systemy oznaczania produktów... angielskich wegetarian nie da się oszukać, są najlepiej zorganizowaną społecznością, najbardziej świadomą - jakby superaudytem całego społeczeństwa.

Zdaję sobie sprawę, że wielu wegetarian ma pobudki religijne, wierzą np. że zwierzęta mają duszę albo np. należą do bardziej ezoterycznych kultów hinduistycznych, które wegetarianizm wywodzą z wiary w reinkarnację czy inne głupstwa - tacy ludzie czasem popełniają błędy dietetyczne, a więc odżywiają się nieracjonalnie. Jednak jestem przekonany, że niezależnie od pobudek, większość wegetarian to elita wśród racjonalistów.

doku
12-12-2009 18:12 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Rolnictwo paszowe jest jednym z największych absurdów naszej cywilizacji, jeszcze większym absurdem jest tylko rolnictwo biopaliwowe.

   W takim ujęciu cała nasza cywilizacja powstała w wyniku absurdu, bo z tego co wiem, zaczynem cywilizacji była gospodarka rolniczo hodowlana.

>Ale ja jestem optymistą - wierzę, że wygra racjonalizm, że ludzie w końcu zrozumieją te proste obliczenie i dotrze do nich, że można odżywiać się smacznie, zdrowo i bez niszczenia przyrody.

   Ja też jestem optymistą i do tego niewierzącym, więc wiem, że smacznie, zdrowo i bez niszczenia przyrody, to owszem, można, ale nie żyć.

   Tylko wówczas nasunie się pytanie tak głupie, jak podstawowe: dla kogo będzie smacznie, że o "zdrowo" nie wspomnę?

>Ich podejście do jakości jedzenia, do różnorodności potraw i bogactwa różnych składników, ich wiedza na temat różnych zależności między różnymi witaminami i minerałami, zapotrzebowania na różne aminokwasy i różne kwasy tłuszczowe, jak które węglowodany są przyswajane, jakie alergie pokarmowe istnieją, jaka jest technologia wytwarzania różnych produktów żywnościowych, jak się fałszuje żywność... między tymi wegetarianami czułem się tak, jak laik między naukowcami. Ci wegetarianie mieli stałych współpracowników lekarzy, osobiście poznałem panią doktor alergolog pokarmowy, która doradzała im w układaniu zdrowej diety, wiem też o udziale innych lekarzy.

   Lepszego opisu religii wegetariańskiej dawno nie czytałem.
   Z lekarzami dietetykami, jako kapłanami diety.

   Jeśli ktoś żyje po to, żeby zdrowo jeść, to... na zdrowie i amen

>- to kolejny szczebel wyżej w rozwoju świadomości ludzkiej...

   Dla mnie to kolejny szczebel w piramidzie purnonsensu na temat zawartości cukru w cukrze, oraz na ile mój nos ma służyć tabakierze.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli ktoś żyje po to, żeby zdrowo jeść, to... na zdrowie i amen
>>- to kolejny szczebel wyżej w rozwoju świadomości ludzkiej...
>   Dla mnie to kolejny szczebel w piramidzie purnonsensu na temat zawartości cukru w cukrze, oraz na ile mój nos ma służyć tabakierze.

Przepraszam za tak długi post, widzę że trudno ogarnąć całość, więc zacytuję wybrany ważny jego fragment, a Ty popatrz, jak ma się do niego Twoja odpowiedź:

"Czy zdrowy tryb życia jest objawem racjonalizmu? Moim zdaniem tak. Człowiek myślący rozumie związek między jakością życia (przyjemności, szczęście, satysfakcja), a zdrowiem. Kto zaniedbuje swój trening i odżywia sie niezdrowo, wydaje się, że nie może być nazwany racjonalistą".

Tak, tak, kochaniutki, tabakiera dla nosa, zdrowie dla przyjemności.

doku
12-12-2009 20:09 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Przepraszam za tak długi post, widzę że trudno ogarnąć całość...
   Nie doceniasz mnie o co nie mam pretensji, ale napiszę tylko, że zupełnie nietrudno ogarnąć całość, co nie wyklucza zupełnie innego punktu widzenia, niż autorski.

>... więc zacytuję wybrany ważny jego fragment, a Ty popatrz, jak ma się do niego Twoja odpowiedź
   No, popatrzę se, jak ten nieuk sakramencki.

>"Czy zdrowy tryb życia jest objawem racjonalizmu? Moim zdaniem tak. Człowiek myślący rozumie związek między jakością życia (przyjemności, szczęście, satysfakcja), a zdrowiem. Kto zaniedbuje swój trening i odżywia sie niezdrowo, wydaje się, że nie może być nazwany racjonalistą".

   Se popatrzyłem kolejny raz, a teraz Ty sobie popatrz na moją odpowiedź, którą specjalnie spreparowałem uwzględniając Twoją możliwość percepcji (nie dziękuj), tylko przeczytaj uważnie, bo nie będę powtarzał:

   Wstęp.

   Coś się Dokowskiemu pozajączkowało, bo dla mnie frazesik "zdrowy tryb życia" zupełnie co innego znaczy, niż dla niego.

   Do rzeczy.

   Człowiek myślący rozumie związek między jakością życia (przyjemnościami, szczęściem, satysfakcją), a zdrowiem. Kto zaniedbuje swoją koherencję i odżywia się niezgodnie ze swoimi preferencjami smakowymi, będącymi źródłem szczęścia (jak seks) przy uwzględnieniu ew. przeciwwskazań lekarskich, czyli niezdrowo, ma iluzoryczne przesłanki do nazywania siebie racjonalistą.

   A kto swoje życie podporządkowuje zdrowemu odżywianiu i robi ze zwykłego jedzenia religię, ten też jest racjonalistą, ale inaczej.

   Puenta.

   Tak, tak, (już tego hiper-protekcjonalnego "kochaniutki" moja klawiatura- przy całym rozpasaniu dyletanckim- nie zmieliła) tabakiera dla nosa, więc zdrowie dla przyjemności, a nie za wszelką cenę.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>specjalnie spreparowałem uwzględniając Twoją możliwość percepcji (nie dziękuj)

Dziękuję, a co!?

> tabakiera dla nosa, więc zdrowie dla przyjemności, a nie za wszelką cenę.

I o to chodzi

doku
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>   W takim ujęciu cała nasza cywilizacja powstała w wyniku absurdu, bo z tego co wiem, zaczynem cywilizacji była gospodarka rolniczo hodowlana.

Popatrz na Australię i Aborygenów. Kilkanaście tysięcy lat temu Australia była kwitnącym bujną przyrodą kontynentem. Rolnicy zamienili ją w pustynię i niemal wymarli - przeżyli tylko ci, którzy powrócili do życia zgodnego z naturą. Czy wiedziałeś o tym, że Aborygeni są potomkami rolniczej cywilizacji, która wypaliła ogniem i wykarczowała cały kontynent, żeby doprowadzić się do upadku?

Ale spróbuj się skupić i zrozumieć - rolnictwo nie jest złem, złem jest hodowla zwierząt w celach spożywczych. Czy zrozumiałeś ten bilans 10:1? Rolnictwo jest niszczące wtedy, gdy musi zaspokoić głód zwierząt hodowanych na pokarm dla ludzi. Rolnictwo dla ludzi, sadownictwo i ogrodnictwo nie niszczą przyrody, gdyż wymagają 10 razy mniejszej powierzchni upraw.

10:1! Kto jeszcze ma czelność nazywać się człowiekim myślącym i zaprzeczać tej fundamentalnej dla ekologii prawdzie?

doku
12-12-2009 22:06 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Popatrz na Australię i Aborygenów. Kilkanaście tysięcy lat temu Australia była kwitnącym bujną przyrodą kontynentem. Rolnicy zamienili ją w pustynię i niemal wymarli - przeżyli tylko ci, którzy powrócili do życia zgodnego z naturą.
   I co? Boisz się, że się nie załapiesz do elity w jaskini?

>Czy wiedziałeś o tym, że Aborygeni są potomkami rolniczej cywilizacji, która wypaliła ogniem i wykarczowała cały kontynent, żeby doprowadzić się do upadku?

   Nie ma nic do rzeczy, wiedziałem, czy nie, ale jaki Ty widzisz związek, racjonalisto, między upadkiem cywilizacji, dla której wystruganie krzywego kija było epokowym wynalazkiem, a cywilizacją, która dysponuje energią atomową i technologiami zmieniającymi się z roku na rok z tendencją do zmian jeszcze szybszych?

>Ale spróbuj się skupić i zrozumieć - rolnictwo nie jest złem, złem jest hodowla zwierząt w celach spożywczych. Czy zrozumiałeś ten bilans 10:1? Rolnictwo jest niszczące wtedy, gdy musi zaspokoić głód zwierząt hodowanych na pokarm dla ludzi. Rolnictwo dla ludzi, sadownictwo i ogrodnictwo nie niszczą przyrody, gdyż wymagają 10 razy mniejszej powierzchni upraw.

   Przeczytałem ten Twój pacierz po raz enty i Teraz Ty się skup, bo nie będę powtarzał.

   Pytam, jak kogo mądrego: czy Ty nie widzisz dalej, niż własny, hipokryzją gatunkową zadarty nos?
   Czy Twój racjonalizm nie pozwala wyjść poza teraźniejszość przeniesioną jak relikwię w przyszłość?
   Czy myślisz, że za sto lat każdy człowiek będzie miał po siedem śmierdzących samochodów?

   Czy nie dostrzegasz przyrody, jako zjawiska ciągłego i dynamicznego (a mimo to, paradoksalnie, stałego) w dziejach Ziemi, i obejmującego wszystkie twory, gatunki w tym człowieka? I bez człowieka też?

   To człowiek jest dla przyrody, czy jest jej częścią i beneficjentem?

   Przecież dzieje Ziemi notowały rozkwit i wyginięcie dziesiątków tysięcy gatunków, więc dlaczego akurat Ty masz być tym wybranym?

   Jeśli martwisz się swoim losem za sto lat, to mnie nie rozśmieszaj, a jeśli martwisz się o swoje wnuki, to zrozum, że ja nie mam zamiaru teraz się umartwiać po to, by Twoje wnuki śmiały się ze mnie, że się niepotrzebnie skatowałem odjęciem ostatniego befsztyka od gęby.
   Bo za 80 lat sztuczną kiełbasę o smaku prawdziwszym od prawdziwej, bo już doprawioną, będzie można pędzić w piwnicy na zaczynie z DNA świni w roztworze majeranku i pieprzu z solą.
   Ja poproszę z czosnkiem.

   Jeśli natomiast płaczesz nad losem Ziemi za sto tysięcy lat, jak niektóre płaczki na tym forum, to już są objawy poważniejszego schorzenie, niż tylko ekologicznej religii.

>10:1! Kto jeszcze ma czelność nazywać się człowiekim myślącym i zaprzeczać tej fundamentalnej dla ekologii prawdzie?
   A co to dla Ciebie znaczy "ekologia"?

   Bo dla mnie słownikowa ekologia, to religia wymyślona przez pajaców dla zrównoważenia swoich małych fobii, przy pomocy rozwiązywania problemów specjalnie dla tej religii wydumanych i nazwanych globalnymi.
   To zajmowanie się klimatem bez znajomości podstawowych praw nim rządzących, na co wybitnie i jednoznacznie wskazują różnice zdań w tym względzie między prominentnymi naukowcami.

   Ekologia w dzisiejszym wydaniu, to religia czcząca, (zupełnie ślepym trafem) jakiegoś żółwia błotnego przy ignorowaniu całej reszty, bo po prostu reszta jest (na razie) nie do ogarnięcia
   A metody prób i błędów to niech se trenują na Tobie, ja się wypisuję z tego, z czego chcę i mogę.
<
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>   I co? Boisz się, że się nie załapiesz do elity w jaskini?

Boję się, że będę musiał

>jaki Ty widzisz związek, racjonalisto, między upadkiem cywilizacji, dla której wystruganie krzywego kija było epokowym wynalazkiem, a cywilizacją, która dysponuje energią atomową i technologiami zmieniającymi się z roku na rok z tendencją do zmian jeszcze szybszych?

Obie spełniają prawa fizyki

>   Pytam, jak kogo mądrego: czy Ty nie widzisz dalej, niż własny, hipokryzją gatunkową zadarty nos?

Oczywiście, że widzę, pisałem już o tym wielokrotnie - z ewolucyjnego punktu widzenia jesteśmy kolejnym gatunkiem trawożerców, wychodowanym przez trawy w celu wyparcia lasów. Jesteśmy fenotypem rozszerzonym traw.

>   Czy nie dostrzegasz przyrody, jako zjawiska ciągłego i dynamicznego (a mimo to, paradoksalnie, stałego) w dziejach Ziemi, i obejmującego wszystkie twory, gatunki w tym człowieka? I bez człowieka też?

Zbyt długo już mnie znasz, więc wiesz, że dostrzegam te sprawy najlepiej na tym forum - właśnie w tych kwestiach oświecam.

>   To człowiek jest dla przyrody, czy jest jej częścią i beneficjentem?

Jesteśmy organizmami symbiotycznymi - żyjemy dla krów i traw, tak jak krowy i trawy żyją dla nas. Przyroda nie jest podmiotem - popełniłeś logiczny błąd.

>   Przecież dzieje Ziemi notowały rozkwit i wyginięcie dziesiątków tysięcy gatunków, więc dlaczego akurat Ty masz być tym wybranym?

To prosta logika - jestem podmiotem, jako obserwator.

>   Jeśli martwisz się swoim losem za sto lat, to mnie nie rozśmieszaj, a jeśli martwisz się o swoje wnuki, to zrozum, że ja nie mam zamiaru

Martwię się także o siebie za 20 lat. Jeśli nie zatrzymamy rozwoju rolnictwa biopaliwowego, za 20 lat znikną lasy tropikalne, co odczujemy własnymi płucami

> teraz się umartwiać

Ja ci nie każę, nie bój się, jestem liberałem - przeciwnikiem przymusu.

>   Bo za 80 lat sztuczną kiełbasę o smaku prawdziwszym od prawdziwej, bo już doprawioną, będzie można pędzić w piwnicy na zaczynie z DNA świni w roztworze majeranku i pieprzu z solą.

Praw fizyki nie ominiesz - to naczynie też będziesz musiał karmić paszą.

>   Jeśli natomiast płaczesz nad losem Ziemi za sto tysięcy lat

Nie bądź śmieszny, zapominasz z kim i o czym mowa.

>   A co to dla Ciebie znaczy "ekologia"?

Nie wiesz, co to ekologia? To nauka o siedliskach życia - fizyka zastosowana do biologii.

>   Bo dla mnie słownikowa ekologia, to religia

Nie chce mi się tego czytać - po co zaglądasz, gdzie nie trzeba? Nie sprowokujesz mnie do dyskusji na takim poziomie, znajdź sobie kogoś, kto się uczy z wikipedii, może go przekonasz, żeby zmienił tan nawyk. Ja wiem i rozumiem, czym jest ekologia, nie potrzebuję szukać w wikipedii potwierdzenia swojej nad nią wyższości.

>różnice zdań w tym względzie między prominentnymi naukowcami.

Różnice zdań są dla nauki normalne - tylko religijni ich nie lubią.

>   Ekologia w dzisiejszym wydaniu, to religia czcząca

Gdy się jej nie rozumie, można tak twierdzić. Chociaż podejrzewam, że celowo ją szkalujesz, z pozycji religijnego wroga nauki. Podobnie jest z ateizmem - religijni nazywają go religią. To bardzo charakterystyczny sposób argumentacji, wybacz za to skojarzenie, ale nie mogę się powstrzymać, nie myśl, że podejrzewam Cię o lewicowe poglądy, bo nie podejrzewam, ale przypomniałem sobie, jak socjaliści kiedyś tak określali obelżywie liberałów z zachodu. Otóż poddani sowieckiego imperium nazywali "imperialistami" ludzi z wolnego świata - to bardzo charakterystyczna obelga poprzez projekcję. Zastanów się, dlaczego w tym wątku wybrałeś polemikę z pozycji wroga nauk przyrodniczych. Czy to lęk przed powrotem totalitaryzmu lub teokracji? Sądzę, że nieprzypadkowo użyłeś słowa "umartwiać się" - to chyba ten lęk odbiera Ci jasność myślenia.


doku
13-12-2009 16:32 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Nie chce mi się tego czytać - po co zaglądasz, gdzie nie trzeba?
   Nie wiedziałem, że już wszedł w życie zakaz.

>Zastanów się, dlaczego w tym wątku wybrałeś polemikę z pozycji wroga nauk przyrodniczych.
   Racjonalnym byłoby zastanowienie, do czego jest Ci potrzebne tak koślawe postrzeganie mojego punktu widzenia?

>Sądzę, że nieprzypadkowo użyłeś słowa "umartwiać się" - to chyba ten lęk odbiera Ci jasność myślenia.
   Aha, nie lękajmy się.

>Jesteśmy fenotypem rozszerzonym traw.
   Nie wszyscy - Ty jesteś fenotypem rozszerzonym bumerangu.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365