Racjonalista - Strona głównaDo treści
Moje świadectwo?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-12-2009 21:30Romanow (128 punktów)Moje świadectwo?
Ocena 11 na 11
Moje świadectwo.
Mimo, iż z tym serwisem jestem związany od dość dawna, to przez ostatnie kilka lat moje wizyty były bardzo rzadkie. Prawie nie istniały. Powodów było co najmniej kilka. Najważniejszą przyczyną chyba było moje niezrozumienie dla... "ateistycznej walki" czy też tworzenia "spisów powszechnych", itp. Cóż... właściwie nie widziałem sensu w "walce z wiatrakami", chyba wciąż nie widzę. Ale...
Religia - o tym można rozmawiać właściwie w nieskończoność. Lecz po co? Banał. Jeśli chodzi o tę sferę to przyjąłem w życiu dewizę... religia daje ludziom nadzieję, pomimo swojej historii, swoich idiotycznych dogmatów (właściwie jeśli o mnie chodzi to pojęcie dogmatu samo w sobie jest idiotyczne), czarów i wszechobecnego zakłamania... daje wielu ludziom sens życia. Jeśli ktoś chce wierzyć, daje mu to radość - dlaczego nie? Pod warunkiem, że nie wchodzi mi to z butami w życie. To był dobry pogląd. Ja nie afiszowałem się ze swoimi poglądami, potrafiłem się dostosować (gatunki, które nie potrafiły - wyginęły) zachowując swoje przekonania. Odzywałem się zapytany. Lecz prawdą jest to, że w dużej mierze się bałem. Ktoś może powiedzieć... bałeś? Czego? W XXI wieku się bałeś? Nie, nie bałem, wciąż się boje! Boje się przyznać do swoich poglądów. Tu się zaczyna "wchodzenie z butami w życie". Moje doświadczenia w tej sprawie są osobiste i bardzo subiektywne, nie widzę sensu tego opisywać szczegółowo. Ostatnimi jednak czasy mam wielki natłok religii (bardzo ogólnie), jest wszędzie. Dotyka mnie bezpośrednio i pośrednio przez wielu bliskich mi ludzi. Nawet stwierdzę, że mnie prześladuje zagłębiając się w najważniejszych dla mnie rzeczach. Dochodzę do wniosku, że w tym wypadku nie ma tu krztyny tolerancji. Właściwie nie jest istotne to, kto ma racje. Chodzi tylko o poszanowanie. Jeśli nie odnajduje go w moim otoczeniu... zaczynam powoli utożsamiać się innymi ludźmi. PSR. Człowiek lubi stykać się z innymi, którzy podobnie myślą. Czy jest tak, czy... hm... może to swoista oaza, wysepka na środku wielkiego oceanu pełnego krwiożerczych rekinów właściwie nieistotne. Powoli zaczynam rozumieć skąd pomysł tworzenia... nazwę to... wiem, ale ośmielę się... pewnej wspólnoty. Spotykania się w "ośrodkach", itp. Tak. Chyba mi to imponuje. Może jest tu ktoś z moich okolic... z Białegostoku, ktoś chętny i otwarty na dyskusje... jeśli tak, uprzejmie proszę o kontakt.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

och.karo (100 punktów)
Cytat:
>Moje świadectwo.(...)


jestem pod wrażeniem ..choć nie podzielam wszystkich Twoich poglądów, to jednak wyrażasz i moje emocje związane z tym portalem i otaczającym nas światem ...skromnie bez wojowniczej demonstracji czy osobistej buty...

pozdrawiam (niestety w trójmiasta)
karO

.
Rzaki Pak (181 punktów)
>religia daje ludziom nadzieję, pomimo swojej historii, swoich idiotycznych dogmatów (właściwie jeśli o mnie chodzi to pojęcie dogmatu samo w sobie jest idiotyczne), czarów i wszechobecnego zakłamania...

To że ludzie są gotowi wziąć tę nadzieję pomimo jej "historii, idiotycznych dogmatów, czarów i wszechobecnego zakłamania" jest właśnie najstraszniejszą rzeczą w religii. Ja osobiście nie założyłbym się o to, co oni są gotowi dla tej nadziei zrobić. Historia pokazuje, że potrafili zabijać i ginąć, kraść i kłamać, gwałcić i torturować... Co zrobią, gdy znowu wykształcą się warunku, które będą kazały im wybrać pomiędzy dobrem, a porzuceniem wiary i nadziei? Obawiam się, że część z nich wybrałaby wiarę i dlatego popieram te walki z wiatrakami. Perspektywa drugiego średniowiecza naprawdę mi się nie podoba...

Choć rozumiem, że chyba nie to było twoim głównym przesłaniem : P
Łukasz Romanowicz (128 punktów)
"Historia pokazuje, że potrafili zabijać i ginąć, kraść i kłamać, gwałcić i torturować..." tak, ale robią to także bez religii, religia stanowiła przykrywkę tych czynów, nie była powodem samym w sobie, przynajmniej tak mi się wydaje... Uważam, że każda skrajność jest negatywna, czy ślepa wiara, czy ślepa nienawiść...
Tylko muszę przyznać, że będąc targany z każdej strony przez niechęć i niezrozumienie mam ochotę zareagować co najmniej tak samo. Podobno "klasę człowieka można mierzyć tym, co wyprowadza go z równowagi", to czara wreszcie może się przepełnić...
Tylko co wtedy pozostanie? To nie wydaje się racjonalne

Subiektywny obraz nieobiektywnej rzeczywistości.
tichy (100 punktów)
Sz. Kolego (jeśli będzie można się do Ciebie tak zwracać)
Nie było mnie na tym Forum przeszło dwa lata. Przeglądając sobie ostatnio Internet odnalazłem znowu Racjonalistę. Przyznam szczerze, że niewiele się zmieniło. Kiedyś poruszałem temat o całym "ruchu racjonalnym". Moje obawy co do tworzenia nowej religii w złożonej z niewierzących nadal, niestety, nie zostały rozwiane. Cóż, niejako potwierdza to tezę, że człowiek musi w coś wierzyć i posiadać coś niematerialnego, jako punkt odniesienia.
Jestem skrajnym przeciwnikiem instytucjonalizowania wiary w cokolwiek. Nie mam zamiaru tworzyć przy tym otoczki inności i wyjątkowości. Po prostu nie jestem w stanie udać się do jakiegokolwiek kościoła i składać hołdy któremuś z bóstw i bóstewek. Nie wiem dokładnie jak jest u Ciebie, ale z mojego doświadczenia wynika, że nie jest tak piszesz. Dzisiaj mieszkam w miejscu uważanym, przez większość obecnych tu na Forum, za ostoję polskiego, faszyzującego, katolicyzmu. Jest to osada złożona z 15 domów, gdzie mój jest ostatni. Do najbliższego sklepu mamy ok 4 kilometrów. Najbliższy sąsiad oddalony jest o ok. 800 m. Po co to wypisuję? Otóż, chciałbym uświadomić Ci, że nawet zamieszkiwanie w takim miejscu nie jest powodem do strachu o swoją egzystencję. Wręcz przeciwnie. Układy z sąsiadami (100% Katolików) są bardziej niż poprawne. Obecny jest w nich szacunek dla człowieka (oczywiście mówimy o wsi w której nie było prądu, jeszcze w latach 80., tak więc należy skorygować pojęcie "szacunek"). Wszelkie niesnaski nie wynikają z tego, że nie chodzę do kościoła, lecz z bardziej prozaicznych powodów. Nie mam obaw co do wyrażania swoich poglądów, ani też nie specjalnie z nimi się nie afiszuję, bo mi to jest nie potrzebne do współistnienia. Uważam, że każda akcja wzbudza reakcję. Toteż niepotrzebnie nie "daję świadectwa" moich przekonań. Nawet jak mówię o nich głośno, przy okazji np. odwiedzin Klechy ze spisem trzody (chętnie się z nim spieram, choć przedstawia, raczej mierny obraz intelektualny), to są one akceptowane w mojej społeczności. Dlatego nie zauważyłem palącej dyskredytacji mojej skromnej osoby i potrzeby zwarcia szeregów na froncie walki przeciw nietolerancji. Na pewno jeśli taka potrzeba zajdzie, to stanę w obronie moich przekonań i jeśli np. będę zmuszany uczestniczyć w cyrkach KK to najprawdopodobniej zjednoczę się w partii będącej temu przeciwnej, lub na stałe opuszczę ten śmieszny kraj nad Wisłą. Na dzisiaj nie znajduję tego o czym piszesz tzn. strachu przed wygłaszaniem swoich sądów. Jeśli, z Twojej strony wygląda to inaczej, to chętnie, oczywiście za pomocą Internetu bo nie mieszkam w Twoich okolicach, mogę o tym porozmawiać. Może razem znajdziemy jakieś rozwiązanie.

Pozdrawiam

PS. Chętnych do dyskusji (nudzi mi się straszliwie) zapraszam do pisania na maila lp.po@yhcit. Podejmuję każdy temat.

I. Tichy
23-01-2010 10:56 
 Ocena 1 na 1
Mateusz (879 punktów)
>I. Tichy
   Naprawdę się tak nazywasz?
28-01-2010 19:38 
 Ocena 1 na 1
Łukasz Romanowicz (128 punktów)
Myślę, że stwierdzenie "religii w złożonej z
niewierzących" jest błędne. Już bym to bardziej określił jako
społeczność lub też, np. koło wzajemnej adoracji
Człowiek potrzebuje wierzyć... na pewno, ja też wierzę - w siebie, czy potrzebuje wierzyć w coś niematerialnego, etc.? Nie. Nie każdy.
Tym bardziej, że wydaje mi się, że mam to prawo(?) (powinienem mieć) żeby wierzyć w co chce... materialne czy tez nie. Czy potrzebuje, czy tez nie, to jest mój subiektywny obraz. Przypomina mi to ostatnią rozmowę ze znajomą w pociągu. Opowiadała mi ona o spotkaniach religijnych jakiejś sekty, której kapłani robili wiernym pranie mózgu, była tym strasznie poruszona, wręcz wołała o pomstę do nieba Pomyślałem, że właściwie religia katolicka robi to samo, ale ponieważ wiedziałem o jej dużym związku z KK, więc grzecznie poprosiłem o zmianę tematu, "bo za bardzo mnie to nie interesuje i za bardzo nie ufam żadnym religiom". Popatrzyła na mnie z politowaniem i powiedziała: "Musi być Ci ciężko w życiu, współczuje Ci, bardzo Ci współczuje i będę się modlić o Twoje nawrócenie".
Odpowiedziałem: "Dziękuje".
Właściwie jej głupoty były dla mnie bez znaczenia, tylko, że ja uszanowałem jej poglądy a mogłem to bardzo szybko skończyć, a spotkałem się z atakiem (oczywiście w jej mniemaniu spełniła swój chrześcijański obowiązek). I właśnie o to mi chodzi. To tylko epizod, banał, ale jest ich wiele. Właśnie takie sytuacje mnie nużą. Miałem też kilka zwrotów życiowych bardzo dla mnie traumatycznych. Związanych z brakiem tolerancji względem mnie od osób mi bliskich. Zastanawiam się więc jak mam reagować i jak to ocenić nie tracąc szacunku do samego siebie.
Widzisz... może to tylko moje odczucie... mój strach, takie "Moje
świadectwo", ale wciąż nie wiem jak mam się bronić.

...

Subiektywny obraz nieobiektywnej rzeczywistości.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365